Newton’s Balls- 43 – Smutny penis, ucieszony penis

W poniedziałek wieczorem w domu nie było Marshalla. Courtney nie był pewien, gdzie ten wyszedł, ale domyślał się, że albo na piwo, albo na laski. Nie miał nadziei, że szuka pracy. Poza tym jutro miał rozmowę kwalifikacyjną. Korzystał więc z tego, że miał spokój, chwilę pograł na komputerze, potem coś zjadł i wziął sobie długą, gorącą kąpiel.
Kiedy wreszcie znalazł się u siebie w sypialni, z pewnymi aktami „do poduszki”, spojrzał w prawo, na telefon leżący na szafce nocnej. Zastanawiał się chwilę, odłożył teczkę na bok i sięgnął po komórkę.
Dużo dzisiaj myślał o swoim wyjątkowym podopiecznym, a wszystko przez to, że prawie cały dzień spędził w biurze, przy papierkowej robocie. Gdy musiał nad nią siedzieć, zawsze robił sobie częste przerwy, a podczas każdej do jego głowy dobijał się Chase. A że obiecał mu, że się odezwie, postanowił to właśnie zrobić.
„Siema :) Co słychać? Mam dla ciebie propozycję spotkania w biurze.” — napisał, wysłał i w oczekiwaniu na odpowiedź przeglądał zdjęcia w telefonie.
Trochę ich miał. Nie zgrywał ich regularnie, więc się zbierały. Do tego niektóre miał od znajomych. Szczególnie teraz sporo od Waltera Masona, który wysyłał mu sporo z kotami i zabawnymi podpisami. Niby na poprawę humoru. Cóż, prawnik był bardziej spostrzegawczy, niż na to mógł wyglądać. Ale Courtneya bardziej niż kotki pocieszało zdjęcie, do którego właśnie dotarł. To, które wysłał mu Chase już dość dawno i które przedstawiało penisa nastolatka.
Zupełnie odruchowo oblizał górną wargę i przyjrzał się uważniej. Naprawdę dobrze znał już to zdjęcie, bo często pomagało mu w masturbacji. Co miał poradzić na to, że wielkość, kształt penisa i wspomnienie, jak umiał mu dobrze robić, go pobudzały? Lubił to, jak Chase się nim obsługiwał.
Mimowolnie uśmiechnął się do siebie i prawie dostał zawału, kiedy z rozmyślań wyrwał go sygnał nadejścia wiadomości. Odetchnął i odczytał, co napisał Chase.
„Spoko. Kiedy? Bo nie wiem, czy będę miał czas.”
„W środę będę tam od 3 do 5, a czwartek całe popołudnie.” — odpisał, mając nadzieję, że Chase jednak tym razem mu nie odmówi. Znowu. Miał wrażenie, że ostatnio chłopak za każdym razem go zbywał.
„Dobra, to po zajęciach przyjadę.” — Ta wiadomość przyszła szybciej niż poprzednia.
Courtney przez moment tylko patrzył na telefon. W domu było cicho, na zewnątrz już ciemno, a jemu brakowało świadomości, że ma w domu chociaż Tanka. Nie pogardziłby jednak jego panem w pakiecie. I znowu myśli wróciły mu do penisa, którego zobaczył w telefonie. Najgorsze, że wcale nie wiedział, jak się ma sprawa ich… pieprzenia się. Ostatnio było między nimi ciężko i miał wrażenie, że wciąż nie jest idealnie, więc nie miał pojęcia, czy Chase ma na cokolwiek ochotę. Z drugiej strony… był nastolatkiem. Na pewno miał. Może po prostu powinien go do tego jakoś zachęcić…
Zmrużył oczy i napisał do niego kolejną wiadomość: „Jesteś sam? Mam do ciebie bardzo ważną… prośbę.”
Chwilę dłużej czekał na odpowiedź, ale ta w końcu przyszła.
„Lol. Mieszkam z dziadkami, ale w pokoju jestem sam. A co to za prośba?”
W oczekiwaniu na odpowiedź Courtney już zdążył sięgnąć do szuflady i wydobyć to, co było mu potrzebne. Dlatego kiedy już czytał tę wiadomość, miał odsuniętą pościel i zdjętą bieliznę. Teraz oblizał wargi i odchylił jedną nogę na bok, żeby posmarować sobie rowek śliskim żelem. I jak zwykle na tym etapie nie był jeszcze specjalnie podniecony, tak myśl, że robi to podczas „rozmowy” z Chasem, przyprawiała go szybsze bicie serca.
Gdy wsunął sobie powoli i ostrożnie dwa palce, rozwierając zaciśnięte wnętrze, wyciągnął rękę z telefonem i zrobił zdjęcie. Było na nim widać jego pośladki, trochę śliskie pomiędzy, a do tego palce, które starały się tak rozewrzeć dziurkę, by była widoczna.
Odetchnął ciężko i nakazał sobie nie myśleć za wiele o konsekwencjach czy ryzyku. Wysłał zdjęcie do swojego chłopaka z dopiskiem: „Chcę, żebyś przypomniał mi, co się tam mieści.”.
Znowu przez chwilę został sam na sam z pustym domem, żelem, łóżkiem, milczącym telefonem i własnymi palcami w tyłku. Tak, te chwile były wyjątkowo męczące, bo nie widział ani twarzy nastolatka, ani go nie słyszał. Nie wiedział nic. Mógł tylko czekać na wyważoną, przemyślaną odpowiedź. Która na szczęście w końcu nadeszła.
„Jesteś kutas. Pokazujesz, czego nie mogę teraz mieć. Pała.”
„Pałę to bym chciał zobaczyć. Dobrze by było zobaczyć to, co chcę tam teraz mieć.” — odpisał, dobrze wiedząc, że podjudzi chłopaka tylko niegrzecznymi słowami. Przy tym już powoli się rozciągał i było mu z tym bardzo przyjemnie. Lubił to robić, a do tego z smsowym towarzystwem Chase’a ta czynność wydawała mu się jeszcze bardziej podniecająca.
„Ale nie możesz mieć, bo masz brata. I zaraz wyślę.” — Chase odpisał najpierw, a Courtney nie musiał długo czekać, aż przyszedł kolejny sms ze zdjęciem. Penis nastolatka jednak nie był w pełnym wzwodzie tak, jak na tamtym zdjęciu. Był za to podpis — „Zobacz, jest smutny, że jest daleko.”.
Courtney i tak poczuł, jak ślina zbiera mu się w ustach.
„Pocałowałbym go, to na pewno by się ucieszył. Na razie niech myśli o tym, że robię mu miejsce, by miał wygodnie, jak się zobaczymy.” — odpisał, powoli poruszając w sobie palcami. Przez to pisał dość wolno, bo tylko jedną ręką, ale na widok tego kutasa po prostu nie mógł wyciągnąć palców. Wiedział, że musi wsadzić wszystkie cztery, żeby poczuć chociażby namiastkę tego, co Chase miał w spodniach.
Po krótkiej chwili otrzymał kolejną wiadomość od swojego chłopaka, trochę odbiegającą treścią od poprzednich. „Jest w domu?”
Przez to jego palce na moment się zatrzymały, a brwi ściągnęły. „Marshall? Nie, wyszedł gdzieś.”
„Nie wiesz kiedy wróci?”
„Nie wiem” — odpisał z zastanowieniem. — „Poszedł albo bzykać, albo pić.”
„To zadzwoń” — taka wiadomość przyszła po chwili.
Uśmiechnął się do siebie, a i przyjemniej mu było w środku, bo Chase wreszcie po tym odsunięciu się zaczął wykazywać jakąś inicjatywę w ponownym zbliżaniu się do niego. Znowu seks okazał się remedium…
Poprawił się na poduszkach, przez co na moment wysunął z siebie palce i wybrawszy numer Chase’a, włączył głośnomówiący. Na połączenie nie musiał w ogóle czekać. Nastolatek od razu odebrał.
— No… hej — rzucił zduszonym głosem.
— Hej… — odpowiedział cichym, niskim tonem i sam odetchnął. O tak… dobrze było go słyszeć i równocześnie mieć świadomość, że ten się dotyka. — Dalej jest taki smutny? — zapytał, sięgając po więcej żelu i wylewając go sobie na palce. Do tego wykorzystał fakt, że poślizg był na wykończeniu, więc z buteleczki wydobył się specyficzny dźwięk na siłę wyciskanej zawartości.
— Już trochę mniej. Staram się go pocieszyć — odpowiedział Chase cicho. Najwidoczniej nie chciał być za bardzo słyszanym przez dziadków.
— Nie ucieszył się na widok tego, co ci wysłałem? Bo… — Courtney urwał na moment, kiedy wsuwał w siebie śliskie palce. — Bo już jest tam o jeden więcej.
Chase westchnął ciężej, starając się sobie to wyobrazić.
— Ucieszył się, ale jest zachłanny. Chciałby więcej.
— To musi chwilę poczekać… Od kiedy dawno się tam nie wpraszał, nie ma tak dużo miejsca — mówił dalej Courtney głosem, w którym nie tylko było słychać pragnienie zachęcenia penisa rozmówcy do większej „radości”, a i jego własne podniecenie. Mężczyzna nawet musiał w połowie zdania odchrząknąć, bo lekko zachrypnął.
— Nie? — spytał Chase z zaciekawieniem. — Nic innego się tam nie wprasza?
— Poza moimi palcami? Chyba nie chciałbyś, żeby coś się wpraszało? — odmruczał Courtney i na moment przymknął oczy, gdy zrobiło mu się w środku przyjemniej.
— No raczej nie, dlatego pytam — mruknął chłopak nieznacznie groźniej niż dotychczas.
— Hector pisał, ale powiedziałem, że jestem zaklepany — wyjaśnił mężczyzna, jakoś tak odnosząc się do tej nieszczęsnej bielizny, którą w sumie często nosił.
Przy tym obsunął się niżej, do całkowicie leżącej pozycji. Obie nogi odrobinę zgiął i rozłożył, a blado pomarańczowa pościel, na której leżał, wydawała się jakoś podejrzanie mocniej grzać jego plecy i pośladki.
— W sumie czasem mógłbyś to zrobić dosłownie — dodał, bez udziału myśli, gdy wyobraźnia podsunęła mu widok śladu dużej dłoni Chase’a na własnym pośladku.
— Zaklepać cię? — spytał Chase, oddychając już ciężej, ale nadal bardzo cicho. — W ogóle opowiedz mi, jak…. jak jesteś?
— W sypialni, na środku łóżka. Miałem spać w samych slipach, bo podkręciłem ogrzewanie. Więc teraz całkiem nagi, na plecach… — Courtney zaczął relacjonować, równocześnie zaczynając szybko poruszać w sobie palcami. Specjalnie użył więcej nawilżenia, by było to słyszalne. — Z nogami tak ustawionymi, że jakbyś tu był, miałbyś między nimi sporo miejsca.
— Masz zamknięte drzwi? — spytał Chase, a Courtney usłyszał jeszcze jakieś dźwięki w tle. Najpewniej dziadkowie coś oglądali albo chłopak się zagłuszał. — I, och… wyślij mi jeszcze jedno zdjęcie.
— A dostanę jakieś w zamian?
— Zaraz. Wyślij mi.
— Poczekaj — poprosił Courtney i sięgnął po telefon. Ale zanim zrobił zdjęcie, z dużym skupieniem i podnieceniem wypisanym na twarzy, wsunął w siebie jeszcze jeden palec. Jęknął i odchylił głowę do tyłu, a dopiero po kilku wdechach zrobił zdjęcie swoim wyczynom. Okej, był teraz nieźle rozciągnięty i nie pogardziłby, żeby znalazło się w nim coś nie tylko grubego, ale i długiego.
Wysłał zdjęcie i poruszył palcami.
— Kurwa, muszę przerwać, żeby odczytać — poskarżył się nastolatek. Cały czas oddychał, jakby był nieźle zmęczony. — Kurwa, czekaj. Oddzwonię za chwilę — dodał jeszcze przyspieszonym głosem i się rozłączył.
Courtney uśmiechnął się do siebie z satysfakcją. O tak, lubił, kiedy ten chłopak był na niego napalony. Aż był ciekaw, czy pochwali się jutro kumplom, że miał z dziewczyną seks przez telefon. Podejrzewał, że tak.
Czekając na odpowiedź, robił sobie dobrze, masował się i nawet ścisnął drugą ręką swój pośladek. Mocno, wyobrażając sobie, że Chase go łapie i miętosi.
Po dobrej chwili zabawy sam ze sobą, jego telefon jednak nie rozdzwonił się. Milczał. Nie przyszła też żadna wiadomość. Zaniepokoił się i, co by nie mówić, chciał już go znowu usłyszeć, więc wykręcił się, żeby wziąć z pomiętej pościeli telefon i zadzwonić. Jego połączenie jednak zostało odrzucone, a po dosłownie trzech sekundach przyszła wiadomość „zaraz”.
Cholera… Czy do Chase’a właśnie któryś z dziadków wszedł, czy chłopak dochodził? Och, zdecydowanie bardziej podniecała go druga opcja, a sama wizja białej cieczy wytryskującej z jego dużego kutasa wprawiła go w większe podniecenie. Przyspieszył więc ruchy palcami w tyłku, a drugą ręką złapał się za własny członek.
I nagle usłyszał stukanie do okna swojej sypialni. Dosłownie poderwał się na łóżku i wręcz wyszarpnął z siebie palce. Spojrzał w stronę okna i zobaczył za szybą czyjś cień. Kiedy lepiej się przyjrzał, spostrzegł przyklejoną do okna twarz Chase’a. Ten uśmiechał się z rozbawieniem, ale też przyciskał palec wskazujący do rozciągniętych w uśmiechu ust.
Mężczyzna, który miał chwilowy zawał, odetchnął tak głęboko, że płuca aż go zabolały. Potem opadł głową na poduszki i zakrył na sekundę twarz przedramieniem. Następnie uniósł się na łokciu, wskazał na niego, a potem tym samym palcem wskazującym zakręcił kilka kółeczek przy skroni, dodając bezgłośnie „jesteś nienormalny”.
Chase zakrył usta, śmiejąc się, ale też uciszając. Po tym skinął na mężczyznę, żeby w końcu wstał i otworzył mu okno.
Courtney obejrzał się w stronę wyjścia z sypialni, ale Marshalla wciąż nie było. Wstał więc i z dumnie stojącym penisem podszedł do okna. Nie wierzył, że to się działo. Chase do niego przyjechał i o mało nie sprawił, że zszedł na własnym łóżku, ze sztywnym kutasem. Aż się zastanawiał, czy jeśli się umrze ze wzwodem, ten od razu opada. Jeśli nie, to koroner miałby ubaw.
Otworzył okno i pokręcił głową.
— Jesteś straszny.
— A jaki, kurwa, spocony! — Nastolatek zaśmiał się cicho i otworzył szerzej okno. Podciągnął się na parapecie i wlazł wprost do sypialni swojego kuratora.
Był w bluzie, czapce i rękawiczkach, nie licząc obowiązkowych elementów ubioru. Zaraz po tym jak się wyprostował i zamknął okno, żeby nie wiało chłodem do środka, złapał mężczyznę po bokach twarzy i pocałował mocno, aż przechylając go do tyłu.
Ten od razu objął go za szyję i stęknął w pocałunek, a Chase poczuł wysoko na swoim udzie, jak jego sztywny penis go trąca. Do tego wyczuł w całym ciele mężczyzny nie tylko podniecenie, żądzę, ale też tęsknotę i ulgę, którą ten poczuł. Pocałunek był bardzo emocjonalny, a Courtney przycisnął go przy tym mocno do siebie, zamykając oczy. Nastolatek więc, zamiast od razu go puścić, jak początkowo zamierzał, chwycił go jeszcze w talii, mocniej przyciskając do siebie i pogłębiając tę pieszczotę. Sam, przy tym rozgrzanym mężczyźnie, był chłodny. I mimo, że wiąż miał na sobie ubrania, naprawdę czuć było, że jest pod tymi wszystkimi ciuchami spocony. Musiał się spieszyć, kiedy tu jechał. Nie było innej możliwości.
— Teraz będziesz mógł go sam pocieszyć.
Szare oczy Courtneya w końcu na niego spojrzały i mężczyzna zaczął go szybko rozbierać.
— Zaraz będzie bardzo zadowolony — zapewnił, zrzucił mu czapkę i zamiast zająć się rękawiczkami, podciągnął mu bluzę do góry.
Chase odetchnął głęboko, patrząc z góry na mężczyznę. Oblizał dolną wargę niecierpliwie, samemu unosząc ręce, żeby pozbyć się zbędnych ubrań.
— Drzwi od sypialni się zamykają?
— Nie, ale usłyszymy, jeśli wróci. — Courtney odrzucił jego ciuchy. Razem z bluzą pozbył się z niego tego, co miał pod nią, więc teraz mógł spojrzeć na nagą klatkę piersiową Chase’a. Tak, zdecydowanie jak na nastolatka był nieźle umięśniony.
— Będę chować się w razie czego w szafie. — Chase zaśmiał się i sięgnął do policzka mężczyzny. Złapał go w nią całą i lekko pogłaskał. Miał zimne palce na samych końcach, a środki gorące. Uśmiechnął się przy tym do Courtneya, nim pocałował go lekko w usta. Jakby trochę… przepraszająco.
Mężczyzna poczuł po tym geście, po tym uśmiechu i po tym całusie większą ulgę niż tą, którą potrafił dać mu orgazm po długiej abstynencji. Wreszcie czuł, że ma go blisko. I nie miał na myśli tylko fizycznej bliskości.
Nie powiedział nic, tylko po odsunięciu warg pociągnął Chase’a w stronę łóżka za dłoń. Uśmiechnął się przy tym do niego i przed samym łóżkiem puścił go, żeby następnie położyć się na plecach.
Chase też nic nie powiedział i tylko stanął przed łóżkiem, zdejmując z siebie kolejne warstwy ubrań. Spodnie, bieliznę. Nie zapomniał o skarpetkach. A kiedy wszedł na łóżko, siadając okrakiem na Courtneyu, ten dotknął jego boku i poczuł, że skóra nastolatka jest jeszcze wilgotna od potu i zmęczenia, po tym jak ten jechał do niego, zapewne na złamanie karku.
Chase znowu lekko się uśmiechnął i pocałował swojego kuratora, swoją „dziewczynę” namiętnie. Najpierw w usta, potem w policzek, dalej w szyję i obojczyk. Aż dotarł do jego skutków.
Mężczyzna leżący pod nim wygiął się i jęknął cicho. Dłoń zaczęła błądzić po ciele nastolatka, przypominając je sobie, a biodra automatycznie się uniosły i krocze otarło się o penisa Chase’a.
— Nie mam pojęcia, jak ci się jechało na rowerze z erekcją, ale za to poświęcenie zrobię ci cudowne śniadanie — wydusił, czując, że ogarnia go gorączka.
— Nie była aż taka… duża — mówił Chase między kolejnymi pocałunkami. — Teraz rośnie. — Zaśmiał się, zerkając w oczy swojej „dziewczyny”. Powinien ją dopieścić. Taki przecież był jego obowiązek jako chłopaka, a nie zachowywanie się jak skończony idiota. Chciał to teraz odrobinę naprawić. — I… myślałem, żeby się zmyć. Może nawet nim wróci.
— Zostań, zgasimy światło, jak skończymy. A Marshall śpi do późna — zapewnił Courtney, masując jego ciało, głaszcząc go po karku i włosach i wdychając jego zapach. Nawet taki spocony go podniecał. Ale że był już mocno rozpalony i rozciągnięty, dodał: — Zrobiłem ci miejsce, na co czekasz?
Chase spojrzał w oczy mężczyzny i że nie miał ochoty się teraz z nim sprzeczać na temat tego, co było rozsądniejsze, tylko ponownie go pocałował w usta. A kiedy ich wargi były złączone, chwycił Courtneya za uda, unosząc je i obejmując się nimi. Jednocześnie jego penis otarł się o wilgotne pośladki kuratora. Był sztywniejszy niż na zdjęciu, jakie przysłał, ale nadal napletek lekko zasłaniał żołądź. Nie stanowiło to jednak przeszkody, żeby naprzeć na rozluźnione wcześniejszą palcówką wejście. Swobodnie go przepuściło, ale im dalej się wsuwał, tym trudniej szło. Courtney do tego przyciągnął go do siebie i przyjmował go z olbrzymią ulgą i satysfakcją. Tak, zdecydowanie nie miał jeszcze takiego dużego kutasa.
— Mm… Chase… — wyszeptał w jego szyję.
Nastolatek odwrócił za to głowę i pocałował go, jednocześnie mocniej łapiąc za uda. Nie mógł jeszcze się w niego wbić do końca, więc zaczął się poruszać na tyle, na ile mógł. Sztywniał z każdym ruchem coraz bardziej i rozgrzewał się, nie tylko od wcześniejszego wysiłku, ale i tego żaru, jaki się między nimi tworzył.
Bujał się nad Courtneyem, wsuwając się między te pośladki o niebo lepsze niż biust Lucy. Były twarde, jędrne i chętne. Wiedział, po prostu wiedział, że mężczyzna uwielbiał, gdy go pieprzył, a dał tego dowód w momencie, gdy splótł nogi za jego plecami i nagle szarpnął go do siebie, wciskając w siebie cały jego członek. Krzyknął przy tym krótko i zadrżał, gdy prąd przeszedł go od palców stóp po gorące jak ogień policzki.
Chase także sapnął zaraz po tym, jak zasyczał. Mężczyzna ścisnął go swoim wnętrzem mocno, chociaż udami nie lżej.
— Uważaj, abyś mi… kutasa nie złamał — wydyszał nastolatek i pochyliwszy się jeszcze niżej nad mężczyzną, ukąsił go w ramię. Oparł się łokciem obok jego głowy, przez co był jeszcze bliżej niego, zakrywając go niemalże całego.
Przez tę pozycję Courtney czuł się pod nim zamknięty, ale w taki dobry sposób. Zupełnie przytłoczony, bliski mu i jeszcze bardziej rozgrzany. Bo rozgrzewał go nie tylko penis Chase’a, ale pościel od spodu i jego ciało od góry. Jakby był uwięziony w saunie.
— Już jest wesoły, hm? — rzucił po chwili z uśmiechem, trzymając się chłopaka za plecy.
Chase uniósł się, wysunął i zerknął na swojego błyszczącego od nawilżenia penisa.
— Jak myślisz? — spytał, przyciskając go w dół palcami, żeby ten podskoczył w górę przez stopień, w jakim był napompowany krwią.
Uśmiech na ustach kuratora się poszerzył.
— Wygląda na całkiem zadowolonego… — stwierdził, wyciągnął do niego dłoń i musnął palcami główkę. Potem sięgnął tymi palcami do ust i delikatnie zlizał. — Brzoskwiniowy — dodał, zagryzając wargę i spojrzał na twarz Chase’a, ale dość krótko. Jego penis, jak zwykle, hipnotyzował go.
— A… nie miałeś go pocałować jeszcze? Dla rozweselenia? — spytał ze ściśniętym gardłem. Jakoś wydało mu się to bardziej obscenicznie, niż gdyby mężczyzna go possał przed tym, jak się w niego wsunął.
Courtney znowu zerknął mu krótko w oczy. Dobra, podniecała go ta zabawa. Była bardziej nieprzyzwoita niż zwykłe kochanie się. Oblizał wargi i skinął na niego, żeby uklęknął nad jego klatką piersiową.
— Zbliż się, pocałuję go — powiedział, niezdrowo nakręcony wizją wzięcia do ust członka, którego chwilę wcześniej miał w sobie.
Chase aż odetchnął i jakby go ścisnęło w klatce piersiowej. To musiało być jego serce, które nagle mocniej uderzyło w środku i odbiło od żeber, obijając się jak niezdara.
Szybko zbliżył się do mężczyzny, wysuwając spomiędzy jego nóg i klękając tuż obok jego głowy. Potarł się po klatce piersiowej, po szyi, kiedy z napięciem patrzył na twarz Courtneya i na swojego co chwilę podrygującego penisa.
Zobaczył, jak mężczyzna wychyla się do jego krocza, wpatrując się w nie z pragnieniem w oczach. Potem pomasował go po pachwinie, wciągnął jego zapach i rozchyliwszy usta, położył sobie jego penisa na języku. Odetchnął, zerknął w górę na swojego chłopaka i objął jego członek wargami, żeby wziąć go głębiej.
Chase, jak był już nieźle rozpalony, teraz z zaskoczeniem stwierdził, że pokrył się zdrowym rumieńcem na policzkach. Courtney był taki… taki pewny tego, co robi.
— O… kurwa — wydyszał, a jego penis, jakby nie był już trzymany ustami, pewnie by drgnął znów w górę. Bardzo ucieszony.
Courtney possał jego penisa, wilgotnego od lubrykantu, chociaż teraz bardziej od jego śliny. Podobało mu się to, że wchodzili na wyższy poziom, że próbowali nowych rzeczy. Dla własnej przyjemności i dla większego „ucieszenia” członka chłopaka, po wysunięciu go z ust, oblizał go dokładnie ze wszystkich stron.
— Jesteś otwarty na nowe zabawy, co? — zamruczał, zerkając na nastolatka w górę i pomiział nosem jego penisa.
— Takie? — spytał Chase i nie powstrzymał się przed otarciem się penisem o policzek mężczyzny. Poczuł, jaki ten jest gorący. No i zawsze podniecające było widzieć, jak te zwykle wklęsłe policzki uwypuklają się za pomocą jego członka.
— Takie też… Ale chyba będę miał dla ciebie jeszcze więcej pomysłów.
Chase znowu przełknął ślinę po tym, jak oblizał usta z napięcia.
— A lubisz tak? — spytał z lekkim zaskoczeniem, ale też, co by nie mówić, nadzieją w głosie. Przy tym sięgnął dłonią do włosów mężczyzny i znowu otarł się o jego twarz członkiem. Podniecało go to. Było obsceniczne. Może by było nawet dla niektórych dziewczyn uwłaczające, że tak się ociera o ich buzie kutasem.
— Lubię tu twoją spermę, więc kutasa też — odpowiedział Courtney cichym, niskim głosem, oddychając ciężko. Przy tym sięgnął do swojego członka, który znacznie stwardniał przez te zabiegi. — Kiedyś mógłbyś zrobić coś więcej… mm… niekoniecznie na twarz, ale chociaż tyłek. I niekoniecznie białego… — zaklął w myślach, ale wiedział, że się zapędził. Więc, nie wiedzieć czemu, ukrył się pod dużym członkiem Chase’a, gdy użył swoistego eufemizmu: — Wiesz… złoty prysznic.
Chase, który nadal klęczał lekko pochylony do mężczyzny, z początku zrobił duże oczy, kiedy to wszystko usłyszał. I tak, gdyby nie oglądał takiej ilości porno, jaką oglądał, zapewne mógłby od razu nie zrozumieć przekazu swojego kuratora.
— Chciałbyś pissa? — spytał z lekkim rozbawieniem, ale też i podnieceniem. Chciał spróbować wielu rzeczy, póki mógł, a do tego jeśli druga strona była chętna, to… czemu nie?
Courtney spojrzał na jego twarz oceniająco, by upewnić się, czy w jego głosie nie usłyszał czegoś o zbliżonym przesłaniu do „bleee, Tank się zjebał na dywan”. Ale Chase wyglądał jedynie na zaskoczonego i rozbawionego, więc, jak rzadko, miał perspektywę na zrobienie tego z kimś.
— Ty byś chciał? — odpowiedział pytaniem i wznowił zarówno ruchy dłoni na własnym członku, jak i zajmowanie się sprzętem Chase’a.
— Na ciebie, nie? — jeszcze dopytał Chase i zsunął dłoń z włosów mężczyzny aż do jego ust, do dolnej wargi. Przesunął po niej palcami, a następnie wsunął mu w usta dwa palce i pociągnął szczękę w dół. Jego penis przesunął się z prawego do lewego kącika ust mężczyzny, a ten przymknął oczy na moment i odetchnął głębiej. Jego własny członek drgnął mu w dłoni, a on wysunął język, żeby chłopak mógł poczuć przyjemną wilgoć.
— Mhm — mruknął w odpowiedzi dopiero po chwili, teraz całkowicie zdominowany przez taką bliskość z tym wielkim kutasem.
Chase uśmiechnął się bokiem ust i nadal trzymając Courtneya za dolną szczękę, wsunął ostrożnie penisa do jego ust. Potarł główką o jego wystawiony język i znowu się trochę wsunął.
Ten facet go hipnotyzował. Miał ochotę przekraczać z nim kolejne granice, ale też całować go i rozpalać do czerwoności. Dodatkowo nakręcało go, że Courtney naprawdę reagował po takich zagraniach. Nie tylko dobrze mu robiła masturbacja czy dymanie jego dupci. Bo przecież teraz, kiedy brał jego penisa do ust w imponującej w stosunku do niektórych lasek długości, wyraźnie bardziej się podniecał i zbliżał do orgazmu. Jego wytatuowana ręka poruszała się coraz szybciej, tak samo jak głowa kuratora, gdy ten postanowił go w ten sposób skończyć.
Chase za to oddychał coraz szybciej, zapominając o tym wszystkim, co go ostatnimi dniami męczyło, czy o tym, że niedługo do domu jego „dziewczyny” mógł wrócić niechciany lokator.
— Chcesz… chcesz tak? — spytał, kiedy już był blisko spełnienia.
Courtney rozchylił powieki, żeby móc nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Wysunął też w końcu penisa i oblizał wargi.
— A znowu chcesz z nim wrócić na dół? — zapytał z lekkim uśmiechem. — Nie możesz się zdecydować, które wejście wolisz?
— Nie. Oba są zajebiste — Chase odparł szczerze, na wydechu i z tylko częściowym skupieniem na twarzy.
Kurator więc uniósł się i nie myśląc o tym, że Chase mógłby mieć coś przeciwko po tych oralnych zabawach, pocałował go mocno.
— To możesz strzelić we mnie — sapnął w jego wargi, z pewnością, że gdy chłopak znowu go sobą pokryje, sam znajdzie się o krok od orgazmu.
Chase mruknął pospiesznie z przytaknięciem głową i dosłownie dopadł do mężczyzny. Powalił go znowu na łóżko i wlazł na niego. Odchylił mu nogę na bok i łapiąc mocno w talii jedną ręką, drugą nakierował swojego penisa na dziurkę gospodarza. Usta miał w tym czasie na wysokości jego klatki piersiowej, więc kiedy tylko wsunął się do środka gładko, ugryzł mocno jeden z sutków.
Courtney jęknął głośniej niż miał w zamiarze i złapał się poduszki. Okej… wiedział, że nagle mu się zrobi lepiej, ale nie sądził, że aż tak.
— Ru… ruszaj — powiedział szybko, a Chase z racji swojej pozycji nie miał problemów, by zobaczyć, jak tempo jego oddechu nagle przyspieszyło.
Nastolatek liznął jeszcze ugryziony sutek, po czym wedle prośby zaczął się ruszać. Miał cichą nadzieję, że mężczyzna dojdzie pierwszy, bo sam już był tak naprawdę na skraju. A ten gorący tyłek był taki, jak wcześniej powiedział — zajebisty.
Z każdym swoim pchnięciem, z każdym rozepchaniem tego ciała, dociśnięciem do końca widział, że Courtney bardziej wrze. Ściskał a to pościel, a to jego ciało, gdy nagle go łapał. Był rozedrgany i na pewno czuł się bardzo pełny. A kiedy doszedł, złapał się obiema dłońmi poduszki nad głową i wygiął mocno kręgosłup.
— O kur… Ooch! — wykrztusił, a kropelki potu zrosiły jego skronie i czoło.
Chase uśmiechnął się na ten widok do siebie. Zupełnie automatycznie, ale przy tym z rozpierającą go wewnątrz dumą, że dał tyle przyjemności temu mężczyźnie. Sam też był bliski spełnieniu, a dodatkowo pomagało mu w nim ściskanie, jakie serwowało mu drżące ciało, w którym był.
Zawarczał nisko i z ciężkim westchnieniem trysnął w tyłeczku swojej „dziewczyny”. Swojego Coney.
— Mmm… jesteś… zajebisty — zamruczał, kiedy już złapał oddech i pochylił się do twarzy kuratora. Pocałował go w ślad po uderzeniu, jakie zasponsorował mu Marshall.
Mężczyzna uchylił zmrużone powieki i objął go za szyję, głaszcząc go słabo po głowie.
— Ty też, skarbie — wymruczał aż zabawnie cichym i wymęczonym głosem w porównaniu do okrzyku sprzed chwili.
— Naprawdę chcesz, żebym został do rana? — Chase spytał, kiedy już spokojnie wysunął się z mężczyzny. Otarł się z niskim mruczeniem o także wilgotne krocze przed sobą.
— Mhm. Marshall może nawet się nie połapie, że ktoś tu był — gospodarz zapewnił, wciąż go głaszcząc i relaksując się po wspaniałym i mocnym orgazmie. Zdecydowanie seks z drugą osobą dawał inne efekty niż sama masturbacja.
— Mmmm… może. Rower zostawiłem z tyłu, więc może nie zauważy — Chase dodał i znowu lekko pocałował mężczyznę.
Tęsknił za nim i teraz naprawdę się cieszył, że zdecydował się po tamtym wysłanym w wiadomości zdjęciu przyjechać, a nie czekać do wtorku. Czym innym przecież był wygodny seks na łóżku, a czym innym niepewny, pospieszny w biurze czy w krzakach. Nie narzekał bynajmniej na takie fanaberie, ale kiedy brakowało mu Courtneya już dość długo, chciał go lepiej poczuć. Jakkolwiek kumple by się z niego śmiali, nawet już wyobrażając go sobie z Lucy.
— Więc nie ma się czego obawiać. Poczekaj, zgaszę światło — powiedział mężczyzna, od razu unosząc się z łóżka. Wolał, żeby Marshall myślał, że już śpi, gdyby nagle wszedł. Zgasił więc światło, uprzednio dając swojemu chłopakowi dobry widok na swoje wilgotne pośladki. Potem na ślepo wrócił do łóżka i znalazłszy na pościeli komórkę, ułożył się obok Chase’a. — Nastawię tylko budzik, żebyś zdążył do szkoły — dodał, a światło wyświetlacza telefonu rozjaśniło jego wciąż trochę rumianą twarz.
— Mam na drugie zajęcia dopiero — powiedział Chase, nie chcąc wstawać niepotrzebnie wcześnie. Leżał przy tym już na boku pod kołdrą i nie miał żadnych wyrzutów sumienia, że ta od góry jest pobrudzona i przepocona po seksie.
— W porządku, nastawię na trochę później. Obudzę cię, jak będzie śniadanie — zapewnił go Courtney i ustawiwszy budzik, odłożył telefon na szafkę nocną. Teraz trochę żałował, że tak bardzo podkręcił ogrzewanie, bo przy chłopaku było mu bardzo ciepło. Ale wstawać już nie zamierzał. Był zmęczony, spełniony i chciał tylko dobrze odpocząć w trakcie snu.
Chase uśmiechnął się do siebie, rozkoszując się miękkością poduszki.
— Mhm… dobrze — zamruczał i jeszcze raz go pocałował, wyciągając rękę i kładąc ją na biodrze mężczyzny. Drugą miał wyciągniętą w górę pod poduszką, a nogi wyprostowane. Było mu wygodnie, miał Courtneya blisko, ale nie tak, żeby było im gorąco. Tylko jedno zaprzątało mu głowę i była to dość idiotyczna myśl, ale chciał ją rozwiać przed zaśnięciem. — Ej, Courtney?
— Mhm?
— Nadal jesteś moją dziewczyną, nie?
Kurator aż się uśmiechnął i lekko uniósł brwi. Wychylił się i pocałował miękkie wargi chłopaka, nim wrócił do poprzedniej pozycji.
— Jasne — odpowiedział miękko, chociaż znowu jakoś dotarło do niego to, jak mówił o nim Marshall. W jego ustach żeńskie formy brzmiały obraźliwie, kpiąco. Ale przecież kiedy Chase tak mówił, nie słyszał w tym nic negatywnego. Zresztą poprzedzało to „moją”. To mu się podobało.
Chase uśmiechnął się pod nosem, masując leniwie ciało pod swoją dłonią.
— To mogę mówić ci „Coney”?
Brwi Courtneya powędrowały jeszcze wyżej, a uśmiech się poszerzył. Ten chłopak go rozbrajał.
— Och… Może być — zgodził się, żałując, że teraz przez ciemność nie widzi swojego chłopaka. Miał ochotę ujrzeć ten uśmiech, którego dostrzegał jedynie słaby zarys.
— To… fajnie. Coney — Chase powtórzył to imię. Jakoś do mężczyzny bardziej pasowało i było mu milej je wymawiać. — Dobranoc. I… postaram się być lepszym chłopakiem, jak lepszym staram się też być opiekunem dla Tanka.
Mężczyzna pogłaskał go po przedramieniu delikatnie i przytaknął.
— Nie martw się i tak jest mi z tobą bardzo dobrze. I też postaram się, byś nie czuł się odpychany — zapewnił, a potem cmoknął go w usta i przytulił twarz do poduszki. — I śpij już, jutro szkoła.
Chase jak za dotknięciem magicznej różdżki skrzywił się.
— No, niestety, kurwa — jęknął, po czym nieznacznie, ale jednak bliżej przyciągnął sobie mężczyznę. Zetknął się z nim czołem, między ciałami zachowując rozsądną odległość. — To dobranoc, Coney.
— Dobranoc, skarbie.

9 thoughts on “Newton’s Balls- 43 – Smutny penis, ucieszony penis

  1. Katka pisze:

    Rehab-e, aż musiałam spojrzeć, jaki jest następny tytuł, bo nie pamiętałam. Haha i masz rację, jest dość jednoznaczny XD ups XD no ale, ale, to musiało nadejść, hehe. Ale może jednak czymś Cię zaskoczymy. Ciekawa jestem :) I dziękujemy bardzo za komentarzyk :D

  2. rehab-e pisze:

    No, nareszcie się dogadali. Oczywiście tak jak oni tylko potrafią, by chyba nigdy nie pozbędą się tych niedopowiedzeń, które są pomiędzy nimi… Nieważne. Przynajmniej znów są razem. I teraz czekam na konfrontację z Marshallem. Tytuł następnego rozdziału mówi sam za siebie, a i z tego rozdziału też wynika, że w końcu, W KOŃCU się doczekam. Lubię powolne tempo tego opowiadania, ale teraz się będzie dziać i już nie mogę się doczekać :D
    Pozdrawiam!

  3. Katka pisze:

    MoNoMu, spoko, całkowicie rozumiem, gusta guściki, jak to się mówi :D Bardzo nas cieszy, że za to lubisz PD :D Ale już teraz współczuję dentysty i mam nadzieję, że jednak tym razem przebiegnie to bez nieprzyjemnych sytuacji, bez bólu i w ogóle. Wspieramy!

  4. MoNoMu pisze:

    W sumie to masz rację, że najprawdopodobniej spojrzę na to opowiadanie inaczej, jak będę mogła przeczytać całość. Może właśnie chodzi o to, że fabuła się trochę wlecze, pewnie przez to, że chcecie pokazać zmiany zachodzące w bohaterach. I czy nie lubię NB? Na pewno przegrywa u mnie z PD.
    W czwartek znów idę do dentysty :( , ale nie obawiajcie się wrednego komentarza pod ATCL :) Z fantastyki lubię tylko klasyczne fantasy (elfy, smoki etc.) oraz postapokaliptykę, więc po prostu nie czytam.
    Pozdrowienia!

  5. Katka pisze:

    Levi, masz rację, w sumie u nich seks wiele załatwia. I niby to niewłaściwe, ale z drugiej strony, jakbyśmy powiedzieli, że kłótnia jest lepsza w rozwiązaniu problemu, to też by było w sumie źle, bo jednak to nie jest dobra rzecz. W ogóle w sumie chyba znam więcej ludzi, którzy inaczej rozwiązują problemy niż faktycznie przez tę najczęściej polecaną rozmowę. Właściwie w większości przypadków chyba te problemy się… przemilcza. To chyba najczęstsze. Problem nie istnieje albo przestaje istnieć, choć tylko pozornie. U chłopaków, zgadzam się, potrzebna jest rozmowa, bo jej brak. Ale myślę też, że taki sposób na chwilowe uspokojenie sprawy przez łóżko nie jest jakiś naganny. Może jak będą w lepszych humorach, to pogadają. Hehe, a Marshall i konfrontacja… wszystko jest możliwe :D Dziękujemy i pozdrawiamy!

    Kasia, taaak, zdecydowanie dużo uczucia i dużo tęsknoty między nimi. Trudno im być osobno i widać tego efekty XD A co do poranka, my naaa nic nie mamy wpływu. Nic a nic! XD Może Chase’owi uda się szybko czmychnąć, ale może jeśli będzie konfrontacja, to nie będzie tak źle? Zobaczymy :D
    Hehe, no ten rozdział jest zdecydowanie bardziej pozytywny :) Cieszy nas, że rozweselił :D

    O., nie, Chase tak blisko nie ma, ale było późno, więc chyba warunki na drodze dostateczne do szybkiej jazdy XD Na pewno Chase zapierniczał, haha. A gdzie będzie granica i po której ze stron? Hm, zobaczymy. Na razie w sumie nie robią nic takiego bardzo hardcorowego, ale cóż, nie znają jeszcze w pełni swoich możliwości. Więc zawsze może coś dziwnego wyniknąć.

    MoNoMu, uuu, spoko, zwalę to na wizytę u dentysty, ale tak w ogóle to współczuję… Dentyści to zło. Po wyjściu najbardziej boli portfel… Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
    A co do opowiadania – nie wiem, czy to moja właściwa obserwacja, ale chyba generalnie NB nie jest Twoim ulubionym opkiem, co nie? Jak przynajmniej wynoszę po komentarzach od Ciebie, szczególnie wobec Kukurydzy. A on jest, jakby nie patrzeć, jednym z głównych bohaterów, więc niechęć do niego na pewno definiuje też spojrzenie na całe opowiadanie. Ale co do (nie)rozwijającej się fabuły. Ogólnie rzecz ujmując, zamysł tego opowiadania to romans kuratora z podopiecznym rozwijający się w trakcie okresu kurateli. Chase dostał opiekę na rok, w lipcu, a mamy dopiero październik. Chłopaki znają się więc zaledwie 4 miesiące. To mega krótko. Wiem, że to już 43 rozdział, ale to dlatego, ze opisujemy niemal każdy dzień z ich zycia XD dlatego to nie liczba rozdziałów mówi o czasie, który tam minął. Może się rozdrabniamy i by to logiczniej wyglądało, gdybyśmy pominęły smaczki po drodze, ale one mamy wrażenie, że budują osobowość postaci i mają swój urok, dlatego tak to rozciągamy. Na pewno inaczej byś na to patrzyła, gdybyś przeczytała całość na raz, ale niestety wydajemy rozdziałami XD W każdym razie zapewniam, przełomy będą, ale nie gwałtowne, bo wydaje mi się, że jednak to zawsze się dzieje etapowo i człowiek nawet sam nie zauważa, jak to się stało, że z „hej nieznajomy” zrobiło się „dzień dobry, kochanie”. I jednak potrzebują na to więcej czasu niż niecałe 4 miechy :)
    Niemniej, dzięki za komentarz i mam nadzieję, że poboczne wątki dadzą Ci więcej satysfakcji! :D

  6. MoNoMu pisze:

    Proszę, zrzućcie me słowa na karb niezbyt przyjemnych efektów niezbyt przyjemnej wizyty u dentysty, ale… to pierwszy wasz rozdział, który tylko przejrzałam, a nie przeczytałam od deski do deski. Po prostu mnie nie zaciekawił, a nawet trochę pod*urwił. 43 rodziały o mężczyźnie na poważnym stanowisku, z traumatycznymi przeżyciami z przeszłości, który ani z jednego ani z drugiego nie wyciągnął żadnych wniosków i zachowuje się jak dziwka. Totalnie nie szanuje siebie, pozwalając na to, żeby Chase okazywał mu brak szacunku, nazywając go „kobietą”. Z drugiej strony mamy mało rozgarniętego młotka, który na dodatek nawet przed samym sobą nie przyzna, że jest pedałem. I to może jest ciekawy patent na opowiadanie, gdyby ta dwójka zmieniała podejście do siebie pod wpływem rozwijającej się między nimi relacji. A tu 43 rozdziały i nic. Po prostu fabuła rozwija się tak wolno, z przerwami na seks co 3 rozdział, że właściwie nie wiem, o co kaman i jakie ma być tego wszystkiego meritum.
    Wiem, że w lepszym tonie byłoby napisać, że rozdział świetny itp., ale kocham wasze opowiadania dziewczyny, dlatego napisałam, co mi leży na sercu.
    Pozdrawiam serdecznie!

  7. O. pisze:

    Em to Chase w sumie blisko mieszka, że był tak szybko? :D Czy może zbierał się już podczas rozmowy? Bo tu „chwila” tu „trzy sekundy”, ewentualnie trzeba wielbić nogi Chase, że tak szybko pedałują xD No i dopasowali się ze Cornem – Corn lubi „urozmaicenia” a Chase jest wszystkiego chętny jak dziecko poznające świat xD Aż ciekawi mnie u kogo jako pierwszego wystąpi jakaś granica xD

  8. Kasia pisze:

    Chase w końcu przełamał tą niezręczną atmosferę między nimi. Właściwie to trochę też zasługa Coney :) Ale to że młody przyjechał było naprawdę fajne. Widać między nimi to uczucie, tęsknotę i w ogóle rozczuliłam się na koniec :) Dobrze że Marshall im nie przeszkodził. Ciekawe czy rano będzie konfrontacja. Z jednej strony lubicie zrzucać chłopakom kłopoty na głowę ale może tym razem dacie im odsapnąć? Mogłybyście im dać czas na te eksperymenty, hehe 😄
    Jak poprzednim rozdziałem się raczej zdołowałam to ten zakończyłam z wielkim uśmiechem na twarzy 😆Dzięki dziewczyny i pozdrawiam serdecznie

  9. Levi pisze:

    Końcówka rozwaliła mnie, to było strasznie słodkie i urocze ze strony Chase’a. Milej się człowiekowi robi na serduchu czytając takie sceny.
    I nich większość spraw rozwiązywanych jest przez łóżko. Z jednej dobrze bo mamy gorące sceny do czytania, a z drugiej nie za bardzo bo do tego wszystkiego potrzebną jest jeszcze rozmowa.
    Czekam na ranek i czy jednak będzie konfrontacja z Marshallem czy jednak nie.
    Dużo weny i czasu na wasze wszystkie opowiadania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s