Project Dozen – 56 – Zostać dziś dłużej…

Foster stał przy kuchence i pilnował gotującego się makaronu. W miseczce na blacie leżały pokrojone pomidorki koktajlowe, liście szpinaku i starty ser mozzarella. Sos też był już jako tako przygotowany. Czekał tylko, aż makaron będzie dobry, zerkając czasami na Annie, która siedziała tuż obok i patrzyła na niego, dotrzymując mu towarzystwa. Nie była namolna, dlatego nie przeszkadzała.
— Będziemy mieli gościa, wiesz? — zwrócił się do suczki mężczyzna i skosztował połówkę pomidorka, zastanawiając się, czy Mark się spóźni i czy nie powinien poczekać jednak dłużej z gotowaniem makaronu. Ten nie musiał być aż tak ciepły. Mógł go podgrzać na patelni z sosem, ale jakoś miał nadzieję na szybki przyjazd przyjaciela.
Annie jednak nie informowała go, że kogoś wyczuwa przez kilka kolejnych minut, aż nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Tak, to musiał być Mark. Biała suczka czmychnęła spod nóg swojego pana i popędziła w ciszy do przedpokoju, żeby przed drzwiami poczekać i zobaczyć, kto do nich zawitał.
Gospodarz zostawił robienie obiadu i poszedł otworzyć.
— Już, już! — zawołał, chociaż i tak nie było tego słychać na zewnątrz.
Wziął pieska na ręce i otworzył drzwi. Powitał go przyjemny uśmiech dyrektora szkoły, który już strzepywał białe płatki ze swojej kurtki.
— Hej. Śnieg zaczął padać. Tego się jakoś nie spodziewałem — rzucił na powitanie.
— Tak? — zainteresował się Foster, bo skupiał się na gotowaniu, a nie na tym, co było za oknem. Aż wyjrzał na zewnątrz, żeby zobaczyć, jak na trawniku przed domem robi się biało. — Ale chyba jest dość mokry. Zaraz pewnie stopnieje — dodał i dopiero zamknął drzwi za gościem. — Wejdź.
— Dzięki. Pachnie… Gotujesz? — zapytał Mark, rozbierając się z wierzchniego odzienia. Pod spodem ubrany był tak, jak w szkole, co oznaczało, że musiał przyjechać tu prosto z pracy.
— Tak, dlatego muszę cię zostawić. Rozgość się, pójdę przypilnować makaronu — odparł Foster i odstawił Annie, żeby zaraz wrócić do kuchni. Chciał al dente.
W tym czasie jego gość pozbył się jeszcze marynarki, bo w mieszkaniu było przyjemnie ciepło. Krawat również rozwiązał, więc już w samej szarej koszuli i eleganckich spodniach poszedł do łazienki. Skorzystał z toalety, odświeżył twarz i ręce, po czym wszedł do kuchni, żeby zobaczyć, jak idzie gospodarzowi.
— Poszedłem za twoją radą i gdy byłem u Rity, pojechaliśmy na zakupy. Kupiłem kilka bardziej… kolorowych swetrów — rzucił, przystając nieopodal, przy szafce kuchennej i opierając się o nią tyłkiem.
— Tak? I jak na tobie leżą? Fajnie? — spytał Foster i tylko krótko spojrzał na gościa, bo był w trakcie nakładania makaronu na patelnię, by zmieszać go z sosem i resztą składników.
— Zabrałem z gabinetu ze szkoły jeden, to później mogę ci pokazać. Mam też bieliznę. To wszystko… tak na wszelki wypadek, jeśli zgodziłbyś się mnie dzisiaj przenocować — odpowiedział Mark, odważnie jak na siebie… choć odważna była tylko treść, bo sam głos mu zadrżał, a spojrzenie należało do tych pełnych obaw o reakcję i odpowiedź.
Gospodarzowi o mało nie wyślizgnęła się patelnia, kiedy już przekładał z niej jedzenie na talerze. Zaraz też spojrzał na Marka i przygryzł wargę, żeby się nie uśmiechnąć za bardzo. Na niewiele jednak się to zdało.
— Chciałbyś zostać… dłużej dziś?
Mark trochę się przełamał, kiedy zobaczył tak pozytywną minę na twarzy przyjaciela.
— Mhm… Jeśli mogę?
— Oczywiście — odparł Foster prosto i z pełną szczerością. Nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby powiedzieć „nie”. — Zjemy, napijemy się czegoś dobrego, obejrzymy film. Mark, jestem jak najbardziej na tak.
Dyrektor uśmiechnął się od razu i podziękował.
— Brzmi naprawdę super. To… może pomóc ci tu z czymś? Jemy u ciebie w salonie?
— Tak. — Foster się ocknął i z powrotem przeniósł uwagę na patelnię, którą wciąż trzymał. — Możesz zabrać sztućce i serwetki. Tam leżą, już naszykowałem. Ja zaraz przyniosę talerze, tylko nałożę.
— Jasne.
Mark zrobił to, o co został poproszony i już chwilę później siedział w salonie przy stoliku, czekając na Fostera. Usiadł specjalnie trochę bliżej środka kanapy, żeby być blisko mężczyzny, gdy ten zajmie miejsce obok. Chciał jego dotyku. Wciąż pamiętał, jak dobrze się czuł, gdy się ostatnio obejmowali. To było bardzo kojące uczucie.
— Proszę bardzo. — Gospodarz po chwili postawił przed nim talerz z jedzeniem. Makaron w gęstym sosie, ze szpinakiem, pomidorkami, posypany serem. — Smacznego — dodał i usiadł obok gościa. Od razu zauważył, jak ten jest blisko. Aż trochę się zmieszał.
Zanim zabrał się za jedzenie, przybiegła jego suczka i zaczęła trącać go po nogawce łapką, żeby wziął ją na kanapę i by mogła blisko niego posiedzieć.
— Dzięki. Wciąż nie tak jak u Rity, ale daje radę… — zażartował Mark, nabrał kęs i zjadłszy, szybko dodał: — Mmm, jednak cudowne! — Zaśmiał się.
Foster uśmiechnął się szeroko, kiedy patrzył na jego twarz. Pocałowałby go w ten pełny policzek.
— To dobrze, jedz. Miałem nadzieję, że będzie ci smakować.
— Smakuje. Jest naprawdę pycha. Strasznie lubię szpinak, więc trafiłeś — przyznał Mark, również na niego zerkając. A gdy zobaczył, jak blisko jest twarz Fostera, trochę się zawahał. Zamilkł, wychylił się jeszcze odrobinę i przekręciwszy głowę, złożył na jego pełnych wargach delikatny pocałunek.
Gospodarz aż na chwilę zapomniał, jak się oddycha. A jeszcze dziś mówił nastolatkowi, jak powinien się zachowywać przy tym mężczyźnie i jak ten zareagowałby na homoseksualny związek.
— Mmm, z tym też trafiłeś. Pycha — odparł do jego ust, o nich mówiąc.
Te znów wykrzywiły się w lekkim uśmiechu i ponownie go cmoknęły.
— Twoje też… — odpowiedział ciszej Mark i z dużym oporem się odsunął. — W ogóle, jak spędzasz Dzień Dziękczynienia? Do mnie Sebastian na kolację przyjeżdża.
— Leniwie. Zamawiam jedzenie, żeby nie spędzić całego dnia w kuchni, a w telewizji zawsze coś leci. I mamy z Anny niezłą wyżerkę. Czemu pytasz? — spytał Foster, jedząc znów, chociaż usta, które go pocałowały, bardziej mu smakowały.
— Bo tak myślałem… że będziesz pewnie sam i czy może nie wpadłbyś jednak do nas na indyka…?
— Do ciebie i Sebastiana?
— Mhm. Co sądzisz…? Możesz nawet zabrać Annie.
— A nie jest to za bardzo rodzinne święto? — Foster jakoś nie był w pełni przekonany do tego pomysłu. Była to ewidentnie wina tego, że tyle czasu wstrzymywał się ze swoim uczuciem i weszło mu to w krew.
— Ja mam tu tylko Sebastiana. Byłoby nam milej, gdybyśmy taką uroczystą kolację mogli zjeść w większym gronie. Sebastian zresztą nie ma nic przeciwko tobie — zauważył Mark, z nadzieją licząc na zgodę mężczyzny. Jadł przy tym z dużym apetytem, bo był głodny po całym dniu pracy.
Foster się wahał. Byłoby to dość znaczące wejście w życie tego mężczyzny.
— A ten współlokator Sebastiana? — spytał, nim głębiej się nad tym zastanowił. Przecież Francisco nie wracałby teraz na tę krótką przerwę do Argentyny. W końcu to była tylko czwartkowa kolacja. W piątek normalnie były zajęcia.
— Francisco Moreno?
— Mhm, jeśli już zapraszasz swojego przyjaciela na taką kolację, spytaj może Sebastiana, czy też nie chce zabrać swojego? — brnął w to nadal.
Mark chwilę to o tym myślał i uznał, że rzeczywiście może Sebastian lepiej by się poczuł, gdyby i on miał przy sobie kogoś bliższego.
— Zapytam go. Choć nie wiem, co na to sam Francisco. To amerykańskie święto. Ale myślę, że miło by było. To sympatyczny chłopak.
— On chyba lubi Stany, więc wydaje mi się, że dla niego byłaby to też jakaś ciekawostka. — dodał psycholog, już wiedząc, że jeśli to dojdzie do skutku, to będzie się dziwnie czuł na tym obiedzie. On, jako jedyny, miał świadomość tego, co się między wszystkimi dzieje.
Nieświadom tego Mark przytaknął, chętny do takiego rozwiązania. Już wiedział, że przynajmniej z kolacji nie zostanie tyle jedzenia, ile zwykle zostawało.
— Napiszę po kolacji do Sebastiana smsa. To już w czwartek, więc dobrze, żeby wiedział, że jest taka opcja.
— Jasne, ja w tym czasie zrobię nam coś do picia. Masz na coś konkretnego ochotę?
— Nie, dzięki. Co zrobisz, będzie okej — odparł Mark, mimowolnie myśląc przez wcześniejszy temat o tym, jakby to było… gdyby Foster na poważnie i na dłużej zakotwiczył się w jego życiu. Jak miałby to wszystko wyjaśnić swojemu synowi i czy w ogóle miałoby to rację bytu? Przez te myśli aż zapomniał jeść i zapatrzył się na już nabity na widelec kęs.
Foster z początku mruknął, że rozumie, a widząc zachowanie gościa, też odłożył sztuciec.
— Mark? Wszystko w porządku?
— Hm? — Starszy mężczyzna uniósł na niego spojrzenie swoich ciemnych oczu i dopiero po dwóch sekundach zaskoczył. — Uch, wybacz. Właśnie… odkryłem jaką irytującą bolączką jest typowe podejście „a co ludzie powiedzą” — wyjaśnił swój stan z krótkim śmiechem.
— Myślisz o tym, co pomyśli Sebastian? — spytał wprost Foster. Sam się tego obawiał, ale jeszcze bardziej właśnie tego, że Mark będzie się hamował z tego powodu. A i potwierdziło się to, gdy mężczyzna przytaknął w milczeniu. — Mark, to nadal uprzedzanie faktów. Na razie nie ma o czym pomyśleć, bo o niczym nie wie — spróbował go uspokoić.
— Wiem, ale… — Dyrektor w końcu zamaczał swój nabity makaron w sosie i zjadł. — Ale chciałbym myśleć o tym trochę przyszłościowo, a nie zamiatać pod dywan i udawać, że tego nie ma. No i… miło mi się myśli o nas bardziej dalekosiężnie — dodał z krótkim, trochę nieśmiałym jak na faceta w tym wieku, uśmiechem.
Foster poczuł dziwną falę przebiegającą mu po plecach. Była ciepła, ale i elektryzująca.
— Tak…?
Mark oblizał widelec i odłożył go na resztki swojego jedzenia. Po tym sięgnął dłonią w dół i potarł jej wierzchem o udo Fostera.
— Mhm… Nie wiem, jak seks, ale na razie taka bliskość jest… — wziął głębszy wdech i zerknął w oczy przyjaciela — wow.
Foster wyciągnął się do niego. Złapał go pod brodę i mocno pocałował.
— Mmm, żebyś wiedział — zgodził się, mrucząc mu to w wargi, żeby zaraz jeszcze raz go cmoknąć.
Mark od razu się uśmiechnął, jeszcze zanim usta psychologa odsunęły się od tych jego.
— No aż nie wierzę, że dotąd nie wiedziałem, że lubisz facetów.
— A co by to zmieniło, jakbyś wiedział wcześniej? Może teraz to jest ten odpowiedni okres?
— Może… — odpowiedział miękko Mark i sam go pocałował. Nie bał się tego, że obok siedzi inny mężczyzna, który go dotyka. Oczywiście wciąż miał pewne obawy, co do tego, jak to będzie, gdy wylądują w łóżku, ale tak jak powiedział przed chwilą, taka bliskość była niesamowicie kojąca.
Foster już nic nie dodał. Przytknął za to nos do jego policzka, a Mark poczuł, jak duża, gorąca dłoń obejmuje go w talii, żeby zaraz potrzeć go po boku. Przez to na całym jego ciele pojawił się gorący dreszcz. Sam, ośmielony takim zachowaniem gospodarza, położył mu dłoń na udzie i ścisnął mocno, równocześnie przekręcając głowę i całując go tuż pod szczęką.
Psycholog nie wzbraniał mu tego. Kolację zjedli już w większości, więc nie czuł się źle z tym, że zostawili jedzenie i skupili się na zgoła czymś innym. Zachęcił nawet Marka kolejnym pogłaskaniem jego boku i biodra.
— Ale u ciebie gorąco… — szepnął Mark, który wciąż składał na jego szyi i policzkach mokre pocałunki. Miał przy tym zamknięte oczy, jakby jeszcze nie wierzył, że to robią, ale równocześnie nie chciał się budzić z tego „snu”.
— Może trochę. Jak się czujesz? — spytał Foster i ostrożnie podwinął mu ubranie, żeby musnąć palcami chociaż trochę jego skóry.
— Dobrze — odpowiedział szczerze Mark i przytulił twarz do jego ramienia. — Chcesz mnie rozebrać…?
— Ja chcę, ale ty chcesz?
— Chyba… po weekendzie u Rity nie wyglądam aż tak odstraszająco.
Foster uśmiechnął się z cieniem rozbawienia i politowania.
— Na pewno dla mnie wyglądasz bardzo dobrze. Czy to przed weekendem, czy po. Stresujesz się?
Mark pokiwał głową i w końcu odsunął ją od ciała mężczyzny, by na niego spojrzeć. Już był trochę rumiany na twarzy.
— Robiłem to ostatnio na studiach i do tego w formie zabawy… Teraz jest inaczej, więc cholernie się stresuję. — Zaśmiał się.
— Forma zabawy raczej wiele się nie różniła od takiej zwyczajnej. Fizycznie, zasady są takie same — odparł Foster i pocałował go w usta, bo nie mógł się im oprzeć, kiedy Mark tak na niego patrzył z tymi wypiekami.
— Poczekaj, może… — Mark rozejrzał się trochę bezradnie i odchrząknął. — Może pójdziemy do sypialni? Albo może się najpierw umyję? — zasugerował szybko. Obawiał się, że za chwilę im obu staną, a on chciał, żeby wszystko było tak, jak powinno.
Foster znowu uśmiechnął się ciepło.
— Umyć się możesz, zrobię ci kąpiel, ale nigdzie nie dążymy. Nic nie musi się wydarzyć, możemy w szlafrokach ewentualnie obejrzeć film, jak na początku myśleliśmy.
Mark przesunął dłonią po twarzy i pokiwał głową.
— Dobra, to chętnie się na razie odświeżę. Jestem po całym dniu pracy i nawet jak ci się podobam, to wciąż jestem nieświeży.
— To… — Gospodarz zamyślił się i zabrał dłoń z jego boku. — Mam pomysł. Ty trochę się u mnie porządzisz, zrób nam coś do picia, a ja przygotuje wannę. Może być?
— Mhm — zgodził się szybko Mark i wziął głęboki oddech. Podniósł się też od razu i zabrał ich talerze, żeby zanieść je do kuchni. Obejrzał się przy tym na przyjaciela i dodał z napięciem, ale i przyjaznym uśmiechem: — Ale i tak będziesz mógł mnie rozebrać… jeśli chcesz. — I cudem powstrzymał się, by nie dodać, że on sam szczególnie lubił ten moment przed seksem, gdy mógł powoli rozebrać Lisę. To by było potworne faux pas.
— I vice versa — odparł Foster, samemu też wstając i udając się w przeciwnym kierunku, do łazienki, by przygotować gościowi kąpiel. Czuł się tym specyficznie podekscytowany. Już zresztą czerpał wiele ekscytacji i przyjemności z bycia tak blisko z Markiem, a co dopiero, jak myślał o rozwijaniu tego. Aż brakowało mu tchu.
W czasie jego pobytu w łazience Moss zrobił im po filiżance kawy z dodatkiem czekolady, bo znalazł w szafce syrop czekoladowy. Postawił je na razie na szafce, po czym jeszcze poszedł do swoich rzeczy w przedpokoju, żeby wyciągnąć sweter, który obiecał pokazać Fosterowi. Miał kołnierzyk w serek i był koloru ciemnej pomarańczy, trochę jakby pomieszanej z czerwienią. Założył go na koszulę, wyciągnął kołnierzyk i zapukawszy do łazienki, wszedł do środka, by się pokazać.
Foster siedział bokiem na brzegu wanny i sprawdzał dłonią temperaturę wody. Kiedy usłyszał otwierane drzwi, od razu spojrzał w ich stronę. Na widok przebranego Marka uśmiechnął się szeroko.
— Taaak, zdecydowanie to są żywsze kolory! — Zaśmiał się, ale przy tym ewidentnie zlustrował gościa. — Bardzo ci w tym dobrze.
— Tak sądzisz? Nie wyglądam jak taki typowy całkoseksualny nauczyciel matematyki? — Mark przy okazji, że widział duże lustro obok, okręcił się w miejscu i obejrzał się. Sweter był na tyle wąski, że dało się ocenić jego proporcje. Do tego nie zakrywał tak bardzo tyłka jak marynarka, a Foster dzięki temu mógł go sobie lepiej obejrzeć.
— Całkoseksualny? — spytał.
— Oj, wiesz, Karl Martinez tak mówi o swoim przedmiocie, że gdyby całki, delty i inne pierwiastki miały fizyczną postać, to pieprzyłby się z nimi jak królik — odpowiedział dyrektor i w końcu stanął już prosto do drugiego mężczyzny. Rozłożył ramiona. — Czyli może być? W takim kroju mam jeszcze zielony, bardziej żółty i niebieski.
Foster zamruczał bardzo nisko i znowu zmierzył go wzrokiem.
— W zielonym musi ci być też bardzo dobrze — ocenił i zerknął krótko na wannę. Zakręcił kran i wstał, żeby podejść do Marka. Wsunął dłonie w kieszenie i pochylił się, żeby krótko go cmoknąć. — Bardzo seksowny pan dyrektor z pana, panie Moss.
Teraz Mark był już w stu procentach przekonany, że ten zakup był dobry.
— Czyli mogę w nich do pracy chodzić? Bylebyś się za mną za bardzo nie oglądał — pozwolił sobie na ten lekki flirt, czując przy tym dziwne podekscytowanie. Tak dawno z nikim nie flirtował!
Foster zmarszczył nos i pokręcił głową.
— Tego nie przemyślałem. Będzie ciężej niż zazwyczaj — odparł, a jego oczy znowu obejrzały sobie Marka dokładniej. Zdecydowanie podobał mu się ten mężczyzna. I to nie tylko jego osobowość.
— To może popracujmy nad twoją samokontrolą i… — Mark zwilżył wargi językiem i spojrzał na wannę. — Kąpiel już gotowa?
— Tak — odparł Foster i nagle zrobiło mu się ciepło, jakby już wszedł do tej wody.
Zaraz jednak było mu jeszcze goręcej, gdy dyrektor rzuciwszy mu krótkie, badawcze spojrzenie, sięgnął do jego nadgarstków i złapawszy je lekko, wyciągnął mu dłonie z kieszeni. A po tym powoli położył je sobie w pasie.
Ciemnoskóry mężczyzna przełknął ślinę.
— Naprawdę testujesz moją samokontrolę — powiedział, ale złapał go mocniej i pociągnął o krok bliżej wanny, po czym pocałował w szyję tuż nad kołnierzykiem. Zaraz też Mark poczuł, jak te silne, ciepłe palce podwijają mu sweter.
Chciał tego. Naprawdę tego chciał. Żeby to właśnie Foster z nim to robił, by to z nim mógł dzielić coś tak ważnego, jak intymny kontakt cielesny. I żeby pokazać przyjacielowi, że nie musi się tak obawiać dobierania się do niego, sam uniósł ręce, by dać sobie zdjąć sweter. Miał nadzieję, że rzeczywiście podoba się mężczyźnie i ten nie zmieni zdania, gdy już ujrzy go nago.
Foster przełknął ślinę. Denerwował się, bo nie tylko nie był świadom, co myśli jego gość, ale sam też negatywnie się nakręcał, myśląc o tym, że może go jakoś spłoszyć.
— Bez tego swetra też w sumie ci dobrze — rzucił, kiedy już odłożył na kosz z praniem nowy nabytek dyrektora. Zaraz też położył palce na guzikach jego koszuli.
Mark popatrzył w dół i pogłaskał wierzch jego dłoni. Nic nie odpowiedział, bo zabrakło mu już słów. Czuł się trochę oszołomiony tym, co się działo. Jeszcze niedawno w ogóle nie wierzył, że przyjdzie mu kiedyś znów próbować czegoś poważniejszego. Zupełnie, jakby coś było w tym, że życie zaczynało się po czterdziestce.
Foster za to czujnie spojrzał mu w oczy, żeby upewnić się, czy jego obiekt westchnień nie milczy tylko dlatego, że nie chce jemu zrobić przykrości. Kiedy jednak nic takiego nie zauważył, rozpiął kilka górnych guzików, aż był znowu na wysokości przepony Marka. Ponownie zerknął mu w oczy i pocałował go krótko.
Dyrektor odpowiedział głębszym spojrzeniem i przełknął z trudem ślinę. Czuł, że ma mocno ściśnięte gardło. Sam rozpiął ostatnie dwa guziki i rozchyliwszy koszulę, postąpił krok do przodu, by przytulić się do przyjaciela. Foster objął go, chociaż tak szczerze, to chciał się przyjrzeć, jak wygląda to jego zawsze skrywane przed wszystkimi ciało. Na razie musiał jednak zadowolić się dotykiem, gdy koszula była rozsunięta, a on mógł położyć dłonie na jego plecach. Czuł, że ciało Marka jest rozgrzane i oczywiście szczupłe. I na szczęście szybko też ukazało się całkiem nago powyżej pasa, bo dyrektor stojąc wciąż tuż przy nim, zsunął sobie koszulę z ramion i pozwolił jej upaść na kafelki.
Foster od razu spojrzał na jego klatkę piersiową, ale nie odsunął się zanadto, skoro przy okazji mógł go trzymać. Uśmiechnął się automatycznie, a zaraz pochylił i pocałował mostek dyrektora. Podobało mu się to, co widzi. Mark był przyjemnie dla oka szczupły. Przed wyjazdem do siostry może rzeczywiście był trochę za chudy, ale teraz żadne kości mu nie wystawały. Miał jedynie płaski brzuch, co było dużym plusem, bo większość starszych nauczycieli w szkole szczyciła się już mniejszymi i większymi bębenkami. Mark miał też naturalnie śniady odcień skóry, więc nawet teraz, w środku zimy nie świecił bladością. A dodatkowo od paska spodni do pępka pięło się ciemne owłosienie.
— Będziesz brał ze mną kąpiel? — zapytał dyrektor po chwili napięcia, nie wiedząc, czy i jemu pomóc się rozebrać.
Foster chciał, ale nie był wcale pewien, jak będzie się zachowywał podczas takiej kąpieli. Nie do końca wierzył swojemu ciału, jeśli chodziło o opanowanie. A niby nie był nastolatkiem.
— A chcesz? Czy wolisz sam się trochę rozluźnić?
W obliczu takiej odpowiedzi Mark podwinął nieco jego bluzkę.
— Może razem — zaproponował, uznając, że w wannie będą mieli okazję na drobne pieszczoty, które mogą być swoistą grą wstępną, taką wolniejszą niż w łóżku. Wolał stopniować pieszczoty z Fosterem i przyzwyczajać się do nich.
— Jeśli tylko chcesz — odparł ten, a kiedy jego ubranie zostało uniesione, Mark mógł zobaczyć więcej jego czekoladowej skóry, która była naciągnięta na całkiem płaski i nawet lekko wyrzeźbiony brzuch. Foster był postawnym mężczyzną i teraz, powoli było widać coraz więcej szczegółów jego anatomii.
Przez widok jego ciała… Mark aż się speszył. Od razu dało się dostrzec, że Foster dbał o siebie, że musiał w jakiś sposób ćwiczyć, bo mięśnie tu i tam były widocznie zarysowane. A gdy całkiem rozebrał z górnego odzienia swojego przyjaciela, sapnął głucho i dotknął jego boku.
— Jestem pod wrażeniem…
— Bez przesady. — Foster zaśmiał się krótko. — Ale nie powiem, miło mi to słyszeć — dodał i cmoknął krótko Marka, żeby zaraz zahaczyć palce o jego spodnie. Woda stygła, a on faktycznie chciał go nagiego.
— Naprawdę, teraz się dziwnie czuję przy tobie. Powinienem jakieś brzuszki robić chyba — odpowiedział ze śmiechem Mark, przy tym nie oponując na obce dłonie na swoich spodniach. Czekał, aż Foster go rozbierze.
— Wiesz… — Psycholog zawiesił głos i pociągnął pasek spodni Marka, a przy tym i jego samego w swoją stronę. — Mi się podobasz.
Moss oparł się dłonią o jego klatkę piersiową i… poczuł, że jest naprawdę twarda. Podkręciło mu to tętno.
— Ty mi też… — wydusił. Bardzo dziwnie było być tak traktowanym, tak… męsko przyciąganym. Zawsze to on, jako mężczyzna, odgrywał dominującą rolę, więc było mu w tym momencie bardzo osobliwie, gdy teraz Foster wykazywał takie zapędy.
— To dobrze. Jeden krok do przodu.
Gospodarz w końcu rozpiął jego pasek, a teraz odpinał mu guzik spodni, by zaraz dobrać się do suwaka. Mark tym razem mu trochę pomógł. Sięgnął do swoich spodni i obsunął je w dół. Nie patrzył na przyjaciela, gdy pochylił się, żeby zsunąć też wszystko z nogawek i już stanąć przed nim nago. Dopiero teraz poczuł prawdziwe skrępowanie. Pierwszy raz byli w takiej sytuacji i mimo że wszystko, od początku ich „romansu”, działo się powoli, miał wrażenie, że pokonują kolejne kroki w tempie galopujących rumaków.
— I jak? — wychrypiał, gdy się wyprostował.
Foster odbierał to pytanie jak wyzwanie, które ma udowodnić, że naprawdę umie się zachować. Nie chciał, żeby jego wzrok za szybko opadł w dół, by zobaczyć ciało przyjaciela w pełnej okazałości.
— Jakby święta przyszły szybciej w tym roku.
Mark momentalnie ukrył twarz w dłoniach i roześmiał się.
— Nie widzę choinki, pod którą miałbym stanąć — odparł z rozbawieniem.
Dziwnie się czuł, stojąc tak przed swoim przyjacielem, szczególnie że jego penis wykazywał śladowe ilości podniecenia. Główka wciąż była schowana pod napletkiem, ale już bardziej widoczna niż w stanie spoczynku. Jak Foster pamiętał, Mark miał nieco zakrzywionego penisa i może nie grubego, ale dłuższego niż „standardowe”. Nie golił się, ale nie był też nadmiernie owłosiony. Tak w sam raz. I bardzo w tej chwili miał ochotę go dotknąć.
— Jakąś sobie mogę wyobrazić. — Foster chwycił go za bok i pocałował. — Wchodzisz do wanny? Bo zmarzniesz.
— To chodź do mnie od razu.
Mark oddał pocałunek i wszedł do ciepłej wody. Gospodarz nalał jej całkiem sporo, bo sięgała mu aż sutków. Dobrze było po całym dniu zanurzyć się i zrelaksować. No i wanna była duża, a łazienka przyjemnie jasna. Nieważne, że ich kawa stygła.
— Mhm, już — zgodził się Foster, bo sam nie chciał zwlekać.
Rozpiął spodnie, zsunął je razem z bielizną i… odwrócił się, by odłożyć je na kosz z praniem. Dlatego też Mark nie napatrzył się na jego grubego, czarnego penisa, ale za to miał widok na krągłe, ciemne i duże pośladki.
Zaczerwienił się, jakby właśnie sam stał do niego wypięty i prezentował swój tyłek. Aż zerknął w dół, gdzie pod wodą własny penis mu zafalował, jakby przed chwilą drgnął przez to, co zobaczyły oczy Marka.
— Okej, a w ogóle, zrobiłeś nam coś do picia? — spytał Foster, kiedy wrócił do niego i już wkładał nogę do gorącej wody w wannie. Starał się nie stresować i zachowywać, jakby to, co robi, było czymś kompletnie zwyczajnym. Chociaż wcale tak nie czuł.
— Kawę — odpowiedział Mark krótko, bo zwyczajnie się na niego gapił. Foster miał większego od niego penisa, ale temu się akurat nie dziwił. Był w ogóle bardzo dobrze zbudowany i zarówno to podziwiał, jak i go to… podniecało.
— To chyba właśnie marnujemy twoją pracę — odpowiedział gospodarz, kiedy już usiadł w ciepłej wodzie naprzeciwko dyrektora. Jego stopy dotykały mu ud i jednocześnie trochę go to kręciło, jak i krępowało.
— Ja mogę wypić też zimną kawę. Każda po tym dniu będzie smaczna. Poniedziałki są męczące. Zawsze sporo się dzieje w szkole. A jeszcze na zebranie wieczorem wpadła nasza droga bibliotekarka z pretensjami, że któryś uczeń wsunął świerszczyka między encyklopedie… — Mark westchnął, mówiąc głównie po to, żeby sytuacja nie była bardziej krępująca. Bo sam czuł się dziwnie, będąc z Fosterem w takiej sytuacji. Ale było to miłe.
— Och, świerszczyki. Niesamowite, że kiedy się było w ich wieku, to faktycznie takie świerszczyki były na wagę złota. — Foster uśmiechnął się do niego. Czuł przyjemne, lekkie podniecenie dzięki takiej bliskości z Markiem, który niewątpliwie mu się podobał. A jego speszenie było nakręcające.
— Dlatego byłem zdumiony, że teraz też nagle ktoś coś takiego czyta. Chyba że ktoś kupił to tylko dla zgrywy — podjął Mark, jakoś nie patrząc mu w oczy, siedząc stosunkowo sztywno, ale nie odsuwając się. Podobało mu się to, jak siedzą, choć rumieńce na twarzy wskazywały na to, że nie skupiał się szczególnie na tym, co mówi, a bardziej myślał o ich pozycji.
— Może tak być — przytaknął Foster i w końcu oparł się łokciami o swoje kolana. — Mark? Może chcesz inaczej usiąść? Albo mogę wyjść, jeśli się rozmyśliłeś — dodał, bo widział, że jego gość nie jest rozluźniony, chociaż taki był cel kąpieli.
— Nie! — Mark jeszcze bardziej się skrępował swoją gorliwą odpowiedzią i spojrzał mu szybko w oczy. — Zachowuję się jak łoś, bo to wszystko jest nowe. Przepraszam cię, mam już czterdziestkę, a jestem bardziej pokraczny niż piętnastolatek — dodał z kwaśną miną. Foster był gejem, musieli jarać go faceci, a on czasem miał wrażenie, że zachowuje się jak jakaś mimoza, zaś Foster te spadki formy traktuje tak łagodnie tylko ze względu na ich przyjaźń.
— Nie szkodzi. Ja też przesadzam i co chwilę cię pytam, czy wszystko w porządku. Ale… — Westchnął i sięgnął do jego twarzy. — To dlatego, że zależy mi i, cóż, też dlatego, że wcale nie jest powiedziane tak na pewno, że jednak coś więcej z mężczyzną ci przypasuje.
— Zobaczymy. Sprawdzimy. Mam nadzieję, że dzisiaj — odpowiedział Mark, patrząc mu w oczy z nieskrywaną nadzieją, bo chciał się posunąć krok dalej, faktycznie upewnić się, czy to może się rozwinąć. Cmoknął przy tym środek dłoni przyjaciela i pogłaskał jego łydkę.
— Dzisiaj? — spytał Foster i oblizał swoje pełne wargi. — Jeśli tylko będziesz chciał. Ale może, sam… hmm, to dozuj? — zaproponował, bo nadal się obawiał, że jeśli sam coś będzie robił, to Mark poczuje się za bardzo zaatakowany i… zbyt niecodziennie, tym bardziej, kiedy sam zwykle przy żonie wykazywał inicjatywę.
— Foster… — Starszy mężczyzny podsunął się do niego trochę, by być bliżej. Pocałował go krótko. — Powiem ci, gdy będę chciał przerwać. Naprawdę. Obiecuję.
— Na pewno?
— Tak! — Mark aż się zaśmiał krótko i znów go cmoknął. — Z ręką na sercu.
Foster skrzywił usta z rozbawieniem wypisanym w oczach.
— Więc trzymam cię za słowo — odparł, a Mark poczuł, jak jego dłoń przesuwa się mu po kolanie i dalej w górę, aż do pachwiny.
Miał wrażenie, że był tam naelektryzowany, bo ten dotyk sprawił, że po skórze przebiegł mu szybki dreszcz.
— Na razie możesz… jeśli chcesz, namydlić mnie tu i tam — zaproponował, widząc, że mężczyzna chętnie go dotykał, a jednak przyszli tu w celu odświeżenia się.
— Szczególnie tu i tam. — Foster spróbował się trochę ośmielić, a jego dłoń, jako dowód na to, pomasowała udo dyrektora, aż w końcu objęła od dołu genitalia.
Mark sapnął głośniej i zacisnął dłoń na udzie przyjaciela. Tak, Foster miał duże i gorące dłonie. Spojrzał tam i ten widok, gdy ta ręką go trzymała, wywołał na jego twarzy silne wypieki.
Chciał… więcej…

19 thoughts on “Project Dozen – 56 – Zostać dziś dłużej…

  1. Katka pisze:

    Tigram, wyjasnienie wiele zmieniło XD Tym bardziej, że nie mam czasu zerkać do rozdziałów, której komentujesz. Więc fajnie. A co do Erika i Julesa, to istnieje prawodpodobieństwo, ze było dłuzej, ale nad tym szczególnie nie panujemy XD Samo się pisze :) A kolacja… hehe, no widzisz. Będziesz miała kolację szybciej niż myślałaś XD

  2. TigramIngrow pisze:

    Miałam wizję tej świątecznej kolacji! Tylko ja raczej gwiazdkę widziałam, nie święto dziękczynienia. Ale i tak cieszę się, że czasem potrafię wymyślić co może być dalej :)

  3. Katka pisze:

    Bebok, bieeeedny Franio! Wszyscy podejrzewają, że to on coś spieprzy! Normalnie jeszcze kilka komentów takich i biedny chłopak nam się załamie XD a może dzielnie z tego wszystkiego wyjdzie? … Sebastian chyba jedna już się obawia. A panowie dyrcio i psycholog, tak, dorośli, a jak dzieci. No cóż. Przezywają dzięki temu drugą młodość XD

  4. Bebok pisze:

    O Matko ;D Święto Dziękczynienia będzie boskie! Biedny Foster w samym środku tej śmiesznej tajemnicy ^^ Jak nic Franek w końcu palnie coś znaczącego i sprawa się rypnie, dyskrecja to jego mocna strona ;p
    Lubię tę parę ;) Są dorośli i strasznie nieporadni w tym wszystkim co ich łączy. Rozczula mnie to ;D Wspólna kąpiel i do wyrka!

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, oj tam łobuz od razu… Dawno biedactwo seksu nie miało XD Ale kurcze, mało par jest w PD? Tzn. ogólnie jak na takie duże opko może tak, ale haha my cały czas mamy wrażenie, że i tak przegina, że aż tyle homo XD Tzn. może to by nie było takie dziwne, gdyby oni byli ogólnie randomowymi postaciami w całej szkole, ale bardziej dziwne, ze w samym eksperymencie wśród losowo wybranych osób jest tyle homo XD No ale niewaaażne, haha. Więcej raczej nie będzie, choooociaż kto wie, czy jak ktoś się rozstanie, to nie poszuka innej drugiej połówki…

  6. kaczuch_A pisze:

    Dyrcio jest wyposzczony~! xD I szaleje, łobuz jeden. Ale czekam na tą kolację, Foster zejdzie na zawał, padnie, albo zbladnie i będę miała z tego niezły ubaw. Ale cieszę się, że idą do przodu, ale co mnie dziwi, że jak na opowiadanie z dużą ilością bohaterów, przy 56 rozdziale jest mało par, serio, myślałam że będzie więcej. Może podbijecie związkowe statystyki w PD?

    Weny~!

  7. Ash Alex Sugar pisze:

    Aaaaaaaa jak mogłyście skończyć w takim momencie?!
    Foch, za kare nie będzie komentarza.

  8. Katka pisze:

    MoNoMu, a to prawda, rozdział faktycznie w innym tempie, jakoś się chyba dostosował do tego, jak panowie powoli działają XD Zresztą, przyznam po cichu, że po prostu miło się pisze takie leniwe randki XD Jakoś jest w tym taki spokój, przy który się człowiek relaksuje. No i tak, dobrze, że Mark też może trochę pchnąć to do przodu, bo się może poczuć trochę bardziej męski, haha. Wiesz, nie jest uwodzony, lecz sam też działa. Mam nadzieje, że nastepny rozdział się spodoba :D

    Yaoistka, czekanie wzmaga apetyt i głęboko wierzę, że gdy już pojawią się te czułostki, na które wyczekujesz, to będzie się cudownie czytało! :D

    Linerivaillen, oj, to na pewno nie o nas XD

  9. Yaoistka^^ pisze:

    O jeruna!!! W takim momencie?! Grrr… Tylko czekam na ich gorące momenty a wy takie rzeczy robicie… Jezu koniec rozdzialu buuu 3:

    Weny!!

  10. MoNoMu pisze:

    A ja myślałam, że zajmie im to co najmniej jeszcze 10 rozdziałów. A tu proszę, niespodzianka! :) Gdyby byli standardową parą, to by zdążyli w jeden rozdział zrobić ciasto na makaron, wysuszyć go, ugotować, zrobić przecier z pomidorów, sos z tego przecieru, zjeść obiad, wykąpać się, przemaglować ze dwa razy i jeszcze wyjść z psem na spacer :) Ale tu wszystko jest w zwolnionym tempie. Nie chodzi mi tylko o te ich niemrawe podchody, ale też np. szczegółowy opis tego jak Foster przygotowuje obiad. Ten rozdział miał takie inne tempo. To było bardzo przyjemne. Klimatyczne wręcz.
    Foster to dla mnie zagadka. Najpierw śmiało zabawia się w swoim gabinecie w elektryka, ciągnąć druta xD, a teraz to dyro prze do przodu. Ale to chyba dobrze. Dobrze, że dyro sam musi podejmować decyzje i to inicjować. Znaczy to, że sam tego chce i tak jakby nie uległ Fosterowi, bo wie, że ten go kocha.
    Tak, już się nie mogę doczekać następnego rozdziału. To było perfidne zagranie z waszej strony, uciąć w takim momencie. Złe z was dziewczyny xD
    Pozdrowienia!

  11. Katka pisze:

    O., Francisco raczej na pewno wyrazi chęć do uczestnictwa w takim wydarzeniu, bo on z reguły jest ciekaw nowych doświadczeń, no i jest też towarzyski, więc nie miałby oporów, by spotkać się prywatnie z Fosterem i Markiem, ale tutaj własnie jest ta obawa, że może coś palnąć i chyba tego się obawia Sebastian XD Więc pytanie, czy mu pozwoli w ogóle pójść XD Och, a dlonie Fostera na pewno mogą dać naszemu spiętemu panu dyrektorowi wielka ulgę… :D

    Porebula, cóż, jak widać istnieją sytuacje, w których każdy z nas może odkryć w sobie dziecko XD Mark jest w nowej sytuacji, więc biedactwo się troche stresuje, ale może dzielnie da radę! Haha i jak tak przedstawiasz tę kolację, to naprawdę wygląda na niezły cyrk XD Jak to dobrze, że to właśnie Foster wszystko wie – przynajmniej z racji na swój powściągliwy charakter może by jakoś to wszystko ogarnął i sam czegoś debilnego nie palnął…

    Renka, czyli jednak jesteśmy przewidywalne… XD

    Luana, taaak, zdecydowanie jest to koniec, który autorzy uwielbiają – bo jakby nie patrzeć, przy takich zakończeniach jest dużo emocji i domysłów, a przecież co jest lepszego w czytaniu komentarzy, jak nie własnie to? No ale biedni czytelnicy niewątpliwie cierpią. Ale spokojnie, dalsza część będzie długo i soczysta :D No i zgadzam się, niby Mark coś tam próbował, ale to tak stare dzieje, że ta sytuacja, w której jest obecnie, jest naprawdę nowa. Ale jak na razie Foster ładnie pomaga mu przez to przechodzić :)
    My z kolei dziękujemy za komentarz i cała przyjemność po naszej stronie ;)

    C., haha, wszyscy się obawiacie, czy Franio czegoś nie palnie (i słusznie XD), to aż by zabawnie było, gdyby to Sebcio się w pewnym momencie nie ugryzł w język XD Ale, ale, ogólnie tak, dużo ryzyka w takiej kolacji. Niemniej, jest kusząca… I ja teeeeż podziwiam Fostera. Nie wiem czemu, ale zobaczyłam właśnie wnętrze jego głowy jak w tej bajce „W głowie się nie mieści”, gdzie nie ma tych wszystkich ludków, co w bajce, tylko pięć klonów ludka o imieniu Opanowanie XD Baaaardzo nas cieszy, że Ci się podobało :D

  12. C. pisze:

    Tak jak pisał ktoś przede mną – święto Dziękczynienia i oni w czterech, to jest to!
    Jestem zaciekawiona jak to by im wyszło, a szczególnie czy Francisco nie wypali czegoś przy Marku :D.
    Sam rozdział mega fajny! Mark jest super naturalny w tym odkrywaniu tak naprawdę nowych terenów. Za to Fostera podziwiam za samokontrolę.
    Wiadomo – szkoda, że przerwane w takim momencie, ale z drugiej strony rozdział i tak dość długi plus… oczekiwanie podkręci nastrój :D
    Weny życzę!

  13. Luana pisze:

    Święto Dziękczynienia… Ich czwórka razem… Jestem na TAK. Jestem ciekawa jak będą się zachowywać. Szczególnie jeśli Moss i Foster posuną się dalej w swoich podchodach. No właśnie jak chcę ciąg dalszy. To jest właśnie zakończenie rozdziału, którzy kochają autorzy, a nienawidzą czytelnicy. Frustrujące zakończenie. :D Cieszę się, że tutaj zaczął działać nasz kochany dyrektor. Foster wciąż by trzymał ręce przy sobie. Ja tam wolę, żeby trzymał je gdzie indziej. :)
    Fajnie się o nich czyta. Podoba mi się to, że mimo czterdziestki Moss jest taki niepewny. W sumie to jakby dla niego coś nowego. Miał przygody na studiach, ale to było wieki temu. Niech próbuje i mam nadzieję, że to go jeszcze bardziej przyciągnie do Fostera. Fajni są. :)
    Dziękuję za rozdział. :)

  14. Renka pisze:

    Już od początku rozdziału miałam przeczucie, że skończycie w takim momencie i trzeba będzie czekać tydzień na ciąg dalszy.

  15. porebula pisze:

    XD kiedy jesteś starym doświadczonym życiowo panem dyrektorem, a zachowujesz się bardziej nastolatkowo niż twój nastoletni syn :’))) Jezu xD btw to „jezu” i „japierdole” to były jedyne słowa jakie miałam w głowie jak czytałam xDD bogaty słownik
    Wizja seby, fraza, dyra i Fostera razem na kolacji jes pienkna xD Stary Moss nie ma pojęcia co sie dzieje,Seba i Francji myślą,że mają, a tylko Foster wi3 co tu się właśnie odkurwia xD plis dajcie mi to!
    A związek galopuje jak koniki tylko u Jeffa i Willa pffffff

  16. O. pisze:

    Hahahaha Święto Dziękczynienia Mossów i ich facetów xD mam nadzieję, że Franio wyrazi chęć xD toć on tam pewnie przez przypadek zasugeruje to i owo xD albo będzie tak patrzeć na Fostera, że Sebcio zabroni mu do niego Chodzić xD
    Aww nie ma to jak kąpiel po ciężkim poniedziałku xD gdy Mark myślał o dłoniach Fostera mi się przypomniały „dłonie, które leczą” więc niechże Foster uleczy spragnione ciało Dyrcia xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s