Across The Cursed Lands III – 14 – Szansa na porozumienie

Kiedy William i Jefferson zastanawiali się nad dźwiękiem, który wydobył się z sypialni Mavericka i Nicholasa, ci niestety dalej nie spali. Odkąd weszli do siebie, jakoś żaden z nich nie mógł zasnąć. Nicholas leżał jak kłoda na łóżku i było mu nawet bardziej niewygodnie, niż kiedy siedział na kanapie. Wciąż myślał o tym, czy ich goście nie robią na ich kanapie czegoś poza spaniem. Nic jednak nie słyszeli, tylko leżeli, wsłuchując się w ciszę i nie mogąc wręcz uwierzyć, jak szczelne są drzwi. Do czasu, aż Nicholas w końcu postanowił się przekręcić na bok, co poskutkowało tym, że przy okazji jego metalowa noga walnęła z głośnym łupnięciem w brzeg łóżka.
— Szlag by to! — syknął szeptem, kładąc się na boku. — Dam głowę, że ten lekarz na pewno coś robi…
Leżący obok niego Maverick otworzył powieki i w końcu podparł potylicę na dłoni. Też jeszcze nie zasnął, ale nie dlatego, że myślał, co ich gości robią, tylko wspominał swoje początki z Nicholasem. Chciałby wrócić do tamtych czasów.
— Dlaczego akurat na niego stawiasz? Jeff wydaje się bardziej męski i jurny.
— Ale to lekarz zawsze się tak patrzy. Do tego, kiedy byłeś w kuchni, miał erekcję. On non stop czymś się podnieca — wyznał generał, bo już wcześniej to zauważał, ale to zdarzało się w tak nietypowych sytuacjach, że myślał, że ten zwyczajnie na coś choruje.
— Naprawdę? — Maverick ściągnął brwi. Sam spędzał więcej czasu z Jeffersonem, z którym polował, a Nicholas był skazany na Williama zajmującego się jego protezami. Nie mógł więc go zbyt dobrze poobserwować. — Z drugiej strony, Nick… Jeff jest przystojny — przyznał spokojnie. — Lekarz ma się czym podniecać.
Nicholas spojrzał na partnera spod mocniej ściągniętych brwi. Dawno nie poczuł tego, co w tej chwili.
— Przystojny? — spytał podejrzliwie.
Niestety nie mógł dobrze odczytać myśli z twarzy Mavericka, bo ciemności na to nie pozwalały. Co prawda mieli odsłonięte zasłony, ale niebo wciąż było zachmurzone, więc nawet blask księżyca nie wpadał do pokoju.
— Nie uważasz tak?
— Pytałem ciebie. Uważasz, że jest przystojny? Podoba ci się? — Nicholas próbował pytać spokojnie, ale barwa jego głosu i tak się zmieniła. Była bardziej sucha i niższa.
— Nie podoba mi się, tylko uważam, że jest przystojny. — Maverick także nabrał czujności. — Widzisz, że jest — naciskał, by i Nicholas przyznał mu rację, bo zaczął czuć się winny, że w ogóle to powiedział.
Nick mruknął ze zniechęceniem.
— Może i jest, ale nie zwracałem na to uwagi. Nie miałem tylu sposobności — dodał, już żałując tego, co mówi, kiedy kolejne słowa wychodziły z jego ust.
— Znasz go dłużej niż ja… — zaprzeczył Maverick, leżąc sztywno, w napięciu, przez ten temat. Nie był przyjemny, ale dość niepokojący. Nie chciał zostać oskarżony o coś, co nie ma racji bytu.
— Hamilton zna go jeszcze dłużej. To niby ma o czymś świadczyć?
— Tak. Bo mówisz o sposobności — mruknął Zwierzak. — Ja nie miałem więcej sposobności, żeby go obserwować, od ciebie.
— Szczególnie, kiedy spędzasz z nim całe dnie… — mruknął Nicholas i ostrożnie znowu ułożył się na plecach. Potarł twarz dłonią. Od razu poczuł ohydną bliznę pod opuszkami palców. Oczywistym było, że on na pewno nie jest przystojny dla Mavericka tak, jak był przystojny Ranger.
— Musimy coś jeść — fuknął Maverick, mimo że wiedział, że dużą częścią polowania i połowów jego z Jeffersonem było… przesiadywanie nad jeziorem.
— Tak, ja za to muszę siedzieć w domu, bo nie mam ręki ani nogi — odmruknął generał i chciał jakoś nagle skończyć ten temat. Że też wcześniej tak mu nie przeszkadzało, że jego ukochany spędza całe dnie z jakimś przystojnym mężczyzną!
Maverick westchnął ciężko i podsunął się do niego trochę. Odsunął kołdrę z piersi Nicholasa i pocałował go w mostek.
— Przestań — mruknął.
— Co niby mam przestać? — fuknął ten, mimo że gest był bardzo miły.
— Mówić o sobie w taki sposób. Takim tonem. Ile razy mam ci udowadniać, że i tak jesteś wartościowy? — Maverick mówił spokojnie i cierpliwie tylko dlatego, że nastrajały go do tego ciemności i cisza. Był jednak pełen negatywnych myśli, zmęczenia tym powracającym problemem i pozbawiony nadziei, że będzie lepiej. A to jeszcze się pogorszyło, gdy zobaczył, że William i Jefferson dobrze się dogadują. Też tak chciał.
Nicholas też miał paskudny humor. Jefferson musiał podobać się Maverickowi. Był zdrowy, sprawny i przystojny. Mógł z nim spędzać czas na polowaniach, nie męcząc się tak i nie hałasując. Co on za to mógł? Był wartościowy dla agencji, bo coś chociaż robił. A co niby mógł robić w tym ciele dla Mavericka?
— „I tak”. Faktycznie jestem ci niezwykle przydatny.
Maverick zacisnął szczękę i podniósł się, zgiąwszy kolana. Oparł o nie łokcie, a twarz schował w dłoniach. Odetchnął głęboko i potarł zarost.
— Czy nie rozumiesz, że wystarcza mi to, jaki jesteś, a nie czy coś możesz, czy nie? Nie kocham cię za to, co potrafisz — sarknął.
— Nie miałem tego na myśli — odparł spokojnie Nick, ale też trochę się przekręcił i uniósł, opierając ciało na zgiętym, metalowym łokciu. — Połóż się, Mav. Wybacz, nie chciałem cię drażnić.
— I znów mamy to zamieść pod dywan…? — Usłyszał szept zza dłoni swojego starszego kochanka, który dziś był tym bardziej zmęczony niż zwykle.
— A chcesz to roztrząsać teraz w nocy? Kiedy nawet nie wiemy, czy oni śpią, czy się pieprzą? — wyszeptał Nicholas ściszonym głosem. Chciał objąć ukochanego, ale jak zwykle obawiał się tego z racji na swoje niewygodne i chłodne, metalowe ramię.
— Nie musimy. Ale jutro znów uznamy, że nie było tej rozmowy. I wszystko dalej będzie takie samo… — W głosie Mavericka słyszał coraz większy żal i smutek. Z każdą nutą jego głos się załamywał.
— Co jednak możemy zmienić? Nie stanę się znów taki sprawny jak Jefferson — odparł też gorzko generał, nie mając siły się podnieść. Do tego miał wrażenie, że o to właśnie Maverickowi chodzi. O to, żeby było jak dawniej. Żeby jeździł z nim na polowania, był młody i przystojny, a on już nic z tych rzeczy nie miał. Zmienił się.
Maverick jednak obejrzał się na niego z bardzo zdumionym i równocześnie wściekłym spojrzeniem.
— Nie o to chodzi! — syknął. — Nie chodzi o to, żeby zmieniać twoje ciało! Chodzi o problem, który tkwi w naszych sercach. O oddalanie się. O brak kontaktu. Brak szczerych spojrzeń. Brak intymności.
Nick ściągnął brwi i z trudem się uniósł do siadu. Jak ciało bolało go częściej niż serce, tak teraz ono nieprzyjemnie się ściskało.
— Przecież… wiesz przecież, że cię kocham, prawda? — spytał nagle, jakby znowu niczego nie rozumiał.
— Nie wiem… — szepnął starszy mężczyzna, opierając czoło o kolana. — Czasem czuję, jakbyś kochał z przyzwyczajenia.
— Co? — syknął Nicholas i złapał go za ramię. — Czemu niby tak myślisz? — spytał, powoli zapominając, że powinni być cicho, bo za drzwiami są ich goście.
Zobaczył, że wreszcie Zwierzak przekręca głowę w jego stronę, ale przez ciemności nie ujrzał jego oczu.
— Bo nie mówisz do mnie wiele… bo nie zabiegasz o nasz czas… nie dotykasz mnie…
— Bo boję się, że zrobię ci krzywdę i że tego nie chcesz. Zawsze sam się wycofujesz. —Głos Nicholasa był coraz ostrzejszy. — A czas? Jak mam o niego bardziej zabiegać, kiedy sam nie chcesz zostawić nawet na krótko tego miejsca? Mam przestać pracować?
— Och tak. Teraz zwalisz winę na mnie, a po prostu nie chcesz przyznać, że… — Maverick zaciął się, bo poczuł, że się zapędził. A nie chciał tego mówić głośno. Wstydził się tego. Teraz jednak ciemność pomogła. Nicholas nie mógł zobaczyć jego skrzywionej w bólu i obrzydzeniu do samego siebie wyrazu. — Że po prostu jestem już dla ciebie za stary.
— Za stary…? — Nicholasa wcięło. Nie wiedział, co miał niby na to odpowiedzieć. — Jak niby do tego doszedłeś? To niedorzeczne! Jak możesz być za stary, kiedy równie dobrze mógłbyś… mógłbyś poznawać się lepiej z tym sprawnym, przystojnym — wycedził gorzko — Rangerem?
Maverick zacisnął wargi, po czym sięgnął po poduszkę i… walnął nią Nicholasa.
— Nigdy cię nie zdradziłem i nigdy bym tego nie zrobił!
— Dlatego nazywasz to oddalaniem się od siebie? — Nick zszarpnął poduszkę z twarzy. Materiał jednak zahaczył się o jego metalowe ramię i rozdarł. — Psia kurwa jego mać! — syknął, kiedy pierze rozsypały się po pościeli.
Drugi mężczyzna wstał szybko, fucząc i oddychając głośno. Podszedł do lampki stojącej na komodzie na ubrania, żeby ją zapalić.
— Tak. Tak! Nie chcesz mnie nawet objąć. Chętniej dziś złapałeś za ten przeklęty garnek w kuchni niż przez ostatni rok za mój tyłek!
— I to jest niby dowód, że uważam cię za starego? Albo cię nie kocham? — Nicholas coraz bardziej się denerwował, bo pierze było wszędzie, a on zaplątał się w tę swoją cholerną protezę. Nienawidził jej w tym momencie jeszcze bardziej niż zwykle. A to już zakrawało o chęć odcięcia jej siekierą.
— Gdybyś się mnie nie brzydził, dotykałbyś mnie! — sarknął starszy mężczyzna, a że był zdenerwowany, zanim odpalił lampkę, poparzył się. Inteligentnie przypalił skraj bandaża na dłoni, gdy odpalił zapalniczkę, a jej płomień sięgnął postrzępionych, już zużytych skrawków materiału. Syknął i zamiast zapalić lampkę, rzucił zapalniczką w łóżko. — Wolałbym, byś mi w twarz… powiedział, że cię nudzę i brzydzę — wydusił.
Nicholas w końcu zerwał resztki poszewki, która doprowadzała go do białej gorączki. Tak samo jak pierze, które było już wszędzie. I ta niedorzeczna rozmowa…
— Co ty bredzisz? Za dużo wymyślasz, siedząc tu sam. To niedorzeczne, co mówisz. Nigdy nawet nie pomyślałem o tym, że mnie nudzisz, ani że mnie brzydzisz. To nie ty jesteś tu tym, który wygląda… tak — syknął i zacisnął palce na swoim metalowym ramieniu. Nie chciał taki być. To on był obrzydzający. Jak miał więc niby sprawiać przyjemność Maverickowi z takim ciałem?
Ujrzał, że sylwetka ukochanego obraca się w jego stronę, a ten w końcu podchodzi z powrotem do łóżka. Nie miał koszuli, a jedynie spodnie od piżamy, więc Nicholas widział, jak głęboko porusza się jego klatka piersiowa.
— I wolę patrzeć na ciebie niż na Jeffa — mruknął. — Zawsze, gdy jesteś obok, chcę cię dotknąć. Nie czuję tylko, żebyś i ty tego chciał.
Twarz Nicholasa była ściągnięta w gniewie i irytacji. Blizna na jej połowie jeszcze pogarszała jego wygląd. Mężczyzna jednak nie był tak zły, na jakiego wyglądał. Czuł ból, zarówno fizyczny, jak i psychiczny.
— Bo… — Generał zaczął najpierw ostro, po czym westchnął. Czuł się zrezygnowany. Nienawidził swojego ciała. — Nie chcę, żebyś to czuł. Ten metal zawsze jest tak zimny… i przypomina, co straciliśmy. To nic przyjemnego, do tego mogę cię zranić… — wydusił, a jego głos przy tym z każdym słowem znowu opadał na sile i pewności.
A gdy na chwilę spuścił wzrok, jedynie poczuł, że materac znów się ugina, gdy Maverick na niego wszedł. Poczuł też jego zabandażowaną dłoń na swojej szyi, a po uniesieniu spojrzenia zobaczył wreszcie z bardzo bliska oczy Mavericka. Teraz jakby… wilgotne.
— Jesteś dla mnie dalej tym samym Małym Nickiem, którego pokochałem. Czy masz metalowe kończyny, czy nie — szepnął.
— Dlaczego więc sądzisz, że ten sam Mały Nick kocha cię inaczej niż wtedy, skoro w ogóle się nie zmieniłeś?
— Zmieniłem… — zaprzeczył cicho Maverick i oparł czoło o jego. I dodał jeszcze ciszej: — Ale jeśli mnie kochasz… przytul mnie choć na chwilę…
Nick zawahał się, ale chciał spełnić tę prośbę. Zignorował więc na chwilę swoje opory i zdrowym ramieniem objął Mavericka. Delikatnie też pocałował go w kość policzkową.
— Nigdy nie kochałem nikogo tak jak ciebie.
Poczuł, że ciało, które trzymał, uniosło się w głębokim oddechu. Gorąco owiało jego szyję, gdy Maverick wypuścił powietrze z płuc.
— Więc może jutro wyślemy Jeffa z Willem do miasta, by nadali telegram? A sami spędzimy ten dzień… sami, tutaj?
Nick przełknął głośno ślinę.
— Tutaj? — spytał trochę jak nieśmiały chłopiec, którym był lata temu. To wszystko tak bardzo się zmieniło… Obaj się zmienili.
— Nie musimy… — Maverick momentalnie się wycofał, choć tylko słownie, bo z objęcia nie chciał uciekać. — Jeśli nie chcesz.
Nicholas, jakby przestraszony, że to zaraz nastąpi, przytrzymał go przy sobie jeszcze mocniej.
— Chcę. I… nie uciekaj. Mówisz mi, że się odsuwam, a sam to robisz, kiedy tylko nie idę od razu za ciosem. A to jest trudne, odkąd widzę, jak sam, zamiast uderzyć mnie w twarz, kiedy cię obrażę, odsuwasz się, jakbyś się mnie bał. Ja więc boję się, że faktycznie jest czego, a nigdy nie chciałem wyrządzić ci krzywdy.
Maverick poczuł uścisk w sercu. Nicholas miał rację. Gdy się kłócili, odsuwał się. Wolał zachować dystans, bo jeden impulsywny gest Nicka mógłby wyrządzić mu bardzo dużą szkodę. Widział już kiedyś, jak podczas jednego ze sporów przypadkiem zniszczył kilka rzeczy. Twardszych niż jego kości.
— Masz w sobie dużo siły… — wytłumaczył się słabo, czując się jakoś winny. — Ale wybacz mi — dodał, wsunąwszy twarz w jego szyję. Drapał go przez to zarostem. — Jeśli i ja daję złudny przekaz… to niechcący. Ja też cię kocham, Nick. Takiego, jaki jesteś.
Młodszy mężczyzna nie odpowiedział. Nadal go trzymał, chociaż tylko jedną ręką. Ból, jaki czuł przez niewygodnie wykręconą pozycję, nie był w tej chwili ważny.
— To nie myśl o mnie jak o kłamcy. Jeśli czegoś ode mnie chcesz, to weź to, jak kiedyś czyniłeś. Wszystko, czego nie zeżarł ten płazer, należy do ciebie.
Jak oczy Mavericka były chwilę temu wilgotne przez wzruszenie, tak po tych słowach kilka łez już po prostu spłynęło mu po policzkach. To były najwspanialsze słowa, jakie słyszał od bardzo, bardzo dawna. Nie potrafił przez to od razu odpowiedzieć, więc zamiast tego przekręcił się, usiadł okrakiem na udach Małego Nicka i objąwszy go mocno za szyję, pocałował go gorączkowo.
General odpowiedział na pocałunek i tylko iskierka niepewności zaświtała mu w głowie, czy ukochanemu jest tak wygodnie, kiedy na pewno czuje jego metalowe części. Nic jednak nie powiedział, uznając, że Maverick nie powiedział tego wszystkiego chwilę temu, żeby teraz chciał czuć, jak sam się odsuwa.
— Co… będziemy jutro… — wydyszał w jego wargi Maverick, co raz łapiąc je w pocałunki — robić?
Nicholas spojrzał mu w oczy przez ciemność. Dawno nie widział ich tak blisko. Były piękne.
— Będę cię kochać? Chociaż noc jest ku temu bardziej sprzyjająca.
— Będziemy skrzypieć… Twoje protezy i moje stare kości… — zażartował Maverick szeptem w stosunku do ich kłótni, a przy tym w kącikach jego oczu pojawiły się drobne zmarszczki, gdy się uśmiechnął.
Nicholas bał się mu tego powiedzieć, ale uwielbiał je. Dlatego zamiast słów przesunął dłoń z jego pleców wyżej, na tył głowy i pochylił go, by pocałować go tuż przy oku. W odpowiedzi starszy mężczyzna westchnął głęboko i pomasował jego plecy. Były szerokie i potwornie silne.
— Podniecasz mnie, Nick… — wyznał cicho. Wiedział, że to też było ważne. Bo sam chciał nie tylko czuć, że Nicholas go kocha, ale też, że go… pożąda.
— Ty mnie też. Jesteś… piękny — odważył się na komplement, mentalnie trzymając kciuki, żeby Maverick nie uznał tego za kłamstwo, czy jego czcze słowa. Mimo że tak wiele dziś powiedzieli, nadal miał wrażenie, że stąpają po grząskim gruncie.
Ze strachem ujrzał cień zawahania w piwnych oczach ukochanego, ale zaraz to spojrzenie zmiękło, a mężczyzna bardziej się do niego przytulił.
— Już pragnę jutra… Mieć całego ciebie — powiedział pomiędzy kolejnymi cmoknięciami. — Tęsknię do tej bliskości.
Nick zamruczał potakująco. A kiedy powoli znowu atmosfera się uspokajała, przypominał sobie, że nie są sami w tym domu.
— Więc… może się połóżmy?
— Mhm… — Maverick znów go pocałował, ale udało mu się w końcu pokonać opory i odsunąć się.
Bał się, że Nicholas nie pozwoli się znów dotknąć, gdy raz się od siebie odlepią. Strzepał z łóżka pierze, które na nim zostały i położył się. Z nadzieją, że ukochany nie położy się plecami do niego. Nick jednak nie zrobił tego. Zamiast tego położył się na swojej lewej, protetycznej części ciała, żeby być przodem do Mavericka, a swoje niedoskonałości chować za pościelą.
— Na pewno nas słyszeli. Naszą… kłótnię — szepnął, kiedy już obaj byli do siebie przodem, a on sam położył dłoń na talii Mavericka.
— I miejmy nadzieję, że się do tego nie odniosą — odmruknął Zwierzak, samemu sięgając ręką do jego ciała, pod pościelą i wierzchem dłoni pogłaskał jego twardy brzuch.
Nick wstrzymał powietrze. Miał nadzieję, że ukochany nie dotknie żadnej z jego blizn.
— Wtedy przekonają się, że tylko ty masz specjalne względy.
Po tym komentarzu na ustach Mavericka pojawił się delikatny uśmiech. A potem te usta znów go cmoknęły.
— Niech się boją… Ale chodźmy spać, Nick — pospieszył go, bo pragnął jutrzejszego dnia sam na sam ze swoim ukochanym. Tak samo jak bał się go, bo nie wykluczał, że generał jednak postanowi przemilczeć to, co dziś sobie powiedzieli i znów się oddalą.
Nicholas zamruczał potakująco. Nie mógł jednak się uspokoić przez dłoń na ciele. Chwycił ją więc swoją, przyłożył do ust i krótko pocałował. Zaraz też wsunął swoje palce pomiędzy jego.
— Kocham cię.
— I ja ciebie — odpowiedział cicho Maverick, ściskając palce. Oddałby bardzo wiele, by każdej nocy tak zasypiać.

***

William spał w najlepsze, mimo że dobiegały do niego dźwięki krzątania się. Był utulony wygodnym posłaniem, ciepłem dobiegającym z kominka i dobrym seksem. Co innego w przypadku Jeffersona, który co prawda może spał trochę lepiej tej nocy, ale znów obudził się nieznośnie wcześnie i nie mógł zasnąć. Leżał więc samotnie, słysząc z przedpokoju Mavericka, który chwilę rozmawiał z Nicholasem, a potem wyszedł z domu. Jefferson słuchał dalej, aż znów drzwi nie trzasnęły i do salonu wszedł Zwierzak, by przejść do kuchni. Widząc, że Jefferson i William leżą objęci, nie okazał żadnej reakcji, ale spostrzegłszy, że ten pierwszy już nie śpi, skinął mu głową. Sam był już w pełni ubrany.
— Dobry — mruknął.
— Dobry — odpowiedział Jefferson, czując zmęczenie po nocy, bo nie mógł powiedzieć, żeby się wyspał. Spojrzał na Williama i znowu na Mavericka. — Pomóc ci w czymś?
— Nie trzeba. Ale zbierzcie się niedługo. Pojedziecie do miasta razem, nadać telegram — odpowiedział Zwierzak, przystając w progu kuchni.
William przytulony do Jeffersona tylko trochę się poruszył.
— Razem? — spytał z zaciekawieniem Ranger. — Poza telegramem, mamy coś jeszcze załatwić? Bo tak, spokojnie poradziłbym sobie sam.
— Will może będzie chciał jakieś medykamenty… — mruknął Maverick z małym przekonaniem, ale upewniwszy się, że lekarz dalej śpi, dodał w końcu ciężkim głosem, ale z nadzieją: — Wczoraj udało nam się z Nickiem porozmawiać… Potrzebujemy dla siebie tego dnia.
Jefferson uniósł wyżej brwi. Znowu spojrzał na Williama.
— W takim razie pojedziemy obaj z tym telegramem — odparł i trochę się ucieszył, że te odgłosy kłótni, które słyszał w nocy, bo nie mógł spać, nie były jednak czymś złym, a skończyły się pozytywnie.
Maverick przytaknął i zniknął w kuchni. Tymczasem mężczyzna u boku Rangera mruknął coś i przesunął dłonią po jego ciele. Chyba przez sen, ale ręka zmierzała do rejonów, których nie powinno się macać, gdy ktoś inny jest za ścianą. Młodszy mężczyzna więc także sięgnął w dół i złapał jego nadgarstek. Przełożył dłoń lekarza na swoją klatkę piersiową.
— William… budź się.
— Nn… — Odpowiedziało mu ciche mruknięcie, a potem jedyne oko mężczyzny otworzyły się. — Jeff.
— Mhm, wstawaj. Musimy jechać do miasta.
— Do miasta? — zdziwił się lekarz, rozbudzając się bardziej. Podniósł się i szybko sięgnął po opaskę, która leżała obok na stoliku.
— Tak, dlatego się zbieraj. — Jefferson także się podniósł, skoro lekarz już na nim nie leżał. Poczuł się jakiś nerwowy, ale zaciśnięcie pięści pomogło mu to uspokoić. Wstał z łóżka.
— Czy to bezpieczne? — zapytał William, wiążąc opaskę na głowie.
— Tak. Nie pojedziecie do Davenport, tylko do mniejszej mieściny cztery godziny drogi stąd — odpowiedział mu już Maverick, gdy wyszedł z kuchni z tacą z dzbanem i kilkoma kubkami.
Ranger wskazał go i spojrzał wymownie na Williama, jakby mówił „widzisz, nie ma czym się przejmować”. Zaczął się ubierać, bo chciał napić się tego, co przyniósł gospodarz.
— A gdzie w ogóle jest generał?
— Poszedł do koni, napoić je — wyjaśnił Zwierzak i postawił tacę na stoliku. Były tam zioła, które trzeba było tylko zalać wrzątkiem, a obok pajdy chleba i ser.
— Jedziemy sami? — dopytywał William swojego partnera, również się podnosząc, żeby poszukać swoich ubrań. I mimowolnie zerknął na Rangera, półnagiego i seksownego. Chciał powtórki z poprzedniej nocy.
— Tak. Zrobisz przy okazji zakupy. Ja nie wiedziałbym, co brać — odparł ten i zaczął zasłaniać ubraniami ciało, na które gapił się William. Taka strata.
Dopiero, kiedy większość skóry została zasłonięta ubraniami, William sam się zorientował, że jest półnagi. Poszedł więc jego śladem. Maverick tymczasem wyszedł z pokoju, żeby wrócić po chwili z kartką zwiniętą na kilka części. Usiadł na fotelu przy stoliku i podsunął ją do dwójki rozmówców.
— Tu jest telegram. Pilnujcie tego jak własnego życia.
Jefferson zabrał ją i schował do małej, wewnętrznej kieszonki w kamizelce, którą zaraz zapiął.
— Oczywiście — zgodził się i sięgnął po jedzenie. Był głodny.
Gdy William do nich dołączył, także się poczęstował. Maverick z kolei napił się, a potem jeszcze z szafki nieopodal wyciągnął mapę i rozłożył ją na skrawku stolika. Pokazał ją bardziej Rangerowi niż Williamowi.
— Jesteśmy tutaj. Na wschód mamy Davenport, ale nie pojedziecie tą ścieżką. Tu — pokazał miejsce na południe od kropki oznaczającej ranczo — jest nieduża mieścina, z której można wysłać telegram, zakupić potrzebne rzeczy i pozostać niezauważonym. Tylko omińcie ten stawik. — Wskazał niebieską plamkę. — Pojedźcie tą drogą naokoło, bo przy zbiorniku zbierają się małe haniki. Są niegroźne w samotności, ale poruszają się stadnie i ich szybkość w połączeniu z toksyczną śliną nie będzie miłym doznaniem.
Jefferson uśmiechnął się, a William skrzywił.
— To pożyczymy dla Willa strzelbę, to może przy okazji, jakby jakiś się zaplątał nie tam, gdzie powinien, potrenuje strzelanie. Jak mamy na wypad do miasta cały dzień. — Spojrzał od razu na lekarza, zapamiętując też szybko, jak mają jechać.
— Ale chcę wziąć też mój rewolwer. Z niego już przynajmniej muskam ramiona Azjatów… — odpowiedział William z ciężkim westchnieniem, a Maverick popatrzył na niego pytająco. Nie skomentował jednak tego dziwnego zdania.
— Typowa broń na pewno sobie z hanikami poradzi. Postarajcie się jednak być z powrotem przed zachodem.
— Nie omieszkamy. Twój pupil chyba jeszcze nas w pełni nie zaakceptował, a nie chcemy, żeby nas pomylił z jedzeniem — prychnął Jefferson i znowu pochylił się nad mapą, żeby upewnić się, czy wszystko dobrze pamięta. — To jak zjemy, ruszamy.
Maverick przytaknął i ogrzał dłonie na kubku z ziołami, a dwójka towarzyszy, która miała niebawem wyjechać, zabrała się żywiej za śniadanie. I już dwadzieścia minut później Jefferson wyprowadzał ze stajni osiodłane konie, a dwaj byli członkowie Boosy stali przed gankiem, żeby ich pożegnać. Flap również wrócił nad ranem, a teraz stał na dachu stodoły, popatrując w dół ospałym wzrokiem i poskrzekując co jakiś czas.
— Gdybyście poczuli, że ktoś was śledzi, zostańcie w mieście. Nie sprowadzajcie tu ogona — przestrzegł ich Maverick. — Pojedziemy po was z rana.
— Nie róbcie głupich rzeczy — dodał Nicholas, stojąc obok Mavericka. Musiał jeszcze zjeść, bo zajął się z samego rana zwierzętami. Chciał, żeby ich goście już pojechali.
— Jasne! — Jefferson machnął im ręką i ruszył wąską ścieżką, która prowadziła z rancza na południe. Musiała być rzadko uczęszczana, bo dalej powoli nikła.
William mniej pewnie poszedł jego śladem, a Maverick skrzywił się, gdy ujrzał, jak pokracznie wsiada na Pigmenta, podskakując na ziemi kilka razy. Ale wreszcie sylwetki młodych mężczyzn zaczęły maleć, więc odważył się spojrzeć na swojego partnera i spróbować ocenić, w jakim jest nastroju. Wydawał się spokojny. Na tyle, na ile może być spokojny ktoś, kto puszcza z ważnym zadaniem kogoś, komu nie do końca wierzy w kwestii przypadkowego zrobienia sobie krzywdy w drodze.
— Mam nadzieję, że nie będę musiał ponownie po nich jechać…
— Ja także. Ale myślę, że te rejony są bezpieczne. Nikt nie wie o naszym ranczu… poza Jess — powiedział na koniec poważniej Maverick, bo od samego początku, gdy dowiedzieli się, że siostra generała jest po drugiej stronie, obawiali się o nagły atak. Nie mogli zrozumieć, dlaczego jeszcze nie nadszedł, ale świadomość, że Wściekła Jess znała lokalizację ich kryjówki, nie pozwalała im zasnąć.
— Kurwa… — zaklął Nicholas. — Ale wysłała ten list — dodał i spojrzał na partnera. Nie rozumiał zachowania siostry. Było nielogiczne. Chciała zabić Jeffersona, ale jednocześnie jego przed tym ostrzegła.
— Myślę, że opcje są dwie. Pierwsza, która ci się nie spodoba… — zaczął Maverick spokojnie, ale poważnie, a przy tym naciągnął kapelusz na czoło, bo słońce unoszące się nad horyzont mocno go oślepiało — że Jess się z nami drażni. Że z jakiegoś powodu jej odbiło i teraz wielką radość sprawia jej mieszanie nam w głowach.
Nicholas faktycznie nie był zachwycony z tej opcji, ale widział ją jako jedną z możliwych. Jess nie była nazywana Wściekłą bez przyczyny. Miała wybuchowy charakter, podobnie jak on. Nie było czego ukrywać.
— A druga? — spytał z nikłą nadzieją na jakieś pocieszenie.
— Druga, że działa na dwa fronty. Z własnej głupoty czy innych pobudek wpakowała się w tę sprawę i próbuje sama przeżyć i równocześnie ostrzec nas wszystkich.
Generał krótko i gorzko się zaśmiał.
— Chciałbym w to wierzyć, ale bardziej pasuje mi do niej opcja, że czuje się tak pewnie, że chce nas sprawdzić. Zawsze była pyszałkowata, ale wolałbym nie stawać z nią oko w oko. Straciłbym swoje szybciej niż trwa mrugnięcie nim.
— Jest niebezpieczna… I to mnie martwi — przyznał Maverick, po czym jeszcze raz rzucił spojrzeniem na horyzont.
Jeffersona i Williama już nie było widać. Ziemia była mokra po wczorajszym deszczu, ale na szczęście teraz niebo było puste od chmur. Liczył, że tak zostanie do końca dnia.
— Chodź. Zjesz śniadanie — zwrócił się w końcu do swojego partnera.

18 thoughts on “Across The Cursed Lands III – 14 – Szansa na porozumienie

  1. Shivunia pisze:

    Tigram >> i jeszcze raz zbiorczo XD Idziesz jak burza. Dzięki od razu z gory za błędy.
    William w tej części trochę się zmienił jak sama zauważyłaś. Faktycznie droga wyciągnęła z niego to czego na samym początku nie było widać. Jak czytasz całość to pewnie jeszcze bardziej to widać. Zresztą, widać jak cie wciągnęło skoro nie ma marudzenia że nie ma seksu. Zresztą, mało go ostatnio. W ATCL zresztą chyba mocno skupiamy sie na fabule i na uczuciach. CHYBA wychodzi skoro dajesz się porwać emocją. I też przypuszczeniom. Bo jeszcze kilka tajemnic trzymamy w rękawie. Jeszcze kilka rzeczy wyniknie, które były już wspomniane ale nie wyjaśnione. Budowanie napięcia. Mamy nadzieje że jakoę to wychodzi. Przynajmniej próbujemy.
    Miłego dalszego czytania ;)

  2. TigramIngrow pisze:

    „nie były jednak czymś zły, ”
    Ojej… Popłakałam się. W końcu udalo się im odbyć te rozmowę. Miód na moje skolatane serce. Kuuurcze, zostalo mi już niecałe 20 rozdziałów…

  3. Katka pisze:

    Kaczuch_A, hahaha, tak, to taki szok dla nich dowiedzieć się, że ten drugi go kocha XD No cóż… ślepota ogólnie to chyba cywilizacyjna choroba ;) A czy to będzie przełom, czy nie… no cóż, trudno powiedzieć, bo jednak oni są mistrzami w robieniu kroku w tył… I jak chociaż jeden nie pójdzie wyjątkowo do przodu, to nic z tego nie będzie… Zobaczymy, zobaczymy :)

  4. kaczuch_A pisze:

    Smeksów nie było, ale bardzo mnie rozczulił ten rozdział. Lubię tą dwójkę i cieszę się, że w końcu doszli do jakiegoś porozumienia i co nieco sobie wyjaśnili tak, tak w dalszym ciągu się kochacie. Brawo, odkryliście Amerykę~! Mam nadzieję, że ta sytuacje będzie stanowiła jakiś przełom, a nie że znowu wrócą do tego co było, mam nadzieję. Mam nadzieję, że z Jeffem nic się nie będzie działo poważnego, nie chcę dramy za dużo.

    Weny~!

  5. Katka pisze:

    Luana, nooo, zarówno oni już długo wobec siebie byli nie tacy, jak powinni, ale i Wy, jako czytelnicy, od początku doświadczaliście tego nieporozumienia. Ale jak widzisz, pierwszy krok zrobili. Żeby tylko kolejnych nie zepsuli! Haha i dokładnie tak, zgadzam się, że czasem jednak prosty i szczery przekaz jest najlepszy XD i my dziękujemy za komentarz! ;)

  6. Luana pisze:

    Zakochałam się w kolejnym rozdziale. W dodatku powzruszałam się. Nareszcie ze sobą porozmawiali i mam nadzieję, że to nie koniec porozumienia. Oni są kochającą się parą i smutno jest, kiedy obaj są tacy jacy byli dotąd wobec siebie. Aż się płakać chciało.
    „Wczoraj udało nam się z Nickiem porozmawiać… Potrzebujemy dla siebie tego dnia.” Tak powinno być. Powiedziane prosto, szczerze, bez kręcenia, szukania wymówek. I Jeff już wie co ma robić. :D
    Dziękuję za kolejny rozdział tego uwielbianego przeze mnie tekstu. :D
    Pozdrawiam.

  7. Katka pisze:

    Aeneryss, też bym zobaczyła tę scenkę uwiecznioną :) A co do wrzucania nieskończonego – tak, tu jest zawsze ryzyko, że by się dało nie skończyć. Bo wiele zależy też od weny. Ale przyznam, że jakbyśmy do szuflady tylko pisały, to by było większe ryzyko. Bo dzięki stronie, mamy świadomość, że „musimy” skończyć, no i jednak pisanie we dwójkę znacznie bardziej pobudza, niż pisanie samemu :) Nawzajem się nakręcamy, więc nie ma spiny aż takiej. Ale wena jest kapryśna, dlatego musimy mieć zapas, bo bywa i tak, że kompletnie nam się nie chce pisać jakiegoś opowiadania XD Haha, no i mega się cieszę, że tak nasze opowiadania dobrze działają :D Mamy MEGA zaciesz :D Jesteśmy spełnione :)

  8. Aeneryss pisze:

    Katka, żałuję, że nie umiem rysować, bo ta scena jest zdecydowanie godna uwiecznienia xD
    I dzięki za odpowiedź, dokładnie o to mi chodziło :) Podziwiam was bardzo, bo ja nie wiem czy ryzykowałabym wrzucanie czegoś nieskończonego, bo to jednak wymaga jakiegoś samozaparcia, żeby pisać to dalej. Ale ciesze się bardzo, że to robiecie. Nawet nie wiesz jak bardzo nowe rozdziały poprawiają humor :)

  9. Katka pisze:

    Levi, awww, jakie wzruszenie! :D To słodkie. Serio, dla nas, jako autorek, to mega komplement, że możemy tekstem wywołać takie emocje. I fajnie, że nazwałaś to początkiem zmian. Bo u nich na pewno nie będzie to jeden, duży przełom, a muszą sobie wypracować na nowo bliskość i porozumienie. Ale już jeden kroczek zrobiony. Teraz muszą mieć odwagę robić kolejne. A zwrot akcji na pewno będzie :D Nie powiem kiedy, ale tak, sielanka nie może trwać zbyt długo. Dziękujemy bardzo za życzenia weny i czasu! :D

    Aeneryss, haha, taaa, „typowi faceci”. Ogólnie spory tu problem z porozumieniem, ale jak widzisz, już jest trooochę lepiej ;) Ale Twoja wizja z Jess… hahahahha, genialna! Sama zobaczyłam jej minę i to „znooowu?”. Biedna :D Może dzięki temu własnie jeszcze jej na ranczu nie ma, bo haha boi się, co mogłaby zobaczyć XD W każdym razie fajnie poczytać kolejna teorię odnośnie tego, dlaczego Jess jest po ciemnej strony mocy. Teoria prawdopodobna. Czy prawdziwa, to się okaże :D
    A co do pytań… Hm, spróbuję jakoś odpowiedzieć, ale nie wiem, czy dobrze je zrozumiałam. Bo pytasz, „czy macie całe opowiadanie gotowe na dysku” – bo z tym bywa różnie. Np. No Exit było całe napisane, kiedy zaczynałyśmy je wrzucać. Ale np. PD jest cały czas pisane, a my staramy się utrzymywac tak minimum 100 stron zapasu, żeby np. w razie nagłego braku czasu, był zapas na wrzucanie rozdziałów. Ale nie ma za rozróżnienia na główną fabułę czy pomniejsze rozdziały, bo jedno się z drugim przeplata. A np. ATCL piszemy jeszcze na bieżąco, mamy własnie jakieś 100 stron zapasu napisanego tekstu, ale cały plan już jest, więc to nie tak, że wymyślamy na bieżąco, co się może wydarzyć. tak bywa często przy obyczajówkach XD Kiedy postacie zyją własnym życiem i co się stanie, to wielka niewiadoma XD przy ATCL wiele planujemy. Ale nie wiem, czy dobrze odpowiedziałam na Twoje pytania. Jak coś, to pytaj :) Chętnie odpowiem :)

  10. Aeneryss pisze:

    W KOŃCU. Typowi faceci… jak już sobie coś wyjaśniać to wrzaskami i kłótnią, bo po co spokojnie rozmawiać. (To już drugie opowiadanie, które czytam w ciągu dwóch dni z tym elementem… chociaż tutaj skończyło się zdecydowanie lepiej. W Zejdź na ziemię było mocno gorzej i dobrze, że tutaj nie skończyło się tak samo). Ale cóż, ważne, że wyjaśnili wszystko. Przynajmniej się nie pobili, bo to by się mogło źle skończyć. Mam nadzieję, że ten dzień wykorzystają dobrze i obejdzie się bez nowych kłótni albo innych okoliczności typu atak czegoś lub kogoś dziwnego. (oczami wyobraźni widzę jak w końcu lądują w łóżku a przez okno wpada Jess z tryumfującą miną pod tytułem „Ha! Nie spodziewałeś się mnie tutaj braciszku” po czym jej wzrok pada na nich, tryumf zmienia się w obrzydzenie i z totalną rezygnacją, „Cholera, jasna, znowu to?!” wychodzi. Nie wiem czemu to mnie tak bawi xD)
    A wracając do Jess… mam wrażenie, że jak dowiedziała się o gustach swojego brata to trochę nią wstrząsnęło i dlatego dołączyłą do „tych złych”, po czym uświadomiła sobie, że to był błąd ale z jakiegoś powodu nie może odejsć stąd ten list…. Mam szczerą nadzieję, że mam chociaż trochę racji, bo byłoby smutno gdyby po prostu była zła. Konfrontacje brat vs. siostra są ciekawe o ile nie mogą skończyć się smiercią wszystkich, któych się lubi

    I mam jedno pytanie na koniec. Jeśli już kiedyś na nie odpowiadałyście to przepraszam. Jak u was jest ze stanem pisania opowiadań? Macie na przykład główny zarys fabuły ale rozdziały piszenie na bieżąco, czy macie kilka rozdziałów zawsze gotowych ale resztę fabuły w miarę luźną, czy macie całe opowiadanie gotowe na dysku, czy wszystko zależy od tytułu i z każdym jest inaczej?

    Pozdrawiam i weny życzę (i uzbierania pieniędzy na życie od wiernych fanów ;) )

    Ps. Nie zabijajcie Jeffa ;-; (stan jego zdrowia jest mocno niepokojący w tym momencie)

  11. Levi pisze:

    Początek był piękny, aż mi się łezka w oku zakręciła. Stałam wczoraj rano na przystanku i musiałam sobie oczy wachlować XD żeby nie poleciały łzy i mi się makijaż nie zepsuł. Od dawna czekałam na taką rozmowę między Mavem i Nickiem. Owszem, mają jeszcze sobie dużo rzeczy do wyjaśnienia i omówienia, ale taki początek zmian jest super. Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale pójdą następny krok na przód, zasługują na szczęśliwy związek. Tak samo zresztą jak Jeff i nasz kochany erotoman Will ^.^
    Coś czuję, że w następnym rozdziale, ale za dwa rozdziały będzie jakiś zwrot akcji bo ostatnio było u nich zbyt spokojnie, bez żadnych nowych wiadomości czy odwiedzin z zewnątrz. Teraz jak młodsza parka wyjechała do miasta to może coś tam będzie się dziać.
    Życzę dużo, dużo weny i wolnego czasu na pisanie. :*

  12. Katka pisze:

    Renka, PIĘKNE porównanie XD Tak bardzo prawdziwe XD Spokojnie można by zrobić z tego taki obrazek-parodię ich związku!

    Kasia, haha, tak, tak się wszyscy zastanawiali, co to za dźwięk XD i się okazało, że to jednak nie kończyna Nicholasa przy ruchach frykcyjnych, hehe. A i zgadzam się, że taka zazdrość była słodka. Bo niektóre zazdrości potrafią być straszne XD ale chyba im trochę się przyda takiej lekkiej zazdrości. Byle tego opatrznie nie rozumieli… No i szczerość im dobrze robi, jak widzisz. Zobaczymy czy to zepsują w następnym rozdziale, czy jednak zrobili jakiś krok do przodu.

    Kyna, mam nadzieje, że matura poszła dobrze! Trzymamy kciuki za dobre wyniki! No i widzę, że głupawy humor się udziela co jest mi szczególnie blisko, bo zawsze po mocnym stresie reaguję nieopanowanym śmiechem. Dzięki za komentarz i cieszy nas, że się podobało!

    Yaoistka, hehehe, spoko, my mamy to uczucie zawsze, jak jakieś nasze postacie się nie dogadują, ale cóż, one czasem żyją własnym życiem i nie da się nic poradzić na ich nieporozumienia. Ale ile emocji przy tym XD A czytanie wielu rozdziałów na raz to na pewno luksus. Szczególnie w przypadku tego opowiadania! Ale teraz musisz cierpieć XD Dzięki za komcia!

    O., póki jest to zazdrość, a nie zaborczość, to jak najbardziej jest to pożądany element w związku :D Jest to jakieś okazanie, ze wciąż kocha się i pragnie swojej drugiej połówki. I oczywiście, że libido nie robi z Willusia złego człowieka. Toż to kochany doktorek, który po prostu lubi dużo ruchać XD

  13. O. pisze:

    Haha blisko byłam, że to nie o seks chodziło :D I jakie skwitowanie Willa, to że się wszystkim podnieca to nie oznacza, że jest złym czy chorym człowiekiem ;D Nieco zazdrości jeszcze żadnemu związku nie zaszkodziło ;)

  14. Yaoistka^^ pisze:

    Mrrrr… Jakie piękne urozmaicenie dnia w pracy *.* …ykhym… Nawet nie wiem co napisac. Czasami mam ochote tych facetów Nicka i Zwierzaka wziąc za fraki i potrząsnąć jednak w końcu ze sobą pogodali i mam nadzieje że będą wiecej sobie uczucia okazywać :)
    Uwielbiam te opowiadania i nie jestem smutna że później je dorwałam. Buhehe :p miałam cudne chwile na czytaniu wielu rozdziałów i nie denerwowałam sie tak mocno jak rozdział był zakańczany bardzo niepewnymi sprawami. Jednak myśle że teraz znów osiwieje. XD w takim momenie? Chciałam macanko X3
    Weny i ściskam mocno!
    PS: Tęsknie za FDTS :(

  15. Kyna pisze:

    No nareszcie gamonie się chyba zaczęły dogadywać xD Przynajmniej pierwszą rozmowę mają za sobą… Oby tak dalej! A przy fragmencie „nie mam ręki ani nogi” zaczęłam wierszyki układać haha „nie mam ręki ani nogi / swoje zęby zbieram z drogi / mego ciała nikt nie szuka / a przy rowie jest kostucha”… taki mam właśnie humor po maturach O.o
    Tym optymistycznym akcentem… zakończmy.
    Pozdrawiam!

  16. Kasia pisze:

    Tajemnica nocnego hałasu rozwiązana! Co prawda nie na takie wytłumaczenie liczyłam, ale coś dobrego z tego wyszło :) W końcu powiedzieli sobie wzajemnie co im leży na sercu, już myślałam że to nigdy nie nastąpi. Aż mi się łezka w oku zakręciła ☺Choć na początku było całkiem śmiesznie, kiedy zastanawiali się co robią ich goście i jaką rolę przyjęli. I tu generał mnie zdziwił, wychodzi na to że jest dobrym obserwatorem 😉 Ich zazdrość była przesłodka, to ty uważasz że Jeff jest przystojny, to ty z nim spędzasz czas, ale ty miałeś większą sposobność do tego, hehe – słodziaki 😀I jak sobie wykombinowali że się pozbędą młodszej pary. Prawie się nie udało, ale Mav postawił na szczerość i zostali sami. Oby ta szczerość go nie opuściła w kontaktach z Nickiem.
    Znowu zaniepokoiłyście mnie stanem zdrowia Jeffa, i jeszcze dołożyłyście Jess… Czuje się jak by to był taki spokój przed burzą.
    Dziękuję bardzo i ślę buziaki 😘

  17. Renka pisze:

    Widzę Mavericka i Nicolasa jako takie stereotypowe stare małżeństwo, jedno siedzi w bokserkach i podkoszulku przy stole żrąc tosty a drugie w kapciach i takiej koszmarnej koszuli nocnej w kwiatki awanturuje się, że drugie już go nie kocha. XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s