Project Dozen – 72 – Dar indywidualności

Już w drodze do internatu Eric patrzył na ekran telefonu, kręcąc głową. Dochodziło już wpół do piątej, a on był wyczerpany po dwóch WF-ach. Ale to nie zmęczenie dominowało teraz w jego umyśle. Tomas został wyoutowany i było to… przybijające. Kto jak kto, ale chyba on rozumiał go najlepiej ze wszystkich. W końcu na początku roku sam przeżył niemal dokładnie to samo. Żeby było śmiesznie, jego też podejrzewano o romans z dokładnie tą samą osobą co teraz Tomasa. A informacje o Tomasie były wszędzie, mimo że ktoś błyskawicznie pozdejmował plakaty. Zdjęcia już krążyły po facebooku, a skutki tego odczuwał zarówno Jude, jak i Tomas.
Mimo że środek stycznia był bardzo mroźny, Erikowi było ciepło przez intensywny ruch na zajęciach. Miał jeszcze rumieńce, choć pot zmył z siebie pod prysznicem.
Przeczytał ostatni komentarz pod jednym z postów, skrzywił się i wcisnąwszy telefon do spodni, wszedł do internatu. Wręcz nie wierzył, że to wszystko się działo.
Wjechał na swoje piętro i wszedł do pokoju. Jules siedział przed komputerem i intensywnie pisał na klawiaturze. Nawet na niego nie spojrzał, tylko rzucił „hej”. Najwyraźniej cała sprawa po nim też nie spłynęła jak po kaczce. Wyglądał na mocno zaangażowanego w to, co właśnie robił.
— Hej — odparł Eric i zaczął rozbierać się z wierzchniego odzienia. Czyli między innymi z szalika i czapki, które dostał od swojego chłopaka na święta.
W milczeniu przebrał się w spodnie dresowe i zwykły podkoszulek. Telefon odłożył na biurko i szybko przeczyścił okulary. Po tym podszedł do Julesa, położył mu dłonie na ramionach, pochylił się i pocałował go delikatnie w policzek.
— Rozmawiałeś z Tomasem?
Jules uniósł dłoń, informując, że jeszcze sekundę jego chłopak musi poczekać. Kończył pisać komuś długą odpowiedź na facebooku. Kiedy nacisnął enter, odwrócił się, już w pełni skupiony na Eriku.
— Nie, tylko z nim chwilę pisałem. Nie chciałem, żeby jeszcze wpadł w większe problemy, jak nagle zjawię się z pomocną dłonią. Do tego nie wiem, czy będzie to wypierał, czy potwierdzi.
— Nic nie pisał na ten temat?
— Tylko tyle, że jeszcze nie postanowił. Nie naciskam, musi sam podjąć decyzję. Wiem za to, że rozmawiał z psychologiem szkolnym.
— Może mu to pomoże. Craig jest całkiem w porządku — skomentował Eric i oparł się pośladkami o biurko swojego chłopaka. — To projekt, prawda?
Jules skinął głową i odsunął trochę laptopa, za to sam przysunął się na krześle, żeby położyć dłoń na nodze Erika.
— Tak. I muszę od razu ci coś wyjaśnić — zaczął.
— Hm? — Szare oczy Erika spojrzały na niego spokojnie, choć z zatroskaniem, a jego palce delikatnie pogładziły dłoń Julesa.
— Pamiętasz, jak była cała sprawa tej zbiórki Nakano, po której nagle wszyscy mieli erekcje? — spytał Jules.
— Mhm…
— Te zdjęcia Jude’a są z wtedy. I muszę ci powiedzieć, bo chcę, żebyś znał całą sprawę. To ja dałem ten materiał Patrickowi. Ale nie ja powiedziałem mu o Tomasie.
— Och… — Ciemne brwi Erika ściągnęły się. — Więc… jedna nieprawdziwa plotka dzięki tobie… A druga? Może jednak Patrick coś u ciebie zauważył? Zgrywałeś mu to ze swojego komputera?
— Obawiam się, że to jednak przez jego straż — odparł Foxy, bo wiedział, że przewodniczący nie miał żadnych podstaw, żeby to jakoś wywnioskować dzięki niemu. — Pytałem jedynie, czy coś na niego ma… Nie myślisz chyba, że po takim pytaniu czegoś mógł się nagle domyślić?
— Nie. Nie wydaje mi się. Ale jak widać, wreszcie coś zyskał na tej straży. Powiesz Tomasowi, że to jego sprawka?
— Nie wiem. Chyba tak, ale z drugiej strony to może oscylować… — Jules westchnął ciężko i przysunął się jeszcze bliżej, żeby teraz, zamiast dłoni, oprzeć czoło o udo Erika. To, co zrobił Patrick, wytrąciło go z równowagi. — Ale jeśli się przyzna, to chociaż mam coś na jednego homofoba. To tak na pocieszenie.
— Hm? — Eric nie zrozumiał, ale przyjemnie mu było, gdy Jules się tak tulił, więc od razu wsunął mu palce we włosy i pomasował go. Niczym odpoczywającego mu na kolanach psa. Albo lisa.
— Patrick gada z Kevinem czasami, a ten mówi trochę za dużo. Mam screeny ich rozmów, jak Kevin pluje się i grozi mi. Za to, jeśli zobaczy to dyrektor, może będzie miał jakieś nieprzyjemne konsekwencje. Ale to jedyny plus całej sytuacji. Myślę teraz, co zrobić z Tomasem. I mam w sumie pewien pomysł… nie wiem tylko, czy nie powinienem poczekać na to, aż się zdecyduje, czy chce się ujawnić.
— A jaki to pomysł? — dopytał Eric, chcąc mu jakoś doradzić.
Wiedział, że Jules i Tomas rozeszli się z powodu… różnic zarówno charakterów, jak i nawyków, i wielu innych rzeczy, ale przecież wciąż pozostawali w dobrych stosunkach. To plakatowe wydarzenie musiało więc uderzyć również w Julesa. Ten faktycznie to przeżywał i jednocześnie był zdenerwowany, bo obawiał się, że jeśli ten projekt zajdzie za daleko, to jeszcze bardziej Eric może zostać w nim pokrzywdzony. Przez niego.
— Myślałem, żeby nagrać film, taki bardziej na poważnie. Jeśli ludzie w internecie to polubią, to może ich ilość trochę zniechęci ten głupi hejt.
Poczuł, że palce Erica zjeżdżają trochę niżej i to masują mu kark, to wracają w górę i przesuwają się między włosami.
— Myślę, że to dobry pomysł. Internetowe wsparcie nie powinno jakoś potwierdzać, że jesteście razem, więc nie zaszkodzisz Tomasowi. A i myślę, że większość tak to wszystko hejtuje, bo uważa, że tak myślą wszyscy. Że nie ma tej drugiej strony, która się temu przeciwstawia. Więc jeśli sporo osób by polubiło filmik, może nawet go udostępniło, to hejterzy by zobaczyli, że jednak nie wszyscy mają tak skrzywione mniemanie.
Jules zamruczał, pozwalając sobie na to, kiedy był tak blisko i czuł ciepło Erika.
— Mmm, też tak myślę… Poza tym nie jesteśmy razem. Byliśmy razem. Teraz jestem z tobą. I chcę, żebyś dalej mi tak robił, a potem zabiorę się do pracy. Tylko może powiem Tomasowi o swoim pomyśle.
— Mhm. Jeśli tak uważasz, że będzie lepiej — przyznał Eric i nie przestając go masować, pochylił się i pocałował go w szyję tuż pod uchem. — I tak bardzo ci przyjemnie? — zamruczał już z lekkim uśmiechem.
— Mhm. Lubię, jak mnie dotykasz — odparł Jules. W połowie był już rozleniwiony przez gesty swojego chłopaka, a w połowie nadal myślał o tym, co się stało. Nie wiedział, jak powinien walczyć z tym, że ktokolwiek może w ogóle mieć jakiś problem z czyimś stylem życia, nieszkodzącym przy tym w ogóle innym.
Eric tylko się uśmiechnął i wciąż go głaskał, również myśląc o tej dzisiejszej akcji. Właśnie dlatego sam też bał się, że i jego tajemnica wyjdzie na jaw. Brak tolerancji w szkole był niszczący.
— To naprawdę przybijające, jak coś takiego może zabrać całą swobodę… Ja też bym chciał być z tobą otwarcie w szkole, Jules — powiedział w końcu ciężkim głosem, a jego dłoń zatrzymała się i tylko kciukiem masował skroń chłopaka. — Ale… to trudne, gdy się widzi coś takiego.
Jules lekko odwrócił głowę, żeby na niego spojrzeć. Uśmiechnął się blado.
— Nie przejmuj się tym na razie. Korzystaj z tego, że możesz sam wybrać czas. Jestem tylko ciekaw i wybacz, że znowu wracam do Tomasa, ale czy jego chłopak się ujawni, jeśli Tomas potwierdzi.
— A wiesz, kim on jest?
— Nie. Ale nie wydaje mi się, żeby Tomas ściemniał, że go ma.
— Więc jest opcja, że będzie się wzbraniał tak samo jak Tomas, albo że dotychczas nic nie mówił, bo to Tomas nie chciał, żeby o nim wiedzieli. Ale tak jak mówisz… Wszystko jest zależne od tego, czy się przyzna. — Eric westchnął i na koniec cmoknął go jeszcze raz w policzek. — Zgłodniałem po WF-ie. Pójdę zrobić sobie jakieś tosty. Chcesz też?
Jules zastanowił się i w końcu skinął głową, unosząc ją.
— Tak. Chętnie. Może jakbyś mógł, to jeszcze coś byś zrobił, ja spróbuję coś nakręcić? — zasugerował, unosząc się, żeby poprosić jeszcze Erika o zrobienie mu herbaty.
— Jasne. To nie będę ci przeszkadzał przez jakiś czas — zapewnił Eric, unosząc się. Wszystko w sumie, co potrzebne, miał we wspólnej kuchni na piętrze. — Wezmę telefon, jakby co.
— Okej, dzięki. — Jules podał mu jeszcze pudełko herbaty, którą niedawno kupił i przy tym pocałował go czule w usta. — Mam nadzieję, że ci się spodoba. W ogóle, pracuję jeszcze nad jednym filmem, który szczególnie chcę ci pokazać, ale najpierw priorytety. — Puścił mu oczko.
Eric popatrzył na niego ciekawsko, ale w końcu uśmiechnął się tylko.
— Jasne. To powodzenia — odpowiedział i zabrawszy wszystko, wyszedł z pokoju, żeby Jules mógł w ciszy i skupieniu popracować nad… swoim nieco poważniejszym filmikiem.

*

Tomas długo rozmawiał z Fosterem Craigiem i po wyjściu z jego gabinetu było mu naprawdę lepiej. Mężczyzna uspokoił go i mimo że nie sprawił, że cała ta sytuacja przestała istnieć, to jakoś naładował go nadzieją. Przynajmniej śladową, bo Tomas może się uspokoił, ale wciąż bał się następnego dnia, konfrontacji z innymi uczniami i nie daj Boże z rodziną.
Nie poszedł potem prosto do swojego pokoju. Najpierw pojechał do miasta, żeby coś zjeść i trochę poszwendać się po okolicy. Czuł się trochę tak, jakby jego poczucie bezpieczeństwa nagle runęło. Ale w końcu nie miał wyboru. Wrócił do internatu i najpierw poszedł do pokoju Woody’ego. Posiedział u niego jakiś czas i starał się już nie odnosić do tego, co się stało. Chciał się tylko zrelaksować i przez chwilę myśleć o czymś innym niż niechciany coming out. Ale gdy już minęła dziewiąta wieczór, musiał wyjść od chłopaka i pójść do siebie. I znów miało się tam zdarzyć coś, czego nie chciał. Colin na bank już wiedział o całej sprawie…
Zastał go oczywiście w pokoju, choć o dziwo nie siedział przy komputerze. Leżał wygodnie rozwalony w swoim łóżku, w piżamie z logiem Batmana. Uniósł wzrok na Tomasa znad gameboya, na którym grał.
— Hejo — powitał go.
— Czołem — odparł Tomas przez ściśnięte gardło i rzucił swój plecak pod ścianę, a nogą zamknął drzwi. — W co ciśniesz? — zgadał niezobowiązująco, by wybadać teren i jakby nigdy nic usiadł przy komputerze.
— A tak w poki — odparł Colin, zapisał grę i odłożył urządzenie na bok. Przeciągnął się i uniósł. —Trochę późno jesteś. Gdzieś się zawiesił?
— Em… Na chwilę wpadłem do kumpla, bo musiałem zapytać o zadanie z matmy — skłamał, ale to była pierwsza neutralna myśl, jaka mu przyszła do głowy w stosunku do Woody’ego. W końcu wciąż uskuteczniali z Treyem korepetycje u jego chłopaka.
— Do Julesa? — Colin brzmiał całkiem naturalnie, ale jednocześnie przyglądał się swojemu rozmówcy, co było dziwne w ich stosunkach. Często rozmawiali nawet odwróceni do siebie plecami.
Tomas za to teraz unikał jego spojrzenia, choć po tym pytaniu obejrzał się na niego trochę gorączkowo. Zaraz jednak wrócił spojrzeniem na pulpit swojego laptopa, który powoli się włączał.
— Nie… Do Woody’ego Jolene. Jest dobry z matmy — odmruknął. — Z Julesem… z nim nie chodzę, wbrew tej głupiej nagonce.
— A chciałbyś? — drążył dalej współlokator. — Skąd w ogóle ta cała historia?
— Nie wiem, nawet nie wiem, jaki pajac to zrobił — jęknął Tomas, słysząc doskonale w głosie kumpla, że ten próbuje dowiedzieć się prawdy. Nie potrafił jednak określić, jak zareaguje, gdy już się dowie. — Ale ogólnie może przez to, że czasem gadam z Julesem?
— I on jest gejem, a nie graczem. Po co z nim gadasz, Tom? I nie rób z siebie nooba. Nie umiesz kłamać, każdy to wie — burknął na koniec Colin i rzucił w kumpla poduszką.
Ten jęknął i podniósł ją z podłogi. Nie odrzucił jej jednak, tylko zaczął ją miętosić w rękach. Coraz bardziej się stresował i czuł ten cholernie nieprzyjemny ścisk i gorąco w klatce piersiowej. Był już pewien, że zaraz i jego twarz będzie czerwona jak pokeball.
— Bo się z nim kumpluję no… Nie mogę się kumplować z różnymi ludźmi?
Colin wzruszył ramionami i wziął znów swojego gameboya.
— Wiesz, mi to tam wisi. W grach kumplujesz się z lamerskimi elfami i jakoś mi to nie robi.
Zapadła chwila ciszy, bo Tomasa wcięła odpowiedź Colina. Patrzył więc na niego głupio, wciąż trzymając tę przeklętą poduszkę.
— To znaczy… Że jakbym był gejem, to miałbyś to gdzieś? — odważył się w końcu zapytać.
Colin spojrzał na niego znad pokemonów, do których wrócił.
— No, a co? Nie będę grał w Tomb Ridera tylko dlatego, że gram laską? To głupie, nie wybierasz se przecież zawsze postaci.
— Nom… Niby — przyznał Tomas, próbując nadążyć. Jak zawsze z Colinem dogadywał się genialnie ich nerdowskim kodem, tak teraz przez sam temat był ogłupiały. — Ale wiesz… ja nie zacznę teraz nagle wybierać leśnych elfów, jak dalej będą dostępne amazonki — mruknął ze ściągniętymi brwiami. Dalej był przecież tym samym Tomasem. Chciał, żeby Colin to wiedział.
Ten znowu krótko na niego spojrzał. Leżał na powrót na łóżku na plecach i wyglądał, jakby miał w poważaniu całą sprawę.
— A ja tam wiem? Jeśli… jakbyś był tym gejem, to ja nie wiem, co tam jeszcze udawałeś.
— Nic nie udawałem — burknął Tomas i w końcu rzucił w niego poduszką. — Może tylko nadawałem laskom imiona bardziej unisex. I tyle.
— Czyli jednak?
Tomas znów się zaciął i poczerwieniał. Zakręcił się przy tym na obrotowym krześle i pokiwał głową.
— Nom… Ale nie jestem z Julesem… Byłem.
Colin westchnął, znowu zapisał grę i uniósł się. Popatrzył na niego poważniej, niemal sondująco, po czym zmrużył oczy.
— Czyli jednak lecisz na zniewieściałe elfy? — Zaśmiał się i machnął ręką. — Nie było serio z kim?
— Weź… Jules jest spoko. I jest normalny, a przegięty się tylko wydaje — odparł butnie Tomas, poczuwając się do obrony swojego eks. — Ale, kuźwa, Colin, ty na poważnie nie masz z tym problemu? Bo jak mi teraz zapierniczysz wszystkie moje skarby i zaprzepaścisz levele to normalnie… — Wiedział, że Colin mógłby łatwo włamać się z nienawiści na któreś z jego kont w grach. To na pewno zresztą uważałby za mocny cios.
Colin prychnął.
— Nawet nie myśl, że obejdzie się bez docinek. Za to kłamstwo — burknął i znowu się położył. — Ale ogólnie mitowisizm. Trochę to lamerskie i w ogóle, ale jak z resztą nie ściemniałeś, to tam i tak wiem, że wolisz takich przegiętych.
Tomas zaśmiał się mimowolnie, mając chyba pierwszy raz w życiu ochotę podejść i pocałować Colina. Ale tylko przez chwilę, bo kiedy tylko to sobie wyobraził, od razu się skrzywił.
— Jasne, jasne. Ale dzięki — dodał już trochę lżej i odwrócił się przodem do swojego laptopa.
Jules, Woody, Trey, pan Craig, Colin… Całkiem nieźle powiększyła się lista osób, które dzisiaj go wsparły. I dzięki temu czuł się teraz naprawdę lepiej, niż by się czuł, gdyby był w tym całkiem sam.

*

Tomas był niesamowicie szczęśliwy z powodu tego, że w środy zajęcia zaczynał bardzo późno. Nie musiał więc po tym wszystkim, co wczoraj się stało, już z rana konfrontować się z innymi uczniami. Zdążył zablokować swoją tablicę na facebooku, zanim ktoś opublikował na niej coś ubliżającego, ale widział na profilach innych uczniów, że to wcale nie rozeszło się bez echa. Jude Wagner, jak było widać, bardzo dobrze radził sobie z plotką o sobie. Odpowiadał spokojnie na komentarze i właściwie ostatecznie nikt nie uwierzył w jego romans z Izzym, a co najwyżej robiono sobie z tego żarty. Co innego, jeśli chodziło o Tomasa. Może jeszcze tydzień temu uczniowie kojarzyli go tylko dlatego, że wyróżniał się swoimi jasnymi włosami i że kilka razy widzieli go na scenie podczas jakiejś akademii, bo brał udział w kółku filmowym. Ale nie był tak popularny jak chociażby Sen Nakano, który po prostu był znany przez swoje domniemane „szaleństwo”. Ale teraz… teraz wszystko się zmieniło. Mówiono o Tomasie jako o kolejnym uczniu, który został przeciągnięty przez Foxy’ego na tęczową stronę mocy. Co było jeszcze bardziej zawstydzające, to że Tomas zauważył kilka dyskusji, gdzie spekulowano, który z nich jest na dole, a który lubi ciągnąć. Koszmarnie się to czytało, więc tym bardziej bał się, że coś takiego usłyszy.
Rano, gdy Colina już nie było w pokoju, a on siedział przy laptopie, starał się udawać, że to wszystko nie miało miejsca. Przeglądał internet, ale nawet nie włączył żadnej gry, bo nie mógłby się na niej skupić. Aż w końcu, gdy spojrzał na swoją pocztę, zauważył w powiadomieniach, że Foxy opublikował kolejny filmik. Wczoraj mu coś pisał o tym, że planuje zrobić coś, co chciałby, żeby Tomas obejrzał i przy tym pytał, czy nie ma nic przeciwko, jeśli trochę dotknie w nim tego, co się stało. Tomas był nieco wygaszony, więc się zgodził, ale nie spodziewał się, że filmik już powstał.
Wszedł w odnośnik, który przekierował go do kanału Julesa na youtube. Jak rzadko, Jules miał na sobie koszulkę, a właściwie szary bezrękawnik. Tomas odetchnął ciężko i wcisnął play. Foxy przywitał się swoim standardowym powitaniem widzów, a potem zaczął mówić…
— Kiedyś nienawidziłem tego, że jestem gejem. Serio. Uważałem, że to jest koszmarnie niesprawiedliwe. I gdyby ktoś… jakaś siła wyższa, ktokolwiek dał mi wtedy możliwość, żeby to „wyłączyć”… to zrobiłbym to bez zawahania. Bo kiedy jesteś homoseksualistą, zawsze jest ta pewność, że po prostu będzie trudniej. Jest właściwie sto procent szansy, że gdzieś tam pojawią się ludzie, którzy cię skreślą tylko przez to, kim jesteś. Będą rzeczy, które chciałbyś mieć, które chciałbyś zdobyć w życiu, ale będziesz musiał walczyć i bić się znacznie mocniej i głośniej, żeby to osiągnąć. A to wszystko tylko dlatego, że jesteś gejem. A ja nie jestem tu jakimś wyjątkiem — mówił dalej, patrząc prosto do kamery. Był poważny, co nie zdarzało się często w jego filmikach. — To, co robię, jaki jestem nadal spotyka się z przezwiskami i napaściami w szkole. I nie dziwię się, że ktoś chce ukrywać to, kim jest, tylko po to, żeby jakiś idiota nie zwyzywał go albo nie życzył mu śmierci na korytarzu czy na ulicy. To jest niszczące, poniżające i nikt nie chce tego doświadczać. Ale nie tylko o to chodzi, nie tylko o reakcję randomowych ludzi na ulicy czy w szkole. Jest przecież cała masa ludzi w ogóle, wiele instytucji, religii uczących nas, że my, jako homoseksualiści, jesteśmy gorsi albo że jesteśmy zaburzeni… uszkodzeni… albo po prostu, najzwyczajniej w świecie się nie liczymy. I pomimo tego wszystkiego… jestem out. Wiecie czemu? Bo wiem, że mimo tego, co ktokolwiek nieżyczliwy będzie chciał mi wmówić, ja wiem, że się liczę, że jestem wartościowy i zasługujący na miłość. Wiem, że jestem zdrowy społecznie, psychicznie jako taki ja, jakiego teraz widzicie na ekranach. Bo to, jak kocham, tworzy mnie, a nie to, co ktoś będzie mi wmawiał. Więc pomimo tego, jak negatywne może wydawać się bycie gejem, bycie takim nauczyło mnie, że nikt nie może mi tego odebrać. Tak, łapię, że dla nas, homoseksualistów, życie będzie trudniejsze. Ale tylko dlatego, że życie jest trudne i trzeba pokonywać więcej przeszkód, nie musimy hamować się, żeby z niego nie korzystać i nie cieszyć się nim. Nie oznacza to też, że będzie w mniejszym stopniu satysfakcjonujące czy udane. Bo to nie ludzie wokół będą nam mówić, jakie to życie będzie, bo nie mają na nie wpływu. To my je tworzymy. A kiedy myślę o naszej społeczności, o tym, jaka jest żywa, utalentowana, pełna miłości… mimo tego, jak niektórzy chcą odebrać nam do niej prawo… kiedy myśli się o tych wszystkich ludziach, którzy nas wspierają, o więziach, jakie zawieramy i jakie już mamy… Kiedy myślę o miłości… chociażby do mojego chłopaka. Nie zamieniłbym tego na nic innego. Nie zmieniłbym niczego w tym, kim jestem. Nie poprosiłbym tej siły wyższej o zmienienie mnie, bo to, że jestem homo, czyni mnie właśnie tym, kim chcę być i kiedy myślę o tym w taki sposób, to uważam to za niesamowity dar indywidualności, jaki każdy z nas w sobie ma. Dar tego, że jest sobą, niezależnie od orientacji.
Jak zwykle na filmikach Jules żegnał się z widzami buziakiem, tak tym razem tego nie zrobił. Film po prostu się skończył, a Tomas siedział przed ekranem, patrzył na niego osłupiały i czuł, że jest mu gorąco na całym ciele. Słowa Julesa były takie… Sam nie wiedział, jak to nazwać. Było to niesamowicie wielkie wsparcie, a gdy tylko Tomas spojrzał na liczbę polubień i udostępnień, był jeszcze bardziej zaszokowany. Znalazło się nawet sporo komentarzy ludzi nie tylko z ich szkoły, ale i zupełnie mu nieznanych, którzy w pełni popierali to przemówienie. Tomas z zaskoczeniem zauważył komentarz jakiegoś chłopaka, który napisał: „Oglądam twój kanał od samego początku, już od trzech lat. I trzy lata temu, gdy tu trafiłem, byłem jeszcze przed swoim coming outem. Dzięki twoim filmom wyszedłem z szafy i była to najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem. Dzięki”. Ktoś inny pisał „Dzięki, potrzebowałem tego.”. Tomas zaśmiał się, gdy zobaczył ironiczny komentarz: „Co z tego, że spłoniemy w piekle? To będzie najlepsza gejowska parada we wszechświecie!”.
Odetchnął głęboko. Z jednej strony czuł się absolutnie przytłoczony tym wszystkim. To, co Jules mówił o trudnościach, o niechęci tylu ludzi, o ich negatywnych ocenach… To wszystko było prawdą. Właśnie to sprawiało, że tacy jak on bali się wyjść z szafy, bali się po prostu być sobą. A to wieczne tłamszenie tego w sobie, te kłamstwa, konieczność wysłuchiwania takich opinii i niemożność otwartego sprzeciwienia się im… To wszystko zwyczajnie niszczyło. Ale gdy teraz zobaczył, że tak wielu ludzi jest w podobnej sytuacji do niego, że oni też się tak czują bądź czuli, było mu… lepiej. W końcu istniała cała społeczność gejowska… może nie skumulowana w jednym miejscu, może rozproszona po całym świecie, ale gdzieś tam była. Nie był sam. I było to cholernie, cholernie cudowne uczucie.

*

— O ja, Sebastian, pojawiły się kolejne hejty! — zawołał Francisco, który zamiast spieszyć się z jedzeniem tostów na śniadanie i ubierać się do szkoły, wciąż siedział w piżamie na łóżku, jadł i przeglądał na telefonie facebooka.
Gdy dowiedzieli się w weekend, że Patrickowi szykuje się zadanie, myśleli trochę nad tym, jak mu to utrudnić, ale było to według nich bezsensowne. Bo przecież Patrick miał swoją straż i mógł wieloma sposobami odkryć czyjś sekret. Obserwowali go tylko uważnie i zauważyli, że widział się z Julesem. Francisco był bardzo poruszony ich wspólnym podejrzeniem, że to od niego Patrick miał informacje na temat Tomasa. To byłoby jego zdaniem smutne, tym bardziej, że ostatnio myślał, żeby spróbować bardziej się zaprzyjaźnić z Foxym. Poza tym przecież Jules wiedział też o nim i Sebastianie. Jeśli tak łatwo wydałby informacje o Tomasie, to mógł wydać też ich. Ale ostatecznie pomyślał, że może Patrick odkrył to u pana Craiga, do którego ludzie przychodzili ze swoimi sekretami. Może Tomas też u niego był?
— Będzie ich pewnie coraz więcej, jeśli ktoś tego nie przerwie — odparł Sebastian, już będąc prawie ubranym. — I w ogóle ogarnij się, bo niedługo musimy wychodzić.
— No już, już — jęknął cierpiętniczo Latynos i na raz wsadził do ust połowę tosta. — A Patrick to wielki debil. Jak ja go nie lubię — wyburczał i podniósł się, żeby szybko coś siebie zarzucić.
— Ale mu to zaliczyli. — Sebastian nie zamierzał się teraz kłócić ze swoim chłopakiem o to, jak bardzo przewodniczący był irytujący. Uważał to raczej za oczywistość.
— Szkoda — mruknął Francisco.
Jak zwykle Sebastian musiał czekać na niego przy drzwiach, bo dotąd jeszcze ani razu się nie zdarzyło, żeby to on pierwszy się ubrał. Ale w końcu wyszli z pokoju i podążyli do szkoły. I jak każdy na tej krótkiej trasie z internatu do szkoły był wkurzony, że napadało tyle śniegu, tak Francisco był wyjątkiem. Niestety już w szkole musieli się rozejść, bo nie mieli ze sobą żadnych zajęć.
Tak jak Sebastian się spodziewał, temat wczorajszego domniemanego homoseksualizmu Tomasa nie wygasł. Wciąż każdy o tym plotkował, a kilka osób nawet zapytało Sebastiana, co ten o tym myśli. Sebastian był ciekaw, jak na to wszystko reaguje Patrick, ale jakoś go nie widział. Starał się więc skupić na nauce, ale pod koniec czwartej lekcji stało się coś dziwnego. Nauczycielka przerwała zdanie w pół słowa, gdy z głośników Sebastian usłyszał głos… swojego ojca.
— Dzień dobry, drodzy uczniowie! Po tej lekcji, na przerwie, zapraszam wszystkich do audytorium. Zaś wszystkich nauczycieli bardzo przepraszam, jeśli uczniowie spóźnią się trochę na następną lekcję. Do zobaczenia za chwilę.

11 thoughts on “Project Dozen – 72 – Dar indywidualności

  1. Katka pisze:

    Rehab-e, hehehe, to takie szczęście, jak się trafia akurat na tych, których się najbardziej lubi :D I też uważam, że lepiej by mu zrobiło przyznanie się. To takie jedno duże ważne wydarzenie, miałby to z glowy. A jakby jeszcze zaprzeczał, to wszystko ciągnęłoby się za nim jeszcze długo. Zobaczymy, na co postawi. Hehe, a co wymyślił dyrcio – zobaczymy, ale obojętny na to wszystko na pewno nie jest. Mimo wszystko dość dobrze spełnia się w swojej pracy :) Dziękujemy za komentarzyk :D

    Mati, takie przemówienie motywacyjne każdemu w szafie by się przydało. Nawet nie po to, żeby skłonić do coming outu, tylko żeby upewnić tę osobę, że nie jest sama, że nie ma powodów do braku samoakceptacji itd. Tomas na pewno bardzo to docenia :D Daje radę :) Hehe, a koniec taki zamierzony, żebyście chętniej potem czytali ciąg dalszy XD

  2. Mati pisze:

    Jak dobrze, że wstawił ten filmik. Pomógł i Tomasowi, i innym. I te przemówienie genialne, naprawdę. Nadawałoby się w realnym życiu. No i widać, że Tomas jakoś sobie, chyba, poradzi z tym wszystkim, na szczęście.
    I znowu cięcie w takim momencie :d

  3. rehab-e pisze:

    Kurczem, to był taaaaaaaki przyjemny rozdział! Było w nim wszystko co lubię, czyli moje dwie ulubione pary XDD
    Filmik Julesa był cudowny i mam nadzieję, że wpłynie jakoś na Tomasa, który w końcu przestanie zaprzeczać i otwarcie przyzna, że jest gejem. Oczywiście rozumiem jego obawy itd., ale myślę, że lepiej mu zrobi jak już się przyzna, niż jak ciągle będzie zaprzeczał i krył się po kątach.
    Fran i Seb – to jest w ogóle moja miłość i chcę ich tylko więcej i więcej!
    I teraz z niecierpliwością czekam na to, co też wymyślił dyrcio (jego z panem psychologiem też bardzo lubię, jakoś rozczulają mnie xD).
    Pozdro!

  4. Katka pisze:

    Luana, dokładnie tak – takie przemówienie niewiele zmienia u homofobów, ale jego celem szczególnie było wsparcie. Nie tylko Tomasa, ale wszystkich innych bojących się coming outu i zwyczajnie się nieakceptujących. A jak Ty się wzruszyłaś, to co dopiero Tomasik, którego to bezpośrednio dotyczy :D Jules to dobre chłopie.
    Haha, mam nadzieję, że to niecierpliwe czekanie się opłaci, kiedy poczytasz kolejny rozdział :) Dziękujemy i pozdrawiamy!

    Levi, „Zagorzałych homofobów on raczej nie zmieni, ale może uzmysłowi coś ślepo podążający za falą nienawiści, takim co zbyt dużo nie myślą albo boją się mieć odmienne zdanie.” – taaak. Bo poza tymi świadomymi homofobami, którzy nie akceptują i gnębią z premedytacją, jest masa ludzi, którzy wierzą, że też tak powinni robić, bo wszyscy tak robią. Może takie uzmysłowienie jednak coś zmieni. Mmm i fajnie, że Erika lubisz :D My też go lubimy XD Do chodzenia po szkole za rękę na pewno daleko, haha, ale mu coraz bardziej swobodnie z takimi czułymi gestami. Jeszcze Jules się zdąży przerazić, że tak szybko mu te postępy idą ;)
    Haha, pytanie o polskie realia, to zawsze takie „jak dyplomatycznie na to odpowiedzieć”. Jak jechałyśmy na Queerowy Maj do Krakowa, to dumałyśmy, czy ktoś nas zapyta, dlaczego nie piszemy opowiadań w Polsce. Shiv wymyśliła, żeby odpowiedzieć „bo nie lubimy imienia Przemek” XD Oczywiście bez urazy wobec wszystkich Przemków, bo na to miejsce można wstawić każde inne imię. Ale tak już na poważnie… nie wiemy. Tzn. na pewno teraz nie napiszemy żadnego opowiadania w Polsce, bo jakoś nas nieszczególnie do tego ciągnie, ale już było wiele takich rzeczy, które myślałyśmy, że nigdy nie dotkniemy, a potem jednak to napisałyśmy, dlatego nie mówię teraz ostatecznego „nie”. Może nas kiedyś najdzie, ale jeśli tak, to w dalszej przyszłości XD

  5. Levi pisze:

    Podoba mi się filmik Julesa, zapewne jest dużym wsparciem dla osób, które przeżywają trudne chwilę związane ze swoją orientacją seksualną. Zagorzałych homofobów on raczej nie zmieni, ale może uzmysłowi coś ślepo podążający za falą nienawiści, takim co zbyt dużo nie myślą albo boją się mieć odmienne zdanie.
    Od początku podobała mi się postać Erica w opowiadaniu a tym bardziej teraz mi się podoba gdy coraz bardziej naturalna staje się dla niego bliskość z Julesem. Oby tak dalej a będziemy czytać jak na legalu chodzą trzymając się za rękę po szkole *-*
    Co do Toma to czytając ten rozdział i dowiadując się, że dyrko zrobił apel, wyobraziłam sobie jak na sali gimnastycznej/auli jego wzrok krzyżuje się z pełnym czułości i wsparcia wzrokiem Woodego i jak w tej samej chwili Tom postanawia skończyć z oszukiwaniem innych i samego siebie, podchodzi do swojego chłopaka i jak łapią się za ręce przy całej szkole… rozmarzyłam się XD
    PS. A tak na marginesie, myślałyście kiedyś aby jakieś opowiadanie napisać w realiach polskich? Ostatnio naszła mnie myśl, że bardzo coś takiego spod waszego pióra bym przeczytała.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  6. Luana pisze:

    Piękne przemówienie Julesa. Wzruszyłam się. Wielu pewnie jest zaskoczonych takim jego wydaniem. Może to co powiedział chłopak nie dotrze do homofobów, ale dzięki temu Tomas jak i inni ukrywający się geje będą mieć siłę, aby pokonać strach. Wierzę, że Tomas sobie poradzi.
    Kocham te chwile, kiedy Eric tak naturalnie dotyka swojego chłopaka. To pokazuje ich bliskość. Te drobne gesty, czułe momenty.
    To teraz potwornie zżera mnie ciekawość co wymyślił dyrektor. Wiecie jak trudno jest czekać na dalszy ciąg? :D
    Weny i pozdrawiam. :*

  7. Katka pisze:

    Jelis, widzę, że nie tylko ja miałam problemy ze snem dzisiaj. Obudziłam się o 2:45 i zasnęłam ponownie dopiero ok. 5… Więc high five, dlatego wszystko jest Ci wybaczone! Chociaż w sumie nie ma czego wybaczać :D Śmiesznie się czasem czyta chaotyczne komentarze XD I też jestem wagą, wiec już w ogóle pełna solidarność XD Może wszystkie wagi miały dzisiaj problemy ze snem… Okej, bo teraz ja zaczynam pierdzielić XD Ale tak już odnośnie opowiadania – spoko, faktycznie przez takie obecne realia wszystko wydaje się bardziej prawdopodobne. Choć z drugiej strony mam wrażenie, że więcej stresu fundujemy chłopakom z ATCL XD Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :D

    MoNoMu, haha, fajne w sumie odniesienie do amerykańskich filmów XD Coś w tym jest! Zgadzam się po całości! Ale nie, jednak aaaż tak nie będziemy naginać rzeczywistości. Na pewno Kevin się nie nawróci, co to to nie. Tacy to zawsze znajdą jakiś kontrargument, nawet jak cała logika świata mówi co innego. Hehe, wiele, wiele niewiadomych. A Franio i Sebcio… w sumie masz rację. Trzeba ich więcej popisać :)

    O., taaak, zdecydowanie dotykanie Julesa przez Erika jest bardzo naturalne :D Dla niego to bardziej jak odruch i potrzeba, której się nie rozkłada na czynniki pierwsze. A to chyba też dobry znak na przyszłość, bo może jak już przestanie się bać tego, ze ktoś się o nich dowie, to będą bardzo swobodni ze sobą nawet publicznie. Co do filmiku – dokładnie, sam fakt, ze ktoś miał tak samo, mega pomaga. Od razu przechodzi myśl „o kurna, jestem jakiś pojebany”. A profesorkowie na pewno o niczym nie zapomnieli, chociaż chyba nie podejrzewają aż tak bardzo, że chłopcy zawiązali sojusz.

  8. O. pisze:

    Bardzo mi się podoba jak Eric dotyka Jules’a, strasznie naturalnie mu to wychodzi i nie ma „czy może, czy wypada”, tylko to robi, więc Jules na pewno jest zadowolony ;) Nagranie filmiku przez niego też mega miłe i ważne, każdy potrzebuje świadomości, że ktoś, gdzieś ma/miał tak samo/podobnie do niego i dał radę, więc my też damy radę. Oby tylko Tomas z tego skorzystał.
    Jules przyznał się Ericowi, że to sprawka projektu, naukowcy już o sprawie możliwego wygadania zapomnieli? Czy mają rękę na pulsie i mimo zapewnienia Sebastiana oraz Francisco będą dochodzić czy był przeciek czy nie było?
    A Dyrcio pewnie głos odda Craigowi xD

  9. MoNoMu pisze:

    No to jestem zszokowana, że dyro postanowił zabrać głos. Myślałam, że nie będzie się mieszał i tylko pójdzie po duchowe i fizyczne wsparcie do Craiga. To bardziej w jego stylu. Takie płomienne przemowy jak Julesa to zwykle dają otuchę „pokrzywdzonym”, ale raczej rzadko lub tylko w amerykańskich filmach zmieniają nastawienie „oprawców”. Pewnie taki Kevin nie dozna duchowej przemiany po tym filmiku.
    No w każdym razie jestem super ciekawa, co do powiedzenia ma dyro, czy Tomek zrobi coming out i jak do tego wszystkiego odniesie się Woody. Wiele niewiadomych i przydałoby się więcej Franki z Sebą xD
    Pozdrowienia!

  10. Jelis pisze:

    O matko nigdy więcej komentowania w nocy XD miałam na myśli to ze przez to w jakich czasach ma miejsce opowiadanie jest oni bardziej realne. Dlatego stresuje się problemami bohaterów( podobno wagi tak mają 😂). A Jules to pewnie zaszokował cala szkole tym, że umie być „normalny”. Czekam na to co ma do powiedzenia dyrektor^^

  11. Jelis pisze:

    To opowiadanie nie przemawia do mnie Jak chociażby ATCL bo nie lubię kiedy bohaterowie mają problemy z relacjami z innymi. Tu ciągle stresuje się razem z nimi xd bo to jest takie prawdziwe jak zachowują się ludzie. Nigdy nie nauczą się ze maja swoje życie o nie powinni mieszać się w cudze. Oczywiście są rzeczy obok których nie można przejść obojętnie bo niektórzy powinni się wstydzić tego co robią aale to już takie skrajności. Ale czytam go Opowiadanie dla takich momentów. Żeby poznać druga stronę bohaterów i odzyskać trochę wiary w ludzkość bo mimo że to opowiadanie to jak najbardziej realne XD pisze ten komentarz po dwugodzinnej próbie zasniecia wiec proszę o wyrozumiałość w kwestii gramatyki i składni ♡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s