Newton’s Balls – 36 – Paskudny dzień

Na badania musiał pojechać wcześnie rano. Jakże by nie? Tym razem Courtney mu nie podarował i kazał jechać normalnie do szkoły, więc musiał zerwać się znacznie wcześniej, żeby zdążyć do szpitala. Czasami jego kurator zachowywał się jak jego dziewczyna, czasem jak matka, a czasem jak… no cóż, kurator. Mieli dziwne relacje, to było pewne. Nie nad tym jednak myślał Chase, kiedy oddawał krew do badań. Dowiedział się, że wyniki będzie miał dopiero pod koniec października, więc czekał go ponad miesiąc nerwów i niepewności. Czy to ma? Czy może nie? Cały obraz tego, jak będzie wyglądać jego życie, miał być zapisany na maleńkim świstku papieru. Wszystko było w jego krwi, w jego genach, które odziedziczył po kimś, z kim tak naprawdę nie miał wiele do czynienia, nie licząc dziewięciu miesięcy bycia płodem.
Cała wyprawa do szpitala i decyzja, że jednak podejmie się badań, wcale nie poprawiała mu samopoczucia. Już wcześniej czuł się marnie i nie opuszczało go to. Nie wierzył w szczęśliwe rozwiązanie sprawy, ale obiecał. Teraz już nie było wyboru, tym bardziej, że krew pojechała do laboratorium, tak jak on pod szkołę. Cudem wyrobili się na jego pierwsze zajęcia. Chociaż tak szczerze, to Chase spóźnił się na nie, ale nie przejął się, że będzie musiał przerwać nauczycielowi i wejść w trakcie zajęć. I nawet reprymenda nie zrobiła na nim szczególnego wrażenia. Był zobojętniały.
Całą pierwszą lekcję przesiedział w takim stanie, nie otwierając do nikogo ust. Dopiero drugie zajęcia dzisiaj, geografię z profesorem Petersonem miał z Royem, więc wreszcie pojawił się ktoś, do kogo mógł otworzyć usta. Roy jednak, tak jak on wcześniej, spóźnił się na lekcję, a gdy wszedł do pełnej sali, od razu pokierował się na tył sali. Jak zwykle został odprowadzony łakomym spojrzeniem damskiej części grupy. Nic dziwnego — modna, lekka koszulka rozpięta z przodu na nieprzyzwoitą odległość, nowa, droga torba i czyściutkie sneakersy na stopach. Uśmiechał się szeroko i przybił piątkę kumplowi, nim usiadł obok niego w jednoosobowej ławce.
— O czym nudzi? — zapytał szeptem, wskazując na nauczyciela, jakby w ogóle go to obchodziło.
— Nie wiem, nie słucham — odparł drugi chłopak zgodnie z prawdą, bo słowa nauczyciela wpadały mu jednym uchem, a wypadały drugim. Nie był zainteresowany, a i jedyne, z czego się cieszył, to że ten także go ignoruje.
Roy tylko wzruszył ramionami i wyciągnął dla pozorów podręcznik oraz atlas, który Peterson kazał nosić.
— Jak w ogóle? — szepnął znowu, kiedy nauczyciel odwrócił się przodem do tablicy. — Kiedy się kroi jakaś biba?
— Nie wiem, a co? Masz jakieś plany?
— No nie, pytam. Pobansowałbym, nie? Jakąś dupę wyhaczył. Dawno nie piliśmy — odpowiedział Roy szeptem i zaczął udawać, że zawzięcie notuje to, co nauczyciel mówił. Reszta faktycznie tak robiła, bo zajęcia z geografii były lubiane i ciekawe, ale on akurat nie miał na to nuty.
— No, też bym się napił. Ale masz jakiś pomysł gdzie? Ktoś coś wspominał, że ma wolną chatę czy coś? — Chase zaciekawił się tym tematem, widząc w tej chwili w wieczorze pełnym alkoholu i zabawy jakąś odskocznię od problemów.
— Nie… — odpowiedział markotnie Roy i wyciągnął szybko telefon, po czym pod ławką zaczął przeglądać kontakty. — Napiszę do Amandy, czy coś by nie wymyśliła. U niej często starych nie ma.
— Ty w ogóle kiedyś z nią byłeś? — Chase zaciekawił się, bo wykład nie zajmował jego głowy w ogóle.
— No, kiedyś niby para, potem oboje uznaliśmy, że fajniej być seks-przyjaciółmi. — Roy uśmiechnął się półgębkiem, ale starał się zarówno kontrolować ruchy nauczyciela, jak i pisać wiadomość. — Dalej ją dmucham od czasu do czasu. Zajebisty układ, chłopie.
— No, bo właśnie coś mi się wydawało, że wy jakoś tak… lepiej się dogadujecie — prychnął Chase, cały czas szepcząc.
— Jest spoko. I czaj… żadnych durnych uścisków w parku, schadzek, łapania się za ręce i całego tego gówna… Zwykłe, przyjemne ruchanie… Też powinieneś zainwestować — rzucił do niego Roy z lekkim, pobłażliwym uśmiechem. Zupełnie tak samo, jak nabijał się z Raphaela. Bo i on coraz poważniej opowiadał o Shirley i długo się z nią trzymał. Jak na nastolatka.
Chase fuknął pod nosem i wzruszył ramionami.
— Jakby usłyszała, że mówisz o inwestowaniu w nią, to by cię jebła, że traktujesz ją jak dziwkę.
Z gardła jego kumpla od razu zabrzmiał śmiech, a Roy dopiero po chwili spostrzegł, że zrobił to za głośno. Burknął więc „przepraszam” w stronę nauczyciela, który się na nich obejrzał i dopiero kiedy się trochę uspokoiło, odpowiedział Chase’owi.
— Jebać. A ty co? Co wyglądasz, jakby cię spod walca ktoś wyciągnął?
Chase spojrzał na kumpla z grobową miną.
— A chujowy okres. Zresztą, nawet nie mam co gadać. Tym bardziej nie na trzeźwo.
Zobaczył, że Roy zagryzł dolną wargę z lekkim niepokojem. Rozlegało się przy tym skrobanie kredą po tablicy i słowa profesora na temat, którego żaden z nich nie śledził i nie ogarniał.
— Ale co? Znowu coś z dziadkami, psem? Jak trza pomóc z czymś, to wal, kumple jesteśmy, nie?
Chase uśmiechnął się na siłę i zbył to gestem.
— Nie, spoko jest. Po prostu jakiś zmęczony bardziej jestem. Może coś mnie bierze czy coś. I rano dziś w chuj wcześnie musiałem wstawać.
— Poczekaj, kurwa, na zimę. Skończy się rower, to będziesz musiał zapierniczać na autobus rano. Chyba że se w końcu furę kupisz.
— To żeś mnie, kurwa, zajebiście pocieszył. A na auto nie mam kasy, niby skąd? Dzianych starych jak Newtonowie nie mam — fuknął Chase, bo Roy tak mu pomógł na zły humor, że tylko go pogorszył.
Roy przewrócił oczami i chwilę nic nie mówił, bo Peterson właśnie im tłumaczył pewne zadanie z podręcznika. Udawał więc skupionego i rozumiejącego, co się do niego mówi, żeby nauczyciel nie wyznaczył go do odpowiedzi. Kiedy tylko trafiło na mulatkę siedzącą naprzeciwko niego, rzucił do kumpla półszeptem:
— Pracujesz, kurwa, na złomie. Ash ci nie może czegoś po taniości załatwić?
— Nawet na te po taniości mnie, kurwa, Roy, nie stać. Mówię, nie mam kasy. Oddaj mi połowę swojej szafy, to se kupię — wytknął konspiracyjnym szeptem Chase. Już ta lekcja mogłaby się skończyć. I tak w niej nie uczestniczył.
Roy ściągnął swoje grube brwi i zamilkł. Co mógł na to poradzić, że jego starzy byli dziani, a matka nadmiernie go dopieszczała? Nie miał wpływu na swoje wychowanie i to, w jakiej rodzinie się urodził, tak samo jak Chase na to, w czym jemu przyszło żyć.
Czarnoskóry chłopak już nie pociągnął tematu, bo uważał, że w obliczu kiepskiego nastroju kumpla nie jest w stanie teraz skończyć tej rozmowy pokojowo, a to rozwiązanie musiało podpasować także jego rozmówcy, bo Chase również nie dodał żadnego dodatkowego komentarza. Czuł się wręcz trochę zwycięzcą dzięki temu. Chociaż z drugiej strony nie był zły na Roya, że temu się lepiej powodzi. Nie do niego miał pretensję, a ogólnie do niesprawiedliwości, jaka go otaczała. Bo przypuszczał, że z jego szczęściem prędzej on by złapał jakiegoś wenerycznego syfa niż czarnoskóry kumpel, który moczył w każdą chętną cipkę.
Po geografii musieli się z Royem rozstać, bo ten szedł na język hiszpański, za to Chase miał godzinę przerwy przed zajęciami z matematyki. Szkoła nie była pusta o tej porze i nawet kiedy zadzwonił dzwonek na następną lekcję, po korytarzu i boiskach wciąż chodziło sporo uczniów. I kiedy i on włóczył się tak w stronę trybun, żeby pogapić się na ćwiczących na WF-ie uczniów, dostrzegł gdzieś w kąciku Philipa Newtona. Siedział przy siatce oddzielającej boisko do kosza od parkingu i czytał jakiś magazyn. Wyglądał na jeszcze bardziej skulonego niż zwykle, chudego i niepozornego, a do tego miał… obandażowane czoło.
Chase przewrócił oczami i zostawił zabawę telefonem na korzyść zdobycia informacji. Zszedł z trybun, rozejrzał się, czy nigdzie w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby ich wspólnie widzieć i podszedł do Philipa.
— Ej, ofiara losu. Coś se w łepetynę zrobił? — zagadał, stając w stosownej odległości z dłońmi w kieszeniach.
Wielkie, niemalże żabie oczy młodszego chłopaka zerknęły z przestrachem w górę, ale kiedy ujrzały Chase’a, trochę się uspokoiły. Philip oblizał nerwowo wargi i wcisnął magazyn bardziej pomiędzy swoje kolana a brzuch, kuląc się.
— Nic. Co robisz? Też masz wolne?
— Okienko — wyjaśnił zwięźle, po czym znów skinął na chłopaka. — Ale nie zachowuj się jak pizdek i odpowiadaj, bo się wkurwię.
Philip naburmuszył się, ale wcale nie wyglądał, jakby miał się postawić. Jak zwykle.
— Nic się nie stało… Życie się stało — wydusił cicho, mnąc rogi gazetki i zapatrzył się na kolana. — Mógłbym umrzeć i byłoby po kłopocie — dodał jeszcze ciszej.
— Pewnie tak, ale nie ma zwykle tak łatwo — burknął Chase, po czym trącił go nogą, a dopiero po tym kucnął obok niego. — Więc? Co się stało? Tym razem? — sprecyzował na koniec już konkretniej i pstryknął go w obandażowane czoło.
Philip jęknął z wyrzutem i odchylił głowę, ale poza tym zanadto się nie odsunął.
— Trevor Ford i… i John Milton bawili się papierosem… Ale podobno blizny nie będzie… — wydusił, unikając spojrzenia starszego chłopaka.
— Na twojej głowie? — spytał Chase z niedowierzaniem i… nie powstrzymał się, nie ugryzł się w język w ostatniej chwili. — I gdzie był w tej sytuacji twój zjebany braciszek?
Philip ściągnął brwi, wyglądając przez chwilę jak te małe pieski, które dużo szczekają, ale gdy przyjdzie co do czego, to chowają się za nogami właściciela.
— W wojsku jest, przecież wiesz — fuknął.
— Wiem, to była ironia. Ja pierdolę, czasami nie dziwię się, że cię gnębią — prychnął Chase, kręcąc głową. — Ale to jak, dają mu chociaż tam w kość? Spraw, żeby chociaż mój dzień był zajebistrzy.
— Spadaj, Chase… Cieszyłbyś się, że mu tam źle? Tak jak Trevor i John, że mi było źle? — odburknął cicho Philip, nie dając spokoju pomiętym rogom magazynu. — To nie jest zabawne.
— Jego cierpienie jakoś by mnie bawiło, tak jak twojego zjebanego brata bawiło moje. Tu nie widzę problemu. A Trevor i John to chujki, powinieneś im się postawić.
Philip pokręcił głową, zbywając jego słowa. I chwilę tylko patrzył na swoje kolana, nim zapytał nieśmiało:
— Jak twój pies? Wydobrzał już?
Chase zamyślił się, czy chce prowadzić tę rozmowę. W końcu jednak skinął głową.
— Tak, jest już okej. Zresztą ostatnio już było okej, nie?
— No… Chyba… To ten… fajnie. Bo nie gadaliśmy długo — wytłumaczył się, nie wiadomo po co.
Chase mruknął na potwierdzenie i rozejrzał się, czy nadal nikt się tu nie kręci. Nie chciał, żeby myślano, że trzyma z Philipem Newtonem.
— W ogóle, kumplujesz się z kimś tu?
Chłopak też się rozejrzał, ale tak, jakby chciał znaleźć kogoś, kto jest w stanie przyznać się do „trzymania się z nim”. Na koniec wzruszył ramionami.
— Trochę z takim Gavinem, gramy razem w Go. To taka japońska gra planszowa. Ale tak to nie bardzo…
Chase pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Powinieneś se jakichś kumpli znaleźć. Wiesz, kumpli, a nie, że tak jak mi chciałeś kasę dawać, bo to chujowe. Postrasz trochę tych, co cię nękają jakimś sądem czy czymś. Nie bądź pizdą z byle powodu. I tak nie masz najgorzej w życiu.
Philip prychnął cicho, jakby z pogardą do tego, co usłyszał. Widać było, że powątpiewa w słowa starszego chłopaka.
— Zmienię szkołę albo się powieszę — burknął.
Chase ściągnął brwi i stuknął chłopaka w bok.
— Przestań pierdolić. Nie masz powodów, żeby tak dramatyzować. Masz, kurwa, gdzie po tej szkole wracać, a buda to tylko kilka lat, nie schizuj.
— Zawsze będę pizdą, nie tylko w szkole będą mnie gnębić…! — wykrztusił Phil i pociągnął nosem, kuląc się jeszcze bardziej. — Tata dobrze mówi, że powinienem być jak Ian, że taki, jaki jestem, będę miał koszmarne życie.
Chase prychnął z pogardą.
— Ta, najlepiej. Porycz się.
Wilgotne, zaczerwienione ślepia chłopaka zerknęły na niego krótko.
— Spadaj… — wydusił i potarł nos rękawem czerwonego swetra. Nawet to ubranie prosiło się o zgnojenie, bo wisiało na chłopaku jak worek. — Nawet ty mnie nie lubisz.
— To aż dziwne, że tu siedzę, nie? — odparł znowu kpiąco Chase. — I jednak, serio, nie rycz, bo wyglądasz jak urodzone popychadło. Trochę wiary w siebie ci nie zaszkodzi. A jak bardzo chcesz, mogę ci skołować jakiś gaz pieprzowy.
— Tak…? — Philip popatrzył na niego z nadzieją i niedowierzaniem, jakby Chase właśnie dał mu bukiet kwiatów.
— Tylko jak coś, to nie ode mnie, bo będę miał przejebane. Zresztą to i tak dość pojebane, że ci pomagam, skoro nagadałeś na mnie bratu i przez to o mało nie trafiłem do paki.
— Ty cały rok ze mnie kasę zdzierałeś… — odpowiedział butnie chłopak, ale dodał bardziej prosząco: — To… załatw mi… Nawet ci zapłacę, jak coś albo… zrobię coś dla ciebie, czy coś…?
— Kasę najwyżej mi oddasz — odparł Chase, po czym znowu trącił go łokciem. — Ale jeszcze pomyśl, czy se tym bardziej nie nagrabisz i czy nie będziesz bał się użyć.
— Mhm… — mruknął cicho Philip, popatrując to na Chase’a, to na uczniów przechodzących z boiska do szkoły i z powrotem. Jak zwykle grupami, zachowując się głośno i rozmawiając albo o szkole, albo o tym, co ostatnio działo się na jakiejś imprezie. Nie było tu żadnego nauczyciela poza wuefistą, ale było całkiem spokojnie. — Będę się czuł lepiej, jak będę miał to przy sobie… Nawet jeśli nie użyję — dodał z lekkim, pełnym nadziei uśmiechem.
Chase wzruszył więc ramionami i podniósł się, otrzepując jednocześnie.
— No, to spoko. Jak tam se chcesz, bylebyś se dodatkowego guza nie nabił przez to. Znajdę cię, jak już go będę miał, ale pewnie za tydzień.
— Dobra. To dzięki… — Philip uniósł na niego taki wzrok, jakby patrzył na swojego wybawcę. Chociaż rzeczywiście użycie gazu pieprzowego na którymś ze swoich prześladowców mogło się skończyć dla niego jeszcze większym problemem. Oczywistym było, że nabuzowane nastolatki lubią się mścić.
— Ta, spoko. I nie rycz. To nie pomaga… serio. Coś… — Chase zaciął się, wciskając dłonie w kieszenie. — Powiedzmy, że wiem, że mazgajenie się nie pomaga w problemach — poradził i odwróciwszy się, ruszył w stronę szkoły.
Dzień wcale nie minął mu przyjemnie. Ponury nastrój trzymał go do ostatnich zajęć, chociaż na sam koniec trochę się rozluźnił, kiedy już żegnał się z Gabrielem na parkingu i dostał smsa od Roya, że załatwił imprezę. Co prawda dopiero na weekend za dwa tygodnie, ale zawsze coś. Było na co czekać. Niestety do tego czasu miał już jakieś głupie testy i projekty do szkoły, nie mówiąc o tym, że wciąż do grudnia musiał pracować w schronisku i dodatkowo zarabiać na złomowisku. Jego życie nie zapowiadało się na wypełnione beztroską rozrywką i spokojem ducha.
Z racji, że rano Courtney przywiózł go pod szkołę, do domu musiał wracać autobusem. To też nie było fajne. Ani fakt, że tam musiał spotkać się z dziadkami, a stamtąd pojechać na złomowisko. Był przez same te myśli zmęczony i jedyne co mu się chciało, to spać, a nie robić jeszcze wieczorem zadanie na kolejny dzień.
Okazało się, że nie on jeden miał zły dzień. Asha, cóż, przeczyściło i tylko powiedział mu, co ma robić, a sam siedział cały czas u siebie w domu przy złomowisku i umierał. Aż w końcu pozwolił chłopakowi skończyć pół godziny przed czasem, zapłacił mu za całość pracy i znowu zniknął w toalecie. Był więc kolejną osobą tego dnia, która miała dość. Najpierw Philip, teraz on… Chase aż się zastanawiał, czy jego „dziewczyna” też będzie emanować brakiem chęci do życia.
Zatrzymał się w drodze i wyciągnął telefon, żeby wybrać do niego numer. Mogło przecież się okazać, że ten wcale nie chciał go dziś widzieć.
— Siema. — Usłyszał jego niski, męski głos, w którym wyłapał przyjazną nutę. — Jak tam?
— A wracam z pracy i upewniam się czy… masz humor, żeby mnie widzieć — spytał prosto z mostu.
— Jasne. Zapraszamy, Tank też się ucieszy — zapewnił go Courtney, a Chase mógł sobie tylko wyobrazić jego uśmiech.
— Na pewno? Nie masz jakiegoś rozwolnienia czy doła, czy co? — spytał jeszcze z zerową subtelnością. Co prawda już trochę pomieszkiwał u swojego kuratora, ale dzisiejszy dzień był dziwny.
— Rozwolnienia…? Nie, nie mam. — Usłyszał lekkie zdziwienie w głosie kuratora. — Sprawdzałem pocztę i miałem ci właśnie przesyłać zdjęcia kociaków, które wysłał mi Walter Mason.
— Och, pisał coś do tego? — spytał z zaciekawieniem, powoli zaczynając iść w stronę mieszkania mężczyzny. Trudno było mu teraz wsiąść na rower, więc musiał poczekać, aż skończą rozmowę.
— Tak, jak się kociaki zachowują. Dwójka jest bardzo odważna, a jeden zawsze tylko patrzy i wygląda na nieśmiałego. Ale są zdrowe i już mają swoje ulubione miejsca. Pokażę ci tego maila, to sam poczytasz. Zdjęcia są świetne — zapewnił Courtney zrelaksowanym, spokojnym tonem głosu, który świadczył o tym, że był chyba jedyną osobą w otoczeniu Chase’a, która miała dziś dobry dzień.
Chłopak aż się uśmiechnął do siebie. Jakoś lżej mu się zrobiło, kiedy słyszał, że jest… okej.
— Dobra… to ja będę jechać do ciebie. Zrobisz mi coś do jedzenia?
— Pewnie. To czekamy — zgodził się bez problemu Courtney i nawet cmoknął do telefonu z krótkim, cichym śmiechem.
Chase znowu się uśmiechnął i tylko rzucił krótkie „nara”, nim się rozłączył. Cóż, były tylko dwie możliwości. Albo on był głupi, że cieszył się, że będzie mógł odpocząć, nawet bez seksu ze swoją „dziewczyną”, albo Roy, że tego nie doceniał.
Po dotarciu do Courtneya przywitał się z Tankiem, radośnie biegającym po ogrodzie, a potem wszedł do domu przez drzwi kuchenne. Już tutaj czuł przyjemny zapach jedzenia i ujrzał swojego kuratora przy jednym z blatów. Właśnie kładł na nim dwa duże talerze.
— Siema. Usłyszałem Tanka, a że cieszy się tak tylko na twój widok, to już zacząłem nakładać — powiedział na powitanie, odwracając głowę do chłopaka.
Chase uśmiechnął się od razu. Ciężko tylko było dokładnie sprecyzować, czy na widok mężczyzny, czy na widok tego, co przygotował do jedzenia.
— Zajebiście. Bo pachnie, aż w żołądku ściska — odparł i szybko zbliżył się do blatu. Cmoknął krótko mężczyznę w bok głowy, a wzrok zogniskował na talerzach. Wyglądało wręcz ekskluzywnie, no i Courtney nie żałował porcji.
— Chodziła za mną kuchnia włoska, więc zrobiłem tagliatelle z suszonymi grzybami i pomidorami w sosie na białym winie. Chciałem posypać gorgonzolą, ale nie wiem, czy lubisz sery pleśniowe, więc mam w zanadrzu parmezan — wyjaśnił mężczyzna, nie odpowiadając na pieszczotę tylko dlatego, że miał zajęte ręce. Bo gdy tylko odłożył garnek i chochlę, którą polewał dania, położył dłoń na biodrze chłopaka i pocałował go krótko w usta.
— Ja pierdolę, nawet nie wiem, o czym do mnie mówisz! — Chase zaśmiał się, nie komentując ani nie reagując w żaden specjalny sposób na pocałunek. Jakby to było coś w zupełności normalnego. Tak, zdecydowanie miał talent do szybkiego dostosowywania się do nowych warunków. — Ale nie wiem, no… z czym będzie lepsze?
— Spróbuj gorgonzoli, to mi powiesz, czy w ogóle ci smakuje. Nie każdy lubi. — Courtney odsunął się, żeby wziąć dwie miseczki z pokruszonymi serami, które stały obok lodówki. Jeden wyglądał na zwykły, był jasnożółty, w drobnych wiórkach. Drugi za to biały, poprzetykany niebieskimi niteczkami i specyficznie pachnący. Podszedł z obiema do chłopaka. — Gorgonzola ma trochę pikantny smak. Parmezan na pewno znasz, bo często posypuje się nim spaghetti.
Chase spojrzał podejrzliwie na obie miseczki i najpierw nabrał w palce parmezanu, spróbował, a następnie zrobił to samo z gorgonzolą. Pierwszy ser smakował znajomo i normalnie, a drugi… cóż. Faktycznie był specyficzny, ale:
— Ma coś w sobie… — zawyrokował i spojrzał na paski makaronu na talerzach. — Mogę z tym spróbować. Najwyżej dosypię jeszcze tego parmezanu, nie? Albo trochę tego, trochę tego?
— Jasne, to nie będę sypał teraz, postaw na stole, jakby trzeba było dosypać — zasugerował mężczyzna, podając mu miseczki, a następnie sięgając po talerze.
Sztućce już były, podobnie jak wysoki dzbanek z sokiem i szklanki. Jak zwykle gospodarz o wszystko dbał i mimo że musiał niedawno gotować, w kuchni było zatrważająco czysto. Szczególnie dla Chase’a, który miał porównanie z kuchnią w domu swoich dziadków, gdzie nie było ani jednej domykającej się szafki, a okruszków z podłogi się nie zamiatało, tylko skopywało pod odstającą listwę przy podłodze.
— No… spoko. A ten, co robiłeś dziś? — zaciekawił się, idąc do stołu ze szklanym blatem. Był ciekaw, a do tego chciał się oderwać od swojego dnia.
— Dostałem innego podopiecznego, zamiast tamtego faceta, który miał mieć warunkowe — zaczął opowiadać Courtney, stawiając wszystko na stole i siadając przy nim. — Też starszy koleś, dostał nadzór za rozbój, ale nie rzuca się. Jak nie jest naćpany, to jest spokojny. Załatwiałem mu dziś kilka spraw — mówił dalej, sięgając do miseczki z serem pleśniowym, żeby posypać swoje danie. — Ach… I załatwiłem ci ten mecz — dodał na koniec z lekkim uśmiechem.
Chase spojrzał na niego znad jedzenia, które już zaczął pochłaniać. Makaron jeszcze wystawał mu spomiędzy warg.
— Mmm? — zamruczał pytająco.
— Pisałeś mi, jakie drużyny cię interesują, udało się załatwić trzy bilety. Jeśli chcielibyście całą paczką, jedna osoba musiałaby już kupić osobno bilet. Zgodzili się na mecz drużyny z Minnesoty, gdzie byliby gospodarzami. Czyli w drugiej połowie listopada w Saint Paul, pasuje?
Chase wciągnął jedzenie z nieeleganckim siorbnięciem.
— Weź, no raczej. I tak w chuj dziwnie, że mi to załatwiasz. Ale, jak tam myślisz, że dałoby się dojechać? Chociaż, no, pogadam z chłopakami, to może coś się wymyśli.
— Możecie pojechać samochodem kumpli albo poszukamy jakiegoś tańszego połączenia. Ale macie razem z tymi biletami załatwiony nocleg, bo mecz będzie wieczorem. Pokażę ci wszystko potem, mam na kompie, w porządku? — wyjaśnił Courtney, jedząc przy okazji w znacznie bardziej grzeczny sposób niż jego gość.
— Też nocleg? — Chase zrobił jeszcze większe oczy. Policzek miał napchany jedzeniem, bo aż zapomniał przełknąć z tego wszystkiego.
— Wiesz, nie wyślą cię do innego stanu tak od czapy. Zdają sobie sprawę, że to wymaga szerszego wkładu niż tylko zapłacenie za bilety. I tak trochę mnie wkurwia, że transportu nie wliczyli.
— Nie no, bez przegin. To i tak w chuj dużo. Myślałem, że to tylko bilety.
Kurator posłał mu oszczędny uśmiech i skinął na jedzenie.
— A jak ci smakuje?
— Dobre. I dużo. I ten spleśniały ser też jest spoko z makaronem. Będę musiał go potem dobrze spalić. — Zarechotał, zerkając na mężczyznę naprzeciwko z wymownym spojrzeniem i uśmiechem.
Ten, zupełnie mimowolnie, odpowiedział uśmiechem. Oblizał wargi z białego sosu, myśląc o innej białej substancji.
— Myślisz, że będę mógł ci w tym pomóc?
— Myślę, że tak. W końcu też jesz, to też musisz trochę pospalać, nie? — Chase uśmiechnął się i wziął kolejną dużą porcję na widelec. Tak, miał zdecydowanie lepszy humor niż przez cały dzień. Jedzenie i towarzystwo potrafiło zdziałać cuda. A kiedy o tym myślał, coś wpadło mu do głowy. — Więc pójdziemy na spacer z Tankiem, hm? — spytał z rozbawieniem, świadom, że nie tylko on myśli o seksownym i może łóżkowym wysiłku.
Courtney uniósł lekko brwi i zaśmiał się krótko. Popił jedzenie sokiem i pokiwał głową z udawaną powagą.
— Oczywiście. Też o tym myślałem. Ale nie będę miał nic przeciwko, jeśli zakończymy to w towarzystwie siebie nawzajem. Tylko.
Chase najpierw poważnie spojrzał na mężczyznę, po czym nie wytrzymał i roześmiał się głośno.
— Jesteś nieźle niewyżyty, co?
— Ja? Ja tylko staram się dostosować do nastoletnich zapędów — odpowiedział mężczyzna niby poważnie, ale trochę zadziornie. Jadł przy tym jakby nigdy nic i popijał sokiem. Głównie trzymał kontakt wzrokowy z Chasem, zamiast patrzeć na talerz.
— Swoich czy moich? — prychnął chłopak nadal z uśmiechem na twarzy.
— Twoich, skarbie. — Courtney cmoknął do niego, kręcąc głową. — Ale ja ci opowiedziałem, co u mnie. Jak twój dzień, hm?
Chase jak najpierw zaśmiał się pod nosem przez to „skarbie”, do którego nie umiał jeszcze w pełni się przyzwyczaić, tak później skrzywił się z niesmakiem na wspomnienie dnia.
— A jakoś. Roy kombinuje jakąś imprezę, bo mu do dup tęskno. Jeszcze wpadłem na Philipa, dwóch kolesi go przysmażyło, a w robocie Ash miał sranie.
Courtney aż przestał na moment jeść w wyniku takiej relacji.
— Ciekawie… I co masz na myśli przez „przysmażyło”?
— No normalnie go petem przysmażyli.
Kurator zaniepokoił się i popatrzył na niego poważniej.
— Zgłosił to?
Chase wzruszył ramionami, nadal jedząc, a raczej wyskrobując resztki z talerza.
— Nie wiem. Miał opatrunek, więc chyba ktoś to widział.
— Opatrzenie rany nie rozwiązuje źródła problemu. Ten, kto to zrobił, powinien odpowiedzieć za znęcanie się.
Chase spojrzał spode łba na kuratora i odłożył sztućce, dopiero teraz sięgając po sok.
— To może z nim pogadaj o tym, a nie ze mną? Hm?
Gospodarz milczał przez chwilę, zajmując się jedzeniem, ale w końcu najpierw pomiział wierzchem stopy o łydkę chłopaka, a potem uśmiechnął się lekko i przepraszająco.
— Spoko. Masz coś do roboty do szkoły? — zmienił temat.
— Ta, pracę do napisania. I tak, tak, wiem, że nie mam co odkładać, ale po spacerze się za to wezmę.
Courtney uśmiechnął się lekko. Cieszyło go, że Chase sam zaczyna tak na to patrzeć, że jest grzeczny i nie kłóci się z nim w kwestii szkoły. Przytaknął więc i skończywszy jeść, uniósł się od stołu.
— Najadłeś się? Chcesz odpocząć, czy już idziemy? — zapytał, zbierając talerze i miseczki po serach.
— Może jeszcze chwilę. Dopiję i pójdziemy. O, a może byśmy gdzieś pojechali? Żeby nie znowu ten sam park? — spytał z nadzieją Chase. Przecież jeśli spacer będzie dłuższy, może będzie mógł odłożyć napisanie pracy na kiedy indziej.
Wkładając naczynia do zmywarki, Courtney zamyślił się i przeanalizował opcje.
— Wezmę cię do Enderis Playground. Pokażę ci, gdzie mieszkałem kiedyś.
Chase uniósł brwi z zaskoczeniem.
— Tak? Ale kiedyś, znaczy kiedy?
— W dzieciństwie. Jeśli chcesz oczywiście — mówiąc to, odwrócił głowę do chłopaka, żeby dać mu sygnał, że to tylko propozycja.
Chase poprawił się na krześle. Poczuł jakieś specyficzne zdenerwowanie, jakby jego odpowiedź miała stać się czymś istotnym.
— Nie no, spoko. Mi pasuje. Jeśli tobie pasuje.
Kurator przytaknął i zamknął zmywarkę.
— To za chwilę pojedziemy. Posprzątam tu trochę, a ty możesz spojrzeć na tego maila od Walta Masona, jak chcesz. Jest otwarty, zdjęcia też. W wiadomościach odebranych jest też pismo na temat twoich biletów, więc możesz zobaczyć na szczegóły — zasugerował z przyjaznym uśmiechem.
— O, super. To idę. — Chase poderwał się ze swojego miejsca. Prawie zapomniał o zdjęciach kociaków. A bardzo chciał je zobaczyć!
Courtney uśmiechnął się pod nosem, a Chase, po wejściu na pocztę swojego kuratora, zobaczył maila od Waltera Masona. Pisał w bardzo radosnym tonie o kociakach, o tym, jak każdy się zachowuje, jakie miejsca lubią i jak się bawią. A poza zdjęciami głównie przedstawiającymi kotki na różnych przedmiotach jak donice, miski i pudełko na buty, był nawet filmik. Przyjemnie było oglądać bawiące się kociaki, które co raz się na siebie rzucały i przewalały.
Nastolatek poczuł ulgę. W końcu udało mu się coś zrobić. Z pomocą, dużą pomocą Courtneya i tego całego Walta, ale kociaki miały dobry dom. Może nie stały, a tymczasowy, ale to już było coś. Miały z kim się bawić, uczyły się żyć w domu. Uśmiechnął się do siebie, oglądając drugi raz wszystkie zdjęcia, niektóre dokładniej. Ostatecznie wrócił do folderu z odebranymi mailami i poszukał wzrokiem tego odnoszącego się do biletów. Faktycznie, zobaczył go na samej górze zaraz pod mailem zwrotnym od jakiegoś Xaviera o tytule… „Chase”.

14 thoughts on “Newton’s Balls – 36 – Paskudny dzień

  1. Katka pisze:

    MoNoMu, Phil może ma kasę, ale ma też bardzo słabą psychikę i zdecydowanie brak wyrachowania i wiary w siebie, więc nawet nie widzi możliwości na te różne rozwiązania, które proponujesz. Jednak to słaba istotka i bez pomocy z zewnątrz raczej trudno wierzyć w to, że sam się ogarnie niestety. Hehe, a co do tytułu opowiadania, odniesienie do nazwiska Newtonów to trochę taka zmyła, przyznam XD Bardziej chodzi o wahadło Newtona i to, jak jeden ruch pociąga za sobą konsekwencje gdzieś dalej. Takie dość mocno luźne skojarzenie z decyzjami, które mają wpływ na nasze życie. Teraz niestety nie mam jak rozpisać się na temat filozofii tego tytułu, haha, bo jestem w środku wykładu, ale tak, zdecydowanie trzeba się kierować do wahadła Newtona.

    Kasia, tak jak odpisałam MoNoMu, właśnie chodzi o wahadło :) Newtonów tu jednak za mało, żeby chodziło stricte o nich, chociaż też nie można olewać ich roli, bo właściwie od nich się to wszystko zaczęło :) Ale bardziej skłaniamy się do Wahadła Newtona. Hehe, no i fajnie, że w dyskusję wprowadziłaś tę możliwość, ze Chase wcale nie musi się wkurzyć, a wręcz przeciwnie, rozczulić. Bo przecież Courtney nie pisał o nim jakichś złych rzeczy. Jako tako trudno się tam o coś wkurzac, ale właśnie, Chase to zbuntowany nastolatek, który często odbiera różne rzeczy na opak XD Więc nigdy nic nie wiadomo XD

    Mati, tak, Chase zaskakująco szybko i łatwo dowiedział się o mailu… ale co z tego wyciągnie, nie wiadomo. Gdyby Courtney wiedział, już by się bał XD

  2. Mati pisze:

    Uuuu, wiedziałem, że prędzej czy później Chase dowie się o mailu, ale nie sądziłem, że w taki sposób. Ciekawe jak Courtney się z tego wytłumaczy. Bo jakoś wątpię, by Chase nie spytał się go, o co chodzi.

  3. Kasia pisze:

    Ja też się ostatnio zastanawiałam o co chodzi z tytułem opowiadania, obstawiałam jednak to wahadło, chyba że w dalszej części, co po ostatnim rozdziale nawet wydaje mi się realne, będzie coś więcej o Philipie. Tak że chętnie przeczytam Wasze wyjaśnienie ☺
    A poza ty wróciłam do listu Courtneya do Xaviera i moje wnioski trochę się zmieniły choć odpowiedź może trochę namieszać. Bo ja bym się rozczuliła jakbym przeczytała coś takiego o sobie, że ktoś się tak o mnie martwi i w ogóle. To takie trochę potwierdzenie uczuć kuratorka i może dobrze wpłynąć na zaufanie Chasea do niego. No ale odpowiedź Xaviera jest niewiadomą i ona może zepsuć początkowe miłe słowa. Chociaż z drugiej strony co ja wiem o zbuntowanych, nastoletnich chłopakach? W moją beznadziejnie romantyczną duszę te słowa by trafiły, ale czy Chase jest romantykiem…hmm…No nie wiem 😀

  4. MoNoMu pisze:

    A właśnie miałam pytać, czy młody Newton się jeszcze pojawi. I oto jest, w jeszcze żałośniejszej wersji. Ech, trochę mi go żal i trochę mnie wpieniania. Ta standardowa emo gadka o samobójstwie… Przecież jest nadziany, mógłby wynająć jednych, żeby wpuścili wpier*ol innym. Nagrać ich. Cokolwiek, nawet podepchnąć im inną ofiarę… Poza tym prawdziwe problemy zaczynają się, gdy już jesteś dorosły, a opłaty za internet znowu wzrosły xD Mam takie pytanie o tytuł opowiadania. Pierwsze skojarzenie: wiadome narządy, których Newtnowi brakuje. Drugie: łódka Newtona, to takie cacuszko na biurko z kulkami demonstrujące prawo zachowanie pędu i energii. Tytuł to jakaś alegoria, przenośnia, czy coś? No a Kukurydza. Kolejna wpadka. Pierwszą jeszcze idzie zrozumieć, ale druga… porażka. No, słabe to było, no.
    Pozdrowienia!

  5. Katka pisze:

    O., zaufanie, haha… XD W wieku Chase’a i o mentalności Chase’a… Ja bym na to nie liczyła, ale moooże XD A Phil i jego brat… Oj, O., O.… braciszek w wojsku, szybko nie wróci XD

    Kasia, hehehe, tak, koty to taka mała zmyła, bo rzeczywiście jakby się tam przypadkiem pojawił James, to by była afera. A Walt by się wściekł na Courtneya. A tu psikus, i mail od Xaviera. Haha, a polubienie gotowania jest możliwe! Chyba… nie wiem, ja lubię gotować ot tak XD Choć daleko mi do skilla Kukurydzy :( ale jak mąż nie chce gotować, to znak, że trzeba zmienić męża! XD I zgadzam się – Newtonowi by się ktoś przydał. Może nie kurator, ale psycholog co najmniej…

    Renka, haha, mroczna wizja, a jednak na nią czekasz XD Ale z tym wciśnięciem nosa… tak, to raczej wysoce prawdopodobne. Któż by się powstrzymał…

  6. Renka pisze:

    Jestem pewna, że w następnym rozdziale Chase wetknie swój wścibski ryjek w korespondencję Xaviera i Courtneya. Będzie wzajemne obrzucanie się wazonami, niezależnie od treści e-maila. Czekam na to niecierpliwie.

  7. Kasia pisze:

    No nie mogę, w takim miejscu skończyć… Muszę się cofnąć bo już słabo pamiętam co Courtney tam napisał, ale Chase się nie ucieszy że kurator o nim opowiada. No i ciekawe jaka jest odpowiedź? Spodziewałam się raczej że na którymś ze zdjęć z kotami będzie widać Pettersona a tu takie dobicie dla młodego. Rany Chase się znowu wkurzy… przejebane ma ten chłopak u Was… A już trochę poprawiłyście mu nastrój, aż się sama głodna zrobiłam, boże jak ja bym chciała polubić gotowanie, albo niech mój mąż polubi, chociaż to nierealne bo jeszcze większy leń z niego niż ja ☺
    Może Corn coś wymyśli w sprawie Philipa, bo miałam wrażenie że zainteresował się tym co mu Chase powiedział. Newtonowi przydałby się taki opiekun jak nasza kukurydza ☺
    Dzięki dziewczyny ☺

  8. O. pisze:

    A może Chase się powstrzyma i nic nie przeczyta? Zaufanie i te sprawy xD Choć, kłótnia zakończona seksem to dobra kłótnia, więc mogliby i w ten sposób xD
    Phil! <3333 Czekaj na swego brata <33

  9. Katka pisze:

    Damiann, widzę duże uwielbienie dla Philipa :D fajnie, bo tak jak Chase już dużo przeszedł, tak Philip też. I miłości mu trzeba XD co do gazu to faktycznie może na tym wyjść jeszcze gorzej. Bo raczej nikt mu nie zapomni tego jeśli kogoś nim potraktuje… Cóż, zobaczymy. A Xavier, tak jak mówi Kyna, to dawny kurator Courtneya. Było o nim wcześniej ;)

    Kyna, dokładnie tak, Xavier to kurator. I rozwiązanie tego może być różne, Chase się może wkurzyc, może nie… też wiele zależy od tego co Xavier odpisał… jak to się mowi, o tym już w następnym odcinku XD haha i tak, Shane to właśnie ten nastolatek :D

  10. Kyna pisze:

    Xavier to chyba ten były kurator Courtneya, nie? No to szykuje się akcja typu „Czemu mu o nas powiedziałeś?!” Czy coś w tym stylu. Jeszcze zależy co i jak Xavier napisał… No i z wypadu do rodzinnych stron nici.
    Ja wiedziałam, że coś tam dacie, jak tylko było „zajrzyj na moją pocztę”. Jestę jasnowidzę.
    A Philip to jeszcze nam się zakocha w Choze! xD O ile już tego nie zrobił… :x
    Weny!
    Pozdrawiam serdecznie :D

    PS.Już dawno miałam pytać (w sumie odkąd się dowiedziałam, że Shane ma tatuaż w pajączki), ale ciągle zapominam… czyli od jakiś już kilku miesięcy… Ale do rzeczy. Shane robił sobie tatuaże u Jasona i to on był tym „zbuntowanym nastolatkiem” w FDTS?
    Zaraz tu zacznę układać teorie spiskowe… :P

  11. damiannluntekurbus17 pisze:

    Mam nadzieje, ze Chase jednak z tego wyjdzie. Wydaje mi sie, ze ma juz za duzo problemow na glowie.
    Philip, oj biedaczek! Dokladnie jak ja, slabeusz, ale mi nie przykladali papierosow do glowy xD Co do gazu, to dobre chyba tylko dla obcych, ktorzy nas nie znaja. Zapomna jak wygladamy, nie wiedza gdzie mieszkamy, wiec srednio z mszczeniem sie. A jeszcze Newton Junior jak to zrobi, to bedzie mial bardziej przejebane niz do tej pory. Nie meczcie juz tego biedaka. Chociaz poczytalbym o nim jeszcze. To moj ulubiony bohater. Taka ciapa z niego i ma sie ochote go przytulic i pocieszyc. I niedobry znak, ze mysli o samobojstwie.
    Courtney taki uroczy, jak uslyszal o P. Obudzil sie w nim taki… Instynkt tatusia, chce bronic slabszych xD
    I ta koncowka – czy to zwiastun kolejnej klotni? Kim jest Xavier? Dawny kochanek kuratora? Trzeba czekac tak duzo na te odpowiedzi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s