Newton’s Balls – 28 – Homoobiad

Shane schował do szafy wyprasowane ciuchy i po chwili zbiegł po schodach na dół. Już miał zawołać do swojego kochanka, ale nie zobaczył go tam. Ściągnął brwi i przeszedł cały parter, a nawet wyjrzał do ogródka. Nigdzie. I naraz skrzywił się brzydko. No tak, gdzie mógł być David?
Wrócił do domu, wszedł po schodach na piętro i zajrzał do jego gabinetu.
— Jest sobota… — mruknął z progu do swojego kochanka siedzącego przed laptopem.
— Mhm — odpowiedział ten, nie odwracając się od monitora. Była to odpowiedź w stylu „byleby wydać z siebie dźwięk”, a nie prawdziwa. David był ewidentnie czymś zajęty.
Shane założył swoje umięśnione ramiona na klatce piersiowej i oparł się bokiem ciała o framugę. Stał, patrząc butnie i wymownie na kochanka, nie odzywając się jednak. Ten dopiero po długiej chwili zarejestrował jego ciągłą obecność tuż obok, bo się odwrócił, unosząc pytająco brwi.
— Byłeś zajęty — dodał, jakby to miało go tłumaczyć.
— Już nie jestem. Siedzisz cały tydzień w pracy w jednej pozycji. Idziemy na spacer — zdecydował twardo Shane.
— Na spacer? Gdzie chcesz iść na spacer? Nie lepiej wyjść do ogrodu? — David był nieprzekonany do pomysłu kochanka i było to widać na jego twarzy.
— No to zrobimy, kurwa, kółko po okolicy, przy okazji kupimy jakieś piwo, a potem się zostanie w ogrodzie. — Shane nie ustępował. Do tego swoją postawą jeszcze wzmacniał stanowczość.
David mierzył się z nim przez chwilę wzrokiem, po czym odetchnął ciężko z rezygnacją.
— Jesteś uparty. Że też się nie mogę do tego przyzwyczaić — mruknął i odwrócił się do komputera. Tym razem jednak, żeby zapisać postęp swojej pracy.
— No i git. To ja się ubieram — stwierdził w pełni usatysfakcjonowany Shane i wyszedł z gabinetu. Potem pochował do szerokich kieszeni w spodniach klucze, portfel i komórkę oraz ubrał buty. Na Davida czekał już na ganku, opierając się o barierkę przedramionami i gapiąc na przejeżdżające ulicą samochody. Nie było ich dużo. Konkretnie całe dwa. Okolica była bardzo spokojna. Tak inna niż ta, w której kiedyś mieszkał.
Domki ustawione równo przy drodze były niemal identyczne. Różniły je tylko firanki w oknach, zagospodarowanie ogródków i ewentualnie inna kostka prowadząca do ganku, gdy ktoś robił remont. Shane lubił tę okolicę, bo nie była tak głośna i niebezpieczna jak jego wcześniejsza dzielnica, ale wciąż mieściła się blisko centrum. Tutaj czuł, że wreszcie znalazł swoje miejsce. Chociaż na początku miał wrażenie, że sąsiedzi dziwne się za nim oglądają. Szczególnie latem, kiedy chodził w bluzkach z krótkimi rękawami. Mało osób miało tu tatuaże. Ale, na szczęście, też poza swoimi obawami mieli otwarte umysły. Nie wadziło im, że mieszka tu dwóch mężczyzn. Z biegiem czasu przestał wadzić im też ubiór Shane’a.
— Gotowy? — Rozmyślanie przerwał mu David, który przebrał się w wygodniejsze spodnie i koszulkę polo. Na stopach też miał buty do chodzenia. Nie lubił ich, bo twierdził, że do niczego mu nie pasują, ale były wygodne. Nie musiał się w nich obawiać, że po krótkim spacerze będzie go bolał uszkodzony podczas wypadku kręgosłup.
— Jasne — odpowiedział z uśmiechem Shane i kiedy zeszli po schodkach, a następnie na chodnik, złapał swojego faceta za dłoń. — A w ogóle to szukałem cię, żeby ci powiedzieć, że Lucy potwierdziła ten jutrzejszy obiad. Fajnie, co?
— Dobrze, mogła trochę szybciej się zdecydować, ale dobrze. Wspólne gotowanie… Ciekawe czy nam wyjdzie wszystko to, co zaplanowałeś — dodał David, ściskając krótko dłoń kochanka.
— No, zobaczymy. Będzie spoko. W ogóle, wiesz… myślałem w sumie o czymś. — Shane skrzywił się lekko i podrapał się wolną dłonią po włosach w nerwowym geście.
David spojrzał na niego spokojnie i z wyrozumiałością. Nie pierwszy raz Shane o czymś myślał. Różnie się to kończyło.
— O czym? Coś związanego z obiadem? — spytał z nadzieją, że to tylko zmiana menu.
— No… w sumie tak, wiesz, idąc takim jebanym łańcuszkiem. Bo zaczęło się od tego, że chcę, ten… wyjść z szafy — mruknął Shane, trochę się czerwieniąc, a dłoń, którą trzymał kochanka, zrobiła się znacznie cieplejsza.
David ściągnął brwi, chyba nie nadążając za tokiem myślenia kochanka.
— Przecież się nie ukrywasz? W tej chwili nawet idziemy ulicą i trzymamy się za dłonie.
— No, ta… ale wiesz… w pracy. Przed kumplami — wyjaśnił nerwowo, skręcając z Davidem w drogę, która przez bardzo niewielki, ale gęsty od drzew park, prowadziła do większego sklepu. Był do niego dużo wygodniejszy dojazd samochodem, ale z racji promocji ruchu i zdrowia administracja osiedla domków jednorodzinnych wytyczyła ścieżkę na skróty przez otaczający ją park.
— Czujesz taką potrzebę? Wiesz, u mnie w pracy zostało to dziwnie przyjęte. W dużej mierze nawet sam nie musiałem nic mówić, jednak wiele osób się dowiedziało, i to bardzo szybko, że rozwiodłem się z Grace i teraz mieszkam z tobą.
— No właśnie. I ten… Nie miałeś żadnych chorych akcji, nie? — Shane spojrzał na niego czujniej. Niby David już mu swego czasu mówił, że nie i dlatego między innymi Shane chciał się odkryć przed kumplami w pracy, ale też obawiał się, że mężczyzna mógł tak mówić, by go nie niepokoić.
— Poza nielicznymi komentarzami, że zostawiłem żonę dla kutasa? — David skrzywił się krótko. — Nie było tak źle. Było to raczej coś na zasadzie, że powinienem pomyśleć wcześniej, a nie robić z siebie i Grace idiotów.
— No… Spoko. Ale ja pierdolę, cały czas gdzieś zabieramy dzieciaki, z Grace też już jest spoko. Co ich to, kurwa, obchodzi? Co drugi się teraz rozwodzi, ja pierdolę… — Z ust Shane’a popłynęła nagła wiązanka przekleństw, choć jego dłoń nie zacisnęła się mocniej na dłoni Davida, ani nie przyspieszył kroku. Panował nad sobą.
— Wiem, Shane. — David za to pocieszająco ścisnął jego dłoń. — Ale pytałeś o chore akcje, to ci mówię, jakie były. Ty za to nie jesteś obciążony rozwodem. Chyba że coś nakłamałeś kumplom. Albo oni mają zły stosunek ogólnie do homoseksualistów.
— No, właśnie nie wiem — jęknął. — Bo, kurwa, jak gadka schodzi na seks albo coś, to o laskach zawsze i w sumie nikt nawet nie zaczyna tematu o gejach. A ja im nie wciskałem, że mam laskę. Ale chujnia i tak, bo chcę, ale się trochę, no… boję. I dlatego właśnie ten obiad, nie? — Spojrzał na Davida, zmierzając do puenty. — Bo wiesz, ten koleś, Chase, co mnie raz podwiózł… On właśnie pracuje na złomowisku i do nas do warsztatu zawija, nie? I on o mnie wie.
— Mhm, i co z nim? — spytał podejrzliwie David. Obawiał się, co usłyszy.
— No wiesz… Koleś jest trochę jak moi kumple w pracy, nie? I wie o mnie. I w sumie fajnie by było go też zaprosić na obiad, żebyśmy pogadali i żebym mógł zobaczyć, czy jak się znajdzie pomiędzy nami, to nagle mu nie odwali i nie zacznie wyzywać czy coś — wyjaśnił Shane mało zachęcająco. — Ale, kurwa, oczywiście jak będzie pyszczył, to się go wywali, to nam nie zepsuje obiadu! Tylko no… bo jak mam kumplom powiedzieć, a oni potem będą mieli wąty, jakbyś czasem po mnie przyjechał, to… no, wolę spróbować na kimś spoza. — Na koniec spojrzał w oczy kochanka w poszukiwaniu jakiegoś poparcia.
David początkowo przełknął ślinę, po czym westchnął ciężko. Miało to trochę sensu. Jednak obawiał się, czy nie za bardzo „trochę” zamiast „dużo”.
— Lucy będzie. Nie boisz się, że… wiesz, ona umie sobie radzić, ale jeśli „koleś” będzie nachalny, będzie dziwnie.
— Nie no, jak będzie się do niej dowalał, to go przecież naprostuję! — odpowiedział od razu Shane. — Weź, nie będzie mi się do kuzynki, kurwa, dowalał. Uprzedzę go nawet.
— Że zapraszasz go na homoobiad? — David nie mógł powstrzymać się przed docinkiem. Trochę go to bawiło, ale, cóż, ostatnio nie widywali się z nikim poza Jamesem i Walterem, którzy byli teraz małżeństwem, sąsiadami czy Grace bądź Lucy.
— Weź… no, może wpadnie na darmowe, bo chyba ma problem z kasą ogólnie. — Shane wzruszył ramionami i cmoknął z rozpędu kochanka w skroń. — To mogę?
David udał nieprzekonanego. Nawet pokręcił z rezygnacją głową, ale i tak odpowiedział:
— Możesz. Ale to twój gość. Chodzi mi o to, że jakby coś się działo, to ty za niego odpowiadasz.
— Spoko! — odpowiedział Shane z wyszczerzem, odwrócił do siebie głowę Davida i pocałował go mocno. — To zadzwonię teraz, żeby w ogóle powiedział, czy może, nie?
Nieznacznie starszy mężczyzna skinął głową, już nie przeszkadzając w entuzjazmie kochanka. Lubił na niego patrzeć, nawet kiedy robił coś nieprzemyślanego.
Akurat weszli do niedużego parku, kiedy Shane wyciągnął z kieszeni komórkę i wystukał numer do Chase’a Lasha. Wziął go od niego ostatnio w warsztacie, gdy ten znowu do nich wpadł. Na wszelki wypadek, jakby nie szło się dodzwonić do Asha, co było dość częste.
Chase odebrał po dobrej chwili. Był zdyszany, ale chyba miał dobry humor, sądząc po tonie.
— No siema, co tam? Wiesz, że nie ma mnie dziś na złomie?
— No spoko, bo nie po to dzwonię. — Shane spojrzał krótko na Davida i dodał do telefonu: — Zajęty jesteś jakoś jutro? Cisną już w budzie?
— No, jak to w budzie. Ale o co chodzi? I zależy kiedy zajęty.
— Bo o piątej byś mógł wpaść na obiad. Będzie taki większy, bo moja kuzynka wpada. A i młoda jest też, nie będzie sztywniacko.
— Ale że gdzie wpaść?
— No do mnie do chaty, kurwa, a gdzie? — burknął Shane, co raz popatrując na kochanka. Był trochę podenerwowany tą rozmową, bo nie chciał już teraz usłyszeć czegoś w stylu: „Do homosiów na obiad? Posrało cię?”.
— O… — odpowiedział niemądrze Chase i denerwując dodatkowo Shane’a, zamilkł na moment. — To ten… ale, że co z tą kuzynką? To jakaś gra czy co? Bo ten, mam laskę, nie pamiętasz? I co do żarcia by było?
— Moja kuzynka też ma laskę — wyjaśnił momentalnie Shane. — A do żarcia… pomyśleliśmy z Davidem, żeby się trochę bardziej postarać i będzie na przystawkę dynia smażona w cieście, a potem łosoś w takiej zajebistej sezamowej panierce, której nas właśnie moja kuzynka nauczyła. No i będzie potem ciasto, ale to już ona przyniesie, to nie wiem jakie. Wiesz, nie jesteśmy, kurwa, kucharzami, ale może będzie luz. Pod warunkiem, że lubisz rock — skończył ze śmiechem.
Chase także odpowiedział śmiechem.
— To jakiś, rozumiem, wyznacznik? Jak nie jesteś ziom, to nie jesteś wart dyni? — Zarechotał. — I że jeszcze raz kiedy? Bo żarcie kusi mimo tego, że trochę zalatuje to jakimś homo zlotem.
— Sam jesteś homo zlot — odpyskował głupio Shane. — Zresztą, David jest bi, ty hetero, to raczej cała paleta. Tylko nam zoofila brakuje. — Zaśmiał się na koniec. — A, no i na piątą po południu.
— U was? Czy jakoś umówimy się na mieście? Trochę tam jest — dodał Chase, już nie komentując odpowiedzi.
— Aa, bo ty fury nie masz… Kurwa, nie wiem, to może David by po ciebie podjechał, jak będzie Lucy odbierał — zasugerował Shane, rzucając kochankowi pytające spojrzenie. Po czasie.
— Nawet nie wiem, jak wygląda. — David przedstawił swój największy problem w tej kwestii.
— Ale ja muszę te dynie zrobić, nie mogę z wami… Dam ci jego telefon, umówicie się w jakimś punkcie charakterystycznym, kurwa, a poza tym Chase cię widział. Nie, Chase? — zwrócił się na koniec do chłopaka w telefonie Shane.
— Co? Tego twojego z laską? Raz… no, ale spoko, chyba damy radę. Powiesz mi, czym podjedzie i będzie git. Ale niech po laskę jedzie najpierw, żeby nie było, że jakieś homośki mnie zabierają samochodem spod parku — prychnął Chase z gorzkim rozbawieniem wypełnionym swoimi obawami.
— Weź, nie pierdol. To napisz mi smsa, skąd chcesz, żeby cię odebrał, a ja ci napiszę markę i numery rejestracyjne.
— Dobra, dobra. To tam za piętnaście czy coś, nie? I teraz spadam, bo stoję jak pała na środku drogi i gadam.
— A, spoko, sorry. To nara, do jutra — odpowiedział Shane, poczekał na odpowiedź i rozłączył się. A potem uśmiechnął się do Davida. — No, będzie. Zajebiście.
— I mam go odebrać, jak zrozumiałem. — Mężczyzna uniósł wysoko brwi. Wymownie.
Od razu wywołało to w młodszym mężczyźnie lekkie zwątpienie. Powoli schował telefon do kieszeni, kiedy właśnie ruszyli do krańca drogi prowadzącej przez park. Było tu spokojnie, właściwie pusto, a nawet jeśli ktoś ich mijał, to tylko zaszczycał sympatycznym spojrzeniem.
— No… Bo on nie ma samochodu, nie? — rzucił z wahaniem.
— Spokojnie, rozumiem. Tylko to ciekawa niespodzianka. Ale trudno, nic się nie stało. Mam nadzieję, że jest sympatyczny. Mówiłeś mi, ile ma lat? — spytał David, znowu chwytając kochanka za dłoń.
— Siedemnaście. Chodzi do tej budy co my, czaisz? Ale zajebiście ma! Znaczy wiesz, jak wszyscy niedoceniający młodości debile uważa, że buda ssie, ale chuj i tak mu zazdroszczę.
— Ale chyba nie dlatego się z nim zadajesz? — odparł złośliwie David, ale nim Shane zdążył się naburmuszyć, przyciągnął go do siebie i cmoknął w policzek. — Wiesz, że cię kocham, ale nie męcz go o to przy obiedzie za bardzo, okej?
— Ta… spoko… Chociaż bym zapytał, czy dalej jest mój podpis markerem na drzwiach kibla na drugim piętrze. — Shane zarechotał krótko. — No, ale będzie spoko, luz. Koleś jest w porządku.
— Zadam naiwne pytanie, Shane, ale… jesteś pewien?
Chłopak wywrócił oczami.
— Mówiłem ci, że jak coś odwali, to przecież się go wywali. Ale gadaliśmy kilka razy i jest okej. I na razie mnie nie obraził ani nic jakoś specjalnie, że jestem gejem, to chyba będzie spoko.
— Dobrze, ufam ci. — David uśmiechnął się ciepło. Już powoli dochodzili do całego kompleksu sklepów otaczającego parking. Zadbano tu też o przejście dla pieszych, więc nie było problemu z dostaniem się do niego.
Mieli tylko kupić piwo, ale oczywiście na nim się nie skończyło. Ogólnie więc wyszli ze sporymi zakupami, które niósł Shane, ale spacer był przyjemny i dobry dla zdrowia Davida. Pogoda co prawda się psuła, ale można było jeszcze wyjść i nie zmarznąć, więc Shane postanowił wykorzystywać takie dni, póki się dało.

***

Dzień był ładny. Zaskakująco ładny, bo w prognozie pogody zapowiadali zgoła coś innego. David nie miał zamiaru narzekać, nie na niecelność prognozy, nie w tę stronę. Tym bardziej, że kiedy nie padało, nie musiał obawiać się o brud w samochodzie ani złe wspomnienia Shane’a. Ten nie tylko sam nie lubił jeździć samochodem, ale też David widział po jego twarzy, że nie podoba mu się, kiedy on jeździł w deszcz.
— I co? Nawet nie wiesz, jak wygląda? To… nieźle szalone jak na ciebie, David. — Lucy, która już siedziała obok niego na fotelu pasażera, jechała z nim w miejsce, w którym umówił się z Chasem.
Rozmawiali chwilę przez telefon i nie wydał on się zbytnio światłym człowiekiem, ale też nie z takim David się związał, więc nie zrobiło to na nim wrażenia.
— To znajomy Shane’a. On też pewnie nie wie, jak wygląda każdy mój znajomy.
Lucy wzruszyła ramionami i popatrzyła za okno. W sumie była ciekawa, co to za kolesia jej kuzyn przydybał na obiad.
— Ej, ale to nie dlatego, że szukacie… urozmaicenia w łóżku? — Znowu zerknęła na Davida, tym razem poruszając sugestywnie brwiami, a jej pełen piegów nos zmarszczył się uroczo.
David od razu się skrzywił i spojrzał na kuzynkę swojego kochanka bardziej wrogo.
— Nie. I nawet nie chcę znać twojego toku myślenia, ani wiedzieć, jak na to wpadłaś. To jest coś związanego z chęcią Shane’a przyznania się do bycia gejem przed kumplami w pracy i szuka wsparcia kogoś na podobnym poziomie.
— No spoczko, spoczko, wymyśliłam se ciekawszą wersję. I mówiłeś, że ma ile lat? Siedemnaście? Przynajmniej raaaaaz nie będę największą gówniarą w towarzystwie! — Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej.
Dzisiaj była ubrana bardziej tak, jak chodziła w domu, na wsi, gdy jeszcze tam mieszkała. Jeansy wsunięte w buty nad kostkę, koszula w kratę związana nad paskiem i skórzane bransoletki. Do tego długi, rudy warkocz i wymykające się z niego kosmyki. Pasowało jej to wszystko, a ubrania podkreślały jej ładną figurę, w tym całkiem spory biust.
— I tak będzie to pewnie domowe przedszkole — zakpił lekko David. — I nie krępuj się go walnąć, jak będzie się na ciebie gapił, ja nie zamierzam mieć nic przeciwko — dodał, żyjąc w przekonaniu, że ich dzisiejszemu gościowi w stu procentach podobają się tylko kobiety.
— Daaaj spokój, jak powiedziałam Ellen, że będzie na obiedzie nastolatek, to ledwo mi pozwoliła przyjść! — Lucy roześmiała się, wspominając swoją dziewczynę, którą też Shane i David najpierw zapraszali, ale okazało się, że nie może przyjść, bo akurat pracuje. — Ale co ty, David, znamy się od dziś? Jak łapy położy, to dostanie w orzeszki i po kłopocie, nie?
— Dlatego aż tak się o ciebie nie martwię, ale i tak… — westchnął na koniec, nie kończąc myśli.
Umówił się z chłopakiem pod apteką w jednym z centrów handlowych. Miejsce nie było odosobnione, ale zawsze przy sklepie z medykamentami było mniej ludzi niż przy części spożywczej.
Dziewczyna machnęła ręką i obniżyła szybę po swojej stronie.
— Będziemy wysiadać? Czy zawołamy?
— Wysiądę, poczekaj — zdecydował David, kiedy zatrzymali się nieopodal apteki, przy krawężniku. Jeszcze nie widział chłopaka, ale gdy otworzył drzwi i wysiadł, zobaczył go opartego o ścianę i oglądającego ludzi z brakiem zainteresowania. — Chase! — krzyknął i pomachał do niego.
Nastolatek od razu odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął pod nosem. Podszedł pospiesznie do samochodu, najpierw od strony kierowcy, żeby podać Davidowi dłoń.
— No siema. Tak przez telefon to marnie, więc, Chase — przedstawił się.
— David. Wsiadaj na tył — poprosił kierowca, samemu sadowiąc się znów za kierownicą.
Chase wskoczył na tylne siedzenie, a widząc dziewczynę, uśmiechnął się do niej szerzej.
— O, siemka, Chase. — Podał jej dłoń.
Lucy okręciła się w jego stronę i uśmiechnęła całą twarzą, bardzo sympatycznie, przez co wyglądała jeszcze ładniej niż zwykle. Uścisnęła dłoń chłopaka mocno i zdecydowanie.
— Hejka, Lucy. Jak samopoczucie przed homosiowym obiadkiem?
— Dziwacznie, ale mam nadzieję, że żarcie będzie niezłe. — Chase zaśmiał się, a jego wzrok prześliznął się dużo uważniej po dziewczynie niż Davidzie.
— Noo, ciacho będzie na pewno dobre, bo takie z bezą zrobiłam, migdałowe. A jak Shane’owi pójdzie kolacja… — Uniosła obronnie ręce. — Jak będzie zatruta, to nie na mnie, ale oby nie było źle, bo jest nas czwórka, a kibelki w domu tylko dwa, to może być lipa — skończyła ze swoich śmiechem trochę przypominającym chrumkanie.
Chase roześmiał się bardziej z jej śmiechu niż z żartu. Miał mieszane uczucia co do tego, gdzie jedzie. Kolacja z samymi homoseksualnymi osobami. Do tego sam deklarował, że jest w stu procentach hetero, więc czy to, że się zgodził, nie było dziwne? Nie był tego pewien.
— Lepiej gotuje niż kiedyś, poza tym mu pomagałem — dodał David, kiedy przestał się śmiać.
— Nooo, będzie chyba w porząsiu. A, no i cholerka, miałam mu napisać smsa, jak już będziemy jechać! — Lucy szybko wyprostowała się na siedzeniu i sięgnęła po komórkę do kieszeni.
Chase uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się, co Courtney powiedziałby na ten jego wypad na obiad do takich ludzi. Postanowił jednak nic mu nie mówić do czasu, aż to przetrwa.
— Napisz, bo będzie marudził — rzucił David do kuzynki Shane’a, już kierując się w stronę swojego i kochanka domu.
— No piszę, piszę… — mruknęła Lucy, już stukając coś na komórce. W międzyczasie jeszcze zagadała do chłopaka siedzącego z tyłu. — Bo ty pracujesz z moim szanownym kuzynem? Bo chyba nie załapałam z tego, co mówił.
— Nie, nie do końca. Tylko czasami bywam w warsztacie. Pracuję… — urwał, bo jednak, jak zwykle się nie wstydził swojej pracy, tak ten samochód i ogólna atmosfera jakoś go powstrzymały przed całkowitą szczerością — gdzie indziej.
— Taa? To ten ćwok mi to jakoś patologicznie wyjaśnił. — Lucy skrzywiła się i w końcu wysłała wiadomość. — Ja mam od niedawna nową pracę, bo jeszcze do kwietnia robiłam, kruca, w myjni na takim zadupiu. Ale teraz pracuję w takiej fajnej herbaciarni i mogę wreszcie korzystać z tego, że mnie kiedyś kumpel nauczył palić shishę, jak miałam jedenaście lat. — Zarechotała, jakby miała się czym chwalić. — Niby studiów nie mam, a jakoś się ciuła.
— Musimy kiedyś cię tam odwiedzić z Shanem. — David uśmiechnął się do Lucy i w lusterku spojrzał na Chase’a. — Ty jeszcze nie skończyłeś szkoły, jak dobrze zrozumiałem?
— Hm? — Chase najpierw nie zauważył, że to do niego jest mowa. — Nie, nie, jeszcze ten rok, ale już coś tam dorabiam. I ten, wolontariat w schronisku. Jak byście chcieli psa czy tam kota, to fajne mamy znajdki.
— Ooo, serio? — Lucy ożywiła się i okręciła trochę, żeby móc na niego spojrzeć. — Moja księżniczka by chciała, znaczy chce, ale wciąż się nie może zdecydować, bo wiesz, wciąż mieszka z rodzicami i tego, oni chcą małego psa, ona dużego, ale jak coś, to odwiedzimy, nie? Fajnie mieć zwierzaka w domu, ty masz jakiegoś?
— Tak, mam psa. — Chase również się rozochocił, zaczynając opowiadać dziewczynie o Tanku, o tym jak go przyniósł, jak go szkolił i jak chodził z nim na treningi. Co ten robił, co zniszczył. Był przy tym dużo bardziej ożywiony niż do tej pory i nawet nie zakuła go ta uwaga o „księżniczce”. Tym bardziej, że Lucy wydawała się taka z tym luźna i jednocześnie nieobnosząca się jakoś. Pomagać mógł mu też fakt, że była dziewczyną i jednak widział w swoim życiu więcej pornosów z lesbijkami niż samymi facetami.
David się nie wtrącał, aż w końcu dojechali na miejsce. Shane wyszedł nawet z domu, żeby powitać ich na ganku. Najpierw pocałował Lucy w policzek, bo ta przybiegła po schodkach jako pierwsza i wcisnęła mu w ręce reklamówkę z ciastem. Potem uśmiechnął się do Davida i na końcu wyciągnął dłoń do Chase’a.
— Siema. Jakieś problemy ze znalezieniem się?
— Żadnego, gładko poszło — odparł nastolatek i przy okazji rozejrzał się po okolicy. Było tu ładnie. Niemalże jak u Courtneya. Courtney jednak miał swoją działkę i nie było takiego poczucia życia we wspólnocie jak tutaj. Tu domki stały tuż przy sobie i co raz ktoś przechodził chodnikiem, czy wyglądał zza okna.
— To zajebiście. Wbijajcie, kolacja już w sumie gotowa. — Shane wyszczerzył się i przepuścił wszystkich w drzwiach.
— To ja pomogę z talerzami — zaoferowała Lucy, wchodząc jak do siebie po zdjęciu butów w przedsionku.
— A nie chcesz skorzystać, że jesteś gościem? — spytał ją David, także zdejmując buty i zakładając kapcie. Podał też parę Chase’owi. — Chyba że nie chcesz, to nie naciskam.
Nastolatek spojrzał na kapcie i zaśmiał się nerwowo, wciskając dłonie w kieszenie.
— Nie, chyba ten, se daruje. Aż tak mi chyba stopy nie śmierdzą.
Shane uśmiechnął się pod nosem i podążył do kuchni z ciastem od Lucy. Potem zajął się przekładaniem wszystkiego na półmiski. Starał się. Tym bardziej dzisiaj, skoro był Chase, na którego opinii mu zależało. Zresztą, zawsze zależało mu na opinii ludzi, mimo że często zachowywał się buntowniczo. Ale może właśnie dlatego, żeby ich sprawdzić? Sam nie wiedział, jednak nie chciał być szykanowany czy uważany za gorszego. Zależało mu więc na tym, żeby pokazać, że jego partnerstwo z Davidem jest w porządku i da się tak dobrze i zdrowo funkcjonować.
— David w ogóle powiedział, żebym nie gadał o budzie — rzucił ze śmiechem, przenosząc wszystko do stołu w salonie, przy którym usiadła reszta. — Ciekawe, czy dlatego, że się martwi, żebyś ty się nie wkurwiał, że taki temat przy nastolatku wyciągam, czy dlatego, żeby to oni się nie nudzili — prychnął na koniec.
Chase spojrzał na Lucy i Davida, którzy przewrócili oczami, nie komentując na razie.
— A bo co? To jakiś zakazany temat tu? Tym bardziej, że, kurna, nie ma co o budzie gadać raczej. To taki no mus, nie?
— No właśnie, kurwa, nie, szkoła zajebista była — odpowiedział Shane z zapałem i jeszcze poszedł po ostatnią miseczkę. — Nawet, stary, nie wiesz, jak ci zazdroszczę. Bym się zamienił… — Urwał nagle, już siadając do stołu. Zerknął na Davida. — Znaczy już nie, bo szczęśliwy jestem, nie? Ale to były zajebiste czasy i w ogóle.
— Ty, kuzyn, lepiej zawrzyj mordę, bo znowu będziemy słuchać, jak to się fajnie grało w karty na szlabanie w bibliotece albo ciągnęło Davidowi w szkolnej łazience. — Lucy przerwała jego słowotok i podała Davidowi swój talerz, żeby jej nałożył, skoro już się za to zabrał podczas przemowy Shane’a.
Chase zrobił trochę większe oczy, patrząc po całej trójce. David wychwycił to i westchnął ciężej.
— Następnym razem, Lucy, pomiń te bardziej erotyczne elementy. Tak jak ty nie chcesz notorycznie słuchać o penisach, ja nie chcę o waginach. Więc może nasz gość też może o czymś nie chce słuchać.
Dziewczyna wydęła wargi i machnęła ręką.
— No dobra, sorry, ale to Shane zaczął, kurka, a od razu na mnie. Miało nie być o szkole, a od razu ten zaczyna swoje.
Tym razem to Shane pokwaśniał na twarzy i skinął na półmiski z jedzeniem, a potem na Chase’a.
— Dobra, koniec tematu. Częstuj się, mam nadzieję, że lubisz ten… tak trochę słodko i trochę ostro.
Jedzenia było ogólnie dużo, był nawet dzbanek z mrożoną herbatą i drugi z jakimś sokiem. Shane i David się postarali, chociaż Chase miał dziwne wrażenie, że jedzenie, mimo że apetyczne, nie wygląda tak dobrze jak to, które robił Courtney.
— Spoko, jak będzie zjadliwe, to wszystko zjem. — Zaśmiał się, nie zamierzając wybrzydzać.
David jeszcze porozkładał jedzenie, powymieniali się talerzami i zaczęli jeść. Podczas tego mówiła głównie Lucy. Opowiadała o klientach herbaciarni i trochę powymieniała się z Chasem wrażeniami z pracy. Chase jednak głównie mówił o pracy w schronisku, bo lepiej to brzmiało niż robienie na złomowisku, ale szybko się przekonał, że Lucy nie ma jakichś zbędnych uprzedzeń i dobrze się dogadali. Shane też był bardziej w jego klimacie niż chociażby David, ale żadne z czwórki nie czuło się skrępowane. Do tego obiad wyszedł bardzo smaczny i kiedy przenieśli się na kanapę z ciastem od Lucy, nastroje całkiem nieźle im dopisywały.
— No dobra, ale imo nie wydaje mi się, żeby Chase był jakimś standardowym reprezentantem kolesi z twojej pracy, Shane — zwróciła się do kuzyna Lucy, machając widelczykiem w jego stronę, kiedy temat zszedł na jego planowany coming out. — Tacy mają brzuszek, rowek wystający zza spodni i pedofilskiego wąsa.
— To są hydraulicy, a nie mechanicy, Lu… — burknął chłopak z urazą. — Poza tym, kurwa, mi żaden rowek nie wystaje, nawet jeśli!
— Kiedy takowy wystaje i nie ma się nadwagi, nie jest jeszcze tak źle — dodał David z łyżeczką ciasta tuż przy ustach. Lubił w końcu rowek swojego faceta.
— No, to jak z tłustymi laskami. Oblecha, jak im sadło wystaje, a jak chuda jest laska, to fajnie, jak jej brzuch widać — dodał swoją opinię Chase.
Lucy aż popatrzyła na swój brzuch i pokiwała głową.
— No, niby tak. Znaczy… ważne, by się znało swoje atuty i je pokazywało, a z wadami walczyło, nie? No ale, ten, to ty tak serio spoczko, że on jest gejem? — zwróciła się do nowo poznanego chłopaka.
Chase zatrzymał się z jedzeniem, słysząc pytanie. Jakoś od razu pomyślał o swojej „dziewczynie”.
— Ale że jak serio spoko? — zaczął krzywo.
— Bo kiedyś u nas w warsztacie pracował koleś, który cały czas jechał po „pedałach” — zabrał głos Shane i wpakował sobie do ust wielki kawał ciasta z bezą. — Ale tak, kurwa, non stop, jakby mu jakiś kiedyś ulubionego chomika spuścił w kiblu. I nie wiem, czy wszyscy tak myślą, ale to ukrywają, czy tylko on był jakiś zjebany, nie?
— Nie no… chyba niektórzy mają to w dupie, z kimś się… no, jesteś. Mi tam mało co do tego — odparł Chase po dobrej chwili milczenia. Trochę dziwnie się czuł podczas tej rozmowy. Bo nawet przy grupie osób homoseksualnych udawał, że w stu procentach woli dziewczyny. A przecież jego „dziewczyna”… nie była tak do końca dziewczyną.
— No, to git. Może inni też będą to mieli w dupie — stwierdził Shane, zarzucając ramię na szyję siedzącego obok Davida. — Byś mógł czasem po mnie podjechać, nie? — zamruczał i liznął jego wargę, tym samym zbierając z niej okruszek bezy.
Chase na widok tego gestu lekko się skrzywił. Jednak takie oficjalne pokazywanie sobie uczucia było dla niego bardzo nowe i nietypowe.
David za to uśmiechnął się pobłażliwie.
— Mógłbym, jeśli miałbym czas.
— Luz.
— Taki luksus, szofera se załatwił… — Lucy uśmiechnęła się pod nosem. — Też byś mnie mógł odbierać — dodała do Davida, zakładając ręce pod biustem. Przez to tylko mocniej się uwydatnił.
Mężczyzna prychnął ze szczerym rozbawieniem.
— A Ellen nie może cię odbierać? Ja troszczę się o swoje, ona powinna o swoje.
— Ona jeszcze się uczy, młodszą mam przecież. — Lucy zachichotała i zjechała na fotelu w dół. — Więc w sumie nie ma czasu trochę, by mnie z roboty odbierać. Nie mieszkamy razem.
— My też, Lu, nie mieszkamy z tobą — dodał David z lekkim rozbawieniem, ale bez złośliwości. — Zresztą, jeszcze trochę. Może na rocznicę jakąś pomyślimy z Shanem, żeby dorzucić wam do samochodu. Żebyś nie marudziła.
Dziewczyna zrobiła większe oczy i najpierw drgnęła, jakby miała już rzucić się Davidowi na szyję. Opanowała się jednak i tylko wyszczerzyła szeroko.
— Ale byłoby fajowsko! Bym miała brykę, a Shane nie, ale jazda!
Chłopak prychnął pod nosem i pokręcił głową.
— Durna jesteś. Po chuja nam jeszcze jeden samochód? Wystarczy, że David ma. Chase świadkiem, że to nie jest niezbędne, bo na rowerze zapierdala wszędzie.
— Ale też nieźle byłoby mieć swoją furę. W deszczu jest chujowo. I w zimę — dodał nastolatek, widząc plusy w posiadaniu samochodu. Jego zwyczajnie nie było na to stać.
— Taa, niby prawda — przytaknął Shane i odłożył pusty talerzyk. — Ktoś chce jeszcze?
— Ja — poprosił od razu Chase. Musiał spytać Courtneya, czy ciasta też umie robić. Bo to było pyszne.
— Komuś, widzę, posmakowało. — David także poprosił o dokładkę, a Lucy uśmiechała się, dumna ze swojego dzieła.
— Dziewczyna ci nie gotuje? — zagadała chłopaka, kiedy Shane pochylony nad stolikiem kroił ciasto, żeby dołożyć najmłodszemu gościowi i swojemu facetowi.
— Gotuje, ale jeszcze ciasta nie było. No i nie widzimy się aż tak często — wyjaśnił Chase z uśmiechem skierowanym do dziewczyny. Ładna była. Chociaż dziwnie mówiła.
— Nie? Znaczy się jakieś początki, schadzki i od święta kolacyjka? — drążyła ciekawsko Lucy, a Shane podał Chase’owi i Davidowi po kawałku ciasta. Sobie też wziął.
— No, jak wpadam do niej, to czasami coś mi robi. Widujemy się, ale jeszcze nie jakoś długo — wytłumaczył Chase, biorąc się za jedzenie. Tak, zdecydowanie Courtney musiał mu coś upiec.
— Ale fajnie, że romansujesz. Ja niedużo w szkole romansowałam, bo mnie to chłopacy podrywali, a wolę laseczki, nie? Ciężko z tym…
— No, ale może to będzie ta jedyna. — Shane klepnął Chase’a w ramię i usiadł z powrotem obok Davida. — Coś wiem o szkolnych miłościach.
— Ee… no, nie chodzimy razem do budy, jeśli do tego pijesz — wyjaśnił Chase, nim ugryzł się w język. Czym mniej wiedzieli o Courtneyu, tym było przecież lepiej.
— Nie? Skąd się więc znacie? — zainteresował się uprzejmie David, a Chase miał ponownie problem z odpowiedzią. Nie pamiętał, co i czy ustalali coś w tej kwestii.
— E, no… ona ogólnie starsza ode mnie jest, więc, no, nie z budy.
— Nieźle, starszą… — Shane zagwizdał i sam cmoknął swojego faceta w policzek, nim zabrał się za ciasto. — To nieźle, powodzenia z nią.
— A jak ma na imię? Ładna? — wtrąciła się Lucy.
— Courtney — odparł od razu Chase, naprawdę wdzięczny, że to imię było uniwersalne.
— Łaaadnie.
Shane uśmiechnął się pod nosem, kiedy Lucy zaczęła opowiadać, co się jej kojarzy z tym imieniem i spróbowała trafić w to, jak faktycznie wygląda dziewczyna Chase’a, a ten mówił, czy się zgadza, czy nie. Było zabawnie, a potem Shane i David dołączyli się z opowiadaniem, jak oni wyglądali te dziesięć lat temu. Spędzili więc dzień całkiem przyjemnie, a tajemnica, że chłopak też lubi swoją płeć, się nie wydała. Po jakiejś godzinie musiał się zmyć, bo Raphael z Shirley nagle potrzebowali pomocy przy przenoszeniu rzeczy dziewczyny z jej starego pokoju do nowego, na poddaszu. Gabriel jak zwykle się wykręcił, ale że Chase zazwyczaj starał się być dobrym kumplem, to opuścił dom Shane’a i Davida. Ten ostatni nawet zaoferował mu podwózkę, więc całkiem nieźle się wyrobił i… był zadowolony z przebiegu całej kolacji. Było miło, najadł się i poznał Lucy. Która była lesbijką. Wymienił się z nią nawet numerami, co by, „gdyby chciały spróbować trójkąta”, to do niego zadzwoniła. Wszystko to w żartach i miłej atmosferze.
Miał jedynie nadzieję, że faktycznie kumple Shane’a z pracy, nie okażą się dupkami i nie wyjdzie, że jest jakimś wyjątkiem od reguły, który toleruje geja.

29 thoughts on “Newton’s Balls – 28 – Homoobiad

  1. Katka pisze:

    Esmotylek, masz rację, był błąd. Ale już poprawiony, więc dzięki za zwrócenie uwagi! Hehe, a co do chlapnięcia – Chase chyba za bardzo boi się tego, co mogłoby wyjść, zeby coś chlapnąć XD Miłego czytania!

  2. esmotylek2001 pisze:

    Czy tylko ja zauważyłam błąd ortograficzny;P Brud piszę się przez „u” zwykłe jakby co:)
    Poza tym cały czas podczas czytania rozdziału chciałam żeby Chase chlapnął co o tym że jego dziewczyna nie jest do końca dziewczyną. To tyle:D spadam czytać dalej

  3. Shivunia pisze:

    Saki >> przyznam szczerze, że nie wiem też jak to naprawić. Jutro nad tym posiedzę, sprawdzę u siebie co i jak działa i może coś „inteligentnego” odkryje, ale nie zawsze udaje się takie rzeczy dokonać. Jedna chociażby rzecz naprawiła nam się „sama” kiedy szukałyśmy jak to zrobić. DO tej pory nie wiem jak to zadziałało :P
    Epickie spotkanie… ta, mogło by być ciekawie. Jest w sumie kilka takich ogólnie w opowiadaniach kombinacji które mogły by być zaiste ciekawe :P „czy nawet na tyle mu Lu pozwoli” święte słowa. Ale potajemnie pewnie by się pogapił na cycki. Lu raczej jest do tego przyzwyczajona. Mogę się założyć, że WIELU osobom zdarza się zagapić. Nie mam takiej figury jak Lu, ale wiem, że ludzie czasami umieją patrzeć się na cycki, nawet jak ich nie kręcą (albo mężczyźni są bardziej dyskretni XD)

  4. saki2709 pisze:

    Katka, nie wiem, co się dzieje. Może wordpress mnie nie lubi, może się na mnie obraził, ale ostatni post, który widnieje na mojej wordpressowej tablicy to „Homoobiad”. Zrobiłam tak, jak mówiłaś i nic się nie zmieniło :'( Mam nadzieję, że to się poprawi, bo nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało i co z tym zrobić.
    Co do spotkania tej czwórki, naprawdę bym chciała to zobaczyć. To byłoby bardziej niż epickie XD Mam nadzieję, że kiedyś się spotkają w takim kameralnym gronie ^^ A co do Lucy i Chase’a… Nawet jeśli ten drugi lubi też dziewczyny, to Lu nie jest zainteresowana płcią przeciwną, więc Kukurydzek nie musi się bać. Co najwyżej Chase się trochę pogapi, choć nie wiem, czy nawet na tyle mu Lu pozwoli XD

  5. Katka pisze:

    Saki, zacznę od tyłu – nie wiem czemu nie masz powiadomień i nie wiem też, czy jesteś odosobnionym przypadkiem… Trochę mnie to martwi, chociaż to z drugiej strony logiczne, że skoro fallowowałaś firedragon, to teraz mogą nie dochodzić. Może spróbuj odznaczyć subskrypcję i zrobić ją na nowo? Jak pomoże, to daj znać, a jak nie, to w sumie też, to będziemy dumać dalej, jak temu zaradzić.
    A już co do rozdziału, uważam, że spotkanie David, Courtney, Shane i Chase byłoby epickie. David i Courtney przedstawiają takich bardziej stonowanych i poważnych facetów, którzy mają za partnerów nieogarniętych gówniarzy XD Więc na pewno znaleźliby nić porozumienia XD A Lucy i Chase… hehe, widzę że Ty też widzisz w nich pewien potencjał na lepszą znajomość. Ale zgadzam się, to charaktery, które faktycznie mogłyby być kompatybilne. Tylko Courtney ma nadzieję, ze nie za bardzo, bo wie, że Chase na dziewczyny też leci XD

  6. saki2709 pisze:

    Nawet nie wiecie, jak mi ten rozdział poprawił humor. Po obejrzeniu „Ciastka i potwory” wpadłam w takiego doła, że myślałam, że się dzisiaj nie wygrzebię. Ale film piękny. Ale nie o tym teraz. Co do rozdziału, fajny pomysł z tym obiadkiem, a szczególnie, żeby zaprosić na niego Chase’a. Może dzięki Shane’owi chłopak zmieni trochę swoje nastawienie do homo miłości i zacznie nazywać rzeczy po imieniu. Na pewno Courtney by się lepiej czuł, gdyby w oczach Chase’a był jego facetem. Bo z dziewczyną raczej nie można go pomylić. Marzy mi się takie spotkanie Shane x David i Chase x Courtney. To by było ciekawe. Widzę, że Shane na poważnie wziął sobie postanowienie wyjścia z szafy przed kumplami z pracy. Mam nadzieję, że go zaakceptują. W końcu prawie połowę swojego czasu z nimi spędza. Dobrze by było, gdyby mógł być przy nich sobą w stu procentach. Na pewno nie jest mu teraz lekko, jak oni gadają na miłosne tematy, a on się nie może wypowiedzieć, bo boi się ich reakcji. Nie chce kłamać, bo jak się wyda, to będzie się czuł gorzej, niż jakby od razu miał się przyznać. Takie przynajmniej moje zdanie. Mam nadzieję, że jego kumple są w porządku i nie odtrącą go tylko dlatego, że woli facetów. Przecież skoro polubili go takiego, nie wiedząc, kogo woli w łóżku, nie powinni zmieniać o nim zdania, jak się o tym dowiedzą. Ludzie potrafią być okropni. To, że ktoś woli swoją płeć, nie znaczy, że jest kimś gorszym. Orientacja nie stanowi o wartości człowieka… No i się niepotrzebnie rozgadałam. Obiadek milutki. Fajnie było znowu poczytać o Shane’ie i Davidzie. No i Lu. Lubię tą laskę. Ile ona jest tak właściwie starsza od Chase’a? Fajnie by było, jakby się zakumplowali. Skoro dobrze im się ze sobą gada, to szkoda to marnować. No i Chase miałby jedną dobrą duszę więcej wśród znajomych. Może jej powiedziałby prawdę? Taka przyjaciółka, z którą mógłby pogadać o wszystkim by mu się przydała. I w ostateczności, gdyby kumple za bardzo naciskali, mógłby im ją przedstawić jako swoją dziewczynę? Wiem, głupia jestem. Ale wizja fajna. Choć Lu nie bardzo wygląda na nauczycielkę, którą ponoć jest „dziewczyna” Chase’a. Dobra, nie truję już. Pewnie i tak macie dość tego nic nie wnoszącego komentarza. Mam nadzieję, że jakoś się w nim odnajdziecie, bo mam wrażenie, że zrobiłam jeden wielki chaos.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny
    Ps. Całkiem mi się podoba nowy wygląd stronki. Takie małe odświeżenie. I mam takie małe pytanko. Odkąd zmieniłyście nazwę bloga, nie przychodzą mi powiadomienia o aktualce. Chodzi mi o wordpressową tablicę, czy jak to się zwie. Nie wiecie, co się dzieje? Co mam zrobić, żeby znowu się pojawiały? Niby wiem mniej więcej, kiedy mają pojawiać się rozdziały, ale no… nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, a czasem jest coś niezapowiedzianego. Także ten…

  7. Katka pisze:

    Mati, haha, dorasta, najwyższy czas w tym wieku XD ale w ogóle ładnie zauważyłeś, że to nie tylko Shane’owi może pomóc, ale też Chase’owi. Może ogarnąć, że ludzie innej orientacji są zwyczajni, że da się z nimi gadać i normalnie spędzać czas i nie ma się czego wstydzić :)

    Kasia G., mnie się wydaje, że na ten moment łatwo mu to przychodzi, bo… chyba trochę w to wierzy w ogole. Że Courtney jest taką „żonką”, że przez te swoje różne zachowania, które mogą w oczach takiego chłopaka jak Chase uchodzić za bardziej sfeminizowane, to łatwiej mu się do tego tak podchodzi i mówi o Courtneyu jako o dziewczynie. A już w ogóle pewna jestem pewna, że nie widzi siebie jako geja XD Taki prosty chłopak ;) Och, a ciasta Courtneya… TAK, umie piec XD Chase na pewno się w końcu o tym przekona XD

    Kaczuch_A, tak, Shane całkiem odważnie chce postąpić z tym przyznaniem się, bo to trochę toto lotek i nie może przewidzieć, jak się kumple zachowają, tym bardziej, że jak mówił, tematy za bardzo na gejów nie schodzą. Więc nie wie, czego się spodziewać, ale wewnętrznie tego potrzebuje. A Chase i Lucy – tak, ona też jest taka jakaś bardziej… sama nie wiem, no jak z Shanem się dogaduje, to czemu miałaby się nie dogadać z Chasem? Może coś z tego będzie… :)

  8. kaczuch_A pisze:

    Shane dorastasz, jestem z ciebie dumna~! xD a tak serio to odważnie, nie powiem, bo jak powie i coś się spierdoli to nie będzie z tego faktu zadowolony. A tej dwójce już problemów nie potrzeba. Jednak rozumiem Shane’a już tyle z Davidem przeszli, żywią na prawdę silne uczucia do siebie i nie chcą już tego ukrywać. W ogóle nie wiem dlaczego, ale Chase i Lucy mogą się nieźle dogadać, na takiej koleżeńskiej stopie. I jakoś fajnie by było jakby na kolejnym obiedzie pojawił się Kukurydz. Jakoś tak widzę go razem z tym towarzystwem, pasowałoby to i po chichu na to liczę.

  9. Kasia G. pisze:

    Ciekawe czy to nie męczy Chasea takie ściemnianie z tą dziewczyną? Co prawda przynajmniej imienia nie musiał zmienić ale i tak. Wiem że to za wcześnie jeszcze, tak sobie tylko marudzę :) Obiad wyszedł im całkiem sympatycznie. Chase mógł się przekonać że homosie nie muszą być złe :D No i najadł się chłopak. Shane niepotrzebnie się tak martwi, co prawda rozumiem ten strach ale nie sądzę żeby ktoś mu w pracy podskakiwał, może ewentualnie za jego plecami będą gadać. No ale znają go już trochę więc może nie będzie źle. Chociaż jak nad tym pomyśleć to sporo jest homofobów na tym świecie, ale raczej gdy nie zna się osobiście danej osoby. Nie wiem czy sensownie to napisałam, hehe. Ciekawe czy Courtney dobre ciasta piecze? Ech chyba chce mi się czegoś słodkiego :) Dzięki dziewczyny ☺

  10. Mati pisze:

    Woow, odważny Shane, dorasta chyba :D I fajnie z tym zaproszeniem Chase’a. Może pomóc nie tylko Shane’owi, ale i samemu Chase’owi. Może i on zacznie mówić o kuratorku inaczej niż „dziewczyna”

  11. Katka pisze:

    Bebok, odpowiem tu na oba Twoje komentarze pod NB, bo jakos mi tak łatwiej. Najpierw co do Alberta i Ridleya – też by mnie męczyło takie przenoszenie się z jednego miejsca w drugie. Ale chyba oni dochodzą do wniosku, że lepiej się teraz trochę pomęczyć, żeby wiedzieć, jak im jest lepiej i potem już w pełni komfortowo się ustawić. W końcu nigdzie się im nie spieszy. Obaj chcą, żeby było dobrze, idealnie wręcz. „ Miło zobaczyć znowu Shane’a i Davida szczęśliwych w swoim domu tak jak powinno być, Alberta i Ridleya robiących duży krok naprzód i wciąż cieszących się sobą, Walta i Jamesa biorących ślub *__*” – oooch, a jak to tak opisujesz, to to faktycznie dobrze brzmi XD słodziaki nam dorastają i wreszcie mają szczęście w życiu XD Ale tak jak piszesz, wszystko się może spieprzyć, czy to u Chase’a, czy to u Jamesa. No i Shane… tak, w warsztacie jest grupa ludzi, a jak wiadomo, każdy człowiek jest inny i w ogóle w miejscach, gdzie jest więcej ludzi, lubią się tworzyć grupki. To jest chyba jakieś naturalne. No więc Shane powinien uważać… Ale tak jak mówisz, to duży chłopczyk. Umie o siebie zadbać. I spoooko z tymi komentarzami. Fajnie, że dajesz o sobie znać od czasu do czasu :D Dzięki!

  12. Bebok pisze:

    Shane i jego genialne pomysły xD Przecież każdy może inaczej zareagować, no i w warsztacie jest grupa, wystarczy że części się to nie spodoba i reszta się nie wyłamie… no ale mam nadzieję że jednak będzie na odwrót i wielki coming out wyjdzie mu na dobre. Shane też bezbronny nie jest więc w razie czego da sobie radę ;)
    W tym opowiadaniu każdy z każdym jest w jakiś sposób połączony xD Jedna wielka sieć powiązań ;p Jak się pomiesza to na całego ;p Ciekawi mnie kiedy tajemnica Chase’a wyjdzie na jaw. I kiedy dowiedzą się o Jamesie. Prędzej czy później… to musi wyjść.

    PS Komentuję trochę wyrywkowo bo wszystkiego nie ogarnę niestety :( Czytam na bieżąco ale często w pracy a tam nie mam jak komentować ehh…

  13. Katka pisze:

    Jelis, tak, dokładnie tak. Shane już przeżył ten związek w ukryciu, a teraz cieszy się przecież tym, że jest z Davidem już rozwiedzionym, tylko jego. Jest szczęśliwy jako jego facet, jako gej i po prostu chce być sobą, a nie ukrywać tego w tych kilku godzinach w pracy. To męczące. A on już chyba dość przeszedł, by wreszcie móc się całkowicie wyluzować i być sobą. Także dobrze podsumowałaś :D

  14. Jelis pisze:

    O no tak niemal to samo zawarła Katka w swoim komentarzu nie zauważyłam :c a może do tego doszło tez to ze David stawił czoła w pracy wszystkim opiniom na temat swojego związku jakie by one nie były. Może chce być z nim fair. Nie byłam w takiej sytuacji i mogę się tylko domyślać. Ja nie chciałbym ukrywać tego kim jestem po za domem. Shane dużo ukrywania przeżył kiedy David miał jeszcze żonę. Pewnie teraz chce być z Davidem całkowicie i zawsze bo być sobą w domu się nie liczy. Trzeba być sobą zawsze ^^

  15. Jelis pisze:

    Ja uważam że Shane chce się przyznać żeby być całkowicie out. Bo kiedy chce się być otwartym to zawsze a nie tylko w domu z rodziną. Skoro to jego kumple na pewno często gadają o dziewczynach i wtedy albo musi kłamać albo nic nie mówić. Jeśli jest się w szczęśliwym związku to ma się ochotę pokazać to całemu światu. Może czuje się trochę ograniczany? Jakby wchodząc do pracy stawał się kimś innym? Rozdział świetny jak każdy z bohaterami NBTS on ile się nie kłócą XD

  16. Katka pisze:

    Jaka piękna dyskusja! MoNoMu, żadnego „Już się więcej nie odzywam”! Szanujemy każda opinię, a rozmowa jest zdrowa, bez hejterstwa i każdy wyraża swoje zdanie, więc noł stres, dobrze podyskutować :D A co ja mogę do tego wszystkiego dodać? Może spróbuję wyjaśnić to wszystko oczami Shane’a, skoro to od niego tu się zaczęło.
    Shane pracuje w tym warsztacie od kilku lat (de facto od czasu, kiedy skończył szkołę) i zamierza pracować w niej jeszcze długo. Zna więc swoich współpracowników dobrze, są jego kumplami i właściwie nie kończy się z nimi znajomość tylko na tych 8 godzinach w robocie, lecz wyskakują tez na piwo i spotykają się po pracy. No i to jest jednak duża część jego aktywności w życiu. Chce się w niej czuć komfortowo. Wypad na piwo, kiedy mówi się już o bardziej prywatnych sprawach czy posiadówy w kanciapie na przerwie to momenty, w których wypływają tematy często takie jak związki czy seks. Słuchanie o tym wszystkim bez możliwości wtrącenia czegoś o własnych doświadczeniach jest dla niego bolesne. Nie chce kłamać. Chce, żeby między nimi w pracy było luźno i dobrze. By kumple wiedzieli, kim jest, co lubi i jak mu się żyje, bez potrzebny wymyślania i ciągłego stresu, a co będzie jak się dowiedzą. To bardzo męczące psychicznie na dłuższy dystans. Plus, skoro David to zrobił i było dobrze, Shane zobaczył nadzieję w tym, że on też tak może zyć. Że się da. Chce więc spróbować i dobrze poczuć się w towarzystwie ludzi, których lubi i szanuje i chce, by z ich strony też tak było. Jest to ryzyko, oczywiście, bo mogą się różnie zachować, ale on jest gotów by to zrobić. Po prostu, dla siebie, dla własnego komfortu, dla pełni szczęścia w swoim życiu, w którym obecnie właśnie tego mu brakuje.

  17. MoNoMu pisze:

    Nie chciałam nikogo zaszufladkować, bo musiałabym to tez zrobić ze sobą. Miałam tu na myśli mechaników ukazanych w opowiadaniu. Nawet Shane do najbystrzejszych nie należy. Nie oceniam ludzi po zawodzie. A teraz w autach jest tyle elektroniki, że trzeba mieć łeb na karku, żeby to ogarnąć. Niekiedy lepiej się gada z panią sprzątającą niż z „ą, ę, czego ja to nie skończyłem”.
    Już się więcej nie odzywam :)
    Pozdrowienia!

  18. O. pisze:

    Wcinając się do dyskusji xD Może ja to tak głupio porównam.. Ale np ma się brązowe włosy, które zawsze farbuje się np na rudo.. Tak, że każdy człowiek czy to ze starych znajomych czy nowych myśli iż jest to Twój naturalny kolor, ale tak nie jest i po jakimś czasie aż pragniesz wrócić do swojego naturalnego koloru. Jest szok, jest zaskoczenie ale później ludzie się przyzwyczajają. Plus Shane może też chcieć zrobić out gdyż David musiał to zrobić przy rozwodzie. Może się z tym czuć źle, że jego partner przez to przeszedł, dla niego, dla siebie, dla nich.. I on też tak chce, chce być na równi jakby pod każdym względem ;) A że wspiera go partner, przyjaciele i matka to będzie mu prościej to powiedzieć, bo wie, że nawet jak koledzy z pracy się odwrócą to ma swoich xD

  19. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Mechanicy to ludzie prości, najczęściej niewykształceni.” – I nie kazdy jest niewyksztalcony. W tych czasach nawet jak ukonczysz studia to zadnej normalnej pracy nie dostaniesz ;/ Moja kuzynka ukonczyla takie dobre studia, a pracuje w zwyklym sklepie ;/

  20. porebula pisze:

    MoNoMu szufladkujesz teraz mechaników okropnie… to ja teraz powiem że geje to zazwyczaj cioty dające wszystkiemu co się rusza… eh

  21. MoNoMu pisze:

    Jojojoj, nie o tym mówię. Jaki jest cel życia? Prawdopodobnie żaden. Więc jak powinno się żyć? Tak, aby być szczęśliwym. Potrzebna jest do tego oczywiście akceptacja rodziny, przyjaciół oraz ich wsparcie. O Shane’ie wie jego matka, kuzynka, wiedzą przyjaciele (Walt i James), jest szczęśliwy ze swoim partnerem. Ale ludzie z pracy to osoby, z którymi koegzystuje się 8 godzin dziennie i tyle. Trzeba sobie z nimi po prostu wytworzyć jak najlepsze kontakty. Mechanicy to ludzie prości, najczęściej niewykształceni. Wiadomo jak tacy ludzie reagują na to, co „inne”. Najczęściej agresją aktywną lub bierną. Więc po co zdradzać się przed właściwie obcymi ludźmi? Lepiej mieć święty spokój w robocie. Życie zaczyna się po pracy. Ja na przykład jestem chora na pewną niezbyt dobrze kojarzącą się chorobę, choć po mnie tego nie widać. O moje przypadłości wiedzą tylko najbliżsi. Po co mam to zdradzać współpracownikom i znosić ich komentarze, spojrzenia? Lepiej mieć spokój.

  22. damiannluntekurbus17 pisze:

    MoNoMu – a ja rozumiem. On chce zyc normalnie. Tak jak pary homo. Ma sie przejmowac opinia innych? Przeciez to glupie. Jak bedzie umieral to bedzie zalowal, ze przejmowal sie tym, co mowili ludzie o jego zwiazku. Rozumiem jakby byl mlody, czasy gimnazjum i w ogole, bo to gorszy okres, ale on juz jest dorosly.

  23. MoNoMu pisze:

    Nie kumam tej potrzeby wyjścia z szafy Shane w pracy. Pierwsze, tamtejsi pracownicy nie są jego jakimiś bliskimi. Rozumiem potrzebę otworzenia się przed rodziną i przyjaciółmi, ale tego nie za bardzo. Drugie, charakterystyczne środowisko prostych ludzi. Reakcję można przewidzieć. Po co mu to? Żeby wszyscy czuli się niezręcznie w pracy? Niektóre rzeczy lepiej zachować dla siebie, niż sobie później pluć w brodę. Życie w społeczeństwie to przecież ciągłe trzymanie roli, gra pozorów.
    Inaczej można zostać… no właśnie, wyoutowanym.

  24. damiannluntekurbus17 pisze:

    No wlasnie, jest SOBOTA. Ja nie mam ochoty chodzic na obiadki tak jak Shane, Chase, Lucy i David. Do tego nie homoobiad, tylko homofoboobiad z rodzina ;_;
    W sumie jak tak to czytam to sie przekonalem do Davida i Shane’a. Chyba dlatego, ze Grace juz nie cierpi. Lubie czytac o ich slabosciach, moze po prostu dlatego ich polubilem. Bo Shane boi sie aut, a David ma uszkodzony kregoslup. No poszkodowani, dlatego xD Jestem zly, ze lubie czytac o poszkodowanych i czerpie z tego przyjemnosc? XD
    Na PD czekam chyba najbardziej. Nie moge sie doczekac Tomasa i reszty chlopakow :)

  25. Katka pisze:

    Yaoistka, czyli rozumiem, że odmóżdżamy? :) Mam nadzieje, że zdrowo XD

    Linerivaillen, tak, my też ją lubimy XD Ale na pewno jest na świecie dużo lesbijek o imieniu Ellen XD

    Renka, dum dum dum… nastąpi to szybciej niż myślisz XD

  26. Renka pisze:

    Za dużo miłości, szczęścia i nawiązywania nowych znajomości. Jestem pewna, że zaraz Manus Dei objawi się i coś porządnie namiesza. :3

  27. Yaoistka^^ pisze:

    ….jej <3

    Ta godzina i mój mózg nie pracuje… A kiedy on pracuje po waszych opowiadaniach? XD

    Weny :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s