Across The Cursed Lands III – 13 – Wspólny dom na południu

Burza już się uspokoiła, ale wciąż padało. Teraz jednak ten spokojny dźwięk uderzania kropel o szybę wydawał się uspokajający. Ciemności panujące za oknem podobnie. Pogasili już wszystkie światła, gospodarze zamknęli się w swojej sypialni, a William teraz tylko leżał na rozłożonej kanapie i czekał, aż Jefferson do niego dołączy. Na razie tylko go obserwował, gdy ten dorzucał ostatnią dużą kłodę do kominka, żeby przez noc jeszcze coś ich wszystkich grzało.
Był ubrany tylko w spodnie do bielizny i było mu gorąco, chociaż William okrywał się kołdrą. Lekarz zauważał ostatnio coraz bardziej, że jego towarzysz często jest bardziej nerwowy, pełen energii i bardziej rozgrzany niż wcześniej. Chociaż nerwowość dzisiejszego dnia była uzasadniona.
— Powinno się palić długo, a jak coś, obudź mnie w nocy, to dorzucę — zwrócił się do Williama i podszedł do posłania.
Zatrzymał się i spojrzał w kierunku drzwi do sypialni. Dziwnie się czuł z tym, że ktoś wie. Lekarz także się tam obejrzał, a potem odsunął dla Rangera kołdrę.
— Chodź. I słyszysz coś? Myślisz, że już śpią?
— Właśnie nic… — wyszeptał Jefferson i z wahaniem wszedł pod kołdrę.
Dawno nie spali razem na jednym łóżku. Było to przyjemnym doznaniem, a na pewno dla Williama. Już sama miękkość pod tyłkiem dawała mu dużo komfortu. A gdy od razu przytulił się do Jeffersona, rzucił:
— Może ja też powinienem pozbyć się części piżamy… Grzejesz jak ten kominek.
— Który się powoli wypala. Potem będzie ci zimno. — Jefferson zanegował i od razu kąśliwie dodał: — W stodole cały czas było ci zimno.
Temu trzeba było przyznać rację. Jak zwykle William lubił spać spleciony z Rangerem, tak w stodole był niczym… piżama Jeffersona, bo dosłownie oblegał go całego. Ten więc mógł się cieszyć ze zmiany posłania, bo dzięki temu William jakoś normalnie się przy nim układał.
— Tam było nieszczelnie i bez ogrzewania — zauważył lekarz, po czym spokojnie dopytał, trzymając dłoń na jego sercu: — Jak się czujesz?
— Dobrze. Pomijając to, że chyba nie pomyślałem w ogóle o tym, że chyba nie powinienem mówić nic o nas. Ale kiedy Maverick wyszedł wtedy tak nagle… A do tego udał się do stodoły, tam na górze, wszystkie nasze rzeczy leżały razem. Samo to wyszło — odpowiedział Ranger, nie skupiając się na kwestiach fizycznych, chociaż serce mocno mu biło w piersi, kiedy o tym myślał.
Czuł, jak dłoń lekarza głaszcze go po piersi i na pewno czuje ten szybki rytm. Do tego gorąco i lekką wilgoć ciała.
— Myślę, że dobrze, że i o nas się dowiedzieli. Nikt z nas nie musi teraz nic ukrywać — powiedział spokojnie, choć przez to, co czuł od Jeffersona, sam też poczuł ukłucie nerwowości. Nic jednak o tym nie powiedział, tylko pocałował go w nagie ramię. — Mogę cię teraz swobodnie pocałować na ranczu.
— To będzie i tak dziwne — prychnął Ranger, bo nadal tak uważał. Nigdy, jak do tej pory, nie całował mężczyzny przy nikim. To, że Betty Colins wiedziała, to też był przypadek, ale nie całował wtedy Williama.
— Ciekawe, czy oni będą to przy nas robić — zadumał się lekarz, próbując nasłuchiwać rozmów, ale od sypialni dzielił ich mały przedpokoik, więc kompletnie nic nie było słychać. — Myślisz, że są szczęśliwi?
Jefferson spojrzał w jasne oko lekarza.
— Nie wiem, czy będą to robić — odparł, mimo że skrycie gdzieś marzył, żeby to zobaczyć. — Maverick mówił, że Nicholas się od niego oddala.
— Och… Naprawdę? Generał wydaje się przy nim szczególnie potulny.
— Sam tego do końca nie rozumiem. — Ranger westchnął i uniósł się trochę, żeby w końcu pokonać opory i objąć ramieniem Williama, który na pewno chętnie, jak zawsze, położy mu się na piersi.
I było właśnie tak, jak się spodziewał. Lekarz podsunął się do niego, przytulił do jego boku i oparł policzek na torsie.
— Ale nie dziwi mnie, że mogą się od siebie oddalać. Żyją osobno — spostrzegł po chwili. — Z nami jest inaczej.
— Swego czasu byli też cały czas razem w drodze, kiedy była jeszcze Boosa — zauważył Jefferson. — Myślisz, że ja gdzieś z tobą osiądę?
A gdy tylko padło to pytanie, William rozchylił szerzej swoje jedyne, błękitne oko. Drugie miał już nieprzesłonięte opaską, bo przywykł do zdejmowania jej na noc. Nie o niej jednak myślał. Zrobiło mu się niemożliwie lekko, gdy tylko Jefferson o to zapytał. I jeśli serce Rangera biło ostatnio szybciej, to jego własne w tym momencie jakby stanęło.
— Chciał… byś…? — wyszeptał, nie podnosząc się, a patrząc w ciemne zarysy mebli.
Jefferson, który zerkał w stronę kominka, nie zauważył zaskoczenia Williama, jakby mógł, gdyby na niego patrzył. Westchnął więc tylko głęboko, nie analizując za dużo.
— Kiedyś może tak. Ale jeszcze chciałbym długo podróżować, ale nie wiem, czy ty byś chciał. Widzę, jak cię to męczy, dlatego o tym myślałem.
William przełknął z trudem ślinę, czując, że wciąż nawet fizycznie nie może wrócić do spokoju, a co dopiero umysłowo. Myśli mu pędziły w stronę obrazów w przyszłości, w której Jefferson wciąż chce z nim być.
— Męczy… ale ten czas spędzony z tobą jest jednym z przyjemniejszych, jakie przeżyłem — przyznał, nawet z zaskoczeniem dla siebie, szczerze.
— Więc… — Jefferson spojrzał w końcu w jego stronę. — Może dałoby się to jakoś wyśrodkować. Trochę byś się pomęczył w drodze, potem można by odpocząć trochę, znowu coś ruszyć w trasę, jakby nam się nudziło.
Jeśli William się nie mylił, pierwszy raz na poważnie myśleli o przyszłości w taki sposób. Był tym oszołomiony niczym Jackiem Danielsem.
— Tak. Myślę, że to dobry pomysł. Moglibyśmy kupić dom na południu. Spodobały mi się tamte rejony. Wracalibyśmy tam, jak Nicholas do Mavericka.
Jefferson skrzywił usta.
— Może to właśnie jest ich problem.
— Naszym nie będzie, jeśli będziemy razem wyjeżdżać. Maverick nie towarzyszy Nickowi.
— Masz pomysł czemu?
— Nie. Nie wiem. Ty spędzasz z nim więcej czasu — spostrzegł lekarz, ale nie chciał teraz rozmawiać o ich gospodarzach, mimo że przez dzisiejsze nowe informacje ci nagle stali się jeszcze ciekawsi. Ale Jefferson okazał, że chce być z nim dłużej niż trwanie misji, a to było jeszcze lepsze od gdybania na temat Boosy. — Ciekawe, czy Maverick obawia się o Nicholasa, gdy ten wyjeżdża na długo. Ja pamiętam, co czułem, kiedy pojechałeś polować na Wielką Stopę beze mnie.
— Zjadłaby cię, gdybyś pojechał z nami — ten jednak nie wyczuł kontekstu, w jakim mówił to jego partner. Zaśmiał się więc i tylko potarł plecy Williama, żeby ten się nie boczył od razu.
— A gdyby zjadła ciebie, skończyłbym jak rozgoryczony znachor w małej, sterroryzowanej wiosce — zauważył chłodno lekarz, po czym jednak odpuścił i przesunął powoli dłonią w dół ciała Rangera.
Pogładził jego szczupły, umięśniony brzuch, delektując się tym, jakby już ktoś mu robił dobrze. Aż sam dotarł palcami do nieco owłosionego krocza Rangera, gdy zatopił palce pod bielizną. Jej właściciel spojrzał czarnymi oczami na jasną twarz obok swojej.
— William? — spytał, bo nie był pewien, czy seks, kiedy za drzwiami obok spał ktoś, kto o nich wie, był mu w smak.
— Mm? — ten odmruczał cicho, powoli drapiąc jego włoski tuż nad penisem, jak małe, domowe zwierzątko.
— Nie weźmiesz dłoni wyżej, tak jak ja nie postanowiłem zignorować sprawy Wielkiej Stopy?
— Jeff… Chyba możemy pozwolić sobie na seks — szepnął William, nie cofając dłoni, ale też nie zsuwając jej niżej — łagodny i powolny, więc powinieneś móc być cicho.
— Taki w całości? — jeszcze dopytał Ranger, bo nie był pewien. To było jednak dość krępujące.
— Mamy kołdrę i jest ciemno, a myślę, że Nick i Maverick już śpią — odpowiedział William, przekręcając głowę, by złożyć jeden pocałunek na jego szyi, a drugi na sutku. Ten na koniec dodatkowo lekko possał.
— A jeśli się obudzą? — Jefferson nadal był niepewny, ale nie odsuwał Williama. Może powinien sam to zainicjować, wtedy chociaż William miałby kobiecą rolę, ale z drugiej strony, nie miał jakoś odwagi, żeby to teraz zrobić.
— Nic nie usłyszą, bo będziemy cicho. Zrobię to powoli — odpowiedział lekarz, cały czas obcałowując ciało swojego przystojnego Rangera. Do tego widząc brak sprzeciwu, pozwolił sobie wsunąć dłoń niżej i na razie tylko objąć nią penisa i popieścić. Delikatnie, niegwałtownie, ale równocześnie z wykorzystaniem swojej sprawności.
Jefferson zacisnął usta i wolną dłoń, zaciśniętą w pięść, przycisnął do ust. Był chyba głupi, że się na to godził. Ale dawno nie mieli seksu, a on był cały czas jakiś pobudzony. Może faktycznie nikt nic nie usłyszy i jakoś zachowają czystość.
Na razie biernie poddawał się poczynaniom lekarza, który to ssał, to obcałowywał jego ciało, przy tym pobudzając mu penisa. Kilka razy też zjechał dłonią na jądra, by i je pomasować. Ściągał i nasuwał napletek z główki, a gdy czuł już, że Ranger jest tam sztywniejszy, ujął penisa w całą dłoń i kciukiem dłuższą chwilę mocniej pocierał dziurkę na czubku.
Jefferson stęknął nisko, na szczęście bardzo cicho. Zacisnął zęby na swojej pięści.
— William, do cholery… — stęknął, zaczynając wątpić w to, że będą cicho. Było mu dobrze, aż miał ciarki na całej skórze.
— To przejdźmy dalej — odszepnął William i sięgnął do wisiorka, na którym miał nie tylko medalik Boosy, ale również fiolkę z olejkiem. Odkręcił ją, wylał sobie odrobinę na dłoń, którą przed chwilą pieścił Rangera i ponownie skierował ją pod jego bieliznę. Przy tym wychyliwszy się do jego twarzy, pocałował go w kącik ust. — Rozchyl trochę — poprosił cicho, gdy przesunął dłoń niżej, pod jego jądra, by móc dostać się do szparki.
Ranger spojrzał mu ostro w oczy. Jak zwykle, chociaż i tak później ta ostrość zamieniała się w ogień. Dało się przywyknąć.
— Jeśli nas usłyszą, to nici z naszych planów, bo cię uduszę — zagroził, ale odchylił nogę, żeby lekarz mógł go popieścić między pośladkami.
— Jesteś jak zawsze dla mnie bardzo okrutny — poskarżył się szeptem William, ale po tym pocałował go mocno, by ułatwić mu tłumienie dźwięków własnym językiem. Bo właśnie zetknął palce z jego dziureczką, gdy przedarł się palcami pomiędzy pośladki i odnalazł to maleńkie, lubiące taki dotyk wejście.
Jefferson starał się być cicho i jednocześnie się rozluźnić. I jak strach przed wykryciem ułatwiał mu pierwsze zadanie, tak drugie utrudniał. A co za tym idzie, jego spięcie utrudniało mu bycie cicho. Koło się zamykało. Zaburczał więc niemalże z pretensją w usta Williama, kiedy mocno chwycił go za kark, żeby samemu też kneblować się jego ustami.
Jego partner przez to sam mocniej się podniecił. Nie było tajemnicą, że kręciła go męskość Jeffersona. A teraz ukazywała się w postaci tak zdecydowanego gestu, który w oszałamiający sposób łączył się z tą specyficzną uległością. Chciał mu dać za to jak najwięcej przyjemności, więc mimo oporu delikatnie przepchnął jeden palec i wykręciwszy nadgarstek, wsunął go najgłębiej, jak mógł.
Znowu usłyszał niskie mruczenie, a zaraz po tym został ugryziony w dolną wargę. Nie mocno, ale jednak. Jefferson od razu wziął głęboki oddech. Potrzebował tego… tak samo jak odsunięcia nogi jeszcze bardziej na bok.
Jedyne oko Williama zerknęło w tamtym kierunku, jednak pościel częściowo zasłaniała ciało Rangera. Sięgnął więc tam szybko, odsunął ją i znów poruszył dłonią w bieliźnie Jeffersona, żeby już przygotować szparkę na kolejne palce.
— Dobrze? — szepnął w wargi mężczyzny, szukając prostaty.
— Nnn… — Ranger spojrzał na niego z lekką pretensją.
Nie chciał, żeby teraz mówili, ani żeby jakoś za bardzo wystawali zza pościeli, ale mógł jako tako iść na kompromis, byle William się już pospieszył i nie przedłużał. Bo czym dłużej to trwało, tym bardziej się denerwował, że zaraz Maverick wyjdzie do kuchni po szklankę cholernej wody.
Lekarz nie naciskał, żeby uzyskać odpowiedź. Cmoknął tylko jego wilgotne wargi i starając się mimo ciemności ujrzeć, jak reaguje ciało Jeffersona, wsunął w niego na raz kolejne dwa palce. Starał się jednak zrobić to płynnie, powoli i łagodnie. Czuł opór, ale wiedział, że musi przygotować zwieracz, żeby odpowiednio się dla niego rozluźnił. Inaczej Jefferson będzie stękał. Chociaż i tak miał wrażenie, że będzie to robił. A nawet trochę chciał, chociaż jego kochanek pewnie mocno by się wkurzył, gdyby o tym wiedział. Na razie jednak był całkiem cicho, chociaż kosztowało go to przygryzione usta.
Całowali się co jakiś czas w trakcie, a William swoim zwyczajem używał palców nie tylko po to, żeby go poszerzyć, ale też dotykał go, masował i rozluźniał po całym ciele. Towarzyszyło im przy tym trzaskanie drewna w kominku, sporadyczne uderzanie deszczu o szyby i na szczęście tylko tyle. Było bardzo klimatycznie i na pewno gorąco, a William już chciał zakosztować na swoim sztywnym członku gorąco wnętrza swojego przystojnego mężczyzny. Dlatego po kilku minutach wysunął z niego palce i zdjął spodnie od piżamy, żeby jeszcze nawilżyć penisa resztkami olejku.
Jefferson leżał przed nim z mało męsko rozsuniętymi nogami, jakby sam to określił, oraz z rozpalonym spojrzeniem. Było mu duszno i bardzo dobrze, aż do momentu, kiedy nagle zastygł, a obaj usłyszeli głośne uderzenie czegoś ciężkiego o drewno od strony sypialni. Ranger od razu zamarł i spojrzał w tamtą stronę. William też zatrzymał się w połowie ruchu, kiedy właśnie sięgał obiema dłońmi do skraju bielizny Jeffersona, żeby zsunąć mu ją w dół. Wstrzymał nawet oddech i nasłuchiwał, by upewnić się, czy może nie rozlegają się kroki.
Było słychać tylko odgłosy kominka i deszczu. Poza tym cisza, w którą się wsłuchiwali, była aż szumiąca w uszach. Jefferson spojrzał na Williama i zaraz na swoje krocze. Cholera, nie wiedział, co mają robić. Zignorować to i dalej się kochać, czy odpuścić i iść spać z erekcją?
Lekarz był bardziej zdecydowany. Szybkim ruchem ściągnął mu spodnie, potem znów rozłożył nogi tak, jak mężczyzna miał je wcześniej i opadł na niego. Pocałował go namiętnie, podpierając się z boku jego głowy, a sztywnym i gorącym penisem już ocierał się o jego krocze i umięśnione uda.
Ranger stęknął i szarpnął go za ramię, żeby zobaczyć jego twarz.
— Co to było? — wysyczał na niego szeptem, a jego groźna postawa była zaburzona tym, jak szeroko miał rozłożone nogi i faktem, że William znajdował się już między nimi z penisem tuż przy jego pośladkach.
— Jeśli mówisz o tamtym dźwięku, to nie mam pojęcia, ale jeśli o tym, że na ciebie opadłem i próbuję się z tobą kochać, to wyraz tego, jak bardzo łatwo w tobie utonąć — odpowiedział William z rozgorączkowaniem. Było pewne, że ma na myśli to, co mówi, choć zawsze było to niepokojące. Teraz nawet bardziej, gdy nie miał na twarzy opaski, a nikłe światło z kominka ukazywało jego częściowo pomarszczoną przez bliznę twarz.
Ranger jednak patrzył na niego jak zwykle. Może pomijając tę nerwowość, związaną z faktem, że mają się pieprzyć pod czyimś dachem. Na czyjejś kanapie.
— Ten dźwięk… brzmiało, jakby wstawał — fuknął, ale zaraz przymknął oczy, wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze. Otworzył powieki i pocałował mocno Williama, tym razem ściągając go do siebie za ramię, które aż miażdżył w uchwycie silnej dłoni.
Przez to William nawet nie miał jak odpowiedzieć. Stęknął cicho i odpowiedział na pocałunek, czując uderzenie ekstazy, gdy tylko poczuł na własnym ciele gorąco ciała Jeffersona, jego kształty i twardość. I bardzo w tej chwili żałował, że nie zdjął też góry od piżamy. Nie było jednak czasu na szarpanie się z nią teraz, szczególnie że młodszy mężczyzna zagarniał go tak mocno. Lekarz więc jedynie wpasował się lepiej, po czym na ślepo wycelował penisem i wsunął go w śliski otworek.
Od razu poczuł, jak palce na jego ramieniu zaciskają się jeszcze mocniej, na siłę, jakby tak równoważąc chęć zaciśnięcia zwieracza przez Jeffersona. Ten też tłumił stęknięcia na jego ustach, skutecznie utrudniając oddychanie.
Istniała całkiem spora możliwość, że po tym seksie William będzie miał siniaki w miejscach, w których został złapany. W ferworze tego, czego doznawał, nie czuł specjalnie bólu, za to samą rozkosz, gdy tylko jego penis wchodził głębiej. Na koniec jednak nie mógł się powstrzymać. Chciał usłyszeć to ostatnie plaśnięcie, więc kiedy już był prawie cały, pchnął mocniej, a z dołu rozległ się dźwięk uderzenia jąder o śliskie, jędrne pośladki. William o mało nie jęknął z zadowolenia.
Dźwięk musiał być na tyle cichy albo przyjemność z pchnięcia dla Jeffersona tak duża, że lekarz nie został za to zrugany. Kształtne usta Rangera tylko mocniej się zacisnęły, tak samo jak oczy, jakby to pomagało mu zachować ciszę. A nie było to łatwe. William czuł to, głównie w tym, że jego partner był jeszcze ciaśniejszy niż zazwyczaj. Był tym bardzo rozochocony i już chciał się poruszać. Spróbował więc choć trochę rozluźnić uścisk Jeffersona na swoim ramieniu i gdy tylko miał jakieś pole manewru, zafalował biodrami. I oczywiście do pary z tym, jak jego członek wchodził płynnie, ale powoli w tyłek Rangera, dłonie Williama już ściskały jego boki i uda. A te były takie jędrne i twarde… Jak całe ciało Jeffersona, który teraz z racji, że nie mógł trzymać lekarza, zaciskał dłoń na ustach. Przyciskanie pięści do warg nie pomagało, a każde pchnięcie było coraz lepsze, więc żeby nie być zdanym na pocałunki, które mogły być skuteczne albo nie, trzymał sam dłoń mocno na wargach. Drugą kontrolował lekarza uściskiem na biodrze.
Po kilku chwilach, gdy William już wszedł w przyjemne dla nich obu tempo, poczuł na twarzy pocałunki. Na lekko spoconym czole, na zaciśniętych powiekach, policzkach i dłoni, która zasłaniała usta. William był blisko, Ranger czuł jego zapach i dotyk, tak samo jak tyłkiem czuł, że penetrujący go penis porusza się czasem na boki, jakby kręcąc się w nim, a potem znów wysuwa się za każdym razem w całości, by zaraz znaleźć się cały w środku i zatkać go niczym korek.
Jefferson nie mógł odpowiedzieć na te pieszczoty. Nie dlatego, że nie chciał. Nie wierzył sobie, że będzie podczas nich cicho. Dlatego tylko patrzył na twarz Williama i przyjmował go, samemu czując, jak penis ociera mu się o podbrzusze partnera.
Ten odpowiedział na spojrzenie, urzeczony reakcjami Rangera. Uważał go nie tylko za niesamowicie przystojnego mężczyznę o apetycznie wyćwiczonym ciele, ale też cudownego kochanka, który w łóżku pokazuje się od strony, jaką mógłby oglądać bezustannie. To drżenie, te rumieńce, otwarta pozycja i szczere reakcje na taki rodzaj seksu. William chciał mu dać jak najwięcej przyjemności, więc nie ustawał i specjalnie nisko się pochylał. Nie tylko po to, żeby samemu czuć jego ciało na sobie, ale i by Ranger doszedł od ocierania się o niego i od ruchów w tyłku. Nie od dłoni. Tak było znacznie lepiej i seksowniej.
Jefferson był temu bliski. Jednak obawiał się jednego szczegółu. Odsunął więc nieznacznie dłoń od ust.
— Mmm… będzie… wszędzie, a zaraz… o kurwa mać! — stęknął za głośno i zatkał znów usta. Kilka szybkich oddechów przez nos i dokończył. — Zaraz dojdę.
— Dojdziesz pomiędzy nami… Wytrzemy moją piżamą to, co… co skapnie gdzieś obok… — wysapał lekarz, sam bliski orgazmu, ale hamujący to z całych sił, by najpierw dać Jeffersonowi spełnienie.
Ranger nie był pewien, ale już było mu wszystko jedno. Chciał dojść, więc oboma ramionami objął lekarza i w pewnym momencie przycisnął go do siebie. Prawie zmiażdżył mu przy tym biodra, kiedy ścisnął uda. Doszedł i nawet cicho jak na siebie stęknął, tylko boleśnie zaciskając przy tym zęby na własnej wardze.
Mężczyzna przyciśnięty do niego sam musiał mocno się hamować, żeby nie wydać żadnego dźwięku po tym, jak wnętrze Jeffersona niemal go do siebie wessało. Zdecydowanie seks po cichu był niesamowicie wyczerpującym fizycznie doznaniem, ale w tym momencie czuł się cudownie. Miał nadzieję, że równie wspaniale było Jeffersonowi. Nie mogąc i nie chcąc się już powstrzymywać, poruszył biodrami w bardzo płytkim, bo zahamowanym przez uda Jeffa ruchu i spuścił się w nim. Ranger nie był w tej chwili z tego ucieszony, ale nic nie powiedział, tylko powoli, tak samo powoli, jak uspokajał oddech, zaczął go puszczać, rozluźniać ten mocny uścisk. Był spełniony i płonął jak te szczapy drewna w kominku. Czuł przy tym, zmęczenie, ale i… nie chciało mu się spać. Serce nadal szybko mu biło, a on patrzył tylko spokojnie na lekarza, który jeszcze polegiwał na nim i między jego nogami.
— Mm… — wydusił William cicho, sam potwornie zmęczony. Miał przymkniętą powiekę i tylko dzięki wymuszonemu skupieniu pamiętał, by wysunąć się z tego gorącego tyłka. Gdy tylko to zrobił, z trudem zsunął się trochę na bok, ale nie oddalił się od ciała obok. Przytulił się do jego boku.
Jefferson nie objął go od razu. Wpierw podciągnął spodnie, potem kołdrę, głównie na lekarza, bo jemu samemu było potwornie gorąco, a potem go objął ramieniem.
— Zadowolony? Znowu dopiąłeś swego — szepnął w jego głowę.
— Nie mów tak. Tobie też było dobrze — usłyszał w odpowiedzi. William już jednak nie męczył jego ciała zanadto, a jedynie kciuk obejmującej go dłoni poruszał się i gładził jego skórę. — Nie obudziliśmy ich… a było bardzo miło.
— Mam nadzieję, że nie obudziliśmy. Ani że nie podsłuchiwali… — Młodszy mężczyzna westchnął ciężko, trochę bojąc się porannych spojrzeń Zwierzaka i Małego Nicka.
— Na pewno nie. — William, choć nie mógł tego wiedzieć, wolał uspokoić Jeffersona. Jego samego by wcale to tak nie bolało. Nie czuł takich oporów, ale dla dobra czystej atmosfery chciał, by jednak każdy z nich czuł się komfortowo. — Ale to było… męczące.
— Co? — Jefferson spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem.
— Seks… Bycie cicho… Trzymałeś mnie jak kowalskimi obcęgami. Bolą mnie ramiona. — Dopiero teraz lekarz to naprawdę odczuł, więc wyraził to głośno.
Ranger przewrócił oczami.
— Bo to dziwnie tak. I, kurwa, stresująco. Pewnie dlatego tak. Ale to bycie cicho faktycznie jest do dupy. Patrz. — Pokazał lekarzowi swoją pięść. Na wierzchu dłoni wyraźnie odciśnięte były jego zęby.
William ledwie to zobaczył, bo blask kominka oświetlał niewiele. Wyciągnął jednak dłoń i przesunął opuszkami palców po śladach. Westchnął cichutko i wychyliwszy głowę, cmoknął każdy ślad.
— Obaj będziemy wyglądać rankiem bardzo osobliwie — podsumował z lekkim rozbawieniem, gdy znów oparł podbródek o tors Rangera i wpatrzył się w jego twarz.
— Ta, nie wydamy się dźwiękiem, a ranami wojennymi — odparł ironicznie i potarł plecy lekarza gorącą dłonią. — Śpij.
— Ty też. Chociaż spróbuj — odszepnął William, świadom jego ostatnich problemów.
— Hmm? — Jefferson jednak spytał, jakby nie rozumiał, o czym lekarz do niego mówi.
— Źle sypiasz ostatnio. Ale napisałem na liście do Hamiltona pewien środek, który powinien pomóc ci spać.
Jefferson zmarszczył się brzydko i wolną dłoń położył mu na twarzy.
— Już, bo za bardzo się interesujesz. Śpij, mówiłem.
William już rozchylił usta, by odpowiedzieć, że po prostu się o niego martwi. Wiedział jednak, że teraz niczego to nie zmieni. Wiedział też dlaczego. Wychylił się więc tylko i pocałował go, długo i z czułością. Z jakiegoś powodu nagle zapragnął przenieść się nieokreślony czas do przodu w przyszłość, żeby znaleźć się z nim w jednym łóżku, w ich nowym, wspólnym domu na południu Stanów.
Jefferson za to pogładził go znowu po plecach. Jego myśli w tej chwili były rozbiegane, ale chciał odpocząć i chciał, żeby William się wyspał, więc też nie podjął tematu. Oddał pocałunek i jeszcze raz szepnął „śpij”, nim sam nie zamknął oczu, chociaż czuł, że wiele to nie pomoże, a jedynie uspokoi lekarza. Ten więc już chwilę później spał u jego boku, przykryty ciepłą kołdrą, którą dodatkowo podarował im Maverick, a Jefferson czekał, aż ciało pozwoli mu zasnąć w akompaniamencie uspokajających dźwięków z kominka i deszczu.

11 thoughts on “Across The Cursed Lands III – 13 – Wspólny dom na południu

  1. TigramIngrow pisze:

    „Miał przymknięte powiekę”
    Ej… A co, jeśli za obecne zachowanie Jeffa oraz Nicka i Ricka jest odpowiedzialna jakaś pleśń lub zarodniki grzybów i dlatego coś im się z psychiką dzieje? Że to jakiś czynnik środowiskowy? Albo coś, co jest w mięsie? Will nie je mięsa, więc u niego nie występują żadne objawy.

  2. Katka pisze:

    Jelis, wow, czasami naprawdę nas zaskakuje, jak ATCL teraz jest lubiane. Opłaciło się to przedzieranie przez Wasze zaufanie na początku XD Bo wciąz pamiętam, że z początku z tym opowiadaniem było różnie. Naprawdę nas mega cieszy taki odzew :) Wyznanie miłosne kiedyś musi być. Byłoby smutno, jakby nie było. Chociaż z chłopakami nigdy nic nie wiadomo… No i jakże cudowny komplement dla nas, że tak realistycznie to wychodzi. To super miłe :) Staramy się i jesteśmy świadome, że pewnie jakieś potknięcia są, ale jak patrzysz na to tak pozytywnie, to naprawdę aż chce się pisać dalej :) Dzięki!

  3. Jelis pisze:

    Kurcze przywiązałam się do nich 😂 to opowiadanie jest obecnie moim ulubionym, przebija nawet FDTS. Jak zrobicie im jakaś krzywdę to was znajdę 😂 miło jest czytać, że dla Jeffa Will jest kimś ważnym, czekam na wyznanie miłości Xd Musialam przeczytać rozdział dwa razy. To w jaki sposób piszecie jest tak realne, że mam wrażenie ze oni na prawdę kiedyś żyli, nawet mutacje są realnie opisane. Mam nadzieje ze atmosfera na farmie będzie teraz luźniejsza, chociaż generał może być bardziej skrępowany. Czekam na więcej <3

  4. Katka pisze:

    O., podejrzewam, że na ranczu robaków jest sporo, więc istnieje takie prawdopodobieństwo XD A Jeffko chce być razem, więc no… sielanka byłaby po całości, gdyby nie niektóre problemy, które czają się za ich plecami…

  5. O. pisze:

    Haha zobaczymy kto z rana będzie bardziej zawstydzony :D a może Generał po prostu robaka zabijał? xD
    Jeff wizję ma ciekawą, trochę tu, trochę tam.. Ale ciągle razem. Więc Will działaj! xD

  6. Katka pisze:

    Kaczuch_A, chyba wszystkim Wam podoba się wizja tego, żeby obie pary w tym samym czasie się kochały, jak widzę XD ale przez to aż sama ujrzałam taką scenę w kinie wręcz, jak kadr najpierw jest na Jeffie i Willu, jak króliczek bzyka swoje Dżefko, a potem jak się przesuwa powoli przez salon, przedpokój i wchodzi do sypialni gospodarzy, którzy też sobie pod kołderką gruchają. Faaajna scena XD A co do Willa i tego, co kombinuje, to w końcu się wyjaśni, ale chyba już nie ma co zaprzeczać, że jest się o co martwić, jeśli chodzi o Jeffa… Och, a i chętnie byśmy wydawały częściej ATCL, ale niestety fizycznie się nie da :( Może gdyby doba miała o te 12 godzin więcej…

    SakueSeva, haha, ale zagwozdkę Wam dałyśmy tym dźwiękiem XD Jedna rzecz, a tyle wyobrażeń podsuwa. I cóż, jak najbardziej mogło to być właśnie to. W końcu na pewno wszyscy trochę odetchnęli z ulgą, że nie muszą się tak obawiać drugiej pary, jak im się wydawało. Trochę to musiało wpłynąć na ich poczucie swobody. A co z Jeffkiem – tak, na pewno nie jest to seksualna frustracja. Ale co w takim razie…? Może się niebawem dowiemy…
    I także pozdrawiamy :)

    Levi, zgadzam się absolutnie – prostota Jeffa oddaje mu słodyczy. Dzięki temu, że robi to wszystko tak naturalnie i często nie mysli za dużo, to jest rozkoszny. I gdyby nie to, to pewnie Will w żaden sposób szybko by się nie dowiedział, co Jeff do niego czuje. Co do Willa – tak, może być tak, że już coś podejrzewa, ale nie chce jeszcze w to uwierzyć, bo… no bo nie wie, jak na to zaradzic. A może jeszcze nie jest pewien, dlatego nic nie robi w tym kierunku? W każdym razie już coś mu jednak świta, więc zobaczymy, czy dojdzie do jakichś sensownych wniosków. Bo jak widać, Jeff za bardzo nie rozkłada na czynniki pierwsze to, co się z nim dzieje. Dziękujemy za wenę! ;)

    Luana, jest tak, jak mówisz, gdyby Jeff nic do Willa nie czuł, to by tego wszystkiego nie planował. Więc chyba jest to na swój sposób takie niezamierzone wyznanie miłosne. Ale Will i tak by chciał je usłyszeć na pewno tak po prostu powiedziane wprost XD hehe, a ta wizja zamarcia obu par nagle i nasłuchiwania – rozkoszne XD Zgadzam się, bywają zabawni. I dobrze, bo za poważnie w tym mrocznym świecie być przecież nie może XD „nie sądzę, aby te objawy wskazywały na coś dobrego. Tym bardziej, że Willa też to niepokoi.” – dokładnie… William jednak się na tym zna…

    Kasia, taaa, niby William ma większe libido, ale Jeff to przecież też młody, jurny facet, więc na pewno tęsknił za seksem. Na pewno tez bardziej, niż się do tego przyznawał. A co do rozmów – tak, myślę, że w sumie każdy z nich jest gotów na jakieś małe poświęcenie, żeby być razem. A to dobry znak mówiący o tym, że im na sobie zależy. Nawet, jeśli nie nazywają tego jeszcze po imieniu :) Super, że się podobał taki bardziej rozluźniający rozdział :D

  7. Kasia pisze:

    Widać że stęsknili się za seksem skoro Jeff nie protestował mimo obaw że zostaną nakryci i jeszcze przyjął tą uległą stronę ☺A ja myślałam że chłopaki harcują w tej stodole jak szaleni ☺Teraz rzeczywiście będą wyglądać jakby wrócili z jakiejś bijatyki,hehe. Ciekawe czy druga para też tak kombinowała ? No i co to był za hałas – Nick zdjął którąś z protez? Alebo rzeczywiście w coś przywalił próbując „być cicho” 😊Bardzo przyjemny rozdział, szczególnie rozmowy o wspólnym domu były takie rozczulające, Will jest nawet gotowy podróżować byleby być z Jeffem… Ciekawe kiedy wyjaśni się co dolega Jeffowi, trochę to jest niepokojące.
    Bardzo dziękuję dziewczyny i dużo weny życzę ☺

  8. Luana pisze:

    Jeff niby nie wie co czuje do Willa, a planuje z nim wspólne mieszkanie, podróże. Z kimś kogo się nie kocha takich planów raczej się nie ma. I to miłe, że nasz Ranger sięga myślami ku takiej przyszłości. :)
    Seks świetny jak zawsze, ale te starania, aby druga para ich nie usłyszała faktycznie pozostawią ślady i jeszcze bardziej wskażą co działo się w nocy, jeżeli Will pokaże się bez koszuli czy coś. Założę się, że ten dźwięk z sypialni Mava i Nicka to przez to, że oni też „próbowali być cicho”, bo działo się u nich to samo. Śmiać mi się chce. Zgadzam się z SakueSeva zabawni oni są. :D Też widziałam oczami wyobraźni jak w tym samym czasie Maverick z Nicholasem zamarli w bezruchu i słuchali czy ktoś coś słyszał czy nie. :)
    I wciąż martwię się o Jeffa. Coś jest nie tak i nie wiemy czy to po ataku tych ptaszysk, czy to przez tą igłę Hibikiego, ale nie sądzę, aby te objawy wskazywały na coś dobrego. Tym bardziej, że Willa też to niepokoi.

  9. Levi pisze:

    Fajny rozdział. Jeff jest taki ‚prosty’ w tym co robi i myśli, przez co jest strasznie słodki. Te rozmyślania o domku na południu były dla niego czymś naturalnym, ale jakby widział pierwszą reakcję Will to by się zapewne speszył i próbował to jakoś odkręcić, ubrać w jakieś inne słowa. Naprawdę dobrze się czyta o ich coraz większym przywiązaniu względem siebie. Jest to urocze i serducho się cieszy *-*
    Oczywiście seksy w ich wykonaniu były świetne, i czytając komentarz koleżanki poniżej sama sobie wyobraziłam jak w sypialni między Mavem i Nickiem dzieją się gorące sceny. Pewnie nie skończyło się tylko na masażu XD
    No i te napady gorąca i szybsze bicie serca u Jeffa – niech Will ruszy swoją główką i wyleczy go, chociaż może już coś podświadomie podejrzewa, tylko boi się dopuścić prawdy do siebie. Wie, że to co dzieje się z ludźmi Smitha nie jest zbyt przyjemne i nie dopuszcza do siebie myśli, że to samo może dziać się z Jeffem, no i chyba Jeff mu nie wspominał o tej igle wbitej przez Hibikiego, nawet nie pamiętam czy sam jest świadomy tego, że Chińczyk mu coś wstrzyknął.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ATCL.
    Życzę Wam dużo weny dziewczyny :)

  10. SakueSeva pisze:

    Gayparty, wiedziałem! Dla mnie osobiście ten „budzący grozę” dźwięk brzmiał conajmniej jakby Mały Nick nieźle przyrąbał swoją stalową ręką o ramę łóżka podczas miłosnych igraszek z Maverickiem. Widziałem to oczami swojej wyobraźni jak obie pary w totalnych ciemnościach zamarły w bezruchu po tym dźwięku xD. Oni wszyscy są tacy zabawni. Ale z Jeffem dzieje się coś niepokojącego. Zastanawiam się czy to nie po ataku tych ptaszysk. Wysoka temperatura ciała, bezsenność, nerwowość i niepokój. Hm, to albo jakiś syf albo seksualna frustracja. Po dzisiejszym rozdziale to drugie można wykluczyć ;). Czekam na następny rozdział z niecierpliwością, ponieważ chłopaki bawią mnie co raz bardziej :P.
    Pozdrawiam serdecznie.

  11. kaczuch_A pisze:

    Rozdział gorący ale czekałam z utęsknieniem na fragmenty o tym co się dzieje za drzwiami sypialni :D To by było strasznie urocze jakby się panowie pokochali o tych samych porach, kto wie może w następnym rozdziale będzie nam dane o tym poczytać. Dlaczego by nie ;) I kurczaczek martwię się o Jeffa, tak serio zaczyna mi to coraz gorzej wyglądać. I nie zastanawiam się czy to co William kombinował za plecami wszystkich w ostatnim rozdziale, to był właśnie ten środek nasenny czy coś zupełnie innego. Fajnie jakby ATCL wychodziło częściej, mam strasznie wielki sentyment do tego opo i je uwielbiam, a poza tym dzieje się u panów, oj dzieje i akcja leci do przodu.

    Weny~!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s