Newton’s Balls – 26 – Życiowe szczęście

Spakowali wszystkie rzeczy do paka, chociaż ledwo się mieściły. Trzeba je było dwa razy przepakować, pozamieniać miejscami, ale w końcu się udało i teraz jechali w stronę mieszkania Ridleya. Albert lubił czuć go za swoimi plecami, kiedy ten trzymał się go podczas wspólnej jazdy na motocyklu. I to była jedna z niewielu sytuacji, podczas których nie było niczym dziwnym, że dotykali się publicznie. W końcu tak było trzeba. Ridleyowi też bardzo się to podobało. No i jeździli tak już często, a on miał słabość do takich męskich zabawek. Jednak nie pod względem samego korzystania z nich. Raczej podniecało go to w innych mężczyznach. Chociaż nie patrzył na innych, od kiedy był z Albertem. A ten właśnie był takim typem mężczyzny… drapieżnego.
Kiedy dojechali na miejsce, było mu wręcz żal, że musi zejść z motoru. Zrobił to jednak, zdjął zapasowy kask i zaczął z kochankiem wyciągać zakupy z paka.
Obaj bez słowa przeszli do mieszkania blondyna. Nie zaczynali żadnego tematu, zachowywali się swobodnie względem siebie. Każdy wiedział, gdzie ma iść, co robić, gdzie zostawić rzeczy, czy powiesić kurtkę albo kask.
— Zrobisz mi kawę? — spytał Albert, kiedy już zdjął buty i rękawiczki na motor oraz udał się do łazienki za potrzebą.
— Mhm — zgodził się Ridley, bo sam miał ochotę i przeszedł do kuchni. Nie zabierał się przy okazji za robienie obiadu, bo pewnie zjedzą… potem. Jak już skończą się kochać, o czym zresztą myślał cały czas podczas jazdy. Teraz jedynie zajął się przelaniem kawy do dwóch różnych kubków. Po chwili poszedł z nimi do saloniku zagraconego książkami.
U Alberta te zawsze były pochowane. I tylko w strategicznych miejscach leżało po jednej książce. Na parapecie w kuchni, w salonie obok lampki i Biblii oraz w sypialni po obu stronach łóżka, odkąd Ridley czasami u niego nocował. Do tego były duchowny miał bardziej ascetyczne mieszkanie, ale jednocześnie nigdy nie powiedział złego słowa na to, jak jest u kochanka. Podobnie jak Ridley nie narzekał na mieszkanie Alberta. Czuł się dobrze i w jego domu i w swoim. A najlepiej, kiedy byli razem. Nieważne gdzie.
— Myślę, żeby jeszcze wziąć prysznic, ale nie wiem, czy ty nie chcesz? — Albert wyszedł z łazienki, od razu wiedząc, który kubek jest dla niego, bo Ridley już dawno się nauczył, który lubił najbardziej i w nim zwykle przyrządzał mu kawę. Przy tym w swoim pytaniu były duchowny przekazał zawoalowaną informację odnośnie tego, że preferuje dziś być w pasywnej roli. I stwierdzenie, że nie chce prezerwatyw.
Ridley popatrzył na niego, przekręcając w dłoni kilka razy kubek z kawą. Był nad nią mocno pochylony, a jego jasne kosmyki znalazły się na czole.
— Może przydałby się nam obu — zasugerował po chwili namysłu, mając ochotę na podwójną przyjemność. Płynącą z penetrowania i bycia penetrowanym.
Albert najpierw ściągnął brwi, zastanawiając się, jak jego partner chciał się kochać, ale w końcu skinął tylko głową. Nie było to ważne, a prysznic przecież nie mógł im zaszkodzić, tym bardziej po tak ciepłym dniu.
— To idę pierwszy. Kawa i tak jest na razie za ciepła — poinformował i wrócił do łazienki, żeby w prywatności dokładnie się umyć.
Ridley w tym czasie wypił swoją kawę i sięgnął po najbliżej leżącą książkę. Nie była to ta, którą aktualnie czytał, ale i tak przecież mógł kawałek przejrzeć. A że czytał bardzo szybko, już zdążył obeznać się z tym, o czym mogła być i jaki będzie motyw przewodni. Kiedy Albert wrócił, nie ociągał się jednak z pójściem pod prysznic, bo teraz ważniejszy był kochanek i to, by szybko być blisko niego. Zostawił więc książkę i pusty kubek na stoliku i poszedł do łazienki. Albert jeszcze po drodze go zatrzymał i krótko pocałował.
— Nie susz włosów — dodał, nim go puścił i z kawą w dłoni oraz ręcznikiem na biodrach udał się do sypialni.
Ridley uśmiechnął się pod nosem i wyszedł do łazienki. Albert czekał na niego jakiś czas, ale nie niecierpliwił się. Zresztą, wolał, żeby trwało to odpowiednio długo i by Ridley dobrze o siebie zadbał. Na szczęście posłuchał jego prośby, bo kiedy wszedł do sypialni ponownie, miał wilgotne włosy, teraz tworzące popisową czuprynę na jego głowie. Skóra zresztą też była przyjemnie wilgotna, co było dobrze widać, bo jedynie przewiesił sobie biały ręcznik na biodra.
— Pragnę cię. — To były jego pierwsze słowa, wypowiedziane szeptem, gdy powoli zbliżył się do łóżka. Jego brązowe oczy wpatrywały się w postać Alberta intensywnie, z wieloma emocjami.
Były duchowny dyskretnie oblizał usta i odłożył na stoliczek nocny zarówno kubek niedopitej kawy, jak i książkę, którą już kiedyś czytał, więc przypominał sobie scenę ze środka w oczekiwaniu na kochanka. Jego ciemne oczy obejrzały sylwetkę gospodarza, a on sam poczuł ciarki na skórze. I te słowa…
— To chodź do mnie — zachęcił go, odwracając dłoń wewnętrzną stroną do góry. Na zgiętym łokciu wyciągnął ją do Ridleya.
Ten zbliżył się do łóżka i wszedł na nie. Ale zamiast ująć dłoń, chwycił ją delikatnie i klęknąwszy nad Albertem, przyłożył ją sobie do ciepłego policzka. Przymknął przy tym oczy.
Albert potarł dłonią po jego twarzy, po czym przyciągnął kochanka do siebie, samemu się do niego wyciągając. Pocałował go bez słowa. Nie były potrzebne, chociaż też nie burzyły nastroju, tak samo jak zapalone światło czy zapach kawy unoszący się w powietrzu.
Ridley odpowiadał na pocałunek chętnie i pochylił się bardziej nad Albertem. Od razu jego dłoń znalazła się na boku dziennikarza i zbadała go dokładnie opuszkami palców. Cieszyło go, że mężczyzna nic już na siebie poza ręcznikiem nie zakładał, więc czuł ciepło jego ciała i zarys mięśni. Albert nie był napakowany, raczej szczupły, ale tak w sam raz. Dało się wyczuć jego mięśnie, był zadbany i seksowny. I teraz rzeczywiście Ridley upewnił się, że pasuje mu jego zapach. Ziemisty, trochę ciężki i męski. Lubił to w Albercie, bo komponowało się to z całą jego osobowością. Równie ciężką, czasami taką suchą, ale właśnie przyciągającą i intrygującą.
— Kiedy jestem z tobą tak blisko, mam wrażenie, że zaciągam się zapachem świeżego papieru w nowej książce — wydyszał na usta kochanka, już całą dłonią sunąc po jego ciele.
Nadal trzymający go za policzek Albert uśmiechnął się kącikiem ust.
— Wiesz, jak mi się przypodobać — zadrwił i wychylił głowę do jego ust. Złapał zębami dolną wargę, subtelnie ją pociągnął i znowu go pocałował. Czuł przy tym, jak robi mu się coraz bardziej gorąco, jak ciepło Ridleya go otacza, jak chce z nim być jak najbliżej, nie tylko masując jego twarz i bok drugą dłonią.
Blondyn wisiał nad nim i chyba uznał, że jako pierwszy to Albert będzie na dole. Ten zresztą zauważył, że rozgrzewający żel, który gospodarz kupił, stał na szafce przy łóżku. Musiał go tam położyć przy rozkładaniu zakupów. Na razie jednak po niego nie sięgnął, za to jego dłoń powoli powędrowała pod ręcznik Alberta i ścisnęła jego udo od wewnętrznej strony, tuż przy kroczu.
Leżący mężczyzna jęknął nisko i znowu skubnął zębami wagę Ridleya. Miał zaskakującą nawet jego samego potrzebę, żeby blade usta kochanka nabrały koloru.
— Zdejmij go już — poprosił, wsuwając palce w wilgotne włosy i na plecy mężczyzny.
— Mhm — odmruknął ten chętnie i zdjął mu na ślepo ręcznik, a potem zerknął w dół i uśmiechnął się lekko. I znowu pocałował Alberta, bo chciał wykorzystać to, jaki ten był teraz do tego chętny. Przy tym już badał dłońmi jego mosznę i przesuwał jądra w palcach, czym delikatnie pobudzał kochanka.
Żaden z nich nie był już nastolatkiem, ale obaj żywo reagowali na siebie. Czuli wzrastającą przyjemność z bycia razem, nie tylko fizyczną, ale też i duchową.
— Są… noce, kiedy myślę o tobie… jak śpisz. I o czym śnisz — zamruczał Albert, odchylając na moment głowę i przymykając oczy, kiedy miły dreszcz przeszył jego ciało.
Ridley uśmiechnął się delikatnie i skubnął wargami jego nagle odsłoniętą szyję.
— Tak? — rzucił i tym razem przesunął nosem po jego zaroście, który tak go podniecał. Równocześnie już pokierował palce pod mosznę mężczyzny, żeby pomasować wrażliwe miejsce pomiędzy jądrami a odbytem. — Tęsknisz do mnie?
— Mhm… Do twoich włosów, rozmów do… tego — wydyszał Albert i wsunął mocniej palce we włosy kochanka. — I… Ridley — spojrzał spod przymrużonych, ciemnych rzęs na mężczyznę — chcesz?
— Ciebie? Pragnę cię, pragnę… — odpowiedział od razu Ridley i pocałował go krótko, a jego palce wciąż gładziły dolne partie ciała Alberta. — Wiem, że nie lubisz wracać do tego, co było, ale… chcę tylko powiedzieć, że… po tym spotkaniu w parku… bardzo cię teraz potrzebuję — szepnął na koniec w wargi kochanka.
Albert spojrzał intensywniej w jego oczy, oceniając intencję, w jakiej ten wypowiedział swoje słowa. Po tym wziął głęboki oddech i nic nie mówiąc, objął mocno kochanka za szyję. Przytulił go ciasno do siebie. Chciał mu dać odczuć, że jest tu z nim i dla niego. Że nie lubi wracania do ich byłych, tym bardziej w takim momencie, ale że chce i będzie spełniał potrzebę Ridleya bycia akceptowanym i kochanym.
— Też cię kocham — wyszeptał mu do ucha, jakby była to odpowiedź na coś, czego Ridley nie powiedział głośno. — Ale nie mam jak rozsunąć nóg, kiedy nade mną klęczysz — dodał jeszcze ciszej przez ściśnięte gardło.
Ridley zaśmiał się krótko i pocałował go jeszcze mocno, nim odsunął się trochę. Sam przy okazji pozbawił się ręcznika, a potem sięgnął do szafki nocnej, na której stał lubrykant. Zerknął na Alberta, czy zmienia pozycję i wycisnął sobie na palce żel.
Drugi mężczyzna położył się na boku. Była to dość bezpieczna pozycja, bo zarówno dawała szansę na całowanie się w trakcie, jak i ucieczkę oraz schowanie twarzy w pościel.
Ridley odetchnął głęboko. Tak, chyba kochali się stosunkowo rzadko, jeśli porównywać to do innych par, ale to bynajmniej nie znaczyło, że Albert na niego nie działał. Wręcz przeciwnie, teraz, leżąc nago z erekcją i chcący go, gotowy się dla niego otworzyć… Tak, zamierzał dać mu najwięcej i najlepiej.
Położył się za jego plecami i pocałował go w ramię. Powoli przesunął wilgotnymi palcami pomiędzy pośladkami mężczyzny, który od razu zamknął oczy i przygryzł dolną wargę, a zaraz potem i górną. Odetchnął też ciężko, unosząc nogę i zginając ją w kolanie.
— Tylko… blisko — poprosił, sięgając za siebie, żeby znaleźć dłoń mężczyzny. Albert lubił dzielić taką bliskość i Ridley to wiedział. Korzystał więc z tego i przybliżył się do jego pleców tak, żeby się z nimi stykać. Pocałował go w kark i ujął jego dłoń, a następnie cmoknął jej wierzch. Potem jednak ją puścił, bo łatwiej było mu nią pieścić wejście Alberta.
Wpadł jednak na inny pomysł. Rękę od strony materaca przełożył pod głową kochanka, aż ten oparł się policzkiem o jego ramię. Przez to był bardzo blisko i mógł dodatkowo chwycić jego dłoń, bo miał ją tuż przed sobą. Był więc wręcz przytulony plecami do Ridleya, z jego palcami już masującymi mu otworek.
Przymknął oczy. Nie musiał widzieć ściany przed sobą, żeby czuć zapach i obecność kochanka. Dzięki temu też był bardziej rozluźniony, nie spinał się, ułatwiając przy tym blondynowi pieszczoty.
— Mmm… Ridley — wyszeptał, przypominając sobie, z kim jest. To dodatkowo dawało mu przyjemność.
Mężczyzna za jego plecami uśmiechnął się delikatnie i znowu skubnął wargami jego ucho.
— Jestem tu dla ciebie — odpowiedział równie cicho i powoli wsunął jeden śliski palec do środka tyłeczka Alberta.
Ten wyprężył się i odchylił głowę bardziej do tyłu. Było… gorąco. Niespiesznie, ale gorąco. Chciał tego od niemalże samego początku dzisiejszego spaceru, nawet nie w pełni świadomie.
Ridley zresztą był bardzo cierpliwym człowiekiem i z reguły gra wstępna, kiedy był na górze, trwała długo. Zazwyczaj więc, przechodząc już do meritum, obaj byli mocno rozgrzani i właściwa penetracja była krótsza niż wstęp. Tak, to była zdecydowanie cecha charakterystyczna dla Ridleya.
Teraz pieścił Alberta w środku jednym palcem, ale nie oszczędzał mu innych pieszczot i całował go po plecach, ramionach oraz szyi, a nawet palcami dłoni, którą go trzymał, bawił się jego palcami. Albert to lubił. Tak samo jak lubił dominować i widzieć, jak kochanek się pod nim topi, ale kiedy już oddawał się partnerowi, było mu niezwykle miło, gdy ten robił wszystko, żeby był dopieszczony. Tak jak teraz. Kiedy, mając po dobrych kilkunastu minutach już trzy palce w sobie, miał wrażenie, że płonie.
— Oooch… dobrze… Ridley. Wiesz… — wyszeptał. Zawsze inaczej dzielili się informacjami, mieli swój własny kod i obaj to lubili. Było w tym coś specjalnego.
— Mi też jest bardzo dobrze — odpowiedział mężczyzna, przesuwając nosem po jego włosach, a czubkiem swojego penisa trącając pośladek Alberta. Wiedział, że obaj byli już gotowi, więc powoli wysunął z niego palce i jeszcze delikatnie pościskał pośladki. Lubił je. — Odchyl trochę nogę do przodu — poprosił, chwytając swój członek.
Albert nic nie powiedział, tylko wykonał prośbę. Bo na pewno nie był to rozkaz. Nie rozkazywali sobie w łóżku. Spełniali nawzajem swoje potrzeby i pragnienia. Nawet te niewypowiedziane. Chociaż w tym przodował Ridley, który jak zawsze specjalizował się w niesamowitym czytaniu drugiej osoby.
Teraz naparł czubkiem penisa na jego wejście i powoli się przez nie przepchał. Przytrzymał przy tym udo Alberta i ścisnął je lekko, tak samo jak ścianki wnętrza byłego duchownego zacisnęły się na jego penisie. Jęknął przy tym błogo i wszedł cały.
— Jesteś niesamowity… — szepnął.
Albert nie odpowiedział niczym bardziej konkretnym niż zduszonym jękiem. Miał przymknięte oczy i głowę odchyloną do tyłu na ramię kochanka. Palcami też mocniej ściskał jego dłoń.
— Mmm… ty też… — wydusił w końcu, starając się dojrzeć twarz mężczyzny. Uważał go za cudownego faceta. Nie był sennym marzeniem jak Walter, ale był jego i co najważniejsze, rozumiał go i szczerze kochał.
A teraz był mocno zarumieniony i uśmiechnął się do niego. Wychylił się również i pocałował Alberta, a następnie zaczął płynnie się w nim poruszać. Falować wręcz, sunąc nimi oboma po pościeli. Na początku w bardzo leniwym tempie, potem trochę żywszym, choć wciąż nie gorączkowym. Tak, żeby stopniować napięcie.
Albert przyciskał dłoń kochanka do siebie, coraz głośniej oddychając i postękując co chwilę. Kochali się w sumie we względnej ciszy. Żaden z nich nie był z tych, którzy krzyczą, klną czy wzywają cokolwiek podczas seksu. Może czasami, ale rzadko. Skupiali się na tym, co robią i kontemplowali to, nie licząc przy tym w ogóle czasu.
— Ri… Ridley — wydyszał Albert, samemu nie wiedząc, ile minęło od momentu, jak ten się w niego wsunął, a co dopiero od kiedy zaczęli.
— Mmm… — Usłyszał w odpowiedzi tylko stęknięcie przy uchu, a blondyn dobił się mocniej i przyspieszył. — Och… weźmiesz mnie teraz ty? Poszerzałem się… och trochę… w trakcie — dodał do jego ucha, ogrzewając je gorącym powietrzem. I rzeczywiście było tak, jak mówił. W trakcie seksu sięgnął za siebie i trochę poszerzył swoje wejście, żeby się zmienić z Albertem bez konieczności dłuższej przerwy.
Dziennikarz zamruczał potakująco. Nie dotykał swojego penisa cały ten czas i teraz, kiedy kochanek wspomniał o zmianie, naprawdę tego zapragnął.
— Wysu… uń się… — stęknął, opadając górą ciała bardziej na pościel, żeby odetchnąć. Czuł się przyjemnie rozluźniony i rozgrzany, a jednocześnie jego penis drżał, chcąc więcej.
Ridley podparł się po bokach jego głowy i uniósł biodra, gładko i ślisko wychodząc z jego wnętrza. Potem cmoknął kochanka w kark, przy czym połaskotał go swoimi miękkimi włosami i dopiero sam opadł obok, na pościel.
— Mhm, gotowy — rzucił na wydechu, bo sam był bardzo mocno rozgrzany. Uśmiechnął się przy tym do kochanka zaróżowionymi ustami, które nadawały życia jego twarzy. Wydawała się tak inna, rozgrzana dzięki nim.
Albert jeszcze złapał kilka głębszych oddechów i przekręcił się przodem do Ridleya. Złapał go z boku twarzy i pocałował z pasją.
— Wyglądasz… — zawiesił się i tylko przebiegł wzrokiem po twarzy kochanka, nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa. Wszystkie „seksownie”, „dobrze”, „wspaniale” wydawały mu się zbyt oklepane. Ridley jednak wszystkie te określenia wyczytał z jego twarzy i zrobiło mu się dzięki temu strasznie gorąco. Nie tylko z podniecenia, ale uczucia, jakim darzył Alberta i jakie od niego czuł.
Przekręcił się na plecy i rozłożył nogi niewyuzdanie, ale subtelnie i zapraszająco. Uśmiechnął się też łagodnie i odetchnął z tymi swoimi rumieńcami i koszmarnie rozburzonymi włosami.
Albert klęknął przed nim z pełną erekcją, z wilgotną główką. Pochylił się do kochanka i najpierw oparł dłonie po bokach jego głowy, po tym pocałował go, a następnie wsunął palce w jego loczki. Drugą dłonią sięgnął po lubrykant i, mimo że Ridley twierdził, że się trochę porozluźniał, to i tak musiał sprawdzić. Nie, że nie wierzył mu na słowo, ale wszystko musiało być idealnie.
Mężczyzna zacisnął się, ale raczej odruchowo i bardzo krótko. Nie był jednak spięty i przyjął jego palce bardzo łatwo. Uśmiechnął się do tego i zahaczył zębami o dolną wargę.
— Jestem gotowy. Kochajmy się dalej — sapnął.
Albert uśmiechnął się pobłażliwie.
— Zawsze mówisz to, czego obaj potrzebujemy? — spytał, ale nie pozwolił Ridleyowi na odpowiedź, bo złączył z nim usta.
Całowali się, kiedy były duchowny chwycił jedną nogę mężczyzny pod kolanem i uniósł ją. Po tym, pomagając sobie tą samą dłonią, naparł na jego wejście. Bardzo spokojnie i delikatnie zaczął się wsuwać. Robił to systematycznie, kawałek po kawałku, a Ridley z każdym kolejnym centymetrem czuł się coraz przyjemniej i coraz bliżej kochanka. Nie tylko cieleśnie, ale i duchowo. Na końcu zetknęli się czołami, a piwne oczy blondyna krótko spojrzały na Alberta. Ten wiedział, że zazwyczaj w seksie miał je zamknięte.
— Dobrze… — szepnął, a potem jęknął cicho. Nawet nie chciał głośno mówić, że Albert był doskonały. Lepszy od Phila stukrotnie, doskonalszy w technice, czułości, sposobie bycia, inteligencji, wyglądzie… we wszystkim. Nie chciał ich porównywać, a po prostu cieszyć się tym, kogo ma tak blisko i kto teraz tak cudownie mu robi na dole.
Albert zamruczał potakująco i zachęcił kochanka, żeby objął go nogami. Lubił się powoli bujać, a w takiej pozycji, z nogami w pasie, nie było to trudne. Dzięki temu miał też szansę, żeby objąć Ridleya za szyję, móc bawić się jego włosami w tracie i całować go z przyjemnością po twarzy. A do tego widzieć, że to jest dobre, że jest przyjemne dla nich obu, że nie robią niczego złego, tylko się… kochają.
Czuł nie tylko jego drżące momentami uda, kiedy te go objęły, ale też dłonie, które z każdą minutą coraz bardziej gorączkowo błądziły mu po plecach. Ridley był z nim całkiem zespolony. Nie był poddańczy, nie byli podzieleni na rolę dominującą i pasywną. Obaj czuli, że są równi, a dzisiaj wyjątkowo potwierdzili to tą zmianą pozycji. Teraz to Ridley otwierał się dla niego i czerpał z tego równie dużo przyjemności, która wzmocniona była ocieraniem się penisa o podbrzusze Alberta.
Albert też był wdzięczny kochankowi za to, jak go traktuje. Nie tylko na co dzień, ale też w czasie seksu. I tym, co właśnie przyszło mu do głowy, chciał jeszcze podkreślić ich równość.
Pocałował z pasją Ridleya, po czym wysunął się z niego. Był sztywny, tak samo jak partner, ale usiadł bok w bok z nim i sięgnął do jego penisa dłonią, a wargami do ust.
— Ty… też — poprosił, łapiąc go przeciwległą, lewą dłonią z tyłu głowy, żeby było im wygodniej.
Ridley przy tym rozchylił powieki i spojrzał z rozgorączkowaniem na kochanka. Nie ociągał się. Był rozgrzany i bliski orgazmu, a propozycja Alberta była strasznie podniecająca! Ujął więc jego członek i zaczął go masturbować. I tym razem nie zamykał powiek. Patrzył prosto w ciemne oczy drugiego mężczyzny, czerpał z takiej bliskości i całował się z nim z pasją. Urywanie jednak, bo musiał co raz łapać oddech.
Albert za każdym razem, kiedy łapali powietrze jak topielce, uśmiechał się lekko, a potem przygryzał wargę.
— Ridley… — wydyszał, starając się nie zamykać oczu, mimo że fale przyjemności jakby zmuszały go do tego. Ale miał wrażenie, że da radę i że dojdą w stosunkowo podobnym czasie.
— Już… jeszcze chwila… Zróbmy to równo — poprosił jego kochanek i zaśmiał się przy tym krótko. Dmuchnął w kosmyk, który opadł mu na oczy po raz setny i znowu złapał usta Alberta w pocałunku. Tym razem dużo krótszym, bo naraz jęknął głośno. — Już!
Albert stęknął głośniej i rozluźnił się, pozwalając ulecieć z siebie napięciu. Jego ciało zadrżało, tak samo jak wargi, które stykał z kochankiem. Czuł, jak przyjemność rozlewa się po jego ciele, podbrzuszu, jak szumi mu w głowie, a dodatkowo czuł, że przeżywa to Ridley. To było równie niesamowite jak własne spełnienie.
— Oo… mm, razem… lubię, gdy robimy to razem… — wydyszał Ridley z błogim wyrazem twarzy, na moment opierając czoło o ramię Alberta, kiedy dosłownie zjechał po poduszkach w dół. Obaj byli rozluźnieni, z wilgotnymi od lubrykantu penisami oraz spermą na swoich ciałach.
Albert przytaknął i dłonią, którą go obejmował, chwycił kosmyk jego włosów oraz zakręcił go na palcu.
— Cieszę się… — zaczął, pochylając głowę do jego twarzy. — Cieszę się, że mnie odnalazłeś i się nie zraziłeś.
Blondyn uniósł głowę i pocałował go delikatnie.
— Wiem — odpowiedział. No tak… na pewno wiedział. To był Ridley, on umiał wyczytać wszystko. — A ja się cieszę, że mi to mówisz.
— Zdarza się, że czasami coś usłyszysz ode mnie, a nie ze mnie wyczytasz. — Albert oddał pocałunek i przyciągnął ramieniem Ridleya bliżej siebie. — Wspólne mieszkanie — dodał po tym z głębokim westchnieniem. Nie musiał nic więcej mówić, blondyn i tak rozpoznał podekscytowanie i strach. A czas tej uwagi mówił wszystko o tym, jak ważny był to temat dla Alberta.
— Mamy duże szanse, że będzie nam dobrze. Wiesz, że jak osoby długo są w stanie przebywać obok siebie w ciszy, to znaczy, że mają szansę na długotrwały związek? — powiedział Ridley jako ciekawostkę coś, co ostatnio wyczytał. — Będzie miło co wieczór być razem, nie uważasz?
Albert znowu milczał, jakby sprawdzając teorię, którą przed chwilą wygłosił kochanek.
— Mhm — przytaknął w końcu, nie puszczając go, przytulając i bawiąc się jego włosami.
Czyżby za tymi bladymi ustami, kręconymi, nieposłusznymi włosami i przenikliwym umysłem kryło się jego życiowe szczęście? W tej chwili, bardzo chciał w to wierzyć. Obaj chcieli w to wierzyć.

23 thoughts on “Newton’s Balls – 26 – Życiowe szczęście

  1. Katka pisze:

    Tigram, ja to bym chciała 90% z nich w prawdziwym życiu, hehe. Ale Ridley jest stosunkowo przeciętny, więc może gdzieś tam taki Ridley jest i czeka :)

  2. TigramIngrow pisze:

    Rozmaślam się jak o nich czytam. Jedna z moich ulubionych par. Ech… Gdyby znaleźć takiego Ridleya w prawdziwym życiu. I żeby był hetero. Uzależniony od książek dozorca i bibliotekarka. Czy tylko dla mnie brzmi to jak para niemalże idealna?

  3. Bebok pisze:

    Pozwolę sobie skomentować oba rozdziały o Ridleyu i Alberciku razem ;D
    Boże jaka chamówa… jak można być takim gnojem…. I dlaczego RIDLEY z nim był?! Aż mnie to zdenerwowało… Cieszę się że teraz ma Alberta, bez wątpienia są udaną parą. Cieszę się że nie tylko o Chasie i Courtneyu mogę tu poczytać ale też o innych parach za którymi co by nie mówić… koszmarnie się stęskniłam ;D Miło zobaczyć znowu Shane’a i Davida szczęśliwych w swoim domu tak jak powinno być, Alberta i Ridleya robiących duży krok naprzód i wciąż cieszących się sobą, Walta i Jamesa biorących ślub *__* Cudnie!
    A wracając do rozdziału, niezły pomysł z tym pomieszkiwaniem u siebie na zmianę, mogą wyczuć gdzie im się lepiej mieszka i czy już są gotowi na coś takiego (jednak wspólne mieszkanie czasami zmienia bardzo dużo) choć z drugiej strony chyba męczyło by mnie to zmienianie lokum co jakiś czas.
    Jak zwykle cieplutko mi się robi na serduszku jak o nich czytam, uwielbiam tę ich sielankę, wszędzie porozrzucane książki, mam wrażenie że u nich zawsze pachnie kawą ;) Przyjemnie jest. Lubię to że są tacy… normalni. Niewymuszeni. No i fakt że oni się nie pieprzą tylko faktycznie kochają też jest super, aż kipi troską i czułością :) Miła odskocznia ;)

  4. Katka pisze:

    Kaczuch_A, Boże, to tak fajnie łechce nasze ego, gdy tak piszesz o tej parce, ze są tacy… prawdopodobni XD Nie no, serio ogólnie fajnie widzieć, że udało się tu trochę realizmu ująć w tych ich relacjach. Ale z drugiej strony aż zadziwiające w takim razie, że taka… zwykła, działająca na typowych relacjach parka tak bardzo jest lubiana i że wcale czasem nie trzeba niesamowicie udziwniać w pisaniu, żeby czytelnika zainteresować. Mnie jakoś zawsze dziwi i nawet trochę odrzuca, gdy autor robi ze swojego bohatera taki ideał, bo uważa, że jest on dzięki temu taki zajebisty i będzie uwielbiany. A niejednokrotnie mam wrażenie, że własnie wady sprawiają, że postać jest ciekawa… Ale to kwesta na głębsze rozważania. Po prostu jakoś Twój komentarz mi tę myśl podsunął. To jeszcze wracając do chłopaków – Albert na dole. Taaa, to się wydaje dziwne, bo on taki ma dość… przytłaczający i dominujący charakter. Ale fajnie, że jednak nie wadzi Ci to tak, że bywa też pasywny. Na szczęście „też”. Bo chyba jednak z Waltem by nie wyrobił całe życie na dole XD Chwała Ridleyowi.

  5. kaczuch_A pisze:

    Jak mi się podoba ich relacja, to nawet sobie nie wyobrażacie. Taka sielanka, taki najbardziej prawdopodobny związek, który może znaleźć odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości. I dlatego będę polować na facetów wypisz wymaluj jak Ridley i Albert i będę ich szpiegować~! xD Panowie się zdecydowali na ważny krok i na pewno im się uda, to co Ridley mówił o spędzaniu czasu w ciszy to na prawdę ma sens. I wierzę w tą dwójkę całym swoim kaczy serduchem. Nie wiem czemu, ale ich kochanie się zawsze mi się podoba, nawet jak na samym początku nie pasowało mi, że Albert jest na dole. Pamiętam ten swój zaskok w IOI jak Albert był na dole xDDD

    Weny~!

  6. Katka pisze:

    Tazkiel, o fajnie widzieć od Ciebie komentarz :D I to taki pozytywny :) Dobrze, że trochę krytycznie patrzysz na ich wspólne mieszkanie, bo zawsze tak jest, że w normalnych kontaktach z kimś może być mega zajebiście, a jak przychodzi do spędzenia z kimś gdzieś kilka dni, to wychodzą rożne smaczki. Bo tak jak mówisz, przyzwyczajenia są różne i jak jeden ma gdzieś, czy klapa od sedesu jest otwarta czy zamknięta, tak drugiemu może cholernie działać na nerwy otwarty kibel… Na pewno muszą ze sobą rozmawiać, by uniknąć nieprzyjemności. Zgadzam się również z tym, że Ridley tych wszystkich cech Alberta potrzebuje. Zakochał się w takim mężczyźnie i takiego go chce. Z całym pakiem zalet i wad. Och, ale co do wykształcenia, to niekoniecznie chodzi o sam dyplomik, ale biedak nie wykorzystuje swoich zdolności. Marnują się! :( Dzięęęki za komenta! :) Do następnego! :)

  7. Tazkiel pisze:

    O, i jak się cieplutko i miło zrobiło:) Oby tylko klimat się nie zmienił :) Wspólne mieszkanie, nawet pomimo najlepszych chęci z obu stron, może być trudne. Ostatecznie nawyki i przyzwyczajenia są różne, prawda? Właśnie dlatego nie trzeba się na siebie obrażać ani oczekiwać od drugiej osoby, że będzie czytać w myślach. Dobra, bo zabrzmiało jak z poradnika XD. Dzięki, Shiv, za krótką charakterystykę Alberta. Faktycznie, przy wewnętrznych konfliktach trudno być super pogodną osobą. Co nie znaczy, że Albert musi być wesołkiem i lekkoduchem. Po prostu jest poważny, trochę sarkastyczny i asertywny. I fajnie! Im więcej różnorodności, tym lepiej. Zwłaszcza, że Ridley doskonale sobie z nim radzi i skoro chce z nim być, skoro go kocha, to właśnie kogoś takiego potrzebuje. Albert widzi jego dobre strony i vice versa. Dopasowali się.
    Dlaczego chcecie dokształcać Ridleya ?! To mądry chłopak jest i jakby chciał, to by skończył studia. Może coś stanęło na przeszkodzie? W każdym razie przez brak studiów głupszy nie jest.
    Trzymam kciuki za wspólne mieszkanie. Uważam, że prawdopodobnie nie będzie cudnie i milutko przez cały czas, ale dogadają się. Ostatecznie obaj chcą ze sobą być :)
    Pozdrawiam, Tazkiel

  8. Katka pisze:

    Wadera, bo oni po prostu tak bardzo nadają na takich samych falach ze potrafią tak zgrabnie się ze sobą komunikowac chociaż haha ten przykładowy progres co zasugerowalas to jednak juz za wysoki level XD a co do przeprowadzki to myślę że jednak wynajma samochód XD a co w następnym rozdziale… kurczę jestem na telefonie i nie mam tu tekstu a tytuły rozdziałów robiłam tak by nie dało się od razu powiedzieć o czym beda więc… sama nie wiem co będzie XD chyba Chase. Ale głowy nie dam XD

  9. Wadera pisze:

    Na wstępie napiszę, że bardzo lubię relacje tej dwójki (sam Albert doprowadza mnie do szału, z Ridley’em daje radę) może dlatego, że tak jak oni uważam, że spędzenie wieczoru z ukochaną osobą na leżeniu w łóżku i czytaniu książek to świetna randka :D
    Padłam na ilość informacji, które sobie przekazują w jednym zdaniu. Jeszcze trochę razem pożyją to się zaczną porozumiewać monosylabami. Coś jak: – Mhm. – będzie znaczyć: Ten obiad bardzo mi smakował, zwłaszcza ten kurczak w sosie słodko kwaśnym, ale teraz mam ochotę się z Tobą kochać, chcę być na dolę i użyjmy tego nowego lubrykantu co go wczoraj kupiłem ;)
    Ogólnie klimatyczna scenka, lubię jak są tacy czuli wobec siebie i mam nadzieję, że napiszecie jak wyglądała przeprowadzka, bo jestem ciekawa ile książek na raz można przewieść na motorze :P
    A tak trochę poza tematem, to kurczę mimo że uwielbiam poznawać dzieje Shane i Dawida, Waltera i Jamesa (naprawdę nikt w szkole jeszcze tej obrączki nie zauważył? ślepi są? ;) oraz Alberta i Ridley’a to mimo wszystko to jednak opowiadanie głównie o Panu kuratorze i jego podopiecznym i tęskni mi się za nimi.
    P.S.: Zdradźcie chociaż jaką parkę z powyższych zaprezentujecie w następnym odcinku, bardzo ładnie proszę (robi oczy Puszka)

  10. Katka pisze:

    Jelis, byle im to wspólne mieszkanie bokiem nie wyszło XD Osobiście bardzo podziwiam Ridleya, że jest taki odporny na niektóre teksty Alberta XD Ale obaj tego chcą, więc skoro mają dobre podejście, to powinno im się udać :) Fajnie, że rozdział zadziałał pozytywnie :D

  11. Jelis pisze:

    Ciesze się ich szczęściem, tym ze bd razem mieszkać. Ogl super ♡ napisałabym cos dłuższego jak zawsze ale jakoś nie mam siły kiedy pomyślę ze jutro 4 pr. Kl … ale poprawa humoru przed snem jest 💞

  12. Shivunia pisze:

    MoNoMu i ogólnie reszta, ja może trochę dopowiem skoro Albert bardziej siedzi w mojej głowie. Krótko, co by nie za bardzo wprowadzać zamęt.
    Al ma poważny problem z tym, że to w co wierzy nie jest zgodne z tym kim jest. Dlaczego sam nie szukał po Walterze związku? Bo jak uznał, że i tak musi żyć w grzechu bycia osobą homo, to nie będzie popełniał kolejnego i się związkował. Ale los chciał inaczej i tu znowu został wystawiony na pokuszenie. Któremu nie był wstanie się oprzeć. Nadal wierzy i stara się odkupywać swoje winny, mimo że jednocześnie je popełnia, bo nie może jednak żyć bez tej drugiej osoby. Uważa się wielokrotnie za grzesznika i to sprawia mu kłopoty… w byciu radosnym i miłym ;p
    Ogólnie jednak ma też nadzieje, że jednak jego życie zostanie ocenione według Boga, a on może żyć najlepiej jak jest wstanie. Nie jest księdzem ani też nie mówi że jest bez grzechu, dlatego sam widzi swoja lukę w tym systemie zero-jedynkowym. Jego czyny zostaną osądzone, to trochę jego polityka. Nie wyrzeka sie religii do końca tylko dlatego ze nie jest dość silny aby spełniać nakazy kościoła.
    Ale to moja wersja jego sposóbu myślenia. W ogóle dyskusja o tym jest raczej… stąpaniem po cienkim lodzie. I ja sama nie raz mam zgryz jak „słucham” Alberta ;p

  13. Katka pisze:

    MoNoMu, nieee, spoko, nie odebrałam tego komentarza jako od katola, haha, chciałam tylko wyjaśnić, że bycie katolikiem nie musi jednak oznaczać tego, że neguje się wszystko, co „złym” określa Kościół i chyba Albert próbuje właśnie w ten sposób myśleć. Wcześniej może rzeczywiście podchodził do tego bardzo restrykcyjnie i poddał się temu praniu mózgu, ale po Walcie ma bardziej krytyczne spojrzenie i stara się filtrować te zakazy i nakazy. Bo kurde, według mnie trzeba być mega ograniczonym, żeby nie widzieć, że w niektórych rzeczach w Kościele katolickim jest nie halo. I znów, mówię o instytucji, nie o samej wierze, do której nic nie mam. Ale ogólnie fajnie, że nam taki temat w sumie rzuciłaś XD Jednak fajnie jest tak podyskutować :D

  14. MoNoMu pisze:

    O, Matyldo! Tak pojechałam w poprzednim komentarzu, że wyszłam na jakiegoś katola xD Sama wyznaję zasadę, że każdy powinien robić, co chce, byleby nie krzywdził innych (to znowu strasznie lewackie xD), więc proszę opacznie nie interpretować mojej poprzedniej wypowiedzi xD W kościołach bywam tylko na ślubach i pogrzebach.
    Cóż, każda religia to metoda do manipulacji i kontroli ludzi m.in. przez wygodną dla siebie interpretację świętych pism. Stary Testament jest brutalny, ponieważ powstał w takich czasach i przekładanie zasad w nim zawartych na współczesne społeczeństwo to głupota, bo przecież świat ewoluował. A homoseksualizm od zawsze towarzyszył człowiekowi, szczególnie starożytni lubili się zabawić i wcale się z tym nie ukrywali xD Wśród zwierząt jest też dość powszechny.
    Jednak każda religia wymaga od wiernego całkowitego poddaństwa prawom i brak tam miejsca na dyskusję. Więc religia to zasady, a nie odczucia. I to własnie dziwiło mnie w Albercie. Komuś po seminarium duchownym, gdzie zrobili mu ładne pranie mózgu, powinno być po prostu trudniej.
    Znowu walnęłam jakąś epistołę xD W każdym razie, łączcie się i kochajcie! Obojętnie w jakiej konfiguracji i jaką tworząc figurę geometryczną :)
    P.S. damiann…, jak nie wiesz, co to system zero-jedynkowy (a nie ma takiego, co by wszystko wiedział), to po prostu sprawdź w necie ;)

  15. Katka pisze:

    Linerivaillen, oj tak, dużo tu miłości XD

    O., Albercik i Ridley lubią ze sobą rozmawiać, więc o to się nie ma co bać. Zresztą dla nich chyba ważniejsze jest to porozumienie niż fizyczność ogólnie. Aleeee tak, do czasu do czasu fajnie, jak jest tak przytulaśnie i mraśnie XD

    Damiann, chyba wszyscy teraz chorują… W tym ja i Shiv. Snif. A co do Alberta i jego religijności, haha, tak, pewnie to może trochę przeszkadzać. Choć moim zdaniem i niego większą wadą jest zgryźliwość XD Oj ale czemu Albercik nie pasuje na księdza? Przez image? U mnie w rodzinnym mieście księdzem jest były komandos i jak go widziałam, poza mszą wcale nie zrezygnował z ciężkich ciuchów XD To, że Albercik jest grzeczny duchowo, nie znaczy, że nie ma swojego gustu :D Oooch, a rysunek… hm, hm, wiesz, trudno mi powiedzieć, bo tak naprawdę uwielbiamy każdego z naszych chłopaków, haha, i każdy art jest na wagę złota :D Także ślij nawet te „kupy” XD

    MoNoMu, nie chcę skłamać, bo musiałabym mocniej poszperać, ale jeśli mnie pamięć nie myli, w Nowym Testamencie nie ma słowa o tym, żeby homoseksualizm był zły. To Stary Testament chyba jedynie raz wspomina, że za obcowanie z drugim mężczyzną powinna być śmierć. Co już samo w sobie jest chore, ale Stary Testament ma to do siebie, że jest dość… brutalny. Nie odnosiłabym się więc do tego tak bardzo. To Kościół sobie w pewnym momencie wymyślił, że homoseksualizm jest obleśny i zły i bynajmniej nie miało to nic wspólnego ze stricte religią, tylko z polityką. Jeśli mnie pamięć nie myli, to cesarz Justynian sobie wymyślił, że będziemy kastrować gejów, co zdaje się miało coś wspólnego z jakimiś biskupami, którzy się pieprzyli. Nie pamiętam niestety dokładnie, o co chodziło, ale ogólnie homoseksualizm jest zły, bo Kościół tak chce, niekoniecznie Bóg. Nie będę jednak się spierać, jeśli ktoś z Was uważa inaczej. Ja po prostu mam wiele „ale” to Kościoła jako instytucji, nie do wiary chrześcijańskiej. Ale jeśli chodzi o Alberta, to on uznał, tak sądzę, że powinien pogodzić się z tym, kim jest i na kogo się czuje, a Bóg mu to wybaczy. Po związku z Walterem patrzy na swoją religię nie tylko pod względem zasad i reguł (które czasem są niedorzeczne), a raczej pod względem uczuć, emocji i własnej moralności. Nie jest moją postacią, a Shiv, ale ja go rozumiem w taki sposób. Ale w ogóle zgadzam się, że Albercik mógłby zmotywować Rida do zrobienia czegoś ze swoim życiem. Bo koniec końców ten może mieć do siebie wyrzuty, ze nic nie zrobił, a miał takie umysłowe predyspozycje… A co do PS, haha, da się XD Tak samo jak dolną, tylko górną XD

    Kasia G., chyba trochę kwestia tego, kto ustala zasady. Bo Biblia Biblią, ale interpretacja też robi swoje. No i przecież manipulacja ludźmi nie jest jakimś trudnym zadaniem, więc wmawianie czegoś, co wcale nie musi mieć racji bytu, jest na porządku dziennym w wielu instytucjach. W tym w Kościele. Mnie też trudno uwierzyć, żeby Bóg uważał miłość do drugiego człowieka tej samej płci za coś niewłaściwego. Ale cóż… I spoko, kukurydzek i Chase już niebawem :D

    Saki, hehehe, tak, dokładnie, oni są jak stare dobre małżeństwo. Mimo że jakoś mega długo się nie znają, to się czasem zachowują jak dwójka małżonków na emeryturze XD Fajnie w ogóle, że czuć te uczucia między nimi. Noooo i oczywiście dobrze, że Phil wzbudził takie, a nie inne odczucia. Dobrym i zdrowym partnerem dla Ridleya to on nie był. I spoko z tymi komentarzami ;) mamy nadzieję, ze od czasu do czasu uda Ci się naskrobać jakieś kilka słów ;)

  16. saki2709 pisze:

    <3333 Uwielbiam ich. Każda z Waszych parek ma coś w sobie. Al i Rid to takie stare dobre małżeństwo, które rozumie się bez słów, z tą różnicą, że nie mieszkają razem. Jeszcze. Bo jak widzę, niedługo się to zmieni. Czuję, że jak posmakują wspólnego mieszkania, nie będą chcieli już mieszkać oddzielnie. W ogóle ten ich seks był taki przyjemnie ciepły, aż się czuło tą bliskość i miłość, którą się darzą. Bardzo podoba mi się ta ich równość. To do nich tak bardzo pasuje. A Phil to menda. Jak był zdradzieckim chamem, to niech teraz cierpi. Nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. Jak tylko się pojawił, wzbudził moją niechęć. Dobrze, że Ridley mu nagadał. Może się facet ogarnie i zmieni coś w swoim życiu, póki nie jest za późno.
    Może kiedyś nadrobię komentarze do poprzednich rozdziałów. Wybaczcie, jeśli jednak mi się to nie uda. Postaram się od teraz komentować na bieżąco każdy rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny

  17. damiannluntekurbus17 pisze:

    No wlasnie! Zgadzam sie z poprzednimi ludkami. I przeciez Albert nie moze zamieszkac z Ridleyem, bo przeciez nie sa malzenstwem… I nie moga uprawiac seksu, bo tez nie sa malzenstwem… Tak podobno twierdzi kosciol… Ja nawet nie wiem, co to system zero-jedynkowy, ani bierzmowanie, wiec nie powinienem sie wypowiadac na temat religii… XD A Albert na ksiedza mi nie pasuje. Ten jego imidż i motocykl… Gdyby jezdzil na motorze w tej sutannie jak zakonnice to byloby lepiej xD
    I tak w ogole – chcialem wyslac jakis rysuneczek, bo sciagnalem sobie costam do rysowania, ale uznalem, ze to, co narysowalem wyglada, jak kupa gowna na poziomie 5 latka.
    Rush i Charlie juz byli, Kicius tez… Moze Wy mi dacie podpowiedz, ktora postac narysowac tym razem? :D

  18. Kasia G. pisze:

    Ten system zero-jedynkowy kościoła jest totalnie do dupy. Z jednej strony rozumiem to podejście ale z drugiej wkurza mnie taka bezkompromisowość. Jak można być tak pewnym tego co myśli Bóg? Chyba ta buta i nieprzejednanie wkurza mnie u nich najbardziej. A jestem osobą wierzącą tylko trudno mi uwierzyć że Bóg tak sobie wybiera, ten tak a ten nie. Skoro podobno wybacza morderstwa i inne okrucieństwa, to niby karać ma za uczucia? No dobra ale koniec narzekania, jak jest naprawdę i tak kiedyś się dowiemy ☺ Przyjemny rozdział, choć wolę innego rodzaju sceny seksu, ale że lubię tych panów to i to czytało się super. Dopasowali się jak nic. Tylko stęskniłam się już za Chasem i Kukurydzkiem troszkę :) pozdrawiam

  19. MoNoMu pisze:

    Prawdziwym katolikiem, czy wyznawcą jakiejkolwiek religii się wtedy, gdy przyjmuje się wszystkie jej dogmaty, prawa i zasady. Nie można być katolikiem częściowo, tutaj działa system zero-jedynkowy. Dlatego Albert, który powinien o tym wiedzieć najlepiej, jest dla mnie postacią dość nielogiczną. Trzyma na stoliku Biblię, którą często studiuje, a na łóżku obok oddaje się fizyczności z innym facetem. Jako były ksiądz powinien rozumieć, że labo jedno albo drugie. Może i Walter nagabywał go długo, ale dziwi mnie późniejszy brak rozterek moralnych.
    Ale tematem strzeliłam pod opowiadaniem BL xD W każdym razie, rozdział bardzo leniwy. Skończył się, nim się rozkręcił xD Całkiem przyjemnie jak na emerytów przystało.
    Albert jako dobry chłopak powinien pogonić Ridleya, aby zrobił coś ze swoim życiem. Skończył jakąś szkołę/studia/kursy i zmienił pracę na bardziej ambitną, czy bardziej pasującą do niego. Bo partner powinien dbać nie tylko o ciało, ale i o ducha swojej drugiej połówki.
    P.S. Przygryzł górną wargę? Niby jak?
    Pozdrowienia!

  20. damiannluntekurbus17 pisze:

    Dzisiejszy komentarz bedzie krotki, bo jestem chory i nie chce mi sie pisac referatu… (Wybaczcie za moja szczerosc).
    Uwielbiam ich, chociaz nie wiem ktorego bardziej. Moze Ridleya? Bo Albert jest zbyt… Religijny? ;-;

  21. O. pisze:

    Dobre rozpoczęcie nowego etapu xD bardo przytulaśne i mraśne <3 miło że ze siebie czytają a mimo to mają chęci na rozmowy, swój kod jest ważny i przydatny na jakiś spotkaniach większych. Ale w zaciszy sypialni można do siebie szeptać xD
    Miło, że tu zostali określeni jako "równi", choć to też pewnie ma wpływ na częstotliwości ich stosunków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s