Commission – W nowym, wspólnym domu (Assassin’s Creed III)

Przybywamy z ostatnią już częścią commissiona z Connorem i Haythamem w rolach głównych! :) Jeżeli ktoś nie czytał wcześniejszych części, a chciałby, są one tutaj – Część 1, Część 2. Polecamy przeczytanie, bo jest tu ciąg fabularny. Co do poniższego tekstu – znowu bardzo długi i pełen seksu XD Zatem, żeby się nie przejeść, sugerujemy czytanie na przynajmniej dwa razy, ale to już zostawiamy Waszej decyzji :) Miłego czytania! :)

*****

Znowu musieli polegać na znajomościach Haythama, gdy na trasie natrafili na kolejny patrol angielskich żołnierzy. Connor został w tyle i nie odzywał się, a jego ojciec z łatwością sprawił, że żołnierze nie nabrali żadnych podejrzeń. I to byli ostatni ludzie, jakich widzieli w ciągu ostatnich sześciu godzin. Obecnie kroczyli coraz węższą ścieżką pomiędzy coraz gęstszymi drzewami. Na pewno nie zabłądzili, ale Connor wiedział, że czeka ich długa droga w dziczy, do tego bardzo niebezpieczna. Było tu sporo kuguarów, z którymi wolał się nie spotykać. Może sam dałby sobie radę, ale byli konno, a i Haytham mógłby nie mieć z takim szans.
— Musimy znaleźć dobre schronienie przed zmrokiem. Nie możemy po prostu rozłożyć się przy ognisku — powiedział, oglądając się za siebie. Nie mogli jechać obok siebie, bo było zbyt wąsko, a po swojej lewej stronie mieli wysoką i stromą skarpę.
— A znasz takie? — spytał Haytham swoim naturalnie wyniosłym i głębokim głosem.
Jechał ze spokojem za swoim synem. Odkąd opuścili fort, znowu na swój sposób był na niego zdany, bo jednak każdy z nich lepiej radził sobie zależnie, czy to w cywilizacji, czy w dziczy.
Connor nie odpowiedział od razu. Najpierw uniósł wzrok w kierunku nieba i ściągnął swoje ciemne brwi.
— Myślę, że nie będziemy mieć wyboru i schronimy się w jaskini. Idzie burza.
— A są tu jakieś niezamieszkane przez miśki? — spytał templariusz z powątpiewaniem jeszcze wyraźniejszym przez angielski akcent.
— Myślę, że tak. Więcej jest ich tam. — Connor wskazał obszar pod zboczem, którym jechali. — Nie bój się. Będziemy tu bezpieczni, ale musimy znaleźć miejsce na nocleg przed zmrokiem. Są tu dzikie koty.
Haytham uniósł wysoko brwi i prawie się roześmiał.
— Że niby ja — spytał, podkreślając to słowo — się boję?
Connor obejrzał się na niego i uśmiechnął się, co trudno było to zobaczyć teraz zza jego długich, czarnych włosów. Mimo to Haytham usłyszał w jego głosie rozbawienie.
— Nie bałbyś się, gdyby zaatakowały nas trzy kuguary?
— Nie. Byłbym poważnie zaniepokojony. Nie nazwałbym tego jednak strachem. — Haytham upierał się przy swoim. — Zresztą, od czego ciebie mam?
— Od tego, żebym mógł cię obronić, jeśli zaatakowałoby nas dzikie zwierzę — odparł Connor i znów spojrzał przed siebie. I w tym samym czasie poczuł kilka ciężkich kropel na ciele.
Spojrzał w górę i zobaczył szybko przesuwające się, ciemne chmury. Wiatr się wzmógł, więc podejrzewał, że i ulewa nadejdzie szybciej, niż się spodziewał.
— I od tego, żeby znaleźć nam schronienie w lesie. Connor, wierzę, że czujesz, że zaczyna padać, a ja nie przepadam za moknięciem. — Haytham także poczuł deszcz i wymownie o tym poinformował.
— Zaraz coś znajdziemy — zbył go syn, już całkowicie skupiając się na drodze.
Wiedział, że jeśli nagle się rozpada i to tak, jak potrafiło padać w tych rejonach, to mogli nawet nie zauważyć jaskini, gdyby obok niej przeszli. Ulewy były gęste, choć ich plusem było to, że z reguły deszcz był ciepły.
W pewnym momencie, gdy deszcz padał coraz mocniej, Connor zatrzymał ich, zeskoczył z konia i z krótkim „czekaj” zszedł ze ścieżki, aby następnie zniknąć między drzewami w nieznanym Haythamowi celu. Ten skrzywił się z niezadowoleniem. Został sam na deszczu, nie było to w żaden sposób dla niego korzystne. Moknął i czuł, jak woda zaczyna wpływać mu pod ubranie. Pewnie juki też przemokną. Niech to szlag.
Czekanie dłużyło mu się niemiłosiernie. Do czasu, aż usłyszał szelest po prawej stronie i… jakoś automatycznie pomyślał o dzikich kotach. Sięgnął więc powoli do paska, gdzie pod płaszczem miał broń. Ale gdy tylko spomiędzy zarośli wyłonił się kształt, rozpoznał w nim swojego syna. Ten już też był całkowicie przemoczony.
— Znalazłem jaskinię! Musimy zejść z koni i poprowadzić je po zboczu w górę za uzdy! — zawołał, przekrzykując coraz głośniejszy deszcz. Naraz zrobiło się znacznie ciemniej, mimo że do zachodu było jeszcze z pół godziny.
— Oh, cudownie — odparł ironicznie Haytham, ale nie miał wyboru. Musiał wstać i udać się za synem razem ze swoim koniem, mimo że deszcz już całkiem przemoczył jego okrycie głowy.
Connor skutecznie nie odnosił się do tych kąśliwych komentarzy. Przywyknął do nich, a i skupiony był na czymś innym niż na jego humorach. Podążył jako pierwszy, powoli prowadząc swojego wierzchowca pomiędzy drzewami w górę dość stromego zbocza. Z liści kapały na nich wielkie krople deszczu, a on czuł, że ubrania coraz bardziej na nim ciążą. Z długich, niespiętych włosów woda kapała mu na twarz. Widoczność była coraz gorsza, ale bez problemu podążył prosto do groty, którą chwilę temu odnalazł. Wejście nie było specjalnie duże, ale wnętrze już tak. Konie bez problemu się zmieściły.
— Niestety szybko nie znajdziemy suchego drewna — mruknął Connor, gdy znaleźli się w środku, ogarnięci jeszcze większym mrokiem.
— To niedobrze — podsumował Haytham, stając z dłońmi wyciągniętymi przed siebie, żeby pokazać, jak bardzo spływa mu z nich woda. — Ale rozumiem, że i tak zaraz jakoś rozpalisz ogień? Nie chcę przemarznąć.
Connor obdarzył go zdegustowanym spojrzeniem, które w tym momencie wręcz dziwnie upodobniało go do ojca.
— Tak. Zaraz się tym zajmę. Ty przynajmniej zajmij się końmi — polecił i zostawiwszy większość broni, a zabierając jedynie jeden nóż w razie konieczności obrony, wyszedł z jaskini prosto na siarczysty deszcz.
Haytham skrzywił się i popatrzył na konie. I kiedy już podszedł niechętnie do swojego, ten potrząsnął grzywą i ochlapał go kolejną porcją wody. Aż jęknął ze zdegustowaniem tą niesprawiedliwością życia. Za karę więc najpierw odsunął się, żeby chociaż zdjąć z siebie ciężki, mokry płaszcz, a dopiero po tym rozsiodłać wierzchowce.
Myślał, że jest przemoczony i że gorzej być nie może. Jak się okazało, jego syn był w jeszcze gorszym stanie, gdy wrócił po kilkunastu minutach. Zostawiał za sobą wręcz kałuże wody. Na wydeptane podłoże jaskini rzucił mokre, ale grube kawałki drewna i odsunął włosy z twarzy. Oddychał głęboko. Dosłownie się z niego lało.
— Rozbierz się, bo się przeziębisz — poradził mu Haytham, bo może i nie było szczególnie ciepło w jaskini, ale nie było zimno na tyle, żeby bardziej zmarznąć niż w mokrych ubraniach. Do tego tak jego syn powinien mieć większą motywację, żeby szybko wzniecić ogień.
— Mhm — Connor tylko odmruknął i wytarłszy ręce o odzienie, zaczął je z siebie zrzucać.
Ledwie co było widać, bo na zewnątrz już pociemniało. Jedynie sporadyczne błyskawice rozświetlały niebo. Connor jednak wolał nie rozpalać ogniska, zanim się nie rozbierze, więc najpierw rzucił wszystko, co miał na sobie, w jedno miejsce, a włosy spiął. Jego skóra wciąż była wilgotna, a teraz pojawiła się na niej gęsia skórka. Mimo to nie marudził. Podszedł do mokrego drewna całkiem nago, z nożem. Kucnąwszy, zaczął je siekać. Musiał dostać się do suchego wnętrza i ułożyć z tego małe ognisko.
— Jest w jukach jeszcze coś suchego do odzienia? — zapytał przy tym.
— Co? Nie… — odparł od razu jego ojciec, chociaż nawet nie sprawdzał, co jest w jukach. A raczej co jest w jukach jego syna, bo wiedział, że w swoich nie ma nic do przebrania poza czystą bielizną i jedną koszulą. Niezmiernie go to mierzwiło, ale na szczęście widok nagiego Connora poprawiał mu nastrój.
Asasyn odmruknął z niechęcią i otarł mokry nos o ramię, wracając do ścinania na jedną kupkę mokrej części drewna, a suche ścinki rzucając na drugą. Przez to, że kucał, widać było przynajmniej trochę w tych ciemnościach zarys jego silnych, teraz mokrych ud i oczywiście dużych, mięsistych i okrągłych pośladków. Haytham kompletnie zapomniał przez nie, że nadal stoi niedaleko koni, cały mokry i tylko patrzy na ciało swojego syna. Znowu zapragnął znaleźć się między tymi krągłymi pośladkami… oczywiście zaraz po tym, kiedy w jaskini zrobi się cieplej i jaśniej. Chłód zresztą przypomniał mu, że sam powinien się ogarnąć. Skrzywił się i starając się odłożyć swoje odzienie tak, żeby się nie pobrudziło, też się rozebrał.
W tym czasie Connor zdążył rozpalić ognisko. Z początku trudno było to zrobić, ale najwyraźniej był w tym dobry. Życie w dziczy nauczyło go wielu rzeczy i potrafił sobie poradzić nawet w ekstremalnych sytuacjach. Dzięki temu po kilku chwilach jaskinia została rozświetlona. Już przez sam ten fakt wydawało się, że nagle zrobiło się też cieplej.
— Na tych spróbujemy rozwiesić odzienie — zaproponował, tym razem już wstając i ustawiając długie patyki tak, żeby dało się na nich powiesić ubrania. Dwa skrzyżował ze sobą w postać jednej nogi od swojej konstrukcji i związał je u góry. Z kolejnymi dwoma zrobił to samo, a na nich postawił grubszą gałąź. I od razu zabrał od ojca ubrania i część swoich, żeby te suszyły się blisko ognia. Nogi dodatkowo zablokował znalezionymi kamieniami.
— Dobra myśl — pochwalił go Haytham i sam w jeszcze mokrych butach i bieliźnie podszedł do ognia, żeby się ogrzać.
Westchnął i potarł się po ramionach, zaraz jednak patrząc znów na syna i na jego nagie ciało. Wypchnąłby go jeszcze raz na ten deszcz, żeby tylko zobaczyć kropelki wody błyszczące w świetle na jego skórze.
— Dalej ci zimno? — zapytał Connor, poprawiając ubrania na drewnianym stelażu. Z jego włosów jeszcze wypływały większe krople wody i mknęły między zagłębieniami dobrze zbudowanego, śniadego ciała.
— Nie powiedziałbym, że zimno, ale nadal nie czuję komfortu termicznego — odparł templariusz, pocierając dłoń o dłoń, bo te miał najchłodniejsze. Kiedy wyschły, sięgnął do swoich włosów, żeby je rozwiązać i też wysuszyć.
— Zaraz powinno być cieplej.
Connor w końcu podszedł do swoich juków, żeby zobaczyć, czy jest tam coś suchego. Niestety okazało się, że większość rzeczy przemokła. Znalazł za to jeden z koców, który był od jednej strony bardziej suchy. Rozłożył go przed ogniskiem na chłodnej ziemi, żeby mogli na nim usiąść. Potem wyciągnął z juków resztę rzeczy, żeby nie leżały razem, a były trochę rozłożone i wyschły. Przy tym cały czas świecił tym swoim dużym penisem i równie apetycznymi pośladkami swojemu ojcu, chodząc tam i z powrotem po jaskini. Oczy templariusza wodziły za nim, aż w końcu ich właściciel uznał, że też powinien dać swoje rzeczy do wyschnięcia. Płaszcz jeszcze musiał wytrzepać z wody, bo aż z niego ciekło.
— Mam nadzieję, że do rana przejdzie ta burza. Masz dość drewna? — zwrócił się do syna i kiedy obok niego przechodził, niby niechcący dotknął wierzchem dłoni jego pośladka.
Connor nie mógł tego nie poczuć. Obejrzał się jednak tylko pytająco na ojca i spojrzał na kupkę mokrych wiór.
— Tego wystarczy na dwie, trzy godziny. Nie mamy tyle, żeby w nocy się ogrzewać… — wyjaśnił, chcąc dodać, że mogą zakryć się kocami, ale… te były mokre. Ściągnął więc brwi w skupieniu.
— Jest tylko ten koc? — spytał Haytham, wskazując z pogardą ten, który leżał na ziemi. — Niedobrze. Ale zawsze zostaje nam podstawowa metoda ogrzania się.
Asasyn zatrzymał się nad kocem, na którym chciał usiąść i popatrzył na ojca.
— Jaka?
— Nie mów, że nie wiesz. Kiedy jest zimno, trzeba spać z kimś. W końcu drugie ciało zawsze ogrzeje lepiej niż niejeden koc — wyjaśnił templariusz tonem, jakby Connor nie wiedział najbardziej oczywistych rzeczy.
Ten to wiedział, jednak obawiał się tego, że będzie przy ojcu… dziwnie reagował. Coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego, jak Haytham i jego bliskość potrafiły go pobudzić, a nie chciał, żeby ten nazywał go niedoświadczonym i dodatkowo zawstydzał, gdy niespodziewanie się podnieci.
— Tak, ojcze, wiem — odmruknął i obejrzał się na ulewę, która wciąż nie ustawała. — Nie wiem tylko, czy nie rozsądniej by było, gdybym przyniósł jednak więcej drewna — dodał, chociaż już był nagi, przynajmniej częściowo wysuszony i jakby nie patrzeć, zmęczony podróżą.
— Jedno i drugie nie zaszkodzi. Zresztą, czego się wstydzisz, Connor? — spytał Haytham i w końcu uznał, że sam się rozbierze.
Poszedł po suchą, a przynajmniej częściowo suchą bieliznę. Rozebrał się, dając tylko chwilę synowi na oglądanie swojego nagiego ciała i zaraz wrócił do ognia, żeby przy nim powiesić resztę mokrych ubrań i znów się dogrzać.
— Niczego się nie wstydzę… — odmruknął asasyn, dopiero gdy jego ojciec wieszał odzienie, bo tak jak ten wcześniej się na niego zapatrzył, tak teraz Connor zawiesił wzrok na jego penisie, gdy ten jeszcze był odkryty.
— W takim razie, jeśli nie chcesz znowu moknąć, to nie widzę przeszkód, żeby spać razem. Nie, żeby było to dla ciebie jakieś obce.
Connor odetchnął głęboko i rozwiązał włosy, żeby także wyschły. Usiadł w końcu na kocu i wyciągnął dłonie do ognia.
— Mam nadzieję, że rano przestanie padać — zmienił temat, nie patrząc na ojca, tylko na duże płomienie w ognisku.
Ten za to patrzył na niego. I widząc kapitulację syna, uśmiechnął się pod nosem. Usiadł tuż obok niego i nie pytając o pozwolenie, przesunął między palcami kosmyk jego włosów.
— Nie męczy cię to?
— Hm? — Connor popatrzył na niego bezmyślnie. — Co?
— Takie życie. Spanie w jaskiniach, cały czas w drodze? Ja jestem wykończony — powiedział Haytham z teatralną i przesadzoną rozpaczą nad swoim losem.
Nad tym Connor zbyt dużo nie myślał. Właściwie to w ogóle nie zdarzało mu się szczególnie dużo myśleć o swojej przyszłości.
— Nie wiem. Do tego jestem przyzwyczajony — odpowiedział, pocierając dłoń o dłoń.
Czuł przyjemne ciepło na klatce piersiowej i nogach dzięki ognisku. Z boku za to czuł ciepło od własnego ojca. Ten bowiem nie siedział, jak wypadałoby, daleko, tylko wręcz bardzo blisko.
— Do wszystkiego można się przyzwyczaić i od wszystkiego odzwyczaić. Nie chciałbyś spać w wygodnym łóżku co noc?
Tym razem asasyn już popatrzył na niego czujniej. Z bardzo bliska i aż zaskoczyło go, jak inaczej wyglądał Haytham z rozpuszczonymi włosami. Przez to aż na sekundę się zapatrzył.
— Może… Ale widzisz, że to teraz niemożliwe. Dążysz do czegoś?
— Czemu niby niemożliwe? — drążył Haytham, bo może i rozumiał, ale wolał, żeby Connor pomęczył się z odpowiedzią i sam zauważył, jak ograniczone było jego myślenie.
— Bo… Haytham, przecież wiesz, że mam swoją ścieżkę, którą podążam. Jeśli znów próbujesz mnie „nawrócić”, to jest to zły moment — odmruknął asasyn już bardziej wrogo. Wrócił też spojrzeniem na ognisko.
Templariusz przewrócił oczami i odetchnął jak cierpiętnik.
— Nie próbuję cię nawracać. I nigdy nie próbowałem. To jedynie moja troska o ciebie. Jesteś moim synem. Nie chcę, żebyś źle przez tę swoją ścieżkę skończył. A sam myślę o tym, żeby w końcu odpocząć.
Jego słowa na powrót wzbudziły w Connorze czujność i uwagę.
— Chcesz przestać być templariuszem? — dopytał podejrzliwie.
— Rozważałem to… — przyznał Haytham, bo faktycznie myślał o tym. Jego cele się nie spełniały, a on czuł, jakby czegokolwiek się tknął w słusznej sprawie, obracało się na niekorzyść.
I znów swoją odpowiedzią zawładnął uwagą Connora. Ten był zadowolony, słysząc to, bo… nie chciał walczyć z ojcem. Uważał oczywiście Haythama za niemożliwego egoistę i znał jego wady, ale od jakiegoś czasu nie podobała mu się wizja, w której miałby go zabić.
— To dobrze… Nie chcę, żebyśmy byli wrogami — powiedział ostrożnie.
Haytham nieznacznie się do niego uśmiechnął. Jego rozpuszczone włosy powoli wysychały, przez co z każdą chwilą wyglądał inaczej. Inaczej niż na co dzień, kiedy Connor widział go poważnego i starannie ubranego.
— Jeśli nie pamiętasz, ja nie życzyłem sobie tego od naszego poznania. Ty tylko byłeś zaślepiony swoimi ideałami.
Brwi Connora znów ściągnęły się ostrzegawczo.
— Nie jestem zaślepiony, ojcze. Walczę w imieniu tych, którzy sami nie potrafią tego zrobić.
— A może powinni się tego nauczyć? Nie można ciągle decydować za kogoś. Pozbawiasz ich wolnej woli na swój sposób.
— Nie rób ze mnie wroga ludzkości, Haytham…
— Nie robię, co to to nie. Zwyczajnie sugeruję inne rozwiązanie, w którym nie musiałbyś nosić za innych ich odpowiedzialności.
— Jakie? — mruknął Connor i zmienił pozycję. Usiadł po turecku, żeby… cóż, wysuszyć też swoje krocze, bo na włosach łonowych wciąż miał trochę wilgoci.
— Nie myślałeś, żeby po prostu się od tego odciąć? Zamieszkać gdzieś na spokojnie, żyć po swojemu? — zaproponował Haytham, bo w sumie tułanie się od jaskini do jaskini nie było niczym ciekawym.
— Myślałem. Ale to bardzo odległe. Najpierw muszę zadbać o to, żeby tacy ludzie, jak moi bracia z wioski, nie bali się, że koloniści najadą ich i wybiją.
— Connor… — Haytham odetchnął głęboko i położył mu jakby nigdy nic dłoń na udzie. — I tak nie obronisz wszystkich. A tej odległej przyszłości możesz nie dożyć. Nie żal ci własnego życia?
Asasyn popatrzył na jego dłoń i westchnął głębiej.
— Nie wiem. Inni ludzie to coś, dla czego mogę żyć. Jaki miałoby cel mieszkanie samemu?
— Nie musiałbyś koniecznie mieszkać sam. Poza tym, jest wiele sposobów, żeby pomagać. Chociażby bardzo dobrze polujesz, na pewno wszędzie przyjęliby z otwartymi rękoma takiego myśliwego jak ty. Oprawianie skór to pożyteczne zajęcie. — Ojciec młodego mężczyzny starał się wyidealizować mu wizję siebie w osiadłym stylu życia.
— Wiem. Od czasu do czasu sprzedaję skóry — odpowiedział Connor, który nie był pewien, czy teraz powinien myśleć o tym, co ewidentnie chciał mu przekazać ojciec. Miał swój cel. A do tego rozpraszała go dłoń na udzie, której bynajmniej nie strącił. — Już ci cieplej — ocenił, próbując zmienić temat. Wskazał przy tym na dłoń ojca, bo ta zdecydowanie była ciepła.
— Bo ogrzewam się od ciebie — odparł niewinnie Haytham i przesunął dłonią wyżej po udzie swojego syna. Tak, przekazał mu chyba wszystkie najlepsze geny, tak samo jak jego matka. Connor miał ciało, któremu trudno było się oprzeć. I był naiwny. — I mógłbym to robić częściej, gdybyś nie dał się zabić gdzieś podczas tych swoich misji.
Connor przełknął ślinę, czując, że penis trochę mu zesztywniał. Przez to szybko uniósł kolano, pozbywając się dłoni ojca i złączył nogi.
— Chciałbyś więcej czasu razem przebywać? — dopytał.
— Jeśli nie biegałbyś po miastach i nie zabijał ludzi, to bardzo chętnie. Myślę, że tobie też by to posłużyło pozytywnie — odparł Haytham, niezrażony tym chwilowym wycofaniem syna.
— Pomyślę o tym — odparł defensywnie Connor, chcąc naprawdę dać sobie na to czas, bo Haytham potrafił być bardzo przekonywujący, ale on nie chciał teraz godzić się na coś, co mogło być tylko wynikiem manipulacji ojca.
Odsunął włosy z twarzy na plecy i znów zerknął na jego dłoń.
— Chcesz? — Haytham zauważył jego spojrzenie bezbłędnie i swoim pytaniem wywołał blady rumieniec na twarzy syna.
— Uprawiać seks…?
— Może to do tego doprowadzić. Ale szczegółowo pytałem, czy znowu chcesz, żebym cię dotknął? — spytał, patrząc na syna.
Connor wciągnął do płuc dużo powietrza i spróbował powściągnąć myśli, które sprawiały, że sztywniał.
— A ty byś chciał?
— Nie proponowałbym inaczej.
Connor więc po chwili zawahania opuścił znów nogi, siadając tak, jak chwilę temu i jednoznacznie dając ojcu swoje udo do dotknięcia. Samemu czując, że tego chce, wychylił się i lekko pocałował ojca w szczękę, czując na nosie jego długie, siwawe włosy.
Haytham zaraz odwrócił głowę i już kolejny pocałunek przyjął na swoje usta. Jego wolna dłoń też ponownie znalazła się na silnym udzie syna. Pogładziła je i w końcu młody asasyn poczuł palce na wewnętrznej stronie swojego uda. Stęknął nisko i cicho, a przy tym przymknął oczy i całował się dalej z templariuszem. Lubił to robić. Wywoływało przyjemne ciarki w całym jego ciele, mimo że pozornie była to bardzo zwyczajna czynność. Ale język i wargi Haythama były bardzo sprawne. Równie sprawne jak jego palce, które chciałby poczuć na powoli sztywniejącym penisie.
— Connor… — Haytham na chwilę przerwał pocałunek. — Chcesz nauczyć się czegoś przydatnego i podniecającego?
Asasyn chciał odruchowo zapytać, czy też bolesnego, bo wiele rzeczy, których uczył go ojciec, niosło przy okazji dyskomfort. Nie zrobił jednak tego, bo to nie przystawało mężczyźnie jego pokroju. A że był ciekaw, przytaknął.
— Mogę… A co to takiego?
— Chcę, żebyś zrobił coś, co jednocześnie sprawi, że poznasz lepiej własne ciało oraz co sprawi, że będzie bardziej podniecająco. To przydatna umiejętność, taka jak dotykanie własnego penisa — zachęcił go Haytham, pragnąc zobaczyć to, co już widział oczami wyobraźni.
Na razie tylko zobaczył, że brązowe, całkiem duże i ładne oczy Connora zmrużyły się w zamyśleniu, ale i ewidentnym zaintrygowaniu. Asasyn nie miał zielonego pojęcia o tajemnicach łóżkowych… poza tym, czego dotąd nauczył go jego własny ojciec, więc nie wiedział nawet, co jeszcze można robić i z czego czerpać rozkosz. A to dawało Haythamowi duże pole manewru.
— To powiedz, co mam zrobić. To zobaczę — zaznaczył Connor, żeby jego ojciec wziął pod uwagę, że może nie chcieć się zgodzić.
Haytham skinął głową, godząc się na te warunki, jednocześnie wiedząc, że i tak przekona swojego syna do zrobienia czegoś niestosownego na jego oczach.
— Po pierwsze, jeśli chcesz mieć ze mną seks, to wstań, pokaż, że tego chcesz, a nie wyłącznie dajesz mi nadzieję.
I już tutaj napotkał na przeszkodę. Na twarzy Connora pojawił się brak zrozumienia.
— A… Mam wstać i to pokazać? Jak? To nie… dotykaniem, mam pokazać, że chcę? — zapytał. Gubił się.
Haytham westchnął nisko. Czasami to, jak wolno i w ograniczony sposób myślał Connor, było zaletą, czasami niestety wadą.
— Connor, pamiętasz, jak ja cię dotykałem? Kiedy robiłem to między twoimi pośladkami? — spytał spokojnie, nie denerwując się niepojętnością ucznia.
— Tak… — Connor odsunął się znów trochę, bo rozmawianie o tym, gdy dzieliły go od twarzy ojca niemal milimetry, było krępujące.
— W takim razie spróbuj zrobić to samemu — zachęcił go Haytham z lekkim uśmiechem i poklepaniem po udzie. — No dalej, to bardzo seksowny widok.
Asasyn znów wyraził swoją miną brak przekonania, ale widząc ponaglenie na twarzy ojca, w końcu podniósł się i stanął kawałek dalej od ogniska. Haytham z dołu więc mógł zobaczyć całą jego postać na tle tej nieustającej ulewy, widocznej na końcu jaskini, przy jej wyjściu.
Po stanie penisa Connora mógł ocenić, że na szczęście nic się nie zmieniło i ten niedoświadczony, młody mężczyzna wciąż podnieca się w ich kontaktach. Może nie był w pełni sztywny, ale główka już wychylała się spod napletka. A te śniade pośladki… niestety nie były teraz widoczne. A wszystko dlatego, że Connor stał przodem do ojca.
— Mam się tam dotknąć…? — upewnił się, jakby nie dowierzał.
— Mhm, spróbuj — zachęcił go Haytham i odwrócił się na kocu bokiem do syna, żeby dobrze go widzieć. Jego nagie ciało i całkiem podniecające, niepewne spojrzenie z góry.
Widział, że Connor nie ma pojęcia, jak to zrobić. Ta czynność wydawała się tak prosta, ale była dla niego tak obca, że wprawiała go w brak pewności. Do tego wydawało mu się to… dziwne, żeby dotykać swoich pośladków, ale w końcu zrobił to. Haytham zobaczył, że jego syn sięgnął za siebie i chyba ścisnął swój pośladek. A przy tym zacisnął szczękę.
— Mhm, czujesz, czemu są takie dobre? Czemu się ich pragnie? — spytał ze spokojem, chociaż najchętniej sięgnąłby do własnych spodni, żeby się dotknąć.
— Nie wiem… Może. Są duże — odparł prosto Connor, czując, że w swojej dużej dłoni nie jest w stanie w całości złapać swojego pośladka. Ale nie tylko jego zapragnął poczuć, ale i… dziurki. Więc może w słowach Haythama coś było, bo jego palce trochę się przesunęły i lekko musnęły pomarszczoną skórę.
Jego ojciec pilnie się temu w tym czasie przyglądał. Było to coś naprawdę podniecającego. I jeśli nie dla Connora, to na pewno dla niego.
— Mmm… i jak?
— Całkiem dobrze… — wychrypiał Connor, czując, że więcej krwi spływa mu do krocza. Dlatego tym razem odwrócił się już prawie że plecami do Haythama. Dzięki temu faktycznie zabrał mu widok swojego krocza, ale z drugiej strony dał cudowny widok na okrągłe pośladki i palce, które wciąż niepewnie sunęły w górę i w dół rowka. Trochę odkształcały przy tym jeden pośladek, ale widocznie wzbudzały spięcie w ciele asasyna, gdy tylko trafiały na maleńką, ściskającą się szparkę.
Haytham zamruczał nisko z pochwałą dla zachowania syna. Connor patrzył na niego zza ramienia takim wygłodniałym wzrokiem, jakby chciał, żeby tylko podszedł i go wziął. Albo templariusz chciał to widzieć.
— Spróbuj wsunąć palec.
Connor jeszcze raz popatrzył na niego z nadzieją, czy jednak Haytham nie zdecyduje się do niego zbliżyć, ale ten nadal obserwował go jak zwierzynę. Trochę go to niepokoiło i krępowało, ale przecież na razie było dobrze. No i sam decydował, czy coś zrobi, czy nie. To go uspokajało, więc zamruczał krótko na zgodę i skupiwszy się, nacisnął palcem wskazującym na zwieracz. Od razu poczuł, że penis mu drgnął, zaś gdy naparł palcem i wsunął opuszek do środka, z jego ust wydobyło się zduszone „mhhh!”. Dziurka od razu objęła palec ciasno, przez co Connor obawiał się go nawet wyciągnąć.
— Przyjemnie ciepło, czyż nie? — spytał Haytham i w końcu nie mogąc się dłużej powstrzymać, wstał, żeby objąć swojego syna od tyłu.
Ten od razu westchnął z ulgą. Palca jednak nie wyciągnął, bo miał wrażenie, jakby zakleszczył go własną dziurką. Był tam spięty, mimo że dotyk Haythama był teraz przyjemny.
— Znacznie cieplej niż na deszczu — przyznał, bo mężczyzna miał rację. Od razu zrobiło mu się gorąco.
— Lepsze niż ogrzewanie się kocem — dodał podstępnie templariusz. Jego bielizna była już wypchana wzwodem, a dłonią mocniej przysunął dłoń Connora do jego własnego tyłka, żeby wsunął palec jeszcze głębiej.
Ten więc, mimo ścisku na dole, wszedł dalej, a asasyn stęknął cicho i złapał drugą dłoń bok Haythama na ślepo.
— To cię podnieca? — dopytał, oddychając z trudem i czując, że nawet dotyk własnym palcem jest… przyjemny. Dotąd sprawiał sobie rozkosz tylko poprzez pocieranie penisa. Nie miał pojęcia, że w taki sposób też jest to możliwe i takie dobre.
— Kiedy ktoś o takich pośladkach to robi, zawsze jest podniecająco. Kiedy ty to robisz, jest jeszcze lepiej — odparł templariusz, tym razem nawet nie myśląc, żeby kłamać. Mówił, jak było.
Connor musiał to odebrać jako prawdziwy komplement, a nie coś, co mogłoby każdego innego mężczyznę w jakiś sposób obrazić, bo obejrzał się na ojca i… lekko się uśmiechnął.
— A mamy jeszcze tę oliwę? — zapytał. Ojciec ostatnio mówił, że z fortu zabrał zamiast masła oliwę, która mogłaby im pomóc.
Haytham odpowiedział uśmiechem. To było bardzo seksowne pytanie w jego uszach.
— Mam. Chcesz? — spytał, wykorzystując sytuację do maksimum.
— Tak — odparł bez zawahania Connor. — Jest mi lepiej, gdy jest ślisko. Mówiłem ci.
— A jak ci jest jeszcze lepiej? — spytał Haytham, wykorzystując tę chwilę szczerości. Przy tym odsunął się, żeby wziąć wspomnianą oliwkę z juków.
Connor zastanowił się i w końcu powoli, żeby się nie podrażnić, wysunąć palec z tyłka. Odetchnął cicho i odwrócił się znów przodem do Haythama, uspokojony tym, że i ojciec miał już wyczuwalny wzwód.
— Wolę robić to tak, że jestem do ciebie przodem — mruknął. Pamiętał, że już mu to mówił, więc nie czuł się z tym źle, skoro wtedy Haytham go nie wyśmiał.
— Ale tak teraz? I coś możesz mi powiedzieć, czego jeszcze nie wiem?
Haytham wyprostował się z namiotem w bieliźnie, trzymając w dłoni buteleczkę z oliwą. Wcale nie taka maleńką.
Tętno asasyna trochę przyspieszyło, gdy spojrzał zarówno na krocze ojca, jak i oliwkę. Wiedział, że oba te widoki zwiastują coś bardzo przyjemnego. Przez tę myśl musiał dotknąć i swojego penisa, więc delikatnie go potarł, mając nadzieję, że ojciec nie skomentuje tego jakoś kąśliwie.
— Lubię… lubię, gdy to robisz — powiedział, drugą ręką łapiąc swój sutek, ściskając i patrząc na niego z brakiem przekonania na swojej męskiej, młodej twarzy. — Ale gdy sam to robię, to nie jest tak dobre.
Haytham tylko pokiwał głową i podszedł do niego. Złapał go za dłoń, którą szczypał się po sutku. Wcisnął mu w nią buteleczkę olejku. Kiedy już miał obie dłonie wolne, ujął syna za sutki i podrażnił je całkiem mocno, ściskając je. A Connor momentalnie sapnął i zacisnął mocniej palce na butelce.
— Wła… właśnie tak — wydyszał, patrząc na ojca z większym rozgorączkowaniem.
Haytham dalej nic nie mówił, stojąc przed nim. Teraz złapał w dłonie całe piersi asasyna i ścisnął je krótko. Po chwili postukał w jego klatkę pięścią. Dopiero po tym się odezwał.
— Kuszące niemalże jak twój tyłek.
Connor zaczerwienił się trochę, spuścił wzrok i na butelkę i uśmiechnął się.
— Dzięki — odparł i odkręcił oliwę.
Haytham, widząc to, także się uśmiechnął.
— Mhm. Polej sobie na dłoń i spróbuj sam — zachęcił, nie puszczając jego klatki piersiowej.
Tymczasem asasyn wylał na palce tłustą ciecz i potarł nimi o siebie, żeby ją rozprowadzić. Po tym przygryzł wargę ze skupieniem, ściągnął mocno brwi, jakby przymierzał się do strzału z łuku w odległy cel, aż wreszcie powoli wsunął palec w swój odbyt. Sapnął cicho i zerknął w oczy ojca, wsuwając go głębiej ze znacznie większą łatwością.
Starszy mężczyzna pocałował go w pełne usta. Connor w ogóle taki był, miał wiele krągłości, które chciało się dotykać, pieścić i… posiadać na własność. A żeby to wszystko mieć, Haytham musiał posiąść umysł tego młodego asasyna.
— Mmm… I jak? Lepiej?
— Mhm… — wydusił Connor, w jednej dłoni mocno ściskając butelkę, a palcem drugiej powoli poruszając w przód i w tył. Zupełnie jakby całkowicie intuicyjnie się nim pieprzył.
Haytham skinął głową. Był zadowolony z Connora. W nagrodę więc ścisnął mu jeden z sutków i znów wywołał szczere stęknięcie. Do tego asasyn podsunął się bliżej, wychylił głowę do jego szyi i czując rozpuszczone włosy Haythama na twarzy, pocałował go w szyję. Nie ustawał też z pieszczotami swojej dziurki i kręcił palcem, czując, jak przyjemnie poddaje się takiemu masażowi. Od tego penis już mu prawie całkiem zesztywniał.
Haytham nie miał nic przeciwko takiemu rozgorączkowaniu u jego syna. Chętnie objął go w pasie i sam przesunął dłoń z jego piersi, przez bok, aż na pośladek. Ścisnął go z niskim westchnięciem.
— Robi ci się tam coraz lepiej, prawda? I luźniej, hm? Nie chcesz tam więcej?
— Może… — odmruknął Connor, całując ojca po szyi i myśląc, czy rzeczywiście wsunąć drugi palec.
Uznał, że może spróbować, więc wstrzymał oddech i naparł drugim palcem. Ale że wraz ze wstrzymaniem oddechu zacisnął się, przy tym zabiegu stęknął trochę głośniej. Palec jednak dzięki śliskości wszedł do środka, a Connor czuł gorąco na policzkach.
Haytham nie mógł się powstrzymać i samemu sięgnął do jego rowka, żeby poczuć, jak mięśnie obejmują palce jego syna. Chętnie by to zobaczył, ale to, jak Connor się do niego tulił i trącał go sztywnym penisem w biodra, zapewniało go, że lepiej tak zostać i dać mu otuchy, a nie tylko podążać za chwilowymi pragnieniami. Trzeba było planować.
— Mh… podoba mi się to — wydyszał Connor, powoli poruszając palcami i czując przyjemne mrowienie z tyłu. Intrygowało go uczucie tego, jak dziurka okala jego palce. Wcześniej to Haytham musiał to czuć, a teraz sam mógł tego doświadczyć i było to bardzo dziwne, ale tak jak mówił ojciec, mógł poznać swoje ciało.
— To dobrze. Daj jeszcze oliwki — zasugerował templariusz, bo sam chciał jeszcze swój palec dołączyć do tych, które chłopak miał już sam w sobie.
Asasyn podał mu butelkę i skoro miał wolną dłoń, dotknął nią swojego penisa. Znów zagryzł wargę, czując, że taka przyjemność z dwóch stron była jeszcze lepsza. Już wiedział, że będzie częściej dotykał swojej szparki, gdy może Haythama nie będzie.
Templariusz wylał na swoją dłoń trochę olejku i już odstawił go, żeby zaraz znowu jego dłoń znalazła się na pośladku Connora. Nie mówiąc mu, żeby wyjął palce, sam jednym naparł na jego szparkę. Była taka ciasna i gorąca…
Przytrzymał go przy tym… łapiąc za jądra, a Connor stęknął i napiął się, zaś głowę od razu oderwał od szyi ojca. Spojrzał na niego żywo i zdecydowanie bez udziału mózgu ścisnął swoim zwieraczem wszystkie trzy palce, które miał w sobie, co znów wywołało jęk.
Haytham pocałował jego usta od razu. Teraz były jeszcze bardziej apetyczne, takie ciemne od krwi, która szybciej krążyła po całym jego ciele.
— Mmm, też tak myślę. Jesteś gorący w środku — zamruczał i pochylił się, żeby ugryźć go w sutek.
Connor zacisnął powieki i odchylił głowę na kark, dysząc głośno. Z całych sił powstrzymywał się, żeby… nie dojść. Czuł się niedoświadczony, ale naprawdę już był gotowy wystrzelić, a nawet on słyszał często, jak ludzie mówili o tym, że kobiety lubią, gdy zaspokaja się je długo, więc chyba wyznacznikiem męskości było to, że potrafiło się długo wytrzymać bez wytrysku. A jemu tak niewiele brakowało!
— Nm… Haytham — wydyszał, pulsując swoim wnętrzem na palcach.
Jego ojciec naparł palcami na ścianki dziurki i jeszcze raz ukąsił go w sutek.
— Mmm? Dobrze ci? Mam nadzieję, że tak.
Connor nie odpowiedział, a przynajmniej nie słownie. Naraz objął mocno Haythama za szyję, jęknął, czując na dole sensacje i niczym niedoświadczony, nastoletni chłopiec wystrzelił spermą na brzuch i bieliznę ojca. Jego policzki zapłonęły nie tylko ze skrępowania, ale też rozkoszy, która przebiegła przez jego ciało od stóp do głów, jakby po spacerze przez mroźną dolinę nagle wpadł do gorących źródeł.
A jego ojciec właśnie zobaczył nadzieję, żeby zatrzymać go w tej gorączce jeszcze dłużej. Bielizny i tak nie miał jak teraz odratować, więc zignorował to, że został oznaczony.
— Connor… na koc. Klęknij na kocu — poradził mu i pchnął go w tamtym kierunku, żeby móc zaraz samemu na penisie poczuć to, co czuł teraz jego palec i palce jego syna.
Asasyn o mało nie upadł, bo wciąż czuł dreszcze w całym ciele. Przy tym wysunął palce z tyłka i podparł się dłonią na kocu przy ognisku, gdy opadł na niego ciężko. Dyszał głośno i całym sobą próbował jeszcze chociaż na chwilkę zatrzymać w sobie to nieziemskie mrowienie. Wkrótce nawet nie musiał się starać, bo Haytham znalazł się za nim. Pchnął go do przodu, żeby młody asasyn podparł się już obiema dłońmi o koc. Zaraz też zgniótł w dłoni jego pośladek, pociągnął resztki swojego odzienia w dół i naparł czubkiem penisa na rozluźniony zwieracz Connora.
Ten, czując go tam, opadł głową w dół, a z dłoni zsunął się na łokcie. Stęknął nisko i nieprzytomnie, czując, że dziurkę i wnętrze zaczyna mu rozpierać coś więcej niż palce. Och tak, wiedział, co to jest i wiedział, że obecność tego penisa w tyłku sprawi mu dużo przyjemności.
Haytham pochwalił jego wypięcie się, głaszcząc go po plecach, od kości ogonowej po sam kark. I z powrotem. Trzymał go przy tym drugą ręką za biodro i właśnie wsuwał się w niego. Coraz głębiej, prosto w to rozedrgane wnętrze.
— Lepsze niż palce…
Zobaczył, że Connor ścisnął w dłoni koc i usłyszał niskie stęknięcie. Do tego naprawdę cudownie było obserwować, jak te śniade bułeczki drżą i czuć, jak go ściskają.
— Mm… mhm… I… i większe — wydyszał asasyn.
— Tak, a ty nadal przyjemnie ciasny — pochwalił go ojciec i w końcu wsunął się po same jądra. — Oh, to dużo lepszy sposób, żeby się ogrzać.
Jego syn też był nieźle rozgorączkowany, a teraz dodatkowo bardzo pełny. Zawsze dawało mu to dziwne wrażenie, jakby był czymś zakorkowany. A gdy ojciec się ruszał, to jakby go… przepychał. Czasem bolało, ale w dużej mierze sprawiało, że chciał więcej.
Zamruczał tylko nisko i spróbował przybrać lepszą pozycję. A gdy tylko się poruszył… wpadł na coś, co tylko według niego było przejawem męskiej dominacji.
— Haytham… Chcę sam się ruszać i nadać tempo… — wydyszał, oglądając się z trudem na templariusza, który ujrzał na jego twarzy wręcz czerwone wypieki.
Haytham ledwo powstrzymał się, żeby nie okazać zaskoczenia taką propozycją. Ale nie miał powodów, żeby odmawiać.
— Dobrze. Pokaż mi, jak tego chcesz — zachęcił i tylko położył dłoń na jego kręgosłupie, przestając się ruszać.
Connor pokiwał głową na zgodę zmrużył oczy, a następnie powoli ruszył biodrami. Nieco stłumił jęk zaciśnięciem warg, a jego pośladki to odsuwały się od podbrzusza Haythama, to znów do niego wracały. Z początku powoli, ale z czasem coraz żwawiej. Connor postękiwał i spinał co jakiś czas swoje ciało. Było mu dobrze i nawet chciał przyspieszyć. Ale gdy tylko to zrobił i gdy jego wilgotny członek z zawstydzającym i wręcz śmiesznym w jego uszach „PAC!” uderzył go w brzuch, momentalnie zwolnił i zaczerwienił się jak piwonia.
Haytham nie był głupi, był do tego bardzo spostrzegawczy, więc szybko sięgnął pod jego talię i złapał genitalia. Tak, Connor chyba wszędzie był duży. Jedynie jego intelekt jakby się zapomniał, żeby urosnąć, jak reszta tego asasyna.
— Możesz dalej, chyba że chcesz zmienić pozycję. Będzie bardziej od przodu — zasugerował, pamiętając jego słowa.
Zawstydzony Connor zaburczał, że może rzeczywiście inna pozycja będzie lepsza. Więc gdy tylko Haytham go puścił i wysunął się, asasyn opadł na plecy i wziął głębszy oddech. Tak, znów był całkiem sztywny, a jego ciężki, ciemny penis leżał teraz na podbrzuszu. Connor za to nic nie powiedział, wciąż myśląc o tym głupim dźwięku, wstydząc się go bardziej niż tego, że właśnie leżał na plecach i czekał na to, aż ojciec wsadzi znów w niego swój narząd kopulacji.
Haytham za to popatrzył na niego chwilę, dotknął palcami jego rozluźnionego zwieracza i… nie wsunął się w niego ponownie. Zamiast tego spytał:
— Nie chcesz jeszcze sam się poruszać?
Connor otarł spocone czoło wierzchem dłoni i odsunął z twarzy długie włosy.
— Już zmieniłem pozycję… — mruknął bez zrozumienia i spróbował zamknąć dziurkę, ale ta już była zbyt rozluźniona penetracją.
— Mogę ja się położyć i popracujesz w trochę innej pozycji. Pamiętasz? Robiłeś to już tak — zachęcał go Haytham, bo dzięki pozycji na jeźdźca mógł widzieć dobrze twarz syna i to, jak to ciało pracuje na jego kutasie.
Z jednej strony była to dla Connora bardzo kusząca propozycja, z drugiej obawiał się, że jego penis znów będzie skakał jak zabawka. Ale Haytham miał rację, już tak robił. Zgodził się więc i znów się podniósł.
— To połóż się — powiedział aż zabawnie zdecydowanym głosem i rzucił spojrzenie na jego penisa. Dość… gorączkowe.
Templariusz skinął głową, wewnętrznie rozbawiony tym pozornym zdecydowaniem syna. Nie wyprowadzał go jednak z błędu, mówiąc, że zachowuje się jak chętna dziewka, a nie jak wiedzący czego chce mężczyzna.
Położył się na plecach na kocu blisko ognia. Od razu chwycił swojego penisa w dłoń, żeby go jeszcze trochę popieścić. W tym czasie Connor odsunął włosy na plecy i uklęknął nad ojcem. Ale zanim zajął się jego penisem, pochylił się i cmoknął go w usta. Uśmiechnął się przy tym wręcz uroczo, ale zaraz potem Haytham zobaczył w całej okazałości jego, co by nie mówić, męskie i silne ciało. Było większe niż jego własne, dobrze zbudowane i wytrzymałe. I chyba dzięki temu tak cudownie się obserwowało, jak ten młody, jurny mężczyzna klęka szerzej, jak delikatnie odchyla swój duży pośladek i jak powoli, acz płynnie nasuwa się na Haythama.
Templariusz odetchnął ciężko. Podłożył sobie jedną rękę pod głowę, żeby było mu wygodniej, a drugą sięgnął do jąder i penisa syna, żeby unieść je trochę w górę i zobaczyć, jak jego własny kutas znika w ciele tego młodego mężczyzny.
To był bardzo seksowny widok, który stał się jeszcze piękniejszy, kiedy wreszcie Connor zaczął go ujeżdżać. Mimo że był po długiej podróży, jednym orgazmie, teraz dobrze sobie radził. To był niewątpliwy plus wytrzymałości jego syna, ale też słyszał, że ten dyszy głośno. I na szczęście nie tylko dyszy. Musiał aż tak się nie krępować, bo z czasem zaczął nawet pojękiwać. Connor pytał go kiedyś, dlaczego on nie jęczy w seksie, a Haytham zapewnił go, że to kwestia lat doświadczenia. Connor więc musiał uznać, że na razie wolno mu być głośnym, bo wyrażał swoją rozkosz w ten sposób i dawał z siebie wszystko, żeby trzymać tempo, które sprawiało, że w tyłku było mu cudownie. A do tego Haytham był dla niego wyjątkowo miły, bo przyjemnie masował jego jądra i czasami też penisa. Jakby go zachęcał, żeby bardziej się starał. A nagrodą za to dla Connora były te momenty, kiedy słyszał, że i jego ojciec stęka nisko. To mu się bardzo podobało, bo udowadniało, że i jego ojciec czasem tracił nad sobą kontrolę oraz że robił mu dobrze swoim ujeżdżaniem. Przyspieszał więc czasem i starał się opadać do samego dołu.
Jego ciało oświetlane było z jednej strony wciąż palącym się drewnem, a za jego plecami Haytham wciąż widział wejście do jaskini i deszcz. Choć to widok, jaki miał przed sobą, był najbardziej zachęcający, gdy to męskie, seksowne ciało poruszało się na jego twardym kutasie. Zadziwiające było, że Connor naprawdę to polubił. Cóż, jego tyłek był szczery.
— Gho… roąco… — wychrypiał asasyn, który w pewnym momencie potrzebował chwili odpoczynku. Dlatego całkiem opadł na penisa ojca, odchylił głowę do tyłu, oddychając z trudem… i falując biodrami lekko w przód i w tył, jakby się kołysał.
A Haytham patrzył na niego z prawdziwą żądzą. Był w sumie już na skraju, bo Connor miał nieziemsko dobry tyłek. Nawet samo uczucie jego ciężaru i tych okrągłych, dużych pośladków na biodrach go podniecało, a co dopiero gorąco i drżenie jego wnętrza.
— Bardzo gorąco… Zrób mi jeszcze lepiej, pokręć się, jakbyś chciał go sobie idealnie wpasować — zamruczał nisko i zachęcająco. Tym bardziej, że Connor już prawie to robił, tak bujając się na nim.
Asasyn popatrzył na niego i oblizał usta. Haytham widział, że i on był już bliski kolejnego spełnienia i na szczęście w takich momentach nie za bardzo poddawał wszystko rozwadze i działał zgodnie z własnymi pragnieniami.
— Tak jest mi… najlepiej — wydusił i rzeczywiście zaczął kręcić się na jego biodrach, trochę pochylony w przód, oparty ręką z boku głowy ojca i ruszający samymi biodrami trochę do przodu, a trochę do tyłu, żeby penis Haythama mocno dociskał to najprzyjemniejsze miejsce w środku. A przy tym pocierał mocno pośladkami o jego biodra.
To i dla Haythama było bardzo przyjemne. Lubił czasami tak spokojnie dochodzić, dopieszczony na koniec. Dlatego nieznacznie przymknął oczy, patrząc na twarz syna i pocierając jego penisa, głównie główkę, żeby chłopak też trochę zadrżał. Czekał, aż sam dojdzie, żeby wypełnić ten gorący tyłek spermą.
— Mmm… Możesz tak robić codziennie.
— Tak…? — wydyszał Connor nieprzytomnie, bo i jemu było bardzo dobrze. Ręka, na której się podpierał, już mu trochę drżała, ale było zbyt intensywnie, żeby nagle przestał.
Penis Haythama masował go cudownie w tej pozycji, a jego dłoń… jego dłoń dosłownie sekundę później doprowadziła go do kolejnego orgazmu zwieńczonego niskim, jękliwym stęknięciem.
Haytham patrzył na to wszystko zachłannie i czerpał jeszcze więcej przyjemności z drżenia ciała nad sobą. Jego penis był bardzo przyjemnie stymulowany, kiedy Connor dochodził, więc zaraz i sam strzelił spermą. Wprost do dziurki swojego syna. Jego nasienie, nawet jeśli chciało, to nie mogło jednak go zapłodnić, tak jak jego matkę.
Asasyn drgnął, czując to znajome uczucie napełnienia, za którym nie przepadał, ale było już za późno, a on… on nie chciał psuć teraz tej chwili, bo uważał, że mieli bardzo dobry seks. A Haytham dużo dotykał go po penisie, chwalił, no i nauczył go, że można sprawić sobie przyjemność też w inny sposób.
— Mmm… — wymruczał więc tylko ze zmęczeniem i zsunąwszy się z penisa templariusza, opadł na bok na koc. Dalej od ogniska, uznając, że Haytham będzie naciskał, by być bliżej ciepła. W końcu cenił sobie wygody, a on sam mógł przecież pokazać swoim poświęceniem, że jest dojrzałym mężczyzną, który umie iść na kompromisy.
— Mmm… i jak? — spytał Haytham, nadal leżąc na plecach i teraz odwracając twarz do syna. Podciągnął też bieliznę. — Uważam, że to była przydatna lekcja.
Connor przekręcił twarz w jego stronę. Wciąż rumianą, spoconą, ale i spełnioną.
— Mhm — przyznał prosto. — To bardzo pobudza. Też tak robisz?
— Już ci tłumaczyłem, każdy w czymś innym znajduje przyjemność. Próbowałem, nie kłamię, ale jednak daje mi to mniej doznań niż tobie — wytłumaczył Haytham, starając się być dyplomatycznym. Szybko też zmienił temat. — Chcesz w końcu tak spać, czy będziesz szukał drewna? Bo na razie możesz się przytulić.
Connor podniósł się i spojrzał na ognisko. Było już mniejsze niż wcześniej, ale utrzymywało się dłużej, niż sądził. Wstał jednak z trudem, żeby dorzucić do niego pozostałe wióry. Zaciskał przy tym z całych sił pośladki, ale gdy wracał do ojca, już dłonią zatkał sobie dziurkę. Ułożył się szybko na poprzednim miejscu i podsunął się bliżej.
— Możemy się sobą grzać — zgodził się na jego propozycję. Teraz już po takim spełnieniu nie powinien mieć dziwnych, nagłych wzwodów, a Haytham rzeczywiście był ciepły.
Templariusz zgodził się na to, szczególnie że był bliżej ognia, więc nie powinien zmarznąć. A w razie czego mógł zawsze obudzić Connora w nocy, żeby jednak znalazł trochę drewna. W międzyczasie ubrania mogły wyschnąć, a deszcz przestać padać. Odchylił więc rękę, by zaproponować synowi miejsce do spania na swojej piersi.
— W takim razie ustalone.
Asasyn sceptycznie podszedł do zasugerowanej pozycji, ale zgodził się na nią. Może była specyficzna, ale Haytham całkiem dobrze pachniał i był naprawdę gorący po seksie, więc Connor chętnie czerpał z jego ciepła. Przymknął oczy, rozluźnił się i… poczuł nasienie pomiędzy pośladkami i na udach. Chciał oskarżyć ojca, że wycieka, ale ugryzł się w język.
— To… — zaczął, chcąc coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Nie chciał też teraz męczyć się rozmyślaniem nad tym wszystkim, więc porzucił wszelkie wątpliwości oraz obawy i skończył krótkim: — Dobranoc, Haytham.
Ojciec pogładził go po ciemnych jak jego matki włosach. Z nią też lubił tę pozycję, dlatego aż zrobiło mu się cieplej na samą myśl.
— Mhm, śpij dobrze — odparł i sam przymknął oczy, zakładając jedną nogę na zgięte kolano Connora, żeby być jeszcze bliżej i bardziej grzać się nawzajem. Zakrył też nieznacznie skrawkami koca ich stopy i, jako tako otulony z synem, udał się na zasłużony spoczynek.

***

Haythama nie przebudził deszcz. Słyszał jedynie wiatr, co było dość obiecujące. Usłyszał też jakieś szemranie z boku, a gdy uchylił powieki, zobaczył swojego syna, który już miał na sobie bieliznę, ale właśnie sprawdzał ich suszące się wczoraj ubrania. Haytham więc ponad zgliszczami ogniska widział szeroką i umięśnioną klatkę piersiową syna oraz jego długie, rozpuszczone włosy, spływające na nią.
— Jeśli mnie słuch nie myli, to chyba przestało padać? — zapytał, nie wstając ze swojego posłania. Nie chciało mu się jeszcze, chociaż ziemia była zimna, ale też się nie spieszyło, bo Connor wszystkim się zajmował.
— Mhm. Byłem spojrzeć na zewnątrz na niebo. Nie ma wiele chmur. Będziemy mogli ruszyć dalej — odpowiedział i zdjął koszulę z prowizorycznego wieszaka. Zarzucił ją na ramiona i spojrzał na ojca już innym wzrokiem. — Jak sen?
— Dobry. Byłeś bardzo ciepły, co zdecydowanie poprawiało mój komfort snu. A twój? — również spytał Haytham, powoli wstając do siadu.
— Dobrze. Nie było zimno — przyznał Connor i wyszedł zza wypalonego ogniska, zapinając koszulę.
Co od razu rzuciło się w oczy Haythama, to że nie szedł do końca prosto. Musiał wciąż odczuwać wczorajszy seks. To jakoś poprawiało mu humor. Lubił, kiedy Connor nosił ślady po tym, jak go posiadł. I przy tym na to nie marudził. To było na swój sposób podniecające. Dlatego wstał nagi z posłania i podszedł do syna. Objął go w pasie, łapiąc przy tym za pośladek.
— Tu za to chyba jest nadal gorąco? — spytał niższym głosem i przesunął nosem po włosach młodego asasyna.
Poczuł, że ten najpierw zesztywniał i jakby nie wiedział, czy odpowiedzieć na objęcie. Zdecydowanie też jego duża dupcia się spięła.
— Mhm — odsapnął i w końcu położył dłoń w pasie ojca. — To… zawsze tak długo to czuć…? — dopytał ciszej.
— A chciałbyś, żeby było to czuć dłużej czy krócej?
I jak zwykle w takich momentach Connor zawiesił się, zastanawiając się, jaka odpowiedź jest prawidłowa. Wciąż przy Haythamie czuł się jak ślepiec.
— Nie wiem… To niewygodne na koniu — zaczął, cały czas spinając pośladki. Nie rozluźnił ich ani na moment, od kiedy mężczyzna go za nie złapał. Jakby się obawiał, że ten wpakuje mu dłoń w bieliznę i dotknie jego podrażnionej dziurki.
— A poza nim? — mówił dalej templariusz kuszącym głosem i w tej chwili już masował te piękne pośladki.
— Mm… poza nim… — Connor totalnie nie mógł się skupić i myślał teraz o rękach Haythama. Przez to mówił trochę bardziej intuicyjnie, niż może by chciał na „trzeźwo”. — Przez to… cały czas myślę o twoim penisie.
— Którego mógłbyś mieć, kiedy tylko byś zechciał, gdybyś bardziej skupił się na sobie i na swoim życiu, a nie podążał gdzieś, gdzie jakiś ślepiec cię posłał — kusił go dalej ojciec, nadal mając nadzieję, że ich spotkanie nie zakończy się eskalacją konfliktu.
Widział rozterkę na twarzy syna, co już dobrze wróżyło. Mógł więc jeszcze trochę napełnić jego myśli wyobrażeniami tego, jak mogłoby mu być dobrze, gdyby zszedł ze ścieżki zakonu asasynów.
— Osiadłbyś ze mną? — zapytał Connor, odsuwając trochę głowę, żeby spojrzeć tymi swoimi dużymi, brązowymi oczami na twarz ojca.
Ten uśmiechnął się lekko i dobrodusznie. Pocałował go w usta.
— Nie widzę przeciwwskazań.
Posiadanie Connora jako kochanka, syna i tego, kto będzie zajmował się domem, nie brzmiało wcale źle w jego opinii. Póki ktoś nie dowiedziałby się o ich relacjach.
Asasyn przytaknął, ucieszony taką odpowiedzią. Nie chciał sam rezygnować z tego wszystkiego, jeśli ojciec wciąż byłby templariuszem i jego jedynie wykorzystywał jako rozrywkę. Nawet, jeśli obaj czerpali z tego przyjemność.
— Możemy… chyba spróbować — mruknął w końcu. — Ale wciąż mam nikomu nie mówić, że uprawiamy seks? Nawet, jak już gdzieś osiądziemy?
— Nawet. Sam przecież wiesz, jak niektórych drażni nawet twoje pochodzenie i kolor skóry. A obaj wiemy, że to nic złego. Zresztą to coś, co jest tylko dla nas i nie ma potrzeby się tym dzielić — odpowiedział Haytham, już widząc wyraźne światełko w tunelu, że będzie mógł posiąść Connora tylko dla siebie.
— Mhm. Jeszcze bym chciał się więcej nauczyć — zaznaczył twardo asasyn i cofnął się trochę, chcąc zapiąć koszulę, ale nie mógł tego zrobić, gdy ojciec go obejmował i trzymał za tyłek. I zupełnie nie pojmował tego protekcjonalnie, czy jakby mężczyzna sprowadzał go do konkretnej roli. Haytham miał zdolności przedstawienia sprawy tak, żeby druga osoba uznała je za jak najbardziej prawidłowe.
— I nauczysz się. Zadbam o to — odparł spokojnie, samemu w końcu też postanawiając się ubrać, żeby nie tracić czasu w tej jaskini. Mogli w końcu porozmawiać w drodze.

***

W trakcie podróży do najbliższego miasta każdy z nich wiele myślał, ale każdy robił to w ciszy. Connor cały czas analizował pomysł zrezygnowania z tych bezcelowych prób ratowania uciśnionych. Z jednej strony rozumiał poglądy ojca, bo wiedział, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie sprowadzał ból i nieszczęście. A z drugiej… jako myśliwy mógł też zajmować się czymś innym, co też jest potrzebne ludziom. W końcu niekiedy bardziej im zależało na tym, żeby mieć ciepło w domu i mieć co jeść, niż na tym, czy ich ziemie są w rękach Brytyjczyków czy może kogoś innego. Z kolei Haytham musiał pomyśleć, jak zapewnić im wygodne warunki do życia, ale i przede wszystkim bezpieczne. Wiedział, że muszą osiąść gdzieś na uboczu, ale i że musi mieć dobry dojazd do miasta. Zdecydowanie tego potrzebował. Cenił sobie to, jak Connor umie sobie poradzić w życiu, ale nie zamierzał z tego powodu ograniczać sobie wszystkich dogód współczesnego świata. Dlatego w końcu po kolejnych dwóch dniach drogi, dwóch stosunkach w dziczy, znaleźli się w mieście, w którym templariusz rozmawiał już z właścicielem domu na sprzedaż i teraz mieli oczekiwać na kolejne spotkanie z nim.
— Będzie tam stajnia? — zapytał Connor, stojąc u boku ojca, gdy czekali na właściciela na skraju cmentarza. To stąd było najbliżej do ich potencjalnie nowego domu, do którego mieli zawitać wraz z mężczyzną.
Oczywiście Haytham wszystko załatwiał, więc Connor musiał o wszystko pytać. Było to dla niego trochę niewygodne, chciał też mieć jakiś wpływ, ale wyglądało na to, że właściciel nie chciał rozmawiać z „dzikusem”.
— Dom jest duży, ale na uboczu, dlatego nie cieszy się powodzeniem na rynku. I tak, jest tam stajnia, ale nie okazuj za bardzo entuzjazmu przed tym człowiekiem, nawet jeśli będzie ci się podobał. Liczę na dobrą cenę — odparł z powagą Haytham.
Connor pokiwał głową, rozglądając się przy okazji. Przy cmentarzu nikt za bardzo się nie kręcił, ale widział w oddali domy i typowych mieszczan. Okolica wydawała się spokojna, może nawet biedna w tym regionie. Ale wiedział, że kawałek dalej było wiele dobrych knajp, rzemieślników i osób, które… bardziej odpowiadają Haythamowi intelektualnie.
— Coś jeszcze mam mówić?
— Masz potwierdzać moje słowa i nie patrzeć na niego koso, kiedy będzie tak patrzył na ciebie. Jesteś moim synem, nie musisz przejmować się opinią innych — pouczył go Haytham, samemu z godnością wypisaną na twarzy patrząc na drogę, którą miał dotrzeć do nich sprzedawca.
Connor zdążył tylko mruknąć, aż obaj zobaczyli niewysokiego, godnie ubranego mężczyznę z podkręconym wąsem. Szedł ze skórzaną torbą pod pachą i miną człowieka mającego dobić interesu życia. Uśmiechnął się z dala na ich widok szeroko, lecz zdecydowanie nie serdecznie.
— Pan Kenwey! Dzień dobry, dobrze pana znów widzieć! — powitał mężczyznę… jego syna całkowicie ignorując. — Zapraszam. Już pokazuję dom i, mam nadzieję, dobijemy targu.
— Też żywię taką nadzieję, oczywiście jeśli wszystko, co pan mi opowiadał, okaże się zgodne z rzeczywistością — odparł templariusz po uśnięciu dłoni sprzedawcy.
— Jestem do tego przekonany! — odpowiedział mężczyzna i wskazał mu gestem drogę.
Podążyli dość wąską ścieżką w górę zbocza za cmentarzem. Z niego ponoć już było widać dom, ale trzeba było przejść jeszcze jeden pagórek. Haytham już wiedział, że będzie często potrzebował konia, ale to było małą zapłatą za wygodne życie z tak seksownym i oddanym chłopakiem, jak Connor, który szedł za nimi, zupełnie teraz ignorowany.
— Z daleka pan jest, panie Kenwey? Szuka pan miejsca na stałe? Bo… już służbę pan ma, tak? — zagadał sprzedawca, krótko oglądając się na pół-Indianina.
— Z daleka, dlatego teraz potrzebuję spokoju i dobrej okolicy. A to jest mój syn — dodał na koniec, żeby wyprowadzić sprzedawcę z błędu i upewnić się, czy po tym ten nagle nie obwieści, że dom nie jest na sprzedaż.
Jedno było pewne — zaskoczył sprzedawcę. Ten obejrzał się ze zdumieniem na asasyna i podążył dalej u boku Haythama.
— No tak… Dzikuski są, jak słyszałem, gorące — dodał żartobliwym, trochę sprośnym tonem.
Idący za nimi Connor zacisnął szczęki, a jego ręka odruchowo uwolniła ukryte w rękawie ostrze. Haytham otworzył dłoń, pokazując mu tym dyskretnym gestem, żeby się uspokoił. Bo jak prowadzący ich mężczyzna nie usłyszał metalicznego dźwięku wysuwanego ostrza, tak już uszy templariusza były na niego wyczulone.
— Jakkolwiek się z panem zgadzam, tak jednocześnie nie jest to kompletnie pana interes — dodał do wąsacza, który trochę zgasł, ale i powściągnął język.
— Oczywiście… — odmruknął, a gdy wyszli na pagórek, uśmiechnął się. — O, i widać nasz dom!
Connor podbiegł do nich truchtem, żeby zobaczyć budynek. Był… większy, niż się spodziewał. Piętrowy, z ładnym, choć zaniedbanym gankiem i niskim płotkiem. Dach miał kolor czerwonej cegły, a wokół stało kilka wyższych drzew. Na tyłach niewątpliwie znajdowała się stajnia i studnia. Już był ciekaw wnętrza.
— Na razie wygląda zachęcająco, jednak nie wiem, czy te drzewa nie urosły za bardzo. Kiedy przyjedzie jesień i wiatry mogą uszkodzić dom — pomarudził Haytham, żeby nie dawać zbytnich nadziei temu, który ich prowadził. Istniała przecież szansa, że ten zejdzie z ceny, żeby sprzedać im posiadłość.
— Oj, na pewno nie! One tu już długo rosną i nic się nie działo! Ale w razie czego mogę zapewnić usługi kogoś, kto je zetnie — powiedział gorliwie sprzedawca.
Pokonali odległość dzielącą ich od domu i jak się okazało, taki spacer z miasta trochę czasu zajmował. Na zimę, gdy był śnieg, musiało być to uporczywe, co również Haytham pozwolił sobie zauważyć.
— Obejrzę stajnię, ojcze — powiedział Connor, gdy dotarli pod dom i obaj mężczyźni zaczęli rozmawiać o stropach i daszku nad gankiem.
— Tak, idź — zgodził się Haytham, nawet nie zaszczycając syna spojrzeniem, więc ten spokojnie udał się do wspomnianej zabudowy, żeby sprawdzić, czy ona nie potrzebuje remontu albo czy za bardzo nie przewiewa. Swojego ojca zostawił, kiedy ten jak zwykle zakrzywiał rzeczywistość, przekonując sprzedawcę, że sam ma rację.
Ogląd budynku zajął im całe przedpołudnie, bo ten miał jeszcze mały strych i piwnicę. Connor też chciał się upewnić, czy nie trzeba czegoś naprawić w stajni. Okazało się, że trzeba, ale Haytham wziął to za plus, bo sprzedawca zszedł z ceny, a według templariusza Connor sam mógł naprawić szczelność. Connor nie wnikał. Był zbyt zaaferowany nowym domem, żeby skupiać się na sprzeczkach z ojcem.
— Więc właścicielem budynku będzie pan… — mówił sprzedawca, siedząc jeszcze z nimi na saloniku, przy stole i przekazując akt własności.
Connor stał w tym czasie przy ścianie, opierał się o nią bokiem ciała i obserwował dwójkę mężczyzn. Widział, że sprzedawca usilnie stara się na niego nie patrzeć, ale czasami jego wzrok uciekał na niego i ciężko było określić, czy jest to wzgarda, czy strach.
— Doskonale. Mam nadzieję, że nie wynikną żadne komplikacje i ukryte wady, bo wtedy będziemy musieli się do pana fatygować — Haytham zwrócił się jeszcze do wąsacza, kiedy już podali sobie dłonie i wstali. Dom w końcu był już ich, mogli pożegnać gościa, który sprzedał go Kenweyom.
— Myślę, że nie będzie żadnych nieporozumień, ale w razie czego mam kontakty z wieloma dobrymi specjalistami — mówił sprzedawca, wychodząc przodem do drzwi. Connor za to powlókł się za nimi, słuchając tylko.
Chciał już być tu sam z ojcem i już z nim luźno porozmawiać o domu. Mieli też jeszcze swoje skromne bagaże w gospodzie, po które musiał pojechać.
— Dobrze więc, jesteśmy w takim razie w kontakcie. — Haytham jeszcze raz się pożegnał, wymienił w drzwiach kilka kurtuazji z wąsatym sprzedawcą nieruchomości, a w końcu zamknął za nim drzwi i odwrócił się do Connora. Rozłożył ręce na boki, uniósł brwi i lekko się uśmiechnął. — I jak?
Asasyn powiódł spojrzeniem wokół. Znajdowali się w niedużym przedpokoju, w którym szczególnie podobały mu się drewniane wieszaczki w postaci wyżłobionych rogów. Całość wydawała mu się bardzo swojska. Dom wyglądał na stary, co mogło się zarówno wadą, ale i zaletą. Miał swój klimat.
— Jest większy, niż się spodziewałem — odpowiedział i również lekko się uśmiechnął. — Mi się podoba.
— I właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Bardzo dobra — pochwalił go Haytham i podszedł do niego. Położył mu dłoń na klatce piersiowej. — A okolica? — pytał dalej, zmierzając małymi krokami do najważniejszego pytania.
— Okolica też. Mamy blisko las, ale jeszcze będę musiał zobaczyć, jak ze zwierzyną. Dzisiaj możemy się rozpakować, a jutro zrobię zwiady w lesie — postanowił asasyn i wychylił się. Cmoknął lekko ojca w usta, które znowu rozszerzyły się w uśmiechu.
— Dobrze. Jeśli tylko chcesz, ale nie musisz się spieszyć — zapewnił go łagodnie i potarł dłonią po jego boku. — Musisz za to pospieszyć się i odpowiedzieć mi, co myślisz o sypialni. Łóżko jest chyba większe, niż kiedykolwiek widziałeś.
— Mhm — przyznał od razu asasyn i odruchowo spojrzał w stronę dość wąskich, drewnianych schodów wiodących na obszerne piętro. — Są dwa pokoje… Będziemy spać w jednym? — zapytał, chcąc znać zamiary ojca. Nie wiedział, czy tak będzie poprawnie, czy Haytham jednak nie wymyśli kolejnej, dziwnej zasady. Nie zawsze jeszcze go rozumiał.
— Chcesz tego, prawda? — spytał templariusz, a jego dłoń znalazła się niby niechcący na pośladku syna. — Bo jeśli chcesz, możemy spać w jednym, a drugi możesz mieć jako swój pokój. Swój własny pokój, Connor. Nie posiadałeś takiego jeszcze, prawda?
Asasyn lekko się spiął i tym razem nie było to wynikiem tego, że został złapany za tyłek. Życie z Haythamem tak wiele… zmieniało. Rzeczywiście, ojciec miał rację. Dotąd nie miał takiego swojego-swojego kąta. U Achillesa zupełnie inaczej to wyglądało, a w wiosce… W wiosce wszyscy żyli razem.
— Mogę wziąć ten drugi? — upewnił się z lekką podejrzliwością. Haytham naprawdę był skłonny mu go oddać? To by było bardzo… miłe i łaskawe z jego strony.
— A co przed chwilą powiedziałem? — odpowiedział mężczyzna z politowaniem do takiej nerwowości swojego syna. Chciał mu bowiem pokazać, że nie jest do niczego zmuszany i to, że chce z nim sypiać, to wyłącznie jego pragnienia. Od których nie może uciec. — Będziesz mógł spać ze mną, kiedy tylko będziesz chciał. Twój pokój będzie dla ciebie, a ja zagospodaruję sobie ten mały gabinet — dodał, mając na myśli pomieszczenie, które było niedaleko sypialni i zapewne służyło jak biblioteczka. Idealnie nadawało się na gabinet. Całkiem spory, ale Haytham od zawsze zakrzywiał rzeczywistość.
Connor pokiwał głową na zgodę. Taki układ był bardzo sprawiedliwy, co było wręcz niespotykane w przypadku Haythama, bo ten zawsze zagarniał sobie to, co najlepsze. Włącznie z najsmaczniejszym kawałkiem mięsa na upieczonej zwierzynie.
— Mhm. Dzięki. Pojadę do gospody po nasze rzeczy.
— Sam sobie poradzisz?
— Oczywiście — odparł Connor z urazą. — Mam kupić jakieś jedzenie?
— Jeśli zabierzesz się z tym wszystkim na raz, to proszę bardzo. Nie będę cię zatrzymywać — odparł ugodowo Haytham, ale nie puścił go. — Tylko mam pewien warunek, który chcę wprowadzić od dziś.
Mina Connora od razu zrobiła się bardziej czujna.
— Jaki? — spytał uważnie, choć chwilę temu już myślał o zakupach.
— Pocałunek na do zobaczenia — odparł Haytham z uśmiechem czającym się w kąciku ust. Chciał zobaczyć reakcję syna.
O tak… i jakże przyjemnie się obserwowało ten niewinny rumieniec pojawiający się na tych śniadych policzkach.
— Zawsze, jak będę wychodzić? — zapytał trochę zachrypniętym głosem.
— I kiedy nie będzie nikogo nieproszonego w pobliżu — potwierdził Haytham.
Connor uznał to za dobry warunek. Nawet całkiem… przyjemny. Wychylił się więc trochę, kładąc dłoń w pasie ojca i pocałował go. Skoro Haytham chciał, pogłębił go jeszcze trochę, na próbę wsuwając język między jego wargi. Tak, jak ojciec robił jemu. Był to nieumiejętne, dlatego ojciec tego nieporadnego asasyna przejął kontrolę nad pocałunkiem. Na tyle, że po chwili Connor już opierał się o balustradę schodów i czuł wypieki na policzkach, kiedy jego ojciec podniecająco go całował. Jakby zachęcał do tego, żeby udali się do sypialni, a nie jakby był to całus na do zobaczenia. A Connor do końca nie potrafił zapanować nad niektórymi reakcjami swojego ciała i po chwili takiego mokrego zawłaszczania sobie ust syna Haytham poczuł twardość na jego kroczu. Odsunął się od niego od razu. Nie dlatego, że go nie pragnął, tylko żeby trochę podjudzić pragnienia Connora.
— Więc wrócisz najszybciej, jak możesz?
Asasyn pokiwał odruchowo głową.
— Postaram się — odparł i sam cofnął biodra, wstydząc się swoich reakcji. Ojcu tak niekontrolowanie nie stawał.
Haytham zerknął na jego krocze i uśmiechnął się.
— To idź. Będziemy musieli się tym zająć, kiedy wrócisz — dodał i pocałował go już krótko, żeby zaraz zostawić i zdjąć wierzchnie ubranie, i chociaż przygotować Connorowi rzeczy do sprzątnięcia domu.
Ten znów się zaczerwienił, bo krępował się tym, co się z nim działo.
— Mhm — odmruknął i już bez dodatkowego słowa wyszedł z domu, zapewne odczuwając dużą ulgę przez chłodne powietrze.
A Haytham miał trochę czasu dla siebie. Mógł dokładniej obejrzeć dom. To w końcu miało być jego miejsce do życia na kolejne lata.

***

Haythama przerażało, jak mało miał rzeczy i wręcz niepokoiło jeszcze bardziej, kiedy w końcu miał nadzieję na to, żeby gdzieś osiąść. A to, co miał ze sobą w drodze, było jakimś żałosnym odbiciem jego osoby. Marnym i bladym. Pojedyncze książki w gabinecie, ze dwa płaszcze w szafie i brak pościeli na łóżko. Musiał sprowadzić resztę swojego dobytku, ale to zajmowało czas i zaangażowanie. A on już tęsknił. Na razie mógł jedynie zająć się tym, co miał. Tymczasem Connor był w spiżarni i rozpakowywał torby z jedzeniem. Przynajmniej do czasu. Bo jakieś dwie godziny później, kiedy Haytham już tylko podziwiał swój nowy, mały gabinet, Connor zapukał do drzwi. O dziwo. Haytham mógł być z tego dumny, bo najwyraźniej jego syn szanował to, że gabinet był jego.
— Proszę — rzucił, nie zamierzając dodawać, że nie musi pukać.
Connor wszedł i okazało się, że zdążył się przebrać. Miał już na sobie tylko spodnie i lnianą, kremową koszulę.
— Zająłem się już kuchnią i spiżarnią. Konie są w stajni. A jak u ciebie?
— Będę musiał sprowadzić swoje rzeczy z Bostonu i Nowego Jorku. — Westchnął ciężko. — Musimy też kupić nowe pościele. A ty? Czego potrzebujesz?
— Mogę wszystko, czego potrzebuję, sam wytworzyć. Tylko jakieś ubrania muszę kupić, bo nie mam ich wiele. Te są ostatnie czyste — odmruknął Connor, wciąż stojąc w progu.
Haytham zmierzył go wzrokiem.
— Moglibyśmy je zabrudzić. Nie miałbyś po tym w czym chodzić. I co by wtedy było? — spytał, poprawiając sobie humor wizją nagiego syna.
Wargi Connora lekko się zacisnęły.
— Pożyczyłbym od ciebie koszulę…
— Jakbym i ja żadnej nie miał?
Connor sapnął cicho i… odpowiedział zaskakująco hardo i bezpruderyjnie, choć Haytham i tak widział, że jest w tym niesamowicie niepewien.
— Chodziłbym wtedy nago.
Templariusz zmierzył go wzrokiem i oparł się pośladkami o swoje nowe biurko.
— Dokładnie tak. Ten strój ci pasuje.
Connor znów zaczerwienił się jak dziewica i oblizał wargi.
— Dzięki.
Haytham pokiwał głową i znowu, jakby od niechcenia, obejrzał go sobie.
— To co tam kupiłeś?
— Mięso, konserwy, pieczywo. Kupiłem też… — Connor w końcu powoli wszedł do gabinetu. — Też masło. Żebyśmy mogli uprawiać seks.
— A kupiłeś może oliwę do czyszczenia broni? Albo jakąkolwiek inną?
— Mamy jeszcze trochę z drogi…
— To tego też możemy użyć do seksu. Wszystko co jest tłuste i czym się nie zatrujesz, jeśli trafi do twoich ust — poinstruował go Haytham, bo uważał, że są przyjemniejsze sposoby nawilżenia niż akurat masło. Ale zawsze trzeba było korzystać z tego, co akurat było pod ręką.
Connor pokiwał głową, kodując to w głowie.
— Mhm. Jesteś jeszcze zajęty?
— Teraz? — spytał Haytham i rozejrzał się, jakby się upewniał. — Nieszczególnie. Czemu pytasz? — dodał podstępnie.
— A bo tak… Bo ja już ogarnąłem na dole — odpowiedział asasyn wymijająco.
— Ach tak… I już nie masz nic do zrobienia? A coś chciałbyś zrobić?
Asasyn odchrząknął i obejrzał się za siebie, na wyjście z gabinetu.
— Może obejrzymy łóżko?
Haytham uśmiechnął się pod nosem.
— Możemy. Nie było jeszcze okazji, żeby sprawdzić, czy się na nim oboje zmieścimy.
— Właśnie — dodał Connor, wskazując go palcem i, zadowolony z planu, podążył pewnie jako pierwszy do sypialni.
Templariuszowi trochę chciało się śmiać z tego, jak Connor się zachowywał, ale z drugiej strony… było to rozkoszne. Niby nie mówił, czego chce, a wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły to za niego.
Nie mając wyjścia, ruszył za synem.
Przedpokój w domu był dość długi i na szczęście dobrze oświetlony. Drzwi do sypialni niestety mocno skrzypiały, ale Haytham wierzył, że Connor coś na to zaradzi. Sama sypialnia była obszerna i zawierała wielką szafę z całkiem wymyślnymi żłobieniami. Dywan co prawda wyglądał na dość stary, ale po odświeżeniu go na pewno będzie się dobrze prezentował. A łóżko… łóżko było szerokie i, co najważniejsze według templariusza, w każdym jego rogu znajdowały się wysokie, skręcane, drewniane części, niczym kolumienki. Stanowiły jedynie ozdobę łóżka, bo były zbyt krótkie, żeby kiedyś wisiał na nich baldachim, ale dawały możliwość… przywiązania kogoś do łóżka. I to już Haytham miał zamiar wykorzystać. Może nie od razu, ale zdecydowanie miał to już w planach. Tak samo jak zakup nowych pościeli. Bo jeśli już miał łóżko, chciał spać jak człowiek, a nie dzikus. Nie ubliżając w żaden sposób Connorowi. Zwyczajnie, wolał czuć się czysty, kiedy wstawał.
— Jest duże. Większe niż łóżka w gospodzie — zauważył Connor, podchodząc do posłania. Okno wcześniej już uchylił, więc teraz w sypialni było przyjemnie rześko. Usiadł na skraju i… usłyszał, że łóżko trochę skrzypi. Od razu się skrzywił.
— Będziesz umiał coś na to poradzić? — spytał Haytham i podszedł bliżej, stając przed nim.
— Może tylko deski się poluzowały i wystarczy, że je dokręcę — odparł Connor, unosząc spojrzenie na ojca. Niewinne niemalże niczym w momencie, kiedy Haytham pierwszy raz przystawił mu swój członek do ust, a chłopak nie wiedział, co z nim zrobić. Aż ciekawiło go, czy kiedyś przyjdzie ten moment, że chłopak zatraci tą niepewność. Haytham chciał jednocześnie mieć jego niewinność i naiwność, jak i to, żeby ten sam prosił się o seks.
— Miejmy nadzieję, bo będzie wszystko zbyt dobrze słychać.
— Ja się wiele nie ruszam przez sen — odparł na pocieszenie Connor, nie myśląc teraz o tym, o czym Haytham, co tego drugiego znów upewniło w tym, że jeszcze do wyuzdania u Connora daleko.
Zaśmiał się przez to.
— A będziesz tu tylko śnił? — spytał, żeby wywołać rumieniec na tej śniadej twarzy. Było to aż nazbyt łatwe. Do tego brązowe oczy Connora, które chwilę temu na niego patrzyły, uciekły gdzieś na bok.
— Nie — odburknął. — Ale nie pomyślałem o tym…
— Ale teraz już o tym myślisz. I coś zrobisz z tą nową wiedzą? — spytał Haytham, nadal stojąc przed siedzącym na łóżku Connorem.
Ten za to uważał, że znów ojciec zadawał mu trudne pytania. Takie, na które nie mógł odpowiedzieć od razu, bo nie wiedział jak.
— Nie wymądrzaj się — ostrzegł więc w końcu i cofnął się trochę na łóżku. — Możemy sprawdzić, czy będzie skrzypieć.
— Będzie. Ale nie przeszkadza mi to — odparł Haytham, a z racji, że jego syn wsunął się głębiej na łóżko, sam klęknął na nim jednym kolanem, między udami Connora. Złapał go po tym za brodę i mocno pocałował, żeby zaraz naprzeć na niego i powalić na plecy.
Asasyn sapnął głucho, a jego powieki otworzyły się szerzej. Haytham zresztą zauważył dzięki jedynie cienkiej koszuli na ciele syna, że jego masywna klatka piersiowa głęboko się uniosła.
— Haytham… Porozmawiajmy, jak to będzie wyglądać — rzucił niespodziewanie, ale przy tym ostrożnie położył dłoń na biodrze ojca.
— Jak to jak? Nie mówiłem ci już? — Templariusz znowu go pocałował, mimo że widział, że syn faktycznie chce chwili powagi. — Masz swój pokój. Jednak dalej możesz do tej sypialni przychodzisz, kiedy tylko tego zapragniesz. Ja zaś będę łapał cię, gdzie tylko dam radę.
Connor znów się zawstydził, ale odpowiadał na pocałunki, gdy tylko mężczyzna po nie sięgał.
— A nasz seks? Gdy będę chciał, żebyś mi go wsadził, to mogę też przyjść nago i zostawisz swoją pracę? — zapytał poważnie, idąc za ciosem. W końcu w jaskini Haytham mówił mu, że i w inny sposób może pokazać, że tego pragnie. Liczył, że to właśnie o to chodziło.
Haytham zapanował nad twarzą. Czuł się, jakby wygrał wielki zakład w grze karcianej, kiedy to słyszał.
— Możesz też poprosić. I wsadzę ci z rozkoszą, jeśli tylko będę mógł przerwać pracę.
Taki układ Connor uważał za sprawiedliwy. Skoro Haytham chciał go „łapać”, gdzie chciał i pewnie kiedy chciał, to i on chciał mieć możliwość decyzji.
— Umowa stoi — potwierdził twardo, patrząc w oczy ojca.
— Umowa stoi — zgodził się z nim Haytham i zapieczętował ją mocnym pocałunkiem.
Uważał, że Connor godzi się na to wszystko zbyt naiwnie, ale byłby idiotą, gdyby z tego nie korzystał. Gdy pierwszy raz go wziął, nie spodziewał się, że skończy się to w taki sposób. Był bardziej przygotowany na większą nienawiść i chęć zemsty u swojego syna. A teraz ten masował jego biodro, odpowiadał na pocałunek… i nawet lekko potarł wnętrzem uda o jego nogę. Prawie jak własna matka, która w ten sposób zachęcała go do znalezienia się jeszcze bliżej między jej nogami.
Templariusz nie zamierzał rezygnować z takiego zaproszenia. Oparł się stabilniej jedną dłonią z boku jego głowy, a drugą sięgnął do kolana syna, żeby namówić go do rozsunięcia ich dla niego na boki. Connor zerknął mu w oczy pytająco, ale przy tym spełnił tę niemą prośbę i ułożył się niemalże ulegle.
Aż niespodziewanie obaj usłyszeli głośne łomotanie w drzwi na dole i zamarli. Haytham zaklął pod nosem. Connor jeszcze nie miał okazji słyszeć tak wulgarnych słów. A tym bardziej z ust ojca.
— Czekaj tu. Idę zobaczyć, kto się dobija — mruknął z niechęcią. Mógł wysłać Connora, ale ten miał większe rumieńce i zbyt duży wzwód, żeby umiejętnie to ukryć.
Mimo to asasyn również się podniósł z łóżka i podążył za Haythamem, nie pokazując się jednak. Chciał tylko posłuchać.
Gdy templariusz zszedł na parter i otworzył drzwi, ujrzał… dziewczynę. Całkiem młodą, ładną dziewczynę z głębokim dekoltem, który ukazywał pełnię jej piersi. Miała czarne, spięte loki i przyjazny uśmiech.
— Dzień dobry. Doszły mnie słuchy, że wreszcie mam sąsiada… — przywitała się niemal świergotliwie.
Haytham popatrzył na nią podejrzliwie. Od następnego domu był tu już dłuższy spacer, ale wyglądało, po stanie spódnicy dziewczyny, że ta nie siedzi całymi dniami w domu.
— Tak, sprowadziłem się tu z synem niedawno. Miło mi panią poznać. Haytham Kenwey. — Ujął jej dłoń i z klasą, jakby była to wysoko urodzona dama, ucałował jej dłoń. Zrobił tym na niej wrażenie, bo dziewczyna aż nabrała więcej powietrza do płuc.
— Kenwey… Przyjemne dla ucha nazwisko. Marcella Acker. Więc rozumiem, że będzie tu pan mieszkał jedynie z synem, tak? — upewniła się, cały czas patrząc mu w oczy. Jej palce delikatnie poruszyły się w jego dłoni.
— Dokładnie. A pani gdzie mieszka dokładnie? Pytam, skoro jesteśmy sąsiadami. — Haytham zabrał dłoń, nadal jednak zostając uprzejmym.
— Jeden pagórek dalej. Stąd nie widać mojego domu, bo pana jest nieco niżej położony i dzieli nas kilka drzew, ale bardzo, bardzo chętnie zaproszę pana na kolację — odpowiedziała od razu, a tymczasem zza rogu wyszedł w końcu Connor. — Och… Dzień dobry.
Asasyn podszedł bliżej i jedynie skinął głową dziewczynie. Ta więc znów spojrzała na Haythama i zapytała z zachęcającym uśmiechem:
— Może w niedzielę pan zawita?
— Nie wiem. — Haytham spojrzał na swojego syna, skoro już się pojawił. A miał zostać na górze. — To pani Marcella Acker, nasza sąsiadka. Zaprasza nas na kolację w ramach sąsiedzkiej uprzejmości — wyjaśnił swojemu „dzikiemu” synowi, który został zignorowany przez kobietę. Ją na koniec mężczyzna spytał wymownie: — Prawda? Dobrze zrozumiałem?
Kobieta zamrugała z zaskoczeniem, ale szybko odzyskała rezon.
— Oczywiście. Zapraszam serdecznie obu panów.
— Dziękujemy. Zobaczymy, czy uda nam się panią odwiedzić, bo na razie czeka nas dużo pracy przy domu. Wymaga kilku poprawek — odpowiedział Connor uprzejmie, niemal jakby naśladował ojca.
Templariusza trochę to bawiło, ale w sumie było całkiem urocze.
— Widzi droga pani, jeszcze wiele pracy z nowym domem. Ale w końcu jesteśmy sąsiadami. Spotkanie na pewno nam nie ucieknie. A jeśli zdecydujemy się na tę niedzielną wizytę, na pewno zostanie pani poinformowana o tym zawczasu.
Marcella znów się uśmiechnęła. Musiała się jej podobać ta kurtuazja Haythama.
— W takim razie zostawiam panów z męską robotą. Jeśli potrzebne by były panom kobiece zdolności, to chętnie wspomogę — dodała, wpatrując się w jasne oczy starszego z mężczyzn i dygnąwszy, odsunęła się od drzwi.
Connor lekko ściągnął brwi. Przytaknął jej jednak i życzył na koniec miłego dnia. Haytham też odprowadził ją spojrzeniem, ale uśmiech z jego twarzy zniknął, kiedy tylko zamknął drzwi. Odwrócił się do Connora.
— Miałeś zostać na górze. Ale nic, wracaj tam zaraz.
Connor jednak tego nie zrobił. Jedynie rozprostował i zgiął palce obu dłoni, patrząc przez okienko w przedpokoju w kierunku oddalającej się Marcelli. Jego wyraz twarzy mówił o tym, jakby myślał.
— Connor? — zwrócił się do niego Haytham, nieznacznie się niecierpliwiąc. — Możemy wrócić do tego, co zostało nam przerwane?
— Tylko dlatego jej nie zaprosiłeś do środka? — zapytał podejrzliwie asasyn. Miał ściągnięte brwi i poważniejszy głos.
— To był główny powód, ale nie jedyny. Uważałem, że nie ma kompletnie takiej potrzeby. Boczysz się o coś? — spytał templariusz, samemu zachowując spokój.
— Nie… Myślę tylko, czy moja matka była jedyną, z którą chciałeś być, czy teraz znów będziesz szukał kobiety.
— Teraz? — Haytham zaciekawił się. — Czemu teraz miałbym szukać jakiejś kobiety?
— Nie wiem — odmruknął Connor niemalże z podobnym zagubieniem, jakie towarzyszyło mu w rozmowach o seksie. Ale tym razem słychać też było lekką złość. Trudno jednak było powiedzieć, w którą stronę ukierunkowaną.
— No właśnie. Ja też nie wiem, po co mi teraz kobieta. Nie rozważaj więc tego i idź na górę. Do tego żadna kobieta nie jest nam potrzebna, więc po co o nich chcesz tak usilnie myśleć?
Templariusz w końcu trochę się zniecierpliwił i lekko pchnął Connora w stronę schodów. Ten na szczęście ruszył nimi na górę, choć wciąż trochę się ociągał.
— Marcella mówiła o kobiecych zdolnościach, jakich będziemy potrzebować. O co chodziło?
— Niektórzy uważają, że mężczyzna nie umie zacerować sobie skarpet. Albo sprzątnąć domu. Zapewne chodziło jej o coś w tym stylu. O coś, co kobiety zwykle robią częściej niż mężczyźni — tłumaczył uprzejmie Haytham, gapiąc mu się na pośladki, kiedy wchodzili po schodach. Były takie duże i pulchne. Już chciałby je zobaczyć bez spodni.
— A można zrobić w łóżku coś, czego nie robi się z kobietą? — zapytał Connor w nieznanej Haythamowi intencji, gdy już wyszli na górę i podążyli do sypialni.
Haytham zastanowił się. Można było obciągnąć mężczyźnie w łóżku, kobiecie nie. Były inne sposoby zaspokojenia jej oralnie, ale nic w tej chwili nie przychodziło mu do głowy. Poza zmianą pozycji w trakcie, ale tego nie zamierzał mówić.
— Nie wiem. A ty o czymś myślisz?
— Nie… Ty lepiej się na tym znasz — wytknął mu asasyn i wszedł do sypialni. — A na co kobiety się nie godzą?
— Zwykle na wiele rzeczy. Ale ty nie jesteś kobietą, ja też, dlatego wstyd, jaki one często odczuwają, nas nie dotyczy.
Haytham zamknął drzwi za nimi, kiedy już znów byli tam, gdzie powinni, czyli przy łóżku.
— Właśnie — podkreślił Connor, który już rozpinał swoją koszulę, siedząc na skraju materaca. — To chcę zrobić coś, na co one by się nie zgodziły.
— Tak? — spytał Haytham, także się rozbierając, ale kiedy usłyszał to pytanie, na chwilę się zatrzymał, żeby się upewnić, czy jego syn nie kłamie. Coś chodziło mu po głowie, odkąd zobaczył to łóżko.
— Mhm — odmruknął Connor. Nie chciał, żeby ojciec nagle uznał, że jednak Marcella będzie lepszym kompanem do łóżka. Chciał więc nie tylko móc dzielić się rozkoszą z ojcem, jak mogła w tym pomóc kobieta, ale też robić coś więcej, żeby Haytham uważał ich związek za bardziej wartościowy. — Jest coś takiego?
— Myślę, że jest. Zrobimy coś nietypowego, ale za to na pewno nieodpowiedniego dla kobiet — wyjaśnił Haytham, ale nie powiedział, o czym dokładnie mówi. Nie kłamał też szczególnie, bo z matką Connora tego nie robił nigdy. Z nim natomiast chciał. — Rozbierz się do końca, ja zaraz z czymś wrócę.
Asasyn popatrzył za nim z ciekawością. To, co mówił ojciec, brzmiało interesująco i zachęcająco. Już sam fakt, że kobiety się na to nie godziły, był dla niego pewnym argumentem za tym, że wciąż pozostaje męski. Że mimo takiej roli robi coś ubliżającego kobietom.
Chętnie się rozebrał i dołożył swoje ubrania na krzesło stojące pod oknem. Po tym już nago usiadł na pościeli i czekał na Haythama. Ten wrócił niedługo później. Niósł w dłoni kilka kawałków porwanego materiału, z tego co wiedział Connor. Usiadł z tym obok syna i zwrócił się do niego.
— Podaj mi jedną rękę.
Asasyn od razu wyciągnął do niego dłoń. Był ciekaw. A jego ojciec, znowu bez słowa wytłumaczenia owinął jego nadgarstek długim kawałkiem materiału i zrobił z tego węzeł.
— Połóż się — nakazał, żeby drugi koniec przywiązać do wezgłowia łóżka.
Connor ściągnął brwi, tym razem z lekkim niepokojem. Położył się ostrożnie na plecach, po czym jednak znów się uniósł i popatrzył za plecy Haythama, jakby czegoś szukał lub coś sprawdzał. Ten zauważył to, więc spytał, przywiązując mocno jego rękę do łóżka:
— Hm?
— Nie masz butelki? — dopytał podejrzliwie Connor. Bo jak wszystko, co robił z ojcem, było dotąd bardzo przyjemne, to… bał się alkoholu w odbycie. To go bolało.
— Jakiej? — Haytham obszedł łóżko, żeby przywiązać mu drugą dłoń.
— Z alkoholem — mruknął Connor, popatrując za ojcem i dając się krępować. — Nie chcę butelki w sobie.
Templariusz aż poczuł przyjemne ściśnięcie w środku. Nie wiedział czemu, ale znowu pomyślał o tym, jak chłopak wtedy go „pił”.
— Nie będzie — obiecał, uznając, że może sobie to odpuścić na korzyść innych atrakcji. Takich jak przywiązanie wszystkich kończyn syna do łóżka i zasłonięcie mu oczu.
Gdy przed Connorem nastały ciemności, jego serce od razu zaczęło szybciej bić. Wydawało mu się, jakby wszystko teraz odczuwał… inaczej. Bardziej wyraźnie. Słyszał wiatr szeleszczący drzewami w pobliżu. Słyszał skrzypienie podłogi, gdy Haytham obchodził łóżko. Było mu też jakby… cieplej w każdy skrawek skóry. Mógł teraz tylko odczuwać, co z nim będzie robić ojciec. I nie będzie też wiedział, z której strony przyjdzie atak.
Haytham pochylił się i na początku potarł silne, mocno umięśnione udo Connora. Od razu zobaczył, że spięło się i przez to wydało się jeszcze większe. Sam Connor sapnął cicho i spróbował poruszyć rękami i nogami, by sprawdzić swoje pole manewru. Było niewielkie. Dla rąk mniejsze niż dla nóg. Je mógł bowiem bardziej rozsunąć albo trochę zgiąć. Niewiele, tylko tyle, żeby zakręcić tyłkiem na pościeli.
— Nie ruszaj się — rzucił po chwili Haytham, kiedy dotykał jego ciała, jakby sam nic nie widział i badał, co ma w zasięgu dotyku.
— Co zamierzasz? — zapytał asasyn, ale posłuchał ojca i nie ruszał się. Leżał spokojnie i dawał się dotykać, nieświadom tego, że policzki ma coraz bardziej czerwone, a… penisa coraz twardszego.
— Zobaczysz. Nie bój się, bądź mężczyzną — dodał Haytham, wiedząc, że wywoła to dobry skutek.
Udał się po oliwki zapachowe, jakie swego czasu zdobył, a Connor tylko zacisnął zęby po uwadze ojca i nic już nie powiedział. Nie zamierzał okazywać strachu. Nawet, kiedy w duchu niepokoił się, nie mogąc jeszcze w pełni zaufać ojcu, bo ten często miewał… specyficzne pomysły.
Na szczęście nie musiał długo czekać, żeby dowiedzieć się, co templariusz planuje. Znowu po chwili poczuł, jak ten przysiada na łóżku i… wylewa na jego tors coś chłodnego i aromatycznego. Pachnącego ziołami.
Wciągnął zapach głęboko i rozluźnił mięśnie.
— Masaż? — zapytał, niemrawo poruszając nogami po pościeli.
— Coś w tym stylu. Ale dla dorosłych — odpowiedział templariusz i powoli zaczął rozmasowywać oliwkę po ciele syna. Było takie umięśnione, sprężyste i młode, że samo to go podniecało.
Zdecydowanie Connor dbał o swoje ciało. Zaś teraz, dzięki oliwce, Haytham mógł podziwiać każde zagłębienie, szczególnie kiedy Connor spinał ciało pod dotykiem jego dłoni. Był jak młody byczek, który teraz był całkowicie na jego łasce i dawał się obmacywać niczym chętna dziewka, choć pewien był, że zachowuje się całkowicie jak stuprocentowy mężczyzna.
— Możesz mówić, co czujesz — zachęcił go Haytham, kiedy jego śliska dłoń w końcu objęła penisa syna i powoli, ale sprawnie zaczęła go masturbować.
— Twoją gorącą i śliską rękę — odparł Connor z cichym sapnięciem. — Mmm… Tu jest mi dobrze.
Haytham zamruczał na potwierdzenie i teraz powoli zaczął masturbować syna, żeby rozgrzać go do samego końca… i nie pozwolić mu dojść. Connor jednak na razie o tym nie wiedział. Dawał się pieścić, cicho mruczał i rozchylał wargi, gdy ojciec popieścił go mocniej i przyjemniej. Spinał też pośladki i wypychał biodra do jego dłoni, prosząc o więcej i więcej.
— Tak… tak lubię… — wyburczał i zagryzł wargę, coraz mocniej podrygując.
Haytham widział, jak jego mięśnie brzucha się spinają. Puścił więc na chwilę penisa i nacisnął palcami na brzuch, żeby to poczuć. Zaraz po tym poklepał go mocno otwartą dłonią, żeby i skóra była bardziej podrażniona i czuła na dotyk.
Connor głośniej stęknął i uniósł biodra.
— Haytham… Jestem już tak blisko… Dotknij mnie tam — poprosił niskim głosem.
— Nie. Jeszcze nie teraz — ten odparł i zamiast znowu dotknąć jego penisa, ścisnął mu sutki. Były jak wisienki na deserze, którym była ta potężna klatka piersiowa.
A Connor, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wyuzdanie wygląda, jęknął głośno i wyprężył się mocniej, napinając więzy w rękach.
— Jak to nie teraz?! — stęknął, kręcąc pośladkami na pościeli. — Haytham!
— Nie teraz, Connor. Zobaczysz, będzie lepiej później.
Młody mężczyzna warknął najpierw ze złością, po czym odchylił mocniej nogę, szukając nią ciała ojca.
— Dotknij… — jęknął.
Haytham za to odsunął się od niego i znowu uszczypnął go w sutek, żeby zaraz uderzyć w jego pierś pięścią.
— Zaraz. Wszystko w swoim czasie.
Skóra od razu się zaczerwieniła, a Connor stęknął głucho, napinając się. Tak, dzięki temu, że miał zasłonięte oczy i nie wiedział, gdzie spodziewać się uderzenia, napinał dosłownie całe ciało. A Haytham mógł je obserwować. Było niesamowite, tym bardziej takie nagie i z erekcją, która nie malała, jakby wcale chłopak nie potrzebował, żeby dotykany był bezpośrednio jego penis.
Definitywnie dłonie Haythama go pobudzały, cokolwiek robiły z jego ciałem, ale przy tym nie pobudzały na tyle, żeby chłopak mógł dojść. A był dosłownie na samym skraju. Przez to postękiwał i pojękiwał, aż w końcu templariusz usłyszał błagalne…
— Haytham… proszę…
Mężczyzna uśmiechnął się, nie obawiając się, że Connor to zobaczy. Znowu przesunął po jego ciele dłonią. Dotarł do penisa, odchylił go w dół mocno i objął, żeby kilka razy przesunąć po nim ręką. Nie dał jednak synowi spełnienia, tylko znowu na chwilę go puścił, ale tą samą dłonią, podtrzymując członek w pionie kciukiem, wskazującym palcem dotknął jego zwieracza.
Connor zastygł, choć przy tym oddychał głośno. Jego pośladki mocno się spięły, jakby chciały zasłonić jego maleńką dziurkę, która nagle została niecnie zaatakowana.
Haytham puścił przez to jego penisa.
— Nie chcesz, żeby cię dotykać?
Zobaczył zawahanie na twarzy syna, który na moment zagryzł wargę i w końcu odchylił jedną nogę, a jego pośladki lekko się rozluźniły.
— Prawidłowo. — Haytham wsunął mocniej śliski palec do dziurki chłopaka, żeby pomasować najczulsze miejsce. I znowu zobaczyć, jak jego syn wije się na pościeli, jakby w każdej chwili miał dojść.
Na razie tylko słyszał i widział, jak Connor zaciska zęby i zagłusza tym stęknięcia. I udawało mu się to do czasu, aż Haytham nie trafił tam, gdzie celował, a asasyn wygiął się, aż unosząc biodra w górę i ściskając palec w sobie.
— Daj mi dojść! — jęknął, zaciskając palce na krępującym go materiale. Był już gorący jak piec, a ojciec wciąż pchał jego ciało na granicę i nie pozwalał mu z niej spać.
Pieścił go, żeby za chwilę znowu go zostawić i pozwolić ostygnąć. I trwało to długo. Na tyle, że Connor kompletnie już nie panował nad głosem, jęczał i stękał. Jego penis był całkiem sztywny, postawiony przez templariusza do pionu i ciekło z niego. Ale nie mógł dojść. Aż w końcu Haytham odpowiednio go docisnął i pozwolił spaść w objęcia ulgi i spełnienia.
Connor krzyknął, żyły mocniej uwydatniły się na jego szyi, a ciało spięło się, jakby zaraz miało wybuchnąć. Do tego wszystkiego Connor poczuł, że sperma tryska mu aż na podbródek i wargi, a on nawet nie miał siły jej zlizać, bo dyszał głośno.
Chyba jeszcze nigdy nie miał takiego silnego orgazmu. A na pewno kiedy sam sobie robił dłonią dobrze. Haytham pokazywał mu nowe, zaskakujące możliwości własnego ciała. Nie tylko w kwestiach przetrwania czy wytrzymałości, jak był szkolony, ale też w sztuce erotycznej.
— Czyż nie lepiej? — spytał, jakby tylko dopraszał się potwierdzenia, że znowu miał racje. Wiedział, że osiągnął swój cel i Connor po prostu nie mógł temu zaprzeczyć. Reakcje jego ciała go zdradziły.
— Ta… tak… było… mmm… ale nie rób mi tego znowu teraz — asasyn szybko uprzedził, jakby z obawą, mimo że Haytham miał sto procent racji i jego ciało właśnie uspokajało się po nieziemskiej rozkoszy.
— A to czemu? — Haytham nie uwolnił jego kończyn i dalej masował wymęczonego penisa samymi opuszkami palców. Czuł, że drażni tym Connora, który znów się spinał i wiercił.
— To męczące… i nieznośne na początku… — wydyszał. I w końcu wysunął język i zlizał kroplę z dolnej wargi.
— Ale czy złe? — spytał Haytham i dalej go drażnił, przyglądając się mu i podniecając. Chyba chciał wykorzystać jego usta.
Connor zastanowił się chwilę i pokręcił przecząco głową.
— Ale dotknij mocniej…
— Wtedy za szybko dojdziesz. Zresztą, teraz możesz chwilę odpocząć. Ale nie złapać oddech — odparł Haytham i całkiem nagi klęknął nad szeroką klatką piersiową syna. Swojego gorącego i sztywnego penisa przyłożył do pełnych warg asasyna.
Od razu zobaczył, że jego syn sapnął głośniej i napiął więzy. Cofnął też głowę, jakby chciał ją schować przed intruzem. Nic jednak przy tym nie powiedział, ale Haytham domyślał się, że boi się zakrztuszenia. Pozycja nie była w końcu najłatwiejsza do obciągania, a i nie dawała mu żadnej drogi ucieczki. A przecież Connor wciąż był w tym kompletnym laikiem.
— Nie uciekaj od tego. Próbuj — zachęcił go Haytham i trzymając penisa, pomasował żołędziem po wardze syna.
Connor chciał powiedzieć „tylko mnie nie duś”, ale nie chciał usłyszeć „bądź mężczyzną”. Nie odezwał się więc, a jedynie rozchylił wargi i lekko wysunął język, żeby polizać nim czubek członka ojca. Wciąż miał wrażenie, że była to umiejętność, w której się nie sprawdzał i nie potrafił się nauczyć, ale miał nadzieję, że tym razem pójdzie mu dobrze. Na razie starał się nawilżyć żołądź, skoro cierpliwie czekała.
Haytham stęknął nisko. Lubił to uczucie na samym szczycie penisa. Czuł też oddech Connora, jak i jego głęboko poruszającą się klatkę piersiową.
Asasyn ucieszył się, gdy usłyszał stęknięcie. To znaczyło, że Haythamowi było dobrze, czyli że i on dobrze działa. Spróbował więc wychylić głowę i wargami objąć główkę, a następnie lekko ją possać.
Jego ojciec obserwował go przy tym ze spokojem i rosnącym podnieceniem. To było przyjemne i nie było czego w tym ukrywać. A to, że tylko reagował mniej intensywnie niż Connor, przecież nie zmuszało go, żeby sztucznie stękał.
Widział, jak nozdrza Connora się poruszają. Jak stara się miarowo oddychać, ale przy tym nie poruszał głową, a jedynie lizał i ssał główkę, przez co Haytham czuł, że jest coraz bardziej wilgotna i wrażliwa. No i zdecydowanie bardziej wychylała się spod napletka, bo trudno było nie podniecać się widokiem takiego dużego chłopaka, skrępowanego, niezdolnego się poruszyć, z takim oddaniem liżącego podarowanego kutasa. A ten, jak na razie był przystawką, tak zaraz miał stać się głównym daniem. Haythamowi może podobało się, co do tej pory robił jego syn, ale chciał też zobaczyć, jak te pełne usta obejmują mu członek. Uniósł się więc na kolanach, oparł dłonią nad głową chłopaka i naparł penisem bardziej na jego usta.
Zanim Connor się napiął, on już wiedział, że to zrobi. Był świadom, że stresuje tym syna, że ten wciąż nie jest przekonany, czy to lubi, ale przecież musiał go tego nauczyć. A raczej chciał, ale jedno nie wykluczało drugiego. Z pewnością siebie obserwował, jak policzki Connora zasysają jego penisa, a ten zaciska palce na więzach i próbuje się nie zakrztusić.
Nie zamierzał go przy tym zniechęcać. Ostrożnie więc wsuwał penisa i wysuwał go z jego ust, trąc czubkiem penisa po języku młodego asasyna. Miał nadzieję, że ten przy tym dobrze czuje jego smak. Sam zresztą o tym myślał, też w momentach, kiedy znowu ocierał się tylko o jego wargi.
Connor był już mocno czerwony na policzkach, a jego penis znów zesztywniał. Jakby lepiej od samego asasyna wiedział, czy go to podnieca, czy nie. Connor jednak po chwili, gdy znów Haytham wysunął członek i tylko trącał jego wargi, zapytał drżąco:
— Haytham… możesz mi go wsadzić w tyłek?
Templariusz aż czujniej na niego spojrzał. Chyba nawet nie zauważył momentu, kiedy jego syn zamiast się opierać, prosił go o seks.
— Już go tam chcesz? — spytał mimo wszystko z zaciekawieniem.
Connor nie widział jego zdumionego spojrzenia, więc odpowiedział bardziej szczerze i instynktownie, niż może zrobiłby to w innej sytuacji.
— Mhm. Wsadzałeś palce i teraz jest tak… — zaciął się, jakby jednak nie chciał lub nie wiedział, jak skończyć.
— Jak? — drążył Haytham, siadając znowu na jego klatce piersiowej. Podniecała go ta władza nad synem, jaką czuł. Może ogólnie był władczy w stosunku do niego, ale Connor tak związany na łóżku był jak jakaś zdobycz.
Asasyn oblizał wargi i pokręcił głową, jakby chciał pozbyć się opaski z oczu. Musiało mu być z nią niekomfortowo.
— …pusto? — wychrypiał.
Haytham znowu się uśmiechnął. Odchylił się do tyłu i złapał jego penisa. Potarł go kilka razy, żeby zsunąć palce niżej, między nogi chłopaka. Pomasował jego rowek.
— Chcesz go tam? Żeby cię tam rozparł. Poszerzył i rozgrzał?
Przez takie dopytywanie Connor musiał nabrać więcej niepewności co do tego, czy przyznawanie się do takich pragnień jest jak najbardziej na miejscu. Jak zwykle, podejrzewał ojca o drażnienie się z nim i wyśmiewanie go.
— Niekoniecznie „poszerzył” — burknął więc bardziej obronnie. — Po prostu lubię, jak mnie w środku pocierasz.
Haytham więc potarł go w nagrodę, ale jeszcze nie w środku.
— Bardzo dobrze. Lubię sprawiać ci tam przyjemność — dodał też, bo widział większe rumieńce na policzkach syna, a jego wyuzdanie było słodkie. Nie chciał za bardzo go speszyć.
— Mm… To dobrze… — Connor trochę zafalował biodrami, oddychając ciężej i domagając się więcej pieszczot w okolicach odbytu. — Ja też lubię, że lubisz to ze mną robić.
Haytham mruknął na potwierdzenie i jeszcze na chwilę zostawił jego tyłek.
— Poliż ostatni raz. Tak dobrze, ślisko — zachęcił jeszcze syna, rozchylając mu usta kiedy pociągnął jego brodę w dół.
Ten więc nie miał już szans odpowiedzieć, ale na szczęście spełnił jego polecenie. Polizał penisa, który spoczął na jego języku. Ze wszystkich stron, starając się go faktycznie nawilżyć, ale i samemu poczuć go jak najwięcej. Lubił jego smak, jakkolwiek trudne wydawało mu się obciąganie.
Haytham chętnie jeszcze by to przeciągnął, ale w końcu uznał, że zostawi na tę chwilę usta syna. Uniósł się z wilgotnym, sztywnym penisem i przesiadł między związane nogi asasyna. Lepiej by było, gdyby ten był na brzuchu, ale w tej chwili nie miał ochoty go przekręcać. Złapał więc jego penisa oraz jądra i położył się bardziej na chłopaku, żeby naprzeć członkiem na jego dziurkę.
Usłyszał od razu niskie, zadowolone stęknięcie, a Connor szarpnął rękami, jakby chciał go objąć, ale zapomniał, że jest związany. Sapnął więc tylko i czekał, aż wreszcie penis w niego wejdzie. Chciał tego.
Haytham za to patrzył na niego i powoli zaczął się wsuwać w ten ciasny tyłek. Był taki zamknięty w tej pozycji, ale też niesamowicie gorący po tym, co do tej pory zrobili. A że asasynowi się podoba, templariusz czuł na swoim podbrzuszu, bo Connor zdecydowanie nie miał miękkiego penisa.
— Nnnn! — stęknął chłopak, czując, jak członek się przeciska i jak nie może za szeroko rozłożyć nóg i się otworzyć. Przez to marszczył seksownie twarz, ale nie marudził i nie hamował ojca. — Wydaje się… większy!
— Oh, podoba mi się to, co mówisz. To dokładnie to, co powinieneś zresztą teraz mówić — odpowiedział mężczyzna i jeszcze mocniej pchnął biodrami, żeby w końcu wsunąć się w syna. Dzięki jego słowom zresztą sam czuł się większy.
Connor w odpowiedzi uśmiechnął się, co ojciec mógł odebrać jako wyraz dumy z siebie, że powiedział coś co powinien, zanim Haytham go o to zapytał. Albo jako wyraz przyjemności. Bo to drugie zdecydowanie w tej chwili asasyn odczuwał, kiedy miał w sobie w całości członek mężczyzny i ten wypełniał go niesamowicie intensywnie. Jakby nie mógł się w nim znaleźć już nawet milimetr wolnej przestrzeni. Było to w pewien sposób trochę niekomfortowe, ale równocześnie bardzo podniecające. A on chciał trochę poeksperymentować z tym uczuciem i dyskretnie ścisnął pośladkami to, co czuł w sobie.
— Mmmm…
Haytham od razu to poczuł i stęknął odruchowo.
— Jeszcze ci mało? — spytał, powoli zaczynając poruszać się w tej ciasnocie. Od razu ciało Connora zareagowało spięciem, ale i głośniejszym jękiem.
— Nie… jest dobrze. Ale… mm… zdejmij mi opaskę.
— Chcesz mnie widzieć? Nie wyobrażasz sobie tam nikogo innego, kto ci to robi? — spytał templariusz, kręcąc się między jego nogami i znajdując sobie najwygodniejsze miejsce.
Przez to znów jego uszy były popieszczone dźwiękami rozkoszy, kiedy Connor sobie postękał. Tak, w tym wszystkim chyba jedną z najgenialniejszych rzeczy było to, że ten chłopak naprawdę lubił być pieprzony przez mężczyznę.
— N… nie. Myślę o tobie.
Haytham pozwolił sobie na ostatni uśmiech, po czym sięgnął do jego twarzy, żeby zdjąć mu opaskę z oczu. Jeśli nieznaczne znęcanie się nad chłopakiem było podniecające, tak niewątpliwie też podniecające było, kiedy ten patrzył na niego z pełnym oddaniem. Poddając się mu, związany na łóżku.
Najpierw zobaczył, jak powieki Connora mocniej się zacisnęły i kilka razy zamrugały, gdy przyzwyczajał się do światła. A potem ujrzał już te brązowe tęczówki i rozkosz wypisaną w tym spojrzeniu.
Connor zerknął w dół, na swoje lekko ugięte i niezbyt rozłożone nogi, pomiędzy którymi miał ojca i jego penisa w sobie.
— Mhm — mruknął na potwierdzenie tego, że tak jest dobrze. — Możesz się dalej ruszać.
Haytham aż uniósł wysoko brwi.
— Mówisz mi, jak mam cię ruchać? — spytał, ale znowu mocno się na nim położył i poruszył biodrami na boki. Patrzył już w oczy syna przy tym, szukając emocji, jakie wywoła.
Te momentalnie się zmrużyły, a brwi ściągnęły, gdy przy tym z ust Connora wydobyło się stęknięcie. Sam chłopak nagle mocno się zawstydził, gdy Haytham tak do niego powiedział. Że go „ruchał”. Wydawało mu się to bardzo… krępujące i perwersyjne. Przez to zaczerwienił się mocno ze wstydu i ścisnął udami boki ojca, jakby chciał je zamknąć. Nic też nie odpowiedział.
Templariusz skupił się na chwilę na jego zachowaniu, po czym jednak wznowił ruchy biodrami, mimo tego, w jakim uścisku się znalazł.
— Nnn, Connor. Wyciągnij do mnie głowę — nakazał mu, zauważając chyba, że to wyuzdanie syna było jeszcze mocno niestabilne.
Chłopak przełknął ślinę i wyciągnął się mocno, przy tym trochę rozluźniając się na dole. Udało mu się jednak złapać w pocałunku wargi ojca i jęknął przy tym cicho, bo akurat poczuł penisa w tym najlepszym miejscu. Chciał więc zasygnalizować, że tak jest dobrze, że… tak chce być ruchany.
Haytham w tym czasie oddał pocałunek, zmuszając przy tym syna, żeby się napinał. A konkretnie brzuch, kiedy tak się wyciągał do pocałunku.
— Mmm, tak lubisz? — spytał młodego asasyna i mocniej pchnął biodrami, wsuwając penisa w jego tyłek.
Connor jęknął zdecydowanie niskim i pełnym oddania głosem. Pokiwał też głowę, wpatrując się w oczy mężczyzny.
— Tak… mmm… tak, tato — dodał jękliwie z błogo zamkniętymi oczami, przy tym napinając się i krzywiąc, gdy Haytham pchnął trochę zbyt mocno.
Mężczyzna za to obserwował jego twarz z zaciekawieniem. Podobała mu się. I tylko to „tato” było specyficzne. Ale z drugiej strony, dowodziło tego, jak są blisko.
— Mi też… Masz dobre ciało i jesteś… mm… grzeczny dla tatusia — odparł więc i ugryzł jego sutek. Lubił widzieć, jak się wierci i jęczy. Bo Connor zawsze tak seksownie brzmiał, gdy Haytham robił mu dobrze. I, jak mężczyzna już się zorientował, lubił pieszczoty brodawek, sprawianie, że były czerwone i wręcz obolałe.
— Mmmmm… tak, tak, jeszcze trochę! — jęknął nagle głośniej.
Sam mimo skrępowania i niemal zerowej mobilności spróbował poruszyć się i mocniej nabić. Templariusz spełnił więc jego prośbę. Trochę się poprawił, złapał syna pod udo i mocniej wbił się w jego tyłek dzięki temu, że ten nie był już aż tak nisko. Mógłby zrobić mu jeszcze lepiej w innej pozycji, ale ta też nie była zła. Dawała niesamowite widoki na twarz asasyna. A do tego ten był tak cholernie ciasny, że jego tyłek wysysał z Haythama więcej niż jego usta.
Wystarczyło tylko kilka mocnych ruchów w tej pozycji, żeby Haytham mógł zobaczyć na twarzy Connora skrajną przyjemność, gdy ten osiągnął orgazm. Chłopak drżał i napinał więzy z całej siły, aż jego bicepsy i klatka piersiowa mocno się powiększyły. A przy tym wszystkim wychylił się i pocałował z niskim pojękiwaniem usta pieprzącego go mężczyzny, który już był bardzo bliski spełnienia. Dlatego, gdy tylko oddał pocałunek, wydyszał:
— Mmm, zaraz… zaraz dojdę. Gdzie ją… chcesz?
Connor, już czerwony jak maki w polu, z trudem składał myśli. Nie lubił uczucia spermy w sobie, ale nie chciał, żeby jeszcze Haytham się wysuwał.
— Może… możesz w środku, jeśli woda w łazience działa.
Haytham nie odpowiedział, tylko mocniej wsunął się w syna. Lubił, jak ścianki go ściskały, jak ciało pod nim drżało. I… mógł się w nim spuścić. Bez żadnych konsekwencji. Napełnić to zdrowe, pełne wigoru ciało swoją spermą.
— Nnn… oh… tak! — stęknął, kiedy dochodził.
Connor szarpnął więzami, chcąc go objąć, ale zapomniał, że nie może. Wyciągnął więc głowę i kilka razy już delikatniej obcałował twarz drżącego ojca. Ten spojrzał na niego i uśmiechnął się kątem ust, widząc i czując jego zachowanie. Nie wysunął się od razu, tylko lekko uniósł i załapał jego penisa. Sam swoim jeszcze trochę poruszał w znacznie wilgotniejszym wnętrzu, a Connor zamruczał błogo.
— Mm… Haytham… rozwiążesz mnie?
Mężczyzna zostawił już i tak dziś wymęczonego penisa i tylko wytarł dłoń o bok chłopaka. Obaj mieli niezły orgazm. Czuł się na swój sposób z tego dumny.
— Już? — spytał mimo wszystko i dopiero ostrożnie i leniwie się wysunął.
— Już. Chciałem cię objąć — odparł prosto Connor, powoli do siebie dochodząc. Denerwowała go trochę sperma w sobie, ale liczył, że szybko się jej pozbędzie.
Haytham znowu westchnął, jakby był zmuszany do czegoś koszmarnie niekomfortowego. Wstał jednak i poszedł po nóż. Nie chciało mu się rozwiązywać tych więzów, skoro mógł je po prostu przeciąć. Przez to jednak Connor obawiał się, że go zostawi, ale gdy zobaczył go wracającego, odetchnął. I przy tym kątem oka templariusz zobaczył, jak z jego lekko rozluźnionej dziurki wypływa biała ciecz. To sprawiło, że nie chciał go uwalniać. Lubił zakłopotanie Connora, jakie ten odczuwał po seksie. Ale wszystko w swoim czasie. Z tą myślą przeciął więzy, po czym znowu usiadł na łóżku.
Connor od razu wykorzystał większą wolność i przekręcił się na bok, żeby być przodem do ojca. Wyciągnął rękę i pociągnął go za nadgarstek, żeby Haytham położył się obok.
— Chodź.
Ten zgodził się i położył się również na boku na łóżku.
— Podobało ci się? — dopytał i widząc, że Connor nadal jest spragniony dotyku, przewalił się na plecy i zaoferował mu ramię.
Zwykle to sam musiał go sobie zawłaszczać i pokazywał, co wolno i czego sam pragnie, ale tym razem Connor z jakiegoś powodu chętnie poddawał się swojej intuicji. Przytulił się do niego i nawet lekko pocałował w pierś. Odsunął jeszcze tylko włosy z twarzy.
— Mi tak. I kobiety tak nie robią?
— Nie, nie dają się tak wiązać. Boją się — odparł templariusz, w połowie kłamiąc. Bo mężczyźni też nie byli skorzy do takich zabaw.
— O. Właśnie. — Taka odpowiedź jednak spodobała się Connorowi. Tak samo jak podobało mu się, że po seksie mogli tak leżeć i się obejmować. Wydawało mu się to dość mocno zarezerwowane dla kobiety i jej mężczyzny, ale skoro Haytham nie upominał go, że tak nie przystoi, to może tak było dobrze. Dlatego odważył się nawet lekko pogłaskać nagi bok ojca.
Ten spojrzał na jego dłoń. Nie przeszkadzało mu to, w jakiej są pozycji, ale chciał się dowiedzieć, jak się w niej znaleźli.
— Wygodnie ci? — spytał, samemu kładąc dłoń na włosach syna. Były niesamowite. Takie jak u matki. Długie, czarne i przyjemne w dotyku.
— Mhm. A tobie? Mi się chyba podoba… — Connor zawahał się. — Lubię taki kontakt… Nie tylko kiedy uprawiamy seks.
— Oh, czyli czuję, że często będziesz tu sypiał — odparł templariusz, ale bez złośliwości. Tylko ze spokojem w głosie i naturalną sobie nonszalancją.
Connor zawahał się, nie usłyszawszy w odpowiedzi „ja też”. Ale z drugiej strony czuł na włosach dotyk ojca. Musiał jednak dopytać:
— Myślisz, że mogę?
— Spać tu? To chyba raczej oczywiste. Nie dałem ci dość wskazówek, że twoja obecność w moim łóżku będzie mi bardzo na rękę? — Haytham trochę z niego zadrwił, bo chyba zwyczajnie nie umiał inaczej. Chciał tego tyłka w swoim łóżku. W końcu po coś do czorta kupił ten dom.
— Miałem na myśli to przytulanie — sprostował z wyrzutem Connor i cofnął dłoń z urazą, że ojciec z niego żartował.
Haytham za to chwycił ją i położył znowu na swoim brzuchu.
— To też możesz. Ile tylko chcesz. Jesteś cieplejszy niż kołdra.
— Tylko dlatego? — drążył Connor, co Haythama aż zaskakiwało. Zupełnie, jakby nagle potrzebował więcej… czułości?
Zaśmiał się i wychylił, żeby pocałować go w twarz.
— Nie. Nie tylko dlatego. Ale też dlatego, że miło mi, kiedy jesteś obok i nie pragniesz mojej śmierci. Lubię też patrzeć, na jakiego wspaniałego mężczyznę wyrosłeś.
To spodobało się Connorowi, który poczuł się… doceniony przez ojca. Może wcześniej zupełnie nie miało to dla niego znaczenia. Ojciec w jego życiu był nikim. Cieniem, który dawno wyblakł. Ale teraz Haytham pojawił się w jego życiu z wielkim przytupem i okazało się, że… może mu wiele zaoferować. Na tyle wiele, że asasyn naprawdę chciał tu z nim być.
— Podoba ci się to? Myślisz, że matka też byłaby ze mnie dumna? — zapytał, okręcając głowę i wpatrując się w twarz mężczyzny z podpartą na jego piersi brodą.
— Myślę że tak. Chciała, żebyś był dobry i działał słusznie. A teraz będziesz miał ku temu okazję — wyjaśnił Haytham, nadal masując mu głowę i zaraz też kark.
Connor zamruczał i zmrużył oczy.
— Mmm… Też tak myślałem. Zawsze chciała, żeby naszym ludziom nie działa się krzywda. Ale ja myślę, że o każdego trzeba dbać. O Brytyjczyków też.
Starszy mężczyzna zamruczał potakująco. Connor bardzo dbał o jego brytyjskiego penisa. Nie mógł jednak tego powiedzieć.
— Mhm, słusznie. Dobro ludzi jest najważniejsze, żeby nie umierali przez bezsensowne konflikty. Poza tym, droga, na którą teraz ze mną wszedłeś, jest na pewno przyjemniejsza i bardziej komfortowa.
Asasyn pokiwał głową, zgadzając się z ojcem. I znów pogłaskał jego ciepłą skórę. A że przy tym poczuł, jak znów coś z niego wycieka, z irytacją podniósł się, usiadł z szeroko rozstawionymi nogami i uniósłszy penisa, spróbował spojrzeć na swoją dziurkę. Wolną dłonią nawet tam sięgnął i zebrał na palce lepką spermę.
— Nie lubię tego… — mruknął.
Haytham aż głośno przełknął ślinę. Jego syn wzbudzał w nim wszystkie możliwe erotyczne żądze.
— Ale łagodzi to na pewno podrażnienia — powiedział spokojnie, jednak wychylił się, żeby zobaczyć, jak ten się dotyka. — Zresztą, sam zobacz, jak jesteś dzięki niej wilgotny i gładki w środku.
Connor jeszcze mocniej się pochylił, a część jego długich włosów spłynęła do przodu. A on delikatnie wsunął dwa palce w dziurkę, żeby nasienie łatwiej opuściło jego wnętrze.
— Niby tak — mruknął z brakiem przekonania. — Ale zobacz, ile tego jest…
Haytham aż poczuł ciepło spływające mu do krocza.
— Mhm… dużo. Wygląda… dobrze — wydusił, samemu już siadając, żeby to obserwować. Jego penis zresztą też się unosił.
Asasyn był innego zdania i usilnie pozbywał się nasienia, które po chwili miał na całej dłoni. A i przez to rowek bardziej wilgotny niż wcześniej. Zwyczajnie wytarł rękę o pościel.
— Dziwne jest uczucie na koniec — powiadomił ojca, który sięgał już do jego uda, żeby zobaczyć jego dziurkę pod lepszym kątem.
— Czemuż to? — spytał, skupiając się jednak na tym, jak błyszczące i delikatne ciało skrywały pośladki Connora.
A ten, jakby nie widział w tym nic niezwykłego, trochę się odchylił do tyłu i wyżej zadarł penisa, żeby pokazać mu dosadnie to, o czym mówi.
— Zobacz sam. Tak, jakbym… nie mógł zacisnąć się teraz całkiem — wytknął mu, jakby to była jego wina. Cóż… w sumie na swój sposób była.
Templariusz znowu przełknął ślinę i dotknął palcami rozluźnionej dziurki. Niby po to, żeby ją profesjonalnie zbadać. Niby. Bo naprawdę chciał po prostu pocieszyć się tym, jak ją rozruchał.
— Mmm… masz tam przy tym ładny kolor. Mówię ci, dobrze to wygląda. Czasami wszystkie mięśnie muszą się rozluźnić — wyjaśnił i wsunął palec do środka, żeby znowu poczuć to ciepło.
Usłyszał ciche sapnięcie, ale dziurka zacisnęła się bardzo słabo. Rzeczywiście, jakby nie mogła tego zrobić do samego końca.
— Mm… Czyli to nic złego? — dopytał chłopak z lekką chrypką. Chciał być pewien.
— Nie. Tym bardziej, kiedy lubi się to tak, jak ty to lubisz — odpowiedział Haytham ze spokojem i zaraz przewalił syna znowu na plecy. — Co powiesz na jeszcze jedną rundę, skoro już wróciliśmy do tego tematu?
Connor zagryzł wargę, najpewniej takiego ataku się nie spodziewając. A w oczach Haythama, taki zaczerwieniony, rozgrzany, z rozrzuconymi na pościeli włosami, był tak kuszący, że naprawdę nie chciał usłyszeć odmownej odpowiedzi. I… pierwsze, co poczuł, to uda syna, które powoli się pod nim rozwarły i potarły jego boki. Dopiero po tym asasyn odpowiedział z lekkim uśmiechem:
— Dobrze, że jeszcze nie poszedłem się umyć.
Haytham zmierzył go spojrzeniem. Złaknionym i napalonym. Pocałował go mocno w usta i sięgnął znów między jego nogi do tej cudownej rozluźnionej dziurki.
— Dokładnie tak. Grzeczny chłopiec…

***

Pierwszy miesiąc w nowym domu Haythama i Connora polegał na przyzwyczajeniu się do osiadłego stylu życia. Dla asasyna było to trudne. Nie dlatego, że nieprzyjemne, lecz po prostu… niezwykłe. Dużo czasu spędzał w lesie, polował i udało mu się nawet sprzedać kilka skór. Poznał kilku ludzi w mieście, ale Marcelli unikał jak ognia. I irytował się za każdym razem, kiedy widział ją rozmawiającą z ojcem. A ta miała jakby nagminny zwyczaj kręcenia się wokół Haythama. Czy to kiedy ten szedł do miasta, żeby zrobić zakupy, czy to wtedy, kiedy był sam w domu. Jakby nie wiadomo na co liczyła. Zresztą, pewnie tak było, ale Connor nie widział, żeby jego ojciec ulegał. Ale też nie odpychał kobiety. To było dość frustrujące, jednak Haytham zapewniał go, że nie ma nic pomiędzy nimi. Connor miał nadzieję, że tak zostanie.
— Jestem! — zakrzyknął kolejnego dnia, gdy wrócił z targu z koszem pełnym warzyw, owoców i sera.
Podobało mu się chodzenie na targ i wymienianie uprzejmości z tutejszymi mieszkańcami. Czuł się dobrze w tej spokojnej społeczności, z dala od polityki. O dziwo też nikt szczególnie nie zwracał uwagi na jego kolor skóry. Zdarzyli się tacy, którzy wymieniali komentarze między sobą, ale nie było to coś, z czym nie miałby już do czynienia. Teraz więc ze spokojem ducha wszedł do domu, który dzielił z ojcem.
Podążył z zakupami do kuchni, przy okazji nasłuchując, żeby upewnić się, czy ojciec jest gdzieś w pobliżu. I może nie był pewien, czy dobrze usłyszał, ale ten chyba był na górze w swoim gabinecie. Connor zauważył, że spędzał tam sporo czasu na… sam nie wiedział nad czym. Wyglądało, jakby pisał komuś listy albo czytał, ale jak ojciec mu mówił, to było coś, z czego mogli mieć pieniądze na utrzymanie, ale żeby nie zaprzątał sobie tym głowy. To go trochę martwiło i denerwowało równocześnie. Nie chciał, żeby Haytham znowu miał przed nim jakieś tajemnice, bo sam mówił mu wszystko i czuł się z tym odkryty. Ojciec wiedział, że mógł zarabiać na polowaniach, wiedział, co potrafi, a czego nie potrafi w łóżku i właściwie kontrolował wszystko, co było z nim związane. A Connor… nie chciał, żeby ojciec za jego plecami robił coś, co mogłoby mu się nie spodobać. I chyba nie ufał ojcu na tyle, żeby mu wierzyć, że tego nie robi.
Po wypakowaniu wszystkich zakupów, podążył na piętro. Zapukał do gabinetu.
— Proszę! — Usłyszał z wnętrza i dopiero po tym wszedł do środka.
Jak do sypialni Haytham powiedział mu, że może przychodzić, kiedy tylko chce, tak w przypadku gabinetu nadal Connor czekał na pozwolenie. I kiedy teraz wszedł, znowu napotkał ojca siedzącego za biurkiem i chyba piszącego. A przynajmniej pisał, bo teraz patrzył na niego.
— Tak, Connor?
— Wróciłem z miasta — oznajmił asasyn, stojąc w progu. Odziany zupełnie inaczej, gdy byli w drodze i miał przy sobie cały osprzęt. Wyglądał bardziej zwyczajnie, jak zwykły mieszczanin, a nie wyszkolony morderca. I przez to wydawał się Haythamowi złudnie mniej niebezpieczny.
— Dobrze. Zrobiłeś zakupy? I chodź bliżej. — Starszy mężczyzna zachęcił go gestem i lekkim uśmiechem.
Connor od razu skorzystał z tego zaproszenia, ucieszony tym, że nie był dla ojca mniej ważny niż to, co ten teraz robił. Podszedł do biurka i oparł się pośladkami o blat, przodem do Haythama.
— Tak, byłem na targu. Rozmawiałem tam z jedną kobietą, która mówiła o swoim bracie. Strzyże ludzi. Mówiła, że powinienem ściąć moje włosy. Że są za długie — opowiedział o swoim wyjeździe. Sam nie wiedział, co o tym myśleć.
Haytham zmierzył go spojrzeniem. Podobał mu się taki.
— To twoja decyzja, ale ja bym nie chciał, żebyś je ścinał. Jednak jeśli to zrobisz, bardziej upodobnisz się do tutejszych ludzi.
Młody mężczyzna skrzywił się i sięgnął za plecy, żeby przełożyć na przód swoje włosy. Przesunął pomiędzy nimi palcami.
— Nie chcę ich ścinać. Mama zawsze mówiła, że są ładne. Ale ta kobieta tak powiedziała.
— A czy jej opinia jest dla ciebie ważniejsza niż moja i matki? — spytał Haytham i przesunął palcami łaskocząco po jego kolanie.
— Nie — ten odpowiedział od razu i znów odrzucił włosy do tyłu. — Jeśli ci się podobają, to je zostawię — dodał, patrząc w oczy ojca.
— W takim razie je zostaw — odparł Haytham i bardziej pogładził go po nodze. — Coś jeszcze ktoś ci mówił?
— Mm… Mówili trochę o tym, co jest potrzebne w mieście, kiedy pytałem. Jeden kaznodzieja pytał, czy mieszkam z rodziną. Dopytywał, skąd jesteśmy i czy w coś wierzymy — odmruknął Connor… i dyskretnie podsunął się bliżej mężczyzny. Lubił, kiedy ten go tak dotykał.
— I co mu odpowiedziałeś? — spytał templariusz, już jawnie masując go po silnym udzie. Widział przy tym, jak za jego pośladkami leżą notatki. Ale one mogły poczekać.
— Powiedziałem, że z naszą wiarą się nie obnosimy i wystarczy, że wiedzą o tym siły wyższe, w które wierzymy. Powiedziałem też, że mieszkam z ojcem, ale gdy pytał o matkę, nie mówiłem. Nie mówiłem też, co nas łączy. Pamiętam, że mówiłeś, że często wierzący mogą źle to rozumieć — dodał poważnej, po czym złapał się skraju blatu i pochylił do Haythama po pocałunek. W tym czasie jego włosy spłynęły mu w dół po ramionach.
Mężczyzna także się wyciągnął, żeby odpowiedzieć na pieszczotę. Lubił usta Connora i to, jak były ciepłe.
— Bardzo dobrze. Szybko się uczysz. Musisz umieć kłamać, Connor — pochwalił go Haytham i przesunął palcami po jego włosach. — Piękne są. Nie ścinaj ich.
Chłopak uśmiechnął się. Cieszył się, że ojciec podziela jego zdanie.
— Mam nadzieję, że nie będą się dziwić, że nie ma z nami żadnej kobiety — dodał, nie odsuwając się. Po chwili wahania dodał: — Bo ja myślę, że żadnej nie chcę.
Haytham uniósł wyżej brwi, zaskoczony w ogóle, że Connor brał to pod uwagę. Ale postanowił akurat tego nie komentować. Nie tego, że nawet by mu nie pozwolił.
— Tak? Tak myślisz? Wolisz być całkiem mój?
Asasyn powoli wciągnął powietrze nosem i dopiero się wyprostował.
— Myślałem o tym dużo… Chciałem być z tobą trochę… tak jak kobieta jest z mężczyzną. Na długo. Na wiele lat.
Haytham zmierzył go spojrzeniem. Żaden z nich nie wyglądał jak kobieta, ale i tak mężczyzna bez problemu zrozumiał pokraczną deklarację syna. Sam nie był pewien, czy powinien zwracać się do niego z tym samym. Przez swoje życie nie chciał już więcej niż to konieczne się zarzekać, bo nie zawsze wszystko było pewnikiem i wiele rzeczy mogło się jeszcze przecież zmienić. Mimo tego odparł Connorowi polubownie:
— Czyli ty też nie chcesz, żebym miał kobietę?
Zobaczył od razu na twarzy syna większe napięcie i powagę.
— Nie wystarczam ci…? — zapytał, mocniej zaciskając palce na krawędzi blatu. — Jest coś, co kobieta robiłaby lepiej niż ja?
Haytham zaśmiał się w duchu. Początkowo pomyślał tylko o rodzeniu dzieci. Bo w końcu tylko tego Connor nie potrafił zrobić, ale po chwili przyszło mu do głowy jeszcze coś.
— Myślę, że może lepiej prezentować się w sukni — odparł i tak myśląc, jak ludzkie ciało lepiej prezentowało się, czy to damskie, czy męskie, bez niczego.
Młody mężczyzna spojrzał po sobie z lekkim grymasem.
— Ale nie jest to coś, bez czego nie możesz żyć — zauważył. Chciał, żeby ojciec potwierdził że naprawdę może być tylko z nim.
— Nie, oczywiście, że nie jest to coś, bez czego nie mogę żyć… ale chciałbym to zobaczyć — odpowiedział Haytham, nadal się z nim drażniąc.
— Zobaczyć możesz każdego dnia w mieście lub gdy Marcella cię odwiedzi — odmruknął Connor, ściągając brwi. — Chyba że nagle myślisz, żeby wsunąć dłoń pod sukienkę — dodał już z wewnętrzną zazdrością. Przy tym odsunął się na blacie dalej od ojca.
Ten jednak przysunął się do niego i przemknął dłonią po wnętrzu jego uda.
— W ten sposób? — spytał, bo kobiece suknie pod tym względem były wygodniejsze niż spodnie.
Zanim usłyszał odpowiedź, do jego uszu dobiegł dźwięk głośnego przełykania śliny. Wiedział, że na Connora działało to, jak go traktował.
— Mhm… Ja jednak nie mam sukni…
— A jakbyś miał… założyłbyś ją dla mnie? — Haytham spróbował go podejść. Chciał to zobaczyć. I jak wydawało mu się to śmieszne, to też podniecające.
Wiedział, że dla Connora może to zabrzmieć dodatkowo krępująco, ale i obraźliwie. Nie był pewien, czy kiedyś widział tak mocną czerwień na twarzy syna, jak w tym momencie. A do tego ten uciekł od jego dłoni i wstał z biurka.
— Co…? Haytham, nie jestem kobietą!
— Ale chcesz być ze mną jak kobieta i mężczyzna. W takim związku musisz więc czasem chodzić na ustępstwa. Do tego, nie zrobiłbyś tego dla mnie? — spytał, podkreślając w tym siebie. — Nie chciałbyś sprawić mi przyjemności?
Connor cały czas był rumiany i skrępowany. A do tego objął klatkę piersiową ramionami, jakby się zakrywał.
— Ale mężczyzna w sukience to… Nawet nie ma sukienek na mężczyzn, Haytham! — odpowiedział żywo, nie mając pojęcia, jak zareagować na taką sugestię. Umysł podpowiadał mu, że jest to skrajnie niemożliwe i niewłaściwe. Choć to samo mu mówił, kiedy Haytham pierwszy raz chciał wsunąć mu w odbyt penisa, a ostatecznie okazało się to czymś przyjemnym.
— Wystarczy że będzie wystarczająco duża — upierał się templariusz, siedząc wygodnie na swoim fotelu z nogą założoną na nogę. Jakby teraz nie prowadzili tej dyskusji, to nakłoniłby Connora, żeby się przed nim rozebrał.
— Nawet nie mamy takiej sukni — burknął asasyn, wycofując się coraz bardziej. Nie wiedział, czy chce kontynuować tę rozmowę. — I co by ci się w tym podobało?
— To, jak materiał opina się na twojej szerokiej piersi… — Haytham udał, że się zastanawia. — I to, że nie byłoby od razu widać twoich nóg, ale mógłbym ich dotykać pod spódnicą.
— Nie, nie, nie, jednak nie opowiadaj! — jęknął Connor, wstydząc się jak pięcioletnia dziewczynka.
A potem… po prostu wyszedł z gabinetu. Templariusz zaśmiał się w myślach z tego zachowania. I nadal w wybitnie dobrym nastroju zamknął swoje dokumenty w szufladzie. Wyszedł po tym w poszukiwaniu syna.
Przeszedł bezgłośnie przez cały korytarz i dostrzegł cień w sypialni. Dyskretnie zajrzał do środka, a Connor najwyraźniej nie spodziewał się, że będzie śledzony. Stał przed lustrem z tymi swoimi długimi, ciemnymi włosami, patrząc na swoje oblicze i… dotykając swoich piersi przez koszulę.
Haytham nie wszedł do środka, ciekaw, czy jego syn jeszcze coś zrobi. Czy może zdejmie koszulę albo będzie oglądał swoje nogi, o których też przecież mówili. I może Connor był dobrym asasynem, ale i on sam wiedział, jak pozostać niezauważonym. Dlatego nie dał się wykryć, kiedy Connor się oglądał.
Miał rację. Ten w pewnym momencie rozwiązał swoje spodnie… i spuścił je do kostek, a templariusz miał okazję zobaczyć nie tylko jego silne uda, ale i zgrabny tyłek skryty w niestety za luźnej jak na jego gust bieliźnie. Mógłby teraz podotykać tych nóg. Były niesamowicie podniecające. Każdy ich miesień. A Connor obejrzał się, po czym położył swoją dużą dłoń na udzie od wewnętrznej strony i potarł się tam. A potem ścisnął mocno napięty mięsień i sapnął jakby z zażenowaniem. Po tym szybko podciągnął spodnie.
— Zostaw — zatrzymał go Haytham swoim nakazującym tonem, nim ten zdążył je zapiąć.
Wyszedł z ukrycia, żeby zaraz podejść do syna i objąć go w talii. Ten spiął się i spojrzał na niego z zażenowaniem. Dłoń miał wciąż zaciśniętą na spodniach, które zdążył podciągnąć zaledwie do połowy ud, więc wciąż było widać jego masywne, nagie ciało.
— Trzeba by… ukraść suknię — mruknął zachrypniętym głosem.
— Nie powinno to dla nas być żadnym wyzwaniem — odparł Haytham i przesunął dłonią na wysokości nerek młodego asasyna, a zaraz jego dłoń była na dole, gdzie jego pośladek. A ten od razu się napiął. Był duży i twardy. Bardzo przyjemny w dotyku.
— Tylko raz, Haytham — dodał Connor z wciąż słyszalnym napięciem w głosie. — Nie chcę być twoją kobietą, nawet jeśli robię to, co mogłaby robić twoja towarzyszka życia.
— Uznasz, czy to będzie tylko raz, kiedy spróbujesz. Nie zakładaj niczego teraz — odpowiedział mu Haytham i wsunął place za jego bieliznę, żeby pomasować gorące ciało bez przeszkadzającego mu materiału.
Connor od razu sapnął cicho i spuścił na chwilę wzrok. Sam obrócił się trochę bardziej w stronę Haythama i pomasował go po boku.
— Robię to dla ciebie… Nie dlatego, że taki jestem… kobiecy — wytłumaczył od razu z naciskiem.
— Oczywiście — odpowiedział Haytham i pocałował go w policzek. — Cenię to bardzo i dlatego ty wygrywasz z wszelkimi kobietami. Bo myślisz o mnie, nie o sobie.
Swoją odpowiedzią uspokoił syna, który przecież cały czas dotąd obawiał się, czy ojciec jednak nie wybierze jakiejś kobiety, bo ta spełni jego pragnienia. Lepiej niż on. A przecież on też mógł robić niektóre rzeczy… Chciał bliskości z Haythamem, dlatego miał nadzieję, że ten doceni jego starania.
Puścił spodnie, które już całkiem opadły mu do kostek i odpowiedział na objęcie. Cmoknął ojca delikatnie i oblizał wargi.
— Więc pójdę zbadać teren. Zobaczę, gdzie mogę znaleźć jakąś suknię.
Haytham skinął głową, ale nie puścił jego pośladków. Były takie sprężyste i ciepłe. Pomasował nawet syna między nimi jednym palcem.
— Dobrze. W nocy będziemy mogli ją ukraść. I zaraz sprawdzić, jak na tobie leży.
Im więcej mówił o sukni, tym bardziej Connor się peszył, ale starał się nie uciekać. Tym bardziej, że teraz połowicznie jego myśli skupiły się na dłoni Haythama. Ścisnął palec pośladkami odruchowo, ale zaraz je rozluźnił.
— Będziesz chciał się w niej kochać? — wydusił.
— Tak, zdecydowanie. Chociaż pewnie w trakcie ją z ciebie zerwę. Najlepiej ci nago — odpowiedział Haytham, już ewidentnie masując szparkę swojego syna. Ta otwierała się i zamykała pod wpływem tej przyjemnej stymulacji, a Haytham już zaczynał czuć na swoim ciele erekcję Connora.
— Mm… dzięki. A… teraz do czegoś dążysz, czy mam pójść sprawdzić ten teren? — sapnął Connor, bojąc się, że zaraz będzie potrzebował sobie strzepać, jeśli ojciec nie przestanie.
— Czy teraz do czegoś dążę? Hm, mogę poczekać. Zwyczajnie twoje ciało jest zbyt kuszące, żeby je po prostu zostawić, kiedy widzę, jak oglądasz się półnagi przy lustrze — odpowiedział templariusz i w końcu wyjął palce z jego bielizny. — Idź, mam jeszcze trochę pracy do zrobienia.
Asasyn odetchnął głośno i przytaknął. Podciągnął spodnie, choć wciąż widać w nich było wzwód. Ale liczył, że szybko zniknie.
— Więc do zobaczenia później, na kolacji — powiedział i jeszcze raz wychylił się po pocałunek, bo jak Haytham zauważył, podobały mu się te drobne czułostki.
Po tym ominął ojca i szybkim, pewnym krokiem wyszedł z sypialni. Zupełnie jakby udawał się w bardzo ważną misję, a nie na poszukiwania… sukienki dla siebie.

***

Poczekali do zmroku. Wtedy lepiej było ukryć swoje oblicze. Dawno Connor nie zakładał kaptura, a Haytham szerokiego kapelusza, spod którego nie było dobrze widać jego twarzy. Dawno żaden z nich nie wykonywał misji, w której kluczowe było pozostanie niezauważonym…
— Nie wiem, czy dobrze zobaczymy w tych ciemnościach kolor sukni — szepnął Connor konspiracyjnie do ojca, kiedy obaj skrywali się w wysokich krzakach na obrzeżach czyjejś posesji. — Lubisz jakiś szczególny?
— Dobrze ci w białym. Hmm, może więc suknia ślubna? — zażartował Haytham, rozmawiając z synem szeptem. Bawiła go ta misja, którą sobie narzucili. Mieli ukraść suknię. Do tego taką, w którą jakimś cudem Connor się zmieści. — Ale najważniejsze, żeby rozmiar jakiś był.
Specjalnie wybrali właśnie tę posesję. Connor już zrobił pierwsze przeszpiegi i wiedział, że nie dość, że mieszka tu aż czwórka kobiet, to dwie z nich są większego rozmiaru. Musieli tylko znaleźć odpowiednią garderobę.
— Trudno będzie znaleźć akurat suknię ślubną… — mruknął Connor, po czym uniósł nagle głowę. — O… chyba ten człowiek z bronią zniknął za rogiem. Chodźmy.
I nie czekając na ojca, wybiegł z krzaków i pobiegł cicho do ogrodzenia. Haytham udał się za nim. Nie mogli nikogo zaalarmować, a dodatkowo niewskazane było, żeby ktokolwiek zginął. Zainteresowanie nie było im w żaden sposób potrzebne. Dlatego musieli być szczególnie ostrożni, chociaż było to dla nich dość proste zadanie.
Znaleźli się za ogrodzeniem i po kolejnej chwili już na ganku domostwa. Dwóch ludzi pilnowało spokoju snu swoich państwa, ale nie przykładali się do tego szczególnie. W chwilę więc Connor znalazł moment, żeby razem z ojcem wspiąć się na budynek.
Ani przez sekundę nie zawahali się przed wspięciem się na drugie piętro. Nie były im obce duże wysokości i pionowe ściany. Nie mieli też problemów z dostaniem się do sypialni, w której okno było lekko uchylone.
Connor obejrzał się na ojca i przyłożył palec do ust, kiedy po stanięciu na wypolerowanym parkiecie zobaczył w ciemnościach damską sylwetkę śpiącą na łóżku. Haytham popatrzył na syna z politowaniem. Nie robił tego pierwszy raz i ten nie musiał go uczyć, jak ma się zachowywać. A i tak podszedł cicho do łóżka kobiety, żeby sprawdzić, w czyjej są sypialni. Była to jedna z młodszych córek. Spojrzał na Connora i pokazał mu, że ta jest za chuda. Marnowaliby tu tylko czas.
Connor więc miękko podszedł do drzwi i przyłożył do nich ucho. Nie usłyszał żadnych dźwięków, więc nacisnął klamkę i… na szczęście nie zaskrzypiało. Wyszedł na korytarz, czując za sobą ojca.
Rezydencja była zbudowana na zasadzie podkowy. Widzieli z góry, z barierek, hol. Nikogo tam na szczęście nie było. Najwyraźniej mężczyźni strzegli posesji tylko z zewnątrz. Dwójka włamywaczy więc podążyła spokojnie do kolejnych drzwi z nadzieją, że tym razem trafią na pokaźniejszą właścicielkę sukni.
I kiedy Connor znowu przysłuchiwał się, czy za drzwiami jest cicho i wszyscy śpią, poczuł, jak w talii spoczywa mu dłoń ojca. Ten był dosłownie za nim. Obejrzał się na niego pytająco i szepnął ledwo słyszalnie spod kaptura:
— Hm? Słyszałeś coś?
— Upewniam się, czy twoje tyły są bezpieczne — odparł Haytham z rozbawieniem. Powaga syna w misji kradzieży sukni go bawiła.
Asasyn ściągnął brwi z powątpiewaniem. Ojciec robił sobie żarty, a przecież byli na cudzej posesji. Nie było czasu na zabawę.
— Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił — szepnął i w końcu nacisnął delikatnie klamkę, żeby wejść do kolejnej sypialni.
Ta była bardzo podobna do poprzedniej. Tym bardziej w tych ciemnościach. Na łóżku też spała młoda kobieta. Ale jeśli Haytham się nie mylił, po tym jak podszedł do niej, to była najstarsza, niezamężna nadal i najbardziej lubująca się w jedzeniu siostra.
Po tej obserwacji udali się do drugich drzwi w pokoju, za którymi najpewniej znajdowała się garderoba śpiącej kobiety. Wkroczyli do środka i znaleźli się w niedużym pomieszczeniu z pedantycznie poukładanymi trzewiczkami, szufladami z bielizną i rajstopami, z wiszącymi sukniami i wielkimi kapeluszami. Były też takie dodatki jak rękawiczki, ale biżuterię najwyraźniej trzymała gdzie indziej.
— Którą bierzemy? — zapytał szeptem Connor, nie wierząc wręcz, że znajduje się w takim pomieszczeniu z ojcem i szuka dla siebie sukienki.
Haytham z pietyzmem sięgnął do jednej z sukien, które wisiały rzędem na wieszaku. Wszystkie wyglądały na drogie i ładne, ale przez ciemność ciężko było określić kolor. Poszukał jednak na dotyk takiej, która była z lepszego materiału i miała szersze rękawy. Bo może jak pierś można było jakoś porównać obwodem, tak kobieta na pewno miała dużo chudsze ręce niż Connor.
— Te dwie. Nie będziemy przecież tu wracać — powiedział Haytham i wcisnął dwie mocno bufiaste suknie w ręce syna. Sięgnął przy tym też po… pończochy.
Connor od razu się zaczerwienił. Jeśli była tu jakaś czerwona suknia, to na pewno kolorem przypominała teraz jego policzki. Nie skomentował jednak tego, co robił ojciec, a tylko posłusznie czekał, trzymając swój nowy, zwinięty nabytek.
Haytham chciał zabrać jeszcze rękawiczki, ale nie było szans, żeby dłonie syna się w nie wsunęły. Zabrał więc jeszcze podwiązki i dopiero skinął na syna, żeby już wyszedł. Dopiero po tym miał zamiar zabrać gorset.
Na szczęście asasyn nie oponował. Nie chciał być tu dłużej, niż było trzeba. Wyszedł z garderoby, a potem po cichu przemknął do okna. Było trudno zejść na dół bez upuszczenia sukni, a nie chciał, żeby się pobrudziły.
Najpierw upewnił się, czy dwójka strzegących posesję ludzi nie była na dole. A kiedy ich nie dostrzegł, po zejściu na balkonik niżej, po prostu zeskoczył miękko na trawę. Nie miał czasu oglądać się na ojca. Pobiegł z sukniami do ogrodzenia, przesadził je i oczekiwał Haythama, skryty za szerokim, bujnym drzewem przy szosie.
Na szczęście dla swoich nerwów nie musiał długo czekać na ojca. Ten po chwili doszedł do niego nonszalancko, najpewniej upewniwszy się wcześniej, że nikt go nie zobaczy. Wydawał się spokojny i zadowolony z siebie.
— Jak powrót do dawnych rozrywek?
Connor mimowolnie lekko się uśmiechnął.
— Na szczęście tym razem bez zabijania. Wracamy do domu?
— Mhm. Nie ma co tracić tu czasu — zgodził się mężczyzna i zaraz obaj biegli w stronę swojego domu, unikając głównych dróg. Nie używali drzew, bo niewygodnie było nieść zrabowane suknie i damskie fatałaszki.
Ich nocna przygoda skończyła się bez zbędnych niepowodzeń. Dotarli do domu niezauważeni. Connor zrzucił z głowy kaptur, gdy byli już w środku. Światło jednak zapalili dopiero po znalezieniu się w sypialni. I wtedy okazało się, jakiego koloru są obie suknie.
Młody mężczyzna od razu się napiął. Jedna była jasnoniebieska, ze złotymi i białymi dodatkami. Miała bardzo bufiaste rękawy, koronkowe wykończenia i złote sznureczki. Miał nadzieję, że ukradli coś mniej… odświętnego. Do tego druga suknia także nie poprawiała jego samopoczucia. Była czerwona z czarnymi dodatkami. Miała wąską górę, ale za to bardzo dużo warstw w spódnicy.
— Cóż, niestety żadna nie jest biała — skomentował Haytham ich ślepy wybór.
Connor pokiwał głową i zaczął rozpinać swoje odzienie asasyna, w którym wypełnił wiele swoich ważnych misji i które nie raz splamił krwią.
— Achilles by się załamał, gdyby wiedział, do czego tym razem posłużył mi ten strój — rzucił, mówiąc o swoim dawnym mistrzu.
Haytham przewrócił oczami. Także rozbierał się ze swojego płaszcza i butów.
— Przyznam szczerze, że niewiele mnie obchodzi, co ten staruch o tym by pomyślał. Dość cię wykorzystywał do swoich celów.
— Tylko mówię — mruknął Connor.
Gdy się rozebrał, poszedł ze strojem do szafy, żeby go tam zawiesić. Został tylko w spodniach od bielizny.
— Dobrze, bo mam nadzieję, że nie popierasz tych myśli — odparł Haytham i spojrzał na prawie nagie ciało Connora. — Ale to też możesz zdjąć.
Młody mężczyzna popatrzył w dół i odchrząknął cicho, zdradzając tym swoje podenerwowanie. Nie patrząc w oczy ojca, zsunął bieliznę i ją również odłożył na fotel w rogu kanapy. Był już całkiem nagi i gotowy, żeby przymierzyć jedną z sukien. Wolałby to zrobić samemu, ale chyba jednak potrzebował pomocy mężczyzny, bo nie był pewien, czy nie trzeba było czegoś z tyłu związać.
Haytham obejrzał go sobie, po czym sięgnął po gorset.
— Spróbujemy z tym… Będzie trochę jak wiązanie — zamruczał nisko, uważając to za szalony pomysł, ale i całkiem seksowny. Coś w nim było. Dlatego zabrał skradziony gorset i przyłożył go do talii syna.
Objął go nim i stanął za jego plecami, żeby ścisnąć. Connor od razu sapnął głośno, bo ojciec ścisnął go z całych sił, aż zabrakło mu powietrza. Dotknął okalającego go gorsetu i spróbował go jakoś poprawić pod swoją umięśnioną klatką piersiową. Miał wrażenie, że ubranie ściskało i wyszczuplało jego ciało pod torsem, przez co piersi wyglądały na większe.
— Hay… tham… To jest głupie, zdejmij — wydusił, czując się nie na miejscu. Tym bardziej, że wciąż był bez bielizny.
— Jest bardzo dobrze. Jeszcze raz, wypuść powietrze — poradził mu ojciec, a kiedy Connor najpierw wykonał polecenie, a dopiero później pomyślał, znowu go ścisnął. Pod żebrami wymusił naprawdę niezłą talię u syna. Zawiązał go. — Dobrze. Teraz suknia.
Connor z trudem oddychał. Od razu podszedł do lustra, choć nawet chodzenie było trudne i dziwne. Kiedy stanął i się zobaczył, znowu się zaczerwienił. Aż się obejrzał i stwierdził, że nawet jego tyłek w tym gorsecie wygląda na większy.
— A bielizna? — zapytał i nie wiedzieć czemu, zasłonił sobie dłońmi krocze.
— Niepotrzebna — odpowiedział Haytham od razu. — Te koronki i tak wszystko zasłonią — dodał pewnie i podszedł do sukni. — Czerwona? — spytał, unosząc ją.
— Może być — zgodził się asasyn, stojąc wciąż przy lustrze i zaczynając się zastanawiać, czy to był w ogóle dobry pomysł. Chociaż gdy tylko sobie wyobrażał, że po tym będą uprawiać seks, jego zasłaniany przez dłonie członek trochę zesztywniał.
Haytham po tej zgodzie podszedł do syna z suknią. Miał nadzieję, że ten się w nią wciśnie. Miała wiele sznureczków i warstw, więc z początku założenie jej nadszarpnęło im cierpliwość. W końcu jednak młody mężczyzna miał ręce w rękawach, a jego krocze było zasłonięte wieloma warstwami materiału.
Tym razem nawet nie obejrzał się za siebie na lustro. Stał tylko przed ojcem i czekał, aż ten wszystko zawiąże. Sam kolorem na policzkach przypominał materiał, który go okalał.
— Jak one mogą się w tym poruszać? Nie zabiłbym nawet zwykłego wieśniaka w takiej sukni — burczał skrępowany Connor, rozkładając ręce na boki.
Zdał sobie też szybko sprawę z powagi swoich słów, kiedy spróbował się nieznacznie schylić, a gorset zatrzymał go w wyprostowanej pozycji.
— Niektóre kobiety jednak chyba zostają asasynami — rzucił Haytham, przywiązując i zapinając wszystko, żeby Connor wyglądał jak najlepiej. Suknia była za duża w talii, a za mała w klatce piersiowej, ale w miarę możliwości ułożył ją. — Dobrze. A teraz usiądź na łóżku.
Connor ze wstydem przeszedł przez całą sypialnię, żeby usiąść na skraju posłania, na którym spoczywała jeszcze jedna suknia. Musiał usiąść bardzo prosto, bo odzienie w ogóle nie pozwoliło mu się zgarbić.
Haytham zabrał drugą suknię i odłożył ją na bok. Ale po chwili wrócił do syna i klęknął przed nim na jedno kolano. Od razu też podwinął mu poły sukni i… chwycił nogę, żeby dokończyć dzieła i jeszcze pogrążyć Connora pończochami.
Ten miał ochotę zasłonić sobie twarz dłońmi. Czuł się coraz bardziej idiotycznie. Ale żeby nie robić sobie wstydu jakimiś nieodpowiednimi komentarzami, postanowił zacisnąć zęby i poddać się temu, co wyprawiał z nim ojciec. Odwrócił przy tym tylko wzrok w drugą stronę.
Po chwili był w pełni ubrany i wyglądał jak potężnie zbudowana Indianka w kolonialnej sukni. Haytham zmierzył go wzrokiem, kiedy się wyprostował.
— Widzisz, udało się. Jak się czujesz? — spytał poważnie.
Connor podniósł się ostrożnie i dotknął materiału. Był gładki i na pewno drogi. Ale przy tym całość była bardzo niewygodna. Nie rozumiał, jak można było tak duże pieniądze dawać za coś, co w ogóle nie było użyteczne. Ale… był ciekaw, czy ojcu się podoba. W końcu w takim celu ją założył.
— Jest niewygodna — mruknął i zrobił w niej kilka kroków. Dziwnie się czuł, chodząc w pończochach. — Jak ci się podobam? — zapytał w końcu, gdy dotarł do lustra i obejrzał się na Haythama.
Ten podszedł i objął go w talii.
— Mmm… całkiem niezła z ciebie kobieta — pochwalił i przesunął dłońmi po jego ściśnięte talii. — Myśl, że nic pod tym nie masz, jest podniecająca.
Connor nie był pewien, czym się podnieca, ale uznał, że po prostu bliskością z Haythamem. Bo na pewno nie tym, że dawał się tak obłapiać, przebrany za jakąś kochankę ojca, chodząc tak sobie w pończochach.
— Mm… mhm — odmruknął tylko, pesząc się jak młoda dzierlatka. Nie wiedział, co zrobić z dłońmi, więc po prostu stał.
— Czujesz, jak masz tam luźno? — Haytham nie dawał mu spokoju. Wizja penisa, który spokojnie mógł sobie zwisać między nogami młodego mężczyzny, a nikt tego nie widział, miała w sobie coś elektryzującego.
Młody mężczyzna przytaknął i mało kobieco podrapał się po jądrach przez sukienkę. Albo po prostu chciał się tam dotknąć.
— Materiał tej halki drapie mnie w czubek — poinformował ojca, co świadczyło o tym, że główka jego penisa musiała już wydobyć się spod napletka i rzeczywiście stykać się z nieco sztywniejszym materiałem ze spodu sukni.
— Więc… kiedy halka się rusza, to cię po nim drażni? — spytał templariusz i poruszył materiałem, żeby jeszcze trochę bardziej podniecić syna.
A ten od razu zacisnął wargi i nisko przez nie stęknął. Pokiwał głową i zbliżył się trochę do ojca, żeby go cmoknąć w usta. Był coraz mocniej podniecony, a dodatkowo przez tę dziwną sytuację i związane z tym podenerwowanie, serce szybciej pompowało krew w jego organizmie.
Haytham odpowiedział na pocałunek i jeszcze pościskał pośladki Connora przez materiał sukni. Po tym powoli, nie przestając pocałunku, zaczął podciągać mu materiał w górę, żeby go zmacać. Od razu poczuł, że jego syn przytula się do niego i oddycha głęboko.
— Tego ci brakowało? — zapytał w końcu Connor, kiedy poczuł, że ma już odsłonięte pośladki. Pocałował przy tym szyję ojca, skupiając się jednak w większej części na tym, co robiły jego ręce.
— Tak… To bardzo, bardzo kuszące — odparł Haytham i po chwili młody mężczyzna poczuł, jak palce poruszają się między jego pośladkami. Masują jego dziurkę.
Jęknął głośniej, ale gorset znów zrobił swoje, hamując dźwięki i głębsze oddechy. Zrobiło mu się przez to bardziej duszno niż zwykle. Poczerwieniał już nie tylko na twarzy, ale też na klatce piersiowej.
— Jestem… mężczyzną — wydyszał ni stąd ni zowąd, nie wiedząc samemu po co. Ale nie myślał już całkiem spokojnie. Tym bardziej, że to łaskotanie po szparce było przyjemnie, a on mimowolnie zacisnął pośladki. Zupełnie jakby się krygował, choć nie taki był jego plan.
— Mhm… Bardzo męskim. — Haytham na chwilę puścił jego talię, żeby złapać go za pierś opinaną na granicy wytrzymałości przez materiał. Lubił jego tors. — Masz bardzo szeroką klatę. Ale też bardzo jędrny tyłek. Nie spinaj go więc tak i daj mi wsunąć palce.
Młody mężczyzna ściągnął brwi i obejrzał się za siebie na łóżko, na wszystkie meble, a potem zerknął w oczy ojca. Wiele się już nauczył w trakcie obcowania z nim, więc zaproponował z pewnością w głosie:
— Może oprę się o coś i wypnę? — Wiedział, że wtedy mniej bolało.
— Możesz się też położyć — zasugerował Haytham i pociągnął go do łóżka, a po tym zwalił go na nie.
Connor nie utrzymał równowagi przez gorset i poły sukni. Zwalił się na plecy, a jego ojciec zmierzył go spojrzeniem z góry. Złapał po chwili za koniec sukni i zajrzał pod nią. Uśmiechnął się.
— Chyba ci się podoba.
Miał rację. Spory penis jego syna był już półtwardy, a jądra ściągnięte. Sam Connor oddychał płytko i właśnie sam sięgnął do dołu sukni, żeby trochę ją podciągnąć. Haytham zawsze bardzo przyjemnie go masturbował, więc liczył, że skoro teraz zwrócił uwagę na jego penisa, to go tam dotknie.
— Lubię to z tobą robić — odpowiedział, leżąc w tej nieszczęsnej sukni na plecach, z długimi, rozwianymi włosami i podnieceniem w oczach. — Tylko duszno w tej sukni. Ale dotkniesz…?
Haytham wiedział, że Connor będzie przez gorset miał poważne problemy z podniesieniem się, więc trzymając suknię w górze, sięgnął do jego krocza. Kolanami jeszcze rozsunął mu nogi. A jego syn czuł, ale nie widział, jak go łapie za członek.
Stęknął i znów sobie przypomniał, jak źle mu się oddycha. Ale chyba przez to też wszystko było jakby wyraźniejsze w odczuwaniu. Żałował tylko, że prawie nie mógł się ruszyć, bo chciał zafalować biodrami w dłoni Haythama. Zamiast tego tylko patrzył na swoją bufiastą suknię i ściskał w dłoniach część jej materiału.
A Haytham miał naprawdę ciekawe widoki. Ewidentnie męskie, silne ciało skryte pod tym delikatnym odzieniem. Sztywniejący penis ukryty pod halką, mięsiste pośladki i te nogi… takie silne, pełne uda odziane w białe pończochy. A najlepsze w tym wszystkim było to, że jego niedoświadczony syn nie miał pojęcia, jak perwersyjna była ta zabawa. To dla templariusza było jeszcze dodatkową szczyptą pikanterii. Jakby namówił go do czegoś, co nie powinno się w ogóle wydarzyć. I sporo było w tym prawdy.
— Pasuje ci to, jak teraz wyglądasz — pochwalił go, widząc, że jego syn jest już całkiem sztywny i rozpalony od tego, jak masturbuje mu penisa i jak głaszcze pomiędzy pośladkami. Zresztą on sam był napalony. Jeszcze trochę chciał mu rozluźnić tyłek, nim się w niego wsunie.
— Dzięki… — wydusił Connor, ściskając materiał i czując, że się poci. Nawet na pośladkach. — Gorąco mi, Haytham — chciał dodać normalnie, ale jęknął, bo przy okazji palce ojca znów pomasowały drażniąco jego zwieracz.
— To dobrze. Rozluźnij się — poprosił go ojciec, bo już nie chciał marnować więcej nocy. Czuł, że potrzebuje spełnienia, a Connor mógł mu je dać. Jak jego żona. Tym bardziej w tej sukni.
— Trudno się w tym rozluźnić — jęknął chłopak.
Robił wszystko, co mógł. I uznał, że wygodniej będzie, kiedy rozłoży szerzej nogi, więc nie zważając, jak to wygląda, otworzył się bardziej przed ojcem. Gdyby nie miał tak umięśnionych, owłosionych nóg, to może by wyglądał jak kobieta właśnie chętnie oddająca się mężowy. Ale on zdecydowanie był męski. I ten sterczący penis, którego czubek wciąż był drażniony przez materiał. Może Haythamowi tylko się wydawało, ale główka była przez to jakby czerwieńsza. I na szczęście wejście jego syna też poddało się tej chwili, bo mógł nawet bez nawilżenia wsunąć w niego palec.
Od razu zaczął pracować nad jego tyłkiem. Rozluźniać go i pieścić, żeby Connorowi było jeszcze bardziej gorąco. Widział zresztą, jak kropelki potu zbierały się na jego udach. Kiedy ściekały, były niezłym widokiem i pewnie zabawnie łaskotały asasyna. Było jeszcze lepiej, kiedy zaczęły seksownie drżeć, gdy Connorowi robiło się lepiej. Haytham dobrze wyczuwał te momenty, kiedy lepiej popieścił wrażliwe miejsce w środku tej seksownej dupy, a jego syn próbował się poderwać i głośniej stęknąć.
— Mmmm… więcej…
Haytham nie odmówił mu tego. Wsunął w niego jeszcze jeden palec, sięgając w międzyczasie po olejki z szuflady przy łóżku. Zaraz też zsunął swoją bieliznę w dół, żeby i własnemu penisowi sprawić trochę przyjemności.
Tego Connor też nie zobaczył, bo suknia była naprawdę nieźle bufiasta i zasłaniała mu cały widok. Trochę go to martwiło, bo chciał zobaczyć ojca. Wcześniej, kiedy się kochali, może aż tak bardzo nie zwracał na to uwagi, bo zawsze go widział. Był więc zaskoczony własnymi myślami, ale chciał widzieć, że robi to właśnie z nim. Ale nie zdążył nawet wypowiedzieć tego na głos, bo palce w tyłku znów zrobiły mu tak dobrze, że aż ścisnął kompulsyjnie kolana i uda, zakleszczając tam rękę mężczyzny. Ten z zaskoczenia aż spojrzał na Connora. Po tym zaśmiał się.
— Jak będziesz mnie tak trzymać, nie będzie żadnego „więcej” — zauważył całkiem rozsądnie, bo nie mógł teraz poruszać dłonią, a jedynie palcami, które już miał w młodym mężczyźnie.
A gdy poruszył nimi trochę, Connor jęknął, ale i rozchylił znowu drżące nogi.
— To się samo dzieje — mruknął z wyrzutem, ale i niepewnością. — Ja… Haytham ja normalnie reaguję? — zapytał w końcu, patrząc w sufit, co trochę mu ułatwiało mówienie o tym.
— Masz na myśli to ściskanie mnie, czy to, że cały drżysz z podniecenia i chcesz mnie głęboko w sobie… żebym wsunął się w twój tyłek, chwycił cię za uda i wydusił swoim penisem resztki oddechu z twoich płuc?
Haytham wysunął z niego palce, żeby połaskotać go nimi po rowku, a Connor podrygnął na miękkim materacu i jeszcze mocniej się zaczerwienił.
— Oooch… Nie odpowiadasz… na moje pytanie! — wydusił z trudem. I chyba cudem nie ścisnął znów nóg. — Ale… ale jak już o tym rozmawiamy to…. może już to zrobisz…?
Haytham uśmiechnął się. Chciał już to wszystko zrobić, więc jeszcze nawilżył penisa i złapał oba kolana Connora. Rozchylił mu nogi, podwinął spódnicę na jego brzuch i otarł się sztywnym członkiem o pośladki syna.
— Zareagujesz bardzo normalnie teraz, jeśli przejdzie cię przyjemny dreszcz, kiedy się wsunę.
Connor położył obie dłonie na materiale, żeby go przycisnąć do ciała i móc popatrzeć na ojca. A ten wreszcie zobaczył, jak rumianą i spoconą ma twarz. Kiedy w oczach syna ujrzał żądzę, był pewien, że nie popełnił żadnego błędu, decydując się na życie z nim tutaj.
— Myślę, że przejdzie. Zawsze jest mi dobrze, kiedy go wsadzasz — zaznaczył asasyn, uznając, że powinien o tym zapewnić Haythama. Skoro było to normalne, to znaczyło, że wszystko było z nim w porządku, że przynosiło mu rozkosz oddawanie się.
Templariusz uśmiechnął się do niego jak ojciec dumny z postępów syna. Cóż, było w tym dużo prawdy. Był dumny też z siebie, że Connor uwierzył we wszystko to, co mu mówił i teraz oddawał mu swoje seksowne ciało. Trzymając go więc za nogi, zaczął się w niego wsuwać.
Zapewne według mieszkańców miasteczka, w którym postanowili żyć, perwersyjne było wchodzenie w mężczyznę. Jeszcze bardziej w mężczyznę będącego jego synem. A jeszcze bardziej wchodzenie w mężczyznę, syna, który odziany był w kobiece ubrania. Ale Haytham kompletnie na to nie zważał. Tak samo jak Connor, który po prostu czerpał z tego nieopisaną rozkosz. Bo gdy tylko poczuł w sobie twardego penisa, jęknął, wyprężył się i ścisnął udami odzianymi w pończochy biodra ojca.
— Mnnnn!
Ten stęknął, bo jednak Connor miał silne nogi, nawet kiedy te drżały w rozkoszy. Ściskały go, ale to też dawało mu pewność, że syn czuje przyjemność dzięki temu, że wsuwa penisa w jego tyłek. I porusza się w nim, chociaż teraz było to trudne.
— Dobrze ci… Czuję to. Chcesz mocniej?
Connor od razu pokiwał głową, chociaż już teraz trudno mu się oddychało. Był pewien, że będzie jeszcze gorzej, jeśli ojciec wzmocni intensywność tego wszystkiego.
— Taaak… tylko gorąco mi w stopy… Och… mn… — pojękiwał, starając się tak nie ściskać ojca, chociaż było trudno. Bo tak dobrze było mu dole, tak cudownie się czuł, kiedy Haytham go pieprzył. Mimo sukni, która go grzała i gorsetu, który pozbawiał go tchu.
Haytham pogładził go po nodze, żeby jeszcze skorzystać nie tylko z sukni, ale i pończoch. Jego penis za to ponownie się poruszył w gorącym, ciasnym wnętrzu syna. Ten zadzierał nogi, na ile mógł, żeby ojciec mógł się ruszać. Lubił to uczucie rozpychania, te niemożliwe dreszcze, gdy członek go penetrował. Ale w pewnym momencie miał wrażenie, że straci przytomność, bo od braku oddechu robiło mu się ciemno przed oczami.
— Hay… Haytham… musisz mnie… rozwią… zać!
Pieprzący go mężczyzna rzeczywiście czuł, że tyłek syna ściska go aż nazbyt mocno. Jakby całe ciało się spinało i walczyło o oddech w trakcie tych doznań. Ale dla niego to ściskanie było jeszcze przyjemniejsze. Jakby dziurka jego syna chciała wyssać z niego wszystkie soki.
— Oh… Nie… nie jest ci tak dobrze? Jesteś bardzo… bardzo ciasny — pochwalił go, ale zaraz pociągnął bardziej na kraniec łóżka, żeby Connor aż tak nie musiał się zginać.
— To… to dobrze? Bo zawsze… każesz mi się rozluźnić… — wydusił chłopak, chociaż teraz nie spostrzegł, że to „zawsze” było głównie na początku, żeby Haytham po prostu dał radę się wsunąć. Sam nie wiedział, jak to jest potem, kiedy ma się w kimś swojego penisa i to wnętrze tak rozkosznie ściska, jak on teraz ściskał ojca.
Według planów Haythama… cóż, miał się nigdy nie dowiedzieć. W jego oczach zdecydowanie lepiej spełniał się w pasywnej roli. Zresztą, czy sam Connor narzekał? Może na „trzeźwo”, kiedy nie mógł zrozumieć, dlaczego ojciec nie chce mu dać. Bo w trakcie seksu ewidentnie czerpał rozkosz z bycia posuwanym. Tak jak teraz, kiedy jęczał głośno, niemal się dusił, a i tak pragnął więcej tych mocnych ruchów w swoim odbycie.
— Bo czasami… mmm, na początku ściskasz za mocno. Teraz jest bardzo… oh, dobrze. Jakbyś już dochodził — pochwalił go Haytham, muskając palcami jego brzuch pod suknią i gorsetem, który ściskał syna naprawdę mocno.
Klatka piersiowa Connora unosiła się bardzo szybko. Jego twarz za to była czerwona, a usta takie soczyste. Pochylił się, żeby je pocałować. Sam przy tym wszystkim czuł, jaki ten seks jest męczący, ale i gorący. Był rozpalony.
Connor zaburczał w jego usta, odpowiadając na ten smakowity pocałunek i oplatając mężczyznę ramionami i nogami. Odpływał zupełnie. Zarówno przez brak tlenu, jak i przez to, co wyczyniał z nim templariusz.
Aż nagle ścisnął ojca jeszcze mocniej, kiedy niespodziewanie doszedł prosto na materiał sukni. W jego krtani aż zaświszczało, kiedy odchylił głowę i spróbował złapać powietrze. Orgazm był niesamowicie mocny i intensywny. Czuł go na każdym milimetrze skóry, a tyłek był w tym momencie źródłem tego wszystkiego. W oczach wręcz pojawiły mu się łzy, gdy przeżywał tę przyjemność.
Ojciec oglądał go przy tym z zafascynowaniem. Connor, poza własną matką, był najbardziej gorącą osobą, z którą spał. Chociaż chyba byli porównywalni. Mina jego syna, kiedy dochodził, urzekała go za każdym razem. Sam aż przez to mocniej zaczął ruszać biodrami. Chciał napełnić go swoim nasieniem.
Przez to wyduszał z syna kolejne jęki i przeszkadzał mu w złapaniu głębokiego oddechu. Widział, jak rozpaczliwie ten próbuje nabrać do płuc trochę tlenu, ale też jak przy tym wciąż czuje dreszcze w całym ciele i zasysa go w siebie. A jego silne ręce ściskały ramiona Haythama, zagarniając go jeszcze bliżej siebie.
Templariusz nawet jeśli teraz chciałby go rozwiązać, to musiałby przekręcić go na brzuch i wysunąć się z niego. A na to nie było opcji. Był zbyt bliski spełnienia.
— Mmm… oh, Connor — stęknął w końcu, mocno łapiąc go za uda i w talii. Doszedł z niskim stęknięciem, napełniając jego tyłek spermą.
Chłopak poczuł to, ale nie skomentował i nie odsunął ojca od razu. Nie lubił mieć w sobie tych… płynów, ale już wiedział, że jest to po prostu konieczny element seksu. Cieszyło go jednak, że Haytham, jak i on, też miał z tego przyjemność.
— Ja… To nie tak, że ja wolę w sukni… ale to było tak dziwnie dobre — przyznał, sapiąc co drugie słowo ze zmęczenia. Nie łączył faktu tak intensywnego orgazmu z tym, że w trakcie wręcz stracił oddech. A serce przez to, wraz z adrenaliną, zapewniło mu taką intensywną rozkosz.
— Dlatego… — Haytham pocałował go w pierś. — Dlatego nie musimy się jej od razu pozbywać — zapewnił i jeszcze powodził dłonią po udzie syna, aż w końcu wysunął się z jego tyłka. Penisa miał mocno śliskiego. Był spełniony.
A dziurka Connora pozostała lekko otwarta. Również była śliska i również pulsowała. Sam asasyn w sukni z trudem przekręcił się na brzuch, nie zważając teraz na to, że tym samym eksponuje swoją dupcię jeszcze bardziej.
— Ale na razie mnie uwolnij — poprosił, mając wrażenie, że gorset miażdży mu żebra i płuca.
Haytham na moment zapomniał, co miał zrobić, bo zagapił się na czerwone pośladki syna. Koronka musiała je podrażnić i teraz były w kolorze policzków Connora.
— Ach, tak, tak — odparł i w końcu pochylił się, żeby rozwiązać mu suknię i zaraz po tym gorset.
Uwolnione ciało aż się rozszerzyło, kiedy Connor wziął głęboki wdech. Wręcz zakręciło mu się w głowie od nadmiaru tlenu. Nie miał już wiele sił, ale podniósł się i z pomocą ojca już całkowicie pozbył się sukni. Na koniec został już tylko w białych pończochach. Usiadł więc podrażnionymi pośladkami na pościeli, żeby je zdjąć. A z jego dziureczki powoli zaczęła wyciekać sperma ojca. Chłopak jednak o tym nie wspomniał, tylko zerknął mu w oczy i uśmiechnął się… niemalże niewinnie.
Haytham, który właśnie sprzątał suknię, teraz zatrzymał się i podszedł do niego. Bez słowa złapał go za brodę i pocałował.
— Dobrze się spisałeś. Śpisz ze mną?
Connor przytaknął i odłożył na szafkę nocną zwinięte pończochy. Był wykończony, ale i cudownie spełniony.
— Zgasisz światło?
Haytham jeszcze zabrał pończochy i skinął głową.
— Tak. Połóż się, zaraz wrócę — zasugerował i wyszedł z sukniami oraz wszystkimi dodatkami do swojego gabinetu.
Wolał tego nie trzymać w sypialni. Uważał, że bezpieczniej będzie dla nich, jak będzie to wszystko w gabinecie, który był najlepiej strzeżony w całym domu. Może obaj zrezygnowali ze swoich dawnych profesji, ale te na pewno nie zrezygnowały tak łatwo z nich, więc zachowywał ostrożność.
Jeszcze poszedł do kuchni po wodę i dopiero z nią wrócił do pokoju. Jego syn już odpoczywał na łóżku. Najwyraźniej był jeszcze rozgrzany, bo nie przykrył się, a jedynie schował jedną nogę pod kołdrą i przytulił się do poduszki. Słysząc ojca, obejrzał się na niego. I chyba na ten właśnie moment Haytham czekał, odkąd zdecydował się mieć Connora tutaj, we wspólnym domu, jako swojego syna, towarzysza i kochanka. Kiedy widział na jego twarzy całkowite oddanie i zaufanie.
— Jesteś gotowy do snu? — zapytał Connor. Wciąż miał widoczną wilgoć między pulchnymi pośladkami.
Haytham przytaknął. Rozebrał się do końca, całkiem na widoku syna. Nie przeszkadzało mu to. Ten robił to samo dla niego.
Zgasił lampki i podszedł do łóżka. Położył się obok Connora na łóżku i patrzył na jego szczerą, zadowoloną twarz. A ten jeszcze jakiś czas temu miał za cel jego śmierć w celu jakiejś wyższej sprawy.
— Śpij już. Ta noc była krótka — zwrócił się do niego i pocałował w czoło, po ojcowsku.
A Connor wyciągnął dłoń do jego szyi i przesunął po niej palcami w dół, aż na klatkę piersiową ojca, wodząc wzrokiem po starszym ciele. Po tym przysunął się bliżej i przytknąwszy twarz do ramienia mężczyzny, wciągnął jego zapach.
— Jeżeli będzie więcej takich, na pewno nie pożałuję tej decyzji — oświadczył zmęczonym, ale spełnionym głosem. — Dobranoc, ojcze.
— Dobranoc, Connor. Śpij.
Haytham jeszcze pogładził go po włosach i po chwili lekko go objął, pozwalając głównie jednak jemu się do siebie przytulić. Miał swojego syna w łóżku jako kochanka. I co by ktokolwiek nie myślał na tę chwilę, on nie zamierzał tego zaprzestać. Nie krzywdził tu nikogo, a w końcu za to Connor walczył. Za wolność, więc on ją właśnie z nim w ten sposób wykorzystywał.

KONIEC

6 thoughts on “Commission – W nowym, wspólnym domu (Assassin’s Creed III)

  1. Katka pisze:

    Tigram, widzę, że zabrałaś się za Connora i Haythama. Co do poprzedniego komentarza, to taka nauka w czasach współczesnych by nie przeszła, bo jednak ciężko, żeby ktoś już w wieku Connora wciąż nie wiedział, czym jest z seks z innym facetem. Chyba że bawilibyśmy się w jakieś sekty czy inne cuda, które nie pozwalają łączyć się z internetem i wychodzić na ulicę XD Ale fajnie, że mimo wszystko Ci się podobało. My mamy do nich słabość. Zdecydowanie nie miałyśmy nic przeciwko, żeby pisać to zamówienie XD

  2. TigramIngrow pisze:

    Seks w sukience! Omaj o maj o maj! I jak tiul podraznial penisa Connora! Nieziemskie jest to jak Haytham go uczy i w ogóle pokazuje mu co można robić, uczy go perwersyjnych zachowań, przy czym Connor jest tego zupełnie nieświadomy. Liczę, że w NB również będzie można zaobserwować taką naukę, bo Courtney zdaje się mieć sporą wiedzę i różne pragnienia, a Chase jest podatny na naukę.

  3. Katka pisze:

    Kasia, oj tak, zdecydowanie nie o akcję w tym zamówieniu chodziło XD Fajnie, że czytałaś na raty, bo tak w całości to na pewno by wchodziło ciężko. Związek faktycznie bardzo nierówny, ale plus jest taki, że obaj są w nim raczej szczęśliwi. Connor może dzięki swojej nieświadomości szczególnie, ale nieważne XD Przywiązanie ze strony Haythama też na pewno jest, więc myślę, że on generalnie nie chce dla Connora źle. Dziękujemy bardzo za komencik :D Cieszy nas, że się podobało!

  4. Kasia pisze:

    Akcji to w tym opowiadaniu raczej nie było, no ale pewnie nie o to chodziło 😆Duża ilość gorącego seksu oczywiście jest zawsze mile widziana. Trochę szkoda ze ten związek jest taki nie ròwny i że Connor tak intelektualnie odbiega od poziomu swojego ojca ale na końcu widać było obustronne przywiązanie. Ta naiwność młodego assasyna jest rzeczywiście urzekająca. Czytaĺam na raty i dzięki temu nie miałam przesytu. Akcja z sukienkami od początku do końca rewelacja, uśmiałam się z tej ich misji niesamowicie, no a potem było już tylko lepiej 😀Fajna chwilowa odskocznia od problemów w innych Waszych opowiadaniach. Dziękuję bardzo i oczywiście serdecznie pozdrawiam ☺

  5. Katka pisze:

    Damiann, spoko, co kto lubi :D Chociaż wiem, że jest tam mnóstwo seksu, ale widzę, że postanowiłeś zignorować wskazówkę, żeby nie czytać na raz XD W każdym razie, teksty na zamówienie nigdy nie będą stricte „nasze”, bo jednak pomysł jest cudzy, a wykonanie nasze. Więc domyślam się, że nawet zagorzałym fanom naszych teksów niektóre komisze mogą totalne nie siąść. Niemniej, dzięki za komentarzyk :)

  6. damiannluntekurbus17 pisze:

    Przeczytalem w 2 godziny wszystkie czesci i musze przyznac, ze mi sie nie podobalo. Niestety.
    Glownie ta naiwnosc asasyna i klamstwa Haythama. I nic nie wyszlo na jaw. A ja chcialem, zeby wyszlo, bo bylaby jakas drama, a tak wedlug mnie bylo za duzo seksu. Connor mu sie dal, jak ciota i nawet go nie uderzyl za to, ze go zgwalcil.
    Czekam na wasze inne dziela ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s