Newton’s Balls – 27 – Nowy rok z napiętym grafikiem

Powrót do szkoły, co by nie mówić, był ciężki i jak na razie nic nadzwyczajnego się nie działo. Ale był to już kolejny etap, sam początek koszmaru zwanego nauką. Chase’owi się nie chciało. Nawet jeśli trwało to dopiero dwa dni. Teraz więc, kiedy była sobota i wyjątkowo właśnie dziś wybierał się do schroniska, żeby odpracować swoje godziny, był w lepszym humorze niż w czwartek i piątek. Tym bardziej, że po pracy miał wpaść do Courtneya i zabrać Tanka na weekend. Był podekscytowany, nawet uśmiechnięty, mimo że był w domu.
Obecni byli tam też jego dziadkowie. O tej porze nigdy nie chciało im się nigdzie wychodzić i gnili w domu przynajmniej do południa. Teraz, kiedy przeszedł z kuchni do swojego pokoju z miską płatków z mlekiem, które oczywiście sam sobie kupił, został odprowadzony czujnym wzrokiem. Ester i Barney rzucili sobie nawzajem porozumiewawcze spojrzenie, a w końcu kobieta poczłapała za wnukiem i załomotała w drzwi jego pokoju.
— Otwórz!
Chase nie odpowiedział, jedząc swoje śniadanie. Nie mogło chodzić o nic bardziej istotnego niż zwykłe zawracanie głowy. Nie odpowiedział więc, aż kobieta nie powtórzyła się jeszcze dwa razy. Z brakiem entuzjazmu wstał i podszedł do drzwi. Otworzył i trzymając je, coby ta nie wparowała mu do pokoju, spytał:
— Co?
— Co „co?”? Może trochę kultury! — odpowiedziała charcząco i sięgnęła do kieszonki w swoim cienkim szlafroku w kwiatki. Jej pomarszczone palce wyjęły pliczek banknotów i pomachały nim. — Otwórz że to, do cholery, szerzej.
Chase spojrzał na pieniądze, a potem na twarz kobiety. Bardzo podejrzliwie.
— Co to za pieniądze? — burknął, nie otwierając jednak drzwi szerzej niż na dodatkowe pięć centymetrów.
— Za twojego ojca — mówiła Ester bardzo nieprzyjemnym tonem, bo wyraźnie sprawiała jej trudność i ta rozmowa, i to, co zamierzała zrobić. — Masz se kupić za to książki do szkoły i buty na jesień. Zrozumiano? — warknęła na koniec, jakby kazała mu umyć wszystkie podłogi, a nie dawała mu pieniądze na to, czego potrzebował.
Chase jeszcze raz spojrzał na banknoty. Od razu po nie sięgnął i zabrał je z dłoni kobiety.
— Pismo jakieś przyszło? — spytał nadal podejrzliwie. Nie wierzył, żeby z dobrej woli jego dziadkowie ot tak chcieli dawać mu pieniądze.
— Masz przynieść nam rachunek za wszystko, co za to kupisz — odpowiedziała Ester, jakby zupełnie nie słyszała pytania. — Bo do domu nie wejdziesz! A już o prysznicu to będziesz se mógł pomarzyć, zrozumiano? Masz kupić książki i buty i jak starczy to jakąś kurtkę, czy co wy teraz szczyle nosicie. I rachunek — powtórzyła z naciskiem.
— Co wy? W księgowych się bawicie? — Chase skrzywił się, ale profilaktycznie schował pieniądze do kieszeni spodni. Nadal dziwnie mu to wszystko śmierdziało. Bo skąd nagle taka wielka dbałość o to, żeby miał podręczniki i buty?
— To nie twoja sprawa. Masz na to tydzień, na pewno wam już mówili, jakie książki potrzebujecie — burknęła Ester.
— No, mówili… — odparł Chase i na moment przygryzł wnętrze policzka. Chciał się czegoś dowiedzieć. — Jakaś kontrola przyszła? Ktoś z opieki, że rachunków potrzebujesz?
— A jak myślisz, debilu?! — rozległo się nagle z salonu, z ust Barneya Lasha. — Kurator twój, w dupę jebany!
Chase uniósł wyżej brwi i uśmiechnął się pod nosem.
— No proszę, nie tylko ja mam przez niego przejebane. Są więc z tego, kurwa, jakieś plusy. Postraszył was kijem? — Zaśmiał się, całkiem gładko kłamiąc.
— Ty się lepiej martw tym, żeby dobrze tę forsę wydać, bo jak nas udupi, to ty też będziesz udupiony! — odkrzyknął Barney, a Ester machnęła ręką z brzydką miną, ukrócając jego zapędy.
— Dość tego już, chłopak ma dolary, za tydzień będzie rachunek, to się odczepi ta wesz. Tylko ty — zwróciła się do wnuka — załatw to szybko, bo ma się jeszcze we wrześniu pojawić. Trzeba mieć rachunek.
Chase wzruszył zlewczo ramionami. W sumie głównie chodziło o to, że dostał kasę. Z tego się cieszył, więc mógł nawet zachować rachunki z tych zakupów.
Zatrzasnął kobiecie drzwi przed nosem, przekręcił też od razu zamek i poszedł po komórkę leżącą na biurku. Z nią zwalił się na łóżko i napisał smsa swojej „dziewczynie”.
„Dostałem kasę, mam przynieść im rachunki na co ją wydałem, „wszo”.”
„Wszo?” — Głosił pierwszy sms zwrotny od Courtneya, a pod nim doszedł następny: „Cieszę się, że dostałeś :) Mam nadzieję, że nie ochłapy i wystarczy na jakieś ciuchy.”
Chase przekręcił się na brzuch i na wyciągniętych rękach odpisał mężczyźnie.
„Niedużo, ale na buty będzie. Jak skołuję jakieś tańsze książki, to może też na kurtkę. A wszo — tak cię nazwali ;)”
„Jacy sympatyczni ludzie :) A Ty jak się miewasz? Jeszcze nie w schronisku?”
„Nie, kończę śniadanie i spadam. Dziś mam trochę później. Wiesz, że wpadam po Tanka?” — Odpisał i zwlekł się z łóżka, bo faktycznie musiał zbierać się do schroniska.
„Mhm, czekamy. Tank chyba czuje, bo jest podekscytowany. Przynieś mi swój plan, OK? Chcę wiedzieć, jak dostosowywać spotkania.”
„Zajęć?” — spytał krótko, pakując pieniądze z kieszeni do portfela i zaraz przed wyjściem wypijając z miski rozmiękłe płatki z mlekiem. Sprawdził, czy wszystko wziął i wyszedł z pokoju, dokładnie go zamykając. Przy okazji z kieszeni usłyszał sygnał zwrotnej wiadomości. Odebrał dopiero na dworze, kiedy wyszedł z domu, bez pożegnania.
Już nie było tak ciepło jak w sierpniu. Wiatr stał się chłodniejszy, a słońce skryło się za chmurami.
„W szkole, tak. Jak pracujesz, to mi opowiesz, zapiszę.”
„A nie bierzesz tego z budy? I wsiadam na rower, odp potem” — Napisał szybko, kiedy odpiął już rower. Wsiadł na niego i z plecakiem z najpotrzebniejszymi rzeczami, udał się w stronę schroniska. Zajęło mu to trochę czasu, ale był przyzwyczajony do takiej formy transportu, więc nie zmęczył się przesadnie. Na miejsce zajechał od tyłu, przywitał się z jedną z pracownic schroniska, a potem udał się do szatni, żeby się przebrać. Tam sprawdził telefon.
„Będę w twojej szkole za półtora tygodnia. A chyba chcesz mnie widywać do tego czasu? :)” — Tak brzmiała odpowiedź Courtneya, który dodatkowo, zapewne w reakcji na jego wcześniejszą fotkę, wysłał mu zdjęcie. Na początku ciężko było powiedzieć co to, bo kolor skóry zajmował cały kadr, nie było krawędzi ani niczego, ale Chase domyślił się, że to… jeden pośladek mężczyzny.
— Hej, Chase! — Gapienie się przerwał mu głos wolontariuszki, która zwykle bywała w schronisku wtedy, kiedy on. Tina, miła osiemnastolatka, która w tygodniu pracowała w budce z hot dogami. Cóż, szatnia w schronisku była jednak niepodzielona na damską i męską, więc często się tu widywali.
Chłopak zablokował przyciskiem z boku telefon, żeby ekran się wygasił.
— O siema, Tina. Jak tam? — spytał, odkładając na razie komórkę na półkę jego szafki i bez specjalnej krępacji obecnością koleżanki zaczął się rozbierać, żeby przebrać się w inne spodnie i koszulkę z nadrukiem nazwy schroniska. Spodnie były jego, były stare i mógł je zniszczyć, a koszulkę dostał. Nieodpłatnie.
— No spoko, po staremu. Szkoła się zaczęła, nie chce się tak po wakacjach… — odpowiedziała ciężkim głosem, związując swoje wcześniej rozpuszczone, długie włosy w wysoki kucyk. Była niespecjalnie urodziwa i dość płaska, ale sympatyczna. Starała się i chciała tu być i na początku wiele mu pomogła, wyjaśniając, co i jak. — Jak myślę o tych pracach, testach, projektach, esejach, bleee.
— Dobrze się uczysz? — spytał Chase, na razie zmieniwszy tylko spodnie i stojąc przed dziewczyną z koszulką w dłoni i nagą klatką piersiową. — Ja jestem chujowy! — Zarechotał przyjaźnie. Lubił tę dziewczynę. W ogóle lubił pracę tutaj. Jakby jeszcze tylko mógł za to dostawać pieniądze…
— No co ty, ledwo przechodzę — odpowiedziała ze śmiechem. Mimo że miała wyjątkowo duży nos jak na rozmiary swojej twarzy, trądzik i nieforemną figurę, miała do siebie masę dystansu, a do ludzi podchodziła z empatią. Właśnie zdejmowała kurtkę jeansową, pod którą miała top. Na niego najwyraźniej zamierzała zarzucić schroniskową koszulkę. A przy tym jej wzrok zdradziecko powędrował na klatkę piersiową Chase’a. Uśmiechnęła się więc do niego zaczepnie. — A ty co, pewnie twój ulubiony przedmiot to WF?
— No! — odparł od razu chłopak z szerszym uśmiechem. — A twój? — spytał i widząc, że dziewczyna się przebiera, też ubrał koszulkę. Po tym schował telefon do kieszeni i zarzucił smycz z kluczami na szyję. Zmienił też buty. W schronisku mimo wszystko poza słodkimi pieskami było sporo śmierdzącej roboty.
— No, ja lubię ogólnie biologię, mimo że z niej też jestem lipna. Muszę się na jakieś dodatkowe lekcje zapisać, bo chcę potem iść w tym kierunku, a wiesz… jednak nie chcę zasilać naszego kraju w beznadziejnego specjalistę — odpowiedziała z wesołym chichotem, dalej się przebierając przy swojej metalowej szafce, na którą naklejone było zdjęcie dużego, pasterskiego psa. Chase już się dowiedział, że była to jej pupilka i nazywała się Mona. — Chociaż fajnie by było tu pracować tak na poważnie, nie?
— No — odparł Chase tak samo jak chwilę temu. — Weź w ogóle, poza robotą tutaj i budą jeszcze pracuję na złomowisku. Mówiłem ci? — spytał, a kiedy ta pokręciła głową, że nie, kontynuował: — Ale wiesz, niby tam się przyzwyczaiłem już, nie? Ale tu jednak fajniej. Jest jakiś większy kontakt z człowiekiem. No i psy są zajebiste, nie to co stare, zardzewiałe wraki.
Tina roześmiała się, rozbawiona jego porównaniem i usiadła na ławeczce, żeby jeszcze zmienić buty.
— Nooo, i ja też wolę psy od bułek i robienia setnego hot-doga w ciągu dnia. Ale, ej, to zawsze tak jest. Że kasę ma się z tego, czego się nienawidzi, a fajnie jest tam, gdzie tyrasz za friko.
— Ej, to w budzie powinni nam płacić. W końcu kto to lubi? — Chase zaśmiał się, czekając na nią, chociaż nie musiał. Zamknął już swoją szafkę i zabrał klucze od niej oraz komórkę.
Znowu wyjątkowo rozbawił dziewczynę, która śmiejąc się, złapała za brzuch, a potem trąciła go w ramię.
— Ty, żebyś wiedział, że powinni! — poparła go, już kierując się za nim korytarzem w stronę terenu poświęconego psom, do boksów.
Trzeba było je wyczyścić, nakarmić zwierzaki według ich grafiku i ewentualnie specjalnej diety. Potem wyprowadzić je, pobawić się z nimi, zadbać o ich socjalizację. Ogólnie, zadbać o to, żeby podopiecznym schroniska było jak najlepiej, mimo pobytu w nim, a nie we własnym domu.
Chase z Tiną jeszcze trochę rozmawiali w drodze do boksów, ale potem musieli przerwać, bo jednak nie dało się gadać podczas porządków.
Była to męcząca, ale satysfakcjonująca praca. Na pewno bardziej niż strzyżenie trawy w ogródku Newtonów. Właśnie, Newtoni… Chase widywał Philipa co jakiś czas na korytarzu szkolnym, ale chłopak jedynie zerkał na niego ukradkiem i nie próbował mówić mu „cześć”. Chyba czuł, że wyglądałoby to dziwnie, bo większość szkoły wiedziała, co się stało w zeszłym roku. I dzięki temu Chase miał trochę łatwiej. W końcu dla uczniów było to takie „wow”, stanąć przed sądem za rozwalenie czyjejś głowy na szybie samochodu. Co innego jeśli chodziło o nauczycieli. Oni byli w stosunku do niego bardzo krytyczni.
Tutaj za to było inaczej. W schronisku pracowali sami mili ludzie i nikt go nie oceniał. A już na pewno nie psy, które cieszyły się jak szalone na jego widok. To było chyba w tym najbardziej przyjemne, bo zwierzęta nie wiedziały o nim tego co niektórzy ludzie. Traktowały go na równi z innymi pracownikami, nie oceniały. Było mu dzięki temu lepiej. Ich szczęście poprawiało mu humor. Dla nich był ważny. Był więc wdzięczny Courtneyowi, że załatwił mu tę, a nie inną pracę. I właśnie, Courtney… To zdjęcie go zaskoczyło! Ogromnie. Ale też ucieszyło. W końcu przecież mężczyzna nie zrobiłby czegoś takiego, gdyby też nie czerpał przyjemności z ich spotkań. Zresztą, chyba nie kochałby się z nim w ten ostatni dzień lata aż trzy razy. A Chase dzięki temu miał okazję chwilę popatrzeć, jak ten śpi w łóżku po ostatnim razie. Był wymęczony i chyba przytłoczył go zapał nastolatka. Chase mógł być z siebie dumny. W końcu kumple zawsze powtarzali… a raczej wszyscy powtarzali, że kiedy mężczyźnie uda się sprawić, by kobieta nie miała siły wstać z łóżka, to był to dobry seks. Co z tego, że Courtney był mężczyzną? Był wymęczony, a Chase wiedział, że czuł go po tym bardzo długo.
— Dobra, podpisane. — Griffin, mężczyzna po trzydziestce, który był już członkiem właściwej kadry pracującej schroniska, po każdych trzech godzinach pracy Chase’a podpisywał mu świstki, które ten potem zbierał, żeby przekazać kuratorowi. Musiał mieć w końcu dowód odwalania swojej pracy, a Courtney potwierdzenie dla sądu. Griffin nigdy nie robił problemów, nie czepiał się go i chyba w ogóle już zamieszkał na dobre w schronisku. Był tu non stop. — Do zobaczenia za tydzień, nie? — rzucił, podając mu świstek ponad biurkiem w swoim zagraconym i przesyconym zwierzęcym zapachem gabinecie.
— Jasne. W ogóle… — Chase przestąpił z nogi na nogę, stojąc nadal w swoich ubraniach do pracy. — Bo ten, lato się kończy, nie? I… nie będzie może jakiejś chociaż małej roboty, też na weekendy? Bo mogę dłużej tu zostawać niż te wytyczone, co nie? Ale chyba bardziej celujecie w tych… wolontariuszy? — spytał, mając nadzieję, że się nie wygłupia. Bo w końcu Tina była tu za darmo, ale on miał trochę inną sytuację niż ona. Liczył się więc z odpowiedzią odmowną, ale plułby sobie w brodę, gdyby chociaż nie spytał.
Griffin uniósł brwi i usiadł ponownie w swoim starym, przeraźliwie skrzypiącym fotelu.
— A ty gdzieś już nie pracujesz…? W warsztacie jakimś?
— No, niestety nie w warsztacie. Na złomowisku. Mały ruch jest na zimę — wytłumaczył Chase, krzywiąc się lekko. Już niemalże słyszał w głowie głos mówiący „to nie zabieraj pracy innym”.
— Jakbyśmy mieli jakieś godziny, to właśnie na zimę, kolego, nie teraz. Byś musiał zapytać jeszcze raz pod koniec listopada, ale nic nie obiecuję — wyjaśnił ciężkim tonem Griffin, myśląc uciążliwie, przy czym zawsze wydymał usta. Co z tego, że ledwo je było widać przez zarost wokół?
— No spoko, tak wiesz… pytałem. — Chase pomachał świstkiem, który mężczyzna chwilę temu podpisał. — I ten, dzięki. Miłego — pożegnał się, wychodząc już z pokoju i kierując się do szatni, żeby przebrać się i pojechać do swojej „dziewczyny” i psa.
Było już południe, on był po pracy, a Courtney pewnie siedział nad tymi swoimi papierkami. Albo biegał. Tak, Chase już się dowiedział, że rankami, kiedy miał je bardziej wolne, biegał na bieżni w salonie. I póki było ciepło, wypuszczał wtedy Tanka do ogrodu, bo ten znajdował przyjemność w obszczekiwaniu sprzętu podczas ćwiczeń swojego tymczasowego właściciela.
Pożegnał się z pracownikami, pomachał Tinie, która zostawała tu dłużej i pojechał na rowerze w stronę mieszkania swojego kuratora.
Kiedy już był tuż pod domem, usłyszał szczekanie. Tank bawił się na zewnątrz, w ogrodzie, i teraz witał się z nim z radością, wspinając się na niego brudnymi łapami. Chłopak nie przejął się tym bardzo, tylko zostawił rower na ogrodzonym terenie i jak zwykle udał się do tylnych, kuchennych drzwi.
— Hej! — krzyknął w głąb domu, nie wchodząc, bo Tank chciał iść za nim, a chłopak domyślił się, że Courtney się wkurzy, jak ten nabrudzi.
Usłyszał od razu dźwięk odkurzacza z sypialni i brak odpowiedzi gospodarza, więc już wiedział, że ten nie usłyszał nawet szczekania psa. Obejrzał się na Tanka i przeprosiwszy cicho, zostawił go na zewnątrz, a sam zakradł się do domu. Zdjął buty i udał się w stronę, z której dochodził dźwięk odkurzacza. Miał plan, żeby zaskoczyć od tyłu mężczyznę. Nie było to takie trudne, bo Courtney bynajmniej nie stał przodem do drzwi, tylko odkurzał właśnie podłogę pod komodą na przeciwległej ścianie.
Chase uśmiechnął się do siebie i zaszedł go od tyłu. Courtney chyba nadal go nie słyszał, bo nie zareagował, dopóki chłopak nie chwycił go mocno w pasie i nie przyciągnął do siebie. Mężczyzna od razu drgnął, puścił odkurzacz… po czym odwrócił się i ruchem ewidentnie gdzieś nauczonym powalił Chase’a na swoje łóżko. Na brzuch. Z wykręconą na plecach ręką.
— Szlag… — wydusił, kiedy zauważył, że to tylko on. — Przepraszam, żyjesz? — dodał i puścił go szybko.
Chase, najpierw zupełnie zaskoczony, w kolejnej chwili roześmiał się głośno i szczerze.
— O kurwa, weź mnie tego naucz! — Zarechotał i przekręcił się na bok.
Mężczyzna jeszcze odetchnął głębiej i w końcu pochylił się. Pchnął Chase’a całkiem na plecy i oparł się dłońmi po bokach jego głowy. Na jego wargach złożył długi, czuły pocałunek.
— Spoko, jeśli chcesz — odpowiedział dopiero, kiedy odsunął usta.
Chase oblizał je niemal natychmiast i wyciągnął się pod mężczyzną, żeby zaraz po tym złapać go trochę powyżej pasa.
— Myślałeś, że ktoś cię napadł? Że ktoś chciał ukraść moją dupkę? — Uśmiechał się nadal durnowato i jak zwykle od razu wywołał tym uśmiech na twarzy swojego kuratora.
— W ciągu tego ułamka sekundy nie wziąłem pod uwagę, że Tank raczej obcego by tu nie wpuścił i że tylko ty byś mnie tak złapał w pasie. Bo Hector raczej bałby się przejść obok Tanka — odpowiedział z rozbawieniem oraz dystansem do siebie, bo bynajmniej go określenie „moja dupka” nie ubodło.
— Będziesz musiał jej tylko pilnować, jak go nie będzie. Chociaż… to ci nieźle wyszło — zamruczał Chase i, że nie chciało mu się wyciągać w górę, to chwycił mężczyznę za kark i jego zmusił do pochylenia się oraz kolejnego całusa.
Courtney od razu zamruczał w jego wargi i wsunął pomiędzy je język. Co by nie mówić… stęsknił się trochę za tym chłopakiem. Lubił z nim przebywać i pieścić się. Przekręcił więc nawet głowę i pogłębił pocałunek, a dodatkowo lekko się na nim położył. Chase objął go więc ciaśniej w pasie, wiercąc się przy okazji pod nim, żeby wygodniej leżeć. Jedną nogę miał opartą o podłogę.
Całowali się długo, aż nastolatek musiał wziąć głębszy oddech.
— Tank ma brudne łapy. Masz jakąś szmatę czy coś? Bo tam sam siedzi. Chyba że ma posiedzieć, a ty się rozbierzesz?
Courtney uśmiechnął się lekko i cmoknął go jeszcze raz.
— Wytrę mu łapy. Może jest głodny. A ty? Jadłeś coś? — zapytał, zwlekając się z chłopaka.
Chase pokręcił głową.
— Płatki tylko przed schroniskiem — odparł, siadając na łóżku, kiedy mężczyzna wstał.
— To dam ci szmatkę, wytrzesz psu łapy, a ja ci zrobię coś do jedzenia, w porządku? — zapytał ten, jeszcze przesunąwszy dłonią po włosach swojego chłopaka.
— A co mi zrobisz? — spytał Chase, nadal siedząc na łóżku i wpatrując się w Courtneya. Bawiło go, jakie zaczęli mieć kontakty. A początkowo był przecież do niego tak źle nastawiony. Zabawne, ile dobry obciąg i chęć pomocy psu umiały zdziałać.
— Hm… kupiłem wczoraj syrop klonowy, więc może byś chciał puszyste naleśniki?
— O ja, noo! — Chase ucieszył się, a ślinka aż mu się zebrała w ustach. — Byłoby zajebiście.
Kurator uśmiechnął się szerzej i pocałował go w policzek.
— Okej, już ci poszukam tej szmatki, a ty zanieś odkurzacz do tej mniejszej łazienki, dobra? — poprosił, już podążając w stronę wyjścia z sypialni. Sam chyba też miał ochotę na naleśniki.
Chase skinął głową. Co prawda przez chwilę liczył na powitalny numerek, ale skoro miał dostać zamiast tego jedzenie, mógł na to pójść. Kiedy więc mężczyzna wyszedł do kuchni, wykonał jego polecenie i dopiero poszedł do niego, żeby dostać szmatę do psich łap.
Courtney jak zwykle pokazał klasę w kuchni. Jego naleśniki były odpowiednio słodkie, puszyste, a z syropem klonowym smakowały cudownie. No i wyszło ich dużo, więc Chase mógł sobie brać tyle dokładek, ile chciał. Sam gospodarz też zjadł, a kiedy pochował wszystkie naczynia do zmywarki, przeniósł się do salonu, gdzie wcześniej je zjedli. Przy włączonym telewizorze, więc teraz Chase gapił się na jakiś program muzyczny. Courtney usiadł obok i odetchnął, również patrząc w tamtym kierunku.
— Właśnie, masz dla mnie plan zajęć? — przypomniał sobie nagle.
Nastolatek odetchnął ciężko, ale bez słowa wstał i dopiero wyciągnął z tylnej kieszeni luźnych spodni pomiętą kartkę. Podał ją mężczyźnie, kiedy znowu klapnął na kanapę.
— Mam. Nie musisz zwracać, mam jeszcze jedną i zdjęcie na komórze.
— Mhm. — Courtney rozłożył kartkę i obejrzał plan zajęć. Przejrzał go krótko i jeszcze dopytał: — Jakie zajęcia pozalekcyjne bierzesz?
— Jeszcze nie wiem, mamy do końca miesiąca jeszcze czas chyba — odparł Chase dość zlewczo. Te rozmowy zawsze były tymi nudniejszymi, w których nie lubił jednak uczestniczyć.
Courtney popatrzył na niego za to poważniej i odłożył kartkę na stolik.
— Pomyśl o czymś pożytecznym. Albo sportowym, albo pod swoją przyszłość może. Ostatnio mówiłeś, że częściej jeździsz do warsztatu. Może naucz się jakiegoś majsterkowania, to będziesz miał potem szanse na pracę w takim?
Chase oparł się do tyłu i trochę zjechał w dół na kanapie.
— No nie wiem w ogóle co. Nie chce mi się, cholera, jeszcze zapierniczać na pozalekcyjne. Jakby i tak już tego dość nie było — jęknął z kwaśną miną, a Tank popatrzył na niego z podłogi. Lubił być blisko, chociaż przy Courtneyu nie wpychał się za bardzo na kolana.
Mężczyzna objął chłopaka za szyję jedną ręką i pocałował w skroń.
— Wiem, że ci się nie chce. Ale będzie łatwiej, jak wybierzesz coś z głową.
— Ale niby co z głową? — Chase wzruszył ramionami nadal z markotną miną. — Zresztą, cholera, zaczyna mi czasu na kumpli brakować. Buda, pozalekcyjne, praca, schronisko… Ty?
— Wiesz, że ja jestem ostatnią osobą, która będzie ci miała za złe brak poświęcenia mi czasu? Wiem, że masz dużo zajęć — odpowiedział Courtney w miarę pocieszająco, żeby chłopak znowu nie miał jakiegoś poczucia, że musi do niego wpadać codziennie.
— Czyli, że co? Będziesz miał to gdzieś, że się nie widujemy? — Chase jednak i tak zinterpretował to po swojemu i odburknął wrogo.
Courtney odetchnął i pocałował go znowu, tym razem w policzek.
— Nie, będę bardzo tęsknił — odpowiedział z lekkim uśmiechem, wciąż obejmując go ramieniem i patrząc na jego twarz z bliska. — Ale szanuję twój czas.
— Znaczy masz go w dupie i wolisz, abym zapierniczał na tonę zajęć pozalekcyjnych? Tak? To masz na myśli? Po wała mam w ogóle na nie łazić? — fuknął nastolatek, nie odsuwając się, ale zakładając skrzyżowane ręce na klatce piersiowej.
— Chase, nie denerwuj się. Nie mówię o tonie zajęć pozalekcyjnych, a o jednych. Wiesz dobrze, że trzeba to robić. Hej… — Odwrócił do siebie twarz chłopaka. — Nie chcę, żebyś się przemęczał. Zawsze możesz przyjść, nawet jak będziesz potrzebował po prostu wygodnego łóżka do odespania tych wszystkich stresów.
Nastolatek nadal jednak robił urażoną i niezadowoloną minę.
— A nie mogę tego zwyczajnie odwalić i tyle? No kurwa… — jęknął na koniec zrezygnowany. Nie chciał tego wszystkiego. Do tego czuł potrzebę spotykania się z kumplami, a ostatnio naprawdę miał problemy, żeby znaleźć dla nich czas. A co dopiero teraz, kiedy zaczęła się szkoła. Nie mieli przecież wszystkich wspólnych zajęć.
— Zrób, jak uważasz. Ale łatwiej będzie ci chodzić na zajęcia pozalekcyjne, kiedy będziesz je lubił — zapewnił Courtney, cały czas przyjemnie głaszcząc go po szyi wierzchem palców.
— Ale wszystkie te zajęcia są chujowe. — Nastolatek jeszcze starał się bronić, tym bardziej, że mało co go interesowało. Nawet jeśli za bardzo nie zagłębiał się w tym, co w ogóle jest oferowane.
— A co myślisz o tym, żebyś na jakieś z którymś z kumpli chodził, skoro ci brak czasu? Nie zapisali się na coś już?
Chase wzruszył ramionami.
— Nie wiem. Nie mamy razem wielu zajęć, a Gabe nie pojawił się już na jednych — mruknął nadal nie w sosie.
— Pogadaj z nimi, zawsze łatwiej coś znieść, jak się to robi razem. Tak jak lepiej ci się ze mną pieprzy niż jedzie na ręcznym, hm? — Courtney rzucił luźno porównanie, które wiedział, że powinno odnieść pożądany skutek.
Chase prychnął pod nosem, ale już z rozbawieniem.
— Ale te zajęcia nie mają w sobie nic fajnego, a ręczny chociaż coś miał.
— Jak się zapiszecie na basen albo chociaż kosza, to będzie fajnie. To czysta adrenalina, Chase, będziesz mógł się wyżyć, a potem przyjechać do mnie, żeby uczcić meczowe zwycięstwo w moim gardle lub tyłku. — Courtney dalej szedł w swoją grę, mówiąc zwyczajnym tonem, a chłopak coraz bardziej dawał się w nią wkręcić.
— To chyba powinienem faktycznie nad tym pomyśleć. I nie grać z jakimiś łajzami i zawsze wygrywać.
— Im trudniejszy przeciwnik, tym większa satysfakcja z wygranej i większe chęci na jej świętowanie — zauważył kurator, rzucając mu krótkie spojrzenie z lekkim uśmiechem. Poza tym patrzył na włączony telewizor, jakby ich rozmowa była tylko lekkim dodatkiem do oglądanego programu, choć tak naprawdę była dość poważna, bo chodziło o fakt chodzenia Chase’a na obowiązkowe zajęcia pozalekcyjne. Żeby ten nie zrywał się z nich albo chodził nie tylko ciałem, ale i duchem.
— No, za ekstra zwycięstwo powinno być coś ekstra — odparł Chase, po czym ściągnął brwi i spojrzał czujniej na mężczyznę. — W ogóle, gdzieś się tamtego nauczył?
— Hm? Czego? Obezwładnienia?
— No.
— Moja praca wbrew pozorom jest niebezpieczna. Kiedy jednym z moich pierwszych przypadków był pewien narkoman z patologicznej rodziny, której członkowie po moim pojawieniu się u nich w domu zaczęli mi grozić nożem, uznałem, że przyda mi się samoobrona. Zapisałem się więc na zajęcia — wyjaśnił spokojnie Courtney i dodał z lekkim uśmiechem już do Chase’a, a nie do telewizora. — Koledzy z grupy dziwili się, kiedy prosto z samoobrony jechałem na kurs gotowania.
Chase chyba podzielał zdanie tych, o których mówił kurator, bo roześmiał się krótko.
— No raczej. Perfekcyjna pani domu. Ale pas se czarny powinieneś zrobić. Byś popylał w takim szlafroczu po domu i trenował ciosy karate na steku.
— Chase, to niepoważne… — Courtney mimo swoich słów uśmiechnął się. — Wystarczy mi, że wiem, co zrobić, gdy jakiś podejrzany osobnik łapie mnie od tyłu, gdy odkurzam.
— Och, teraz jestem podejrzanym osobnikiem? — zakpił chłopak i zupełnie nagle pochylił się w jego stronę, wbijając mu palce pod żebra, a mężczyzna jęknął i skulił się.
— Bardzo podejrzanym i agresywnym. I to jeszcze tak sobie pozwalającym. — Pokręcił głową, popatrując w ciemne oczy chłopaka.
Temu, jak chwilę wcześniej nie schodził z twarzy kwaśny wyraz, tak teraz nie schodził uśmiech.
— I jeszcze agresywnym? Lubisz tak? — spytał i nadal trzymając go jedną dłonią pod pachą, na żebrach, drugą chwycił go mocno za krocze. Patrzył przy tym cały czas w oczy swojej „dziewczyny”.
Courtney momentalnie zmarszczył nos i oblizał wargi.
— Czasami. Taki będziesz do mnie wracał z meczy? — zapytał i wychyliwszy się, liznął podbródek chłopaka oraz poruszył biodrami.
Chase odetchnął ciężej, nie robiąc nic więcej, ale też się nie odsuwając.
— Czyli co? Mam na sport iść? — jęknął z rezygnacją. — Na co?
— Mówiłeś mi, że koszykówkę lubisz, ale też że hokej, więc jeśli coś takiego jest u was, uderz w to — zaproponował Courtney i wyciągnąwszy dłoń do jego głowy, pomasował go po niej z boku.
— I nie będziesz się pluł, że to powinno być coś bardziej rozwojowego czy chuj wie co? — dopytał jeszcze Chase i odwrócił głowę tak, że mógł ugryźć lekko dłoń, która go dotykała.
— Nie. Ważne jest nie tylko to, żebyś się rozwijał, ale też czuł lepiej. A chyba już zauważyłeś, że od początku naszej znajomości truję ci, jak bardzo sport jest w tym dobry — odpowiedział mężczyzna z lekkim uśmiechem.
— Z tobą też mam trochę sportu — rzucił Chase i pocałował go długo i leniwie. Dziwnie się czuł z tym wciskaniem mu dobrego stylu życia. Tym bardziej, że czuł, że uprawia dość dużo sportu, a jeśli nie stricte sportu, to ruchu.
— Mmm… — Courtney przymknął oczy przy pocałunku i objął chłopaka. Lubił się z nim przytulać i zauważył, że chłopak też to lubił. Ostatnio poza tym potrójnym spełnieniem bardzo dużo się wypieścili i wspólnie leżeli, i zaczął w tym odkrywać coraz więcej przyjemności. — To będzie dobry rok, Chase. Ostatni już na łasce twoich dziadków — powiedział cicho, w jego usta, głaszcząc go przy tym. — Pomogę ci przez niego przejść, obiecuję. Możesz na mnie liczyć.
Chase lekko się uśmiechnął i pokręcił głową.
— Nie obiecuj za dużo — odparł i zsunął się z niego. Miłe były takie obietnice, ale nauczył się sam o siebie dbać. Nie chciał i chyba nawet nie umiał się tak zdać na kogoś.
— Chcę, żebyś to wiedział. Że mi na tobie zależy, hm? — Courtney wyprostował się i uśmiechnął do niego krótko. — Ale dobra, to ja sobie schowam ten twój plan i spakuję ci trochę karmy dla Tanka — dodał, unosząc się z kanapy.
— Dobra, spoko. Może być — odparł Chase i obejrzał się na mężczyznę. — A ten… — Zatrzymał go, zastanawiając się, czy to dobry pomysł. — Wziąłbym prysznic, bo mam wrażenie, że śmierdzę tym schroniskiem, ale… też weźmiesz?
Mężczyzna obejrzał się na niego i popatrzył po całej jego postawie.
— Jasne. Zaraz dołączę, możesz się rozbierać.
Chase znowu się uśmiechnął i już nie zwlekając, udał się do łazienki. Liczył na coś więcej niż tylko prysznic i miał nadzieję, że się nie zawiedzie.

17 thoughts on “Newton’s Balls – 27 – Nowy rok z napiętym grafikiem

  1. Katka pisze:

    Kaczuch_A, tyle zalet w Kukurydzy! Zgadzam się po całości. Chciałabym takiego. Nie dość, że by naprostował problemy, pomógł, to jeszcze ugotuje dobry obiadek i się zatroszczy. No i fajnie, że Chase’owi też kibicujesz, bo mu się jednak trochę dobra w życiu należy. A Tank, jakkolwiek jest cudownym zwierzakiem, to nie zawsze mu pomoże. A czułostki na pewno jeszcze będą, tylko kurcze nie pamiętam, czy w następnym rozdziale XD Bo jeszcze nie jest przygotowany XD

  2. kaczuch_A pisze:

    Corn jest świetnym facetem serio, co z tego że przekracza i to jak bardzo swoje kuratorskie obowiązki, ale zaczyna się z niego taki związkowy typ robić i jeszcze jest seksowny. Chase jest gówniarzem, ale przez to co przeszedł i tak mu kibicuję i wierzę, że chłopak wyjdzie na prostą. Tank jak zwykle miłość nad miłościami. I liczę na wspólny prysznic w następnym rozdziale i u nich i u Alberta i Ridleya xD

    Weny~!

  3. Katka pisze:

    Tazkiel, możliwe, że był krótszy, choć nie pamiętam, ile miał stron. W każdym razie zawsze znajdzie się krótszy czy dłuższy rozdział. Akcja niekiedy nie pozwala na ucinanie w niektórych momentach XD No i tak, troszkę pojechałaś Chase’owi, haha, ale spoko, rozumiem frustrację. Ja myślę, że Chase w duchu jest wdzięczny Courtneyowi, niemniej niektóre mechanizmy, która wyrabiają się w ludziach przez całe życie, trudno jest zlikwidować, nawet jeśli rozum podpowiada coś innego. To niczym takie nabyte instynkty czy reakcje, które po prostu działają automatycznie. Także coś myślę, że Courtneyowi doprowadzenie do takich głębszych zmian u Chase’a trochę zajmie. Bo niby tak, robi dla niego wiele, załatwia mu prace, jakoś ogarnia jego życie, ale to trochę tak jakby zewnętrzne czynniki, a de facto najważniejsze jest to, żeby zmienić te wadliwe części we wnętrzu Chase’a, jego podejście do ludzi, do obowiązków, właśnie takie zachowania itd. Ale na to potrzeba czasu. Ale na pewno nie mylisz się w tym, że Chase to prosty chłopak XD Zdecydowanie! Haha, i spoko, miłość na pewno pojawi się w tym opowiadaniu :D A „Król lew” rządzi :) Pozdrowionka!

  4. Tazkiel pisze:

    Czy tylko mam takie wrażenie, czy ten rozdział był jakiś krótszy? Co nie znaczy, że nieciekawy! Och, ten Chase…Jakim on jest leniem:) Oczywiście, kumple najważniejsi, zajęcia dodatkowe niepotrzebne a za szkołę należy się dopłata! Tak, tak – to może za leżenie też? Kurcze, powinien być wdzięczny za troskę! Rozumiem, że jest nieufny, bo zawsze sam musiał sobie radzić i nikt go nie nauczył, że są też dobrzy ludzie na świecie, ale trochę już Corna zna i chyba wie, że ten nie chce dla niego źle. Może tak zacznie nareszcie używać szarych komórek.
    To go nie zaboli, ale może za dużo od niego wymagam, to jednak nieskomplikowany ( czyt. prosty) chłopak jest :). Dobra, dobra, wiem, że jestem wredna :).
    Czekam na następne rozdziały i na miłość oczywiście, która „rośnie wokół nas”. No co, przez przypadek obejrzałam „Króla Lwa”. Wolno mi, na stare lata:).
    Pozdrawiam, Tazkiel

  5. Katka pisze:

    MoNoMu, tak, chyba jeśli chodzi o nasze pary, to właśnie Albert i Ridley są najbardziej uniwersalni. Chociaż chyba Shane i David też całkiem nieźle sobie z tym radzą. Ale tak, na pewno prawda leży gdzieś pośrodku, nie ma co z tym polemizować. Zresztą, to może nawet nie chodzić stricte o płeć, tylko po prostu upodobania. Ktoś może lubić być taką „żonką”, a ktoś inny woli uniwersalność. I to się spotyka nawet w parach hetero, więc no… człowiek to po prostu skomplikowana istota XD

  6. MoNoMu pisze:

    Bardzo mi miło, że mój komentarz kogoś natchnął do rozmyślań xD Mnie też denerwuje przerzucanie schematu yaoi na opowiadania homoerotyczne. Nie zbyt długo siedzę w opowiadaniach BL , ale i tak często podczas czytania nachodziła mnie myśl, że bohater jest bardziej babski ode mnie. Zniechęca mnie to, bo to przecież chyba nie o to chodzi. Więc czczę także nabożnie każde opowiadanie, gdzie bohaterowie zamieniają się rolami. I chyba para Albert x Ridley jest najbardziej zrównoważona ze wszystkich, jakie kojarzę. I za takie podejście was uwielbiam, dziewczyny :)
    A dlaczego ludzie często dla opowiadań BL używają określenia yaoi? Bo wszystko, co dziwne wywodzi się z Japonii :) I myślę, że to mangi yaoi spopularyzowały tworzenie przez kobiety opowieści o męskiej miłości. Ale przerzucanie schematu uke x seme to już inny temat. Na szczęście nawet wśród yaoi mamy lepszy i gorszy sort xD Chociaż znam jakieś 5 mang, gdzie panowie zamieniają się rolami.
    Moja koleżanka pracowała kiedyś z gejem bardzo out i ten stwierdził, że ponoć u nich jest taki podział na (tu cytat) „żonkę i mężusia”. Podobno jego mina też jasno wskazywała, że on jest tą „żonką” xD Więc zapewne jak zawsze prawda leży mniej więcej po środku.

  7. Katka pisze:

    O., no właśnie przez to trzymanie się tego podziału na „seme i uke” często marnuje się szansę na stworzenie czegoś oryginalnego. A przecież męskie postacie mogą być tak różne, że naprawdę wg mnie to wielka strata, jak się tego nie wykorzystuje. Chociaż z drugiej strony jest to kwestia tego, że ktoś po prostu tak lubi. Więc jeśli pasuje mu taki podział i dobrze mu się o tym czyta/pisze, to w sumie czemu nie? Haha i spoko z tymi przemyśleniami. Fajnie podyskutować, a temat nie jest z dupy, tylko pokrewny, więc noł problem :D

  8. O. pisze:

    To jest dla mnie smutne, że wiele blogów idzie w tą konwencję. Opowiadanie ma jakiś potencjał, ale że to już x razy przerabialiśmy u tej osoby czy na innych blogach to już mamy dość. Plus najgorzej jest, ale wiem że ciężko trzymać to w ryzach, jak ktoś prowadzi bloga yaoi i mimo, że akcja jest różna w opowiadaniach to postacie wydają się te same. Bo trzyma ich w ryzach „seme” i „uke”
    Wiadomo, że można trafić na książkę, która w narracji pierwszoosobowej nam się przypodoba, też taką mam. Jednak pisząc powinno się swoje „żagle” rozwijać xD Ale nie zaśmiecam już bloga przemyśleniami xD

  9. Katka pisze:

    Kasia G., tak, trzęsą tyłkami, bo na pewno mają wiele na sumieniu i w sumie przedstawiciel władzy w ich domu to niejakie zagrożenie, więc muszą być grzeczni. A co do pracy Chase’a – prawda, Courtney mu załatwił niezłą fuchę. Ale też jakby na to nie patrzeć, to jest jego praca, powinien mu pomagać. Chociaż mógłby to zrobić na odwal się i by tak dobrze nie było, więc… no Chase na pewno ma szczęście, że ma takiego kuratora ;) Haha, ale masz racje, będąc w wieku Chase’a mało co się chciało XD A on biedny musi tyrać jak wół. Osobiście podziwiam. Dziękujemy za komentarz! :)

    O., mi się wydaje, że bardzo wiele jest takich opowiadań w takiej konwencji „uke i seme” jednak. Coś w tym na pewno jest, jakoś jestem w stanie sobie wyobrazić, że można coś w tym widzieć, ale mi się np. to szybko nudzi, bo ile można takich samych schematów robić? Ciekawiej jest, gdy postacie są różnorodne i role też jakoś się zmieniają. O Boże, ale zgadzam się totalnie, że pierwszoosobowa narracja wiele psuje. Zresztą już pomijając fakt że trudno w takim momencie odbierać tekst inaczej niż utożsamiając się z bohaterem, to jeszcze w takich momentach zazwyczaj ten główny bohater jest tak bardzo wyidealizowany, że się robi niedobrze. To strasznie irytuje, idealne postacie są zawsze jakoś działające na nerwy. Chociaż mam jedną lubianą serię kryminałów, gdzie jest pierwszoosobowa narracja i jest to genialne, ale trzeba mieć niezły talent, by dobrze coś takiego napisać. Och, ale fajne jest to, co piszesz, że bohaterów można odbierać trochę jak kumpli. Fajnie się tak czyta, jak faktycznie można do tego tak podejść. Chociaż zakładam, że każdy ma jakieś tam swoje indywidualne motywacje, dla których czyta takie opowiadania. Ja nawet nie umiem do końca sprecyzować swoich. No cóż… gusta i guściki :D

  10. O. pisze:

    Ogólnie to zawsze są jakby większe emocje gdy pary się docierają. Szczególnie u facetów, którzy nie są nastolatkami płci przeciwnej, które co pięć minut się zakochują i mówią o tym na lewo i prawo xD Tj nie obrażam tu nikogo, ale pewnie każdy z nas znał taką dziołszkę ;D Choć bywają i emocjonalni faceci, ale w palecie barwnych postaci Shikat Tales też ich znajdziemy ;D
    Tak troszkę odskakując od tematu, ale komentarz MoNoMu mnie natchnął xD Nie lubię nazywania opowiadań homoerotycznych yaoi. Są to dwie różne bajki. W yaoi najczęściej mamy stereotypowe postacie, seme i uke i czego chcieć jeszcze? W opowiadaniach homoerotycznych postacie są bardziej, hm, wolne? Łatwo przeskakują z bycia „aktywną” w „bierną” czy też na odwrót. Nie ma utartego schematu. Raz, gdy grzecznie się zapytałam przy jednym z katalogów opowiadań, dlaczego właśnie opowiadania homoerotyczne dają do yaoi skoro to jakby dwie różne bajki. Komentarz został usunięty. Choć nie powiem! Bywa, że autorki blogów piszą właśnie stereotypowe yaoi w realiach amerykańskich, angielskich czy też polskich – takie można wrzucić do wora xD Ale nie ma co walczyć z używaniem tego nazewnictwa, bo za bardzo się to zakorzeniło nam.
    Co do bycia obserwatorem – jest to plus. Opowieści o „księżniczkach i ich rycerzach” wbudzają pewną frustrację, pragnienie posiadania właśnie takiego bohatera w prawdziwym życiu. Co bywa krzywdzące – facet, który nie wygląda i nie jest jak Alec czy Magnus np z Darów Anioła czy nie jest Jacobem nie oznacza, że będzie nas kochać mniej, czy troszczyć się, A jednak w naszej podświadomości żywimy chęć do przeżycia takiej miłości, przygód etc a nie dostrzegamy tego co mamy wokół. Temu też nie lubię, gdy takie powieści są pisane w pierwszej osobie (a najczęśniej tak jest) – nie da się być właśnie tak obok, przeżyć to spokojniej a nie jak bohaterka. Wiem, że o to chodzi – o przeżywanie tych emocji na równo z bohaterami, co na niektórych wpływa krzywdząco, gdy chodzi o poszukiwania drugiej połówki etc. Plus wiadomo, czasem sięgamy po jakieś książki, by wypełnić „braki” pewnych sytuacji czy uniesień w życiu. Pracując w bibliotece od razu to zauważyłam. Jest tu w mojej miejscowości duży odsetek czytelniczek w różnym wieku, które odczuwając jakiś rodzaj samotności czytają same romanse. Nastolatkowie, którzy nie odnajdują się w grupie sięgają po fantastykę etc.
    Tutaj (mam na myśli opowiadania homoerotyczne ale trzymam się Shikat Tales) okej, też zazdrościmy Charliemu Rusha, czy Albertowi Ridleya etc. Ale nie jest to na zasadzie jak przy historiach hetero. Nie pragniemy być bohaterkami tej historii i nie poszukujemy na siłę Alexa tak jak niektóre czytelniczki Grey’a. Czy też nie poszukujemy swoich fetyszy xD Moim zdaniem, pisanie w narracji trzecioosobowej pozwala też na traktowanie bohaterów jak kumpli, przyjaciół. Stąd „frustracja” jest mniejsza. Kocham Rynnę całym sercu, ale przy dłuższym zastanowieniu się, jakiejś analizy to nie wiem czy z Lennym czy z Ryanem chciałabym w ogóle spędzić jakikolwiek fragment życia. Wolę ich właśnie jako „odskocznię” rozrywkę, a nie cel który muszę osiągnąć w życiu bo o Boże! Oni tak cudowni są! Ja też tak chcę, ja muszę! xDDD
    Nie wiem czy jakoś jasno przelałam swoje myśli i wybaczcie, że tak nie na miejscu xD <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

  11. Kasia G. pisze:

    Przyjemny rozdział i taki w sumie wiele zawierający – było trochę domu rodzinnego, hehe dziadkowie trzęsą tyłkami, widać że Kukurydza ma posłuch. Było trochę o pracy, fajnie by było gdyby Chase załapał trochę tych godzin w zimie, w ogóle to powinien całować Courtneya po tyłku za to że mu taką pracę załatwił. No i Cornowi udało się przeprowadzić poważną rozmowę w niepoważny sposób :) Ależ ten Chase jest oporny, chociaż jak sobie myślę to mi też się mało co chciało w wieku nastoletnim, nie żebym teraz zapierdzielała jak osiołek, ale zupełnie inaczej patrzę na swój plan dnia :) Ciekawe czy rozwiniecie akcję ood prysznicem w następnym rozdziale czy tylko smaku nam narobiłyście? Dzięki i pozdrawiam

  12. Katka pisze:

    O., Chase na pewno wiele się może jeszcze nauczyć, w łóżku też XD A babcia i dziadek… no tak, na pewno zabolało dumę i w ogóle. Chase nie narzeka.

    Yaoistka, co będzie w następnym rozdziale, to dowiesz się tylko, jak wytrwasz te 9 dni przerwy XD

    MoNoMu, wiesz, podejrzewam, że większość uczniów uważała ten wyczyn za zaslugujący na wzrok pełen pogardy, ale taki typ jak Chase i jemu podobni to trochę inna mentalność XD Haha ale podoba mi się propozycja na sposób nauki Chase’a. Tak, Kukurydza ma wiele mocy sprawczej jednak XD To może by zadziałało. Kurcze, a rozkmina, dlaczego dziewczyny czytają takie rzeczy? Ja sama nie wiem. Ale z kolei w moim przypadku nie sprawdzają się te yaoi z chłopcami wyglądającymi jak dziewczynki z penisami, czy te ckliwe romanse. Jakoś bardziej mnie kręci taki podwójny testosteron, gdzie bardziej widać, że to obaj faceci, a nie facet i „dziewczynka”. Chociaż… a nie wiem XD Trudno to wyjaśnić. Trzeba by kiedyś jakieś badania na ten temat zrobić! Może by jakieś ciekawe rzeczy wyszły :D A co do miłości… Spokojnie. Nadejdzie na nią czas i zapewniam, że wiele się wokół niej będzie kręcić! :)

    Loli, awwww, super :D Miło słyszeć! Ja, jak mam fazę, to mogłabym codziennie o nich pisać :)

    Migotek, powiem tak – Phil jeszcze będzie. Więc jeśli go tak lubisz, to na niego poczekaj ;) Chociaż skoro głównych bohaterów nie trawisz to z czytaniem może być ciężko :( Bo duuuuzo o nich będzie. Ale mam nadzieję, że inne wątki jednak jakoś Cię poratują!

  13. Migotek pisze:

    Boze, nieznosze Kukurydzy, za Chasem tez nie przepadam… i nadal to czytam, i dla kogo dla Phila, ktorego polubilam, i ktorego pewnie juz nie bedzie… wlasnie umarnelam >.<

  14. MoNoMu pisze:

    Wow, chyba nawet będąc uczniem, miałam mentalność nauczyciela. Dla mnie rozbicie komuś głowy o szybę nie byłoby „wow”, a sprawca mógłby liczyć co najwyżej na wzrok pełen pogardy (oczywiście z bezpiecznej odległości xD).
    Och, strasznie denerwuje mnie to „se” Chase’a. Aż czuję ciarki na plecach, jak się pojawia co drugie zdanie. Kukurydza mógłby go pouczyć, co oczywiście nie dałoby efektów, aż do zagrożenia, że będzie się do niego obracał tylko przodem xD
    Rozdział przyjemny, choć właściwie o niczym. Ale ten marazm Chase’a dobija. Kukurydza podsuwa mu wszystko pod mordę jak Tankowi, a ten nie chce korzystać.

    W busie o szóstej rano wzięło mnie na rozmyślania, dlaczego ludzie (w większości kobiety) lubią opowiadania BL i mangi yaoi. Bo nie podoba im się typowy schemat „głupiutka księżniczka i jej książę”? Raczej nie, bo większość uke w mangach wygląda jak kobieta z penisem. Bo nie chcą kolejnej ckliwej historii o nierealnej miłości? Do porzygu słodkie mangi i opowiadania „forever love i tylko ty” mówią co innego. No to co? Sama nie wiem. Może inny sposób odbierania takich historii. Przez brak kobiecej bohaterki czytelniczka nie utożsamia się z żadnym z bohaterów i jest jakby tylko „obserwatorem”.
    Ale uświadomiłam sobie, czego brakuje mi w tym opowiadaniu. Otóż własnie miłości. Gdzie ona jest? I czy w ogóle się pojawi? (wow, jak to głęboko brzmi xD)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    MoNoMu

  15. Yaoistka^^ pisze:

    Nonono!!! Ciekawe co bedzie w nastepnym rozdziale hehue :3

    Weny :)
    Seksi seksi faceci *,,*

  16. O. pisze:

    Haha czyżby Corn w jakieś swoje upodobania będzie Chase wprowadzać?
    Oj, to baba z dziadem Musieli mieć niezła nerwice żołądka gdy kase dawali xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s