Project Dozen – 63 – Straż czuwa

Tomasowi w ogóle nie chciało się iść po lunchu na dwa angielskie, głównie przez to, że stresował się swoją prezentacją. Nie znosił zadań domowych, które miały na celu przygotowanie do publicznego wystąpienia. To go spinało. I zamiast myśleć o pysznym jedzeniu, które widział, stojąc w długiej kolejce na stołówce, myślał o lekcjach. Najchętniej by się jakoś rozluźnił… Ale głupio by było lecieć na tę godzinę przerwy do pokoju, żeby sobie strzepać.
— Heeeej! — Z rozmyślań o sprośnych rzeczach wyrwał go głos tego, z którym swego czasu robił kilka sprośnych rzeczy. Jules stał za nim w kolejce i uśmiechał się, jak to on.
— O, czołem — przywitał się Tomas, odruchowo odpowiadając uśmiechem, choć przy okazji rozejrzał się, czy ktoś za bardzo ich nie obserwuje.
Nikogo takiego nie zobaczył, bo trudno było w tym tłumie przeanalizować wszystkie spojrzenia. Mnóstwo uczniów stało w kolejce, niektórzy szczęśliwcy już jedli swoje posiłki przy stolikach, a kolejni wchodzili do pomieszczenia.
— Co tam, jak tam? — zagadał więc przyjaźnie, posuwając się mozolnie do przodu.
— Całkiem dobrze. Powoli do przodu. Nadal na swoich pozycjach — zażartował Foxy, bo był w bardzo dobrym nastroju, na tyle, żeby nawet pogadać nerdowsko ze swoim byłym. Tym bardziej, że jego cudowny obecny chłopak niecałe dwadzieścia minut temu skończył się z nim kochać.
Tomas uśmiechnął się kątem ust.
— Nom. Fajnie. I ten… nie kryjesz się z tym nawet — dodał ciszej, wskazując na jego szyję z rozbawieniem, ale i ciekawością. Widział tam malinkę i jakoś tak automatycznie wyobraził sobie moment, w którym musiała powstać. Był ciekaw, z kim się przespał jego były.
Jules nie złapał się nawet za szyję, żeby zakryć czerwony ślad. Kiedy go zobaczył, gadał z Erikiem na ten temat i był zaskoczony, że ten mu ją zrobił. Nie umiał do końca wyjaśnić czemu, ale chyba dlatego, że jakoś mogło to kogoś naprowadzić, że Jules aktualnie kogoś ma. A ustalili, że nie będzie zmieniać statusu na facebooku.
— Bo nie ma z czym. Co dziś bierzesz do jedzenia?
— Może maliny — odparł Tomas zaczepnie, ale po tym odwrócił się przodem do półek z jedzeniem i sięgnął po jedną tackę. — Chyba wezmę pizzę i jakąś sałatkę.
— Dało się przewidzieć — odparł Jules z pełnym rozbawienia uśmiechem i także zabrał tackę, żeby zaraz nałożyć na nią talerz z piersią kurczaka w ziołowym sosie. Do tego duszone warzywa.
Razem poszli do stolika, a konkretnie Jules poszedł za Tomasem. Ten aż się na niego obejrzał, ale przecież nieuprzejmie byłoby powiedzieć, żeby usiadł gdzie indziej. Zajęli więcej jeden z wolnych stolików, a Tomas starał się nie myśleć o tym… co mogą myśleć inni uczniowie, widząc go z gejowską gwiazdą szkolną.
— To ten… Masz kogoś, czy to dalej tajemnica? — zapytał w końcu, łapiąc w dłoń kawałek pizzy i zerkając na twarz rozmówcy. Był ciekaw.
Jules zamyślił się, kiedy kroił mięso.
— Cóż. Ogólnie tajemnica, ale tak, można powiedzieć, że kogoś mam. Ale mówię ci, bo ci ufam.
— Jaa… Nom, dzięki. Fajnie. Ale on nie jest out, tak? — dopytywał cicho Tomas, domyślając się tego, skoro jeszcze ani na facebooku, ani na jego twitterze czy blogu nie było żadnej informacji o tym, żeby miał chłopaka.
— Chyba mam do takich szczęście. Chociaż serio, nie rozumiem tego — odparł z westchnieniem jego rozmówca. Zmienił więc temat. — Jak w ogóle twoje… kontakty?
— Em… Znaczy… z innymi członkami projektu…? — zapytał Tomas szeptem i mało wyraźnie, bo miał usta zapełnione pizzą. — Czy z moim chłopakiem? — szepnął jeszcze ciszej. Stresował się rozmawianiem o tym w takim tłumie, kiedy przy stolikach wokół nich było sporo innych ludzi. W tym ich rywale, bo widział kawałek dalej Tylera, Sena i Patricka, który chyba nawet na nich patrzył. Tomas aż się przez to mocniej zaczerwienił.
Jules też spojrzał w tamtą stronę, widząc, że jego byłemu aż pizza staje w gardle, kiedy się rozgląda.
— Eh… — westchnął i spojrzał na Tomasa. — To drugie. Ale nie musisz o tym mówić, jak nie chcesz. Cody odpadł. Nie jest mi przykro.
Jego rozmówca spuścił wzrok, czując się jak kretyn po uwadze Julesa. Nie chciał, żeby aż tak bardzo było widać, że go to stresuje. Jakoś przy Woodym łatwiej mu się mówiło o tym, że nie chce być out, bo sam Woody nie był. A przy Julesie… czuł się idiotycznie winny.
— Nom… Już mniej rywali. Ciekawe, co zepsuł. Ja miałem już zadanie i było bardzo trudne. Teraz już łatwiej odpaść — powiedział, ale że cały czas coś go ściskało, dodał: — A z moim chłopakiem jest fajnie. Tak… no, normalnie. Często się widujemy i w ogóle. Mam nadzieję, że to coś… no… dłuższego.
Jules otworzył szerzej oczy i aż się uśmiechnął.
— No proszę, dobrze słyszeć. Kiedyś będziesz musiał mnie przedstawić.
— No… Musiałbym zapytać. A ty mnie przedstawisz?
— Może kiedyś. — Jules uśmiechnął się do niego przebiegle i zaraz napełnił usta jedzeniem. Chwilę jadł, nim spytał: — A jak sobie radzicie z tym, że to wszystko jest monitorowane?
Tomas ściągnął brwi pytająco i zabrał się za swoją sałatkę.
— No wiesz, nie robimy tego poza pokojem, a w pokojach nie ma podsłuchu ani kamer. To nie mamy się czego tam obawiać, to nie „Piła” czy coś — odpowiedział z krótkim śmiechem i taką pewnością, że Jules aż był w szoku. Oni musieli z Erikiem, Sebastianem i Francisco trochę się namęczyć, by to sprawdzić.
Zmarszczył się i spytał swoim zwykłym, niemodulowanym głosem, którego nawet Tomas nie słyszał aż tak często.
— Skąd wiesz?
— Bo sprawdziłem… — odparł prosto jego rozmówca i przez ten ton trochę spoważniał. — No… bałem się kiedyś, czy rodzice czy coś… wiesz, nie będą mieli jakichś podejrzeń i nie spróbują mnie sprawdzić. A tata lubi gadżety, to podejrzewałem kamerki — tłumaczył, śmiejąc się z lekkim skrępowaniem. — Więc skołowałem sobie takie małe urządzonko do wykrywania. Wziąłem to z domu kilka tygodni temu i przy okazji sprawdziłem pokój.
— I nie miałeś może ochoty się ze mną tym podzielić? — spytał cicho Jules, ale i trochę z niedowierzaniem. Nie rozumiał, jak niby rodzic mógł podglądać własne dziecko. To był porąbany pomysł.
Tomas zarumienił się i poskubał palcami salami na resztkach pizzy.
— Nie pomyślałem. Sorry… Myślałem, że może trochę masz wyjebane na to, wiesz… Czy cię kamerują, czy nie, jak sam sobie to robisz — dodał ze śmiechem. Chociaż… gdy tylko pomyślał, że Jules ma chłopaka i może uprawiał z nim seks w pokoju, to jednak ten wyrzut miał rację bytu.
— Nie nagrywam się, jak sobie trzepię, Tomas… — powiedział dosadniej Jules, już o seksie nie wspominając. — Ale dobra, nieważne. A ojciec nie sprawdza ci facebooka? — spróbował dowiedzieć się tą samą drogą o kolejnym sposobie, w jaki mogli ich infiltrować.
Tomas skrzywił się i wpakował do ust pizzę.
— Wew… To by byuo choue — wyburczał niewyraźnie.
— … okej. A myślisz, że można to sprawdzić? — spytał drugi chłopak, mając nadzieję, że dobrze zrozumiał Tomasa.
— Nom. Znaczy wiesz, ja mogę ogarnąć, czy jest jakaś aktywność z zewnątrz i w ten sposób, czy ktoś monitoruje — wyjaśnił chłopak, już popijając swój lunch sokiem. — Ale ten… myślisz, że co? Że ci psorkowie tak robią…?
— Nie uważasz, że dobrze by było wiedzieć? — Jules wrócił do spokojnego jedzenia. Tomas zdecydowanie szybciej wrzucał w siebie swoje porcje.
Widział, że zasiał w głowie swojego byłego chłopaka tę myśl i ten poważnie nad tym rozmyśla. Było to, tak jak zawsze wszystkie inne emocje, dobrze widać po jego mimice. Ściągnięte brwi, nieobecne spojrzenie… Tak, z Tomasa łatwo się czytało. Ale po tej rozmowie Jules doszedł do wniosku, że może i wydawał się słabym rywalem, ale jednak miał te swoje niedostępne dla innych zdolności.
— Nom… Może ogarnę w weekend. Teraz mam strasznie dużo kucia — jęknął.
— Jasne. Jakbyś mnie szukał, wiesz, gdzie jestem. I wiem… nie przepadasz za bardzo za moim towarzystwem w szkole, ale jak coś, pomogę ci z jakimś zadaniem. Tylko sobie nie myśl — odparł Jules i na przekór Tomasowi puścił mu oczko.
Chłopak wydął wargi z pretensją i skinął mu głową. Sprawdzenie komputera nie mogło zaszkodzić, chociaż z drugiej strony nie bardzo wiedział, co miałby zrobić z tą wiedzą, jeśli by się okazało, że profesorowie ich w ten sposób szpiegują. Przecież i tak musieli ich jakoś obserwować…
— Spoko wodza. Przyda się wsparcie.
Foxy odpowiedział na to znowu uśmiechem i miłym słowem, jedząc i widząc, że Tomas zaraz się zmyje, bo niewiele mu zostało. Wymienił jeszcze z nim jakieś uprzejmości i plotki odnośnie nauczycieli, aż ten wyszedł ze stołówki… odprowadzony czujnym spojrzeniem Patricka.
Przewodniczący samorządu zamyślił się nad tym, co zobaczył. Starał się dobrze obserwować, przeanalizować emocje na twarzy tej dwójki i doszedł do wniosku, że Jules i Tomas dobrze się znają. Nie rozmawiali jak obcy sobie ludzie, a Jules nie wyglądał, jakby po prostu go zarywał dla zgrywy, jak robił to z innymi uczniami. Zastanawiające było, czy znali się już wcześniej…
Nagle powziął głupią decyzję, która jednak mogła mu zarysować jako taki obraz tej dziwnej sytuacji. Wstał ze swoją mrożoną herbatą i dosiadł się do wciąż jedzącego Foxy’ego. Uśmiechnął się do niego.
— Cześć. Smacznego.
— A dziękuję — ten odparł swoim modulowanym głosem, który każdy słyszał na filmikach, jakie wrzucał do sieci.
— Nie wiedziałem, że zakładasz sojusze z nerdami — rzucił luźno i przyjaźnie Patrick, powoli popijając herbatę. Nogę przy tym założył na nogę, a chustę zmanierowanym gestem zarzucił na plecy.
Jules zmierzył go spojrzeniem po tym geście.
— Nie wiedziałem, że jesteś w mojej drużynie.
— Co…? — Patrick ściągnął brwi i od razu usiadł normalnie. — Nie żartuj sobie. Nie jestem w twojej drużynie. Skąd w ogóle…? Zresztą, nie tłumacz — burknął i wskazał na wyjście ze stołówki. — Mówiłem o Tomasie.
— A ja mówiłem o twoim szaliczku. Ślicznie ci w nim. — Foxy jednak nie odpuścił i puścił mu oczko, tak samo jak Tomasowi chwilę temu.
— Och, dziękuję… — Patrick zmrużył mściwie oczy, po czym jednak spojrzał uważniej na swoją pomarańczowo-szarą chustę. — Nie jest gejowski… — mruknął.
— Wiesz, przede mną nie musisz się skrywać. Umiem dochować tajemnicy.
Patrick przewrócił oczami, zabrał energicznie swój kubek i wstał.
— Dojrzyj, Fox — fuknął i odszedł, dochodząc do wniosku, że jednak rozmowa z tą przegiętą gwiazdką była bezsensowna.
A sam Foxy odprowadził go wzrokiem z uśmiechem. Widział, jak Patrick obserwuje jego i Tomasa. I jak wiedział, że na niego konkretnie nic nie ma, nie powinien mieć, tak przypuszczał, że to właśnie jego były chłopak jest tu celem. A nie miał zamiaru oddać go ot tak na pożarcie.

*

Była chyba piąta godzina, kiedy Woody poczuł bzyczenie pagera pod poduszką. Wciąż było ciemno, Trey spał po drugiej stronie pokoju, obejmując zwiniętą kołdrę nogami, a Woody wiedział, że do sygnału budzika ma jeszcze trochę czasu snu.
Aż dziwił się sobie, że w ogóle obudził go ten dźwięk. Ale nie złorzeczył na to, bo dzięki temu mógł odczytać wiadomość o zadaniu z projektu.
„Koperta jest pod łóżkiem Treya Swifta, wsunięta pomiędzy belki pod materacem.” — głosiła wiadomość na pagerze.
Nie mieliście tego gdzie włożyć? — pomyślał Woody i wysunął się spod kołdry, żeby wleźć pod łóżko przyjaciela. Z nadzieją, że nie będzie tam jakichś dziwnych, schowanych rzeczy.
Na palcach podszedł do łóżka Treya, który niestety był obrócony plecami do ściany. Na szczęście nie zbudził się, gdy Woody powoli położył się pod jego łóżkiem i wsunął pod nie. Było ciasno, ale pomiędzy dwiema belkami zobaczył wystającą kopertę. Wyciągnął ją i z telefonem, którym sobie świecił cały czas, wyszedł, by nie czytać zadania pod łóżkiem śpiącego kumpla. Jeszcze ten by się przebudził i dziwił, co tam robi. Sam by się dziwił.
Odczytał wiadomość już na łóżku. A gdy zobaczył treść, miał wrażenie, że ktoś sobie z niego żartuje. „Przez cały dzień w szkole noś koszulkę z napisem „Dyrektor to pała” Czas: jedna doba.”
Prawie zaśmiał się pod nosem. Zadanie było banalne jak na drugą turę. Wymagało jedynie bycia… niedosłownym. I jedyne co stwarzało problem, to jak zrobić do rana ubranie z napisem. Westchnął ciężko i znowu wstał z łóżka, żeby poszukać sobie jakiejś gładkiej koszulki.
Gdy grzebał w szafce, usłyszał, że jego kumpel przekręca się na łóżku, a potem dobiegło do jego uszu zmulone:
— Bracie… Co jest, kurwa…?
— Wpadłem na pewien pomysł i nie mogę spać. Śpij, zobaczysz później — odpowiedział mu luźno Woody, żeby ten nie poczuł, że coś jest nie tak. Sam w międzyczasie znalazł ciemnozieloną koszulkę, w której dawno nie chodził. Nadawała się idealnie do zniszczenia.
— Ja pierdolę… o piątej rano wpadłeś na pewien pomysł? — wychrypiał Trey, odwracając się do niego tyłkiem i szukając wygodnej pozycji. — Co ty, kurwa, bierzesz…?
— Nie powiem ci, bo jeszcze zrobisz się za mądry — odparł Woody, ale nie za głośno, żeby nie wybudzić jeszcze bardziej Treya ze snu.
Z koszulką i laptopem znowu usiadł na łóżku, żeby pomyśleć, jak fajnie zrobić swój nowy ciuch. Na szczęście jego przyjaciel nie drążył. Wrócił do spania na te ostatnie kilkadziesiąt minut przed pobudką na zajęcia. Woody w tym czasie wszedł na stronę szkoły, żeby sprawdzić dokładnie, jakich języków się tu uczy. Bo zadanie może i było ryzykowne w pierwotnej postaci, ale on już miał pomysł, jak je obejść, żeby nie ucierpieć.
W końcu kazali mu chodzić po szkole z koszulką z napisem, ale nigdzie nie było powiedziane, w jakim języku, ani że ktoś musi to zrozumieć. Napis też mógł napisać maleńki, żeby nikt, przyglądając się, go nie zobaczył. Ale w efekcie postanowił, że napisze to po prostu po rosyjsku. Może jakiś uczeń to zrozumie, ale żaden nauczyciel, a wiedział to dzięki zakładce „nauczyciele” na stronie szkoły, gdzie ci dzielili się swoim doświadczeniem.
Wiedząc już dokładnie, jak wygląda to zdanie po rosyjsku, usiadł przy biurku i spróbował dokładnie przepisać napis. Było trudno, bo był napisany cyrylicą, a on nigdy nie uczył się tego języka. A domyślał się, że profesorowie bardzo dokładnie do tego podejdą. Nie mógł się pomylić.
Znak po znaku dał radę. Ale żeby jeszcze dodać temu trochę komizmu, dorysował wokół inne znaczki, podobne do cyrylicy, żeby napis aż tak bardzo nie rzucał się w oczy. Nie chciał, żeby było to za bardzo prowokujące. Dla pewności jeszcze na samym skraju koszulki, na dole dopisał malutkimi literami tłumaczenie napisu na angielski, aby jednak profesorowie się nie obrazili, że obchodzi ich zasady.
Przygotowanie do tego zadania zajęło mu na tyle dużo czasu, że w końcu usłyszał budzik w telefonie Treya, który miał lekcje o godzinę wcześniej niż on. Zaburczał z łóżka, wyłączył budzik i uniósł się na łóżku.
— To mi się nie śniło…? — wymruczał na widok kumpla i ziewnął.
— Ano niestety nie. Za to mam dziś całkiem fajną koszulkę do szkoły. Też chcesz taką? — spytał Woody, pokazując mu swoje dzieło wykonane ze starej koszulki, nożyczek, którymi zrobił kilka fajnych dziur w materiale i markera, którym wszystko ozdobił.
Trey ściągnął brwi, podszedł do niego w samych bokserkach i przyjrzał się koszulce.
— Poważnie, bracie? Ty gadałeś ostatnio z Nakano, czy tak po prostu ci odbija w środku nocy? Jest spoko, ale dzięki.
— Nie gadałem z nim, ale wiesz, że miewam fazy. Tak jak ty na posiadanie chuja w tyłku — odparł Woody i puknął go w czoło z rozbawionym i figlarnym uśmiechem.
Jako odpowiedź otrzymał środkowy palec Treya, który ostatecznie tylko mruknął, że idzie do toalety i wyszedł. Woody więc mógł się przebrać i niespiesznie przygotować na lekcje. Miał nadzieję, że to zadanie zostanie zaliczone.

*

Tomas miał niedługo WF, ale był w szkole trochę wcześniej, żeby oddać książki do biblioteki. Myślał, że znajdzie jakieś przydatne lektury i trochę posiedzi nad zadaniami, ale… nie chciało mu się. I z racji, że miał jeszcze czas, poszedł na poszukiwania swojego chłopaka. Jeśli dobrze pamiętał, ten miał mieć niebawem biologię. Podążył więc w stronę sali biologicznej.
Cały czas przy tym miał wrażenie, że USP łazi jego śladami. To było denerwujące, ale nie tylko jego. Żaden uczeń nie był szczęśliwy z istnienia tej grupy. Poza samą grupą. Ona miała te wszystkie głupie przywileje. Aż zastanawiał się, co musiałoby się stać, żeby dyrektor jednak nakazał jej rozwiązanie. Bo poza powszechną niechęcią do USP, ci nie byli nie na rękę nauczycielom. Wręcz przeciwnie, odwalali za nich brudną robotę. I kadra pedagogiczna już nie była najbardziej znienawidzoną grupą w szkole.
Podejrzewał, że może Moss by ich usunął, gdyby ci przekraczali uprawnienia, ale niestety i tak dużo mogli. Martwiło go to, ale udawał, że wcale nie widzi wzroku Kevina Blare’a i po prostu wszedł na piętro pod salę biologiczną, a następnie poszukał wzrokiem Woody’ego.
Ten stał oparty o ścianę i pisał coś na telefonie. Wyglądał na zajętego, ale i zrelaksowanego. Do tego miał na sobie jakąś koszulkę, której wcześniej Tomas nie widział. Aż przystanął na korytarzu i zlustrował go uważniej. Nie kojarzył jednak żadnego filmu, z którego znałby taki dziwny alfabet.
— Czołem — przywitał się, gdy w końcu podszedł bliżej i uśmiechnął się. — Jak tam?
Woody od razu na niego spojrzał i również uśmiechnął się na powitanie.
— A hej. Spoko, czekam na lekcję. Dziś długi dzień. Ty masz teraz wolne?
— Nie, mam niedługo WF, ale wpadłem, żeby zobaczyć, co u ciebie słychać. Co to w ogóle za koszulka? Kupiłeś gdzieś na necie? — zagadał, bo ciekawość go zżerała. To wszystko wyglądało jak jakieś zaklęcia.
— Co? Ta? Nie, to mój dzisiejszy poranny hand-made — odpowiedział luźno Woody i wykorzystując to, że nadal miał telefon w dłoni, napisał wiadomość do Tomasa, ale jej nie wysłał, tylko mu ją pokazał. „To zadanie.”
Chłopak uniósł wysoko brwi i znów dokładniej go obejrzał. Wolał jednak głośno nic nie mówić, bo wokół było mnóstwo ludzi.
— Powaga? A trudne jakieś? Coś masz z tym zrobić? — szepnął. — Moje było koszmarne.
— Tylko nosić. Opowiem ci jutro albo wieczorem. Ale nie jest trudne, widzisz, nie omdlewam od biegania po szkole. — Woody zaśmiał się, pamiętając jeszcze zadanie Tomasa, kiedy ten biegał po całej szkole, żeby ukryć papier toaletowy. Wiedział też, że miał mocno skomplikowane zadanie z rozsianiem plotki o martwym uczniu. Rzeczywiście, jego było przy tym banalne.
Ale zanim Tomas zdążył coś powiedzieć, niespodziewanie znalazł się przy nich Kevin Blare z tym swoim paskiem i plakietką poświadczającymi, że należy do grupy Patricka Brighta.
— Jolene. Co to masz tu nabazgrane? Wiesz, że szerzenie dżihadu jest surowo zabronione i mogę cię teraz wysłać na szlaban? — zapytał bojowo.
Woody popatrzył na ciemnoskórego chłopaka i zaśmiał się z niego.
— A wiesz, Blare, że szerzenie niedouczenia powinno też być zabronione? To cyrylica, dla twojej wiadomości. Wiesz chociaż, gdzie jest używana?
— Co…? — burknął Kevin i spojrzał na jego koszulkę uważniej.
— W Rosji, patałachu — dodał Tomas z rozbawieniem, ale i irytacją. Naprawdę USP się rozochociło.
— W jakiej Rosji? Pogięło was, debile? Krzaczków i innych chorych symboli używa się w Azji!
Woody aż pokręcił głową.
— Dobra, wiesz, nieważne. Czegoś chcesz tak naprawdę, czy tylko bardziej się pogrążyć? Idź sobie, Kevin, zajmij się czymś pożytecznym, dzięki czemu coś uzyskasz, bo bez podstawowej wiedzy, nawet jakbyś wygrał, to długo byś się tym nie nacieszył.
Tomas przy tym założył ręce na piersi, uwydatniając mięśnie, żeby Kevin nawet nie próbował się kłócić. Ale ten niespodziewanie zwrócił się do niego.
— A ty, Eng, co się puszysz? Dodajesz sobie męskości po tym, jak widywano cię z Foxem?
— Co…? — wydusił głupio z zaskoczenia blondyn, a rumieńce momentalnie pojawiły się na jego jasnych policzkach.
— Bo to takie dziwne, że ktoś rozmawia z najbardziej popularnym w szkole chłopakiem — wtrącił się Woody, nie tracąc rezonu. — Nawet ty z nim gadasz.
— Jasne, ale się nie szczerzę do niego i nie trzymam z nim jak kumpel — prychnął Kevin i jeszcze raz zmierzył ich obu czujnym spojrzeniem. — Uważajcie lepiej. Tu nie tylko kamery was widzą… — dodał na koniec i odszedł, zostawiając za sobą ciekawskie spojrzenia innych uczniów.
Woody za to skrzywił się z niedowierzaniem na to, jakim debilem można było być. A przynajmniej za takiego uważał tego czarnoskórego chłopaka.
— Co to w ogóle, kurwa, było? — podzielił się swoimi myślami z Tomasem, który wciąż obok niego stał.
— Wrzód na dupie jakiś pieprzony — odpowiedział agresywnie, co rzadko mu się zdarzało. Do tego sposób, w jaki patrzył za Kevinem, wiele dobrego nie wróżył. — No kurwa… Normalnie coś mu zrobię!
Woody klepnął go w ramię.
— Może i wrzód, ale bez przeginy, stary. Nie spinaj się, szkoda na niego nerwów.
— Ale poważnie…! Dopieprzył się do twojej ruskiej koszulki, a mi do Julesa! Przecież… O kuźwa, jak oni coś podejrzewają? — szepnął ze strachem i od razu zaczął szybciej oddychać. — Będę miał astmę…
Woody od razu złapał go za ramię i lekko nim potrząsnął.
— Ej, spokojnie. Wrzuć na luz, Tommy. Oddychaj.
— Ja nie mogę… Jak oni coś wiedzą…? — wydusił poruszony chłopak i tylko cudem nie objął Woody’ego w tym tłumie innych uczniów. — Wiesz co? Ja pójdę do łazienki… Sorry. Dobra? Ten… miłych zajęć i w ogóle powodzenia z koszulką — dodał nieskładnie.
— Poczekaj, idę z tobą. — Woody nie dał mu ot tak uciec. Panika jego chłopaka niepokoiła go, chociaż była też irracjonalna.
Ten tylko pokiwał głową i poszedł przodem w stronę łazienek. Na całe szczęście nikt nie wiedział, że Woody był gejem i nie powinno być podejrzane, że się z nim trzyma. Ale to, co powiedział Kevin, już przysporzyło mu tyle stresu, co wszystkie dotychczasowe sprawdziany razem wzięte.
Weszli do łazienki, a Tomas od razu doszedł do umywalki, pochylił się nad nią i opryskał twarz zimną wodą. Woody stanął zaraz obok niego i położył mu dłoń na ramieniu.
— Tomas, hej, spokojnie. Weź głęboki wdech i się uspokój.
Chłopak nie odpowiedział od razu, bo rzeczywiście skupiał się na oddechu. Nie chciał panikować jak lama przy Woodym, ale… naprawdę wystraszył się tego, że nagle wszystko się wyda.
— Mhm… Już, spoko… Sorry. On… wiesz, ja… — nie umiał się wysłowić i aż z tego wszystkiego uderzył pięścią w kafelki obok umywalki.
Woody zrobił trochę większe oczy, kiedy to zobaczył. Nie spodziewał się po nim takiej agresji.
— On jest debilem, nie przejmuj się debilami. Szkoda na to zdrowia, Tomas.
Nie zobaczył wiele zrozumienia na twarzy swojego chłopaka, co było niepokojące. Do czasu, aż ten szybko kucnął, by zobaczyć, czy ktoś jest w którejś z kabin. A gdy nie zobaczył niczyich stóp, objął mocno Woody’ego i przytulił go. Ten odetchnął głęboko i też go objął. Zaraz też pocałował i szybko się odsunął, po czym złapał go za dłoń i zaprowadził do jednej z kabin. Tam, kolejny raz go pocałował i przytulił.
— Spotkajmy się po moich zajęciach. Olej basen i spotkajmy się przy twoim samochodzie na parkingu.
Niebieskie oczy popatrzyły na niego pytająco. I po ich wyrazie Woody widział, że Tomas naprawdę potrzebuje jego towarzystwa.
— Okej… Chcesz gdzieś pojechać? — szepnął, trzymając go w pasie blisko siebie. Przez to Woody czuł, jak szybko bije mu serce.
— Nie wiem. Gdziekolwiek, żebyśmy byli sami. Okej? — spytał Woody i pogłaskał go po włosach.
— Mhm… — Tomas pokiwał głową i pocałował go delikatnie. — To po czwartej pod samochodem, tak?
— Mhm. A teraz weź głęboki oddech i uspokój się. Wszystko jest w porządku. A ja muszę iść na biologię.
— Spoko wodza… Ja mam WF. Sorry za tę akcję… To wyjdź może pierwszy i jakby ci Kevin truł dupę, to pisz — poprosił jeszcze poważniej.
— Poradzę sobie — uspokoił go Woody i jeszcze raz pocałował w te całuśne usta. — Idę, ty też pisz, jakby coś się czepiał. Do zobaczenia — dodał i faktycznie pierwszy wyszedł z kabiny.
Tomas za to zamknął za nim drzwi i usiadł na zamkniętym sedesie. Musiał się uspokoić i nie dawać się tak wytrącać z równowagi. Nie mógł pozwolić na to, żeby inni rywale odkryli jego słaby punkt. Wyleciałby z projektu szybciej, niż by się obejrzał.

7 thoughts on “Project Dozen – 63 – Straż czuwa

  1. Shivunia pisze:

    Luana >> Trochę w tym prawdy jest. W końcu kiedy ściąga się na bezczelnego, a nie kryjąc się głupio to mniej to widać. U niego własnie tak może być. Z drugiej strony samo zadawanie się z Julesem może być osadzane jako możliwość „zarażenia się gejozą”
    Jules za to dziękuje i chętnie przyjmuje lajki ;)
    I widzę, że każdego ciśnie jak te zdania się tam znajdują. Wielka tajemnica. Ale w sumie odpowiedź może być bardzo prosta. I co do pytań. Najważniejsze jest zawsze – jak to się skończy?

  2. Luana pisze:

    Tomas swoim zachowaniem sam się zdradzi. A przecież powinien zachowywać się normalnie, gadać ze swoim byłym zwyczajnie, jak z kumplem, a nie rumienić się, napinać. Przecież od razu widać, że coś jest nie tak. Dla Julesa duży punkcik za dowalenie Patrickowi.
    A Woody pewnie będzie miał zaliczone zadanie, bo nie było tam nic napisane w jakim języku ma być napis i jakiej wielkości, gdyby ktoś się do języka przyczepił.
    I kto u licha wlazł do ich pokoju, żeby zostawić pod łóżkiem Treya zadanie? Kto ma dostęp do pokoi uczniów poza nimi samymi? Ktoś chodzi po szkole zostawia zadania, wkrada się do pokoi jak widać. Dziewczyny coraz więcej pytań się w tym względzie rodzi. :)

  3. Katka pisze:

    Porebula, widze, że coooraz mocniej Was męczy to, kto to wszystko kontroluje, obserwuje i podkłada te wszystkie koperty XD Tyle pytań, tak mało odpowiedzi! XD Ale tak jak pisałyśmy, staramy się na razie, żebyście poznawali wszystko wraz z chłopakami, a że oni wciąż tez nie mają pojęcia, co jest na rzeczy… Ale wszystkie tajemnice zawsze w końcu wychodzą na jaw :)

  4. porebula pisze:

    JAK ONI TE KOPERTY TAM PODRZUCAJOM…………………………
    Lubię Julesa coraz bardziej a Erica coraz mniej :’) nie wiem czemu, ale trudno xD ups
    Tomi musi się ogarnąć i zrozumieć że szystko jest z nim ok, i że nikt go nie zabije jak wyjdzie, że jest homo xD geje nikogo nie obchodzą pf
    i jak oni te zadania sprawdzają… bo ja nie wierze, ze kamery wyłapują szystko… więcej osób w tym siedzi…? Kto w tym siedzi? Uh

  5. Katka pisze:

    O., teraz już nie wiadomo jak tam dokładnie profesorowie sprawdzają zadania więc sie oka ze gdy tylko Woody zajrzy na dzienniczek :D a co z Tomasem… no niestety ciężko to chłopak przeżywa więc zobaczymy jak to się skończy… jego strach może się różnie na nim odbić

    Levi, jeżeli chodzi o warunki jakie były opisane w treści (a de facto nie było ich opisanych wiele) to Woody wszystkie w sumie spełnił. Ale zobaczymy niebawem w jego dzienniczku. A co do Tomcia to masz rację, czasem lepiej by sie wyszło biorąc wszystko na chłodno i nie przejmując się. A tym swoim strachem tylko wzbudza podejrzenia. Ale tak, ma sporo wsparcia i to mu może w pewnym momnencie bardzo pomóc. Chyba ze Patrick wytoczy ciężkie działa…

  6. Levi pisze:

    Mi się wydaje, że Woody będzie miał zaliczone zadanie, w końcu nic o wielkości ani o języku nie było napisane, najważniejsze że wykonał i wykazał się z inwencją twórczą.
    Coraz bardziej lubię Julesa, tak po prostu XD
    Tomasowi potrzeba więcej odwagi i wiary w siebie. Jest zbyt wyczulony na punkcie swojej orientacji. Chodzi mi o to, że jest zbyt ostrożny, a przez to nie widzi, że jego zachowanie może być odbierane w zupełnie inny sposób, zamiast odciągnąć od siebie podejrzenia, to właśnie je na siebie ściąga. Dobrze, że może liczyć zarówno na Julesa, jak i na Woody’ego. A możliwe, że w najbliższym czasie będzie potrzebował ich wsparcia, konkurencja depcze mu po piętach. Jak nie będzie bał się poprosić o pomoc swojego chłopaka i swojego ex, to cała sprawa z Patrickiem może przebiec dla niego mniej boleśnie, niż jak uniesie się dumą i strachem.
    Życzę duuużo weny i czasu na pisanie :)

  7. O. pisze:

    Jestem ciekawa czy Woody będzie mieć zaliczone zadanie, niby ma drobny napis po angielsku, ale może on być za mały xD Miło też, że nie rzucił się jakoś o panikę Tomasa, póki go to jakoś nie kuje to jest w porządku. Ale coś czuję, że brak samoakceptacji będzie Tomowi wykorzystane przeciwko niemu..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s