Newton’s Balls – 30 – Nie być kimś, kto krzywdzi

Courtneya martwiło już to, że Chase nie odpisał na jego smsa, ale zaczął się poważnie niepokoić dopiero następnego dnia. Napisał mu kilka kolejnych wiadomości i próbował się do niego dodzwonić, ale nie było żadnego odzewu. Po południu, kiedy wyszedł z sądu i miał trochę czasu, udał się do szkoły chłopaka. Nawet mignął mu gdzieś na parkingu Philip Newton, który jak zwykle wyglądał jak zastraszone zwierzątko. Włóczył się sam, pogryzając słone paluszki i chyba czekając na jakieś zajęcia pozalekcyjne. Nikt do niego nie zagadywał, a on był zajęty wgapianiem się w ekran telefonu. Nie Philip jednak był jego celem, a Chase. Każdy z nauczycieli, z którymi dzisiaj chłopak miał mieć zajęcia, powiedział mu, że Chase’a w szkole nie było. To już wywołało w kuratorze większe poczucie zmartwienia. Mężczyzna znał ten światek, wiedział, w czym siedzi i jak potrafili reagować ludzie z takiego środowiska, w jakim wychował się Chase. Skrajności były olbrzymie i chłopak z jednej strony mógł zrobić komuś krzywdę, sobie krzywdę lub pójść w kierunku jakichś używek. To ostatnie na szczęście Courtney raczej wykluczał, bo dotąd Chase nie miał takich zapędów. Nie był jednak pewien reszty, a to już było znacznie bardziej niepokojące.
— Nie, nie wrócił na noc — oznajmiła mu Ester Lash, kiedy prosto ze szkoły pojechał właśnie do domu dziadków Chase’a. Nie pomagało mu, że babcia chłopaka bała się go z racji pełnionej przez niego funkcji, ale i tak nie mogła mu pomóc, skoro nie widziała chłopaka.
Courtney westchnął i obejrzał się znowu w kierunku boksu, który Chase zbudował dla Tanka. Buda też była pusta, więc podejrzewał, że gdziekolwiek chłopak jest, to jest tam z psem.
— Rozumiem, że też nie dzwonił, kiedy wróci, ani nie widzieli go państwo w okolicy? — dopytał jeszcze, kolejny raz niechętnie patrząc na zestarzałe oblicze swojej rozmówczyni. Nawet nie miał szans, żeby ewentualnie poprosić ją o pomoc w przekonaniu chłopaka do zrobienia badań. Jeszcze mógłby zwyczajnie chcieć zrobić jej na przekór, a i nie uwierzyłby pewnie w jej troskę.
— Nie i nie, ale jak coś, to możemy do pana zadzwonić — odpowiedziała Ester z fałszywym uśmiechem, najpewniej modląc się, by już sobie poszedł i nie sprowadził na nią i jej męża problemów. Dowodem jej podenerwowania było ściskanie chudych palców.
— Byłbym bardzo wdzięczny — przyznał kurator i pożegnawszy się, ponownie ruszył do swojego samochodu.
Było coraz gorzej. Sprawdził jeszcze kilka miejsc, w których mógł być Chase, a dokładniej to zwyczajnie jego kumpli. Nie osobiście jednak, a telefonicznie. Od każdego z nich jednak dowiedział się, że ani nie widzieli chłopaka, ani nie mieli od niego żadnych informacji. Courtney więc był w patowej sytuacji.
Na światłach spojrzał na swój zegarek i zastanowił się dokładnie, o której godzinie wczoraj widział się z chłopakiem. Było popołudnie, więc… już ponad dwadzieścia cztery godziny. To oznaczało jedno — musiał poprosić o aresztowanie Chase’a. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby chłopak zwyczajnie odpisał mu na jedną wiadomość, ale nie mogąc ustalić miejsca jego przebywania, nie mógł tego zignorować. Jeśli coś się faktycznie stało, potem miałby wielkie problemy w sądzie, gdyby nie mógł wytłumaczyć, dlaczego nie poinformował o tym władz.
— Kurwa! — warknął i uderzył pięściami w kierownicę.
Kiedy zapaliło się zielone światło, pojechał w stronę jeziora. Może gdzieś tam się szlajał… Postanowił jeszcze chwilę przeciągnąć poszukiwania, bardziej w nadziei na telefoniczną odpowiedź swojego podopiecznego, niż na znalezienie go. Żadne z dwojga się jednak nie wydarzyło, a on martwił się coraz bardziej. Zdecydowanie nie powinien był pozwalać mu wyjść z domu… Powinien inaczej to rozegrać, powinien go zatrzymać, spróbować z nim inaczej porozmawiać, dać mu wsparcie… Ale, do diabła, nie miał pojęcia, jak to zrobić! Chase się zamykał i nie było to zaskoczeniem, ale było cholernie frustrujące. A jemu… jemu zwyczajnie zależało.
Pod wieczór miał już związane ręce. Poprosił o aresztowanie Chase’a Lasha i pojechał do domu, żeby tam zaczekać na jakiś telefon odnośnie sukcesu w poszukiwaniach.

***

Courtney wyszedł spod prysznica po północy, kiedy usłyszał dźwięk swojego telefonu dobiegający z sypialni. Ściągnął brwi i osuszając jeszcze wilgotne włosy ręcznikiem, podążył tam, żeby odebrać.
— Courtney Corn, słucham? — rzucił do telefonu.
— Proszę wybaczyć, że o tej porze. Z tej strony John Morris z komendy głównej, chciałem pana poinformować, że zatrzymaliśmy pana podopiecznego, Chase’a Lasha.
Kurator odetchnął i odrzucił zarówno ręcznik, którym osuszał włosy, jak i ten z bioder.
— Dziękuję za informację. Będę na miejscu w przeciągu pół godziny. Skoro się znalazł, jestem pewien, że da się sprawę wyjaśnić.
— Dobrze, w takim razie do zobaczenia na miejscu.
— Do zobaczenia — pożegnał się z rozmówcą Courtney, odrzucił telefon i pospiesznie zaczął się ubierać.
Przy tym zastanawiał się, gdzie mogli znaleźć Chase’a, co robił, czy był z Tankiem, co w takim razie z psem, czy Chase jest w dobrym stanie, czy nie zrobił nic głupiego… Takie i inne myśli dręczyły jego umysł, aż nie dojechał do celu. Szybciej niż się spodziewał, bo jakoś nie zważał specjalnie na ograniczenia prędkości. Dotarł więc na miejsce jeszcze przed pierwszą w nocy i szybko wszedł na teren aresztu. Po pokazaniu swoich dokumentów, porozumieniu się z pilnującym wejścia policjantem, dostał się dalej.
— Dzień dobry, Courtney Corn. Jestem kuratorem zatrzymanego Chase’a Lasha — przedstawił się gliniarzowi siedzącemu przy masywnym, metalowym biurku, które odgrodzone było od pomieszczenia wysoką ladą. Widać więc zza niej było jedynie tors i głowę mężczyzny. — Gdzie znaleźliście chłopaka?
Posterunkowy obejrzał mężczyznę od czubka głowy po skraj widocznego znad biurka ciała i odetchnął ciężko. Wyglądał na znużonego.
— Nie wiem, czy pana zaskoczę, czy nie, ale tam, gdzie większość poszukiwanych. W miejskim parku. Był z psem, jeśli pana to interesuje. Ten został przewieziony do pobliskiego schroniska na przetrzymanie.
— Rozumiem. Byłbym wdzięczny za adres schroniska i skonfiskowane chłopakowi rzeczy. Sytuacja jest typowa, więc odbiorę go, jeśli nie narobił żadnej szkody — odpowiedział Courtney z wewnętrzną ulgą. W parku. Podejrzewał, że Chase albo się tam włóczył, albo chciał tam spać.
— Jasne, chociaż przyznam, że czasami nie rozumiem tych waszych zasad — mruknął gliniarz trochę do siebie, trochę do kuratora. Najpewniej miał mu i jemu podobnym za złe, że przysparzają im pracy, kiedy nic poważnego tak naprawdę się nie dzieje. Bo co niby poważnego się stało? Zgarnęli nastolatka, który nie stanowił żadnego zagrożenia, a jedynie zmusił dwóch policjantów do przebieżki przez park.
— Nie ja je ustalam niestety. Przepraszam za kłopot — odpowiedział Courtney, a policjant sięgnął po słuchawkę na swoim biurku i kazał komuś przyprowadzić zatrzymanego chłopaka.
Potem Courtney musiał podpisać odpowiednie papiery, dostał papierową torebkę z portfelem, kluczami i komórką Chase’a, jego plecak z rzeczami oraz adres schroniska, do którego został przewieziony Tank. Uśmiechnął się gorzko, widząc, że to to samo schronisko, w którym Chase pracował.
Po tym wszystkim zdążył zaledwie odwrócić się w kierunku korytarza wiodącego do cel, kiedy wyszedł z niego policjant trzymający dłoń na ramieniu Chase’a. Chłopak wciąż miał kajdanki na rękach i bardzo niezadowoloną minę. Miał też pobrudzone spodnie i koszulkę na klatce piersiowej. Wyglądało na to, że miał kontakt z ziemią. I jeśli faktycznie tak było, to Tank był psim aniołem, że nie zaatakował żadnego policjanta.
Courtney popatrzył mu w oczy, ale nic nie powiedział. Poczekał, aż policjant uwolni ręce chłopaka.
— Dziękuję — zwrócił się do mężczyzny, a następnie do Chase’a. — Pojedziemy po psa. — Po tych słowach odwrócił się i ruszył do wyjścia z komendy. Nie chciał tutaj z nim rozmawiać. No i… sam widok chłopaka poruszył go bardziej, niż sądził. Wciąż czuł się winny.
Chase odwrócił się najpierw do policjanta, który go przyprowadził, potem do kolejnego i zamiast ruszyć za swoim kuratorem, tylko stał, rozmasowując nadgarstki.
Courtney zatrzymał się w miejscu, nie słysząc odgłosów stóp i obejrzał się przez ramię.
— Idziesz?
— Nie wiem. Muszę? — spytał, świadom, że ma widownię.
Kurator zmarszczył nos i uniósł torebkę z rzeczami chłopaka oraz jego plecak.
— Mam twoje rzeczy. Szybciej weźmiemy psa, jeśli pojedziemy moim samochodem. Wybór należy do ciebie — odpowiedział swoim formalnym, pracowniczym tonem, czując na sobie spojrzenia dwóch policjantów. Nie mógł tu rozmawiać z nim inaczej.
Chase, najwyraźniej tego świadom, także zerknął na nich. Miał mu za złe. Teraz nie tylko to, że wyszukał informacje o jego matce i tym, że na pięćdziesiąt procent jest chory na pląsawicę Huntingtona, ale też to, że nasłał na niego gliniarzy.
— A gdzie go zawieźli? Panie kurator? — dodał na koniec, nadal nie ruszając się z miejsca.
— Do schroniska, w którym odpracowujesz swoje prace społeczno-użyteczne — wyjaśnił Courtney formalnym, bezosobowym tonem, mimo że emocje, które czuł, były bardzo żywe i nieprofesjonalne.
— To i tak go nie wydadzą. Tylko w godzinach pracy, czyli od dziesiątej. Nie ma się co spieszyć, panie kurator. — Chase dalej grał na zwłokę. — A już chyba wiadomo, gdzie jestem, jak panowie policjanci mnie zgarnęli — odparł i zwrócił się w stronę jednego z nich, dodając: — W ogóle, spoko robota. Byłem pewien, że mnie nie dogonicie. — Zaśmiał się głupio, ale też gorzko na koniec.
Courtney bez słowa popatrzył za nim i zrobiło mu się jakoś cholernie przykro. Tym razem nie tylko z powodu tego, że ten chłopak miał pod górę, że znowu miał problemy, ale też… że tak go traktował.
Podszedł do niego i położył na ladzie papierową torbę z jego rzeczami, a na podłodze plecak. A potem po prostu zawrócił i wyszedł z komendy.
Zaskoczony Chase popatrzył za swoim kuratorem, a potem na dwóch dość wciętych gliniarzy, którzy niemo oglądali całe to przedstawienie. Zerknął jeszcze raz na torbę ze swoimi rzeczami i znów na policjantów.
— To… mogę iść?
— Tak, twój kurator wszystko podpisał. Spadaj — mruknął mężczyzna zza ciężkiego biurka.
Chase, już nie zwlekając, zabrał swoje rzeczy i z życiem, ale nie przesadnie szybko, wyszedł z komisariatu. Aż odetchnął za drzwiami. Było chłodno i ciemno, ale on był wolny. Do tego wokół komisariatu nie stało więcej samochodów niż jeden radiowóz i, znacznie dalej, Chrysler Courtneya. Nieodpalony, ale widział przez szybę, że jego kurator opiera się rękami i głową o kierownicę, po prostu siedząc.
Chase najpierw miał zamiar oddalić się w drugą stronę i zwyczajnie pojechać do któregoś z kumpli, prosząc tym razem jak kundel z podkulonym ogonem, żeby go przenocowali. Zatrzymał się jednak po dwóch krokach i zawrócił, tym razem kierując się do samochodu Courtneya. Chwilę stał przy nim niezauważony, po czym z głębokim i zrezygnowanym westchnięciem zapukał w szybkę.
Courtney drgnął i spojrzał w jego kierunku. I chwilę tylko patrzył wzrokiem, z którego nie dało się nic odczytać, bo było dziwnie puste. W końcu jednak otworzył okno, choć nic nie powiedział.
Chase odwrócił za to wzrok i rozejrzał się po pustej ulicy. Nie patrząc na mężczyznę rzucił:
— Nic. Tylko sprawdzam, co tu jeszcze robisz.
— Nic. Już jadę.
— No… Dobra, to spoko. Bo… — wzruszył ramionami — no, nie wyglądałeś, jakbyś jechał.
— Potrzebowałem oddechu — wyjaśnił Courtney, tym razem odwracając od niego wzrok na przednią szybę. Wykrzywił się jakoś automatycznie, więc zakrył twarz dłońmi, a łokcie oparł o kierownicę. — Już okej — mruknął, nie odsuwając rąk od twarzy.
Chase uniósł brwi z brakiem przekonania wypisanym na twarzy.
— Ta? Bo nie wygląda, wiesz? Jesteś wkurzony?
Courtney nie odpowiadał dłuższą chwilę, przygryzając przy tym policzek. Aż w końcu popatrzył na niego i zapytał:
— Czy to cię w ogóle obchodzi?
Chase skrzywił się i z racji, że okno było otwarte, a on stał na chodniku jak jakiś krawężnikowy gliniarz i nijak mu się to nie podobało, sięgnął do środka dłonią, otworzył blokadę drzwi i wsiadł.
— Sorry? — spytał, zamiast odpowiedzieć na pytanie mężczyzny. Okej, mógł w głębi siebie przyznać, że zachował się jak dupek teraz na komisariacie, ale… Courtney też nie był w jego mniemaniu zbyt pomocny. I nie ufał mu.
— Zawieźć cię gdzieś? — zapytał Courtney, zamiast odnieść się do tego, co chłopak powiedział. Nie chciał się już tłumaczyć, że chce mu pomóc, że chce go wesprzeć, być dla niego kimś, kim nie potrafią być dla niego jego rodzice czy dziadkowie. Nie chciał teraz tego robić, by nie poczuć, że Chase znowu tego nie rozumie albo nie chce rozumieć. Już nie chodziło o zwyczajną frustrację, ale smutek, jaki się z tym wiązał.
Nastolatek wzruszył ramionami.
— Nie masz za bardzo gdzie — mruknął i sięgnął do papierowej torebki, żeby wyjąć swoje rzeczy. Pierwsze po co sięgnął to telefon. — Spytam chłopaków, czy któryś mnie przekima.
— Możesz nocować u mnie, jeśli chcesz, ale pewnie nie chcesz, więc poczekam. Zawiozę cię do tego, który cię przenocuje — zasugerował kurator i oparł się w końcu łokciem o okno.
Chase najpierw mruknął na zgodę, ale w miarę pisania, kasowania i znów pisania smsa do kumpli poczuł, że coraz bardziej przegrywa z samym sobą.
— A… ten… Gdzie u ciebie? — spytał, plując sobie w brodę. Był przecież na niego zły, ale czemu jednocześnie chciał z nim pobyć? Nie rozumiał samego siebie. I usilnie wmawiał sobie, że pyta o to tylko po to, żeby nie robić sobie przypału przed kumplami, że znowu zachowuje się jak bezdomny.
Courtney odwrócił do niego głowę i chwilę tylko patrzył w jego ciemne oczy. Potem uśmiechnął się słabo.
— Jeśli wciąż chcesz być moim chłopakiem, możesz u mnie w łóżku. Jeśli nie, na kanapie. Nie musimy rozmawiać, jeśli nie chcesz mnie słuchać — dodał, odwracając wzrok i odpalając samochód.
Chase z początku za bardzo nie wiedział, co odpowiedzieć. Wiedział natomiast, że woli spać z mężczyzną w łóżku. Poczuć się chociaż trochę spokojniej po tych nowinach, tym co wyczytał i po kolejnym razie, kiedy Tank był z dala od niego.
— Nie, że nie chcę słuchać… — mruknął po jakimś czasie. — Nie chcę o tym tylko gadać. A ty ciśniesz.
Na odpowiedź znowu musiał poczekać i tylko patrzył, jak jego kurator prowadzi w dobrze mu znanym kierunku.
— Nie będziemy więc o tym rozmawiać — powiedział w końcu. — Nie musimy. Wiesz, że ja… — Urwał i odetchnął cicho. — Nie chcę, żebyś widział we mnie kolejną osobę w swoim życiu, która cię krzywdzi. — Te słowa nie były wiele głośniejsze niż szept. Ciężko mu przechodziły przez gardło, bo było mu przykro, był zgaszony i nie widział żadnego sposobu, w jaki mógłby przynieść ulgę swojemu chłopakowi.
Chase poczuł się wyjątkowo źle, słysząc ostatnie słowa mężczyzny. Skrzywił się nawet i trąciłby go kolanem w kolano, gdyby nie siedzieli w samochodzie.
— Weź, nie gadaj tak.
— Czuję się tak. A nie chcę kimś takim być — odpowiedział Courtney ciężkim głosem i skręcił do swojej dzielnicy. Było już po pierwszej, a on był o wiele bardziej zmęczony niż zwykle o tej porze.
— No bo… no, nie jesteś. Weź, no, bo głupio tak — burknął pod nosem Chase, przy okazji wzruszając jeszcze ramionami. Było mu nieswojo przez to, jak teraz Courtney się zachowywał. Był taki… smutny. Czuł się winny, a przecież nie powinien.
Mężczyzna spojrzał na niego krótko i po chwili zaparkował przy swoim płotku.
— Chodź, Tanka odbierzemy jutro — powiedział i wysiadł z samochodu.
Miał wrażenie, że opustoszała i ciemna okolica wręcz przypomina mu, w jak ciężkiej są teraz sytuacji. Było chłodno i pusto, więc szybko podążył do drzwi. Cienka bluzka z długim rękawem specjalnie go nie ogrzewała, więc nie chciał tu marznąć i tylko skrzywił się w duchu na myśl, że Chase zamierzał nocować przy takiej temperaturze w parku.
Nastolatek tym razem poszedł krok w krok za nim. Na plecy miał zarzucony swój plecak, po kieszeniach poutykane rzeczy, a torebkę z policji zgniecioną w dłoniach. Nie odzywał się bez celu, tylko obserwował swojego kuratora. Był na niego zły, czuł się przez niego winny, przez co jeszcze bardziej zły, a do tego wszystkiego miał do niego pretensje, ale i tak… i tak go chciał. Albo chociaż móc go objąć od tyłu i tak zostać.
Został jednak zaskoczony, a może po prostu uprzedzony. Bo gdy weszli do domu, on sam odłożył swoje rzeczy przy biurku w salonie, a Courtney po zapaleniu lampki na blacie odwrócił się do niego i przytulił. Wcisnął przy tym twarz w zgięcie jego szyi i odetchnął na jego skórę. Powoli, cicho i głęboko. Zacisnął nawet palce na jego ubraniu i ściągnął brwi, wyczuwając jego zapach.
Chase, co tu dużo nie mówić, zaskoczony zachowaniem mężczyzny, nie odtrącił go mimo wszystko. Sam objął go jednym ramieniem w pasie, a drugim w ramionach, mimo że nie był pewien, czy powinien to robić. Uznał to jednak za coś wyjątkowo uroczego ze strony Courtneya, czemu nie mógł się oprzeć.
— Ej no… — zamruczał tuż przy jego głowie, jakby z pretensją, ale przy tym całą swoją postawą pokazywał coś zgoła innego.
Mężczyzna w odpowiedzi tylko mocniej go ścisnął i chwilę jedynie się przytulał. Chyba sam też nie chciał rozmawiać. Chciał być blisko niego.
— Jest chłodno — szepnął w końcu.
— I trzeba cię… rozgrzać? — spytał Chase dość pokracznie. Z drugiej strony, co innego dla niego mogło znaczyć takie stwierdzenie mężczyzny? I to kiedy ten był tak blisko.
— Mhm… Chodź do łóżka. Jutro się umyjesz — poprosił Courtney i odsunąwszy się, zdjął mu przez głowę koszulkę.
Chase wziął głębszy oddech, czując, jak nagle robi się dziwnie intymnie. Sam nie chciał zachowywać się zbyt głośno. Zamiast więc odpowiedzieć, pochylił się do ust swojego kuratora i pocałował je, skubiąc co raz to dolną, to górą wargę.
Kurator przymknął oczy i odetchnął ciężko, od razu odpowiadając na pieszczotę. Niespiesznie jednak, zaledwie muskając ustami wargi chłopaka. Przy tym powoli cofał się w kierunku skąpanej w ciemności sypialni i jednocześnie rozpinał spodnie Chase’a.
Ten nie narzekał, nie protestował, tylko powoli szedł za mężczyzną, teraz trzymając się za szlufki od jego spodni. Całował go po drodze co jakiś czas, nadal nic nie mówiąc. Nie chciał rozmawiać, nie chciał dzielić się problemami, słuchać rad ani dowiadywać się, co powinien lub nie powinien robić. Teraz jedyne, czego chciał, to trochę spokoju, przyjemności i miejsca, gdzie będzie mógł odpocząć. Przyjemnie i może nawet aktywnie odpocząć.
Kiedy opadli na łóżko, nie kłopotali się zapalaniem światła. Nie burzyli ciszy żadnymi słowami, a jedynie swoimi głośniejszymi oddechami i cmoknięciami. Chase został pozbawiony spodni i bielizny, a potem ujrzał, że i Courtney całkiem się rozebrał. A potem mężczyzna dotykał go, gdzie tylko sięgnął, choć nie było w tym pośpiechu, nerwowości. Jakby chciał go bliżej i dokładniej poczuć, zapamiętać każde miejsce i dać mu przy tym dużo przyjemności.
— Już jest cieplej — szepnął, ale nie pozwolił chłopakowi odpowiedzieć, bo znowu go pocałował i zsunął dłoń na jego krocze.
Chase wciągnął świszcząco powietrze, a po jego ciele przeszły dreszcze. Nie było mu jednak zimno, a bardzo przyjemnie. Dał się jeszcze przez moment tak dotykać, aż naraz nie przewrócił Courtneya na plecy. Przy tym zatkał mu usta dłonią, nie pozwalając tym samym wydać żadnego dźwięku. Kiedy już klęczał nad nim, przystawił palec do własnych ust, nakazując mężczyźnie milczenie tym gestem i dopiero zabrał dłoń. Nie chciał rozmawiać. Miało być cicho.
Było absolutnie ciemno, więc nie widział oczu swojego kuratora, ale ten popatrzył na kształt jego sylwetki i zrozumiał przekaz. Dotknął jego boków i pomasował go w dół ciała, po udach. Odetchnął tylko głębiej, a chłopak poczuł, że zesztywniał. Spojrzał w tamtym kierunku mimo ciemności. Chwilę myślał i w końcu doszedł do wniosku, że to mu wystarczy. Położył się więc bardziej na mężczyźnie, podpierając się jednym łokciem z boku jego głowy. Drugą dłonią sięgnął między ich ciała, układając dwa sztywne penisy obok siebie, między ich brzuchami. Poruszył się, zaczynając się tym samym ocierać o swoją „dziewczynę”. Do tej pieszczoty szybko dołączyły pocałunki.
Usłyszał tylko ciche stęknięcie, ale nic więcej. Courtney nic nie mówił, poddawał się tej chwili, zachowywał specyficzną prywatność i intymność, która ich ogarnęła. Czerpał z dotyku Chase’a, jego ciepła, oddechu, zapachu… Wszystko było takie intensywne, dodatkowo wzmocnione ciszą i ciemnością. Dotykał go, jakby chciał mu pokazać, że tęsknił. Odpowiadał na ruchy, przesuwał się po pościeli i coraz bardziej podniecał.
A chłopak coraz żywiej się o niego ocierał i coraz mocniej go całował. W końcu też chwycił w dużą dłoń oba ich penisy i zaczął je wspólnie pocierać. Wybrał to rozwiązanie, bo nie był pewien, czy może inaczej. Czy Courtney nie będzie miał jakichś zastrzeżeń, jeśli zrobią coś więcej. Na orala też go nie namawiał, skoro nie mył się od wczoraj. A naprawdę, mimo tego wszystkiego, co bezmyślnie nieraz robił, nie chciał go złościć.
Z takiego ocierania obaj mieli przyjemność i widział to i czuł. Bliskość, jaka temu towarzyszyła, była chyba najlepsza. Do tego reagowali w podobnym tempie i odpowiadali takimi samymi pieszczotami. Mężczyzna pod chłopakiem pozwolił sobie na zupełne zapomnienie, zamknął oczy i miał wrażenie, że kołyszą się niezwykle długo. Było mu w tym tak dobrze, że nie chciał kończyć, a jednak intensywność rosła i wzmagała w nim coraz większe gorąco. Aż w końcu wbił palce w łopatkę Chase’a, przycisnął się do niego mocno i doszedł z głuchym, cichym jękiem.
Chase aż przystanął na moment, żeby w ciemności dostrzec chociaż część reakcji mężczyzny na orgazm. Podobało mu się, jak otwierał przy tym usta, jak się spinał, jak jego brwi się marszczyły, a ramiona napinały. Nie przeszkadzało mu nawet, że poczuł paznokcie na skórze pleców.
Pocałował go mocno, a następnie tylko przykleił swój policzek do policzka Courtneya, unosząc w tym samym czasie swoje ciało, a w szczególności biodra. Klęcząc z głową pochyloną w dół, było mu dużo łatwiej poruszać swoją dłonią, aż do momentu, kiedy trysnął nasieniem na tors i brzuch kuratora.
Ten oddychał już znacznie równiej i głębiej. Patrzył na ciemny zarys sylwetki swojego podopiecznego tuż nad sobą. Pogłaskał go po boku twarzy, rozluźnił palce na jego plecach. Miał wrażenie, że obaj się gotują, a on wcale nie chciał odsuwać się od źródła tego ciepła. Mógłby wręcz przy nim spłonąć i nie miałby nic przeciwko.
Chase jeszcze chwilę oddychał ciężko, wyciskając ze swojego penisa ostatnie kropelki, które wytarł o sutek mężczyzny. Po tym zwalił się tuż obok kuratora. Uśmiechnął się nieznacznie, ale szczerze.
Kiedy Courtney dojrzał ten uśmiech, sam odpowiedział podobnym. Wychylił się i pocałował chłopaka czule. Nic nie powiedział, a jedynie ułożył się przy nim wygodnie i zamknął powieki. Był zmęczony.
Chase nie obejmował go specjalnie czule. Położył tylko rękę nad głową mężczyzny, drugą dotykając samymi placami jego boku. Tak wystarczyło. Nie musiał bardziej się przytulać, żeby czuć, że mężczyzna, jego kurator, z tymi swoimi kolczykami i bródką, jest tuż obok. I jak mógł być na niego zły, czuć się przez niego oszukany, czy żywić do niego pretensje, tak jakoś czuł się spokojniejszy, mając go tak blisko. I co by nie mówić, łóżko Courtneya było dużo, dużo wygodniejsze niż parkowa ławka.

16 thoughts on “Newton’s Balls – 30 – Nie być kimś, kto krzywdzi

  1. Katka pisze:

    Levi, super że to widać że oni tak siebie potrzebują. W sumie za bardzo nikogo innego nie mają poza psem… a co do seksu to masz rację, to jedynie zalążek do porozumienia. Jednak powinni sobie wszystko dokładnie wyjaśnić.

  2. Levi pisze:

    Coś się zaczyna między nimi dziać. Mam nadzieję, że doprowadzi to do rozmowy, na pewno trudnej, ale takiej która wyjaśni między nimi kilka rzeczy. Oni potrzebują siebie wzajemnie, potrzebują oparcia i bliskości drugiej osoby. To zbliżenia tak naprawdę było chyba tylko wstępem do porozumienia, samo w sobie nic nie załatwi.
    Weny życzę ;)

  3. Katka pisze:

    Kaczuch_A, ooo, super, to czekamy niecierpliwie na Twoje dzieło! :D Fajnie, ze jednak któryś rysunek podchodzi pod motyw, hehe. Już jesteśmy ciekawe, co się urodziło w Twojej głowie a do tego – więcej rysunków w podziękowaniu = <3 Can’t wait! :D

  4. kaczuch_A pisze:

    Katka, ja trzymam za nich kciuki bardzo, bardzo mocno. Dla Tanka i dla nich samych, bo siebie potrzebują~! A co do konkursu, może się wyrobię, ale teraz wertując temat mam wrażenie że żadna z prac się nie wpisuje, no może jedna xD z tą spróbuję, a reszta poleci jako prezencior w ramach podziękowania za zajebiste wytwory pisarskie no i by nacieszyć oczy~! Więc jedną skończę na 26, a ew. resztę później doślę :)

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, „Tyle desperacji, strachu i miłości.” – chyba dobrze podsumowałaś te emocje. Jestem nawet skłonna przyklasnąć tej miłości. Bo jakoś mi się wydaje, że w sumie już teraz Chase doznał od Courtneya bardziej czułych i pozytywnych uczuć niż od kogokolwiek dotąd ze swojej rodziny. Jeszcze bym się zastanawiała przy ojcu, bo on, jakby nie patrzeć, przejmuje się swoim synem, ale nie okazuje na pewno tego tak jak Courtney. Hahaha ale z Tankiem to 100% racji! Toż ten pies nigdzie nie będzie bardziej szczęśliwy niż w domu, w którym jest Courtney i Chase :D Trzymaj za nich kciuki, to może im się uda :)
    A co do konkursu… hm, jeszcze całe „Coś się zaczyna” nam z korekty nie wróciło, więc jakiegoś mega ciśnienia na szybkie zakończenie konkursu nie mamy, ale jednak chciałybyśmy nie przedłużać. Jakie przesunięcie czasowe by Cię interesowało? Do końca marca?

  6. kaczuch_A pisze:

    Bardzo się zgadzam z tymi osobami, że ten rozdział łapie za serducho, stanowi swojego rodzaju przełom między nimi i jest cudowny. Tyle desperacji, strachu i miłości. Myślę, że ta potrzeba posiadania kogoś bliskiego, kogoś kto się o nich troszczy, kogoś kto kocha, powoli i z wielkimi problemami, ale się wypełnia. Jak dla mnie oni już żywią do siebie mocne uczucia, jednak sami nie potrafią, albo boją się tego nazwać. Z drugiej strony dopiero zaczynają się poznawać. Ale ktoś ładnie to ujął, że nawet jak im nie wyjdzie to będą o sobie pamiętać i będą dla siebie ważni. Niemniej mam nadzieję, że będę razem, może po długiej i bolesnej przerwie, ale będą mieli do siebie taki sentyment i takie silne przywiązanie, że później do siebie wrócą. Rozważam wiele scenariuszy, ale jakoś mimo ich ciężkich charakterów ta dwójka pasuje do siebie. Jeżu życzę im jak najlepiej, Tank lubi kukurydza i dla jego szczęścia powinni być razem o~! Nie wiem, mimo że nie wszystko w tej dwójce bohaterów mi pasuje, to jednak bardzo im kibicuję, i podoba mi się ta parka.

    I taki mały offtop: czy przewidujecie małe przesunięcie terminu na konkurs fanartowy? Miałam urwanie głowy i w ogóle nie mogłam przysiąść do szkicu? A kcem wziąć udział~!

    Weny drogie Panie~!

  7. Katka pisze:

    MoNoMu, spoooko, spamuj dzielnie, tym bardzie że w temacie, więc to nie aż taki spam XD Ale co do tego przypadku – wiesz, może i tak byś trafiła na te artykuły, ale np. nie przeczytała ich, bo nie skojarzyłoby Ci się z opowiadaniem? Chociaż ogólnie takie zbiegi okoliczności są śmieszne. I na szczęście Chase nikogo nie zabił… Dobrze, że Ian ma mocną czaszkę XD Bardzo nas cieszy, że mimo takich komentarzy jesteś podjarana tym opowiadaniem XD Szok wręcz ale bardzo dobrze XD Pozdrowionka!

  8. MoNoMu pisze:

    A trochę sobie posmamuję, a co xD Niesamowicie ten świat się układa, że przypadkowo w jednej gazecie znalazłam dwa artykuły tematycznie pasujące do opowiadania: jeden to przypadek kobiety z pląsawicą, która umarła na zapalenie płuc, bo lekarze odmówili ruszenia tyłków do pacjentki, a drugi… o hybristofilii. Zobaczmy, czy nasza parka się nadaje: kobieta z trudnym dzieciństwem? Jest. Facet, który popełnił przestępstwo? Jest. Współczucie, chęć uratowania i nawrócenia? Jest. Jakby Chase kogoś zabił i wylądował na dożywocie w pierdlu to już by było zupełnie cacy.
    Kiedyś polecałam Kukurydzy endokrynologa (może te cienie pod oczami ma od niedoczynności tarczycy?), ale po lekturze zalecam psychiatrę xD
    A tak serio, to moje ulubione opowiadanie z aktualnie wychodzących, choć moje komentarze na to nie wskazują xD Czekam w napięciu na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam!

  9. Katka pisze:

    Jelis, skończyło się tylko pozornie, bo tak jak mówisz, może ich jeszcze czekać rozmowa. Nic nie zostało w końcu rozwiązane. Ale dobre podsumowanie ogólnie. „Z nim źle, bez niego jeszcze gorzej”. Trochę prawda. Na pewno będzie nie raz między nimi bardzo gorąco… I to niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu.

    Kasia G., oj tam znęcamy… tutaj już było lepiej niż poprzednio. Ale ogólnie masz rację, dużo nastolatków ucieka od problemów, a Courtney za bardzo chyba sam się przejął tym odkryciem, żeby pomyśleć i inaczej to rozegrać. A czy jest to koniec kłótni… Hm, może kłótni jako takiej tak, ale widać, że jednak wciąż cieżka atmosfera panuje. Tak łatwo chyba się nie naprawi. A Tankuś na pewno się stresuje! :( Bidulek… Szybciutko rano muszą go zabrać, bo normalnie oberwał rykoszetem przez ich spiny.

  10. Kasia G. pisze:

    Ależ poważnie się zrobiło, poważnie i przygnębiająco. Czemu się tak znęcacie nad biednym Chasem? Mało ma chłopak problemów? Jeszcze mu jakąś chorobę przytargałyście… Wcale się nie dziwię że tak zareagował, też bym miała pretensje do Courtneya, przynajmniej będąc w tym wieku. Nastolatki raczej uciekają od problemów, kurator powinien to jakoś łagodniej załatwić. A tak trochę się podenerwował. I tak się dziwię że Chase nie poszedł w drugą stronę z tego komisariatu, pewnie dlatego ze nie miał gdzie. Jestem ciekawa czy to już koniec tej kłótni? Niby się pogodzili… no nic zobaczymy. Courtney pokazał trochę swoich uczuć, może Chase się chociaż troszkę przekona że kurator jest naprawdę po jego stronie. Szkoda mi Tanka, na pewno się stresuje nocą w schronisku. Mam nadzieję że szybko go stamtąd zabiorą. Dzięki i pozdrawiam

  11. Jelis pisze:

    Wzruszyłam się 😂 ciesze się, że tak to się skończyło ale czuje ze czeka ich jeszcze jakaś szczera rozmowa, mam wrażenie ze oni ,mimo takiego krótkiego czasu i różnic? Żyją juz zasada „z nim źle, bez niego jeszcze gorzej” (tak, rent 😂) i może to być dla nich niebezpieczne przez ich wiek i prawne stosunki między nimi.. a na prawdę należy im się ktoś komu mogą zaufać i pokochać.

  12. Katka pisze:

    Kyna, niby rozdział trochę bardziej pozytywny w stosunku do poprzedniego, ale jednak na swój sposób mocno wzrusza. Pamiętam wciąż, jak pisałyśmy tę scenę. Tak… intymnie było. Ale bardzo dobrze zauważyłaś, że obaj kogoś potrzebują i że ten związek bez kłótni się nie obejdzie. Mają bardzo specyficzne sposoby rozwiązywania problemów, które niekiedy przynoszą inne skutki, więc może być często bardzo gorąco. Cieszę się, że rozdział Cię wzruszył :) A co im los zaserwuje… Cóż… Wiele przygód. Mniej i bardziej wyboistych.

    Yaoistka, Boże, czytanie o 4 rano rozdziału… Tzn. jeszcze rozumiem dotrwanie do tej 4 i czytanie, ale żeby się wtedy budzić i czytać… XD Szacun. Co do rozdziału – taaak, Courtney mocno się zmartwił bo jednak tak długi okres braku znaku życia jest straszny, kiedy się przy tym wie, w jakim stanie psychicznym była dana osoba, gdy się ostatni raz ją widziało. Mało pozytywne myśli. No i spoko, duchowe wsparcie też dobre ;)

    MoNoMu, już kiedyś ktoś pytał, co Courtney widzi w Chasie i pamiętam, pierdyknęłam mały elaborat na ten temat, więc nie będę pisać drugi raz XD Niemniej tak, chodzi o coś więcej niż seks. Wszystko to, jaki jest Chase, kręci i podoba się Courtneyowi, więc wychodzi z tego taka a nie inna sytuacja. Ale rozumiem, jeśli tego nie widzisz, bo trudno żeby było odwrotnie, skoro nie lubisz Chase’a XD Gusta i guściki, jak to się mówi. Z Courtneyem na pewno byście nie pogadali XD A co do Shane’a… hm, hm, tak, chyba coś z tym było, choć nie pamiętam dokładnie. Musisz to odkryć w miarę czytania XD

  13. MoNoMu pisze:

    Kukurydza zupełnie przestał zachowywać się jak kurator i przeszedł w tryb chłopaka. Czyżby już zakochał się w Chase’ie? Ale niby w czym? Nic w nim intrygującego, pociągającego, przyciągającego lub jakiegokolwiek innego. Bo chyba to, że ma dużego to trochę za mało. Czyżby litość i współczucie? Na czymś takim nie da się zbudować zdrowego związku. Aż dziw, że przy innych podopiecznych Kukurydza zachowuje się profesjonalnie. Czym niby Chase się tak od nich różni?
    Smutny ten rozdział straszliwie, więc tak zapytam na rozluźnienie: było kiedyś wspomniane, że Shane zrobił sobie nowe kolczyki w jego „czułych miejscach” xD Będzie jakaś fajna scenka? ^^

  14. Yaoistka^^ pisze:

    Moze was to zdziwi ale… Wstalam rowno o 4 rano i pierwsza mysl to :rozdział! Wyskakując z łóżka bym sie zabiła ale sie nie przejełam. Porwałam komórke pod pierzynę i czytu czytu… Po przeczytanym rozdzialiku od razu uśmiechnięta poszłam spać.

    Ale tak z innej puszki… Prokuratorek tak sie bardzo martwił!! Sama bym cykała x.x zawsze tak jest! 10 h nie odpisuje spoko… Obrazony/a… Ale juz 20 h… Dzwonie po gliny! :3

    Bosko dziewczyny ^^

    Juz nawet nie bd gadala co z prezentem dla was bo został w świętokrzyskim a ja na śląsku teraz bez przyborów… Eh x.x

    Az mi źle (wstyd) ze z mojej teraz marnej pensyjki wam 10 zł wysłać nie moge 3:

    Pozdrawiam!:)

    A i teraz jestem cichym fanem przez jakis okres xd nie mam sił pisac komci x3 ale was wspieram duchowo :p

  15. Kyna pisze:

    Miałam łzy w oczach, jak czytałam ten rozdział. Oni naprawdę wręcz panicznie potrzebują kogoś bliskiego… W ich przypadku nie obejdzie się bez nieporozumień, kłótni… Być może ich związek wyjdzie na jaw wcześniej niż powinien, co tylko przysporzy im bólu. Nie mam pojęcia, czy to wszystko przetrwają, ale jedno jest pewne. Nigdy o sobie nie zapomną i jeśli kiedykolwiek się rozstaną, będą patrzeć wstecz z żalem.
    Mam nadzieję, że los(wasz plan) im tego oszczędzi.
    Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s