Project Dozen – 71 – Wyoutowany

Trey był dziś trochę zmulony i niewiele bodźców od rana do niego docierało. Dodatkowo myślami był jeszcze przy minionym weekendzie, który niemal w całości spędził z Harper. Dogadywali się świetnie, seks był zajebisty i tylko żałował, że im obojgu zapowiadało się sporo roboty w szkołach.
Nie zwrócił szczególnej uwagi na pełne rozbawienia miny niektórych uczniów, gdy po pierwszych zajęciach szedł do łazienki. Trochę ich nie rozumiał, bo dzień się dopiero zaczynał, lekcji jeszcze miało być wiele i jego zdaniem nie było się z czego cieszyć. Ale zrozumiał te miny, gdy tylko wszedł do kabiny, rozpiął rozporek, a jego wzrok padł na plakat nad spłuczką.
— Co to, kurwa…? — wydusił, czytając drugą informację.
Przy niej, do tekstu, dorysowany był przez kogoś penis z owłosionymi jądrami, z którego tryskała sperma do otwartej, dorysowanej buźki. Jak się domyślał, miała ona wizualizować Tomasa.
— Ja pierdolę — rzucił do siebie i zapomniawszy o rozporku, szybko wybrał numer do swojego współlokatora.
— No hej, stary, co tam? Czegoś zapomniałeś z pokoju? — zapytał Woody, nieświadom tego, co się dzieje.
— Nie. Gdzie jesteś? Już w szkole? Weź zawiń szybko do kibla obok sali 114.
— Co? Ee… właśnie idę dopiero. Co jest? — Woody od razu przybrał inny ton. Zdecydowanie zaniepokojony.
— Ktoś wyoutował Tommy’ego — odparł krótko Trey, patrząc na plakat z niesmakiem.
— Co? — Woody zaklął i słychać było po jego oddechu, że musiał przyspieszyć. — Jak to, kurwa? Okej, czekaj, cholera jasna, już tam biegnę.
— Okej, czekam.
Trey rozłączył się i szybko skorzystał z WC, nim wyszedł z kabiny, żeby jeszcze umyć ręce. Akurat zdążył je wysuszyć, gdy Woody wpadł do łazienki. Wyglądał na zdenerwowanego. Do tego miał wypieki przez to, że tu biegł.
— Skąd wiesz? — spytał Treya od razu.
Chłopak wykrzywił usta, podszedł do kabiny i w milczeniu wymownie ją otworzył. Od razu oczom Woody’ego ukazał się duży plakat nad toaletą.
Skrzywił się, widząc go, przeczytał na szybko i od razu zerwał.
— W każdej, kurwa, kabinie to jest? — spytał ostro. Rzadko tak klął, przez co teraz tylko podkreślał swoje zdenerwowanie.
Trey zajrzał do sąsiednich kabin i z nich również zdjął plakaty.
— Zakład, że są nie tylko w tym kiblu? — rzucił z grymasem. — Co się, kurwa, dzieje w budzie w tym roku? Tommy dzisiaj ma na którą?
— Tak jak ty, już miał jedne zajęcia — wyjaśnił jego kumpel, a do łazienki wszedł jakiś uczeń. Popatrzył na nich podejrzliwie, widząc, jak stoją na środku z garścią papierów w dłoniach. — Idę go znaleźć. Pozrywaj, ile się da — rzucił do Treya i na razie olewając swoje zajęcia, pobiegł pod salę Tomasa. Tam powinien nadal być jego chłopak.
Trochę czasu zajęło mu przedarcie się przez korytarze pełne uczniów. A już w trakcie tej gonitwy spostrzegł, że wieść zaczęła się rozprzestrzeniać. Słyszał głosy pełne niedowierzania, ale i takie, w których pobrzmiewało mnóstwo drwiny i rozbawienia.
Klasa matematyczna była otwarta na oścież, a w środku znajdowały się osoby, które za jakieś dziesięć minut miały mieć kolejną geometrię. Był też Tomas, który zajmował jednoosobową ławkę przy oknie i mimo że było kilka osób, które wskazywały na niego i ewidentnie o nim rozmawiały, patrzył w swój zeszyt i rozwiązywał coś w wielkim skupieniu.
Woody, nie bacząc na nikogo, wszedł do środka i stanął przed nim. Położył dłonie na jego ławce i pochylił się.
— Tomas, musimy porozmawiać — zakomunikował, czując, jak i na niego padają ciekawskie spojrzenia. Wiedział, co sobie jego koledzy myślą, ale miał to w poważaniu, już wyobrażając sobie atak paniki, jaki zaraz może ogarnąć jego chłopaka.
Ten uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się szczerze.
— O, czołem.
Woody nie miał powodów, żeby się uśmiechać.
— W kiblach w szkole powiesili plakaty, gdzie piszą, że jesteś krypto — przeszedł od razu do rzeczy i miał tylko nadzieję, że Tomas zachowa się dość spokojnie, żeby to obrócić co najwyżej w pomówienie, chociaż obaj wiedzieli, że tak nie jest.
Z początku Tomas najzwyczajniej w świecie pobladł. Wyglądał, jakby zobaczył ducha, a przy tym był sam w jakimś cholernym zamczysku na zadupiu, na którym nikt mu nie pomoże. A potem nagle się poderwał, aż głośno szurając krzesłem.
— Jak to…?! — wydusił z paniką w głosie.
— Nie wiem, co ktoś sobie wymyślił. Ktoś musi sobie głupie żarty robić, ale nie wiedziałem, czy wiesz — odparł Woody też głośniej, żeby słychać było, co mówi. Szeptanie teraz mogło tylko wszystkich upewnić, że to prawda.
— Kuźwa! Jaka chamówka, ja pierniczę! — jęknął Tomas, rozglądając się z przestrachem. Właściwie już nikt w klasie nie krył się z podsłuchiwaniem ich. — To jest w każdym kiblu? — dopytał, już ruszając do wyjścia z sali.
— Tak, chodź, trzeba to ogarnąć. Kto takie bzdury wypisuje? — Woody mówił normalnym, nabuzowanym głosem, bo taki w tej chwili był. Ale mówił przy tym wszystko, w co ktoś może jakimś cudem uwierzy.
Tomas zerknął na niego i pokiwał głową twierdząco, w duchu cholernie wdzięczny swojemu chłopakowi. Ale nadzieja, że wszystko będzie dobrze, znów została zachwiana, gdy tylko wyszedł na korytarz i usłyszał:
— Ej, Tom! Ty serio ciągniesz Foxowi?!
Obejrzał się i jak chwilę temu był blady, tak teraz zrobił się czerwony jak burak.
— Chyba ty!
Woody też odwrócił się do natręta i spojrzał na niego wyzywająco.
— A jak tak, to co? Masz z tym problem? Boli cię, że ty nie możesz, czy nawet nie masz szans na żadną cipkę, to się dopierdalasz? — odparł butnie, bo jednocześnie cała ta homofobia, jak i strach Tomasa przed tym, kim jest, irytowały go i teraz tworzyły niebezpieczną, wybuchową mieszankę.
Ich słowny napastnik tylko zaśmiał się z głupim rozbawieniem, a Tomas pociągnął swojego chłopaka za ramię, dalej w stronę toalet.
— Chodź, Woody… Nie angażuj się — mruknął, nie chcąc, żeby jego chłopak też oberwał rykoszetem. Chciał, żeby te plotki nagle ucichły, żeby może sprawca wyszedł na środek korytarza i powiedział, że to wszystko było głupim żartem.
Woody nie przejął się śmiechem i tylko pokręcił głową, patrząc z politowaniem na tych nie wiadomo z czego rozbawionych uczniów. Zgodził się jednak z Tomasem i poszedł z nim do najbliższej łazienki.
Tam wreszcie Tomas mógł zobaczyć, o co chodziło z tym wyoutowaniem. I jak zauważył, wszystko zaczęło się od jego rozmów z Julesem. A przecież z tyloma uczniami rozmawiał Jules! Nie tylko z nim. Dlaczego to jego ktoś wziął na celownik?
— Jak to się stało? No kurwa… — jęknął, trzymając w rękach plakat. Był przerażony. Bał się, że stanie się pośmiewiskiem w szkole oraz że zaraz dowie się też jego rodzina. Umarłby ze wstydu.
— Nie mam pojęcia. Trey mi o tym powiedział, ale założę się, że to jest zadanie. Bo co innego? — odparł Woody, zostawiając Tomasa na środku łazienki, samemu chodząc od kabiny do kabiny, żeby zerwać plakaty.
— Pewnie tak… Kurwa. — Tomas, jak rzadko, klął dalej. Przy okazji otarł łzy, które pojawiły mu się w oczach. Był przerażony. A żeby tego było mało, właśnie rozbrzmiał dzwonek na lekcję.
Woody nie wybiegł, żeby pójść na swoje zajęcia. Wyszedł z ostatniej kabiny i stanął przy swoim chłopaku. Potarł wierzchem dłoni jego policzek, kiedy już wyrzucił wszystkie plakaty.
— Chodź stąd. Zaprowadzę cię do psychologa, trzeba to załatwić szybko. Chodź, nie panikuj. — Klepnął go mocno w ramię i z racji, że byli sami w łazience, krótko go cmoknął w usta. — Już, głowa do góry.
— Ale to w ogóle niczyja sprawa… Czemu ktoś w ogóle jest takim dupkiem? — jęknął cicho Tomas, idąc za nim z przekrwionymi oczami. Było mu tak… źle. Nie miał jednak zamiaru iść do sali i skupiać się na geometrii. Nic by z tego nie wyszło. Nawet nieważne było teraz, że został tam jego plecak.
Drugi chłopak obejrzał się na niego, kiedy już szli pustym korytarzem, ignorując fakt, że mieli właśnie lekcje. Pan Craig powinien jakoś to załagodzić. Przynajmniej taką Woody miał nadzieję.
— Trochę tak, ale wiesz, na co się pisaliśmy. I spokojnie, mówię ci, Tommy, to tylko plotka. Nikt nie ma dowodów. Do tego… Jules nie pisał do ciebie czy coś? — spytał, już widząc na końcu korytarza drzwi do gabinetu psychologa.
Tomas wzruszył ramionami i szybko spojrzał na ekran telefonu. Komórkę na szczęście zawsze nosił w spodniach.
— O… Pisał.
— Co? — spytał Woody, a Tomas przeczytał na ekranie, że jego były napisał do niego więcej niż jedną wiadomość.
„Tomas, jest problem. Ktoś z projektu właśnie cię wyoutował. Widziałem plakaty. Są też na fejsie.”
„Nie panikuj. Albo im się postaw, albo wszystkiego wyprzyj. Nie będę się z tobą widział, żeby tego nie podgrzewać, ale odpisz, jak będziesz mógł. Możesz liczyć na moją pomoc.”
„Tommy, zaczynam się niepokoić. Odpisz mi albo zadzwoń.”
— Martwi się. Nie będzie się ze mną widział, ale pyta, jak tam — odpowiedział Tomas, przystając na chwilę. Jakoś tak znów miło mu się zrobiło, że Jules go wspierał. To było naprawdę pomocne.
Odpisał szybko: „Dzięki :* Na razie idę do psychologa. To było mega podłe, a ja nie wiem jeszcze, co mam robić :( Ale dzięki wielkie. Mega doceniam. Jesteś super, Jules”.
— To spoko. Dobrze myśli. Chodź, pogadasz z nim może, jak będziemy u Craiga — odparł Woody i zapukał do gabinetu szkolnego psychologa.
Gdy usłyszeli pozwolenie, weszli do środka. Tomas czuł się mocno skrępowany, ale cieszył się, że ma obok siebie Woody’ego. Ten przecież wcale nie musiał tu z nim być. W końcu też miał zajęcia.
— Dzień dobry — przywitał się z psychologiem.
— Dzień dobry. Przychodzimy z pewnym problemem — zaczął Woody, gdy już zamknął za nimi drzwi. — W szkole pojawiły się plakaty z… — Spojrzał na Tomasa. Nie był pewien, jak ten chce to przedstawić. — Ktoś powiesił plakaty w łazienkach, na których są jakieś plotki o Judzie, ale też o Tomasie.
— Takie… — dodał Tomas i podszedł do czarnoskórego mężczyzny za biurkiem. Pokazał mu plakat, który zerwał w toalecie.
Foster Craig wstał i wziął od niego kartkę papieru. Przeczytał uważnie całą treść i popatrzył na swoich gości.
— Więc mówicie, że takich jest więcej? — spytał, a Woody pokiwał głową.
— Są w całej szkole, w toaletach. Może bym poszedł je zerwać. Niby mam teraz lekcje, ale to nie powinno nigdzie wisieć.
— Mhm, tak zrób. Wytłumaczę to nauczycielowi. Tylko powiedz mi, jakie masz teraz zajęcia, to się tym później zajmę — odparł Foster.
— Fizykę w 159 — odparł Woody i jeszcze podziękował psychologowi.
Klepnął Tomasa z krótkim „to lecę” i wyszedł z gabinetu, zostawiając swojego chłopaka w dobrych rękach. A Foster poczekał chwilę i skinął na gościa.
— Usiądziesz? — zaproponował.
Tomas pociągnął troczki od swojej bluzy i usiadł na fotelu przed mężczyzną. Cały czas zastanawiał się, co teraz myślą wszyscy uczniowie, którzy to widzieli. Bogowie… musiał zablokować swoją tablicę na fejsie!
Psycholog chwilę na niego patrzył. Jeśli tu był i był tak przybity, to raczej domyślał się, co dzieje się w jego głowie.
— Tomas — zwrócił się do niego, chociaż wcześniej nie mieli okazji się poznać. — Ktoś wyrządził ci krzywdę i jest to okropne. Jednak jeśli tylko prawdą jest to, co tu zostało napisane, to nie masz powodu się tego wstydzić.
— Ja się nie wstydzę… — mruknął Tomas, nie patrząc na psychologa, tylko na plakat, który teraz leżał na biurku. — Ja tylko nie chcę, żeby oni jakoś reagowali… tak jakoś źle.
— Zawsze będą ludzie, którzy będą reagowali źle. Na to, że mam ciemną skórę, nadal źle ktoś reaguje. Ale z tego powodu nie można się tego obawiać — mówił Foster, a do Tomasa przyszła wiadomość na telefon. — Bo też zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie cię wspierał. Jak twój kolega.
— Woody to mój… my jesteśmy razem — wyjaśnił nastolatek, nie sięgając po telefon, ale już się bał, czy to może nie jego rodzina do niego pisze. — A z Julesem… no… spotykałem się kiedyś. I też mnie wspiera, ale ja wiem, że nawet jak to wszystko oleję, to wcale to nie będzie prostsze. Bo tutaj są tylko znajomi, ale nie da się olewać tego, jak reaguje rodzina.
— A głównie obawiasz się, że rodzina będzie miała problem z twoją orientacją? — Craig starał się zrozumieć i jednocześnie myślał, jaki przypadek zrządził, że rozwiązywał tyle problemów z seksualnością w ostatnim czasie.
— Mhm… Oni są bardzo konserwatywni. To znaczy… Może nie do końca, ale zawsze martwią się, co inni powiedzą. — Tomas skrzywił się z bólem.
— Jeśli chcesz, żebym ci jakoś pomógł w rozmowie z nimi, to wiesz, że od tego jestem. W ogóle, na spokojnie chcę, żebyśmy do tego, co się wydarzyło, podeszli. Uważam, że… Tomas, nie wiem, czy jesteś do tego przygotowany, ale to stwarza okazję, żeby zmierzyć się z tym strachem. — Craig wstał zza biurka, zastanawiając się, jak jeszcze powinien wesprzeć chłopaka i jak ułatwić jego rodzicom przyjęcie tej informacji.
Tomas pokiwał głową na potwierdzenie i potarł o siebie dłonie.
— Mhm, moglibyśmy… Jeśli by pan miał czasem no… czas dla mnie.
— Oczywiście. — Foster oparł się pośladkami o swoje biurko, ale już tak, żeby to nie dzieliło go od Tomasa, który siedział przed nim. — Pomogę ci, jeśli będziesz chciał porozmawiać z rodzicami, jak i będę dla ciebie, jeśli cokolwiek będzie się działo tu, w szkole. Musisz tylko pamiętać, że to, jaki jesteś, jest całkiem normalne. Nie musisz się przed tym bronić.
— Ja wiem… Ja już się akceptuję, ale dużo ludzi tego nie rozumie. A w ogóle… są kamery w łazienkach? — dopytał nagle z nadzieją.
— Z tego co wiem, nie powinno być. To jednak dość prywatne miejsca. — Foster zdziwił się pytaniem, ale nie zdążył zadać swojego, bo usłyszeli pukanie i nim ktoś odpowiedział, do środka zajrzał Woody.
— Mogę?
Foster spojrzał na Tomasa. W końcu to była jego decyzja.
— Mhm, tak. — Ten obejrzał się na swojego chłopaka ze słabym uśmiechem.
Woody więc wszedł do środka i wręczył Craigowi spory plik zdartych plakatów.
— To chyba już wszystkie, ale na pewno ktoś zrobił temu zdjęcia — wytłumaczył i spojrzał na Tomasa. — Jules coś jeszcze pisał? I jak w ogóle?
— Okej — odparł Tomas, patrząc na Woody’ego ciepłym spojrzeniem. Chciał go przytulić. Spojrzał jednak szybko zamiast tego na swój telefon. — Mhm, pisał.
„Nie ma problemu. Jude pisał w ogóle na swoim fejsie, że to wszystko kłamstwo i photoshop.”
„To ja też może coś napiszę:/ Nie wiem… Ale od Erika się odwalili po tej fladze, to może ode mnie też się odwalą.” — odpisał szybko.
— Napisał, że Jude pisał, że to ściema — powiedział do pozostałej dwójki.
— Tylko że on zawsze mówił, że jest biseksualny, do tego to faktycznie może nie być prawda, że chodzi z tym swoim współlokatorem — odparł trochę zgaszony Woody. Jednocześnie chciał wspierać Tomasa w tym, co postanowi, z drugiej jednak strony widział jakoś w tym szansę, żeby ten w końcu był sobą.
— Nom, wiem… — odmruknął Tomas i potarł o siebie dłońmi. — Woody, ja… Nie złość się. Ja to muszę tylko przemyśleć — wydusił, czując, że tego wszystkiego dzisiaj jest po prostu za wiele.
— Wiem, spoko, naprawdę. Nie stresuj się tym aż tak. Znaczy, rozumiem cię. Nikt nie chciałby, żeby ktoś go tak wyciągnął na publikę, ale… — Woody westchnął i spojrzał na psychologa.
Ten na razie dyplomatycznie milczał, a telefon znowu poinformował o wiadomości. Tomas szybko przeczytał: „Z czasem w ogóle się od ciebie odwalą. To oni muszą zrozumieć, że nic im do tego, z kim sypiasz, Tommy.”
— Jules napisał, że nikomu nic do tego, z kim sypiam — mruknął, czując się jakoś… przytłoczony. Wiedział, że dla Woody’ego, dla Julesa i pewnie dla pana Craiga zgoda z samym sobą była najważniejsza. Ale dlaczego to musiało być tak niesprawiedliwe, że sam nie mógł zdecydować, kiedy będzie na to gotowy? — Czy ja… mogę dzisiaj nie wracać na lekcje? — zapytał psychologa smutno.
Craig chwilę się zastanowił i w końcu skinął głową.
— Myślę, że tak. Porozmawiam z dyrektorem o tym, żebyś nie miał z tego powodu dodatkowych problemów. Chcesz tu ze mną jeszcze zostać i porozmawiać, czy wrócić do pokoju?
— Muszę wziąć jeszcze swój plecak z sali, bo zostawiłem jak lama… — mruknął Tomas, wstając. Chciał jeszcze na osobności podziękować Woody’emu. — Jakbym mógł wrócić tu za kilka minut?
— Oczywiście — zgodził się psycholog, wiedząc, że będzie musiał zaraz zadzwonić do Marka, żeby mu o tym powiedzieć. Obawiał się, że ten naprawdę w tym roku jeszcze bardziej schudnie przez te stresy.
Chłopcy pożegnali się z psychologiem i wyszli z jego gabinetu. Korytarz wciąż był pusty, bo trwała lekcja, więc nikt na nich nie patrzył, nikt o nich nie rozmawiał, nie wskazywał ich palcami… Tomas więc naraz objął mocno Woody’ego i przytulił.
— Dziękuję — szepnął mu do ucha.
Drugi chłopak odpowiedział na uścisk i lekko pogładził go po plecach.
— Nie ma za co. Mówiłem ci, że będę cię wspierał.
— Jesteś najlepszy, Woody. Powaga. Mam super, mega szczęście.
Chłopak zaśmiał się i pocałował go w policzek.
— Nie ma problemu. Będzie dobrze. Zrobiłbyś dla mnie to samo — odparł i ostrożnie go puścił. — Wracasz potem do psychologa?
— Nom, na chwilę chyba… To nie jest jakieś lamerskie, no nie? Bo w sumie powiedział, że jak coś, to pomoże mi z rodzicami — odpowiedział Tomas z wahaniem i zaśmiał się krótko. Trochę głupio mu było.
Woody jednak nie uważał, żeby było to głupie. Ten facet przecież pracował tu po to, żeby im pomagać.
— O, super. To dobry pomysł.
— Dzięki. Też tak myślę. I sorry, że przeze mnie lekcję ominąłeś. Mogę do ciebie wpaść jakoś… wieczorem dzisiaj albo jutro…?
— Mhm, Trey nie będzie miał przecież z tym problemu. Pisał mi nawet, czy cię znalazłem i czy żyjesz. — Woody zaśmiał się i puścił mu oczko, poprawiając plecak na ramieniu. Zaraz powinna kończyć się kolejna lekcja.
— Wow, poważnie? Super… Muszę mu podziękować. To… no… zgadamy się jakoś. Jeszcze raz dzięki. — Tomas jeszcze wychylił się i cmoknął go w policzek.
— Trzymaj się. Jak coś, pisz, czy dzwoń. — Woody klepnął go w ramię pokrzepiająco, po czym ruszył w stronę swojej klasy.
Miał nadzieję, że Tomas sobie poradzi. Nie był sam, miał w nich wsparcie. Zawsze w jakiś sposób to pomagało, chociaż widział, że teraz miał ze sobą wielki problem. Nie dziwił mu się. Najbardziej wkurzające w tym było to, że nawet w sprawie orientacji seksualnej nie można było samemu zdecydować, czy się chce, by ktoś wiedział, czy nie. Ale cóż… zgodzili się na udział w projekcie. A ewidentnie było to zadanie. Pytanie tylko, kto miał tyle tupetu…

*

Gdy tylko rozbrzmiał dzwonek na koniec lekcji przed pierwszą popołudniu, Patrick poderwał się i pospiesznie ruszył do internatu. Nawet nie kłopotał się lunchem i z pustym żołądkiem zmierzał do swojego pokoju.
Dzisiaj w szkole ewidentnie huczało od nowych plotek. Cody Solt, który odpadł z projektu, ale zachowywał się, jakby jego duma nie została nawet delikatnie naruszona, na którejś przerwie już zrobił wywiad z Judem Wagnerem. Właściwie to Patrick miał wrażenie, że Cody wziął sobie do serca, żeby udowodnić wszystkim, że nie potrzebuje projektu do osiągnięcia sukcesu. Angażował się w gazetkę jeszcze bardziej niż wcześniej, mimo że wciąż nie odzyskał tytułu redaktora naczelnego. Jude z kolei chętnie rozmawiał z Soltem i wyjaśnia, że to wszystko jest kłamstwem. Patrick trochę się przeraził, kiedy usłyszał, jak ten tłumaczył swój wzwód tym, że wszyscy tego dnia w szkole mieli podejrzane erekcje. Tego jakoś przeklęty Jules zapomniał mu zdradzić. W każdym razie miał wrażenie, że znacznie większe poruszenie wywołała druga plotka. Tomas może nie był jakoś szczególnie znany w szkole, ale zwykle inni uczniowie postrzegali go jako typowego, wręcz szablonowego heteryka. Oczywiście ogólnie to wywołało też rozbawienie i wszystko wręcz łudząco przypominało wcześniejszą nagonkę na Erika Turnera, gdy ktoś przypiął tęczową flagę do jego szafki.
Cóż, jego plakaty na pewno wywołały szum w szkole. Temu nie można było zaprzeczyć. Ale niestety nie to było warunkiem zaliczenia zadania. Patrick był pewien, że teraz profesorowie przywiązywali bardzo dużą wagę do szczegółów, bo nie wierzył, że Cody odpadł tylko dlatego, że nie wykonał zadania. Musiał coś przeoczyć, a to oznaczało, że prowadzący dokładnie przyglądali się, czy zadanie jest dobrze wykonane. Czyli… któryś z jego wyciągniętych sekretów musiał być prawdą, żeby zadanie było zaliczone.
Płuca wręcz go bolały, gdy biegł po schodach na górę. Chyba by osiwiał, gdyby miał czekać, aż winda zjedzie na dół, więc używał klatki schodowej. W internacie właściwie było pusto, bo większość uczniów właśnie szła na lunch. On zaś wpadł do swojego pokoju, błogosławiąc los za to, że nie miał współlokatora. Dopadł do swojego laptopa i klął na niego przez to, że włącza się tak wolno. Ale w końcu udało mu się dostać do swojego dzienniczka i zescrollować w dół.
Liczba wykonanych zadań: 2
— Tak! — krzyknął z radością i roześmiał się.
Ulga tak gwałtownie zalała jego ciało, że wręcz zrobiło mu się ciemno przed oczami. Śmiał się jak szaleniec i oddychał głęboko. A gdy zdał sobie sprawę, że w takim razie któryś, albo oba sekrety były prawdziwe, trochę spoważniał i zadumał się. Jude i Tomas… Czyli naprawdę coś któregoś z nich ciągnęło do chłopców…

*****

Dziś dzienniczki uzupełnili:

Tomas Eng – 07.01
Woody Jolene – 07.01
Patrick Bright – 07.01
Jude Wagner – 07.01

9 thoughts on “Project Dozen – 71 – Wyoutowany

  1. Katka pisze:

    O., właśnie tak. W tym przypadku strach przed tym, co mogłoby się wydarzyć przewyższył, a nie było ostatecznie tak źle. Chociaż to wciąż nie jest koniec akcji, więc na pewno Tomcio się spotka z jakimiś niefajnymi komentarzami… Haha, a Foster na pewno sobie poradzi. To nie są pierwszy geje, z którymi ma do czynienia.

  2. O. pisze:

    Strach ma tylko wielkie oczy.. Tomuś się chyba za bardzo ponakręcał, a gdy wyszło jak wyszło to jakoś to przyjął. Choć pewnie gdyby sam miał tak zrobić, to by nie dał rady i za parę lat.. A nasz Psycholożek nie czuje się dziwnie w szkole z gejami? ;D Jeszcze naszego Marka będzie chcieć zdradzić :(

  3. Katka pisze:

    Levi, myślę, że mogłoby być tak, jak spodziewałaś się, że będzie, gdyby to on pierwszy to odkrył i nie doznał od razu żadnego wsparcia. Mógłby zwiać i tworzyć swoje chore teorie tego, co się wydarzy. Ale własnie, był Jules, był Foster i był Woody. Przede wszystkim Woody. Pełne wsparcie go uratowało. Jedynie szkoda w takich sytuacjach, że jednak na świecie są ludzie, którzy w takiej chwili nie mają nikogo i w różnych środowiskach coming out to jednak trudna sprawa. Haha, ale tak, Tomciowi do akceptacji takiej, jak Julesa, mega daleko. Nie wiem, czy dotrze do jego poziomu nawet za kilka lat. Jules ewoluował bardzo szybko XD A co do tego, co piszesz o eksperymencie – tak, tutaj kwestia pokonywania różnych granic jest bardzo istotna. I chyba profesorowie polegają właśnie na tej lichej, jeszcze nie całkiem ukształtowanej moralności swoich obiektów, niż na własnej… Dziękujemy za życzenia! Tobie także życzymy cudownego lata! ;)

  4. Levi pisze:

    Przyznaję się, że w tym rozdziale Tom mnie trochę zaskoczył. Myślałam, że jakoś mocniej to przeżyje. Jakiś atak paniki, czy usilne zaprzeczanie wszystkiemu przed każdym, ucieczka ze szkoły do akademika, albo coś w ten deseń. Jednak cieszę się, że się pomyliłam. Dużą rolę w całej tej sytuacji odegrał zarówno Jules, Foster, ale przede wszystkim Woody, który jest dużym wsparciem dla Toma. On do tego wszystkiego podchodzi na luzie, wszystko mu jedno czy ludzie się o nim dowiedzą czy nie, i dlatego będzie stał murem za Tomkiem. W tym rozdziale było też dość spokojnie, bo to wszystko działo się pod koniec przerwy, w szkole. Nie było żadnej większej konfrontacji między Tomem a innymi uczniami. Takie bezpośrednie starcie gdy będzie sam może być dla niego bolesne, choć i tak teraz mniej bolesne niż gdyby to wszystko działo się na początku opowiadania. Tom powoli dojrzewa, staje się mądrzejszy i bardziej siebie akceptuję, choć do akceptacji i wyzwolenia na poziomie Julesa to mu jeszcze daaaaaaleko XD
    Nie ma wątpliwości, że profesorowie sprawdzają jak daleko w tak młodym wieku są w stanie posunąć się nastolatkowie aby osiągnąć swój cel. Gdzie są granice ich moralności, w którym momencie zaczną się zastanawiać nad właściwością swojego postępowania, i w którym momencie przestaną wykonywać ich zadania, kiedy zaczną zastanawiać się co tu tak naprawdę się gdzieje i kiedy pora powiedzieć stop.
    Udanego i słonecznego lata pełnego natchnienia i czasu oraz chęci na pisanie ^.^
    PS. U mnie właśnie pada :(

  5. Katka pisze:

    Omega, na pewno by było tak, jak piszesz. Gdyby Tomas był w tym sam, byłoby mu baaardzo trudno. Tego się obawia. Takiego ostracyzmu, ale może właśnie to wsparcie sprawi, że zupełnie inaczej będzie patrzył na bycie otwartym gejem. Ale tak, teraz jeszcze Colin jest zagadką. Zobaczymy, czy nie urodzi się z tego jednak jakaś katastrofa…
    Dziękujeeemy i Tobie też życzymy cudnych wakacji!

    Renka, z tym szkłem mogłoby być różnie, bo jednak w takim przypadku Patrick miałby pewność, że swoim działaniem wyrządzi komuś krzywdę. A przy tym, co teraz zrobił, tej pewności nie było i zawsze mógłby sobie wytłumaczyć, ze przecież nie wiedział, że tak się stanie, ze nie umiał ocenić, jak bardzo Tomas źle to przyjmie itd. Ale absolutnie nie neguję tego, co mówisz o jego egoizmie. Ogólnie… no stara się dość mocno „za wszelką cenę” dojść do celu. Baaardzo dziękujemy za komentarz!

    Luana, masz rację, w większości sytuacji okazuje się, że to strach był gorszy niż samo wydarzenie, którego się tak człowiek bał. Tomas spodziewał się wielkiego odrzucenia, a jednak już na dzień dobry miał niezłe wsparcie. Może to faktycznie pchnie go do tego, żeby być otwartym :) Pozdrawiamy!

    MoNoMu, a widzisz, wcale tak nie schizował, jak można by się było spodziewać! ;) Pewnie to wszystko dzięki ogólnemu wsparciu, bo mogłoby być zupeeełnie inaczej, gdyby to on pierwszy odkrył te plakaty. Wtedy to by była panika. Profesorowie faktycznie patrzą, ale… no cóż, chyba już każdy i tak wiedział, że jest gejem.

  6. MoNoMu pisze:

    Tomek schizował znacznie mniej niż się spodziewałam. Myślałam, że będzie sikał po nogach albo wyskoczy przez okno z klasy… (zawiodłam się xD). I jeszcze tak łatwo przyznał się psychologowi, że te plotki to prawda. Więc nie ma aż takiej spiny, jakiej się spodziewałam po jego wcześniejszych wypowiedziach o byciu out. A całowanie się z Woody’iem na korytarzu to już powiewa naiwnością. Przecież zawsze ktoś mógł się spóźnić na lekcje, iść do kibla albo specjalnie na niego czekać, żeby mu cyknąć fotę. No i Wielki Brat, czy bardziej Wielcy Profesorowie patrzą.

  7. Luana pisze:

    Cieszę się, że to wyszło na jaw. Mam nadzieję, że Tommy pociągnie to dalej i już nie będzie się ukrywał. Poradzi sobie nawet z rodziną. Może nie będzie tak jak jemu się wydaje. W wielu przypadkach strach ma wielkie oczy. Poza tym ma wsparcie, co jest bardzo ważne w trudnych chwilach i wierzę w niego. :)
    Pozdrawiam.

  8. Renka pisze:

    Co poniektórym (tak Patrick, na ciebie patrzę) zaczyna z lekka odwalać i trochę mnie to szczerze mówiąc niepokoi. No bo popatrzcie, gdyby Tomas nie miał przy sobie Woody’ego albo był wciąż niepogodzony ze swoją orientacją, to jest pewne prawdopodobieństwo, że popadłby w depresję albo spróbowałby sobie coś zrobić (albo jedno i drugie). Tak więc było to zadanie, które stawiało zdrowie psychiczne i fizyczne Tomasa pod znakiem zapytania, co Patricka w ogóle nie obeszło. A to oznacza, że gdyby jego następne zadanie polegało na zrobieniu komuś krzywdy w sensie fizycznym, na przykład poprzez wsypanie komuś szkła do butów, to chyba nie miałby przed tym dużych oporów.

    Takie tam tylko rozważania.

    A rozdział naprawdę ekstra, nie mogę się doczekać dalszego ciągu. 😊

  9. Omega pisze:

    Mam ochotę przytulić Tomasa, uspokoić go trochę i jak kot syczeć na każdego, kto spróbuje się zaśmiać. Cóż, dobrze, że Tommy nie jest sam i wiele osób go wspiera, bo gdyby musiał to przetrwać w pojedynkę, to z pewnością by się załamał i przez długi czas nie wychodził z pokoju… Mam nadzieję, że Colin okaże się w porządku, bo jednak dzielą ze sobą pokój i byłoby nieprzyjemnie jakby ten starał się jakoś mu dopiec przez jego orientację… Choć wtedy zawsze może zamieszkać w łóżku Woody’ego xD (taki tam żarcik, choć nie miałabym nic przeciwko, gdyby chciał się uspokoić w jego objęciach :3)
    Ech… teraz zamiast 9 to 12 dni będę musiała czekać, ale dla takich cudeniek warto :D
    Jak zwykle weny wam życzę, no i oczywiście udanych wakacji ♥

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s