Project Dozen – 58 – Wielki Tom

Dla Tomasa wtorki były naprawdę ciężkie, bo był to dzień, w którym miał mnóstwo zajęć, a do tego wcale nie tak łatwych. Nauczyciele im nie odpuszczali, a on miał ostatnio jakoś mniej czasu na naukę, bo bardziej skupiał się na swoim chłopaku. Dzisiaj jednak wziął się mocno do roboty, przez co po całym dniu, po wpadnięciu do pokoju, po prostu upadł na łóżko, nawet nie zdjąwszy kurtki. I stęknął, co było wyrazem jego wielkiego cierpienia.
— Nie dramatyzuj. — Usłyszał głos swojego współlokatora. Sprzed komputera, bo skąd? Colin chyba był do swojego biurka przyklejony, a nadal miał całkiem dobre oceny. Tomas był pewien, że gdzieś pod biurkiem ma rurkę przekierowaną z komputera do ciała, która przekazywała mu wiedzę. No bo przecież jak inaczej?
— Nnn… Wtorki są straszne. Chodź mnie wymasuj.
Kumpel roześmiał się, ale nie oderwał wzroku od monitora.
— Chyba mnie z kimś mylisz. Nie jestem twoją dziewczyną z komputera.
— Nie mam dziewczyny z komputera… — burknął Tomas, któremu przez wysoką temperaturę w pokoju zaczęło się robić za gorąco. Zaczął więc walczyć z kurtką, równocześnie starając się nie zmienić pozycji leżącej. Nieważne, że łatwiej i szybciej byłoby wstać i się rozebrać. — Poza tym ona by mnie nie wymasowała… Twoja ciebie masuje? Może ci jeszcze trzepie? — dodał ze śmiechem.
— Nie, ale daje dobry striptiz — odpowiedział Colin i słysząc szamotanie, dopiero obejrzał się na kumpla. — Nie łatwiej wstać?
Tomas był już na etapie rękawów obsuniętych do połowy rąk, a że leżał na brzuchu, to chwilowo się dusił, z twarzą wciśniętą w pościel. Ale po kolejnych kilku sekundach uwolnił się, odrzucił kurtkę na podłogę i podniósł zaczerwienioną twarz.
— Łatwe rozwiązania są dla mięczaków! — podsumował.
— Widzę właśnie — odparł z przekąsem drugi chłopak. — W ogóle, nie zapomniałeś pagera?
— Co? — Jak walka z kurtką nie była dla Tomasa wystarczającą motywacją, żeby podnieść się na łóżku i zrobić to po ludzku, tak to pytanie poderwało go na nogi błyskawicznie. Aż zaczął się panicznie rozglądać.
— Głupio pytasz. Mówię, że pager piszczał w pokoju z godzinę temu. I nie mój, bo sprawdzałem — odparł chłopak z prychnięciem i wrócił do komputera.
— Kuźwa… Ale mojego nie sprawdzałeś? — dopytał podejrzliwie Tomas i dopadł do swojej szafki przy łóżku, obklejonej naklejkami z różnych bajek i seriali. I w szufladzie faktycznie znalazł swój pager.
— Nie mój interes — odparł zlewczo Colin i dalej klikał coś w jakiejś grze.
Jego współlokator przestał zwracać na niego uwagę i usiadł z pagerem w głębi łóżka, z czupryną rozburzonych przez szarpaninę włosów i napięciem kumulującym się w piersi. Druga tura zadań już trwała, a on chciał przejść do następnego levelu. Był więc podekscytowany, gdy odczytywał wiadomość.

„Pudełko Frosted Flakes w kuchni na Twoim piętrze.”

I nie wyjaśniając nic swojemu współlokatorowi ani słowa, wypadł z pokoju, zapominając zamknąć za sobą drzwi. Całe szczęście, że nikt normalny nie jadł płatków na kolację. Dopadł do kuchni, zatrzymał się w progu i cichcem zajrzał do środka. Było pusto, więc podszedł do szafki i wziął płatki. Niebieskie, kartonowe pudełko było otwarte, ale w środku, foliowe już zamknięte. Wyjął je więc, a na dnie znalazł małą kopertę z zadaniem. W środku była wydrukowana treść.

„Zadanie nr 2: Puść plotkę o śmierci jakiegoś ucznia — co najmniej 10 osób musi w nią uwierzyć. Czas: dwie doby.”

I to już było wyzwanie! Niestety do głowy Tomasa nie przyszła nagła myśl, która byłaby rozwiązaniem tego zadania. Zdecydowanie mu się podobało. Wiedział, że nie może ot tak powiedzieć komuś, że ktoś umarł, bo tylko by się ośmieszył.
Schował kopertę do kieszeni w spodniach i podążył z powrotem do pokoju. Musiał wymyślić, co ma z tym fantem zrobić.

*

Nie do końca przespał tę noc, bo szukał sposobów na rozegranie skomplikowanego zadania. Według niego druga tura była znacznie trudniejsza niż pierwsza, choć długo po bieganiu z rolkami papieru toaletowego miał zakwasy. Tam jednak wystarczyło wysilić się fizycznie. Tutaj musiał więcej pomyśleć. I niestety, mimo posiadania planu, obawiał się o jego powodzenie, bo było w nim mnóstwo punktów, które mogły pójść nie tak.
Na swoją ofiarę wybrał kolegę z kółka pływackiego — również mającego na imię Tomas. On jednak wolał, żeby mówiono na niego Wielki Tom. Rzekomo od tego, że miał wielkiego kutasa. Z początku Tomas temu nie dowierzał, ale gdy pierwszy raz wspólnie brali prysznic po treningu, okazało się, że… w każdej plotce jest ziarnko prawdy.
Wielkiego Toma wybrał dlatego, że ten był odpowiednio znany, żeby zainteresowano się jego zniknięciem, ale również… odpowiednio nielubiany, żeby ktokolwiek zabiegał o jego szybki powrót. Był potwornie zboczony i Tomas bardzo ciężko znosił jego towarzystwo. Na szczęście nie był przy tym niesamowicie inteligentny, co Tomas również uważał za korzyść.
Jego plan miał jeszcze jedną wadę — fundusze. Co prawda rodzice Tomasa byli całkiem zamożnymi ludźmi, dzięki czemu jego konto wcale nie wiało pustkami, jednak bolało go wydawanie pieniędzy na coś, co wcale nie jest pewniakiem. Niestety nie miał innego pomysłu. Dlatego przed dwoma WF-ami w środę, które również miał z Wielkim Tomem, zagadał do niego.
— Czołem, stary. Słuuuchaj, mam na gwałt pewną propozycję.
— Kurwa, szzzzz, to nie przy ludziach! Jak kogoś gwałcić, to, kurwa, bez świadków! — odpowiedział Wielki Tom z udawaną powagą, ale i tak pierwszy roześmiał się ze swojego sprośnego żarciku.
Uśmiech na jego szerokiej twarzy był czasami paskudny, kiedy towarzyszyły temu takie słowa. Ogólnie jednak nie był najbrzydszym człowiekiem pod słońcem. Ot, przeciętniak lubujący się w wielkich bluzach z kapturami i spodniach, które obsunięte były tak nisko, że wyglądały, jakby srał w nie przez miesiąc.
Tomas udał rozbawionego tym dowcipem i wszedł z nim do szatni. Rzucił plecak na długą ławkę, żeby móc przebrać się w strój sportowy. W pomieszczeniu zbierało się coraz więcej uczniów. W tym Trey, któremu Tomas pomachał, oraz Tyler Page — jeden z jego rywali w projekcie, który pozostawał tak bardzo w cieniu, że czasami Tomas zapominał o jego istnieniu. Musiał jednak teraz uważać, żeby nie zostać usłyszanym.
— Ale wracając do tematu… Strasznie wszystkich cisną na jakieś testy i w ogóle… i nikt nie ma niby czasu dzisiaj się ze mną wybrać. — Wywrócił oczami, jakby nie dowierzał, że te wymówki są prawdziwe albo cokolwiek warte. — A ja mam, kurna, darmowe wejściówki do kina na ten nowy film akcji z… no kurde… Wiesz, to „W ogniu i pocie” z…
— Dianne Krauz! — zakończył za niego Wielki Tom, zatrzymując się z wyciąganiem z szafki swojego stroju na WF.
Trafiony, zatopiony, pomyślał Tomas. Jakże Wielki Tom miałby nie kojarzyć słynnej aktorki porno?
— No właśnie. A mam dwie wejściówki, to może chcesz się ze mną wybrać?
Na twarzy Wielkiego Toma, wzbogaconej w duży nos i pełne wargi, pojawił się szeroki uśmiech.
— Stary! Super, jestem za! Ale nie masz też wejściówek do jej ciepłej piczki? — dodał z rechotem.
— Haha… ha… — Tomas z miną, jakby zjadł cytrynę, spróbował się zaśmiać. A w duchu chciał się skryć w gorącym, męskim i cudownym kroczu Woody’ego. — No niestety nie tym razem… Ale wiesz, jest w sumie jeden, kurcze, problem — podjął, już zdejmując jeansy, żeby ubrać granatowe spodenki.
— No? Weź, jaki niby? — Jego rozmówca też wrócił do przebierania się.
— No bo trzeba bilety odebrać o szóstej wieczór, a sam film jest dopiero o dziesiątej trzydzieści. Pewnie się skończy o chorej porze i… no nie wiem, myślałem, żeby faktycznie skoczyć je odebrać do miasta… pojechać na jakieś żarło większe, doczekać do filmu i przenocować w motelu? Bo nie chce mi się wracać, kurcze, o pierwszej w nocy. Jeszcze nas dyro udusi.
Po twarzy Wielkiego Toma było widać, że trawi ten pomysł i trawi. I nim ukończył ten proces, Tomas już ubrał białą koszulkę, delikatnie opinającą mu się na torsie i odznaczającą sutki, a nawet zdążył zawiązać trampki. I w końcu usłyszał to ubłagane:
— Stoi. Znaczy jeszcze nie, bo to zachowam dla Dianne! — Wielki Tom znów zarechotał. — To lecimy zaraz po szkole?
— Tak, bo inaczej się nie wyrobimy, co nie? Przeszkadza ci, że nie zdążymy skoczyć po jakąś bieliznę na zmianę? — dopytywał Tomas, chcąc, żeby Wielki Tom jak najdłużej był poza zasięgiem innych ludzi. Musieli odczuć, że naprawdę długo go nie ma i nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie jest. Bo jeśli Wielki Tom zdąży poinformować innych o swoim wyjeździe, to cały jego plan spali na panewce.
Na szczęście chłopak machnął ręką.
— Nie no, niby czemu? Te slipy noszę dopiero drugi dzień.
Tomas z trudem powstrzymał się przed grymasem.
— To super. To… no, to po WF-ie spadamy prosto do mojej fury.
— Brzmi jak ta lala!
I wyszli z szatni, żeby udać się na zajęcia. Tomas głęboko wierzył, że zaliczy to zadanie, bo już wiedział, że będzie ono wymagać od niego nie lada poświęcenia.

*

Pierwsze minuty spędzone z Wielkim Tomem w samochodzie w drodze do Newcastle sprawiły, że Tomas rozważał odwrót. Kiedy ten zaczął mu, mimo że Tomas prowadził, pokazywać nagie fotki jakichś lasek na telefonie, włącznie ze zbliżeniem na części intymne… niekiedy od środka, gdy dana pani miała w pochwie wziernik, Tomas zastanawiał się, czy zwyczajnie łatwiej nie byłoby Wielkiego Toma po prostu zabić…
— Wiesz co, zawsze się zastanawiałem, jak one oddają mocz — mówił Wielki Tom, a Tomas wcisnął pedał gazu, chcąc już być w mieście. — One mają tę dziurkę, nie? I jak one panują nad tym, czy ona jest otwarta… — otworzył całą dłoń dla lepszej wizualizacji — czy zamknięta — i zacisnął pięść.
— Eee… — wydusił głupio Tomas. — Może tak, jak ty panujesz nad tym, czy masz otwartą dłoń, czy zamkniętą? Wiesz… no… to nie jakieś ciało obce. Może mają nad tym władzę, jak nad ręką czy nogą.
— Niby… Ale to wciąż dziura — odpowiedział Wielki Tom z wyrazem twarzy, który mówił, że bardzo głęboko rozważa ten filozoficzny problem.
Tomas z kolei chciał zasugerować, że to pewnie działa jak władza nad odbytem, ale nie dość, że w jego głowie brzmiało to jak nazwa bardzo kiepskiej parodii jakiegoś horroru, to jeszcze okazałoby się, że te nisko uwieszone na ciele Wielkiego Toma spodnie rzeczywiście mają taką pozycję przez znajdujący się w nich kał i brak takiej władzy.
Pod kino dojechali kwadrans później, który w umyśle Tomasa trwał chyba miliardy lat świetlnych. Wysiadł z prośbą, żeby kumpel zaczekał, i poszedł odebrać bilety. Oczywiście żadnego pułapu godzinowego nie było, a wszystko to po prostu ściema, żeby jak najszybciej wyciągnąć Wielkiego Toma ze szkoły.
Mimo że bardzo nie chciał wracać do samochodu, to pospieszył się z odbieraniem biletów, żeby jego pasażer nie zdążył zawiadomić nikogo, gdzie jest. Na szczęście, gdy tylko Tomas znów zasiadł za kierownicą, zobaczył, że ten dalej przegląda cipki.
— Mam — oznajmił z uśmiechem.
— Ho, ho, ho! — zawołał Wielki Tom i wziął od niego bilety. Przeczytał tytuł, a potem zainicjował dymanie biletów. — Tak bym robił Dianne. Tak!
— No, byłoby jej dobrze — podchwycił słabo Tomas i czując, że dostanie od tego gorączki, ruszył spod parkingu.
Gdy przemieszczali się dalej ulicami Newcastle, było już ciemno. O tej porze roku niestety słońce zachodziło boleśnie wcześnie. A Tomas właśnie miał przed sobą kolejny punkt planu do zrealizowania.
— Ej, Tom, mam pomysł w ogóle — odezwał się, pozornie jadąc w stronę typowej, fast-foodowej knajpy. — Co ty na to, żebyśmy się zatrzymali po drodze obok sklepu i… ten, spróbowałbyś kupić nam piwo do motelu? Wyglądasz dojrzalej niż ja, to może ktoś ci sprzeda?
Reakcja na taki komplement bardzo pozytywnie odbiła się na twarzy Wielkiego Toma. Podchwycił plan, jak rybka łapiąca przynętę, a Tomas mimo wszystko pogratulował sobie doboru takiej ofiary.
— Luz, stary, załatwię to.
— Czad! To weź mój plecak. Nie mam tam książek, bo wszystko zostawiłem w szkole, to się zmieści — zasugerował szybko Tomas i zatrzymawszy się na chodniku przy jednym z mniejszych sklepów, podał mu swój plecak. — Tam gdzieś jest mój portfel, to zapłać. Dzisiaj ja stawiam.
Wielki Tom skrzywił się teatralnie.
— Uważaj z tymi pedalskimi tekstami, haha. Ale jakby co… Dianne cię nawróci! — dodał ze śmiechem i na szczęście zostawił swój plecak, następnie wychodząc z tym od Tomasa.
Kierowca machnął mu, poczekał, aż Wielki Tom wejdzie do budynku… i rzucił się do jego torby. Szybko odnalazł tam telefon i odblokował go bez problemu. Już wcześniej podejrzał, jaki ten ma wzór w graficznym zabezpieczeniu. Wszedł na jego Facebooka i z ulgą zobaczył, że Wielki Tom jest zalogowany. Trochę się namęczył, żeby przeistoczyć jego konto w tak zwane „in memoriam”. Ale gdy mu się udało, wziął głęboki oddech i uśmiechnął się. Właśnie wirtualnie zabił tego zboka.
Ale niestety to nie był koniec jego planu. Musiał teraz zadbać o to, żeby ludzie uwierzyli w jego śmierć. A żeby tak się stało, trzeba było zasiać niepewność. Przecież bardzo łatwo ktoś zaraz dodzwoniłby się do Wielkiego Toma, żeby sprawdzić, czy sobie nie robi jaj. Tomas więc musiał zrobić coś, co wykraczało poza moralne zasady. Otworzył telefon, wyciągnął baterię, a następnie sięgnął po kartę sim. Swoim osobistym, małym scyzorykiem naciął ją niewidocznie, ale tak, żeby telefon jej nie czytał. Po tym wsadził ją na miejsce, a następnie schował telefon do plecaka. Teraz musiał jak najdłużej utrzymać Toma od telefonu, żeby uczniowie w szkole nabrali podejrzeń. Żałował tylko, że nikt nie może go poinformować, czy zaliczył.
— Poczuj to. Zobacz co mam. Twarde i… zimne — zaczął z emfazą Wielki Tom, a skończył z rechotem, gdy tylko wsiadł z powrotem do samochodu i podniósł, zdecydowanie cięższy niż wcześniej, plecak.
Okazało się, że w środku było sześć butelek piwa. Tomasa to ucieszyło, bo może gdy chłopak trochę wypije, padnie do łóżka i nie będzie myślał o sprawdzaniu telefonu.
— Mówiłem, że dasz radę! Super. To lecimy coś wszamać, a potem na film.
— Stoi!
A Tomas pomyślał, że nawet gdyby Wielki Tom był ostatnim samcem na świecie, a jego kutas wyglądał jak genitalia Zeusa, to nie dotknąłby go nawet patykiem.

*

Tyler nie lubił, kiedy robiło się zimno. Było mniej możliwości robienia czegoś na zewnątrz, ale jednocześnie nie cierpiał z tego powodu tak, jak chociażby ci, którzy jeździli na desce. Woody, jego przeciwnik w projekcie, albo jeszcze bardziej jego współlokator, Trey, znacznie bardziej ubolewali, kiedy robiło się wcześnie ciemno, a jednocześnie zimno. On mógł iść pobiegać nawet w śniegu. Ale dziś wyjątkowo został w internacie i siedział teraz w pokoju wspólnym, próbując wykonać ćwiczenie niewymagające zbyt wielkiego wysiłku fizycznego. Nie skupiał się więc na nim i co raz sprawdzał Facebooka.
I naraz zobaczył coś, co skutecznie oderwało jego myśli od zadania. Jeden z chłopaków, z którymi miał WF, był oznaczony jako… martwy.
Rozejrzał się, ale nie zobaczył Wielkiego Toma w pokoju wspólnym, ani żeby ktoś już to dostrzegł. Woody i Trey gadali o czymś w grupce z kolesiami ze swojej paczki, kilku uczniów grało na Play Station, inni odrabiali lekcje, a do niego podszedł współlokator Nakano, którego imienia nie znał.
— Ej, widziałeś gdzieś Sena?
— Nakano? — spytał Tyler, w tej chwili nawet nie pamiętając, czy go widział. Myślał o tym, kiedy ostatnio sam widział Wielkiego Toma. I czy po zajęciach coś się wydarzyło, czy to tylko głupi żart na Facebooku.
— No. A znasz jakiegoś innego Sena w szkole? — zapytał rudzielec sceptycznie.
— Nie, nie, sorry. Chyba go… a nie, czekaj, widziałem, jak przechodził korytarzem. Chyba szedł do kuchni. A w ogóle, kojarzysz Wielkiego Toma? — spytał, jakoś nadal zaskoczony tą wiadomością.
Noel, który już miał zawrócić do wyjścia, zatrzymał się i wyraził swoją miną mocny niesmak.
— Tę chodzącą encyklopedię sprośnych żartów, podtekstów i zbereźnych skojarzeń?
Drugi chłopak skrzywił się. Był to bardzo trafny opis Wielkiego Toma, ale jeśli nie był to żart, że ten nie żyje, to… wolał nie przytakiwać.
— Chyba o tym samym mówimy. Widziałeś? — spytał i pokazał mu swój telefon.
— Co? — Noel pochylił się z małym zainteresowaniem… ale gdy tylko zobaczył, co widnieje na ekranie, zrobił wielkie oczy. — Co?! Nie żyje?!
I jak to zwykle bywa, nikt w otoczeniu nigdy nie słyszy niczyjej rozmowy, dopóki nie padnie słowo klucz. A przez ostatnie, wykrzyknięte przez Noela zdanie niemal wszyscy uczniowie przebywający w tym sporym saloniku spojrzeli w ich stronę.
— No właśnie wyświetliło mu to na Facebooku, dlatego pytam, czy widziałeś — odpowiedział Tyler całkiem spokojnie i podniósł się ze swojej kanapy, a jego telefon znalazł się w kolejnych dłoniach, kiedy inny uczeń też się pofatygował, żeby zobaczyć, kto nie żyje.
Noel już gadał z jednym z uczniów, którego znał i który najwyraźniej też kojarzył Wielkiego Toma. Niektórzy nie wiedzieli, kim jest, ale Trey, tak jak Tyler, chodził z nim na WF, więc znał go aż za dobrze.
— Widziałeś go gdzieś po zajęciach? — zapytał Tylera, gdy już oddał innej osobie telefon i podszedł do jego właściciela.
Ten tęsknie spojrzał za komórką.
— Ostatnio na WF-ie — odparł drugiemu chłopakowi i przesunął go na bok. — Poczekaj sekundę, odzyskam telefon tylko — dodał i poszedł, żeby poinformować tych, którzy go trzymali, że mają swoje i nie muszą u niego sprawdzać tej informacji. Zaraz wrócił do Treya. — A ty?
— Też… — odparł Trey, przeglądając kontakty na swoim telefonie, który właśnie wyciągnął z obszernej, bordowej bluzy z kapturem. Dzisiaj jakoś słabiej grzali w internacie, dlatego wyszli z pokoju z Woodym z nadzieją, że we wspólnym z innymi ludźmi będzie cieplej. — Ale mam chyba gdzieś numer do jego współlokatora…
— Myślisz, że jeszcze nie widział? A do Toma nie masz? — spytał jeszcze Tyler i spojrzał na Woody’ego, który siedział gdzieś z boku i coś robił na swoim telefonie. Dopiero po tym podszedł do kumpla.
— Masz jego numer? — spytał, widząc, że ten przegląda kontakty.
— Nie. Do Toma nie mam, wkurza mnie koleś — odmruknął Trey i przeczytał nazwisko na liście kontaktów. — Nie wiem, czy on dalej z nim mieszka. Rok temu mieli jeden pokój. Jak nie wymiękł, to może wie, co jest na rzeczy — dodał i zadzwonił, przy okazji patrząc porozumiewawczo na pozostałą dwójkę.
Woody, który słyszał wcześniejszą rozmowę i wiedział, że Tomas chodzi z nimi na WF, chwilę wcześniej napisał do niego wiadomość. Teraz jednak go nie widział, więc czekał z Tylerem, aż współlokator potencjalnie zmarłego chłopaka odbierze.
— Tak? Hej, co jest? — Ten po chwili usłyszał w słuchawce.
— No hej, Carl. Ty mieszkasz dalej z Wielkim Tomem? — Trey od razu przeszedł do rzeczy, przysiadając na podłokietniku fotela, który stał zaraz obok. Słabo słyszał rozmówcę, bo w pokoju nagle zrobiło się bardzo głośno. Każdy chciał wiedzieć, czy to ściema, czy prawda.
— Ta, też właśnie widziałem fejsa. W tej sprawie dzwonisz? — spytał, a kiedy uzyskał potwierdzenie, dodał: — Ale nie mogę się do niego dodzwonić, a do jego starych nie mam numeru. Napisałem im maila, ale jest ta godzina, że nie wiem, czy go dziś zobaczą — powiedział, wiedząc, po co ktoś z dawno niekontaktujących się z nim znajomych do niego dzwoni.
— W ogóle, jest już prawie dziesiąta. Był w pokoju po szkole? — dopytywał Trey.
A tymczasem na telefon Woody’ego przyszła odpowiedź od Tomasa, po której chłopak musiał bardzo mocno nad sobą panować, żeby nie okazać po sobie zaskoczenia.
„Jestem z nim w kinie. Nie mów nikomu. To projekt.”
Uniósł brwi, co zauważył Tyler.
— Co jest? — spytał w międzyczasie, kiedy Trey dowiedział się, że Wielki Tom nie wracał po zajęciach i że jego telefon w ogóle nie odpowiada.
— Pytałem znajomego, który ma z wami WF, czy go widział. Mówił, że nie. To kolejna osoba, a koleś wyparował — skłamał bez większego problemu.
Zaraz znów ktoś wpadł do pokoju wspólnego, pytając, czy to prawda. Ktoś inny zawołał: „To może nie będzie już zajęć w tym tygodniu z racji żałoby?”. Niektórzy się zaśmiali, nie bardzo w to wierząc, ale jednak część patrzyła po sobie z konsternacją, bo przecież nikt Toma nie widział. Może faktycznie umarł…
— Dobra, jest lipa. — Trey wrócił do Tylera i Woody’ego. — Carl mówił, że powinien być w pokoju, bo nawet coś mówił o pakowaniu się na wyjazd do domu wieczorem na kolację, bo mu starzy jaja urwą, jak się nie pojawi w Dzień Dziękczynienia. Więc na serio zniknął.
— Kurwa, ale to jego starzy by wstawili to? Przecież nie on sam. — Tyler popatrzył na pozostałych. — I nie zadzwoniliby do szkoły, do jego współlokatora? — kombinował, bo coś mu tu śmierdziało. Pogadałby nawet z Woodym o tym, czy ten nie myśli, że to zadanie. Trey jednak skutecznie w tym przeszkadzał, bo był obok.
— Trochę szybko ktoś z tą zmianą konta poleciał… — mruknął Trey, również wobec tego wszystkiego podejrzliwy.
— Niby tak, ale teraz to mega szybka opcja, żeby wszystkich zainteresowanych poinformować — dodał Woody w obronie swojego chłopaka, ale w myślach przyznając rację kumplowi.
Noel, który w międzyczasie poleciał po Sena do kuchni, teraz, siedząc na komodzie i opierając łokieć o jego ramię, rzucił melodyjnie:
— Może uczcijmy jego śmierć minutą ciszy?
— Ej, ale w ogóle można kogoś wskrzesić na fejsie? — Azjata, który stał obok niego z torebką słodkiego popcornu, nie podchwycił pomysłu współlokatora.
— Musiałbyś znać odpowiedni rytuał — odparł zlewczo Noel i przeczesał swoimi długimi palcami włosy do tyłu. Jak zwykle idealnie zadbane, lśniące i sięgające niemalże pasa. Niespecjalnie przejmował się Wielkim Tomem. Ten kiedyś złapał go za tyłek, myląc go z dziewczyną.
— Ale tak serio pytam. — Sen nie olał tematu. — Można to cofnąć?
— Nie mam pojęcia — odparł jakiś chłopak w pokoju wspólnym, bo faktycznie, nie miał pojęcia, a nikt inny się nie odzywał.
— Ale po co masz cofać, jeśli on nie żyje? — zagadał Noel. — Jak chcesz mu coś napisać, to można na takim profilu coś wrzucać i pisać komenty — podzielił się swoją wiedzą.
Azjata już mentalnie machnął na to ręką. Jakoś ciężko było mu uwierzyć w śmierć Wielkiego Toma. Tacy rzadko odchodzili z tego świata jako pierwsi. Z tego co widział po twarzach Woody’ego i Tylera, ci załapali, o co może chodzić.
— Może masz rację — przyznał rację kumplowi. — Napiszę mu kondolencje. Rodzice docenią.
— Okej… — Noel wzruszył ramionami, ukradł mu kilka ziaren popcornu i wyciągnął swój telefon z kieszeni zielonych ogrodniczek.
— Ej! A ktoś nie powinien zawiadomić nauczycieli, czy coś? — rzucił nagle ktoś z głębi pokoju.
— Ale to co im powiesz? — spytał Tyler tego, który się wychylił ze swoim śmiałym pomysłem. — Niech rodzina ich informuje.
Kilka osób przytaknęło, inni z kolei chcieli być pierwszymi, którzy tę informację przekażą dalej, jakby sam fakt informowania o tragedii innej osoby dawał pewne przyjemne doznania.
Tymczasem Trey pokręcił głową i założył ręce na piersi, opierając się plecami o ścianę.
— Co za pojebana akcja. Łapiesz, że w tych czasach się o śmierci przez fejsa dowiaduje? — zagadał Woody’ego.
— Znajoma matki dowiedziała się z fejsa o tym, że jej były mąż znowu się żeni, więc wiesz, nie jestem szczególnie zaskoczony. A ty nawet tego Toma nie lubiłeś, jak kojarzę? —odparł, a Tyler odsunął się, chyba nie chcąc dłużej z nimi gadać, skoro ci zeszli na prywatne tematy.
Trey tylko kiwnął mu głową, po czym odpowiedział kumplowi.
— Był trochę obleśny. Ale głupio mówić o nim źle, jak nie żyje. Choć, bracie, według mnie to ściema.
— Że za szybko to ląduje na Facebooku? — dopytał Woody, znowu czując się źle, że okłamuje przyjaciela. Bo wiedział, że jest to ściema.
— Ta… — Trey powiódł spojrzeniem po uczniach w pokoju wspólnym, gdzie były bardzo podzielone opinie. Część już dzwoniła do innych kumpli, żeby rozsiać wieść po całej szkole. — Poza tym, jak niby miałby umrzeć? Jak na terenie szkoły, dawno byśmy to wiedzieli.
— Może gdzieś pojechał i go coś… no, miał wypadek — zasugerował Woody, ale przy tym wzruszył ramionami, żeby pokazać, że on nie wie, tylko tak wymyśla, bo sam nie ma pojęcia.
— Może… — Trey prychnął i skinął na niego. — Idę do pokoju. Tu już spokoju nie będzie. Spadasz też?
— Mhm, za chwilę. Jeszcze skoczę se do kuchni po herbatę. Chcesz też?
— No, może być. To do zobaczenia w pokoju — pożegnał się z nim chwilowo Trey.
I jak zwykle przejawiał średnie zainteresowanie tymi szkolnymi plotkami i szkolnym życiem, grupkami, popularnością i całą tą resztą, tak i teraz się to nie zmieniło. Czy Wielki Tom żył, czy nie, Trey wiedział, że nie ma na to żadnego wpływu. Dlatego po prostu zostawił cały ten gwar i poszedł do siebie.
Woody za to pokierował się do kuchni. Nie od razu jednak, bo po drodze zaczepił jeszcze Tylera, który znowu siedział na jednym z foteli i patrzył na telefon. Sprawdzał, czy ktoś coś pisze na profilu Wielkiego Toma.
— Chodź do kuchni — rzucił do niego i nie czekając, wyszedł, żeby zagotować wodę na herbatę.
W kuchni było pusto, czemu nie trudno się dziwić, gdyż wszyscy uczniowie popędzili do pokoju wspólnego, który obecnie zamienił się w jedną wielką salę narad.
— No? Co jest? — zagadał Tyler, gdy wszedł do kuchni z dłońmi w kieszeniach swojej obszernej bluzy.
Woody nastawił wodę w czajniku i wyjął dwa kubki.
— Też chcesz? — spytał jeszcze, nie przechodząc od razu do sedna.
— Nie, dzięki. Herbata pobudza, a ja dzisiaj długo nie siedzę — odpowiedział Tyler i oparł się o szafkę obok Woody’ego.
— Spoko, chociaż ja tego nie czuję, żeby pobudzała. Ale, myślisz, że ta śmierć tyczy się naszej sprawy? — spytał niezbyt głośno, wiedząc, że bulgocząca coraz głośniej w czajniku woda dodatkowo ich zagłusza.
— Może. Ale jaka byłaby treść? „Zmień komuś typ konta na fejsie”? — zapytał sceptycznie Tyler, a Woody wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia, dlatego chciałem poznać twoje zdanie. A że jeszcze jest nas na tyle dużo, to nie musimy być wrodzy wobec siebie. O tym nic nie było w regulaminie — mówił, kiedy nasypywał cukru do kubków.
— Jasne, spoko. Nikt nie mówi o byciu wrogim. Mam tylko nadzieję, że zadaniem nie było „zabij innego ucznia”. To brzmi w cholerę idiotycznie, ale czytałem ostatnio więcej o eksperymentach psychologicznych, a niektóre były naprawdę porypane. Kojarzysz taki Milgrama?
— Ta, autorytet — odparł z kwaśną miną Woody, przypominając sobie eksperyment żydowskiego naukowca, który właśnie to miał sprawdzić na grupie amerykańskich studentów. Chciał wiedzieć, w jaki sposób autorytet wpływa na zachowania osób podwładnych w dokonywaniu niemoralnych czynów. — Ale myślę, że to musiałoby wzrastać. Jak już coś, to nie na drugim etapie.
— No, chyba tak. Poza tym ta zbiórka Sena ostatnia, dam sobie rękę uciąć, była zadaniem. I nijak się nie ma poziomowo do „zabij ucznia”…
— Właśnie. Dlatego ja obstawiam jednak, że jak coś, to kazali komuś zmienić faktycznie profil. — Woody zalał herbatę, kiedy woda już się zagotowała. Był bardzo za tym, żeby wykorzystywać czyjeś słowa i samemu za bardzo się nie wychylać. I pokazywać, że luźno podchodzi do projektu. Wtedy nie jawił się jako realne zagrożenie.
— To kimkolwiek jest ten szczęściarz, zaliczył zadanie. Mógłby ktoś odpaść. Za dużo nas wciąż — uznał Tyler. — Ale na zasadzie zdrowej rywalizacji, i tak powodzenia życzę. Ja na razie tylko obserwuję. Jeszcze zadania z drugiej tury nie miałem.
— Może będziesz miał na dniach. Ja i tak uważam, że to bardzo wolno przebiega — odparł Woody i wziął oba kubki. — Ale to do usłyszenia. Jakbyś coś chciał, to możesz do mnie napisać na fejsie. Powiedzmy, że jak coś, możesz pytać o skatepark albo, o lepiej, o zajęcia z survivalu, żeby nie było podejrzeń.
— Jasne. To do zobaczenia na zajęciach — odpowiedział Tyler, a Woody mógł wrócić do pokoju.
Po drodze słyszał, że w pokoju wspólnym się bynajmniej nie uspokoiło, a i wyglądało na to, że całkiem sporo osób uwierzyło w tę plotkę… Tomas chyba nieźle to rozegrał.

*

Tomas i Wielki Tom wracali do szkoły z samego rana. Obudzili się późno, więc rano nie było czasu nawet na śniadanie. Ale to Tomasowi nie przeszkadzało, chciał jak najszybciej rozstać się z Wielkim Tomem i dowiedzieć, czy zaliczył zadanie. Nic więcej się w tej chwili nie liczyło.
Zatrzymali się na parkingu, kiedy było ledwo pięć minut do pierwszego dzwonka.
— Okej, stary, ja spadam. Jakoś się odwdzięczę, ale nie myśl sobie, że tak jak na filmie! — Wielki Tom zarechotał, wspominając to, co wczoraj mieli okazję oglądać. Ku bólowi oczu chłopaka z kółka filmowego.
— Jasne, spoko wodza! — Tomas zaśmiał się, fizycznie zmęczony tym zadaniem. Pożegnał się z Wielkim Tomem i sam ruszył w stronę internatu.
Wielki Tom z kolei poszedł prosto do szkoły, mając gdzieś, że nie ma odrobionych zadań. Nie żałował wczorajszego wieczoru. Nażarł się dobrego jedzenia, obejrzał zajebisty film, wypił dobre piwo, a do tego, kiedy Tomas poszedł spać, zwalił sobie do wspomnień z filmu. Wchodząc do szkoły, czuł się jak nowo narodzony.
Od razu zobaczył, jak kolejni uczniowie się za nim oglądają. I jak dwóch pierwszych może nie było niczym dziwnym, bo czuł się zwyczajnie jak młody bóg, świadom swojej popularności, tak kiedy szepty za jego plecami wzrosły do małego gwaru, gdy szedł pod klasę, zaczął być zaniepokojony.
Pod salą jak zwykle zebrało się sporo jego znajomych, w oczekiwaniu na lekcję. Uśmiechnął się na ich widok i ruszył do nich raźno.
— Siema, fagasy! — zawołał.
Ci obejrzeli się na niego, rozdziawili usta, popatrzyli po sobie… i wydarli się głośno:
— Tooom! O kurwa, pokonałeś śmierć!
Inne „Wow!” i „Jej!” rozlegały się entuzjastycznie i głośno, a uczniowie klaskali, wiwatowali i darli się z radochy. Zaraz też podbiegli do niego, klepali po plecach i klaskali… a Tom nie miał zielonego pojęcia, co się dzieje.
— Wygrałem coś? — spytał, ogłupiały, patrząc na nich z zaskoczoną miną. Nie przypominał sobie, żeby zgłaszał się do jakiegoś konkursu. I o co, do chuja, chodziło z tym, że pokonał śmierć?
— Życie, stary! — odpowiedział mu jeden z kumpli, śmiejąc się jak głupi.
I tak samo zadowolony z siebie wyraz twarzy miał Tomas, gdy usiadł przed laptopem w swoim pokoju i zobaczył, że jego zadanie zostało zaliczone.
— Misja wykonana! — zawołał do siebie i odchylił się na krześle, splatając ręce na karku. Tak, wiele go to kosztowało, ale… było warto. Był o krok bliżej spełnienia swojego marzenia.

*****

Dzisiaj wpisu do dzienniczka dokonał:

Tomas Eng – 27.11

13 thoughts on “Project Dozen – 58 – Wielki Tom

  1. Katka pisze:

    Vivitcorde, niestety nie oglądamy You Can Dance, więc nie wiem, o kim mówisz, ale widzę zaciesz i tyle mi wystarcza XD Oooch, a jakby ktoś kiedyś nakręcił cokolwiek z naszych tworów, to byłybyśmy w niebie XD Ach, marzenia… Dzięki :D

  2. vivitcorde pisze:

    Jezu, kocham. XD Jak oglądacie You Can Dance, to Wielki Tom mi się tak bardzo skojarzył z Lordem z ostatniego odcinka… XDDDD No i, Jezu, dziewczyny! Jak kiedyś moje marzenie się spełni i zostanę reżyserką z prawdziwego zdarzenia, to zajmuję sobie prawo do nagrania PD jako serialu i współpracy z wami. To jest świetne!

  3. Katka pisze:

    Mati, biedny biedny. Ja nie wiem czy bym to przeżyła. Tacy ludzie są straszni. Ale chyba widać dzięki temu ze Tomas wcale nie jest takim słabym ogniwem.

  4. Katka pisze:

    Kyna, ten horror który przytaczasz musiał być naprawdę chory XD chociaż brzmi ciekawie. Chetnie bym zobaczyła jakie po kolei były te zadania. Ale na pewno w projekcie u nas nie będzie chodzenia z trupami. Ale ogólnie tak, plan jest raczej taki żeby te zadania były coraz trudniejsze. Choć masz trochę racji że to i nas jako autorki sprawdza. Na co „pozwolimy” profesorom w wymyslaniu zadań a na co nie. Sama w sumie jestem ciekawa do jakiego momentu dojdziemy XD

    Levi, taaak zdecydowanie najbardziej wymagające w tym zadaniu nie było wymyślanie tego skomplikowanego planu a przetrwanie z Wielkim Tomem XD Tomasowi pogratulować. No i ogolnie ciekawa jest Twoja teoria co do związku Tomasa z Woodym. Możesz mieć rację. Choć też pytanie czy faktycznie nagle jednak Tomas się nie zmieni. Może tak. Tzn na pewno tak, bo to nastolatek, ludzie w tym czasie ewoluuja XD na razie tej dwójce dobrze ale czy na przyszłość tak zostanie to się okaze…

  5. Levi pisze:

    Fajny rozdział ;)
    Thomas wykazał się niezłym sprytem, no i przede wszystkim cierpliwością względem Wielkiego Toma. Taka osoba jest strasznie denerwująca, w takich chwilach człowiekowi włącza się tryb ucieczki żeby być jak najdalej od takiego kogoś, więc podziwiam Thomasa, że aż tak bardzo poświęcił się dla projektu XD Fajnie, że Woody pomaga swojemu chłopakowi, nawet jeżeli były to na pozór nic nieznaczące słowa skierowane do kolegów. Coraz ciekawsze i trudniejsze zadania się pojawiają, a to wróży dobrze opowiadaniu.
    Nie jestem wielką fanką Thomasa, jest zbyt strachliwy(chodzi tutaj o jego orientację) i na pokaz. Jego związek z Woodym nie będzie też chyba zbyt trwały, owszem zgadzają się, co do ukrywania swojego związku, ale poza tym chyba nie za wiele ich łączy. Wydaje mi się, że Wood, mimo swojej zlewczości, jest bardziej stabilny i silny emocjonalnie od swojego chłopaka. Jeżeli Tomas w trakcie trwania ich związku nie zmieni się, pozostanie nadal taki jaki jest to ich drogi mogą się zwyczajnie w świecie rozejść, bez wielkich dramatów i histerii, tak po prostu przestaną być razem. Ciekawa też jestem czy podczas trwania projektu jakieś zadanie zagrozi im jako parze, czy to ujawnieniem, czy nadszarpnięciem wzajemnego zaufania.
    Znów się rozpisałam, a miałam tylko wejść i napisać, że fajny rozdział ^^ No i jeszcze te moje wywody, których sama nie rozumiem gdy drugi raz czytam :/
    Życzę weny dziewczyny :)

  6. Kyna pisze:

    Czytając ten rozdział, przypomniał mi się pewien horror (tytułu nie pamiętam). Chodziło tam o to, że facet miał dług i ktoś obiecał mu go spłacić w zamian za wykonanie dziesięciu zadań… Pierwszym było zabicie muchy, a w miarę czasu zadania były coraz… brutalniejsze. Nie pamiętam większości (oglądałam to raczej z przymusu i postanowiłam, że prześpię większość xD), ale najbardziej pamiętam jak facet musiał wyjść na spacer do kawiarni z… samobójcą (który ten czyn już popełnił). Ta scena była straszna i śmieszna jednocześnie. Szczególnie, że „przyprowadził” trupa na wózku inwalidzkim do knajpki, a stolik obok usiedli policjanci. Inną sytuacją było rozciąganie stalowej linki przez drogę, po której dzieciaki jeździły na motorach… chyba nie muszę mówić jak to się skończyło.
    Swoją drogą przeraża mnie to, że ludzie oglądają takie filmy dla przyjemności.
    Te Wasze opowiadanie może nagle przestać być sielanką, która jest teraz. Czuję się trochę jakbym czytała czyiś sen, na początku niewinne zabawy, a później ŁUP! Chociaż jeśli mam być szczera, to wątpię, czy tak zrobicie :) A przynajmniej wątpię czy skrzywdzicie kogoś fizycznie. Prędzej pobawicie się psychiką, co? Samo to, że przekraczają swoje granice sprawi, że po wszystkim będą innymi ludźmi.
    Ciekawi mnie, czy wygrany będzie się z owej nagrody cieszyć.
    I teraz coś jeszcze dopowiem. Te opowiadanie też w pewien sposób sprawdza Wasze granice, dziewczyny.

    Zawiało grozą xD
    Weny :) I pozdrawiam serdecznie.

    PS. Żebyśmy się zrozumiały – granice w pisaniu xD

  7. Katka pisze:

    Kaczuch_A, tu jest po prostu za dużo bohaterów, żeby wszystkich lubić XD Więc się wcale nie dziwię. Poza tym, no właśnie, coś czuję, że sporo osóbek woli w ogóle starszych bohaterów, jak Ty, a inni właśnie takich młodzików. No i zawsze musi być gorzej, by potem było lepiej XD Byś się tak nie cieszyła rozdziałami ze „staruchami”, jakbyśmy Cię najpierw nie wynudziły XD Dzięki za komentarzyk :D Pozdrowionka i miłego weekendu :)

  8. kaczuch_A pisze:

    Tak w ogóle za Tomasem nie przepadam, odbieram go jako takiego małego cykora, nie wiem dlaczego ale taki przestraszony nerdzik, nie wiem za mało testosteronu ma w sobie. Ale winszuję za pomysł przy wykonaniu zadania, się musiał chłopak natrudzić. I wiem, że znowu biadolę o tym, ale wolę starszych bohaterów. Lepiej mi się czyta, jak mam pewną świadomość, że bohater jest dojrzalszy emocjonalnie xD A tutaj takie typowe liceum, amerykańskie na dodatek, tępe osiłki etc. Ale, ale czytam dalej, po prostu ten rozdział dla mnie był taki bez szału. Po prostu…dupy nie urwało xD

    Weny drogie Panie~!

  9. Katka pisze:

    Luana, zdecydowanie tak, jest to bardzo niesmaczne zadanie. I myślę, że Tomas nie do końca przewidział ewentualne skutki. Bo tak, poradził sobie świetnie. Opracował cały plan, dużo się postarał, żeby go wykonać i no… naprawdę, sporo tu było inwencji. Ale skutki takie zagranie mogło mieć wielkie i niekoniecznie dobre, a jednak to zrobił. Profesorowie faktycznie wykazali się też trochę brakiem empatii, ale… to eksperyment psychologiczny. Może taki właśnie był ich cel? W każdym razie super, że dostrzegłaś tę ciemną stronę. ceni się. Ale tak, co by nie mówić, Tomciowi się należą gratulacje XD

    Fumishi, spoko, mnie bawiła, gdy ją pisałyśmy, więc i Tobie się nie dziwię XD Kumple Toma mieli wielki zonk i radochę, a sam Tom wypadł jako mocno komediowa postać XD

    Porebula, też mu współczuję. Całym sercem. Na miejscu Tomasa już dawno bym się teleportowała do innej galaktyki XD

  10. porebula pisze:

    Biedny Tomi, że musiał tyle siedzieć z Tomem xD A zadania to już zdecydowanie wyższy poziom xD

  11. fumishi pisze:

    Uśmiałam się pod koniec rozdziału. Jakoś cała ta sytuacja, mimo że tak, jak napisała Luana, była dosyć niesmaczna, to mnie jakoś tak rozbawiła. Szczególnie reakcja znajomych Toma na końcu rozdziału i jego niewiedza o ”śmierci”. ^^

  12. Luana pisze:

    Zadanie świetne. Jednak takie trochę niesmaczne. Nie wiem jak to nazwać. No, bo dobra, koledzy tam dowiadują się o śmierci Toma i po jakimś czasie o nim zapominają, jest sensacja i tak dalej. Spływa to po nich, żyją dalej swoim życiem. Ale inna sprawa ma się z rodzicami chłopaka. Co jeśli to do nich dotarło. Jak się czuli. Tym bardziej, że nie wiedzieli co się dzieje z synem, nie mogli się z nim skontaktować. Dla nich ten, zdaniem wszystkich, „żart” miły by nie był. Niemniej dla Tomasa gratulacje. Doskonale sobie z tym poradził. Zuch chłopak. :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s