Across The Cursed Lands III – 19 – Chwila uniesienia

Było już po zmroku, gdy dojechali do małego miasteczka o wdzięcznej nazwie Suggar Valley. Można było podejrzewać, że w tak niedużym mieście wcale wielu mieszkańców nie będzie. Jednak na jego obrzeżach, gdzie miał odbyć się turniej walk kogutów, zebrało się bardzo dużo ludzi. Malvin podejrzewał, że częścią byli przyjezdni. We Frankfort wiele słyszało się o tym turnieju i hazardzie, jaki ma mu towarzyszyć, zatem na pewno wielu przyjechało tu dla pieniędzy. On sam był tu z ciekawości, czy rzeczywiście plotki o mutacjach się sprawdzą. I z każdą minutą, w której towarzyszyła mu dwójka mężczyzn, utwierdzał się w przekonaniu, że było to dobrym pomysłem. Isaac Hamilton może nie był szczególnie miłym człowiekiem, za to Eddie Hill niezwykle miłym rozmówcą. Coraz mniej Malvinowi chciało się wracać do Gerry’ego.
— Jeszcze godzina — poinformował dwójkę towarzyszy, gdy zaciągnął języka wśród tłumu gromadzącego się wokół drewnianej, okrągłej konstrukcji stanowiącej ogrodzenie dla koguciego ringu.
Wokół kręcili się już mężczyźni zbierający zakłady, ktoś przygotowywał tablicę, na której miały być zapisane walczące koguty, a ktoś inny rozpalał coraz więcej pochodni wokół, żeby wszystko było dobrze widoczne.
— Stawiasz na kogoś, Hamilton? — zapytał Eddie ich najmniej towarzyskiego kompana, który wręcz emanował brakiem chęci bycia tu z nimi. Dla kowala za to, jak nie lubił takich imprez, tak towarzystwo Malvina było dużo milsze niż Isaaka.
— Hm… — Ten zamyślił się, zerkając na tę głośną zgraję, chociaż z drugiej strony, skoro samo oglądanie walczących ptaków go nie interesowało, to mógł zaczerpnąć rozrywki z hazardu. — Myślę, że na coś się skuszę, ale na razie nie widziałem żadnego koguta.
— Tak, bo dopiero się z nimi zjeżdżają. Tam są już niektóre klatki, widzicie? — Malvin wskazał na czwórkę brodatych mężczyzn śmiejących się i rozmawiających przy zasłoniętych płatami materiału konstrukcjach, które zapewne były klatkami. — Dopytywałem o te mutacje. Podobno były wymagania, żeby ptaki mimo mutacji wciąż były nielotami i nie przekraczały półtorej razu większej wagi od zwykłego, dorosłego koguta.
— Czyli jednak mają jakieś wymagania. A jak one mutują? Wyrasta im trzecie oko? — Eddie zaciekawił się, samemu rozglądając się po tym tłumie. Nie był towarzyskim człowiekiem, ale od czasu do czasu mógł znaleźć się w takim miejscu. — I w ogóle — zwrócił się do Malvina — musimy znaleźć jakieś miejsce dla siebie.
Szaro-niebieskie oczy Malvina wpatrzyły się w niego, a usta lekko rozchyliły, gdy naraz zastygł i zapomniał o otaczających ich tłumie.
— T… tak?
— Mhm, żeby sprawdzić, jak się siłujesz — odparł Eddie kompletnie niewinnie.
Isaac popatrzył na nich z politowaniem i oznajmiwszy, że w tym czasie pójdzie dopytać o zasady obstawiania, zostawił ich samych. Malvin więc rozejrzał się i wskazał placyk ze studnią na środku, od którego odchodziło kilka uliczek i które teraz były całkowicie puste, bo mieszkańcy skupili się wokół ringu.
— Może tam się przejdziemy? Powinien się znaleźć jakiś kąt i może skrzynka? — zasugerował z uśmiechem. Był ciekaw siły kowala.
— Nie chcesz mieć świadków swojej porażki? — zapytał Eddie, idąc za Malvinem we wskazanym kierunku. Przy okazji dla zgrywy uszczypnął go w bok.
Mężczyzna roześmiał się i wsunął dłonie w kieszenie swoich wąskich spodni.
— Od razu zakładasz, że cię nie pokonam, a jednak uwierz mi, mój drogi kowalu, że ze zwierzakami często się nasiłuję. Nie mówiąc o noszeniu skrzyń z paszą — odpowiedział ze śmiechem, odbijając od studni w prawo, w uliczkę ze sklepikami, na której spodziewał się jakichś kartonów czy pudeł.
— No tak, zawsze mogę dać ci wygrać — odparł Eddie, idąc za nim i pozwalając sobie na zlustrowanie spojrzeniem jego pleców i tyłka. Całkiem podobało mu się to, co widzi. A rzadko było widać tak dobrze męskie kształty w ubraniu, bo przecież mężczyźni ubierali szersze i luźniejsze odzienie. Malvin najwyraźniej jednak z jakiegoś powodu lubował się w takich, które przylegały do jego ciała.
— Nawet nie próbuj — ostrzegł go traper, oglądając się na niego, gdy dotarli do sterty skrzynek. Przemieścił kilka tak, żeby zrobić siedzenia i stolik, choć było tu bardzo ciemno i niewiele widział.
— Nie? Ubodłoby cię to w dumę? — spytał Eddie i jeszcze zabrał dużą deskę, która zapewne służyła jako pochylnia i zrobił z niej i skrzyń stół dla ich małego zakładu. — I ciemno tu, jakbyśmy niemal robili coś nielegalnego.
— A zamierzamy się tylko niewinnie zabawić. — Malvin posłał mu kolejny wesoły uśmiech i usiadł okrakiem na jednej skrzynek.
Położył łokieć na ich prowizorycznym stoliczku i rozłożył palce lewej dłoni, czekając na swojego rywala. Żałował, że go dobrze nie widzi. Ten zaśmiał się pod nosem i usiadł naprzeciwko. Oparł łokieć lewej ręki na ich stoliku. Chwycił dłoń Malvina i uśmiechnął się do niego, zaciskając palce. Drugi mężczyzna objął jego dłoń palcami i poprawił się, wyczuwając, jak najłatwiej będzie mu zawalczyć o swoją wygraną. Przy okazji ucieszył się z tego, że mimo chłodnego powietrza dłoń Eddiego była ciepła. I… duża.
— Masz je wielkie jak placki! — zauważył z rozbawieniem, widząc, jak większa jest ta ręka od jego.
— Ale silniejsza niż placek — odparł Eddie żartem. — Zobaczysz, że nie dasz rady — dodał i popatrzył mu w oczy. — Na trzy — dodał i zaczął liczyć.
Malvin spoważniał i zebrał wszystkie siły, a gdy rozbrzmiało „trzy!”, zacisnął zęby i ścisnął mocniej dłoń kowala. Aż sapnął głośno, kiedy ta tylko drgnęła, gdy całą siłą spróbował pchnąć ją na prawą stronę.
— Oż do stu diabłów tasmańskich…! — wydusił z wysiłkiem i śmiechem.
Eddie uniósł wyżej brwi i sam nie napierał za bardzo, tylko trzymał swoją dłoń w miejscu. Mocno i stanowczo. Chciał zobaczyć trochę wysiłku na tej pociągłej twarzy.
Widział teraz zupełnie inną mimikę niż wtedy, gdy Malvin w rozmowie cały czas się uśmiechał. Teraz był skupiony. Jego brwi ściągały się z wysiłku, a te jasne oczy mrużyły mocno. Nie widział jednak dodatkowych rumieńców na gładkich policzkach mężczyzny, bo było na to za ciemno, ale na pewno dobrze mu się obserwowało jego usta. Zaciskały się mocno, by co jakiś czas łapać krótkie, głośne oddechy.
— Kurcze, Eddie…! No daj spokój, aż tak?! — Malvin zaśmiał się z wysiłkiem i spróbował mocniej naprzeć na tę rękę.
Kowal uśmiechnął się do niego ciepło.
— Aż tak — odparł łagodnie i bez zmarszczenia się pchnął jego dłoń w swoją stronę, tak że Malvinowi było trudniej. — Może chcesz pomóc sobie drugą?
— Nie, nie ma mowy. To ma być czysta walka — wydusił traper, trzymając się drugą ręką skraju skrzyni, by nie dać się pokonać. Bo już widział, że samo utrzymanie ręki w pionie jest trudne. A do tego to gorąco bijące od dłoni kowala…
— Dobrze, to może tak? — Ten znowu wyprostował ich dłonie, żeby Malvin jeszcze raz mógł spróbować naprzeć na jego dłoń i go pokonać. Jego praca zdecydowanie wymagała większej siły i było to czuć.
Traper spojrzał na niego ponad ich mocno ściśniętymi dłońmi i znów roześmiał się krótko.
— Bawisz się ze mną, draniu.
— Może trochę. — Eddie wzruszył ramionami i kiedy patrzył Malvinowi w oczy, w końcu jednym mocnym ruchem powalił jego dłoń.
Malvin jęknął i od razu pomasował sobie ramię, które było teraz wręcz obolałe od tego dużego i nagłego wysiłku. Po tym sięgnął do swojej bransoletki z kłem szakeldasta, odwiązał ją i podał pond stolikiem swojemu rywalowi.
— Należy ci się.
Kowal przyjął swoją wygraną i kiedy zobaczył, że rzemyk, na którym wisiał kieł, jest długi, bo był zawiązany na kilka razy na przegubie mężczyzny, znowu wyciągnął dłoń do Malvina.
— Zawiążesz mi na szyi?
Traper od razu się uśmiechał, jakoś poruszony tym, że mężczyzna chciał mieć to na szyi. Przytaknął, wstał i zabrawszy wisiorek, obszedł siedzącego kowala.
— Podoba ci się? — zapytał, stojąc za jego plecami. Odchylił mu trochę kołnierz jego skórzanej kurtki i zawiązał rzemyk.
— Mhm… Jest ładny. Jeszcze ktoś pomyśli, że sam upolowałem takie zwierzę — odparł mężczyzna, trzymając kieł między palcami swojej dużej dłoni.
Malvin uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu.
— Z taką parą w rękach? Może nawet miałbyś szanse z jednym osobnikiem, chociaż niestety są to stadne zwierzęta. Zdecydowanie łatwiej polować na te, które są same, a wokół nie ma żadnych innych drapieżników.
— Ty jak tego upolowałeś? — spytał Eddie i nie popędził go, żeby zabrał swoje dłonie z jego ramion.
— To jest dość długa historia, więc mówiąc bardzo skrótowo… — zaczął Malvin, patrząc na jego ramiona. Chciałby móc się do nich przytulić. W domu było mu tak samotnie… Wiedział jednak, że może sobie teraz pozwolić tylko na masaż, więc ścisnął jego mięśnie z wyczuciem. — Kiedyś odbywałem krótką podróż z pewnym Indianinem. Nauczył mnie posługiwania się łukiem i udało mi się podczas szaleńczej pogoni ustrzelić szakeldasta. Musieliśmy uciec i się oddalić, więc dopiero kiedy już bezpieczni zawróciliśmy w tamto miejsce, mogłem wziąć swoje małe trofeum.
Eddie zamruczał nisko, czując, jak jego ramiona są masowane. Chyba nigdy nikt nie zrobił mu masażu. Pomijając pijane kobiety w barach, które chciały się do niego dostawić. Ale to było lepsze, czuł, że jego ciało naprawdę jest uciskane.
— I tak, niezłe trofeum. A ja ci je tak zabieram — odparł swoim niskim, spokojnym głosem.
— Jest mi naprawdę bardzo miło, że mogłem ci go oddać, Eddie — zapewnił go Malvin i ścisnął jeszcze jego lekko napiętą szyję. — Nie kosztowało cię to wiele wysiłku, hm? — dopytał ze śmiechem. Sam wciąż czuł napięcie w swojej lewej ręce.
— Mówiłem, w Kansas City nikt ze mną nie wygrał — odparł Eddie i spojrzał na niego do tyłu. — Ale… zdradź mi. O co byś mnie poprosił, gdybyś jednak wygrał?
Malvin uśmiechnął się szeroko i odpowiedział z rozbrajającą szczerością:
— Żebyś to ty zrobił mi masaż tymi swoimi silnymi łapskami.
— Tak?
— Mhm — przytaknął traper i ostatni raz go ścisnąwszy, z niechęcią cofnął dłonie.
— Wiesz…. mogę nawet bez wygranej to zrobić. Nie masz żony, która mogłaby mnie wyręczyć. — Eddie zaśmiał się.
Malvin wciągnął nisko powietrze i przytaknął. Zdjął kapelusz i przeczesał włosy palcami.
— Nie mam. Ty też nie masz?
— Nie — odparł prosto Eddie i chwilę się zastanowił nad tym, czy powinien to mówić. — Ale masz chociaż dobrego przyjaciela w domu.
— Gerry jest… — zaczął Malvin i urwał. Cofnął się jeszcze o krok pod drewnianą ścianę długiego budynku i przesunął palcem po rondzie trzymanego kapelusza, zapatrując się na niego. — Pomaga mi tylko w niektórych sprawach. Nie jesteśmy tak blisko. Więc… — uśmiechnął się, jakby trochę bardziej smutno — czasem brakuje mi kogoś, kto po prostu z dobrej woli rozmasuje mi ramiona po pracy ze zwierzakami.
Eddie odwrócił się do niego i znowu chwilę badał go spojrzeniem. Malvin miał coś w sobie, że chciało się objąć go ramieniem. I chociaż znał go krótko, to wydawał się przy tym kimś pozbawionym zawiści oraz złych intencji. Do tego, jaką miał gwarancję, że jeszcze kiedyś go zobaczy? Żadnej.
— Tylko ramiona? — spytał więc i stanął przed nim.
W ciemnościach widział tylko zarys sylwetki Malvina i bardzo słabo jego twarz. Zobaczył jednak, że ten wstrzymał powietrze w płucach, jakby to, że stali tak blisko siebie, przyprawiło go o nieoczekiwane emocje.
— Może też plecy… — powiedział z napięciem i uśmiechnął się krótko. — Naprawdę to zrobisz? Mam więc się odwrócić? — szepnął na koniec, jakby było to bardzo niemoralne pytanie i gdyby ktoś je usłyszał, mieliby kłopoty.
— Przyjechaliśmy tu, zaniepokoiliśmy wieściami o niebezpieczeństwie… Myślę, że chociaż ja winien ci jestem… żeby trochę cię rozluźnić, skoro w domu jednak tego nie masz — odpowiedział Eddie, czując przyjemne podekscytowanie, kiedy był tak blisko Malvina. Ten mógł w sekundę znaleźć się na jego łasce, jeśli tylko by go chwycił.
— Jesteś za dobry…
Malvin uśmiechnął się do niego lekko i rzuciwszy swój kapelusz na stolik ze skrzyń… odwrócił się tyłem do Eddiego. I dopiero teraz wypuścił całe powietrze z płuc, patrząc na deski przed oczami. Czuł za sobą tego dużego mężczyznę i było mu od tego gorąco. A ten zaraz położył mu dłonie na ramionach. Od razu je potarł i ścisnął parę razy. Czuł przy tym, jak ciało jest pod jego palcami napięte.
— Rozluźnij się — szepnął Malvinowi do ucha, samemu odurzony tym, w jak intymnej sytuacji się znaleźli tylko przez rozmowę o masażu.
Malvin często słyszał te słowa… ale w zupełnie innym kontekście, a przez to poczuł, że penis trochę mu twardnieje. Dotknął dłonią drewnianej ściany, lekko się na niej opierając i oddychając głęboko.
— Wybacz… Chyba naprawdę jestem potwornie spięty — rzucił z krótkim śmiechem, nie mogąc opanować gorąca, które uderzało do jego ciała.
Nie chciał, żeby Eddie się odsuwał. Tak dobrze było mieć go za plecami. A kiedy te silne dłonie przesunęły się w dół, na jego plecy i boki, zrobiło mu się jeszcze lepiej. Miał ciarki, kiedy ten potężny kowal stał za nim i niby masował mu plecy, a tak naprawdę przesuwał tylko dłońmi po nich, aż znalazły się na jego biodrach.
— Tam też? — zapytał Eddie, kiedy zbliżył się jeszcze trochę do Malvina, już mając zgięte łokcie.
Traper nie odpowiadał długo, bo… nie wierzył, że to się działo. Zamrugał kilka razy, jakby miał się nagle obudzić. Ale nic takiego się nie stało. Wciąż przed oczami miał spróchniałe deski, pod nogami wióry i nierówną ziemię, a za plecami Eddiego Hilla. Gorącego, dużego kowala, którego brzuch poczuł właśnie na swoich lędźwiach.
— Jeśli tylko chcesz… — szepnął w końcu i powoli położył dłonie na dłoniach kowala. Jedną z szybko bijącym ze zdenerwowania sercem przesunął sobie na podbrzusze, a drugą na pośladek. I zacisnął mocno powieki, nie wiedząc, czy nie spodziewać się właśnie ciosu tej silnej pięści.
Zamiast jego poczuł, jak ta ogromna jak „placek” dłoń zaciska się na jego tyłku. W kolejnej chwili poczuł przyjemny nacisk na głowę, kiedy Eddie oparł czoło o jego potylicę i jeszcze bardziej zamknął go między swoim ciałem a ścianą. Pomasował go po podbrzuszu.
Malvin znów głośno wypuścił powietrze i sięgnął na ślepo za siebie, by ścisnąć biodro kowala. Nie czuł jednak wiele przez to, że ten był cały odziany. Ale przecież nie mieli szans na inne warunki, a on nie chciał się teraz odsuwać, żeby nie zaprzepaścić tej chwili.
— Eddie… weźmiesz mnie? — wydyszał.
Kowal nie odpowiedział, tylko sapnął nisko i jeszcze bardziej na niego naparł. Oparł się dłonią o ścianę i całkiem zamknął Malvina w tej klatce.
— Jesteś bardzo pociągającym mężczyzną, Malvinie Berry.
Traper spróbował się na niego obejrzeć. Było mu tak ciepło w tej… ludzkiej klatce. Mógłby być tak uwięziony na zawsze.
— A ty sprawiasz, że już płonę — odpowiedział z trudem i lekko zakręcił biodrami, ocierając się o ciało za sobą. — Och, Eddie… Już jestem twardy.
— Tak?
Zaciekawiony kowal przesunął dłoń z jego pośladka na krocze. Chciał poczuć to, o czym ten mówił. Zresztą, sam robił się sztywniejszy, kiedy w końcu mógł dzięki pozycji… pomasować pośladki Malvina swoim kroczem. Te, gdy to poczuły, odpowiedziały na ruch i otarły się o jego krocze. A z przodu Eddie poczuł twardą wypukłość, która świadczyła o rozgorączkowaniu trapera.
— Może rozepniesz mi spodnie? — wydusił Malvin w ścianę, opierając się na niej, tak przyjemnie i przytłaczająco do niej przyciśnięty. Chciał w sobie tego mężczyznę. Pragnął go.
A Eddie chyba chciał faktycznie też w nim być, bo nie odpowiedział, a sięgnął do jego guzików w spodniach i zaczął mu je rozpinać. Malvin przy tym cały czas czuł na szyi jego ciepły, głęboki i spokojny oddech. Był z jednej strony zaskoczony spokojem tego mężczyzny, jak i jeszcze bardziej tym podniecony. Mimo że poznali się dziś i spędzili ze sobą tak niewiele czasu, czuł się teraz w tych ramionach tak bardzo na miejscu.
Kiedy poczuł, że ostatni guzik ustępuje, sięgnął w dół i obsunął spodnie i bieliznę niżej, pod pośladki. A już na nagich czując przód spodni Eddiego, jęknął cicho.
— Och tak…
— Tak? Lubisz tak? — spytał Eddie miękkim, niskim i spokojnym głosem. Jakby ten był w ogóle teraz jeszcze niższy, a jego dłoń, która chwyciła go za krocze, za penisa, była jeszcze większa.
— Tak… Jesteś niesamowity — odpowiedział Malvin, poddając mu się i czując, że krew szumi mu w uszach. Domyślał się, że temperatury były niskie, ale jemu nawet w nagie pośladki było gorąco. — Odwrócić się? Popieścić cię też tak, czy… lubisz kogoś pieprzyć?
— Nie wiem… Jak ty chcesz? — spytał Eddie i niespiesznie popieścił jego penisa. Nie był za bardzo doświadczony w takich kontaktach, ale dziś jakoś czuł, że musi łapać Boga za nogi. Bo jak nie szukał w Kansas City takich mężczyzn, tak teraz, kiedy taki sam się tuż obok znalazł i był taki uroczy, jak mógł go puścić?
Malvin znów obejrzał się na niego i… odważył się pocałować go w kącik ust.
— Chciałbym, żebyś we mnie wszedł — szepnął.
Eddie znowu na niego spojrzał, długo milcząc, aż w końcu odwrócił go do siebie przodem. Naparł na niego, aż ten uderzył plecami w ścianę. Pocałował go, skoro dostał zgodę na dotykanie jego ust tym małym cmoknięciem.
Usłyszał ciche stęknięcie, ale też poczuł ramiona, które go oplatają za szyję i odpowiedź na pocałunek. Malvin najpierw, tak jak on, tylko cmokał jego usta, ale w końcu trochę pogłębił tę pieszczotę i wsunął mu język między wargi.
Eddie zamruczał nisko. Odpowiedział na to, chociaż bez pewności do tego, co robi. Nie miał wiele okazji w swoim życiu, żeby się całować i teraz był tylko wdzięczny, że znajdowali się w takim ciemnym zaułku.
Poczuł, że jedna dłoń Malvina spoczywa na jego zarośniętym policzku i głaszcze go. A potem zsuwa się powoli niżej, na jego szyję, tors i wypukły brzuch. Przy tym traper tak przyjemnie i chętnie się do niego przytulał. Ale też nie próżnował. Sam w końcu sięgnął do jego spodni i rozpiął mu je. Nie czekał na pozwolenie czy zachętę. Wsunął dłoń w bieliznę mężczyzny i poczuł jego penisa. Był gorący i… pasował wielkością do dłoni Eddiego. I co ważniejsze, był już twardy, co znaczyło, że kowalowi też podoba się to, co robią. A Malvinowi z jakiegoś powodu bardzo zależało na tym, żeby ten mężczyzna przyjemnie to zapamiętał. Pomasował więc jego penisa, pieszcząc go jak małe, lubiące mizianie zwierzątko, cały czas przy tym całując mężczyznę.
— Tak bardzo żałuję, że nie mamy dużo czasu… — wydyszał w jego wargi.
— Niestety. Dlatego wykorzystajmy ten, jaki mamy, jak najlepiej — odparł Eddie i znowu go pocałował, żeby zaraz chwycić go za nagi pośladek. Jego palce szybko też znalazły się na drugim, a potem między nimi.
Tego Malvin nie znał. Dotychczas poza tamtym pamiętnym razem z Jeffersonem Blackiem uprawiał seks bez nawilżenia, od tyłu i… na pewno bez palców. Przez to aż się cały zaczerwienił i trochę speszył. Chciał zapytać, czy Eddie sprawdza, czy nie jest mocno zużyty, ale to nie mogło mu przejść przez gardło. Może lubił dotykać szparki? Nie miał pojęcia, ale czekał na rozwój wydarzeń, a przy tym pieścił penisa tego dużego mężczyzny, potwornie żałując, że go nie widzi. W zamian jednak miał twarz kowala. Mógł całować jego usta, czując na swoich jego zarost. Do tego Eddie patrzył na niego nawet przez ciemność, starając się jak najwięcej zobaczyć. Miał przy tym tak groźnie zmarszczone brwi, chociaż oczy patrzyły łagodnie. A jego palce w międzyczasie masowały dziurkę trapera, żeby w końcu w nią się wsunąć.
Malvin jęknął głośno, oderwał się od jego ust i niemal się do niego przylepił, trzymając się go mocno.
— Co robisz? — wydusił.
— Masuję cię. Nie podoba ci się? — spytał kowal z obawą, czy może to, co robi, sprawia ból traperowi.
— Nie, po prostu… nigdy nikt mi czegoś takiego nie robił — odpowiedział Malvin, patrząc ponad ramieniem Eddiego na drugą drewnianą ścianę.
— Pomyślałem, że tak będzie lepiej, skoro… mały nie jestem.
— Dzięki… — odparł Malvin, który był tym wszystkim cały czas zaskoczony. Tak samo jak Jefferson, który nawilżył jego szparkę, zanim wszedł. Może jednak… dało się kochać tak, że nic nie bolało? Jak wspaniale by wtedy było. Chyba chciałby wtedy robić to cały czas, jakby było tylko to możliwe.
— Mmm… nie masz za co. Oprzyj się o mnie — wyszeptał Eddie tuż przy jego uchu.
Objął go, pomasował po plecach i głębiej wsunął palec w jego tyłek, żeby pokręcić nim zaraz i dodać kolejny. Słyszał przy tym przy uchu ciche postękiwanie i czuł, że Malvin obejmuje go ciasno. Ze spodniami obsuniętymi już prawie do kolan, poddając mu swój tyłek tak ufnie. I chyba w pewnym momencie tej palcówki coś poczuł, bo jęknął naraz głośniej i równie szybko uciszył się na materiale kurtki kowala na jego ramieniu.
— Hmm? — spytał Eddie i przesunął nosem i tą swoją całą zarośniętą twarzą po policzku Malvina. Coraz bardziej ten mu się podobał, kiedy tak go trzymał.
— Dotknąłeś mnie tam, gdzie jest mi najlepiej — wyjaśnił Malvin ze śmiechem i niczym kot odpowiedział na to pocieranie policzkiem. Było mu gorąco na dole, a do tego czuł na swoim sztywnym penisie penisa Eddiego, co było kolejnym nowym i niesamowicie podniecającym doświadczeniem.
— To bierz głęboki oddech, bo zaraz bardziej cię tam podotykam — odparł Eddie, trochę rozochocony tym, jak reagował Malvin. Był po pierwsze zaskoczony, że ten chciał to wszystko z nim robić, a po drugie… że tyle rzeczy było dla niego nowych. Nie przypuszczał.
Malvin zamruczał na zgodę i rzeczywiście wziął głębszy oddech, po czym od razu poczuł, jak jego dziurka jest rozpierana przez kolejny palec. A że palce Eddie miał duże, mocno to odczuł. Ale… było to o niebo bardziej komfortowym doznaniem od gwałtownego wchodzenia penisa. Chłonął te doznania jak dziecko pierwszy raz uczące się jakiejś czynności. A gdy Eddie znów popieścił ten wrażliwy punkt, Malvin jęknął błogo i wcisnął twarz w jego szyję.
Zaraz po tym nagle poczuł, jak palce opuszczają jego tyłek, ale za to mocno łapią pośladki i podnoszą go całego w górę dzięki sile rąk Eddiego. Ten już go chciał, ale nie miał jak go rozebrać, a i odwracać go do siebie plecami też nie zamierzał, więc po dosłownie chwili, Malvin poczuł pod plecami skrzynię, na której siłowali się na ręce. Złapał się jedną ręką skraju płyty i wpatrzył się w postać nad sobą. Siła, która drzemała w tych rękach, przyprawiała go o zawrót głowy.
— Będziemy to robić od przodu? — zapytał z kolejnym zaskoczeniem. Eddie był niczym… zapakowany prezent, pod którym nie wiadomo, co się kryje. Wszystko było takie… nowe, takie podniecające.
— Mhm, może być? — spytał, kiedy już zadzierał mu nogi mężczyzny, żeby położyć je sobie na ramionach. Chciał go widzieć i jeśli ten da radę się tak złożyć, to i całować.
— Tak. Znów nigdy tak nie robiłem. — Malvin zamaskował swoje zmieszanie śmiechem i pogłaskał go po trzymającej mu nogi dłoni. — Już jestem gotowy.
Kowal popatrzył mu w oczy, pochylił się i jeszcze go pocałował, nim wyprostował się, żeby nakierować swojego penisa na szparkę tego mężczyzny. Był niesamowicie pociągający. Aż chciał lepiej go poznać, nawet jeśli nie mieli na to kompletnie czasu. Mógł więc przynajmniej teraz poznać go fizycznie. Wejść w niego, scalić się z nim i poczuć, jak reaguje. A kiedy to zrobił, Malvin rozchylił usta, odchylił głowę do tyłu, aż podnosząc swoje ciało i na ślepo złapał się stolika, zrzucając przy tym swój kapelusz.
— Mhhh…! — wydyszał, próbując zdusić dźwięki, jakie próbowały mu się wydobyć z ust, gdy poczuł się tak bardzo pełny. Tak… cudownie przepchnięty.
Eddie nie zaczął się od razu ruszać tylko dlatego, że nie chciał mu zrobić krzywdy. Miał naprawdę sporego penisa, a przynajmniej z tego, co się orientował. Wolał, żeby Malvin nie wspominał go źle, skoro był tylko jego przygodnym seksem.
Poczekał, aż traper się rozluźni, aż w końcu powoli zaczął się poruszać, trzymając mu uda i biodro mocno. Jak wcześniej jego dłoń, kiedy się siłowali.
Widział, że Malvin musiał to lubić. Każdy ruch bioder, którym wpychał w niego swojego penisa, wyciskał z ust młodszego mężczyzny kolejne stęknięcia, a jeśli dobrze widział, na jego twarzy odbijał się wyraz odczuwanej przyjemności. Trochę niekomfortowe było uprawianie seksu w tych wszystkich kurtkach, butach i w przypadku Malvina z chustą pod szyją, ale i tak obaj brali z tego, ile się dało.
— Eddie…? — Malvin w pewnym momencie, gdy już kowal swobodnie wchodził do samego końca, wymruczał miękko, choć urywanie. — Mógłbyś… pochylić się i… mnie pocałować?
Eddie nie odpowiedział, bo od razu wykonał prośbę. Pocałował Malvina, nie przejmując się w tej chwili Hamiltonem czy Gerrym w domu trapera. Drapał swoim zarostem tego, z którym teraz miał seks, podczas gorącego pocałunku. Był długi, mokry i pełen pasji. Malvin nawet przytrzymał się jego karku, kiedy spróbował wychylić się i jeszcze bardziej pogłębić tę pieszczotę. A przy tym pojękiwał w usta kowala, czując, jak jego duży penis go penetruje, jak dociska jego wrażliwe punkty i cudownie rozpiera. Traper cały drżał i dyszał głośno, wręcz nie wierząc w swoje szczęście i w to, że uprawia seks w jakiejś ciemnej uliczce, w nieznanej mieścinie z prawie obcym mężczyzną. Ten wsuwał się w niego tak dobrze, do tego dotykał go i całował, co było chyba w tym wszystkim niesamowitym odświeżeniem. Zwykle w seksie czerpał przyjemność tylko z penetracji i własnej masturbacji. A teraz był cały dosłownie obłapiany tymi wielkimi łapami, jakby nie tylko jego dziura się liczyła. Było to tak inne od tego, co dotychczas przeżył! Serce biło przez to chyba szybciej od emocji niż fizycznych doznań.
Złapał się Eddiego mocno za plecy i objął chyba całkowicie instynktownie, jakby chciał zatrzymać wszystko to, co dawał mu teraz ten mężczyzna.
— Och, Eddie…! — wydyszał w jego wargi, zacisnął mocno powieki i zupełnie niespodziewanie doszedł. I wydał z siebie głośny jęk, który echem potoczył się po ciemnej uliczce.
Eddie zaburczał, obawiając się, że jednak ktoś to może usłyszeć. Pochylił się i zatkał mu usta swoimi wargami. Jednocześnie poczuł na swoim owłosionym brzuchu jego penisa i jak ten jest wilgotny od orgazmu. A do tego wszystkiego czuł, jak ścianki wnętrza tego seksownego, żywotnego trapera ściskają go kompulsywnie, jak zasysają go, jakby chciały właśnie wycisnąć z niego wszystkie soki. Dłonie Malvina za to ścisnęły jego kurtkę, gdy ten wciąż drżał i przeżywał swój orgazm. Słabo oddawał pocałunek, ale to nie przeszkadzało Eddiemu. I tak miał wiele przyjemności z tego, jak reagował. Aż czuł, że sam zaraz dojdzie.
Mocniej i płycej poruszył się w nim, aż na koniec pchnął i doszedł. Głęboko, spuszczając się pierwszy raz od dawna, a na pewno od rozpoczęcia podroży z Hamiltonem.
— Eddie… — Gdy powoli do siebie dochodził, czując jeszcze to przyjemne mrowienie w niektórych częściach ciała, usłyszał niskie mruczenie Malvina. Poczuł też jego dłoń na karku, która lekko go głaskała. — Dziękuję.
Eddie nie odpowiedział, a pocałował go i dopiero kiedy już zasmakował jego ust, wyprostował się i powoli się wysunął. Opuścił też jego nogi, stawiając je na ziemi. Dopiero podciągnął swoje spodnie.
— Jeśli ty dziękujesz, to ja też powinienem.
Malvin uśmiechnął się lekko i sam też się ubrał, włącznie z kapeluszem, który uprzednio otrzepał.
— Cieszę się, że cię poznałem. Zapamiętam te kilka godzin znajomości.
— Ja także. Było mi bardzo miło cię poznać. I żeby nie było, nie tylko tak. Wracamy?
— Tak. Niedługo pewnie rozpoczną się walki — zgodził się Malvin i ruszył za Eddiem wzdłuż uliczki. Ale zanim wyszli na plac, zatrzymał go, wiedząc, że to ostatni raz. Spojrzał mu krótko w oczy, chwycił za przód kurtki i pocałował go.
Eddie odpowiedział na pocałunek i jeszcze zaborczo chwycił Malvina w pasie, przyciągając go do siebie.
— Naprawdę jesteś magnetyzującym mężczyzną, panie Berry.
— A ty ciepłym, jak ogień w kominku zimą, od którego nie chce się odsuwać, panie Hill — odpowiedział Malvin z lekkim uśmiechem.
Cmoknąwszy go ostatni raz, uwolnił się z jego ramion i wyszedł na placyk ze studnią, by wrócić do Isaaka Hamiltona i obejrzeć turniej walk kogutów. Niestety wiedział, że tę krótką chwilę uniesienia już musi zostawić za sobą, choć był pewien, że będzie ją bardzo długo rozpamiętywał.

17 thoughts on “Across The Cursed Lands III – 19 – Chwila uniesienia

  1. TigramIngrow pisze:

    Co oni wszyscy homo w tej agencji…? No Ed i jego orientacja mocno mnie zszokował. Hamilton jest nastawiony na babeczki, prawda? Jak flirtował z Adą swojego czasu..

  2. Katka pisze:

    Kaczuch_A, o ile się Hamilton połapie, hehe. Nidy nic nie wiadomo. Ale super, że Eddie przypadł do gustu. Jest takim spokojnym, dobrym facetem. I super widzieć znowu komentarze od Ciebie! :D

    Renka, taki smutek, jesteśmy takie przewidywalne XD Albo Ty dobrze kminisz!

    Aeneryss, hehehe, trochę racji masz, mieli dużego fuksa, że nikt ich nie zastał w takiej intymnej sytuacji. Nie tylko tutaj Eddie i Malvin, ale generalnie wszyscy. Cóż, starają się nie pieprzyć w zaułkach jednak (w większości XD). Haha i spoko, nie krępuj się z takimi domysłami, co by było gdyby, bo to dla nas baaaardzo fajne do czytania XD Nie dość, że świadczy o tym, że tekst pobudza wyobraźnię i wciąga, to jeszcze jakoś tak zawsze fajnie zobaczyć, jak sobie wyobrażacie jakieś zachowania bohaterów i ogólnie ich dalsze historie. A ta zaborczość Willa mogłaby się faktycznie ukazać w takiej formie XD A jak się czuje Jeff… spoko, wrócimy do nich za kilka rozdziałów. Powiem tylko, że dobrze z nim nie jest…

  3. Aeneryss pisze:

    Przez cały czas miałam wrażenie, że ktoś zaraz do tego zaułka wejdzie (ewentualnie wyjdzie – wiecie, jakiś biedny słaby pijaczek, który sobie zasnął w ciemnym kącie a potem wybiegł przerażony, bo zobaczył co zobaczył a po poprzednim pokazie siły bał się odezwać xD). Nasi panowie, zresztą nie tylko Ci dwaj, mają wybitne szczęście, że w tym szalonym, homofobicznym świecie nikt niepowołany ich jeszcze nie przyłapał. Znaczy… nikt kto by ich za to powiesił za jaja, bo z tego co pamiętam Will i Jeff swoje przygody z podglądaczami mieli, ale jakoś ich to nie zabiło
    Malvin i Eddie są cudowni, ciekawe czy to się jeszcze jakos rozwinie, czy tak jak w przypadku Malvina o Jeffa skończy na jednorazowej przygodzie i pojechaniu każdy w swoją stronę. Jeśli się rozwinie… mam w głowie taki obrazek, że spotkanie Malvin – Eddie – Jeff – Will mogłoby przebiec bardzo… specyficznie. Jeden przypadkowo rzucony komentarz, Eddie i Jeff obserwujący siebie podejrzliwie próbując rozpracować czy rzeczywiście zrozumieli to co zrozumieli i do tego Will mierzący Malvina morderczym wzrokiem. Ewentualnie zaborczo przytulający Jeffa z ręką na pistolecie gdyby Malvin nie zrozumiał przekazu xD Powinnam się chyba bardziej skupić na opowiadaniu zamiast na tworzeniu w wyobraźni miliona nowych scen, bo w końcu to wy od tego jesteście, ale to opowiadanie jakoś tak działa, że ledwo się przeczyta i już chce się woedzieć co dalej, więc wyobraźnia pracuje i pewnie jak zwykle się myli
    Weny, weny i jeszcze raz weny (i sprzyjającej pogody, bo momentami jest taka „cudowna”, że nie da się podnieść głowy, a co dopiero myśleć o pisaniu)

    Ps. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie okazja przynajmniej dowiedzieć się jak się czuje Jeff, bo smutno by było gdyby w międyczasie umarł .-.

  4. kaczuch_A pisze:

    Powracam do świata żywych, powoli i z wielkim oporem, bo za dużo się dzieje. Ale czytam, prawie na bieżąco, ale jestem obecna duchem. Dużo się dzieje oj dużo, Hamilton będzie miał niezły zaskok jak się we wszystkim połapie xD jeszcze on niech kogoś do pogruchania znajdzie xD Za Malvinem i tak nie przepadam, ale Eddie jest jak najbardziej przyjazny, ludzki. Rozdział gorący i czytałam dwukrotnie, bo słowa sklecić nie mogłam xD

    Weny~!

  5. Katka pisze:

    Kasia, hehehe, panowie zdecydowanie doszli do porozumienia XD Bardzo cielesnego porozumienia. Ale to takie prawdziwe, co mówisz o tym, że gdy bohater jest miły dla tego, którego się lubi, to zdobywa sympatię. Ciekawa jestem w takim razie czy jakby Malvin więcej z Eddiem przebywał, to byś się do niego przekonała. Może się kiedyś dowiemy… A Willuś i Malvin… no cóż, jakkolwiek teraz William wie, że Jefferson jest tylko jego, to jednak wspomnienia pozostają. Więc możesz mieć rację do jego odczuć. Haha, a czy Isaac się połapał – nie wiadomo, ale w sumie głupi nie jest XD więc może to po prostu wypiera XD Na razie z pogodą średnio, bo pochmurnie, ale zastanawiam się, czy to nie jest jednak lepsze niż mocne słońce i 35 stopni w cieniu… ;)

  6. Kasia pisze:

    Tak myślałam że panowie dojdą do porozumienia 😉 Rzeczywiście Malwin w tym rozdziale wzbudza sympatię ale jakoś nie mogę się do niego przekonać. Może jeśli coś im wyjdzie z Eddiem to zmienię nastawienie bo kowala lubię a wiecie jak to działa jak inna postać jest miła/dobra dla tego kogo lubię to wtedy również zyskuje moją sympatię. Ale wolałabym żeby Malwin nie spotkał się z Willem bo doktorek znowu poczuje się zdradzony. A wydaje mi się że trapper ruszy z Eddiem i Isaakiem, obym się jednak myliła :)
    Ciekawe czy Isaak już się połapał ile gejów go otacza? Może się biedaczek zacznie czuć niepewnie? 😆 Dzięki dziewczyny i ładnej pogody Wam życzę ☺

  7. Katka pisze:

    Fumishi, fajnie, że było czuć to coś :D Są zupełnie innymi osobami z innych miejsc, ale jednak coś ich łączy. Czy cos kiedyś na dłużej będzie… zobaczymy. Niestety na razie chłopcy mają inne priorytety :( Pozdrawiamy!

    O., na szczęście Marvin i Malvin to kompletnie inne osoby i jeśli by Eddie miał być kiedyś w związku z nim, to mieliby raczej innego rodzaju problemy XD

    Wadera, ooo, taki entuzjazm oznacza, że chyba faktycznie fajnie się zgrali :D Dobrze, że było czuć to przyciąganie. „ I pomysleć że oni teraz nawet parą nie są. Aż się nie mogę doczekać jak będą (bo mają być, rozumiemy się! ;) )” – hehehe, moooże kiedyś. Na pewno w każdym razie było czuć, że Eddie chciałby móc zostać i spędzić więcej czasu z Malvinem, ale wie, że Isaac mu nie odpuści. No i ma jednak poczucie obowiązku i wie, że skoro generał po niego posłał, to jednak musi spełnić obowiązek. Ale jak to będzie potem, to zobaczymy. Ale może Malvin jakoś przysłuży się ich misji? Trzeba poczytać, hehe. Fajnie, ze CI się spodobali :D A słonecznej pogody zazdroszczę. Dziś u nas deszczowo.

    Levi, „inteligentni i stęsknieni za czymś głębszym” – masz rację. Nie są szczególnie wykształceni, ale na pewno są mądrzejsi, niż Isaac mógłby myśleć. Co do tęsknoty też się zgadzam. Chyba było to dobrze tu czuć. W przypadku Malvina nawet po seksie to widać – nigdy nie miał nikogo, kto dobrze by o niego zadbał, z kim w ogóle mógłby poznać takie właściwe cielesne obcowanie. A Eddie nie miał w ogóle szczęścia i okazji do tego, żeby kogoś takiego spotkać. I zgadzam się, smutno by było, gdyby już się skończyło… Ale misja wzywa. Dziękujemy za PS, hehe :D Siedzimy na ganku z laptopami, łapiemy zasięg i neta i staramy się pisać :) Trochę pada, ale jest całkiem przyjemnie :) Pozdrawiamy!

  8. Levi pisze:

    Kolejny fajny rozdział Wam wyszedł.
    Dobrze czytało się o tej parze. Zarówno Malvin jak i Ed są prości w swoim sposobie na życie, ale też inteligentni i stęsknieni za czymś głębszym. Pasują do siebie idealnie. Moje serce chce żeby wątek z nimi w roli głównej był dalej kontynuowany, ale mój rozum mówi mi, że jednak rozdzielicie ich (chociaż mam nadzieję, że tylko na jakiś czas). A najlepiej niech wydarzy się coś takiego co zmusi Malvina do dalszej podróży z Eddem i Hamiltonem. Byłaby wielka szkoda jakby to wszystko skończyło się na tym jednym wieczorze.
    Weny i dużo czasu na pisanie życzę Wam dziewczyny ;)
    PS. Miłego spędzania czasu na działce :)

  9. Wadera pisze:

    Wow !
    Przyznam, że nie mogłam skomentować zaraz po przeczytaniu. Po prostu nie mogłam! Musiałam przeczytać jeszcze raz :D
    Zbiłyście mnie z pałantyku, pomieszałyście doszczętnie, ale kurcze uwielbiam Eddiego i Malwina. Noż to było niesamowite! Takiej elektryczności to ja nie czułam od kiedy przestałyście nadawać FDTS (Alexa i Jasona oczywiście mam na myśli).
    Seks był po postu wspaniały, ale muszę przyznać, że tu nawet nie o niego chodzi. To jak rozmawiają, jak się ze sobą zachowują.To taka para, że kiedy się na nią popatrzy to właściwie nie można sobie wyobrazić tylko jednego elementu. No nie da rady. I pomysleć że oni teraz nawet parą nie są. Aż się nie mogę doczekać jak będą (bo mają być, rozumiemy się! ;) )
    Ja Błłłłłłłłaaaaaaaaaagam nie rozdzielajcie mi ich teraz! Nie wiem czy dam radę czytać tylko o Eddim albo tylko o Malvinie .Jednak wiem. Nie dam rady!
    Cóż było gooorąco. Zazdroszczę tym którzy czytali to w nocy :) Ja czytając w tym upale ugotowałam się prawie (z zzewnątrz żar, z wewnątrz żar …. ach)
    Pozdrawiam serdecznie i weny życzę :D

  10. O. pisze:

    Haha zawsze można spróbować Isaaca z Edziem sparować xD to by było wyzwanie xD ale Eddie już „zaklepany” dla Malvina xD oby nie miał z nim takich przygód jak Jaz z Marvinem xD

  11. fumishi pisze:

    Czułam, że to prędzej czy później będzie miało taki finał. Panowie do siebie całkiem pasują i fajnie byłoby, gdyby ich drogi jeszcze kiedyś się połączyły, może i na dłużej. Czuć między nimi było to coś… :)

    Pozdrawiam. :)

  12. Katka pisze:

    Omega, hehe, no szybko do tego doszło, ale z drugiej strony nie mogli czekać, bo przecież w planach było dotarcie do kogutów i pożegnanie się. Więc w sumie jeśli miało do czegoś dojść, to właśnie teraz XD a co do Isaaka i tego, czy ktoś by mógł z nim być – przyznam, że to aż dla nas wyzwanie i chciałabym go sparować z jakimś facetem, ale jednak Isaac jest hetero, no i dla mnie on jakiś aseksualny jest, haha. Nie wiem, jakby się pisało z nim seks, ale mam wrażenie, że dziwnie XD awww i słodko, że za Williamem tęsknisz :D Och gdyby nasz psychiczny doktorek wiedział, ilu ma zwolenników XD Słodko, ale jeszcze chyba chwilkę musimy na niego zaczekać. Chwilowo akcja zostaje u Isaaka i Eddiego. Dziękujemy za wenę! Trzymajcie kciuki, żebyśmy znaleźli zasięg dzisiaj na działce, to może coś popiszemy XD

    Jelis, powiem tak – piszemy o gejach, więc może się wydawać, że geje są wszędzie. Bo skupiamy się na nich. Ale nie zaprzeczę, że w ATCL i PD szczególnie, sporo ich się pojawiło. Może więcej niż powinno, ale czasem trudno jest nie przegrać z pragnieniem zrobienia kolejnego wątku, kiedy pojawia się piękna okazja XD I fajnie, że tutaj polubiłaś Malvina. Wcześniej był trochę na straconej pozycji przez rolę, którą odegrał w fabule…

    O., nie, po prostu zbieżność imion XD tak w sumie przez przypadek nam wyszło XD A czemu Eddie chciał od przodu? Nie wiem, nie ja go piszę, niemniej myślę, że im obu brakowało trochę czułości i nie zbykali się tylko po to, żeby się spuścić, ale też żeby zaznać trochę tej czułości, bo w ich przypadku jest bardzo mała szansa na to, żeby ją gdzieś indziej znaleźli.

    Luana, ja tez nie wiem, jak to robimy, bo w sumie samo wychodzi, ale bardzo nam miło, że czuć ten magnetyzm, bo co to za seks bez chemii :D Ale ogólnie masz rację, obaj są samotni, więc ktoś w ich życiu by się przydał. Mimo to, że obaj w sumie są na swój sposób indywidualistami i radzą sobie w życiu, będąc samymi, jednak też mają potrzebę bycia z kimś i wszystkiego, co się z tym wiąże. Ale czy to nie koniec ich przygody? Trudno powiedzieć, bo Eddie musi jechać dalej. Ale zobaczymy, zobaczymy. „Ale jak to mówią, łapali byka za rogi kiedy mogli.” – hehe, dokładnie tak. Taka okazja mogła się nie powtórzyć. Dziękujemy za wenę!

  13. Luana pisze:

    To było gorące. Nie wiem jak Wy to robicie, ale potraficie tak dobrać ze sobą mężczyzn, że czuć ten niesamowity magnetyzm pomiędzy nimi. Eddie i Marvin pasują do siebie. Mam nadzieję, że to nie koniec ich znajomości. W dodatku obaj są tacy samotni i jest nadzieja, że ta samotność dobiega końca. „czuł się teraz w tych ramionach tak bardzo na miejscu.” Bo może to są właśnie TE właściwe ramiona na całe życie. Podoba mi się to, że Marvin w taki wielu rzeczach jest jeszcze niedoświadczony. Obaj mogliby wiele jeszcze poodkrywać. :D Niemniej dużo ryzykowali kochając się w takim miejscu. Ale jak to mówią, łapali byka za rogi kiedy mogli.
    Dziękuję za kolejny rozdział i weny. :)

  14. O. pisze:

    Czy Malvin i Marvin to jakaś rodzinka? xD
    Zdziwiłam się, że Eddie chciał od przodu -zawsze wtedy jest intymnej, a intymność z obcym facetem nieco dziwnie brzmi. Ale nie jest niemożliwe. No i pocałunki były, oj Eddie chyba o wiele dawniej kogoś miał niż mogły to zasugerować słowa, że nie szukał takich.
    A moim zdaniem właśnie Isaakowi przydałby się ktoś, kto go utemperuje xD

  15. Jelis pisze:

    W tych waszych opowiadaniach, pomijając nawet głównych bohaterów, to gej na geju. (Dosłownie i w przenośni XD) nie przepadałam za Malvinem ale tu jest taki uroczy i aż mi go żal ze nie miał nigdy dobrego seksu z czułością xd

  16. Omega pisze:

    Coś tak przeczuwałam, że Eddie z Malvinem będą mieli małą przygodę po drodze :) (w sumie od razu jak się Malvin pojawił, to wiedziałam, że coś się wydarzy między nimi, choć nie spodziewałam się, że tak szybko :D
    Niby szuja (Izaak? – nie jestem pewna imienia) jedzie z nimi, ale jego akurat z nikim nie mogę sobie wyobrazić (bo sądząc po tym jak go wszyscy opisują, wątpię by znalazła się osoba, która byłaby w stanie z nim wytrzymać, a co dopiero wiązać się), więc gdy podróżowali we dwóch nie miałam takiego wrażenia jak przy większości par w opowiadaniach, że pasowaliby do siebie, lub że właśnie coś mogłoby się stać między nimi) W sumie jestem ciekawa jak zareaguje Hamilton, gdy się dowie lub zacznie domyślać, że wielu jego towarzyszy leci na własną płeć, bo mimo że wszystkich irytuje, to głupi ani ślepy z pewnością nie jest :P Eddiego polubiłam, ale tęsknię już za Williamem (18 dni to niby nie tragedia, ale mam jakiś dziwny niedobór osób, które mają nierówno pod sufitem (no i rudzielców, ale to nie w tym opowiadaniu xD))
    Jak zawsze życzę wam dużo weny i świetnych pomysłów do tworzenia takich cudeniek ♥

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s