Newton’s Balls – 39 – Karma

To był całkiem męczący dzień. Burze już nocą zawitały do miasta, zrobiło się nieprzyjemnie duszno i chłodno, więc pracowało się też niezbyt przyjemnie. Do tego roboty było od groma, dużo wypadków i stłuczek na drodze, więc klientów przybywało i przybywało. Niby powinni się cieszyć, bo dzięki temu kasa wpadała, ale był, krótko mówiąc, zapierdol.
Dopiero około czwartej po południu Shane znalazł trochę czasu na przerwę. I to wcale nie taką długą, a jedynie, żeby pójść za potrzebą. Pomógł jeszcze Chuckowi wynieść kilka blach, które miały pójść na złom i klepnął go w ramię ze słowami, że zaraz wraca, tylko się odleje. W garażu obok pracował Brandon z Ivanem, odklepując zagięty i zarysowany zderzak i w sumie nikogo innego teraz nie było tu widać. Shane więc wiedział, że nie powinien znikać na zbyt długo, a że miał jeszcze tylko godzinę pracy, to chciał odwalić jak najwięcej.
Przetarł twarz szmatką wiszącą na rurze w środku warsztatu, przeszedł przez krótki korytarzyk i doszedł do toalety. Nie było tu wcale reprezentatywnie, ale szef nie przejmował się tym, bo nie był to hotel ani luksusowa restauracja, a toaleta była tylko dla pracowników. Nie kłopotał się więc remontem, o czym przypominały luki w szarych, drobnych kafelkach na ścianie i podłodze, zarysowane kiedyś graffiti jedno z luster i zepsuta spłuczka w kabinie. Shane przestał liczyć, ile razy już ją naprawiał. Teraz na szczęście potrzebował skorzystać tylko z pisuaru, więc podszedł do jednego z dwóch i rozpiął swój zielony kombinezon roboczy. Jego rękawy miał związane z przodu, na pasie, a na górze ciała biały, a raczej biały przed zabrudzeniem smarem, bezrękawnik.
Kiedy wydobył już swojego penisa na zewnątrz, usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, więc odruchowo się obejrzał. Skrzywił się, widząc, że do środka wszedł Darren. Od czasu jego coming outu w ogóle z nim nie gadał. Nawet kiedy pracowali nad jednym pojazdem. Widział jednak pogardę w jego oczach, za każdym razem. Chyba wciąż do tego nie przywykł i często włączała mu się agresja, i chęć przywalenia mu. Udawało mu się jednak nad tym panować, a kumple, kiedy tylko mogli, starali się mu pomagać w pracy, żeby nie musiał tego robić z Darrenem.
Mężczyzna przeszedł pomieszczenie aż do pisuaru znajdującego się obok Shane’a i również zaczął sikać. Shane starał się go całkowicie ignorować i tylko patrzył na strumień, który wydobywał się z jego członka. Na koniec strzepał i już miał schować penisa do bielizny, kiedy poczuł gwałtowne szarpnięcie i dosłownie wpadł na drzwi od jednej z kabin.
— Kurwa! Co ty…?! — warknął, ale Darren nie dość, że wykręcił mu ręce na plecach, to do ust wcisnął mu jakąś zwiniętą w kulkę szmatę. Shane zarzęził i spróbował ją wypluć, ale się nie dało.
Szarpnął się wściekle, jak rozjuszony byk, a w odpowiedzi starszy mężczyzna oderwał go od drzwi i ponownie mocno do nich przyszpilił, aż Shane uderzył w nie boleśnie policzkiem. Jęknął, a następnie poczuł, jak Darren zszarpuje mu kombinezon w dół, pod pośladki.
Otworzył szeroko oczy i szarpnął się na boki, żeby uwolnić ręce z uścisku.
— Stój prosto, pedale! Obaj wiemy, że o tym marzysz! Że wszystkie cioty marzą o złapaniu przez prawdziwego faceta i daniu mu dupy — wysyczał mu do ucha Darren z parszywą satysfakcją i pewnością siebie.
Shane krzyknął głośno w knebel, a nieprzyjemny dreszcz przebiegł jego ciało, kiedy poczuł wielką łapę na pośladku, która zaczęła go miętosić. A jeszcze mniej przyjemne było uczucie, kiedy twardy kutas mężczyzny otarł się o drugą połówkę.
Adrenalina zaczęła ogarniać całe jego ciało, mięśnie spięły się jak stal, a nozdrza zaczęły mu się poruszać z wściekłości. Czy ten skończony chuj zamierzał go zgwałcić…?
Szarpnął się z całych sił i dzięki temu, że jedna ręka Darrena była zajęta macaniem jego pośladków, udało mu się wyrwać nadgarstek. Okręcił się w miejscu i przywalił facetowi w szczękę tak mocno, jak tylko mógł. Potem wyszarpnął z ust knebel i zamachnął się ponownie, a ten cios już sprowadził Darrena na posadzkę. Gdy upadł na kolana, rozwścieczony Shane kopnął go w brzuch na tyle mocno, że mężczyznę podniosło, a następnie wyrzygał się na kafelki.
Shane wciąż dyszał ciężko, stojąc nad nim i patrząc tymi zwykle łagodnymi, a teraz pełnymi agresji oczami. Zapiął szybko kombinezon i jeszcze raz kopnął Darrena, a ten zarzęził i wytarł usta.
— Dość! — wrzasnął, unosząc obronnie dłoń.
— To mnie, chuju, nie macaj! Nie wiem, jakich pornosów się naoglądałeś, kurwa, pojebie, ale nie marzę o takich akcjach, a twój jebany kutas mnie nie interesuje! Wara od mojej dupy, bo tak cię zleję, że, kurwa, ze szpitala nie wyjdziesz pół roku! I na kasę w jebanym markecie z oświadczeniem o niepełnosprawności, zjebany chuju! — wywarczał z siebie to, co przyszło mu na język, czując się obleśnie zmacany, potraktowany przedmiotowo i zwyczajnie wściekły. — Masz mnie nie macać, bo, kurwa, szefowi powiem i cię wyleje!
Darren zaśmiał się słabo i przewalił na tyłek, żeby spojrzeć na Shane’a. Był spocony, wciąż trochę drżał po otrzymanych ciosach i miał rozciętą wargę.
— Taaa, leć i powiedz, że facet chciał cię w dupę wyruchać. Weźmie cię za pizdę.
— Chuj mnie to, wiesz? Myślałeś, że zrobisz to, a ja nigdzie nie pójdę? Nie ma, kurwa. Nie jestem z tych i mam w dupie, co może ktoś pomyśleć. Mam, kurwa, prawo bronić swojej godności! — warknął na koniec Shane, wręcz chodząc w miejscu i wyglądając, jakby w każdej chwili był gotowy zamachnąć się i jeszcze raz rąbnąć swojego napastnika.
Darren prychnął i otarł krew z twarzy.
— Pizda.
— Sam jesteś pizda! I sam jesteś pedał, że innemu chcesz wsadzać! Jebany skurwiel… — wysyczał Shane i jeszcze uniósł dłoń ostrzegawczo. — Spróbuj jeszcze raz, a źle się skończy… — zagroził i wyszedł z toalety, cały nabuzowany.
Nie wierzył w to, co się działo! Okej, jeszcze było do zrozumienia to, że facet miał wąty, że był zdominowany przez stereotypy i miał te swoje durne teorie o „pedałach”. Ale nie, kurwa, że będzie chciał go zgwałcić! I co by nie mówić, lecenie do szefa z takim problemem było trochę godzące w jego męską dumę, ale też nie chciał znowu czegoś się w życiu bać i unikać. Zresztą… gorsze rzeczy w życiu przeszedł i nie zamierzał pozwolić takiemu problemowi zaburzać mu jego szczęśliwego życia. Wiedział więc, że jeśli Darren znowu coś odwali, tym razem się nie zawaha.
Cieszył się, że niedługo kończy. Skupienie na naprawie samochodów po takim wydarzeniu było znikome. A on już chciał wrócić, opowiedzieć o wszystkim Davidowi i uspokoić się przy głośnej, dobrej muzyce. Teraz więcej mu nie było trzeba, ale musiał jeszcze przeżyć godzinę w pracy, przy akompaniamencie grzmotów. Czarne chmury zebrały się nie tylko na niebie, ale i nad jego głową.
Nie udało mu się całkiem wrócić do spokojnego nastroju, kiedy już wracał do domu. Wcale nie pomogły tłumy ludzi w autobusie, dla których był dzisiaj zresztą wyjątkowo nieprzyjemny. Szczególnie, gdy ktoś stanął mu na bucie albo ochlapał go mokrym parasolem.
Drogę z przystanku do domu przeszedł szybko, z kapturem bluzy na głowie, ale i tak nie pomogło mu w to w niezmoknięciu. Dotarł więc mokry, zły i nabuzowany.
— Jestem! — Bardziej warknął niż powiedział i zaczął w przedsionku zdejmować buty.
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie jest sam, po czym z piętra zszedł David. Musiał być w swoim gabinecie. Przysiadł na jednym ze schodków w połowie, wyciągając przed siebie nogę i laskę.
— Ktoś tu chyba jest złym, mokrym kocurkiem. — Zaśmiał się na powitanie, w ten sposób chcąc rozładować jego napięcie. Mogło wyjść na opak, ale cóż, nie był przecież idealny.
Shane stanął przed schodkami z pełną irytacji miną i dosłownie zszarpał z głowy kaptur.
— Darren próbował mnie zgwałcić! — wybuchł prosto z mostu i rzucił mokrą bluzę na fotel po swojej lewej stronie.
David od razu zrobił większe oczy, a uśmiech spłynął mu z ust.
— Jak to…? — wydusił na wstępie, podnosząc się i schodząc na dół do kochanka. Mocniej niż zwykle utykał. Pogoda zdecydowanie mu nie sprzyjała.
— No normalnie, kurwa! — Shane chodził w kółko, jakby zaraz miał wybuchnąć i fuczał pod nosem, jak rozjuszony byczek. Przy tym wyciągał z kieszeni bojówek klucze, portfel i telefon, a następnie rzucał na fotel. — Dopadł mnie chuj w łazience, zakneblował, spodnie mi, kurwa, ściągnął, czujesz?! Ja pierdolę, posrało go!
— Ale… — David poczuł zimny dreszcz, wspinający mu się po kręgosłupie. Miał złe wspomnienia. — Shane… — przełknął ślinę — doszło do czegoś?
Chłopak pokręcił od razu głową i w końcu usiadł ciężko na podłokietniku.
— Nie, bo się, kurwa, wyrwałem i go sprałem, aż się chuj zerzygał. Ale pojebana sytuacja! W ogóle nie sądziłem, że taki z niego skurwiel. Jeszcze dwa tygodnie temu postawił mi kebaba!
David odetchnął z wyraźną ulgą. Obawiał się najpierw najgorszego, chociaż sama próba gwałtu była odrażająca.
— Ludzie są różni. I zapewne jego zachowanie jest czymś podszyte, jednak… to bardzo źle o nim świadczy — lawirował między słowami, już wiedząc, na czym stoi. Było trudno i tak, bo wciąż w głowie pobrzmiewała mu myśl, że Shane też dał się ponieść nienawiści i pragnieniom podczas ich pierwszego spotkania po latach.
— Jest chujem skończonym, ja pierdolę! — Shane wciąż bluzgał, aż w końcu przetarł dłońmi twarz i krótką szczecinkę na głowie, a następnie głęboko odetchnął. — Powiedziałem mu, że jak spróbuje znowu, to nakabluję szefowi i go wyjebie. Ale chujowo teraz się z nim będzie pracowało…
Starszy mężczyzna położył dłoń na wilgotnym ramieniu swojego chłopaka.
— Będzie, ale musisz to przetrwać. Nic nie zrobisz, a on powinien się wycofać. Jeśli tego nie zrobi, to nawet bez kolejnej próby powinieneś powiadomić szefa.
— Taa… — mruknął Shane i przyciągnął Davida do siebie, sadzając go sobie na kolanie. Od razu położył mu dłoń na nodze i pomasował, bo widział, że mężczyzna kuleje. — Jakby mu się udało, to bym chyba na policję poszedł…
— Prawidłowo. Tym bardziej, że wolałbym, żeby jego zachowanie nie było powiązane jakoś bardziej z tym, co czuje do ciebie konkretnie, niż ogólnie do osób naszej orientacji — odparł David i cmoknął kochanka w skroń. — Ale idź się przebrać. Jesteś mokry, a i ja mam teraz mokre spodnie.
— O kurwa, sorry… — Shane trochę się zmieszał i puścił go. — Debil jestem. To się przebiorę i jestem. A i ten… bardzo boli? — zapytał, wskazując na jego nogę.
— Nie gorzej niż zwykle — odpowiedział David, prostując się i podpierając na lasce. Bolał go kręgosłup, kulał, a noga też mu doskwierała. Czasami, kiedy było tak wilgotno, deszczowo, sam nie umiał dokładnie odpowiedzieć, co mu jest. Zaszywał się wtedy w swoim biurze i nie ruszał z domu, aż się nie poprawiło. Dla pracodawcy najważniejsze było przecież, żeby wykonywał swoje obowiązki.
— To jak coś, to ci jakiś masaż zrobię albo skoczę po przeciwbólowe, nie? — Shane z troską go obserwował, też wstając z fotela i sięgając po swoją mokrą bluzę. Musiał dać ją do prania.
— Jest dobrze, Shane. Nie masz się co martwić. Przebierz się, też zmienię spodnie i przyjdź do salonu, to porozmawiamy, hm? — zasugerował David i delikatnie pogładził kochanka po policzku, po czym przyciągnął go do siebie i pocałował lekko.
— No, spoko… — Ten odpowiedział na pocałunek. Było mu strasznie szkoda Davida w takie dni, a że była jesień, wiedział, że często będzie się tak czuł. W takich momentach marzył o przeniesieniu się na południe, gdzieś, gdzie nie padało, a za to było ciepło. — To zaraz będę, a ty się nie wysilaj ani nic — dodał groźniejszym tonem i ruszył w stronę łazienki, żeby od razu wziąć prysznic. Przemókł, w pracy się spocił, więc wolał się odświeżyć. Poza tym… po tym wszystkim prysznic dobrze mu zrobi, bo cały czas miał wrażenie, że czuje ocierającego mu się o pośladki kutasa. I przy tym tylko starał się z całych sił wypierać, jak się David czuł, kiedy sam zrobił mu… tak dużą krzywdę.
Jego kochanek tylko z pobłażliwym prychnięciem pokręcił głową. Udał się do kuchni, żeby zrobić sobie kawy, a Shane’owi ciepłej herbaty z miodem, dla rozgrzania. Wyjął też zapobiegawczo aspirynę. Nie mogła zaszkodzić, a zmniejszał w ten sposób prawdopodobieństwo choroby swojego „byczka”.
Dopiero pod wieczór temat tego, co stało się u Shane’a w pracy, wrócił. Obaj siedzieli na kanapie, Shane bokiem, z jedną nogą zgiętą w kolanie, a drugą opuszczoną w dół, na podłogę, a David oparty plecami o jego masywny tors i objęty jego ręką. Obaj już pod kocem, bo zrobiło się chłodno i oglądający jakiś film w telewizji. Deszcz uderzał w szyby, było ciemno i nieprzyjemnie, ale w domu ogrzewanie było podkręcone, a Shane wciąż czuł zapach kawy, leniwie bawiąc się palcami kochanka.
— Ej, to się nazywa karma, nie? Jak wraca do kogoś to, co zrobił komuś innemu? — rzucił nagle, gapiąc się nieobecnym wzrokiem na ekran, jakby coś trawił.
— Ale o czym mówisz? — spytał David, nie rozumiejąc go od razu. W filmie nie działo się nic takiego, do czego mógłby pić kochanek, a on sam dzięki silnemu ramieniu wokół barków i ciepłu w żołądku od czekolady z rumem odpychał jak najdalej od siebie codzienne problemy i to całkiem skutecznie.
— No… o tym Darrenie — mruknął Shane mniej pewnie, z twarzą przy pachnących włosach Davida. Lubił jego zapach, był taki… dojrzały. Nie umiał go inaczej nazwać. — Wiesz, to co on chciał mi zrobić, a co ja… no, kurwa, tobie…
— Ach… — Tylko tyle na wstępie był w stanie wydusić nieznacznie starszy mężczyzna. — Najważniejsze, że udało ci się go odepchnąć.
— No… Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie…
— W sensie, czy to się nazywa karma? — spytał David, lekko ściągając brwi. — Chyba tak. I może nią być, jeśli w nią wierzysz.
— Nie wiem w sumie… — Shane nie był przekonany. Nie chciał, żeby los uważał, że mu się coś takiego należy. Nawet jeśli po zaatakowaniu Davida uważał, że należy mu się to za to, że mężczyzna kiedyś go zostawił. — Wiesz, trochę chujowo tak… porównywać się do Darrena — dodał z kwaśną miną i jakoś tak mocniej ścisnął dłoń kochanka, żeby bardziej poczuć, że ten tu jest i czuje się z nim bezpiecznie. Teraz nagle sobie przypomniał, jaki był wystraszony i zakutany w koc, kiedy wziął go do siebie po wszystkim.
— Z Darrenem nie masz przeszłości poza tym kebabem. — David odwrócił bardziej głowę, żeby spojrzeć na kochanka. Chciał go pocieszyć, bo nawet próba gwałtu, takie naruszenie cielesności bez pozwolenia musiało być koszmarne. Nie było co go dodatkowo dołować.
Shane prychnął i cmoknął mężczyznę w skroń.
— Ta, niby tak. W ogóle, kurwa, wiesz, jaki on jest duży? Ode mnie nawet większy i owłosiony. Ble…
David nie powstrzymał krótkiego śmiechu.
— Więc co? Nie podobałbym ci się, gdybym był bardziej owłosiony? — zakpił, nie zdążając ugryźć się w język. — Wybacz, nie powinienem sobie żartować. Myślałeś, co jutro zrobisz w pracy?
— Nie wiem… — Shane spochmurniał i chwilę tylko oglądał telewizor, gdzie główny bohater przeszukiwał mieszkanie swojej byłej, psychopatycznej żony. — Bo mówiłem ci, jak będzie se pozwalał, to pierdolę i pójdę do szefa.
— A jak odpuści? Będziesz go unikał, czy udawał, że nic się nie stało? — spytał, wiedząc, że sam chciał unikać Shane’a. Nawet kiedy był w jego mieszkaniu.
To była dziwna rozmowa dla nich obu, przy czym Shane’owi udało się zrobić to, co zamierzał zrobić Darren, dlatego temat był krępujący. Shane też nie wiedział, jak się po nim poruszać, bo wciąż miał wyrzuty sumienia, mimo że David mu wybaczył. Obaj sobie wybaczyli wszystkie krzywdy, jakie sobie nawzajem uczynili. Teraz byli szczęśliwi, ale rozpamiętywanie tamtych czasów wcale nie było przyjemne.
— Chyba będę go ignorował. Bo co innego, kurwa, mogę w sumie, nie?
— Możesz być zmuszony do rozmowy z nim sam na sam, gdzie możesz liczyć, że pęknie i powie ci, czemu to zrobił albo cię ofuczy. — David wzruszył ramionami i siorbnął resztkę czekolady z rumem. Przyjemnie grzała, tak samo jak koc.
— Ale pewnie to zrobił, bo jest, kurwa, krypto.
— A ty nie jesteś, więc możesz mu wyjaśnić, że kutas mu nie odpadnie od tego, że podobają mu się faceci.
Shane skrzywił się po tych słowach i na chwilę puścił dłoń Davida, żeby pomasować jego podbrzusze. Było cieplutkie.
— No niby, ale może się jeszcze bardziej wkurwiać, że w ogóle mu mówię, że jest gejem, bo se pewnie wmawia, że nie. I jeszcze się z nim pobiję, będzie na mnie i to mnie wyleją… — skończył pesymistycznie.
— To możesz go unikać. — David spasował, chociaż uważał, że kochanek mógł się wykazać i zachować jak dorosły i odpowiedzialny gej. Jeśli przyznał się w grupie współpracowników do tego, co robi w łóżku, to powinien pokazać, że niczego złego w tym nie ma i zdecydował się na ujawnienie właśnie dzięki swojej pewności co do tego.
— Ej, no ale co takim tonem to mówisz…? — Shane wykrzywił wargi i postukał go palcem w pępek. — Myślisz, że mam go nawrócić?
David westchnął ciężko i spojrzał na twarz kochanka, odwracając się znowu.
— Myślę, że ucieczka od tego nie załatwi sprawy, tak samo jak nie załatwiło sprawy twoje ukrywanie się przed kumplami. Nie czułeś się z nimi dobrze i swobodnie.
Shane wyglądał na bardzo niepocieszonego i wzdrygnął się na samą myśl poważnej i spokojniej rozmowy z Darrenem.
— A mogę chociaż poczekać, aż chociaż trochę przestanie mnie brzydzić po tym, co zrobił? — burknął ponuro.
— Oczywiście. — David wychylił się i powstrzymał przed skrzywieniem, bo coś strzyknęło mu w plecach. Nienawidził tego. Chciał przecież tylko pocałować z troską ukochanego. — Daj sobie czas. Tyle ile potrzebujesz.
Shane zamruczał na potwierdzenie, a potem objął go obiema rękami, pochylił głowę i pocałował w szyję, przytykając do niej twarz.
— Spoko. Może następnym razem mu nie rozkwaszę mordy. I tak była już krew — prychnął, nie prostując się. Chciał go w siebie wtulić i dać mu tyle ciepła, żeby przestało go boleć.
— Debil — odparł David z lekkim rozbawieniem, a Shane wiedział, że nie ma nic złego na myśli w tym jednym słowie. Tym bardziej, kiedy pozwalał mu się tak obejmować i sam wręcz się wtapiał w jego silne ramiona.
Chociaż wypadek aż tak bardzo ich fizycznie nie zmienił, mogło zdarzyć się wiele dużo gorszych rzeczy, to obaj byli po nim inni. Bardziej do siebie przywiązani, zawzięci w tym, żeby trzymać blisko to, co było dla nich najważniejsze, czyli siebie nawzajem.
— No, twój debil. — Shane zarechotał cicho i zamruczał jeszcze raz, nim odwrócił w końcu wzrok do ekranu telewizora.
Film nie był zły, tylko on był za bardzo zamyślony nad tym, co się dzisiaj stało. Przy Davidzie na szczęście mógł się zrelaksować i poczuł się znacznie lepiej, mając go przy sobie. David był dla niego lekiem na całe zło. Bo przecież cokolwiek by się nie działo, miał tego mężczyznę. A że ten mężczyzna był dla niego najważniejszy na świecie… Więc miał wszystko, czego potrzebował, właśnie teraz, w swoich ramionach.

***

Bar był raczej niskiej klasy, piwo średniej jakości, a zaduch niemiłosierny, ale… było go stać. Wolał oszczędzać, bo przez te cztery dni wolności nie zdążył jeszcze znaleźć pracy, a Courtney dał mu tyle kasy, żeby wystarczyło na jedzenie i jakieś drobniejsze potrzeby. Podobno sam też miał dużo pracy i nie bardzo miał kiedy rozejrzeć się za jego robotą. Ale dorobił mu już klucze, a z mieszkania dziwnie zniknął pies. Ponoć był jego chłopaka i to do niego go zawiózł. Ale co go teraz obchodził pies, kiedy obok siebie miał seksowną brunetkę, przed sobą kufel piwa i kilka drobnych w kieszeni?
W barze było już trochę gości, muzykę ledwie było słychać, bo chyba głośniki dogorywały, a zza okna nie było widać słońca. Pogoda się zepsuła już tydzień temu i wciąż była parszywa. Ale Marshall był wolny, więc aż tak go to nie bolało. Pogoda była niczym przy tym, że może się napić, czego chce, zjeść, co chce i puknąć, kogo chce.
— Jest tylko jedna rzecz lepsza od ciebie, ślicznotko — zwrócił się z lekkim uśmiechem do młodej kobiety siedzącej obok. Kim? Chyba tak miała na imię. Tak, na pewno.
Dziś jego zarost już trochę odrósł, ale zadbał o to, żeby go elegancko przystrzyc. Pod nosem zostawił lekki wąs, policzki ogolił gładko, zostawiając najwięcej na brodzie oraz po linii szczęki, żeby bardziej ją podkreślić. Wyglądał dobrze. Dziewczyna na pewno myślała podobnie, bo rzadko kiedy odwracała od niego wzrok. Zresztą, dla porównania miała barmana z dużych brzuchem i szelkami niedbale zapiętymi na szarym bezrękawniku, kilku facetów po pięćdziesiątce, jednego chudzielca z za dużym wąsem, popijającego samotnie ciemne piwo i kilku mężczyzn w średnim wieku, z których żaden nie wyglądał na zadbanego, specjalnie trzeźwego albo chociaż dobrze bajerującego. Marshall za to prezentował sobą swoistą postawę buntownika i zdobywcy. Ona zresztą też nie należała do brzydkich, chociaż na pewno ładniej by jej było z mniejszą ilością makijażu. Ale i kształty były niczego sobie. Ciasne legginsy podkreślały jej pośladki, a srebrna tunika może i była luźna, za to ze sporym dekoltem ukazującym pieprzyk na jednej piersi.
— Co takiego? — zapytała z zaciekawieniem, zerkając na niego spod długiej grzywki.
— Dwie takie jak ty — odparł Marshall i pochylił się do niej. Nie cmoknął jej jednak, a zwiódł, łapiąc kosmyk jej włosów i delikatnie go wąchając. Nie poczuł niczego poza papierosami i zapachem baru, ale ważne było wrażenie.
Kim uśmiechnęła się szerzej, a jej palce ubogacone w długie, turkusowe paznokcie przesunęły się powoli po chłodnym kuflu. Miała piwo z sokiem, które zamówił jej Marshall. Warto było wybulić trochę drobnych, jeśli potem miał zaliczyć.
— Czaruś z ciebie. Wiedziałam, że nie jesteś z tych, co robią podryw na „chodź się ruchać, mała”.
— Jaki musiałby być ze mnie facet, żeby tak się zachować? — Marshall okręcał ją sobie wokół palca, żeby tylko faktycznie się poruchać. Bo dziewczyna specjalnie go nie oszałamiała. A już z pewnością nie tak, jak jej mówił. Ale tekstem przez nią przytoczonym na pewno by niczego nie zyskał.
— Na pewno nie taki, na jakiego wychodzisz na razie w moich oczach — odpowiedziała dziewczyna z zadowoleniem, powoli bujając nogą i niby przypadkiem ocierając się za każdym razem o jego łydkę. Siedzieli na wysokich krzesełkach barowych, więc miała dość spore pole manewru. — Ale w sumie jednego żałuję… Że spotkaliśmy się w barze, a nie w klubie. Potańczyłabym z tobą, bo widzę, że tu… — wyciągnęła się i dotknęła jego torsu przez kurtkę, a następnie wróciła do swojej pozycji — masz niezły potencjał do ruchu.
— Ej, nie tylko tu! — Mężczyzna zaśmiał się i złapawszy jej wzrok, zerknął w dół swojego ciała. To była w końcu taka delikatna aluzja, żeby i ona zapragnęła tego, co ma w spodniach. A w tej chwili miał więcej, niż kiedy tu szedł, bo wraz z nadzieją na seks rosło też podniecenie. Tak dawno nie ruchał. Wyobrażał sobie setki scenariuszy, jak będzie miętosił jej piersi, jak Kim będzie piszczeć. A było co miętosić, widział to dzięki dobrze dobranym ciuchom. W sumie po jej reakcji mógł uznać, że będzie miał na to szansę, bo spojrzenie dziewczyny, które padło na jego krocze, było ciekawskie i trochę niecierpliwie.
— Tak…? I co mi jeszcze o sobie powiesz? — kokietowała ze śmiechem, a po tych słowach napiła się przez słomkę, składając swoje pełne usta w dzióbek.
— O sobie? Hm, może, że mam złote palce. Swego czasu zajmowałem się majsterkowaniem, to teraz są zwinne i ciekawskie. — Zaśmiał się, a wspomniane palce znalazły się na jej kolanie i po chwili na udzie. — I że bardzo, bardzo, bardzo chciałbym skończyć ten wieczór właśnie z tobą.
Kimberly zagryzła delikatnie wargę, a jej szczupła dłoń spoczęła na dłoni mężczyzny. Wychyliła się do niego i szepnęła mu do ucha:
— To gdzie mnie zabierzesz, żeby ten wieczór skończyć?
Marshall uśmiechnął się szerzej.
— Na moją chatę. Moją i brata, dla ścisłości, ale na szczęście mamy na tyle zajebiste warunki i relacje, że nie musisz nawet wiedzieć, że tam mieszka — wyjaśnił jej, dodając sobie w jej oczach jakoby mieszkanie Courtneya było też jego.
— Mm, to fajnie, brzmi dobrze… Daleko jest? — zapytała, prostując się i dopijając powoli swoje piwo.
— Nie, tak akurat na całkiem romantyczny spacer — odparł, dotykając lekko jej ręki i starając się być jak najbardziej romantycznym przy piwie w kiepskim lokalu i bez dostatecznej ilości pieniędzy na taksówkę.
— Brzmi bardzo miło. Będziesz mi mógł więcej opowiedzieć o tych swoich ciekawskich palcach. — Jego rozmówczyni i przygoda na jeden wieczór zaśmiała się krótko, patrząc mu w oczy. Jej własne były duże, brązowe i podkreślone zieloną kredką. Marshall, jeśli rozmawiałby o swoim ideale, zapewne zadeklarowałby ze woli niebieskie, ale czy to dziś było ważne? Raczej nie.
— Z miłą chęcią — odparł i pierwszy wstał od baru, podając młodej, zdesperowanej jak on kobiecie dłoń, żeby wygodniej było jej zsunąć się ze stołeczka. — Opowiem ci, co tylko chcesz. I z chęcią wysłucham też o tym, co ty lubisz.
— To zrobimy małą wymianę, informacja za informację. Chyba to całkiem ciekawy sposób na wprowadzenie do prawdziwego finiszu tego wieczoru — zakokietowała znowu Kim i zostawiła za sobą resztki piwa w kuflu. Idąc przez bar do wyjścia, wyglądała, jakby czuła się królową, że taki przystojniak ją stąd wyprowadza. Marshall wolał nie wiedzieć, z kim zwykle wychodziła i jak kończyły się jej wieczory.

12 thoughts on “Newton’s Balls – 39 – Karma

  1. Katka pisze:

    Wadera, no widzisz, jaki nasz Shane się zrobił inteligentny przez kontakt z Davidem XD On na pewno dba o jakiś jego rozwój intelektualny XD A jak się sprawa z Darrenem potoczy dalej – na pewno warto śledzić, bo wydaje mi się, że jest ciekawa :) Hehe, a Marshall się powinien trzy razy zastanowić nad swoim postępowaniem… Nie jest u siebie w końcu.

  2. Wadera pisze:

    Współczuję Shane’owi dobrze że udało mu się obronić!
    Coś z tą karmą może być (nie wiedziałam, że Shane wie o takich rzeczach jakiś ukryty intelektualista z niego wychodzi ;P ), boję się tylko, że to wszystko odbiję się w jakiś sposób na jego związku z Davidem. Mam nadzieję że się mylę. W sumie jestem strasznie ciekawa jak te sprawy dalej się potoczą!
    Oj niegrzeczny Marshall! Aż ciekawość wzbiera co mu Courtney zrobi ze swoją historią z przemocą. Miejmy nadzieję, że się opanuję, ale najpierw da braciszkowi popalić (słownie) :D

  3. Katka pisze:

    Matsuyuki, zdecydowanie zbyt dawno! Ale bardzo dobrze, że już jesteś i super, że nadrobiłaś NB. A co do sesji… taaak, w czasie sesji nic nie jest tak dopięte na ostatni guzik jak wszystko poza zakuwaniem. Hehe, będziemy czekać na info o Twoich dalszych sukcesach w nadrabianiu XD A co do Courtneya i Chase’a – taaak, same się śmiejemy, że Shane i Chase są bardzo podobni i obaj mają swoich poważnych facetów :D Fajnie, że ich lubisz! Kibicuj im mocno, bo czasem jest to im baaardzo potrzebne XD My również pozdrawiamy!

  4. Matsuyuki pisze:

    Och jak dawno mnie tu nie było! Paradoksalnie przez cały rok akademicki nie miałam tyle wolnego czasu na czytanie jak przed sesją. Wprawdzie udało mi się dopiero nadrobić NB, ale… Dajcie mi kilka dni, a będę na bieżąco z wszystkim! :D
    Chase i Courtney = dream team! Ogromnie im kibicuję! Mam tylko nadzieję, że powrót braciszka nie namiesza za bardzo. Swoją drogą, niezwykle przypominają mi Shane’a i Davida, może dlatego tak bardzo ich lubię?

    Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!

  5. Katka pisze:

    Mati, tak, próba gwałtu była na pewno zaskoczeniem, bo chyba się nikt się tego po Darrenie nie spodziewał. Shane na pewno nie… Ale tak, chyba taki agresywny krypto gej, który się totalnie nie akceptuje, może w taki sposób… wyładowywać swoje rządze. Niestety. Ważne jednak, ze Shane sobie poradził, chociaż smutne konsekwencje tego są, bo i David niestety przypomniał sobie to i owo… A Marshall na pewno jeszcze nie raz zaskoczy Was jakimś wyskokiem, więc w sumie mogę powiedzieć, że to dopiero początek XD

  6. Mati pisze:

    Spodziewałem się brutalnego pobicia Shane’a, grożenia mu, ale próby gwałtu?!?! Pojechałyście, naprawdę. Ale tak pozytywnie, w sensie zaskoczyłyście. I coś może być w tym, że Darren jest krypto. Bo ktoś, kto jest zagorzałym przeciwnikiem gejów raczej chyba nie chciałby wpakowywać swojego …… w kogoś innego, chyba. Ale ogólnie nieciekawie. Zwłaszcza przez przeszłość Shane’a i Davida… Wspomnienia nieprzyjemnej przeszłości… Niefajnie się zrobiło… Ale miłość wszystko zwycięży, jak powiadają. I oby już więcej nie było żadnych chorych akcji w pracy.
    Zaś Marshall, cóż, może zadziać się coś ciekawego. Bo węszę obecność Courtney’a. Byle tylko jakiejś kłótni nie było.

  7. Katka pisze:

    Damian, uczucie bycia ofiarą gwałtu na pewno nie jest przyjemne. David woli o tym nie myśleć i dobrze, że Shane też nie musi, bo Darrenowi się nie udało. Chociaż na pewno zagrożony się czuł i teraz miło się z Darrenem nie będzie pracowało. A czworokącik z Marshallem raczej mało prawdopodobny, haha, ale w jakiejś alternatywnej rzeczywistości może ma rację bytu XD A co do cierpienia Davida – my tego nie lubimy :(

  8. damiannluntekurbus17 pisze:

    Przekraczam granice i od razu wlaczam internet i wchodze na waszego bloga. Dobrze, po 20 h jazdy przeczytac cos przyjemnego ;3
    Dobrze, ze Shane umie sie bic, inaczej na pewno ten Darren by go wyruchal. Nie wiem jakie to uczucie byc ofiara gwaltu, nawet tego nieudanego, ale mysle, ze to podobne do molestowania. Ja bic sie wtedy nie umialem. W sumie to nadal nie umiem xD
    Wiem co czuje David. Tego bolu nie da sie opisac, bo jest wywolany przez wilgoc, przynajmniej w moim przypadku. Jest tepy, ale nie tepy, przeszkadza, ale jednoczesnie nie i boli ale jednoczesnie nie boli xD
    Marshall wroci do domu i spotka swojego brata z Chasem w lozku… I zrobia sobie czworokacik.
    Moglybyscie napisac jakas scene seksu Davida i Shane’a, jak tego pierwszego boli nozka i nie moze juz uprawiac seksu. Lubie, jak bohaterowie cierpia ;)

  9. Katka pisze:

    Kyna, trudno powiedzieć jakby to Shane przyjął, gdyby został zgwałcony. Teraz jest zwyczajnie wściekły, ale udało mu się obronić. W przeciwnym razie mogłoby być zupełnie inaczej. A co do Kim, to nie było jej dotąd w żadnym rozdziale NB :) Pozdrawiamy!

    Kasia, zdecydowanie poczucie czegoś na własnej skórze daje większe zrozumienie danego czynu. Shane na pewno coś z tego wyciągnie. Szczęście, że nie musiał tego jednak zrozumieć w pełni, bo nie spotkało go stricte to co Davida. David na pewno by tego dla niego nie chciał. Haha, Shane i elokwentne podejście do sprawy XD Taaa, to na pewno się uda, hehehe. Ale może spróbuje. Darren też nie jest specjalnym intelektualistą, więc może to zadziała. A Marshall śpi w salonie, na rozkładanej kanapie, bo Courtney nie ma pokoju gościnnego. Więc no… może być niezręcznie XD Dzisiejsza niedziela to zdecydowanie lenistwo! :D

    O., tak, już zdecydowanie starają się zapomnieć o tamtym wydarzeniu. Obaj już przeszli nad tym do porządku dziennego. Czy David mu to w pełni wybaczył, trudno powiedzieć, ale na pewno już go o to nie obwinia. Chce z nim być mimo tego ;)

  10. O. pisze:

    Ciekawa byłam, czy sprawa gwałtu wraca jakoś do nich i jakie mają po odległym czasie podejście. David jest wyrozumiały, mógł rzucić tekstem „ty mnie zgwałciłeś, a on nie dał rady”. Wydaje mi się, że wypadek zbliżył ich na tyle, by gwałt nie był już powodem do kłótni, czy nagłych zastopowań między nimi. Niemniej dobrze, że Darren oberwał. :)

  11. Kasia pisze:

    No tak karma jest wstrętną suką, ale pozwala zrozumieć pewne sprawy. Niemniej jednak cieszę się że Shane zdołał się obronić. To wydarzenie skłoniło go do pewnych przemyśleń. No i może bardziej teraz rozumie co zrobił Davidowi.
    Ciekawe czy będzie edukował Darrena? To może być wielce interesujące :) Już sobie wyobrażam Shane’a i jego elokwentne podejście do sprawy hehe 😅
    Marshall podrywacz :) W sumie dobrze że w ten sposób się do tego zabrał. Tylko zdaje się że miał nie sprowadzać dziewczyn na noc. Nie pamiętam czy Courtney ma pokój gościnny czy jego brat śpi w salonie? To może być trochę niezręczne. Wciąż mi się wydaje że szykujecie jakàś wpadkę Chasowi i kukurydzy.
    Dzięki za rozdział ☺ Udanej niedzieli życzę – może trochę lenistwa? Buziaki 😘

  12. Kyna pisze:

    Darren… O.o Dobrze, że Shane umie się bronić. Nie wyobrażam sobie jak mógłby to przyjąć, on jest zupełnie inny od Davida.
    Marshall! :D Kim jest zła. Wgl kojarze ją skądś? Nie jest czasem jakąś dziewczyną kolegi Chase (to się odmienia? xD)?
    Pozdrawiam i weny życzę! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s