Commission – Trylogia NU’EST Cz.2 – Cudownie słodka tragedia

Przedstawiamy drugą część zamówienia, którego pierwsza została napisana jakiś czas temu. Jest TUTAJ, jakby ktoś szukał :) Tak jak poprzednio, prosimy o przymrużenie oka na to, iż realia akcja toczy się w Korei, a my nie mamy o niej pojęcia XD Mamy nadzieję, że będzie się miło czytało!

*****

Rozdział 1 — Przyjaciel z dzieciństwa

Z jednej strony nikt się nie dziwił, że ubiera się trochę dziwacznie, że można go pomylić z dziewczyną i że nie krępuje się rozmawianiem z koleżankami na damskie tematy. Było mu to w sumie wybaczane, bo był członkiem szkolnego zespołu muzycznego, który wszyscy uwielbiali. Był w czołówce najpopularniejszych chłopaków w szkole i po prostu wiele rzeczy uchodziło mu płazem. Od czasu do czasu zdarzało mu się słyszeć żarciki o homoseksualnym podłożu, ale mało kto zwracał na to uwagę. Choć plotki krążyły. Ren jednak nigdy ich nie potwierdził, mimo że był gejem. Miał wiele powodów, by tego nie robić, a jednym z nich był Aron.
Znali się od piaskownicy. Wiedzieli o sobie prawie wszystko, potrafili przewidzieć swoje reakcje. Wiedzieli, co którego śmieszy, czego się boi i jakie ma nawyki. Była jednak jedna rzecz, której Ren nie potrafił przewidzieć — reakcji Arona na jego coming out. I chyba nie chciał jej sprawdzać. I to nie tylko dlatego, że Aron był jego bliskim przyjacielem i nie chciał go stracić. Ren po prostu się w nim kochał.
— O jaaaaa… lubię takie leniwe dni — zamruczał Aron, leżąc na kocu na trawie w parku i patrząc na błękitne niebo.
Dzisiejszą sobotę spędzali wszyscy razem. Był Baekho, który jednak myślami cały czas odpływał do telefonu, bo czatował z jakąś nowo poznaną dziewczyną. Był też JR z Seolem, karmiony przez niego słodkimi przekąskami. No i był Aron i Ren, którzy przysypiali na kocykach i zupełnie nie myśleli o szkole, obowiązkach i czymkolwiek innym.
— Taa… Są fajne. Po tym, jak przez ostatnie kilkanaście tygodni nie mieliśmy wolnej chwili i ćwiczyliśmy do konkursu, teraz dobrze nie myśleć o niczym — przyznał leniwie Ren.
— Zapracowaliście sobie na to — dodał Seol, dumny nie tylko ze swojego chłopaka, ale i całego zespołu, który wykorzystawszy jego tekst, wygrał muzyczny konkurs międzyszkolny.
— Nie bądź taki skromny. Też miałeś w to swój mały wkład — odpowiedział JR, po czym wychylił się i scałował z kącika ust swojego chłopaka okruszek.
Seol od razu się zaczerwienił i spuścił wzrok z lekkim uśmiechem. Był potwornie szczęśliwy dzięki temu, że tak dobrze mu się układało z JR. Ten przywyknął do bycia out, więc razem wszędzie wychodzili, a i JR nie krępował się już całować go publicznie. Był w niebie.
— Ale nie spoczywałbym tak całkiem na laurach — wtrącił się niespodziewanie Baekho. Wszyscy dotąd myśleli, że był za bardzo skupiony na smsowaniu i nie miał pojęcia, o czym mówią. — Gadaliśmy już o tym nowym konkursie wytwórni Gwiazda. I moim zdaniem naprawdę warto pomyśleć o wzięciu w tym udziału na poważnie.
JR zerknął na Arona i Rena, którzy też trochę spoważnieli. Tak, widzieli już na Internecie plotki o konkursie, który rzekomo niebawem otworzy ta znana wytwórnia i również członkowie zespołów w ich wieku mogli wziąć w nim udział. Już samo uczestnictwo wiele by im dało, nie mówiąc o zajęciu jakiegoś sensownego miejsca. Na razie głośno nie mówili o udziale tylko dlatego, że jeszcze średnio w siebie wierzyli. Co innego Seol, który po usłyszeniu o tym konkursie, truł dupę swojego chłopaka i cały czas próbował go przekonać do zapisania się.
— Moglibyśmy… — powiedział ostrożnie Ren. — Tylko że to jest naprawdę mega wysoki poziom, panowie, i musielibyśmy to sobie wziąć do serca.
— Póki konkurs nie jest otwarty, możemy na razie zrobić jakieś rozeznanie — Aron ożywił się bardziej i stuknął siedzącego obok Rena w ramię. — Zamiast tych filmów, które mieliśmy obejrzeć u ciebie w sobotę, możemy przesłuchać artystów, których Gwiazda promuje, to dowiemy się, w co dokładnie uderzają.
— Spotykacie się na filmy w sobotę? — burknął naraz Baekho, zamiast odnieś się do propozycji Arona. Nic nie wiedział o takim spotkaniu, a myślał, że jak już coś robili, to całą paczką.
Ren za to wykazał się w tej kwestii ignorancją, bo wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niego słodko.
— A co ci do naszej słodkiej randki? Trójkącik chcesz? — zażartował śpiewnie.
Aron prychnął z rozbawieniem, a Baekho uśmiechnął się krzywo i kazał mu spadać na drzewo. Tylko w mniej cenzuralny sposób. Aron już kompletnie się roześmiał, za to JR skinął na Rena z poparciem dla pomysłu ich wspólnego kumpla.
— Aron ma rację. Jak macie trochę czasu, żeby ogarnąć ich muzykę, możecie zobaczyć i spisać jakieś swoje uwagi. To dobry pierwszy krok, jeśli mielibyśmy brać udział w konkursie.
— Tylko nie zapomnijcie, żeby za bardzo się nie dopasowywać, tylko pozostać sobą. Bo to dzięki temu wygraliście ostatni konkurs i jesteście najlepsi w tym, co sami robicie ze swoją muzyką — wtrącił poważnie Seol.
Cała czwórka popatrzyła na niego z podziwem, po czym roześmiała się, przedrzeźniając jego mentorski ton. A gdy tylko Seol zaczerwienił się i wyglądał, jakby miał ochotę schować twarz za gazetą, JR z uśmiechem pocałował go w policzek i przyciągnął go do siebie.
— Bez spiny, słodziaku. To wszystko z miłości — zapewnił z rozbawieniem.

***

Jak zawsze, kiedy Ren miał się spotkać sam na sam z Aronem, czuł się zarówno wielce rozradowany, jak i zestresowany. Obawiał się tego, że zrobi coś… za dużo. Że pokaże zachowaniem swoje zauroczenie. Na całe szczęście otoczenie tolerowało niektóre jego odbiegające od normy zagrywki, bo po prostu miał taki image, nieodpowiadający konwencji macho ani typowego, heteroseksualnego nastolatka.
Na godzinę przed umówionym przybyciem Arona spostrzegł, że już bezwiednie zachowuje się inaczej, niż gdyby miał go odwiedzić JR czy Baekho. A mianowicie… stroił się. Przeglądał szafę, próbował różne kombinacje, aż po długiej walce z wyposażeniem swojej garderoby skończył na białym, podartym podkoszulku z różowo-szarymi wzorkami i wąskich, białych jeansach. Oczywiście do tego wszystkiego kolczyki, bransoletki i wisiorek. Swoje blond włosy z kolei podwiązał w niby niechlujny koczek i czekał niecierpliwie na przybycie Arona.
— Ren! — Usłyszał głos matki z parteru.
Odsunął się od biurka i wyszedł z pokoju, żeby następnie zejść po schodach na dół. Mieli nieduży dom, ale zadbany i pełen kolorowych ozdób, przez co wydawał się radosny i żywy. Uwielbiał gusta swojej mamy.
— No? — zagadał, zastając ją w przedpokoju, właśnie ubierającą buty.
— Wychodzę na zakupy. Tata będzie standardowo po piątej, ale myślę, że do tego czasu już wrócę. Jakby co, zadzwonię. O której Aron ma przyjść? — zapytała kobieta, z twarzy bardzo podobna do swojego syna, jednak włosy miała czarne i proste. Teraz spięte w koczek.
— No niedługo, powinien być o pierwszej. Ale może się spóźnić, jak zwykle. A kupisz mi coś? — dopytał, wietrząc szansę na coś ładnego.
— To znaczy coś jedzenia, czy coś innego?
— Nie, znaczy jakiś ciuch…? Albo coś pod szyję… Mamo, ty masz dobre oko, coś na pewno upatrzysz — jęknął prosząco, podchodząc bliżej i cmokając ją w policzek, gdy uniosła się i sięgnęła po płaszczyk.
— Aha… — Zerknęła na niego sceptycznie. — Że mam dobre oko, to nie podlega dyskusji, ale czy mam pieniądze, żeby je tak wydawać…?
— Oj, na pewno coś się tam znajdzie na twojej karcie… Nie musi być nic dużego. Możesz kupić na mega promocji i skłamać mi, że to nowy hit — zaproponował ze śmiechem, czym rozbawił też swoją rodzicielkę, bo uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową.
— Zobaczę. Jak coś się trafi, to kupię, ale nie nastawiaj się za bardzo.
— Okej, okej. Dziękuję!
Matka już tylko uśmiechnęła się do niego i zapiąwszy płaszcz, wyszła z domu. Tymczasem Red powlekł się do salonu i włączył telewizor, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Nie lubił tego oczekiwania. Ale niemal się poderwał, gdy niecałe dziesięć minut później usłyszał dzwonek do drzwi. A było za dziesięć pierwsza. To przecież nie mógł być Aron.
Wyłączył telewizor i poszedł otworzyć. I jeszcze bardziej rozdziawił usta na widok swojego przyjaciela przed czasem. To się nie zdarzało. Było mniej prawdopodobne niż wygranie w loterii.
— Eee… — Aron skrzywił się na widok jego miny i obejrzał się za plecy, by sprawdzić, czy może Ren zobaczył tam ducha czy coś. — Co ty, jakiś paraliż twarzy masz? — Zaśmiał się w końcu.
Ren się opamiętał i przywołał na twarz swój typowy, lekko znudzony wyraz połączony z delikatnym uśmiechem.
— Niee… — odpowiedział śpiewnie. — Po prostu myślałem, że jesteś klonem Arona, bo prawdziwy Aron zachowuje się zawsze jak księżniczka i spóźnia się przynajmniej kwadrans.
Gość prychnął i przepchnął się w drzwiach, żeby nie stać jak kołek w progu. Albo raczej jak jakiś okaz w muzeum, bo Ren gapił się na niego jak psychiczny.
— Spieprzaj. Generalizujesz te wszystkie sytuacje.
— Wcale nie. Powiedz mi, kiedy niby ostatnio tak wcześnie przyszedłeś na umówione spotkanie?
Ren założył ręce na piersi i oparł się plecami o ścianę, obserwując kumpla, właśnie rozbierającego się z wierzchniego odzienia.
— Eee… Bez przesady, jakieś na pewno było.
— A może przyszedłeś tak wcześnie, bo nie mogłeś się doczekać, aż mnie zobaczysz? — zażartował Ren, uśmiechając się do niego słodko.
Aron popatrzył na niego sceptycznie, chociaż odrobinę za długo. W końcu pchnął go w stronę schodów na piętro.
— Idź lepiej. I kto tu się zachowuje jak księżniczka?
Ren roześmiał się z rozbawieniem, ale grzecznie podążył na piętro, do swojego pokoju, gdzie mieli być sami. Tak, to mu mocno podnosiło ciśnienie i temperaturę ciała. Ale równocześnie strasznie go to wewnętrznie bolało, że nie może wykonać wobec swojego przyjaciela żadnego jednoznacznego gestu. Nie miał pojęcia, jak Aron by zareagował, a nie chciał go stracić.
— To co? Będziemy od razu lecieć z przesłuchiwaniem tych zespołów? — zapytał gospodarz, gdy weszli do pokoju, a on podszedł do przygotowanej butelki z sokiem, żeby nalać ją do także przygotowanych szklanek. Choć najchętniej napoiłby Arona afrodyzjakiem i dobrał mu się do spodni.
— Nnn… Nie wiem… Nie no, w sumie w tle może nam lecieć, nie zaszkodzi — przyznał Aron, przysiadając na łóżku. — Czemu w ogóle jesteś sam w domu?
— Mama wyszła przed chwilą na zakupy, a tata dzisiaj pracuje.
— Aaa… To powinieneś zamiast mnie sprowadzić sobie tu jakieś dziewczyny — zażartował gość, śmiejąc się.
Ren uśmiechnął się do niego słodko, choć nie było widać tego uśmiechu w jego oczach. Podał mu sok, a sam usiadł ze swoją szklanką przy biurku, żeby przy okazji włączyć muzykę.
— Powinienem powiedzieć to samo. Zamiast tu być, mogłeś się umówić z jakąś dziewczyną.
— Przecież się umówiłem. Z tobą. — Aron genialnie udał zaskoczenie, chociaż widać było, że walczył ze śmiechem.
Ren zamiast się oburzyć czy speszyć, obejrzał się na niego i zamrugał rzęsami.
— Och, Aron… Czyli wybrałeś właśnie mnie?
Gość śmiał się pod nosem, ale w końcu machnął na niego ręką.
— Dobra, dobra, puszczaj już tę muzykę, bo się jeszcze w Seola zamienisz i JR będzie rozdarty, którego z was wybrać.
Ren zgodził się i w końcu przeszukał listę zespołów promowanych przez wytwórnię Gwiazda. Przeczytał je na głos i wspólnie z Aronem doszli do wniosku, że niektóre kojarzą. Najpierw więc dla przypomnienia sobie przesłuchali kilka kawałków z tych znanych sobie zespołów, a potem puścili wyrywkowo piosenki grup, które zdecydowanie brzmiały dla nich obco. Chcieli znaleźć jakiś wspólny element, który naprowadziłby ich na to, jak sami powinni zbudować swój występ.
— W ogóle co myślisz o Seolu? — Ren zapytał niewinnie, kiedy już z dobrą godzinę później siedzieli obaj na łóżku, a z głośników leciała kolejna składanka. Ciekaw był, jakie dokładnie podejście do związku JR z Seolem ma Aron, bo jakoś nie złożyło się, żeby mogli o tym porozmawiać w cztery oczy. Jasne, całym zespołem wspierali swojego lidera, bo wiedzieli, że ten w razie problemów tracił całkowicie wenę do występów, ale Ren właściwie nie miał pojęcia, co siedzi w głowie przyjaciela. Aron oficjalnie nie wypowiadał się na ten temat.
Aron wydął wargi w zamyśleniu i opadł plecami na poduchy. Zapatrzył się na sufit w blado-lawendowym kolorze. Zawsze jakoś spokojnie się tu czuł. Ta niewymuszona słodycz Rena sprawiała, że trudno było się martwić czymkolwiek w jego towarzystwie.
— Seol to trochę pipka… Niby umie się stawiać, ale tylko w momencie, kiedy jest w podbramkowej sytuacji. A tak to robi, co mu się każe. Ale nie wyobrażam sobie JR z kimś innym. Weź… nie dałby się zdominować.
— Oj nie. Nasz lider lubi panować na sytuacją.
— Choć nie zawsze mu to wychodzi! — Aron zaśmiał się. — Nie mam niby nic do tego, ale serio nie wiem, co on widzi w Seolu… Jest jak kukiełka. Ale sorry, muszę do kibelka.
— Jasne.
Ren odsunął się, a Aron wstał i wyszedł z pokoju. Zaś gospodarz… po chwili wahania poszedł za nim bardzo, bardzo cicho. W skarpetkach nie było go słychać, więc cichcem zakradł się pod drzwi łazienki. Serce dudniło mu mocno w piersi, bo wiedział, że gdy uchyli drzwi powinien móc zobaczyć profil i penisa Arona, jeśli ten tylko sikał. Czuł się z tym głupio, ale naprawdę chciał go zobaczyć.
Zagryzł wargę i bardzo cicho uchylił drzwi. Tylko na tyle, żeby móc cokolwiek dostrzec. Czuł mocne wypieki na twarzy, gdy dostrzegł Arona, a kiedy jego wzrok podążył w dół, zobaczył jego genitalia. Aron trzymał penisa, a Ren wyobrażał sobie, że robi z nim zdecydowanie coś innego. I naraz Aron się poruszył, a spłoszony blondyn szybko czmychnął ze swojego miejsca obserwacji.
Aron za to ściągnął brwi bez zrozumienia, patrząc na uchylone drzwi i kończąc sikać. Przecież Ren wiedział, że jest zajęte…

***

Kiedyś Renowi wydawało się, że to nie będzie takie trudne. Co prawda miłość do osoby, której nie można tego wyznać, była koszmarna i niszcząca, ale jeszcze jakiś czas temu dobrze sobie z tym radził. Ostatnio było gorzej. Nie miał pojęcia, co się tak naprawdę zmieniło. Czy to może fakt, że JR i Seol otwarcie zostali parą i dobrze im się żyło? Czy może Ren po prostu potrzebował już kogoś ukochanego u boku? Może już nie wystarczały mu długie spojrzenia i nocne fantazje. Może po prostu potrzebował tego dotyku, prawdziwego, a nie wyśnionego. Osoby u swojego boku, z którą mógłby być szczęśliwy.
W zeszłym tygodniu w jego głowie powstał głupi pomysł. To znaczy na samym początku Ren uważał go za genialny, ale gdy wszystko przemyślał, szybko go porzucił. Bo założenie bloga, żeby się wygadać, kiedy było się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w szkole, nie było szczególnym objawem geniuszu. Ktoś na pewno by go wytropił, nawet jeśli pisałby anonimowo. Chociażby taka Pajęczyca, która zawsze trzymała rękę na pulsie. Ale Ren musiał się komuś wygadać. Potrzebował tego, bo jego uczucia i problemy zaczynały rosnąć niczym wielki guz. Dlatego ostatecznie Ren sięgnął po konwencjonalne środki i umówił się z JR na kawę w niedzielne popołudnie.
Przyszedł o kwadrans za wcześnie, ale dzięki temu udało mu się upolować bardzo dogodny stolik, bo schowany w rogu kawiarenki, takiej zaaranżowanej na bardziej zachodni styl. Stoliki były kwadratowe, białe, a krzesełka czerwone, tak samo jak nisko wiszące nad stolikami lampy. Było tu bardzo jasno i przytulnie, a gdy JR przybył, Ren już obejmował dłońmi wielki kubek z cappuccino z pianką. Uśmiechnął się delikatnie do swojego lidera. Jego usta jak zawsze były wzbogacone w bladą pomadkę, chociaż miał je tak delikatne i kształtne, że i bez niej wyglądały cudownie.
— Hej. Zamówiłem nam jeszcze po ciachu, zaraz przyniosą — oznajmił, gdy uścisnął dłoń JR.
— O, spoko. To ja wezmę kawę i już jestem.
— Mhm.
JR odszedł na chwilę do lady, żeby wybrać coś dla siebie. Gdy wrócił, miał też już ich ciastka na tacy. Duże i słodkie, ale jego kawa czarna. Wolał takie połączenie, niż słodkie ze słodkim.
Usiadł naprzeciwko Rena, jak zwykle wyróżniając się w tłumie. Chyba już weszła mu w krew sceniczna oprawa i nawet na co dzień ubierał się w inne niż wszyscy ludzie ciuchy. Z reguły ciężkie, ciemne, z mnóstwem dodatków w postaci biżuterii. Ren też nie rezygnował z przeróżnych dodatków, które jednak dziś oznaczały dla niego seledynowy, błyszczący pasek i białe, wąskie spodnie.
— Chciałeś o czymś pogadać, czy tak po prostu się spotkać? — zapytał JR, gdy napił się kawy, a jego rozmówca skosztował ciasta.
Miał podejrzenia, że jednak coś było na rzeczy, bo ostatnio Ren dziwnie się zachowywał. Był jakby bardziej… cichy. Jakby cały czas usilnie nad czymś myślał. JR może nie był jakoś szczególnie spostrzegawczy, jeśli chodziło o odczytywanie zachowań innych ludzi, ale Rena znał już za dobrze, żeby nie zauważyć zmiany.
— Mm… Trochę to, trochę tamto. Ty masz Seola, Baekho nową dziewczynę, Aron jest w trudnym związku ze swoim budzikiem, przez co non stop spóźnia się na lekcje. A ja jakoś tak… — Ren wzruszył ramionami i przemielił w ustach kawałek potwornie słodkiego ciasta. — Odciągnąłem cię w ogóle od jakiejś schadzki z Seolem?
JR zaśmiał się, bo pamiętał, jak widział minę swojego chłopaka przez skype’a, kiedy zapytał go, czy się dziś widzą, a ten z wielkim żalem musiał odmówić, bo się uczy.
— Nie. Ma jakiś mega sprawdzian z matmy i zakuwa.
— Do matmy? Przecież jest z tego dobry.
— Jest, ale chce być najlepszy i nie popełnić żadnego błędu — prychnął lider. — Więc spoko. I tak nie miałbym co dzisiaj robić.
Ren zamruczał ze zrozumieniem.
— Już nie macie żadnych problemów, prawda? Nikt wam nie naskakuje, że jesteście razem?
— Poza wiadomościami od dziewczyn w szkole, które chcą mnie nawrócić? Nie. Jestem tym aż zaskoczony, ale jest spokój.
— No i tu jest problem…
JR ściągnął brwi bez zrozumienia.
— Czemu niby? — burknął.
Drugi chłopak od razu pokręcił głową na znak, że nie chciał, by to tak zabrzmiało. Chodziło mu o coś zupełnie innego.
— Bo wychodzi na to, że wcale nie trzeba być sponiewieranym, kiedy wyjdzie na jaw inna orientacja. A jednak ja się wciąż boję, że ktoś — Aron, dodał w myślach — źle zareaguje.
JR nie odpowiedział od razu, bo zagapił się na niego głupio. Łyżeczka z kawałkiem ciasta, która podjęła wędrówkę do jego ust, też zatrzymała się w drodze w osłupieniu.
— Co…? Ty też jesteś homo? — dopytał w końcu oszołomiony nastolatek, a Ren zaśmiał się krótko z jego miny. Była naprawdę zabawna w połączeniu z tym mrocznym imagem.
— Tak. Nie mów, że nie podejrzewałeś. Wiele osób podejrzewa — odpowiedział z lekkim, spokojnym uśmiechem. Wiedział, że JR może to powiedzieć, bo ten sam kręcił z innym chłopakiem.
— Eee… Nie no, niby podejrzewają, ale zawsze jednak myślałem, że to taki twój androgeniczny wygląd. Że tak lubisz i już, a nie…
— A nie, że marzy mi się partner z kutasem? — dopytał Ren z uśmieszkiem i oblizał usta z kremu po cieście. — Ale jednak.
JR był w szoki i było to widać na jego twarzy. Jego zwykle wąskie oczy teraz jakby zrobiły się większe, a wargi zabawnie się rozchyliły. Ale była to bardzo pożądana reakcja. Ren chciałby, żeby każdy tak reagował.
— Okej… W sumie dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyny w grupie — powiedział w końcu lider i wrócił do swojej kawy. — Ale dziwi mnie, że to mi to mówisz. Dzięki, to miłe, ale zawsze sądziłem, że jesteś bliżej z Aronem.
Tym razem Ren uśmiechnął się smutno. Nie powiedział jednak o swoich obawach, a odparł:
— Ale w sumie od ciebie wszystko się zaczęło i to ja powinienem dziękować. Pamiętam, że to dzięki tobie jestem w zespole i w ogóle mogę się z wami wszystkimi trzymać…
JR prychnął pod nosem z rozbawieniem do wspomnień. Tak, bardzo dobrze pamiętał ich początki. A Ren… Ren był perełką, którą wypatrzył w morzu.

***

Dwa lata temu…

Media ostatnio oszalały na punkcie nowego albumu obecnie chyba najbardziej popularnego boysbandu, a konkretnie na punkcie pierwszej piosenki, która miała w sobie coś tak chwytliwego, że zapadała w pamięć, podobała się i sprawiała, że każdy chciał ją śpiewać. I niestety śpiewał. JR miał już jej trochę dość, bo jak z początku jemu też bardzo się spodobała i męczył ją do znudzenia, tak kiedy wszędzie pojawiały się kolejne covery, a uczniowie non stop nucili ją pod nosem, zaczynały go drażnić już pierwsze jej nuty. Bo przecież… ile można? Jak widać, można było długo i często.
Chodził z słuchawkami na uszach cały czas, bo w przeciwnym razie istniało duże ryzyko, że jednak trafi się kolejny nadgorliwy, niespełniony artysta na korytarzu szkolnym, który znów zanudzi to cholerne „Fallen”. JR za to chciał stworzyć swój własny kawałek. Miał już jakiś pomysł w głowie, ale też bolało go, że w małym zespole, który tworzył z Aronem i Baekho, nie ma nikogo na delikatniejsze kawałki. Okej, spokojna, łagodna część zaśpiewana mocnym głosem niekiedy dawała genialny efekt, ale zwyczajnie potrzebował też czegoś innego.
To był zwyczajny wtorek, sam środek dnia w szkole, a JR został wysłany przez nauczycielkę do biblioteki, żeby przyniósł pewien podręcznik, z którego będą mieli zadanie domowe. JR chętnie na to przystał, bo dzięki temu nie musiał słuchać jej przynudzenia. Miał już w ręku książkę, ale jakoś nie spieszyło mu się z powrotem do klasy. Tym bardziej, że w trakcie lekcji wpadł jeszcze na pomysł pewnej linii melodycznej. Włączył więc w słuchawkach swój dotychczas nagrany kawałek i nucąc go, by dopasować wymyśloną część, podążył do łazienki.
Za jej drzwiami powitał go osobliwy widok. Zobaczył jasnowłosego chłopaka, który na szyi miał owinięty szalik boa i właśnie z dużym zaangażowaniem w mimikę twarzy mówił coś do lustra. A gdy z ciekawości stojący w progu JR zdjął słuchawki z uszu, poznał, że nastolatek wcale nie mówił. Otóż owy nastolatek śpiewał czystym głosem jakąś łacińską pieśń.
JR nie zdradził swojej obecności, a na szczęście nieznajomy nie miał szans teraz go zobaczyć. Był zbyt skupiony na tym, co robił. Gdy skończył śpiewać, zatkał usta w udawanym, ale bardzo teatralnym zaskoczeniu i zaśmiał się bardzo śpiewnie i ładnie. A potem powiedział kilka kwestii, aż w końcu…
— Ty jesteś kumplem Arona?
Blondyn krzyknął i obejrzał na drzwi, przez które do łazienki właśnie wszedł JR z tym swoim wyrazem twarzy mówiącym, że ma wszystko w głębokim poważaniu, chociaż teraz w jego oczach widać było zainteresowanie.
— Eee… — wydusił nieznajomy, w jednej chwili czerwieniejąc na twarzy jak pomidor.
Gorączkowo zdjął szal i wcisnął go do swojego plecaka, a JR spokojnie oparł się bokiem ciała o kafelki i założył ręce na piersi, bezczelnie go obserwując.
— No?
— Ee… Arona? Tak… No, jestem. Dużo słyszałeś? — jęknął na koniec.
— Wszystko — prychnął lider zespołu. — Ale spoko, co pitrasz? Dobrze brzmiałeś. Ćwiczysz coś?
— Na przesłuchanie do kółka teatralnego… — odmruknął drugi chłopak i zarzucił plecak na ramię.
— Teatralnego? — JR zdziwił się, że jeszcze ktoś chciał tam chodzić. Od kiedy zmieniono przewodniczącego, występy kółka były jakąś porażką, a współpraca pomiędzy członkami praktycznie nie istniała. Nie mówiąc już o tym, że kółko w ogóle nie udzielało się poza szkołą. — Po cholerę?
— A czemu nie?— zapytał blondyn już bardziej butnie i też założył ręce na piersi. Był niższy niż JR, miał na sobie zwyczajny mundurek, choć bystre oko lidera dostrzegło, że musiał mieć jakieś małe zapędy do przeróbek, bo widział na przykład delikatnie doszyty na klapie kieszonki w marynarce różowo-biały kwiatuszek. — Chcę występować, więc będę próbował tam swoich sił.
— To moim zdaniem z tym talentem wybrałeś najbardziej szmaciany sposób na spełnienie się.
— Dlaczego niby szmacia… Zaraz, jakim talentem?
JR uśmiechnął się i w końcu zbliżył się do niego. Wyciągnął rękę.
— Jestem JR. Założyłem zespół z Aronem i jeszcze jednym kumplem.
Nieznajomy blondyn zamrugał i odruchowo uścisnął jego rękę.
— Och… To ty.
— Hm? Kojarzysz mnie?
— Aron opowiadał, że zajebiście śpiewasz… i że podbijecie rynek muzyczny w Korei i takie tam — prychnął z rozbawieniem, jakby nie bardzo w to wierzył.
JR za to uśmiechnął się z pewnością siebie.
— Bardzo możliwe. Dobrze mówi. Ale nic nie wspominał o tym, jak dobrze śpiewasz. A słyszałem przed chwilą. Ani razu nie zafałszowałeś.
Nieznajomy znów lekko się zarumienił i odwrócił wzrok.
— Bo Aron nie wie.
— Nie wie? Skoro się sam pchał do zespołu, powinieneś pójść z nim.
Blondyn skrzywił się momentalnie, przez co JR aż popatrzył na niego bez zrozumienia. To były bardzo dziwne reakcje jego zdaniem.
— Po pierwsze… jak masz na imię? — zapytał.
— Ren…
— Po drugie, Ren, o co chodzi? Kumplujesz się z nim dobrze, tak?
— No, w sumie to już od dziecka — przyznał chłopak, przestępując z nogi na nogę. Z jednej strony wyglądał na niepewnego i speszonego, ale z drugiej głos mu nie drżał. Może po prostu był zawstydzony sytuacją, w jakiej go zastano.
— To weź nie rób jaj… Potrzebujemy takich ludzi jak ty.
Ren znów się skrzywił i w końcu dmuchnął z rezygnacją w swoją jasną grzywkę.
— Bałem się zawsze, co Aron powie. Nie chciałem, żeby czuł, że chcę go w czymś prześcignąć. On… on lubi być w czymś dobry i jak tylko potem się okazuje, że jest ktoś lepszy, to ma zgryz. Nie chcę zepsuć naszej przyjaźni…
JR zamyślił się na chwilę, po czym lekceważąco wsunął dłonie w kieszenie i ruszył do kabiny.
— Jak dla mnie, to jak na serio jest twoim przyjacielem, to nie będzie miał ci tego za złe. Przyjaciele się wspierają. Więc jak się odsunie z takiego powodu… to nie był na serio kumplem. — Zatrzymał się przy drzwiach toalety i uśmiechnął krótko do nowo poznanego chłopaka. — Ja zapraszam na przesłuchanie. Moim zdaniem genialnie się nadajesz.
I zamknął się w kabinie, a Ren z rozterką wypisaną na twarzy zapatrzył się na swoje odbicie w lustrze.

***

— I co teraz zamierzasz z tym zrobić? — zapytał JR, widząc, że Ren źle się czuje z tym wszystkim. Nie dziwił mu się kompletnie. Sam nie potrafił zaakceptować tego, że Seol mu się podoba. To była jak walka bez możliwości wygranej.
Ren westchnął cicho i obrócił w dłoniach filiżankę. Był rozdarty. Nie chciał się ukrywać. I bawiło go w sumie to, że kompletnie nie obchodziły go reakcje wszystkich ludzi, ale bał się tej jednej — Arona.
— Jeszcze nie wiem. Cholera! — zaklął cicho.
Poczuł, że drugi chłopak wyciąga rękę ponad stolikiem i ściska jego ramię w pocieszającym, przyjacielskim geście. Cóż, teraz też solidaryzując się z nim, bo przecież niespodziewanie okazało się, że obaj są homo.
— Jak coś, masz moje wsparcie. Chłopaków z zespołu na pewno też.
— Taa… Dzięki. — Ren uśmiechnął się sztucznie, bo wcale nie był tego taki pewien…

Rozdział 2 — Przyjaciel-wróg

Rozciąganie po zajęciach wychowania fizycznego było dla Rena najprzyjemniejszą częścią tych zajęć. Nie miał złej kondycji, wręcz przeciwnie. Ćwiczenie tańca wzmacniało jego organizm, ale nie lubił niektórych gier zespołowych, szczególnie gdy udział w nich brali niektórzy kompletnie nieumiejący złapać piłki uczniowie, lub przeciwnie, kolesie w typie „co to nie ja!”. Ucieszył się więc, gdy nauczyciel powiedział, że mogą zejść z boiska na bok i rozciągnąć swoje mięśnie.
— Zdyyycham! — oznajmił Aron, który był czerwony na całej twarzy.
Zdjął koszulkę i rzucił ją na ławkę na skraju boiska. Ren obejrzał go sobie dyskretnie i na koniec pstryknął go w sutek. Po tym stanął w rozkroku i zaczął schylać się to do jednej, to do drugiej kostki.
— Bo latasz jak głupi za tą piłką. Po co tyle się wysilasz? — zapytał.
Był też z nimi Baekho i kilka innych uczniów mniej i bardziej znanych. A nieopodal, na drugim boisku, tym razem do koszykówki, grały dziewczyny.
— Bo chcę wygrać! Czy to nie oczywiste? — prychnął Aron, a Baekho klepnął go w ramię ze śmiechem.
— Rozciągaj się, bo jutro nawet nie będziesz miał szans zawalczyć, jak nie będziesz mógł się podnieść rano.
Aron wywrócił oczami. Zawsze uważał takie rozciąganie za nudne, mimo że znał skutki braku wcielania tego elementu w życie. Zaczął się więc posłusznie, choć trochę na odwal się rozciągać. A przy tym obserwował, z jakim zapałem robi to Ren. Zdecydowanie bardziej się do tego przykładał, niż do biegania za piłką. Właśnie przytykał czoło do łydki, mocno zgięty i przez to z wypiętym tyłkiem. Naprawdę miał takie pośladki, że wiele dziewczyn mogłoby mu pozazdrościć kształtów.
Naraz usłyszeli głośny gwizd i po chwili pełne rozbawienia słowa przechodzącego obok nich ucznia:
— Ty, Aron, to wciąż facet! Ale też się czasami nad tym zastanawiam!
Po tym rozległo się kilka śmiechów, Aron się zaczerwienił, a Ren uniósł niewinne spojrzenie, by ogarnąć, co się właściwie stało. A gdy zrozumiał, że przyjaciel gapił mu się na tyłek, sam aż się zaczerwienił. Szybko jednak postanowił obrócić sytuację w żart i posłał buziaczka do adresata tych słów.
— Nad tym, czy jestem dziewczyną, czy żeby klepnąć mnie w tyłek?!
Dla odmiany to tamten chłopak się zaczerwienił, a Baekho i Aron roześmiali się. Przybili nawet sobie piątkę i wrócili do rozciągania. Ale jak widać… wcześniejszy żartowniś nie zamierzał tak szybko odpuścić.
— A gdzie kupujesz większość swoich ozdób i dodatków do ubrania? Nie przypadkiem w sklepach, do których tylko dziewczyny zaglądają?
— Oj, dziewczyny i artyści, mój drogi — odparł śpiewnie Ren, z coraz większy rozbawieniem, które też odbijało się na twarzach dwójki jego przyjaciół z zespołu.
— I ciotki? — spytał zaczepnie jego słowny napastnik.
Ren wydął wargi, przekręcił głowę na jeden bok, drugi, jakby się zastanawiał, po czym odparł:
— Moooże…
I zapadła cisza, jak makiem zasiał. Jego rozmówca musiał spodziewać się każdej odpowiedzi, tylko nie takiej. Baekho i Aron zastygli z uśmiechami na twarzach. Inni też zamarli, jakby tyko czekali, aż ktoś nagle wyskoczy zza trybun i zawoła „Niespodzianka! Daliście się nabrać!”. Nic takiego się nie stało, a chłopak, który zaczepił Rena, postanowił rozwiać wątpliwości:
— To znaczy… Jesteś homo…?
— Ano. Jestem.
Chłopak zaśmiał się krótko i rozejrzał, jakby nie wiedząc, jak zareagować. I w końcu tylko wzruszył ramionami. W końcu już lider muzycznego zespołu szkolnego wyszedł z szafy i wszystko było w porządku. Nie było więc podstaw, żeby gnębić za to kogoś innego.
— No okej… Ale niezły news — dodał z prychnięciem i w końcu sobie poszedł.
Tymczasem Ren, który może zachowywał się luzacko i może wręcz wyzywająco, z wielkim napięciem obejrzał się na swoich kumpli. Widział kątem oka, że każdy jest poruszony, ale nie zbulwersowany. Jednak nie te wszystkie opinie go obchodziły, a opinia najbliższych kumpli. I jak na twarzy Baekho zobaczył tylko lekkie rozbawienie, tak mina Arona nie wróżyła nic dobrego.
— Stary, wiesz co? No komu jak komu, ale nam mogłeś powiedzieć! — zawołał Baekho i trącił go w ramię.
— No a co właśnie robię? Mówię wam — odpowiedział Ren, uśmiechając się lekko do Baekho, ale przy tym cały czas obserwował Arona i bardzo, bardzo nie podobało mu się, że ten milczy i w ogóle nie zwraca na nich uwagi.
— To jak? Wolisz dawać, czy brać? — droczył się z nim drugi blondyn.
Ren roześmiał się i już miał coś odpowiedzieć, kiedy nagle Aron podniósł się z trawy, na której się rozciągał i zwyczajnie ruszył do budynku szkolnego. Baekho popatrzył za nim w szoku i zawołał:
— Ej! Aron! Gdzie leziesz?!
— Do szatni! — odkrzyknął wrogo Aron, a Ren poczuł się, jakby właśnie jakieś łańcuchy owinęły mu serce i ścisnęły je.
To na pewno nie była dobra reakcja. Może i inni machnęliby na to ręką, ale Ren za dobrze znał swojego przyjaciela, żeby nie odczytać poprawnie tego zachowania. Aron był… zły. A swoim milczeniem właśnie otwarcie go odepchnął. W tak ważnej dla Rena chwili.
— No dobra, my chyba już też lecimy, nie? — Baekho w końcu skinął na kumpla.
— Mm… No, ja zaraz przyjdę — zapewnił Ren, bo nie chciał już teraz iść do szatni, skoro mógł tam być jeszcze Aron. Skoro tak się sprawa miała… już bał się pierwszej rozmowy po tym wszystkim. Nie chciał jeszcze dobitniej doświadczyć tego, co teraz myśli o nim Aron. Miał nadzieję, że tylko pokracznie zrozumiał tę reakcję i jego przyjaciel szybko rozwieje te obawy.
— Spoko. To do zobaczenia później.
— Mhm, na razie.
Baekho machnął mu ręką i razem z resztą uczniów podążył do szatni, a Ren otarł czoło przedramieniem, kucnął i zamknął twarz w dłoniach. Niby nic się nie stało… a czuł, że było gorzej, niż myślał.

***

Renowi trudno było sprawdzić, co myśli Aron, bo właściwie w ogóle nie mógł go złapać. Oczywiście mógł do niego napisać na Facebooku, mógł pogadać przez telefon, ale nie chciał tego w ten sposób załatwiać. To nie był prawdziwy kontakt, nie był to sposób, w jaki chciał szczerze porozumieć ze swoim najlepszym przyjacielem. Ale nigdzie Arona nie było! Gdy rozbrzmiewał dzwonek na przerwę, Ren nawet nie zdążał pochować wszystkich książek do plecaka, a Aron już znikał z klasy. Na przerwach na korytarzu w ogóle nie mógł go znaleźć, jakby Aron chodził po szkole z tajnym urządzeniem, które mówiło mu, gdzie właśnie się znajduje Ren i unikał go, jak tylko mógł. Było to potwornie dołujące, bo czuł się za każdym razem coraz bardziej odtrącony.
Niespodziewanie trzy dni po coming oucie na boisku wreszcie zobaczył swojego przyjaciela w otoczeniu sprzyjającym rozmowie — na stołówce. Od razu serce mocniej mu zabiło w piersi na jego widok. Stał przy lodówce z chłodnymi napojami i któryś wybierał.
To była dla niego jedyna szansa! Z wypiekami na policzkach podążył w stronę chłopaka, przedzierając się przez tłumy innych osób. Było trudno, bo każdy chciał dostać się do lady i coś zjeść. Ren więc cały czas przepraszał, przepychał się i najwyraźniej robił tym sporo hałasu, bo Aron odwrócił się, by zobaczyć, co się dzieje. A gdy tylko jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Rena… wyciągnął pospiesznie puszkę z maszyny i błyskawicznie czmychnął drugim wejściem.
Ren stanął, załamany. Patrzył w miejsce, w którym zniknął Aron i chciało mu się płakać. Tak zwyczajnie płakać. Wolałby, żeby jego przyjaciel wyrzucił mu coś w kłótni, nawet żeby go uderzył! A nie torturował go tak powoli… po cichu… na odległość…
— Ren…? Ren, wszystko okej? — to był Seol. Musiał zauważyć jego minę i podszedł, żeby zagadać.
Blondyn spojrzał na niego niemal nieobecnym wzrokiem, jakby zaskoczony, że ktokolwiek teraz czegoś od niego chce. Seol przez to zaniepokoił się jeszcze bardziej, bo ten nie odpowiadał kilka sekund.
— Ej… okej?
— Nie… tak… Sam nie wiem — skapitulował Ren i zupełnie odechciało mu się jedzenia, mimo że jeszcze dziesięć minut temu miał wrażenie, że umiera z głodu. — Możemy pogadać? — zapytał niespodziewanie.
— Och… Pewnie. To zajmiemy jakiś stolik? Ja sobie tylko wezmę coś do picia.
— Mhm — odmruknął Ren i podążył w głąb stołówki na poszukiwania wolnego miejsca. I to najlepiej gdzieś na uboczu. Jakoś teraz nie chciał być szczególnie rozpoznawalny. Nawet zrezygnował dzisiaj ze swojego ulubionego różowego paska i nie rzucał się tak w oczy jak zwykle.
Widział, że wiele uczniów się na niego patrzy i był świadom, że prawdopodobnie nie tylko na blogu Pajęczycy pojawiła się o nim informacja, ale też inni przekazywali ją sobie nawzajem i teraz już każdy widział, że jest gejem. Ale to wszystko nie miało dla niego znaczenia. Nawet to, że większość uczniów wcale nie odbierała tego negatywnie. Wolałby słuchać docinek od innych, niż być ignorowanym przez najlepszego przyjaciela.
Na takich myślach zeszło mu oczekiwanie na Seola, który w końcu wrócił do niego z herbatą i słodkim ciastkiem. Usiadł naprzeciwko i popatrzył na niego sondująco. Nie trzeba było być specjalnie bystrym, żeby widzieć podły nastrój Rena.
— Jak się trzymasz? — zapytał wstępnie, w sumie do końca nie wiedząc, o czym dokładnie Ren chciał z nim porozmawiać.
— A jak wyglądam? — W głosie Rena czuć było trochę wymuszone zobojętnienie, ale i smutek i przygnębienie.
— Jakby coś mocno cię trapiło… Ale właściwie twój coming out został znacznie lepiej przyjęty niż mój — odpowiedział Sen z krótkim, cichym śmiechem.
Nie było co do tego wątpliwości. Na samym początku roku szkolnego Seol miał mocno pod górę i wszystko zaczęło się naprawiać dopiero, kiedy JR się za niego wstawił. W przypadku Rena… właściwie nie kojarzył ani jednej sytuacji, w której ktoś by go zaatakował. Zapewne dlatego, że Ren był jednym z najpopularniejszych uczniów w szkole i jego fani nie daliby żyć potencjalnemu napastnikowi.
Ren rozejrzał się niemrawo po sali.
— I co z tego? Nie po to to wszystko zrobiłem, żeby każdy wiedział…
— Och… a po co?
— Żeby wiedziała ta jedna osoba…
Seol przełknął głośno ślinę i odruchowo sam podążył za spojrzeniem Rena, ale nie zobaczył nic szczególnego.
— Czyli… jesteś w kimś zakochany i ta osoba dobrze tego nie przyjęła? — dopytał, próbując zarówno pomóc, jak i zrozumieć. A na szczęście dobrze łączył fakty, więc mógł co nieco się domyślić.
— W skrócie tak — przyznał Ren i w końcu całkowicie skupił uwagę na rozmówcy. — Jak ty to zrobiłeś, że JR z tobą chodzi, chociaż na samym początku tak chamsko cię traktował?
Seol zaśmiał się cicho. To było coś, co trudno mu było wyjaśnić i właściwie jego zdaniem Ren powinien zapytać o to JR. Bo Seol miał wrażenie, że sam kompletnie nic nie zrobił. Miał wrażenie, że w pewnym momencie po prostu JR go… zapragnął. A raczej zdał sobie sprawę, że go pragnie i po niego sięgnął.
— Jeżeli tym się martwisz, Ren, to obawiam się, że niestety to nie zależy od ciebie… To ta osoba musi zrozumieć, że powinna cię szanować i jeśli również cię pragnie, to sobie to uświadomić.
— Och, nie, nie szedłbym tak daleko z tym pragnieniem — odparł Ren z gorzkim uśmiechem.
Aron nigdy nie okazywał tego, że mógłby go pragnąć w taki sposób, w jaki Ren go pragnie. Ale teraz nawet nie o to chodziło. Ren chciał po prostu znów być jego przyjacielem, znów móc widzieć jego uśmiech i słuchać jego przekleństw. Chciał móc z nim rozmawiać, przebywać z nim… A wyglądało na to, że pokazanie mu prawdziwego siebie to wszystko zrujnowało.
— Okej… Ale niestety nie wiem, jak ci bardziej pomóc, Ren… Strasznie mi przykro, ale też uważam, że nie powinieneś tego brać na siebie. Jeżeli ktoś ma problem z akceptacją ciebie, to nie jest to twoja wina, lecz tej osoby.
Ren to wiedział. Poniekąd. Ale niewiele to zmieniało, a wręcz przeciwnie. Bo czuł się taki bezradny. Nie mógł zrobić kompletnie nic, żeby zmienić obecną sytuację, a czekanie na zbawienie chyba sprawi, że popadnie w depresję.
— Mhm. Dzięki — mruknął i wstał od stolika.
Seol otworzył usta, żeby coś powiedzieć, jeszcze jakoś zareagować, bo wcale nie czuł, żeby jakkolwiek pomógł chłopakowi. Ale wyglądało na to, że ten ma już dość. Jedynie więc uśmiechnął się do niego słabo, a Ren wyszedł ze stołówki, nie zjadłszy lunchu.

***

Aron wiedział, że JR chce zorganizować spotkanie ich zespołu, ale wcale mu się to nie uśmiechało. Nie chciał rozmawiać z Renem. Nie miał pojęcia, jak się teraz do niego odnosić i wciąż był wściekły za to, co ten zrobił. Jak oznajmił wszem i wobec, że woli, kurwa, chłopców! I to jeszcze w taki sposób, jakby nagle chciał, żeby wszyscy go zaczęli podrywać, klepać po tyłku i chcieć zaciągnąć do łóżka. Wrzało w nim, gdy tylko o tym myślał i czuł, że przy jakimkolwiek kontakcie z Renem zwyczajnie by wybuchnął.
Ale na spotkanie musiał pójść. Liczył tylko, że kiedy znajdzie się w umówionym miejscu wcześnie i będzie tam JR, to będzie mógł się szybciej zwinąć. I były na to bardzo duże szanse, bo otwarciu salki muzycznej zauważył w środku lidera.
— Siema — przywitał się luźno i rzucił plecak na ławkę. Usiadł obok niego na blacie.
— Hej. Wcześnie jesteś — zauważył JR, dotychczas pracując nad ewentualnym tekstem, który mógłby pasować do konkursu.
Miał wrażenie, że na razie nikt z zespołu nic w tym kierunku nie robi, więc postanowił nie czekać na ich chęci współpracy i samemu coś pchnąć do przodu. Bo niestety Ren był zajęty swoim coming outem, Baekho podrywaniem wszystkiego, co się rusza, a Aron… Aron był kompletnie nieobecny.
— No, bo nie mam czasu za bardzo. O co w ogóle chodzi z tym spotkaniem?
JR aż zrobił trochę większe oczy. To już zaczynało być dziwne… Tworzyli w końcu jeden zespół, a Aron wypowiadał się, jakby wspólne spotkanie było jakimś ewenementem. A mieli przecież pogadać o tym cholernym konkursie.
— O zorganizowanie się, jeśli chcemy mieć z wytwórnią cokolwiek wspólnego! — odpowiedział z jawną irytacją. — Jak masz inne sprawy na głowie, Aron, to ogarnij je do kupy, bo ostatnio, kurwa, stoimy w jednym punkcie i to, sorry, tym razem nie jest moja wina, stary.
Może to JR pierwszy podniósł głos, ale teraz można było zauważyć na twarzy Arona większą złość. Zeskoczył z ławki, na której dotąd siedział i wskazał oskarżycielsko swojego lidera.
— Nie jest twoja wina? Tak jak twoje popieprzone problemy z własnym kutasem nie były twoją winą, gdy braliśmy udział w konkursie międzyszkolnym?! — warknął.
Lider ściągnął brwi mocno i odłożył długopis. Nie zamierzał siedzieć, kiedy drugi chłopak już się podniósł i wyglądał jak przeklęty kogut na arenie.
— Chciałem ci przypomnieć, Aron, że wygraliśmy.
— Aha, ale co się po drodze namęczyliśmy, to nasze. Więc teraz mi nie pierdol, że mam ogarnąć swoje problemy do kupy, jak sam jesteś w tym do bani i właściwie to, co się teraz dzieje, to też twoja wina!
— Moja wina?! — JR zaśmiał się, mając wrażenie, że ta rozmowa zmierza donikąd, a Aron znów, kiedy coś mu nie wychodzi, zwala winę na wszystkich dookoła. I jest przy tym porywczy i mówi to, co mu ślina na język przyniesie. Ale on nie zamierzał być jego workiem treningowym. — Jakim to niby, kurwa, sposobem?
— To ty się spedaliłeś, ty zacząłeś tę pieprzoną modę na „jestem zajebisty i jestem gejem, to całkiem w porządku”! To przez ciebie teraz Ren macha dupą, chodząc po szkole i czekając na pierwszego lepszego, który zaliczy go w kiblu! — wykrzyczał Aron, bliski pchnięcia lidera.
Ten za to totalnie zastygł. Takiego wybuchu się nie spodziewał, tak samo jak nie miał pojęcia, jakim cudem Aron wymyślił te wszystkie chore wnioski. Aż nie wiedział, co odpowiedzieć na taki bełkot. I sam nie wiedział, czy stało się gorzej, czy lepiej, kiedy przed odpowiedzią uratowało go otwarcie drzwi do salki.
W progu pojawił się Ren, który popatrzył po nich bez zrozumienia. Nie trzeba było wiele, żeby zauważyć, jakie nastroje tu panują. Obaj chłopcy mieli miny, jakby chcieli się nawzajem pozabijać.
— Co się dzieje…? — zapytał, ostrożnie zamykając drzwi.
Może i dotąd Aron unikał Rena jak chodzącego tyfusu, ale teraz zareagował jeszcze gorzej. Podszedł do niego i zwyczajnie uderzył go z pięści w szczękę. Ren krzyknął i wpadł na ławkę, a JR podbiegł do Arona i odciągnął go od niego.
— Co ty, kurwa, robisz?! — wrzasnął na niego, trzymając z całych sił, bo Aron szarpał się jak wściekłe zwierzę.
— Puść mnie!
— Uspokój się, to cię, kurwa, puszczę! Pojebało cię?!
W tym czasie Ren podnosił się i patrzył z przerażeniem na swojego… już teraz chyba dawnego, najlepszego przyjaciela. Nic z tego nie rozumiał. Nie rozumiał tej niechęci w oczach Arona, tej agresji, tej pogardy… Przecież w żaden sposób sobie na to wszystko nie zasłużył.
— I jak? Jak ci z tym obnoszeniem się?! Już obciągnąłeś komuś pod ławką?! — krzyknął Aron, wyszarpując ramię z uścisku JR, przez co Ren odruchowo wycofał się o kilka kroków, bojąc się kolejnego ciosu. Szczęka już mu pulsowała bólem i był pewien, że rosła mu tam wielka gula.
— Odbiło ci?! — Nie mógł tego wszystkiego zrozumieć. Nie chciał tego rozumieć. Chciał, żeby było jak dawniej!
Aron wyszarpnął się całkowicie, ale zamiast znów dopaść do Rena, zwyczajnie sięgnął po swój plecak, wyszedł z sali i trzasnął drzwiami, zostawiając JR i Rena w absolutnym szoku. Ci popatrzyli po sobie z brakiem zrozumienia. JR w końcu podszedł od Rena i spojrzał z bliska na jego twarz.
— Żyjesz?
— Mhm… Chyba. Już wyglądam jak śliwka?
— Jeszcze nie… — odmruknął lider, widząc jednak, że to kwestia chwili. — Co mu odbiło? Wiesz o czymś, o czym ja nie wiem?
Ren pokręcił głową i usiadł bez sił na najbliższym krześle.
— Nie mam pojęcia, co mu się stało… Przecież jak ty i Seol zaczęliście ze sobą chodzić, to było wszystko w porządku… Nie traktował ani ciebie, jego Seola jakoś gorzej. Nie wiem, czemu teraz to tak wygląda…
— Nie ogarniam… — przyznał JR. — Kurwa… i te chore teksty.
Ren skrzywił się odruchowo, bo to właśnie te oskarżenia, które niczym jad wypluł Aron, bardziej go bolały niż teraz szczęka. Nie rozumiał ich, były absolutnie bezpodstawne, ale z drugiej strony pełne takiej niechęci, że każde słowo Ren odczuwał niczym papieros gaszony na skórze.
— Nie rozumiem go… Ale… Sorry, JR, nie mam teraz siły na spotkanie. Jak coś, daj znać na fejsie. Może w domu pomyślę o jakiejś linii melodycznej.
JR nie miał wyjścia. Musiał się zgodzić na takie rozwiązanie, chociaż nie cieszyło go to. Jeśli te konflikty w ich zespole miały dłużej potrwać, to bez jedności nie będą mieli szans cokolwiek osiągnąć. Trzymał więc po cichu kciuki za poprawienie stosunków, ale było mu cholernie przykro, gdy widział, jak osowiały jest, dotąd zawsze pewny siebie, Ren. Jego zdaniem… Aron był debilem.

Rozdział 3 — Wywiad, który nie przyniósł nic dobrego

Wytwórnia Gwiazda coraz bardziej nagłaśniała informacje o konkursie. Było o tym wszędzie i mimo że właściwie stanowiło to jedynie reklamę, a nic nowego chłopcy się nie dowiedzieli, to presja, by działać w kierunku zwycięstwa rosła. JR już wychodził z siebie, gdy wciąż i wciąż ich spotkania nie wypalały. Ren nawet nie starał się mu pomóc z organizacją, bo był zamknięty w swoich problemach. Baekho chciał się zaangażować, ale sam z JR nie mógł zbyt wiele zdziałać, kiedy druga połowa ich zespołu nie współpracowała. A i obaj nie dziwili się Renowi, że nie ma głowy do porozumienia, kiedy Aron przeszedł z ignorowania go do wręcz otwartej agresji. Każda ich rozmowa kończyła się kłótnią, nawet o absolutne pierdoły. Nie raz też Ren zwyczajnie oberwał od Arona, co było według wszystkich przesadą. Sam Ren miał tego wszystkiego dość. Czuł, że nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Był też już coraz mniej sobą. Nie taki żywy, radosny i otwarty jak wcześniej. Przemykał teraz korytarzami niemal jak zjawa.
Nikogo nie zaskoczyło, że kolejna próba odbywała się bez Arona. Ten znów znalazł jakąś wymówkę, żeby się nie pojawić. Mimo że właściwie nie słyszał jeszcze tego, co JR i Baekho wymyślili. A już powstała jakaś namiastka utworu, którym chcieli podbić wytwórnię i jej publikę.
— Czyli co? Jesteś pewien, że chcemy zacząć łagodnie, a potem do końca utworu z coraz większym przytupem? — zagadał Baekho, gdy siedzieli na auli w szkole, udostępnionej przez dyrektora, i puszczali na głośniki z laptopa fragmenty stworzonej muzyki.
JR i Ren nie odpowiedzieli od razu, bo wsłuchali się w to, co ich kumpel puścił, a gdy fragment się skończył, lider wsunął palce we włosy i westchnął z zamyśleniem. Siedział okrakiem na krześle, na scenie, obok pozostałej dwójki i starał się nie myśleć o tym, jak wściekły jest na Arona za te wszystkie komplikacje.
— Właśnie jeszcze, kurwa, nie do końca jestem przekonany…
— Moim zdaniem to za duże pójście za tropem tych wszystkich zespołów, które promuje Gwiazda — wtrącił Ren. Aż dziwnie się na niego patrzyło, kiedy nie miał swoich rzucających się w oczy dodatków do mundurka.
— Niby tak, ale sami z Aronem to wychwyciliście, gdy sprawdzaliście te zespoły — zauważył Baekho. — Muszą to lubić, skoro tego tyle jest.
Jak ostatnio było regułą, tak i teraz Ren skrzywił się na samo brzmienie imienia jego przyjaciela. Byłego przyjaciela. Bolało go wewnętrznie, gdy ktoś wspominał Arona. Nie mógł też sam dojść ze sobą do ładu, bo z jednej strony był wściekły na niego, że tak go traktuje, a z drugiej miał wrażenie, że wciąż… jest w nim zakochany. Niczym żona, którą bije mąż, ale która wciąż pamięta, jakim był romantykiem na początku związku.
— Wiem. Ale możemy ich zaskoczyć, kiedy zrobimy coś innego. Nie przykujemy ich uwagi, kiedy zrobimy coś, co już znają — mruknął.
JR pokiwał głową na zgodę.
— Spoko. Ale co sugerujesz w takim razie?
— Może taka trochę karuzela? — rzucił Ren luźno. — Nawet niekoniecznie na zasadzie mocnego i szybkiego refrenu, a wolnych kawałków pomiędzy, żeby też utwór nie nudził się w połowie, ale chyba bym pokombinował z tym tempem, żeby się jakoś ciekawie zmieniało.
Baekho i JR spojrzeli po sobie i podsunęli się bliżej laptopa, żeby zobaczyć, czy może dałoby się coś ciekawego w tym względzie wymyślić. I gdy już o tym żywo i z zaangażowaniem dyskutowali, przerwało im głośne pukanie do dużych, dwuskrzydłowych drzwi. Do salki zajrzała Pajęczyca. Jej wysokich, blond kucyków nie dało się pomylić z żadnymi innymi.
— Hejaaa! Sorka, że przeszkadzam, ale chciałam zapytać Rena, czy wywiad aktualny?! — zawołała, bo drzwi znajdowały się dość daleko od sceny.
— Tak! Będę po próbie tam, gdzie się umawialiśmy! — odkrzyknął Ren, a pozostała dwójka jego kumpli popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
Tymczasem dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, pokazała mu kciuk do góry i wyszła. Zaś Ren, jakby nigdy nic, znów spojrzał na ekran laptopa, ale kumple nie dali mu tak łatwo spokoju.
— Wywiad? Coś o Gwieździe? — zapytał JR.
— Mm? Nie… — odparł Ren znów tym swoim wygaszonym głosem. — To znaczy między innymi. Ale ogólnie chyba chciała podrążyć temat mojego coming outu.
— Okej… I jesteś pewien, że chcesz o tym mówić?
Brwi Rena się ściągnęły, a jego mina wyrażała irytację i butność.
— A mam się czego wstydzić?
— Hej, hej, spoko — wtrącił się Baekho, zaniepokojony. Sam już miał dość tych wszystkich problemów. Jak najpierw JR, tak teraz Ren i Aron… Czuł, że jeszcze trochę, a nie będzie musiał się farbować na platynowy blond, bo włosy ze stresu same zaczną mu jaśnieć. — Wracamy do tego kawałka, bo się nie wyrobimy na ten cholerny konkurs.
JR jeszcze tylko przyjrzał się uważniej Renowi w milczeniu, ale poszedł za sugestią kumpla i zostawił niewygodne tematy na rzecz tych, które teraz powinni poruszyć. Gwiazda na pewno nie przesunie deadline’u z uwagi na ich problemy sercowe…

***

Już rok temu zespół szkolny z JR na czele był popularny i dzięki temu Pajęczyca miała mnóstwo wejść na swojego bloga, na którym publikowała zdjęcia i ciekawostki z życia chłopaków. Ale od kiedy JR zaczął chodzić z Seolem, wejść było jeszcze więcej. Czy mogłaby marzyć o czymś więcej? Okazało się, że los jeszcze bardziej ją obdarował, bo i Ren wyszedł z szafy, co spotkało się z kolejną falą zainteresowania zespołem. A teraz udało się jej namówić chłopaka do wywiadu. Obserwowała więc z euforią, jak liczba wejść na stronę rośnie i rośnie każdej godziny coraz bardziej.
W mniej radosnym nastroju był Aron, który również przeglądał bloga dziewczyny. Dosłownie czerwieniał na twarzy, kiedy czytał odpowiedzi Rena na kolejne pytania Pajęczycy. Coś w nim rosło i sprawiało, że się gotował. Wręcz nie wierzył, że na to wszystko patrzy.

Więc… jesteś gejem.
Zgadza się.
Przepraszam, jeśli zabrzmi to bezczelnie, ale dotąd już niektórzy podejrzewali i uważali, że jesteś dość zniewieściały. Przeszkadzało ci to?
A wyglądałem, jakby mi przeszkadzało? Jestem, jaki jestem. Podoba mi się to, a docinki zwykle nie były brutalne czy agresywne. Raczej żartobliwe, więc nie mam mieć o co pretensji do innych uczniów.
Masz rację, jesteś szczególnie lubianym członkiem Waszego zespołu. A co sprawiło, że zdecydowałeś się teraz na coming out? Czy był to wpływ JR i Seola, czy może to jakieś Twoje wewnętrzne potrzeby sprawiły, że wyszedłeś z szafy? — pytała Pajęczyca.
JR i Seol na pewno mieli na to wpływ, ale nie mogę powiedzieć, że nie zrobiłbym tego, gdyby oni się nie ujawnili. Zawsze chciałem być wolnym ptakiem. Pozbawionym łańcuchów.
W takim razie… dlaczego dopiero teraz?
Hm… Bo dopiero teraz miałem odwagę? Chciałem poczuć akceptację za to, kim naprawdę jestem. Chyba potrzebowałem jej teraz bardziej niż kiedyś.
I udało się?
I tak, i nie. Większość mnie akceptuje. Ale nie mogłem oczekiwać, że każdy rozłoży przede mną tęczowy dywan. Obelgi bolą, ale… muszę to przetrwać.
Trzymamy kciuki! Powiedz jeszcze, czy może masz chłopaka? Albo czy ktoś Ci się szczególnie podoba?
(Śmiech) Moooże. Okej, odpowiedź brzmi „tak”, ale nie zdradzę nic więcej.

Dalej Aron już nie czytał. Nie mógł tego zdzierżyć. Już wszystko było dla niego jasne. Ren rozpowiedział to wszem i wobec, żeby zwyczajnie pokazać wszystkim, jaki jest super, jaki jest dostępny i żeby zwyczajnie napalić jakichś facetów na swoją dupę. Bo czym miała być na kokieteryjna odpowiedź, jak nie tylko zamachaniem tyłkiem, zakamuflowanym pod mianem zakazanego, oddanemu komuś specjalnemu owocu i czekaniem, aż ktoś się do niego dobierze?
Czytał to wszystko na telefonie w szkole i nie było to zbyt dobrym pomysłem. Wszystko dlatego, że nie mógł przeczekać swojej nagłej irytacji w swoim pokoju w domu i pozwolić odejść emocjom, żeby te nie skusiły go do zrobienia czegoś głupiego. Ale niestety… był otoczony innymi uczniami, widział ich uśmiechy, słyszał nawet kilka razy rozmowy o wywiadzie, bo ten został opublikowany na blogu Pajęczycy dzisiejszego poranka, więc dosłownie każdy o tym mówił. Kompletnie nie rozumiał, dlaczego każdy jest taki… pozytywnie do tego nastawiony. Dlaczego nikt nie widział, że z jego dawnego, najlepszego kumpla robi się dziwka.
Z marsową miną szedł korytarzem pod klasę, w której miał mieć następne zajęcia. Z nikim nie rozmawiał i nie odpowiadał na powitania. Był zagubiony we własnych myślach, aż nagle… ujrzał Rena. Ten stał przy tablicy z ogłoszeniami i coś na niej czytał, zadzierając głowę. Aron mimowolnie zapatrzył się na jego profil. Tak łagodny, jakby należał do dziewczyny. Zresztą… Ren zawsze miał niesamowicie symetryczną twarz i szczególnie ładny kształt oczu. Żeby tego było mało, potrafił podkreślać swoje wdzięki delikatnym makijażem i gestykulować w tak specyficzny sposób…
Dopadł do Rena, wręcz nie myśląc. Zrobił to odruchowo, jakby coś wewnątrz kazało mu go złapać, szarpnąć i dosłownie rzucić jego szczupłym ciałem na ścianę korytarza. A strach, który zobaczył w oczach Rena jeszcze bardziej go rozjuszył. Wszystko wydawało mu się takie… grane, udawane.
— Jesteś z siebie zadowolony?! — syknął na niego.
Ślepia blondyna były szeroko otwarte, a on, podobnie jak uczniowie wokół, zupełnie nie wiedział, co się dzieje.
— C… co?
— Jesteś z siebie zadowolony, że teraz każdy poluje na twoją dupę?! — krzyknął Aron w furii. — Może jeszcze zaczniesz nią machać na wszystkie strony?!
— Aron… Co ty pierdolisz…?! — wystękał Ren i spróbował go od siebie odsunąć, ale nie udało mu się. Wręcz przeciwnie. Poczuł mocne uderzenie w twarz z otwartej dłoni. Skóra momentalnie zapiekła go żywym ogniem.
— Pieprzona dziwka!
Klatka piersiowa Rena unosiła się i opadała szybko i głęboko. Nic nie rozumiał, twarz go bolała, a w oczach pojawiły się łzy. A do tego wszyscy wokół to widzieli i w osłupieniu nie wiedzieli, jak zareagować. Tylko stali i patrzyli.
Aron znów uniósł rękę, ale ktoś go powstrzymał.
— Aron! Co ty, do diabła robisz?! — Baekho, trzymając jego rękę, patrzył z nie mniejszym przerażeniem na twarz kumpla niż Ren. — Ja pierdolę… To już zaszło za daleko, kretynie!
Aron wyszarpnął się i odsunął. W środku aż płonął, a spojrzenie Rena wcale go nie uspokajało. Wiedział, po prostu wiedział, że ten zaraz pobiegnie w ramiona jakiegoś fagasa i da mu się wyruchać na pocieszenie!
Chciał coś jeszcze powiedzieć, nosiło go, żeby odepchnąć wtrącającego się Baekho i wykrzyczeć wszystkim, że dają się nabrać na to niewinne spojrzenie. Ale to nie miało sensu. Nikt tego nie rozumiał, a on sam nie mógł przestać gapić się na Rena. Bez słowa więc zawrócił, nie licząc się z konsekwencjami. Czuł, że między nim a Renem już totalnie się spierniczyło i winił za to tylko i wyłącznie swojego dawnego przyjaciela.

***

Przygotowania do konkursu organizowanego przez Gwiazdę szły koszmarnie. Współpraca była zerowa. Na próbach obecny był JR i Baekho, i… na zmianę Ren i Aron. I jak z początku to Aron tylko się wypinał, tak od czasu tych brutalnych ataków Arona Ren też nie pojawiał się na próbach, gdy istniało ryzyko, że pojawi się drugi chłopak. Nie chciał mieć z nim nic do czynienia, a rozżalenie i smutek wywoływane na początku podejściem Arona zmieniły się w złość. Skoro Aron traktował go tak źle i to zupełnie bez powodu, Ren doszedł do wniosku, że od początku nie istniała między nimi szczera przyjaźń. Bo przecież gdyby Aron akceptował go w całości, to i to przyjąłby dobrze. Ren nie zmienił się przecież w żaden sposób! Ale skoro Aron tak to wszystko widział… Ren już nie chciał mięć z nim nic do czynienia. I wcale nie żałował swojego coming outu. Uważał, że może dobrze się stało, że dzięki temu mógł przejrzeć na oczy i zacząć szukać szczęścia, bez Arona. Dlatego powziął decyzję, że zapomni o swoim zadurzeniu w Aronie i… zacznie się umawiać na randki.
Właściwie jeszcze na żadnej nigdy nie był. Z dziewczynami się nie umawiał z oczywistych powodów. Nawet dla pozorów nie chciał nigdy tego robić. A z facetami… cóż, jako ukryty gej do tej pory nie miał za bardzo możliwości. Ale teraz nadszedł czas wolności, z której zamierzał korzystać.
— I jak było? — zapytał z przejęciem Seol, siedząc obok Rena w salce muzycznej.
Poza nimi był tu jeszcze JR i Baekho. Od godziny próbowali dopracować swój występ, a Seol przyszedł ich pooglądać, bo miał trochę wolnego czasu. Może i współpraca zespołu prosiła się o zmiłowanie, ale przez to, jak ponure nastroje panowały… tekst piosenki, który niedawno powstał, był dość przejmujący. Miał w sobie siłę, więc JR po cichu liczył na to, że ich konflikt można przerodzić w coś dobrego.
— Hm… Sam nie wiem — odparł Ren, piłując paznokcie, skoro na razie nie miał za bardzo co robić. JR i Baekho siedzieli nad laptopem i próbowali przerobić pewien fragment melodii, który jakoś im nie leżał. — Był fajny, ale strasznie wysoki… Chyba za wysoki dla mnie.
Seol zakręcił się na krześle, z jakiegoś powodu szczególnie zainteresowany podbojami Rena. Ciekawiło go, jak mu idzie. Kibicował mu bardzo, bo sam pamiętał swoje trudne początki z JR. A teraz, gdy tylko patrzył na swojego chłopaka, jego serce przepełniało szczęście.
— Ale wzrost to jedno, a charakter to drugie. Nie było chemii?
Renowi trudno było odpowiedzieć na to pytanie. Wczorajsza randka była miła, czuł się w jakiś sposób wyzwolony, gdy flirtował z innym chłopakiem i nie miał przy tym wyrzutów sumienia. Ale czy była chemia…? Nie umiał tego określić.
— A ty jak odczuwasz chemię przy JR? — zapytał więc, zerkając to na swoje paznokcie, to na Seola.
JR usłyszał pytanie zadane przez Rena i dyskretnie zerknął w ich stronę ponad ramieniem Baekho. Też chciał poznać odpowiedź.
— Mm… — Seol zabawnie wydął wargi i mocniej zacisnął palce na kolanach. — Gdy jestem sam z JR, to robi mi się tak przyjemnie duszno… I kiedyś, nawet jak nie wiedziałem, czy jak coś zrobię, to JR się nie spłoszy czy mnie nie odepchnie, to towarzyszyło mi non stop takie pragnienie dotknięcia go, bycia jak najbliżej. Zwracałem uwagę na wszystko, na jego usta, dłonie, oczy… I to przyjemne mrowienie, gdy tylko jest trochę „zbyt” blisko.
Dopiero gdy skończył mówić, zauważył, że pozostała trójka wgapia się w niego tępo. Zaczerwienił się więc na całej twarzy, a JR uśmiechnął się kątem ust i cmoknął do niego w powietrzu, by następnie trącić Baekho w ramię, żeby się nie gapił i wrócił do programu.
Tymczasem Ren analizował, czy to, co powiedział Seol, towarzyszyło mu wczoraj. Musiał przed sobą przyznać, że chyba nie do końca, choć nie wykluczałby tego.
— Chciałem, żeby mnie dotknął, może pocałował, ale na razie nic takiego nie było. Ale odprowadził mnie na autobus — powiedział w końcu niby zlewczym głosem i zabrał się za piłowanie kolejnego paznokcia. — Ale nie wiem, czy nie czułem tego wszystkiego tylko dlatego, że z nim w ogóle byłem na randce… a dotąd nie miałem okazji. Czy to nie była tylko taka o, ekscytacja, czy serio mi się podobał.
Seol pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie czuł się za bardzo odpowiednią osobą, która mogłaby dawać niezawodne rady w sprawach sercowych, ale mógł przynajmniej powiedzieć coś z własnego doświadczenia.
— Mnie się wydaje, że jeżeli spotkasz kogoś szczególnego, to będziesz od razu wiedział.
— Tak sądzisz?
— Mhm. Może to trochę zbyt romantyczne podejście… ale wydaje mi się, że uderzy to w ciebie tak, że nie będzie nad czym za bardzo myśleć.
Ren dmuchnął w swój paznokieć i zamruczał cicho i nisko, myśląc o tym. Baekho od razu poderwał głowę i wskazał go palcem ostentacyjnie.
— Jesteś genialny, Ren! — krzyknął.
Chłopak zamrugał swoimi umalowanymi rzęsami, a Seol i JR zrobili głupie miny, zaskoczeni tym nagłym wybuchem.
— Em… Dziękuję, wiem — odparł Ren z lekkim uśmieszkiem. — Ale… czemu tym razem?
— To mruczenie. Było genialne i będzie idealnie pasować w ten fragment! — oznajmił Baekho głosem, jakby cała reszta była skończonymi idiotami, że też tego nie załapali. — Męczymy się z tym już pół godziny, a pomyślcie, jak to klimatu tej piosenki takie mruczenie z jakimś cichszym kawałkiem perkusji podpasuje! Musimy tylko pomyśleć o melodii, ale…
— Dobry pomysł — podchwycił od raz JR, klepiąc go w ramię z uznaniem.
Baekho uśmiechnął się szeroko, jak dumny z siebie paw. Z większym zaangażowaniem przystąpili do pracy nad występem. Seol przysłuchiwał się temu i wtrącał niektóre uwagi, starając się nie przeszkadzać, a może być w czymś pomocnym.

***

W tym samym czasie Aron wychodził z biblioteki szkolnej, żeby pójść na próbę, którą JR ustalił na dobrą godzinę temu, ale on nie miał czasu wpaść. A przynajmniej tak sobie wmawiał. Zresztą, potrzebował trochę czasu na naukę, a wolał zrobić to w bibliotece po lekcjach niż w domu. Tam nie mógł się skupić na podręcznikach, bo cały czas zerkał na Facebooka, by sprawdzić, czy Ren coś dodał, co polubił, czy ma jakichś nowych, podejrzanych znajomych. W bibliotece przynajmniej nie miał wyboru i się uczył.
Wydawało mu się, że wszystkie zadania już zrobił, więc podążył w stronę salki muzycznej, by chociaż zobaczyć, czy JR i reszta coś wymyślili. Miał jednak szczerą nadzieję, że nie będzie tam Rena. Ale po drodze zatrzymało go coś innego. Dojrzał na korytarzu szkolnym dziewczynę, która chyba miała na imię Nari. Wiedział, że przyjaźni się z Pajęczycą, a to oznaczało, że mogła mieć jakieś tajne informacje o Renie, które nie zostały opublikowane.
Wahał się tylko chwilę. Podszedł szybkim krokiem do dziewczyny i złapawszy ją za łokieć, odciągnął ją od grupki koleżanek. Nari otworzyła usta w małe „o” i poddała mu się, nie mając innego wyboru w obliczu jego siły. Koleżanki też specjalnie jej nie ratowały i tylko patrzyły po sobie z szokiem na twarzach. Aron za to zaciągnął Nari za załom korytarza i pochylił się nad nią, opierając rękę o ścianę nad jej głową. Dziewczyna skuliła się, wyglądając niczym zastraszona myszka, a przy tym mocne wypieki pojawiły się na jej policzkach.
— A… Aron…?
— Pamiętasz, jak Pajęczyca robiła wywiad z Renem? — zapytał prosto z mostu.
— Em… m… każdy pamięta.
— Tak, ale czy ty byłaś przy tym? Albo kiedy spisywała to na bloga? Gadałyście o tym? — drążył coraz bardziej napastliwym tonem, przez co jego ofiara jeszcze bardziej się jąkała.
— T-tak… Byłam… Ale czemu pytasz…?
Aron rozejrzał się szybko, ale nikt nie był na tyle głupi, żeby podejść i podsłuchiwać. Zresztą, wiele osób już skończyło lekcje, bo było dość późno, więc mało kto mógł się wtrącić. A nawet jeśli, to wzrok Arona skutecznie by takiego intruza przegonił.
— Wiesz coś więcej ponad to, co było w wywiadzie? — zwrócił się znowu do Nari. — Jakieś informacje, których Ren nie zgodził się publikować albo coś?
— Eee… ale…
— Skup się!
Nari pisnęła, gdy Aron z krzykiem mocniej się nad nią pochylił. W jej oczach pojawiła się wilgoć. A nikt jej nie ratował!
— N… nie… Nie, ja tylko… my tylko słyszałyśmy, że rozmawiał z kimś o randce… i Pajęczyca próbowała się dowiedzieć, z kim na niej był…
— Randce? — wydusił Aron.
— M… mhm… Umawiał się z kimś i… i chyba byli razem na kolacji… Ale nic więcej nie wiemy…
Aron prychnął z niesmakiem i odrazą, po czym odsunął się od Nari. Wrzał. Wszystko w nim wrzało!
— Puszcza się! Wiedziałem, kurwa, wiedziałem…
— C-co…?
Odwrócił się do dziewczyny, jakby zaskoczony, że ta jeszcze tu jest. I niespodziewanie wydarł się na nią agresywnie:
— Czego?! Spierdalaj stąd!
Nari znów pisnęła, po tym z jej oczu popłynęły łzy, a ona czmychnęła mu z oczu, trzęsąc się. Aron za to złapał się na tym, że totalnie stracił nad sobą panowanie. Ale nie obwiniał o to samego siebie, lecz Rena, który to wszystko zaczął. Który wszem i wobec oznajmił, jakim to on nie jest dumnym gejem i zaczął szukać sobie kutasów po kątach. To była wszystko jego wina! A Aron wiedział, że jeśli teraz zastałby Rena z chłopakami w sali muzycznej, to wybuchnąłby jeszcze bardziej niż teraz, przy Nari. Porzucił więc postanowienie pójścia na próbę i po prostu wyszedł ze szkoły. Miał ochotę coś roznieść, a jedyne co mógł, to kopnąć kosz na śmieci, wychodząc z terenu szkoły. Czuł się dotknięty do żywego.

Rozdział 4 — Tao

Jego przyjaciele musieli czuć, jak bardzo jest osamotniony i zraniony po tym, jak Aron ostentacyjnie go porzucił. Jak z taką łatwością odsunął w zapomnienie ich wieloletnią przyjaźń. Starali się go wspierać, ale samo bycie z nim na próbach i w szkole nie wystarczało. Pewnego dnia więc zaskoczyli Rena i… zaproponowali mu wspólny wypad do klubu.
— Poważnie…? — Ren popatrzył po twarzach JR, Seola i Baekho, którzy stanęli w progu jego mieszkania w sobotę przed szóstą wieczór.
Byli ewidentnie ubrani jak do wyjścia na miasto. Seol w szarą, cienką i trochę wiszącą na nim koszulkę z błyszczącymi elementami. JR jak zwykle dość mrocznie, w skórzane spodnie, klamry tu i tam, kurtkę z takiego samego materiału i rękawiczki bez palców. A Baekho miał na sobie luźne, niebieskie spodnie wsunięte w wysokie i ciężkie buty, zaś na górę czerwoną kamizelkę i koszulę w kratę.
— No tak, zbieraj się, zbieraj — popędził go JR, nonszalancko opierając się o futrynę drzwi.
— Serio myślisz, że to tak łatwo pójdzie? — Baekho prychnął, popatrując na lidera, po czym przecisnął się między wszystkimi i wszedł do środka. — Jak mówisz Renowi, że gdzieś wychodzimy, to musisz się liczyć z tym, że spędzi przynajmniej pół godziny w łazience, malując się.
JR i Seol zaśmiali się, Ren trochę poczerwieniał, bo wciąż był skrępowany, że robili to wszystko ewidentnie dla niego.
— Bez przesady. Nie wymyślaj tak, filozofie — odpowiedział śpiewnie i wskazał ich palcem. — To czekajcie w salonie. Przygotuję się.
— Mhmm… Tylko tak się przygotuj, żeby ładnie wyglądać w klubie, bo idziemy do gejowskiego — dodał Baekho, jakby nigdy nic.
Ren, który już miał podążyć do swojego pokoju na poszukiwania jakichś fajnych ciuchów, zastygł i popatrzył na nich głupio. Szczególnie na Baekho, który przecież spotykał się z dziewczynami.
— Eee… Co?
Seol uśmiechnął się pod nosem, a pozostała dwójka popatrzyła po sobie porozumiewawczo.
— Będzie trochę zabawy. Nie spinaj się — poradził Baekho, idąc luzacko w stronę salonu, żeby rozsiąść się na kanapie i poczekać. — Rozerwiemy się trochę. A ja może popatrzę na lesbijki.
— Mnie nie pytaj. Sam zaproponował — dodał JR, idąc śladem kumpla. — No i może kogoś poznasz, skoro ten ostatni koleś ci nie podpasował.
Jasnowłosy Koreańczyk trochę się zarumienił, ale już teraz czuł w trzewiach podekscytowanie. Nigdy nie był w klubie gejowskim i może nawet trochę bał się tam pójść. Ale dzięki temu, że mieli mu towarzyszyć przyjaciele, czuł się z tym lepiej. A sama myśl, że będzie tam mnóstwo potencjalnych chłopaków do zarwania… Kręciło go to. Dlatego posłał tylko lekki uśmiech gościom i kazał im zaczekać. Skoro mieli pójść do klubu gejowskiego… musiał się odstrzelić.
Pół godziny później już jechali autobusem do gejowskiego klubu, w którym żaden z nich nie był, ale wiedzieli, jak tam dojechać dzięki Google. Liczyli też na łut szczęścia, że w ogóle ktoś ich do środka wpuści. I jak JR i Baekho byli tym najmniej zestresowani, bo wyglądali na starszych, tak Ren i Seol już bardziej się niepokoili. Cóż… niepotrzebnie. Okazało się, że bramkarz postanowił ich wpuścić z racji na to, że „takie słodkie buźki przyciągną gości”. I coś w tym było, bo zapewne wśród klientów gejowskiego klubu nie byli tylko fascynaci dojrzałych twarzy i dojrzałej miłości, ale też niewinnego flirtu z młodymi chłopcami.
Seol trzymał się blisko swojego chłopaka, który zresztą pilnował go dość dosadnie, trzymając jego dłoń. Obaj rozglądali się z mniej i bardziej skrywanym podekscytowaniem. Baekho z kolei czuł się… luźno. Był sam tym zaskoczony, ale nie analizował tego. Przyszedł się w końcu zabawić, bez względu na to, czy otaczali go ludzie homo, czy nie. Potańczyć przecież mógł z każdym. Z kolei Ren… Ren już wypatrywał jakichś atrakcyjnych chłopaków, z którymi chciałby spędzić ten szalony wieczór na parkiecie.
Klub był całkiem przestronny. Sala taneczna miała nawet podłużny podest z dwiema rurami łączącymi go z sufitem. Bar i podłoga były utrzymane w ciemnych szarościach, gładkie niczym marmur. A w tym wszystkim światła w kolorach żółci, czerwieni i granatu. Było też głośno i… tłocznie.
— Ej, myślicie, że będzie jakiś wolny stolik? — zagadał Baekho, gdy stanęli jak kołki zaraz za wejściem.
Nie otrzymał odpowiedzi od razu, bo pozostała trójka rozglądała się w poszukiwaniu miejsca. Aż nagle Seol pociągnął JR i krzyknął na resztę:
— Chodźcie! Tam się właśnie ludzie zebrali!
Całą grupką podążyli do stolika, który właśnie opuściła jakaś parka. Było tu sporo miejsc dla każdego z nich, choć zauważyli już, że pozostałe stoliki były pozajmowane. Tak, zdecydowanie trafili do bardziej popularnego klubu. Ale każdemu z nich to służyło. Mogli pozostać choć trochę anonimowi, na co kompletnie nie mieli szans w szkole. Tutaj byli po prostu jednymi z wielu.
— Pójdę nam zamówić coś do picia. Jak nie sprzedadzą żadnych drinków, to po prostu wezmę coś chłodnego — zaproponował JR, nie siadając, gdy pozostali zajmowali miejsce.
— Pomóc ci? — zapytał od razu Seol, ale zanim zdążył się podnieść, jego chłopak przytrzymał go za ramię na dole i pocałował w usta.
— Siedź. Dam se radę.
Seol uśmiechnął się do niego delikatnie. Każdego z nich ciągnęło to podążenia na parkiet i potańczenia, ale najpierw chcieli się trochę napić i pooglądać towarzystwo. A było co oglądać. Ren zapatrzył się na kilka par, które w tak… naturalny sposób się dotykały. Niesamowicie było obserwować, jak zupełnie nic ich nie obchodziło i po prostu byli sobą. Te niewymuszone, czułe gesty, pocałunki, trzymanie się za rękę czy w pasie. A to wszystko przy ogólnej akceptacji. Też tego pragnął. I właśnie spostrzegł, że to takie miejsce, w jakim obecnie byli, było idealnym do znalezienia partnera. Bo gdzie znajdzie kogoś równie swobodnego i wyzwolonego, jak nie właśnie w klubie gejowskim?
— O! Mój kawałek! Idę potańczyć! — oznajmił dobry kwadrans po tym, jak JR wrócił do nich z napojami, a z głośników popłynął jeden z jego ulubionych kawałków SHINee.
— Okej. Poszalej! — zawołał za nim Baekho ze śmiechem.
Ren, który już wstał, obejrzał się na niego i posłał mu soczystego całusa w powietrzu. Po tym już podążył rozbujanym krokiem w stronę parkietu pełnego tańczących chłopaków. Czuł się, jakby wchodził do oceanu z pereł…
Każdy dotyk cudzych dłoni na swoim ciele odczuwał jako specyficzny, elektryzujący prąd. Każde spojrzenie, jakie rzucali mu inny faceci, sprawiało, że czuł się… doceniony. Pożądany. Chciany. Akceptowany.
Zatracił się w tańcu całkowicie. Do stolika wracał tylko po to, żeby zwilżyć gardło, gdy mu w nim zasychało. Widział, że jego kumple dobrze się bawią, więc nie powinni mieć mu za złe, że trochę się wyalienował. Nie przeszkadzali mu w tym, a on co raz tańczył u boku kogoś innego i całkowicie stracił poczucie czasu. Muzyka w klubie była genialna, wręcz hipnotyzująca, a jego biodra same się bujały.
— Hej… Nie chcesz zwolnić na chwilę? — Usłyszał niski, mruczący szept tuż przy uchu, gdy wpadł z szybkiego rytmu poprzedniej piosenki w przyjemnie nużącą nutę kolejnej.
Obrócił się i spojrzał na oblicze Koreańczyka średniego wzrostu, z nieco przydługimi włosami, których końcówki były rozjaśnione w lekki brąz. Był… przystojny, a w kąciku jego ust widniał lekki, zachęcający uśmiech. Przez to Ren sam uśmiechnął się delikatnie, wręcz uwodzicielsko.
— Chyba właśnie zwolniłem. Muzyka jest znacznie spokojniejsza — odpowiedział, obracając się całkiem przodem do mężczyzny. Musiał być trochę od niego starszy, choć nie dałby mu więcej niż dwadzieścia trzy lata.
— Aż sam nie wiem, w którym rytmie lepiej się poruszasz… — odmruczał nieznajomy i położył mu dłonie na biodrach.
— Och… Sugerujesz, że mnie obserwowałeś?
— Może…
Ren miał wrażenie, że każda sylaba wypowiadana przez mężczyznę poruszała jego włoskami na ciele. A te dłonie… bujał biodrami, czując je na sobie i ekscytując się tym, chociaż na twarzy pozostawał spokojny i wyluzowany.
— Jestem Ren — przedstawił się, zakładając jedną rękę na szyję nieznajomego i pozwalając sobie na ten lekki, kuszący taniec.
— Tao — odparł mężczyzna, wpatrując się w jego oczy.
Po tym niewiele mówili, jakby całkowicie wystarczało im to patrzenie na siebie, by znaleźć porozumienie. Bujali się, zatracali w tańcu i przekazywali sobie myśli gestami. I nie odsunęli się od siebie po jednej piosence, lecz poddali się temu specyficznemu transowi.
— Chcesz ze mną podejść do baru? — zapytał Tao, gdy skończył się kolejny kawałek, a oni tańczyli spleceni bardzo blisko siebie.
— Jasne. Chętnie.
Ren poszedł za mężczyzną, dając się pociągnąć za rękę. Było to kolejne elektryzujące uczucie. Wszystko, czego tu doświadczał, było takie nowe i wyzwalające. Już wiedział, że będzie musiał jakoś wynagrodzić to kumplom. Na razie jednak skupił się na Tao, który z taką nonszalancją zamówił dla ich obu drinki, jakby robił to codziennie. Usiedli na okrągłych krzesełkach barowych, a przed nimi po chwili stanęły dwa wysokie kieliszki z drinkami.
— Nie widziałem cię tu wcześniej — zagadał Tao, odwrócony przodem do Rena. Obserwował go bardzo dokładnie i widać było, że podoba mu się to, na co patrzy. Uśmiechał się sympatycznie i spokojnie popijał alkohol.
— Mhm, bo jestem po raz pierwszy — przyznał Ren, także zerkając znad krawędzi kieliszka na rozmówcę. Był seksowny. Podobała mu się ta pewność siebie. — Przyszedłem z przyjaciółmi.
— Och… naprawdę? Gdzie są? — Tao rozejrzał się, jakby sam miał do tego dojść, patrząc po tych tłumach na parkiecie i przy stolikach.
— Mmm… — Ren zmrużył oczy i wyciągnął szyję, próbując dostrzec jasne włosy Baekho. Chłopak w końcu był dość wysoki i przez swoją fryzurę mógł być najłatwiejszym do dojrzenia z ich paczki. I rzeczywiście, Ren zauważył, że rozmawia z jakimś chłopakiem, stojąc przy barierkach na podwyższeniu za parkietem. — O, tam jest jeden. — Wskazał go. — I jest jeszcze dwójka, ale ich nie widzę. Ale przez to jednak powinienem w końcu do nich wrócić. Przyszliśmy razem — dodał, już się usprawiedliwiając, bo wiedział, że nie może całego wieczoru spędzić z dala od kumpli.
Tao westchnął cicho, ale pokiwał głową. Po tym uniósł palec, jakby nagle o czymś pomyślał i zamachał na barmana.
— Hej! Masz może jakiś długopis?
Ren obejrzał się na barmana, który z krótkim, lekko rozbawionym uśmiechem podał Tao długopis, a ten sięgnął po nadgarstek Rena i napisał mu na nim… numer.
— Jakbyś chciał się spotkać w bardziej spokojnych okolicznościach… Na jakiejś kolacji, czy spacerze, daj znać.
Ren zapatrzył się na numer na ręce i zaniemówił. Czy właśnie ten facet zaprosił go na randkę…? Okej, dotąd umawiał się przez Internet, ale jeszcze nie zdarzyło mu się to na żywo. Poczuł się znów taki bardziej… fajny.
— Jasne — odpowiedział niby spokojnie i delikatnie się uśmiechnął. — Odezwę się.
— Muzyka dla moich uszu! — ucieszył się Tao.
Ren zaśmiał się i stuknął w jego kieliszek swoim. Nie było mowy, żeby w powietrzu w tym klubie nie rozpuszczano jakichś rozweselaczy, bo czuł się jak na najdłuższej, najwyższej i najszybszej kolejce pędzącej do chmur.

***

— No i? Dobrze się bawiliście? — zapytał Baekho, gdy wreszcie wyszli z klubu i nocne powietrze owiało ich rozgrzane twarze. Sam wyglądał na niesamowicie rozradowanego, mimo że właśnie spędził kilka godzin w gejowskim klubie. Nie było opcji, żeby jakiś facet go nie zarywał, ale wyglądało na to, że mu to nie wadziło.
— Super. Fajnie było się trochę wyszaleć — odparł Seol, na którego rumiane policzki JR niemal nieustannie się gapił.
Ruszyli powoli w stronę przystanku autobusowego, zupełnie nie czując, że jest tak późno.
— Mhm. Mi się też bardzo podobało. I zobaczcie, co mam… — Ren zamruczał i podwinął rękaw, żeby pokazać im numer do Tao. I zastygł. — O nie!
— Hm? Co?
Kumple szybko pochylili się do niego i popatrzyli na jego skórę. Było tam widać jakieś cyferki, ale niektóre już nieźle rozmazane. Ren miał minę, jakby właśnie zgubił walizkę pełną pieniędzy.
— Ej, możecie to odczytać? To chyba jest siedem? A to dwa? — dopytywał gorączkowo, próbując rozszyfrować numer.
— Dostałeś numer od jakiegoś kolesia? — Baekho roześmiał się serdecznie, ale mina mu zrzedła, gdy Ren ściągnął go za kark do swojego nadgarstka i kazał czytać. — Już, już! No… to jest osiem na bank…
JR i Seol też się pochylili i próbowali odczytać cyferki, a nieliczni przechodnie patrzyli na nich jak na jakichś narkomanów. Cóż, niektórym w końcu mogło się wydawać, że wciągają nawzajem kreski z ręki Rena.
Ostatecznie nie byli pewni, czy dobrze rozszyfrowali numer, ale zapisali kilka możliwych opcji. Ren musiał tylko obdzwonić te numery z nadzieją, że któryś będzie należał do tego seksownego faceta.
— Okej… To co? To się rozdzielamy, nie? — zagadał Baekho, gdy doszli do przystanku, a on musiał przejść na drugą stronę, bo jechał w innym kierunku.
— Mhm. Dzięki, że mnie wyciągnęliście. Było super — odparł Ren.
— Nie ma sprawy. — JR klepnął go w ramię, a widząc, że jego i Seola autobus właśnie podjeżdża, pociągnął swojego chłopaka za rękę. — Zobaczymy się w szkole w poniedziałek. I na próbie! — dodał stanowczo.
— Jasne, szefie, jasne! — Baekho pomachał im i ruszył w stronę świateł.
JR i Seol wsiedli do autobusu, a Ren z lekkim uśmiechem błąkającym mu się na ustach przysiadł na ławeczce, skrzyżował nogi w kostkach i zapatrzył się na ciemne niebo. Tak… teraz czuł się jak jedna z tych gwiazdek. Taka jak pozostałe, akceptowana i chciana…

***

W domu było dziś dużo dobrego jedzenia, bo w odwiedziny przybyła siostra jego matki z mężem. A że mama zawsze lubiła pochwalić się swoją kuchnią, narobiła mnóstwa przysmaków. To była jedna z rzeczy, które poprawiały dziś Aronowi humor. Drugą był piękny, wysoki i smukły chart, z którym przybyła ciotka. Uwielbiał go. Był z wyglądu taki elegancki, a z charakteru wręcz śmiesznie głupawy. Miał w sobie dużo energii, więc pierwsze dwie godziny odwiedzin szalał z Aronem po ogrodzie. Teraz obaj byli zmęczeni, więc chłopak ułożył się na łóżku z laptopem na udach, a pies leżał obok niego i dawał się głaskać. Na szczęście mama nie kazała Aronowi siedzieć z nimi na dole cały ten czas odwiedzin, bo wiedziała, że ma dużo nauki. I pod tym pretekstem nastolatek czmychnął do swojego pokoju. Tak naprawdę jedynie przeglądał Facebooka.
Aż nagle w osłupieniu trafił na zdjęcie, które wrzucił Baekho. Zobaczył na nim całą czwórkę: JR, Baekho, Seola i Rena. Wszyscy byli ubrani bardzo wyjściowo, na tle było widać jakieś kolorowe, ostre światła, a podpis głosił „Zajebisty wypad z kumplami :D Dawno się tak nie wytańczyłem XD”.
Miał wrażenie, że w gardle zrobiła mu się gula. Kumple nawet słowem mu nie powiedzieli, że gdzieś wychodzą, a wyglądało na to, że doskonale się bawili. Do tego Ren wyglądał… naprawdę dobrze. Musiał podciąć trochę grzywkę, bo była ładnie prosta i zadbana. Z kolei oczy mocniej podkreślił, bo były pierwszym rzucającym się w oczy elementem na jego twarzy. I te lekko błyszczące, miękkie wargi… Tak, zdecydowanie był najbardziej fotogeniczny z całej paczki.
Aron szybko poszukał Baekho na czacie i zagadał do niego. Chwilę czekał, ale wyglądało na to, że jego kumpel w to niedzielne popołudnie również siedzi przed komputerem.
Baekho: No siemka :) Co tam?
Aron: Spoko, rodzina wpadła. A ja widzę, że wczoraj poszaleliście…
Baekho: haha, noo. Nieźle było. Dobra nuta. W ogóle sorry, że cię nie wzięliśmy, ale chcieliśmy z Renem pobujać, a ostatnio między wami ciężko.
Aron: Taa…
Baekho: no i jednak trochę nie wiedzieliśmy, czy byś chciał pójść do gejowskiego klubu.
Arona wcięło. Przeczytał to zdanie kilka razy, żeby upewnić się, czy na pewno to słowo to „gejowskiego”, a nie jakiegoś „gajowego” czy cokolwiek innego. Byli w gejowskim klubie…?! Przecież tam chodziły same perwersy polujące na nastoletnich, młodych chłopaczków, a potem ruchające ich w darkroomach!
Aron: Pojebało was? A ty przypadkiem nie jesteś hetero?
Baekho: :P Dla kumpli można się poświęcić.
Aron: Aha… I tak się poświęciłeś, że wytańczyłeś się jak nigdy? — odpisał sceptycznie, coraz bardziej się irytując.
Wyobraźnia już podsuwała mu obrazy, w których Ren jest przyciskany przez kogoś do ściany, otaczają ich ciemności, a jego wąską dupę wsuwa się jakiś tłusty kutas. A on stęka i jęczy, nadstawiając się jak kurwa.
Baekho: No co? XD Było zajebiście, aż jestem w szoku. Jak kiedyś będziesz chciał, możemy zrobić powtórkę.
Aron: Nie, dzięki, odpuszczę sobie :/
Baekho: Sztywniak jesteś. Ale spoko. My się dobrze bawiliśmy, Ren kogoś poznał w ogóle. Jakiego Tao czy coś. Trochę się rozluźnił…
Aron: Kogo niby poznał w klubie gejowskim? — odpisał od razu agresywnie. Wiedział! No po prostu wiedział, że tak się skończy! Że skusi jakiegoś fagasa i będzie się dawał ruchać na lewo i prawo.
Baekho: Eee… faceta? Wiesz, to klub gejowski :P
Aron: Ale kurwa z ciebie żartowniś.
Baekho: Pytasz, to odpowiadam. Powinieneś mu odpuścić. Niech się cieszy swoim szczęściem.
Aron: jasne :/
Baekho: Hm… Okej. W ogóle jutro masz na próbę wpaść. Ogarnęliśmy kolejny fragment.
Aron: Ta, spoko. Okej, wracam do zakuwania. Narka.
Baekho: No narka, narka! :)
Zamknął okienko czatu, ale wcale nie zabrał się za naukę. Jedynie położył dłoń na głowie spokojnie przysypiającego obok psa i podrapał go za uszami. Musiał się zrelaksować i uspokoić, żeby znowu nie zrobić czegoś głupiego.
Tao… Kim był, kurwa, Tao?! Pierwszy wypad do klubu i już ma jakiegoś nowego kolesia. Czego innego mógł się po Renie spodziewać? Wyzwolił się i teraz…
— Kurwa, dość! — syknął na siebie, aż pies podniósł głowę i popatrzył na niego pytająco, jakby upewniał się, czy wszystko jest w porządku.
Nie było. Aron czuł się rozbity, zdenerwowany i zdradzony. Z naciskiem na to ostatnie…

***

Z jakiegoś powodu tym razem JR naciskał na to, żeby na próbie był każdy. Nie tylko Baekho i Aron albo Baekho i Ren. Potrzebował całego składu i miał gdzieś, czy są między nimi jakieś konflikty. Wciąż stanowili zespół i jeśli nie będą razem ćwiczyć, to nic nie będzie z ich kariery. Ale nie chodziło tym razem o wspólne ćwiczenie. Bo oto, kiedy wszyscy zebrali się w salce, zobaczyli, że jest tam… ktoś jeszcze.
Ren unikał wzroku Arona, Aron ignorował Rena, ale obaj byli równie ciekawi, to tu robi ten młody, choć zdecydowanie starszy od nich mężczyzna w całkiem niezłych, markowych ciuchach, z artystyczną fryzurą z czerwonymi końcówkami i zdecydowanie lekkością w ruchach, którą zaobserwowali od razu, kiedy podszedł do stojącego na środku JR i wymienił z nim kilka słów półgłosem.
— To jest Joon — odezwał się w końcu JR.
Młody mężczyzna uśmiechnął się do nich oszczędnie. Wydawało się, jakby obserwował ich szczególnie uważnie i czegoś w nich szukał. Nic na razie jednak nie mówił, za to lider znowu zabrał głos.
— Joon uczył mnie tańca, zanim trafiłem tu do szkoły. Był wtedy stażystą w szkole tańca, do której chodziłem na lekcje.
— Och… — wyrwało się Renowi, który przeliczył to sobie i wyszło mu, że w takim razie Joon nie mógł być taki młody, na jakiego wyglądał. Nieźle się w takim razie trzymał.
Aron spojrzał koso na byłego przyjaciela, odczytując w tym westchnieniu coś zgoła innego. Może popadał w paranoję, ale był pewien, że właśnie Ren fantazjuje o seksie z tym kolesiem.
Tymczasem JR mówił dalej.
— Jest nie tylko genialnym tancerzem, ale też super choreografem. I zgodził się pomóc nam trochę w przygotowaniu do konkursu Gwiazdy.
Joon niespodziewanie lekko się zaśmiał i stuknął łokciem lidera.
— Ale mi słodzisz. Inaczej mówiłeś, gdy kazałem ci się kolejny raz podnosić z parkietu po upadku.
JR wykrzywił usta i pokazał mu środkowy palec. Tak naprawdę jednak był niesamowicie wdzięczny swojemu byłemu nauczycielowi, że zgodził się na jego prośbę. Chodziło oczywiście między innymi o to, że Joon mógł wprowadzić do ich występu jakieś ciekawe elementy, na które sami by nie wpadli i dopilnować, żeby każdy ich niewłaściwy ruch został wyćwiczony do perfekcji. Wiedział, że to potrafi. Ale oczywiście była też druga strona medalu. JR jako lider czuł, że zawiódł, bo kompletnie nie potrafił porozumieć Rena z Aronem. Nie miał pomysłu, jak sprawić, żeby znowu byli jednością, a przecież taka była jego rola. Chciał więc, może trochę tchórzliwie, oddać na chwilę władzę innej osobie. Może fakt, że jest ona obca, na chwilę odsunie niesnaski i jego przyjaciele skupią się na tym, żeby po prostu razem pracować nad sukcesem, a nie robić wieczne fochy.
— Okej, czyli co…? Chcesz, żeby Joon zrobił nam układ? — zapytał Baekho.
— Nie do końca. Mamy przecież swoją wizję. Ale Joon może mieć jakieś ciekawe pomysły i wie, jak nauczyć kogoś czegoś, do czego zdolny ktoś się nie czuje — odparł spokojnie JR.
— Jeśli mi zaufacie, gwarantuję wam wygraną w konkursie — odezwał się Joon, patrząc po wszystkich pewnym siebie spojrzeniem.
— Odważne słowa — zauważył Aron.
— Życie nauczyło mnie, żeby w siebie wierzyć. To pierwszy krok do tego, żeby osiągnąć sukces. A teraz kochani… pokażcie mi, co macie i zobaczymy, czy da się z tego coś zrobić — zachęcił mężczyzna i zaklaskał głośno.
JR pokiwał głową, zadowolony z takiego podejścia. Nie było co się ociągać. Podszedł do laptopa, żeby puścić na głośnikach kawałek, który już nagrali. Ustawili się w swoich pozycjach i z większym stresem niż zwykle na próbach, zatańczyli pierwszy fragment. Obecność osoby trzeciej dobrze na nich działała. Dzięki temu skupiali się na tym, co robili, bardziej. Starali się, żeby dobrze wypaść przed osobą, która się na tym znała, więc ostatecznie JR miał wrażenie, że ten fragment zatańczyli najlepiej, jak udało się to dotychczas.
Joon, który obserwował ich, siedząc dotychczas na ławce ze skrzyżowanymi nogami, nie powiedział nic od razu, kiedy muzyka ucichła. Kazał im tylko pozostać w swoich pozycjach, nie ruszać się i analizował ich układ.
— Między wami jest ogień — powiedział nagle, wskazując na Rena i Arona.
Ci popatrzyli po sobie w lekkim osłupieniu. A Joon kontynuował:
— Nie wiem, czy dobry, czy nie, ale… nieważne. Chcę to wykorzystać. Będziecie tańczyć obok siebie. Więc zmiana pozycji, panowie! — Klasnął i podszedł do nich, żeby ich przestawić.
JR i Baekho byli dość sceptyczni co do tego, ale nie odezwali się ani słowem. Aron za to zacisnął szczękę, gdy tylko Joon postawił go obok Rena. Ren z kolei poczuł gorąco w klatce piersiowej i pewien niepokój, gdy znalazł się tak blisko Arona. Z jakiegoś powodu czuł się teraz przy nim nawet fizycznie bezbronny. Bo Aron już udowodnił mu, że nie ma oporów przed daniem mu w twarz.
— Jeszcze raz ten fragment. Zobaczymy, co idzie wam najgorzej i co możemy dopracować — postanowił Joon i wrócił na swoje miejsce.
JR puścił więc muzykę od nowa i znów zatańczyli. Ich nowy, chwilowy trener kazał im powtarzać to jeszcze trzy razy, a pod koniec ostatniego Ren niespodziewanie usłyszał cichy szept Arona za plecami, kiedy akurat byli bliżej.
— Co się tak na niego gapisz? Już Tao nie wystarcza?
— Tao…? Skąd o nim wiesz? — Ren aż się obejrzał, ale Joon klaśnięciem kazał mu się skupić. Drgnął więc i spróbował wrócić do układu.
Aron za to prychnął cicho, zrobił obrót w miejscu z jedną nogą wyprostowaną i palcami sunącą po posadzce, nim odpowiedział:
— Ile razy mu już ciągnąłeś w rynsztoku?
Ren zaczerwienił się, wręcz nie wierząc, że Aron gra na tę kartę. To było takie bezczelne, niestosowne i do tego bezpodstawne! Bo nawet jeszcze do Tao nie zadzwonił i nie umówił się z nim na randkę! Nawet się nie całowali! Czuł się dotknięty tym, jak traktował go dawny przyjaciel.
— Odwal się, Aron. Nie twoja sprawa, komu i gdzie ciągnę — syknął, mimo że nigdy nawet nie dotknął czyjegoś penisa.
Usłyszał ciche sapnięcie za plecami, które skojarzyło mu się z prychnięciem byczka. A potem jego uszu dobiegło jadowite:
— Szmata.
Zareagował zupełnie instynktownie. Mimo że byli w trakcie układu, odwrócił się i pchnął z całej siły Arona w klatkę piersiową. Chłopak poleciał do tyły i wpadł na krzesło, przewracając je z hałasem. Ren za to dyszał głośno i warknął:
— Nie tańczę z nim! Już nigdy!
Po tym po prostu zabrał swoją torbę i wyszedł z sali, nie zważając na osłupiałe miny pozostałych. To była granica, którą przekroczył Aron i ten krok sprawił, że Ren nie zamierzał już mieć z nim cokolwiek do czynienia. Nawet, jeśli oznaczało to odejście z zespołu.

Rozdział 5 — Skrzywdzony za niewinność

Trzeci numer pod rząd z tych, które pozgadywali z chłopakami, należał do Tao. Poprzedni do jakiegoś weterynarza, a inny w ogóle nie istniał. Głos mężczyzny Ren od razu rozpoznał i ulga zalała jego serce. Po tym, co wydarzyło się wczoraj na próbie, potrzebował poczucia akceptacji. Chciał rozluźnić się, nie myśleć za wiele o szkole. Dlatego umówił się z Tao na piątkowe popołudnie w parku. Może było to jakieś przesadnie romantyczne miejsce jak na pierwszą randkę, ale podobno akurat miały być jakieś występy klaunów i innych performerów dla dzieci. Upatrywał w tym pewną rozrywkę, która mogłaby pozwolić mu na chwilę oderwać się od rzeczywistości.
Im bardziej zbliżał się piątek, tym więcej Ren myślał o randce, a mniej o tym, co się działo w szkole. Arona unikał jak ognia i w sumie udawało mu się to, bo i chłopak jakoś starał się poruszać innymi korytarzami. Mógł więc skupić się na tym, w co się ubrać na randkę, jakie pytania zadawać i czy na koniec powinni się pocałować.
— Gdzie idziesz, kochanie? — zapytała go matka, która od razu wychwyciła, że się odstrzelił.
Tak, Ren chciał ładnie wyglądać. Ubrał na siebie jaśniejsze kolory niż te, w których często tańczyli. Biały, wiszący bezrękawnik, turkusowa, skórzana kurtka i jasno-szare, postrzępione jeansy. Do tego jeszcze chustka pod szyją, gdyby później zrobiło się trochę chłodniej.
— Aaa… w sumie to na randkę — odpowiedział wprost.
Miał z rodzicami dobre stosunki, szczególnie z matką. Ta zresztą wcale nie była zaskoczona, kiedy jej powiedział, że jest gejem. Zupełnie, jakby wiedziała o tym od dawna. Kochał ją za to, że dawała mu oparcie.
— Oooch… Z tym Tao, którego ostatnio poznałeś? — dopytała z zaciekawieniem.
Ren mówił jej o nim, ale nie wspominał, że poznał go w klubie gejowskim. Może i matka była dla niego łagodna, ale nie ucieszyłaby się, że w tym wieku chodzi do miejsc, do których wstęp mieli tylko dorośli.
— Mhm. Opowiem ci więcej potem, bo teraz się spieszę — odparł, już nasuwając wysokie trampki na stopy.
Kobieta oparła się o framugę i popatrzyła na niego z lekkim uśmiechem.
— To życzę ci przyjemnie spędzonego czasu, kochanie. Ale nie wracaj za późno, proszę cię. My z tatą jedziemy do wujka, więc też wrócimy późno, ale to nie znaczy, że masz to za bardzo wykorzystać — przestrzegła go niby ostro, ale Ren wiedział, że tylko próbuje tak brzmieć.
— Spoooko, wrócę o ludzkiej porze. I też miłych odwiedzin. Pozdrów wujka ode mnie — poprosił chłopak i cmoknął ją w policzek, już gotowy do wyjścia.
Matka odpowiedziała mu szerokim uśmiechem i pomachała mu na koniec, a Ren mógł już udać się na autobus. Nie chciał się za bardzo spóźnić.
Wszystkie znaki na ziemi i niebie upewniały go w tym, że randka to dobry pomysł. Dosłownie w momencie, kiedy stanął na przystanku, podjechał autobus. Niebo było pozbawione chmur, a słońce przyjemnie grzało. Ludzie wydawali się jacyś tacy… radośni.
Tao miał czekać zaraz za wejściem do parku, na jednej z ławek. Im bardziej Ren zbliżał się do wejścia, tym szybciej biło mu serce. Był podekscytowany. Jedynym problemem było to, że ludzi w parku było nadzwyczajnie sporo. Zapewne dlatego, że miały być występy dla dzieci. Nie zaskoczył go widok rodzin z dziećmi, które całymi chmarami wchodziły do parku i kierowały się do jego centrum.
Musiał mocno się nawykręcać i poprzepychać, żeby w ogóle dotrzeć do ławek. Stały w niedużych odległościach na szerokiej uliczce zbudowanej z pomarańczowych cegiełek. W równych odległościach postanowienia zostały także dość masywne, czarne, ale niskie latarnie. Ren je lubił, ładnie świeciły wieczorami. Teraz jednak było jasno i żywo, a on w końcu ujrzał swoją randkę.
Mężczyzna chyba myślał podobnie jak on, bo też miał na sobie jaśniejsze niż w klubie ubrania. Pasował mu ten cienki, szarawy płaszcz z klamrami i białe jeansy. Ren zauważył też srebrny kolczyk w jego uchu i jakiś sygnet.
— Hej — przywitał się, gdy stanął tuż przed nim, siedzącym na ławce. Uśmiechnął się do niego delikatnie.
Mężczyzna uniósł spojrzenie znad telefonu i od razu zmierzył go z góry na dół. Wstał, wychylił się i cmoknął go w policzek.
— Hej. Cudnie wyglądasz. Jak radosny ptak.
Taki komplement na powitanie sprawił, że uśmiech Rena jeszcze bardziej się poszerzył. Miał duże nadzieje, że ta randka podziała jak duży dopływ endorfin.
— Dzięki. Ty też wyglądasz fajnie w tym świetle.
Tao się roześmiał i skinął na ścieżkę.
— To co? Popatrzymy trochę na tych performerów i pospacerujemy?
— Mhm. Chętnie.
Ruszyli w stronę centrum parku, dokąd zmierzali zresztą wszyscy spacerowicze. Ren jakoś nie mógł sobie przypomnieć żadnego pytania, które miał w głowie na liście tych zapełniających ewentualną, krępującą ciszę, ale na szczęście uratował go Tao, który wydawał się bardziej zrelaksowany tym, że spędzali razem czas.
— Ostatnio wiele nie pogadaliśmy, więc może powiesz mi coś więcej o sobie? — zapytał, a kiedy już Ren miał spanikować przez tak ogólne pytanie, na które nie znał odpowiedzi, Tao uściślił. — Co lubisz robić? Masz jakieś ciekawe hobby?
Myśli Rena od razu podążyły do zespołu, w którym do niedawna czuł się idealnie. To było jego naturalne środowisko i nigdzie nie czuł się lepiej, jak w tańcu. Ale w tańcu z najlepszymi kumplami. Teraz to już nie było to samo co kiedyś.
— Uwielbiam tańczyć i śpiewać — przyznał jednak szczerze. — To bardzo wyzwalające uczucie. Niesamowite. I może to mrzonki, marzenia bez pokrycia, ale chciałbym kiedyś tak zarabiać na życie.
Tao uśmiechnął się do niego ciepło i wsunął dłonie w kieszenie spodni.
— Dlaczego bez pokrycia? Tańczysz w jakimś zespole? Z tego co widziałem w klubie, genialnie łapiesz rytm i od razu wybijasz się w tłumie.
— Jestem w zespole szkolnym, ale chyba się z niego wypiszę — dodał Ren, sam nie wiedząc, dlaczego się z tego zwierza mężczyźnie, którego w sumie nie znał. Ale może właśnie dlatego tak łatwo mu to przychodziło.
— Ou… Czemu? Przed chwilą powiedziałeś, że to twoje marzenie.
Ren westchnął cicho i powiódł wzrokiem po zielonej okolicy. Już w oddali widzieli większy tłumek i słyszeli coraz głośniejsze odgłosy zabawy.
— Wszystko zaczęło się od tego, że przyznałem się przed szkołą, że jestem gejem — zaczął, czując na sobie spokojne spojrzenie Tao. Było takie… nieoceniające. — Wszyscy dobrze to przyjęli, bo jakoś od coming outu mojego lidera z zespołu chyba trochę poziom tolerancji w szkole się podniósł.
— Mhm.
— Ale okazało się, że jednej osobie to bardzo nie w smak…
Tao zmrużył oczy i przyjrzał mu się czujniej.
— Osobie, która była dla ciebie kimś ważnym?
Przez to pytanie Ren aż się zawiesił, po czym zaśmiał się lekko i przytaknął.
— Jesteś albo spostrzegawczy, albo dobrze dedukujący, albo masz podsłuch w naszej szkole.
— Co najwyżej to pierwsze — zażartował Tao, przy okazji okrążając z Renem tłumek zgromadzony wokół czegoś, co musiało przyciągać uwagę.
Też chciał zobaczyć i gdy udało im się znaleźć lukę, dojrzeli drobną, filigranową kobietę ze scenicznym makijażem, kolorowymi ciuchami, która jeździła wokół na jednokołowym rowerku. Dzieciaki zgromadzone na około cieszyły się niesamowicie. Było też głośno przez oklaski.
— Tak, tą osobą był mój najlepszy przyjaciel. Od tamtego momentu wszystko się popsuło, a w ogóle razem jesteśmy w tym zespole, więc to przestaje mieć rację bytu — podjął Ren przybitym głosem, bo może wszystko to, co teraz go otaczało, było radosne, wesołe i żywiołowe, ale jego nastrój pogarszał się za każdym razem, gdy tylko myślał o Aronie i jego okrutnych docinkach.
— Ale z jakiej racji to ty masz rezygnować z zespołu, kiedy to ewidentnie on ma jakiś problem?
Ren zerknął na niego i wydął wargi, myśląc chwilę. W końcu wzruszył ramionami i zapatrzył się na małego pieska, który zaczął przeskakiwać przez obręcz trzymaną w górze przez jeżdżącą kobietę.
— Bo to on był w nim pierwszy. Ja doczepiłem się później.
— Według mnie to wciąż nie zwalnia go z tego, że przez jego brak tolerancji musisz się wycofać. Zresztą, Ren… Trochę mnie zaskoczyłeś — dodał Tao ze ściągniętymi brwiami, a Ren popatrzył na niego pytająco.
— Dlaczego?
— Sam nie wiem, ale… kiedy zobaczyłem cię na parkiecie, kiedy wręcz emanowałeś wolnością, swobodą, byłem pewien, że właśnie podrywam osobę, która pewna jest swojej wartości i nie ugnie kolan pod taką sytuacją.
Ren powoli wciągnął powietrze do płuc nosem, jakby wchłaniał w siebie słowa wypowiedziane przez mężczyznę. Właściwie to, co teraz powiedział, brzmiało w jego uszach jak prawda. Bo sam też tak na siebie patrzył te kilka tygodni temu, zanim jeszcze nie wyszedł z szafy. Był właśnie taki. Wolny, niezważający na opinie innych ludzi, dumny z tego, kim jest i jaki jest. I gdyby doznawał takiego traktowania od kogoś innego niż Aron, to może wciąż byłby tym Renem sprzed kilku tygodni. Ale każdy czyn, słowo i spojrzenie Arona było jak kolejne dźgnięcie nożem. Z drugiej strony domyślał się, że wielu innych, słabszych uczniów pod wpływem takiego traktowania totalnie by się zamknęło, załamało i może nawet potrzebowało pomocy psychologa. On… on był silny.
— Wiesz co…? Podoba mi się to, jak mnie odbierasz — odpowiedział w końcu lekko, uśmiechając się do Tao naturalnie, żeby zmienić temat i wkroczyć na coś przyjemniejszego. Nie chciał teraz o tym myśleć. To miał być udany dzień. — Powiedz mi teraz, kim ty jesteś. Czym się zajmujesz, co lubisz robić.
Tao jeszcze popatrzył na niego czujniej, ale skapitulował i pozwolił swojemu towarzyszowi na tę zmianę. A przy okazji podążył z nim dalej, żeby zostawić występy dla dzieci dzieciom. Wolał chyba pospacerować wokół, skoro pogoda dzisiaj tak bardzo im dopisywała.
— Ja jestem kelnerem, na razie. Marzy mi się własna restauracja, ale do tego jeszcze daleko. Póki co podglądam innych w pracy, uczę się z obserwacji i właściwie to jest moja pasja. Więc to, czym się zajmuję, jest równocześnie tym, co kocham.
Renowi wydawało się to takie… dorosłe. Dojście do czegoś, czego się pragnęło. Podziwiał Tao i chyba przez to wydawał mu się nawet bardziej pociągający.
— Brzmi super. Długo pracujesz jako kelner?
— To zwyczajne pytanie, czy podstępnie próbujesz się dowiedzieć, ile mam lat? — zapytał mężczyzna z zadziornym uśmiechem. Naprawdę, był niesamowicie naturalny w takim kontakcie, co równocześnie mocno rozluźniało Rena.
— Jesteś zdecydowanie za bardzo spostrzegawczy! — oskarżył go ze śmiechem nastolatek.
— Cała przyjemność po mojej stronie. — Tao skłonił się dwornie. — Mam dwadzieścia jeden lat. Ale kelnerem zacząłem być, od kiedy jeszcze byłem w szkole.
— Och, to szybko się zabrałeś za spełnianie swoich marzeń.
— Hm… powiedziałbym o tobie to samo, ale musiałbyś zostać w zespole, żeby skończyło się to tak, jak u mnie.
Ren nieco spoważniał, ale lekkość tej rozmowy nie pozwoliła mu popaść w ponury nastrój. Wciąż więc się uśmiechał, a jego ładne oczy delikatnie się mrużyły w słońcu.
— Mhm. Przemyślę to. Nie chcę się męczyć.
— Nic na siłę. Ale mam nadzieję, że ci się uda i że nie tylko ludzie w klubie będą w przyszłości mogli patrzeć na to, jak cudownie ruszasz tyłkiem.
Ren zaśmiał się z tego komentarza, wypowiedzianego z teatralną powagą. Miał ochotę pocałować Tao za to, jak go rozluźniał. Już wiedział, że chce, by ten spacer trwał bardzo, bardzo długo…

***

Pocałunek na koniec randki był magiczny. Kto uważał, że pierwszy pocałunek to przereklamowana sprawa, ten potwornie się mylił! Ren miał wrażenie, że każdy włosek stanął mu dęba, kiedy wargi Tao zerknęły się z jego ustami. Kiedy poczuł cudze ciepło, dłoń na policzku i delikatne, choć trochę zadziorne muśnięcia języka pomiędzy wargami. Stanął mu od tego pocałunku, ale chyba udało mu się to ukryć.
Nie sądził, że ta randka tak cudownie się skończy. Już wiedział, że będzie chciał ich więcej. Bo może przy Tao czuł się trochę jak dzieciak, a sam mężczyzna wydawał mu się czasami zbyt… mądry, to jednak rozluźnił go tego dnia niesamowicie i dzięki temu Ren wracał do domu z bardzo lekkim sercem.
Nie było późno, bo chociaż stracili poczucie czasu, to udało im się pożegnać o sensownej porze. Ren więc domyślał się, że matki na pewno jeszcze nie będzie. I tak jak się spodziewał, kiedy rzucił klucze na szafkę i zawołał w głąb domu, odpowiedziała mu cisza. Zdjął więc buty, odłożył kurtkę na wieszak i wspominając niektóre sytuacje i słowa Tao z dzisiejszej randki, poszedł się umyć.
Dobrą godzinę później wychodził z wanny, czysty, z włosami wilgotnymi na końcówkach. Akurat wycierał się ręcznikiem, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Zastygł i jęknął.
— Teraaaz?!
Domyślił się, że rodzice nie zabrali kluczy, bo o tej porze nikogo się nie spodziewał. Nie miał więc szczególnych oporów, żeby tylko przewinąć się w pasie ręcznikiem, wsunąć jeszcze trochę wilgotne stopy w kapcie i pobiec do drzwi.
Dopadł do przedpokoju i otworzył, bez patrzenia, kto za nimi stoi, bo dzwonek się powtórzył, jakby matka wołała „no, Ren, otwórz w końcu!”. Otworzył więc i… zobaczył Arona. Zastygł, jak zamrożony i otworzył niemądrze usta.
Aron najpewniej także nie spodziewał się takiego widoku, jaki zastał. Półnagi Ren, z lekko sztywnymi, różowymi sutkami, niedbale spiętymi, jasnymi włosami i ręcznikiem w pasie, za który teraz gorączkowo złapał, jakby bał się, że się zsunie.
— Eee… — wydusili równocześnie, ale to Ren pierwszy ochłonął.
— Co tu robisz? — zapytał sucho, ściągając brwi.
— Przyszedłem — odmruknął Aron i obejrzał się za siebie. — Wpuścisz mnie?
Ren nie był co do tego przekonany, ale jakaś nadzieja zapaliła mu się w głowie. Czy może Aron przyszedł przeprosić…?
Po chwili zastanowienia usunął się bez słowa z progu, a jego niespodziewany gość wszedł do środka.
— To czego chcesz? — zapytał mrukliwie Ren i podążył w stronę swojego pokoju, żeby coś na siebie założyć, a nie rozmawiać z Aronem w samym ręczniku.
Ten ruszył za nim powoli, niewiele zdradzając ze swoich intencji. Patrzył za to na plecy i skryte pośladki dawnego przyjaciela.
— Byłeś na randce? — zapytał bez związku.
Ren aż się na niego obejrzał i skrzywił. Wszedł do pokoju, zapalił światło i zbliżył się do szafy.
— Nie będę pytać, skąd to wiesz. I to nie jest twój interes.
— Czyli jednak? — prychnął Aron, stając w progu i zaciskając pięści.
Gdy Ren dostrzegł to kątem oka, poczuł się znacznie mniej pewnie. Pamiętał, że Aron nie miał problemów z uderzeniem go, a najwyraźniej miał teraz wrogie zamiary. Zaczął się zastanawiać, czy nie popełnił karygodnego błędu, wpuszczając go do środka.
— Co w związku z tym? — zapytał i wyciągnął pospiesznie modne, zwężane mocno już na łydkach spodnie dresowe. — Odpuściłeś mnie sobie, Aron, więc nie wiem, czego w ogóle ode mnie jeszcze chcesz. Mam prawo spotykać się z tym, z kim chcę i robić z nim to, co chcę.
— „Robić”? — wykrztusił Aron, zbliżając się do niego o krok, a złość ukazywała się na jego twarzy i w jego ciemnych oczach. Były zmrużone jak u drapieżnika, a brwi mocno ściągnięte. — Czyli już się z nim, kurwa, jebałeś?! Na pierwszej randce?!
Ren wręcz nie wierzył, że tego słucha. To było niedorzeczne! To wpieprzanie się Arona w jego życie, kiedy równocześnie najwyraźniej nie chciał mieć z nim nic do czynienia! Takie zachowanie było dla niego absolutnie nie do ogarnięcia!
— Czego ty ode mnie chcesz?! Jak przyszedłeś mi prawić kazania, z kim mam się pieprzyć, a z kim nie, to zapierdalaj do czasów tysiąc lat temu! — wrzasnął na niego, podchodząc i agresywnie pchając w klatkę piersiową. Miał tego dość! Aron był ostatnią osobą, która miała teraz prawo prawić mu moralizatorskie kazania. — To moje ciało, do cholery, moja wola i mogę z tym zrobić, co tylko chcę, a ty nie masz żadnej, powtarzam żadnej siły sprawczej! A twoje zdanie mam totalnie w dupie, od kiedy zacząłeś mnie traktować jak szma…
Nie zdążył skończyć swojego wybuchu, bo niespodziewanie Aron uderzył go w twarz, a potem, chwiejącego się chłopaka, zwyczajnie rzucił na łóżko. Ren upadł z taką siłą, że omal się od niego nie odbił, ale powstrzymało go przed tym… ciało Arona. Bo ten nagle na niego wszedł i jednym szarpnięciem zdjął mu z bioder ręcznik.
— Co…? — Ren znów został uciszony, gdy jego dawny przyjaciel gwałtownie przyszpilił mu twarz do pościeli, a jeden z pośladków ścisnął boleśnie i okrutnie.
Blondyn jęknął i zaczął się szarpać panicznie, a strach rozlał się po każdej jego żyle, dotarł do każdego miejsca na ciele. Czuł za sobą dużą siłę, jakby Aron nagle przez adrenalinę stał się silniejszy trzy razy.
— Leż… leż, kurwa, i nie ruszaj się! — Usłyszał zza pleców głos Arona. Był taki… inny. Jakby należał do kogoś, kogo Ren w ogóle nie znał. Nawet nie potrafił opisać, jakie emocje z tego tonu wypływały. Jakby ktoś owładnął jego przyjacielem i kazał mu robić mu krzywdę. A to, co się teraz działo, było dopiero początkiem.
Przekonał się o tym chwilę później, gdy mokry od śliny, ale przez to niedostatecznie śliski palec wsunął się w jego odbyt. Ren zawył i szarpnął się, czując pieczenie w tyłku, ale Aron tylko mocniej go przytrzymał i poruszył palcem na boki, jakby chciał go na siłę otworzyć. A kiedy jeden palec nie dał rady, wcisnął w jego drugi i znów zaczął go brutalnie rozwierać.
Ren nie panował nad łzami. Płynęły po jego twarzy jak potoki, a on nie wiedział, co go bardziej boli. Czy fizycznie, tam na dole. Czy to wstyd, gdy był tak odsłonięty i brutalnie brany jak nic niewarta szmata. Czy to bolał go najbardziej fakt, że robił mu to Aron.
Znów spróbował się szarpnąć, ale ponownie skończyło się to jedynie większą brutalnością ze strony Arona. Zwiotczał więc i tylko pojękiwał, ale potem nadeszło coś gorszego. Poczuł czubek penisa, który ocierał się o jego zaciśnięte pośladki, jakby próbował dostać się do środka. A Ren, choć podejrzewał, że Aron nie porzuci tego chorego pomysłu, nie potrafił się rozluźnić, nie potrafił zapewnić sobie przy tym ataku choć trochę mniej bólu, bo cały spinał się ze strachu i bólu.
— Aa… Aron… proszę… — wyjąkał, ale nic to nie dało.
Penis zaczął w niego wchodzić na siłę, a Aron z amokiem wypisanym na twarzy unieruchamiał go. Aż znalazł się w środku, choć nie mógł się ruszyć w żadną stronę, bo ciało Rena zatrzymało go w sobie. Zaciskało się jak obcęgi, gdy chłopak drżał i jęczał płaczliwie. Aron więc miał chwilę, żeby tylko patrzeć na to, co robi i ta chwila sprawiła, że…
… że ujrzał swojego przyjaciela. Nie szmatę, nie dajkę, nie wyzwolonego idiotę, który myśli, że tyłkiem podbije świat. Zobaczył Rena, którego znał od dziecka, z którym przeżył niesamowite chwile, z którym wspólnie śpiewał, tańczył, śmiał się, grał na konsoli i przedrzeźniał się. Ren, z którym pragnął być na dobre i na złe… ale sam to „złe” wykreował, siebie stawiając na miejscu czarnego charakteru.
Był przerażony tym, co robi.
Puścił ramię i pośladek chłopaka, jakby te nagle go poparzyły. Wyszarpnął też z niego penisa, na tyle gwałtownie, że nawet jego zabolało. A krótki, choć słaby krzyk Rena jeszcze mocniej ścisnął mu serce.
— O… Ren… — wydusił, cofając się od łóżka z przerażeniem. Dyszał tak głośno i ciężko, jakby miał się za chwilę udusić, a płuca piekły go żywym ogniem.
Chłopak na łóżku się nie ruszał. Nie obejrzał się na niego, nie próbował wstać. Jedynie drżał, jakby nie panował nad żadnym swoim mięśniem i wciąż moczył łzami pościel. I to wszystko sprawiało, że Aron czuł się jak rzucony w otchłań piekielną. Nie wiedział, co zrobić, ba, nie wiedział, co właściwie w ogóle uczynił! Jak mógł?!
Zapiął spodnie gorączkowo i wybiegł z pokoju, a Ren jedynie usłyszał trzaśnięcie drzwiami, gdy jego oprawca… gdy ten zdrajca wyszedł i zostawił jego poniżone ciało leżące na łóżku.

Rozdział 6 — O jednego mniej

JR czuł, że coś jest nie tak. Baekho widział doskonale, że coś jest nie tak. A Joon nie wierzył, w co się wpakował.
— Wy ewidentnie macie talent! — wrzasnął na lidera zespołu i dwójkę pozostałych członków. Rena dzisiaj nie było. Nie pokazał się zresztą w szkole od czterech dni. — Macie, niezaprzeczalnie. Ale do jasnej cholery, czemu panuje tu taki chaos?!
JR zatrzymał się w połowie tanecznego ruchu z krzywą miną. Baekho podrapał się po włosach z przepraszającą miną, chociaż nie on zawinił. A Aron udawał, że w ogóle nic nie usłyszał, tylko gapił się gdzieś w bok.
Jeżeli dotychczas Aron wywoływał spory i już nikt nie spodziewał się, że będzie lepiej, nagle ten kompletnie zmienił swoje nastawienie. Nie mówił wiele, był nawet jakby… zastraszony. A to było coś, czego ani JR, ani Baekho nie spodziewali się u niego zobaczyć. Pytali nawet, co się stało, ale nie uzyskali żadnej odpowiedzi. Aron był wygaszony i mówienie do niego było jak do ściany. Martwiło też ich, że z Renem nie było za bardzo kontaktu. Co prawda odpisywał na smsy, ale nie chciał rozmawiać przez telefon. Dał tylko znać, że podobno ma zapalenie gardła i nie mógłby nawet jednej sylaby zaśpiewał. Dali mu spokój, chociaż aż za bardzo podejrzane było to, że zarówno Aron, jak i Ren nagle się zmienili.
Dla lidera zespołu dołujące dodatkowo było to, że dzisiaj mogli ćwiczyć na sali gimnastycznej, że dyrektor dał im ją na całe popołudnie, a oni nawet nie mieli jak wykorzystać takiej okazji, bo Rena nie było, a Aron zachowywał się, jakby urwał się z Marsa. Do tego zaangażował Joona i aż się wstydził za swój zespół i za siebie.
Joon założył ręce na piersi i popatrzył po nich w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję, a kiedy nic takiego się nie stało, jęknął w stronę nieba.
— Jaja sobie robicie?! Macie już opracowaną całą choreografię. Macie słowa do tekstu, macie muzykę… Chodzi teraz tylko o wasze zaangażowanie, żeby to wyćwiczyć, a wy kompletnie nie macie do tego głowy — wyrzucał im, ewidentnie się irytując. Ale już zdążył zauważyć, że zespół JR jest naprawdę utalentowany, że gdyby tylko chcieli, mogliby zawojować za kilka lat scenę muzyczną. Ale coś tu ewidentnie było na rzeczy. — Dobra, mam dość. Pół godziny przerwy. Potem macie tańczyć, jak wam, kurwa zagram.
Po tych słowach mężczyzna wyszedł z sali, a Baekho wymienił z JR porozumiewawcze spojrzenia.
— No to zajebiście.
— Poczekaj, zadzwonię do Rena, czy już z nim lepiej, to może się uda tę próbę przełożyć — odmruknął JR i podążył do swojego plecaka rzuconego pod wysokie pod sam sufit, zakratowane okno, żeby dorwać się do telefonu i pogadać poważniej z ich brakującym ogniwem.
Baekho odprowadził go spojrzeniem i sam uznał, że po prostu napije się wody, żeby schłodzić gardło, zamiast podejmować próbę rozmowy z Aronem. Już zauważył, że to kompletnie nie zdaje egzaminu.
Tymczasem JR stanął przy oknie z telefonem przy uchu i nadzieją, że Ren odbierze. Zaskoczyło go, że to naprawdę się stało.
— Hej, JR.
— O… Hej. Jak tam? Jak się czujesz?
— Trochę lepiej… — Może i w głosie Rena dosłyszał się faktycznie zdrowego brzmienia, a nie jak należącego do chorej na zapalenie gardła osoby, ale i tak miał wrażenie, że… coś jest nie tak.
— Na pewno? Może chcesz, żebym do ciebie wpadł? Nie potrzebujesz jakichś materiałów z szkoły, czy coś?
Usłyszał cichy, mało radosny śmiech po drugiej stronie połączenia.
— Nie, JR, nie musisz się bawić w dobrego, starszego brata. Dzięki.
— Okej… To jak nie muszę się bawić w starszego brata, to pobawię się w lidera. Kiedy wracasz na próby?
— Nie wiem, czy w ogóle wracam…
JR zastygł i zagapił się na boisko widoczne przez duże okna sali gimnastycznej. Obejrzał się na Baekho, który z odległości go obserwował, a widząc to spojrzenie, uniósł pytająco brwi. Aron z kolei wyglądał, jakby odpoczywał na podłodze i rozciągał nogi, ale JR dałby sobie rękę uciąć, że słucha rozmowy.
— Jak to? — mruknął w końcu do telefonu JR. — Ren, co się dzieje?
— Nie mam już do tego werwy.
— Nie. To nie to. Wiem, że kłamiesz.
— Nic o mnie nie wiesz, JR…
— Nie pierdol! — JR coraz bardziej się wkurzał. — Co się dzieje?! To znowu coś z Aronem?
— Nie wcinaj się w to.
JR zacisnął zęby, chwilę milczał w bezruchu, aż naraz rozłączył się, odłożył telefon i… dosłownie dopadł do Arona. Szarpnął go w górę na przód koszulki tylko po to, żeby następnie rzucić nim na podłogę.
— Co mu, skurwielu, zrobiłeś?! — wrzasnął.
Aron upadł z hukiem, a Baekho poderwał się z krzykiem i dopadł do JR, łapiąc go za rękę. Spróbował odciągnąć go od drugiego chłopaka, już zupełnie tracąc poczucie jakiegokolwiek zrozumienia tego, co działo się w ich zespole.
— Co ty robisz?! Co wy, kurwa, wyprawiacie?!
JR szarpnął się, a Aron… Aron wbrew temu, jak porywczo zwykle się zachowywał, nie rzucił się, żeby oddać. Jego oczy były jakby większe, a on nawet się nie podniósł.
— Co mówił Ren…?
— Nic, kurwa, nie mówił, ale nie jestem ślepy! Szmacisz go, od kiedy się przyznał, a jedyną szmatą, która jest nią naprawdę, jesteś, kurwa, ty!
Baekho musiał wzmocnić uścisk, bo JR znów się szarpnął. Aron za to w końcu zebrał się z podłogi i wycofał.
— Naprawię to — wymamrotał słabo i po prosto wyszedł z sali.
Oczywiste było, że próba nie będzie miała swojego dalszego ciągu po przerwie. Konflikty w ich zespole urosły do zbyt dużej katastrofy, żeby jeszcze dało się tu cokolwiek uratować. A w tym momencie JR miał wrażenie, że nie powinni się ośmieszać i najlepiej by było, gdyby wycofali swój udział w konkursie Gwiazdy.

***

Dopiero kiedy okazało się, że ich zespół autentycznie może się rozpaść, Aron zdał sobie sprawę tego, jak bardzo potrzebował go do życia. To było jego środowisko naturalne, jego mała, czteroosobowa społeczność, niczym osobna planeta w całym, niezrozumiałym dla niego wszechświecie. A teraz nie dość, że utracił Rena, to jeszcze miał utracić zespół. A najgorsze było to, że to wszystko było jego winą.
Wiedział, że sam musi to naprawić, ale nie miał pojęcia, jak ktokolwiek mógłby wybaczyć mu to, co zrobił. Czy sam wybaczyłby gwałt? Brzydził się tym, co zrobił.
Chciał zobaczyć Rena. Chciał przekonać się, jak się trzyma. Nawet nie, czy mu wybaczył, czy próbuje zapomnieć, a po prostu… jak się ma. Odwiedzenie go w domu, gdzie rzucił się na niego, mogło przynieść Renowi kolejną traumę, ale Aron nie miał innej okazji, żeby go złapać. Ren nie przychodził do szkoły, cały czas się izolował, więc było to jedyną możliwością. Aron jednak złapał się na tym, że gdy dzwonił do drzwi, w duchu modlił się o to, żeby nie otworzył mu Ren. I… rzeczywiście tak się stało. Otworzyła mu matka przyjaciela.
— O… Aron. Jak dobrze, że jesteś. Miło z twojej strony. Chodź, chodź, Ren odpoczywa na słońcu w ogrodzie — powitała go z lekkim, przyjaznym uśmiechem, który od razu upewnił Arona, że Ren nic jej nie powiedział.
Znów poczuł się jak skończony skurwysyn, że ta kobieta tak uprzejmie go wita, kiedy on kilka dni temu tak skrzywdził jej syna.
— Dziękuję… — Uśmiechnął się sztywno. — Jak się czuje?
— Już lepiej. Tamta randka z Tao musiała pójść naprawdę koszmarnie, skoro taki przybity przyszedł.
— Och…
Aron podążył za nią przez całe mieszkanie, by dostać się na drugą stronę, do ogrodu. Liczył, że jeszcze coś z niej przez te kilka sekund wyciągnie, więc zapytał szybko:
— A mówił pani, jak to się dokładnie skończyło?
— Nie, nie, tylko tyle, że myślał, że będzie inaczej, że strasznie się zawiódł i tak dalej… Raczej nie będą próbować znowu się spotykać. Ale sama uważam, że powinien szukać kogoś bardziej w swoim wieku — dodała z ciężkim sercem i uścisnąwszy ramię Arona, zostawiła go już przy drzwiach balkonowych.
Koreańczyk wziął głęboki wdech, jakby miał właśnie wskoczyć do głębokiego basenu pełnego lodowatej wody. Już przez szybę widział Rena.
Leżał na ogrodowym leżaku i wystawiał twarz do słońca. Jego twarz była taka… delikatna. Jasne włosy spiął w wysoki, niedbały koczek, a ubrany był tylko w krótkie, białe szorty. Był zupełnie boso. W oczach Arona wydawał się taki… niewinny. Jak on mógł skrzywdzić tę niewinność? Czuł się jak potwór.
Nacisnął klamkę i wyszedł na zewnątrz. Wydawało mu się, że nie oddycha, kiedy ruszył powoli w stronę Rena. Ale nie stanął zbyt blisko, nie usiadł też na leżaku tuż obok. Przysiadł za to na ławce ogrodowej dobre trzy metry dalej.
— Hej, Ren.
Chłopak dosłownie się poderwał i spojrzał na niego z przerażeniem. Obejrzał się szybko na drzwi, jakby szukał matki, a potem znów popatrzył na gościa. Jego dłonie zacisnęły się na podłokietnikach leżaka, a Aron odebrał to jak kolejny kamień rzucony w niego przez gniewny tłum.
— Spokojnie… Nic ci nie zrobię. Ren… wyluzuj się — poprosił, wiedząc, jak słabo to wszystko brzmi.
Blondyn na pewno z ufnością na niego nie patrzył. Rozluźnił jednak palce i powoli opadł z powrotem na leżak. Powoli odetchnął i nie spuszczał z niego spojrzenia. Aron z kolei pochylił się trochę do przodu, opierając łokcie na kolanach i próbując zachować się w końcu dojrzale.
— Chciałem… najpierw chciałem przeprosić — zaczął. — To, co zrobiłem…
— To coś, czego nie robi przyjaciel — przerwał mu Ren łamiącym się głosem.
Aron skrzywił się.
— Tak. Dlatego nie zasługuję na ten tytuł. Zachowałem się jak potwór i chciałem przeprosić. Nie prosić o wybaczenie, bo nawet nie wiem, czy sam bym coś takiego wybaczył… Po prostu… Cholernie mi przykro, że to zrobiłem.
Ren nie odpowiedział, a Aron domyślił się, że to wcale nie oznacza wybaczenia, lecz po prostu niemą zgodę, iż chłopak też uważa ten czyn za coś naprawdę skrajnego.
Nie widząc reakcji, Aron postanowił mówić dalej.
— Ale nie jestem tu po to, żeby błagać cię o odzyskanie przyjaźni. Bo wiem, że tak się nie da. Jestem tu z powodu zespołu. Ren, wiem, że tobie też na tym cholernie zależało i nie chcę, żebyś przeze mnie to rzucał. Nie jestem tego wart.
— Nie jesteś — potwierdził od razu Ren pusto.
— Mhm… Dlatego wróć. Jeśli chcesz, ja mogę odejść z zespołu po konkursie dla Gwiazdy. Wolę sam to zrobić, niż żebyś ty zrobił to przeze mnie. Poza tym — zaśmiał się gorzko — JR jest liderem, Baekho robi za bożyszcze, a ty jesteś delikatnym elementem. Jesteście wszystkim, czego potrzebuje zespół. Ja tam jestem zbędny.
Ren nie zareagował. Nie zrobił nic, żeby temu zaprzeczyć, ani nic, dzięki czemu Aron mógłby uznać, że zgodził się na jego propozycję. Aron jednak czekał chwilę z nadzieją, aż w końcu potarł o siebie dłonie i w końcu się uniósł.
— Proszę… przemyśl to. Ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić, Ren, i nie chcę, żeby to miało jeszcze skutki w tym, co kochasz robić… — wydusił.
Nie potrafił już patrzeć na tę skrzywdzoną twarz Rena. Wyszedł więc pospiesznie z ogrodu, okrążając budynek, żeby nie musieć konfrontować się z mamą przyjaciela. Czuł, że nie ma prawa już nigdy postawić tutaj nogi.

***

W weekend po pierwszej randce z Tao i atakiem Arona Ren wreszcie odważył się odezwać do tego pierwszego. Czuł się podle, że nie kontaktował się z mężczyzną i nie odpisywał na jego smsy. Nie czuł się na siłach, ale domyślał się, co mógł sobie pomyśleć Tao. Teraz już czuł, że trochę do siebie doszedł, więc postanowił jakoś wyklarować sytuację, która nieoczekiwanie powstała.
Po obiedzie i krótkiej rozmowie z mamą o tym, że dzisiaj będzie żywo nadrabiał zaległości ze szkoły, poszedł do swojego pokoju. Usiadł na łóżku, oparł się plecami o wezgłowie, a na kolanach położył sobie poduszkę. I w końcu wybrał numer do Tao, czując, że stresuje się tą rozmową.
— Halo? Ren? — Mężczyzna szybko odebrał, a w jego głosie słychać było lekkie zaskoczenie, jak i żal.
— Hej. Wybacz, że nie odpowiadałem — zaczął spiętym głosem.
— No… To było dość słabe. Myślałem, że fajnie było na randce. Wyglądałeś na zadowolonego.
Okej… Wydawało mu się, że to będzie łatwiejsze, ale ten wyrzut i smutek w głosie Tao jednak przybił go bardziej, niż by się spodziewał.
— Bo byłem. To była najwspanialsza randka, na jakiej dotąd byłem. Świetnie mi się z tobą gada — zapewnił żywo.
— Ale…?
Ren westchnął.
— Ale potem stało się coś, przez co byłem mocno… niedysponowany. Nie chcę w to wnikać, przepraszam. Chciałem tylko, żebyś wiedział, że to nie z twojej winy się nie odzywałem.
Przez chwilę Tao nie odpowiadał, a Ren coraz bardziej się niepokoił.
— Dlaczego mam wrażenie, że mimo tego tłumaczenia nie chcesz kolejnej randki? — zapytał w końcu.
— Bo jesteś za bardzo spostrzegawczy — odparł Ren z krótkim śmiechem. — Ale… chciałem powiedzieć, że naprawdę dobrze mi się z tobą rozmawia. I… i jeśli byś chciał, to chciałbym utrzymać tę znajomość. Ale teraz na polu przyjaźni, bo… Teraz po prostu kompletnie nie czuję się w stanie na randkowanie.
To, co mówił, było prawdą. Dobrze mu się spędzało z Tao czas, ale to, co zrobił mu Aron, odebrało mu jakiekolwiek chęci do flirtu. Zresztą, może mama, mimo że nie znała prawdziwego powodu jego dołka, miała rację. Tao był świetny jako doradca i jako słuchacz. Ale równocześnie Ren nie czuł z nim za bardzo… pokoleniowego porozumienia. Może brzmiało to idiotycznie, bo przecież Tao nie był tak wiele starszy od niego, ale może brakowało mu tylko tej młodzieńczej porywczości? Porywczości jak u Arona…
— Okej. Nie będę cię przecież przymuszał, a i cieszę się, że nie chcesz całkowicie porzucić naszej znajomości. Bo mi też dobrze się z tobą gadało — przyznał spokojnie mężczyzna. — Szkoda tylko, że nie będę mógł cię znowu pocałować, bo masz najsłodsze usta, jakie kosztowałem.
Oczywiście od razu wywołał tym komentarzem lekki rumieniec na twarzy Rena. Chłopak nawet delikatnie się uśmiechnął. To było bardzo miłe.
— Dzięki… A ty świetnie całujesz.
— Haha, wiem!
Ren jeszcze bardziej się uśmiechnął, dochodząc do wniosku, że naprawdę Tao ma genialne zdolności poprawiania nastroju. Jeśli chciałby być jego przyjacielem, to Ren bardzo by się cieszył.
— To… jak trochę się u mnie poprawi, to się spotkamy, hm? — zaproponował z nadzieją.
— Jasne. A teraz, nie mogę ci jakoś pomóc?
— Nie bardzo… Ale dziękuję. Może to tylko słowa, ale to naprawdę doceniam.
W głosie Tao Ren wyczuł, że się uśmiecha.
— Nie ma problemu, Ren. Jakby co, masz mój numer. Czekam na kontakt.
— Mhm. Jeszcze raz dzięki i przepraszam.
— Spokojnie, nie ma spiny. Do usłyszenia.
Ren pożegnał się z nim i poczuł ulgę, gdy już zakończył połączenie. Poszło całkiem dobrze i może Tao brzmiał na zawiedzionego, ale równocześnie nie wyśmiał go, nie wyklął i chciał się spotykać. Może więc nie poszło tak źle. A Ren chciałby, żeby z Aronem też wszystko szło tak płynnie. Czym takim zawinił, że Aron aż tak się wobec niego zmienił? Przecież byli najlepszymi przyjaciółmi…

Rozdział 7 — Tam, gdzie nie liczy się rzeczywistość

Kawałek zielonej przestrzeni i powoli coraz bardziej granatowe niebo. Spokojnie płynąca rzeka, mostek kawałek dalej i stara przyczepa, w której nikt nie mieszkał, a która kiedyś należała do dziadka Arona. Teren był prywatny, ale Ren nie zważał na to, że ktoś mógł tu przyjść i go wyrzucić. Przyszedł tu, bo potrzebował miejsca, w którym mógłby pomyśleć, ale równocześnie takiego, w którym znalazłby trochę spokoju. Zaskoczyło jego samego, że właśnie pierwsze pomyślał o tym kawałku zieleni. To było jego „szczególne” miejsce z Aronem. To tutaj spędzili połowę swojego dzieciństwa i tutaj zawsze rozmawiali o najbardziej skrytych tajemnicach. Jakby to miejsce miało swoją magię, swój swoisty klimat, który właśnie sprzyjał szczerym rozmowom. Dlaczego w takim razie nigdy tutaj Ren nie powiedział przyjacielowi, że podobają mu się chłopcy? Sam nie wiedział. Może gdzieś podskórnie przeczuwał, jak Aron by zareagował.
Rzucił torbę na zieloną, dawno niekoszoną trawę, a obok swoją kurtkę skórzaną, na której usiadł. Podkulił kolana, objął się ramionami i popatrzył przed siebie. Na rzece odbijały się ostatnie promienie słońca, a wokół panowała przyjemna cisza. Właściwie wciąż było to miasto, ale jego obrzeża, gdzie wszystko tak spokojnie się wyciszało. Czuł się otulony tą atmosferą, choć z każdą minutą robiło mu się chłodniej, a na przedramionach pojawiała się gęsia skórka.
Popadł w pustkę, która była teraz jego azylem. Czas jakby przestał istnieć. Aż usłyszał lekkie poruszenie nieopodal, jakby ktoś zaparkował…? Ren obejrzał się, ale nie zobaczył świateł samochodu. Może to prostu jakiś bezdomny pies?
Wrócił spojrzeniem na rzekę i przymknął oczy.
— Ren…?
Drgnął gwałtownie i obejrzał się za siebie. A przy przyczepie zobaczył sylwetkę osoby, której nie pomyliłby z nikim innym, nawet jakby panowały tu absolutne ciemności. To był Aron, a Ren poczuł się nagle zdradzony przez los, że nawet tutaj musiał go zastać. Nieważne, że to miejsce należało do dziadka Arona.
— Już sobie idę — mruknął, podnosząc się, ale Aron szybko go powstrzymał.
— Nie, nie… Zostań. Proszę. Zostań — poprosił, zbliżając się do niego o kilka kroków. Zaśmiał się krótko. — Nie wiedziałem, że tu będziesz.
— Mm… — Ren skulił ramiona, ale nie okazał strachu, kiedy dawny przyjaciel ostrożnie usiadł obok. Co gorszego Aron mógłby mu zrobić ponad to, co już uczynił?
Chwilę siedzieli w ciszy, patrząc, jak słońce całkiem chowa się za horyzontem i ogarniają ich coraz większe ciemności. Ale dzięki temu przyjemnie było popatrzeć na światła miasta kawałek dalej za rzeką. Można było poczuć się gdzieś z dala. W innym świecie.
— Przychodzę tu ostatnio codziennie — zaczął Aron, nie patrząc na blondyna, a także łapiąc spojrzeniem któreś z migających w oddali światełek. — Sam nie wiem czemu. Tu jest tak spokojnie.
— Dziwne, że nigdy nie podzieliliśmy się tym miejscem z JR i Baekho — odmruknął Ren.
— No… Chyba chcieliśmy, żeby było tylko nasze — przyznał Aron ze ściśniętym gardłem.
Trudno było rozmawiać po tym wszystkim, a smutkiem napawała myśl, że kiedyś rozmawianie przychodziło im tak naturalnie i lekko. Ren jednak czuł, że Aron zmienił nastawienie. Domyślał się, że targają nim wyrzuty sumienia, ale dziwiło go, że zmienił się tak bardzo. Że już nie wyzywa go, nie gnoi, nie wymyśla niestworzonych historii. Aron też miał wrażenie, że Ren jest inny. Bardziej wygaszony, ale wewnętrznie wciąż będący sobą. Wierzący w siebie, pewny swojej wartości. Obaj jednak byli świadomi, że w ciągu ostatnich kilku tygodni znacznie… wydorośleli.
— Pamiętam, kiedy upierałeś się, że można się w tej rzece kąpać — rzucił w końcu Ren. — Mimo że wtedy nurt był szybki, chciałeś tam wejść i udowodnić swoją męskość i odwagę.
Aron uśmiechnął się kątem ust.
— A ja pamiętam, że posłuchałem cię dopiero, kiedy dałeś mi plaskacza.
— Inaczej na pewno byś tam wszedł…
— Taa… Pewnie tak. Ze mną czasem trzeba brutalnie — zażartował słabo Aron i szybko połapał się, że to bardzo kiepskie określenie w obliczu tego, jak sam brutalnie zachował się wobec Rena.
Brak odpowiedzi Rena upewnił go w tym błędzie, choć z drugiej strony nie zauważył na jego twarzy żadnego skrzywienia. Jakby chłopak był pozbawiony uczuć odnośnie tego, co się wydarzyło.
— Ren… Czy kiedyś będzie między nami jeszcze dobrze? — zaryzykował.
Chłopak zmrużył oczy i potarł swoje przedramiona. Zrobiło mu się chłodniej. A czy mogło być znowu dobrze? Czy mogli przejść nad tym, co się stało, to porządku dziennego i wciąż być przyjaciółmi? W duchu bardzo tego pragnął. Aron był kimś, kto zawsze był jego bratnią duszą, choć różniło go wiele zainteresowań i gustów. Ale może było to przyciąganie się przeciwieństw? Sam nie wiedział, ale jak randka z Tao była odżywcza i relaksująca, tak kiedyś każda chwila spędzana z Aronem dawała takie wrażenia. Właśnie dlatego się w nim zakochał.
— Nie wiem… Co byś zrobił, żeby to zmienić? — mruknął, opierając podbródek na lewym kolanie.
— Wszystko — odpowiedział Aron bez zawahania. Zrobiłby wszystko, żeby znów mieć przyjaźń Rena dla siebie. Mieć go… całego. — Bo cię kocham.
To nie mogło być prawdą — to była pierwsza myśl w głowie Rena, kiedy słowa dotarły do jego uszu, a oczy jeszcze nawet nie zdążyły rozchylić się w szoku. Nie, to po prostu nie mogła być prawda. Przez to to wszystko, co dotąd się wydarzyło, byłoby jakąś słodką, ale śmieszną i koszmarną tragedią. Miał… miał cierpieć, bo Aron go kochał?
— Co ty mówisz…? — wydusił szeptem, powoli obracając głowę w jego kierunku.
Od razu zobaczył, że Aron jest spięty, że patrzy się na niego jak na jedyny istniejący na świecie element, jakby wokół była tylko pustka. Jego ciemne, wąskie oczy były pełne napięcia i wyczekiwania. I… szczerości.
— Ko… kocham cię. Nie mogłem… myśleć o tym, że cię nie mam…
— Przestań! — przerwał mu Ren, pchnął go w ramię, aż Aron upadł na bok na trawę, a sam poderwał się i odsunął na kilka kroków.
Nie, nie, to nie mogło tak być! — przebijało się w jego głowie, gdy stał, oddychając panicznie, a dłońmi łapiąc się za głowę. Aron był przerażony taką reakcją, więc ostrożnie się podniósł, ale nie zdążył zrobić nic więcej, gdy Ren znów krzyknął:
— I to dlatego?! Dlatego, że mnie kochasz, wyzywałeś mnie od szmat, dziwek, kurew?! Dlatego, że mnie kochasz, biłeś mnie, poniżałeś i zgwałciłeś?!
Serce zabolało Arona, niczym przemielone w maszynie. To rozdarcie słyszalne w głosie przyjaciela, jego wielki żal i smutek do niego, które wręcz widoczne były w tych pięknych oczach, sprawiały, że czuł się jak pochłonięty do najniższych pięter piekła. Nie potrafił nic wykrztusić.
— To jest miłość?! — krzyknął znów Ren, a z jego oczu żywo popłynęły łzy.
Niczego nie rozumiał. Sam kochał Arona, pragnął go, chciał, żeby zawsze między nimi była jakaś czułość. Jeśli nie romantyczna, to chociaż taka, jaka panuje między przyjaciółmi. A teraz słyszał, że Aron go kochał.
— Przepraszam… — ten wydusił, czując się rozdarty, kiedy widział takiego Rena. Chciał podejść i go przytulić, ale obawiał się, że Ren by mu na to nie pozwolił. — Chyba sam nie zdawałem sobie z tego sprawy… A kiedy zacząłeś być… dostępny dla innych, nagle wezbrała we mnie złość. Jakbym dotąd miał cię zarezerwowanego na kiedyś dla siebie, aż nagle postanowiłeś wyjść do świata — wyjaśnił pokrętnie z krótkim, gorzkim śmiechem to, jak się czuł.
— Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś, a po wszystkim tak mnie traktowałeś? Aron, gdy wyszedłem z szafy, nie zacząłem się z nikim spotykać. Byłem wolny, wciąż mogłeś po mnie sięgnąć! — krzyknął Ren przez łzy. Czuł się zdradzony.
— Chyba rozumiałem to wszystko na opak… — wychrypiał Aron. — Przepraszam… Bałem się, że cię stracę i… przez to cię straciłem.
Ren pociągnął nosem i otarł łzy dłońmi. Nie rozumiał, dlaczego Aron mu tego po prostu nie powiedział, a okazał mu swoją zaborczość w najbardziej brutalny sposób, w jaki dało się to zrobić.
Żaden z nich nie wiedział, co może w tej chwili powiedzieć. Aron uznał więc, że nie może już wytrzymać tego widoku, ale nie chciał znowu uciekać, tak jak wtedy, kiedy skrzywdził Rena i zostawił go w rozsypce.
Podszedł do niego powoli i ostrożnie objął go ramionami. A Ren… Ren dał się przytulić i wcisnął twarz w ramię drugiego chłopaka. Ten więc pogłaskał jego plecy delikatnie i cmoknął w czubek głowy.
— Ren…
— Twoje… metody działania są potwornie chujowe — wydusił jasnowłosy Koreańczyk, trzymając się go. Gdyby usłyszał wyznanie miłosne te kilka tygodni temu, wszystko byłoby takie inne… Takie bezbolesne.
— A… a pozwolisz mi je naprawić?
— Jak byś chciał to zrobić? — Ren odsunął twarz od jego ramienia i popatrzył mu w oczy z bardzo, bardzo bliska.
Aron zawsze uwielbiał jego oczy. Miały w sobie tyle pięknych emocji, tyle wyobraźni i zadziorności. I poczuł, że właśnie w nich utonął, bo nawet nie mógł zawładnąć sobą i po prostu pochylił się, by pocałować przyjaciela.
W pierwszym odruchu Ren chciał się odsunąć. Chciał odepchnąć Aron, wyswobodzić się, uciec… Ale poddał się mu. Poddał się temu pocałunkowi i spróbował uwierzyć, że miejsce, w którym byli, rzeczywiście znajdowało się w innym świecie. Że było daleko od całej rzeczywistości i od tego, co się wydarzyło. Że tutaj, w tym miejscu, nie liczy się to, że Aron potraktował go najgorzej, jak mógł. Że ich przyjaźń się rozpadła, że odsunęli się od siebie. Wierzył, że tutaj nie miało to znaczenia i po prostu mogli znów kolejny raz, choć bardziej cieleśnie, szczerze się porozumieć.
Pocałunek z Tao był magiczny. Ale tamten pocałunek był ciekawością, był skosztowaniem nieznanego, był czymś odżywczym. A pocałunek z Aronem był jak pierwszy dotyk wyczekiwany bardzo długo przez kogoś czekającego na partnera wracającego z długiej, wieloletniej wędrówki. Jak przy Tao wszystkie włoski na skórze Rena stanęły od dreszczy, tak przy Aronie cały umysł blondyna znalazł się w jakiejś nieziemskiej utopii. Już nawet nie było tej rzeki, tej przyczepy, mostku i świateł w oddali. Byli tylko oni i nic więcej.
— Re… Ren… — szepnął Aron, patrząc w jego oczy z poruszeniem, które mówiło, że poczuł dokładnie to samo. Jakby wiedział w tym momencie, że już z nikim innym pocałunek nie będzie taki sam.
Ren delikatnie oblizał dolną wargę. Była miękka, lekko zaróżowiona i wilgotna po pocałunku. A on sam zadrżał, powoli wyciągnął rękę w górę i ujął policzek Arona. A potem po prostu znowu go pocałował, zamykając całkiem oczy i przekręcając głowę na bok.
Cokolwiek się między nimi wcześniej wydarzyło, teraz przestało istnieć. Ren chciał być blisko, tak zwyczajnie. Aron chciał mieć go w swoich objęciach. Poddawał się więc temu pocałunkowi i nawet nie spostrzegł, że po chwili pocałunek przestał mu wystarczać. Jego dłonie powoli zsunęły się w dół, dotknęły boków Rena, zbadały jego biodra, pośladki. I znów podążyły w górę, żeby opuszki mogły pogłaskać delikatną skórę na szyi.
Obaj niemo zgodzili się ze sobą, że powinni w tej chwili znaleźć się w przyczepie. Ren ujął jego dłoń i pociągnął go do niej bez słowa, a Aron tonął w tym dotyku. Tak delikatnym, a zarówno męskim. Tak… w Renie najpiękniejsze było to połączenie eteryczności z samoświadomością.
W przyczepie miejsca wiele nie było, ale nie potrzebowali go szczególnie. Nie zważali teraz na wszelkie niedogodności, bo wystarczyło, że byli w swoim specjalnym, magicznym miejscu i mogli być ze sobą, nie rozmawiając przy tym. Ren właśnie tak chciał. Chciał być teraz z Aronem w milczeniu. W milczeniu więc pozwolił mu zdjąć sobie koszulkę i rozpiąć spodnie. W milczeniu sam robił dokładnie do samo, powoli rozbierając go i całując po odkrywającej się skórze.
Aron podziwiał jego ciało, choć w ciemności trudno mu było dostrzec szczegóły. Chciał więc zbadać więcej dotykiem. Stojąc już przed szerokim materacem na końcu przyczepy, kiedy obaj byli ubrani już tylko w bieliznę, wyciągnął dłoń do klatki piersiowej Rena i delikatnie dotknął jego sutka. Ciche sapnięcie, które usłyszał, sprawiło, że znów zapragnął dać mu jak najwięcej ukojenia, jak najwięcej przyjemności.
Pochylił się i złapał między wargi sutek, a Ren przymknął oczy, odchylił głowę do tyłu, a palce wsunął we włosy Arona. Były miękkie i przyjemne. Zupełnie jak jego wargi, które tak subtelnie go pobudzały.
Po krótkich pieszczotach zdjęli narzutę z materaca i położyli się na nim. Ren był na dole, na plecach, ale nie czuł teraz strachu, mimo że pochylał się nad nim nastolatek, który potrafił zrobić mu krzywdę. Ale przecież tutaj nie istniało nic, co wydarzyło się kiedyś gdziekolwiek indziej.
Aron był taki inny niż ten, którego znał Ren. Nie był porywczy, nie działał gorączkowo. Jakby się nim delektował, jakby się bał, że go potłucze. Jego palce tak powoli poruszyły się po bokach Rena, zbadały każde zagłębienie, a przy tym wszystkim Aron całował go delikatnie. Jakby każdy pocałunek był wyszeptanym „przepraszam” i „pragnę cię”. Aż w końcu dłonie Arona pozbawiły go bielizny, lecz oczy tam nie spojrzały. Jakby nie to było najważniejsze, a dotyk. Bo już po chwili Ren poczuł, jak nastolatek sięga tam i bez skrępowania dotyka jego penisa. Ujął go w dłoń i powoli popieścił, a Ren westchnął głośniej z przyjemności.
— Aron… — wyszeptał, mimo że powziął wcześniej decyzję o nierozmawianiu. Ale chciał usłyszeć jego imię, chciał poczuć, że to właśnie z nim to robi.
Ten spojrzał mu w oczy, jeszcze chwilę go dotykał, czując, że Ren sztywnieje, aż delikatnie, niemalże pytająco rozsunął mu nogi. Nie otrzymał żadnej odmownej reakcji. Ren odpowiadał na jego spojrzenie i nie wahał się, czy chce to zrobić. Aron więc mógł spokojnie sięgnąć pod już ściągnięte jądra i pomasował ciało niżej. Drgnął wręcz ekstatycznie, gdy po dotknięciu pomarszczonej szparki z ust Rena wydobyło się ciche stęknięcie. To była piękna reakcja, bo Ren miał naprawdę melodyjny głos. A dźwięki rozkoszy w jego wykonaniu mogły brzmieć jak najpiękniejsza piosenka.
Nie miał nic innego, czym mógłby nawilżyć chłopaka, więc wiedział, że musi być bardzo, bardzo delikatny. Użył śliny i powoli wsunął w Rena palec. Znacznie subtelniej, niż ten tydzień temu, gdy brutalnie go naruszył. A Ren nie krzyknął, nie spiął się i nie odepchnął go. Objął tylko jego szyję i wcałował mu się w usta z brakiem kontroli nad sobą. Potrzebował bliskości, potrzebował pewności, z kim tu jest i kiedy już się w tym upewnił, mógł się temu oddać.
— Ren… Nie krzywdzę cię? — zapytał Aron do ucha chłopaka i lekko skubnął jego płatek. Był taki delikatny…
Blondyn pokręcił głową, trzymając się go mocno.
— Nie… Nie krzywdzisz. Możesz mnie dotykać.
— Mmm… Okej. Jesteś cudowny.
Ren delikatnie się uśmiechnął i poddał mu się, a Aron po jakimś czasie, wykazawszy się cierpliwością, mógł bezboleśnie poszerzyć go już trzema palcami. Czuł, że Ren mu ufa, choć wiedział, że kompletnie na to nie zasługuje. Nie mógł go przez to zawieść i poszerzał go systematycznie. Uczucie ciepłych i miękkich ścianek wnętrza drugiego chłopaka, które okalały jego palce, działało na niego tak, jakby już miał w nim penisa. Był cały sztywny, ale na szczęście nie tylko on. Musiał sprawiać przyjemność Renowi tym, jak go poszerzał, bo i jego penis już prezentował pełny wzwód. I najwyraźniej ten stan zdradził rozsądek Rena, bo ten niespodziewanie powiedział:
— Już mnie weź… Już możesz to zrobić, Aron.
Drugi chłopak aż zastygł, gdy usłyszał tak intuicyjnie wydyszane pragnienie. Ren sam się go dopraszał, sam go chciał i teraz, w tym momencie chyba nie mógł usłyszeć niczego piękniejszego. Jak mógłby nie spełnić tego pragnienia?
Pocałował go namiętnie i czule, by tym gestem przekazać mu, jak bardzo to na niego podziałało i jak jest mu wdzięczny, że go nie odrzucił.
Wysunął palce ostrożnie i postarał się jeszcze nawilżyć swojego penisa. Ren szerzej otworzył dla niego nogi, żeby im obu było wygodnie i żeby nie zaciskać się przez zbyt złożoną pozycję. Aron za to podparł się na ręce z boku jego głowy i popatrzył na niego z góry. A gdy Ren delikatnie się do niego uśmiechnął, serce Arona całkowicie zmiękło, zaś jego penis stał się jeszcze twardszy.
— Jesteś cudowny — wydyszał i wreszcie złapawszy swój członek, powoli zaczął wsuwać się w ciało przyjaciela.
Brwi Rena uniosły się trochę w górę w odpowiedzi na rozpychanie. Jego brzuch na chwilę się napiął, a palce od razu złapały się pleców Arona. Jęknął. Nie, nie był to jęk bólu, lecz przyjemności, która płynęła z dolnych rejonów. Rozciągało go, może nawet momentami lekko piekło, ale Aron jak nigdy w życiu starał się z całych swoich sił, żeby nie robić nic raptownie. Obserwował każde, nawet najmniejsze skrzywienie na twarzy blondyna. Nie wchodził od razu w całości. Poruszał się płytko, powoli, żeby tyłek drugiego chłopaka mógł przyzwyczaić się do rozciągania, rozpychania i tarcia. I rzeczywiście, z każdą minutą było coraz lepiej.
Nie obyło się bez krótkich przerw. Nie tylko dlatego, że Ren potrzebował chwili na oddech i rozluźnienie mięśni, ale i Aron potrzebował oddechu, żeby przypadkiem niespodziewanie nie strzelić. Bo to ściskanie, które fundowało mu ciało Rena, wprowadzało go na wyżyny. A to wszystko jeszcze podjudzała mimika twarzy jasnowłosego Koreańczyka i dźwięki, które ten wydawał.
— Już… jestem cały — szepnął Aron, czując kropelki potu na skroniach i czole.
Ale rzeczywiście, już cały jego penis był we wnętrzu Rena, zaś Aron czuł na biodrach jego cudowne pośladki. Było to nieziemskim uczuciem. Takim, że teraz już wiedział, że nawet długa przerwa nie powstrzyma go przed szybkim wytryskiem.
— Czuję… I… i tak jest mi dobrze — odpowiedział Ren, po czym nie dał przyjacielowi ani chwili na odpowiedź, bo ściągnął go do siebie za kark, do mocnego, namiętnego pocałunku.
Aron stęknął i już zupełnie odruchowo poruszył biodrami. I znowu. I znowu. Wchodził w Rena w coraz bardziej gorączkowy sposób, a ten pojękiwał cicho i poddawał się temu, czując, że penis w środku przyprawia go o przyjemne dreszcze. Dotąd nigdy się nie kochał i mimo tego wszystkiego, co uczynił mu Aron, teraz wcale nie żałował, że to właśnie z nim ma swój pierwszy raz.
Doszli dosłownie minutę później. Ren spryskał ich ciała swoim nasieniem, gdy jego penis przez pchnięcia bioder Arona ocierał mu się o brzuch. A Aron nie potrafił skontrolować swojego członka i doszedł w Renie. Przeraził się tym z początku, ale na szczęście blondyn nie skarcił go. Nie powiedział nic złego na ten temat, ani się nie skrzywił. Po prostu dalej się z nim całował, jakby ten seks wcale się nie skończył, a trwał dalej. Zawieszony w jakiejś czasoprzestrzeni, tak samo jak zawieszone było to magiczne miejsce.
— Ren… weź ze mnie wszystko, czego chcesz i czego potrzebujesz — wydyszał niespodziewanie Aron, gdy z bliska spojrzał mu w oczy, a jego własne były jakby lekko… wilgotne. — Zrób ze mną, co tylko pragniesz. Tylko proszę… Proszę, zostań ze mną.
Ren przełknął cicho ślinę i z początku nawet nie wiedział, jak odpowiedzieć. To wyznanie, a raczej to… błaganie było takie desperackie. Czuł to w głosie Arona. Jego bezsilność, jego smutek, żal i wielką, przejmującą potrzebę, żeby nie zostać porzuconym. Przy pełnej świadomości tego, co uczynił.
— Kochasz mnie, Aron? — odpowiedział szeptem.
Drugi chłopak pokiwał głową, a Ren poczuł kapnięcie małej łzy na swoim policzku. Uśmiechnął się delikatnie.
— To przytul mnie.
Aron zacisnął powieki i położył się na nim, obejmując go ciasno w pasie i przytrzymując przy sobie jak największy skarb. Ten jeden raz miał nadzieję, że to magiczne miejsce tak, jak separowało się od rzeczywistości, jednak nie zatrzyma w sobie tego, co dziś zrobili. Chciał, żeby jutro, w szkole, Ren wciąż pamiętał ich dotyk, ich cielesne porozumienie i wyznania, które dzisiaj padły.

Rozdział 8 — Niewinne początki

Ren był pierwszy raz w szkole od tamtego koszmarnego piątku. Pajęczyca dorwała go już za płotem ogradzającym teren szkoły, ale zbył ją. Nie miał ochoty z nią rozmawiać. Nie chciał rozgłosu, nie chciał być znowu widziany jako jeden z członków zespołu. Chciał być sobą. I mimo że widział wiele ciekawskich spojrzeń, to wciąż miał dobry humor.
Podszedł do swojej szafki na długim korytarzu i otworzył ją. Wciąż miał tu książki z ostatniego piątku. Wiedział, że ma dużo do nadrabiania i na tym skupiony był jego umysł. Do czasu, aż schowany z głową niemalże w szafce, usłyszał pukanie do jej drzwiczek. Zamrugał, odsunął się, zamknął metalową szafkę i zobaczył Arona. Uśmiechał się do niego wesoło, choć też jakby z lekkim wahaniem.
— Hej. Jak tam?
Rena rozbawiło to spojrzenie. Doskonale wiedział, że Aron bada teren. Od sobotniej nocy w przyczepie nie rozmawiali. Wrócili do domu bardzo późno, ale po seksie nie wymieniali żadnych spostrzeżeń, nie rozmawiali o przyszłości.
— A spoko, zaraz mam matmę. Czyli przedmiot, w którym tydzień nieobecności może narobić katastrofalnych opóźnień.
— Uuu… Kurde… Z tym nie pomogę — odparł zawiedziony Aron, a Ren zaśmiał się cicho.
— Wiem. Jesteś tłuk z matmy.
Po tych słowach zarzucił plecak na ramię i ruszył korytarzem w stronę odpowiedniej sali, a Aron popędził za nim szybko, popatrując na niego z napięciem.
— Ale w każdej innej sprawie jestem do twojej dyspozycji.
— Mhm.
— A… A co robisz po lekcjach?
Ren próbował się nie uśmiechnąć i zachować chłodną twarz, ale było trudno. Pokręcił głową, przystanął i spojrzał mu w oczy.
— Myślę, że idę z tobą na spacer.
— O… to fajnie… bo ja w sumie też mam takie plany.
— Och tak?
— Mhm… — odparł Aron, zagapiwszy się głupio na jego twarz.
Uczniowie wciąż żywo chodzili korytarzami, bo lekcje zaraz miały się zacząć, a wielu przyszło do szkoły dosłownie na ostatni moment. Z jednej strony więc Ren i Aron mieli swoistą prywatność, jak to bywa w tłumie, kiedy nikt nikogo nie zauważa. A z drugiej strony, każdy mógł wyłapać słowo klucz czy jakiś gest. I Ren postanowił na tym oprzeć swój kolejny krok.
— Ale warunek jest jeden… Chcę buziaka. Teraz.
Powieki Arona zamrugały, a policzki momentalnie się zarumieniły. Chłopak popatrzył wokół i sapnął. A Ren czekał. Było oczywiste, że nie zamierza teraz odpuścić. Aron doskonale to wiedział. Ale już popełnił zbyt wiele błędów, żeby popełnić kolejny.
Wziął głęboki oddech, wychylił się i złapawszy Rena za policzek, pocałował go. To nie był krótki buziak, bo chłopak poczuł jego język między wargami. Aż sam był tym zaskoczony i sapnął cicho. Przymknął oczy, wczuwając się w to i czując, że rzeczywiście… Aron chce naprawić swoje błędy.
Gdy odsunęli się od siebie, okazało się, że… nikt nie zauważył. Ludzi było zbyt wielu. Byli absolutne anonimowi. A Ren uśmiechnął się delikatnie i odsunął się.
— Do zobaczenia po lekcjach.
I zostawił Arona z sercem bijącym z prędkością galopujących koni.

***

JR był wniebowzięty. Nie tylko dlatego, że Ren i Aron najwyraźniej doszli do porozumienia, ale też dlatego, że wreszcie zaczęli normalnie ćwiczyć i pojawiać się na próbach. W samą porę, bo konkurs miał się odbyć już za dwa tygodnie i mieli dosłownie ostatnie chwile, żeby dopracować wszystkie szczegóły i wyćwiczyć kroki. Przez to spotykali się co drugi dzień. A tym razem niespodziewanie wykazał się Aron i zapewnił ich, że mogą zrobić próbę w jego domu, ćwiczyć cały dzień, bo „chata będzie pusta”. Żeby tego było mało, Joon zgodził się przyjść i im pomóc, za co JR był mu cholernie wdzięczny. Bo jego zdaniem po tych wszystkich akcjach, które dotąd zaburzały pracę z zespołem, mężczyzna miał prawo ich olać.
— W ogóle, Ren… to prawda, że Aron z tobą kręci? — zapytał Baekho konspiracyjnym szeptem, kiedy razem z drugim blondynem wyszedł do kuchni, żeby przynieść szklanki i coś chłodnego do picia.
Byli już po pierwszej godzinie żywego treningu i każdemu z nich chciało się pić. Był zmęczeni, ale równocześnie zmobilizowani, żeby dzisiaj dać z siebie wszystko.
Ren zerknął na niego i uśmiechnął się lekko pod nosem. Zanim odpowiedział, przypomniał kumplowi, gdzie jest podobno tacka na to wszystko.
— A skąd ten pomysł? — zapytał zaczepnie, unosząc lekceważąco brwi i przy okazji poprawiając kucyka na głowie. Podczas tańca trochę mu się rozluźnił, ale za to ciuchy miał wygodne. Obcisłe, ale elastyczne, czarne spodnie i bezrękawnik w takim samym kolorze. No i oczywiście buty na miękkiej podeszwie.
Baekho popatrzył na niego sceptycznie i sięgnął nad lodówkę, gdzie dojrzał tackę.
— Może stąd, że gapi się za twoim tyłkiem non stop? I jakoś nagle się zrobił szczególnie miły…
— Zawsze był miły. Przyjaźnimy się.
— Taaa… szczególnie przez ostatnie tygodnie — zauważył kąśliwie. Był równie zadowolony jak JR, że druga połówka ich zespołu wreszcie się dogadała, ale równocześnie był sceptyczny. Według niego Aron zachowywał się za bardzo jak kutas, żeby tak łatwo było mu to wszystko nagle wybaczyć.
Ren trochę spochmurniał, ale nie tracił dobrego humoru. Zaczął wyciągać szklanki z szafki, żeby przełożyć je na tacę.
— Spoko. Już jest lepiej. Aron miał, najwyraźniej, problem też ze sobą i mój coming out jakoś… wyciągnął z niego stres i złość w złym kierunku. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i miejmy nadzieję, że tak zostanie.
— Okej… Wyjaśnienie sobie wszystkiego to jedno. Ale co z tą nagłą uwagą, którą ci tak poświęca? — drążył Baekho, wyciągając z lodówki chłodny, winogronowy sok z Haitai.
— Jakbyś uważnie słuchał, to byś nie musiał pytać… Mówię, że Aron miał też ze sobą jakiś problem, jeśli chodzi o… no, o to, że podobają mu się chłopcy. I okazało się, że leciał na mnie…
— Wow… To bardzo fajnie ci to okazywał — mruknął gorzko drugi chłopak i postawił sok na tacy obok szklanek.
— Wiem. To Aron. Musi czasem pokazać, jakim jest debilem, żeby ludzie nie pomyśleli o nim jako o zbyt mądrym kolesiu — odparł Ren trochę prześmiewczo, chociaż wciąż uważał to, co robił jego przyjaciel, za naprawdę najgorszą strategię. Ale nie chciał tego przeżywać. Chciał o tym zapomnieć, zostawić to w historii i nie wracać do tego, bo wiedział, że rozdrapywanie ran mogło tylko przysporzyć mu więcej smutku, żalu i bólu. A on, tak jak powiedział Tao, był świadom siebie. Nic, co się dotąd stało, nie mogło zmienić w nim pewności co do własnej wartości. Zamierzał więc znów być tym spokojnym, opanowanym sobą sprzed tych kilku tygodni.
Baekho nie miał szans odpowiedzieć, bo Ren wyszedł z tacą z kuchni. Podążył więc za nim i zastał resztę tak, jak ją zostawił. JR i Joon rozmawiali żywo o ruchach tanecznych, stojąc przy uchylonym oknie. Aron z kolei siedział na kanapie i bawił się komórką. Do czasu, aż wrócił Ren, bo na jego widok uśmiechnął się i raptownie poderwał, żeby wziąć z jego rąk ciężką tacę i postawić ją na stoliku. Baekho uniósł brwi sceptycznie, ale nie skomentował tego umizgiwania się, zaś Ren zaśmiał się lekko.
— Nie uwierzysz, Aron, ale nie mam wcale wiele mniej mięśni od ciebie.
Aron wydął wargi i zaczął nalewać sok.
— Chciałem pomóc…
Był całkiem uroczy z taką naburmuszoną miną, więc Ren nagrodził go lekkim buziakiem w policzek, co dla reszty, jeśli ci jeszcze się wahali, mogło być jednoznacznym dowodem na to, że ta dwójka ze sobą kręci.
Joon był jedyną osobą w towarzystwie, która właściwie miała to gdzieś, więc nie zważając na ciszę i nagłe zainteresowanie Baekho i JR wgapianiem się w romansującą dwójkę, zapytał:
— Kiedy w ogóle oni ogłaszają wyniki?
— Hm…? — mruknął nieprzytomnie JR, ale szybko załapał kontekst pytania. — Ach, Gwiazda? Podobno po trzech dniach od zakończenia przesłuchań — wyjaśnił i podszedł do stolika, żeby napić się soku.
— Czyli trochę czasu będziecie żyć w niepewności…
— Taa… Mało pocieszające, ale już chcę mieć ten występ za sobą. Plus taki, że nikt nie powinien tego powielić.
JR miał rację. Wykreowali coś bardzo oryginalnego, a na pewno jak na standardy wytwórni Gwiazda. Z początku co prawda myśleli, żeby pójść w ich typowy motyw, widoczny u wielu zespołów, które promowali, ale uznali, że straciliby przy tym swoją własną indywidualność. Spróbowali więc jedynie podłapać niektóre ciekawsze motywy, ale nie opierać się na nich w znacznej mierze, a jedynie potraktować je jako tło. Jedyne, czym martwił się JR, to że ich kawałek będzie zbyt dołujący. Bo chyba mimowolnie przez to, co ostatnio się działo, przez te wszystkie konflikty i awantury, nie potrafili stworzyć nic radosnego. Joon jednak go ratował, bo uznał, że ich występ nie jest dołujący, lecz ciekawie mroczny i ma dużo mocy. Poza liderem reszta zdecydowanie się z tym zgadzała, bo nawet sami, gdy odsłuchiwali potem nagranie wykonanej przez nich piosenki, mieli ciarki na skórze, a to było jednoznacznym dowodem na moc utworu.
— Na pewno nie — dodał Aron, gdy szybko przełknął napój. Po tym sięgnął po swój telefon i szybko coś poklikał. — Chodźcie zobaczyć w ogóle. Zrobiłem foty w tym sklepie, o którym wam mówiłem. Tym, gdzie możemy kupić ciuchy na występ.
Reszta zgromadziła się wokół niego żywo, żeby zobaczyć ubrania. Z początku myśleli, że będą tam tylko gotyckie motywy, bo takie były w części wystawy, ale Aron porobił najwięcej zdjęć w innej sekcji. Było tam dużo skóry, ciemnych kolorów i dodatkowych ozdób, które wydawały się być mieszanką buntowniczej mody połączonej z tradycyjnymi wzorami. Nie było to czymś, co często się widywało, więc JR uznał to za niezły pomysł.
— Pytanie tylko, Aron, czy to jest wygodne. Nie może nic hamować naszych ruchów. Nie w tym występie, bo ruszamy się więcej niż zwykle — powiedział poważnie.
Rzeczywiście, dzięki temu, że Joon sprawował pieczę nad ich choreografią, występ był mocniej taneczny niż wokalny. Ale niosło to za sobą wiele ograniczeń, na pewno w charakteryzacji.
— Wiem, wieeem, już to sprawdziłem i zmierzyłem kilka tych ciuchów. Potem wam prześlę zdjęcie metki, bo nie pamiętam, co to są za materiały, ale są mega elastyczne — wyjaśnił szybko nastolatek podekscytowanym głosem. Jak wcześniej izolował się od prób i tańczył na odwal się, gdy już przychodziło co do czego, teraz jakby odżył.
— I co? Łatwo tam w ogóle dojechać? — zapytał Ren.
— Tak, banalnie. Możemy pojechać w przyszłą sobotę i jak kupimy ciuchy, to zrobimy jedną próbę już w nich. Zobaczycie, że są mega wygodne.
Chłopcy popatrzyli po sobie i zgodzili się. Żaden z nich nie miał lepszego planu, a nie chcieli znów występować w tym samym. Zakładali, że wytwórnia sprawdzała swoich uczestników dość dokładnie i mogliby się zawieść, gdyby zobaczyli ich w takim samym wydaniu, w jakim widzieli ich na innych nagraniach. Ponadto JR chciał dać Aronowi szansę wykazania się i naprawienia błędów, które dotychczas popełnił.
— Dobra, to ustalimy jeszcze godzinę, ale chyba przyszła sobota to dobra pora — uznał i klasnął. — Wracamy do próby? Joon, gotowy?
Mężczyzna uśmiechnął się kątem ust i rozłożył ramiona.
— To wy macie być gotowi, ja czekam. Jedziemy dalej.
Pozostali skinęli głowami i wrócili na parkiet, do swoich ustalonych pozycji wyjściowych. Odetchnęli głośno, a gdy popłynęła muzyka, zaczęli tańczyć.
Cały trening potwornie ich wymęczył. Co prawda często robili przerwy, w połowie dnia zjedli duży posiłek i chwilę zrelaksowali się siedzeniem, gadaniem i oglądaniem innych występów, ale potem znów wrócili do pracy i tak spędzili niemal całą sobotę. Joon musiał wyjść trochę wcześniej, więc ostatnie trzy razy już zrobili sami, ale już się nie mylili i teraz trzeba było tylko wyrobić kondycję odpowiednio, żeby nie zadyszeć się w trakcie tańcu, bo przecież musieli czysto śpiewać.
Baekho wyszedł razem z JR, bo tym razem jechali tym samym autobusem. Z kolei autobus Rena był trochę później, więc chłopak dłużej został u Arona. No, może to była tylko wymówka, ale chciał jeszcze chwilę sam na sam, nim wróci do domu. Aron nie narzekał. Był zresztą gotów zamknąć drzwi na klucz, żeby Ren nie wyszedł od razu.
— Jak tam? Zmęczony? — zapytał luźno, gdy już odniósł wszystkie naczynia do zmywarki. Był świadom, że matka by go zjadła, gdyby zostawił tu taki syf. Zresztą porządek był jednym z warunków, dzięki którym w ogóle mógł zaprosić na cały dzień kumpli.
Ren właśnie przebierał się z ciuchów po treningu na te, w których mógł pokazać się na ulicy. Przez to trudno było nie zawiesić wzroku na jego jasnych, jędrnych udach, gdy wsuwał białe jeansy na nogi.
— Noo… Morderczy trening. Jutro dzień odpoczynku. Też dopilnuj, żeby się nie forsować za bardzo, bo będziesz w poniedziałek umierał. A przecież po lekcjach kolejna próba — przypomniał mu poważnie.
Aron wyszczerzył się głupio i oblizał wargi. Usiadł specjalnie na najbliższym Rena fotelu, żeby bezczelnie móc się na niego gapić.
— Spoko, mnie akurat do opierdalania się nie musisz namawiać — zażartował.
—A to to akurat bardzo dobrze wiem… — odmruknął Ren i wciągnął spodnie na tyłek. Zaczął przeciągać swój seledynowy pasek przez szlufki spodni. — I co tak na mnie patrzysz? — dopytał pozornie lekceważąco.
— A… tak sobie patrzę, bo ładny jesteś.
— Jestem?
— Mhmm… Jak amerykańska muffinka.
Ren zaśmiał się melodyjnie, rozbawiony takim porównaniem. Ale nie ociągał się z ubieraniem. W sumie trochę na przekór. Lubił drażnić Arona i widzieć, jak ten się męczy i jak chciałby przedłużyć swoją przyjemność.
— Ty za to też masz przepocone ciuchy.
— Wiem, wiem. Pójdę się myć, jak wyjdziesz. Chyba że chcesz zostać i ze mną wziąć prysznic? — dopytał szybko z nadzieją w głosie.
Ren chciałby. Oj, bardzo by chciał. Ale również chciał trochę podręczyć Arona i zagrać z nim inaczej.
— Nie dzisiaj. Zresztą, to już jest bardzo daleko posunięta intymność. A ty… — odwrócił wzrok, sięgając po koszulkę, bo może mówił z pewnością w głosie, ale jednak wciąż flirt z Aronem był dla niego trochę krępujący — wciąż nie zaprosiłeś mnie na randkę.
Drugiego chłopaka wcięło i chwilę tylko tak gapił się, jak Ren zakrywa swoje śliczne ciało białym t-shirtem z czarnym nadrukiem. Ren miał rację. Zaczęli co prawda seksem, ale to było czymś innym. Było to… wyzwoleniem i porozumieniem w jednym. Ale od tego czasu tylko całowali się i flirtowali, a on, jak skończona lama, nawet nie zaproponował wspólnej kolacji.
— Eee… Właśnie. Miałem zapytać. Nie chcesz się wybrać do kina? — palnął głupio, a Ren roześmiał się i pokręcił głową.
— Ale jesteś głupawy czasem — skomentował i jeszcze spakował wszystkie swoje ciuchy do torby. — Ale dobra. Możemy pójść do kina. Ale… dopiero po konkursie.
— Coooo?! — jęknął z bólem Aron i podążył za nim jak skrzywdzony psiak, kiedy tylko Ren ruszył z torbą do wyjścia. — Dopiero?!
— Mhm. Teraz musimy skupić się na czymś innym. A potem będzie nagroda.
— „Nagroda”… — burknął wciąż niepocieszony chłopak, któremu to rozwiązanie wcale się nie podobało, bo nie chciał czekać dwóch tygodni na randkę i więcej czułości.
— Ucz się cierpliwości — zasugerował Ren i wsunął stopy w buty, w których przyszedł. Po tym zarzucił na siebie jeszcze lekką kurtkę i otworzył drzwi. — Nie będziesz potem żałował.
— Jasne… Ale po randce już umyjesz się ze mną pod prysznicem?
— Mhm — odmruknął Ren i wychyliwszy się do niego, najpierw cmoknął go w policzek, a potem dodał do ucha: — I będzie to tylko gra wstępna…
Aron dostał błyskawicznego wzwodu, więc cieszył się, że Ren nie otworzył drzwi zbyt szeroko i że nie stał pod nimi listonosz. Odetchnął nisko i nawet nic nie odpowiedział, a Ren, jakby zadowolony z reakcji, uśmiechnął się delikatnie i po prostu wyszedł.

Rozdział 9 — Wygrać szczęście

Dzień, w którym odbywały się eliminacje w konkursie wytwórni Gwiazda, był olbrzymią dawką stresu dla każdego z członków zespołu. I każdy przeżywał to na swój sposób. Ren najadł się słodkości. Aron wyżywał się w jakiejś strzelance na swoim telefonie. Baekho próbował zastosować techniki kontroli oddechu, a JR dawał się głaskać i uspokajać swojemu chłopakowi, który przyszedł ich pooglądać.
Budynek, w którym odbywał się konkurs, był wielki i już z początku mieli problem, żeby znaleźć odpowiednią salę. Potem, gdy trafili na właściwy korytarz, okazało się, że jest tam już mnóstwo innych zespołów z całego okręgu. Przesłuchania miały trwać cały dzień i mimo że każdy miał wyznaczoną godzinę, to wszyscy byli tu bardzo wcześnie.
Gdy wybiła ich godzina występu, zostali wprowadzeni na bardzo dużą salę, przypominającą te koncertowe. Była też widownia i to całkiem spora. Wiedzieli, że na niej na pewno będą jacyś uczniowie ze szkoły, bo dyrektor ogłosił publicznie, że znów przedstawiciele ich szkoły sięgają po kolejne sukcesy i zachęcał do obejrzenia ich występu. A że nie pokazywali go w szkole, wielu mogło być ciekawych.
Było też jury, które oczywiście składało się z członków wytwórni. To oni mieli ich ocenić i zdecydować, czy w ogóle do czegoś się nadają. Ren starał się za bardzo nie patrzeć na ich twarze. Wolał myśleć o tym, że występują przed anonimowymi, szarymi twarzami, które nie okazują żadnych emocji, nie prezentują swoją mimiką pochwały czy odrazy. Zupełnie inaczej patrzył na występy, kiedy robili to dla rozrywki, prezentowali się szkole i nie „groziły” im żadne oceny. Wiedział, że tak też mógłby do tego podchodzić, gdyby kiedyś mógł faktycznie występować na scenie. Ale teraz musieli o to zawalczyć. Musieli pokazać się jak na egzaminie, że potrafią robić to, po co tu przyszli. Inaczej żadne jego marzenie o karierze artysty nie mogłoby się spełnić.
Muzyka popłynęła z głośników i wydawała się im znacznie bardziej głośna, niż mogliby się spodziewać. Ale na szczęście mikrofony przyczepione do ich ubrań były również dobrze nagłośnione, więc gdy zaczęli śpiewać, było ich dobrze słychać.
Cały występ był mroczny, a im udało się poprosić o wygaszenie wszystkich reflektorów oświetlających widownię, zaś puszczenie na nich niebieskiego światła. Dzięki temu występ zachował klimat, a oni byli zaskoczeni tym, jak dobrze tańczyło im się na tej scenie. Może nie mieli jak wymienić się spostrzeżeniami w trakcie tańca, ale każdy z nich czuł, że wszystko idzie zgodnie z planem i że posadzka w tej sali im służy. Wczuli się, modulowali głos, gdy było trzeba i zniżali tony. Aż zakończyli swój występ niskim, synchronicznym mruczeniem, złożeni w skulonych pozach.
Oklaski, które rozbrzmiały, upewniły ich, że zdobyli widownię. I było to nie tylko uskrzydlające, ile zapewniające, że nawet jeśli jury ich nie wybierze, to zrobili to dobrze. Poruszyli widownią, doskonale czuli się ze sobą na scenie i nie mieli sobie nic do zarzucenia. Skłonili się więc grzecznie całej widowni. A po tym po prostu mieli zejść ze sceny. Jury nie wydało żadnego wstępnego oświadczenia, nie powiedziało słowa o tym, czy dobrze wypadli, czy nie. Podziękowali im jedynie.
— I jak? Co myślicie? Było zajebiście, nie?! — wykrzyknął Aron, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi.
Swoim entuzjastycznym komentarzem wywołał przerażenie na twarzach tych zespołów, które wciąż czekały na swoją kolej. Właściwie Ren nie dziwił się takiej reakcji, bo dotąd wychodzący ludzie bardziej okazywali obawy i wyrzut do samych siebie. Oni jednak całą czwórką mieli wypisane zadowolone na twarzach.
— Było świetnie! Jesteście genialni! — pochwalił ich JR.
— Nooo! — Aron znów się zaśmiał, po czym niepodziewanie złapał Rena w pasie i okręcił się z nim w miejscu, podniósłszy go.
Ren odpowiedział śmiechem i złapał się jego ramion, żeby nie stracić równowagi. Miał teraz gdzieś, czy ktoś się na nich patrzy, czy nie. Był zadowolony, chociaż wiedział, że wciąż przecież nie mieli wyników.
Baekho w tym czasie napisał szybkiego smsa do swojej aktualnej dziewczyny, żeby pochwalić się jej, jak im poszło. A gdy tylko go wysłał, zagadał JR. Odsunęli się w międzyczasie od drzwi, żeby inni mogli wchodzić na salę.
— Ej, co teraz? Mamy jeszcze coś tu zrobić, czy już tylko czekamy?
Aron puścił Rena i obaj zbliżyli się do lidera, bo wcześniej byli tak zaaferowani myśleniem o samym występie, że nawet nie wiedzieli, co mieli robić po nim.
— Tak, teraz normalnie możemy sobie pójść. Już przecież podpisaliśmy się na liście przy wejściu. Jurorzy nas widzieli, więc dostaniemy telefon lub maila za cztery dni, gdy tylko ustalą wyniki — wyjaśnił JR.
— Aa, okej. I zaaaaałóżmy, że by nas wybrali… — zaczął naiwnie Aron, bo jakoś mimo wszystko nie bardzo wierzył, że wgrają. Zespołów było tu mnóstwo. — To wtedy się spotykamy z nimi jakoś?
— Nie, wtedy po jakimś czasie dostaniemy ramowy plan finału. Nawet nie wiem jeszcze, gdzie dokładnie się odbędzie. Ale jak wszystko ustalą, to będziemy mieć cały dokument z rozpiską i będziemy musieli tylko potwierdzić naszą obecność. Z rozważaniem szczegółów bym się jeszcze jednak wstrzymał — poprosił lider, który nie chciał się za bardzo napalać, nawet jeśli czuł, że był to jeden z ich najlepszych występów w karierze. Wolał przyjąć to wszystko na chłodno.
— Dobra, dobra. To teraz spadamy.
Upewnili się, czy mają ze sobą wszystko i uprzejmie życząc powodzenia zespołom, które jeszcze czekały na swoją kolej, wyszli z budynku. I jak jeszcze w nim Aron żył konkursem, tak po przekroczeniu progu i wejściu na ulicę jego umysł znów zdominowała osoba Rena.
— To widzimy się o piątej, nie? — zagadał go szybko, jakby właśnie kontynuowali jakąś rozmowę.
JR i Baehko spojrzeli po sobie porozumiewawczo, a Ren uśmiechnął się kątem ust.
— Mhm. Pod kinem.
Mogliby co prawda już teraz po prostu pojechać wspólnie do centrum miasta, ale musiał zmyć mroczny makijaż z twarzy i przebrać się. W coś… bardziej odpowiedniego na randkę. Chciał ładnie wyglądać, a mimo to nie rzucać się w oczy w kinie. To miała być ich prywatna randka, a nie robienie z siebie show. To już dzisiaj zaliczył.
— Super — odparł Aron z uśmiechem i nagle krzyknął, gdy zobaczył swój autobus. Właśnie nadjeżdżał do przystanku. — Kurwa! Spadam! Do zobaczenia!
I pobiegł. Baekho zaśmiał się, Ren pokręcił głową z politowaniem, a JR zapytał:
— Ren, czyli już wszystko w porządku?
Blondyn westchnął cicho z lekkim rozleniwieniem i ulgą.
— Tak… Aron znowu jest tą osobą, za którą szaleję.
JR prychnął cicho, ale poklepał go po ramieniu z zadowoleniem. Cieszył się, że nie musi się już martwić sercowymi problemami swojego kumpla i znów może tylko stresować się ich zespołem. Większej ilości problemów nie potrzebował…
Dodał jeszcze, że on zostanie przed wejściem, bo musiał poczekać na Seola, który wciąż był na scenie. Baekho z kolei ruszył spacerem, bo chciał wstąpić do okolicznego sklepu elektronicznego, a Ren podążył na swój przystanek. Miał dwie godziny na to, żeby się ogarnąć na swoją pierwszą randkę z Aronem.

***

Film był całkiem wciągający. Pełen zwrotów akcji, emocji i momentów, które Ren mógł wykorzystać jako pretekst do tego, żeby złapać Arona za rękę. Objadali się przy tym słonymi przekąskami i cichcem komentowali akcję i bohaterów. Siedzieli w ostatnim rzędzie, więc nikt nie zwracał im uwagi… ani nikt nie spojrzał na nich krzywo, gdy Aron w pewnej chwili wychylił się do Rena i pocałował go namiętnie. Na moment więc zapomnieli o całym świecie i oddali się tej słodkiej pieszczocie, nim wrócili do oglądania.
Po kinie nie rozstali się tak od razu. Poszli do taniej restauracji na kolację, którą w całości przegadali zarówno o obejrzanym właśnie filmie, jak i o konkursie. Jeśli chodziło o gust filmowy i muzyczne zainteresowania, to byli do siebie bardzo podobni. Przez tę długą rozmowę Ren przekonał się, że nie potrafiłby żyć bez porozumienia z Aronem. Że już zbyt dobrze się znali i niekiedy potrzebował go jak powietrza. Aron z kolei też tylko przy nim otwierał się tak naprawdę.
Koniec wieczoru mieli dziś spędzić u Rena. Chłopak błagał matkę trzy dni, żeby ta znowu z ojcem odwiedziła wujka i musiał ją przekonać nawet tym, że następnego dnia zrobi generalny porządek w swoim pokoju. Oczywiście Aronowi powiedział, że matka sama zdecydowała nagle pojechać do wujka i szczęściem mają wolną chatę. Nie zamierzał przyznawać się do tego, że tak desperacko pragnie bliskości i seksu.
— To ile mamy czasu? — zapytał Aron, gdy zdjęli buty i weszli do pustego domu.
Musieli pozapalać światła, bo wszędzie już było ciemno. Torby zabrali ze sobą, bo mieli pójść na piętro, gdzie znajdował się pokój Rena.
— O dziesiątej najwcześniej rodzice mają wrócić — odparł gospodarz, otwierając drzwi do pokoju i rzucając torbę pod biurko.
— O, to sporo — ucieszył się Aron i niespodziewanie pochwycił w pasie swojego chłopaka. Zupełnie jakby cały dzień czekał właśnie na ten moment i nie mógł się powstrzymać już ani sekundy dłużej.
Ren stęknął z zaskoczenia i obrócił się w ramionach drugiego nastolatka. Roześmiał się głośno.
— Ale jesteś głupi! Nie tak gwałtownie! Zawału tu dostanę!
— Mrrr!
Znów się zaśmiał i spróbował się wyswobodzić.
— Nie chciałeś przypadkiem wspólnego prysznica te dwa tygodnie temu?
Aron od razu zastygł i dosłownie pożarł go spojrzeniem. Puścił go też szybko i pociągnął za rękę w stronę łazienki.
— Chciałem, chciałem. Idziemy.
Ren uśmiechnął się do siebie i poszedł za nim. Nie zamierzał oponować. Byłby głupi, jakby miał to przedłużać. Też tego pragnął, a wspólny prysznic jako mała gra wstępna mógł być cudownym przeżyciem.
Weszli do łazienki, oświetlili ją licznymi, drobnymi lampkami, do których matka Rena musiała mieć słabość i zaczęli się rozbierać. Tym razem już nie tak bez użycia słów, jak podczas swojego pierwszego razu w przyczepie. Teraz byli bardziej… wyzwoleni.
— Uwielbiam twoje ciało — skomentował Aron, gdy Ren zrzucił przez głowę koszulkę, a on mógł położyć dłonie na jego żebrach i obejrzeć go dokładnie w tym dobrym świetle.
No i to otoczenie… Sam nie wiedział dlaczego, ale łazienka sprawiała, że czuł się trochę bardziej intymnie. Ta wielka wanna za plecami Rena, kabina prysznicowa spokojnie mogąca zmieścić ich obu i czarno-białe kafelki z bladym, ledwo dostrzegalnym kwiatowym wzorem. Ren w jego oczach chyba na tle wszystkiego wyglądał pięknie.
Teraz dostrzegł na jego twarzy delikatny uśmiech i nie potrafił nie sięgnąć po pocałunek. A Ren odpowiedział na niego i przy tym powoli pomagał mu się rozbierać.
— Twoje też jest cudowne i już myślę o tym, jak będzie wyglądać oblane wodą.
Aron sapnął nisko i pozwolił mu zsunąć sobie spodnie. Sam po tym sięgnął do bielizny, żeby ją razem z nogawkami zdjąć z nóg.
— Będziesz mnie obmacywał? — dopytał zadziornie, skubiąc wargi chłopaka.
— M… mhm… wszędzie, gdzie tylko się da. I tu… i tu… — mówił dalej, dotykając skórę chłopaka w miejscach, które odkrywały się pod ubraniem.
A Aron żywo i, cóż, nastoletnio reagował. Jego penis więc już po chwili stał, skierowany w górę, więc obaj uznali, że jest to doskonały moment, żeby w końcu wejść do kabiny prysznicowej.
Ren wszedł przodem i puścił wodę, a Aron podążył za nim jak pies wiedziony kiełbasą, lecz jego zwodziły pośladki tego chłopaka. Zamknął za sobą drzwi i objął drugiego nastolatka, przyklejając się do jego pleców. Ren uśmiechnął się do siebie lekko i znów obrócił się w jego ramionach.
— No co? Stęskniony? — zapytał miękko, patrząc jak woda leci prosto na twarz Arona. Ten przez to marszczył się i próbował spojrzeć na twarz Rena, który w końcu ze śmiechem pchnął go na sąsiednią ściankę.
Nawet nie dał Aronowi stęknąć, tylko po prostu wychylił się do jego ust i wcałował się w nie gorąco. Tyle czasu marzył o Aronie, tyle czasu był w nim zakochany, a teraz wreszcie mógł go dotykać! Aż nie wierzył, że udało mu się wytrzymać te dwa tygodnie bez seksu i dopiero teraz dobrać się do niego.
Aron był zaskoczony tą stanowczością Rena, ale poddawał się jej, czerpiąc z tego, że ten tak szybko przechodził do bardziej intensywnych pieszczot. Sam więc bardziej się odważył, żeby dotykać ciało Rena, gdzie się dało. Ale Ren po chwili oderwał się od jego ust, spojrzał mu w oczy głęboko, uśmiechając się lekko, po czym sięgnął po buteleczkę z żelem do ciała o zapachu lilii. Aron wstrzymał oddech, patrząc na jego poczynania, bo miał wrażenie, że Ren wszystko, co robi, robi wręcz nęcąco i kusząco. Jakby chciał, żeby się na niego rzucił, a równocześnie kontrolował jego zapędy.
Przełknął głośno ślinę, kiedy chłopak wycisnął na dłoń sporo żelu i zaczął go po nim rozsmarowywać. Piana szybko się tworzyła, a Aron dostawał już dreszczy od tego, jak delikatnie, ale równocześnie pewnie Ren go dotyka. Kilka razy zabawnie go połaskotał, aby na końcu powiedzieć szeptem:
— Odwróć się.
Wykonał polecenie bez szemrania. Odwrócił się plecami do blondyna, a ten zadowolony z posłuchu w nagrodę pocałował go kilka razy wzdłuż kręgosłupa. Nie do końca wiedział, co ma robić, bo przecież nie był doświadczony, dlatego działał bardziej instynktownie.
Stanął blisko Arona, żeby ten czuł go za plecami, po czym namydloną, śliską dłonią przejechał po rowku, pomiędzy pośladkami chłopaka.
— Ach…! — stęknął Aron i obejrzał się na niego z lekkim szokiem.
Rumieńce zakwitły na jego twarzy, ale nic nie powiedział. Ren za to uniósł brew, jakby trochę się z nim drażnił. Jakby pytał „ale o co chodzi?”. Aron przez to szybko wrócił spojrzeniem na szybę przed sobą i starał się spokojnie oddychać. Nie chciał pokazać po sobie nerwowości, ale palce Rena sprawiały, że się spinał. Tym bardziej chwilę później, kiedy po prostu wsunęły się w niego, a on dosłownie pisnął.
— Ren…!
— Tak? — zapytał spokojnie drugi Koreańczyk, bardzo delikatnie poruszając w nim palcem. Uczucie mogło być jedynie dziwne i niecodzienne, ale na pewno nie bolesne. Czuł, jak ma tam ślisko.
— Ni… nic — wydusił Aron, nie wiedząc, co zrobić z rękami, dlatego położył je w końcu na szybie.
Ren uznał to za bardzo słodkie i seksowne. Chciał widzieć, jak te mokre dłonie będą się przesuwać po szybie, gdy zacznie robić mu dobrze. Dążył więc do tego i po chwili już kręcił w jego dziewiczym, ale zaskakująco łatwo się do niego dostosowującym tyłku trzema palcami. Naprawdę był szoku. Miał wrażenie, że sam sprawiał więcej trudności, a Aron naprawdę nieźle z nim współpracował, jak na to, jakie wydawał dźwięki.
Gdy już dziurka wydawała się naprawdę ładnie rozluźniona i chętna do dalszych zabaw, Ren wyciągnął z niej palce i dyskretnie zajrzał z boku Arona na jego penisa. Aż sam sapnął z podniecenia, kiedy zobaczył, że ten dalej jest cały sztywny i właśnie mokra główka ociera się o szybę.
To był jednoznaczny dowód na to, że Aronowi naprawdę podobała się analna penetracja. I to nie tylko wtedy, kiedy sam komuś wsadzał.
— Teraz spokojnie — powiedział w miarę opanowanym głosem jak na to, że właśnie myślał tylko o tym, żeby mu wsunąć.
— Okej — wychrypiał Aron i musiał naprawdę nieźle mentalnie się przygotować, bo Ren nie poczuł miażdżącego uczucia, gdy zaczął w niego wchodzić.
Spojrzał w dół, żeby móc poobserwować, jak członek coraz bardziej się zanurza, a pośladki obejmują go. To był bardzo seksowny widok, ale jeszcze bardziej seksowne było to ściskanie, to ciepło… Stęknął przez to głośniej, niż zamierzał i przykleił czoło do pleców Arona.
— W tobie jest… wspaniale…
— Mm… to super… Mi też się… całkiem podoba.
Ren uśmiechnął się delikatnie, po czym postanowił zacząć się ruszać. Nie miał pojęcia, jak długo wytrzyma, ale wiedział, że będzie chciał to powtarzać. A na razie skupił się na tym kołysaniu, na tym zasysaniu, jakie zapewniało mu wnętrze drugiego nastolatka, aż w końcu nabrał większe tempa. Wiedział, że obaj tego chcą. Że może jednak nie była to gra wstępna… chyba że ten szybki numerek pod prysznicem liczyć jak grę wstępną do długiego stosunku w łóżku. Na coś takiego Ren mógł przystać.
Obserwował, jak Aron rzeczywiście bez opamiętania przesuwa dłońmi po szybie, jak dyszy na nią i zaparowuje, a potem jak łapie nagle swojego penisa i strzela na szkło. A że doszedł tak dzięki temu, że był posuwany, Ren uznał ten widok za naprawdę piękny. I ta jawna, szczera rozkosz, która pojawiła się na jego twarzy… Wyglądało na to, że pod prysznicem jednak da się utonąć, bo właśnie on utonął w reakcjach swojego chłopaka.
Obaj dyszeli głośno po tym energicznym seksie i obaj uznali, że chyba cudem się nie przewrócili.
— Nie sądziłem, że to zrobisz… — przyznał Aron z głuchym śmiechem, próbując się odwrócić.
— Zaskoczyłem cię, co? — zamruczał Ren i pomógł mu stanąć prosto.
— Tak, szczególnie mój tyłek!
Renowi podobało się, że Aron był po tym wszystkim taki zadowolony. To dobrze wróżyło na przyszłość.
— Ale widzisz, jak go na koniec dopieściłem… — spróbował, chcąc trochę posłuchać tego, że sprawdził się w tej roli.
Aron uśmiechnął się do niego szeroko i pocałował go z rozmachem.
— Zajebiście go dopieściłeś — zapewnił i sięgnął szybko po odłożony żel. Wycisnął go prosto na tors Rena. — Ale teraz moja kolej cię przygotować.
Ren zaśmiał się i rozłożył ramiona.
— Jestem cały twój, ale meritum już w łóżku, dobra?
— No jasne. Tu bym już nie ustał — zgodził się Aron, choć nie wyglądał na zmęczonego, kiedy z dużym zapałem zabrał się za masowanie jego ciała.
Cóż, wyglądało na to, że może nawet nie skończą dzisiaj na dwóch spustach… I zupełnie nie miało dla niego znaczenia, w jakiej konfiguracji.

***

Dokładnej godziny publikacji wyników konkursu nie było, więc siedzieli jak na szpilkach przez kolejne dni w szkole. O skupieniu się na zajęciach nie mogło być mowy. I może jak po samym występie byli z siebie niesamowicie zadowoleni i uznali, że odwalili kawał dobrej roboty, to jednak teraz ich nastroje świadczyły o wielkim podenerwowaniu i niekiedy pesymizmie. I nigdy w życiu by nie powiedzieli, że dowiedzą się o czymś takim z… bloga Pajęczycy.
— Zajebiście, chłopaki! — zawołał ktoś do nich, gdy całą paczką szli na stołówkę w szkole.
Obejrzeli się na ucznia z szokiem i zdążyli tylko popatrzeć po sobie pytająco, nim kolejne osoby zaczęły im gratulować. Aż wreszcie, kiedy już zaczęli się denerwować, ktoś podsunął im pod nos swój tablet.
Tam ujrzeli bardzo dobrze sobie znaną szatę graficzną bloga Pajęczycy. Była w pastelowych, miętowo-różowych kolorach. W nagłówku, za ich zgodą, znajdowało się kilka zdjęć z codziennych, szkolnych okoliczności. Ale nie to zwróciło ich uwagę. Najważniejszy był najnowszy post, którego tytuł głosił…

„GRATULACJE, CHŁOPAKI! WIDZIMY SIĘ NA FINALE :D”

Zamrugali, popatrzyli po sobie i zaczęli się nagle przekrzykiwać.
— Weź wejdź na ich stronę!
— No szybko, wejdź tam!
— Ej, ja sprawdzę szybciej!
— Jaki adres, jaki adres?
— Debile, na pocztę naszą wejdźcie!
Obserwatorzy wokół gapili się na nich jak na czwórkę dzieci, które nagle dostały do rąk nową grę i każdy chciał zagrać jako pierwszy. A informacja o wygranej w eliminacjach i przejściu do finału potwierdziła się, kiedy Aron wreszcie wszedł na pocztę i znalazł maila od organizatorów konkursu. Rzeczywiście widniało tam zaproszenie do finału i gratulacje.
Po dwóch sekundach ciszy wydarli się jak szaleni. Ściskali się, śmiali, szczęśliwi z tego, że los dał im kolejną szansę, żeby zawalczyć o swoje marzenia. Mieli szansę stać się kimś i teraz wiedzieli, że wcale nie odpuszczą. Że będą trenować jeszcze więcej niż dotąd, żeby w finale pokonać wszystkich uczestników.
A z tego szczęścia Aron porwał Rena w ramiona i pocałował go z całym swoim entuzjazmem i chwilową beztroską. Tym samym oficjalnie potwierdził, że są parą, ale absolutnie mu to teraz nie przeszkadzało. Miał wrażenie, że wygrał szczęście.

KONIEC

9 thoughts on “Commission – Trylogia NU’EST Cz.2 – Cudownie słodka tragedia

  1. Katka pisze:

    Tazkiel, wylądowałaś wczoraj w spamie XD Pewnie przez link. Ale już Cię wyciągnęłam. Bardzo się cieszę, że opowiadanie się podobało! Została Ci zatem ostania część, chyba że ją też już masz za sobą. No i widzę, że ogólnie naszły Cię przemyślenia. Sama nie wiem, czemu ludzie myślą tak stereotypowo. Albo to wyrzekanie się własnych dzieci, które nagle wyszły z szafy, mimo że są to dokładnie te same dzieci, które się kochało przez ileś-naście lat życia. To mega smutne, a przy tym tak nielogiczne i głupie, że naprawdę, czasami bardzo trudno pojąć homofobię. Ach, no i dzięki za błąd :) Z rozpędu pewnie powstał hart, ale już poprawiony :) Pozdrawiam!

  2. Tazkiel pisze:

    Cóż, zupełnie nic nie wiem o koreańskich zespołach muzycznych, przyznam się, że nawet nie sprawdzałam jaką muzykę gra ten konkretny zespół i jak wyglądają jego członkowie (jakoś nie czułam potrzeby :)), więc tekst traktowałam jak zwykłe opowiadanie własne. I od razu mówię, że bardzo przyjemnie się go czytało :D. W pierwszej części niezbyt wiele dowiedzieliśmy się o pozostałych członkach zespołu, bo bardziej pokazane były perypetie JR, fajnie że w tej było inaczej. Podobali mi się i Ren i Aron, tak bardziej na zasadzie kontrastu. I wiecie ? Zastanawiam się, dlaczego coming out tak bardzo często pociąga za sobą takie wielkie zmiany i generuje tak wiele emocji, często negatywnych. I dlaczego tak wiele osób postrzega gejów tak strasznie stereotypowo, jak choćby Aron, który swojego najlepszego przyjaciela, którego znał od przedszkola, z którym spędzał mnóstwo czasu, zaczął widzieć jako dajkę i szmatę. Nie usprawiedliwiam go, bo i jego zachowanie nie zasługuje na usprawiedliwienie, ale takie myślenie nie bierze się z powietrza. I w sumie nie dziwię się tym wszystkim chłopakom, którzy boją się ujawnić swoje preferencje, skoro bardzo wielu z nich, chcąc być sobą, naraża się na odrzucenie i cierpienie. No, strasznie poważnie się zrobiło, ale co poradzę, kiedy takie mam odczucia po lekturze? A wracając do tejże : świetne, wciągające opowiadanie :DD. Umiliło mi piątkowy wieczór (podobnie jak pierwsza część trylogii :)). Jedna sprawa – znalazłam jeden błąd ortograficzny. Otóż pies jest rasy „chart” a nie „hart”. Word nie wyłapuje tego jako błędu, ponieważ wyraz „hart” też jest poprawny, jednak w innym kontekście. Tutaj adres strony : http://sjp.pwn.pl/szukaj/chart.html. Dzięki za przyjemną lekturę :DD.
    Pozdrawiam, Tazkiel

  3. Katka pisze:

    Kasia, długie teksty są fajne. Nie trzeba czekać na zakończenie, a i czasem płynniej się czyta. I zgadzam się, Ren to dość mocna osobowość. Może jest pozornie słaby i kruchy, ale jednak wewnętrznie ma bardzo silne poczucie własnej wartości i jest dość stabilny. Cieszy mnie, że przypadł do gustu. Haha, no i spoko z tym przerobieniem sobie bohaterów na własny użytek XD Wyobraźnia przy czytaniu powinna sprawować główną rolę, wiec totalnie popieram ;) Dzięki za komentarz! Super, że się podobało! :D

  4. Kasia pisze:

    Ale długaśne… fajnie lubię takie długie teksty ☺Na początku strasznie mi się mylił Aron z Renem, jakoś bardziej mi pasowało imię Aron do tego blondyna, no ale potem już ogarnęłam :) Mnie się ta część bardziej podobała, lubię silne osobowości, a Ren taki jest, pewny siebie, no może trochę się zagubił po tych wściekłych atakach Arona ale szybko się też pozbierał :) I nie wstydził się pogadać o swoich problemach najpierw z JR, potem z Seolem :) Tym razem nie sprawdzałam zespołu w necie, mniej więcej pamiętam z ostatniego razu, ale nie chciałam sobie psuć obrazu chłopców w swojej głowie, bo też nie przepadam za zbyt kobiecym image u facetòw. A tak trochę ich sobie przerobiłam. No i fajnie jak to mówią w reklamie Mc Donalds 😆 I podobało mi się że ta para przyjaźni się od małego, zupełnie inne relacje wtedy są :) Pięknie dziękuję za ten nadprogramowy tekst, super się czytało 😊

  5. Katka pisze:

    Damiann, jeśli chodzi o Trylogię Nu’Est to tak, to jest to zamówienie jednej osoby. Dała nam już scenariusz na wszystkie trzy części i powoli je realizujemy. Ale niestety tak, na trzecią znów trzeba poczekać. Napisanie tylu stron wymaga sporo czasu i wkładu, a teraz koniec semestru, sesja mi się zbliża :(

  6. Katka pisze:

    Luana, hehe, tak, trochę kazałyśmy czekać na drugą część, ale oto jest :) I bardzo, bardzo się cieszę, że się spodobała! Haha, Aron dokładnie tak – zamiast powiedzieć, co mu leży na wątrobie, to sobie snuje chore teorie… Czasami to smutne, jak ludzie nie wiedzą, że poza ich pojmowaniem danej sprawy, jest jeszcze ta druga strona. Pierwsza część lepsza, mówisz? Spoko, rozumiem. Była to jednak inna historia, inni bohaterowie, a zawsze coś w czymś jest lepsze, według gustów :) Niemniej, super, że ta też się spodobała. Już ciekawa jestem opinii do trzeciej i ostatniej części :D

    Damiann, już ostatnio ktoś pytał o tego piątego z zespołu. Spoko, pojawi się w ostatniej części. A Seol, jak wyniosłam z tego, co mówiła na temat zamówienia osóbka zamawiająca, jest właśnie postacią wymyśloną, nie z zespołu. A czemu trafiło na Arona i Rena? Mnie nie pytaj XD My tu tylko wypełniamy swoje komiszowe obowiązki XD Scenariusz dostałyśmy taki, więc tak napisałyśmy. Ale podejrzewam, że to jednak fantazja naszej drogiej zlecającej :) W tej części faktycznie się sporo działo i to dużo na zasadzie emocji i wydarzeń nimi podyktowanych. No i masz rację, dużo mocnych emocji, szczególnie negatywnych, to często plus dla czytelnika. W końcu tekst bardziej wciąga w takich momentach. Więc fajnie, że się podobało. Haha i spoko, będziemy trzymać za słowo co do tego komentarza przy Tomasie! :D

  7. damiannluntekurbus17 pisze:

    Aron byl, JR byl, Baekho byl, Ren byl, a ten Hwang Min Hyun? Z tego, co sprawdzilem to jest ich 5, a w opowiadaniu 4. Chyba, ze to jakas niewazna osoba xd
    I czemu akurat trafilo na Rena i Arona? Naprawde sa para czy cos?
    I czy Seol jest ogolnie wymyslony czy to prawdziwa postac?
    Znalazlem 2 literowki, ale nie pamietam juz gdzie byly, bo test jest baardzo dlugi. Znalazlem tylko to – ,,Ren upadł z taką siłą, że nieomal się od niego nie odbił, ale powstrzymało go przed tym… ciało Arona.” – powinno byc chyba bez ,,nie” przed ,,omal.” Bo troszke dziwnie to brzmi.
    Ale! To bylo super. Pierwsza czesc byla swietna, ale wydaje mi sie, ze w tej dzialo sie wiecej. Ten gwalt, wsciekly i agresywny Aron. Mimo to wole zdecydowanie Seola niz Rena i JR niz Arona. Nie lubie agresywnych ludzi, a Ren jest dla mnie zbyt kobiecy. Wole typowych facetow, bez mundurkow w kwiatki xD Ale nic do tego nie mam. Niech se tam zyje ten Ren. Oczywiscie agresja w opowiadaniach – jak najbardziej za. To dodaje…powera rozdzialom i mozna pekac przez te emocje, ktore sie kotluja w ciele xd
    Bym napisal cos madrzejszego, ale nie mam pojecia co. Jak dodacie PD z Tomasem i Woodym to napisze dlugi komentarz, obiecuje xd

  8. Luana pisze:

    Świetne. Bardzo mi się podobało. Nie mogłam się już tej części doczekać. :) Lubię Rena (dla mnie to zwykła postać z tekstu, bo nadal zespołu nie znam) i był taki biedny. A Aron… Jak każdy facet, zamiast powiedzieć co i jak to wyobrażał sobie to czego nie było. Nic tylko walić w tę jego zakutą łepetynę. A to co zrobił… To się w głowie nie mieści. Ren za szybko mu wybaczył. Chociaż widać było, że Aron ma potężne wyrzuty sumienia. Ważne, że zmądrzał.
    Jakbym tak miała wybierać pomiędzy tą częścią a pierwszą, to pierwsza stoi ciut wyżej nad tą więcej. Dla mnie ta jest świetna, ale tamta była magiczna. A poza tym lubię postaci pokroju Seola.
    Gratuluję dziewczyny, doskonale mi się to czytało. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s