Bonus – Dalia

Przed Wami bonus z challengu marcowego! :) Uwaga – tutaj rzeczywistość jest nieco zaburzona, to taka jakby alternatywna historyjka, w której Dalia, siostra Lenny’ego, żyje. Popuściłyśmy wodze fantazji i mamy nadzieje, że przypadnie Wam do gustu! :)

*****

Lenny zawsze dziwnie się czuł, kiedy w ciągu dnia był w pracy w porcie. To było dla niego wręcz nietypowe, dlatego z jakiegoś powodu czuł większe zmęczenie, niż kiedy zajmował się swoimi obowiązkami w nocy. A może chodziło tu też o powietrze. W dzień słońce nagrzewało je znacznie bardziej i trudniej się oddychało i pracowało.
Miał już nieźle przepoconą koszulkę, kiedy kolejny raz kursował od ciężarówki do jachtu. Na szczęście po przeładowaniu skrzynek mógł zrobić sobie w końcu przerwę. I dobrze, bo już nieźle chciało mu się pić. Poszedł więc do pickupa, który dzisiaj zabrał, po czym usiadł w środku z otwartymi drzwiami. W jego plecaku była butelka z wodą i telefon. Postanowił sprawdzić przy okazji, czy może Ryan pisał, ale zaskoczyło go, kiedy zobaczył, że ma nieodebrane połączenie od matki.
Sprawdził jeszcze, czy nikt niczego od niego nie chce i oddzwonił. Z matką rozmawiał dużo przez telefon. Innej opcji w końcu nie miał, odkąd ta przeprowadziła się do Pittsburgha po tym, jak on trafił do więzienia. Nie winił jej, w końcu w domu nie było bezpiecznie, a on nie miał jak jej ochronić. Tęsknił, ale wiedział, że tak było lepiej.
— Cześć, Lenny. Przeszkadzam ci? — usłyszał jej głęboki głos, gdy już odebrała telefon.
— Nie. Jestem w pracy, ale akurat mam przerwę, a widziałem, że dzwoniłaś — odpowiedział, popijając wodę.
Ostatnio rozmawiał z matką w weekend i dowiedział się jedynie, że miała jakieś problemy z hydrauliką w domu. Słuchanie o tym, jak szybko, sprawnie i wspaniale poradził sobie z problemem jakiś spec, wywoływało u niego z jednej strony zgryz, bo nie ufał mężczyznom kręcącym się wokół matki, a z drugiej nadzieję, że ta może w końcu znajdzie sobie jakiegoś partnera, który się nią zajmie. Szczególnie że sam nie miał jak. Mieszkała kawał drogi od Miami. Ale w Pensylwanii było bezpieczniej niż tutaj. Nie dziwiło go, że przestraszyła się po tym, jak dwóch z kolesi z gangu z dzielnicy skrzywdziło ją dotkliwie te kilkanaście lat temu. Zresztą, nawet jak już poszedł siedzieć, ataki się powtarzały. Sam poradził jej wyniesienie się z tego przeklętego miejsca, bo nie było tu bezpiecznie ani dla niej, ani dla Dalii.
— Mhm, tak, dzwoniłam, bo pomyślałam sobie… Czy może masz trochę czasu w tym tygodniu?
— Zależy w jakiej sprawie, ale nie robiłem żadnych planów, jeśli o to chodzi — odpowiedział spokojnie, nie wiedząc na razie, do czego zmierza ta rozmowa.
— Hm… Bo wiesz, że odkąd wyszedłeś z więzienia, bardzo chciałyśmy się z tobą zobaczyć, ale dotąd się nie udawało. Ale w sumie pojawiła się mała okazja, żeby Dalia do ciebie przyleciała — zaczęła ostrożnie matka, choć już Lenny słyszał w jej głosie, że ma już cały plan i mógł się na niego jedynie zgodzić.
Znał to dość dobrze. Kobieta często stosowała wobec niego tę taktykę, a on, jak to on, nie umiał jej odmówić, a co dopiero jawnie i zdecydowanie się przeciwstawić.
— Tak? Kiedy? — spytał z zaskoczeniem.
— Dzisiaj. Wszystko wyszło nieoczekiwanie, więc jeśli dałbyś radę odebrać Dalię z lotniska o czwartej, czułaby się jak w niebie. Wiesz, jaka ona jest. Nie umie czekać cierpliwie — odparła matka, już emocjonalnie go szantażując i podsyłając myśli, jak jego siostra będzie cierpieć, gdy odmówi.
Lenny czasami aż zastanawiał się, czy to jego wina, że matka była taką despotką, czy po prostu taki miała charakter i dlatego on zwyczajnie poddał się jej presji. Mogło chodzić o to i o to.
— O czwartej? Oż… dzisiaj? — Aż nie dowierzał, że pomysł matki był już gotowym i realizowanym planem. — Będę musiał zwolnić się z pracy.
— Och, na pewno się zgodzą. Zawsze tak ciężko pracujesz — odpowiedziała Donna ciepłym głosem. — Dalej mieszkasz z tym współlokatorem, tak?
— Tak… Porozmawiam z nimi… Ale naprawdę, mamo, mogłaś mnie ostrzec wcześniej, poinformować, żebym się przygotował… — Lenny westchnął, czując zarówno ekscytację, że zobaczy siostrę, jak i był załamanie tym, jak zostało to załatwione.
— Do dzisiaj rano nie było pewne, że w ogóle się uda. Ale Dalia w końcu ugadała się z dziewczyną w pracy, że się zmienią i może przyjechać. Jest taka podekscytowana, że cię zobaczy!
— A bilety? — Lenny średnio wierzył w tę wersję zdarzeń. To było jakieś pogmatwane. Ale dał jednak w to wiarę, bo nie było już innej opcji. — Dobrze, nieważne. Nie mogę się doczekać, jak ją zobaczę. To już lata… — Zaśmiał się w końcu.
— I ciekawe, z czyjej winy… Będzie o czwartej na lotnisku — przypomniała mu matka. — Daj mi znać, gdy tylko ją odbierzesz!
— Dobrze, mamo. Dam znać — odparł posłusznie Lenny, znowu całkiem poddając się matce.
— Świetnie. To czekam na wieści. Kocham cię — odparła Donna i rozłączyła się, zostawiając Lenny’ego… z całkowicie zmienionym planem dnia.

***

Pracodawca Lenny’ego nie był zachwycony tym, że ten musiał się wcześniej zwolnić, ale dał się przekonać i teraz Lenny czekał już na lotnisku na swoją siostrę. Był wdzięczny Ryanowi, że dał mu dziś samochód, bo inaczej miałby jeszcze więcej problemów dzięki swojej matce. Ale wierzył głęboko, że zarówno ona, jak i jego siostra zorganizowały to wszystko tak, żeby miał miłą niespodziankę.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miał jeszcze jak poinformować Ryana. Ten wcześniej był w pracy, więc Lenny nawet nie miał jak do niego dzwonić, a teraz sam musiał skupić się na znalezieniu Dalii. Bo właśnie ludzie tłocznie zaczęli się pojawiać na hali lotniska.
Nie widział jej na żywo tyle czasu! Rozmawiali, widział zdjęcia. Nawet kiedyś udało się porozmawiać przez kamerkę, ale to było czymś innym niż spotkanie twarzą w twarz. Dalia znała jego sekret, którego zabronił ujawniać przed matką. Sekret o tym, że jego współlokator to tak naprawdę jego facet. A dziś miała go poznać.
— Lenny! Leeenny! — Naraz usłyszał swoje imię i zdecydowanie głos siostry. Ale ją samą zobaczył dopiero po kilku chwilach rozglądania się.
Dziewczyna była kolorowo ubrana, obwieszona biżuterią i miała długie, cienkie warkoczyki. Od razu rzuciła mu się na szyję, gdy tylko go zobaczyła. Mężczyzna objął ją i nie zachwiał się tylko dzięki dobremu refleksowi. Przytulił siostrę i uśmiechnął się, czując ją znowu obok. Tyle czasu…! A wszystko przez własne, życiowe błędy. Był jednak szczęśliwy, że wychodzi na prostą.
— Dalia, jak dobrze cię widzieć.
— Tylko „dobrze”? — Zaśmiała się, ściskając go z całych sił. — Jezu, jak dobrze, jak dobrze! Ale czadersko wyglądasz! Te dredy serio ci pasują — pochwaliła go, gdy już się odsunęła i obejrzała z góry na dół. Wydawała się nawet nie móc ustać w miejscu, bo uśmiechała się i przebierała nogami.
Lenny trzymał ją w pasie i także oglądał. Wyglądała tak dobrze, radośnie i młodo. Jego siostra naprawdę była piękna.
— Masz rację. Cudownie cię widzieć. Pięknie wyglądasz — podziwiał ją nadal. Oboje byli dość niscy, ale jako że Dalia była dziewczyną, wyglądała przez to słodko i bardzo seksownie z odsłoniętym brzuchem. — Masz dużo bagaży?
— Jedną torbę. Zabierzemy i możemy jechać. Jesteś swoją furą, czy taksówką? — zagadała i pociągnęła go za rękę do taśmy, z której mogli odebrać bagaż.
Ludzi było mnóstwo. Lepiej było trzymać się blisko siebie. Nawet rozmawianie było utrudnione w tych warunkach.
— Przyjechałem samochodem — odparł Lenny, cały czas przyglądając się siostrze. Może i matka go mocno zaskoczyła, ale naprawdę był pod wrażeniem, że teraz może spędzić trochę czasu z Dalią. — Jak w ogóle lot? I jak w domu? Mocno mnie zaskoczyłyście.
— No wiesz, tak w ogóle to się serio nie spodziewałyśmy, że będzie się dało przylecieć, bo w pracy… — Dalia mówiła szybko i dużo, żeby mu wszystko opowiedzieć, więc w ciągu tych kilkudziesięciu minut, które spędzili na lotnisku, dowiedział się, co się dzieje u siostry i matki w Pensylwanii.
Dobrze było po prostu słyszeć jej głos. Mimo że Dalia była dzieckiem już lata temu, to jednak wciąż w takiej postaci najbardziej wyraźnie ukazywała się w głowie Lenny’ego. Teraz więc miał wrażenie odkrywania jej na nowo. Była taka pewna siebie, podobnie jak on, ale różniła się żywotnością i optymizmem. Widać to było szczególnie po jej mimice.
— Boooże, jak dobrze znowu być w Miami! — jęknęła, już z ręką opartą o otwarte okno w samochodzie.
— Inna pogoda, co? Nie jest wam tam zimno na północy? — spytał Lenny, powoli prowadząc samochód do domu, gdzie miał nadzieję zastać Ryana. Powinien go ostrzec o tym, że będą mieli gościa.
— Jest. Mi potwornie, ale co zrobić? Tam przynajmniej żaden ciulas nas nie zaatakuje. Tutaj to serio… Mama zresztą bała się w ogóle mnie tu samej puszczać, ale mówiłam jej, że jakby co, to mój braciszek mnie uratuje, co nie? — Dalia zerknęła na niego i puściła mu oczko
Lenny zaśmiał się. Bawiło go to, jak do niego mówiła, ale i trochę przykro mu było, że jego rodzina bała się wrócić do Miami.
— To wszystko było przez ten konflikt, teraz pewnie byłoby bezpiecznie, ale mamie nie wytłumaczę. Tam też musicie uważać. To nie miasto a ludzie stanowią zagrożenie.
— Jasne. A jak twój chłopak? Już wie, że wpadam? — Dalia trochę zmieniła temat.
— Jeszcze nie. Zaraz do niego zadzwonię, żeby mu powiedzieć, ale błagam, nie mów nic dziwnego. Niczego, czego sama byś nie chciała usłyszeć — poprosił ją Lenny i kiedy stanęli na światłach, wyjął telefon z kieszeni.
— Masz to jak w banku! — Dalia klepnęła go w udo, a Lenny mógł już zadzwonić do swojego kochanka. Tak, wiedział, że Ryan będzie równie zaskoczony tymi odwiedzinami co on…

***

Rudy kocur wskoczył na oparcie kanapy, zaczynając się skradać w kierunku pewnego błyszczącego, srebrnego elementu spoczywającego na nagiej klatce piersiowej śpiącego, młodego mężczyzny. Był coraz bliżej i bliżej, ofiara rosła w jego kocich oczach, aż nagle skoczył, wbijając pazurki zarówno w krzyżyk, jak i w skórę swojego pana. Ryan cały podskoczył, budząc się momentalnie, a spłoszony kot czmychnął do sypialni, nie spodziewając się, że jego polowanie zakończy się tak niefortunnie. Jego pan za to skrzywił się i pomasował po zaczerwienionej skórze. Coś ostatnio oglądał o tym, że gwałtowne wybudzanie kogoś z głębokiego snu może odcisnąć na jego psychice trwałe piętno. Z tego wychodziło, że miał w domu rudego sadystę.
— Wiem, że to ty, Jay! Tylko ty z dwóch żyjących tu kocurów masz takie pazury! — zawołał za futrzakiem.
Zwierzę nie odpowiedziało, najwyraźniej domyślając się, że nie warto się wychylać. Zamiast zwierzęcia odezwał się za to telefon Ryana. Ten jeszcze przetarł twarz, rozbudzając się i sięgnął po wibrującą na stole komórkę.
— Gratulacje, idealne wyczucie czasu. Gdyby telefon odezwał się trzydzieści sekund wcześniej, to nie Jay by oberwał za pobudkę, a ty — rzucił, gdy już odebrał.
— Raz zdarza mi się nie trafić na twoją bezsenność i już dostaję ochrzan. — Lenny westchnął ciężko w telefonie. — Ale słuchaj, jest sprawa. Nie masz planów na dziś, prawda? — spytał z nieskrywaną nadzieją w głosie.
— Hm… poza tą wieczorną wizytą Charliego, Mike’a, Katy i kilkunastu piw, o której ci mówiłem? Nie mam, a czemu pytasz? — odparł Ryan, siadając wygodniej na kanapie.
— Och… Bo będziemy mieli jeszcze jednego gościa — mruknął mężczyzna nieobecnym głosem, jakby starał się przypomnieć sobie, kiedy jego chłopak mówił mu, że dziś mają imprezę. Zresztą, nawet gdyby wiedział, że mają gości, to i tak nie mógłby odmówić osobie siedzącej teraz obok niego na siedzeniu pasażera.
Ryan uniósł brwi.
— Tak? A będziesz skłonny oświecić mnie kogo?
— Eee… mówi, że mamy zrobić ci niespodziankę i każe mi milczeć, tylko że wiesz, Ryan — wyrzucił z siebie na jednym wydechu. — Będzie musiała zostać na noc.
Tym razem brwi chłopaka nieco się ściągnęły. Wstał i ruszył do kuchni po coś do picia.
— To byłbym jednak wdzięczny, gdybyś powiedział mi, kto to jest i czy mam się obawiać, czy nie.
— Mówi, że nie. Zresztą zaraz będziemy — jęknął w telefonie. — Weź, jak możesz wstaw… co? … ech, Ryan, mamy mleko?
Chłopak milczał chwilę, otwierając lodówkę i wyciągając puszkę Coca-Coli. Otworzył ją, napił się i dopiero odpowiedział:
— Już mogę się śmiać?
— Tak myślałem. To chociaż wstaw wodę w czajniku.
— Służę. A powiesz mi chociaż, czy mam się też ubrać i schować z sypialni poślizg? — dopytał z lekką ironią, chcąc dać mu znać, że chce chociaż wiedzieć, czy osoba, która miała się pojawić, była uświadomiona.
— Nie musisz. Wie, że jesteśmy razem i koniecznie chce cię poznać — jęknął Lenny, najwidoczniej nie będąc jednak w tak świetlistym humorze. Nie był też zły, co mogło nieść pewne nadzieje.
— Zaczynasz mnie coraz bardziej intrygować, ale dobrze, poczekam cierpliwie — odparł Ryan i nastawił wodę w czajniku. Był zaintrygowany. Lenny miał przyprowadzić kogoś, kto będzie u nich nocował, więc musiał to być ktoś spoza Miami. Może ktoś… bliski z więzienia? Tego chyba by nie chciał…
— To na razie — odparł Lenny i jeszcze cmoknął do telefonu, nim się rozłączył.
Ryan odłożył telefon na szafkę i z puszką zimnej coli poszedł do salonu. Tam spojrzał na zagraconą ubraniami podłogę i po chwili zastanowienia skopał część pod ścianę. Uznając, że teraz przynajmniej da się przejść, usiadł z powrotem na kanapie i postawił przy telewizji poczekać na Lenny’ego i tajemniczego gościa.
Na szczęście, nim nawet woda w czajniku się zagotowała, usłyszał, jak samochód podjeżdża pod dom. Silnik ich bordowego Forda poznałby wszędzie. Kiedy się obejrzał, tuż przed otwarciem drzwi, usłyszał pstryknięcie czajnika.
— Ej, księżniczko, tylko błagam, bez szaleństw — usłyszał po chwili spolegliwy głos kochanka. Brzmiał trochę na zdenerwowany, co było osobliwe.
— Jasne, jasne. Obiecałam przecież, będę totalnie i w ogóle grzeczna. Spoko — odpowiedział mu damski głos.
Ryan wzmógł uwagę i uniósł się z kanapy, odstawiając przy tym nieskończoną puszkę na stolik. Ruszył, na razie spokojny i otwarty do przedpokoju. Tam zobaczył swojego kochanka w zwykłych sobie ubraniach i stojącą obok niego dziewczynę. Była szczupła i bardzo… interesująca. Miała prawie ten sam kolor skóry co stojący obok niej mężczyzna. Oczy były inne niż te Lenny’ego, a jej długie włosy splecione w warkoczyki były rozjaśniane. Poza tym, od razu co Ryan zauważył, to jej nagi brzuch i wiszące bardzo, bardzo nisko bojówki z wielkimi kieszeniami i poprzypinanymi do nich przypinkami. Pasek od spodni też był duży i błyszczący. Na nadgarstkach dziewczyna miała wszelakiej maści ogromne i brzęczące bransolety. Do tego pasujące do zestawienia duże kolczyki i wisior. Piersi zakrywał jej biały top, a na nim miała koszulę z długimi, ale podwiniętymi do łokci rękawami. Na stopach za to spoczywały pasujące kolorem do jej bluzki vansy.
Kiedy tylko zobaczyła Ryana, od razu jeszcze bardziej się rozpromieniła.
— To on?
Lenny spojrzał na kochanka, chyba dość zestresowany, i skinął głową, a dziewczyna uśmiechnęła się radośnie i podeszła do Ryana. Od razu zarzuciła mu ramiona na szyję i pocałowała w policzek ubłyszczykowanymi ustami.
— Miło mi poznać faceta życia mojego brata — oznajmiła z chichotem, a Lenny miał ochotę zapaść się pod ziemię. Miała przecież się zachowywać, a nie rzucać mu na szyję. Obawiał się, że tak się zachowa, ale naprawdę liczył na cud, od samego momentu, kiedy i jego prawie udusiła na lotnisku.
Ryan nie odpowiedział, przez chwilę trwając w szoku wywołanym jej widokiem. Aż mu się przez chwilę wydawało, że nie jest tak do końca homo, jak myślał. Dziewczyna była… naprawdę seksowna. Dopiero po chwili zreflektował i uśmiechnął się do niej czarująco.
— Muszę przyznać, że udała się niespodzianka. Rozumiem, że jesteś ukochaną, młodszą siostrą Lenny’ego, Dalią?
Dziewczyna skinęła głową i dopiero go puściła. Ścisnęła jego dłoń bardzo po męsku.
— A ty musisz być jego cudowną księżniczką. — Przygryzła dolną wargę i zlustrowała go dokładnie wzrokiem. Bardzo nachalnie. — Aż mam ochotę go sprać, że se takie mięcho znalazł, skurkowaniec.
Ryan rzucił Lenny’emu krótkie spojrzenie, które ten, przez to, że znał go dobrze, mógł zidentyfikować jako niezbyt pozytywne. Przez to uśmiechnął się krzywo. Co on miał na to niby poradzić? Nie cofnie przecież słów siostry, na której wychowanie nie miał żadnego wpływu, odkąd trafił do więzienia.
Chłopak jednak z uśmiechem odpowiedział dziewczynie:
— Widać, lubi się otaczać ciastkami — mrugnął do niej, również ją lustrując, aż zatrzymując wzrok na jej brzuchu. — Wchodź do środka, a na cokolwiek wpadniesz, możesz skopać na bok. Nawet jak będzie żywe i rude.
— Spoko. Znam to skądś — odparła i klepnęła go w ramię, wchodząc bardzo pewnym krokiem do salonu zaraz po tym, jak zrzuciła buty jeszcze w przedpokoju.
Jej brat odprowadził ją spojrzeniem i w tej chwili miał ochotę się zastrzelić. Od razu więc zwrócił się do kochanka:
— Sorry.
— Woda się zagotowała — odpowiedział tylko Ryan i poszedł od razu za dziewczyną.
Lenny westchnął ciężko i niczym zbity pies poszedł zrobić siostrze kawę i samemu sobie wziąć piwo.
Tymczasem, kiedy Ryan wszedł do salonu, zobaczył, że Dalia siedzi już na kanapie, wygodnie rozwalona. Pod tym względem widać było, że nie różni się wiele od brata. Miała masę pewności siebie.
Ryan usiadł obok niej i sięgnął po swoją puszkę zimnego napoju.
— No, trzeba przyznać, że jesteście podobni — rzucił, zerkając na jej twarz, choć miał wrażenie, że więcej podobieństw było w jej gestykulacji, przynajmniej w niektórych momentach.
— Tak, niestety genetycznie tak wyszło — odparła dziewczyna niezrażona niczym. Ani bałaganem, ani tym, że się wprosiła.
— Patrząc przynajmniej na stronę wizualną, nie powiedziałbym „niestety”. Wręcz przeciwnie, bo muszę cię zapewnić, że nie tylko osobowość twojego kochanego brata wzbudza we mnie… głębsze uczucia.
Dziewczyna uniosła brwi, po czym uśmiechnęła się kącikiem ust.
— Och. Okej. Czyli co? Adorujesz mnie za to, że jestem podobna do brata, czy jego, że jest śliczny jak dziewczynka?
Ryan udał, że się zastanawia, przy okazji kładąc sobie puszkę na udzie.
— Chyba żadne z dwojga, ale raczej z uwagi na moją słabość do… — przyjrzał się jej dokładniej — tak sprężystych kształtów i ciemnej skóry. Chociaż tak, fakt, że lecę na twojego brata, musi też mieć coś z tym wspólnego.
Dalia zapatrzyła się na Ryana dłuższą chwilę. Kolor jej oczu może nie był taki jak Lenny’ego, ale spojrzenie wciąż bardzo podobne. Najbardziej jednak rozróżniał je ten brak drapieżnego blasku, który tak łatwo było znaleźć w oczach Lenny’ego. Dziewczyna za to miała beztroską twarz.
— Ta… Naprawdę jesteś uroczo wygadany.
— Uuu, czuję, że niejedno wymknęło się z ust Lenny’ego na mój temat. Aż się boję zapytać, co jeszcze — odparł chłopak, znowu przykładając puszkę do ust. W duchu dziwił się, że Lenny w ogóle opowiadał siostrze o nim. Wydawało mu się zawsze, że nie jest szczególnie otwarty, a jeśli chodzi o orientację, tym bardziej. Choć z drugiej strony, to była rodzina. On też zwierzał się Rose ze swojego związku z tym mężczyzną.
— A co chcesz wiedzieć? — spytała z cwanym uśmiechem na ustach.
— Jak będzie coś chciał wiedzieć, to się mnie spyta — mruknął Lenny, który akurat słyszał koniec rozmowy. Miał dziwne podskórne wrażenie, że nie podoba mu się to, dokąd cała ta rozmowa zmierza. Była dziwna, to na pewno. Za szybko też pojawiały się w niej takie, a nie inne tematy, co Lenny’ego niepokoiło.
Podał siostrze kawę, a kiedy ta wyciągnęła się po nią, Ryanowi mignął na jej ciele tatuaż. Czarnej, bardzo schematycznej panterki na biodrze. Zawiesił tam na chwilę wzrok i zwrócił się do dziewczyny z lekko ironicznym, ale sympatycznym uśmiechem:
— Będę tylko wdzięczny, jeśli mi powiesz, czy zdradził ci coś, za co powinien w tej chwili oberwać.
— A co jest czymś takim? — spytała Dalia, nim siorbnęła mało elegancko kawę.
Lenny usiadł na fotelu naprzeciwko nich i modlił się w duchu, żeby coś przerwało to spotkanie.
— Hm… niestety logika mi podpowiada, że jeśli nie chciałbym, żebyś wiedziała coś, za co, jak się wyraziłem, Lenny mógłby oberwać, to teraz nie powinienem ci podawać przykładu czegoś takiego, bo automatycznie dowiedziałabyś się… właśnie tego, czego nie powinnaś wiedzieć — odpowiedział luźno Ryan, nawet przez chwilę się nie wahając.
Dziewczyna zamrugała, słuchając jego potoku słów, po czym zwróciła się do popijającego piwo brata.
— Ty go rozumiesz?
— Przyzwyczaiłem się. Ale odpowiem, Ryan. Nie pytała o nic, co cię upokorzyło, czy nic związanego z łóżkiem — wtrącił Lenny, próbując przekazać jakoś siostrze, żeby nie gadała już o tym. Jak jednak sromotnie się pomylił…
— Pomijając to, kto daje dupy — wtrąciła się, a Lenny tylko napił się od razu więcej piwa, które sobie wziął.
Miał przejebane. Na policzki Ryana od razu wspiął się rumieniec, a chłopak rzucił krótkie, wściekłe spojrzenie swojemu kochankowi. Wstyd zalał go od środka, gdy tylko wyobraził sobie tę rozmowę…
— Hej, Lenny, ale no powiedz, ty jesteś facet, czy on?
— Dalia, przestań…
— No gadaaaj!
— Ale cicho, nie mów mu, że ci powiedziałem. On daje.
Odetchnął w duchu, starając się nie pokazywać po sobie emocji, które go ogarnęły. Rzucił w przestrzeń w założeniu luźno:
— No czego ja się mogłem spodziewać? Zaznaczenie swojej pozycji to podstawa szanującego się drapieżnika. Im więcej ludzi wie, tym zdrowiej dla związku — nie mógł się powstrzymać przed niemal jadowitą ironią.
Lenny już chciał otworzyć usta, żeby wytłumaczyć się, że wcale się tak nie zachował i nie mówił nic o tym, co robią w sypialni. I na pewno jak to robią. Jego siostra jednak nie dała mu na to szansy, odpowiadając momentalnie:
— Mama nic nawet przecież nie wie. I zresztą, Len nawet nie powiedział mi, że to ty, tylko że jesteście równi, Ryan. Więc… — zaśmiała się wrednie — dzięki za sprostowanie.
Chłopak odpowiedział wymuszonym uśmiechem i wstał, porywając z podłogi pierwszą lepszą koszulkę i zakładając ją na siebie.
— Cała przyjemność po mojej stronie. W każdym razie, wybaczcie, ale jestem umówiony z kumplami na piwo, ale coś mi mówi, że to nawet na korzyść dla nas wszystkich, bo nasz gość będzie miał gdzie spać — rzucił, zamierzając spotykać się z Mikiem, Charliem i Kate poza domem. Nie dając dwójce na kanapie dojść do słowa, dodał: — Miło mi było poznać siostrę Lenny’ego. Bawcie się dobrze. Mamy dużo kanałów. — Uśmiechnął się, po czym wyszedł z salonu do kuchni, żeby wziąć zostawioną tam komórkę i wyjść.
Lenny od razu cały się napiął. Pieprzyło się i to tak naocznie. Wstał i rzuciwszy siostrze, żeby na niego poczekała, niemal wbiegł do kuchni, nim chłopak zdążył z niej wyjść.
— Ryan… Czekaj. — Nagle zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio niż chwilę temu. To było bardzo rzadkie z jego strony. No… może Ryan często widział to, gdy Lenny przebywał z kobietami, ale w stosunku do niego samego nie miewało to miejsca. Że stał i tylko patrzył na niego, wyglądając na kompletnie rozdartego.
Nim Ryan zdążył coś powiedzieć, z salonu dobiegł ich krzyk Dalii:
— Len! Zachowujesz się jak panienka! — A następnie śmiech i odgłos włączanego telewizora.
Chłopak spojrzał w kierunku wyjścia i schował telefon do kieszeni.
— Kup coś do jedzenia, proszę, bo lodówka jest pusta i obawiam się, że nie nakarmisz niczym siostry, chyba że lubi kocie żarcie — rzucił do Lenny’ego i wyminął go. — Wrócę rano.
Lenny spojrzał za nim i odetchnął ciężej. Wyszedł z kuchni i zabrał ze sobą portfel.
— Dalia, piękna, zaraz wracam, idę do sklepu — poinformował ją, a ta tylko machnęła na niego dłonią.
Lenny odetchnął ciężko, szybko założył buty i niemal wybiegł z mieszkania, mając jeszcze nadzieję, że chociaż zdąży dopaść Ryana.
Chłopak właśnie zamykał drzwi od strony kierowcy w ich pickupie, więc Lenny podbiegł do samochodu i nie czekając na pozwolenie, wsiadł od drugiej strony. Ryan już miał odpalić, ale spojrzał na niego, mimo że spokojnym, to wyraźnie negatywnym spojrzeniem.
— Co robisz?
— Nie pozwalam ci odjechać, nim ze mną nie porozmawiasz.
Ryan zmarszczył lekko brwi i wykrzywił usta. W tej chwili jakoś nie miał ochoty mieć do czynienia z żadnym Tunderem.
— Nie? To patrz — odparł, po czym odpalił i z piskiem wyjechał z podjazdu, po czym ruszył jezdnią w stronę głównej drogi.
— Rozumiem, że moja droga powrotna do domu będzie dłuższa, niż przypuszczałem… — Mężczyzna westchnął, opierając łokieć o drzwi. — I jak serio masz zamiar iść na piwo z towarzystwem, to ciekaw jestem, jak wrócisz, bo na pewno nie samochodem.
— Mówiłem, że wrócę rano, więc nie będę prowadzić po piwie. Ale tak, mogło ci to umknąć, jak to zwykle się dzieje z większością słów, które mówię. A twoja droga może być krótsza. Jedno słowo, a wysadzę cię na poboczu — odparł Ryan, gotując się w środku i aż nie potrafiąc zidentyfikować niektórych emocji.
— Zatrzymaj się — fuknął Lenny. — O co się na mnie wściekasz? Znowu.
— Nie mam ochoty teraz z tobą gadać, Lenny — syknął chłopak, wciskając pedał gazu, kiedy wyjechał na szerszą drogę. — Wysiadasz tu, czy cię gdzieś podwieźć?
Mulat spojrzał na kochanka jeszcze raz i zrobiło mu się jakoś wyjątkowo przykro. Jego siostra była drugą z najważniejszych dla niego osób, zaraz za Ryanem, a… nie wytrzymali ze sobą nawet dziesięciu minut. I najwidoczniej to była jego wina.
— Nie. Wysadź mnie tu — mruknął, odwracając wzrok na widok za oknem, bo czuł, że odechciewa mu się wszystkiego. W końcu po latach spotkał się z siostrą, chciał przedstawić ją swojemu chłopakowi, skoro nawet nie liczył, że wygada się matce, a całe spotkanie skończyło się katastrofą, której nawet nie rozumiał.
Chłopak przytaknął i skręcił na parking, który znajdował się przy drodze. Zatrzymał się tam bez słowa, ale nie zgasił silnika. Lenny od razu otworzył drzwi i nie patrząc na kochanka, wysiadł.
— Do zobaczenia rano — rzucił, od razu odchodząc w kierunku sklepu, który już zdążył zauważyć. Miał przy tym nadzieję, że do rana Ryanowi przejdzie, a Dalia się nie zezłości, że tak długo go nie było.
Ryan nawet za nim nie spojrzał, tylko ruszył z parkingu, wjeżdżając na drogę i z każdym metrem przyspieszając coraz bardziej. Coś go ściskało od środka i niemal nie mógł uwierzyć, że wystarczyło pięć minut, żeby tak się stało.

***

Charlie ze śmiechem wszedł do salonu w domu Mike’a z kolejnymi butelkami piwa, aż się zataczając. Na nim uwieszała się Kate, jedząc banana.
— No dalej, dalej, trzeba wreszcie wydusić z tego zacietrzewieńca, co mu jest — rzuciła ze śmiechem i upadła na siedzenie obok już i tak upitego Ryana, który jednak, mimo że każdy widział, że coś go gnębi, nie powiedział o tym ani słowa.
Pili od… sami nie wiedzieli, od której, ale z racji tego, że tym razem to Mike był dostawcą alkoholu, było go sporo w zanadrzu. Część stała w szafce, część się chłodziła w lodówce, a część była już w ich żołądkach. Obaj kumple gospodarza uważali zresztą, że jego dom był miejscem, w którym zawsze jakoś podejrzanie miło spędzało się takie posiadówy.
— Katy, zawsze wiedziałem, że jesteś niepoprawną optymistką. — Ryan cmoknął do niej w powietrzu i chętnie przyjął butelkę od kumpla.
— No, ale kurde, stary. Jesteś rozbity jak antyczna waza — mruknął Mike, który chyba najoszczędniej pił, uważając, żeby towarzystwo nie zdewastowało mu mieszkania. Miał ku temu podstawy po wielu imprezach, jakie tu się odbyły.
— Zaczynacie mnie martwić. Powinienem chyba popracować nad chowaniem emocji. Na pewno jakiś zapaleniec stworzył w tym temacie jakiś kurs dla początkujących i bardziej zaawansowanych. — Ryan wykrzywił usta, z lekkim trudem otwierając butelkę, bo wydawało mu się przez chwilę, że gwintów jest, nie jeden, a cztery.
— Przed północą było lepiej — skwitował Mike, odruchowo zerkając na zegarek. Było dobrze po drugiej.
— No, a potem z każdą… — urwała Kate, bo rozmowę przerwał im sygnał telefonu Ryana.
— Telefon — rzucił Charlie, na co Ryan uśmiechnął się i odrzucił kapsel od piwa.
— Kochanie, rozwijasz się — rzucił kpiąco i pogłaskał go po głowie, dopiero z mozołem sięgając do kieszeni, równocześnie już pijąc piwo.
Widząc, że to numer Lenny’ego, zmarszczył się lekko. Zawahał się, czy odrzucić, ale w końcu wstał i przeprosiwszy wszystkich, wyszedł z salonu. Odebrał dopiero w przedpokoju, kiedy dzwonek rozlegał się już nieznośnie długo. Jakby ten wiedział, że nie śpi i może go teraz męczyć. W ogóle, po co dzwonił? Wiedział, gdzie jest i też co robi oraz do jakiego stanu się doprowadza.
— Słucham.
— Debil z ciebie skończony. — Usłyszał niespodziewanie kobiecy głos. Znajomy głos. — Debil i naprawdę… Uch. Coś ty mu zrobił? — syknęła Dalia, która najwyraźniej zabrała bratu telefon, kiedy ten spał.
Zamrugał i zapatrzył się na przeciwległą ścianę. Wszystko wyglądało normalnie. Nawet wieszak na ubrania nie tańczył aż tak żywo, jak cały przedpokój. Chwilę analizował, czy dobrze usłyszał, czy jednak wypił o jedno piwo za dużo.
— Słucham? — powtórzył więc tylko.
— Co słuchasz, co słuchasz? Pomyśl! — jęknęła, ale niezbyt głośno. Najwyraźniej kryła się z tym, że zadzwoni. — Ja rozumiem, że mogłeś mnie nie polubić, życie. Nie pierwszy, nie ostatni raz, ale ja już dawno nie widziałam go takiego osowiałego. Zerwałeś z nim czy co?
Ryan zmarszczył brwi, przyswajając co drugie słowo. Chwiał się, mimo że stał w miejscu, więc podtrzymał się dla równowagi ściany dzielącej przedpokój od salonu.
— Co? Nie! — syknął. — Powiedział tak?!
— Co? Oczywiście, że nie. Ale… Ej, Ryan, jeśli to moja wina, to weź, stary, sorry, tylko się nie wkurwiaj tak czy nie wiem, kryj… — Westchnęła trochę, a nawet bardzo spuszczając z tonu. — On już tak ma, że mi nie odmówi. Obiecał to naszej mamie, że wiesz… zajmować się będzie mną i w ogóle. I… ty grzebałeś kiedyś mu w portfelu?
— Nie, ale chyba nie rozumiem, co to ma do rzeczy — odparł chłopak, starając się skupić i już teraz analizować, czy naprawdę aż tak bardzo źle to wszystko wyglądało, żeby Lenny był w takim stanie, o jakim mówiła Dalia.
— Ma tam trzy zdjęcia. Matki, twoje i moje. W tej kolejności — podkreśliła. — Ej, on cię kocha i chyba za bardzo chciał, żeby to jakoś wszystko wyszło, a najwidoczniej spieprzyłam. Jak zwykle. Tylko że wiesz, nie wiedziałam, że aż tak się wkurwisz. I potem jak wrócił, to nawet nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Siedział tak tylko i resztę wieczoru oglądaliśmy telewizję, a teraz śpi na kanapie i nie wiem… ja w życiu nie widziałam go płaczącego, a… nie wiem. Aż mi cholernie głupio.
Ryan już miał jej przerwać, że to nie o to chodzi i nie ma nic przeciwko niej, ale przez ostatnie zdania dziewczyny aż przeszedł go nieprzyjemny dreszcz.
— Lenny… płakał?
— Nie, chyba… nie wiem. Mam nadzieję, że nie, ale teraz nie widzę. Był tylko ponury i w ogóle. Kazał mi iść spać — mruknęła. — Ryan, no, nie wkurwiaj się tak na nas. Tam olać mnie. Nie wkurzaj się na niego. On taka pizda przy mnie jest, że no… — Westchnęła ciężko i dość żałośnie. Do tego w jej słowach wiele było prawdy. Lenny zachowywał się czasami nawet żałośnie przy Kate, która wchodziła mu na głowę. A cały ten syndrom, jak Ryan wiedział, powstał dzięki jego matce i właśnie siostrze. Więc fakt, że jego kochanek ulegał Dalii na każdym kroku, nie powinien go dziwić.
— Zdążyłem zauważyć — odparł kpiąco, byle coś odpowiedzieć i szybko wszedł do salonu, nieco chwiejnie. Rzucił Mike’owi swoje kluczyki od samochodu. — Wstawaj, Mikey — zwrócił się do niego i sam zawrócił w stronę wyjścia. Był na tyle spity, że nawet sam wiedział, że nie powinien prowadzić. Dodał jeszcze do telefonu ironicznie, przecierając oczy: — Widzę, że jak zwykle zostałem niezrozumiany. Zacznę chyba szukać jakiejś terapii.
Dalia najwyraźniej nie zrozumiała. Co znaczyło, że Ryan miał trochę racji.
— Eee… ale w takim razie… o co chodzi?
Mike w tym czasie dołączył do chłopaka z jego kluczykami w dłoni i klepnął go w ramię.
— Też piłem, mogę ci najwyżej taksówkę wezwać, cokolwiek ważnego się nie stało. Nagle — dodał z kpiną w głosie. Kiedy usłyszeli telefon, po cichu zakładali się, czy Ryan wyjdzie, czy nie. Tylko Charlie naiwnie zakładał, że zostanie.
Dalia w telefonie na razie milczała, bo nie wiedziała w ogóle, co się dzieje. Słyszała tylko odpowiedzi Ryana, jakby ten zapomniał, że z nią rozmawia.
— Piłeś dwa piwa, Mikey. Ale jak uważasz, zamów, byle kierowca nie przyjechał za pół godziny, bo wepchnę go do studzienki kanalizacyjnej i przejmę taksówkę — syknął Ryan, wyraźnie rozemocjonowanym głosem, a do telefonu dodał: — Nieważne, będę niedługo, więc możesz iść spać. Miłej nocy, Dalio — rzucił i rozłączył się.
Mike zamrugał z zaskoczenia.
— Dalio? Nie Lenny? — Nie krył szoku. Był pewien, że Ryan znów pokłócił się ze swoim facetem. Często się kłócili i często Ryan był przez to w stanie nie do życia. Teraz wszystko wyglądało bardzo podobnie, więc był mocno zaskoczony, że chodziło o coś innego.
Wyjął jednak komórkę z kieszeni, żeby zadzwonić po transport dla kumpla.
— Skup się na podaniu dobrego adresu, Mikey. — Ryan uśmiechnął się wymuszenie, nie mając ochoty z nikim o tym rozmawiać, a przez alkohol aż szumiało mu w głowie.
Mike wzruszył ramionami.
— Jak se tam chcesz. — Westchnął, wiedząc, że nic z niego nie wyciągnie. Zamówił szybko taksówkę, wspominając, że ma pojawić się jak najszybciej.
Ryan podziękował mu grzecznie i wrócił jeszcze do salonu, żeby pożegnać się z resztą. Potem wyszedł przed dom Mike’a, by chociaż trochę wytrzeźwieć. Nie miał pojęcia, co sobie Lenny ubzdurał, ale na samą myśl, że miał takiego doła, jak opisywała to Dalia, aż go ściskało. Nie chciał mu robić przykrości swoją reakcją na jego specyficzną siostrę. Mimo wszystko wciąż był… może nie tyle zły, co strasznie zgaszony, od kiedy Dalia przyszła.
Na szczęście taksówka przyjechała szybko, więc zapakował się do niej, zostawiając na podjeździe swojego pickupa i kazał się zawieść pod dom. Kiedy tylko tam dojechał, zapłacił kierowcy i wyszedł z samochodu. Zaklął pod nosem, czując, że wciąż się chwieje. Mimo to wszedł szybko do domu.
W środku było aż nieprzyjemnie cicho i ciemno. Jay musiał go zdradzić i spać w sypialni, bo nawet nie przyszedł się przywitać. Nie przejmując się tym specjalnie, poszedł do salonu, przedzierając się chwiejnym krokiem pomiędzy ubraniami leżącymi na podłodze. Zbliżył się do kanapy i pochylił nad nią od strony podłokietnika, opierając rękę o oparcie. I mimo ogólnego mroku panującego w salonie zobaczył twarz śpiącego Lenny’ego. Odetchnął, przypatrując mu się dłuższą chwilę. Bez wątpienia to był mężczyzna, którego kochał całym sercem.
Wyciągnął w końcu dłoń i położył mu ją na policzku.
— Lenny — rzucił.
Mężczyzna stęknął ciężko, najpierw zaciskając oczy mocniej i wykrzywiając żałośnie usta. Na pewno nie chciał wstawać, to było pewne. Nawet kiedy okrywało go wyłącznie cienkie prześcieradło. Dopiero po chwili otworzył powieki i spojrzał na chłopaka.
— Ryan — wydusił zaskoczony, że go widzi. — Już ranek? — spytał, wiedząc, że dopiero na wtedy Ryan się zapowiadał.
Chłopak pokręcił głową i aż zmarszczył brwi, czując, że za bardzo mu się świat kręci wokoło. Ciemność wcale nie ułatwiała. Chciałby w tej chwili widzieć oblicze swojego niemożliwego kochanka.
— Nie, urwałem się od Mike’a wcześniej.
— Czemu? — spytał mężczyzna nadal półszeptem i nagle coś mu zaświtało w głowie, bo zmarszczył brwi groźnie. — Nie wracałeś chyba samochodem?
— Wracałem. Takim żółtym, uroczym, z czterema literkami na dachu i panem, któremu trzeba zapłacić za przyjemność jazdy — wymruczał chłopak i wreszcie obszedł kanapę, czując, że musi usiąść. Zrobił to, po czym usiadł na skraju i opadł do tyłu plecami, nie zważając, że jest tam ciało Lenny’ego.
Ten stęknął ciężko, patrząc nadal na niego swoimi żywo-zielonymi oczami.
— To czemu wróciłeś teraz, a nie, jak mówiłeś, rano?
— Bo twoja urocza siostra bała się, że utopisz się we łzach — odparł na poły ironicznie, na poły poważnie, zerkając na niego czujnie. A przynajmniej starając się.
Lenny od razu spojrzał w stronę stolika, gdzie powinien być jego telefon. Nie było go tam, co oczywiste. Zaklął szpetnie i zakrył oczy dłonią.
— Och, cudownie. I to cię tak wielce zmartwiło — zironizował i naprawdę chciał być zły na Dalię. Dobrze, nawet był, ale wiedział, że z jego złości i tak nic nie wyniknie. Wolał więc wkurzać się na siebie za to, że dał powód siostrze, żeby się o niego martwiła. Bo nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że przejęła się i poinformowała Ryana o tym, że ma doła z powodu nieumiejętności połączenia dwóch swoich światów.
— Owszem, bo wygląda na to, że coś głupiego powstało w twojej głowie, jako wniosek mojego zachowania — zauważył Ryan, wciąż obserwując kochanka. Nie chciał, żeby tak wyszło… i mimo że nie chciał mówić o tym, co go dręczyło, nie był już taki pewien, czy nie lepiej byłoby na następny raz wybuchnąć, niż doprowadzić do takiej sytuacji i takiego stanu Lenny’ego.
Mulat wzruszył ramionami i z małym trudem przekręcił się na bok.
— Najwyraźniej. Ale nieważne, nie musiałeś rezygnować z imprezy.
— Powiedz mi, proszę, co jest. — Ryan nie dał się zbyć i wyprostował się na siedzeniu. Chciał wiedzieć, bo męczyło go to od środka. Naturalne było, że nie lubił widzieć, jak ktoś, kogo kochał, w jakiś sposób cierpiał. Tym bardziej przez niego.
— Nic. Już nic. Nie musicie przecież się lubić. Mój błąd, że ją w ogóle zaprosiłem — mruknął mężczyzna. — Puść mnie, wstanę, to będziesz mógł się położyć.
Ryan zaśmiał się głucho i ponownie przetarł oczy, powoli trzeźwiejąc.
— Nie chodzi o twoją siostrę, Lenny. Wiesz, ciężko sobie wyrobić zdanie o kimś w pięć minut, więc sądzę, że nie znalazła się ona na liście nielubianych przeze mnie osób tak szybko — odparł wreszcie, ponownie patrząc na kochanka.
— Och, czyli jednak moja wina. Jak mogłem się tak sromotnie pomylić? — jęknął Lenny, zaczynając się zastanawiać, czy tylko po to został obudzony. Żeby dostać opieprz, bo tak. Był przy tym już coraz mniej zaspany. Spróbował usunąć nogi, by nie być uwięzionym.
— Tak, twoja. Oszukałeś mnie — wydusił chłopak ze ściśniętym gardłem i faktycznie wstał z kanapy, patrząc na Lenny’ego z góry ciężkim do odczytania spojrzeniem. Na pewno pełnym emocji, ale jak zwykle dla mężczyzny niemożliwym do przeanalizowania.
Lenny aż zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, ale irytując się.
— Co? Kiedy niby? — syknął, ale nie podniósł głosu, żeby nie obudzić siostry.
Ryan zacisnął zęby, milcząc chwilę i walcząc ze sobą. Nie wiedział, czy się wygłupi, czy nie, jeśli powie, o co tak naprawdę mu chodzi, ale to było dla niego ważne i już… chyba wolał powiedzieć.
— Cały czas. Najpierw mnie to wkurwiało i sam dobrze wiesz, z czym mi się kojarzyło to całe księżniczkowanie. Ale oczywiście ty musiałeś być uparty i dalej to robiłeś… i potem kiedy wreszcie wiedziałem, dlaczego i jakoś udało mi się, kurwa, przyzwyczaić i… nie wiem — zaciął się. Szybko jednak dodał: — I nadać temu… jakiś bardzo pozytywny akcent, to okazuje się, że to tylko takie… ot tak określenie. Jak jakieś lamerskie słoneczka czy kwiatuszki, jakimi Rush obdarowywał wszystkie laski naokoło. Bardzo mi przykro, że może za bardzo przykładam do tego wagę, ale… myślałem, że jest, kurwa, jedna księżniczka — skończył głośniej, niż chciał, na koniec już zupełnie czerwony na twarzy.
Słuchając go, Lenny aż czuł, że z każdym słowem serce coraz bardziej mu przyspiesza, a gardło zaciska się, dusząc go nieprzyjemnie. Niewiele myśląc, wstał i objął go ciasno, nie całując, ale wtulając mu twarz w szyję.
— Ryan… — Nie wiedział, co powiedzieć. I widział, że chłopak dusił to w sobie od samego początku, kiedy przyszli. A trwało to przecież całą jego rozmowę z siostrą. I nic wtedy nie powiedział, tylko trzymał to w sobie, przez co Lenny i Dalia, każde z osobna, wymyśliło swój powód nieudanego spotkania.
Chłopak odetchnął, samemu nie wiedząc, co może dodać. Przełknął znowu ciężko ślinę, stojąc sztywno i nie obejmując w odpowiedzi Lenny’ego. Tylko zaciskał pięści, bo czuł, że ręce całe mu drżą, a nie chciał się z tym zdradzać, choć i tak Lenny musiał to czuć, trzymając go.
Mulat w końcu odsunął się i znów usiadł na kanapie. Poprawił włosy, zarzucając je na plecy.
— Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie — mruknął w końcu pod nosem, nie podnosząc wzroku na chłopaka. — Po prostu, jak ona była mała, to tak z mamą na nią wołaliśmy i… tak zostało. — Wzruszył ramionami.
Rozumiał, co Ryan czuł i w tej chwili nic na to nie mógł poradzić. Znowu wychodziło na to, że lepiej by się porozumieli, gdyby więcej rozmawiali o ważnych sprawach. Nie tylko dlatego, że on sam nie męczyłby się cały wieczór, myśląc o tej porażce z pierwszego poznania się Dalii i Ryana, ale i Ryan by inaczej to odbierał, gdyby mu wcześniej powiedział, że jego siostra też jest księżniczką. Tylko… w trochę innym znaczeniu.
Ryan znowu dyskretnie odetchnął, żeby chociaż głos mu nie drżał.
— Spoko — mruknął. — Za dużo sobie wyobrażałem chyba.
Lenny pokręcił głową i spojrzał w górę na kochanka. Miał wrażenie, że jest w dziwnej sytuacji. Jakby faktycznie spotkały się dwa kompletnie różne jego światy.
— Nie. To jedno słowo, ale nie ma tego samego znaczenia.
— Nie oszukuj mnie… — mruknął chłopak i zrzucił koszulkę. Od razu zabrał się za jeansy. Ten temat był dla niego w jakiś sposób… niekomfortowy. Nie tylko dlatego, że było mu przykro, ale też dlatego, że tak długo walczył z tym określeniem, a teraz wściekał się o to, że Lenny nazywa tak kogoś jeszcze. Czuł się jakimś żałosnym hipokrytą. Przez to nie bardzo chciał o tym rozmawiać, a tylko pójść spać.
— Nie oszukuję — odparł Lenny.
Widząc, że kochanek się rozbiera, postanowił ustąpić mu miejsca na kanapie, chociaż ten w końcu był w swoim domu. Zresztą widział, że chłopak miał dość tego tematu, nie było co przeciągać. A on żadnymi słowami mu teraz nie wyjaśni, że kiedy mówi do niego „księżniczko”, to ma to inny wydźwięk dla niego, niż kiedy mówi to do siostry. Jedyne co łączyło to słowo, to że ich obojga chce chronić, ale nie umiał tego przetłumaczyć. Był w kropce.
Wstał i w samych bokserkach ruszył już bez słowa do sypialni, gdzie spała Dalia, żeby gdzieś tam przycupnąć. Dawno nie był w tak podłym humorze i nie czuł, że to całkowicie jego wina.
— Gdzie idziesz? — rzucił za nim głucho Ryan, kiedy pozbył się już spodni, a Lenny odwrócił się do niego.
— Nie wiem. Położyć się na podłodze w sypialni albo wziąć stamtąd jakiś koc i położyć się tu pod kanapą?
— Zmieścimy się razem na kanapie — odparł chłopak, podchodząc do niego po ciemku. — Przyjechałem, bo źle się czułeś… Jak pójdziesz teraz i będziesz sam leżał, to będę cały czas myśleć, czy serio nie beczysz. Chodź — szepnął, łapiąc go lekko za rękę, mimo że sam był strasznie wygaszony. Ale nie chciał spać bez Lenny’ego.
Mężczyzna dał się poprowadzić za rękę niemal jak małe dziecko. Czuł się taki… rozbity. I nawet nie miał siły się złościć o te aluzje do płaczu.
Ryan położył się od strony oparcia i przyciągnął Lenny’ego. Patrzył chwilę na jego twarz, choć niewiele widział, po czym objął go mocno za szyję, przytulając się. Nie wiedział, czy ma mu za złe tę księżniczkę. Chyba naprawdę czasami rozumiał rzeczy na opak. Nie miało teraz jednak znaczenia i zwyczajnie chciał być blisko mężczyzny. To tylko… jakieś głupie określenie.
— I tak cię kocham — szepnął mu zduszonym głosem do ucha.
W odpowiedzi poczuł, jak Mulat wtula się w niego mocniej, niemal desperacko. Nic na to nie mógł poradzić, że aż za bardzo to przeżywał. Pierwszą połowę życia jego oczkiem w głowie, jego księżniczką, była Dalia. Potem o mało jej nie stracił, cała sprawa z więzieniem jeszcze zaostrzyła sprawę. Aż nie wiedział, czy największym w życiu błędem nie było zrównanie do poziomu profanum miana „księżniczki”, określając tak wszystkich, których chronił w więzieniu. Ale jednocześnie nadal „księżniczka” była czymś ważnym w jego sercu. Nieważne, czy ktoś to rozumiał, ważne było to, co on czuł. A teraz, jak niby miał zdecydować o randze tego, kto jest większym uosobieniem jego sacrum?
Ryan jęknął w duchu, czując, jak jego kochanek jest spięty i wygaszony. Nie chciał tego. Widział, że znów obaj się nie zrozumieli i nie miał pojęcia, kiedy nauczą się ze sobą rozmawiać.
Przytulił do siebie mocniej jego ciało.
— Lenny… — szepnął, ale i tak nie wiedział, co powiedzieć. Było mu potwornie przykro, że w ogóle tak skończyła się cała ta sytuacja.
— Jesteś dla mnie najważniejszy… Obojętnie, jakby tego nie określać. Najważniejszy… ale Dalia zawsze będzie też moją siostrą… — W końcu usłyszał zduszony na swojej klatce piersiowej głos kochanka.
— Wiem… Wiem, Lenny — odparł cicho, głaszcząc go po plecach. — I jest w porządku, nie mam nic do niej — dodał, by zapewnić go o tym, bo widział, że to też martwiło mężczyznę. Powód jego nagłego wyjścia i unikania kontaktu nie tkwił w samej dziewczynie. — Ja… tylko mi się głupio zrobiło, kiedy to usłyszałem — szepnął. — Ale nieważne, nie smuć się, proszę.
— To czemu nie mogłeś od razu powiedzieć? — burknął z niezadowoleniem Lenny, a jego głos od razu nabrał ostrości. Sam mężczyzna odsunął się od chłopaka i spojrzał mu w oczy. — Czemu nigdy nie możesz mi nic po prostu powiedzieć?!
Ryan, mimo tego słownego ataku, aż zmięknął.
— Bo… byłem zaskoczony. Usłyszałem nagle, jak mówisz tak do kogoś innego, a tylko mnie tak do tej pory nazywałeś… Lenny, wybacz, kompletnie nie wiedziałem, jak zareagować. Tak, jak to ja, pomyślałem, że zrobię z siebie debila, jak nagle ci powiem, że mi się wydawało, że to coś znaczy, a okazałoby się, że jest zupełnie inaczej. Jakiś głupi romantyk by ze mnie wyszedł, którym, jak przecież dobrze wiemy, nie jestem i… Nie wiem, Byłem… zaskoczony.
— I dlatego lepiej było się obrazić i wyjść bez słowa wyjaśnienia? Zostawić mnie z tymi wszystkimi myślami, żebym się zamartwiał przez cały wieczór? — odpowiedział Lenny, starając się jako tako panować nad głosem. Nie chciał brzmieć na rozżalonego, ale też trochę złości wyciekało z jego słów.
Ryan pokręcił głową i pocałował go delikatnie w usta.
— Przepraszam — odparł tylko, bo nie wiedział, jak to wyjaśnić. Taki już był… i nie raz się nasłuchał, jak idiotycznie reaguje, ale zdecydowanie nie należał do otwartych ludzi. Wiedzieli to nie tylko jego najbliżsi kumple, którzy od zawsze mieli problem z wyciągnięciem czegoś z niego, gdy się uparł, ale i Lenny to na sobie odczuwał.
Mężczyzna najwyraźniej tym razem nie miał ochoty się kłócić, bo westchnął tylko ciężko i opadł na Ryana, tuląc się do jego ciepłego ciała.
— Ja też przepraszam. Chcę, żebyś jednak wiedział, że ta „księżniczka” jest serio dla mnie ważna i nie rzucam tym jak ten blondi byle gdzie i do byle kogo.
— To dobrze, bo zdążyłeś sprawić, że dla mnie to też zaczęło mieć znaczenie — odparł Ryan z wymuszonym przekąsem i odetchnął głęboko, czując, że z tych emocji całkiem wytrzeźwiał. I ciepło ciała Lenny’ego rekompensowało w tym momencie ciężki nastrój. Nie chciał go puszczać, a mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru się od niego odsuwać.
— I… — zaczął, po czym oblizał dość nerwowo wargi. — Wiesz, co do ciebie czuję — rzucił pokrętnie, czując, że nawet w takiej sytuacji „kocham cię” nie chce mu przejść przez gardło. Czasami nawet nie wiedział, czemu ma z tym taki problem. Jakby było to jakieś zaklęcie, którego nie umie wypowiedzieć. Ale to, co czuł do Ryana, było wyjątkowe i na pewno było miłością.
— Wiem. — Jego chłopak uśmiechnął się lekko, nigdy nie wymagając od niego zwerbalizowania tych uczuć. Wiedział, co chce mu przekazać mężczyzna i czuł to całym sobą. Inaczej przecież tak by się nie przejmował. Po chwili jednak sam pochylił się bardziej i z głośno bijącym sercem szepnął mu do ucha: — Kochasz swoją księżniczkę.
Lenny aż wciągnął głośno powietrze, samemu czując, że serce mocniej uderza mu w piersi.
— Jak nic innego na świecie.
Ryan odetchnął z przyjemnością po tych słowach i znów się uśmiechnął. Nie odpowiedział, tylko pocałował mężczyznę, przymykając przy tym oczy i obejmując go mocno. Lenny czuł się dzięki temu dużo spokojniejszy.
— Śpij, moja jedyna, prawdziwa księżniczko.
Ryan przytaknął i jeszcze spojrzał na jego twarz, nim zamknął ponownie oczy i oddał się zmęczeniu.

***

Poranki nigdy nie należały do łatwych, tym bardziej po długiej nocy, kiedy miało się kaca i kiedy jednak noga i ręka zdrętwiały od ciężaru partnera, z którym się gniotło na małej kanapie. Ale co było zaskakujące tego poranka to… zapach kawy.
— Coś się pali? — spytał Lenny zaspanym głosem, nadal leżąc na Ryanie.
— Mam pewność tylko co do tego, że bardzo daleko stąd pali się Słońce — odmruknął Ryan zachrypniętym głosem, nie uchylając powiek. — I zapewne też gdzieś tam papieros w ustach dużego Jaya.
— To co to…? Kawa? — spytał Lenny niepewnie, bo wydawało mu się to bardzo nielogiczne.
Z mocno skrzywioną miną, uniósł się i rozchylił nadal zmęczone powieki, żeby upewnić się, czy dobrze czuje. Idąc jego śladem, Ryan też otworzył oczy. Był powyginany i zdrętwiały. I zdecydowanie potrzebował wody.
— Twoja siostra? — zapytał z nadzieją, podnosząc się bardzo ostrożnie.
— A kto inny? Mały Jay? — odparł kąśliwie Lenny i pocałował go krótko. — Żyjesz?
Ryan zerknął na niego i uśmiechnął się wymownie.
— Chyba jednak bywało lepiej. A ty? — dopytał, kładąc mu dłoń nisko na plecach. — Między nami już okej?
— Mam taką nadzieję — odparł Lenny i pocałował go jeszcze raz. Dłużej, aż na koniec tylko skrzywił się. — Musisz umyć zęby — poinformował go i cmoknął w policzek, żeby następnie wstać i zobaczyć w kuchni, czy czuje kawę, czy jednak coś się tam pali.
Ryan za to miał ochotę wrócić do poziomej pozycji, ale wyglądało na to, że plany były inne. Wstał więc i pokierował się prosto do łazienki, żeby wziąć prysznic, odświeżyć się i przebrać. Miał nadzieję, że chłodna woda zmyje z niego kaca.
Już będąc w łazience, zastanawiał się, czy dzisiaj znowu nic się nie spierniczy. Dalia zapewne miała zostać na kilka dni, a wczorajsza rozmowa z nią przebiegła fatalnie. Nie chciał się więcej kłócić z Lennym. Uznał więc, że postara się w razie czego powstrzymać przed kąśliwymi uwagami. Niemniej na tę chwilę nie zapowiadało się, że stworzą jedną szczęśliwą rodzinkę. Było to wręcz niemożliwe, kiedy do tego wszystkiego matka rodzeństwa nadal nie wiedziała o ich związku.
Myślał o tym cały czas, kiedy się mył, aż w końcu poszedł do kuchni. Tam napotkał Lenny’ego i jego siostrę. Na stoliku stały trzy kubki z kawą, a na patelni i talerzu obok puszyste naleśniki.
— Hej! — Dalia uśmiechnęła się do niego, gdy tylko go zobaczyła. — Połamany?
— Nawet jeśli przed chwilą byłem, to właśnie zmartwychwstałem — odpowiedział Ryan z podziwem, widząc ich śniadanie. — To prawdziwe naleśniki? — upewnił się, przysiadając przy stoliku i sięgając po jeden, by wszystkimi zmysłami zbadać ten ewenement.
— Mhm, tylko to mieliście w kuchni. Chociaż i tak są dość marne, bo nie było wszystkich składników, więc… — Dalia wzruszyła ramionami z żalem, że nie udało jej się zrobić śniadania, jakie chciała, a tylko takie, jakie mogła.
— I tak są dobre — skomentował Lenny, bo chyba tak samo jak Ryan organoleptycznie chciał upewnić się, czy to faktycznie jest prawdziwe jedzenie.
— Mhm — potwierdził jego chłopak, już ubrany w podkoszulek i krótkie spodnie. I z policzkami pełnymi naleśnika. Nawet jeśli nie były idealne, to czekały na nich, były zrobione przez kogoś innego i już to sprawiało, że smakowały wybornie. — Lenny, może twoja mama zgodzi się na małą wymianę… mały Jay za twoją kochaną siostrę?
Dalia zaśmiała się i przełożyła kolejną porcję z patelni na talerz.
— Raczej się nie zgodzi. Mały Jay nie jest jednak aż tak kochany jak ja — uznała, a Lenny kiwał głową z pełnymi ustami, bo sam też wrócił do jedzenia.
— Jaka szkoda… — zamruczał Ryan, a Jay, jakby słysząc, że o nim mowa, wszedł do kuchni i wskoczył na kolana swojego pana. Ryan pogłaskał go za uszami, jedząc już jedną ręką. — Czy może w trakcie mojej długiej randki z prysznicem rozmawialiście o jakichś planach na dziś? I jeśli nie jestem w nich uwzględniony, to w pełni zrozumiem.
— To zależy, czy chcesz, bo… — zaczął Lenny, ale siostra mu przerwała.
— Bo myśleliśmy, żeby pojechać powspominać. Żeby zrobić rundkę w okolicę, gdzie kiedyś mieszkaliśmy, a potem może na zakupy, żeby nie zamulać cały dzień.
Ryan spojrzał na nich uważniej, zastanawiając się, czy chcieli jego towarzystwa w trakcie tych wspomnień, czy nie. Trudno było powiedzieć, ale nie chciał znowu, tak jak wczoraj, znikać Lenny’emu z oczu, żeby ten myślał, że go jego rodzina nie interesuje.
— Nie brzmi jak każdy, standardowy wolny dzień, więc jeśli nie macie nic przeciwko, chętnie zabiorę się z wami. Mam tylko nadzieję, że w waszej dawnej dzielnicy biały facet nie będzie wywoływał społecznych niepokojów.
— Się okaże! — odparła Dalia, chyba ucieszona tym, że facet jej brata zabierze się z nimi. — Kiedyś to pewnie byłbyś jak egzotyczne zwierzątko. — Zachichotała i w końcu zgasiła ogień pod patelnią, żeby także zjeść. Miała szczęście, bo była to nowa patelnia, kupiona zaledwie tydzień temu, gdy poprzednia się spaliła.
Lenny spojrzał na nią z pretensją.
— Bez przesady, biali tam też byli.
— Bardzo mało i mieli raczej kiepściutki żywot — prychnęła Dalia, odrzuciła na plecy warkoczyki i zaczęła jeść.
— Mam nadzieję, że jednak na wszelki wypadek nie musimy brać broni. Och, nie, i tak żadnej nie mamy, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby parze niesłusznie oskarżonego domniemanego złodzieja i mordercy pozwolenia na broń — rzucił Ryan i skinął na dziewczynę. — A jak już mowa o wyrokach, to w waszej rodzinie kobiety mają czyste kartoteki, czy może udało ci się kiedyś pójść śladem Lenny’ego albo ojca?
— Mama chyba by mnie udusiła, nim by policja mnie zabrała, jakbym coś przeskrobała — odparła Dalia, pijąc bardzo chętnie kawę.
Lenny zachowywał się ostrożnie i Ryan widział to po nim. Jakby bał się, że znowu coś się wydarzy. Ten więc aż zerkał na niego w oczekiwaniu, aż coś w końcu powie. Czuł się wciąż winny po wczoraj, że Lenny się tak zachowywał. I mimo że na kanapie powiedział mu, że niby wszystko jest okej, to wcale tak nie wyglądał. Chłopak więc postanowił spróbować to trochę naprostować.
— Dalia — zwrócił się do dziewczyny, przy okazji krojąc kolejnego naleśnika. — Lenny pewnie jeszcze nic ci nie wyjaśnił, ale nasze wczorajsze, jakże mało radosne, poznanie się nie było wynikiem tego, że cię nie polubiłem. Mieliśmy pewne… odmienne spojrzenie na jedną sprawę, ale wszystko wczoraj sobie wyjaśniliśmy. Co prawda w stanie pół-śpiącym i pół-spitym, ale myślę, że wszystko powinno być w porządku i mam nadzieję, że… hm, nie masz mi już za złe tego, że zostawiłem ci brata w fatalnym nastroju.
Dziewczyna spojrzała na brata, a ten odetchnął i zapił kęs kawą.
— Mhm, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Potem, jak będzie chwila, to ci to wyjaśnię. Ale jest okej, mam nadzieję.
— Poza tym… — Ryan zwrócił się do Dalii z typowym sobie uśmiechem i odniósł się do jej wczorajszego pytania. — Kocham go. Z byle powodu z nim nie zerwę.
Lenny aż na niego spojrzał i lekko się uśmiechnął. Zaraz też zadławił się, bo siostra mało delikatnie klepnęła go w plecy.
— No i zajebiście! — Ucieszyła się i patrzyła przy tym z pełnymi radości oczami na Ryana. — To jak wszyscy tu kochamy mojego głupiego brata, to kończymy jeść i spadamy na zwiedzanie?
— Chyba nie mamy innego wyboru — podsumował Ryan, który już skończył ostatniego naleśnika. Sięgnął więc jeszcze tylko po kawę
— A wieczorem możemy zrobić wypad na plażę? — zasugerował Lenny, bo co jak co, ale na pewno Dalia musiała tęsknić za plażami Miami.
— Myślałam, że to oczywiste — odpowiedziała z krótkim śmiechem i zabrała ich talerze, za co Ryan odprowadził ją wzrokiem do zlewu z nabożną czcią. Po czym szepnął ponad blatem do kochanka:
— To może porwanie?
Lenny uśmiechnął się, spojrzał na siostrę i skinął głową.
— Okej, potem tylko mama mnie zabije, ale okej — zgodził się z żartem Ryana, bo dawno żaden z nich nie zaznał błogosławieństwa w postaci śniadania zrobionego przez kogoś innego.
Widząc uśmiech na twarzy mężczyzny, Ryan rozluźnił się trochę. Miał teraz duże ciśnienie, żeby tego nie spieprzyć. A na razie szło śpiewająco. Dopił więc kawę, odłożył Jaya na podłogę i wstał.
— Mam nadzieję, Dalia, że nie porzuciłaś żadnych majtek i staników w sypialni na podłogę, bo muszę tam niestety zawinąć po ręczniki na plażę i inne niezbędniki.
Dziewczyna akurat zmywała talerze, ale to była najwyraźniej jedyna rozbieżność między nią a Lennym, bo odpowiedziała:
— Nie wiem. Mogą się gdzieś jakieś walać, to najwyżej je przerzuć gdzieś.
Ryan przytaknął i wyszedł do sypialni, żeby przygotować się do wyjścia. Deski nie zamierzał zabierać, bo fale ostatnio były niemrawe, ale miał nadzieję, że przynajmniej słońce dopisze…

***

Dalia siedziała w środku, między Ryanem, który prowadził i Lennym, który zajął miejsce przy oknie. Była wychylona do przodu, kiedy jechali przez dzielnicę, w której kiedyś mieszkała z matką i bratem. Wciąż można było zauważyć, że nie mieszkała tu śmietanka klasy wyższej. Niektóre trawniki były zaniedbane, a samochody stojące na podjazdach były albo starymi gruchotami, albo wypucowanymi furami. A Lenny wiedział, że te drugie nie były zakupione przez całkowicie legalnie zdobyte pieniądze. No i oczywiście większość przechodniów była czarnoskóra.
— W sumie, niewiele się zmieniło. Co nie, Lenny? — zagadała Dalia mężczyznę, który musiał przyznać jej rację. Nie był tu przysłowiowe wieki.
— Mhm, nawet szkoła wygląda niemal identycznie…
— A te graffiti? Pamiętają wasze czasy? — dopytał Ryan, gdy przejeżdżali obok wielkich murali zaraz obok ogrodzonego siatką boiska do kosza.
Tam było kilkoro czarnoskórych nastolatków, którzy rzucali do kosza, a reszta ich paczki siedziała dalej i piła coś z butelek. Ryan domyślał się co. Był ciekaw, ile woreczków z białym proszkiem przeszło na tym boisku z ręki do ręki.
— Nie, na pewno były inne. Ale nadal ta sama tematyka, więc wiesz, i tak budzi to wspomnienia. Tam nawet graliśmy w kosza za kasę — podzielił się wspomnieniem Lenny.
I kiedy przejechali jeszcze kilka metrów, zobaczył dom, niegdyś zamieszkały przez mężczyznę, z którym pierwszy raz miał seks. Ciekawiło go, czy nadal żyje.
Ryan, jako że przystanął na światłach i zauważył jego spojrzenie, aż sam uważniej popatrzył na stare mieszkanie.
— A to? Tu mieszkaliście?
— Nie — odpowiedziała Dalia za brata. — Co tu było? — spytała, a Lenny dopiero na nich spojrzał.
— Pamiętasz Arthura? — spytał siostry. — Tu mieszkał — wytłumaczył i spojrzał na Ryana. Nie mówił mu nigdy, kim był Arthur. Siostrze zresztą też niewiele więcej, więc bezkarnie dodał: — Znajomy, pomagał mi trochę, jak w domu bywało różnie.
Ryan spojrzał na niego czujniej, ale głos zabrała siostra.
— Aaa, ten co mu też z zakupami pomagałeś? Ten ślepy? — A potem spojrzała na kierowcę. — To właśnie był jeden z białych w naszej dzielnicy.
— No tak. Widzę, że podobnie jak ja, Lenny też ma pewne upodobania.
— Też się kręciłeś z jakimś czarnym? — zapytała Dalia z zaciekawieniem, a Lenny milczał, nie wychylając się.
— Raczej kręciłem się z jednym młodszym białym i drugim starszym białym, ale nie mam co zaprzeczać, że w szlachetnej populacji waszej dzielnicy prędzej znalazłbym kogoś, kto wpadłby mi w oko, niż chociażby w Downtown — odpowiedział Ryan i w końcu ruszył spod świateł, rzucając ostatnie spojrzenie na mieszkanie Arthura.
Lenny wiedział, że musiał z nim o tym porozmawiać, ale na pewno nie zamierzał tego robić przy swojej siostrze. Temat więc na razie został urwany. Pojechali też dalej, gdzie wskazywała dziewczyna, aż zatrzymali się na poboczu, naprzeciwko dawnego domu Dalii i Lenny’ego.
Nie był szczególnie wyremontowany po tym, jak Dalia i Donna wyjechały. Co prawda kolor ścian się zmienił, a w ogródku było więcej roślin, ale Lenny i Dalia poznaliby go bez problemu, nawet gdyby stał gdzie indziej.
— Dalej pamiętam, jak mnie prowadziłeś za rękę aż do samej furtki. Nawet na krok przed nią nie pozwoliłeś mi zabrać ręki — powiedziała Dalia z nostalgią i śmiechem.
— Bo mama mówiła, żebym na ciebie uważał. Dziwisz się mi? — odparł Lenny, samemu patrząc na jego dawny dom z mieszanymi uczuciami.
Wiązało się z nim wiele wspomnień. Dobrych i złych. I mimo że jego matka nie raz była straszną despotką, to chciałby, żeby znów tu zamieszkała, razem z Dalią. Nie musieliby się widzieć co niedziela, ale miałby je chociaż blisko.
Dalia tylko zachichotała, po czym wychyliła się bardziej do brata i przytuliła do niego mocno.
— Nikogo już nie zabijaj, co? Chcę cię na wolności.
— To była wtedy konieczność. Powiedzmy, że… w obronie prawie własnej. Więc nie martw się, nigdzie się nie wybieram — odpowiedział Lenny i przytulił ją jednym ramieniem, żeby krótko pocałować w czoło. Zaraz też spojrzał na Ryana ciepło. Jego też nie miał zamiaru zostawiać.
Ryan odpowiedział podobnym spojrzeniem, chociaż cały czas myślał o tym… Arthurze. Teraz jednak nie była dobra chwila na wyciąganie tego. Widział, że Lenny ma swój moment z siostrą i nie chciał im tego przerywać. Czekał więc w ciszy, gdy ci oglądali z dystansu dom, w którym się wychowali. A gdy oboje uznali, że mogą jechać dalej, Ryan odpalił samochód i podążył w stronę galerii handlowej w centrum.

***

Na plaży wylądowali dość późno, ale na szczęście do zachodu słońca zostało jeszcze trochę czasu, więc mieli możliwość poopalania się. Dalia szczególnie na to liczyła. Kupiła sobie nawet na zakupach nowy strój kąpielowy, który zamierzała wykorzystać. I kiedy się rozbierała, wielu facetów na plaży oglądało się za nią, ale żaden nie był na tyle głupi, żeby podejść i zagadać, kiedy była w obecności dwóch, całkiem dobrze zbudowanych mężczyzn. Nieistotne było, że jeden z nich był jej bratem, a drugi chłopakiem jej brata. Nikt o tym nie wiedział, a Lenny też nie patrzył pokojowo na tych, którzy za długo zagapiali się na jego młodszą siostrę.
— Dobra, panowie, ja was kocham, ale woda mnie teraz bardziej kusi. Zaraz wracam! — zawołała dziewczyna, kiedy już była w nowym kostiumie, a rzeczy trzymał Lenny, niczym jej osobisty służący.
Ryan uśmiechnął się na widok swojego kochanka, ale podarował sobie komentarz. Zamiast tego, już sam w kąpielówkach, rozłożył dla nich duży ręcznik plażowy.
— Jak się czujesz pierwszy raz od takiego czasu z siostrą? — zapytał, gdy już siedział na ręczniku i smarował ramiona olejkiem do opalania.
— Dziwnie. Niesamowicie wyrosła. Faceci się na nią gapią — odparł Lenny to, co myślał i co najbardziej go teraz uderzało.
Złożył byle jak jej ubrania i dołączył do kochanka na ręczniku.
— Myślę, że mają na co i powinieneś być z tego dumny. Może kiedyś udałoby się przedstawić sobie Rosie i Dalię — dywagował Ryan.
— Chciałbyś? Myślisz, że w ogóle by się dogadały?
— Trudno mi powiedzieć, ale byłbym ciekaw, czy byłoby między nimi sielankowo, czy może podobnie jak u nas… — Ryan uśmiechnął się do Lenny’ego sugestywnie i odłożył do plecaka olejek.
Na niego i Lenny’ego też patrzyli plażowicze, ale ta żeńska część. Każdy z nich miał w końcu dobrze wyćwiczone ciało. To Lenny’ego wydawało się przez jego kolor skóry bardzo zdrowe i smakowite, a Ryana teraz błyszczało się lekko przez olejek.
— W ogóle, właśnie, dziś jakoś chyba lepiej sobie ze sobą poradziliście. Chociaż na zakupach, to wiele nie robiłeś — jęknął Lenny, przypominając sobie ten koszmar sprzed niespełna dwóch godzin, kiedy Dalia bardzo sprawnie wykorzystywała go do przynoszenia, noszenia i w ogóle wszystkiego na zakupach. Ryan umiał odmówić.
— To się zwykle nazywa asertywność, Lenny. Kiedyś zapiszę cię na takie zajęcia — odpowiedział Ryan z lekkim uśmiechem. — Ale tak. Chyba jest lepiej niż wczoraj. Ale wybacz, że to powiem, to też dzięki temu, że nie mówi nic na temat naszej… aktywności w łóżku.
— Prosiłem ją o to rano jeszcze. Chyba przejęła się tym wczoraj i trochę posłuchała. Ale mi za to, jak byliśmy w sklepie, z pięć razy skomentowała twój wygląd — dodał Lenny, patrząc, jak jego siostra rozkoszuje się wodą i falami. A miał czego pilnować, bo było dzisiaj tu jakoś szczególnie tłoczno.
— Tak…? Zdradź mi, proszę, co mówiła.
— Że masz boski tyłek. To było pierwsze, czym się podzieliła — wyjaśnił i krótko spojrzał na kochanka. — I zgadzam się z nią.
Ryan najpierw lekko się zaczerwienił, ale nie odwrócił wzroku.
— Bardzo mi miło… I dobrze wiedzieć, gdzie się patrzyła. Arthur też miał boski tyłek?
Lenny od razu po ostatnim pytaniu lekko się spiął. Znowu spojrzał na siostrę zamiast na kochanka.
— Czyli domyśliłeś się… — mruknął.
— Nie było trudno… tak samo jak nie jest trudno zauważyć, że był dla ciebie nie tylko przelotną przygodą. A to z kolei rodzi zaskakującą konkluzję. Wczoraj miałeś do mnie pretensje, że nie mówię, co myślę i nic przez to nie wiesz… A ja z jakiegoś powodu, kurwa, nigdy nawet nie słyszałem tego imienia z twoich ust — na koniec Ryan powiedział już ostrzej, patrząc w przeciwieństwie do kochanka prosto na niego.
Lenny chwilę po tym milczał, ale w końcu odpowiedział z brakiem przekonania w głosie:
— Bo to nie był żaden związek, ani nic. Jak Dalia mówiła, to był jeden z niewielu białych w dzielnicy. Niewidomy, starszy ode mnie kilka lat. Pomagałem mu czasami, on się nie pluł, że wyjadam mu rzeczy z lodówki. A wszystko zaczęło się zaraz przed tym, jak się skończyło. To nie był żaden związek, tylko seks może przez kilka tygodni.
Ryan usiadł na kocu z jedną nogą zgiętą w kolanie, żeby być przodem do mężczyzny.
— Okej i był dla ciebie tak mało ważny, że uznałeś, że nigdy mi o nim nie opowiesz? Och tak, do czasu, aż przypadkiem się o nim nie dowiem.
Lenny spojrzał na niego znowu z lekką irytacją wypisaną na twarzy. Jak to się działo, że chociaż raz dziennie musieli się kłócić?
— A chciałbyś, żebym ot tak opowiedział ci o facecie, który kiedyś mnie przerżnął? Jakbyś sam nie spytał, to byś się obraził za to, że wspominam kogoś z mojej przeszłości.
— Nie wiem, czy dotąd to zauważyłeś, Lenny, ale właściwie to zawsze staram się wyciągnąć z ciebie cokolwiek — podkreślił Ryan — o twojej przeszłości i skutek jest właściwie zerowy. Chyba że teraz wychodzisz z tym jakże nietrafionym argumentem dlatego, że nie chciałeś mi powiedzieć, że mu dawałeś? Bo był w tym, kurwa, lepszy ode mnie — warknął, czując już w połowie swojej wypowiedzi, że poniosły go emocje. Ale zawsze czuł się jakiś cholernie wykluczony, kiedy tylko okazywało się, jak niewiele o wie o własnym facecie.
— Ryan. — Lenny zastopował go, na ile mógł. — Miałem z piętnaście, może szesnaście lat — jęknął, nie dodając już, że on na pewno, z tego, co wiedział, nie miał takiego seksu, jak teraz.
Mina jego chłopaka wciąż dawała do zrozumienia, że ten jest rozjuszony. Ale najwyraźniej brak agresywnej odpowiedzi ze strony Lenny’ego sprawił, że sam trochę się uspokoił. Po chwili nawet odetchnął głębiej i znów położył się na plecach na ich zielono-żółtym ręczniku w palmy, wystawiając twarz do słońca.
— O cokolwiek byś mnie zapytał z czasów, gdy miałem piętnaście, czy szesnaście lat, to bym ci opowiedział, Lenny — mruknął.
— Przypomnę ci, że ty mnie o to, jak do tej pory, nie pytałeś. Ja ciebie zresztą też nie — odmruknął Lenny i spojrzał na niego. Podobał mu się, uwielbiał go i nie chciał, żeby mieli te ciągłe spięcia. — Ale jak tylko Dalia wróci do domu, mogę coś ci o tym opowiedzieć. Choć wolałbym nie skupiać się na powodach, dlaczego w ogóle trafiłem do pierdla.
Ryan oblizał wargi w zamyśleniu i też na niego spojrzał. Lenny był tak blisko, miał tylko kąpielówki… a Ryan nagle na wspomnienie tego, jak wczoraj mężczyzna mu pośrednio po raz kolejny wyznał miłość, miał ochotę znów go przytulić.
— W takim razie mamy ustalone, że coś mi opowiesz… Martwi mnie tylko, że dopiero wtedy przewidujesz… hm, powiedzmy chwilę prywatności — spróbował trochę pokrętnie dążyć do tego, że… chciał się pieprzyć. A chyba nie mieli jak.
Lenny od razu domyślił się, o co chodzi. Mierzył Ryana swoim drapieżnym spojrzeniem.
— Może… Cholera — urwał, nie wiedząc, jak pozbyć się siostry na godzinę, żeby ta nic nie podejrzewała.
Ryan też myślał i motywacji miał dużo, bo nie wyobrażał sobie abstynencji przez cały pobyt Dalii w Miami… a do tego przez te emocje przy kłótniach z Lennym potrzebował dobrego pieprzenia. Przecież zawsze tak rozwiązali swoje spory!
— Ona nie ma tu może jakimś szczęśliwym trafem jeszcze jakichś znajomych?
— Dawno już się wyprowadziła, więc niestety nie — odparł ciężko Lenny. — Myślałem o Katy jeszcze, żeby poszła sobie z nią na ploty. Albo do Juana na drinka. Bo nie puszczę jej do klubu — mruknął, naprawdę nie chcąc rezygnować z seksu, ale też nie chcąc, żeby siostra ich słyszała. Domyślał się zresztą, że Ryan z tego samego powodu nie zgodziłby się na seks, gdyby była w drugim pokoju.
— Myślę, że Juan i Katy w jego kolorowej knajpce to całkiem dobry pomysł. Może skusi się na dobre, darmowe drinki, a Katy na pewno będzie chętna, żeby poopowiadać jej o naszej dwójce.
— Boję się tylko tego, co jej opowie — stęknął Lenny, ale zgodził się. — Może jej napiszesz i spytasz, czy by na to poszła?
— Myślę, że to nie najgorszy pomysł — przyznał Ryan i sięgnął do plecaka.
Na szczęście nie musiał do tego wstawać. Przekręcił się tylko na brzuch, żeby wygodniej było mu pisać. A przez to oczom Lenny’ego ukazały się nie tylko jego smakowite, szerokie i opalone plecy, ale też jego zgrabne pośladki ukryte pod kąpielówkami. Tak jak mówiła Dalia… Ryan miał boski tyłek.

***

— Myślę, że Juan będzie grzeczny i dobrze cię przypilnuje, ale jakby co, dzwoń, proszę — powiedział Ryan do Dalii, patrząc jednak z uśmiechem na Juana, który stał za ladą baru.
Byli już w jego knajpce, o tej porze, gdy było już ciemno, pełnej klientów. Latynoska muzyka pobrzmiewała z głośników, a Kate, która dowiedziała się, kto tu dziś gości, już podobno była w drodze. Koniecznie chciała poznać siostrę Lenny’ego, a Juan nie miał wyboru i zgodził się na stawianie jej darmowych drinków. Lenny umiał być przekonujący, jeśli chodziło o niego. Zresztą, ogólnie w stosunku do mężczyzn jakby zbierał całą swoją perswazję i nie zostawało jej dla kobiet.
— Spoko, fajnie będzie. Będę mogła was poobgadywać. — Dalia zaśmiała się i zaraz dodała: — Ale w ogóle, gdzie idziecie?
W tym momencie Ryan chciałby, żeby odpowiedział Lenny, bo jemu zawsze trudno przychodziło kłamanie komuś prosto w oczy, a nie chciał otwarcie mówić, że od rana myślał o kutasie Lenny’ego. W sumie Lenny’emu też by nie powiedział, że non stop myśli o jego kutasie… Ale widząc, że jego kochanek nie chce odpowiedzieć, sam wyjaśnił:
— Mamy pewną istotną sprawę do załatwienia, która niestety jest typowo męska i jestem pewien, że nie mogłabyś znaleźć sobie miejsca. Tu przynajmniej Katy i Juan poopowiadają ci co nie co o twoim bracie. — Na koniec jak zwykle się uśmiechnął.
Juan za to popatrzył po nich z konsternacją, ale nie marudził. Jak Lenny prosił, to nie mógł przecież odmówić. Nawet, jeśli podejrzewał, o co mogło chodzić. A nie chciał o tym myśleć. Co to, to nie. Co innego Dalia, która popatrzyła na nich podejrzliwie, a iskierki zapłonęły jej w oczach.
— Oookej, coś męskiego — zamruczała i pokiwała głową.
— Nawet nie próbuj. Mama wściekłaby się na nas oboje, jakby wiedziała, że tu jesteś. A chyba oboje tego nie chcemy. Tym bardziej, że na mnie nie spadnie to aż tak bezpośrednio. — Lenny spiął się w sobie i ostrzegł siostrę, żeby nie insynuowała niczego.
Dalia przyłożyła palce do ust i przesunęła po nich, jakby zamykała je na zamek. Ryan więc zerknął pytająco na swojego faceta.
— To chyba nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć wam miłego wieczora. Juan, będziesz tak miły i zamówisz Dalii później taksówkę?
— Jasne, jasne. Spoko. Macie jak w banku!
— A ty nie przesadź. — Lenny jeszcze podszedł do siostry i pocałował ją w policzek na do widzenia. — Nawet korzystając z braku nadzoru.
— Dobrze, mamoooo! — jęknęła Dalia, nabijając się z niego i jego troski.
Ryan też się z nią pożegnał i wyszedł za Lennym na parking. Było już ciemno, ale knajpka była również wokół oświetlona, bo stoliki znajdowały się nie tylko w środku, ale i na zewnątrz. A z racji na usytuowanie tuż przy plaży, czuć było tu cudowne powietrze. Oni nie skorzystali jednak z niczego, co oferowała teraz zarówno pogoda, jak i nocne życie Miami.
Pokierowali się bezpośrednio do samochodu, jakby faktycznie spieszyli się na ważne spotkanie. Na szczęście Ryan zazwyczaj prowadził szybko, więc teraz nie było zaskoczeniem, że opuścił parking bez zwłoki.
— Będę zbyt naiwny, jeśli zapytam, czy się domyśliła? — odezwał się, gdy już jechali główną drogą do Olympia Heights.
— Będziesz — odparł Lenny bez ogródek. — Nie mam pojęcia, jak w ogóle wpadliśmy na pomysł, że to nie będzie podejrzane.
— Wygląda na to, że nasze logiczne rozumowanie zostało przyćmione przez… mniej logiczne, a bardziej pierwotne pragnienia.
— To dojdzie nawet do twojego kochania i dużego Jaya, jak Katy ma tam do nich dojechać — mówił dalej Lenny na zmianę z Ryanem, dobijając z nim na spółkę gwoździe do ich trumny.
— Pytanie, czy ogólny wniosek będzie „Lenny i Ryan to fatalni gospodarze, którzy wyrzucają z domu rodzinę, by się pieprzyć”, czy „Lenny i Ryan tak na siebie lecą, że nic ich nie powstrzyma” — podsumował chłopak i… wcisnął pedał gazu. Im bliżej domu byli, tym bardziej chciał już się rozebrać.
— Pewnie, że „słoneczka są niewyżyte”. W końcu zapewniliśmy Dalii jakąś rozrywkę. Dużo rozrywki i alkoholu. Nie powinna uznać tego za coś dla niej złego. Bardziej zabawnego, czemu to robimy.
Ryan zgodził się z nim, choć średnio mu się podobała jakakolwiek z wizji tego, co mogli o nich pomyśleć pozostali. Wolał więc nie rozkładać tego na czynniki pierwsze.
Dojechali na miejsce całkiem szybko. Ryan ruszył za Lennym do domu, gapiąc się przy tym na jego bujające się biodra. Ten tylko poczekał, aż chłopak zamknie za nimi drzwi od mieszkania. I może nie zaatakował go, ale jeśli ściany w ich domu byłyby cieńsze, to ta, w którą teraz uderzyły plecy Ryana, mogłaby nie wytrzymać.
Chłopak stęknął i głośno wypuścił powietrze. Puls przyspieszył mu momentalnie, a jego dłonie znalazły się na koszulce Lenny’ego i podciągnęły mu ją do góry. Mulat uniósł ręce, jakby się poddawał, ale jednocześnie jego usta zdecydowanie atakowały wargi wyższego od siebie chłopaka. To jednak dla Lenny’ego nigdy nie było problemem. Pragnął go i brał sobie, co im obu odpowiadało. Nawet jeśli nie mówili tego często na głos. Szczególnie Ryan, który, mimo że odpowiadał namiętnie na te zagrywki i właśnie dotykał już nagich pleców kochanka, poddawał się równocześnie tej agresji i dominacji.
Lenny nie zwlekał. To, że czegoś nie mogli i teraz mieli na to krótkie okienko czasu, jakoś jeszcze bardziej go nagrzewało. Jakby robił coś nielegalnego. A to zawsze przyspieszało mu tętno.
— Mm… Sypialnia? — spytał, kiedy jego usta były niebezpiecznie blisko szyi kochanka.
Ryan tylko przytaknął, pocałował go jeszcze raz mocno i mokro, po czym poszedł przodem do sypialni. Po drodze zrzucił z siebie koszulkę na podłogę. Czuł, jakby emocje z wczorajszej kłótni właśnie do niego wróciły i zmieniły się w pożądanie.
— Może to głupie wrażenie i równie naiwne jak to, że teraz w Puerto de Colorido nikt nie wie, że się właśnie będziemy pieprzyć, ale cholernie czasem mi szkoda, że nie jestem twoim pierwszym — rzucił na wydechu, gdy tylko weszli do sypialni i znów dobrali się do swoich ust.
Lenny prychnął i nim Ryan dobrze go pocałował, pchnął go mocno, aż ten upadł na łóżko. Zaraz wszedł na chłopaka i sam pocałował go wręcz z agresją.
— Ale coś masz i na wyłączność, i jako pierwszy — odmruczał i liznął jego wargi.
— Mmm? Co takiego? — Ryan od razu położył mu dłonie na biodrach i przejechał nimi po nich, rozkoszując się dotykiem ciała, które tak cholernie go podniecało.
Lenny pocałował go w usta i złapał jego dłoń. Nie puszczał jego ust, aż nie umieścił sobie jego dłoni na klatce piersiowej. Spojrzał mu w oczy i jeszcze raz krótko cmoknął.
— To. Całe i na wyłączność.
Ryan na chwilę zaciął się w tym całym gorączkowym dobieraniu się do siebie. Zapatrzył się w zielone oczy mężczyzny, w których widział potwierdzenie właśnie wypowiedzianych przez niego słów.
— Gdy tak mówisz, jestem ci gotów wybaczyć tę księżniczkę. Nie tę kłótnię z wczoraj, ale w ogóle sam fakt, że mnie tak kretyńsko nazwałeś — wydusił i szybko wychylił się, żeby mocno go pocałować.
— Nie kryguj się. Księżniczka jest urocza — odparł Lenny, a przy pocałunku przycisnął mu głowę do pościeli.
Ryan chciał coś odpowiedzieć, ale jak zwykle Lenny miał na niego dobry sposób. Bo chyba byłby głupi, gdyby teraz wolał rozmawiać ze swoim facetem, zamiast się z nim całować. Zresztą, uwielbiał całowanie się z Lennym i czasem robili to naprawdę długo. Tak jak teraz, niemal nie ustawali, gdy w trakcie ich dłonie obmacywały drugie ciało. A Ryan uznał, że ma za mało do macania, więc szybko wsunął ręce pomiędzy ich ciała i zaczął dobierać się do rozporka mężczyzny.
Lenny zamruczał, żeby jeszcze werbalnie pokazać, że podoba mu się to, co robi jego kochanek. Przy tym sam lekko podszczypywał sutki Ryana, wisząc nad nim i opierając się po boku jego głowy na łokciu.
— Mmm… Szybko — wydyszał Ryan, gdy tylko zsunął spodnie i bieliznę kochanka i poczuł jego bardzo twardego, a przez to też dużego kutasa. Od razu robiło mu się gorąco, a jego tyłek… Jakby już miał go w sobie, bo Ryan dałby sobie rękę uciąć, że tam zapulsował.
— Już, piękny, już…
Lenny znowu chwycił jego usta w mocnym pocałunku. Wsparł wręcz trochę ciężaru swojego ciała na tym pocałunku i sięgnął obiema dłońmi do spodni Ryana. Żeby było szybciej i żeby wreszcie go zasmakować. I kiedy tylko suwak był rozpięty, mężczyzna przemieścił się w dół i polizał podbrzusze kochanka.
Ryan stęknął nisko i zapatrzył się na niego. Spodnie zsunął nogami, żeby nie przeszkadzały i tylko obserwował swojego seksownego faceta, za którym cudem nie oglądał się non stop w więzieniu. Lenny przyciągał go do siebie od momentu, kiedy go zobaczył, ale teraz miał go rzeczywiście dla siebie i nie musiał obawiać się, gdy zawieszał na nim za długo wzrok. A teraz mógł do tego patrzeć, jak ten robi coś, czego żaden z nich nie odważyłby się w więzieniu. Bo całowanie innego mężczyzny po podbrzuszu, a w końcu dobieranie się do jego bielizny i branie penisa w dłoń, a nawet do ust, z własnej woli, było niczym wyrok.
Przez cztery lata odsiadki Ryan tego nie miał, a gdy wyszedł na wolność i Lenny zrobił mu to pierwszy raz, miał wrażenie, że aż zapomniał, jak dobre jest obciąganie. Chociaż potem doszedł do wniosku, że po prostu Lenny był w tym genialny. Musiał więc mocniej ścisnąć w dłoniach pościel, gdy zobaczył i poczuł, jak jego penis znika w ustach mężczyzny. Nie opanował się też przed niskim stęknięciem i spięciem pośladków.
Lenny spojrzał na niego, kiedy ten się tak prężył z przyjemności. Sam ten widok sprawiał mu wiele radości. Ryan niewątpliwie był jednym z tych mężczyzn, którzy przeżywali seks całym sobą. To było genialne do oglądania. Nie ociągał się więc, kiedy ssał mu i lizał penisa. Jego dłonie też nie próżnowały, kiedy dotykały go między nogami. A Ryan poddawał się tym ruchom instynktownie i co raz odchylał którąś nogę, oddychając znacznie głębiej. Lenny już nie tylko czuł, że chłopak zaczyna inaczej smakować na czubku swojego sztywnego penisa, ale i jego skóra zrobiła się lekko wilgotna, niczym te kilka godzin temu, gdy leżał na słońcu wysmarowany olejkiem. Teraz leżał tu, pod nim, czując większe gorąco niż wtedy na plaży.
Lenny nie przestał się zajmować jego członkiem, nawet kiedy palce jego dłoni postanowiły w końcu wsunąć się w dziurkę swojego faceta. Już go chciał. I może jego członek był smakowity, ale już pragnął, żeby Ryan pod nim krzyczał. A to robił najlepiej, kiedy był dobrze i mocno pieprzony.
Musiał go do tego przygotować i już teraz usłyszał, że Ryan zareagował na tę, jak na nich delikatną, pieszczotę. Jego dziurka spięła się, a z ust wydobyło ciche stęknięcie. I dzięki temu, że Lenny miał w ustach jego penisa, ten poczuł, że drgnął, jakby ucieszony macaniem dziurki. Lenny wiedział, że tak jest. Że naprawdę jest tym ucieszony. Bo, co by Ryan nie mówił, a raczej faktycznie nie mówił, Mulat wiedział, że to lubi. Zakręcił więc w nim palcem, żeby po krótkiej chwili wsunąć następnego i mocniej go rozciągnąć.
— Nnnm! — tym razem Ryan głośniej stęknął i oblizał się na widok Lenny’ego na dole. Cieszył się, że ten miał zajęte obciąganiem usta i nie zadawał pytań w stylu „jak tam?”. Nie lubił dzielić się tym, jak… genialnie się czuł, kiedy Lenny dobierał mu się do dupy.
Lenny za to nie musiał pytać, bo widział. Co jak co, ale umiał czytać ludzi. Oblizał się w końcu, zostawiając jego penisa i ugryzł go lekko w udo. Już miał sztywnego penisa i chciał być w Ryanie.
— Mmm, mam nadzieję, że już — zakomunikował mu i uniósł się, żeby zaraz pocałować go i przekręcić na brzuch.
— Wygląda na to, że nie ma wyjścia, by było inaczej — wydyszał Ryan, gdy tylko uderzył policzkiem w poduszkę.
Jego ciało się gotowało, a on czuł na pośladkach gorąco. Ta pozycja była jego zdaniem bardzo… wyuzdana. Gdy leżał tak tyłem do innego mężczyzny, z nagimi pośladkami tak dobrze teraz widocznymi. Ale i spiętymi przez te wszystkie myśli.
Lenny zamruczał nisko. Pochylił się do niego i ukąsił go jak kocur w szyję.
— Fakt. Nie masz — szepnął mu do ucha i złapał go za pośladek. Mocno, aż trochę wbijając paznokcie w skórę. Chciał go już, chciał słyszeć, jak ten jęczy z przyjemności, której zamierzał mu dać jak najwięcej.
Jego chłopak znów stęknął i złapał się poduszki przy twarzy. Obiema rękami. Trudno było mu wyrażać na głos to, co czuł i czego chciał… ale Lenny doskonale wiedział, czego chce, gdy teraz poruszył biodrami po pościeli i otarł się o nią kroczem.
— Kurwa…
— Mhm… — odpowiedział mężczyzna i jeszcze przysunął się twarzą do jego pośladków.
Ryan doskonale to czuł przez jego włosy, które załaskotały go po biodrach. Ale to nie była jedyna sensacja, bo jego facet znowu go ugryzł, ale teraz w pośladek, żeby po sekundzie oba rozsunąć i liznąć już trochę podrażnioną dziurkę.
— O kurwa! — po takiej pieszczocie Ryan już głośniej jęknął i zapatrzył się na wezgłowie łóżka. Palcami mocno ścisnął poduszkę, żeby nie zaciskać się na dole, bo chciał, żeby nic nie przeszkadzało jego facetowi w dostępie do otworka. — Och tak… mm…
Lenny uśmiechnął się do siebie i jeszcze raz go liznął, nim zwrócił się do kochanka:
— Sięgnij do szafki. Potrzebuję czegoś więcej niż śliny, bo chcę cię mocno.
Ryan poczerwieniał i… niemo zgodził się z jego prośbą, bo wyciągnął się do szafki. Odsunął z trudem szufladę i niemal na ślepo pogrzebał za ich żelem analnym. Ten, swoją drogą, zawsze kupował Lenny. On jakoś czuł się w takich momentach… idiotycznie.
— Proszę. — Wychylił się do kochanka i podał mu buteleczkę. — I… — odchrząknął. — Możesz jeszcze…?
Lenny nie skomentował tego, chociaż trochę go to rozbawiło. Lubił te nieliczne momenty, kiedy jego facet mówił, że czegoś od niego chce w seksie.
— Mhm. To unieś trochę biodra — zgodził się, jednocześnie negocjując warunki.
Widział, że to już Ryanowi się mniej spodobało. Ale chyba rozumiał, że coś za coś. Choć walkę toczył ze sobą dobre kilka sekund, a jego pośladki nerwowo się spięły.
— Służę — odpowiedział w końcu z wymuszonym uśmiechem.
Rimming przeciwko wyuzdanej pozie… Tak, wygrał rimming, więc w końcu uniósł się na kolana i wypiął się, przez co pośladki rozchyliły się i pokazały Lenny’emu szparkę. Już teraz trochę wilgotną. Lenny uśmiechnął się do niej, czując się zwycięzcą w tym małym starciu.
— Piękna — skomentował i liznął cały rowek swojego chłopaka, czując, jak pod językiem szparka jego faceta się otwiera.
A Ryan od razu stęknął błogo i przytuliwszy twarz do poduszki, tym razem już odruchowo się wypiął.
— Mmm… mhm… — znów na swój sposób poprosił o więcej. Penisa miał bardziej sztywnego nawet przez taką pieszczotę niż przez obciąganie.
Lenny nie zamierzał tego stanu zmieniać, dlatego polizał jeszcze swojego kochanka po dziurce i nawet naparł na nią językiem. Lubił zarówno jego ciało, jak i jego reakcje, tym bardziej, kiedy mógł je brać w całości, bo Ryan nie mówił tego na głos, ale ten prysznic, nim poszli odwieźć Dalię, na pewno nie był przypadkowy.
Lenny mógł pójść na całość, a przy tym słuchanie stęknięć chłopaka było jak muzyka dla jego uszu. Ryan rozgrzewał się i podniecał coraz bardziej, a Lenny nawet kątem oka zauważył, że chwycił się za penisa i powoli popieścił.
— Zostaw — rzucił i ugryzł go w pośladek, żeby chłopak jednak nie doszedł tylko od rima i trzepania sobie.
Ryan sapnął, ale cofnął rękę i znów złapał poduszkę.
— Dobry w tym jesteś, skurwysynu.
— I pewnie chciałbyś od tego strzelić. Ale nie ma tak dobrze.
Lenny jeszcze raz polizał jego dziurkę, nawet tak, że zrobiła się bardziej wrażliwa, bo nie było to bynajmniej łaskoczące liźnięcie. Zaraz po tym już zostawił jego rowek i sięgnął po żel.
Ryan obejrzał się na niego krótko i przełknął głośno ślinę. Wiedział, co teraz się stanie i myślał o tym od… wczorajszej kłótni. A jak zwykle nie za wiele mówił o tym, co myśli, to po wczoraj miał wrażenie, że jednak powinien to częściej robić. Dlatego teraz rzucił głucho:
— Czasami myślę, że to najlepszy sposób, żeby się z tobą pogodzić, nawet jeśli kompletnie niczego to nie wyjaśnia.
Lenny, który już czaił się, żeby się w niego wsunąć, teraz spojrzał na jego twarz niemal z pretensją.
— Trochę to mnie na swój sposób rani… ale chyba masz rację — odparł i pochylił się, żeby złapać jego ramię. — Unieś się — zarządził i pociągnął go w górę.
Ryan zrobił to i już klęcząc, obejrzał się na niego pytająco. A gdy Lenny mocno i w jedyny w swoim rodzaju sposób pocałował go, sam cicho jęknął z ulgą.
— Nie chcę, żeby cię to raniło, Lenny… — wydyszał w jego wargi, starając się patrzeć mu w oczy mimo tej niewygodnej pozycji. — Lecę na ciebie cholernie i nawet jeśli brzmi to… powiedzmy pusto, to seks naprawdę wiele jest w stanie, hm, wyleczyć. Nikomu innemu bym się tak nie — zaczerwienił się ze wstydu, ale dokończył: — wy… stawił.
Lenny nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko i jeszcze raz pocałował go mocno, przy tym trzymając go za szczękę. Pieszczota jednak skończyła się równie szybko, jak się zaczęła, bo zaraz mężczyzna odepchnął go, znowu sprowadzając jego górę ciała na pościel. Po tym przyszedł klaps, a zaraz za nim na szparkę Ryana naparł gorący, wielki kutas.
Ryan od razu odruchowo wstrzymał powietrze, choć nie powinien tego robić, bo przy tym zacisnął pośladki. Tak, to, co mówił, było prawdą, tak samo jak to, że żaden inny penis nigdy nie penetrował jego tyłka. Miał w sobie tylko kutasa Lenny’ego i… uwielbiał go. Było mu czasem wstyd nawet przed samym sobą, ale jego tyłek już pragnął Lenny’ego, a ten pragnął Ryana. A że mężczyzna wiedział, że chłopak lubi mocno brać, to nie przejmował się, kiedy wbił się w jego ciasną dupę prawie na siłę. Lubił, gdy pośladki go ściskały, a chłopak wydawał z siebie dźwięki. Wszelkiej maści. Może też dlatego tak nie przeszkadzało mu jego gadulstwo.
Ryan krzyknął. Zresztą, czy ktoś by nie krzyknął, gdyby taki wielki penis wszedł niespodziewanie w jego tyłek? Do tego Ryan dołączył kilka przekleństw i przycisnął całą twarz do poduszki, przez co stłumił mocno swoje dźwięki. Nie było opcji pieprzyć się przy Dalii przy tak… otwartych reakcjach Ryana.
— Nikogo nie ma. Chcę to słyszeć. — Lenny zaraz pociągnął kochanka za ramię, żeby ten aż tak nie wtulał się w poduszkę.
Przy tym wbił się kolejny raz w jego tyłek, więc Ryan znów krzyknął, ale też nie pochylił się uparcie do poduszki. Pozwalał Lenny’emu to słyszeć, samemu już chcąc więcej. Obejrzał się więc na niego z bardzo wyraźnymi wypiekami na policzkach.
— Mhm… Mm… Jeszcze… — wysapał, drżąc i nie dotykając swojego penisa, bo wiedział, że łatwo by doszedł.
— Och, dostaniesz tego jeszcze wiele — odpowiedział Lenny i pochylił się, żeby liznąć mu plecy. Przy tym jego penis zagłębił się jeszcze bardziej w Ryanie, żeby zaraz się wysunąć i potem znów wsunąć. Wszystko to trzymając chłopaka za ramię i biodro.
Ryan znów krzyknął kilka razy i jęknął na koniec, ściskając wnętrzem tego wielkiego, rozpierającego go kutasa. Tak, jak zawsze w seksie z Lennym czuł tę agresję, tę dominację, tę… siłę. Czasem przy tym bolało, bo Lenny jakby robił wszystko na siłę, ale nie był to ten rodzaj bólu, którego chciałby się pozbyć w seksie. Był otumaniający, wynoszący go do zupełnie innej rzeczywistości, w której w takiej sytuacji byli właśnie na miejscu. W której kompletnie mu nie przeszkadzało, że zachowuje się tak poddanie, że nadstawia się i że krzyczy o więcej. Nie kontrolował tego i nie czuł, że powinien. Właśnie tak chciał. Żeby Lenny go brał, żeby Lenny go pieprzył i sprawiał, że przez kilka kolejnych godzin jego dupa będzie bardzo dobrze pamiętać tego kutasa. Ten robił mu naprawdę dobrze, tak samo jak dłonie i usta mężczyzny. To było na swój sposób wyzwalające, bo na te kilka chwil nie musiał myśleć o zdaniu innych. Zdaniu kogokolwiek, mógł zwyczajnie poddać się chwili. I przeżywać to, jak Lenny go sobie bierze. A ten chciał go brać, bo Ryan był jego. Uwielbiał go i pragnął, nie chcąc nigdy się nim dzielić, bo ten teraz krzyczący awanturnik był dla niego wszystkim.
— O kurwa… Lenny… tak, tak! Nnnn! — krzyknął Ryan, klęcząc z szeroko rozłożonymi nogami i nadstawiając się do niego. Był mu cudownie… pełno. Duży penis Lenny’ego dociskał jego prostatę, pieścił go i wynosił coraz wyżej i wyżej. — Kurwa!
Lenny zamruczał z lubością, słysząc to, jak Ryan się drze.
— Mmm, tak piękny… Jesteś genialny — zawarczał i drapnął go po boku, jednocześnie wbijając się w niego po same jądra. Ryan przez to krzyknął znowu, a to aż wywołało dreszcz na plecach Mulata. Czuł, że może nawet dojść szybciej niż kochanek, jeśli ten będzie go tak cudnie ściskał.
— Ty… ty… o ja… kurwa, ja pierdolę, jak mocno…! Ty też jesteś… nnnn! — wykrzyczał niewyraźnie Ryan, samemu aż poruszając się na pościeli. Cały drżał, jego ciało było gorące, a pośladki i uda spinały się kompulsywnie.
Lenny chciał jeszcze dodać krople przyjemności do tego, co Ryan czuł, więc mocniej się pochylił i objął dłonią jego penisa. Chciał już poczuć, jak ten dochodzi. I chciał, żeby pierwszy doszedł. Ale gdy tylko przytulił się do jego pleców i wszedł w niego z równą mocą, Ryanowi wyprostowały się kolana i opadł w dół. Stęknął i spróbował się unieść. Udało mu się na tyle, żeby Lenny mógł go pieścić po członku, choć ta pozycja wymagała od jego nóg dużego napięcia, przez które mięśnie jeszcze bardziej mu drżały. Ale był już tak blisko końca, że nie miał głowy do szukania lepszej pozycji i nagle doszedł z głośnym okrzykiem.
Lenny tylko przytrzymał jego penisa i już sam dobił w nim, aż chłopak całkiem opadł na pościel, przytrzaskując jego dłoń swoim ciałem. Mulat mimo tego poruszył się jeszcze trochę, aż w końcu doszedł w drżącym i ściskającym się tyłku kochanka.
Słyszał, że Ryan dyszał głośno, a jego ciało wciąż drżało od mocnego orgazmu. Był lekko spocony na plecach i skroniach, a policzki miał gorące i czerwone. Pocałował jego łopatkę, leżąc na nim z penisem nadal w jego tyłku. Lubił tę bliskość zaraz po seksie.
— Mmm… Tego było mi trzeba.
— Mhm… Mi też — wydyszał cichym, zmęczonym głosem Ryan. Nawet słabo sięgnął za plecy, żeby dotknąć kochanka.
Ten zamruczał i żeby łatwiej kochankowi było go dotknąć, wysunął się i zsunął trochę z Ryana. Nie zostawił jednak jego dziurki całkiem samotnej, bo zaraz dotknął palcami rowka. I dziurki, żeby poczuć, jaka naruszona teraz jest.
Czuł doskonale, że jest rozluźniona i śliska oraz że podjęła próbę zaciśnięcia się, gdy tylko poczuła intruza już po tak intensywnej penetracji. Sam Ryan za to sapnął i przekręcił się do niego przodem, podsuwając się bliżej i chowając twarz w jego szyi. Nie powiedział jednak nic na temat… takiego dotyku. Zachęcony tym brakiem sprzeciwu mężczyzna ostrożnie wsunął mu palce do środka. Było zdecydowanie luźniej, niż kiedy robił mu palcówkę, czy nawet go lizał.
Ryan znów się spiął, a dreszcz przebiegł jego ciało. Z jednej strony był tak skrępowany tym, jak wiele uwagi Lenny poświęcał jego tyłkowi, a z drugiej było to takie przyjemne, gdy pieścił tak wrażliwe miejsce.
Odsunął w końcu twarz od jego szyi i z zamkniętymi powiekami pocałował go. Od razu otrzymał odpowiedź jego ust, ale jednocześnie palce nie przestały masować ścianek jego tyłka. Lenny lubił to uczucie, kiedy Ryan był tak blisko niego, jeszcze lepił się od potu po seksie, a jego penis był wilgotny, tak samo jego dziurka. Starała się go ściskać, zupełnie jakby chciała pokazać, że wcale nie jest tak otwarta, jak Lenny to czuje. A Ryanowi było coraz bardziej głupio, że kochanek tak go maca. Mimo że równocześnie przyjemnie.
— Nie mam siły się ruszyć… i cholernie nie chce mi się zmieniać pościeli — powiedział więc pierwsze, co przyszło mu do głowy, żeby nie trwać tak w milczeniu, z palcami kochanka w tyłku.
— A musi… — Lenny urwał w połowie swojej odpowiedzi. — Musimy. Zmienię. Ale na razie nie musimy się jeszcze ruszać — dokończył, przypominając sobie, że syfu nie mogli zostawić przez Dalię.
Ryan zamruczał na potwierdzenie i znów ścisnął jego palce w sobie. Objął też mężczyznę w pasie i pocałował go już bardziej delikatnie.
— Kocham cię — szepnął w jego usta i wymusił słaby uśmiech. — Wiem, że od wczoraj często ci to mówię, ale… wczoraj miałem wrażenie, że mogłeś na chwilę w to zwątpić.
— Na pewno nie na tyle, żebym cię puścił. Jesteś mój. — Lenny wyjął z niego palce i złapał go całą dłonią za pośladek, przyciskając go do siebie. — Mój i tylko mój.
Ryan znów poczuł gorąco na policzkach i sapnął cicho w usta kochanka. Mocniej zacisnął palce na jego boku, aż się samemu dziwiąc, że doszło już do tego, że tak nie zabiega o dobranie się do jego tyłka, sam tak… poddaje się Lenny’emu. I jak dobrze mu z tym było.
— Mhm… Twój — wydyszał w jego usta.
Lenny już nie odpowiedział. Zamiast tego pocałował go namiętnie, korzystając z tej chwili wolności, kiedy byli sami. Nie, nie mógłby mieszkać tu jeszcze z kimś. Umarłby chyba z zazdrości i niewyżycia, jakby nie mógł mieć Ryana, kiedy tylko chce. Potrzebował go za bardzo na wyłączność. Potrzebował swojej księżniczki.

***

Dalia po pięciu dniach pobytu u Lenny’ego i Ryana wreszcie się pakowała. Niby nie był to długi pobyt, ale jej ubrania zdążyły znaleźć się wszędzie. Miała więc zagwozdkę, szukając chociażby swojej maszynki do golenia, która gdzieś też zniknęła. Albo mały Jay ją gdzieś zaciągnął, chcąc dokładnie sprawdzić, czym to jest. W tym czasie Ryan dostał zadanie znalezienia jej stroju kąpielowego, który gdzieś posiała. A za pół godziny powinni już wyjechać na lotnisko.
Lenny postanowił w tym wszystkim znaleźć dla siebie trochę przyjemności. Siedział na kanapie i patrzył, jak jego siostra i facet krzątają się po mieszkaniu, a sam… jadł lody. Kupił sobie całe opakowanie i właśnie pakował do ust kolejną łyżkę ciemnych lodów o smaku orzechowo-czekoladowym. Były pyszne, bo gdzieniegdzie były jeszcze kawałki czekolady czy orzeszki.
Ryan rzucał mu krótkie spojrzenia, gdy tylko obok niego przechodził. Bawiło go to trochę. W takich momentach Lenny był zwyczajnie… słodki. Niczym te lody. Ale też był na swój sposób niemożliwy, bo naprawdę potrafił zjeść tyle lodów na raz.
— Chyba znalazłem to zaginione cudo! — zawołał, idąc z końca salonu do sypialni, gdzie pakowała się Dalia. A po drodze pochylił się do Lenny’ego i zjadł mu z łyżeczki porcję, którą mężczyzna chciał wziąć do ust.
Ten spojrzał na to, jakby zjadł mu co najmniej połowę opakowania.
— Tak? O super! Gdzie był? — krzyknęła Dalia z sypialni, zaciekawiona, gdzie rzuciła swoją własność. Ostatnie dni naprawdę nieźle się tu zadomowiła. Miała do tego talent.
Ryan jeszcze z uśmiechem cmoknął Lenny’ego w policzek i poszedł dalej.
— Podejrzewam, że to sprawka Jaya, bo jestem całkiem pewien tego, że ani ty, ani ja nie rzuciliśmy twojego stroju kąpielowego za głośnik.
— Mały złodziejaszek. Mam nadzieję, że mi go nie pogryzł — mówiła dalej z sypialni. — W ogóle niech któryś tu przyjdzie, nie mogę dopiąć tej torby.
— Już ci pomogę, czekoladko, spokojnie. — Ryan wszedł i podał jej kostium.
Kiedy tylko dziewczyna wcisnęła go do torby, chłopak spróbował ją zamknąć. Ubrania w środku zdecydowanie były koszmarnie poukładane i nie mieściły się, bo teraz Dalia pakowała się sama, a zapewne wcześniej pomagała jej matka. Ryan jednak mocno przycisnął wieko torby jedną ręką, a drugą zapiął zamek. Nic nie pękło, więc była szansa, że dziewczyna dojedzie z nią do domu bezpiecznie.
— Dzięki. Mam nadzieję, że nie wybuchnie w trakcie. — Dalia zaśmiała się i szturchnęła łokciem Ryana. — Już w końcu jadę, co?
— Mmmm, już zaczynałem odliczać dni niczym kreski zaznaczane na ścianie więzienia — odpowiedział prześmiewczo Ryan i wziął z łóżka torbę. Była… ciężka. Ale on nie miał problemów z podnoszeniem ciężarów na siłowni, więc teraz też nie stęknął, gdy podążył z walizką do przedpokoju.
— Widziałam! — Dalia, śmiejąc się, klepnęła go w ramię. — Lenny, idziesz?! — zawołała do brata, a kiedy ten wstał, zobaczyła, że pudełko lodów, jakie zaczął jeść, kiedy się pakowała, teraz jest puste.
— Mhm, jestem. Już ogarnięta?
— Tak. Możemy spadać, co by się nie wpakować w korek. W ogóle, kiedy do mnie przyjedziecie?
— Obawiam się, że pytanie powinnaś skierować do swojego brata i nie wliczać mnie w ten bardzo miły, ale obawiam się niemożliwy do spełnienia pomysł. Bo wciąż, z tego co wiem, a wydaje mi się, że mam całkiem aktualne informacje, wasza mama nie ma zielonego pojęcia, jaką rolę pełnię w życiu Lenny’ego — odpowiedział Ryan, stawiając bagaż pod ścianą w przedpokoju, żeby założyć buty.
— A nie chcielibyście zrobić jej niespodzianki? — Dalia zaśmiała się, patrząc po jednym i drugim. Jej brat miał bardzo nietęgą minę.
— Nie. Ona i tak ma o mnie już nie najlepsze zdanie.
— Wydaje ci się. I na pewno nie o tobie, tylko jak coś, o tym, co robiłeś. Bo ciebie, jako ciebie, kocha — zwróciła mu uwagę dziewczyna, też się ubierając.
Mimo że było ciepło, zarzuciła na ramiona skórzaną, czerwoną kurteczkę. W Pensylwanii było w końcu chłodniej. Tak samo jak na pewno w samolocie. Klimatyzacja nigdy nie zawodziła.
— Ta, ale obawiam się, że tego by nie pokochała. Więc nie. Nie planujemy jej odwiedzać. Na pewno nie wspólnie. — Lenny także się ubierał, dyskutując z siostrą o tym, jak bardzo nie chciał ujawniać się przed matką. Nie widział tego.
Ryan nie miał mu tego za złe. Sam nigdy nie był do końca out. Co prawda, kiedy wychodzili gdzieś do klubu czy na plażę z całą ekipą, to bynajmniej nie robili wszystkiego, żeby tylko nie ściągnąć na siebie podejrzeń. Ale Ryan w pracy nie chwalił się posiadaniem faceta, ani swego czasu swojej rodzinie. Od Lenny’ego nie zamierzał więc oczekiwać czegoś innego.
— W każdym razie jestem pewien, że Lenny chętnie sam by was kiedyś odwiedził. Ja mogę jedynie przekazać pozdrowienia jako jego współlokator — powiedział, gdy już wyszli i całą trójką ruszyli do pickupa. Ryan wrzucił jeszcze na pakę walizkę.
— Oj, może mama jeszcze jakoś zmieni zdanie. Ale fajnie i tak, i tak było. — Dalia westchnęła, chyba nie czując się jeszcze na siłach wracać w mniej ciepłe strony.
Lenny pokiwał głową i otworzył siostrze drzwi, żeby wsiadła do środka.
— Będziesz jeszcze mogła przecież przyjechać.
— A my będziemy musieli pomyśleć o jakieś rozkładanej kanapie albo dodatkowym materacu, bo jak lubię ciężar Lenny’ego, to jednak na dłuższą metę czasem dobrze jest móc przekręcić się na drugi bok — dodał Ryan i zaraz odpalił samochód.
— W ogóle sorry, za to też. Mogłam z Lennym w sumie spać… albo na kanapie.
— Pomyśli się o materacu. Musisz mi tylko dawać znać wcześniej niż mama.
Ryan zgodził się w całości ze swoim facetem, bo jednak nie zawsze nieoczekiwane wizyty były mile widziane. Chociażby z prostej przyczyny, czy może któryś z nich nie jest chory.
W trakcie drogi na lotnisko rozmawiali więcej o samym Pittsburghu niż o Miami i wspomnieniach rodzeństwa. Dalia serdecznie zapraszała ich na koniec na narty w jakąś zimę, bo na taki wyjazd mogli przecież przyjechać również jako kumple.
Byli o czasie na lotnisku, więc nie spieszyli się, idąc przez halę.
— … zresztą, to chyba by było dla was coś też innego. Trochę śniegu, w końcu cztery pory roku… — mówiła Dalia, a Lenny szedł obok niej.
Nadali już bagaż, teraz niósł tylko jej plecak, który był podręczną torebką. Słuchał siostry, starając się zapamiętać, jak najwięcej z jej głosu. Jakoś miło mu się robiło, kiedy mógł się w to wsłuchać bez udziału mózgu. I w takim momencie widać było największą różnicę w ich charakterach oraz czemu Lenny tak bez problemu znosił to, że Ryan cały czas mówił, kiedy on milczał.
— Ja nie jestem pewien, czy jednak nie wolałbym snowboardu niż nart, ale to na razie tylko gdybanie. Chociaż musieliśmy znaleźć jakiegoś instruktora, chyba że ty masz jakieś niesamowite zdolności trenerskie — odparł Ryan, gdy przystanęli niedaleko bramek, żeby już niebawem się pożegnać.
— Myślę, że bym znalazła jakiegoś fajnego, przystojnego trenera… — Dalia zaśmiała się i puściła Ryanowi oczko. Lenny dźgnął ją w bok.
— Nie przesadzaj. Skup się może na tym, że zaraz lecisz i najbliższe co, to się usłyszymy.
Na twarzy jego siostry pojawił się wyraz rozterki. Szybko objęła brata i uścisnęła go mocno.
— Dbaj o siebie. O Ryana też. W ogóle o siebie dbajcie — poprosiła, nie puszczając go.
Lenny także ją objął ciasno. Pocałował ją też w policzek.
— Ty też dbaj o siebie i mamę. Zachowuj się, bądź lepsza niż ja i nie pakuj się w żadne kłopoty.
— Obiecuuuuję! — odpowiedziała dziewczyna.
Ryan też ją uściskał i poczekali do samego końca, gdy już Dalii nie było widać za bramkami. Chłopak spojrzał na swojego faceta, stojącego tuż obok.
— Już tęsknisz?
— Trochę — od razu przyznał, ale zaraz też spojrzał uważniej na Ryana. — Ale nie chciałbym, żeby z nami mieszkała — dodał szczerze, bo chciał siostrę w swoim mieście, ale nie za blisko jednak.
— Z nami na pewno nie, ale gdzieś blisko by może mogła. W każdym razie od tego pierwszego pamiętnego dnia, gdy przyjechała, nie mówiłeś do niej w mojej obecności per „księżniczko” — zauważył Ryan, gdy zawrócili do wyjścia. — Jeśli to ze względu na mnie… to bardzo mi miło, ale skoro zawsze tak do niej mówiłeś, to nie powinieneś się powstrzymywać.
— Rozmawialiśmy trochę o tym, kiedy była chwila — odparł Lenny, wsuwając dłonie do kieszeni. — Uznała, że i tak już jest na to za dorosła i że to głupie. Nie tłumaczyłem jej oczywiście za dużo, co przez to rozumiem, ale myślę, że wie, że jakkolwiek jej nie nazwę, to będzie wiedzieć, że jest moją siostrą.
— Mam nadzieję, Lenny, że nie masz mi tego za złe… bo zaczynam mieć wrażenie, że zaborczość o takie określenie… stawia mnie w niezbyt dobrym świetle — odparł Ryan z krzywym uśmiechem i wyszedł wraz z tłumem innych ludzi na parking lotniska.
Było ciepło i słonecznie, ale dzień powoli się kończył, więc nie mieli żadnych planów poza kolacją gdzieś na mieście i spokojnym wieczorem w domu. Tylko we dwójkę.
— Nie myślę tak — odparł spokojnie Lenny, kierując się niespiesznie do samochodu. — Zmusiłem cię jakoś w końcu, żebyś się do tego przyzwyczaił i traktował to jako moją wersję tego, co ty mi mówisz.
Ryan przytaknął i zasiadł za kółkiem samochodu. Z racji, że tutaj nikt ich nie widział, wychylił się, złapał Lenny’ego za podbródek i pocałował krótko.
— Więc teraz wracamy do naszego typowego życia pełnego tylko męskich ciuchów na podłodze, braku śniadań i czekającej na nas kawy, wygodnego łóżka tylko dla nas i swobody w przypadku nagłych napadów namiętności — podsumował i odpalił silnik.
— Mhm. Głównie tak. Chociaż śniadań szkoda… — Lenny musiał się z nim zgodzić. I jak zwykle zrobił to treściwiej niż kochanek, ale już tak miał. Tak samo jak Dalia miała, że mówiła dużo, tak on wolał zawsze nie być zbyt wylewnym. Ale dzięki temu jakoś wszyscy się uzupełniali.
I mimo że naprawdę Ryanowi szkoda było tego gotowego jedzenia w domu, to nie zamieniłby tej swobody na żadnego kucharza. Może od czasu do czasu tak. Ale wolał być z Lennym sam na sam w domu i móc pocałować go, przytulić i pieprzyć się z nim na każdej powierzchni płaskiej, na jakiej nagle zechce im się to zrobić. A do tego wszystkiego… chciał być jego jedyną księżniczką. I na całe szczęście teraz bardzo mocno czuł, że nią jest.

8 thoughts on “Bonus – Dalia

  1. Katka pisze:

    MoNoMu, taaak, mocno alternatywnie wyszło. Ale tak jakoś nas naszło własnie na taką wersję, trochę odbiegającą od realiów. Super, że się spodobało i w ogóle dzięki za komentarz ;) Awww i mega słodkie porównanie do łabędzi XD I zgadzam się, że druga taką parą są Shane i David. Oni by bez siebie nie dali rady… Ale chyba nie mają żadnego skrótu. Dotąd zdaje się nic się nie pojawiło. No i widzisz, ile powodów, dla których można być dumnym z Ryanka XD Rozwija się chłopak! Też pozdrawiamy! :)

  2. MoNoMu pisze:

    O, Rynna, tak!!! Na to czekałam xD
    Strasznie alternatywne to było nie tylko przez postać Dalii, ale tą jakże epicką autoanalizę Ryana: „a do tego przez te emocje przy kłótniach z Lennym potrzebował dobrego pieprzenia. Przecież zawsze tak rozwiązali swoje spory!” xD
    Jakbym miała napisać streszczenie części o Rynnie z FDTS, to by wystarczyło to zdanie xD Ale może przez tą sinusoidę emocji, tak ich uwielbiam. Osobiście uważam, że uczucie takiej najsilniejszej miłości wykreowałyście właśnie u Rynny i Shane i Dawida (p.s. oni mają jakiś skrót ?). Takie łabędzie, które po rozdzieleniu umierają xD
    No, a że Ryana pozwolił wykonać badanie per rectum po wszystkim to już w ogóle kosmos jakiś xD I przyznał przed sobą, że lubi tryb bierny czasownika. Zupełnie jak nie on.
    Pozdrowienia!

  3. Katka pisze:

    Kasia, haha w sumie nie dziwi mnie, że samo miejsce akcji się tak dobrze kojarzy bo jakby nie patrzeć jest dość słoneczne i radosne, nawet jak chłopaków spotkają jakieś dramaty. Cóż, Miami ma swój klimat. A i fajnie, że Dalia spełniła oczekiwania, tzn. że pasowała właśnie taka. No i dobra rozkmina z tym, że oni nie mają za bardzo innych bliskich osób i może dzięki temu są tacy sobie bliscy. Coś w tym na pewno jest :) hehe i oczywiście super że ich seks Ci sie podoba XD nam też. Jest zawsze taki gorący :D dzieki za komentarz oczywiście :D

    Tazkiel, tak, nam też Rynna się kojarzy z dachami haha ale przyznam że to akurat jest wytwór czytelników. Ktoś tak rzucił, tak zostało. Trudno się uwolnić, tak jak np. określenie gołąbki. No i ciekawe spostrzeżenie ze w bonusach są wobec siebie trochę inni. Aż musimy się temu bliżej przyjrzeć XD ale ogólnie co do FDTS to też się stesknilysmy ;) nie wiem jeszcze jak się to przełoży na Wasz czas oczekiwania na tekst ale na pewno wena do tego opowiadania rosnie ;D pozdrawiamy również!

    Levi, tak, bonus długi i wiem że wtedy się trudniej komentuje tekst ale doceniamy bardzo ze napisałaś te kilka słów. No i cieszy ze ich seks jest taki lubiany. Na pewno ma w sobie dużo ognia XD jeszcze raz dzieki za komenta! :)

  4. Levi pisze:

    Pod każdym względem ten rozdział był cudowny, idealny i piękny *-*
    Szkoda, że jednak była to historia alternatywna i Dalia w prawdziwym FDTS nie żyje :( Fajnie by było czytać o interakcjach między nią, Lennym, Rayanem i resztą ekipy. Ta para, zaraz za Alexem i Jaysonem, jest moją ulubioną w FDTS, a ich seksy są… mrau XD
    Trochę ogólnie piszę, ale bonus jest baaardzo długi, co jest dużym plusem, a ja w tej chwili zbyt leniwa żeby rozkładać go na czynniki pierwsze.
    Jeszcze raz – rozdział super, dobrze i szybko mi się to czytało.
    Pozdrawiam :)

  5. Tazkiel pisze:

    Cóż, przyznam, że Lenny i Ryan to moja ulubiona para, no może na równi z Jasonem i Alexem, ale zawsze chętnie o nich czytam. Ach, jeszcze jedno : nie mam pojęcia dlaczego skracacie ich imiona na Rynna. Rynna kojarzy mi się jednoznacznie z dachem a nie dwójką seksownych facetów:).
    Nie wiem dlaczego tak jest, ale w tekstach bonusowych zarówno Lenny jak i Ryan (przynajmniej dla mnie) są bardziej słodcy i uroczy, zachowują się wobec siebie bardziej uczuciowo, miękko. Tylu wyznań miłości to chyba w żadnym rozdziale nie było :). To świetnie, nawiasem mówiąc, bo zawsze miło przeczytać o takich sytuacjach :). Nawet rozmawiają ze sobą, co w Fire Dragon niezbyt często robią.
    Miło było o nich poczytać, bo już się za nimi stęskniłam. Mam nadzieję, że już niedługo zaczniecie następną część FDTS, bo już rok minął i może nawet Wy, szanowne autorki, także się stęskniłyście :). Cóż, przekonamy się niebawem, prawda ?
    Pozdrawiam, Tazkiel

  6. Kasia pisze:

    Ale cudownie było poczytać o Rynnie… Tęsknię za nimi, w ogóle za FDTS, to opowiadanie jest takie pozytywne ☺no nie zawsze ale w większości, poza tym samo miejsce akcji jakoś tak dobrze się kojarzy 😃Świetny był ten tekst, właśnie w taki sposób wyobraziłam sobie Dalię, żadna słodka dziewczynka tylko taka trochę wredna ale i wrażliwa zołza 😆 Podobał mi się tekst o tym jak Ryan przez moment zastanawiał się nad swoją seksualnością, oj ma chłopak słabość do ciemnej skóry :) I tyle uczuć było… aż trochę nie pasujących do Lennego ale jakże słodkich. I wcale się nie dziwię zazdrości Ryana o Księżniczkę, też bym się poczuła nieco oszukana, no ale w normalnym FDTS nie ma Dalii. Z jednej strony to bardzo szkoda, a z drugiej może dzięki temu chłopaki czują ze sobą taką bliskość, bo właśnie nie mają za bardzo innych bliskich?
    W ogóle to jest niesamowite że potraficie wzbudzić we mnie takie same emocje gdy czytam o tej parze teraz i te paręnaście już chyba miesięcy wcześniej. Nie potrafię tego odpowiednio wyrazić ale o dzięki Wam wielkie za to 😃Seks w wykonaniu tej pary jest zawsze boski, a to jak kombinowali żeby pozbyć się na trochę Dalii było przekomiczne co dobrze później podsumowali że pewne potrzeby przysłoniły im ich logiczne rozumowanie ☺Pragnę więcej, dużo więcej tego opowiadania, ech co za życie ☺Dziękuję bardzo i oby Was wena nigdy nie opuściła :)

  7. Katka pisze:

    O., oczywiście, że Ryan jest zazdrosny o księżniczkę! Toż to urosło do tak wielkiego rozmiaru, że musiało mieć dla niego (i Lenny’ego) jakieś wielkie znaczenie, a tu nagle takie jebut i się okazuje, że takich specjalnych księżniczek jest więcej. Tak nie może być! No i tak, facet też człowiek XD Więc i emocje mogą tu brać górę nad reakcjami ciała, które chciałoby się ukryć. Nawet Lenny’emu się zdarza, jak widać. Ale to dobrze. Ryan niech wie, że ludzkie. Mrrr a ja też uwielbiam ich seks XD Ale spoooko, będziesz mogła jeszcze wiele o nich poczytać wraz z kolejną częścią FDTS :D

  8. O. pisze:

    To jednak złamało serce. Miło by było jeśli by Dalia żyła. Ale tak nie ma..
    Haha Ryan zazdrosny o Księżniczkę! Trzeba kupić lody i piwo, by to uczcić! Zaś szkoda, że to nie ma miejsca w „realnym” opowiadaniu xD choć może i tam się doczekamy xD płaczący Lenny to jak nie Lenny. Ale przecież facet to też człowiek no i emocje robią swoje a w takiej sytuacji mogły łzy jedynie podkreślić, że mu zależy. A skoro on nie mówi o uczuciach tylko je pokazuje to w sumie pasuje to do niego xD haha dobrze że Dalia drinkowała może nie miała oporów zasnąć na zmienionej pościeli, która jedynie podkreśliła to co się działo xD
    Uwielbiam ich seks! To jak Lenny włada Ryanem w łóżku a poza nim słucha się go i stara się xD ah ten moment jak po stosunku macał sobie co jego! Piękne! Aż chciałoby się częściej o nich takich czytać xD ściskanie na kanapie i rozmowa o uczuciach też cudna! Tyle się między nimi zmieniło na lepsze! Rynnoholizm jest dziś zaspokojony <333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 Kocham ich <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s