Project Dozen – 64 – Być bardziej gejem

Niebieskie oczy nastolatka skierowane były na przednią szybę samochodu, na którą powoli opadały duże płatki śniegu. Było go coraz więcej i już kilkoro uczniów Brockett High School zdążyło ulepić kilka bałwanów. Tomas nie miał do tego weny, a na pewno nie dzisiaj, kiedy to podczas wszystkich zajęć myślał o tej niefortunnej rozmowie z Kevinem na korytarzu. Przez nią cały czas miał wrażenie, że wszyscy na niego patrzą. Że wiedzą.
O mało nie dostał zawału, kiedy usłyszał pukanie w okno samochodu. Nie zdążył nic zrobić, gdy drzwi się otworzyły i na fotel obok usiadł jego chłopak.
— Hej, żyjesz?
— Czołem. — Uśmiechnął się na jego widok. — Mhm. Żyję. A ty? Ale pada, nie? — spróbował luźno zacząć rozmowę, mimo że był potwornie spięty.
— Mhm, rozpadało się. Nie lubię. — Woody stęknął z niezadowoleniem z takiej pogody. Wolał lato. Zimą był skazany na innych, jeśli chodziło o poruszanie się gdziekolwiek. — A pytam czy żyjesz, bo ta akcja przed biologią była ostro niefajna.
— Nom… Była słaba. Trochę myślałem o tym, czemu Kevin to powiedział. I wiesz co? On zawsze był trochę anty homo i niby można by pomyśleć, że tak palnął, bo tak. Ale… wcale nie jestem pewien… — Blondyn wydął wargi. — Bo tak mówił, jakby nie tylko on widział mnie z Julesem.
— Ale co w ogóle jest złego w tym, że widział cię z Julesem? Możecie się przecież znać. Tommy, błagam nie mów mi nawet, że nie widywałbyś się ze mną w szkole, jakbym był out — odparł Woody, starając się być racjonalnym, ale nie mogli być śmieszni.
— Nie… Ale on tak to powiedział, jakby to było jakieś straszne! Wcale nie uważam, że widywanie się z Julesem jest złe, ale to nie chodzi o to, jak ja na to patrzę, czy ty, tylko wszyscy inni! — uniósł się jego rozmówca i przeczesał swoją jasną grzywkę palcami, burząc sobie przez to fryzurę. — Staram się dobrze uczyć, mieć kumpli i żadnych konfliktów, a tu mi zaraz taki Kevin czy ktoś wyleci, że jestem homo i mam przejebane!
Woody zamyślił się nad tym, co usłyszał i jak na to odpowiedzieć.
— No dobra, ale inaczej. Czy Jules ma przejabane?
Tomas skrzywił się.
— Nie znasz jego rodziców.
— No nie znam, ale jego rodziców nie ma w szkole.
— Oj, Woody, myślisz, że by się nie dowiedzieli? Też mają fejsa — mruknął Tomas i opadł głową na podłokietnik. — A Jules nie ma przejebane, bo to Jules. On jest inny.
Woody z tym akurat nie miał co się spierać. Jules był inny, on sam w życiu nie wystąpiłby przed kamerą tak chętnie, jak on to robił. A już na pewno nie wpół nagi.
— Ale to w takim razie chodzi o Kevina i jemu podobnych, czy o twoich rodziców?
— I to, i to…
— A o co bardziej?
Nad tym Tomas musiał się lepiej zastanowić, bo właściwie nie wiedział. A jego samochód był coraz bardziej zasypywany przez śnieg. Z jakiegoś powodu mu to pasowało. Czuł się bardziej odizolowany z Woodym. Niewidoczny dla innych.
— Chyba o rodziców… — mruknął w końcu. — Boję się, co powiedzą, jak się dowiedzą. Jestem ich jedynym dzieckiem i… mama by chciała wnuki, a tata… no, on jest sam taki macho, że ja pieprzę…
— Wiesz, moja mama też by chciała mieć wnuki, ale… no, w sumie może je mieć. Trochę już to się zmienia, Tomas, za to nie palą na stosie, warto byłoby więc pomyśleć, bo nie zawsze można mieć dwie rzeczy, które się wzajemnie wykluczają — mruknął Woody i, że powoli robiło się przez ich oddechy cieplej w aucie, rozpiął kurtkę i rozwiązał szalik.
— Nom, niby nie, ale trudno zmienić komuś podejście. Nie wiem… A w ogóle co miałeś napisane na tej koszulce? — Tomas nagle zmienił temat, bo przypomniał sobie, że brawurowe wejście Kevina głównie dotyczyło nowej koszulki Woody’ego.
— Że dyrektor to pała. Po rosyjsku, do zadania — wyjaśnił zwięźle, na razie dając odetchnąć Tomasowi od trudnego dla niego tematu.
Ten zaśmiał się.
— Ale czad. I nikt się nie połapał?
— Jak widzisz. Poza Kevinem, który nie rozróżnia alfabetów, nikt nawet nie zwrócił szczególnej uwagi.
— Ale zaliczą ci to, mam nadzieję — zaniepokoił się Tomas i pogłaskał jego udo. — I wiesz? Super, że razem uczestniczymy w projekcie i że się poznaliśmy tak w ogóle… Bo jak wcześniej cię widywałem, to normalnie jak jakiś Nameczanin czy inny Chiss… taki no z innej planety byłeś, nieosiągalny. I teraz taki się sam fajny czuję, jak jestem twoim chłopakiem.
Woody zaciekawił się i uśmiechnął. Miło mu się robiło, chociaż komplementy Tomasa jak zawsze były specyficzne.
— Tak? Aż tylko boję się spytać, jak te obce rasy wyglądają.
— Eee… — Tomas zaśmiał się i zlustrował go. — Nie, nie jak ty! Są zielone i niebieskie, hahaha, ale taki przykład rzuciłem, że… no, że byłeś taki obcy. Bo się w sumie z Treyem trzymacie w takiej specyficznej grupie, jakbyście istnieli gdzieś obok. I w ogóle jesteś taki zajebisty z matmy. Szacun — dodał poważnie, kiwając głową. — Jakbym to wcześniej wiedział, już dawno bym cię zarwał! — zażartował.
— Bo kręci cię matma? — Woody lekko sobie z niego zakpił. Trochę musiał go pomęczyć. — Ale nie no, rozumiem. Z Treyem raczej trzymamy się trochę na uboczu. To tak wychodzi. Ale zaręczam i zresztą widzisz, że całkiem z tej planety jestem.
— Nom… Ale wiesz co? — Drugi chłopak lekko się uśmiechnął, trochę speszony tym, co chciał powiedzieć. — Wydajesz mi się czasem jakby starszy. Bo jakoś tak ogarniasz… Czasem by mi się przydał twój mózg.
Woody się uśmiechnął i wychylił do Tomasa. Pocałował go najpierw w policzek, a potem okręcił mu twarz i cmoknął w usta.
— To mój mózg mówi ci, że za bardzo się stresujesz.
Widział w tych niebieskich oczach przed sobą, że choć Tomas starał się zachowywać normalnie, luźno i nawet żartować, to wciąż dominowało nad tym napięcie i obawa.
— A ty… co byś zrobił na moim miejscu?
— Mniej się stresował. Ale ja, jak widzisz, ogólnie średnio się przejmuję czyjąś opinią. Jesteśmy w szkole, za pięć lat maks nikt nas tu nie będzie pamiętał, ani w ogóle poza tymi, z którymi trzymamy kontakt. A rodzice… jeśli boisz się, że się dowiedzą przez fejsa, to spróbowałbym ich jakoś przygotować — zasugerował, bo faktycznie uważał, że tylko o rodziców, jeśli już, powinien się martwić.
— Mm… Pomyślę… — mruknął Tomas, który dostawał wręcz gęsiej skórki na samą myśl o tym, że w szkole miałoby wyjść, że jest gejem. A on zwyczajnie nie chciał być w tym sam. Tak, chyba to też było jego problemem. Ale do tego nie zamierzał się przyznawać. Nawet Woody’emu.
— Pomyśl. Serio. I jak będzie ci jakoś w tym łatwiej, to wiesz przecież, że jestem z tobą, nie? — Drugi chłopak uśmiechnął się do niego pocieszająco, opierając się łokciem o jego fotel i siedząc do niego przodem, na boku.
Tomas popatrzył mu głębiej w oczy i uśmiechnął się.
— Czyli nie zrobiłbyś dyplomatycznego odwrotu i nie olałbyś mnie, gdyby to wyszło…?
— Nie. Mówiłem ci, mi to naprawdę nie robi, czy ktoś wie. Nie miałem zwyczajnie medialnego powodu, jak Jules, żeby się przyznawać — odparł Woody z lekkim wzruszeniem ramion. Naprawdę tak czuł i nie było to powiedziane tylko po to, żeby pokrzepić Tomasa. Jedyny problem, jaki miał, to jak to powiedzieć wszystkim, bo wydawało mu się głupie, żeby jakoś to ogłaszać, ale jakby ktoś spytał, nie zaprzeczyłby.
Dla jego chłopaka było to wręcz nie do zrozumienia. On sam przejmował się potwornie nawet tym, co pomyśli o nim osoba, której nie zna. Choć obawiał się najbardziej właśnie tego, jak zareagują na to jego najbliżsi. Nie chciał być czarną owcą w rodzinie, ale w szkole też nie. Był ciekaw, czy w razie czego Trey też by stanął po ich stronie. Albo czy Jules by go jakoś poparł… No i co by powiedział Colin, z którym wiele czasu spędził na rozmowach o kobiecych postaciach z gier. Coming out wydawał mu się taką drobną rzeczą niosącą wielkie zmiany. I, co najgorsze, nie wiadomo jakie dokładnie.
— Wow… Jesteś serio z innej planety — odpowiedział z krótkim śmiechem i szybko się wychyliwszy, cmoknął go w usta. — Dzięki za wsparcie. Sorry, że… no, komplikuję.
— No trochę, ale nie przejmuj się, każdy ma jakieś swoje mniejsze, czy większe fazy, nie? — odparł cierpliwie Woody i oddał pocałunek. Zaraz potem uśmiechnął się swoimi wąskimi ustami.
— Ty niby jakie masz? Ty się niczym nie stresujesz! — Tomas zaśmiał się, w pewien sposób rozluźniony tą rozmową.
— Wiesz… Czasami się zastanawiam, czy to wszystko to nie pakowanie się na jakąś minę. Chodzi mi o projekt. Wiele już się wydarzyło w tym roku. — Woody wzruszył ramionami trochę beztrosko, patrząc na zaśnieżoną, przednią szybę samochodu.
— Nom… Chociaż to wszystko chyba jest bezpieczne. Prowadzą to profesorowie z uniwersytetów. Ale szkoda, że nie mamy dobrego kontaktu z Sebastianem Mossem. Bo ja jestem ciekaw, czy jego ojciec jest tego wszystkiego taki pewien…
— Myślisz, że mu cokolwiek mówi? Byłoby to dość… nie tego, bo Sebastian stawałby na uprzywilejowanej pozycji.
Tomas wykrzywił usta i spojrzał na swojego chłopaka wymownie.
— A myślisz, że dyrektor Moss nie chce, żeby jego syn spełnił swoje marzenie?
— Myślę, że chce, ale… — Woody znowu wzruszył ramionami i sięgnął do Tomasa. Złapał go za dłoń i pomasował ją palcami. — Myślę, że jednak dyrektor gra czysto. Ale mogę oczywiście się mylić.
— Mam nadzieję, że nie… — odmruknął Tomas, choć myślami przez ten czuły gest był już zupełnie gdzie indziej. Wychylił się więc znowu i delikatnie cmoknął swojego chłopaka w szyję. — Dzięki, że się ze mną tu spotkałeś…
— Spoko — odpowiedział Woody spokojnie i z uśmiechem. — Chcesz się gdzieś przejechać jeszcze?
— Nooo, możemy, jak masz czas. Gdzieś do miasta? Czy… coś porobić? — zapytał Tomas z lekkim rumieńcem, a Woody zaśmiał się krótko.
— A ty jak wolisz? Wiesz, jak do miasta, to właśnie nic nie porobimy.
— Nom. To może na tym zjeździe przed Newcastle? Przed lasem? Byśmy mieli trochę prywatności — zasugerował Tomas. Tak naprawdę cieszył się na to nie tylko dlatego, że chciał pobaraszkować z Woodym, ale zwyczajnie potrzebował trochę kontaktu cielesnego.
— To jedziemy — postanowił drugi chłopak i puścił jego dłoń, a zamiast niej złapał go za udo na krótko.
Mimo że niebawem miało zrobić się ciemno, ruszyli z parkingu, a następnie pokierowali się do Newcastle. Tomas jechał ostrożnie, bo śnieg wciąż gęsto padał i warunki drogowe wcale nie były dobre.
Woody sięgnął po telefon, żeby tylko napisać Treyowi, że będzie później, bo pojechał z Tomasem do miasta. Ten i tak pewnie domyśli się, po co tak naprawdę pojechali.
„Jasne. Dobrego bzykanka. Ale pomożesz mi z matmą, jak wrócisz? :/” — odpisał Trey po chwili, a Woody uśmiechnął się do telefonu i odpisał.
„Jasne. Ale spróbuj sam też, a nie czekaj na mnie. Do spisania.”
— Już jesteśmy — oznajmił Tomas, gdy skręcili w prawo i po chwili dotarli do granicy lasu.
Do miasta stąd było bardzo blisko. Nie byli więc w całkowitej dziczy, choć okolica mogłaby sprawiać takie pozory. Zaparkowali przy skraju drzew.
Woody spojrzał za okno, kiedy tylko jego chłopak zgasił światła samochodu. Duże płatki śniegu nadal padały z nieba, powoli zakrywając pojazd.
— Zrobi się znowu ciemno, jak nas zasypie — zwrócił się do Tomasa i krótko przygryzł dolną wargę.
Drugi nastolatek na ten widok nie potrafił się opanować i odpiąwszy pasy, wychylił się, złapał go za podbródek i pocałował.
— Jesteś taki seksowny — wydyszał.
Woody uśmiechnął się w pocałunek i zaraz złapał Tomasa za kark, żeby go przytrzymać przy sobie. Zamruczał w jego wargi i spróbował sięgnąć pod jego kurtkę. Udało mu się, bo Tomas nie oponował. Mógł więc rzucić ją na tylne siedzenie, razem z jego szalikiem i już mieć przed sobą Tomasa tylko w białej bluzie. Tak, zdecydowanie był to kolor, który mu pasował. Chłopak był taki na swój sposób niewinny, choć Woody wiedział, że… potrafił świntuszyć.
— Chcesz jakoś może położyć siedzenia? — zaproponował mu więc, nie obawiając się, że przesadza, sugerując, żeby zrobili coś niestosownego w samochodzie.
Przez takie otwarte zachowanie i chęci do zabawy Woody’ego Tomas poczuł gorąco w całym ciele, jakby właśnie znalazł się obok Ludzkiej Pochodni.
— Spoko. To… też zdejmij kurtkę, a ja złożę — odpowiedział, cmoknął jeszcze raz swojego chłopaka i pochylił się mocniej do jego fotela, żeby odchylić go do tyłu.
Woody wyprostował się, żeby ściągnąć swoje ubranie i rzucić je na tylne siedzenie, gdzie była też kurtka Tomasa. Zaraz poczuł, że oparcie za jego plecami opada, aż wspiera się skrajnie o tylne siedzenia.
— Już — oznajmił Tomas z szerokim uśmiechem i wsunąwszy dłoń pod koszulkę Woody’ego, na jego nagą skórę, znów wpił się w jego usta.
Drugi chłopak odpowiedział na pieszczotę i też pociągnął blondyna do siebie, odchylając się na plecy na fotelu.
— Mmm… Chodź tu do mnie. Hm?
— Mhm…
Szybko poczuł na sobie ciężar, gdy Tomas przełożył nogę przez jego biodra, jako tako klękając nad nim i pochylając się do kolejnych pocałunków. Był, jak zawsze, bardzo dotykalski, a jego dłonie już wędrowały po brzuchu Woody’ego. Ten postanowił tym razem lepiej wykorzystać jego bliskość i sam wsunął dłonie pod jego jaśniutką bluzę na wyćwiczone na basenie ciało. Pomasował go po bokach, aż w końcu opuszkami palców załaskotał tuż nad skrajem spodni.
Wargi Tomasa ułożyły się w uśmiechu.
— Też masz dzisiaj ochotę, nie? — zamruczał i skubnął wargami ucho swojego chłopaka.
— Na ciebie? Za każdym razem — odpowiedział Woody, patrząc w jasne oczy swojego chłopaka, ciekaw, jak ten będzie reagował, kiedy wsunie mu palce za pasek spodni.
Na razie się nie wzbraniał, nie widząc w tym nic podejrzanego i sam dotykał swojego chłopaka. Koszulkę już podwinął mu na tyle wysoko, by móc dobrać się ustami do jego sutków.
Woody stęknął nisko i z przyjemnością. Jednocześnie bardzo dużo radości sprawiało mu dotykanie pełnych pośladków Tomasa. Wsunął więc dłoń głębiej, ale zaraz musiał ją wysunąć, bo ten miał ciasne spodnie i nie mogło się obyć bez rozpięcia rozporka.
Tomas bardzo cieszył się z takiego tempa. Podniósł się nawet trochę, żeby ułatwić to zadanie Woody’emu, a gdy ten rozpiął mu spodnie, znów opadł na niego i otarł się kroczem o jego krocze. Woody spojrzał mu w oczy, wyciągnął szyję i pocałował go w te całuśne usta. Były takie miękkie… A pośladki Tomasa takie twarde, kiedy wsunął mu dłonie w spodnie i chwycił je.
— Mh…! — Tomas sapnął z zaskoczeniem i popatrzył na niego uważniej. Lekki rumieniec już zagościł na jego policzkach. — Hm…?
— Co? — spytał Woody i pomasował jego pośladki. W końcu jeśli Tomas mógł obmacywać jego, to on chyba też miał pełne prawo do takiego dotykania.
— A no nic… Tak wiesz… że tam mi pchasz ręce — odpowiedział Tomas ze śmiechem, pełen obaw. Ale mimo to dalej delikatnie gładził boki Woody’ego.
— No, pomyślałem, że się odwdzięczę — spróbował zagrać na tę kartę i pomasował go czule pod spodniami, aż też jego palce wskazujące nie przemknęły po rowku blondyna.
Od razu poczuł, jak te wyćwiczone pośladki się spięły. A Tomas… z racji na swój typ urody był już na twarzy cały czerwony.
— Tak? — jęknął z bólem, jakby to była kara. — Woody… Zrobię ci dobrze…
Woody w myślach wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić. Może był przewrażliwiony, ale to już brzmiało dla niego jak jakieś kręcenie. Ścisnął więc trochę mocniej pośladki Tomasa i wychylił się, żeby go pocałować.
— Mmm, to ja ci dobrze zrobię. Chyba też chcesz, co?
— No… Ale rozmawialiśmy o tym, że chyba jeszcze wolałbym poczekać… — tłumaczył się głupio Tomas. Wiedział, że to brzmi słabo i w sumie sam przed sobą nie potrafił do końca powiedzieć, dlaczego tak opiera się przed byciem pasywnym. W jakiś pokrętny sposób kojarzyło mu się to z jakąś manifestacją, że faktycznie jest gejem i już nie da się tego ukryć. Oczywiście logiki w tym nie było, ale obawy tkwiły bardzo głęboko.
Woody popatrzył mu w oczy, po czym odetchnął już jawnie i zabrał dłonie.
— Czyli rozumiem, że w ogóle poczekamy, tak? Bo ja nie muszę czekać, ty już tak. A chyba na samym początku sam mówiłeś, że jesteśmy na równi, czy się mylę? — spytał, starając się nie brzmieć na zirytowanego, ale nawet Trey, który wolał laski, nie miał aż takich uprzedzeń przed analem jak Tomas. A nie chciało mu się wierzyć, żeby Jules zawsze był pasywny.
— Nie wkurzaj się… — mruknął Tomas, czując się głupio. — Jasne, że jesteśmy równi. Zawsze i wszędzie. Przecież i tobie, i mi jest dobrze w seksie… prawda?
— Nie wkurzam się, po prostu czegoś nie chcesz mi powiedzieć. Za każdym razem znajdujesz jakieś kiepskie kłamstwo, że tym razem jednak też, znowu, nie możemy się zamienić. Nie łapię cię zwyczajnie, Tom. Co jest w tym niefajnego dla ciebie, skoro dla mnie jest tak „dobrze”? — zapytał Woody i trzymał przy tym dłonie na biodrach swojego chłopaka, żeby ten nie uciekł. Sam przy tym starał się mówić spokojnie i wyrozumiale, ale i tak już był zbyt cierpliwy, nawet według siebie.
— Bo… będę wtedy bardziej gejem? — palnął cicho Tomas, potwornie czerwony na twarzy, a Woody aż uniósł brwi w niedowierzaniu.
— Czyli… bycie gejem się jakoś stopniuje? I ja jestem bardziej gejem? — spytał, bo wydawało mu się to niedorzeczne, nawet kiedy znał obawy Tomasa odnośnie tego, że ktoś z rodziny i nie tylko się o nim dowie.
— Ee… Nie no… Ja, jak jestem pasywny, to się zawsze jakoś tak czuję… — Tomas mówił coraz ciszej, jakby wstydził się własnych słów. — Jakby po tym wszyscy bardziej widzieli, że jestem homo niż przed… — sam koniec już wyszeptał i niecierpliwie zakręcił się nad ciałem swojego chłopaka. Było mu tym razem gorąco z nerwów, a nie podniecenia.
— Tomas. — Woody złapał go za twarz, żeby ten na niego spojrzał. — Nikt nie wie i nie będzie wiedział, jeśli nikomu nie powiesz. Wmawiasz to sobie, a to cię strasznie blokuje.
Tomas zacisnął zęby i pokiwał głową.
— Wiem… jestem jakiś psychiczny… — wydusił. Wiedział, że coraz bardziej wchodzi w to całe szaleństwo, ale trudno było mu z tym walczyć.
— Nie psychiczny, tylko się nakręcasz. Musisz trochę luźniej do tego podejść. Może pójdziemy gdzieś razem, hm? Z Treyem i Harper? — spróbował zasugerować, żeby pokazać mu, że można spędzić wspólnie czas z chłopakiem nie tylko sam na sam.
Tomas zerknął mu w oczy i przytaknął.
— Mhm… Spoko wodza. Jakby chcieli, to by było fajnie.
— Pewnie by chcieli. Byłoby fajnie. Byś się trochę rozluźnił.
Tomas przytaknął i pochyliwszy się bardziej i oparłszy łokciami po bokach głowy swojego chłopaka, skubnął jego wargi.
— Fajnie, że Treyowi to nie przeszkadza, że jesteś homo…
— Ani że ja jestem, ani że ty jesteś, ani Jules że jest. On go tylko trochę bawi swoim zachowaniem. I uważam, że to nie bycie homo stanowi o tym, że jesteśmy kumplami, tylko to jaki jestem. I takie powinno być normalne podejście. I dużo osób takie ma, serio, Tommy. — Woody odpowiedział na ten lekki pocałunek, a jego dłonie objęły blondyna w pasie.
— Mhm… — ten odmruknął, czując się trochę jak na kazaniu, a tym bardziej kiedy wiedział, że Woody na pewno ma rację. Westchnął ciężko i spojrzał mu z bliska w oczy. — Ale dalej chcemy się bzykać, hm…?
— Jak pszczółki? — spytał drugi chłopak i pogładził go po plecach. Jakoś przez zachowanie Tomasa nie miał aż takiej ochoty na seks, jaką mógłby mieć, ale nadal ten siedział mu na udach. A to był podniecające.
— Nooo, nie wiem, czy jak pszczółki, bo taka D’Vorah może całkiem ostro podchodzić do sprawy — odpowiedział żartobliwie.
— Kto? — spytał Woody, bo nie kojarzył.
— Taka postać z Mortal Kombat X. Jest niezła. Ma owadzie odnóża, a jej imię po chyba grecku albo hebrajsku to osa.
— To z nią wolałbym nie pobzykać — odparł Woody, udając powagę i znowu pociągnął Tomasa do siebie za kark. Pocałował go i nie przestając, znowu sięgnął mu pod koszulkę. Zawsze lubił ciepło drugiego ciała.
Mimo że samochód był już nieźle pokryty śniegiem, w środku było ciepło, więc Tomasowi zupełnie nie przeszkadzało takie rozbieranie. No i nie miał się czego wstydzić. Był dobrze wyćwiczony.
— A ze mną? — zamruczał i pocałował Woody’ego w szyję. — Bzzzzzz…
— Jak komar. Nie kąsaj tylko — ostrzegł go Woody i podciągnął mu bluzę, żeby zdjąć ją do końca. Potem sięgnął do jego spodni, ale już do ich przodu. Mogli sobie strzepać.
Tomas zaśmiał się, ale posłusznie nie kąsał. Całował go tylko, gdzie się dało, ale przy tym też trochę się podniósł, żeby móc jemu też rozpiąć spodnie i pomasować penisa przez bieliznę.
Woody trochę zatęsknił za jego pośladkami, ale na razie nie odrywali się od siebie ustami i dotykali się po kroczach. I tylko stęknął, kiedy Tomas wydobył jego penisa na wierzch. W spodniach było jednak cieplej.
— Ej, to nie zabrzmiało jak „tak mi rób, tak mi dobrze”, tylko jak „schowaj go z powrotem” — zauważył drugi chłopak żartobliwie i szybko pomasował trzymanego penisa.
— Bo musisz go ogrzać. Zaskoczył się, że jest tu jednak nie tak ciepło — wytłumaczył Woody i sam w końcu wyjął członek Tomasa. Zerknął na niego. Był naprawdę całkiem ładny.
— Oj, biedny, zaraz go ogrzeję. Ale mój jest twardy, bo nie boi się chłodu. Wie, że jak to przetrwa, to czeka go coś bardzo dobrego — odpowiedział Tomas z szerokim uśmiechem, wciąż masując członek Woody’ego, żeby go ogrzać i zrobić mu dobrze.
Drugi chłopak tym razem już odetchnął z większą przyjemnością. Oparł też swobodnie głowę o zagłówek fotela i skupił się na odczuwaniu tego, co obaj sobie robili. A pieścili się tak, jak sami lubili i powoli uczyli się, jak druga osoba lubi.
— Kiedyś to musimy zrobić na jakimś… wielkim łóżku — wydyszał Tomas w wargi Woody’ego, gdy podskubywał je co jakiś czas. Nie skupiał się jednak wyłącznie na całowaniu, a bardziej na wzajemnej masturbacji. Dotkliwa jednak była ta mała przestrzeń i marzył o tym, by mieć dla siebie i Woody’ego, i sypialnię z dużym posłaniem, na którym mogliby zmieniać pozycje, kiedy tylko by chcieli.
— Mmm, jest to jakaś opcja. Ale na razie żadne dostępne nie przychodzi mi do głowy — odparł Woody i mocniej nacisnął kciukiem na żołądź Tomasa. Jego twardy penis był tak blisko. W sumie… — Mmm, chodź… chcę objąć je oba — zasugerował, żeby mogli otrzeć penisa o penisa. To była na pewno jedna z fajniejszych rzeczy w seksie. Kiedy czuło się, że jest się w nim z drugą osobą, która się podoba i z którą można zrobić to, co się chce. Woody tylko starał się nie myśleć o oporach Tomasa. Chciał wykorzystać tę chwilę, najbardziej jak tylko mógł.
— Oo… Okej — zgodził się chłopak i puścił jego członek, żeby zmienić pozycję.
Podparł się na siedzeniu za głową Woody’ego i trochę podsunął się do przodu. Było trudno, bo jego Porsche wcale nie było pojemne, ale jako tako mu się udało. Przez to ich krocza były na tym samym poziomie, a Tomas, rzuciwszy Woody’emu zadziorne spojrzenie, trącił jego członek swoim, jakby go podrywał.
Woody uśmiechnął się i zaraz sam poruszył biodrami pod nim, żeby otrzeć się kroczem o jego. Nie trwało to długo, bo w końcu chwycił oba ich członki w dłoń i pomasował jeden o drugi.
— Mm, spory jesteś — rzucił komplementem, chociaż jego członek nie był jakoś szczególnie mniejszy. Znowu poruszył się, żeby mogli się bardziej ocierać. Sam był podniecony i miał wrażenie, że w samochodzie zrobiło się nagle dużo cieplej.
— Dzięki. A twojemu już cieplej? — zapytał drugi chłopak, poruszając biodrami w przód i w tył w ich dłoniach.
Podniecało go to, że wisi teraz nad Woodym, chociaż z jakiegoś powodu miejsce, w którym się znajdowali i ta prywatność w samochodzie zasłanianym przez śnieg, sprawiały, że pomyślał o tych wszystkich filmach i biografiach seryjnych morderców. Wolał tego jednak na głos nie mówić.
— Dużo cieplej. Dużo lepiej. Mmm… seksownie ruszasz tymi biodrami — dodał Woody, bo faktycznie było to seksowne. Nie miałby nic przeciwko zobaczeniu, jak Tomas tak rusza nimi, kiedy by go ujeżdżał. Ale po dzisiejszej rozmowie wiedział, że raczej ma na to małe szanse, a na pewno w najbliższej przyszłości. — Jestem coraz bliżej.
— Ja też — odparł szybko Tomas, który chciałby być już jak ci doświadczeni faceci, którzy tak szybko nie dochodzą. Ale z drugiej strony wiedział, że to duże podniecenie ma miejsce między innymi za sprawą samego Woody’ego, który tak bardzo na niego działał. Jak teraz na niego patrzył i widział te jego oczy o oryginalnym kolorze, te dredy i takie seksowne rysy na szczupłej twarzy… Woody był niczym postać z komiksu, ale znacznie lepszy, bo prawdziwy. — Twój głos… uch… robi się taki seksownie niższy, jak… jesteś blisko — wydyszał w jego wargi.
Wąskie usta drugiego chłopaka wygięły się w uśmiechu. Specyficznym, takim lekko na bok, zadziornym.
— Podoba ci się to? — spytał i wolną dłonią przyciągnął swojego chłopaka do pocałunku. Lubił jego usta. Były coraz cieplejsze i jakby słodsze, czym dłużej się całowali albo mieli seks, tak jak teraz.
— Noo… Jesteś cały taki wow, że normalnie nawet jakbyś mnie nie macał, to by mi stanął w tej pozycji — odpowiedział Tomas z krótkim śmiechem i szybciej poruszył biodrami. Aż po plecach przeszedł mu dreszcz, gdy poczuł lepiej na swoim członku twardość drugiego. — Dobra… ja już… — wychrypiał i naraz jęknął głośniej, zaciskając powieki i drżąc. Był to bardzo przyjemny dla oka widok, ale musiał wyglądać jeszcze bardziej uroczo, gdy dochodził, będąc w pasywnej pozycji. Tym bardziej, że Woody lubił jego rumieńce. Były takie prawdziwe, tak samo jak pożądanie i przyjemność w spojrzeniu tych ładnych, niebieskich oczu.
Zapatrzył się na jego twarz i wyciągnął szyję, żeby chociaż musnąć jego wargi swoimi. Były słodkie, a ta gorąca sperma, która trysnęła z penisa blondyna wprost do jego dłoni, przyprawiała go w szybsze bicie serca. Samo to uczucie drgnęło jego penisem.
— Teraz ja — usłyszał swojego chłopaka, który po odzyskaniu kontroli nad ciałem, kiedy rozkosz po orgazmie minęła, sięgnął w dół i objął członek Woody’ego. — Zrelaksuj się — zamruczał jeszcze i całując się z nim, pieścił go szybko. Wiedział, że i on lada moment dojdzie.
— Mhm — zgodził się na to Woody bez nawet myśli sprzeciwu.
Na dłoni jeszcze czuł spermę, ale nie powstrzymało go to przed położeniem jej na swoim brzuchu. Tuż nad penisem, na swoich ciemnych włoskach. Kiedy Tomas zaczął mu trzepać, napiął mięśnie brzucha i znowu stęknął. Naprawdę miał nadzieję, że nikogo nie ma na zewnątrz w taki śnieg.
Słychać było tylko jego stęknięcia, co Tomasowi bardzo, bardzo się podobało. Czuł się jak heros, kiedy widział, do jakiego stanu doprowadza Woody’ego. Obserwowanie jego orgazmu było nieziemsko przyjemnym doznaniem, więc spróbował nie utracić ani sekundy, kiedy z penisa Woody’ego wystrzeliło nasienie, a ciało zadrżało.
— Jesteś fantastyczny — pochwalił z zapamiętaniem i wcałował się w te drgające, łapiące głębokie oddechy wargi.
Woody nie odpowiedział, bo nawet nie miał jak. Zamiast tego objął ramieniem szyję Tomasa i jeszcze przyciągnął go bardziej do siebie. Lubił seks z nim. I jego też lubił. Nie umiał dokładnie powiedzieć, co jest w nim najlepszego, ale poprawiał mu się przy nim humor, tym bardziej, kiedy widział, jak ten się uśmiecha. A uśmiech, co tu dużo mówić, miał powalający.
— Mmmm, ty też. I zostań tak trochę — dodał szybko, kiedy już mógł coś wydusić. Znowu objął go w pasie. Podobała mu się ta pozycja.
— Tak? Podoba ci się, że tak ciasno? Jak w błękitnej trumnie — zażartował Tomas, ale spełnił jego prośbę i został w tej pozycji. Odpowiadał też chętnie na te wszystkie pocałunki, do których zachęcał go Woody.
— Błękitnej trumnie? Nie jest to jakieś romantyczne określenie raczej — drugi chłopak odpowiedział i połaskotał go po kręgosłupie. — Ale fajnie tak faktycznie, tak ciasno. Chociaż jak mówiłeś, dużym łóżkiem też bym nie pogardził. — Uśmiechnął się zadziornie. Tam zrobiliby to pewnie więcej niż raz.
— Noo… Ale mało to realne teraz. W sumie nigdy się w takich dobrych warunkach nie kochałem — odparł Tomas z zamyśleniem i na chwilę schował twarz w szyi Woody’ego. — Bo póki nie jesteśmy dorośli, to jest tyle głupich zakazów… Nnn…
— Wiesz… niektóre zakazy są po to, żeby je łamać.
Tomas zaśmiał się i pokiwał głową.
— Dusza anarchisty? — zagadał żartobliwie.
— Może nie od razu anarchisty. Ale przecież niektóre rzeczy można zrobić mimo czegoś. Zresztą sam udział w projekcie na pewno nie jest aż tak legalny. Albo raczej to, co w ramach niego robimy.
— Ta twoja koszulka… — Tomas od razu uniósł się trochę i spojrzał na jego dzisiejszy wytwór. — Gdyby pan Moss wiedział… Albo Sebastian! Jak był pojazd po jego rodzicach w gazetce, to teraz to… Wiesz, myślę, że on może ma plusy, że jest synem dyrektora, ale w sumie to trochę jest jak chodząca tarcza…
— O właśnie, sam widzisz. Wszystko ma swoje dobre i złe strony. A ja muszę przyznać, że wolałbym nie pobić się z Sebastianem tylko z powodu głupiej koszulki, którą ktoś kazał mi założyć — odpowiedział leżący na plecach chłopak, patrząc w oczy drugiego. — Zresztą, zwykle bycie powszechnie rozpoznawalnym jakoś wydawało mi się minusem, a nie plusem.
To zdziwiło Tomasa, bo, jakby nie patrzeć, Woody wyglądał bardzo oryginalnie. Wyróżniał się w szkole wizualnie nawet bardziej niż popularny Jude Wagner.
— Serio?
— Że co? Że nie kręci mnie bycie powszechnie rozpoznawalnym?
— Nom… Bo rzucasz się w oczy bardzo. Pewnie jakby się zapytało innych uczniów, czy kojarzą kolesia z długimi dredami, to by powiedzieli, że to Woody Jolene.
— No może tak. Chociaż większość raczej kojarzy mnie właśnie po włosach, a nie po imieniu. I to też nie jest tak, że mam takie włosy, bo chcę, żeby mnie kojarzyli. Mam je, bo chcę, a to, że mnie kojarzą, to ich sprawa, nie moja. Dlatego jak mówiłem, nie kręci mnie to. Nie wyglądam tak, żeby być rozpoznawalnym. To efekt uboczny. Jak u Sebastiana posiadanie ojca dyrektora — wyjaśnił Woody swój sposób patrzenia na sprawę, bo uważał, że Tomas może to, jak wygląda, źle zrozumieć.
— No tak… — ten jednak przyznał, chyba rozumiejąc taki tok myślenia. Nie do końca, bo sam raczej na ogół starał się dostosować, ale z drugiej strony rozumiał chęci do ubrania czegoś dziwnego. Gdyby tego nie łapał, nie brałby udziału w cospleyach. — Ale pewnie wyglądałbyś równie ładnie i bez dredów — dodał ze śmiechem.
Po tym podniósł się, żeby schować penisa do spodni, bo zaczynało mu być w niego zimno. Widział też, że obaj są brudni od spermy, więc cofnął się do schowka i podał Woody’emu chusteczki, sobie też biorąc jedną. Ten podziękował za nie i powoli zaczął się ogarniać. Nie spieszyło mu się, żeby wracać do internatu, do zadań z matematyki, które musiał rozwiązać i wytłumaczyć Treyowi.
— Dzięki, ale wolałbym jeszcze nie wracać do tego. Zresztą, matko, mega dawno miałem krótkie włosy! — Zaśmiał się, podciągając bieliznę.
— Super masz takie. Podziw, że w ogóle zrobiłeś — przyznał Tomas i jeszcze założył kurtkę, nim usiadł na miejscu kierowcy. — I to ja mam takiego seksownego chłopaka. Ale czad, nie? — Zaśmiał się, czując się wręcz irracjonalnie rozluźniony tym wypadem.
Był zaskoczony, że tak niewiele było trzeba, żeby zapomniał o sytuacji z Kevinem. Woody był dla niego najlepszym lekarstwem.

*****

Dziś wpis do Dzienniczka zrobił:

Woody Jolene – 6.12

10 thoughts on “Project Dozen – 64 – Być bardziej gejem

  1. Katka pisze:

    Kaczuch_A, spoko, spoko, pamiętam, że to nie jest Twój fawory, więc na pewno nie spodziewałam się od Ciebie mów pochwalnych XD I tak szacun za komentarz :D Dzięki!

  2. kaczuch_A pisze:

    Ten rozdział przyznam się bez bicia przeczytałam pobieżnie, jakoś nie przepadam za Tomasem, nie wiem czemu i po prostu za dużo go tu było~!

    Niemniej i tak weny~!

  3. Katka pisze:

    Luana, super, że kibicujesz Woody’emu i Tomasowi! Wiem, że są tu tą mniej uwielbianą parą, ale i tak miło widzieć, że i oni mają doping :D A Tomas tak, bardziej się martwi rodzicami, co moim zdaniem jest mimo wszystko jakimś okazem głęboko skrywanej dojrzałości XD Bo przecież znajomi w szkole przeminą, a rodzinę ma się na całe życie ;)

  4. Luana pisze:

    Wróciłam w końcu do domu po kilku dniach nieobecności i odcięcia od neta i powoli nadrabiam zaległości w czytaniu. :)
    Tomasa mi żal. Chłopak żyje w strachu i jak się okazuje bardziej mu chodzi o rodziców niż o ludzi ze szkoły. Chociaż ich też się obawia. Ale te jego wyobrażenia, że jak da dupy to będzie bardziej gejem… No, jest jaki jest i ciężko mu pokonać swoje opory, szczególnie przed ujawnieniem. Może nie przepadam za tą parą tak jak za pozostałymi, ale lubię ich i kibicuję im obu. :)

  5. Katka pisze:

    Levi, tak, zdecydowanie Tomas podjął strategię „uciekać” XD A mając takiego partnera za wsparcie nie powinien się bać. Ach ten mózg… Ale masz rację, Tomas się otwiera, bo Woody swoją cierpliwością sprawia, że naprawdę rozluźnia drugą osobę. Tomas ma szczęście :)

  6. Levi pisze:

    Oj Tommy, Tommy. Uciekasz i uciekasz przed nieuniknionym, przecież Woody ci krzywdy nie zrobi, a przynajmniej za dużej XD
    Fajny rozdział. Mam wrażenie, że z każdym spotkaniem i z każdą rozmową z Woodym, Tomas się bardziej otwiera i godzi z tym kim jest. Są to malutkie postępy ale zawsze są, a to najważniejsze.
    Weny dziewczyny życzę :)

  7. Shivunia pisze:

    Damian >> Charlie kiedyś będzie. Zresztą teraz będzie okazja w „Coś się zaczyna” na niego ;) Jest tam jak cukiereczek :P
    Ale co do PD. Cieszy nas, że akurat ich lubisz. W sumie trochę dzięki nim w ogóle jest PD, ale szzzz ja nie zdradzam tajemnic ;) Tomcio jest faktycznie całkiem słodki. Jego strach ma coś w sobie. Chociaż on pewnie by mnie nie poparł. Niemniej, tworzą całkiem ciepła parę :D I to miło, że ich doceniasz
    A tylko w p.s. Własne zdanie jest ważne, ale tak jak Kat pisała nie można nigdy pozwolić debilom się zakrzyczeć, bo narzucą ci własną wole. Człowiek musi być otwarty na opinie i poglądy. Dlatego jestem wstanie cie zrozumieć i twoje podejście do sprawy. Może miała bym inne zdanie jakbym była sama lesbiją ale to wszystko jest może dlatego… hm, jest takie fajne powiedzenie „tylko krowa zdania nie zmienia” ;)
    I tym pozytywnym akcentem zakończę

    MoNoMu >> Ojciec dyrektor… patrząc na obecną sytuację ehem… mam nadzieje że Mark nie pomyśli o żadnych wodach geotermalnych….(ah te suche żarciki)
    Do rzeczy! Dziękuję, że Woody tak ci przypadł do gustu. Moje dzieciątko (to słowo teraz źle mi się kojarzy przez pewną grupę ludzi) zostało docenione :D Ale mogę ci w wielkiej tajemnicy powiedzieć, że jeszcze trochę dla niego planujemy. Chyba, że coś nie wyjdzie, bo to zawsze jest możliwe niestety w naszej „rzeczywistości”. Niemniej też uważam, ze chłopak jest bardzo cierpliwy. Ale chyba przez to własnie i przez to, że mówisz że jest całkiem inteligentny, nie zniży się do wsadzenia komuś z kim nie jest. Oczywiście też jest nastolatkiem i co ja o tym mogę wiedzieć… to było ehem… LATA temu (ale moi rodzice mają fb…)
    Cieplutko pozdrawiamy :*

  8. damiannluntekurbus17 pisze:

    MoNoMu – nie w Tomka? No co Ty mowisz xD Woody wytrzyma i go nie zdradzi. Dziewczyny nam i Tomasowi tego nie zrobia, prawda? Ja tego nie zniose psychicznie XD

  9. MoNoMu pisze:

    „Jak u Sebastiana posiadanie ojca dyrektora” – ojciec dyrektor skojarzył mi się wyjątkowo źle xD A posiadanie ojca dyrektora jeszcze gorzej xD
    A co do rozdziału, Woody to chyba jeden z moich ulubionych waszych bohaterów w ogóle. Inteligenty, ale z własnym spojrzeniem na świat i nieprzejmujący się opinią innych. Mogłabym go polubić w realu. No i ma dredy xD I ta jego boska cierpliwość. Ja bym tam nie zniosła tego schizowania Tomka. Przydałaby mu się terapia szokowa (szatański śmiech). Och, już widzę wielki transparent „Tomas Eng to pedał” podwieszony do sufitu na głównym korytarzu. Czyste zło xD Może coś dla niego planujecie? No i że niby rodzic mogą się o nim dowiedzieć przez fb? To jakaś paranoja już. Ale jednocześnie uświadomiło mi to, jacy moi starzy są starzy i jaka ja jestem stara xD
    No i nie bądźcie takie be i dajcie w końcu Woody’iemu włożyć, bo mi go żal xD Może być nawet nie w Tomka.
    Pozdrowienia!

  10. damiannluntekurbus17 pisze:

    Oficjalnie oglaszam, ze PD i FDTS to moje ulubione opowiadania. Nadal czekam na Charliego :(
    Uwielbiam Tomasa i Woodyego. Zwlaszcza Tomasa. On i Woody sa tacy specyficzni, moze to dlatego, ze Tomas tak sie boi, ze wyjdzie na jaw kim jest, a Woody jest taki uroczy. Szkoda, ze nie zlapali drugiego z ta koszulka, chcialem zobaczyc reakcje dyrektora xD
    I seks w niebieskiej trumnie – to musi byc dopiero fajna sprawa. Ciasno, brak powietrza i ciemno, do tego dwa gorace ciala zabierajace sobie nawzajem tlen. Idealne warunki na smierc xD
    Odpowiedz do poprzedniego – Nie mam zamiaru zmieniac Twojego podejscia do takich spraw. Kazdy jest inny i kazdy ma swoje zdanie na ten temat. Ja sie tez trzymam twardo swojego, wiec ciezko je zmienic. Ale ciesze sie, ze walczycie o dobro LGBT ;) Przynajmniej wiadomo, ze sa jeszcze porzadni ludzie na swiecie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s