Newton’s Balls – 31 – Niewypowiedziane uczucie

Courtney zadbał o to, żeby Chase nie miał problemów z nieobecnością w szkole. Wystarczył telefon. Bo jeśli chłopak miał rację i dopiero od dziesiątej mogli odebrać Tanka ze schroniska, to Chase nie mógł iść do szkoły. W końcu był opiekunem psa i sam Courtney nie mógł go odebrać. Musiał tylko potem przycisnąć go, żeby dowiedział się od kumpli, co się działo w szkole i to nadrobił.
Na razie zajął się śniadaniem. Chase spał, a on sam obudził się w dziwnym nastroju. Wciąż chyba odczuwał skutki wczorajszej sytuacji i nie do końca ochłonął, a do tego sprawa choroby dziedzicznej wciąż była otwarta. Pozwolił jednak sobie chwilowo o tym nie myśleć i przygotował jedzenie. Jajka sadzone na mocno przysmażonym bekonie, tosty z dżemem i sok. To wszystko przełożył na tackę i sam, ubrany tylko w spodnie dresowe, wrócił do sypialni.
Chase spał jeszcze na brzuchu ze swoim kształtnym tyłkiem i całym ciałem odkrytym na światło słoneczne, przed którym chował wyłącznie twarz w poduszce. Nie wyglądał, jakby miał zaraz się obudzić, nawet mimo zapachu, jaki musiał dotrzeć do jego nosa.
Kurator postawił tackę z jedzeniem na materacu z boku i usiadł przy chłopaku. Popatrzył po jego ciele i delikatnie go dotknął. Mniej owłosione niż jego własne, ale dobrze zbudowane i opalone przez wakacje. Był ciepły, a wyczuwanie jego mięśni przez skórę dawało Courtneyowi dużo przyjemności. Lubił to, jak wyglądał ten chłopak.
Delikatnie przesunął palcem wskazującym pomiędzy jego pośladkami, przez kość ogonową, kręgosłup, aż pogłaskał go po włosach.
— Przyniosłem śniadanie.
Chase zamruczał z małym entuzjazmem, potarł twarzą o poduszkę, a w końcu przekręcił ją w stronę mężczyzny i otworzył oczy.
— Do łóżka? — wymruczał, nadal leżąc na brzuchu. Był zaspany, ale też i przyjemnie zaskoczony taką małą przyjemnością, jaką był tak podany posiłek.
— Mhm. Podsuń poduszki — poprosił Courtney, sięgając po tackę, żeby móc położyć ją na ich kolanach. Wziął tę dłuższą, żeby zmieściły się na niej dwa talerze, plus większy na tosty i dwie szklanki.
Chase z marudnym burczeniem pod nosem ułożył poduszki u wezgłowia łóżka, po czym oparł się o nie plecami, wyciągając przed siebie nogi.
— Pojechałeś po całości. Nawet soczek. — Zaśmiał się krótko. Pospałby jeszcze, bo ostatnio nie sypiał najlepiej, ale dla takiego śniadania mógł się poświęcić.
— Mam nadzieję, że lubisz taki zestaw. I obudziłem cię wcześniej, byś zdążył wziąć prysznic, nim wyjedziemy — wyjaśnił gospodarz i położył tackę na ich udach, siadając przy ramieniu chłopaka. — Gdzie chcesz Tanka?
— W sensie czy do dziadków, czy do ciebie? — Chase zdążył spytać, nim zabrał się za jedzenie. Naprawdę lubił kuchnię Courtneya.
— Mhm.
Chwilę jadł, nie odpowiadając. W końcu wzruszył ramionami.
— Nie wiem. Może na trochę wezmę go do siebie.
Courtney przytaknął, przeżuwając tosta i gdy popił kęs sokiem, rzucił:
— Więc prosto ze schroniska pojedziemy do ciebie?
— Nie wiem. Wiesz przecież, że nie chcę tam być.
— Możemy zawieźć tam Tanka, potem możesz spotkać się z którymś kolegą, by dowiedzieć się, co było w szkole, a potem możesz wrócić do mnie, by się pouczyć — zaproponował znowu kurator, nie naciskając jednak. Chase chyba miał ostatnio dość nacisków z jego strony, więc starał się, żeby jego głos dawał mu jasno do zrozumienia, że otwiera zapraszająco ramiona, ale nie będzie zły, gdy z tego nie skorzysta.
— I miałby tam zostać sam? — Chase skrzywił się z policzkami napakowanymi bekonem z jajkiem. Był zagubiony. Znowu. I nie podobało mu się ani trochę to, że nie wie, czego chce.
— Jest bardziej bezpieczny u mnie, wiesz o tym. Ja jednak też wiem, że twoi dziadkowie nie zaryzykowaliby zrobienia mu znowu krzywdy — odpowiedział najpierw dyplomatycznie Courtney, po czym, maczając bekon w żółtku, zamyślił się i dodał: — Zostawiając go u mnie, przywiązałeś mnie do niego. Jeśli miałoby to jakieś znaczenie, chciałbym go zabrać do siebie.
Chase kiwnął głową, myśląc nad wszystkimi opcjami. I jakkolwiek chciał na razie odciąć się od Courtneya, tak jednocześnie miał wrażenie, że wszystko go w jego stronę spycha. Nienawidził czasami swojego życia.
— Lubisz go? — spytał więc tylko, skupiając wzrok głównie na talerzu. Miał dziwny nastrój. Trochę dobry, bo siedział tutaj zamiast w szkole, trochę zły przez wszystko, co się wokół niego działo.
— Jest dobrym psem i miło się do kogoś odezwać wieczorem. — Usłyszał w odpowiedzi poza szczękaniem sztućców.
— I co mu mówisz?
Courtney uśmiechnął się lekko i zapatrzył na swoje jedzenie.
— Mówię mu, że dopisuje pogoda i będziemy mogli się wybrać na długi spacer następnego dnia. Że robię dla siebie jedzenie i te zapachy nie są dla niego. Mówię, że przydałby mi się w pracy taki groźny potwór, kiedy któryś mój podopieczny nie współpracuje. I żeby mi nie właził do łazienki, kiedy sikam, bo już i tak napatrzył się na mojego kutasa, gdy kochaliśmy się w kuchni przy zmywarce. — Na koniec uniósł spojrzenie na swojego podopiecznego i uśmiechnął się do niego słabo, ale zarówno kącikami ust, jak i oczami.
Chase także na niego spojrzał. Najpierw chciał odpowiedzieć, że spoko, fajnie, że spędza z jego psem czas i że Tank raczej nie oślepnie od widoku penisa, ale widząc ten uśmiech, jakoś o tym zapomniał. Nic nie mówiąc, przechylił się do mężczyzny, złapał za zarośniętą brodę i pocałował. Długo i namiętnie, na ile pozwalał posmak bekonu w ich ustach.
Odpowiedź na pocałunek otrzymał od razu, a do tego mężczyzna przekręcił na bok głowę i przymknął powieki. Poddał się chwili i tej niespodziewanej, ale bardzo miłej pieszczocie. Wysunął nawet język i posmakował ust chłopaka. Westchnął przy tym cicho.
Chase pogłębił pocałunek, czując, że ten jest chciany. Złapał nawet mężczyznę z tyłu głowy jedną ręką, a drugą odstawił deskę z jedzeniem na bok. Mając teraz wolną drogę, naparł na mężczyznę, nie przestając go całować.
Tym razem Courtney jęknął i złapał się ramienia nastolatka. Nie spodziewał się samego pocałunku, a co dopiero, że Chase go tak bardzo przedłuży.
— Nie mów, że smakuję lepiej niż bekon albo że rozmowa o psie cię podkręciła — rzucił z lekkim uśmiechem, gdy udało mu się na tyle wcisnąć głowę w poduszkę, by uciec od ust chłopaka i coś powiedzieć.
Nastolatek zaśmiał się krótko i położył mu dłoń władczo na boku.
— Nie, nie gadka o Tanku. To jak się uśmiechnąłeś, jak opowiadałeś, jak cię pieprzyłem — zamruczał i znowu go pocałował, a po jego gestach i tym, jak coraz bardziej napierał na mężczyznę, można było spokojnie wywnioskować, że chce czegoś więcej niż porannego buziaczka.
— Bo bardzo miło to wspominam — odpowiedział mężczyzna, a że jego chłopak był nagi, widział, do czego to zmierza. — Chase… Nie wiem, czy mamy tyle czasu — dodał po chwili, a i tak przesunął dłonią po jego boku.
— Mogę się pospieszyć — odparł chłopak, nie mając zamiaru się teraz odsuwać, kiedy zaczynał mu stawać. Przechylił też głowę i skubnął wargami szyję mężczyzny, a jego dłoń z boku przeniosła się na krocze kuratora.
Ten odetchnął głębiej i przyciągnął chłopaka za kark do mocnego pocałunku.
— Jak chcesz szybko, to masz szczęście, że wczoraj robiłem sobie dobrze inaczej — sapnął w jego usta. Starał się przy tym nie kopnąć w tacę, bo nie dopili do końca soku, więc coś mogło się wylać.
Zaciekawiony Chase uniósł brwi.
— Wczoraj? Kiedy? — spytał, najpierw masując krocze mężczyzny, po czym wsuwając mu dłoń w bieliznę. Zadrżał lekko, nadal w pełni nie będąc przyzwyczajonym, że jego „dziewczyna” miała penisa. Nie przeszkadzało mu to. Lubił czuć, jak sztywnieje mu w dłoni. Ale to było na swój sposób takie sprzeczne z tym wszystkim, do czego do tej pory był przyzwyczajony.
— Przed pracą… Miałem ochotę, a ciebie nie było — wytłumaczył mężczyzna, równocześnie patrząc na swoje krocze. Bardzo mu pochlebiało, że Chase pchał tam ręce. Nie był więc skrajnym typem krypto geja. Lubił jego ciało, mimo że było niewątpliwie męskie. — A ty coś robiłeś beze mnie? — zapytał, by zachęcić go do jakiejś opowieści. Lubił sprośne rozmowy w łóżku.
Chłopak zaśmiał się krótko, po czym pochylił i ugryzł jeden z sutków Courtneya.
— Gapiłem się lasce na cycki — rzucił z rozbawieniem na twarzy. — Ale ich nie gryzłem jak mojej — zamruczał i znowu ugryzł Courtneya. Korzystając z okazji, że jest niżej, rozebrał mężczyznę pod sobą, a następnie chwycił jego penisa w dużą dłoń. — I trzepałem sobie… o tak — zamruczał, zaczynając ruszać dłonią.
— Mmm… Tak mi mów, prawie ci wierzę, że też mam takiego dużego. — Courtney uśmiechnął się do niego z rozbawieniem, równocześnie unosząc i opuszczając biodra w odpowiedzi na dotyk.
Chase roześmiał się głośno przez tę uwagę, po czym puścił członek mężczyzny i wsunął dłoń między jego nogi. Oblizał wargi i zerknął na twarz przed sobą.
— Potrzebujesz czegoś już teraz, czy mogę pomacać? — spytał, na razie masując jądra mężczyzny od spodu.
— Śmiało. Nie mam obtarć — zachęcił go Courtney, delikatnie odchylając nogę. — Ale chodź tu do mnie bliżej — poprosił, wyciągając dłoń do jego karku.
Chase nie zaprotestował i znowu pochylił się nad mężczyzną, łapiąc jego usta w pocałunku. Jego palce jednocześnie zsunęły się w dół, aż do dziurki mężczyzny. Pomacał ją z zewnątrz i zamruczał nisko. Stęknął, kiedy wsunął opuszkę jednego palca do środka. Jego penis cieszył się na tę eksplorację równie mocno jak sam chłopak.
Courtney zmrużył powieki i ściągnął delikatnie brwi.
— To dużo przyjemniejsze, gdy robi to ktoś inny niż ja sam — zamruczał w usta swojego nastoletniego chłopaka i zadarłszy jedną nogę, otarł się udem o jego biodro.
— Bylebyś za „ktoś inny” rozumiał mnie, a nie byle ktoś inny — zawarczał nisko Chase i na moment, zostawiając jego dziureczkę, chwycił go za nogę i założył ją sobie na biodro. — Kudłate nogi! — Zaśmiał się na koniec i nie dając Courtneyowi czasu na odpowiedź, pocałował go. Otarł się przy okazji o jego krocze swoim penisem w pełnej erekcji.
Kurator był pod wrażeniem tego, jak szybko chłopak sztywniał, a do tego jak bardzo był wtedy… duży. I samo myślenie o jego wielkim kutasie sprawiało, że po skórze przemykał mu łaskoczący dreszcz.
— Cholera… jak ja uwielbiam… twój sprzęt — wydyszał w usta Chase’a, a te rozciągnęły się w uśmiechu.
— Prawidłowo — odparł i zerknął w stronę szafki nocnej. — Masz tam coś, żeby było szybciej? Bo ponoć mamy mało czasu.
— Weź tubkę, jest w szufladzie — zasugerował mężczyzna i odsunął nogi, żeby odwrócić się do niego tyłem i wypiąć trochę. Sam też już sztywniał i bynajmniej nie zamierzał teraz się wycofywać, nawet jeśli powinni niebawem wychodzić.
Chase prawie że rzucił się do szafki, nic przy okazji nie przewracając. I można to było spokojnie uznać za cud. Wyciągnął tubkę i że już wiedział zarówno jak się otwiera i jak śliskie jest nawilżenie, wycisnął go tylko odpowiednią ilość. Nie za dużo, nie za mało.
Nasmarował rowek mężczyzny i swojego penisa.
— Zajebiście się wypinasz — skomentował i ścisnął obiema dłońmi pośladki Courtneya, gdy tylko odrzucił na bok tubkę. Otarł się o rozchylony tyłek. — Długo go czujesz?
— Po seksie? Zależy, jak mocno to robisz. Czasami nawet na drugi dzień i jeszcze potem. Raz czułem prawie tydzień, ale nie z tobą… i nie było to przyjemne — odpowiedział Courtney z niskim pomrukiem, bo nagle zrobiło mu się gorąco od tego ocierania. — Jak… jak się wsuniesz… będę chciał, żebyś coś zrobił, w porządku?
— A jak chcesz, abym się wsunął? — Chase zachęcał go, chociaż też chciał, żeby mężczyzna streszczał się z odpowiedzią, bo już go chciał. Był cały nabuzowany. A poranny seks był dużo lepszy niż poranna masturbacja.
— Spróbuj na raz — odpowiedział Courtney po dość długim zamyśleniu. Odetchnął kilka razy, żeby móc zapanować nad spięciem mięśni, gdy poczuje wielką pałę wchodzącą w jego małą dziurkę. — Tylko rozsuń mi pośladki.
Chase odetchnął ciężko i oblizał wargi. Obejrzał sobie zachłannym spojrzeniem całego wystawionego do niego i dla niego mężczyznę. Rozsunął mu pośladki i mimo słów Courtneya, najpierw wsunął samą główkę z dwa razy, a dopiero po tym powoli zaczął wsuwać się w niego coraz głębiej i głębiej. Masował przy tym ciało mężczyzny i marszczył nos, kiedy ten go ściskał.
Courtney jednak walczył z oporem swojego ciała i tylko oddychał ciężko na pościel. Trzymał ją mocno w palcach i marszczył brwi. Chase za to miał doskonały widok na to, jak jego dziurka desperacko oplata jego członek. Jak wręcz trzyma go w sobie, jakby bardzo nie chciała go wypuszczać. Jakby było jej tak dobrze.
— Okej… a teraz… — Courtney zagryzł wargę i obejrzał się na chłopaka. Był taki pełny! — Poruszaj się chwilę i… — Przełknął ślinę i znowu odetchnął, w sumie nie wiedząc, czy chłopaka to podjara, czy uzna, że jest pojebem, ale… chciał spróbować. — I spróbuj jeszcze wsunąć palec…?
Chase sapnął ciężko. To jednak nie było jedyną oznaką jego nagłego napalenia się na mężczyznę, bo jego penis drgnął w jego tyłku.
— Jeszcze palec? — spytał, chociaż usłyszał bardzo wyraźnie. Przełknął ślinę i najpierw poruszał, jak Courtney mu polecił. Jednocześnie zebrał opuszką kciuka trochę lubrykantu, który wypłynął. Dzięki temu jego palec był wilgotniejszy, kiedy przycisnął go do swojego penisa i szparki mężczyzny, napierając na nią. — Ja pierdolę, jak ciasno. Żadna żyłka ci nie pęknie? — spytał z cieniem rozbawienia, ale rozładowującego napięcie.
— Myślę, że nie. Powoli — poprosił Courtney, zdając sobie sprawę, że tym zagraniem pokazuje chłopakowi, że granice są bardzo… mobilne. Że daje mu zielone światło do eksperymentowania, że gejowski seks nie musi się opierać na „oral-palcówka-wsad-spust”. Że można kombinować i… być przy tym trochę wyuzdanym. Bo czy teraz, prosząc chłopaka, żeby rozepchał go nie tylko swoją wielką pałą, ale też dodatkowo palcem, nie pokazywał się w bardziej obscenicznej odsłonie? Rozpustnej nawet?
— Mhm — przytaknął chłopak, nieświadom jego myśli, ale bardzo zadowolony z tego poranka. — Zajebiście ściskasz — zamruczał i na chwilę zabrał dłoń. Pochylił się nad mężczyzną bardziej i chwycił za jądra, masując je jedno o drugie w mosznie.
Courtney momentalnie przymknął powieki i zamruczał jak rozpieszczony kot.
— Och tak… Tak mi dobrze… — powiedział i jeszcze dla lepszego podziękowania za taką uwagę pościskał jego penisa w swoim wnętrzu. Naprawdę miał wrażenie, że rozmiar Chase’a bardzo mu pasuje. Gdyby nie było to głupie, to mógłby nawet oglądać telewizję, siedząc mu na kolanach z jego członkiem w sobie.
Nastolatek zamruczał i na próbę pociągnął mężczyznę lekko za jądra w dół. Cały czas przy tym poruszał się w tym ciaśniutkim i gorącym wnętrzu.
Courtney ścisnął w dłoni pościel, a czoło oparł o wytatuowane przedramię. Już chyba oswoił się z myślą, że oddaje się w taki sposób swojemu podopiecznemu. Czerpał z tego cholernie dużo przyjemności, a nawet to pociągnięcie za jądra wywołało dreszcz w całym jego ciele. Chociaż głównie w kroczu.
Chase przyjrzał mu się dokładniej i pocałował go w plecy.
— Czemu… mnie tak przyciągasz? — wyszeptał w jego kark i znów mocniej ścisnął i pociągnął jądra mężczyzny. Przy okazji przyspieszył ruchy biodrami. Mieli w końcu mieć szybki seks, bo ponoć im się spieszyło, chociaż on nie wiedział gdzie, skoro Tank nigdzie się nie wybierał, a do szkoły już najwyraźniej nie szedł.
Courtney jęknął głośniej i na chwilę zagryzł pościel. A potem, nie unosząc bynajmniej głowy, wydyszał:
— A czemu ty… mnie tak przyciągasz? Czasem nie… nie mogę przestać o tobie myśleć.
— Bo lubisz moją pałę! — Chase zaśmiał się i objąwszy mężczyznę w pasie, mocno się w niego wbił. Aż drżał i czuł, że tym razem naprawdę będzie potrzebować prysznica.
— Kurwa! — wyrwało się kuratorowi, który poderwał się na rękach i wygiął kręgosłup. Drżał mocno, ściskając w pięściach pościel i chwilę stojąc tak w pozycji na pieska. — Tak… lubię…
— A ja… — Chase urwał, zauważając dopiero w połowie swoich słów, że chciał dodać jeszcze „lubię ciebie”. Zawarczał i chwycił mężczyznę pod brodę, nie pozwalając mu znowu opaść. — Twoją dupę — wydyszał, wciskając twarz w szyję mężczyzny. Był otumaniony przyjemnością, ale jeszcze bardziej tą myślą. To dlatego nie mógł być na niego zły, kiedy ten był tak blisko. Dlatego chciał go całować, dotykać, pieścić? Dlatego chciał go blisko, nawet jeśli… nawet jeśli tak bał się, że okaże się, że ma to samo co matka?
Courtney jęknął głośniej i nadstawił się, trochę szerzej klękając. Jego penis chybotał do przodu i do tyłu za każdym razem, gdy chłopak w niego wchodził. Gdy dosłownie przewiercał go tym swoim grubym penisem. Czuł się jak nadziany na jakiś rozgrzany pal i, niech go ktoś jebnie, jeśli nie było mu z tym fantastycznie.
Chase dobrze go pieprzył jeszcze chwilę. I co prawda nie ponowił wsuwania w niego palca, ale nie dlatego, że nie chciał, a dlatego, że zapomniał o tym, skupiając się na obmacywaniu ciała pod sobą.
— Za… zaraz… — wydyszał znowu, przesuwając dłoń z szyi mężczyzny na jego krocze.
Kurator oblizał wargi i z trudem wyprostował się na kolanach. Odchylił głowę na ramię chłopaka, objął go jakimś cudem za szyję i pocałował go mocno i namiętnie. A przy tym Chase miał okazję czuć miękkość jego pośladków na większej przestrzeni swojego ciała dzięki tej pozycji i w ogóle czuć całym sobą, że ten mężczyzna lubi brać w dupę. A on lubił mu wsadzać i dochodzić w nią. Tak jak teraz, kiedy całując się z nim, trysnął i mocniej drgnął do przodu, dobijając się aż po same jądra w mężczyznę.
— Mmm… Courtney…. — zamruczał, odrywając się od pocałunku, żeby zaczerpnąć powietrza.
Mężczyzna ściągnął brwi i odetchnął głęboko. Popatrzył przez zmrużone oczy na swojego chłopaka i znowu opadł w przód.
— Póki tam jesteś… wsadź palec — przypomniał mu i szybko sięgnął do swojego penisa, żeby i sobie strzepać.
Chase nie odpowiedział, ale zamruczał na potwierdzenie. Wyprostował się, żeby lepiej widzieć tyłek swojej „dziewczyny”. Obślinił dobrze kciuk i nim naparł na już bardziej rozluźnione niż na początku wejście. Nadal było ciasno, ale wsunął palec tak, jak jego kurator sobie zażyczył. Nie wspomniał nic o zgięciu go, ale chłopak i tak delikatnie to zrobił.
— Ooo… ooom… nn — zastękał Courtney z przyjemności. Cholera, w seksie rozciąganie było jego słabym punktem, a przez rozmiar chłopaka czuł je bardzo, bardzo mocno. — O kurwa, tak mi rób — wydyszał, szybko, wręcz chaotycznie sobie trzepiąc.
Chase ściągnął brwi, skupiając się. Nadal się nie wysuwając, naślinił kciuk drugiej ręki i ten też wsunął. Z większym oporem, ale dał radę. Dzięki temu mógł ostrożnie rozsunąć wejście mężczyzny na boki, palcami obejmując go za pośladki.
Courtney znowu jęknął i przez chwilę tylko dyszał na pościel oraz drżał mocno. Był rozpalony. A gdy wznowił masturbację, wystarczyło kilka ruchów, żeby nagle wystrzelił na pościel i stęknął z rozkoszy.
Chase też jęknął, widząc go takiego. Od razu pochylił się do niego i mocno objął, całując po ramionach i nie wiedząc po co, jeszcze poruszając biodrami, a co za tym idzie, też penisem w mężczyźnie.
— Chyba… chyba nie było zbyt szybko…
— Mmm… ale bardzo dobrze — odmruczał mężczyzna zupełnie otumaniony przyjemnością, spełnieniem i wszystkimi emocjami. Czuł się tak dobrze fizycznie, ale też psychicznie, bo Chase był blisko i chyba nie był na niego już tak wściekły jak wcześniej. — I to… będę czuł jeszcze długo.
— I będziesz tym demoralizował Tanka? — spytał Chase, po czym przewalił ich obu na bok, żeby mogli się jakoś ułożyć i złapać oddech.
— Nie pozwolę mu się już nago oglądać, bo zboczeniec z niego się zrobi i zacznie mi jakieś suczki do domu sprowadzać — odpowiedział kurator z lekkim uśmiechem, przekręcając się w stronę chłopaka. Pogłaskał go po klatce piersiowej.
— Jak będzie uczył się od pana, to pieski albo suczki z kutasikami. — Chase zaśmiał się głupio i chwyciwszy rękę mężczyzny, przyciągnął go mocniej do siebie, całując w usta. Lubił je. Lubił też tyłek mężczyzny oraz jego ciało, ale… czy to wszystko naprawdę oznaczało, że jego całego lubi? Cholera, miał na ten tydzień dość problemów na głowie, żeby taki też mu się na nią zwalał.
Kurator za to, nieświadom jego myśli, ucieszył się na ten gest. Brakowało mu tego w ostatnim czasie. Przytulania się, całowania… Kiedy nie miał nikogo na stałe, jakoś nie odczuwał tego tak bardzo. A teraz, mając już chłopaka, tęsknił do czułości.
— Mmm… Wypijemy sok, skoczymy się umyć i jedziemy odebrać naszego czworonożnego zboczeńca, tak?
Chase spojrzał mężczyźnie w oczy. Nie wiedział, co myśleć. Ostatnio non stop nie wiedział, co myśleć. Skinął więc tylko głową, zostawiając decydowanie o czymkolwiek Courtneyowi.
— Dobra.
Mężczyzna popatrzył mu głębiej w oczy i pogłaskał go po głowie.
— Coś nie tak? — zapytał ostrożnie.
Chłopak zawahał się, a w końcu pokręcił przecząco głową.
— Nie. Jest okej. Ale co? Razem pod prysznic?
Courtney zmrużył powieki, jeszcze moment go analizując, ale obiecał sobie nie naciskać. Pokiwał więc głową i posłał mu delikatny uśmiech.
— Tak. Chodź, kleimy się, a ty mnie dodatkowo mleczkiem naładowałeś — rzucił i w końcu uniósł się. Ale zanim wstał, jeszcze sięgnął po niedojedzonego tosta, by go skończyć i zapić sokiem. Nie przejmował się, że siedzi ociekającym tyłkiem na pościeli.
Chase też się uniósł i spojrzał na jego plecy, bo akurat tak się do niego odwrócił. Przygryzł wnętrze policzka, bijąc się z myślami, po czym przysunął się do niego i objął od tyłu w pasie. Położył mu brodę na ramieniu.
— Ej…
Courtney z kęsem tostu w ustach odchylił głowę, żeby móc chociaż trochę na niego popatrzyć. Przy tym położył mu dłoń na przedramieniu, którym został objęty.
— Co, skarbie? — zapytał niewyraźnie i przełknął.
Chase uniósł wyżej brwi, słysząc, jak został nazwany. Uśmiechnął się pod nosem.
— To chyba pierwszy raz, jak mnie tak nazwałeś.
Courtney zamrugał z zamyśleniem i w końcu przytaknął.
— Mhm, chyba tak. W porządku? Chyba tak, jak się uśmiechasz — stwierdził, samemu delikatnie unosząc kąciki ust.
— Jak prawdziwa dziewczyna do swojego chłopaka. — Chłopak zaśmiał się krótko, po czym trochę spoważniał. — Ale… ten, nie o to chciałem.
— Mhm? — dopytał Courtney, olewając na razie sok na korzyść skupienia się na chłopaku. Pomasował go przy tym po przedramieniu.
— No, bo…. — zaczął Chase z oporem psychicznym i niepewnością. — Jak Tank zostaje u ciebie, nie? To… też mógłbym? Tak trochę? I, no, sorry za tamto i w ogóle…
Courtney popatrzył na niego od razu inaczej i położył mu dłoń na policzku.
— Jasne, że możesz zostać. Poinformuję twoich dziadków, chyba że sam to zrobisz, jak podjedziemy po trochę twoich ciuchów. I spokojnie, nie jestem zły. Ja też przepraszam — dodał z lekkim, pocieszającym uśmiechem. Wiedział, że to nie koniec problemów, że nad Chasem wciąż wisiało widmo choroby, ale przynajmniej dozna tu jakiegoś komfortu i może psychicznie odpocznie.
Chase odetchnął wyraźnie i na sekundę mocniej ścisnął mężczyznę w swoich ramionach.
— To… dzięki. — Uśmiechnął się trochę na siłę, chociaż naprawdę było mu lżej, że nie musi wracać do domu swoich dziadków.
— Nie ma sprawy. — Courtney sięgnął po szklankę, dopił sok, odstawił ją i jeszcze cmoknął Chase’a w policzek. — To plan jest taki. Jedziemy po Tanka, potem po twoje rzeczy i wracamy tu ze wszystkim. Potem zostawię ci klucze, pojadę do pracy, a ty skombinujesz od kumpli to, co cię ominęło w szkole i widzimy się pod wieczór w domu. W porządku?
Chase skinął energiczniej głową i jeszcze pocałował w policzek swoją „dziewczynę”, po czym wstał żywo z łóżka. Uśmiechnął się jeszcze krótko i skinął na Courtneya, samemu jako pierwszy wychodząc z sypialni wprost do łazienki. Miał lepszy humor niż chwilę temu, ale nie była to pełnia szczęścia. Nadal martwiła go ta pląsawica Huntingtona i to, co chciał dziś powiedzieć w czasie seksu oraz to, co się z tym wiązało. Ale… miał dobry seks, jechali po Tanka, mógł zostać u Courtneya i odpocząć. Przy tym wizja nadrabiania zaległości z dwóch dni w szkole nie martwiła go aż tak bardzo. Tym bardziej, że widząc się przy biurku przy zeszytach, widział swojego kuratora pod tym samym biurkiem, przy jego kroczu.

***

Szatnia w szkole publicznej, do której chodził Chase, nie była duża, ale teraz nie aż tak zapełniona uczniami, jak zaraz po zwykłym WF-ie. Po zajęciach pozalekcyjnych z koszykówki, na które zapisał się Chase wraz z kumplami, ludzi było mniej i dało się spokojnie wziąć prysznic, nie martwiąc się, że zaraz stuknie się któregoś ucznia penisem w tyłek.
— Padam, kurwa. Nie sądziłem, że będzie to takie męczące. Ale z tą rozgrzewką koleś przesadza, lepiej by było dłużej pograć — marudził Roy, wystawiając twarz do wody płynącej z słuchawki prysznicowej.
— No, przegina. Nie zapisałem się przecież na bieganie, a na kosza. — Chase był podobnego zdania. Mył się, mówiąc głośno, żeby w ogóle ktokolwiek mógł go usłyszeć mimo strumieni wody uderzających w jego ciało i podłogę.
Roya miał po swojej lewej, Gabriela po prawej, a Raphael uwinął się jakoś szybciej i już przebierał się w drugiej części szatni.
— Marudzicie, parówy, i tak lepsze to niż kółko astronomiczne i nazywanie gwiazdek na jakiejś makiecie. Na chuja to komu? Chyba tylko do jakiegoś taniego podrywu — rzucił żartobliwie Gabriel, brechtając się pod nosem głupio.
— Tani czy nie tani podryw, ale zawsze jakiś, Gabe. — Roy rzucił ciętą uwagę kumplowi, który nadal nie miał dziewczyny. W przeciwieństwie do niego, Raphaela i Chase’a. Jego co prawda była tymczasowa, ale jednak była. A to się już liczyło. Był o stopień wyżej w męskiej hierarchii.
— Ale nie każda na to leci — dodał mimochodem Chase, kończąc się myć i idąc do szatni, żeby się ubrać.
— A ty na co swoją złapałeś? — zagadał kumpel Roya, idąc jego śladem i po drodze przewiązując się w pasie ręcznikiem. Mimo że był czarny, to Chase miał większą pytę, a to go zawsze irytowało, więc nie lubił stać obok niego chociażby przy pisuarze.
— Na słodkie oczka i wędkę z kutasa. — Chase zaśmiał się, stając przy ławeczce i bez pardonu wycierając sobie w ręcznik krocze. Dopiero po tym się nim obwiązał i otworzył szafkę, żeby wyjąć ubrania.
— Wędkę z kutasa, debil jesteś! — Roy zaśmiał się, również otwierając szafkę.
Raphael, który już w pełni ubrany siedział obok na ławeczce i bawił się telefonem, spojrzał na nich w górę.
— Na coś trzeba, co nie? W ogóle Shirley mnie cisnęła, żeby zrobić jakąś podwójną randkę, ale Gabe nie ma laski, więc zostaje mi ktoś z was. Co wy na to?
— Ja odpadam — odmówił od razu Chase. Przecisnął zaraz po tym koszulkę przez głowę, nadal mając na biodrach tylko ręcznik.
— A to czemu? I coś szybko negujesz, bracie. — Roy zaciekawił się i uśmiechnął zaczepnie, jakby szukał sensacji. A może trochę też tak było, bo ciężko było mu uwierzyć, że Chase nie dość, że ma penisa większego od niego, to jeszcze by miał super laskę.
— Poza tym, co już wam mówiłem? — prychnął Chase, naciągając w końcu bieliznę na tyłek. — To ostatnio mamy małe spięcie. Więc poza jebankiem nie jest nastrój na randkowanie.
— Ale, stary, nie mówię, że już teraz. Może być za tydzień, dwa. Mi się też aż tak nie chce — odpowiedział leniwie Raphael, opierając się o szafkę plecami i patrząc na kumpli i brata, który dołączył do nich. — Chyba dwa tygodnie się nie będziecie żreć.
— Nie wiem. — Chase wzruszył ramionami. — Świnie mi straszną podłożyła. Jest dziwnie — dodał markotnie.
— Ej, ale to o co poszło? — Gabriel trącił go łokciem, popatrując na niego z braterskim zrozumieniem tymi swoimi małymi oczkami. — Nie rozpadacie się chyba, kurwa, co?
— Nie, chyba nie. Nie chcę chyba, więc nie. Ale tak głupio jest jakoś. Wiecie, no… tak chamsko mi się wpierdalała w moje sprawy, trochę się pożarliśmy… a na razie jest spokój po podwójnym numerku. — Chase starał się lawirować między słowami, żeby za bardzo nie mówić kumplom, co się wydarzyło. W końcu też dlatego, że nie chciał o tym rozmawiać, nie nocował u żadnego z nich po tym, jak Courtney wyskoczył z tą chorobą Huntingtona. A on nadal nie wiedział, co w związku z tym zrobić.
— Seks dobry na wszystko. Nie macie nawet pojęcia, ile razy puknąłem tylko dlatego, że laska potrzebowała seksu pocieszeniowego po jakimś syfnym rozstaniu czy przejechaniu kota przez samochód — prychnął Roy, siadając na ławeczce i ubierając buty.
Poza nimi w szatni było kilka osób, które kręciły się od pryszniców do szafek, ale nikt się nie wtrącał, tylko co raz ktoś rzucił im „nara” na pożegnanie, wychodząc. Chłopcy odpowiadali tym samym, co jednak nie zaburzało całej rozmowy.
— No serio, jakoś tak lepiej jest po, jak się wyżyjesz. Tym bardziej, że Courtney jest serio w tym niezła. Zajebiście się doprasza, jak już się pieprzymy. Tylko, no… cholera — burknął, wracając do szybszego ubierania się. — Ej, jak myślicie, jest sens się wkurzać dalej dla samego siebie, jak już nawet się miało śniadanko do łóżka?
— Uuuuu! — rzuciła chórkiem cała trójka, patrząc na niego z zazdrością.
— Masz śniadanie do łóżka? Weź, ona nie chce jakiegoś trójkąta miłosnego może? Bo bym się dołączył. — Gabriel zarechotał głupio. — Ja bym wybaczył, chyba że serio coś ci wiesz… tak wrednie i perfidnie zrobiła.
Chase skrzywił się, zastanawiając się, czy wygrzebanie informacji o jego matce, a potem nasłanie na niego gliniarzy było „wredne i perfidne”.
— Nie wiem, no… Chyba trochę w dobrej wierze, ale chujowo wyszło.
— Jak w dobrej wierze, to chyba możesz jej wybaczyć.
— No nie wiem, raz mi jedna w dobrej wierze zrobiła kanapki do szkoły i miałem takie sranie, jakiego kosmos nie widział, bo idiotka zapomniała, że wędlina stała w jej lodówce chyba, kurwa, rok. Nie wybaczyłem piździe — rzucił od siebie Roy i sięgnął po plecak.
— Hahahahaha, kuuurwa, chciałbym to zobaczyć! — Gabriel roześmiał się z kumpla jak głupi, a Roy obdarzył go tylko zblazowanym spojrzeniem.
— Ej, w ogóle, masz seks, to co się masz wkurwiać? — zwrócił się ponownie do Chase’a. — Chyba na jej dupie ci zależy, a nie, jakieś miłostki głupie?
Chase zaciął się na chwilę, a wspomnienie tego, co chciał powiedzieć w czasie ostatniego porannego seksu, wróciło do niego jak bumerang, którego nie zauważył i uderzył go w tył głowy.
— Niby… ale…
— Ale co? — Roy spojrzał na kumpla jak na głupiego. Sam był typem podrywacza i jedno-nocnego kochanka.
Raphael też czujniej na niego zerknął, a Gabriel palnął, wskazując go palcem:
— Zabujałeś się!
— Co?! NIE! — odkrzyknął od razu obronnie Chase. — Nie zabujałem się, cholera, tylko… tylko, kurwa no, dupa ci żarcia nie zrobi.
Gabriel jednak dalej się śmiał, wiedząc swoje, a Raphael kopnął go w piszczel.
— Ubieraj się, a nie brechtaj jak zjeb!
— Hahaha, bronisz go, bo sam się zabujałeś, pało!
— Dojrzyj, człowieku… — Młodszy z braci wywrócił oczami, ale nie zdementował słów Gabriela. Zagapił się tylko na swój telefon.
— Ja pierdolę, ale się porobiło. Gruchanie, jebanie, śniadanka, to może wy, kurwa, nie idźcie na wspólną randkę, tylko na wspólny ślub! — Roy zaśmiał się głośno i było mu wyjątkowo wesoło, aż Chase nie pchnął go na szafki.
— Zamknij się już, kurwa, bo sam prędzej będziesz się hajtać, bo jakąś pizdę zaciążysz.
Roy momentalnie spoważniał i uniósł dłonie, a Raphael wstał i położył dłoń na ramieniu Chase’a.
— Hej, spokojnie. Nie ma powodu do kłótni. Wyluzuj, Chase.
Ten od razu się odsunął, także unosząc dłonie.
— Jestem, kurwa, wyluzowany, tylko niech się, kurwa, zamknie z takimi chujowymi tekstami. Nikt nie będzie się tu żenić ani nic z tych rzeczy.
Gabriel stał z boku z krzywą miną, nie bardzo ogarniając, jak się zachować, Roy rzucił Chase’owi pełne irytacji spojrzenie i wyszedł z plecakiem na ramieniu, a Raphael westchnął ciężko.
— To koniec tematu. A ty się, Chase, tak nie rzucaj, bo mimo wszystko to głupie przedrzeźnianie się. Nikt ci obrączki nie kupił — mruknął i skinął na nich. — Zbieramy się?
Chłopak wziął kilka razy głębszy oddech. Był podminowany. I chociaż wiedział, że głupio zrobił, tym bardziej po słowach kumpla, to jednak nie umiał inaczej zachować się w tej sytuacji. Wszystko źle mu się kojarzyło, a te żarciki, że się zabujał… Może i były śmieszne, ale czy nie prawdziwe? Miałby zabujać się w starszym od siebie facecie, który udawał jego dziewczynę i był jego kuratorem? I wcale nie wiedział, czy może w ogóle pozwalać sobie na takie uczucia w obliczu prawdopodobieństwa, że będzie chory na jakąś obleśną chorobę, przez którą może umrzeć, zadławiwszy się własną śliną.
Na razie wyszedł z braćmi „aniołkami” i pożegnawszy się z nimi na parkingu, wsiadł na swój rower, żeby pojechać do pracy. Nie miał pojęcia, czy Courtney będzie w domu, gdy wróci, ale miał klucze, więc nie musiał się o to martwić. Cóż, Courtney o niego dbał. Trochę jak kurator, trochę jak dziewczyna, ale dbał. Niestety nie był wieszczem i wcale nie mógł mu powiedzieć, że jest zdrowy, a każde „wszystko będzie dobrze”… było przecież tylko pustymi słowami.

10 thoughts on “Newton’s Balls – 31 – Niewypowiedziane uczucie

  1. Katka pisze:

    Zuzzia, spoko, rozumiem opinię i przyjmujemy ją. Jeśli chodzi o przesyt seksu… cóż, to prawda, miałyśmy w pewnym momencie w NB taki moment, że uległyśmy nastoletniej chuci Chase’a XD I to chyba właśnie ten moment. Nie pamiętam dokładnie tekstu, więc patrząc po rozdziałach, trudno mi powiedzieć, czy znów będzie seks niebawem, ale to bardzo prawdopodobne XD Myślę, że jeszcze nadejdzie czas w opowiadaniu, że akcja przeważy i musisz na niego cierpliwie poczekać. Niemniej, to jest, jak widać po spisie treści, trochę tasiemiec (opowiadanie de facto dalej się pisze) i w przypadku takich uznajemy, że możemy pozwolić sobie na trochę rozleniwienia i pisania o zwykłych porankach i sytuacjach z życia wziętych. Tak jest i tym razem, więc na pewno będzie to działać trochę jak FDTS, gdzie też obserwowało się takie wzloty i upadki fabuły. W każdym razie wbrew temu wszystkiemu, mam nadzieję, że będziesz czytać dalej i w pewnym momencie NB będzie Cie satysfakcjonować! :) Dzięki za opinię :)

  2. Zuziia pisze:

    Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że to opowiadanie straciło na jakości. Trochę mało tu fabuły a ciągle tylko seks. Oczywiście miło się to czyta i bardzo dobrze to opisujecie, ale oczekuję czegoś więcej. Trochę te rozdziały są monotonne i nie potrafiłabym ich rozróżnić. Nie rozumiem też zachowań głównych bohaterów czasem. Courtney w ogóle nie zachowuje się jak na dorosłego, odpowiedzialnego mężczyznę przystało. Wcześniej to było fajne i urocze, ale teraz mnie to denerwuje. Ich relacja jest dziwna xDD Napisałam co myślę, ale i tak bardzo lubię to opowiadanie i za każdym razem czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :) Pozdrawiam dziewczyny i weny życzę!!!

  3. Katka pisze:

    Saki, po pierwsze i niezaprzeczalnie – TAK, chcemy zobaczyć art! Czy jest, jak twierdzisz, „beznadziejny”, czy nie, bo tak jak pisałyśmy w poście – nie chodzi nam o zdolności artystyczne, a o sam wkład, samą inwencję i tak dalej, bo mega, mega nam miło, kiedy ktoś tworzy coś w inspiracji naszych opowiadań i w ogóle chce mu się to zrobić :D Takie zaangażowanie megaśnie nas motywuje nawet do pisania, bo widzimy, że się angażujecie w stronę, więc zdecydowanie musisz przesłać! :) Będę na to czekać!
    A co do rozdziału, to super, że się podobał numerek, hehe. Jakoś w ogóle strasznie i nam się udziela ta nastoletnia żądza Chase’a i często jakoś numerki się pojawiają w NB, albo to tylko moje wrażenie XD A wizja randki podwójnej możliwa, ale faktycznie, Chase musiałby się przemóc do chociaż maleńkiego coming outu…
    Dzięki za komentarz! :D

  4. saki2709 pisze:

    To było takie awww <33333 Chase się zabujał. Teraz tylko czekać, aż odważy się to wyznać Courtney'owi. Na szczęście gniew mu trochę przeszedł. Nie było fajnie się patrzeć, jak był fochnięty na swoją "dziewczynę". Numerek, który miał być szybki, raczej taki nie był. Ale to nawet lepiej. Było gorąco i bardzo przyjemnie się czytało. No i to śniadanie do łóżka <333
    W ogóle rozdział super, tak jak i poprzednie, wybaczcie, że nie komentowałam, jakoś tak wyszło, że odkładałam na później i tak to moje odkładanie wychodzi :/ Szkoda mi Chase'a. Nie dość, że mu życie daje po dupie, to jeszcze może być nieuleczalnie chory. Mam jednak nadzieję, że jest zdrowy. Ale nie dowiemy się tego, jeśli nie pójdzie do lekarza się przebadać.
    Rozwaliła mnie ta rozmowa z kumplami. I ten pomysł z podwójną randką XD Tak sobie wyobraziłam, jak Chase błaga Lucy, żeby z nim poszła, jak kumpel będzie zbyt nachalny XD Wiem, że mało prawdopodobne, bo Chase musiałby jej powiedzieć prawdę, ale nie potrafię opanować wyobraźni.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Pozdrawiam i życzę weny.

    W ogóle to zrobiłam arta na ten konkurs, ale jest tak beznadziejny, że chyba go nie wyślę. Wstydzę się go przed Wami pokazać. No i poza tym nie wiem, czy się wpisuje w kryteria… Mam czas do 23.59… zastanowię się. Może jak uda mi się zrobić dobre zdjęcie… Nie no, nie wiem… Chcecie go zobaczyć?

  5. Katka pisze:

    O., w sumie można by jedno sensowne opowiadanie zrobić w 30 rozdziałach, więc faktycznie 31 to wcale nie tak późno jak na jakiś rozwój, ale nie dziwię się wrażeniu. Boże, i robisz z naszego kukurydzka straszną dajkę XD On tam jednak wolałby tylko Chase’a XD

    Kasia, całkiem możliwe, że to Roy by się odwrócił od Chase’a, chociaż ogólnie Chasa się nie obraca w szczególnie tolerancyjnym środowisku, więc nie dziwi jego skrytość w tym zakresie. Ładne spostrzeżenie odnośnie Courtneya i przyznam, że cieszy mnie, że to widać, ze on tak inicjuje. Bo może w łóżku jest pasywny, może i trochę gra taką rolę „dziewczyny”, ale jednak bardzo często jest tym bardziej zdecydowanym. Chase’owi chyba tego własnie trzeba.
    I oczywiście Tobie też życzymy udanych świąt! :D Jak najbardziej ciepłych, zdrowych i smacznych! :)

    Lolita, cieszymy się :D

    Damiann, dzięki za literówkę ;) Haha, dzięki za życzenia XD Pozwól, że w takim razie pożyczę sobie pieniędzy XD I Tobie też wspaniałych świąt! (pieniędzy też) Ale, ale, jestem zaskoczona tymi porównaniami, którymi uraczyłeś Chase’a :D Takie słodkie i rozkoszne, normalnie jak nie dla niego XD Ale pasują akurat na pewno w kontekście tego rozdziału, bo tak jak widzicie, Courtney sporo inicjuje i ogólnie ogarnia swojego podopiecznego, a ten czasem jest taką sarenką, której trzeba pokazać drogę. No i co kto lubi, jak to się mówi, a Courtney zdecydowanie lubi się kimś opiekować, więc takie inicjowanie mu się podoba :) „A co do tego kutasa Chase’a – nie wiem, jak inni chlopcy, ale szczerze – ja nigdy nie zazdroscilem nikomu rozmiaru penisa, bo kazdy ma swoj i musi sie z nim pogodzic, wiec nie wiem, jak czlowiek moze sie przejmowac takim czyms.” – a to chyba jest troche na zasadzie dziewczyn które zazdroszczą sobie nawzajem cycków. Więc jestem w stanie to zrozumieć XD Czasem nie da się pogodzić z tymi, jakie się ma XD Dzięki za komentarz! :)

  6. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— A ty na co swoją złapałeś? — zagadał kumpl Roy a, idąc jego śladem i po drodze przewiązując się w pasie ręcznikiem.” – ,,kumpel Roya”.
    Przeczytalem rano, ale dopiero teraz skomentuje! Wielkanoc i te sprawy, a jak juz o tym mowa to rowniez zycze pogodnych i wesolych swiat, smacznych jajek i czego tam jeszcze chcecie, same sobie zazyczcie, bo nie jestem dobry w skladaniu zyczen ;P Pomalujcie komus jajeczka ;33
    Na temat seksu sie nie wypowiem, bo dzisiaj przeczytalem 3 opisy z roznych opowiadan i troche mi mozg pulsuje od doznanych wrazen.
    Chase to urocze stworzonko, ktore jest jak zajaczek lub sarenka. Takie plochliwe. Niby silne, a jednak w srodku kruche, jak ciasteczko i mieciutkie, jak kroliczek. I zgadzam sie z osoba na dole – Corn (oprocz seksu, bo Chase tez chyba czasem wychodzi z inicjatywa) (czuje jakbym skopiowal slowa Kasi o xD) pierwszy wszystko zaczyna. Osobiscie nie lubie, jak ja musze wszystko robic za kazdego i podziwiam Kukurydze, ze mu sie tak chce i wytrzymuje z Chasem, bo to taka niezdara jesli chodzi o milosc.
    Gdybym mial wybierac, ktory ze znajomych Chase’a by go zaakceptowal – wybralbym tego najspokojniejszego. Raphaela. Chyba jest normalny. A co do tego kutasa Chase’a – nie wiem, jak inni chlopcy, ale szczerze – ja nigdy nie zazdroscilem nikomu rozmiaru penisa, bo kazdy ma swoj i musi sie z nim pogodzic, wiec nie wiem, jak czlowiek moze sie przejmowac takim czyms. Gabriel ogarnij sie xD
    Ale chcialbym zobaczyc, jak Chase bez pardonu wyciera swojego czlonka xD Niech ktos zrobi takiego arta, prosze xD

  7. Kasia pisze:

    Ależ mnie rozbawił Roy i jego zazdrość o penisa, hehe – chociaż laska mogłaby być brzydka jak już Chase ma większego 😆 Albo niech im się nie układa – to praaawdziwa przyjaźń jest :) Ale tak to już między chłopakami jest. Nie zdziwię się jak to właśnie Roy odwróci się od Chasea jak wyda się jego sekrecik. No ale do tego na pewno jeszcze kawałek czasu. A że Chase się zabujał to mega oczywiste i jakże słodziaśne, tylko ze chłopak się męczy teraz jak już go olśniło. Chyba w tym związku to Courtney będzie musiał zawsze być tym co to wychodzi z inicjatywą, nie mówimy o seksie oczywiście, bo tu Chase naprawdę sobie radzi. Świetne było to poranne bzykanko, a kudłate nóżki mnie powaliły :) Bardzo dziękuję dziewczęta i zdrowych pogodnych Świąt Wam życzę, smacznego jajeczka oraz mokrego dyngusa 😙

  8. O. pisze:

    Wiem, że 31 rozdział to nie tak szybko, ale jednak powiem, że szybko coś zaczyna się kiełkować. Może też dlatego, że oni mają taką dynamikę między sobą :)
    Oh, może jeszcze Corn poprosi o dildo?:D Haha ciekawa jestem, co by powiedział o penisie Szefuńcia NE i Lenny’ego xD A może wszystkie trzy na raz by chciał?:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s