Project Dozen – 67 – Sebastian, Sebastian, Sebastian

Właściwie Francisco dopiero co się rozpakował, chociaż wyrzucenie na łóżko rzeczy z walizki nie do końca można było nazwać rozpakowaniem. Jednak nie chciało mu się zajmować bagażami, kiedy jego rodzince byli na dole w domu. Ostatecznie więc powrzucał wszystko jako tako do szafy, laptopa położył na biurku i już miał wybiec z pokoju, gdy zatrzymał się przy drzwiach i z nostalgią rozejrzał się po tak dobrze znanym sobie wnętrzu.
Uwielbiał swój pokój w internacie z Sebastianem, ale tutaj jednak było tak… swojsko. Znał każdy zakamarek, a cały wystrój świadczył o jego osobowości. Było tu mnóstwo kolorów, a mama zadbała o to, żeby na łóżku leżał jego ulubiony, kolorowy koc. W rogu pokoju stał całkiem pokaźny, drewniany konik bujany, którego nie pozwalał nikomu wyrzucić, od kiedy skończył dziesięć lat, a na ścianie wisiał plakat przedstawiający jakiś słoneczny krajobraz.
Uśmiechnął się do siebie, dopiero teraz spostrzegając, jak bardzo tęsknił za domem. Ale nie było co marnować cennego czasu na siedzenie samemu w pokoju. Wybiegł z niego i niczym słoń popędził na parter.
Tuż pod schodami był swoisty przedpokój, który na bazie kwadratu łączył wszystkie inne pomieszczenia. Nie był on jednak pusty. Stał tam stoliczek, przy którym często siedział ojciec i mając wgląd w to, co się dzieje w całym domu, obserwował go z filiżanką kawy w dłoni.
— Oh, Francisco, już gotowy? Niezmęczony podróżą? — spytał, kiedy usłyszał syna zbiegającego ze schodów.
Matka z kuchni, do której można było wejść albo przez salon połączony z jadalnią, albo właśnie pod schodami z przedpokoju, także wychyliła się, żeby go zobaczyć. Stęskniła się za synem.
— Nie, no co ty, tato — odpowiedział Francisco ze śmiechem. — Tu tak pachnie, że co ja mam robić na górze w pokoju? Mamo, co robisz? — zapytał, już wpadając do kuchni i wciągając zapachy.
Kuchnia powitała go kolejną feerią barw. Kafelki nad szafkami miały wiele odcieni żółci i zieleni. Podobnie jak fartuszek, którym przewiązany był pas jego pięknej matki. Bo co by nie mówić, może i matka Francisco była już kobietą pod pięćdziesiątkę, ale nikt przy zdrowych zmysłach, patrząc na nią, nie dałby jej tyle.
— Lacro — odparła, uśmiechając się do syna. Zostawiła na chwilę danie w stylu gulaszu z suszonej kukurydzy z ziemniakami i kilkoma innymi warzywami oraz chudym mięsem. Po chwili już przeczesywała jego włosy palcami. Uwielbiała te bujne loki. — Zrobiłam tak, jak lubisz najbardziej.
— Dzięki! — Francisco uśmiechnął się szeroko, wpatrując się w oczy matki, które były niczym odzwierciedlenie tych jego. — A kiedy Federico będzie? — dopytał, wiedząc, że i jego brat miał niebawem zjawić się w domu i święta również spędzić tutaj.
— Do pół godziny powinien być! — zawołał ojciec ze swojego miejsca. Był szczupłym mężczyzną, który jako tako nie stronił od ruchu, ale swojego miejsca na picie kawy chyba nigdy nie zmieniał, kiedy już zaczął ją sączyć. Francisco, jak i cała rodzina, uważał to za coś całkiem naturalnego, tylko goście czasem się dziwili.
Francisco usiadł przy kwadratowym stoliku w kuchni, który zwykle był zawalony różnymi produktami spożywczymi, miskami z owocami, słojami i innymi rzeczami, przez co nie służył do spożywania posiłków. Francisco za to chciał zarówno poobserwować matkę przy krzątaniu się po kuchni, porozmawiać z nią i z ojcem, jak i… napisać Sebastianowi, że już dotarł na miejsce. Użył do tego swojego Argentyńskiego numeru, ale miał nadzieję, że matka wybaczy mu trochę większy rachunek. Napisał mu więc smsa, że dotarł i że cieszy się z powrotu do domu.
— A pójdziemy potem na spacer? W ogóle pomóc ci w czymś, mamo? — zapytał, gdy wcisnął „wyślij”.
Kobieta zastanowiła się, bo nie czuła potrzeby, żeby syn jej pomagał, ale z drugiej strony było to miłe. Odparła więc w swoim mniemaniu bardzo dyplomatycznie:
— Mi, kochanie, nie musisz. Będziesz swojej dziewczynie pomagał. I możemy iść po obiedzie gdzieś, gdy już Federico przyjdzie.
— Dobra. Fajnie. A dziewczynie będę pomagał, ale mam nadzieję, że bardziej niż tata swojej — odpowiedział ze śmiechem, wychylając się mocno na krześle, by zerknąć przez próg na ojca.
Ten odpowiedział spojrzeniem i pogroził mu palcem z lekkim uśmiechem na ustach.
— Uważaj sobie, młody. Matka nawet nie lubi, jak jej się tam pakuję, sam dobrze wiesz. Ale możesz powiedzieć, jak tam amerykańskie dziewczyny? Na pewno nie ładniejsze niż nasze, hm?
— No co ty, papa! — odpowiedział ze śmiechem. Przy tym jednak czuł się coraz bardziej nie fair w stosunku do rodziców. Nie przywykł do kłamania im. To zdarzało się tylko w momentach, kiedy coś nabroił za czasów dzieciństwa czy symulował chorobę, żeby nie iść do szkoły, ale nigdy, kiedy chodziło o poważne sprawy. A dla niego związek z Sebastianem był bardzo poważny. — Dużo tam jest blondynek, a mi się to wcale nie podoba.
— Ale biedny jesteś, kochanie, na pewno byłoby ci łatwiej, jakby to nie była szkoła tylko dla chłopców. — Matka westchnęła, bo sama uważała, że jej syn doskonale dogaduje się z dziewczynami.
Francisco znów odwrócił się do matki i podparł głowę na dłoni.
— Nie martw się, jest dobrze. Mamy ze szkoły blisko do miasta, a tam już są dziewczyny. A w szkole nic mnie nie rozprasza — skłamał znowu, bo Sebastian bardzo go rozpraszał. Nawet teraz, bo nie mógł przestać o nim myśleć. Bardzo by chciał, żeby go kiedyś odwiedził.
— Tyle dobrze — wtrącił się ojciec i zaraz zaczął opowiadać, jak to żona rozpraszała go wszystkim, co tylko mogła robić.
Francisco jednocześnie lubił tego słuchać, jak i było to dosyć krępujące, bo ojciec, czym synowie byli starsi, był coraz mniej wybredny w słowach. I teraz też mówił o kobiecie w kuchni coraz to pikantniejsze szczegóły, aż opowieść nie została przerwana powrotem starszego syna. Federico nie kłopotał się z pukaniem, tylko wszedł do domu, wiedząc, że jest oczekiwany.
Słysząc go, Francisco poderwał się z kuchni i wpadł do przedpokoju. Na widok starszego brata uśmiechnął się szeroko i zanim ten zdążył odstawić walizkę, objął go mocno, aż Federico musiał zrobić krok do tyłu.
— Cześć! Ale super cię widzieć!
— Ciebie też, ciebie też — odparł starszy Moreno i objął brata tylko jedną ręką, bo nie miał nawet jak uwolnić drugiej spod uścisku. — Jak podróż?
— Szybko i sprawnie. Tata po mnie przyjechał — wyjaśnił Francisco, już się odsuwając.
Dzięki temu z synem mogli się przywitać także rodzice. Matka wytarła dłonie o fartuszek i uścisnęła Federico, a ojciec podał mu rękę i po męsku potrząsnął.
— No to mamy wreszcie całą rodzinę — podsumował.
— Tato, mówisz, jakby go nie było pięć lat — wypomniał ojcu Federico. — Mamo, zrobisz mi coś do picia? Pójdę zanieść rzeczy na górę.
— Coś ciepłego, czy chłodnego? — dopytała matka, a Francisco… już szedł za Federico jak wierny pies.
— Ciepłego. Dzięki, mamo! — odkrzyknął starszy z braci już ze schodów i pokierował się do swojego starego pokoju.
Że też rodzice go jakoś nie zagospodarowali… Zaraz za drzwiami jeszcze przejrzał się w lustrze i poprawił włosy, a konkretnie dłuższe kosmyki z przodu. Matka zawsze żałowała, że były krótkie, ojciec za to uważał, że tak należało zrobić i to już dawno temu. Na szczęście Francisco wciąż miał takie kosmyki, które mama mogła do woli mierzwić.
— Jak tam na studiach? Masz teraz egzaminy? — zagadał Francisco, wchodząc za nim i przysiadając na kufrze, który był równocześnie schowkiem na dodatkową pościel.
Pokój Federico był znacznie poważniejszy niż jego i wszędzie widać było doskonale, co studiował starszy Moreno. Plakaty z anatomią, encyklopedie medyczne i nawet seria gier komputerowych, w których można było operować pacjentów. Zdecydowanie Federico był zafascynowany tym, czego się uczył. A to, że ciągnęło go do tego od dawna, w znaczący sposób ułatwiło mu wybór drogi życiowej.
— Było kilka, ale zaliczyłem wszystko tak, żeby jak najwięcej czasu spędzić teraz z wami. I z tobą, Chico, w końcu nie widzimy się na co dzień — odparł, kładąc swoją walizkę na świeżo zaścielonym łóżku. Mama pomyślała o nich obu. Jak zawsze z pełną troską.
— Super. Ja też wszystko ogarnąłem, a po świętach mi się nic nie szykuje. Ale szkoda, że znowu nie jesteś na wymianie w Stanach. Byśmy mogli się częściej odwiedzać — odpowiedział z westchnieniem jego młodszy brat. — Super tam jest, ale wy jesteście rodziną. Może mnie kiedyś odwiedzisz? Poznałbyś Sebastiana.
— Tego sławnego Sebastiana? — spytał starszy brat, wyjmując ubranie, żeby się przebrać. W końcu był w domu, chciał się lekko czuć. — Jest tam ktoś w ogóle poza nim? — zażartował, automatycznie przypominając sobie rozmowy z bratem przez Skype’a. Prawie zawsze mówili o Sebastianie.
— Oj weź… Opowiadałem ci przecież ostatnio, że zakolegowałem się z jeszcze takim Julesem i Erikiem.
— I jacy oni są? — spytał Federico, nie krępując się i zmieniając spodnie jeansowe na lekkie materiałowe. Wygodniej się chodziło w takich po domu.
Francisco zadumał się nad odpowiedzią. Nie chciał od razu mówić, że Jules jest otwartym gejem, bo nie wiedział, jak Federico by to przyjął. Jakoś nie przyszło mu jednak do głowy, że brat mógł go zwyczajnie sprawdzić na facebooku, a tam wszystko stawało się jasne, już przez samo tęczowe zdjęcie w tle na profilu Julesa Foxa.
— Jules jest bardzo towarzyski. Chodzimy razem na historię sztuki. A Eric to jego współlokator, ale on jest bardziej jak Sebastian. Też się wydaje taki mądry.
— Wydaje czy jest? I znowu Sebastian. Chico, tylko jedno ci normalnie w głowie — odparł z rozbawieniem Federico, popatrując trochę podejrzliwie na brata, ale nie tak, żeby ten to zauważył. W międzyczasie zdążył się przebrać.
— Bo on naprawdę jest fajny. Aż nie mogę uwierzyć, że już połowę czasu tam spędziłem! Będę musiał niedługo wracać do domu! — Na twarzy Francisco niespodziewanie pojawił się wyraz wielkiej rozterki, gdy tylko zdał sobie z tego sprawę. Na przemian zimny i gorący dreszcz przebiegł mu po plecach.
— Brzmisz, jakbyś nie tęsknił. Mama będzie zdruzgotana, jak tak przy niej z czymś takim wyskoczysz — zauważył roztropnie starszy brat, bo wiedział, że ta na pewno nie ucieszyłaby się, widząc smutek na twarzy swojego synka, kiedy ten mówił o powrocie do domu. — Zresztą, z kumplem będziesz mógł dalej utrzymywać kontakty. Gorzej, jakbyś miał tam dziewczynę.
I tym razem Francisco nie zapanował nad mimiką. Posmutniał jeszcze bardziej. Gdy myślał o tym, że naprawdę wykorzystał już połowę swojego czasu przeznaczonego na pobyt w Stanach i jak krótki był ten okres, robiło mu się słabo. Wiedział, że związki na odległość nie mają szans. On sam nieustannie potrzebował dotyku.
— Nic nie powiem przy mamie — odparł mrukliwie, nie potrafiąc się w żaden sensowny sposób odnieść do ostatnich słów brata.
Federico chwilę patrzył na niego, po czym podszedł i klepnął go w ramię. Chyba nie był jeszcze gotowy, żeby dopytywać dalej, bo pewne podejrzenia kiełkowały mu w głowie. Ale nie chciał jeszcze sam stawać przed prawdą.
— Dobra, Chico, nie rób takiej miny. Chodź, czułem, że mama ugotowała coś pysznego.
— Tak! I mówiła, że pójdziemy na spacer, to może jak zjemy, to się gdzieś wybierzemy. Tak dawno nie byłem w mieście, normalnie jakby kilka lat minęło — odpowiedział Francisco z krótkim śmiechem, choć nie w pełni radosnym, bo wciąż myślał o tym, że na koniec roku szkolnego będzie musiał pożegnać się z Sebastianem. Nie chciał jednak przez to martwić swojej rodziny, więc żwawo się poderwał i pierwszy wyszedł z pokoju brata.

***

Spacer po Buenos Aires się udał. Francisco naprawdę miał wrażenie, że nie był tu wieki, mimo że wszystko wyglądało tak, jak w sierpniu. Może jedynie pogoda się trochę zmieniła, ale wciąż było ciepło. Sebastian na pewno miał śnieg w Newcastle, czego Francisco trochę mu zazdrościł, jednak nie żałował, że przyleciał do rodziny na święta.
Dużo opowiadał rodzicom o tym, jak radzi sobie w szkole. Teraz, kiedy byli obok siebie, a nie rozmawiali przez telefon, mógł zdać bardziej szczegółowe relacje. Cieszył się też, że mamie smakowały słodycze, jakie przywiózł jej ze Stanów.
Niestety szczególnie długo nie chodzili uliczkami po mieście, bo pod wieczór mieli się zjawić goście. I rzeczywiście, około szóstej przybył brat ojca Francisco z żoną i synem. Ten był trzy lata starszy od Francisco i to on był sprawcą wspólnego oglądania filmów porno, co, jak Francisco dowiedział się od Sebastiana, wcale takie normalne nie było. Jednak wtedy kuzyn i jego kumpel zachowywali się, jakby nie było nic bardziej zwyczajnego, a młody Francisco dał się w to wkręcić. Przez to wszystko teraz, kiedy mieli we trójkę, bo razem z Federico, pójść do pokoju któregoś z nich i trochę pogadać, cały czas o tym myślał.
— No i gadałem z nią o tym, ale ona jakaś przytępa jest — mówił Carles, kiedy szli na górę.
Federico prowadził i uznał, że pójdą do pokoju jego młodszego brata, żeby u siebie zachować jako taki porządek. Ich kuzyn, gdy tylko wszedł, rozgadał się na temat dziewczyny, z którą jeszcze dziś rano się widział. I na razie liczyło się dla niego bardziej, żeby każdy się o niej dowiedział, niż żeby posłuchać od Francisco, jak jest w Stanach.
— To jak jest przytępa, to po co się z nią widujesz? — zapytał Federico, stawiając na biurku brata tackę z kubkami z owocową herbatą i miseczką pełną ciasteczek, które wcisnęła im mama.
W tym czasie Francisco usiadł z jednym ciastkiem na skraju swojego łóżka i słuchał kuzyna.
— Bo ma fajną figurę. Zresztą, co ja z nią będę gadał o życiu czy piłce? — Chłopak zaśmiał się i sam usadowił obok młodszego z braci. — Co nie? — spytał, szukając wsparcia dla swoich słów.
— Ale czemu masz z nią nie gadać o życiu? Chociaż na piłce się dziewczyny chyba nie znają — dodał Francisco ze śmiechem i zjadł do końca ciastko. Uwielbiał to, że mama zawsze sama je robiła, a nie kupowała. Może udałoby mu się poprosić ją o upieczenie kilku na wyjazd. Mógłby poczęstować Sebastiana.
— Nie generalizuj, Chico — skarcił go Federico. — To tylko stereotypy. One zwykle są krzywdzące.
— No ale, stary, która laska się zna na piłce? Tylko z kolesiami można oglądać mecz, bez siary — Carles znowu podzielił się swoją mądrością. — To tak, jakbyś mówił, że z laskami można gadać o pornosach, to śmieszne.
I Francisco momentalnie spalił raka, bo bardzo dobrze pamiętał tamtą sytuację, kiedy nie tylko rozmawiali z Carlesem i jego kumplem o pornosach, ale i razem jeden oglądali. Naraz naszło go, żeby skonfrontować opinię Sebastiana z opinią swojego brata, więc spróbował rzucić luźno:
— A oglądanie pornosów? Lepiej z dziewczyną czy kumplem?
— Z kumplem? — spytał Federico, jakby jego brat sobie żartował. — Z dziewczyną też wolałbym nie oglądać. Porno jest dla ciebie, a nie, żeby z kimś oglądać. Podesłać można, ale nie wspólnie — prychnął, bo nie wyobrażał sobie czegoś takiego.
Ich kuzyn w międzyczasie nabrał wody w usta, a Francisco zerknął na niego, potem na brata i zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Czyli Sebastian miał rację. Ale co to oznaczało? Carles był jakimś fetyszystą? A ten jego kumpel, który przecież też wtedy sobie z nimi trzepał?
— Aa… No tak, to logiczne — odparł więc pokracznie i szybko wstał, żeby wziąć swój kubek z herbatą i jeszcze jedno ciastko, którym mógłby zapchać policzki.
— Tylko że teraz to mówię z perspektywy czasu, a kiedyś jeszcze też niezłe debilizmy przychodziły do głowy. Ale! — Federico klasnął w dłonie i zatarł je, żeby zmienić temat w bardzo dosadny sposób. — Wszystkie prezenty kupione? Macie plany na nowy rok?
— Ja prezenty już kupiłem w Stanach — pochwalił się Francisco, trochę wewnętrznie dumny z siebie, że tak jeździ po świecie, a do tego tak dobrze zna angielski, żeby móc uczyć się w Stanach.
— Ja też już kupiłem, ale nie wiem, co na nowy rok. Znaczy na Sylwka — podjął Carles, opierając się za plecami rękoma. Był wysoki i barczysty jak na swój wiek, a do tego miał mocniej opaloną skórę od braci Moreno. No i spięte w kitkę, czarne włosy. — Chico, ty coś robisz?
— Nie wiem jeszcze, bo jak tu jechałem, to myślałem tylko o świętach i dobrym jedzeniu mamy — odparł młodszy z braci ze śmiechem, wracając na łóżko.
— Mamine jedzenie, no oczywiście priorytety. — Federico zaśmiał się z brata i siedząc na fotelu naprzeciwko nich, pojadał ciastko. — Sam za tym tęskniłem. Ale chyba tam w szkole macie niezłe jedzenie. Ja pamiętam, że mi pasowało. Był duży wybór, ale masa śmieciowego żarcia też była.
Francisco chętnie podjął temat, bo chciał poopowiadać bratu i kuzynowi o swoim wyjeździe. Było to coś, co sprawiało, że czuł się naprawdę fajny, a i mógł porównać swoje wrażenia z wrażeniami brata. Wciąż pamiętał, jak ten opowiadał o swojej wymianie, czym właściwie skusił go, żeby i sam na coś takiego aplikował.
Na rozmowach o Stanach zeszło im dłużej niż się spodziewali, a w końcu Federico powiedział, że pójdzie na dół jeszcze chwilę pogadać z wujkiem i ciotką, zanim wszyscy zabiorą się do domu. Francisco więc został z Carlesem sam. Zdążył już zmienić miejsce, bo w trakcie rozmowy pokazywał starszej dwójce kilka zdjęć na swoim laptopie.
— Puścić jakąś muzykę? — zapytał, gdy drzwi za bratem się zamknęły.
— Mhm, dajesz — zachęcił go kuzyn, nadal siedząc na łóżku. — I matko, jaki Federico czasami jest dorosły. Jakby nie wiem, ile miał lat! — Zaśmiał się.
— Hm? Noo, jest bardzo poważny, ale teraz na studiach jeszcze bardziej. Już się wczuwa w bycie lekarzem — przyznał młodszy chłopak i puścił pierwszą lepszą składankę na youtube.
— Ale bez przegin. On w ogóle ma teraz jakąś dziewczynę tak serio, że tak gada poważnie? — drążył temat starszy chłopak.
Francisco obejrzał się na niego i wzruszył ramionami. Sięgnął po kolejne ciasteczko.
— Nie, teraz chyba nie ma żadnej. Powiedziałby mi. Ale co? To myślisz, że dziewczyna by zrobiła z niego jeszcze większego ważniaka? — zażartował.
— A nie? Weź, jak wystrzelił z tym nieoglądaniem pornosów. Że samemu i w ogóle. Może jeszcze ze swoją laską by pod kołderką to robił. A ty, Chico? Coś tam w Stanach zaliczyłeś? Dobre tam są? Czy cnotki?
Po raz kolejny tego dnia na policzkach Francisco pojawiły się wypieki. Nie chciał przy Carlesie wychodzić na jakiegoś… prawiczka. Tym bardziej, że nim nie był, ale przecież nie mógł opowiadać o seksie z Sebastianem.
— Są bardzo fajne. No… coś zaliczyłem, ale nie mów Federico. Nic nie wie! — zastrzegł od razu.
— Tak? — Kuzyn od razu się ożywił na taką nowinę. — Jaka była? Chico, nie daj się prosić, opowiadaj. Coś tego z nią kręcisz, czy ci się trafiła na jakiejś imprezie?
Francisco nie był pewien, czy powinien kontynuować ten temat. Może gadanie o seksie z innymi chłopakami według Sebastiana też było niewłaściwe? Ale akurat wiedział, że to nastoletni chłopcy robią nieustannie. Ośmielił się więc i obróciwszy się całkiem w stronę kuzyna i pojadając ciastko, odparł:
— Już się tak jakby spotykamy. Jest naprawdę super. A ty kogoś masz? — spróbował też uprzejmie zapytać Carlesa, żeby nie musieć samemu opowiadać.
— Słuchałeś ty mnie w ogóle? Mówiłem wam o tej przytępej lasce. Niby się z nią umawiam — odparł kuzyn, przewracając oczami na znak, jak tragiczne było umawianie się z kimś tylko dlatego, że jest seksowny. — Ale seksy się odpierdalają niezłe. Naprawdę zajebiście ciągnie. Jak na pornosach.
— Tak? Jak na tym, który oglądaliśmy? — zapytał Francisco, próbując wyczytać, do czego dążył Carles. Może chciał wyjaśnić jakoś tę całą sytuację sprzed kilku lat?
— No chociażby. I właśnie. — Wskazał młodszego rozmówcę. — Ja tam nie uważam jak Federico, że to było pogrzane. Więc ty też się tym nie przejmuj. Nie każdy to robi, bo kolesie wstydzą się swoich sprzętów, ot co.
— Federico na pewno nie ma małego. U nas genetycznie raczej takie normalne powinny być — zażartował młodszy chłopak, czując gorąco w całym ciele. Było mu trochę głupio, bo nadal pamiętał, jak skonfundowany był Sebastian, kiedy opowiadał mu o tym, co robił z kuzynem i jego kumplem. — Ale spoko, spoko, chłopie, rozumiem, że różni ludzie lubią różne rzeczy. Bo… bo moja dziewczyna też była zdziwiona, kiedy jej opowiadałem, że tak zrobiliśmy — dodał badawczo.
A Carles ściągnął brwi i zrobił dość zaskoczoną i jakby groźną minę. Było to dziwne połączenie, tym bardziej, kiedy dość buntowniczo spytał:
— Ale po chuja jej mówiłeś? Laskom takich rzeczy się nie mówi, bo wezmą cię jeszcze za jakiegoś pedała.
I jak dotychczas Francisco był skrępowany, tak teraz zupełnie się zagubił. Sięgnął gwałtownie po dwa ciastka i oba na raz wcisnął w usta.
— Wew… — wymamrotał niewyraźnie z pretensją. Sebastian powinien w tym momencie przylecieć do niego z czerwoną peleryną i zabrać z powrotem do internatu.
Carles zaśmiał się i machnął na niego dłonią.
— Coś poza zdziwieniem mówiła? Może jarał ją trójkąt? — zmienił ot tak temat.
— Nie… O trójkącie nic nie mówiła. Była tylko zaskoczona, ale nie rozmawialiśmy potem o tym, bo to było w sumie jak się poznaliśmy. Ale potem nawet sami obejrzeliśmy razem film porno — dodał z lekkim uśmiechem i w końcu udało mu się połknąć ciastka.
— To, Chico, łamiesz wszystkie słowa brata! — Kuzyn zaśmiał się z niego i zaraz nawiązał do jakiegoś pornosa, którego ostatnio widział, gdzie dwaj bracia właśnie zajmowali się jedną dziewczyną. Temat więc w miarę szybko odszedł od nich samych.
Francisco nie czuł się w nim jak ryba w wodzie, ale z drugiej strony… którego nastolatka rozmowa o seksie nie kręciła? Wciągnął się w nią i przerwało im dopiero wołanie z parteru, że wujek i ciocia idą do domu, więc Carles też powinien się zbierać. Pożegnali się więc, a na święta znów mieli się zobaczyć.
Wrażenia całego dnia zmęczyły Francisco, więc nie został z rodziną na dole, gdy ci jeszcze postanowili coś obejrzeć w telewizji. Jemu marzyło się tylko łóżko i może dorwanie Sebastiana na facebooku. Wiedział jednak, że ten był teraz u ojca, więc miał na to małe szanse, ale i tak musiał spróbować.
I nawet już złapało go zrezygnowanie, kiedy w końcu dostał wiadomość.
Sebastian Moss: Hej, już na miejscu? Żyjesz?
Francisco Moreno: Tak, już dawno :D Właśnie był kuzyn z wujkiem i ciocią, ale już poszli. Możemy pogadać na skypie?
Sebastian Moss: Za chwilę, na razie pomagam ojcu i idę do siebie. Którą masz u siebie?
Francisco Moreno: Już po 11. Ale poczekam na ciebie. Umyję się szybko.
Sebastian Moss: OK, to napisz, gdy już będziesz. Ja też napiszę.
Francisco Moreno: To do zobaczenia :D
Argentyńczyk wcisnął enter i odsunął się od swojego laptopa. Wziął z łóżka piżamę przygotowaną przez mamę i poszedł do łazienki. Słyszał rozmowy z dołu, ale zawołał tylko „dobranoc!” i poszedł się myć. Zrobił to bardzo szybko, bo już chciał zobaczyć Sebastiana. Włosy jedynie zmoczył, ale przez to mocniej mu się pozwijały.
Zgasił górne światło, zapalił lampkę na biurku i szybko napisał na facebooku, że już jest, ma włączonego skype’a i czeka. Sebastian już nie odezwał się na facebooku, tylko po kilku minutach zadzwonił na skype’a. Kiedy młody Argentyńczyk odebrał, zobaczył jego twarz w słuchawkach. Sebastian leżał na swoim łóżku, jeśli dobrze widział.
— Hej — przywitał się z nim. — Słyszysz mnie?
— Hej, tak! — odpowiedział Francisco, który nie miał ani słuchawek, ani mikrofonu, więc mówił do tego wbudowanego w laptopie. — A u was jest wcześniej, prawda?
— Tak, dlatego mam słuchawki, bo ojciec jeszcze nie poszedł spać i ogląda telewizję. Jak droga?
— Dobrze. Wszystko było planowo, a papa po mnie przyjechał. Potem byliśmy na spacerze z Federico, a potem rodzina wpadła. I teraz już spokój, ale dobrze jest być w domu — zrelacjonował, wpatrując się w przystojną twarz swojego chłopaka. Tak jak tęsknił za domem rodzinnym, będąc w Stanach, tak teraz tęsknił za Sebastianem. Chciałby położyć się obok niego.
— Odpoczniesz od szkoły. Ja mam wrażenie, że dzięki ojcu cały czas w niej jestem — odparł Sebastian i podsunął nieznacznie laptopa, który musiał stać mu na brzuchu, kiedy on podpierał głowę na poduszkach.
— I jesteś dalej bardzo blisko kampusu — zauważył Francisco i dodał ze śmiechem: — Ja się czuję jak na wakacjach. Ale szkoda, że tu nie ma śniegu.
— Ja muszę powiedzieć, że mi dziwnie by było, jakby na święta miało być ciepło. Bo u was jest teraz ciepło, co? Chciałbym zobaczyć, jak tam masz. O właśnie, pokaż trochę pokoju.
Francisco pokiwał głową, bo rzeczywiście chciał się pochwalić swoim kolorowym pokojem. Wstał, postawił laptopa na samym skraju biurka i odsunął się, żeby Sebastian mógł zobaczyć pokój.
— Ładny? Jest bardziej kolorowo niż w internacie. Tylko trochę bałagan.
Miał rację, w pokoju był bałagan, ale tylko dlatego, że część rzeczy z jego walizki była porozrzucana, gdzie się dało. Bo zanim przyjechał, jego mama zadbała o to, żeby było czysto.
— Faktycznie kolorowo — skomentował Sebastian, przyglądając się w ekranie pokojowi swojego chłopaka. — To może od niego jesteś taki radosny? Co?
Francisco zaśmiał się i znów przysiadł przed laptopem.
— Może. Ale szkoda, że cię tu nie ma. Koniecznie musisz kiedyś mnie odwiedzić. Poznałbyś mamę, tatę, Federico… Och, a wiesz co? Federico… rozmawialiśmy o filmach porno — zaczął, mówiąc już z większym napięciem i skupieniem.
— No co za rozmowy z bratem… Myślałem, że pogadacie bardziej o świętach albo o szkole. — Sebastian się zaśmiał i skinął na niego brodą. — Ale co mówiliście?
— To bardzo dziwnie wyszło. Bo był mój kuzyn, o którym ci kiedyś mówiłem. Że oglądałem z nim i kolegą film porno — odparł Francisco z lekkim skrępowaniem, bo wciąż pamiętał reakcję swojego chłopaka. — Powiedziałem o oglądaniu filmów razem i… i Federico też był bardzo zbulwowany.
— Zbulwersowany. Mówiłem ci, to nie jest jakieś szczególnie typowe, żeby z kimś porno oglądać. Chwalenie się gazetkami czy zdjęciami to co innego niż oglądanie właściwej akcji. Tym bardziej z jechaniem na ręcznym.
Zarumieniony Latynos pokiwał głową, chociaż wciąż był skonfundowany. Przecież Carles mówił coś zupełnie innego.
— Ale mój kuzyn potem się upierał, że to jest normalnie, Sebastian…
— To wiesz, może dla niego. Jak tak lubi, to nie dziwne, że się będzie upierał. Tym bardziej, że ty nie zaprzeczasz i dajesz sobie takie rzeczy wmówić — stwierdził poważnie Sebastian, ale na koniec westchnął. — Ale weź, nawet jak mu wierzysz, nie oglądaj nic już z nim, co?
— Si, si… Ale ja nie wiedziałem wtedy, że to złe jest — tłumaczył się Francisco. — A teraz bym już nie chciał nic z kobietą… — dodał z krótkim śmiechem.
— Nigdy nie mów nigdy, ale… no, wiem z kim byś wolał. — Sebastian zaśmiał się do kamerki i puścił mu oko. Sam nie mówił nic zbyt głośno, bo jego ojciec nie spał.
Na ustach Francisco pojawił się szerszy uśmiech, a na jego policzkach mocniejsze wypieki.
— Ja to w ogóle bym wolał teraz się z tobą kochać niż oglądać.
Sebastian zaśmiał się.
— Wszyscy już u ciebie śpią?
Jego chłopak odruchowo spojrzał w stronę drzwi do swojego pokoju.
— Nie, nie, jeszcze rodzice są na dole, Federico też. Późno chodzą spać.
— Ach, spoko. Szkoda — odparł Sebastian, nie rozwijając bardziej swojej myśli.
Francisco musiał się z nim zgodzić, bo może wtedy by mogli porozmawiać bardziej… szczerze.
— Poczekaj, też się przeniosę na łóżko — powiedział i zaczął walczyć z kablami.
Jego rozmówca widział, jak Latynos szamocze się ze wszystkim, jak przenosi laptopa na łóżko, ciągnąc za sobą ładowarkę. A przez to wszystko nie usłyszał, że po schodach na piętro ktoś idzie.
— No już, teraz razem jesteśmy na łóżku, tylko szkoda, że nie w jednym — zażartował ze śmiechem, a osoba, która weszła po schodach na piętro, naraz zatrzymała się pod drzwiami jego pokoju.
— Trochę szkoda, fakt. Ale to tylko święta. Nadrobimy — odpowiedział Sebastian z laptopa, a odgłos kroków nadal się nie wznowił.
— Teraz fajnie, że wiemy, że nie ma kamer w naszym pokoju — podjął Francisco, który już był myślami razem ze swoim chłopakiem. — Ale wiesz co? Teraz, jak tu wróciłem, to znowu można się ubierać w krótkie rękawy. Pomyślałem, jak się ubierasz na wakacje. Teraz to poza prysznicem w ogóle nie mogę cię zobaczyć, bo się kokonujesz w bluzach i koszulach — pożalił się.
— Bo jest jeszcze zimno, Fran, więc dlatego się tak — Sebastian zaśmiał się z użytego słowa — kokonuję. Zresztą, serio? Nie wystarcza ci wieczorami, jak mnie widzisz?
— Wolałbym częściej…
Sebastian uśmiechnął się. To było w sumie miłe.
— Mmm… to może coś uda się z tym zrobić.
Widząc uśmiech na twarzy Mossa, Francisco sam się uśmiechnął. I zapatrzył się na drugiego chłopaka. A im dłużej patrzył, tym bardziej… smutno mu się robiło.
— Będę musiał wrócić, Sebastian… — wychrypiał.
— Mhm, po świętach.
— Nie… Ja mówię o tym, że po roku szkolnym. Gdy skończy się wymiana, nie będziemy już razem.
Sebastian także od razu się tym zafrasował. Jakoś wcześniej o tym nie pomyślał. Może dlatego, że było to w jego głowie jeszcze bardzo odległe.
— Fran… Czemu teraz o tym myślisz? — spytał z troską, chcąc pogładzić go w tej chwili po włosach. — To jeszcze dużo czasu. Nie wiemy, co się będzie dziać.
— Bo już połowa czasu, który mamy, się skończyła. I to tak szybko leci, Sebastian… — głos Francisco na moment się załamał, a smutek widoczny był w jego wąskich, ciemnych oczach. — Jeszcze tylko chwila i koniec. I… i co wtedy?
— I dopiero wtedy będziemy myśleć nad rozwiązaniem. Może udałoby się coś wymyślić, żebyś poszedł na studia do Stanów? — Sebastian starał się go pocieszyć, tak naprawdę nie mając ścisłych pomysłów na przyszłość.
Wargi Latynosa zacisnęły się na moment, gdy ten spróbował sobie to wyobrazić. Obawiał się, że nie miałby na to szans. Uczył się dobrze, ale nie idealnie. Nie był też pewien, czy rodzice by mu opłacili studia. Były bardzo drogie.
— Nie wiem… Chciałbym, ale tyle jest rzeczy, które źle mogą się potoczyć…
— Dlatego nie ma co teraz się tym martwić. Pojechałeś do rodziny na święta, miło spędzić czas. Nie załamuj się teraz, bo i mi będzie przykro.
Francisco pokiwał głową, próbując dać się przekonać tymi słowami. Wyciągnął dłoń i dotknął dwoma palcami ekranu, gdzie widział policzek Sebastiana.
— Spróbuję. Ty dobrze spędzasz z papą czas?
— Tak — odparł od razu Sebastian. — Ty też ze swoimi rodzicami dobrze spędzaj czas. I ej, Fran, nie rób takiej miny. Uśmiechnij się dla mnie.
Najpierw zamiast uśmiechu zobaczył rumieńce na twarzy swojego gorącokrwistego chłopaka, którego wargi po chwili, na szczęście, wykrzywiły się w radośniejszym grymasie.
— Dla ciebie to chyba mogę — odpowiedział z lekkim śmiechem.
— I od razu lepiej. Takiego cię najbardziej lubię — dodał Sebastian, samemu uśmiechając się do komputera.
— Mmm… Ja ciebie też. Masz przepiękne oczy, gdy się uśmiechasz!
Sebastian zaśmiał się.
— Dzięki. Jesteś słodki. Ale musisz być zmęczony. Późno jest, u ciebie jeszcze później.
— Si, to przez lot głównie. A jutro muszę wstać wcześnie, bo mama chciała, żebym pomógł jej obierać owoce do ciasta. Może ci trochę przywiozę, żebyś wiedział, jakie cudności tu jemy!
— Nie wiem, czy można przewozić owoce przez granicę, ale zrób trochę zdjęć. W sumie, czym więcej tym lepiej — poprosił Sebastian, bo był ciekawy, jak żyje jego chłopak.
— Dobra, porobię jutro dużo, póki nie ma w domu wiele do roboty. A będziesz jeszcze jutro na kompie?
— Postaram się. Pisz na fejsa, tam łatwiej będzie mnie złapać. I w razie co, umówimy się na skype’a — odparł Sebastian i jeszcze puścił mu oczko.
— Jasne, chłopie, będziemy w kontakcie. Przekaż pozdrowienia panu Markowi ode mnie z Argentyny — poprosił jeszcze Francisco. Chciał, żeby Mark Moss go lubił.
Sebastian zaśmiał się, bo trochę bawiło go to, jak Francisco starał się przy jego ojcu. Nie skomentował tego jednak, tylko odparł:
— Jasne, pozdrowię. Ty też pozdrów rodziców i brata.
— Dzięki. To ja się jutro odezwę, ty też to zrób, jak będziesz mógł — odpowiedział i wychyliwszy się, cmoknął oczko kamery.
Sebastian uśmiechnął się do niego i posłał mu całusa, ale nie zbliżając się aż tak do monitora.
— Trzymaj się, Francisco. Miłej nocy.
— Dobranoc, Sebastian!
Francisco rzucił ostatnie spojrzenie na jego przystojną twarz i jego uśmiech, nim się rozłączył. Po tym zamknął klapę laptopa i opadł na poduszki, wzdychając głośno. Czuł się zarówno szczęśliwy, że miał swojego chłopaka, jak smutny, że nie może z nim teraz być. Zdecydowanie był w gorącej wodzie kąpany i cierpliwości nie miał za grosz. Tak samo jak spokoju ducha, bo nagle usłyszał pukanie do drzwi. Zamrugał, podniósł się i zdjął laptopa z kolan.
— Proszę!

13 thoughts on “Project Dozen – 67 – Sebastian, Sebastian, Sebastian

  1. Katka pisze:

    O., seks kamerka w domu jednak byłby kiepskim pomysłem XD Nawet Franio nie jest tak głupi, żeby próbować XD A czy to brat, czy matula… może to być też tatuś. Nie wiadomo, ale już niedługo się okaże. A co do rozstania – masz racje, nic nie trwa wiecznie, niestety. A związek na odległość w przypadku Francisco definitywnie odpada. On by po prostu nie dał rady. Więc jak nic nie wymyślą, to można się spodziewać najgorszego. Ale zobaczymy. Już zaczynają o tym myśleć, to może coś dobrego jednak się z tego urodzi…

    Luana, Federico i Francisco zdecydowanie mają bardzo, bardzo dobry kontakt. Smutno by było, gdyby się z jakiegoś powodu zniszczył. Więc teraz pytanie, czy dobrze by było, żeby to on był pod drzwiami, czy nie… Zdeeecydowanie Franio by nie dał rady bez dotyku. On tego potrzebuje jak powietrza! XD Hehe, a co do delektowania się książką – pamiętam, ze tak kiedyś próbowałam z Harrym Potterem, z którąś częścią, gdy wyszła. To było naprawdę genialne uczucie, móc tak powoli dozować rozdziały i móc to dużej przezywać. Ale w kolejnych częściach już w jedną noc wszystkie pochłaniałam. Ale fajnie, że się delektujesz! :) Mam nadzieję, że czyta się dobrze :D

  2. Luana pisze:

    I teraz się będę zastanawiać kto stał przed pokojem Sebastiana. Ale sądzę, że to jego brat i teraz tylko upewnił się w swoich podejrzeniach. Trudno powiedzieć jak na to zareaguje, ale nie chciałabym, aby kontakty braci się ochłodziły, gdyby starszy z rodzeństwa jednak miał coś przeciw. Jednak jestem dobrej myśli i zaakceptuje orientację brata. Nie chciałabym aby ich stosunki się ochłodziły, bo widać, że są fajnym rodzeństwem i zależy im na sobie.
    Mnie, tak jak Franiowi, się też jakoś żal zrobiło, że jemu i Sebastianowi została jeszcze tylko połowa czasu. W takim razie co dalej. Dzieli ich taka odległość, że wątpię, aby utrzymali związek. Poza tym Franio nie dałby rady z daleka bez niego. Widać, że tęskni i w jego głowie jest tylko Sebastian. I jak sam wspomina nie wytrzymałby bez dotyku. Wierzę, że znajdzie się jakieś rozwiązanie.
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam.

    PS. Jestem w trakcie czytania CSZ przy historii Leniaczka. Bardzo mi się podoba tekst. Gdyby nie remont już bym książkę skończyła. Ale za to mogę dłużej się nią po delektować. :)

  3. O. pisze:

    Po tytule myślałam, że to jakaś seks kamerka będzie, ale może to i lepiej, bo jeszcze Franio za głośno by krzyczał ;D
    Co osoba to inne spostrzeżenia na te same sprawy. Ale czyżby kuzyn był krypto gejem? A przygłupa dziewczyna nie istniała? :D Biedny Federico, wszystkie dla niego laski xD
    Też jestem ciekawa, czy to brat jest pod drzwiami, czy to matula przyniosła coś do przekąszenia jeszcze przed snem ;D
    A co do ich przypuszczalnego rozstania.. Nikt nie mówił, że coś trwa wiecznie, szczególnie przyjaźnie czy związki zawierane w liceum, choć czytałam artykuł, że ponoć te mają szanse na długi dystans, albo na bycie wieczne :D Jednak chyba każdy w życiu z kimś się rozstał, jakaś znajomość rozeszła się po kościach, więc… Tak też może być z nimi. Przez pierwsze wakacje jeszcze tęsknota a później kolejna klasa/uczelnia i życie już porywa w swój wir. Choć z całego serca życzę im nieskończoności, to jednak wszystko się może zdarzyć,.

  4. Shivunia pisze:

    Karo >> Jaaaakies plany są, ale zobaczymy co z nich wyniknie. Mogę tylko zdradzić, że plany postaci idzie nam zwykle lepiej zrealizować niż własne :P
    Ale sponsoring studiów jest bardzo kuszący. Na pewno dużo dobrego by z tego wyszło. Powinni im takiego maila napisać, ze tego chcą w zamian za uczestnictwo XD
    Także pozdrawiamy :*

    Yaoistka >> Taka ruletka co nieee? Ale z pewną tendencją. I cóż, Franio to Franio, nie ma co po nim oczekiwać, że nie będzie myślał. On najchętniej wszystkich chciałby mieć przy sobie.
    dziękujemy :*

    fumishi >> No sa słodką parą. I to wielka zasługa własnie naszego gorącokrwistego Frania. Jak piszesz, to właśnie ten uśmiech najlepiej mu pasuje :D Idzie się w nim zakochać. I w tych jego lokach XD A któż puka…. no co ja mogę powiedzieć, się okaże, ale trochę akcji musi też być, co byście się nie zanudzili. Chociaż też musimy uważać, tak jak trzeba uważać z delikatnymi uczuciami Frania :D
    A listonosze to nasze utrapienie. Teleport przydał by się jednak nie tylko aby wysyłać ludzi, ale nawet listy. Bo albo te idą wieki albo listonosze nie wiem co z nimi robią :/
    Mam nadzieje, ze niedługo już będziesz mieć książkę w łapkach.

    Jelis >> Hahahahah, nooo po 67 rozdziałach w kooońcu jest dla nas światełko w tunelu :P W sumie to lepiej niż po 69 rozdziałach. If you know what i mean ;p (te suche żarty w upał – nawet nie wiem KIEDY zrobiło się TAK gorąco)

    Omega >> Hehehehe, no tak wiele jednak jest opcji na kolejny rozdział. Bo tak naprawdę nic nie jest jeszcze tak wprost wprost powiedziane. I jak to uroczo brzmi „słynny Sebastian”. W sumie jak non stop Franio o nim mówi, to coś w tej sławie jednak jest. Niemalże jak jakaś gwiazda :P Może któregoś dnia. I dokładnie tak, święta, trochę ciuteńke chłodniej… a u nas smażalnia. Roztapiam się dosłownie. Ale nie o tym miałam. O tym że Federico się domyśla… cóż, jest mądry a głupi by tylko nie załapał jak Franio gada non stop Sebastian, Sebastian, Sebastian, Sebastian… niedługo dowiemy się co z tego gadania wyjdzie.
    Przesyłam chłodny powiew ;)

  5. Omega pisze:

    Braciszek czatował za drzwiami, choć jakby wszedł wcześniej to mógłby zobaczyć słynnego Sebastiana xD Lecz może to i lepiej, że im rozmowy nie przerwał :P W sumie już po zobaczeniu tytułu wiedziałam, że będzie o kochanym Franiu :3 W końcu u nich są święta a Franio miał jechać do rodziny :P Jestem ciekawa jak się im ułoży (czy Franio jednak zdecyduje się na studia w Stanach, czy może Sebastian coś pokombinuje w drugą stronę i zawita w Argentynie) Ciekawi mnie, co wyniknie z faktu, iż Federico wie o zapędach jego brata… Cóż… z pewnością się domyślał, ale teraz ma pewność :) Kocham <3

  6. Jelis pisze:

    Po raz pierwszy będę czekać na to opowiadanie. Rozkręca się i chyba się do niego przekonuje, a teraz dodatkowo jestem ciekawa przed kim Francisco się wygadał 😂

  7. fumishi pisze:

    Okurdebele! Sam tytuł już sprawił, że miałam zaciesz na twarzy. Uwielbiam tę parę. Mogłabym czytać o nich ciągle i ciągle, i nie znudziłoby mi się. :)
    A któż to puka? Stawiam na brata. Mam przynajmniej nadzieję, że to on, bo nie wydaje się być jakoś bardzo źle nastawiony na homo, a rodzice… z nimi to nigdy nie wiadomo, a jednak nie chciałabym, by Francio się smucił. Uśmiech mu o wiele bardziej pasuje. Seba też jest tego zdania. :D Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie kontynuacją tego, a nie przejściem do innych osób.
    Chłopaki tęsknią za sobą, a ja tęsknie za nimi razem… :v
    Pozdrawiam. :)

    PS Mój listonosz debil zamiast przynieść mi przesyłkę z CSZ, to zostawił mi awizo, żebym sama sobie odebrała, bo jemu nie chce się wozić takiej ”wielkiej, ciężkiej” paczki, przez co jeszcze nie czytałam CSZ. Ech. :C

  8. Yaoistka^^ pisze:

    Ojojoj… Brat? Czy mama? A moze tata? Stawiam jednak na to 1. :3 uwielbiam ich. Juz za soba tesknia.
    Hym.. Rozmarzyłam sie. Z kazdym rozdzialem przekonuje sie jak z kazdym tygodniem oczekuje coraz mocniej na ciag dalszy xD# weny :)

  9. Karo pisze:

    Zastanawiałam się kiedy wypłynie temat powrotu Francisco do Argentyny … Coś pewnie macie przygotowane dla chłopaków po skończeniu projektu :) Zawsze organizatorzy tego pożal się boże eksperymentu mogą chłopakowi zasponsorować studia w Stanach w ranch rekompensaty za straty moralne … Serdecznie pozdrawiam !!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s