Project Dozen – 54 – Narada i spełnienie

Eric i Jules czekali na dwóch innych uczestników projektu na parkingu przed Deckersem. Eric stał skulony i oparty plecami o samochód swojego chłopaka, bo było mu dość chłodno, a przez ukształtowanie terenu, na którym położone było miasto i płaskie, nieliczne budynki wokół, mocno wiało.
— Chyba wiem, o co cię w tym roku poproszę na święta. Ciepłe rękawiczki i szalik — powiedział do Foxy’ego. W kwestii ubrań zawsze mógł na niego liczyć, a do tego jeszcze uznał, że byłby to bardzo przydatny prezent.
— Tylko? — spytał Jules, samemu stojąc skulony z dłońmi w kieszeniach modnej, sportowej kurtki. A raczej o sportowym designie, bo nie był to ciuch, którego nie szkoda byłoby zniszczyć podczas, chociażby, joggingu.
— Tak, Jules. Tak, tylko — Eric od razu to podkreślił. — Znając ciebie, postawisz na coś markowego, więc naprawdę nie chcę nic więcej.
— Krzywdzisz mnie tym. — Jules zrobił smutną minę, specjalnie to wyostrzając, ale wywołał tym jedynie pełen pobłażania uśmiech na twarzy Erika. Chłopak położył dłoń na piersi i lekko się skłonił.
— Tak bardzo mi nie przykro, Jules.
Jego chłopak też się roześmiał.
— I tak zrobię po swojemu — odparł i puścił mu oczko, bo to było mniej widoczne niż posłanie całusa.
Tęsknił do Erika. Miał go tak blisko, ale cały czas też był mur między nimi, przez który nie mógł go dotknąć nawet w ich pokoju. To było uciążliwe.
— A ty myślałeś, co byś chciał dostać ode mnie? — zapytał Eric, skulił się, gdy mocniej zawiało i spojrzał na pustą drogę. Na razie nikt nie przyjeżdżał.
— Więcej czasu sam na sam — Jules odparł bez namysłu, bo w tej chwili tylko tego potrzebował od Erika.
Ten za to był zaskoczony tak spontaniczną odpowiedzią.
— Jules…
— No co?
— Wciąż nie wiemy, czy w pokoju jest bezpiecznie.
Jules przewrócił oczami i spojrzał w stronę ulicy, żeby nie gapić się jak desperat na Erika. Jakoś Francisco z Sebastianem nie mieli problemów, by leżeć razem z łóżku, z tego co zrozumiał, ale nie przytoczył ich przykładu w rozmowie.
— Wiem. Mówię tylko.
Drugi nastolatek bardziej się zafrasował. Nie lubił widzieć na twarzy swojego chłopaka takiego wyrazu twarzy. Odbił się od samochodu, zbliżył do Julesa i stanąwszy tuż obok, rzucił cicho:
— Może przeszukamy jutro pokój…?
Jules spojrzał na niego z zaciekawieniem, ale też bez pełnego przekonania.
— I tak nie będziesz pewien. Mógłbyś chociaż, kiedy tu jechaliśmy, mnie pocałować.
Eric zacisnął wargi, czując się winnym. Widział, że od dłuższego czasu Jules jest zgaszony, a do tego słyszał, jak rano niemalże flirtował z Francisco Moreno przez telefon.
Naraz złapał Julesa za oba policzki, wychylił się i pocałował go mocno. Nie byle jak, nie tylko po to, by coś udowodnić, ale i z głośnym westchnieniem i z tęsknotą równą tej Julesowej, choć nie tak okazywaną.
Jego chłopak był wyraźnie zaskoczony. Na tyle, że nawet nie zareagował na ten pocałunek i tylko patrzył na Erika, nie dowierzając w to, czego doświadczył.
Ten odsunął się dopiero po kilku sekundach i puścił go.
— Chcę z tobą być, Foxy — wydusił z emocjami i rumieńcami na policzkach. — Tylko się obawiam. Dlatego przeszukamy jutro pokój.
— Dobrze… — Jules odparł po kolejnej chwili ze ściśniętym gardłem. — Ale po tym, co teraz zrobiłeś, co powiesz na to, żeby po tym spotkaniu gdzieś pojechać i trochę… mieć prywatności w samochodzie?
Eric jeszcze mocniej się zarumienił, ale przy tym przytaknął. I uśmiechnął się delikatnie.
— To chyba nie kupimy dziś lodów.
— Nie musimy ich kupować, ale jeśli chcesz… — mruknął Jules, wsuwając znowu dłonie do kieszeni kurtki, bo było naprawdę chłodno.
— Hm? — Drugi chłopak zerknął w jego jasne oczy i naraz wstrzymał oddech. — Och… Chyba jednak nie jest mi już tak chłodno.
— Coś udało mi się jednak osiągnąć! — odparł Jules z szerokim uśmiechem i widząc, że nadal są sami, krótko, acz zmysłowo oblizał dolną wargę.
Po tym Erikowi nie tylko zrobiło się przyjemnie ciepło, ale wręcz miał ochotę rozpiąć kurtkę. Przed całkowitym zagapieniem się na swojego chłopaka uratował go znajomy samochód, właśnie jadący w kierunku parkingu. Po chwili skręcił i zaparkował przy czerwonym pickupie, a ze środka wysiedli Sebastian wraz z Francisco.
— No i są nasi spiskowcy — Jules rzucił do swojego chłopaka, na tę chwilę odkładając erotyczne wizje penisa Erika na bok.
Powoli ruszyli im na spotkanie. Francisco dziwnie wyglądał, gdy był taki naubierany, chociaż nawet kurtka z kapturem z futerkiem wyglądała na nim dobrze.
— Hej. Wejdziemy na kawę? — zapytał Eric, wskazując na budynek, przy którym stali. — W środku jest kawiarnia.
— Możemy. Długo czekaliście? Myślałem, że będziecie w środku — odparł Sebastian, chowając kluczyki od samochodu do wewnętrznej kieszeni kurtki.
— Przyjechaliśmy chwilę temu, ale zmarzliśmy — przyznał Eric, już ruszając z pozostałą trójką do środka budynku.
Był sobotni wieczór, więc sporo ludzi kręciło się w środku na zakupach, ale na szczęście w kawiarence znaleźli wolny stolik. Tuż przy dużej szybie wychodzącej na parking, przy kwadratowym stoliczku z małą świeczką na środku i czerwono-granatowym obrusem.
— Co chcesz? — Jules spytał Erika, kiedy ten już usiadł, samemu zamierzając pójść po kawę. Kelnerki nie mieli szans tu uświadczyć.
Sebastian też został na nogach i spojrzał na Francisco, oczekując odpowiedzi na to samo pytanie.
— Duże cappuccino i weź więcej saszetek z cukrem, Sebastian, proszę — odpowiedział Argentyńczyk, zaś Eric poprosił o zwykłą, białą kawę.
Jules pierwszy ruszył, by złożyć zamówienie. Sebastian za to uśmiechnął się dobrodusznie i ruszył za nim.
— Człowiek żyjący na cukrze — zażartował z Francisco, kiedy ekspedientka robiła już latte dla Julesa i białą kawę dla Erika.
— Dla słodkiego chłopca dużo słodkości — podsumował Jules modulowanym głosem, trzymając dwie filiżanki. Obejrzał się przy tym na Latynosa przy stoliku i ostentacyjnie go zlustrował.
Sebastian trochę się skrzywił, ale nie tak, żeby było od razu wiadomo, jaki był tego powód.
— Jasne. To idź już do niego, zaraz przyjdę — odparł i sam złożył zamówienie.
Jules zaśmiał się, ale dołączył do pozostawionej dwójki.
— Dobrze, to jak już możemy porozmawiać na spokojnie, powiedzcie, o co chodzi — zaczął po chwili Eric, powoli popijając swoją kawę. Siedział po prawej stronie Julesa, przy oknie, mając naprzeciwko dwóch pozostałych nastolatków.
— Chcieliśmy pogadać o zasadach, na jakich ma to wszystko działać — powiedział Francisco. — Bo na imprezie nie było czasu i możliwości.
— Dobrze by było zacząć od tego, że musimy mieć ze sobą jakiś sprawdzony kontakt, który nie jest infiltrowany przez profesorów. Sugeruję w tej kwestii właśnie rozmowy telefoniczne albo jakieś nowe numery telefonów w ogóle, o których oni nawet nie wiedzą. I po numerze na zespół — Jules zaczął i co było ciekawe, znowu miał normalny głos, a nie zmodulowany, tak jak zwykle się go słyszało.
— Moglibyśmy kupić po jakimś telefonie na parę, jakimś po taniości — zasugerował Eric. — I kartę do niego.
— I wtedy nie musimy podpisywać żadnej umowy? — dopytał Francisco z ustami przy skraju swojej filiżanki, gdzie zgromadziło się dużo pianki.
— Nie, można nawet dziś, tu, w sklepie, kupić nowe numery. To najmniejszy problem, więc byłoby łatwiej się komunikować. Dzięki temu chronilibyśmy swoje plecy. Żeby nikt dodatkowo nam nie zaszkodził — powiedział pewnie Jules.
— W kim w ogóle widzicie największego wroga? — zapytał Eric.
— Patrick — mruknął od razu Francisco. Jego niechęć do przewodniczącego samorządu szkolnego nie ustawała.
— Teraz, kiedy ma dodatkowo swoją bandę psów, faktycznie jest najniebezpieczniejszy — Sebastian poparł słowa swojego chłopaka.
Rozmawiali spokojnie, wyglądali jak grupka znajomych przebywająca na wspólnym wypadzie do miasta, więc nie zwracali na siebie uwagi. I, co prawda, nie powinni się bać o jakieś „oczy” w takim miejscu, ale i tak obawa o wydanie sekretu ich sojuszu zakotwiczyła się gdzieś w trzewiach ich wszystkich.
— Ma w nich Kevina, Noela, Izzy’ego i nawet tego jocksa od Cody’ego — dodał Francisco.
— O Kevina też trzeba zadbać i skłonić go, żeby przestał się mieszać — Jules zauważył chłodno. — Już wyleciał, a się wtrąca.
— W jakim sensie? — Sebastian zaciekawił się.
Eric i Jules spojrzeli po sobie, ale obaj niemo uznali, że nie jest to coś, co musi zostać tajemnicą, więc ten pierwszy wyjaśnił:
— To on mi poniekąd powiedział, że Jules bierze udział w tajnym projekcie. Nie wprost, ale gdyby nie on, nie dowiedziałbym się.
— Czyli chce cię wkopać? — Sebastian uniósł brwi. — Zaszedłeś mu jakoś za skórę?
— Tylko tym, że pewnie obwinia mnie o to, że odpadł? Nie mam pojęcia — Foxy wyjaśnił z niesmakiem. — Albo dlatego, że jest homofobem? — dodał wymowniej, patrząc na swoich rozmówców.
— Lepiej trzymać się od niego z daleka… — mruknął Francisco, ale potem popatrzył uważniej po pozostałej trójce. — Ale może profesorowie zadziałają? Jakbyśmy im powiedzieli, że paplocze?
— Nie wywalą go jeszcze raz przecież — Sebastian odpowiedział ze skrzywieniem i napił się swojej kawy. Takiej samej jak Erika.
— Może jednak go jakoś uciszą. Warto spróbować, uważam — dodał Eric, po czym jednak zmienił trochę temat. — Ale pozwólcie, że o coś zapytam. Jules mówił, że prawdopodobnie jesteście jakoś obserwowani. Wiecie jak?
— Niestety nie. — Sebastian westchnął, samemu mając jednak nadzieję, że infiltracja nie jest jakaś przesadzona, z racji na to, co robił ostatnio z Francisco w pokoju. — Przypuszczamy, że mogą śledzić nasze konta, chociażby na fejsie. Może są też kamery, ale nie wiem gdzie.
— Chcieliśmy z Julesem przeszukać pokój, ale nawet jak ich nie znajdziemy, nie może być pewności, że ich nie ma. Sebastian, może mógłbyś zapytać o to ojca? — zapytał Eric.
— Nie zapytam ojca, bo to byłoby podejrzane. Chociaż… pomyślę, może jakoś to z niego wyciągnę — odparł syn dyrektora, ale jeszcze myślał, czy nie popytać Fostera. Może on coś wiedział. Francisco i tak musiał do niego pójść i zapytać o podejście Marka do osób homo… Chociaż wolałby nie ryzykować i nie kazać mu jeszcze pytać psychologa o kamery. Foster był zbyt bystry, a Francisco… zbyt lekkomyślny.
— Dyrektor nie prowadzi eksperymentu. Może to będzie mógł ci zdradzić — Eric pociągnął temat.
— Może. Spróbuję, ale nic nie obiecuję, bo to jednak ojciec. Nie każdy nie umie wykryć podstępu… — Sebastian westchnął z cieniem rezygnacji.
— Popróbuj, nie wiem też, czy nie poszukać czegoś na Internecie, co wykrywa podsłuchy. Można by się było złożyć — Jules jeszcze dodał, kończąc powoli latte.
— To dobry pomysł — podchwycił jego chłopak, zerkając na niego krótko. Kamery były problemem, ale podsłuch nie mniejszym. Bo jeśli to facebook był infiltrowany, to akurat to łatwo mogli obejść.
Jules zastanawiał się, czy faktycznie da się gdzieś w Internecie coś takiego zamówić.
— W mieście posiedzę w kafejce internetowej. Ale myślę, czy jakbym coś znalazł, dałoby się to wysłać nie do internatu. Jak myślicie?
— Może moglibyśmy to wysłać do mojej koleżanki ze szkoły publicznej, Emily — odpowiedział Eric. — Zapytam jej. Ale jeszcze jedną myśl mam, Jules. Rozmawiamy o sprawdzeniu, czy ktoś nie kontroluje naszych facebooków… — zawiesił głos i spojrzał krótko na dwójkę naprzeciwko, ale potem zwrócił poważne spojrzenie na swojego chłopaka. — Tomas by nie dał rady, jak… odkrył ostatnio tę inną rzecz?
— Inną rzecz? — Sebastian zaciekawił się. — I współpracujesz też z Tomasem? — Był ciekawy tego, ile osób sobie urobił ten cwany, szkolny lis.
— Nie, nie współpracujemy. A chodziło o ostatnie wydarzenia w łazience ze sportowcami naszymi zacnymi. Powiedzmy, że łączy nas wspólna do nich niechęć — Foxy odparł z lekką manierą.
— Sportowców lubią chyba tylko inni sportowcy — wtrącił cicho Francisco, z nosem w swojej filiżance.
— Też prawda — Jules przytaknął, ciesząc się, że ci ich nie wspierali. — Ale nie wiem, czy da radę. Jak mówiłem, nie współpracujemy, więc to może być ewentualnie coś za coś. A mamy coś, co możemy mu zaoferować?
— Nie wiem — Francisco powiedział z wahaniem, zerkając porozumiewawczo na Sebastiana. — Ale czy to nie byłoby głupie, jakby w naszym układzie znalazło się więcej uczestników ekstrementu? — pomylił się, co wywołało lekki uśmiech rozbawienia na ustach Erika i Julesa. — Bo w końcu wszyscy będą w jednym układzie, to to już nie będzie miało sensu.
— Dlatego myślę, żeby go w to nie wkręcać — Sebastian odparł pewnie. — Jedynie, jeśli będziemy mieli coś, co go interesuje, a konkretnie Jules będzie miał, to może mu pomoże. Jeśli nie, to najlepiej, żeby w ogóle nie wiedział, że ze sobą rozmawiamy.
Kilka osób zaszurało krzesłami, ktoś dosiadł się obok, a Eric obejrzał się i zobaczył parę. Młoda dziewczyna, trochę starszy chłopak i sporo czułych gestów pomiędzy nimi. Znów zapragnął zbliżyć się do swojego chłopaka.
Ponownie odwrócił się do swoich rozmówców i powiedział:
— Więc jak? Idziemy kupić te telefony i karty? Czy jeszcze coś chcieliście omówić?
— Chyba nie. Działamy wspólnie do momentu, aż będzie to konieczne — Sebastian skwitował. — A jak coś, będziemy mieli już sposób kontaktu — dodał i sam wstał, by odnieść filiżanki i kubki, z których pili.
— Zgadzam się. Nie musimy być nadgorliwi. Ważne, by działać we wspólnym interesie — poparł Jules i spojrzał krótko na Erika, by upewnić się, czy ten jako ktoś spoza projektu ma coś do powiedzenia.
Eric tylko przytaknął i posłał mu uśmiech. Dla innych po prostu sympatyczny, dla Foxy’ego czuły. Po tym także się uniósł i całą czwórką ruszyli do sklepu. Tam sprawnie załatwili zakup telefonów i kart, po czym wymienili się numerami. Wszystko było ogarnięte, a oni wyrazili nadzieję, że uda się jakoś zwalczyć ten domniemany podsłuch. Każdemu z nich zależało na intymności…

*

— Poczekaj, może najpierw ciężkie. — Eric pierwszy pochylił się do bagażnika samochodu Julesa i wsadził na koniec karton z kilkoma sztukami mleka.
Z Sebastianem i Francisco się pożegnali, a sami jeszcze zostali w sklepie, żeby zrobić zakupy na cały tydzień. Zwykle osobno coś kupowali, mimo że i dla siebie, i dla tej drugiej osoby, ale skoro razem przyjechali do miasta, wykorzystali czas, by zrobić większy zapas.
— Mhm… Tak, dalej jeszcze możesz wsunąć — odparł Jules, stojąc krok z tyłu i patrząc, jak Eric pochyla się do bagażnika, przy tym wypinając pośladki w jego stronę. Mógł przecież sobie popatrzeć.
— Okej.
Eric podparł się o samochód i pchnął kartony jeszcze kawałek, przy tym nieświadomie wypinając się bardziej. Następnie sięgnął po dwie torby i dopiero się odsunął, by Jules załadował resztę. Ten wszystko włożył na brzeg, starając się, żeby w czasie jazdy nic się nie wysypało z papierowych toreb.
— Okej, to jedziemy? — spytał, kiedy zatrzasnął bagażnik.
— Mhm. — Eric uśmiechnął się do niego krótko i obszedł samochód.
Na zewnątrz było już ciemno i zimno, więc zatarł mocno ręce, gdy już zajął miejsce i na chwilę schował je pomiędzy udami. Musiał się rozgrzać. W tym pomogłaby gorąca czekolada… albo Jules. Ale jakoś krępował się, by zapytać, czy ich wcześniejsza rozmowa o chwilowym pojechaniu gdzieś w ustronne miejsce jest aktualna.
Jules, gdy tylko wsiadł i uruchomił silnik, włączył ogrzewanie. I na szczęście on nie był tak nieśmiały.
— Ale to chcesz do internatu, czy jeszcze nie?
— Może… — Eric spojrzał na niego zza szkieł prostokątnych okularów i cicho odetchnął. — Na parking za tym zamkniętym teatrem?
— Możemy. Albo pod las, jest tam, jeśli pamiętam, taki parking, a nikt o tej porze nie będzie tam jeździł na spacer. Co wybierasz? — spytał, na razie jadąc na południe, bo musieli zdecydować dopiero przy rozjeździe.
Eric zadumał się, ale uznał, że skoro Jules zna bezpieczne miejsce, to mu zaufa.
— Dobrze, może być twój parking — uznał i odwrócił wzrok od swojego chłopaka. Już teraz robiło mu się ciepło.
— Mój parking. — Jules zaśmiał się i spojrzał na uda Erika. — Nadal ci chłodno? — spytał, mając nadzieję, że ogrzewanie zaraz sprawi, że w środku będzie przyjemnie.
— Już lepiej. Ale znając to, jak potrafisz rozgrzać, będziemy jeszcze uchylać okna. — Eric posłał mu delikatny uśmiech, w duchu się niecierpliwiąc.
Jules szybko na niego spojrzał. Nic nie odpowiedział, tylko przełknął ślinę, kiedy go zlustrował. Było to bardziej wymowne niż jakiekolwiek słowa.
Eric wytrzymał spojrzenie i sam wciągnął głębiej powietrze. Potem wychylił się, delikatnie pocałował go w policzek i szepnął:
— Jedź ostrożnie.
Jules aż odsapnął, już czując, że jest mu gorąco. Ale nie przez ogrzewanie.
— Mhmmmm… — odmruczał i skupił się na drodze, chociaż nie było to łatwe, kiedy miało się obok siebie taki kąsek. Eric okręcał go sobie wokół palca, a on tylko cudem nie przyspieszył, by być już na miejscu.
Czas drogi na parking dłużył mu się niemiłosiernie. Plusem było to, że ulice były puste, nie stali w żadnych korkach, a po dojechaniu na miejsce okazało się, że wokół również nie było żywej duszy. Jules więc wiedział, że dobrze wybrał. To tutaj jakiś czas temu zajechał z Tomasem, by dać sobie nawzajem trochę przyjemności.
— Jesteśmy… — skomentował Eric, gdy się zatrzymali i rozejrzał się dookoła.
Było ciemno i pusto, a on czuł się teraz naprawdę… intymnie. Rozwiązał cienki szalik spod szyi i zerknął na swojego chłopaka. Ten nie zwlekał. Wychylił się do niego, gdy tylko zgasił silnik i pocałował go, łapiąc za przód ubrania. Był tego wręcz złakniony.
Eric jęknął z zaskoczenia i podparł się na jego udzie. Zaraz potem zacisnął tam palce, zamknął powieki i oddał pocałunek. To było ulgą równą zanurzeniu się w gorącej kąpieli po długiej jeździe na łyżwach na mroźnym powietrzu.
Jules w międzyczasie jeszcze zaciągnął hamulec, chociaż stali na płaskim terenie i nic nie powinno się stać, ale kiedy, wciąż trzymając jedną dłonią swojego chłopaka, drugą sięgnął do jego nóg, czuł, że powinien to zrobić dla wspólnego bezpieczeństwa w tym zapomnieniu.
— Jak… to zrobimy? — zapytał Eric w jego wargi. Cicho, jakby się obawiał, że ktoś usłyszy.
— A co chcesz zrobić? — Jules spytał podstępnie, bo miło by było usłyszeć, czego Eric chce. On chciał wszystkiego, ale był przygotowany na zadowolenie się tylko szaleńczymi pocałunkami i dotykaniem się przez ubrania.
— Jak zrobimy sobie dobrze? — Eric powtórzył tym samym szeptem, nie odpowiadając, mimo że był podchodzony, za to zerkając prosto w niebieskie oczy swojego chłopaka. I znów delikatnie skubnął kilka razy jego wargi.
— Mmm… jest wiele na to sposobów. Pytanie, jak chcesz. Ja się chętnie pod wszystko podporządkuję. — Jules jeszcze raz cmoknął Erika. Tym razem w usta, a potem w policzek i brzeg szczęki. Pragnął jego szyi.
A Eric pragnął jego ust, więc podsunął się na sam skraj siedzenia i odchylił głowę.
— Może… może chodźmy na tylne siedzenie?
— To musimy na chwilę wyjść. — Jules jeszcze raz go pocałował, nim spojrzał mu w oczy.
Eric odpowiedział przytaknięciem i czułym uśmiechem. Po tym szybko wyszedł z samochodu i skrzywił się, gdy zawiał chłodny wiatr. Szalik w końcu zostawił z przodu.
Po zajęciu miejsca z tyłu, zdjął kurtkę i zawiesił ją na oparciu przedniego fotela. Jules swojej się nie pozbył. Najpierw chciał jeszcze raz pocałować swojego chłopaka, co szybko zrobił. I przytykając swoje wargi do jego, dopiero rozpiął suwak.
— Pomogę ci — zaproponował Eric, podsuwając się do niego, skoro nic już ich nie dzieliło. Sięgnął do jego kurtki i zsunął mu ją z ramion, a przy tym już całował się ze swoim chłopakiem. Żałował tylko, że nie ma gdzie odłożyć okularów.
Jules zamruczał w podzięce i z przyjemności.
— Jak zawsze o mnie dbasz… — Zaśmiał się krótko i znowu pocałował szyję Erika.
— Mam nadzieję, że nie będzie ci zimno — odparł ten, samemu powoli masując ciało pod koszulką Julesa, skoro pozbawił go już kurtki. Było wytrenowane, ciepłe i… seksowne. Tak, już zrozumiał, że mu się podoba i że chce go dotykać. Nawet nie tylko. Chciał, żeby Jules reagował, by było mu dzięki niemu dobrze, więc wsunął dłoń nieco wyżej i spróbował leciutko uszczypnąć sutek.
Jules od razu nisko stęknął, kiedy to poczuł. Odchylił też do tyłu głowę, żeby spojrzeć z zaskoczeniem i podziwem na Erika. To, że ten się rozkręcał, napawało go jakąś niewytłumaczalną dumną.
Dźwięk, który wydał, wzbudził w Eriku chęci do próbowania tego dalej. Zapatrzył się na Foxy’ego i tym razem kciukiem pomasował jego sutek wokół.
— Seksownie stękasz — szepnął przy jego uchu i… liznął płatek końcem języka.
Foxy, nawet jakby tej pochwały nie słyszał, to znowu by cicho stęknął. Po tym zaraz zamruczał na znak, że mu się podoba.
— Mogę więcej, jeśli będziesz tak dalej robił.
— Nawet nie musisz mnie prosić — zapewnił Eric, który czerpał wiele przyjemności z delektowania się w taki sposób drugim ciałem.
Podsunął głowę bliżej i teraz on zaczął obcałowywać szyję Julesa, a przy tym masował jego klatkę piersiową i brzuch, co raz uciskając mięśnie.
— Podoba mi się, że jesteś… twardy — dodał. — Nie miękki jak dziewczyna, a umięśniony.
Jules uśmiechnął się szeroko.
— To dobrze. I jak chcesz, możesz zdjęć tę koszulkę. Jest chyba dość ciepło w środku.
Z taką propozycją Eric nie zamierzał walczyć. Sięgnął więc do skraju bluzki swojego chłopaka i podciągnął ją do góry, a gdy ten uniósł ręce, zdjął ją z niego i od razu objął go w pasie. Wciągnął cicho jego zapach, przytykając nos do nagiego ramienia, po czym pochylił się jeszcze niżej i pocałował blady sutek.
Jules zamruczał nisko i głośno. Naprawdę dla kogoś, kto słyszał go tylko przy modulowaniu głosu mogło być zaskoczeniem, jak ten może męsko brzmieć.
— Smakuje? — spytał.
— Jak cząstki białej czekolady w jogurcie — odmruczał cicho Eric i tym razem go polizał. Naprawdę powoli i delikatnie go pieścił, ale przez to napięcie między nimi osiągało bardzo wysoki poziom.
Jego współlokator i chłopak zarazem znowu wyraził swoje zadowolenie niskim stęknięciem. Przy tym pomasował ramię Erika i oparł się o tył przedniego fotela kierowcy.
— Jakie porównanie… Ale nie krępuj się.
— To może… jeszcze spodnie rozepnij — zasugerował Eric, przy tym masując jego ciepłe podbrzusze.
— Chcesz?
— Mówiłeś, że o ciebie dbam, a widzę, że masz za ciasne spodnie. — Eric uśmiechnął się lekko, a Julesa aż zatkało. Nie spodziewał się, że Erik w tak krótkim czasie, tak się rozkręci. Tym bardziej, że w internacie trzymali tak duży dystans, że aż miał czasami wrażenie, jakby dalej byli tylko przyjaciółmi.
— Trochę… — wydusił więc, zagubiony w tym, że zwykle wiedział, czego się spodziewać.
Eric jednak od razu spojrzał na jego twarz i zaczerwienił się. Nie znał się na podrywie, nie był w tym dobry, ale myślał, że Jules, skoro w filmikach często rzucał bardziej perwersyjnymi tekstami, nie będzie miał nic przeciwko czemuś takiemu „w łóżku”. A wyglądał, jakby był wcięty.
— Wybacz… — wykrztusił ze wstydem, bo w jednej chwili poczuł się bardzo, bardzo głupio.
Jego chłopak na szczęście to zauważył, chwycił Erika za kark i przyciągnął do pocałunku. Kiedy ten się skończył, spojrzał mu głęboko w oczy.
— Nie mam czego. Jestem po prostu pod wrażeniem, że się nie wstydzisz. Zwyczajnie założyłem, że nie chcesz się spieszyć i skończy się tylko na pocałunkach. Zaskakujesz mnie.
— Tutaj nikt nie widzi — odszepnął drugi chłopak, gładząc jego ciało. — Może uda się coś wymyślić z Sebastianem i Francisco, żebyśmy mieli pewność, ale ostatnio chodziłeś zdołowany. Ja też tęsknię, Jules, więc wiem, jak się czujesz i nie chcę, żebyś miał mi to za złe.
Drugi chłopak uśmiechnął się lekko i znowu przyciągnął go do pocałunku.
— Wydaje mi się, że tak dobrze cię znam, a jednak, odkąd chcesz być ze mną na nowej płaszczyźnie, non stop mnie zaskakujesz. Chcesz go dotknąć?
— Mhm — Eric mruknął cicho, zerkając na krocze Foxy’ego. Rzeczywiście było wypchane, choć wiele nie widział, bo paliła się tylko lampka z przodu nad lusterkiem.
Jules wziął głębszy oddech.
— Wszystko w swoim tempie — dodał, by chłopak wiedział, że on się dostosuje.
Już wiele razy przekonał się, że tempo z Erikiem było dość wolne, ale miało to w sobie pewną magię. Teraz też chłopak jedynie sięgnął do jego spodni i pomasował go przez nie po całym kroczu, ściskając kilka razy pakunek. I zerknął przy tym w oczy Julesa z lekkim uśmiechem, a ten odpowiedział tym samym.
— I jak? Pytam, bo naprawdę nie wiem, co myślisz.
Eric uniósł rękę, delikatnie odwrócił jego podbródek w swoją stronę i cmoknął go.
— Myślę, że lubię twoje ciało — odpowiedział swoim ciepłym głosem i tym razem już rozpiął mu spodnie.
Jules wstrzymał powietrze. Miał niby tak duże doświadczenie z innymi chłopakami, ale nie z przyjacielem, dla którego był pierwszym facetem. Czekał więc, żeby ten mógł robić wszystko w swoim tempie.
I teraz właśnie nadszedł ten moment, gdy Eric postanowił wreszcie ogrzać jego członek swoją dłonią. Położył ją na nim, pomasował i wyczuł dokładnie jego kształt. Przy tym sam dostał wypieków na policzkach, kiedy mógł mu zrobić to, co robił sobie, gdy miał duże ciśnienie i chciał dać sobie trochę przyjemności. Poruszył dłonią w górę i w dół, mając nadzieję, że od tych zabiegów Jules jeszcze bardziej zesztywnieje. Był zdecydowanie seksowny z erekcją. Do tego, kiedy zaczął częściej i głośniej postękiwać, naprawdę wyglądało to na to, że mu się podoba, a nie, że tylko gra takiego.
— Oh… Eric — wystękał Jules, kiedy jedną dłonią chwycił go za kark, a drugą zaparł się o drzwi auta.
— Mocniej? Szybciej? Czy okej? — dopytał Eric, chcąc zrobić mu jak najlepiej. Przy tym obserwował jego twarz, jego rozchylone usta, rumieńce i to seksowne ściąganie brwi, gdy przechodziły go dreszcze. Bardzo mu się to podobało.
— Możesz… mm, możesz całować mnie w trakcie i będzie bardzo dobrze. Eksperymentuj z resztą — Jules odpowiedział z lisim uśmieszkiem na ustach, które zaraz seksownie oblizał.
Eric, widząc ten język, od razu wychylił się i cmoknął go, nim ten zniknął z powrotem w ustach Julesa. Zaraz po tym pocałował go już mocniej i namiętniej, a przy tym zjechał dłonią pod penisa swojego chłopaka, żeby mimo bielizny i spodni sięgnąć do jąder. I… jeszcze dalej, końcówkami palców spróbować chociaż pomasować rejony bliższe dziurki.
Jules nie zaprotestował, a wręcz rozchylił nogi, na ile pozwalała mu tylna kanapa samochodu.
— Mmm, chcesz? — spytał, wiedząc, że bardzo łatwo da się przekonać na numerek w aucie.
— Hm? — Eric spojrzał w dół i znów go pomasował. — Nie mamy nic, Jules, a sam mówiłeś, że musi być ślisko.
— Jest przyjemniej i szybciej można przejść do rzeczy. Ale może wystarczyć palcówka, jak będziesz ostrożny.
Eric zgodził się po chwili namysłu i odsunął się trochę.
— Zdejmij spodnie — poprosił.
Jules stęknął i znalazł najpierw wzrokiem koszulkę, żeby położyć ją sobie na drzwiach, by nie było mu od nich zimno. Po tym uniósł wysoko biodra.
— Pociągnij w dół — rzucił, potrzebując jego pomocy, kiedy nie mógł wstać i sam się rozebrać.
Taka pomoc z kolei dla Erika była dodatkowym bodźcem podniecenia. Pomógł więc Julesowi, uprzednio zdejmując mu buty. A gdy ten już półleżał nago w samochodzie, drugi chłopak wychylił się do niego, pocałował go namiętnie i ścisnął jego pośladek z boku.
Jules nie wstydził się tego. Leżał przed nim odsłonięty, nagi, ze wzwodem i z rozsuniętymi nogami na parkingu pod lasem. I był napalony, więc bez przedłużania sięgnął do swojego tyłka, żeby się rozluźnić. Patrzył przy tym cały czas na twarz swojego chłopaka.
Eric chciał to zrobić, jednak nie wiedział, jak bez nawilżenia. Mógł do tego użyć śliny, choć wiedział, że ta nie jest właściwie śliska, ale zawsze była jakimś nawilżeniem. Odsunął więc usta na chwilę od ust swojego chłopaka i polizał palce.
Jules, widząc to, ściągnął pytająco brwi. Sam już miał opuszki swoich palców w sobie.
— Chcę spróbować — odpowiedział Eric, gdy odsunął palce. — Chyba że to zły pomysł… Nie chcę zrobić ci krzywdy.
— Z takim nastawieniem na pewno nie zrobisz mi krzywdy, ale nie wiem, czy nie chcesz bardziej komfortowych warunków — odparł Jules i chociaż był na wiele przygotowany, nie planował, że będą mieli tu seks.
— A ty? Ja nie wiem, Foxy, ja chcę po prostu być blisko ciebie — odparł Eric, przytrzymując ręką na drzwiach i pochylając się do niego, by trochę się przytulić i pocałować.
Jules odpowiedział na pocałunek. To zdecydowanie lubił robić i wiedział, że nic kłopotliwego w trakcie się nie wydarzy. Oddał się więc temu na dłużej, myśląc, czy gdzieś ma w ogóle chusteczki.
— Mmm… Eric, możesz się wychylić do schowka i zobaczyć, czy mamy tam chusteczki?
— Mhm, jasne.
Jego chłopak zrobił to od razu i wyciągnął się pomiędzy siedzeniami, żeby następnie sięgnąć do schowka. Znalazł tam dwa długopisy, stary kalendarz podręczny, dwie płyty i paczkę chusteczek. Wziął je i wrócił na swoje miejsce.
— Są.
Jules przygryzł na moment brzeg ust. Myślał o tym, co Eric proponował i o tym, co uważał za lepsze dla kogoś, kto nie był stuprocentowo pewny swojej orientacji.
— Okej. To rzuć je tu gdzieś. I wiesz… jeśli jesteś tego pewien i nadal jesteś trzeźwo myślącym, starym sobą, to… ja bardzo chętnie.
— Okej. Choć… nie chcę, naprawdę nie chcę ci zrobić krzywdy, a ty możesz uznać, że nawet jak zaboli, nic nie powiesz, bo przecież jestem niedoświadczony i się spłoszę — Eric odparł ze ściągnięciem brwi. — Nie naginaj się za bardzo, jeśli czujesz, że mogę coś tu zepsuć. To będzie mój… dopiero drugi raz.
Jules znowu pociągnął go pocałunku. Wiedział, że jest pierwszym Erika i bardzo mu pochlebiało, że wszystkiego go uczy.
— Nie boję się o siebie. I wiem, że dopiero zaczynasz. Obawiam się, że możesz faktycznie się spłoszyć, ale… no, czegoś innego. Nie mam gumek, nie planowaliśmy tego.
Eric znów się zawahał, więc żeby przez chwilę pomyśleć, oddał się tylko całowaniu. To było tak przyjemną czynnością, że przez moment nawet zapomniał o rozmowie. W końcu jednak oderwał się od nich i wydusił:
— To może dziś tylko ręką? Wzajemnie? Hm?
— Z przyjemnością — odpowiedział Jules, nie mając żalu, że Eric tak zareagował. — Może następnym razem lepiej się przygotujemy? Hm? — spytał jeszcze, licząc na to, kiedy sięgnął zamiast do swojego tyłka, do krocza swojego chłopaka.
Ten wciąż był cały ubrany, więc musiał rozpiąć mu spodnie i dopiero dobrać mu się do bielizny. Eric za to już powoli go masturbował, całując przy tym po szczęce i szyi.
— Mhm. Następnym razem na pewno. Ale tak też jest miło, prawda? — zamruczał przy tym cicho.
— Mmm… — Jules odchylił głowę, żeby dostać trochę więcej pieszczot na miękkiej skórze na szyi. — Jest bardzo, bardzo dobrze. Byle tak dalej.
Tym razem Eric tylko zamruczał na potwierdzenie. Chciałby zassać się na jego szyi, ale obawiał się, jakie potem Jules mógłby mieć w szkole nieprzyjemności, gdy ktoś z nieprzychylnych mu uczniów rzucałby krzywdzącymi komentarzami. Dlatego jedynie całował go tam, podlizywał, a przy tym poruszał powoli, ale stymulująco dłonią po jego członku. Badał go nawet palcami po czubku, bo jakoś kręciło go, gdy czuł, jak dziureczka na szczycie robi się wilgotna. Jego chłopak w końcu też chwycił go za członek i przyjemnie go ścisnął. Zaraz też zaczął ruszać po nim dłonią, drugą trzymając swojego chłopaka za kark i obejmując jego biodra udami. Bliskość jeszcze bardziej go pobudzała i, jak na tę chwilę, nie miał żadnych przeciwwskazań, żeby Eric rozwijał przy nim swoje seksualne preferencje.
Wyglądało na to, że podoba mu się taka zabawa. Chętnie całował się z Julesem, sztywniał szybko i próbował dostosować swoje tempo do jego. Dodatkowo bardzo nakręcał go fakt, że Jules był pod nim nagi. Naprawdę dobrze wyglądał i teraz w całości był tu dla niego. Eric więc nie powstrzymywał się przed dotykaniem go co chwilę tu i tam, żeby wyczuć to jego uda, to brzuch, to znów pomasować po plecach i pośladkach.
Jules postękiwał pod nim i prężył się w przyjemny dla oczu sposób. Mała przestrzeń nadawała wiele intymności, tak samo jak półmrok.
— Mm… Eric… daj się possać. Ja zaraz dojdę.
— Och… a… chcesz już teraz…? Czy jak dojdziesz…?
— Jak wolisz. Od kilku ruchów dłoni i twojego smaku na pewno dojdę — wydyszał Jules, naprawdę pragnąc possać penisa Erika.
Ten więc odsunął się szybko i tym razem oparł się o drzwi po drugiej stronie. Odchylił nogę, a Jules ujrzał jego penisa wystającego ze spodni, sztywnego, gorącego i również zapowiadającego bliski koniec. Eric nie umiał jeszcze dobrze nad sobą panować i już teraz dyszał ciężko, choć cicho, pragnąc to z całych sił przedłużyć.
Jego chłopak po dosłownie sekundzie klęczał nad nim, z tyłkiem wypiętym do okna i brał jego penisa do ust. Aż stęknął, kiedy go posmakował i possał. Zaraz też zaczął ruszać głową. I jak do tej pory nie nalegał na pośpiech, tak teraz zachowywał się, jakby mu się spieszyło albo już nie mógł się doczekać.
A Eric na sekundę aż się poderwał i mocno zacisnął palce na oparciach. Pozycja Julesa, jego zaangażowanie i, co by nie mówić, umiejętności momentalnie wpompowały w jego krocze jeszcze więcej krwi. Na zewnątrz ponadto było na tyle ciemno, że Eric widział w szybie za plecami Julesa odbicie jego pośladków. Jęknął i bardzo niespodziewanie strzelił w usta swojego chłopaka.
— Och, omnnnnnnnn… Fooo… xy!
Ten zamlaskał, spijając z niego wszystko łapczywie. Trzymał go przy tym jedną dłonią i na koniec jeszcze possał główkę, żeby nic się nie zmarnowało. Zaraz po zlizaniu wszystkiego z członka Erika, wyprostował się i usiadł na swoich piętach. Oblizał się bezpruderyjnie. Poszukał chusteczek i biorąc jedną w dłoń, drugą szybko zaczął się masturbować. Patrzył przy tym na swojego chłopaka i dawał mu mały pokaz tego, jak robi sobie dobrze. A kiedy był już blisko, postękiwał i mruczał, aż strzelił. Ale, żeby nie ubrudzić wszystkiego, wprost do chusteczki.
To był dla Erika tak podniecający i urzekający widok, że nawet nie dał Julesowi na dobre odzyskać równego oddechu, gdy uklęknął przed nim, złapał go za policzki i pocałował gorąco. Jako reakcję otrzymał stękniecie i odpowiedź na pocałunek. Usta drugiego chłopaka były gorące jak ogień, a on sam jeszcze dochodził do siebie po orgazmie.
— Jules, wyglądasz zjawiskowo, gdy jesteś nagi i podniecony — powiedział Eric w jego usta i znów go pocałował. Sam miał lekko przekrzywione okulary i na tyle wysoką temperaturę ciała, że na krańcach szkiełka mu zaparowały.
— Ale, jak rozumiem, mam nie pokazywać tego nikomu poza tobą? — Foxy odparł i sam zaraz cmoknął swojego okularnika. — Podobało się?
— Tak. Bardzo. Mam nadzieję, że nikt nie widział twoich pośladków. — Eric objął go w pasie i pomasował dłonią nisko po plecach. — Są moje — dodał szeptem i pocałował go w ramię.
Jules też go objął, ale nad ramionami. Na razie nie chciało mu się ruszać.
— No proszę. Taki zaborczy. Czasami aż zaskakująco mi tego słuchać od tak bliskiego przyjaciela.
— Skoro już jesteśmy parą, chcę, żebyśmy byli nią na serio. Ale pewnie już robi ci się zimno?
— Jeszcze nie tak bardzo, ale rozważam ubranie spodni i koszulki. — Jules zaśmiał się, bardzo zadowolony z tego, co usłyszał. Mógł być z Erikiem tak na serio, serio i wcale mu to nie wadziło.
— Poczekaj. Podam ci. Mogę też poprowadzić, jeśli chcesz — zaproponował Eric, odsuwając się, by z podłogi podnieść ubrania Julesa. Po tym zapiął sobie jeszcze spodnie.
— Aż tak chcesz o mnie dbać? — spytał Foxy, zaczynając się ubierać i kręcić niewygodnie po małej przestrzeni tylnego siedzenia. Jakoś łatwiej było się rozebrać, niż naciągnąć spodnie, kiedy dobrze się nie można było unieść.
Eric zerknął na niego, uśmiechnął się i puścił mu oczko.
— Zawsze.
— To jak chcesz. Możesz nawet powoli się tam przesiąść. Ja jeszcze powalczę ze spodniami i cię nie walnę przy okazji — Jules zaproponował, bo aż nie wierzył, jak trudno było założyć spodnie w porównaniu do zdjęcia ich.
Eric już tylko przytaknął, zarzucił na siebie kurtkę i wysiadł. Aż zasyczał i szybko usiadł na miejscu kierowcy. Tam zapiął pasy i obejrzał się na Julesa. Było już naprawdę późno, ale liczył, że nikt w internacie nie będzie się dziwił, że wracają razem o tej porze. W końcu byli współlokatorami i przyjaciółmi. Wspólne zakupy powinny być czymś normalnym. Tym bardziej, kiedy mieli bagażnik wypchany faktycznie zakupami, a nie dwoma butelkami picia, po które pojechali.

*****

Dziś wpis do Dzienniczka zrobił:

Francisco Moreno – 20.11

12 thoughts on “Project Dozen – 54 – Narada i spełnienie

  1. Katka pisze:

    Wadera, i nich to z obu stron była ta tęsknota ale rzeczywiście każdy inaczej ja okazywał. Jeśli chodzi o te dwójkę to są naprawdę różnymi charakterami. No i oczywiście ze priorytetem są kamery XD każdy z nich się chce przecież w spokoju pieprzyć XD

  2. Wadera pisze:

    Uwielbiam Jules’a i Erica, te ich rozmowy są naprawdę takie… ciepłe. Bardzo podoba mi się ten kontrast w ich zachowaniu, kiedy Jules całym sobą pokazuję jak brakuję mu Erica, a ten potrafi jednak znacznie lepiej ukrywać te emocje, chociaż było tutaj widać, że on też tęskni :)
    Narada przebiegła całkiem sprawnie, widać chłopaki mają cele, które starają się realizować i dążą do tego konsekwentnie.Nie wiem dlaczego, ale wydaję mi się, że tego czego wszyscy chcą najbardziej, to po postu brak kamer w pokojach – ach ta młodość XD
    Eric rządzi! Jako typowy kujon jak już się za coś weźmie to powoli, acz systematycznie porusza się do przodu i nie zamierza wycofywać przy trudniejszym zadaniu. Ten cały zaskok Jules’a naprawdę mnie rozbawił. Goście są razem niesamowici. Mogłabym o nich czytać cały czas XD

  3. Katka pisze:

    Kaczuch_A, potworem… mrrrrau XD tak, Eric stara się być coraz lepszy i… cóż są zadatki na to żeby był faktycznie dobry w łóżku. Muszą po prostu dużo trenować XD ale też masz rację ze Jules jest bardzo towarzyski zaś Eric wycofany. Zobaczymy czy uda im się to pogodzić… i spoko, i tak nam się podobały komentarze :D czy skladne czy nie :)

  4. kaczuch_A pisze:

    Eric się staje łóżkowym potworem :3 w sensie poznał zakazany owoc i go kusi i się do Julesa dobiera lubię to~! Te dwie pary są moimi ulubionymi + dyrcio z doktorkiem (klepie tą mantrę od kilku rozdziałów) xDDD I fajnie że chopaki se sojusz zawiązali. Na początku myślałam, że każdy będzie sobie na złość robił. W ogóle Jules jest bardzo otwarty, towarzyski i jestem ciekawa czy Eric jakoś będzie z tego powodu się złościł na Fox’a. W ogóle nie potrafię napisać składnego komentarza pod tym rozdziałem xD

    Weny~!

  5. Katka pisze:

    Levi, jaaaka ładna rozkmina :D Ja na pewno dotarłam do końca, haha XD bardzo fajnie, że tak w to wnikasz, no i nie ma co się oszukiwać, masz bardzo dużo racji. Chłopcy faktycznie mogą mieć mydlone oczy i mogą w ogóle tego wszystkiego nie poddawać ocenie, podważaniu. Jakby nie patrzeć, pojawiło się kilku szanowanych, eleganckich ludzi z tytułami, którzy z pełnym przekonaniem coś tam im wytłumaczyli, więc chłopcy raczej są na etapie „ale z jakiego powodu mam nie wierzyć temu, co mówi profesor?”. Ale to jest raczej domena dzieci, bo człowiek w liceum już zaczyna kombinować i buduje swoje własne spojrzenie na świat. Więc na pewno prędzej czy później ktoś z nich zacznie się zastanawiać, czy nie ma tu drugiego dna… No i kolejna racja – eksperymenty zaaaawsze badają co innego niż mówi się badanym. Inaczej w sumie nie bardzo miałoby to sens. No więc ten… XD Ale co do tego, że jako autorki możemy zmienić tor pisania – to prawda, jest to plus, aczkolwiek w przypadku opowiadań, gdzie jest jakaś fabuła/intryga inna niż romans, staramy się trzymać planu. Jego zmiana jest kłopotliwa, bo jak się cały czas do czegoś dążyło, to potem trochę lipa, żeby wszystkie wskazówki okazały się fejkiem. Ale są takie drobne sytuacje, w których jednak coś tam zmieniamy, ale to często z racji na Was XD Czasem się Wam zdarzy coś tak fajnego napisać w komentarzach w domysłach, że bierzemy to pod uwagę i potem wcielamy w życie opowiadania XD Albo jak ciśniecie, że kogoś dawno nie było, że jakaś parka jest bardziej lubiana, to też zwracamy na to uwagę. A morał jest krótki i wszystkim znany, by mieć co się chce, każdy rozdział ma być komentowany XD Taki żarcik z rana w trakcie picia kawy i jeszcze nieobudzenia się…
    Dzięki za komentarz, naprawdę nas cieszy, jak rozkminiacie tak treści, które Wam tu prezentujemy :) Pozdrawiam więc serdecznie i życzę udanego weekendu :)

  6. Levi pisze:

    Tak mnie jakoś naszło na przemyślenia i komentarz gdy byłam z psem na dworze więc pisze. Rozdział podobał mi się, a szczególnie ten pocałunek, który Foxy dostał od Ericka, no i cała akcja w samochodzie, naprawdę nam się chłopak rozkręca.
    Zastanawia mnie kiedy chłopaki zaczną głębiej zastanawiać się nad tym czego tak naprawdę project dotyczy, jaki jest jego cel, i jak, poza kamerami, ich obserwują. Bo to, że mają kamery w pokojach, jak i to, że są one rozmieszczone w całej szkole, jest prawie że pewne (niejednokrotnie dyrektor Moss rozmawiał o tym z psychologiem – swoją drogą jak ja za nimi tęsknię, choć tak niedawno byli :,) ) Dziwię się, że jescze żaden z nich (a przynajmniej tak mi sie wydaje) nie poddał w wątpliwość zasad i celu projektu, że wierzą w to co usłyszeli na początku od profesorów. Wiem, że jako nastolatkowie są bardziej podatni na ‚mydlenie oczu’ niż dorośli i perspektywa wygrania i zdobycia wymarzonej nagrody trochę mąci im jasność widzenia, ale przecież nie są pierwszymi lepszymi uczniami, więc czekam na to aż powoli zaczną to wszystko rozgryzać. A co do samych profesorków to jest możliwość, że mają jakąś swoją wtyke bezpośrednio w szkole, niby nic nie było wspominane (znów chyba), że jest jakiś nowy nauczyciel czy woźny, ale przecież w każdej chwili ktoś nowy może przyjść, zresztą takie eksperymenty nie są wymyślane z dnia na dzień, do czegoś takiego trzeba się przygotować, więc także i oni mogli to zrobić i np. z rok wcześniej posłać do szkoły jakiegoś nowego pedagoga żeby nie wzbudzać zbyt dużych podejrzeń w uczniach. Czekam też na to aż profesorowie wezmą bardziej czynny udział w projekcie ( bo jak dobrze kojarzę z trailer, była tam scena jakby przesłuchania, co świadczyło by o tym, że coś podobnego będzie i w opowiadaniu, no chyba że ta scena była tylko dodatkiem do filmiku aby stworzyć atmosfere).
    Cały czas zastanawia mnie cel tego eksperymentu, tego co dokładnie profesorowie chcą zbadać. Bo nie wierzę w ich początkowe wyjaśnienia, że chodzi im o to który z nich okaże się najzdolniejszy, najsprytniejszy i wygra cały Project. Przecież uczestnikom eksperymentów psychologicznych nie podaje się celu badania aby to nie zmąciło wyników całego przedsięwzięcia, co innego się im mówi, a na co innego bada. Tak też jest pewnie w tym przypadku. Ale nawet nie mam co zgadywać za bardzo o co chodzi, bo Wy jako autorki tekstu, w każdej chwili możecie zmienić tor pisania, i gdy wszystkie dowody i wasze wcześniejsze założenia wskazują na A, to pod koniec np. stwierdzicie, że zakończenie jest zbyt przewidywalne i napiszcie B XD Ale to jest właśnie urok czytania, na który w żadnym wypadku nie zamierzam narzekać.
    Kurczę, ale ja się rozpisałam, jeżeli ktoś dotrwał do końca i jeszcze choć trochę zrozumiał z mojego bełkotu to podziwiam ^.^
    Życzę weny i czasu na pisanie.
    Levi.

  7. Katka pisze:

    Linerivaillen, jak sie wyrobi i potrenuje to na pewno bedzie :D Jules na pewno zadba o to by mial dobry trening XD

  8. Katka pisze:

    O., oj tam, ja nie mówię, że Twoje teorie nie mają racji bytu, każda może się sprawdzić, więc nic nie neguję. Tym bardziej, że super się czyta, gdy tak kombinujecie XD hahaha a Foster na pewno nie zamierza Franiowi opowiadać o obciąganiu XD zostałby chyba zwolniony z pracy… Nie no, może nie aż tak, ale Mark raczej by tego nie chciał XD I podoba mi się to porównanie do odkrywania Ameryki, hehehe. Trochę w tym racji. Eric wciąż się uczy, jak to jest być z innym chłopakiem (chociaż pewnie dziewczynę tez by tak odkrywał, bo to prawiczek XD). Jules na pewno nie ma nic przeciwko byciem dla niego nieznanym lądem XD

    Mati, można dużo gdybać, co tam w końcu z tą inwigilacją jest na rzeczy. Ale jakby nie patrzeć, to jest eksperyment, a wszystkie eksperymenty są monitorowane. Więc na pewno profesorowie muszą wiedzieć, co się dzieje w szkole. Tylko właśnie nasi chłopcy nie mogą sobie poradzić z zebraniem informacji, jak to robią. To im mocno spędza sen z powiek XD

    MoNoMu, hahahaha, urocza historia z tym lasem! XD Fajny komentarz mamy, no i… coś w tym jest. A Stanach to tam każdy dzieciak ma swoją furę, a tutaj biedactwa co mają robić? No ale z drugiej strony nastolatki zawsze znajdą sposób na swoją tajną działalność. Czy to miejsce na wypicie nielegalnego Browarka z kolegami ze szkoły, czy bzykanie się ze swoim chłopakiem XD

  9. MoNoMu pisze:

    Schadzki w samochodzie to takie typowo amerykańskie, czy raczej filmowo-amerykańskie. Może dlatego, że przeciętny polski nastolatek nie ma własnego auta, a rodzice nie chcą własnego pożyczyć :) I trzeba się więcej nagłowić nad odpowiednim miejscu do wiadomych celów. Kilka lat temu zauważyłam dwójkę chłopaków/facetów całujących się w lesie. Moja mama na te rewelacje: „Och, jacy biedacy. W domu nie mogą, bo rodzice. Na ławce nie mogą, bo wredni ludzie. Więc muszą w lesie” xD Szczęśliwie Ericowi i Julesowi na mrozie nie odpadną xD

  10. Mati pisze:

    Aj, aj, robi się coraz ciekawiej z tymi tajemnicami :) Aż chciałoby się wiedzieć już teraz, jak to będzie się dalej układać :D Ale jakoś nie chcę mi się wierzyć, że profesorowie czy kim tam oni są :D mogliby się posunąć do aż takiego inwigilowania uczestników. No chyba że całe opowiadania ma symbolizować projekty przeprowadzane w państwach totalitarnych. Oj, chyba za dużo historii i różnych artykułów o totalitaryzmach :D
    I seks w samochodzie… Kojarzy mi się tylko z młodymi :D Ale fajnie, że Erik jakoś się przełamuje :)

  11. O. pisze:

    Haha myślałam, że tamta para to śledzący ich psorkowie xD przecież mogą też wkręcić kogoś swojego jako dozorce czy sprzątaczke. Jednak nic nie wspominałyście przy imprezie Halloween, że dozorca był nowy a Harp musiała go ominąć. Więc moje teorie spiskowe nie mają racji bytu, co nie? xD
    Jeśli mają kamery to będą musieli skrzętnie ukrywać nowy telefon i serio tylko w nagłych przypadkach używać. Gdyby tylko Mark dowiedział się co oni kombinują to pewnie już by do Fostera na masaż leciał xD haha i zapowiada się rozmowa Frania z nim xD w sensie z Fosterem xD „nie przejmujcie się chłopcy. Mark nie ma nic do homo bo sam jest bi i mi ciągnie xD” Dobra pewnie, by tego ostatniego nie dodawał xD
    NAPALONY ERIC <33333333333333333
    normalnie odkrywał Julesa jak Kolumb Ameryke xD podobało mi się bardzo, że Jules zna jego spojrzenia i uśmiechu na tyle, że bardziej intencja nie musi być okazywana by ludzie wokół wiedzieli <3 i pocałunek przy samochodzie! Rozkręca się mały sztywniacha <3 tak, to plua być z przyjacielem i wciąż zachować tę część relacji. Myślę, że Eric kiedyś zgodzi się bez gumek i rozciąganie Julesa. Będę na to czekać ;)
    Haha i jednak słyszał rozmowę z Franiem xD a nie wykorzystał tego. Dobry chłopak xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s