Newton’s Balls – 35 – Niewłaściwy związek

Walter siedział na kanapie w salonie i czytał ulotkę dodaną do karmy dla kotów. Nigdy nie miał zwierząt. Rodzice nie chcieli, a on nie naciskał jako dziecko… Miał inne zainteresowania. A teraz zgodził się na stworzenie u siebie i Jamesa domu tymczasowego dla trójki kociaków. Nie miał pojęcia, czy dadzą radę, ale miał nadzieję, że będzie dobrze.
Westchnął i rozejrzał się po salonie. Czysty, umeblowany z klasą, bardzo nowoczesny. Nie był pewien, czy jest gotowy na sierść na czarnych kanapach, na zrzucone z komody kwiaty, czy podarte zasłony. Specjalnie dzisiaj je zmienił, z tych długich, sięgających parkietu, na krótsze, na które koty pewnie i tak będą w stanie wskoczyć. Nie był tylko pewien, czy nie powinni dbać o to, żeby balkon był cały czas zamknięty.
Myśląc o tym wszystkim, ponownie zerknął na ulotkę, przeczytał kilka kolejnych zdań, a potem spojrzał na zegarek. Courtney miał lada moment zjawić się z kociętami, a on sam, mimo że zgodził się na to przedsięwzięcie, z każdą chwilą był coraz mniej pewien.
— Wyglądasz gorzej niż przed ciężką rozprawą. — James przeszedł przez salon, niosąc w dłoniach zestaw miseczek na wodę i pokarm dla kociaków. Zamierzał ustawić je wszystkie w kuchni, ale na razie przystanął, patrząc na męża.
Walt uniósł na niego spojrzenie swoich jasnych, niebieskich oczu i dłonią zaczesał w tył kasztanowe włosy.
— Bo to jest trudniejsze niż mowa końcowa — odpowiedział, machając ulotką. — Naprawdę myślisz, że sobie poradzimy?
— To tylko trzy koty, nie grupa dzieciaków. Czemu mielibyśmy sobie nie poradzić? Musisz tylko zamknąć balkon, jak przyjadą. I chcesz herbatę, kawę? Bo idę do kuchni — spytał James z nadzieją w głosie. Był niepozornym mężczyzną, ale miał rację. Radził sobie z nastolatkami, to czemu we dwójkę mieliby sobie nie poradzić z kotami?
— Courtney pija kawę, a będzie niebawem, to może włącz ekspres, kochanie, hm? — zasugerował mu Walt z czułym uśmiechem.
— Dobrze, a ty nic nie chcesz? — dopytał, obracając w palcach miseczki dla zwierząt.
— Chętnie się napiję, jak przyjdzie gość — zapewnił go Walt, z coraz większym rozmaśleniem obserwując swojego męża. Uważał, że jest przesłodki, ale nie było to czymś niezwykłym.
— To włączę ekspres — przytaknął James i szybko przemaszerował do kuchni. Chciał ustawić miski dla kociąt tak, żeby nie wadziły, może przygotować jakiś mały poczęstunek dla gościa i oczywiście nastawić ekspres na kawę.
Krzątał się po kuchni kilka minut, aż w końcu usłyszał dźwięk domofonu, a potem dzwonka do drzwi. Walter otworzył i dobiegła go krótka wymiana zdań.
— Witaj, Courtney, miło cię widzieć w wolny dzień, naprawdę. Nie pamiętałem nawet, jak wyglądasz nie w garniturze. — Głos Walta jak zwykle był radosny i przyjazny.
— No siema, ale widzę, że ty nawet w niedzielę w koszuli — odpowiedział mu rozbawiony głos. Całkiem przyjemny, choć nie tak sztywny i poważny, jak można by się było spodziewać po kimś z branży Walta. Ale też… Jamesowi wydał się dziwnie znajomy, jednak nie umiał skojarzyć dlaczego.
— Taka przywara — odrzekł Walt ze śmiechem. — Wejdź głębiej, zapraszam. A w tym masz kociaki, tak?
— Zgadza się, ale wolałbym, żebyście je wypuścili dopiero, jak pójdę. Jestem uczulony na koty.
— Och… No proszę, zaskoczyłeś mnie. Nie ma sprawy, postaw je może tutaj, na dywanie. O, chyba dzielnie poczekają. A ciebie zapraszam, zaraz dostaniesz kawę, bo widzę, że jakieś cienie pod oczami ci się zrobiły.
James w tym czasie ogarnął się i z tacą, na której ustawił trzy filiżanki z kawą oraz talerzyk z ciasteczkami z francuskiego ciasta, wkroczył nieśmiało do salonu.
— Dzień dob… — Urwał, kiedy zobaczył gościa. — Och, pan Corn — powiedział, poznając ich dzisiejszego gościa. Szybciej podszedł do stolika przy kanapie i przestawił na niego wszystko z tacki. — Nie spodziewałem się pana.
Zarówno Walter, jak i Courtney zrobili głupie miny.
— Znacie się? — spytał zaskoczony prawnik, a kurator uścisnął dłoń Jamesa ponad stolikiem.
— Profesor Peterson… Ja jestem równie zszokowany. Więc to pan jest tym cudownym, kochanym mężem mojego przyjaciela z pracy.
James jak na zawołanie pokrył się potężnym rumieńcem.
— Naprawdę tak o mnie mówi? — spytał z przestrachem, że to prawda i nadzieją, że może jednak nie. — I… i tak. Pan Corn bywa u nas w szkole w sprawie swojego podopiecznego.
Courtney przytaknął i ponownie usiadł na fotelu, a Walt delikatnie ściągnął swojego męża na kanapę obok siebie. Drzwi na balkon były już zamknięte, a w salonie panowało przyjemne ciepło. Mimo wszystko pogoda psuła się, jak to pod koniec września.
— Tak, w sprawie Chase’a Lasha, ale na szczęście na pana zajęciach nie ma problemu — wyjaśnił kurator, przypatrując się im. Na pewno musiało być dla niego zaskoczeniem, że jego przyjaciel z pracy oraz nauczyciel jego podopiecznego są małżeństwem. Gospodarze jednak nie wiedzieli, że tym podopiecznym również był chłopak lubiący… męskie pośladki.
— A niby Milwaukee jest dużym miastem! — Walt roześmiał się i sięgnął po jedną filiżankę kawy oraz ciasteczko. — Przedstawianie was sobie mam więc już za sobą.
— Mhm… Formalnie, można powiedzieć, że się znamy — przytaknął James i zerknął w stronę transporterka z kociętami, siedząc przycupnięty przy swoim partnerze. — I… przyznam, że trochę podsłuchałem waszą rozmowę. Ale, jeśli jest pan uczulony na koty, to jak one do pana trafiły?
— Właśnie przez Chase’a. — Courtney uśmiechnął się lekko do profesora, też sięgając do filiżanki z kawą, którą posłodził sobie z również przyniesionej przez Jamesa cukierniczki. — Znalazł je u siebie w pracy na złomowisku, jakiś dupek je tam podłożył.
— Od Chase’a? Tego samego Chase’a Lasha, którego jest pan kuratorem? Udało się panu w końcu nawiązać z nim dobre relacje? Bo przyznam, że nam, nauczycielom, jest dość trudno znaleźć z nim wspólny język — zmartwił się James, obracając swoją filiżankę na spodku, który postawił na swoich szczupłych kolanach.
Kurator uśmiechnął się słabo.
— Myślę, że jakoś do niego dotarłem, ale wciąż jest to walka z wia…
— Zaraz, Courtney — przerwał mu nagle Walt ze ściągniętymi brwiami, przez chwilę ich wymiany zdań usilnie myśląc. — Czy ty mi nie mówiłeś, że masz je od swojego nowego chłopaka?
Po jego słowach zapadła chwilowa cisza, a kurator patrzył na niego z miną niby niewiele inną niż przed momentem, ale z dużym szokiem w oczach. Najwyraźniej nawet nie zauważył, co palnął.
W końcu zamknął twarz w dłoni i zaśmiał się krótko.
— Tak, tak mówiłem…
— To… Och… — Walt odetchnął ciężko i zerknął na Jamesa. Nie znał Chase’a Lasha, nie wiedział, czy spodziewać się zniewieściałego piętnastolatka, czy jakiegoś napakowanego futbolisty. I mimo że cisnęło mu się na usta „Uwiodłeś nieletniego…?”, to nie powiedział tego głośno, bo sam kiedyś uwiódł księdza. Nie wiedział, co było gorsze, a nie chciał być hipokrytą.
I jak Walter i Courtney wyglądali stosunkowo naturalnie, to James, jakby w zamian za kuratora pokrył się rumieńcem, zrobił zszokowaną miną i popatrzył niemo na gościa.
— Mome… moment — zająknął się i spojrzał na Waltera z nadzieją, że ten mu wyjaśni to, co, miał nadzieję, źle zrozumiał.
Zza dłoni Courtneya dobiegło ich tylko ciche „kurwa”, a sam Walter odetchnął głębiej i też nie bardzo wiedział, jak zareagować, więc po prostu odpowiedział neutralnym głosem swojemu mężowi:
— Courtney jest gejem, ostatnio mówił mi o swoim nowym chłopaku, że to za jego sprawą musiał się zająć kotami. I… jak widzisz, wychodzi na to, że tym chłopakiem jest twój uczeń.
Kurator wreszcie uniósł głowę i z napięciem widocznym w całej jego postawie oraz słyszalnym w głosie, powiedział do gospodarzy:
— Cokolwiek teraz o mnie nie myślicie, proszę, by to nigdzie nie wyciekło. Profesorze, Chase nie może się dowiedzieć, że pan wie.
James nadal z szokiem i przerażeniem w oczach przytaknął natychmiast.
— Oczywiście, że nie może się dowiedzieć. Nie chcę nawet wyobrażać sobie, jak by zareagował, a cenię sobie swoje bezpieczeństwo. Ale… — James przesunął dłonią po ustach. — Jak to się stało?
— Że się zeszliśmy? — dopytał Courtney, przez chwilę unikając wzroku Walta, a ten dobrze wiedział dlaczego. Był prawnikiem, do diabła, wiedział, że to nieetyczne, żeby kurator miał takie kontakty z podopiecznym, a co dopiero z niepełnoletnim.
— Że zainteresował się pan takim chłopakiem — sprostował James. Nastolatki w typie Chase’a zawsze trochę go przerażały. Nie dawał im wchodzić sobie na głowę, był dobrym nauczycielem, ale jak każdy miał też swoje słabości. I jak nie dyskryminował nikogo, traktował na równi, czego przykładem był jego były uczeń, Shane Jarvis, którego nie lękał się, kiedy zmienił image, tak bandy, jakie tworzyły nastolatki pokroju Chase’a Lasha, mogły być i były niebezpieczne. Dowodem tego był chociażby fakt, że ten chłopak dostał kuratora z sądu.
— Właśnie, Courtney, przecież my kiedyś… — wtrącił się Walter i zerknął na Jamesa. — Kochanie, to było bez zobowiązań i dawno temu, ale mieliśmy kilka incydentów — wyjaśnił szybko, po czym objął ramieniem męża, żeby mu dodatkowo dać do zrozumienia, że jest dla niego jedynym. — Sądziłem, że lubisz bardziej… dominujące typy — dodał dyplomatycznie do gościa.
James pokiwał głową, pozwalając się objąć, chociaż nie obeszło się bez uroczego rumieńca.
— Ważne, że to kiedyś — mruknął, zachowując dla siebie, że bardziej przerażał go fakt, jaki jest Chase w szkole, niż że kurator sypia z uczniem. Cóż, sam nie był święty. Co prawda poczekał, aż Shane skończy szkołę, ale to był przecież tylko rok różnicy. Nie mógł się tym pysznić.
Courtney obdarzył męża swojego byłego kochanka na kilka nocy lekkim uśmiechem. Nie chciał wprowadzać tu niezręczności, a domyślał się, że nauczyciel nie chciał słuchać o ich przygodach.
— Co do Chase’a i mojego zainteresowania nim… Jak widać, mam specyficzny gust. To nie ma nic do ciebie, Walt, z tobą nie byłem w związku. Chase jest dominujący i mimo że jest jeszcze nastolatkiem, jest zbudowany jak mężczyzna. To dobry chłopak — dodał już do Jamesa. — Tylko zagubiony. Życie mu nie ułatwiało.
— Tak pan myśli? — spytał James z cieniem niepewności, ale też i nadziei, że może faktycznie mężczyzna ma rację. — W szkole jest dość wybuchowy i nie jest… specjalnie pilnym uczniem.
— Staram się nad nim pracować. Obecnie ma duży problem z pewną sprawą związaną z matką, ale obiecuję, że skupię się na jego nauce, kiedy to przeminie. To jego ostatni rok w szkole, dobrze, żeby przeszedł to z jako takimi ocenami… — Courtney westchnął i napił się kawy, nisko pochylony nad swoimi kolanami.
Jej zapach przyjemnie unosił się wokół, ale mimo to panował dosyć ciężki nastrój. Nie pomagało jasne oświetlenie, ciepło i ciche, urocze pomiaukiwanie z transportera z kociakami. Każdy z trójki mężczyzn zdawał sobie sprawę, że taki związek jest co najmniej specyficzny.
— Walt, nie zdradź mnie nikomu, proszę. — Gość w końcu ponownie spojrzał na prawnika.
Ten od razu wyciągnął do niego dłoń i ścisnął jego ramię.
— Jestem ostatnią osobą, która powinna cię oceniać, Courtney — odpowiedział z krótkim śmiechem, a potem wrócił do swojej pozycji.
James uśmiechnął się lekko do swojego męża z dumą, że ten jest takim oparciem dla ludzi. Dla niego głównie, ale dla innych też.
— W… w moim interesie też nie leży, żeby uważał, że wiem. Bezpieczniej byłoby, gdyby też nie był świadom, że mam męża. Cały czas jednak niezwykłym zaskoczeniem dla mnie jest… że tak dobrze pan o nim mówi. I te kocięta…
Courtney mimowolnie się uśmiechnął i wreszcie odchylił się do tyłu, na oparcie. Skóra, którą obite były meble, zatrzeszczała przy tym specyficznie.
— Sprawia wrażenie buntownika, dupka i kolesia olewającego wszystko i wszystkich, ale kiedy przedrze się przez skorupkę, wychodzi z niego świetny chłopak. Lubi zwierzaki, umie się nimi opiekować. Zgraliśmy się przez jego psa. Miał wypadek, Chase strasznie to przeżył, ale pies już u mnie pomieszkuje, a chłopak jest spokojniejszy. Ma swoje wrażliwe „ja”. Jak każdy z nas.
— Przygarnął pan jego psa? — zaciekawił się James i zerknął na Waltera. To już chyba było poza zadaniami kuratora.
Walt wyglądał na nie mniej zaskoczonego, chociaż domyślał się, że gdyby drążyli temat, dowiedzieliby się wielu innych zagrań, które nie należą do roli kuratora. Trudno żeby było inaczej, skoro ta dwójka również była parą.
— Tak, był to jedyny sposób na początku, a potem… Potem się przywiązałem. Nie tylko do psa — wyjaśnił Courtney ciężkim głosem. — To wszystko wygląda na skomplikowane i takie jest, ale zapewniam was, że nie robię tego w złej wierze i nie deprawuję go z premedytacją.
— Nie podejrzewam cię o to nawet. — Walter zaśmiał się przyjaźnie. — Czasami to się po prostu… dzieje. Wierzę, że coś w nim cię do niego przyciąga.
Kurator skinął głową z przekonaniem co do tego, że coś go przyciągało, ale bez świadomości, co konkretnie to mogło być. Patrzył przy tym na tę dwójkę. Równą sobie wiekiem, dojrzałą, po ślubie, z pewną przyszłością. A on sam nie był pewien ani swojej, ani Chase’a. Wszystko wydawało mu się teraz równie rozmyte i niepewne, jak gdy z młodzieńczości wkraczał w dorosłość. Wiedział jednak, że na ten moment wciąż chce tkwić w tym, co miał z Chasem. Nawet, jeśli to miało się skończyć szybciej, niż się zaczęło.
— Nie czarujmy się, jest też dużo chemii — odpowiedział z delikatnym uśmiechem, żeby i sobie ulżyć oraz jakoś rozluźnić nastrój. — Jestem jego pierwszym facetem, ale daje sobie radę.
— I mówiłeś, że to typ dominujący? — wtrącił Walt, mimowolnie odpowiadając uśmiechem.
— Jak najbardziej. Z samego zachowania pan profesor na pewno jest w stanie to potwierdzić.
James zamyślił się, przywołując w pamięci wygląd i zachowanie Chase’a. Nie gustował w takich chłopakach, ale…
— Jest typem… — zaciął się i siorbnął kawy — samca. Może się podobać, jeśli ktoś lubi takich… nieprzewidywalnych — lawirował między słowami, żeby nie obrazić ani gościa, ani małżonka. — Poza tym teraz młodzież jest wyrośnięta.
Walt ściągnął brwi, myśląc o tym, co słyszał od Jamesa i Courtneya.
— Ciężko mi sobie wyobrazić ciebie z nastolatkiem, ale zaczynam rozumieć. Mam nadzieję, że nie będziesz miał przez to problemów. Ja ci ich nie przysporzę, ale dbaj o to, by nie dowiedział się nikt inny.
W odpowiedzi otrzymał słaby uśmiech i zobaczył, jak Courtney chwilę przygryza wnętrze policzka i milczy.
— Wszystko musi zostać ściśle tajną informacją. Każdy może ucierpieć, gdy to wyjdzie. Ja, bo na pewno stracę pracę. Chase, bo dzieciaki w szkole nie dadzą mu żyć. Pan profesor, jeśli by wyszło, że wie. Ty też. Wybaczcie, że to w ogóle wyszło. Powinienem panować nad słowami.
James tylko pokiwał głową, woląc nawet sobie nie wyobrażać, co by się stało, gdyby cała ta sprawa wyszła na jaw. Gdyby ktoś się dowiedział, że jest poślubiony z mężczyzną. Aż wtulił się bardziej w bok Waltera. Ten od razu spojrzał na niego, przesunął nosem po jego mysich, nieukładających się włosach i czule pocałował w skroń.
— Nie martw się, Courtney, wszystko zostanie między nami — zapewnił kuratora, który pokiwał z wdzięcznością głową i odstawił pustą filiżankę na spodek. Sięgnął jednak jeszcze po ciasteczko.
— Dziękuję. I dzięki za kawę — dodał z lekkim uśmiechem do Jamesa. — Będę się zbierał. Chase wraca niedługo z pracy w schronisku, więc chciałbym jeszcze zdążyć ogarnąć kilka papierków.
— Och, oczywiście. Chociaż to straszna szkoda, że papierkowa robota przeszkadza w spotkaniach towarzyskich. — Walt zaśmiał się krótko. Nie lubił tego, jak bardzo ich praca opierała się na papierowych dokumentach.
— A co do kociaków, coś jeszcze mówili w schronisku, co powinniśmy wiedzieć? I jak będą się kontaktować z nami ci, którzy chcą je zaadoptować? — spytał jeszcze James, przypominając Courtneyowi o trochę bardziej formalnej stronie ich dzisiejszego spotkania.
Gość szybko wyciągnął z kieszeni jeansów portfel, a z niego kartkę zgiętą na cztery części.
— Tutaj macie większość informacji oraz numer do schroniska, gdybyście nagle potrzebowali jakieś porady. A co do kontaktowania się z tymi, którzy zechcą adoptować koty… — zaczął tłumaczyć, starając się przekazać wszystko, czego dowiedział się w schronisku.
Gdzieś pod koniec tego sprawozdania dostał smsa, więc przeprosił na chwilę gospodarzy i zerknął na komórkę. Wiadomość okazała się być od Chase’a. Było to zdjęcie jego i jakiegoś psa. Podobnego do Tanka, ale całego czarnego i liżącego mu twarz. Podpis był krótki: „Będę trochę później. Poszliśmy z psami na spacer, póki pogoda się nie zjebała do końca.”.
— Wygląda na to, że mam trochę więcej czasu dla siebie — zwrócił się do gospodarzy Courtney, a chłopakowi szybko odpisał: „OK. Bawcie się dobrze. Ja dostarczyłem kociaki. Do zobaczenia w domu.”. Wysłał i podjął temat trzech miauczących stworzeń w transporterze, które już bardzo intensywnie wyrażały swoją chęć wyjścia poza jego ścianki.
James zlitował się nad nimi i przeniósł je trochę bliżej, nie za blisko jednak, żeby nie narażać kuratora na alergię. Otworzył transporter, chcąc chociaż się z nimi zapoznać, kiedy gość kończył mówić o szczegółach domu tymczasowego. Potem, trochę żeby nie przedłużać spotkania i trochę żeby uchronić się przed tym, co spotkało go w domu, gdy dotykał kociaki, Corn wstał i zaczął się żegnać. Walt dodatkowo uścisnął go po męsku i poklepał po plecach.
— Mam nadzieję, że jakoś ci się ułoży, chociaż związek z podopiecznym brzmi szalenie. — Zaśmiał się.
— Uwierz, wiem o tym lepiej niż ktokolwiek inny — przyznał Courtney z oszczędnym uśmiechem i wyciągnął jeszcze dłoń do Jamesa. — Miło było pana zobaczyć, profesorze.
Ten, z racji że trzymał jednego kociaka na ręku, wychylił się do niego, żeby za bardzo nie zbliżać się z alergenami.
— Mnie również. I… i mam nadzieję, że kolejne spotkanie także będzie w miłych okolicznościach.
— Ja także. Jakby Chase miał jakieś problemy z geografii, proszę dać mi znać — dodał jeszcze Courtney, po czym został odprowadzony przez Walta do drzwi i ponownie pożegnany.
Kiedy prawnik wrócił do salonu, pokręcił głową z niedowierzaniem i zbliżył się do kociaków.
— Tego się nie spodziewałem… — przyznał i wziął jednego z kotków na ręce. Uśmiechnął się, miziając go za uszkiem, a potem spojrzał na swojego męża z równie małym stworzonkiem i aż sobie westchnął. — I tak jesteś słodszy niż one.
James momentalnie zarumienił się na policzkach i nie spuszczając wzroku z małżonka, cmoknął delikatnie główkę kociaka.
— Dlatego nie chcesz mieć innych zwierzątek? I ja… ja jedzący… z miseczki ci wystarczam? — wyszeptał na koniec, cały zarumieniony i jak zawsze w pełni owładnięty urokiem Waltera. Ten momentalnie wciągnął głęboko powietrze do płuc i zlustrował go całego z góry na dół.
— Och tak… w zupełności… I gdybyś nie miał teraz kociaka na rękach, zaciągnąłbym cię do sypialni.
James przygryzł dolną wargę, skubiąc zębami skórę na niej.
— Maluchy chyba… mają dużo atrakcji do… zwiedzania. Mają też jedzenie i wodę w kuchni… więc… — z każdym słowem mówił coraz ciszej. I za każdym razem uśmiech oraz pożądanie na twarzy prawnika były bardziej widoczne.
W końcu Walt odłożył kociaka na dywan, pozwalając mu pooglądać swoje tymczasowe terytorium i powoli zbliżył się do Jamesa.
— Na pewno nie będą się same przez chwilę nudzić… — zamruczał.
James przełknął ślinę i wziął głębszy oddech.
— Chwilę? — spytał nadal z czarnym kociakiem na rękach. Ten rozglądał się bystrymi oczkami, ale też coraz bardziej chyba już chciał zostać uwolnionym.
— No… może troszkę dłuższą… — Walter oblizał wargi i delikatnie zabrał mu z rąk kociaka. Odłożył go na podłogę obok innego zwierzaka i uniósłszy się, pchnął męża w stronę sypialni, dosłownie zjadając go spojrzeniem. Uwielbiał to elektryzujące uczucie, kiedy patrzył swoim pewnym wzrokiem prosto w uległe i oddane ślepia tego mężczyzny, który bynajmniej protestować nie zamierzał. Kochał należeć do Waltera, być jego i pozwalać się sobą zajmować oraz opiekować.
— Walt… — jęknął, patrząc mu ufnie w oczy.
— Co, kochanie? — zamruczał nisko mężczyzna, spychając go dalej w stronę sypialni, a gdy obaj przekroczyli próg, szarpnął go do siebie za koszulę i odwróciwszy, przycisnął do ściany. Ruch był co prawda gwałtowny, ale bynajmniej prawnik nie rzucił mężem na twardą powierzchnię, żeby nie zrobić mu krzywdy.
James poczuł, jak od razu po jego ciele przebiegają dreszcze. Bardzo przyjemne dreszcze.
— Na… nakarmisz mnie? — jęknął miaukliwie i prosząco. Wygiął się przy tym odruchowo do ukochanego, ale ten położywszy mu dłoń na klatce piersiowej, ponownie przycisnął go do ściany obok futryny.
— Może… Jeżeli się sprawdzisz i w piętnaście sekund uda ci się wydobyć swój smakołyk — odpowiedział mu Walter kusząco, a raczej podjudzająco do ucha i… zaczął liczyć. — Raz… dwa…
James zarumienił się od razu, zrobił większe oczy i szybko spojrzał na krocze mężczyzny. Jęknął i sięgnął tam swoimi szczupłymi palcami. Zaraz po tym, już wolny od trzymającej go dłoni, kucnął i potarł twarzą o krocze Waltera, szybko rozpinając mu spodnie.
Prawnik cały czas liczył mu czas, a kiedy James zdążył całkowicie uwolnić jego penisa, wsunął mu palce we włosy i zacisnął je.
— Głodny jesteś? — zapytał, z lubością obserwując tak poddańczą pozycję mężczyzny. Nie podarował sobie wyciągnięcia bioder do jego twarzy i otarcia się członkiem o rumiany policzek.
— Ta… tak — jęknął James, mrużąc tylko jedno oko na bliskość obcego ciała blisko niego. — Ciebie… — zamruczał. Klęczał, podpierając tyłek na piętach. Dłonie trzymał zaciśnięte na materiale spodni Walta, niczym kocię zawieszone o materiał, po którym się wspinało.
Jego mężowi bardzo się to podobało. Urzekało go i rozpalało, ale bynajmniej nie przeszkodziło mu to w jeszcze większym utrudnieniu Jamesowi. Stanął w rozkroku nad jego nogami i dosłownie uwięził jego głowę pomiędzy swoim ciałem a ścianą. Wszystko po to, żeby mężczyzna nie mógł jej cofnąć, nawet gdyby musiał.
— To otwórz tę słodką buzię, to dostaniesz… — zapewnił, patrząc na niego z góry z żądzą w oczach. Zupełnie nie myślał o kociakach w pokoju, o tym, że nie zasłonili w oknach sypialni zasłon. Skupiony był całkowicie na swoim mężu.
Ten przełknął ślinę i od razu otworzył usta, wystawiając język na brodę. Dłońmi też nie odpychał ud Waltera, tylko trzymał się jego spodni, żeby nie kusiło go sięgniecie do swojego krocza. Był już podniecony samą postawą i bliskością penisa Waltera. Zresztą czuł też bardzo mocno jego zapach i był wręcz zamknięty w pułapce. Do tego gorącej i sztywniejącej, co poczuł, kiedy członek spoczął na jego języku, a następnie, niczym intruz, zaczął wchodzić dalej.
James odetchnął głębiej, po czym odblokował gardło, odpowiednio wyginając szyję, żeby członek mógł wejść jak najgłębiej. Był niepozornym facetem, ale niektóre rzeczy umiał robić bardzo dobrze. I to takie, którymi nigdy by się nie pochwalił w towarzystwie.
Chwilę później miał całego penisa w swoich ustach, a głowę z tyłu przytkniętą do ściany. Widział w tej pozycji tylko podbrzusze Waltera, a ten oglądał go, jak jakiś wyjątkowy okaz, coś, od czego nie umie się odwrócić wzroku. Poczekał, aż oczy mężczyzny trochę zwilgotnieją i dopiero wysunął część penisa. Nie zamierzał jednak na tym kończyć, więc zwyczajnie ujął go po bokach głowy i zaczął go posuwać w usta.
James co jakiś czas popiskiwał, czy krztusił się członkiem, ale jego dłonie nie odpychały ukochanego. Zgadzał się na takie traktowanie i na taki seks bardzo chętnie. Czuł, że należy do Waltera. To właśnie lubił, kochał wręcz.
Prawnik za to co jakiś czas przymykał błogo oczy i odchylał głowę na kark. Był leniwie rozkołysany i pozornie nie zważał na to, czy sprawia tym nadmierny dyskomfort mężowi. Cieszył się ciepłem jego ust i tymi dźwiękami, które rozlegały się z dołu. Dopiero kiedy był już całkowicie sztywny, zatrzymał się w połowie drogi i uniósłszy jedną nogę, pomasował stopą krocze Jamesa. Pod palcami poczuł, jak jest tam ciepło i jak penis nauczyciela wypycha jego bieliznę.
— Mmm… — James zamruczał, nadal grzecznie obejmując wargami członek. Ślina ciekła mu po brodzie, ale nie marudził. Nie musiał iść nigdzie w ubraniach, jakie jeszcze miał na sobie.
— Mmm, kręci cię to, co? — Walt zachęcił go do jeszcze jednej próby wyrażenia zadowolenia, ale równocześnie mocniej nacisnął na jego pakuneczek. Na tyle, że mogło być to bolesne.
James pisnął krótko, ale zaraz po tym zamruczał i spojrzał w górę prosząco. Chciał więcej zainteresowania jego penisem, nawet takiego. Na dowód possał członek i sam poruszył głową do przodu.
— Tak ci się podoba? Nawet jak boli, to się cieszysz? To zsuwaj spodnie — rozkazał Walt, brutalnie wysuwając mu penisa z ust i na koniec poklepał go nim mocno po policzku, sprawiając, że poczerwieniał. — Już!
James rzucił mu spłoszone spojrzenie, ale Walter nie miał powodu, żeby się obawiać. Robił takie miny często i wcale nie był to prawdziwy strach czy trwoga.
— Już, tak jest — jęknął, opadając na bok i szybko pozbywając się ubrania.
Czuł na sobie oceniające spojrzenie, a do tego widział, jak pewnie i władczo stoi Walter. Dodatkowo specyficznego wrażenia dopełniał sztywny członek wystający ze spodni, ze skrajem koszuli na nim.
Kiedy jego własny penis pojawił się na widoku, gdy tylko obsunął spodnie do połowy ud, prawnik kucnął, zebrał w palce delikatną skórę, zakrywając tym samym główkę i pociągnął eksperymentalnie w górę. James wypchnął biodra do przodu, żeby skóra napletka się za bardzo nie naciągała. Spojrzał przy tym pytająco na partnera, próbując zgadnąć, co ten zamierza zrobić.
Walter nie zamierzał mu mówić. Zamierzał mu pokazać. Wstał więc, podszedł do szuflady w komodzie, stojącej tuż przy odsłoniętych oknach i wyciągnął z niej jeden ze swoich gadżetów. Malutki, mieszczący się w dłoni, dlatego schował go w niej i kiedy wrócił do Jamesa, przymknął mu powieki.
— Nie podglądaj — uprzedził, chcąc, żeby ten tylko poczuł, co mu zrobi. Po tym ponownie sięgnął do jego członka, naciągnął skórkę i spiął ją mocną klamerką nad czubkiem.
James pisnął cicho, zaciskając oczy, żeby na pewno nie podejrzeć. Zresztą nie musiał. Wiedział już, co się dzieje i czuł, że zaraz będzie go ciągnęło, bo świadomość, że nie powinien bardziej sztywnieć, jeszcze bardziej go nakręcała.
— Wa… Walt — jęknął, ocierając udo o udo i nadal siedząc posłusznie na drewnianej podłodze.
— Szzz… Zaraz będzie ci cudownie. I nieznośnie. Ale bardzo to lubisz, prawda? — zamruczał Walt przy jego uchu, pociągnął je delikatnie zębami i pewnie uniósł go w górę za ramiona. — Wypnij się.
James zamruczał potakująco. Nie mógł się nie zgodzić. Uwielbiał dyskomfort w seksie i związaną z tym przyjemność. Może był przez to dla niektórych dziwny, ale jego małżonek to lubił, więc coraz mniej się tego wstydził. Bo w końcu jego zdanie było najważniejsze.
— Już… Tak jest — jęknął i odwróciwszy się, klęknął tuż przy ścianie i wypiął się do prawnika. — Tak… tak dobrze?
— Tak, grzeczny… — pochwalił go Walt i wysunąwszy stopę, kilka razy poklepał go w jądra od dołu.
James jęknął i opuścił głowę, rozsuwając nogi bardziej na boki oraz wypinając pośladki w górę.
— Co? Już nie chcesz, żeby bolało, że kusisz tą dupcią? Czy może chcesz, żeby tam cię bolało? — zamruczał Walt groźnie, pochylił się i trzasnął go otwartą dłonią w pośladek.
James pisnął, pokrywając się czerwienią, nie tylko na twarzy, ale i w miejscu uderzenia.
— Chcę… tak… jak ty chcesz…
— Zawsze oddany… — zamruczał prawnik z zadowoleniem i uklęknął za jego plecami. Potem docisnął go mocno do ściany swoim ciałem, ponownie zamykając go w swoistej pułapce i dodatkowo wykręcił mu jedną rękę na plecach. — Piszczysz jak te kociaki…
— One… miauczą — odparł na usprawiedliwienie James i jęknął na wydechu, przyklejając się do ściany policzkiem. Czuł już naprawdę mocne naciąganie na penisie. Uwielbiał, jak Walter się z nim obchodził. Jakby w pełni do niego należał.
— Ty też będziesz miauczał — zapewnił go Walter, ocierając się o jego nagie pośladki sztywnym członkiem. Pochylił się nawet, żeby ugryźć Jamesa w ramię. — Och, Jimmy… Ty też jesteś moim kociakiem, ale ciebie adoptowałem na zawsze. — Zachichotał.
— Jestem… twój — powtórzył James i ku zachęcie pokręcił biodrami na boki. Próbował też zerknąć do tyłu na ukochanego, ale ledwo go widział, taki przyciśnięty do ściany.
— A zaraz będziesz jeszcze bardziej mój. I będziesz miał w sobie trochę mnie. — Prawnik powiadomił go o tym, co zaraz się stanie i wilgotnym od obciągania penisem nakierował się na jego wejście. Zastanowił się, czy może to zrobić, ale nie potrafił sobie odmówić. Dlatego ciałem Jamesa nagle wstrząsnęło i dosłownie wcisnęło go w ścianę, gdy Walter brutalnie wszedł w niego, od razu w całości, dodatkowo dociskając biodra do jego pośladków i wręcz je miażdżąc.
Nauczyciel krzyknął głośno, jego ciało zadrżało, a na skórę wystąpiły kropelki potu. Drżał chwilę, przyzwyczajając się i dosłownie tuląc do ściany, do której został przyciśnięty. Było mu duszno, gorąco i jednocześnie zimno. Ale też zaskakująco cudownie.
Walt od razu puścił jego rękę i objął go w talii zaborczo, ale i troskliwie.
— Już, już… Szzzzz — wyszeptał mu do ucha, masując jego podbrzusze.
James jęknął cichutko, nadal drżąc przez uczucie, jakie biło od jego tyłeczka. Tego gorąca, odrobiny bólu, ale i masochistycznej przyjemności.
Walt za to zamruczał, mrużąc oczy z przyjemności, jaka go ogarniała. W tym momencie nawet nie musiał się ruszać, bo nauczyciel w odpowiedzi na niespodziewane wejście mimowolnie się ściskał i tym samym przyjemnie go pieścił.
Chwilę tak trwał, ciesząc się ogarniającym go uczuciem, nim wsunął dłoń pod koszulę kochanka i uszczypnął go w sutek.
— Mm, już są sztywne… — pochwalił, a potem drugą dłonią pogłaskał jego członek z wciąż spiętą skórką.
— Bo… bo ściana jest… zimna — wydyszał James, mając płytki i nierówny oddech. Nadal był jednak ogarnięty wewnętrznym gorącem. Czuł, jak te wszystkie przyjemne i nieprzyjemne rzeczy się w nim kumulują, wywołując obłędne sensacje.
— Tak się nie tłumacz! — Walt zaśmiał się i w końcu po prostu chwycił jego szczupłe biodra. — Teraz nakarmię twoją dupcię — uprzedził i zaczął się ruszać. Mocno i szybko, więc James znowu przytulił się do ściany, a jego członek z klamerką obijał się o nią z każdym ruchem prawnika.
— Wa… wa… Oooch! — James zapiszczał, zamiauczał wręcz i potarł mocniej dłonią o ścianę. — Mój… ooch… — jęknął, bo napięcie na członku było naprawdę nieznośne. Wręcz specjalnie trącał zapięciem o ścianę, żeby spadło. Póki co jednak mocno się trzymało, a Walt nie wyglądał, jakby zamierzał go uwalniać. Do tego dawał mu coraz więcej stymulacji, pieprząc go tak agresywnie i pewnie, miażdżąc w swoich objęciach, podgryzając jego ramiona i szczypiąc w sutki.
Potem nagle się zatrzymał, chwycił go pod brodę i odchylił jego głowę na swoje ramię. Chciał widzieć jego twarz, jego reakcje, więc patrząc na niego w ten sposób, znowu zaczął go pieprzyć, ruszając samymi biodrami. Tak, że góra ciała Jamesa była przylepiona do niego, a pośladki co raz odskakiwały w przód, wręcz uderzane podbrzuszem prawnika.
Nauczyciel był cały rozpalony, jego ciało było zarumienione, wilgotne od potu i drżące od zmęczenia. Penis, mimo boleśnie naciągniętego napletka, cały czas sztywny i chyboczący się na prawo i na lewo. James tylko nie miał co zrobić z dłońmi. Jedną chwycił się trzymającej go ręki, a drugą dotykał co raz boku małżonka.
— Mój koteczek… — Walt z lubością to wszystko obserwował i tym razem zaczął podgryzać jego ucho. Nie ociągał się i dawał sobie wiele stymulacji szybkim tempem. Na tyle szybkim, że jego samego mocno to męczyło i koszula już trochę przyklejała mu się do pleców, a włosy wymknęły się z typowego zaczesania na bok. Posuwał jednak Jamesa nieubłaganie, aż w końcu zdjął mu klamerkę, lecz zamknął penisa w mocnym uścisku swojej dłoni.
James zamiauczał, patrząc, jak tylko mógł prosząco na ukochanego. Jego ciało było w ekstazie, rozpalone, drżące i w pełni oddane Walterowi. Opierał nawet na nim swój ciężar, bo nogi już za bardzo mu drżały i w ogóle go nie utrzymywały.
— Wa… Walt…
Trzymający go pewnie prawnik wewnętrznie roztopił się jak masełko na rozgrzanej patelni, kiedy ujrzał to błagalne spojrzenie. Jako że sam był na skraju, zwolnił uścisk na członku kochanka. Dzisiaj chciał dojść po nim, żeby poczuć to pulsowanie, drżenie i usłyszeć jęki kochanka podczas jego orgazmu.
— Dojdź dla mnie, to nakarmię twoją dupcię — zaburczał mu do ucha i, przycisnąwszy go dłonią na plecach do ściany, przyspieszył.
James jęknął głośno. Jeśli nawet chciał odpowiedzieć, to nie miał na to siły. Był zbyt rozpalony, rozedrgany i odurzony tym wszystkim. Przytulił się do chłodnej ściany i skupił tylko przez chwilę na tym cudownym tarciu i falach przyjemności, jakie dawała mu penetracja. Przy miaukliwym „już, już” doszedł na ścianę przed sobą.
Usłyszał przy tym zduszone stęknięcie męża za plecami, po czym ten przytulił się do jego pleców i przez moment tak trwał, czerpiąc z tego, co czuł. Dopiero po chwili wznowił swoje ruchy. Mniej agresywne i gwałtowne, chociaż wciąż dość szybkie. Dyszał chwilę na ramię Jamesa, nim ten nagle poczuł w sobie wilgoć i drżenie członka. Aż się uśmiechnął do siebie ze zmęczenia, przyjemności i tego wszechogarniającego szczęścia, że się spisał i dał Walterowi orgazm.
— Kocham… cię… — wydyszał cichutko, delikatnie ściskając tyłeczkiem członek prawnika w sobie.
— Ja ciebie bardziej… — odmruczał Walter również zmęczonym głosem, przytulając kochanka i delikatnie sadzając go sobie na kolanach. — Mój kotek… mmm, myszka bardziej — dodał z chichotem, trącając nosem mysi kosmyk przy uchu męża.
James uśmiechnął się miękko, ale słabo.
— Też… dobrze. Ważne, że twój — wyszeptał, opierając się na mężczyźnie ufnie. Nie chciał mu ciążyć, ale był zmęczony, a Walter tak czule go obejmował. Zupełnie, jakby nie chciał go puszczać.
— Mhm… Zawsze. Zawsze mój… I wciąż jesteś opalony po tej Tajlandii — dodał z uśmiechem, obcałowując szyję i ramiona kochanka.
— Do granic koszulki i bielizny — odparł miękko James, nie wyrywając się. Nie przeszkadzało mu, że wciąż jest pełen.
— Słodki — podsumował prawnik i cmoknął go w policzek. — Chcesz się umyć, kochanie? Zanim zapoznamy się bliżej z kociakami?
— Mhm… chciałbym. Ale w wannie — stwierdził James i oparł się jedną dłonią o biodro męża, żeby się unieść z jego penisa.
Walter pozwolił mu na to, a następnie zapiął sobie spodnie. Pomógł wstać kochankowi i bezceremonialnie złapał go pod kolanami i uniósł.
— Jesteś śliczny — wyznał, widząc jego zarumienione oblicze.
James przez ten komplement jeszcze mocniej się zaczerwienił. Wyglądał niemalże tak samo, jak w czasie seksu, kiedy gorąco kumulowało się na jego twarzy i kroczu.
— Przestań — jęknął z zażenowania, ale i tak skory, żeby objąć ukochanego za kark.
— Nie przestanę! Będę cię zawstydzał, ile tylko się da, bo jesteś wtedy jeszcze bardziej rozkoszny — odpowiedział ze śmiechem Walt, ruszając w stronę łazienki, żeby umyć swojego męża po męczącym seksie. Po drodze tylko uważał, żeby nie kopnąć żadnego kociaka.
Te nawet nie były nimi szczególnie zainteresowane, kotłując się ze sobą na środku salonu. Cała trójka skakała radośnie z pełnymi brzuszkami i pełna energii. James uśmiechnął się, widząc je. Uważał, że są słodkie. Sam nie miał nic do zwierząt w domu, ale jeśli Walter ich nie chciał, to tylko on mógł być dla niego zwierzaczkiem. Myszką czy kotkiem, nieważne, byle jego. I nie wątpił, że tak jest. Bo, jak się okazało, Walter nie był typem mężczyzny, który po ślubie się zmienia. Wciąż równie mocno okazywał mu swoje uczucia, opiekował się nim i starał się go uszczęśliwiać. Nie stracił też zainteresowania seksem z nim, a wręcz był w nim coraz lepszy, bo ich zabawy nabierały coraz większej różnorodności. Było jak w bajce. Szczególnie z takim mężczyzną jak Walt, który wydawał się promieniować szczęściem, optymizmem i… miłością do swojej szarej myszki. A Jamesa jakkolwiek to peszyło i czasami trudno było mu uwierzyć w swoje szczęście, tak coraz bardziej je akceptował. Szczególnie po ślubie, po podróży po nim.
— Zamówimy coś na kolację? — spytał, kiedy w wannie było już trochę wody, a on usadowił się w niej, spoglądając na kochanka i obejmując ramionami kolana. — Chciałbym poznać trochę kociaki, a nie wiem, czy zdążę coś ugotować.
— Oczywiście, kochanie — zgodził się Walt z troskliwym uśmiechem, wchodząc do niego do wody. Też spocił się przy tym seksie i uznał, że nie zaszkodzi mu kąpiel. — Może coś z tej tajskiej kuchni, hm? Ostatnio była bardzo smaczna — dodał, sadowiąc się naprzeciwko męża i sięgając po żel. Woda jeszcze szumiała, płynąc z kranu.
— Może być, ale coś mniej ostrego. Usta mnie potem piekły. — James zaśmiał się krótko, mrużąc przy tym oczy i patrząc na mężczyznę.
— Dobrze, weźmiemy coś łagodnego — zapewnił go prawnik, zaczynając się myć. — Mmm… Lubię takie niedziele. Kiedy jesteśmy sami w domu, nie mamy pracy i możemy przyjmować gości jako małżeństwo. Przyjemnie, hm?
— Mhm — odparł od razu James, po czym trochę zgasł. — Ale… martwię się trochę o to. Wiesz… o Lasha… i kuratora Corna. Znasz go dobrze?
— Courtneya nawet dobrze. Znamy się, odkąd zaczął pracować w swoim fachu. Jest specyficznym facetem, ale miłym. Nie sądziłem, że zwiąże się z podopiecznym. Zawsze wydawał się mocno trzymać wszelkich reguł — odpowiedział Walt z zadumą, zapatrując się na jasne kafelki w muszelkowy wzorek, które okalały ramę lustra na ścianie naprzeciwko. — A ty znasz dobrze tego chłopaka?
James pokręcił głową.
— Nie. Nie rozmawiałem z nim więcej niż odnośnie testów czy przy tablicy. Kojarzę go jednak. Jest… cóż, dostał za coś kuratora, prawda? Takie osoby też przejawiają w ogóle dużo agresji, ale może Corn faktycznie ma rację, że coś może w nim jest, bardziej go zna i jego środowisko. Ciężko mi oceniać, jednak ta różnica wieku. Walt… — James spojrzał na kochanka, w jego oczy, bo wcześniej błądził spojrzeniem po wodzie. — Wiesz, że umiem się martwić. Tak jak z Shanem i Davidem. Też mieli tyle przeciwności. I David miał żonę, to też było niewłaściwe. Ale teraz są szczęśliwi.
Walt uśmiechnął się do niego delikatnie, namydlając sobie owłosiony tors.
— Każdy ma szansę na szczęście. Jak widać po Davidzie szczególnie, bo mogłoby się wydawać, że jest mocno uziemiony przez żonę i dzieci, ale da się znaleźć inną, szczęśliwą drogę. Chociaż to zabawne, bo Courtney jest pasywem, a nastolatek… Jak on wygląda, hm? — zaciekawił się.
James najpierw wzruszył ramionami, nadal obejmując kolana, po czym dopiero odpowiedział:
— Jest wysoki, ma nieźle zbudowane ciało. Widziałem go raz, gdy przyjechał do szkoły na rowerze. Ma duże ręce i taki charakterystyczny, mały nos. Corn nie jest od niego większy, tak mi się wydaje.
— Może dlatego mu się podoba. A może chłopak ma coś w sobie… Hm, musi mieć, skoro jest to związek, a nie tylko seks — stwierdził Walt z pewnością w głosie i z zastanowieniem odbijającym się na jego twarzy. — Ale to wciąż osobliwe i… Jimmy, takie rzeczy zawsze w końcu wychodzą na jaw. A to się dla Courtneya może skończyć w najlepszym wypadku wyrzuceniem z pracy.
Nauczyciel spojrzał z przestrachem na prawnika.
— A najgorszym?
— Zależy, jak ten chłopak by to przedstawił. Może w obronie dumy by powiedział, że było to molestowanie? Wtedy Courtney skończyłby w więzieniu. Istnieje dużo możliwości, ale żadna nie jest różowa. A Courtney to naprawdę dobry facet. Świetnie gotuje — wspomniał z uśmiechem Walt. — Jakby nas kiedyś zaprosił na kolację do siebie, zobaczyłbyś, na co go stać.
James uśmiechnął się ciepło, chociaż jego miłością nigdy nie było jedzenie.
— Może kiedyś. Ale… to znaczy, że nie mają w ogóle szans? Znaczy… myślisz, że to się dla twojego przyjaciela źle skończy? Tak szczerze.
— Myślę, że jest większe prawdopodobieństwo, że skończy się źle — odpowiedział smutno Walt. — Jeśli się wyda, będzie tragicznie. A nawet jeśli nie… Ten Lash jest nastolatkiem i pewnie nie takim jak Shane, więc nie można liczyć na jego oddanie po grób. Może zmienić zdanie, choć nie wiem też, kto jest tym bardziej zaangażowanym… Och, Jimmy, to tylko gdybanie, naprawdę nie wiem — jęknął na koniec i opłukał się. — Ale można zawsze wierzyć, że nic się nie wyda, aż nie skończy się nadzór Courtneya i pociągną to dłużej — dodał z lekkim uśmiechem. Wolał zawsze myśleć o tej pozytywnej wersji wydarzeń, choć w tym wypadku było wiele przesłanek, żeby się jednak nie spełniła.
James westchnął ciężko i pokiwał głową.
— To mam nadzieję, że się nie wyda. O nas… o nas też nie wie nikt niepożądany.
— Mhm — przytaknął Walt, mimo że bardzo chciał być out. Ale był w tym związku i tak bardzo, bardzo szczęśliwy, więc nie czuł potrzeby jeszcze większego naginania Jamesa. Wychylił się do niego i cmoknął go delikatnie w wargi. — Jesteś ze mną bezpieczny — zapewnił z uczuciem.
James zarumienił się swoim zwyczajem, ale i też uśmiechnął.
— Dziękuję.
— Wszystko dla ciebie, kochanie! — Walt roześmiał się wesoło i wyszedł z wody. — Zobaczę jak kociaki, a ty się mocz i odpoczywaj.
James zamruczał potakująco i jeszcze delikatnie się uśmiechnął. Kochał tego mężczyznę i naprawdę był wdzięczny losowi, że trafił na taki ideał. Swój własny, prywatny, bo chociaż mieli obaj przed sobą wielu partnerów, to z nikim tak się nie zgrywali jak ze sobą. James był szczęśliwy.

10 thoughts on “Newton’s Balls – 35 – Niewłaściwy związek

  1. Katka pisze:

    Kaczuch_A, trueee, Kukurydza sama trochę spierniczyła, no ale na razie nie są to błędy, po których nie mógłby się podnieść. Niemniej… powinien być bardziej ostrożny. Za bardzo się rozluźnił. A wyniki Chase’a – trzeba MOCNO trzymać kciuki. Niestety też trzeba poczekać na nie, bo jak widać, zanim się pojawią, to trochę się chłopak i my nastresujemy… Dzięki za wenę i komenty! :)

  2. kaczuch_A pisze:

    Skomentuję od razu dwa rozdziały ten i następny. Kukurydz sam sobie dołek podkopał~! xD I z jednej strony mnie to bawi, a z drugiej stąpają po bardzo kruchym lodzie i będą mieli wielkie nieprzyjemności jak się to wszystko wyda. Walter i James raczej tego dalej nie rozniosą, a jak ktoś inny się dowie to co wtedy? To nie będzie miłe. Wyniki badań Chase’a muszą wyjść negatywne, innej opcji po prostu nie biorę pod uwagę i baaaardzo jestem ciekawa jak wielką drakę zrobi za tego maila, bo będzie głośno, mogę się założyć~!

    Weny~!

  3. Katka pisze:

    Levi, bardzo bezboleśnie. Courtney wygadał się chyba przed najbardziej bezpiecznymi osobami, na jakie mógł wpaść. Niech go to czegoś nauczy, bo potem może nie być tak lekko. Ale fajnie, że widzisz w tym plusy :) Zawsze się przyda osoba, której można się z czegoś zwierzyć. Dzięki za wenę i czas! To dwie rzeczy, które są niezbędne w naszym pisaniu XD

  4. Levi pisze:

    No i powoli tajemnica się wydaje. Na razie bezboleśnie ale to tak łatwo dalej napewno nie będzie. Teraz chociaż Courtney jakby co to ma się do kogo zwrócić w razie potrzeby.
    Życzę weny i dużo wolnego czasu :)

  5. Katka pisze:

    Kasia, tak, zdecydowanie w interesie Walta jest tez to, żeby nie wyszło to na jaw. Z drugiej strony też nie ma żadnego interesu w tym, żeby szkodzić Courtneyowi. Och, a czy Chase się dowie o Jamesie… haha, pewnie nie chciałby tego jednak wiedzieć XD No i fajnie, że w tym rozdziale ta dwójka była zjadliwa :) Wiem, że ogólnie można mieć do nich bardzo ambiwalentne odczucia. Super, że się podobało, a kociaki… no cóż, zobaczymy, jaki będzie ich los. Udanej majówki Tobie również!

    Mati, haha, nooo, dawno, dawno :D Ale czasem fajnie jest odgrzać niektóre postacie XD No i tak, teraz Courtney miał szczęście. Ale ogólnie jest to zawsze ryzykowne, kiedy jakieś kłamstwo się puszcza i potem trzeba mocno kontrolowac, co się powiedziało, a czego nie, bo łatwo o potknięcie…

  6. Mati pisze:

    Oooo, Walt i James, ja ja ich dawno razem nie „widziałem”.
    Jedno głupie słowo i wszystko wyszło na jaw… Dobrze, że tylko wśród tej pary. Ale prędzej czy później ten sekret Courtney’a wyjdzie na jaw… Aż boję się myśleć, co się wtedy stanie….

  7. Kasia pisze:

    Courtney się niechcący wsypał, hehe, dobrze że tylko przed Waltem i Jamesem, chociaż trochę się obawiałam reakcji Walta, ale potem mi uświadomiłyście że to nie jest w ich interesie bo James mógłby również mieć nieprzyjemności. Ha ciekawe czy Chase dowie się o tym że jego nauczyciel geografii nie jest taki święty no i że wie też o nim. Oj mógłby się trochę wściec.
    Jak normalnie nie przepadam za Waltem tak teraz naprawdę miło mi się czytało o tej parze, może dlatego że James nie był taki strasznie jęczàcy i niewierzący w siebie a Walt przy nim też jest inny niż przy księżulku . Małżeństwo im wyraźnie służy, szczególnie Jamsowi ☺ No i teraz panowie mają w domu koty, ciekawe czy już z nimi zostaną, trzy to trochę dużo, ale dwa stanowią świetne rozwiązanie, szczególnie jak są ze sobą od małego, ale rozdzielać je też nie było by fajnie. Liczę na to że u nich zostaną wszystkie 😊
    Dzięki dziewczyny i udanej majówki życzę 😀

  8. Katka pisze:

    Tazkiel, brawo, jesteś pierwsza! Smutne jest tylko to, że jedyna… XD Czyżby inni czytelnicy nas opuścili na majówkę :( A może Walterek i James nie są tak lubiani? Ech, ech, my ich kochamy jak każde nasze dzieci XD I tak, ja tez sie podczepiam, że jeśli wszystko wyjdzie na jaw, to najmocniej oberwie Courtney. To, co robi, jest mega nieetyczne. No ale… Serce nie sługa, jak to się mówi. Miał szczęście, że padło na tę dwójkę. Może się teraz będzie bardziej pilnował. A Walt i James są ze sobą bardzo szczęśliwi :) Tobie też cudownej majówki! Nasza się nie zapowiada mega szałowo, ale wyjazd relaksujący miałyśmy tydzień temu, więc nie ma co narzekać :) Pozdrawiamy!

  9. Tazkiel pisze:

    Co moje oczy widzą?! Czyżby pierwszy raz udało mi się skomentować jako pierwszej?! Jeżeli tak, to moje prywatne święto:). Ostatecznie zaczyna się długi weekend, więc świętowanie można zacząć. W każdym razie miło mi, że tak się złożyło XD.
    No i wydało się…Cóż, zgadzam się z Waltem, że takie sprawy zawsze wychodzą na jaw a jeżeli tak się stanie, to najbardziej ucierpi Corn, niestety. Na pewno zdaje sobie z tego sprawę i ma szczęście, że tym razem trafiło na Walta i Jamesa, ale co będzie, jak Chase się wysypie? Wiem, że jeden i drugi starają się uważać, ale, jak widać na załączonym obrazku, dobre chęci to nie wszystko. Nie wiem, jak chcecie to rozwiązać, ale tak jakoś czuję, że może być nie wesoło
    Miło dowiedzieć się, że Walt i James są ze sobą szczęśliwi a ich seks jest gorący i daje im dużo rozkoszy :).
    Życzę słonecznej majówki, dziewczyny, i mam nadzieję, że odpoczniecie:).
    Pozdrawiam, Tazkiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s