Commission – Trylogia NU’EST Cz.1 – Drapieżny Ptak

Przedstawiamy komisza zamówionego już dawno, ale niestety dopiero teraz był czas, by go napisać. Jest dłuuugi :) Przez to podzielony na rozdziały, ale wszystkie znajdują się w tym poście. Dotyczy on zespołu koreańskiego NU’EST w realiach szkolnych. Chciałyśmy jednak zastrzec, że nie znamy się dobrze na koreańskich realiach, ani nie siedzimy w tej muzyce, więc prosimy o przymrużenie oka na ewentualne nieścisłości :)

*****

Rozdział 1 — A co z tekstem…?

Poniedziałki nie były lubiane przez praktycznie nikogo, więc trudno było się dziwić, że miny uczniów w czwarty już poniedziałek nowego roku szkolnego były mocno nietęgie. Większość wyglądała na zaspaną, a rozmowy jeszcze nie było tak głośne, jak potrafiły być podczas późniejszych przerw. Mimo to dało się co raz słyszeć weselsze powitania, klepnięcia po plecach i ujrzeć sporadyczne uśmiechy. Pogoda jednak nie sprzyjała weselszej atmosferze i próżno było szukać słońca pomiędzy chmurami.
Na parterze szkoły, na korytarzu, stały rzędy szafek i to właśnie tam teraz gromadziła się większość uczniów. Między innymi najgłośniejsi z całej uczniowskiej gromady sportowcy, wymieniający się spostrzeżeniami na temat ostatnio obejrzanych meczy. Były też dziewczyny plotkujące o planowanym wyjeździe na koncert i oglądające się co raz za grupą najpopularniejszych chłopaków w szkole — za członkami muzycznego zespołu szkolnego.
Ci wyróżniali się zawsze największym zapałem do przerobienia swoich mundurków szkolnych. Każdy uczeń w jakiś sposób to robił, ale ta grupa zdecydowanie wykazywała się ignorancją wobec restrykcji i nie tylko obwieszona była różnymi wisiorkami, ale doszywała też coś do marynarek, ozdabiała czarny materiał spodni kolorowymi dodatkami, zaś niektórzy mieli kolczyki w uszach. I nie wiadomo gdzie jeszcze. To podobało się dziewczynom w szkole, mniej nauczycielom.
Oczywiście wśród tej barwnej części byli jeszcze ci niewyróżniający się i chcący pozostać w cieniu… Jak chociażby Seol, który, odkąd przepisał się do tej szkoły, nie wspominał chyba jeszcze żadnego dnia dobrze. Rodzice przeprowadzili się tu z nim. Nie miał wyboru, musiał się przystosować, ale to nie było wcale łatwe. Każdy miał już w szkole jakąś swoja grupę, a on nie pasował do żadnej z nich. A że nie umiał, ani nie lubił się bić, a nawet walczyć o swoje, szybko stał się kozłem ofiarnym.
Nawet teraz, kiedy dopiero wszedł do szkoły i podążył korytarzem do swojej szafki, poczuł mocne trącenie ramieniem w ramię i wpadł na jedną z szafek. Członek drużyny sportowej roześmiał się, rzucił jakimś ubliżającym komentarzem i podążył dalej do swoich kumpli. Do Seola nikt nie zwrócił się z pytaniem, czy może mu pomóc. Nikt poza jedną uczennicą w niemal zasłaniającej oczy grzywce i wstążkach owijających gumkę w jej wysokim kucyku.
— Hej, żyjesz? — spytała, kładąc mu rękę na ramieniu. — Te wszystkie byczki to straszne pały — fuknęła brzydko, ale cicho, by sportowcy nie słyszeli.
— Mhm, tak, dzięki. — Chłopak odsunął się od niej, ale grzecznie podziękował.
Nie chciał, żeby przez niego i ona miała problemy. Już wystarczyło, że na siebie ukręcił bata. Nie chciał, żeby ktoś też cierpiał z jego powodu, a tylko pragnął się… wpasować. Tylko że był dość głupi, by uwierzyć, że dziewczyna ze szkolnej gazetki nikomu nie powie, od kogo jest wiersz, jaki tam zaniósł w pierwszym tygodniu. Uwielbiał pisać, a że tematem była wyśniona miłość do nieistniejącego chłopaka… Skąd miał wiedzieć, że tak szybko rozniesie się to po szkole i będzie miało tak negatywny wydźwięk? Czuł się lepiej jedynie dzięki temu, że rodzice wspierali go i nie uważali za gorszego przez to, że jest gejem. Tak jak myślała chyba większość tej szkoły. Słyszał podłe komentarze, ale czasem nie one były najgorsze. Gesty chłopaków i ich ostentacyjne wychodzenie z łazienki, gdy tylko się tam pojawiał, również bolało.
— Na pewno? Może to jednak zgłosisz do dyrekcji? — zapytała dziewczyna, oglądając się z grymasem za znikającymi na schodach sportowcami.
— Nie, nie, nie chcę jeszcze więcej problemów! — jęknął Seol i znowu się odsunął.
Był typem ucznia, który wierzył, że problemy same się rozwiążą albo że zostanie zapomniany. W końcu w szkole uczniowie byli bardzo liczni, a on był tylko kolejnym, młodym Koreańczykiem, chcącym ją ukończyć. Chłopakiem, który nie wyróżniał się ani strojem, bo nosił czysty od ozdób mundurek, ani fryzurą, która była prosta, z przesłaniającą czoło grzywką.
Dziewczyna wykrzywiła wargi i brwi w wyrazie braku przekonania. Otworzyła już nawet usta, żeby zanegować, ale poczuła dłoń na ramieniu, która odsunęła ją nie brutalnie, ale stanowczo. To był jeden z chłopaków z muzycznego zespołu szkolnego, za nim zaś wysunął się kolejny, bardzo dobrze znany Seolowi.
JR był jednym z najpopularniejszych uczniów w szkole. Może z racji tego, że był liderem szkolnego zespołu, może dlatego, że był przystojny… Miał też wielki talent do śpiewu, tworzenia muzyki, ale i tyle pewności siebie, że Seol uważał, że mógłby się nią z nim podzielić. Niestety JR nie dzielił się z nim niczym, a zamiast tego dodatkowo uprzykrzał mu życie w szkole.
— Szukasz laski, która będzie udawać twoją dziewczynę? — rzucił, patrząc z góry na chłopaka i mrużąc swoje podkreślone kredką, wąskie oczy. Nie uśmiechał się, nawet kpiąco. Stuknął jedynie palcem ramię Seola, przyszpilając go mocniej do szafki.
Ten momentalnie spuścił wzrok, nie chcąc jeszcze bardziej prowokować szkolnego gwiazdora. Obawiał się go tak samo mocno, jak go podziwiał. Był w końcu czymś nieosiągalnym, w każdym możliwym względzie.
— Nie… nikogo nie szukam — jęknął, czekając i obawiając się ciosu.
Dziewczyna, która została odsunięta, nie odezwała się już. Widać po niej było, że chce pomóc, ale nie jest na tyle naiwna, by wierzyć, że to coś pomoże. Tymczasem wzrok najbliżej stojących uczniów padł na JR i przypartego do szafki Seola. Za tym pierwszym stała jeszcze dwójka jego kumpli.
— Nie? Nie szukasz nikogo? Czyli już masz kogoś, komu możesz ssać? — JR dręczył go dalej, opierając się dłonią o szafkę nad głową chłopaka. — Deklamujesz mu te swoje wiersze pomiędzy jednym mlaśnięciem a drugim?
— Nie, nie. — Seol pokręcił głową nerwowo. — Nikogo nie mam. Nie… Zostaw mnie. Proszę — jęknął, kuląc się w sobie i obawiając się uderzenia. — To było tylko… hipotetyczne.
— Hipotetyczne? Czyli nie masz biedaku, co do ust włożyć? — JR złapał go mocno za ciemne włosy i zadarł mu głowę, samemu mocniej się pochylając, aby spojrzeć mu w oczy. — Chyba musimy ci pomóc w takim razie. Chłopaki, nie? — Obejrzał się, a gdy ci roześmiali się i podchwycili jego pomysł, JR puścił brutalnie włosy Seola, zszarpnął mu z koszuli krawat i zwinąwszy go, wcisnął na siłę w usta młodszego ucznia. — Powiedz „przepraszam” — rozkazał.
Nowy uczeń stęknął i zapierając się dłońmi o szafkę, starał się uwolnić głowę. Patrzył też dużymi, ciemnymi oczami na swojego oprawcę i niemo prosił, by ten przestał. Nic nie powiedział, bo nie miał jak. To był jednak plan JR. Najwyraźniej po prostu chciał mieć ubaw z obserwacji bezradnych prób wyduszenia czegokolwiek z kneblem w ustach. Pochylił się nawet i przyłożył ucho do jego warg.
— Nic nie słyszę.
Seol znowu zaburczał, ale tym razem głośniej. Najwyraźniej próbował coś powiedzieć, ale nic, co miało sens, nie wydobywało się z jego ust. Nadal miał w nich knebel, który blokował wszystkie słowa. Sam chłopak czuł się z każdą sekundą coraz gorzej. Chciało mu się płakać. Przecież nic nikomu nie zrobił! Za co więc był tak karany?
Wokół rozbrzmiewały szepty. Niektóre pełne trwogi, inne rozbawienia. Kumple JR śmiali się pod nosem, zaś sam lider zespołu w końcu odsunął się od swojej ofiary i machnął na nią ręką.
— Poćwicz więcej z kutasem w ustach, bo ci o nie idzie, mały lachociągu — prychnął, po czym naraz gwałtownie znów złapał go za włosy i uderzył tyłem jego głowy o szafkę. Dopiero po tym skinął na swoich kumpli i podążył wzdłuż korytarza z lekceważącą gapiów miną.
Seol od razu osunął się po szafce i usiadł pod nią. Schował głowę między ramionami i zakrył twarz, wyjmując knebel z krawata z ust. Prawie od razu po wyjęciu go poczuł wilgoć na policzkach. Czuł się tak bardzo gorszy, chociaż wiedział, że nie powinien. Jednak nic nie zmieniało tego, co myślał. Czuł się paskudnie, a zamiast być lepiej, było coraz gorzej.
Tym razem już nikt do niego nie podszedł i nie spróbował mu pomóc. Uczniowie wyciągnęli z szafek to, czego potrzebowali na zajęcia i szybko ulatniali się z tego małego miejsca zbrodni, a nowy uczeń miał przed sobą cały dzień mijania się na korytarzach z bardziej lub mniej lubiącymi go dręczyć chłopakami. Dzwonek, który zaraz usłyszał, wcale nie poprawił mu humoru. Był dopiero początek dnia, początek tygodnia i początek roku szkolnego. A nie zapowiadało się w tej chwili, że będzie lepiej.
Wstał posępnie i udał się na zajęcia, już pragnąc być w domu.

***

Aron wparował, jak zakładał, jako ostatni do sali muzycznej, gdzie umówił się z kumplami z zespołu. Miał wiele rzeczy na głowie, które reszta uznałaby za błahostki, ale on musiał się tym zająć, w tej chwili. Dlatego spóźnił się chwilę.
— Jestem, no co jest? — zawołał od progu, trzaskając drzwiami, kiedy je za sobą zamykał.
Siedzący przy keyboardzie JR, na którego kolanie spoczywała kartka, ściągnął brwi i zmierzył przybyłego karcącym spojrzeniem.
— Głośniej się nie da? Miałem już dobrą melodię w głowie, a teraz pobrzmiewają w niej tylko basy. Na samych basach przeboju nie napiszemy. I siadaj. Musimy w końcu uzgodnić parę rzeczy.
Jak się okazało, w sali była już reszta. Był więc zarówno Baekho z słuchawkami w uszach, zupełnie ignorujący wszystko wokół, jak i Ren, który… doszywał właśnie coś do swoich różowych rękawiczek bez palców.
— Co znowu? I coś, kurna, rozkojarzony jesteś, stary, że tak szybko ci muzyka z głowy wypada. — Aron zaśmiał się i podszedł do reszty zespołu. Wyciągnął dla zgrywy słuchawkę z ucha Baekho.
Ten uniósł brew i stuknął go łokciem. Był wysoki, choć nie było tego teraz widać, gdy siedział na szkolnym krzesełku obok innych, nierównomiernie rozłożonych. Co chwilę ktoś tu coś przestawiał, bo nie raz w sali potrzeba było więcej miejsca dla instrumentów czy ćwiczenia układów tanecznych. Baekho był ogólnie uwielbiany przez dziewczyny w szkole i trudno było powiedzieć, czy to kwestia jego fryzury — jasnych włosów postawionych na czuba, czy przystojnej twarzy, czy może równie dobrze po prostu usposobienia.
— Ogarnij się. Serio trzeba pogadać, bo zaczyna się ten cholerny konkurs.
— Nie, ja nie jestem w stanie wymyślić melodii i tracę ją co chwila — odparł Aron, ale też uniósł dłoń na znak, że kapituluje. — To co trzeba? — spytał, patrząc na obu blondynów i JR. Byli najbardziej popularną grupą w szkole, ale jak każdy ma jakieś problemy.
JR westchnął i w końcu wstał z małego, okrągłego krzesełka przy keyboardzie. Postukał palcem w swój notatnik.
— Musimy pomyśleć, co da nam zwycięstwo w konkursie. Wiecie, jak ostatnio było. Jesteśmy zajebiści, ale inne szkoły też mają dobry skład. A my, kurwa, nie mamy pomysłów — dodał na koniec z wyczuwalną irytacją.
Sam nie mógł wpaść na nic oryginalnego i tak go to frustrowało, że szukał coraz to nowych sposobów wyżycia się. Jak chociażby odczuł to na sobie dzisiaj ten nowy Koreańczyk. Seol… Chyba. Nie pamiętał imienia. To zresztą też nie było ważne. Chłopak go nie interesował, a do tego mazał się jak dziecko.
— Przydałby się nam jakiś dobry tekst. Baekho, żadna teraz twoja lala nie pisze pamiętnika? Może z takiego by coś spisać i dobrze przerobić? — Aron zaproponował, niecierpliwiąc się. Mieli użalać się nad sobą, że nie mają pomysłów?
Ren, dotychczas pracujący nad upiększaniem swoich rękawiczek, roześmiał się dźwięcznie. Na jego szczupłych palcach spoczywały pierścionki, a długa blond grzywka przesłaniała brwi.
— Dziewczyny w pamiętnikach piszą o zakupach albo kolesiach. Znając naszą popularność, prawdopodobnie o nas. Nie możemy śpiewać o nas, Aron — dodał dobitnie, kręcąc głową.
— To powiedz mi, o czym mamy napisać, jak nie o tym, o czym marzą nasze fanki —zasugerował Aron, poprawiając trochę swoje postawione włosy. Też się podobał, jak każdy z nich. A sam ostatnio pracował nad wizerunkiem.
Wszyscy zamilkli i zadumali się. I trwało to na tyle długo, że aż irytująco. W końcu JR kopnął w najbliżej stojące krzesło, a to poleciało przez całą długość tej niedużej salki. Jego kumple z zespołu zrobili zszokowane miny, bo rzadko widywali swojego lidera w takim stanie.
— Kurwa! Jak to ma być dobre, to nie może być tak wymuszone. Ale nawet nic wymuszonego nie możemy wymyślić! — klął, krzywiąc się. — Co powiecie na konkurs? — zapytał w końcu. To był jego plan B, ale jak widać, musieli z niego skorzystać.
— Na piosenkę? Czy tylko tekst do piosenki? — spytał Baekho, patrząc jak na winowajcę na krzesło, które kopnął JR.
— To, kurwa, jest jak to zaglądanie do pamiętników — wtrącił się Aron, ale sam nie miał lepszego pomysłu, wiec inaczej nie negował.
— Muzykę napiszemy sami. Mam pewną ideę, ale brakuje mi słów… Musimy tylko wymyślić jakieś kryteria. — JR westchnął i w końcu zabrał pierwsze najbliższe krzesło, skoro innym kopnął. Usiadł na nim okrakiem, oparł przedramiona na oparciu i popatrzył poważnie po reszcie, a metalowe bransoletki na jego nadgarstkach zadzwoniły. — To musi mieć moc i energię, ale chcę, żeby poruszało.
— I niech właśnie wzbudza emocje. Nawet może niech będzie takie mocne. I co powiecie, żeby nie było pozytywne? — zasugerował Aron, patrząc po reszcie i w końcu trochę się ożywiając.
Oni też wyglądali na aprobujących ten pomysł. Ren zrobił teatralny gest i przechyliwszy się na krzesełku jak księżniczka, ułożył wierzch dłoni na czole i jęknął w stronę sufitu:
— O tragicznej miłości, która przeszyła serce naiwnego młodzieńca i skłoniła go do utopienia się w stawie odbijającym gwiazdy…!
— Ej, ale bez przegin — Baekho uprzedził go, aby się nie zapędzał.
Przez śmiech Arona na szczęście zeszła z nich taka negatywna atmosfera, jaka miała miejsce na samym początku. Bo pomysł naprawdę był dobry. Mogli wybrać coś naprawdę świetnego.
— Ej, ale jaka nagroda? — Spóźniony wtrącił jeszcze.
JR prychnął z kpiną.
— Jaja se robisz? Nagrodą będzie użycie tekstu do konkursu. Zaśpiewamy wymyślone przez tego kogoś słowa. To chyba wystarczająca nagroda — uznał lekceważąco.
— Dla fanów, wiesz… — Aron wzruszył ramionami. Uważał, że eliminowali w ten sposób tych nielicznych, którzy może nie byli im aż tak oddani.
JR przesunął dłonią po włosach, przez to trochę burząc swoją zadbaną fryzurę, ale musiał przyznać Aronowi rację.
— Jakieś sugestie?
Cała czwórka spoważniała i bardziej się skupiła. Najbardziej zależało na tym wszystkim JR, to było oczywiste, ale każdy z nich wkładał serce w muzykę, więc chcieli, by ten rok był dla nich zwycięski. Kolejną porażkę odebraliby jako znak od losu, że po prostu się do tego nie nadają.
— Może prywatny występ na jakiejś imprezie urodzinowej czy coś… Nie przeszłoby? Ja bym chyba mógł nawet striptiz zrobić! — Baekho zasugerował z nonszalanckim uśmieszkiem.
— Randka? Ale musiałaby być to dziewczyna — zasugerował Ren, starając się też coś wymyślić, kiedy bawił się swoimi włosami, okręcając jeden kosmyk wokół palca.
— Może after-party ze zwycięzcami? Jak nie interesuje tej osoby nasza zajebistość, to na takiej imprezie na pewno ktoś ciekawy będzie — zasugerował błyskotliwie Aron, strzelając w ciemno.
— Dobre. Obie opcje są dobre, więc możemy dać wybrać zwycięzcy, co tam woli. Aron, zajmiesz się zrobieniem ogłoszenia — JR od razu rozplanował zajęcia. — Baekho, wybierz z naszych wspólnych fotek jakąś reprezentatywną i się do tego doda. Na same literki na tablicy nikt nie patrzy.
— A ty co będziesz robił? — Baekho skrzywił się, bo niby uznawał przywództwo JR, ale nie lubił tego jego despotycznego tonu głosu, którego moc ten wzmacniał mrużeniem groźnie oczu.
JR uśmiechnął się, a raczej wykrzywił usta w parodii uśmiechu.
— Ja będę pisał muzykę.

***

Konkurs został ogłoszony nie tylko w postaci plakatów porozwieszanych w całej szkole. Nawet nauczyciele zaangażowali się w pomoc członkom zespołu i mówili o nim na swoich zajęciach, popierając wszystko rozwojem kreatywności i wyobraźni. Nie wszyscy i nie naraz, ale okazali wsparcie, więc już każdy uczeń wiedział, że może pomóc zespołowi JR. Na lekcjach zostały ogłoszone informacje dotyczące konkursu i już nikt nie dziwił się, gdy co jakiś czas z różnych klas dobiegał donośny pisk. Wywołany był oczywiście przez jedną z dwóch nagród, jakie chłopcy z zespołu wymyślili i jaką można było wybrać w razie zwycięstwa — randka z dowolnym członkiem zespołu. Oczywiście można było także zdecydować się na udział chłopaków w jakiejś imprezie, ale mało która rozsądna dziewczyna była tym zainteresowana, kiedy w obliczu miała romantyczny wieczór spędzony ze swoim ulubieńcem.
— Nie zdziwię się, jeśli napłyną teksty tylko i wyłącznie od lasek — mruknął JR, podchodząc do tego wszystkiego bardzo ambiwalentnie. Nie chciał śpiewać o romantycznych, ckliwych głupotach, a domyślał się, że każda dziewczyna napisze jakąś idiotyczną piosenkę miłosną.
— No i? Może to dobrze. Nie skreślaj tak sprawy — Ren odpowiedział ze znacznie większym optymizmem, choć wyglądał na mało zaangażowanego w rozmowę. Szedł tylko u boku lidera przez długie, szkolne korytarze, żeby dostać się do stołówki. I co raz rozglądał się wokół siebie, lustrując mijających ich chłopaków.
JR już miał odnieść się do jego słów, gdy zauważył te spojrzenia, trącił go w bok i skrzywił się.
— Co się tak rozglądasz?
— Hmm? — Ren zamruczał melodyjnie i uśmiechnął się. Samymi ustami, nie oczami, przez co wydawał się mieć bardzo chłodny wyraz twarzy. — Szukam inspiracji do naszych strojów na koncert.
— Aha… I szukasz jej w mundurkach szkolnych, które są identyczne? — dopytał sceptycznie JR.
— Nie staraj się pojąć mojego geniuszu, bo nie ogarniesz go swoim ograniczonym umysłem — odpowiedział blondyn i zamrugawszy uroczo rzęsami, wyprzedził JR, by zmieścić się pomiędzy uczniami na schodach.
Każdy chciał się dostać do stołówki i coś zjeść, bo była pora lunchu, więc było tam ciasno, ale Ren wcale się nie krzywił, gdy co raz któryś uczeń się o niego ocierał. JR był z tego powodu jednak bardziej zirytowany i gdy tylko ktoś raczył na niego wpaść, odpychał go i robił tę swoją minę groźnego psa. I dopiero gdy stanął pod drzwiami stołówki, by zerknąć na wywieszone na nich menu na dzisiejszy dzień, spostrzegł, że ktoś się na niego bezczelnie gapi. A właściwie bardziej to poczuł, niczym małe igiełki kłujące go w każdy centymetr skóry.
Zmrużył swoje wąskie, podkreślone czarną kredką oczy i rozejrzał się. Zaskoczył się, kim okazała się być ta osoba, która go obserwowała, bo stawiał na którąś ze swoich fanek. A był to… Seol.
Był już na stołówce, siedział na wysokim, okrągłym krzesełku przy stolikach ustawionych wzdłuż ścian i bawił się rurką ze swojego zimnego napoju. JR zastygł. Z jakiegoś powodu nie zareagował tak, jak zawsze, czyli nie podszedł, nie wylał mu soku i nie trącił go, by ten spadł z krzesła. To spojrzenie tego przeklętego dzieciaka na chwilę zupełnie zatrzymało jego brutalne zapędy, kiedy ten tak patrzył spod tej swojej ciemnej grzywki, nie tylko ze strachem, jaki na pewno wobec niego czuł, ale też spokojem i… zainteresowaniem.
— Ej… Idziesz, czy ślęczysz? — z tego specyficznego zamrożenia wyrwał go głos Rena, który już zdążył zapoznać się z dzisiejszym menu i teraz czekał, aż lider łaskawie wejdzie do środka.
— Co?
— No zastygłeś jak spetryfikowany.
JR skrzywił się i popatrzył na niego jak na idiotę.
— Co ty, Harry Potter? — burknął, odpowiadając agresją, żeby przypadkiem Ren nie śmiał mu zarzucić, że zagapił się na Seola jak na ładną dziewczynę w tłumie. Nawet, jeśli tak właśnie było. — Chodź, nie pieprz głupot. Głodny jestem.
Ren wywrócił oczami, wznosząc swoje wzbogacone w różowe rękawiczki bez palców dłonie. Po tym jednak bez słowa, bo było tu niesamowicie głośno niczym na lotnisku przy startowaniu samolotów, poszedł za swoim liderem po lunch.

Rozdział 2 — Zgubny impuls

Na jego jasnej skórze dobrze widoczne były siniaki, a on potwornie się tego wstydził. Nie chciał być ofiarą, a jednak wszyscy w szkole widzieli, że daje sobą pomiatać. Bał się, że dotrze to do nauczycieli, a przez nich do jego rodziców. Nie lubił użalania się innych ludzi, nie chciał, żeby widzieli go jako słabą jednostkę, mimo że taką był. Nie było co ukrywać. Nie umiał się postawić, a JR był brutalny. Był niczym zwierz i uratować mogła go tylko ucieczka. Bo nawet nie było sensu z nim rozmawiać, gdyż ten każde jego słowo obracał przeciwko niemu.
Seolowi chciało się płakać, gdy przebierał się na WF. A mieli grać w koszykówkę. Już bał się, że ktoś mu przez przypadek poda piłkę, że kto inny na niego wpadnie i siniaki wybuchną kolejnym bólem. Bał się bólu, ale bał się też upokorzenia, a już oczami wyobraźni widział, jak inni uczniowie śmieją się z niego, gdy rozpłacze się po upadku na parkiet, gdy akurat ktoś trafi w obitą część jego ciała. Ręce niemal mu się trzęsły, gdy wychodził z szatni. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że na jego drodze na salę gimnastyczną stał JR przy automacie z batonami.
Zastygł, a jego pierwszą myślą była ucieczka. JR jeszcze go nie zobaczył, wciąż skupiony był na automacie, a on mógłby czmychnąć i dostać się na salę na przykład drugim wejściem. Ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił. Po prostu stał na środku korytarza i gapił się na tego wysokiego, szczupłego nastolatka. Nie miał pojęcia dlaczego, ale uważał, że JR był naprawdę… przystojny. Dobra, wszyscy tak uważali, ale jego samego dziwiło, że nie zaburzyła mu tego obrazu cała ta krzywda, którą ten chłopak sprawiał mu każdego dnia. Bo mimo że Seol pamiętał każdy cios i każdą obelgę, to teraz po prostu podziwiał jego delikatnie wygięty podbródek, nieco szerszy i jakby lekko zakrzywiony na środku nos i fryzurę, która bardzo dobrze mu pasowała, bo podkreślała jego szeroką, męską szczękę.
I naraz Seol westchnął. To go zgubiło.
Wąskie oczy JR oderwały się od szybki automatu i spojrzały w kierunku załomu korytarza, przy którym stał młodszy chłopak. W białej podkoszulce i granatowych spodenkach do kolan. No i tenisówkach. Wyglądał niewinnie z tą rozchyloną buzią… i najwyraźniej aż prosił się o uwagę.
— Hej! Co tu robisz, szczeniaku?! Nie mów, że idziesz ćwiczyć? Nie połamiesz tych chudych patyków? — JR rzucił do niego i luzacko ruszył w jego stronę.
Serce Seola zabiło w tempie amunicji wystrzeliwanej z karabinu. Panikował, ale… to nie było tylko to. Bo gdy się obejrzał za siebie i spostrzegł, że są sami na korytarzu, poczuł dziwne podekscytowanie. Towarzyszyło mu ono już od jakiegoś czasu i kompletnie tego nie rozumiał. Zaczynał się zastanawiać, czy coś z nim jest nie tak, czy może to jakieś upośledzenie psychiczne, bo przecież normalny człowiek nie reagowałby w taki sposób na widok zmierzającego do niego oprawcy.
— Hej, mówię do ciebie!
JR stanął przed nim i trącił go palcem, a Seol wpadł plecami na ścianę. Starszy nastolatek ewidentnie nad nim górował, a on był wobec niego taki bezsilny. Nic nie odpowiedział, mimo że najwyraźniej JR oczekiwał od niego reakcji, zapewne po to, by móc się nad nim bardziej poznęcać. Teraz zdecydowanie rozjuszył go ten brak odzewu. Ściągnął mocno brwi i złapał go za przód koszulki, po czym lekko go uniósł, aż Seol musiał stanąć na palcach.
— Nie, nie, zostaw mnie! — jęknął cicho, wpatrując się panicznie w twarz przed sobą. Była taka przystojna, a równocześnie z taką pogardą na niego patrzyła. Bolało go to jak rozżarzone pręty wbijane w ciało.
— Zostawić? Żebyś mógł się, mały chujku, tak gapić na lepszych od siebie? — JR zamruczał nisko, stając jeszcze bliżej, aż jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko Seola. Jakby był drapieżnym ptakiem, który zaraz pochwyci w swoje szpony małą mysz.
Seol poczuł się owładnięty tym wrażeniem. Zapatrzył się w te pełne złości oczy i znów ujrzał w nich coś pozytywnego, czego nie powinien widzieć w swojej sytuacji. A potem zrobił najgłupszą rzecz w swoim życiu.
Pocałował go.
Cios spadł na niego z opóźnieniem. JR nie spodziewał się tego, co właśnie doznał, więc nie zareagował od razu. Dopiero gdy jego mózg zapamiętał dotyk miękkich, mokrych warg na jego własnych, puścił chłopaka i z szokiem wypisanym na twarzy po prostu przywalił mu z pięści w szczękę.
Seol krzyknął rozdzierająco i upadł, a na parkiet w korytarzu szkolnym skapnęło kilka kropel krwi z jego rozciętej wargi. Żuchwa, zęby i skóra rozpaliły się wielkim bólem, a w jego oczach momentalnie zebrały się łzy. Poderwał głowę, by spojrzeć na starszego chłopaka, by przeprosić go, ale nawet nie zdążył dobrze mu się przyjrzeć, gdy ten tym razem zamachnął się i kopnął go w brzuch.
— Ty mała cioto, ty pedale…! — krzyknął z furią i znów go kopnął.
Wykrzykiwał obelgi pod jego adresem, katował go i brzmiał przy tym, jakby złość i strach przesłoniły mu umysł. Seol nie miał nawet sekundy, by spróbować błagać o litość, bo JR bił go, gdzie popadło i zabierał mu tym samym dech. Aż nagle kucnął, złapał go za włosy i szarpnął brutalnie w górę.
— Tego chciałeś? Ty pieprzony zboczeńcu, tego właśnie chciałeś?! — wysyczał mu w twarz.
Seol stęknął cichutko i uchylił jedno zapłakane oko, bo drugie już tak mu spuchło, że nic na nie nie widział. Z wargi i brody kapała krew, a biała koszulka już nosiła czerwone plamy. Jego zaś bolał każdy skrawek ciała.
— Prze… pra… szam… — wydusił, wpatrując się błagalnie w oblicze starszego nastolatka.
Ten przełknął ślinę przez ściśnięte gardło i naraz puścił go, po czym szybko się poderwał. Rozejrzał się, by sprawdzić, czy ktoś go nie widział. Ale gdy wciąż na korytarzu nie było żywego ducha, a odgłosy docierały tylko z sali gimnastycznej czy piętra powyżej, nie powiedziawszy już nic do swojej ofiary, uciekł z miejsca zbrodni.

***

— Seol…? Kochanie, obudziłeś się?
Matka musiała kilka razy powtórzyć to zdanie, żeby je przyswoił. Nie za bardzo wiedział, co się dzieje, gdzie jest, ani co ostatnio się stało. Oczy wciąż przesłaniała mu ciemność i dopiero po chwili rozpoznał, że ciemność na jednym z nich była po prostu opatrunkiem. I wystarczyło kilka sekund, żeby ból przypomniał mu, co się wydarzyło.
— Och, zobacz, otwiera oko!
To musiała być jego siostra. Tak, upewnił się w tym, gdy udało mu się rozkleić powiekę i popatrzeć na młodą dziewczynę stojącą za plecami matki. Była śliczna, tak jak on. Niewinna na pierwszy rzut oka, chociaż to ona w tej rodzinie odziedziczyła wszystkie mocne cechy po rodzicach, jemu zostawiając te, które czyniły z niego słabą jednostkę.
— Co się dzieje? — wymamrotał słabo, na razie nie rozpoznając nic poza swoją rodziną.
Wszystko było rozmazane. Czuł się też ospały i dziwnie zmęczony. Nie wspominając już o tępym bólu, który odzywał się w kilku miejscach jego ciała. Najbardziej w brzuchu i w szczęce.
— Jesteśmy w szpitalu, kochanie — matka powiedziała kojąco, trzymając jego dłoń. Głaskała ją nerwowo, czym zdradzała swój stan, mimo że starała się mówić spokojnie. — Pamiętasz wszystko?
— Mm…
Nie potrafił odpowiedzieć bardziej składnie, a słowo „szpital” wywołało w nim ukłucie paniki. Bał się szpitali, bał się lekarzy i wszystkich tych metalowych sprzętów, które tu mieli. Szpital zawsze kojarzył się z bólem, a on już miał dość bólu po ostatnich dniach w szkole.
— Seol…
— Mamo… A co ja tu robię…? — wydusił, próbując zorientować się w swojej sytuacji. Chciał wiedzieć, czy ktoś nie szykuje dla niego jakiegoś bolesnego zabiegu, operacji, czy nie wiadomo czego.
Jego pytanie jednak musiało zostać inaczej zinterpretowane przez matkę, bo ta szybko obejrzała się na swoją córkę i mocniej ścisnęła mu dłoń.
— Seol, naprawdę nic nie pamiętasz? Co się stało w szkole?
Ale Seol pamiętał. Teraz, gdy zapatrzył się na biały sufit i mrugającą, szpitalną lampę, przypominał sobie wszystkie ciosy, które zadał mu JR, wszystkie przekleństwa i tę pogardę pomieszaną z nienawiścią, którą widział w jego oczach, gdy zbierał od niego cięgi.
— Nie…
— Nie? Kochanie, nawet tego, kto ci to zrobił?
— Nie. Nic nie pamiętam — wyszeptał.
Nie zwrócił uwagi na reakcję matki. Patrzył tylko w sufit i miał ochotę zniknąć. Nie chciał wracać do szkoły. Nie chciał narażać się na te wszystkie spojrzenia, na kolejne ciosy, na upokarzanie. Nie chciał z tym wszystkim walczyć. Jak miał się uczyć, kiedy na każdej minucie lekcji myślał o tym, jak przeżyje przerwę?
— Jun, pójdź po lekarza. Powiedz, że Seol się obudził — usłyszał w końcu, jak matka zwraca się do jego siostry, a ta szybko wychodzi. Po tym kobieta podsunęła się bliżej posłania swojego syna i pogłaskała jego dłoń czule. To był bardzo przyjemny dotyk. Tak bardzo ostatnio potrzebował jakiegoś znaku mówiącego go, że ktoś go kocha, a nie tylko nim gardzi. — Posłuchaj, kochanie. Lekarz mówił, że zostawi cię na obserwacji na trzy dni. Potem… zobaczymy, co dalej. Na razie odpoczywaj, dobrze?
— Mhm — chłopak odmruknął cicho i trochę pusto, nie odwracając do niej spojrzenia. Popadł w jakąś nieprzyjemną apatię, która jednak w tym momencie była dla niego azylem przed wszystkimi negatywnymi myślami i obawami.
— Ja będę musiała iść do pracy niedługo… ale powiedz mi, kochanie, czy coś ci może przynieść? Chcesz jakąś książkę? Choć, biedaku mój, nie wiem, czy to dobry pomysł, jak twoje oko się goi.
Z początku chłopak chciał zapewnić matkę, że niczego nie potrzebuje. Ale w końcu lekko przekręcił głowę na tej nieprzyjemnie twardej poduszce i spojrzał na zmartwione oblicze matki.
— A możesz… mi przynieść blok i długopis?
Matka zdziwiła się taką prośbą, ale szybko uśmiechnęła się słabo, uniosła i delikatnie pocałowała go w czoło.
— Oczywiście, kochanie. Przyniosę.

***

Od tamtego wtorku JR żył w ciągłej niepewności i napięciu. Żałował tego, co zrobił. Co innego poznęcać się nad chłopakiem, poszturchać go i sprzedać mu kilka epitetów, a co innego posłać go do szpitala po ciężkim pobiciu. Ale minęły już dwa dni, a nikt nie przyszedł do niego ze skargą, nikt go nie aresztował, ani nawet dyrektor nie wzywał go do siebie na dywanik. Wyglądało na to, że Seol… nikomu nie powiedział.
Przez to całe rozmyślanie o tym chorym pobiciu zupełnie wyłączył się z panującego konkursu na tekst do piosenki. Zresztą, trudno było o tym pamiętać, kiedy nawet nie chodziło się do szkoły. Bo od wtorku JR nie zawitał na żadne zajęcia, a rodzicom nakłamał, że źle się czuje. Teraz więc, kiedy wszyscy uczniowie siedzieli na matematyce, on leżał na swoim łóżku w pokoju i bawił się komórką. Na uszach miał słuchawki, z których słuchał własnych piosenek, a na biurku czekało na niego śniadanie, którego nie tknął od kilku godzin. Nie miał apetytu, a do tego był wściekły na siebie za to, że ma wyrzuty sumienia. A to przecież była wina Seola! To on go sprowokował tym irracjonalnym pocałunkiem! Jak w ogóle śmiał? I po ciężką cholerę to zrobił? Na serio był jakimś pedałem, czy co?
Z każdą kolejną minutą, gdy tak leżał, miał wrażenie, że popada w jakąś otchłań. Jakby był coraz głębiej w ciemnej jaskini… i może na to dodatkowo składał się fakt, że na niebie zebrały się szare, burzowe chmury i mimo wczesnej pory w pokoju robiło się ciemno. W sumie chętnie by w tym mroku utonął. Przymknął więc powieki, utulony balladą płynącą z słuchawek… aż naraz zamiast piosenki usłyszał swój dźwięk dzwonka. Poderwał się, zaklął i spojrzał na ekran telefonu. Baekho.
Nie chciało mu się z nikim gadać. Po to nie chodził do szkoły, żeby się odciąć, wyciszyć i poukładać sobie w głowie wszystkie myśli. Ale najwyraźniej się nie dało.
— Hej… — mruknął, gdy odebrał.
— Siemano. Co ty odwalasz, że cię nie ma? Opuściłeś wczorajszą próbę, a sorry, stary, ale nie ogarniemy sami tego wszystkiego — Baekho powitał go salwą marudzenia, zwracając się do niego tonem starszego brata.
— Czego wszystkiego? — JR zapytał z małym entuzjazmem.
— Eee… konkursu? Odwaliło ci, czy co? Gorączkę masz?
JR ściągnął swoje ciemne, wąskie brwi i podniósł się na łóżku. Trzymając telefon w ręce, a słuchawki z mikrofonem wciąż w uszach, podszedł do biurka i włączył laptopa.
— Są jakieś zgłoszenia? — zapytał, totalnie ignorując zadane pytania.
— Są, ale, stary, coś mi się nie wydaje, żeby cokolwiek tam było dobrego. Mamy czternaście tekstów na razie… Zresztą, powinieneś mieć to na naszej skrzynce. Nie widziałeś?
— Nie patrzyłem — odmruknął JR, ale już teraz otwierał przeglądarkę, żeby przejść na pocztę ich zespołu. Każdy z nich miał tam wejście i to właśnie tam prosili przesyłać teksty na konkurs.
— „Nie patrzyłem”… Ja nie mogę, co się z tobą dzieje…?
— Odezwę się potem. Narka — JR uciął i zanim Baekho zdążył skończyć „Jak to potem?”, rozłączył się i odłożył telefon.
Skrzynka odbiorcza rzeczywiście była pełna nowych wiadomości. Niestety w dziewięćdziesięciu procentach od dziewczyn, które pisały same romantyczne i ckliwe teksty. Tak przynajmniej JR założył, kiedy przeleciał wzrokiem po tytułach. Czego innego można się było spodziewać po „Nad kwitnącą łąką”, „Pocałunek w blasku księżyca” czy „Łuna na jej młody ciele”? Ale, żeby nie było, każdy z tych tekstów przeczytał. Nic mu się nie spodobało. Coś lepszego sami by napisali, nawet bez totalnej weny.
Zaklął głośno, czując, że nic ostatnio mu się nie układa. Rzucił słuchawkami na biurko i zabujał się na krześle. I naraz ujrzał, że na skrzynce odbiorczej pojawiła się nowa wiadomość. W tematach maili kazali pisać tytuły piosenek. A nowy mail nazywał się „Drapieżny ptak”.
Tytuł zaintrygował go na tyle, że podsunął się z powrotem do biurka, otworzył go i ze skupieniem zaczął czytać. Jeśli było to w ogóle możliwe, w jego głowie w trakcie czytania pojawiała się melodia. Już nie tylko czytał to w myślach, lecz w nich śpiewał. Był zaskoczony płynnością. Każda linijka pasowała do poprzedniej i kolejnej. Znalazł się nawet moment, z którego można by było zrobić fragment z rapem. I przede wszystkim… treść. Piosenka mówiła o pewnym mrocznym osobniku, który snuł się po wioskach niczym drapieżny ptak przelatujący ponad lasami i szukający ofiary. Treść pełna była grzechów, których ten się dopuścił, pełna nienawiści, złości i bólu, lecz na koniec okazywało się, że ktoś kiedyś zamknął promyk dobroci w jego sercu, zamroził kłódkę i nie pozwalał mu wydobyć się na zewnątrz. A gdy w jednej wiosce ten „drapieżny ptak” spotkał kolejną ofiarę na swojej drodze, lecz ta nie znienawidziła go po otrzymanej krzywdzie, kłódka stopniała, a jego serce i umysł znów zajaśniały dobrocią, dotąd tak głęboko tłumioną. Może i historia była prosta, lecz opisana tak poetycko, że brzmiała jak urzekający wiersz.
I nagle JR zobaczył podpis. Chwilę po prostu siedział z rozdziawionymi ustami i szokiem wypisanym na twarzy. Poczuł się oszukany. Tak dobry tekst nie mógł wyjść spod tych rąk, a on już na pewno nie zamierzał go użyć!
Mając wrażenie, że ten dzień jest gorszy, niż na początku zakładał, zatrzasnął brutalnie klapę laptopa, porwał słuchawki z biurka i rzucił się na łóżko. Włączywszy muzykę na fula, założył ręce na piersi, zamknął oczy i spróbował zatonąć w dźwiękach płynących z słuchawek.

***

To był ostatni dzień w szpitalu, ale ciągnął się Seolowi niemiłosiernie. Chciał już stąd wyjść, chciał zaszyć się u siebie w pokoju, ale wciąż lekarze wmawiali mu, że ma tu leżeć, jakby mu to niby miało pomóc. Był tylko poobijany. Co z tego, że musieli go pozszywać w kilki miejscach i wciąż kłuło go w boku, gdy brał głębsze oddechy? Nie chciał już patrzeć na tych ludzi.
Nie był w sali sam. Zresztą, ta była całkiem obszerna i oczywiście zimna, jak te wszystkie szpitalne, źle się kojarzące pomieszczenia. Niebieskie ściany, białe parawany, pozbawione charakteru firanki w oknach… Było tu tak potwornie depresyjnie, mimo że pielęgniarki były miłe i traktowały go naprawdę sympatycznie.
— Hej, Seol.
Jedna z nich właśnie weszła do środka, przyjeżdżając z wózkiem z jego dzisiejszym obiadem. Miała tam też tacę przygotowaną dla jednej pacjentki, która dzieliła z chłopakiem salę, ale ta teraz była na jakimś zabiegu, więc jej łóżko było puste.
— Dzień dobry… — przywitał się niemrawo, unosząc się na posłaniu.
Kobieta, szczupła, zadbana i bardzo młoda, pomogła mu usiąść wygodniej i użyła jakiejś magicznej sprzączki, dzięki której część łóżka się podniosła.
— Jak się czujesz? Dzisiaj wychodzisz na wolność! — zażartowała wesoło, już stawiając przed nim stoliczek z posiłkiem. Po odkryciu pokrywki, okazało się, że była to zupa z dużą ilością dodatków. Bardzo ładnie i intensywnie pachniała, chociaż nie miał szczególnego apetytu.
— Mhm. Dobrze się czuję. Dziękuję.
— Kto cię odbiera? Mama?
— Nie… — Seol sięgnął po łyżkę i pochylił się nad posiłkiem. Grzywka przesłoniła mu czoło i brwi. — Mama nie może. Pracuje. Ale Jun będzie. Moja siostra.
— To super. Mam nadzieję, że znowu cię tu nie zobaczymy — młoda pielęgniarka znów zażartowała i podeszła do okna, żeby odsłonić zasłonki oraz wpuścić do pomieszczenia więcej słońca.
Seol pokiwał twierdząco głową, już zabierając się za jedzenie. Apetytu kompletnie nie miał, ale zmuszał się do jedzenia, żeby móc szybko wrócić do pełni sił i… i sam nie wiedział. Przecież nie zacznie się nagle stawiać JR, oddawać mu i bronić się przed jego ciosami.
Drzwi do sali znów się otworzyły i pojawiła się kolejna pielęgniarka.
— Seol, masz… Och, Jiwoo, Seol ma gościa, ale nie wiem…
— Gościa? Spokojnie, nie ma teraz żadnego zabiegu, więc jak chce przyjąć, to nie ma problemu — odpowiedziała pielęgniarka, już wracając do wózka. Zwróciła się do pacjenta: — Seol?
— Mhm, może wejść — chłopak zgodził się, podejrzewając, że to albo Jun przyszła wcześniej, albo może babcia się pofatygowała. Nikogo innego się nie spodziewał.
Obie pielęgniarki przytaknęły, a Jiwoo wyszła z sali, życząc mu na koniec smacznego. Seol więc wrócił do jedzenia i skupił na nim wzrok, więc nawet nie zauważył, kto wszedł do środka. Dopiero, kiedy zamiast głosu siostry usłyszał obok łóżka męsko wypowiedziane „hej”, o mało nie oblał się zupą, gdy poderwał głowę.
— Uważaj!
Nastolatka rozpoznało od razu. Był on jednym z najpopularniejszych chłopaków w szkole, uważany wszystkich za niepoprawnego playboya, którego żywiołem były imprezy i nocny tryb życia. Zdecydowanie nie spodziewał się go tutaj. Tym bardziej, że chłopak był członkiem zespołu, któremu przewodził JR.
— Ogarnij się trochę. Nie przyszedłem cię zabić, a byś o mało się nie zalał tym wrzątkiem i by na mnie było — Baekho mruknął z wyrzutem i rozsiadł się jak pan na włościach na tym małym, okrągłym krzesełku przy jego łóżku. Założył nogę na nogę, a ręce na piersi.
Seol podziwiał zawsze to, jak cały zespół się ubierał. Sam nie odważyłby się na taki image, ale podobało mu się to. I jak zwykle podziwiał JR, tak teraz też zapatrzył się głupio na Baekho, w tej luźnej, białej podkoszulce z wielkimi, czarnymi literami, w czarnej, skórzanej kurtce z ćwiekami i z rękawiczkami bez palców wzbogaconymi w białe wzorki w kształcie kości.
— Poważnie…? Nawet nie zapytasz, co tu robię, tylko się tak gapić będziesz? — gość w końcu nie wytrzymał tej obserwacji, a Seol spłoszył się.
— Co tu robisz…? — zapytał z zaskoczeniem, ale i obawą. Czy JR go tu nasłał? A może chciał go nastraszyć, żeby nikomu nie mówił, kto jest sprawcą tego wydarzenia?
Baekho zmrużył oczy, jakby jeszcze chwilę go analizował, ale w końcu wstał i sięgnął do kieszeni w spodniach na tyłku. Wyciągnął stamtąd zwiniętą na cztery kartkę, rzucił ją na kolana Seola i znów usiadł.
— Ty to napisałeś?
Młodszy chłopak zerknął na papier i nie zrozumiał w pierwszej kolejności. Podniósł stoliczek z jedzeniem i ostrożnie odstawił go na szafkę obok łóżka, a następnie wziął kartkę i rozłożył ją.
Na środku na samej górze napisane było „Drapieżny ptak”, a poniżej widniał cały tekst piosenki, którą napisał wczoraj przy oknie tej sali, gdy już ciemniało, a jemu przypominała się twarz JR. Zarumienił się i szybko złożył kartkę z powrotem.
— Tak, ja… — wydusił.
Na twarzy jego gościa pojawił się wyraz niedowierzania. Obserwował pacjenta, jego obitą twarz, która teraz, pozbawiona opatrunku na oku, wyglądała naprawdę tragicznie. Patrzył na jego niepewne spojrzenie, na delikatne dłonie i wycofaną postawę… i dochodził do wniosku, że faktycznie artyści musieli po prostu mieć coś z głową. Nie tacy artyści jak on sam, oczywiście, bo uważał się za całkiem normalnego, a nawet zajebistego kolesia, ale takich jak Seol chyba nie brakowało.
— To mamy duży problem — rzucił w końcu.
— Hm? — Seol popatrzył na niego bez zrozumienia.
— JR by mnie zabił, jakby wiedział, że ci to mówię, ale… Twój tekst jest najlepszy. Problemem jest tylko to, że JR nie chce go użyć.
Ciemne oczy Seola zrobiły się wielkie jak spodki, a on sam siedział jak zamrożony, bo jego percepcja zatrzymała się na słowie „najlepszy”. Naprawdę? Jego tekst spośród wszystkich nadesłanych na konkurs był najlepszy?
Baekho skrzywił się, znów nie widząc odzewu.
— Ja pierdolę, jak z tobą ludzie w ogóle rozmawiają? Ty coś czaisz z tego, co ja do ciebie mówię, czy tak się gapisz pusto po prostu?
— Rozumiem przecież… — Seol odpowiedział ze słabym wyrzutem. Potarł kostki palcami drugiej dłoni. — Mój tekst jest najlepszy.
— Tak. Jest. Ale JR nie chce go użyć i tłumaczy to wszystko tym, że nie ma zamiaru użyć w konkursie tekstu geja. A w ogóle to ty serio jesteś gejem, czy to tylko jakaś ściema szkolna?
Jeśli było to możliwe, na policzkach Seola wykwitły jeszcze mocniejsze rumieńce zawstydzenia. Dobrze wiedział, jakie plotki krążyły po szkole. Dobrze wiedział też z jakiego powodu. I to nie była tylko kwestia tamtego wiersza, a i innych sytuacji. Gdy na początku miał jeszcze z namiastkę pewności siebie, jeden z chłopaków podczas przerwy i oglądania dziewczyn wychodzących z sali gimnastycznej w krótkich spodenkach, zapytał go, która mu się podoba. On odpowiedział, że żadna, bo woli oglądać chłopaków. Chciał być sobą. Nie chciał się znowu ukrywać. Miał swoją tożsamość i uważał, że jest godny, aby ją godnie pokazywać. Okazało się, że to jednak nie było opłacalne. Plotka połączyła się z plotką o wierszu, obiegła całą szkołę i ludzie zamiast akceptować jego upodobania, zaczęli go częściej wyśmiewać, szczególnie przez męską część szkoły.
— Jestem gejem — odpowiedział szeptem, nie patrząc na rozmówcę. Obawiał się go dlatego, że ten był kumplem JR. Zresztą, sam fakt, że był popularny w szkole, sprawiał, że był niebezpieczny. Seol już się nauczył, że ci, którym się lepiej powodzi, z łatwością gardzą tymi gorszymi.
Baekho zagwizdał i westchnął głęboko.
— No to mamy problem. JR nie użyje twojego tekstu, no nie ma bata.
— Trudno…
— Trudno…? — starszy chłopak powtórzył ze zdziwieniem. — Nie wysłałeś tego tekstu po to, żebyśmy go użyli do piosenki?
— Nie wiem, czemu go wysłałem… Po prostu napisałem i… miałem akurat Wi-Fi w komórce — Seol wytłumaczył się głupio, ale naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego to zrobił. Po prostu miał przypływ nagłej weny, która współgrała z jego aktualnymi emocjami. Może chciał coś przez to przekazać JR? Nie obchodziło go, czy użyją tego tekstu, czy nie. Chciał, żeby lider go przeczytał. Zrobił chyba jednak błąd, podpisując się pod tym imieniem i nazwiskiem.
Nie przekonał swoim wytłumaczeniem rozmówcy, a do tego ten wyglądał na mocno zafrasowanego. Naprawdę uważał ten tekst za genialny i gdyby to od niego zależało, wykorzystałby go momentalnie. Sam JR przyznał po cichu, że miałby do tego melodię, ale… uparł się potwornie, że nie użyje tekstu tego chłopaka. W sumie Baekho nawet nie rozumiał, dlaczego tak bardzo uwziął się na tego dzieciaka. Teraz jednak kolidowało to z ich interesami, bo wciąż nie mieli pomysłu na tekst, wszystkie inne nadesłane twory nadawały się do śmietnika, a ten jeden wybijał się spośród nich jak perła na stercie zwyczajnych kamieni.
— No dobra… Napisałeś to od czapy. Mógłbyś więc napisać coś jeszcze raz…?
— Co? Czemu pytasz…? — Seol nie rozumiał.
— Bo… Powiedzmy, jakbyś napisał coś na podobnym poziomie… i wysłał jako anonim, żeby JR nie wiedział, kto jest autorem… zgodziłbyś się na użycie tego tekstu?
Seol zamrugał powiekami, chwilę patrząc głupio na rozmówcę, aż ten ponownie zaczął się irytować.
— Nie… Nawet jakbym potrafił, to bym tego nie zrobił — Seol w końcu zabrał głos i to pewniej niż dotychczas. Skoro już otwarcie przyznał się do tego, że jest gejem, to nie chciał ukrywać się z innych powodów. Miał dość bycia gorszym, ale nawet jeśli miał być piętnowany za to, kim jest, to wolał pozostać sobą, niż być lubianym i udawać kogoś innego. — Nie, możecie użyć „Drapieżnego ptaka”. Nie napiszę już nic innego. Taka jest moja decyzja.
Baekho zaklął pod nosem i zabrał mu kartkę z tekstem. Wcisnął ją z powrotem do kieszeni spodni, z drugiej za to wyciągnął inny dokument, a wraz z nim długopis.
— Niech ci będzie. To podpisz mi tę zgodę na użycie twojego tekstu. My z chłopakami spróbujemy przekonać JR, żeby go wziąć — burknął w końcu wrogo i podstawił mu pod nos papierek.
Seol szybko przebiegł po nim spojrzeniem i podpisał. Nie spodziewał się, że do tego dojdzie, ale… teraz nagle poczuł się podekscytowany tym, że JR mógłby zaśpiewać jego piosenkę. Że użyłby tego swojego wspaniałego głosu, żeby wypowiedzieć jego kwestie, jego słowa, jego myśli. Już teraz wydawało mu się to czymś nieziemsko prywatnym. Naprawdę mocno trzymał kciuki za to, żeby koledzy z zespołu tego cholernego brutala przekonali go do przyjęcia jego tekstu.
Oddał kartkę i długopis swojemu gościowi, a ten schował ją i podniósł się. Już miał wyjść, ale jeszcze zapytał:
— Co ci się właściwie stało?
Seol spuścił wzrok na kolana ukryte pod białą pościelą.
— Nic. Wypadek.
Baekho wykrzywił usta, zmierzył go wzrokiem i już tylko machnąwszy mu ręką, opuścił salę szpitalną.

Rozdział 3 — Czy to zemsta?

W poniedziałek JR postanowił już pójść do szkoły. Nie tylko dlatego, że rodzice już go do tego zmusili, ale też z racji ważnych zajęć, głupich testów i ogólnie obowiązków, które nazbierały mu się przez te kilka dni nieobecności.
Wysiadł z autobusu i podążył w stronę szkoły, absolutnie się nie spiesząc. Zresztą, sprawdzał po drodze na komórce skrzynkę odbiorczą ich zespołu z nadzieją, że ktoś przysłał nowy tekst na konkurs, który przebije swoją genialnością wytwór Seola. Niestety skrzynka nie powitała go niczym zaskakującym. A termin nadsyłania prac kończył się pojutrze.
Z kolejną porcją negatywnych emocji dotarł do szkoły i już przy wejściu do szatni zaatakowała go dobrze mu znana fanka, która swoją drogą prowadziła fanowski blog na temat ich zespołu. Co jakiś czas wrzucała tam zdjęcia, które z ukrycia robiła im w szkole. Z reguły się o to nie burzyli, bo fotografie były dobre i nie przedstawiały wstydliwych czy ubliżających sytuacji. Przypominali jej jednak przy okazji, że w sumie powinna pytać ich o zgodę na publikację.
— Cześć, JR — przywitała się z nim słodkim głosem, uśmiechając się umalowanymi błyszczykiem ustami. Włosy miała zafarbowane na blond, długą, prostą grzywkę i z reguły nosiła dwa, wysokie kucyki. — Jak tam idzie konkurs? Ile macie już zgłoszeń?
JR nie miał ochoty się jej spowiadać. Z drugiej strony wiedział, że mogła stanowić zagrożenie, więc nie powinien doprowadzić do wrogich stosunków. Mogła ich przecież koszmarnie obsmarować na swoim blogu i przysporzyć im nie lada problemów. Wiedział, do czego są zdolne zdradzone psychofanki. Sporo się o tym słyszało w mediach.
— Liczba jest tajna na razie, ale dużo. Zainteresowanie jest ogromne, więc mamy z czego wybierać — skłamał, wymijając ją i podchodząc do swojej metalowej szafki. Ludzi było coraz więcej, przez co było potwornie głośno. I jakoś dzisiaj wyjątkowo mu to działało na nerwy.
— Macie już swoich faworytów? — dopytywała dziewczyna, w sieci znana jako Pajęczyca.
JR skrzywił się, otwierając szafkę i zastanowił się, jak jej odpowiedzieć. I naraz jego wzrok padł na chłopaka, który właśnie wszedł do korytarza z szatniami. A JR zastygł, zapatrując się na niego. Dopiero teraz faktycznie widział, co mu zrobił. Połowa twarzy Seola była posiniaczona, a nad jednym okiem widać jeszcze było ślad opuchlizny, choć chłopak starał się to zasłaniać grzywką. Szczęka też miała nieładne kolory, a po samym sposobie poruszania się nastolatka było widać, że sprawia mu to ból.
— Nie mamy — niespodziewanie JR warknął bardziej agresywnie, niż zamierzał i trzasnął szafką.
Kilka osób na korytarzu obejrzało się niego z zaskoczeniem. W tym Seol, ale ten szybko odwrócił wzrok i schował twarz za szafką. Jakby się… bał starszego chłopaka. A to wywołało w JR jeszcze większą złość. Nie był jednak pewien, czy na Seola, czy na samego siebie.
— Wszystko w porządku, JR…? — Pajęczyca zapytała z wahaniem.
— Tak… — mruknął chłopak, pocierając nasadę nosa. Po tym wymusił na twarzy uśmiech i spróbował załagodzić sytuację. — Sorry. Byłem kilka dni chory i chyba nie doszedłem do siebie. Pogadamy innym razem. Może po zakończeniu konkursu?
— Jasne, super! — dziewczyna automatycznie odpowiedziała uśmiechem, bo jak można było inaczej, kiedy ten przystojny, popularny chłopak tak na nią patrzył? — Złapię was jakoś po ogłoszeniu wyników.
— Spoko. Dzięki.
JR nie zagłębiał się w dłuższą dyskusję i już z książkami, których potrzebował, podążył na zajęcia. Nie chciało mu się skupiać na nauce, a tym bardziej myśleć, co ma zrobić, jeśli nie pojawi się już żaden inny dobry tekst. Ale, jak się okazało na długiej przerwie, kiedy w zwyczaju miał spotykanie się z chłopakami z zespołu w salce muzycznej, oni już mieli plan.
W salce była już cała trójka, która żywo nad czymś dyskutowała. Trudno było nie podejrzewać poruszenia i powagi tematu, gdy po wejściu JR do środka, ci nagle zamilkli. Siedzieli blisko siebie na krzesłach ustawionych w półkolu na środku salki. Nie było w niej dużo miejsca. Dużą część zajmowały instrumenty. Kiedy więc mieli do przećwiczenia jakiś układ taneczny, korzystali z sali gimnastycznej.
— No jesteś! — odezwał się Aron, poderwał się z krzesła i rozkłożył ręce. — Mamy sprawę i sorry, ale już jesteś przegłosowany.
— Hola, już zaczynasz z buta! To chujowa taktyka, siadaj, kurwa! — Baekho szarpnął go za rękę i posadził z powrotem na krześle.
JR tylko zmierzył ich wzrokiem i podszedł lekceważącym krokiem z rękami w kieszeniach czarnych, pomarszczonych u dołu spodni, które wsunął w nie do końca zawiązane trampki nad kostkę.
— Jaka niby sprawa?
— Konkursu — wyjaśnił Ren, który ze znużeniem obserwował pozostałych chłopaków. — Wybraliśmy zwycięzcę.
— Och tak? Kogo takiego? — JR udawał, że nie ma zielonego pojęcia, mimo że tak naprawdę już wiedział, co usłyszy.
— Seola. Sorry, JR, ale dla nas już nie ma znaczenia, czy liże kutasy, czy piczki. To jest zajebisty tekst, lepszego nie ma… Kalkulacja jest prosta — wyjaśnił Baekho.
JR zaklął pod nosem i już miał się odezwać, kiedy niespodziewanie do sali wszedł ich temat rozmowy. Gdy zobaczył JR, zawahał się, ale po tym jak inni członkowie zespołu skinęli mu głową, żeby się nie krępował, wszedł głębiej.
— Co on tu robi…? — warknął lider, nie patrząc na Seola, bo ten był dla niego jak chodzący wyrzut sumienia.
— Przyszedłem na prośbę twoich kolegów, ale nie wiem, czemu ci to mówię, skoro nie zapytałeś mnie, mimo że stoję obok — usłyszał niespodziewanie hardą odpowiedź młodszego dzieciaka.
Był zaskoczony, bo Seol nigdy mu się nie stawiał, nie odpowiadał na jego zaczepki i ogólnie był wycofany. Przez to oczywiście był idealną ofiarą, a JR zakładał, że po tym, co mu ostatnio zrobił, będzie jeszcze bardziej unikał jego obecności.
— Chcieliśmy pogadać jak ludzie i się… skonfrontować — odezwał się Baekho, wstając i podchodząc do pianina stojącego przy ścianie. Na nim leżała kartka, którą w szpitalu Seol podpisał. — Mamy wszystko, czego potrzeba do zrobienia dobrego kawałka. Genialny tekst, pozwolenie i nasz talent do zrobienia z tego tekstu czegoś naprawdę zajebistego. Jedyne, co nam przeszkadza, to twój opór, JR.
— Chciałbym zauważyć, że ja tu jestem liderem i przez to też mam jakąś moc decyzyjną! — warknął JR, który czuł się oszukany przez własnych kumpli. Przyprowadzili tu tego przeklętego dzieciaka, który chodził mu po głowie jak pieprzona pluskwa, od którego nie mógł uwolnić myśli i którego oblicze cały czas miał przed oczami, po czym postawili go przed faktem dokonanym.
— Więc decyduj! — zawołał Aron, znów podnosząc się z krzesła. — Na razie tylko my szukamy rozwiązań i analizujemy te wszystkie nadesłane teksty, a ty siedzisz w domu, nie kontaktujesz się z nami, a jedyną słuszną decyzję próbujesz zignorować. Co jest dla ciebie bardziej ważne? Dobro zespołu, czy to, że autorem tekstu jest jakiś tam gej? I tak nikogo to nie będzie obchodzić!
Z początku JR miał ochotę po prostu coś odwarknąć. Spojrzał jednak uważniej na miny każdego z członków zespołu. Na poruszonego Arona, który całym sobą starał się mu przekazać, żeby spróbował ich wysłuchać. Na zirytowanego Baekho, który tylko siedział i czekał, zapewne z przekonaniem, że znów ta przemowa nic nie da. Na Rena, który po cichu trzymał kciuki, żeby doszli do porozumienia. Na Seola nie chciał patrzeć. Ale postawa kumpli poruszyła nim i zdał sobie sprawę, że jednak tym razem to on się tu myli. Bo jakie mieli inne wyjście? Żaden tekst z nadesłanych nie był nawet w połowie tak dobry jak tekst Seola. A przecież chcieli wygrać ten cholerny konkurs.
— Dobra… — mruknął w końcu. — Niech wam będzie. Bierzemy tego pieprzonego „Drapieżnego ptaka”.
— Na… naprawdę? — wydusił Seol, który nawet cienia szansy nie dawał temu, że JR faktycznie się zgodzi.
— Naprawdę. We środę ogłosimy wyniki — odmruknął starszy chłopak i nie mając zamiaru dłużej tu być i patrzeć na te spojrzenia, zawrócił i wyszedł z sali.
Pozostawił za sobą szok, ale i zadowolenie. Wielki ciężar spadł z serc członków zespołu, bo wszyscy dotąd obawiali się, co zrobią, gdy wybije dzień zakończenia konkursu. Jakiś tekst musieli wybrać, a żaden z tych, które dotychczas się pojawiły, nie zagwarantowałby im sukcesu. Żaden poza tekstem autorstwa tego niepozornego chłopaka, który właśnie obejrzał się za JR z maleńkim, rozgrzewającym promyczkiem w sercu.

***

Członkowie szkolnego zespołu muzycznego byli nie tylko najpopularniejszą grupą w szkole, nie tylko mieli największe powodzenie u dziewczyn, ale też nauczyciele darzyli ich większą sympatią. Nie wszyscy, bo zdarzały się wyjątki, które nie widziały tylko ich talentów, ale też mnóstwo wad, takich jak nieprzykładanie się Arona do nauki, brutalność JR wobec młodszych uczniów czy sprośne poczucie humoru u Baekho. Na szczęście zespołu jednak dyrektor bardzo ich lubił i z okazji ogłoszenia wyników konkursu na tekst piosenki zapewnił im dostęp do sali gimnastycznej. Uznał, że jedną godzinę lekcyjną może poświęcić, a JR obiecał, że wykonają dodatkowo występ, który w zeszłym roku zapewnił im drugie miejsce w konkursie międzyszkolnym.
Dlatego teraz, gdy wybiła jedenasta dziesięć, uczniowie wypadli z sal i zamiast ulokować się na korytarzach, by przeczekać czas przerwy do kolejnych lekcji, ruszyli masowo do sali gimnastycznej na parterze szkoły.
— Nie no, nie wierzę ci, że nic nie wiesz. Ty zawsze coś wiesz! — Nari, która szła u boku Pajęczycy, męczyła ją już od samego ranka i nie dała się przekonać, że ta nie ma żadnych tajnych informacji o tym, kto może być zwycięzcą konkursu. A Nari już dłuższy czas kochała się w Baekho… choć niemal każda uczennica tej szkoły miała słabość do któregoś z członków zespołu. Śledziła więc bloga przyjaciółki z wielkim zaangażowaniem i zawsze komentowała wpisy w odniesieniu do kolejnych cudownych zdjęć swojego idola. A teraz chciała wiedzieć, czy jej ulubieniec może zaśpiewa jej piosenkę. Bo oczywiście sama też wysłała tekst na konkurs.
Pajęczyca uniosła wzrok wymownie w stronę sufitu i skręciła za sklepikiem szkolnym w tym masowym pochodzie uczniów na salę. Dmuchnęła w swoją blond grzywkę i wymusiła uśmiech na twarzy. Była już zmęczona tym wypytywaniem.
— Nie, nie wiem nic, Nari no, naprawdę, jak Internet kocham! Opanuj się. To wszystko jest ściśle tajne. A ja ci mówiłam, że ostatnio JR był jakiś dziwny, to średnio się z nimi współpracowało.
— Mam nadzieję, że nie mają jakichś konfliktów w zespole — Nari trajkotała dalej.
Pajęczyca w duchu uważała, że gdyby tak potrafiła się zachować w obecności Baekho, a nie milkła ze wstydu, to ten mógłby może nawet zaprosić ją na kawę. Była słodka i naprawdę śliczna. Tylko nie zdawała sobie z tego sprawy.
— To niestety jest jedna z opcji… — Pajęczyca przyznała jej rację, bo obserwowała ostatnio, że żaden z chłopaków jakoś chętnie z liderem nie rozmawia. Jakby każdy miał wielki problem do rozgryzienia, a przecież konkurs nie mógł być aż taką bolączką, żeby nie mogli się ze sobą porozumieć.
Koleżanki nie mogły przez chwilę ze sobą rozmawiać, bo dotarły do wejścia na salę, a tutaj było zarówno strasznie tłoczno, jak i głośno. Chciały zająć dobre miejsca na poustawianych w rządkach krzesłach, więc zażarcie zawalczyły łokciami i kilka chwil później siedziały w czwartym rzędzie. Pajęczyca była uzbrojona w telefon, którym zamierzała fotografować chłopaków, a Nari rozglądała się z nadzieją, że już któryś członek zespołu jest w pobliżu.
A wszyscy byli za zasłoniętą kotarą. JR właśnie kończył zaczepiać sobie na nadgarstkach kolczaste pieszczochy. Reszta chłopaków była już gotowa. Popijali tylko wodę z butelek, żeby przypadkiem w trakcie występu nie zachrypnąć. Uznali go za dobry pomysł na rozruszanie się przed żywszymi przygotowaniami do konkursu. Ćwiczenie w salce samemu było jednym, ale występy przed publicznością czymś zupełnie innym i zgoła bardziej wymagającym.
— Mam nadzieję, że żadnej przemowy nie będzie — mruknął Aron z niesmakiem wymalowanym na twarzy, jakby już teraz spędzał drugą godzinę słuchania nudnego przemówienia dyrektora.
— Nie ma na to czasu za bardzo. Lekcje potem mają być kontynuowane — odpowiedział JR, który cały czas nasłuchiwał, by chwilę później przekonać się, że chyba do sali weszła już większość uczniów, bo robiło się cicho.
Ren dyskretnie wyjrzał za kotarę i niemo dał znać swoim kumplom, że dyrektor wychodzi na środek.
— Próba mikrofonu, próba mikrofonu! — rozległo się z głośników, po czym mężczyzna kontynuował, choć członkowie zespołu nie mogli go widzieć, cały czas ukryci na tym małym zapleczu. — Dzień dobry, kochani! Wszyscy zapewne wiecie, dlaczego się tu dziś zebraliśmy i dlaczego mieliście to szczęście opuszczenia jednej ze swoich dzisiejszych lekcji… Zbliża się kolejny coroczny muzyczny konkurs międzyszkolny, a za każdym razem, gdy część naszych uzdolnionych uczniów, czy to sportowców, czy to właśnie muzyków i wielu, wielu innych potrzebuje wsparcia, pokazujemy, że jesteśmy wspólnotą i…
— Mówiłeś coś o tym, że nie ma czasu? — Aron spojrzał z grymasem na swojego lidera, który mógł jedynie wzruszyć ramionami.
Przemówienie trwało, a że dyrektor był osobą, która lubiła sobie pogadać, mówił długo. W tym czasie chłopcy mocno się wynudzili, ale przy okazji upewnili się, czy żadna część garderoby nie spadnie im podczas występu. Lubili te muzyczne, szkolne przedstawienia. Mogli ubrać się inaczej niż w mundurki, które i tak na co dzień mocno przerabiali. Ale teraz, gdy mieli więcej skóry i nap, czuli się lepiej. Każdy z nich na swój sposób był urodzoną gwiazdą i wyróżnianie się było jedną z ich fundamentalnych potrzeb.
— …więc zanim przejdziemy do ogłoszenia wyników konkursu, przed wami występ!
Naraz rozległy się głośne oklaski, wiwaty i pokrzykiwania. JR skinął na kumpli, sugerując, żeby już się ustawili. Aron i Ren stanęli w rozkroku z tyłu, bardziej po bokach, a Baekho i JR z przodu, bliżej siebie. Przygotowali się do rozpoczęcia układu, a kurtyna zaczęła się powoli rozchodzić. I gdy już całkiem ich odsłoniła, uczniowie znów głośno zaklaskali, a z głośników popłynęły pierwsze nuty podkładu muzycznego do ich zeszłorocznego hitu.
Z tyłu, na widowni, na jednym z gorszych miejsc siedział Seol. Wciąż gdzieniegdzie poobijany, ale już czujący się lepiej. Teraz ze skrytym podziwem obserwował występ. Był pod wrażeniem tego, jak cała czwórka się ruszała. Ta synchronizacja w ich ruchach, to połączenie tańca z opowiadaną w nim historią… Nie miał pojęcia, ile czasu ci musieli ćwiczyć ten układ, ale wyglądał na perfekcyjnie zgrany. W momentach, kiedy muzyka nabierała pazura, członkowie zespołu ruszali się żywiej i wykonywali te swoje… tak, seksowne ruchy, prezentując wyniki wieloletnich treningów w tańcu.
Jednak nie tylko taniec i sama choreografia poruszały Seola, który złapał się po jakimś czasie na tym, że patrzy tylko na JR. Wsłuchał się w tekst piosenki, który był naprawdę dobry, a z tego, co się dowiedział, był to tekst napisany właśnie przez lidera zespołu. Dziwił się, że tym razem zrobili konkurs na tekst, skoro sami potrafili napisać coś tak dobrego. A ponadto Seol czuł się jakoś tak… oszukany, że chłopak, który umie w tak pięknych słowach zawrzeć część swojej wrażliwej duszy, jemu samemu pokazuje swoją brutalną stronę. Co mu takiego zrobił, że JR traktuje go jak kundla, a potrafi wykrzesać z siebie coś tak pięknego?
Seol posmutniał, choć cały występ wciąż poruszał nim do głębi i oglądało się go naprawdę fantastycznie. Niestety była to tylko kilkuminutowa rozrywka, ale na sam koniec Seol był pewien, że JR na niego spojrzał… i utrzymał to spojrzenie dłużej. Tak, jakby podczas ostatniego skłonu i zasłonięcia połowy twarzy dłonią w rękawiczce, wyłapał go wśród tego całego tłumu. Ba, jakby go szukał! Seol był pewien, że to tylko głupie wrażenie, ale zatrzymał je w sobie.
— Dziękujemy bardzo! — JR odezwał się do mikrofonu, gdy już się rozluźnili, a z widowni posypały się oklaski i gwizdy. — Dzięki. Bardzo nam miło. Dzięki — powtórzył, bo oklaski wciąż trwały i musiał poczekać, aż się trochę uspokoją.
Dzięki temu jego kumple z zespołu mogli stanąć z boku i odetchnąć po fizycznie wykańczającym występie. Uśmiechali się do widowni i machali jej, oddychając głęboko i głośno.
— Okej, okej, teraz już cichutko, bo chcielibyśmy ogłosić, kto wygrał! — JR zawołał ze śmiechem, a widownia wreszcie trochę się uspokoiła. Jedynie Pajęczyca namiętnie cykała fotki. — Super. Dzięki. Chciałem jeszcze podziękować naszemu drogiemu dyrektorowi, że pozwolił nam na ten mały występ i na oderwanie nas wszystkich od nauki. Raz na jakiś czas przyda się takie odmóżdżenie pomiędzy męczącymi zajęciami, nie?
— Tak! Tak, częściej coś takiego! — rozległo się z widowni, a członkowie zespołu zawtórowali śmiechem.
JR rzucił chytre spojrzenie na dyrektora, który siedział na jednym z pierwszych krzesełek. A potem znów zwrócił się do widowni, na której Seol coraz bardziej się zdumiewał, że ten potrafi być taki… ludzki.
— Jak wiecie, od kilku dni trwał konkurs na tekst piosenki, który wykorzystamy w konkursie międzyszkolnym. I konkurs ten wczoraj dobiegł końca. Zrobiliśmy z chłopakami naradę i wyłoniliśmy zwycięskie zgłoszenie. Było trudno, nie chłopaki? — Obejrzał się na kumpli.
Zdecydowanie było trudno. Wiedział to każdy z nich, tylko nie widownia. Trudno było zdecydować się na ten jeden tekst, kiedy cała reszta była kiepska, a ten najlepszy należał do kogoś, z kim w muzycznym zakresie JR nie chciał mieć absolutnie nic do czynienia.
— Ooooj było…! — zawołał Baekho.
— Ale mamy już ten ciężar z głowy. Chcieliśmy więc teraz ogłosić wyniki — podjął lider zespołu, który dotąd chodził po scenie, ale teraz zbliżył się do swoich kumpli. — To… może Ren, powiedz naszym widzom, kto dostanie ten mały zaszczyt bycia autorem kawałka, jakim podbijemy serca jury w konkursie?
Nie. Nie, chcę to usłyszeć z twoich ust, pomyślał Seol, czując nagły, wielki uraz do JR, że rozgrywa to właśnie w taki sposób. Czyżby wstydził się nawet wypowiedzenia jego imienia publicznie?
Ren uśmiechnął się słodko do widzów, dziś na potrzeby występu… a raczej własnego widzimisię umalowanymi błyszczykiem ustami.
— Uwaga, uwaga… Konkurs na tekst piosenki wygrywa… Seol Han!
Uczniowie na krzesłach ustawionych w długich rządkach popatrzyli po sobie w szoku. Nie wszyscy znali Seola, a na pewno nie z imienia, więc z początku w ogóle nie skojarzyli, kim on jest. Potem, gdy ten uniósł się i zachęcony gestem Rena ruszył na scenę, zaczęli go poznawać. Większość wiedziała, że to ten gej, nad którym każdy się znęca. Nikt nie spodziewał się, że ktoś taki dostąpi takiego zaszczytu. Z początku wzięli to za jakiś żart i nie zaczęli klaskać. Zrobili to dopiero, kiedy dyrektor pierwszy zaklaskał, a za nim pozostali członkowie zespołu.
Seol stanął przed członkami zespołu, nie unikając spojrzenia JR. Wręcz przeciwnie. To na niego patrzył, oczekując jakiegoś odzewu. Zasługiwał na to, do cholery. Napisał naprawdę genialny tekst, z którego sam był dumny jak paw. A JR po tym pobiciu był mu winny przeprosiny.
— Gratulacje! — zawołał Aron, by pobudzić publikę, która na szczęście to podchwyciła. — Seol, jesteś genialny! Zrobimy z twojej piosenki cudo, ale powiedz nam teraz… skąd wena?
Wyglądało na to, jakby JR zamierzał wypalić w ubraniu Arona dziurę spojrzeniem. Musiał domyślać się, co było inspiracją, a sam Seol… nie zamierzał opowiadać o swoim pobycie w szpitalu, o bólu, nie tylko fizycznym, który go tam trawił.
Przyjął od dyrektora mikrofon i uśmiechnął się słabo.
— Noc. Po prostu. Czasem klimat grantowego nieba, księżyca i cisza wokół sprawiają cuda — skłamał, ale widzowie to podchwycili. Co prawda część prychnęła z pogardą, ale niektórzy ponownie zaklaskali.
— Super. To musimy cię zamknąć w planetarium, karmić kroplówką i zapewniać papier i długopisy — zażartował Baekho. JR dalej się nie odzywał. — Dziękujemy ci bardzo za udział, tak samo jak re…
— A moja nagroda? — Seol niespodziewanie przerwał mu przemowę, po czym nastała kilkusekundowa cisza, nim Baekho się ocknął. Szybko przywołał na twarz uśmiech.
— Jasne! Pewnie, że była do przewidzenia nagroda. Udział naszej grupy w impre…
— Wybieram randkę — Seol znów powiedział stanowczo i spojrzał prosto na przystojną twarz stojącego teraz na uboczu lidera grupy, który jakby starał się w to wszystko nie angażować. — Randkę z JR.
I jeżeli przed chwilą panowało kilka sekund ciszy, tak teraz, po tym żądaniu, trwała niemalże minutę. Nawet nauczyciele się nie odezwali i… chyba nie wiedzieli jak to skomentować, bo zostawili sprawę całkowicie w rękach członków zespołu. Zaś po minach na widowni można było zaobserwować wiele różnych emocji. Część uczniów spaliła raka, część otworzyła usta ni to w szoku, ni to w oburzeniu, że Seol raczy coś takiego sugerować, jakby już dawno byli sami zaręczeni z JR. Inni się zaśmiali, a większość po prostu czekała na rozwój wydarzeń.
A JR? JR gapił się na Seola jak na kosmitę, nie mając kompletnie pomysłu, jak zareagować i wyjść z twarzą. I… i dlaczego on w ogóle tego zażądał? Chciał się na nim odgryźć? Zrobić sobie z niego jaja na forum? Przetestować go? To był cios poniżej pasa. Jak… jak zemsta po tamtym pobiciu. To musiało być to.
— Ciekawe życzenie wobec kogoś, kto jest zdecydowanie hetero. Na pewno nie chcesz spróbować z Renem? — zapytał niby luźno, niby żartobliwie.
Rozległo się kilka słabych śmiechów, Ren otworzył usta w oburzeniu, a Seol odpowiedział pewnym, naprawdę niecodziennie pewnym jak na siebie spojrzeniem.
— Jest słodki, ale nie. Chciałbym z tobą pójść na kolację i tańce.
JR miał wrażenie, że zaraz się zagotuje. Gdyby mógł, zawiesiłby za te łachy Seola na karniszu od kotary.
— Oookej. No to załatwione! — zawołał ze sztucznym uśmiechem, a Seol odpowiedział tym samym.
Wiwaty, gwizdy i nagłe, narastające rozmowy zapewniły lidera zespołu, że ma już dość tego dnia. Choć miał nadejść gorszy. Randka z Seolem. Miał wrażenie, że ten rok szkolny z niego kpi.

Rozdział 4 — Lemon

W szkole od kilku dni było głośno od plotek. Zastanawiano się nie tylko, dlaczego akurat Seola tekst został wybrany, ale też czy może pomiędzy nim a JR szykuje się romans. To drugie było absolutnie irytujące dla lidera zespołu, który czuł się jak opluty za każdym razem, gdy słyszał plotki, czy możliwe jest, że jest gejem. Jasne, nie miał dotąd żadnej dziewczyny na stałe, ale tylko dlatego, że nie chciał się wiązać. A teraz został wrzucony do jednego worka z tym przeklętym pedałem.
Chciał mieć to z głowy. Chciał, żeby wszyscy odwalili się od niego i żeby życie szkolne wróciło do dawnego porządku. A to mogło nastać tylko wtedy, gdy już odwali randkę z Seolem. Dlatego na jednej z przerw w piątek złapał go przy tablicy ogłoszeń na głównym korytarzu i odwrócił go do siebie szarpnięciem za ramię. I pierwsze co ujrzał na twarzy Seola, to panikę. Ten zrobił wielkie oczy i skulił się, przylepiając się równocześnie do ściany niczym wystraszone zwierzę. JR aż przez to zastygł i… zawstydził się. Przecież nie zamierzał go teraz sprać, ale najwyraźniej ostatni atak sprawił, że Seol nerwowo reagował na jego bliskość.
— Co się trzęsiesz? — mruknął JR, patrząc na niego z góry z politowaniem. — Gdzie jutro idziemy?
— Co…? — Seol zamrugał, nie nadążając. Był zbyt zaskoczony tym szarpnięciem, żeby zorientować się szybko, co starszy chłopak do niego mówi.
Kilka osób zerknęło na nich, a JR wywrócił oczami.
— Randka. Jutro idziemy na randkę. Masz sobie znaleźć czas.
Pełne usta Seola rozchyliły się, a spomiędzy nich wydobyło się ciche „ach”. JR aż się tam zapatrzył, choć prawie że bez udziału mózgu.
— Znajdę… O… o której? — zapytał chłopak z łomoczącym przez emocje sercem. Nie potrafił oderwać wzroku od rozmówcy, a w żołądku zbierało mu się coś bardzo, bardzo przyjemnego.
— Szósta wieczór? Gdzie chcesz iść? — JR powtórzył wcześniejsze pytanie. Nie miał zamiaru wykazywać za dużej inicjatywy, żeby nikt przypadkiem ni uznał, iż bardzo chce wybrać się z Seolem na ten „szczególny wieczór”, jak cholerna Pajęczyca opisała na swoim blogu. Jego taktyką była poza ignorancji.
— Może pójdziemy do Lemon? — Seol zasugerował szybko, mając już wcześniej tak pomysł, który trzymał na wypadek właśnie takiej sytuacji, kiedy to jemu JR zostawia wybór miejsca. — To jest…
— Wiem, gdzie to jest — urwał starszy nastolatek.
Lemon było bardzo specyficznym miejscem usytuowanym na tyłach galerii handlowej w samym centrum miasta. Z samą galerią nie było połączone i funkcjonowało dwadzieścia cztery godziny na dobę. Podzielone było trzy sektory: restauracyjny, taneczny z barem oraz salon gier. Można było tam naprawdę spędzić cały dzień, nie nudząc się. Było to popularne miejsce i dla młodszych, i dla starszych.
— To czekaj jutro przed wejściem o szóstej — JR poinstruował go, w duchu będąc pod wrażeniem, że chłopak wybrał właśnie to miejsce. Obawiał się w pierwszej kolejności kina, w którym siedzieliby sztywni jak tyczki, skupiając się zamiast na filmie, to na tym, że siedzą obok siebie i nie wiedzą, co właściwie zrobić, czy nie oddychają za głośno i jak mają się do siebie odezwać po seansie.
— Mhm… Do zobaczenia — odpowiedział Seol, starając się nadać swojemu głosowi pewny ton, ale było trudno. Był podekscytowany.
Jedyne, co go bolało, to tak zimne podejście JR, który teraz nawet nie skinął mu głową, nie obdarzył go żadnym pozytywnym gestem, a zwyczajnie zawrócił i odszedł. Seol bał się tej randki, ale też nie mógł się je doczekać. Już pogodził się z własnymi chorymi myślami, że ten przystojny nastolatek, mimo tego, jakim potrafił być bydlakiem… potwornie mu się podoba.

***

Seol o mało się nie spóźnił przez to, że nie wiedział, co na siebie założyć. Nawet jeśli JR podchodził do całej randki z ignorancją, to Seol chciał ładnie wyglądać. Przebierał się więc chyba dwanaście razy, nie mogąc się zdecydować nawet na jakąś konkretną kolorystykę. Wiedział, że JR pewnie przyjdzie w czerni, więc myślał, jak by do niego pasował. Czy powinien kontrastować, czy może jednak ubrać się podobnie? Na pewno nie mógł założyć nic zniewieściałego, bo JR pewnie nawet nie wszedłby z nim do Lemon.
Ostatecznie zdecydował się na ciemnoszare jeansy, cienki, pleciony pasek, zwyczajne trampki, a na górę luźniejszy t-shirt w czarno-białe paski i grafitową, zapinaną na guziki kurtkę z lekkiego materiału. Nie liczył na to, że będzie się podobał swojej randce. Chciał jednak, żeby JR całkowicie go nie skreślił.
Cały czas patrzył na godzinę na komórce, gdy jechał autobusem. Jeszcze dziesięć minut i powinien być na miejscu, a przecież przed nim dwa przystanki. Niecierpliwił się, bo wiedział, że JR wykorzysta każdą wymówkę, żeby przerwać randkę i nie będzie na niego czekał nawet dwóch minut.
Z autobusu dosłownie wyskoczył. Później mentalnie zabijał czerwone światło, które go powstrzymało, a potem przebiegł chodnikiem aż pod przeszklone wejście do Lemon. Nad nim widniał żółto-biały neon wzbogacony w wielką, przebitą strzałą cytrynę. Było już ciemnawo, ale ludzi całkiem sporo w tych rejonach — czy to wybierających się na zakupy do galerii, czy szukających rozrywki na ten wieczór właśnie w tym miejscu. A wśród tych wszystkich ludzi był JR.
Stał przy latarni, oparty o nią plecami i bawił się telefonem. Do niego zresztą dołączone były słuchawki, które chłopak miał w uszach. W oczach Seola wyglądał… seksownie. Ta jego męsko zarysowana szczęka, te wąskie, jakby wiecznie znudzone oczy, a teraz jeszcze apetycznie widoczne obojczyki, bo ubrany był tylko w poszarpany, czarny t-shirt i skórzaną kurtkę, zaś na nogach miał czarne, wąskie spodnie wciśnięte w masywne, wysokie trampki. Oczywiście tu i tam miał kolczyki i inną biżuterię.
Dopiero po kilkunastu długich sekundach lustracji Seol odważył się do niego podejść. Przywołał na twarz lekki uśmiech i powiedział głośno, by być słyszanym mimo muzyki, której słuchał JR:
— Cześć!
Nastolatek podniósł głowę i zlustrował swoją niechcianą randkę. Wyciągnął słuchawki z uszu i wraz z telefonem schował je do kieszeni kurtki.
— No? To jaki plan? — zapytał mało zachęcającym tonem.
Seol jednak był przygotowany na brak entuzjazmu, więc wmawiał sobie, żeby się tym nie przejmować. Skinął na wejście do Lemon.
— Zjemy coś?
— Taa… umieram z głodu — odmruknął JR i pierwszy ruszył do drzwi.
Seol za to uśmiechnął się pod nosem i poszedł za nim jak wierny szczeniak. Trochę bolało go wciąż to, że na twarzy miał jeszcze ślady sińców, ale na szczęście opuchlizna mu zeszła.
Wnętrze było bardzo zachęcające. W części tanecznej, którą mieli po swojej lewej stronie, przeważały ciemne kolory, choć nie było tam mrocznie. Bar był bardzo długi i wzbogacony w kolorowe kieliszki wiszące wzdłuż całej jego długości. Przed nim oczywiście stały liczne krzesełka barowe, a klientów obsługiwały dwie dziewczyny ubrane w czarne uniformy z logiem cytryny na piersi. Wielki napis głosił, że nie sprzedaje się tu alkoholu osobom niepełnoletnim. Muzyka była bardzo przystępna do tańca, co od razu zauważył JR. Zresztą, miał nadzieję trochę potańczyć, ale na pewno nie z Seolem. Było jednak na parterze sporo osób, więc liczył, że jakoś wpasuje się w tłum.
Po drugiej stronie, naprzeciwko drzwi wejściowych, znajdowało się zejście do piwnicy, w której można było zabawić się na grach wideo, pograć w bilard czy kręgle. Oni jednak zmierzyli do sektora mieszczącego się po prawej stronie od wejścia, za kolejnymi szklanymi drzwiami, gdzie mieściła się restauracja. Z początku JR się denerwował, że będą tu pustki i nieliczni goście cały wieczór będą ich obserwować. Okazało się jednak, że jego obawy są bezpodstawne, bo większość stolików była już zajęta, i to nie tylko przez pary. Było kilka grupek młodych przyjaciół, rodziny z dziećmi, a nawet ze dwie samotne osoby, które przy ciastku i kawie korzystały z laptopów.
— Może tam? — Seol wskazał wolny stolik przy ściance zrobionej z czarnej kratki, która dawała prywatność. Za nią dodatkowo stały długie, wąskie donice z roślinami o wysokich, żywo zielonych liściach. Stolik był nieduży, przy nim stały dwa krzesła, a nad nim wisiała lampa z różowym, zawijastym kloszem.
JR było obojętne, gdzie usiądą, więc tylko przytaknął i podążył za młodszym chłopakiem do stolika. Usiedli naprzeciwko siebie. Seol rzucił krótkie spojrzenie na swojego dzisiejszego towarzysza i sięgnął po menu.
— Co lubisz? — odważył się spytać i jakoś nawiązać rozmowę.
Nastolatek zerknął na niego ponad swoją kartą i zaraz wrócił spojrzeniem na dania.
— Bulgogi. I widzę, że jest, to chyba wezmę.
— Tak? Lubisz dużo mięsa? Ja bym zjadł pastę doenjang… ale nie wiem…
— Zjedz coś normalnego. Mięso, ryż, więcej witamin… Ty nigdy siły nie masz.
Seol zacisnął wargi i spochmurniał. Miał siłę. Po prostu paraliżowało go, gdy tylko doznawał ataków ze strony JR i innych uczniów, którzy się nad nim znęcali. To bardziej siedziało w psychice.
— To może bibimbap…
— No. Już lepiej — prychnął JR i bezczelnie machnął ręką na kelnera.
Złożyli zamówienie, a zanim im je przyniesiono, dostali dzbanek z herbatą i dwa kubeczki. I nastała krępująca cisza. Nie dało się tego uniknąć, gdy jeden z chłopaków był zbyt nieśmiały, by rzucić jakimś zajmującym tematem, a drugi w ogóle nie chciał tu siedzieć. Seol więc panicznie w głowie myślał, co może powiedzieć, ale zaskoczył go JR, który pierwszy się odezwał.
— To czemu się przepisałeś do naszej szkoły? Tam za bardzo dawali ci wciry?
Seol może nie był zadowolony z formy pytania i samego tematu, ale wyprostował się na krześle i odpowiedział ze słabym uśmiechem:
— Nie, rodzice się przeprowadzili. Nie miałem wyboru. Ale dobrze, że to zrobili… Tata ma tu lepszą pracę, mamy trochę większy dom i może w końcu zgodzą się na psa…
— O. Ja mam psa — odparł JR z nikłym entuzjazmem. Kontynuował jednak tę rozmowę, bo uznał, że ten wieczór będzie jeszcze większą męką, jeśli przesiedzą go w milczeniu. Nie zamierzał jednak okazywać żadnych sympatycznych odruchów, żeby Seol wiedział, że to tylko jeden taki dzień, a gdy wrócą do szkoły, wszystko będzie po staremu.
— Masz? Naprawdę? Jakiego? — chłopak ożywił się i wpatrzył w niego z podekscytowaniem, aż JR zagapił się na niego głupio. Był zaskoczony tymi szczerymi i impulsywnymi reakcjami.
— Eee… kundelka, ale takiego większego. Przewaliłby cię na dywan, jakby na ciebie wskoczył.
Seol zaśmiał się, mrużąc oczy i w przyjemny dla oka sposób zakrzywiając kąciki ust. Przez ten uśmiech jego policzki jakby mocniej się uwypuklały, nadając jego twarzy wręcz uroczego charakteru.
— Ej, aż taki słaby nie jestem.
— Nie…? — rzucił JR z powątpiewanie. — Ale nieważne, czy jesteś słaby, czy nie. On po prostu jest wielkim potworem.
— Tak? Ciebie też tak przewala? — Seol spróbował sobie wyobrazić tę sytuację.
JR prychnął i w wyrazie wykpienia się z przyznania się do zostania położonym na łopatki przez psa pokazał mu środkowy palec. To tylko mocniej rozbawiło drugiego chłopaka. Uśmiechał się dalej, kiedy już przyniesiono im dania. Przed starszym chłopakiem położony został podłużny talerz pełen wołowiny, pod którą widać było ryż, zaś Seol dostał okrągłą miskę z ryżem, równo pokrojonymi warzywami i jajkiem sadzonym na górze.
— Ale z psem trzeba wychodzić na spacery — rzucił JR, gdy zabrali się za jedzenie. — Czasu na to, kurwa, nie ma.
— No… Ty pewnie masz dużo zajęć, bo poza szkołą jeszcze… dużo z chłopakami ćwiczycie, nie? — Seol szybko wszedł na temat zespołu, wierząc, że ten mocno dominuje w głowie JR, przez co może rozmowa się rozkręci.
— Żeby dobrze tańczyć i śpiewać, trzeba cholernie dużo czasu ćwiczyć. To nie jest tylko zabawa. Myślimy o tym poważnie, a w zeszłym roku nie udało nam się wygrać. Konkurencja jest cholernie dobra.
— I ile razy w tygodniu trenujecie?
— Trzy w szkole i czasem weekendy w domu. Ale co to za wywiad? Starasz się o rolę rekwizytu w naszym występie? — prychnął JR, patrząc na niego pogardliwie.
Seol jednak tym razem się nie dał. Uśmiechnął się zadziornie i odparł:
— Nie, chyba wystarczy mi to, że będziesz musiał śpiewać to, co napisałem.
I JR od razu obdarzył go spojrzeniem pod tytułem „uważaj sobie”, po czym zapchał policzki swoją sycącą potrawą. Jego dzisiejszy towarzysz z kolei spuścił wzrok na własne danie, wciąż z uśmiechem i dumą z siebie samego.
— W ogóle… to była ściema, nie? — usłyszał niespodziewane pytanie.
Popatrzył na JR bez zrozumienia. Ten zirytował się, że musi tłumaczyć, ale kontynuował:
— Ta odpowiedź na pytanie Arona. To o wenę.
Seol poczuł, że zasycha mu w ustach, a gardło lekko się ściska. Tak, to była ściema i JR najwyraźniej to zauważył. Nie potrafił odpowiedzieć od razu. Tak po prostu spojrzeć mu w oczy, przypomnieć sobie, co czuł, gdy pisał tę piosenkę i powiedzieć to na głos.
Sięgnął po kubek z herbatą i napił się odrobinę. Było mu gorąco z nerwów. Ale odpowiedział, jednak nie patrzył przy tym na starszego nastolatka.
— Tak… skłamałem. Inspiracją byłeś… byłeś ty.
Nie usłyszał odpowiedzi, ale bał się spojrzeć na JR. Nie chciał ponownie widzieć tej pogardy i niechęci. Bolała go bardziej niż ciosy, które spadły na jego ciało tamtego dnia.
— No. Dajesz. Powiedz, co czułeś — w tych słowach jednak nie usłyszał rozbawienia czy pogardy, za to pozorne lekceważenie. Pozorne, bo w tym tonie przebijało się jakieś… dziwne napięcie.
— Czułem… czułem straszny smutek i bezsilność wobec tego, co mi zrobiłeś — Seol mówił niemal szeptem, więc musiał być bardzo słabo słyszalny dla JR w tym tłocznym miejscu, ale ten wcale go za to nie ganił. — Dotąd nic ci nie zrobiłem… nie szkodziłem ci. Nie… nie wiedziałem, dlaczego akurat padło na mnie. Ale… ale potem jakoś zrobiło mi się żal nie siebie, tylko ciebie. Bo… coś musiało tobą kierować. Bo nie jesteś złym człowiekiem… chyba. — Zaśmiał się słabo i zjadł skrawek kolejnego warzywa. — I chyba sam nie wiesz, dlaczego mi to robisz.
JR prychnął z irytacją, po czym wyciągnął rękę ponad stolikiem i złapał Seola za podbródek. Podniósł mu głowę, przekręcił ją i obejrzał pozostałości po siniakach, które sam mu zgotował.
— Byłeś w szpitalu?
Seol przestał oddychać, otworzył szerzej oczy i tylko wydusił „mhm”. Starszy nastolatek psyknął i puścił go.
— Wiesz, że to wszystko przez ciebie? — burknął.
— Przeze mnie? — Seol zapomniał nie tylko o oddychaniu, ale też o jedzeniu. Był napięty, a ten ciepły dotyk sprzed chwili wciąż wzbudzał w jego żołądku i klatce piersiowej specyficzne, przyjemne gorąco.
— Pocałowałeś mnie. — Wyraz twarzy JR stał się bardziej wrogi i pełen wyrzutu. — Po cholerę?
Na to już Seol nie potrafił konkretnie odpowiedzieć. Oczywiście, był świadom, że JR mu się podoba, że uważa go za cholernie przystojnego kolesia, ale przecież nie raz mu się ktoś podobał, a jednak nie podejmował tak impulsywnych zachowań. Co zmieniło się tym razem? Kiedy to zrobił, mózg jakby mu się kompletnie wyłączył.
— Po prostu — odmruknął, wracając do dłubania w swoim talerzu.
JR pochylił się nad stolikiem, żeby bardziej dosadnie pokazać, że to, co chce powiedzieć, ma mocno zakotwiczyć się w umyśle rozmówcy.
— To zapamiętaj sobie to dobrze… Nigdy więcej czegoś takiego nie zrobisz — wycedził zimno.
Młodszy chłopak zerknął na niego szybko i z trudem przełknął ślinę wraz z kęsem jedzenia. Ale zamiast pokornie skinąć głową, pozwolił sobie na lekki uśmieszek i nader bezczelną jak na siebie odpowiedź:
— A jeśli to zrobię, to co mi zrobisz?
I od razu ujrzał irytację na twarzy lidera zespołu muzycznego, która z jakiegoś powodu w tym momencie wyjątkowo go rozbawiła.
— Poważnie… — JR pokręcił głową, odchylając się z powrotem na swoje miejsce. — Ty jesteś czasem jakiś dziwny. Zwykle jak mała, bezbronna mysz, a potem jebiesz takimi tekstami. Serio, aż nie wiem, który ty bardziej się prosisz o lanie.
— Och, czyli zlałbyś mnie? — Seol w odpowiedzi znów rzucił z lekkim uśmieszkiem, ale najwyraźniej tym razem przesadził, bo JR kopnął go pod stolikiem. — Au!
— Uważaj, kurwa, z tymi pedalskimi tekstami!
Seol popatrzył na niego z wyrzutem i bólem, ale już nie odezwał. Powoli kończył pierwszą połowę posiłku, chociaż JR już pochłonął swoją część. Wrzucił ją w siebie jak łopatą. I najwyraźniej uznał, że to dobry moment na chwilowe zmycie się, bo z krótkim „idę potańczyć” wstał i podążył do drugiego sektora.
Jego wąskie biodra opięte ciasnymi spodniami, szerokie plecy i cała ta seksowna sylwetka zostały odprowadzone dużymi, brązowymi oczami Seola. Chłopak naraz zapragnął pobiec za nim i przytulić się do jego pleców. Właściwie tylko raz w życiu mu się to udało, gdy rok temu miał swój pierwszy raz ze starszym kolegą z sąsiedztwa, który po wszystkim potraktował go jak śmiecia. Ale na wspomnienie tego ciepła, gdy można było objąć drugą osobę, w Seolu zebrały się gorące emocje. Potrzebował tego… ale w żaden sposób nie potrafił po do sięgnąć. Nie było żadnej okazji, by móc z kimś w ten sposób być, a nawet fakt, że w szkole był otwartym gejem, nie sprawił, że ktoś nagle go zarwał.
Z pewną dozą posępności wrócił do jedzenia, a po zjedzeniu napił się jeszcze trochę herbaty. Przepłukał nią zęby, żeby przypadkiem pomiędzy nimi nie zostały mu żadne resztki jedzenia. Po tym poszedł zapłacić za cały rachunek i wreszcie wszedł do sali bardziej klubowej, w której spróbował wypatrzeć swojego dzisiejszego towarzysza.
Ludzi na parkiecie zebrało się na tyle sporo, że szybko go nie odnalazł. Ale gdy mocniej wysilił wzrok, ujrzał JR w swojej najbardziej seksownej odsłonie. Bo kiedy ten chłopak bardziej przykuwał wzrok niż w tańcu? Seol nawet nie miał ochoty wkraczać w ten tłum i próbować go naśladować. Wystarczyła mu obserwacja. Jakby JR wyczuwał, jaka za chwilę nuta zabrzmi, jak zmieni się rytm, bo reagował na pobrzmiewające w piosenkach dźwięki w sposób niezwykle naturalny. Zupełnie, jakby urodził się dla muzyki.
Aż w końcu stało się coś, co całkowicie rozmyło ten pozytywny obraz w oczach Seola. Do JR podbiła dziewczyna.
Była ładna, choć zbyt wyzywająco ubrana. Musiała też być bardzo pewna siebie, bo bez skrępowania uderzyła biodrem o biodro JR, roześmiała się przy tym i wkręciła się w jego taniec. A JR nie oponował. Sam odpowiedział uśmiechem, położył jej dłonie w talii i zakręcił się z nią na parkiecie.
Seol poczuł, że blednie, a potem z kolei mocno czerwienieje. Wiedział, że ta randka była udawana, że nie powinien na nic liczyć, ani niczego nie wymagać… ale przyszli tu razem, a JR zostawił go przy stoliku, żeby zaraz potem obściskiwać się z jakąś dziewczyną. Zrobiło mu się potwornie przykro, a w oczach poczuł wilgoć. Powstrzymał się całymi siłami, żeby nie pozwolić jej spłynąć po policzkach, ale najwyraźniej jego emocje były bardzo dobrze widoczne. Bo gdy już miał odejść, JR z jakiegoś powodu spojrzał w jego stronę i zastygł w tańcu na widok jego miny. Na to jednak Seol nie zwracał już uwagi. Odwrócił się i ruszył do wyjścia, mając już gdzieś, co się dalej wydarzy. To wszystko było koszmarnym pomysłem.
Zanim dotarł do drzwi frontowych, poczuł, że jego nadgarstek zostaje stanowczo pochwycony. Szarpnęło nim, gdy zatrzymał się gwałtownie, a po obejrzeniu się, ujrzał JR.
— Stój. Gdzie idziesz? — ten zapytał zarówno ostro, z wyrzutem, jak i trochę jakby niepewnie.
— Do domu. Dałeś mi znak, że dla ciebie to koniec randki — wydusił Seol, wyszarpując rękę z uścisku.
JR skrzywił się i wsunął obie dłonie do kieszeni spodni. Z jakiegoś powodu czuł się jak debil, ale też nie chciał, żeby ten gówniarz poszedł w poniedziałek do Pajęczycy i nakablował jej, że randka w ogóle nie wyszła, a JR jest gołosłowny. Właściwie to nie zdziwiłby się, gdyby się okazało, że wysłała kogoś na zwiady, żeby wszystko kontrolował.
— Daj spokój. Dopiero z godzinę tu spędziliśmy.
— No i? Masz to wszystko i tak gdzieś…
— Kurwa, nie pierdol już tyle, tylko chodź, pogramy w coś — tym razem JR już ostrzej zareagował i zawrócił w stronę drzwi do piwnicy, gdzie mieścił się sektor rozrywkowy.
Przeszedł kilka kroków i obejrzał się, by upewnić się, czy Seol za nim idzie. Jeszcze nie szedł, a stał jedynie, myśląc, czy to naprawdę dobry pomysł. Zdał sobie sprawę z tego, że sam się katuje takim zachowaniem. Naraża się na towarzystwo kogoś, kto mu się podobał, mając przy tym świadomość, że i tak nic z tego nie będzie. Ale teraz, gdy patrzył na tego chłopaka, stojącego z oczekiwaniem na jego towarzystwo, pokusa była zbyt wielka.
Na miękkich nogach ruszył za JR, który uśmiechnął się kątem ust.
— No. Wreszcie trochę odwagi — zakpił z niego i pierwszy podążył na dół.
Tutaj było już znacznie ciemniej niż na parterze i to nie tylko z racji braku okien. Całe oświetlenie miało inne natężenie i kolory. Szczególnie ciemno było w miejscach, gdzie stały maszyny z grami i różne konsole. Sektor ze stołami bilardowymi również był ciemniejszy, bo jedynie nad stołami znajdowały się nisko zawieszone lampy.
Stanęli na granatowym, miękkim dywanie wyściełającym całe pomieszczenie i rozejrzeli się. Było tu znacznie głośniej niż na górze i, czemu nie było się co dziwić z racji pory i dnia, tłumy ludzi. Szczególnie młodych.
— To na co masz ochotę? — zapytał JR, łaskawie pozwalając mu zdecydować.
— Mmm… — Seol zassał wargę, patrząc po tych wszystkich atrakcjach i nie potrafiąc podjąć decyzji. Tak naprawdę spróbowałby wszystkiego po trochu. Poza kręglami. Nie umiał grać w kręgle, ale nie chciał się zbłaźnić. — Może te wyścigi? — Wskazał na dwa automaty obok siebie, które musiały być połączone, bo tabliczka mówiła, że jest tu możliwość gry w wersji multiplayer.
— Dobra. To idę po żetony, bo chyba je trzeba wykupić, nie?
— Tak, ale ja mo…
— Zajmij lepiej miejsca — przerwał mu JR i bez dodatkowych słów pokierował się do recepcji.
Seol nie miał więc wyboru i szybko podążył do automatów, które stały w oddaleniu od budki służącej do robienia sobie zdjęć. Przysiadł na jednym z dwóch wysokich, ale wygodnych krzeseł i zerknął na opis gry.
Były to wyścigi motocyklowe. Standardowo można było sobie wybrać różne trasy i poziom trudności. Oczywiście pula motocykli też była całkiem spora.
Po kilku minutach dołączył do niego JR, który miał ze sobą małe pudełeczko z żetonami. Jeden podał młodszemu chłopakowi, a drugi wrzucił do swojej maszyny. Od razu pojawił się komunikat witający graczy i kilka wskazówek, w jaki sposób należy posługiwać się joystickiem.
— Grałeś w to kiedyś? — zapytał Seol, kiedy wybierali swoje motory.
— Nie. To chyba nowa gra tutaj.
— Och… to… to bywasz tu częściej? — Zerknął na niego z zaciekawieniem.
Mina JR była skupiona, bo ten analizował wszystkie parametry dostępnych pojazdów. Nie zauważył więc, że jest obserwowany.
— Taa… — odmruknął też mało przytomnie.
— Na… na randkach? — Seol odważył się spytać.
— Taa… Co? — Nagle JR ściągnął brwi i zerknął na niego. — Nie. Z chłopakami. To jakiś, kurwa, wywiad?
Seol się speszył i szybko wrócił do wybierania swojego motoru. Właściwie to kompletnie się na tym nie znał, więc trochę lamersko wybrał ten, który wizualnie się mu najbardziej podobał.
— Już mam.
— Ja jeszcze chwila… Czekaj… Dobra, ten chyba będzie okej. Poziom trudności medium, czy chcesz ten dla porażek życiowych?
Ten komentarz wywołał na twarzy młodszego chłopaka iście zabawny wyraz urażonego stworzonka, przez który JR uniósł brwi i roześmiał się. Skomentowawszy „debil”, ustawił im uśredniony poziom trudności i pozwolił swojemu młodszemu towarzyszowi wybrać otoczenie. Rozpoczęli więc grę na trasie wiodącej po amerykańskich, pustych rozdrożach w Arizonie. Było sucho i jasno, więc JR chełpił się swoimi zdolnościami wyboru maszyny, bo ta jego miała zdecydowanie lepszą przyczepność opon niż piękny, turkusowy motor Seola.
Mimo oczywistych wad swojego pojazdu i ewidentnie gorszych zdolności manualnych, Seol czerpał z tej zabawy dużo radości. Zaobserwował bowiem, że JR, kiedy bierze udział w czynnościach wymagających mniej racjonalności, a więcej impulsów i refleksu, jest bardziej szczery w swoich reakcjach i jakby… milszy.
— Byłeś kiedyś w Stanach? — zapytał, gdy przejechali drugie okrążenie i pozostało im jedno, żeby skończyć wyścig.
— Hm? Nie, nigdy — odpowiedział Seol i skrzywił się, gdy o mało nie wyleciał z zakrętu. Był dobre dwadzieścia sekund za rywalem. — A ty? — Zerknął na niego szybko.
— Byłem.
— O… Gdzie? I jak było?
JR nie odpowiedział od razu, bo zmrużył oczy, kiedy miał przejechać przez najtrudniejszy fragment trasy, bo nie dość, że wąski, to jeszcze wyboisty.
— Byłem… Kurwa. Byłem w Teksasie. Brat mojej matki się tam przeniósł dawno temu. Byłem na wakacjach w zeszłym roku.
— Ooo… Ale fajnie… Umiesz po angielsku?
JR prychnął i z lekceważeniem wypisanym na twarzy dojechał na metę.
— Jasne, że tak. Co to za pytanie? Nie słyszałeś naszych piosenek po angielsku?
Nim uzyskał odpowiedź, musiał poczekać, aż jego rywal z nadzieją na brak wywrotki dojedzie do końca. A gdy to się stało, a na ekranie pojawiło się wielkie, czerwone „looooser”, odwrócił się w stronę JR.
— Słyszałem. Ale przecież co innego śpiewać po angielsku, a co innego się porozumiewać.
— Nie miałem z tym problemów.
— Ja chodziłem na lekcje angielskiego, takie dodatkowe… Bo rodzice chcieli, żebym uczył się zagranicą.
— Co? Czemu niby?
— Sam nie wiem… Może… może myśleli, że będę się tam lepiej sprawdzał, że czeka mnie lepsza kariera…
JR skrzywił się, bo wcale nie był do tego przekonany. Uważał wręcz, że jak tutaj Seol dostawał wciry za swoją odmienność, to co dopiero w innym kraju? Nie dość, że pedał, łamaga, to jeszcze jakiś obcokrajowiec.
— A w czym w ogóle jesteś dobry? I gramy dalej?
Seol pokiwał energicznie głową i znów odwrócił się do maszyny. Tym razem to JR wybierał otoczenie.
— Jestem dobry w matematyce. Lubię… no, logiczne zagadki, fizykę też… Brałem udział w konkursie międzyszkolnym kiedyś… — wymruczał na koniec nieśmiało.
Jego rozmówca był w duchu pod wrażeniem. Dla niego matematyczne przedmioty były inną rzeczywistością, jakby szczególnie abstrakcyjną. Nie okazał jednak swojego szacunku. Wcisnął start i ruszyli po wąskich uliczkach w jakiejś małej, angielskiej mieścinie, oczywiście z dodatkiem mgły i wilgotnego powietrza.
— I jak ci poszło? — zapytał od niechcenia.
— Miałem drugie miejsce.
— Dobre. Tak jak my z chłopakami — zauważył JR z rozbawieniem. — W swoim regionie?
— W całej Korei…
I momentalnie motocykl JR wypadł z zakrętu, gdy ten niechcący z wrażenia szarpnął do siebie joystickiem.
— Co…?! Kurwa!
Seol tylko cudem nie stracił rezonu i jechał dalej po wyznaczonej trasie. Przejechał obok podnoszącego się z ziemi rywala i pomknął w dal. JR klął pod nosem cicho, jakby szeptał jakieś złe zaklęcia i starał się nadrobić straty. Był tym mocno zdeterminowany, ale Seol, gdy już wywietrzył okazję do zwycięstwa, nie ustępował. Zresztą, już trochę wyczuł, jak to wszystko działa i wcale nie był tak bardzo gorszy. Niestety JR wciąż za nim jechał i coraz bardziej go doganiał. Seol więc posunął się do bardzo zdradzieckiego czynu.
JR już myślał, że uda mu się zrównać i przegonić konkurenta na turkusowym sprzęcie, ale niespodziewanie poczuł, że coś dotyka go w łydkę. Aż tam zerknął i dostrzegł, że to noga Seola delikatnie się z nim zetknęła… a co gorsze, potem zaczęła się ocierać.
Panicznie wrócił spojrzeniem na ekran, ale teraz zupełnie nie mógł się skupić na prowadzeniu maszyny. Myślał tylko i wyłącznie o tym, co czuje na dole, o tym cieple i mrowiącym dotyku. Serce tłukło mu się w piersi jak młot, a Seol coraz bardziej mu uciekał. I po chwili to przed nim pojawił się napis „loooser”.
— Kurwa… — skomentował z irytacją.
Z kolei na twarzy Seola pojawił się uśmiech, znów tak specyficznie wypychający mu policzki. Radość odbiła się nawet w jego oczach, więc gdy JR na niego popatrzył… miał ochotę go walnąć. Bo gdyby nie te zdradzieckie zagrywki, na pewno by wygrał.
— Jeden-jeden — do tego Seol oznajmił z triumfem.
— Oszukiwałeś — burknął JR. — I jak to, kurwa, drugi w Korei? Co ty jesteś? Drugi Einstein?
— Właściwie to Einstein był fizykiem, a ja brałem udział w konkursie matematycznym, więc bardziej pasowałby… Pitagoras?
— Pitagoras jebany…
Seol zaśmiał się i wręcz uroczo złączył nogi, ręce trzymając między kolanami. Teraz wyglądał tak niewinnie, a chwilę temu zastosował wręcz bezczelny chwyt. JR nie mógł tego przełknąć, więc uznał, że wyścigów motocyklowych już dość. Zaproponował więc przeniesienie się na inne stanowisko i ostatecznie skończyli na bilardzie. Tutaj ich umiejętności były wyrównane, choć znowu po JR było widać, że grywał w to częściej. Ich obu jednak zaskoczyło to, że tak łatwo spędzało się razem czas. JR uważał jednak, że odpowiedzialne za to było po prostu miejsce. W końcu gdyby mieli cały wieczór przesiedzieć w kawiarni, mieliby dość po pierwszej godzinie. Tu czekało na nich wiele atrakcji. Nie zważał w swoich myślach na to, że rozmowa też z jakiegoś powodu często podejrzanie dobrze się kleiła, a Seol nie okazał się tak nudną osobowością, jak zakładał z początku.
Z Lemon wyszli przed jedenastą, ale na ulicy nie powitały ich całkowite ciemności. Oświetlenie wokół było bardzo dobre, a ludzi wciąż sporo.
— Dobra… To odwalone. Mam nadzieję, że czujesz się… opłacony za ten tekst.
Seol chciałby zamiast takich słów usłyszeć coś w stylu „dzięki za spotkanie”, „było fajnie, na razie” albo cokolwiek innego. Nie mógł jednak wiele oczekiwać. JR miał tę swoją pozę zlewczości i oschłości, przez którą nie dało się przebić.
— Mhm. Było okej. Dzi… dzięki.
JR skinął głową i jeszcze kilka sekund stał przy wejściu, patrząc na jego zmęczoną przeżyciami tego wieczoru, ale chyba usatysfakcjonowaną twarz. W końcu uniósł dłoń na pożegnanie i nie dodawszy nic więcej, podążył do swojego przystanku.
I po raz kolejny Seol mógł zapatrzeć się na jego plecy. Miał wrażenie, że za chwilę to pragnienie pobiegnięcia za nim i wtulenia się w jego plecy przeważy. Zrobił nawet krok do przodu, ale na szczęście zimny powiew wiatru ochłodził jego zapędy. Ostatecznie więc po prostu odwrócił się i poszedł w swoją stronę.
Nie wiedział, co czeka go w szkole w poniedziałek. Bał się, że to, co zawsze. Teraz po prostu było… zbyt pięknie.

Rozdział 5 — Pożreć…

W następnym tygodniu członkowie zespołu już prężnie działali, żeby w tym roku wygrać konkurs. JR prawie kończył komponować muzykę do ich nowego kawałka. Szło mu bardzo… płynnie. Miał wrażenie, że tekst napisany przez Seola idealnie się z nim łączy. Odbierał wszystkie zawarte w nim emocje, kojarzył je z dźwiękami i przeistaczał całość w coś, co brzmiało… naprawdę dobrze.
Teraz niemal każdy dzień spędzali w salce muzycznej, próbując już całkowicie stworzyć piosenkę. Chcieli jak najwcześniej zacząć ją ćwiczyć, żeby doprowadzić ją do perfekcji i pokonać rywali. JR więc siedział przy keyboardzie i kończył dodawać muzyczne smaczki, z słuchawkami na uszach, a Baekho i Aron układali choreografię. Z małego odtwarzacza muzyki, który kontrolował Ren, co raz leciały te same nuty, a chłopcy próbowali różnych kombinacji, by zarówno wygodnie było wykonać jakiś gest, jak i zaśpiewać konkretny wers. W międzyczasie Ren, pomiędzy klikaniem play, stop, czy przewijaniem, przeglądał Internet na komórce. I niespodziewanie krzyknął, aż cała reszta, w tym JR z słuchawkami na uszach, poderwała się.
— Kurwa! Zawał murowany! Co ci odbiło?! — Lider zdjął wielkie słuchawki, zawiesił je na szyi i obejrzał się na swojego jasnowłosego kolegę.
— Wiecie co Jiog zrobili?! — Ren pomachał swoim telefonem odzianym w różowe, plastikowe etui.
Wystarczyło, że padła nazwa zespołu szkolnego, który w zeszłym roku pokonał ich z kretesem, żeby cała trójka nabrała czujności i szybko do niego podeszła.
— Podobno już mają cały program na konkurs i to tak opracowany, że nawet mieli czas nagrać mikro występ, pokazujący ich formę w tym roku! — Ren szybko postawił telefon na stoliku, przy którym siedział, obrócił go bokiem, żeby każdy mógł zobaczyć i ustawiwszy dźwięk na najwyższy poziom, puścił video.
Filmik był nagrany trochę amatorsko, ale było aż za dobrze widać, w jakiej to formie są wykonawcy. Zespół był pięcioosobowy, a jego członkowie bardzo dobrze wyglądający. Każdy miał jakiś element charakterystyczny, czy to długie włosy, czy to pofarbowane na stalowo-szary kolor. Zgrywali się naprawdę genialnie, a ich elementem rozpoznawczym były mocne basy pojawiające się w bardziej poruszających momentach piosenki. Już ten zalążek ich występu był genialny. Obawiali się, co w takim razie ma być ich asem w rękawie na konkurs.
Gdy video się skończyło, zapadła totalna cisza. Ren i Aron spojrzeli po sobie, Baekho przełknął z trudem ślinę, a JR wyglądał, jakby właśnie zjadł coś wyjątkowo niesmacznego.
— Pokażcie komentarze… — odważył się zasugerować Aron, choć reszta wcale nie wyglądała na pewną co do tego, żeby to sobie robić.
Ren jednak przewinął obraz w dół i przeczytał na głos kilka przypadkowych komentarzy pod filmikiem.
— „Doskonałe! Boże, te kocie ruchy Donga! Jak on to robi?”, „Macie wygraną w kieszeni. Nikt nie przebije tego głosu. Jak tak będzie wyglądał konkurs… czekam na waszą pierwszą płytę”, „Profeska. Wy serio jesteście amatorami? Szał”…
— Dobra, dobra! — JR przerwał kumplowi, nie mając ochoty dłużej tego słuchać. — Okej, są dobrzy, ale my, kurwa, też. Mamy genialny tekst, zajebistą nutę i przede wszystkim osobowość. Oni wszyscy są jacyś bezpłciowi. Nie potrafią pokazać siebie na scenie. My tak. I nie musimy robić żadnych pseudo kampanii reklamowych, żeby wygrać ten konkurs. Jasne? Jak tak, to do roboty! Do końca tygodnia chcę mieć ten występ gotowy.
Na ustach Rena pojawił się uśmiech. Wyłączył stronę, na której oglądali video konkurencyjnej grupy.
— Jasne. Do dzieła!
Aron i Baekho też po sobie popatrzyli i przytaknęli. Nie było się co ociągać, a po prostu sięgnąć po zwycięstwo. Wrócili więc na swoje miejsca, żeby przećwiczyć początek choreografii, a JR założył słuchawki na uszy i całkowicie się wyłączył, żeby móc stworzyć wzbudzającą gęsią skórkę muzykę.

***

Od randki z JR minęło już kilkanaście dni i już dawno na blogu Pajęczycy pojawił się wpis, w którym znajdowało się z jakiegoś powodu zdjęcie zrobione przed wejściem do Lemon, kiedy to Seol i JR witali się przed randką. Seol, mimo że znał treść wpisu na pamięć, czytał go i oglądał to zdjęcie po raz setny.
Dziewczyna opisywała ich randkę jako udaną, ale równocześnie zapewniała swoje czytelniczki, że od tamtego czasu JR nie był widywany z Seolem, więc jego fanki mogą być spokojne i wciąż lider szkolnego zespołu muzycznego jest wolny i dostępny. Te informacje Seola wcale nie cieszyły, ale nie mógł zaprzeczyć, że była to prawda. Od czasu randki prawie w ogóle nie widział się z JR. Ten przesiadywał w salce do ćwiczeń chyba częściej niż w domu, a każdy, kto przechodził obok niej, starał się podsłuchać, jak idzie im przygotowanie do konkursu. Nawet nauczyciele trochę im odpuścili
To wszystko miało jednak swoją wadę. Ta czwórka była tak bardzo charyzmatyczna, że gdy chodzili normalnie po szkole i co chwilę gdzieś ich było widać, życie szkolne wydawało się jakieś takie… żywsze. Teraz nawet Seol złapał się na tym, że brakuje mu widoku Baekho podbijającego do co drugiej napotkanej dziewczyny; Arona, który wpadał do szkoły jak poparzony i wiecznie się spóźniający; Rena plotkującego z dziewczynami o ciuchach i wyprzedażach… i przede wszystkim JR i jego zlewczego podejścia do nauczycieli i innych uczniów, które może i bywało przykre, ale często też… seksowne.
Snuł się po korytarzach na przerwach albo uczył się na zajęcia. Randka z JR wcale nie zrobiła z niego gwiazdy. Wręcz przeciwnie. Mimo zapewnień Pajęczycy, że nie jest zagrożeniem, wiele dziewczyn rzucało w jego stronę bardzo nieprzyjemne komentarze. Nie odpowiadał na nie, nie prowokował, bo nie chciał jeszcze więcej kłopotów. Nie żałował jednak tamtej randki. To był jeden z nielicznych wieczorów, które w tym roku szkolnym dały mu radość.
Niestety nie tylko dziewczyny się nad nim znęcały. Zresztą, chyba wolał, kiedy to one to robiły, bo stosowały tylko przemoc psychiczną. Za to niektórzy chłopcy z bardziej popularnych grupek już posuwali się dalej i trącali go, popychali na szafki, czy podkładali nogi. A w tym wszystkim najbardziej brutalni byli sportowcy, którzy z jakiegoś powodu uważali siebie nie tylko za bezkarnych, ale i zwyczajnie lepszych od innych.
— Hej! Pedzio! Nie zapomniałeś dzisiaj szminki?! — jeden z chłopaków zawołał za nim, kiedy Seol szedł w stronę ławek na zielonym terenie wokół szkoły, żeby tam spokojnie zjeść swój lunch w trakcie tej dłuższej przerwy.
Obejrzał się i zacisnął wargi. Zobaczył grupkę pięciu sportowców, śmiejących się i pokazujących go sobie palcami. Obok nich siedziało kilka dziewcząt, które też wyglądały na rozbawione. Jakby chwilę temu go obgadywały.
Seol doznawał tego bardzo często, ale wcale się na to nie uodpornił. Za każdym razem bolało tak samo.
Żeby nie wchodzić w konflikt, odwrócił się i ruszył dalej w swoim kierunku. Niestety, wyglądało na to, że nie będzie mu dane bezpiecznie odejść.
— Hej! Mówię do ciebie, cioteksie! Moja dziewczynka ci może pożyczy make up! — usłyszał kolejną obelgę, ale już jakby z bliższej odległości. Chwilę później okazało się, że sportowiec podążył za nim, bo gdy Seol już chciał zrobić krok dalej, poczuł szarpnięcie.
Nie trudno było się spodziewać, że sportowiec będzie miał więcej siły niż on. O mało go tym szarpnięciem nie przewrócił, co wywołało kolejną falę śmiechu ze strony jego kumpli. Ci zresztą również zmierzyli w ich kierunku.
— Nic wam nie zrobiłem. Zostawcie mnie — mruknął Seol, starając się wycofać, ale nie minęła chwila, a był otoczony przez piątkę rosłych chłopaków. Ich bał się najbardziej. Byli mało inteligentni, a przez to bardzo nieprzewidywalni. Już nie raz mu się od nich oberwało i nie raz bardziej niż od JR.
Chłopcy spojrzeli po sobie i roześmiali się, a następnie jeden pchnął Seola w klatkę piersiową, aż ten wpadł plecami na tego za sobą. Ten z kolei znów go popchnął i przepychali się tak, aż ofiara upadła na kolana. I znów rozległa się salwa śmiechu.
— Ale pizda…
— Weź, to pewnie jego ulubiona pozycja.
— Że na kolanach?
— Noooo!
— Hahaha, pewnie tak!
Seol poczuł, że się czerwieni i chciał się szybko podnieść, by odbiec, ale jeden ze sportowców położył mu buta na ramieniu i pchnął z powrotem na ziemię. Seol stęknął, mając już oczy pełne łez. Przygotował się już na kolejne cięgi, ale niespodziewanie usłyszał głos, którego dawno nie słyszał.
— Hej! Kurwa, pojebało was? Zostawcie go!
Tak, to zdecydowanie był JR, który szedł w stronę całej zgrai z irytacją wypisaną na twarzy. Jego trochę mroczny image zawsze robił wrażenie, szczególnie w połączeniu ze zmrużonymi, wąskimi oczami.
— No co? My się tylko zapoznajemy z nowym kolegą — odpowiedział jeden ze sportowców z głupim uśmiechem.
JR przystanął przy nich, ale nie patrzył na Seola, który wciąż klęczał w środku kółeczka zbudowanego z piątki starszych chłopaków.
— Tak? A wy co? Też pedały? Jakiś tu gang-bank jebany odprawiacie?
Na twarzach sportowców tym razem pojawiły się grymasy konsternacji. Każdy wiedział, że przecież dotąd JR też znęcał się nad Seolem. Dziewczyny siedzące na ławeczkach kawałek dalej, które wcześniej śmiały się z Seola, teraz też jakby straciły animusz.
— Posrało cię? Sam go tłukłeś — burknął kapitan drużyny, który zaczął całą akcję i który był większy nie tylko od Seola, ale nawet od JR. Jednak na polu popularności tej dwójki nie siła fizyczna była tym czołowym wyznacznikiem ważności.
— To może ma już dość. Zostawcie go i znajdźcie sobie inny obiekt — mruknął groźnie JR.
Kiedy sportowcy patrzyli po sobie i analizowali, czy ulegnięcie temu ewidentnemu rozkazowi będzie wyjściem z twarzą, czy jednak powinni się kłócić, Seol nie wierzył w to, co się działo. Kiedyś JR byłby pierwszym, żeby go zgnoić, a teraz stawał w jego obronie!
Sekundy płynęły jakby wolniej, gdy wszyscy mierzyli się wzrokiem, ale na szczęście sportowcy odpuścili. Gdy ich przywódca wzruszył ramionami i pchnąwszy kolanem Seola, by ten upadł na plecy, odszedł w stronę swojej dziewczyny, reszta podążyła za nim jak ślepe stado podążające za swoim samcem alfa.
JR za to w końcu rzucił Seolowi krótkie spojrzenie i… odwrócił się, by odejść. Seol zrobił duże oczy, poderwał się i pobiegł za nim. A gdy JR już miał skręcić na chodnik wiodący z powrotem do szkoły, Seol złapał go za przegub i zatrzymał.
— Poczekaj…! Dziękuję — wydusił.
Starszy nastolatek obejrzał się na niego z irytacją wywołaną takim „atakiem”, ale gdy ujrzał te wielkie, brązowe oczy i rozchylone w głębokich oddechach, soczyste usta, na chwilę aż zastygł i zmiękł. Zirytował się swoją reakcją, więc szarpnął do siebie rękę. Po tym jednak mruknął bardziej polubownie:
— Ta… Spoko.
I dopiero podążył dalej, zostawiając Seola samego, czującego w piersi bardzo, bardzo sprzeczne emocje…

***

Podczas wieczornego posiłku w domu JR był nieswój i widzieli to już nawet jego rodzice. Zwalali jednak wszystko na napięcie i stres związany z konkursem. Wiedzieli, że ich syn mocno angażuje się w muzykę i źle znosi niepowodzenia. Widzieli też, że ostatnio dawał z siebie wszystko i zarywał noce, by zapewnić swojemu zespołowi pierwsze miejsce. Trochę tylko w tym wszystkim nie podobało im się, że przez to zaniedbuje naukę, ale nie mieli serca go o to dręczyć, kiedy widzieli, że jest szczególnie podenerwowany.
— Słońce, a może dobrze by ci zrobił weekend z dala od domu i szkoły? Nie chciałbyś pojechać do cioci i chłopaków? — zasugerowała mu matka, gdy całą trójką siedzieli w kuchni przy stoliku i jedli kolację. Byli po rozwodzie, ale ojciec od czasu do czasu przyjeżdżał, żeby wspólnie spędzili czas. Wciąż dbał o to, żeby zacieśniać więzi z synem, bez znaczenia, czy dobrze dogadywał się z byłą żoną, czy kłócił się z nią.
Kobieta miała na myśli swoją siostrę i trójkę kuzynów swojego syna, którzy mieszkali na prowincji. Tam zawsze można było doznać spokoju i wyciszenia od tego miastowego zgiełku.
JR wywrócił oczami, irytując się, mimo że był świadom, że matką kierowała troska. Ale przecież powinna wiedzieć, że nigdy nie lubił tam jeździć. Nudził się. Był stworzony do życia w biegu, w miejscu, w którym się coś działo. A tam, na tamtym zadupiu, nie działo się kompletnie nic.
— Dzięki, mamo, ale nie. Nawet jakbym nie potrzebował, to bym nie pojechał. Wiesz, że tam są nudy…
— Matka ma rację. Nudy nudami, ale tobie to by się to akurat teraz przydało. Takie nierobienie niczego czasem jest dobre dla zdrowia — dodał jego ojciec, który przyjechał do nich prosto z pracy, więc miał na sobie koszulę i marynarkę. Był bardzo podobny do syna, który ewidentnie się w niego wdał.
— Nie mam czasu na robienie niczego! — zirytował się chłopak, tracąc apetyt. Zresztą, zabił już głód. Nie rozumiał, po co mama ładowała mu takie wielkie porcje jedzenia na talerz.
Rodzice spojrzeli po sobie, zaskoczeni tym podniesionym głosem.
— Chyba już zjadłeś — w końcu odezwał się ojciec twardym, nakazowym tonem.
JR skrzywił się, rzucił mu butne spojrzenie i wstał od stołu. Ostentacyjnie jeszcze trzasnął drzwiami lodówki, kiedy brał z niej butelkę soku i wyszedł do swojego pokoju.
Od kilku dni, a właściwie od kilkunastu dni chodził potwornie rozdrażniony i poirytowany. Początkowo tak jak rodzice, obwiniał o to konkurs muzyczny. W końcu naprawdę cisnął ich czas, a do tego konkurencja była bardzo groźna. Ale po wczorajszym ataku sportowców na Seola zdał sobie sprawę, że chodzi o coś zupełnie innego. To o nim podświadomie cały czas myślał, to jego chciał znowu… nie, nie złoić. Dotknąć.
Nienawidził się za te myśli. Każde kolejne wyobrażenie tego, co Seol ma pod tymi grzecznymi ciuszkami, wzbudzało w nim niepohamowaną chęć rozwalenia czegoś. Przez to już jego szafa dostała kilka ciosów, ale na szczęście była na tyle trwała, że nie doznała uszczerbku. Co innego Seol, który był taki słaby, taki nieporadny… Nie potrafił nawet odepchnąć tamtych sportowców! Co miał więc zrobić? Dać im go pobić?
Tak naprawdę nie chciał być taki, jak on. Nie chciał być nazywanym pedziem, ciotą, lachociągiem… Zresztą, wcale taki nie był! Nigdy nie leciał na chłopaków, nigdy nawet żadnego w sposób erotyczny nie dotknął. To ten przeklęty dzieciak wzbudzał w nim jakieś chore emocje.
Tego wieczoru po raz kolejny nie mógł się na niczym skupić. I to nie tak, że opuścił się w nauce z racji zamieszania z konkursem. Chciał się uczyć, chciał mieć dobre oceny, ale zamiast myśleć o równaniach, reakcjach chemicznych czy datach historycznych, myśli odbiegały mu do dużych oczu Seola, do jego delikatnych dłoni i tych specyficznych, wzbudzających pieprzone motylki w brzuchu uśmiechów.
Zasnął bardzo późno, w końcu zmęczony walką z własnymi, ukrytymi pragnieniami. Ale sen nie okazał się ucieczką. W nim także pojawił się jego obiekt rozmyślań, jednak we śnie JR pozbył się wszelkich oporów. Był wolny od spojrzeń uczniów i nauczycieli. Sam na sam z Seolem na przeraźliwie długim molo docierającym niemal do samego środka turkusowego jeziora.
— Naprawdę chcesz ze mną wskoczyć? — zapytał Seol, machając nogami nad łagodną tonią. Na głowie miał śmieszny, słomiany kapelusz, a na twarzy łagodny uśmiech. Jasne kolory jego ubrania sprawiały, że wyglądał niezwykle niewinnie.
— Myślę, że tak — odpowiedział JR, zapatrując się na wodę. Siedział tuż obok, trzymając dłoń na dłoni chłopaka. Była ciepła jak bochenek chleba wyciągnięty prosto z pieca.
— Nie boisz się?
— Boję… Ale to niebo. Nie może tam być źle, nie?
Obaj znów zapatrzyli się na niebieską wodę, pod którą wydawały się sunąć chmury, a dla nich było to całkowicie naturalne.
— Ale mi gorąco… — JR rzucił po chwili. Czuł promienie słońca na plecach, które prawie że go parzyły.
— Bo jesteś ubrany na czarno. Rozbierz się — zasugerował Seol, spozierając na niego spod szerokiego ronda kapelusza.
Na twarzy starszego chłopaka pojawił się cwaniacki uśmieszek. Sięgnął jedną ręką do zamka czarnej kurtki.
— Tak? Chcesz, żebym się rozebrał?
— Będzie ci chłodniej — Seol odpowiedział jakby niewinnie, ale zdradził go podstępny błysk w oku.
Może był to tylko mały przejaw jego chęci do zabawy, ale na tyle rozochocił JR, że ten chętnie i bardzo szybko pozbył się swojego odzienia. Pozostał tylko w czarnych spodniach, gdy łagodnie pchnął w ramię Seola, a ten upadł plecami na ciepłe deski molo. Kapelusz spadł mu przy tym z głowy i wylądował na tafli jeziora, by powoli opłynąć w dal. Jego właściciel jednak się tym nie przejął. Leżał poddańczo pod JR i uśmiechał się do niego zachęcająco. Drugi chłopak za to odpowiadał gorączkowym spojrzeniem, już ocierając się o chłopaka i pragnąc go pożreć. Pożreć… pożreć…
Gdy to słowo zaczęło dominować w jego myślach, na twarzy Seola pojawił się wyraz przerażenia. JR z początku w ogóle tego nie rozumiał. Zdziwił się, nawet chciał zapytać, o co chodzi, ale zamiast słów z jego ust wydobył się skrzek.
Seol krzyknął. Spróbował się wyrwać, ale JR, który stał się jedynie obserwatorem patrzącym na wszystko z własnego ciała, przeistoczonego w drapieżnego, czarnego ptaka, odchylił głowę i swoim ostrym i morderczym dziobem uderzył w trzewia chłopaka. Ten krzyknął ponownie, tym razem bardziej z bólu niż strachu, a JR, choć walczył z tym, choć nie chciał, przebijał się przez ubrania i skórę swojej ofiary, by dogryźć mu się do wnętrzności i naprawdę… pożreć chłopaka.
— Aaa! — obudził się z krzykiem, poderwawszy się do pozycji siedzącej.
Koszulka do spania całkowicie przemokła mu od potu. Ręce mu drżały, a policzki miał mokre od łez. Oczy patrzyły z przerażeniem w ciemności pokoju. Dyszał głośno, ale na szczęście rodzice nie zbudzili się mimo jego krzyku.
Jeszcze przez kilka sekund dochodził do siebie, aż w końcu zgiął kolana, oparł o nie łokcie i zamknął twarz w dłoniach. Nie miał pojęcia, co się z nim działo. Przecież nie brał żadnych narkotyków, nie mógł ot tak świrować. Ten pieprzony Seol musiał być jakimś cholernym czarownikiem…

***

JR był z rana zwyczajnie wściekły. Nie chciał dawać emocjom sobą pomiatać, a miał wrażenie, że w ogóle nie panuje nad własnym ciałem i własnym umysłem. Jakby gdzieś tam w głowie siedział inny ktoś i sterował jego zachowaniami. Bo wcale nie czuł, jakby były całkiem jego. Musiał wszystko naprostować. W jakikolwiek sposób.
— Hej, JR…! — Aron zawołał do niego, gdy ujrzał go przy szafkach, wchodzącego do szkoły.
Lider zespołu nawet się nie obejrzał. Po prostu szedł przed siebie, szukając Seola, który był sprawcą tego wszystkiego. Przy szatniach jednak go nie było. Nigdzie nie mógł go znaleźć, mimo że wiedział, że ten zawsze we środę rano miał na pierwszą lekcję.
Stracił już nadzieję, chodząc po korytarzach jak rozsierdzony byk, aż ujrzał Seola stojącego przy drzwiach biblioteki i spisującego coś, co było zawieszone na jej drzwiach. Wokół jeszcze nie było uczniów, bo ci dopiero zbierali się przy szafkach, mentalnie przygotowując się na rozpoczęcie dnia w szkole. JR za to czuł się tak pełen energii, niestety negatywnej, jakby wypił pięć filiżanek kawy.
Szybkim krokiem dopadł do Seola. Ten odwrócił się w jego stronę, zaalarmowany dźwiękami kroków, i w tym samym momencie został mocno szarpnięty za bluzę. Krzyknął krótko, a JR pociągnął go za sobą do łazienki.
— Chodź tu, mały kundlu — warknął, trzaskając za sobą drzwiami i popychając chłopaka na obitą jasnymi kafelkami ścianę.
W łazience było wciąż pusto. Byli całkiem sami. Seol z przerażeniem przylgnął do ściany i wpatrzył się w JR wielkimi, przesyconymi strachem oczami. Jego postawa była mocno skulona, a on już się trząsł, przestraszony tym, co zaraz na niego spadnie.
A JR miał właśnie zamiar mu przyłożyć. Zgnoić tak, jak robił to dotychczas, by oderwać się od innych myśli, które ostatnio dominowały w jego umyśle. Ale gdy tylko ujrzał to przerażenie na twarzy chłopaka, ten czysty strach w oczach… przypomniał sobie obraz ze swojego snu, powracający do niego niczym deja vu. Gdy Seol leżał pod nim i nie mógł uwierzyć, że zaraz zostanie przez niego pożarty.
Zawahał się z uniesioną pięścią i już wiedział, że te kilka sekund zwątpienia sprawiło, że nie będzie potrafił go uderzyć. Już był na to za słaby. Ale zamiast tego chciał zrobić coś innego. Coś, przed czym nie potrafił się powstrzymać i do czego pchnęła go jakaś niewidzialna siła.
Złapał Seola za przód ubrania, pociągnął go do siebie i… pocałował go z olbrzymią namiętnością.
Wielkie oczy Seola zrobiły się jeszcze większe, kiedy tylko na swoich miękkich wargach poczuł dotyk warg starszego chłopaka. Serce zabiło mu jak dzwon, gdy do tego doznania dołączyła wilgoć języka i gorąco drugiego ciała, przylegające do niego i ponownie wbijające go w ścianę. Stęknął z szoku i zacisnął powieki, przy tym starając się słabo odpowiedzieć na pocałunek. Czuł, jaki ten ze strony JR był agresywny, inwazyjny i jakby paniczny. Jakby JR obawiał się, co się zaraz wydarzy i po prostu musi wykorzystać okazję.
A gdy wreszcie lider zespołu oderwał się od jego ust, miał tak samo przerażone spojrzenie, jak Seol chwilę temu. Bał się tego, co poczuł. Bo poczuł coś, czego nigdy nie doznał z żadną dziewczyną. Bał się tego, że chciał to powtórzyć.
— To… nie tak miało być — wydusił i już odwrócił się, by pobiec do drzwi, ale został mocno pochwycony w pasie, gdy Seol gwałtownie przylgnął do jego pleców i przytknął policzek do jego łopatek. — Co…?
Czuł, że Seol oddycha głęboko, jakby czymś potwornie zmęczony. Jego ręce ściskały go gorączkowo, ale JR nie chciał tu zostawać ani sekundy dłużej. Był spanikowany tym, co zrobił i co wydawało mu się nieodwracalne.
Brutalnie odsunął od siebie ręce młodszego chłopaka i wypadł z łazienki. Na korytarzu o mało nie przewrócił kilku dziewcząt idących gdzieś w grupie, gdy pobiegł dalej. To teraz on czuł się, jakby był zjadany przez swojego wewnętrznego, drapieżnego ptaka…

Rozdział 6 — To, czego obaj pragną

Pukanie do drzwi oderwało myśli nauczycielki biologii od sprawdzania ostatnich testów. Uniosła wzrok i zawołała „proszę!”, a do sali weszła inna, znana jej nauczycielka, z którą bardzo dobrze jej się rozmawiało od czasu, gdy ta rok temu została tu zatrudniona. Automatycznie więc uśmiechnęła się na jej widok, jednak San nie wyglądała, jakby przyszła na ploteczki, lecz była czymś zafrasowana. Zawsze emocje były dobrze widoczne na jej młodej, gładkiej twarzy, której z kolei nauczycielka biologii, Yoon, skrycie zazdrościła.
— Witaj, kochana. Czy coś się stało? — zapytała od razu, a San zamknęła za sobą drzwi i podeszła do starszej koleżanki.
— Mam pewien problem z jednym uczniem i chciałam się z tobą skonsultować… — wyznała cichutko. Zawsze tak mówiła, jednak nigdy nie było to obiektem kpin ze strony uczniów. Za bardzo ją lubili.
— Och… Dobrze, spróbuję ci pomóc. O kogo chodzi?
— O… — Zerknęła w stronę szybki w drzwiach do klasy. Na korytarzu wciąż było dużo uczniów, a ona wyraźnie nie chciała, by ta rozmowa była jawna.
— O lidera naszego muzycznego zespołu? — jak zawsze bystra Yoon domyśliła się, o co może chodzić. Ostatnio w szkole, gdy ktoś ściszał głos i przekazywał plotki, zawsze chodziło o popularnego JR.
San zarumieniła się delikatnie i przytaknęła, a jej równo ścięta grzywka z lokami po bokach twarzy zafalowała.
— Tak. Martwię się, bo zawsze dobrze sobie radził u mnie na historii, ale ostatnio niesamowicie się opuścił. Nie jest to na pewno przypadkowa sytuacja, gdy nie mógł nauczyć się na klasówkę, bo ciągnie się to już bardzo długo…
Yoon musiała się z nią zgodzić. Zresztą, sekundę temu sprawdziła test JR i niestety wypadł on fatalnie.
— Tak, obawiam się, że coś jest na rzeczy — przyznała poważnie, tonem doświadczonej pani pedagog, która bardzo pragnie, żeby jej uczniowie wyszli na ludzi. — Uważam, że dyrektor nie powinien tak otwarcie aprobować konkursu muzycznego i dodatkowo jeszcze podjudzać chłopców do zwycięstwa. To się zdecydowanie zbyt mocno przekłada na ich starania o dobre stopnie.
— Ale ja nie sądzę, żeby to było tylko to — odpowiedziała szybko San, a Yoon z lekkiego zaskoczenia ułożyła swoje wargi w malutkie „o”.
— Och…?
— Ani Aron, ani Baekho, ani Ren nie opuścili się w nauce, a poświęcają temu tyle samo czasu co ich lider. Owszem, myślałam, że on po prostu bardziej się angażuje… ale przeprowadziłam pewną obserwację… i… — I tym razem wyraz twarzy San zdradził jej zawstydzenie, co było wytłumaczalne, gdy wyciągnęła swój nieduży tablet, włączyła go, a na ekranie pojawił się najnowszy wpis z blogu Pajęczycy.
— San! — starsza nauczycielka zawołała z oburzeniem, choć w duchu była świadoma, że fakt, iż w ogóle kojarzy ten blog, nie świadczy dobrze i o niej.
— Oj… Sama zobaczysz, że chyba do dobrych wniosków mnie to popchnęło — historyczka spróbowała się usprawiedliwić i pokazała kilka zdjęć zamieszczonych na blogu, gdzie była dalsza relacja z randki Seola i JR, a następnie dopisek, że ten drugi uratował Seola z rąk futbolistów. — Myślę, że przyczyną jego opuszczenia się w nauce jest konflikt z tym chłopakiem — oznajmiła twardo.
Jej starsza koleżanka musiała się nad tym mocno zadumać. W duchu zgodziła się, że rzeczywiście coś było na rzeczy. Uczniowie bardzo wiele mówili o tym nowym chłopaku i zawsze w tych opowieściach przewijał się JR. Szczególnie po tym, kiedy zespół przyjął jego tekst w konkursie.
— Chciałam jakoś z nim o tym porozmawiać, ale trochę się tego obawiam — San podjęła temat z zaangażowaniem. — Widziałam, jak zerka na Seola i naprawdę boję się, że może mu zrobić krzywdę. Nie wiem, co może być przyczyną, ale obawiam się, że ambicja. Przecież JR kiedyś pisał teksty, a teraz nagle Seol zrobił coś, co może i je przebiło. Sama nie wiem… Ale trudno mi coś zaradzić i miałam nadzieję, że mi w tym pomożesz.
Yoon poczuł się w głębi bardzo doceniona, kiedy ujrzała, jak proszące spojrzenie San wbiła w jej twarz. Przez to aż na chwilę wybaczyła jej młody wiek i atrakcyjność.
Złożyła dłonie przed sobą na blacie biurka i westchnęła głęboko.
— Jeżeli rzeczywiście to opuszczenie się w nauce jest wywołane tym konfliktem, to logicznie należy ten konflikt zażegnać.
— Mhm… Tylko jak?
— Myślę, kochana, że oni sami muszą do tego dojść. Ale musimy wziąć poprawkę na to, że JR jest osobą… agresywną, jak ostatnio zaobserwowaliśmy. Dobrze by więc było, żeby chłopcy porozumieli się w warunkach kontrolowanych — mówiła dalej formalnym tonem, a San słuchała i… wciąż nie wiedziała, jak Yoon to sobie wyobraża.
— Oczywiście… Ale jak możemy to kontrolować?
— Poczekaj sekundkę, kochana…
Yoon sięgnęła do swojej obszernej torby, w której miała plik innych testów i klasówek, ale gdzie miała też plan wszystkich klas. Lubiła trzymać rękę na pulsie. Przejrzała je, odnalazła JR, a także plan Seola. I wskazała palcem lukę w obu tych planach.
— Jutro o godzinie pierwszej obaj kończą zajęcia i czekają na swoje dodatkowe lekcje. Myślę, że możemy im obu zadać wspólne opracowanie jakiegoś tematu biologicznego-historycznego, który będzie dla jednego podniesieniem ocen, a dla drugiego dodatkowym punktem w już dobrych stopniach. Dzięki temu zaobserwujemy ich kontakty, a przy okazji damy szansę JR, żeby nadrobił swoje zaległości i trochę podniósł oceny.
Plan brzmiał genialnie. Chłopcy mieli spotkać się sam na sam w jednym miejscu, kontaktować się ze sobą, a to wszystko pod bezpieczną obserwacją dwóch nauczycielek. San była wniebowzięta.
— Cudowny pomysł! Tylko może nie uprzedzajmy ich, że będą ze sobą współpracować. Myślę, że mogliby obaj spróbować się z tego wyplątać.
— Zgadzam się. Poinformuj o tym Seola, ja się zajmę JR.
— Dobrze. Dziękuję ci za pomoc, Yoon.
— Nie ma problemu, kochana.
Kobiety uśmiechnęły się do siebie, San jeszcze uścisnęła rękę starszej koleżanki, swoją niedużą, delikatną dłonią i czmychnęła z sali lżejsza o jeden problem.

***

Chłopcy z zespołu byli zawiedzeni tym, że na dzisiejszej próbie nie będzie ich lidera. Mieli już prawie cały układ ułożony, a teraz wreszcie mogli go przećwiczyć. JR jednak dostał propozycję nie do odrzucenia i musiał pójść do tej starej dewoty z biologii, żeby podnieść sobie stopnie. Ponarzekali więc trochę, ale nie mieli mu tego za złe, bo sami zauważyli, że ich kumpel na niczym nie może się skupić i jego wyniki w tym semestrze stoją pod wielkim znakiem zapytania. Pożegnali się więc z nim na korytarzu i zmierzyli w stronę salki gimnastycznej, na której mieli dziś ćwiczyć, zaś JR podążył do pokoju usytuowanego na tyłach biblioteki, w którym czasem odbywały się jakieś małe konferencje nauczycieli i inne dziwne, szkolne atrakcje. Rzadko tam bywał, ale podobno dzisiaj o tej porze tylko tam było miejsce.
Nie miał pojęcia, z kim przyjdzie mu przecierpieć tę godzinę i stworzyć jakiś głupi projekt, ale nie miał wyboru. Rodzice już tracili cierpliwość i wyrozumiałość, gdy widzieli jego kolejne oceny. Chyba by go zabili, gdyby oblał jakikolwiek przedmiot, a on sam nie chciał uchodzić za debila. Jedynie problemem był Seol, który nie chciał opuścić jego myśli.
Od czasu pocałunku w łazience śnił mu się znowu kilka razy. Czasem w dramatycznych okolicznościach, ale coraz częściej pojawiał się w jego snach… nago. Dotykali się, całowali, a nie raz JR obudził się… w mokrej pościeli. Był tym absolutnie zawstydzony, ale coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że go pragnie. Jak mógł się skupić na nauce, kiedy tak wielki problem powstawał w jego głowie?
— Dzień dobry — mruknął, gdy wszedł do biblioteki.
Standardowo dwie bibliotekarki siedziały za długą ławą, a w pomieszczeniu pomiędzy półkami kręciło się kilka uczniów. Kawałek dalej, przy stoliku postawionego przy drzwiach do pokoju, w którym miał dzisiaj pracować, siedziały dwie nauczycielki. Rozmawiały o czymś i zdaje się, że też coś czytały, bo każda miała przed sobą książkę i filiżankę kawy.
Niespiesznie do nich podszedł, poprawiając torbę na ramieniu.
— Dzień dobry — rzucił znowu, by dać sygnał o swojej obecności.
Nauczycielki uniosły na niego wzrok i spojrzały po sobie. Głos zabrała starsza z nich, pani od biologii.
— Dzień dobry, mój drogi. Zapraszam do środka, tam już przygotowałyśmy wam materiały. Tutaj masz tylko swoją wersję wymagań do projektu. — Yoon wyciągnęła do niego dłoń z kartką z wytycznymi.
JR przyjął ją i przeleciał po niej wzrokiem. Poczuł się trochę jak debil, bo jak na jego oko, to projekt był raczej… banalny. Ale kłócić się nie zamierzał.
— Mhm… Dzięki.
— Działaj! — San posłała mu uśmiech.
JR już miał wejść do salki, ale jeszcze starsza z nauczycielek go powstrzymała.
— Och, tylko nie zamykaj całkiem drzwi, proszę.
Chłopak ściągnął brwi, ale w końcu tylko wzruszył ramionami i wreszcie wszedł do pomieszczenia.
Pokój był wielkości standardowej klasy. Miał wysokie okna, lecz teraz te były zasłonięte żaluzjami. Ściany były ciemne, podobnie jak meble, ale oświetlenie na tyle dobre, że nie czuło się tu jak w jakimś bunkrze. Jedną, węższą ścianę zajmował duży ekran, na który miało padać światło projektora. Pod ścianami stały regały z dokumentami i książkami, zaś cały środek zajmował długi, owalny stół, wokół którego poustawiano kilkanaście krzeseł. I jedno z nich zajmował… Seol.
JR zastygł jak zamrożony, gdy tylko go zobaczył. Czy to były jakieś jaja, czy to właśnie z nim miał zrobić ten przeklęty projekt…?
Nie tylko on był zaskoczony. Gdy Seol uniósł głowę, zaalarmowany dźwiękiem otwierających się drzwi, rozdziawił usta i wstrzymał oddech.
— Och… hej… — wydusił z szokiem.
— Co tu robisz? — JR zapytał głupio.
— Ja… ja miałem z kimś zrobić projekt na dodatkową ocenę… To z tobą?
JR sapnął pod nosem i przytaknął. Mozolnie ruszył w jego stronę wzdłuż stolika, a każdy krok sprawiał mu taką trudność, jakby do kostek miał przyczepione ważące tonę kamienie.
— Najwyraźniej… — mruknął, rzucił torbę na stół i usiadł bok.
Na blacie już leżało kilka książek, a ich tytuły świadczyły o tym, że miały być ich materiałem do projektu. Seol musiał już zabrać się do pracy, bo na takiej samej kartce, jaką JR dostał od nauczycielek, pozakreślał coś kolorowymi długopisami i na osobnej tworzył plan. Teraz jednak całkiem o tym zapomniał na rzecz wpatrywania się w twarz starszego chłopaka. Ten za to, zauważywszy to spojrzenie, szturchnął go łokciem, by się nie gapił.
— To co robimy? — zapytał, udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie potrafił się inaczej zachować. Już nie umiał go zgnoić, ale traktowanie go po ludzku też przychodziło mu z trudem, bo byłoby jawnym przyznaniem się do tego, co czuje.
— Eee… — Seol nie wiedział, co odpowiedzieć, bo chwilowo cała logika opuściła jego zdolny umysł. Na szczęcie szybko się ogarnął i spojrzał na swoje notatki. — To… to ja myślałem, że możemy zacząć we wstępie od…
Zaczął opowiadać o swojej konwencji, starając myśleć o tym wszystkim, co przed chwilą układał w głowie, a nie o tym, że znów jest w jednym miejscu sam na sam z tym chłopakiem, który już chyba całkowicie zawrócił mu w głowie. Było trudno, ale dzielnie przedstawiał swoje pomysły, nie patrząc przy tym na JR, tylko na swoją kartkę. Dlatego tym bardziej się zaskoczył, gdy nagle został złapany za podbródek, jego głowa została uniesiona, a usta pochwycone w mocnym pocałunku.
— Nnn…!
Stęknął i zamrugał powiekami, ale nie szarpnął się. Niesamowicie tego pragnął! Nie wierzył, że kiedykolwiek znowu go to spotka. Był pewien, że JR będzie go unikał do końca życia i że nawet taka sytuacja jak ta, nie sprawi, że znów go dotknie. A jednak JR to robił i to z wielką chęcią. Wciąż trzymał go z boku twarzy, smakował jego usta jak boski nektar i miał przy tym całkiem zamknięte oczy.
Gdyby Seol mógł zapłacić za to, żeby ten pocałunek nigdy nie ustawał, dałby każdą sumę. Bał się, co się wydarzy, gdy przerwą, ale równocześnie czerpał z tego olbrzymią rozkosz. Poddawał się JR, pozwalał mu w tym dominować. W końcu spróbował nieco się przysunąć na krześle, ale ten gwałtowny ruch sprawił, że JR się opamiętał i puścił go. Seol więc zastygł w napięciu, niepewien, co się teraz wydarzy. Ale tym razem JR nie uciekł. Nie tylko dlatego, że nie miał gdzie, ale też… nie chciał.
— Nikt nie może się o tym dowiedzieć… — powiedział cicho, z napięciem, które słychać było w jego głosie. — Jeśli komuś powiesz… urwę ci jaja i wrzucę do garnka z zupą na stołówce.
— Nikomu nie powiem… — odmruknął Seol i mimowolnie zerknął na jego usta.
— To dobrze, bo… Ja nie jestem pe… Nie lecę na facetów ogólnie. Tylko ty jesteś jakiś, kurwa, inny… — starszy chłopak dodał z pretensją do Seola, choć poza „inny” na myśl nasuwało mu się mnóstwo bardziej pozytywnych określeń.
— Czyli… czyli chcesz mnie?
To niewinne pytanie wzbudziło w JR nie tylko pewien rodzaj zawstydzenia, ale też duże pokłady ciepła. Tak… to chyba właśnie to mu się w tym chłopaku najbardziej podobało. Że był prosty, szczery i uroczy. Że nie wstydził się swoich myśli, że pokazywał prawdziwego siebie, a równocześnie pozbawiony był pozerstwa, z którym JR miał zbyt wiele wspólnego w swoim szkolnym życiu.
— Nikt ma o tym nie wiedzieć — powtórzył, nie odpowiadając na jego pytanie wprost. — To jest jakaś chora sytuacja… Ale jak nie będę mógł cię dotknąć, to obleję ten rok i ten przeklęty konkurs…
— Och… Czemu? — Seol ściągnął lekko brwi, choć uwaga o dotykaniu sprawiła, że w kroczu poczuł dreszcz, jakby JR już teraz wsunął mu tam rękę i popieścił go.
— Bo nie mogę o tobie nie myśleć.
— Och… — znów westchnął i oblizawszy usta, delikatnie wychylił się w stronę JR. — To może… — odważył się słabo cmoknąć jego wargi, a właściwie zaledwie musnąć je swoimi — może mógłbyś się nasycić tym dotykiem, to… potem byś mógł się skupić na nauce.
JR poczuł się dziwnie, kiedy to drugi chłopak zainicjował pocałunek. Nie mógł jednak nazwać tego uczucia złym. Te chęci Seola, to jego… niewinne proszenie się o więcej sprawiało, że chciał mu dać to więcej. Przekręcił więc głowę i również go pocałował.
— Okej — zgodził się krótko i znów nie dał jego wargom spokoju. Nie chciał o tym rozmawiać, analizować i jeszcze słuchać jakichś komentarzy odnośnie swojej seksualności. Po prostu chciał tego kontaktu, bo bez niego czuł się jak ryba wyrzucona na brzeg.
A Seol odpowiadał na jego pragnienia, dał się znów dotknąć i przyciągnąć do gorętszej pieszczoty. To mogła być ich mała tajemnica. Nie miał nic przeciwko.
Tymczasem za ścianą, przy stoliku wciąż siedziały dwie nauczycielki, które właściwie tylko udawały, że czytają, a tak naprawdę żywo plotkowały o swoich uczniach, o otwartej galerii w mieście, o planowanych wyjazdach i polecanej przez jedną z innych nauczycielek fryzjerce.
— San, myślisz, że oni naprawdę robią ten projekt? — Yaan zdziwiła się po kolejnych kilku minutach, w trakcie których nie słyszeli żadnych podejrzanych dźwięków.
Zanim wszystko się zaczęło, obiecały sobie, że będą wyczulone na ewentualne symptomy bójki z sąsiedniego pomieszczenia, ale jak dotąd nic takiego się nie działo. Było bardzo podejrzanie cicho.
— Możliwe… Może podjęli taktykę milczenia i każdy zajmuje się swoją częścią? —zasugerowała San, która bardzo nie chciała, żeby tak się to skończyło. Chłopcy mieli sobie wyjaśnić swoje problemy, dojść do porozumienia i nigdy więcej nie wchodzić sobie w drogę. To była oczywiście wyidealizowana wersja tego rozwiązania, ale San żyła w przekonaniu, że problemy, z którymi nic się nie robi, narastają.
— To może podejrzyj, co robią? — Yaan zasugerowała dyskretnie.
San jeszcze popatrzyła na nią uważnie, by upewnić się, czy to właściwe, ale w końcu wstała i dyskretnie podeszła do drzwi. JR według ich zalecenia nie zamknął ich za sobą do końca. Te więc były na tyle uchylone, że San mogła przysunąć do nich twarz i zerknąć do środka. A gdy tylko to zrobiła, jej jasna cera pokryła się mocnym rumieńcem.
Chłopcy siedzieli blisko siebie, stykając się udami i… całowali się. JR obejmował Seola w pasie i inwazyjnie atakował jego usta, a ten drugi trzymał mu dłoń na udzie i odpowiadał na te pocałunki. Byli absolutnie cicho, ale pocałunek był tak gorący, że San poczuł się jak ktoś, kogo powinno się zamknąć za kratkami pod zarzutem biernej ingerencji w erotyczne doznania dwójki gejów. O ile w ogóle taki zarzut istniał.
Na miękkich nogach odsunęła się od drzwi, starając się nie wydać przy tym nawet najcichszego dźwięku. Gdyby została przyłapana na podglądaniu, chyba umarłaby ze wstydu. Nie miała pojęcia, że problemem w relacjach tej dwójki było właśnie… to! Nawet nie przyszłoby jej to do głowy, mimo że wiedziała o ich randce. Ale żeby JR… i żeby Seol… razem w taki sposób…?
— No? San, mów, co robią — Yaan popędziła ją, bo gdy tylko San usiadła, nie wydała z siebie ani słowa. A Yaan, mimo że ukrywała swoją ciekawość, chciała wiedzieć wszystko.
— Ni… nic… Uczą się — wydusiła jej młodsza koleżanka, wbijając wzrok w książkę przed sobą. — Dzielnie pracują.

***

— Dobra… jeszcze raz — zarządził JR, gdy z tekstem na kolanach przećwiczyli całą wokalną część swojego występu.
— Chwila, chwila, chociaż zwilżę czymś gardło! — zawołał Aron, podrywając się z kanapy, łapiąc już pustą szklankę i ostentacyjnie ruszając do drzwi.
Dzisiaj, z racji soboty, ćwiczyli u Arona w domu. Miał całkiem pokaźny metraż, a do tego na cały weekend jego rodzice wyjechali, więc mieli okazję w spokoju potrenować. Czasem brakowało im tego w szkole, bo chociaż popularność była przyjemna, to jednak trudno było się skupić, gdy pod drzwiami czatowała zgraja uczennic i starała się podejrzeć ich w trakcie prób.
Siedzieli więc w salonie w domu Arona, ze zdrowymi przekąskami na niskim, kwadratowym stoliczku i dobrym sprzętem pomagającym im w próbach. Niestety nie mogli tu trenować choreografii, z obawy przed uszkodzeniem mebli, sprzętów, czy zwyczajnie cholernie drogiego żyrandolu, ale JR uznał, że dobry będzie taki trening skupiający się na ich głosach. Chciał przećwiczyć każdy element występu, żeby wspólnie tworzyły idealną całość.
— Noo… świetny gospodarzu, może byś zaproponował reszcie! — zawołał za nim Ren, uważający, że ogrzewanie u Arona było zdecydowanie zbyt mocno podkręcone, bo musiał rozebrać się do siateczkowego bezrękawnika, żeby nie pocić się jak świnka.
— Chcecie?! — Aron zawołał niewinnie z kuchni.
— TAK! — odkrzyknęli całą trójką, a Aron zachichotał.
Wrócił z całą butelką schłodzonego soku pomarańczowego, do którego pierwszy dorwał się Ren.
— W ogóle jak oceny? Już cię nie cisną? — Baekho zagadał swojego lidera, skoro robili małą przerwę. Przy okazji sięgnął po telefon, żeby zobaczyć, czy może jego wczorajsza randka coś mu napisała o tym, jak dobrze jej zrobił w nocy.
— Hm? — JR najpierw bez zrozumienia popatrzył na niego, bo też był zajęty telefonem. Był umówiony z Seolem po tej próbie, a ten szczeniak jak debil napisał mu, że już się kręci po centrum handlowym, w którym się umówili. A przecież miał tam być najprędzej za godzinę. Teraz JR miał wyrzuty sumienia, że wciąż tu jest i każe mu czekać, mimo że Seol zapewnił, że nie nudzi się i by się nie spieszył. — A, oceny. Nie, spoko. Podniosły mi się trochę. Tamten projekt, to wiesz… No i jakoś ogarnąłem ten gówniany test z matmy.
— Nieźle. Duża zmiana w ciągu półtorej tygodnia. Starzy cię przycisnęli w końcu?
— Powiedzmy…
— A ja wam mówię, że zrobił pannie San po prostu zajebistą minetę i za to mu… postawiła… — Aron poruszył brwiami — dobrą ocenę.
JR wykrzywił usta i kazał mu się pierdolić. Po czym, nie chcąc, żeby temat zszedł na romanse i seks heteroseksualny, pogonił ich do pracy. Zostały ostatnie tygodnie przygotowań, a on zamierzał wygrać ten konkurs.
Tak jak się spodziewał, cała próba zajęła im kolejną godzinę, a i głupio było po tym po prostu wyjść. Zresztą, kiedy w końcu oznajmił, że musi spadać, cała trójka była zawiedziona. Chcieli trochę razem posiedzieć z racji wolnego dnia, pogadać i zwyczajnie się rozluźnić. Namawiali więc go, by jednak został, ale skapitulowali, kiedy oznajmił, że musi pozakuwać. Bo może i poprawił kilka ocen ostatnio, ale została mu jeszcze spora część materiału do ogarnięcia z innych przedmiotów. Został więc tylko nazwany lamą, ale po otrzymaniu kilku przyjaznych klepnięć, wyszedł od Arona, wsiadł na najbliższym przystanku w odpowiedni autobus i pojechał prosto do centrum.
Spotykanie się w tajemnicy z Seolem wywoływało w niego wiele sprzecznych emocji, które czasem sprawiały, że chciał to wszystko rzucić i nie pakować się w ewidentne problemy, a czasem dzięki nim czuł się wolny, jakby złapał wreszcie coś, co długi czas próbowało mu umknąć. Bał się uczucia, które się w nim rodziło, ale często zdawał sobie sprawę, że naprawdę tego chce i tego właśnie potrzebuje. Minuty spędzane z Seolem były jak zapomnienie w tańcu, poddanie się najpiękniejszym dźwiękom, jakie słyszały jego uszy.
Krew w jego żyłach płynęła tym szybciej, im bliżej miejsca spotkania się znajdował. Ta lekka ekscytacja, to napięcie… Cholera, nie mógł się doczekać, kiedy znów go zobaczy. Przyspieszył więc i przemknął hol centrum handlowego jak biegacz na ostatniej prostej do mety. Seola rozpoznał od razu. Z tą jego długą grzywką i trochę pokurczoną postawą ciała. Siedział na skraju murku przy fontannie i grał w Pac-mana na telefonie.
— Siema — przywitał się JR, gdy stanął przed nim i łakomie popatrzył po całej jego postawie. Już kilka dni temu połapał się, że przestają mu wystarczać pocałunki. Chciał więcej dotyku. Był, do cholery, nastolatkiem, a nie dewotą zamkniętą w zakonie.
Spojrzenie dużych oczy Seola uniosło się na niego i powieki momentalnie zmrużyły się w uśmiechu. Chłopak podniósł się i wcisnął telefon do kieszeni w swoich całkiem zwyczajnych jeansach.
— Cześć… — odpowiedział na wydechu, także poruszony jego widokiem. — Jak tam próba?
— Spoko. Jeszcze kilka takich nastawionych na głos i będzie okej. Gdzie idziemy?
— Em… Może mi doradzisz, który sweter wziąć? Bo chodziłem trochę po sklepach, ale nie mogę się zdecydować, a jakiś potrzebuję.
— A, no. Okej. A masz jakieś na oku? — dopytał JR, wciąż czując to głupie skrępowanie w rozmowie z tym chłopakiem, choć towarzyszyło temu podekscytowanie i chęć, by nie odsuwać się ani na moment.
— Mhm. W sumie trzy. Pokażę ci.
Młodszy chłopak poprowadził JR wzdłuż korytarza, aż do ruchomych schodów wiodących na piętro. Z jednej strony JR obawiał się wykrycia i podejrzeń ludzi, na jakich zasadach działają ich… relacje, ale z drugiej strony w tym tłumie byli absolutnie anonimowi. Znowu pojawił się sezon wyprzedaży, przez co centrum handlowe było przeludnione. Masa grupek młodych dziewcząt, matek z córkami, małżeństw, przyjaciół i znajomych kręciła się od sklepu do sklepu, a plakaty na witrynach zachęcały do odwiedzin.
— Nie nudziłeś się tu? — JR zapytał po drodze, idąc dość blisko chłopaka i zwalając to na ludzi, pomiędzy którymi musieli się przeciskać. A tak naprawdę po prostu chciał go czuć obok.
— Nie, chodziłem właśnie po sklepach, szukałem ciuchów. Aaa, no i otworzyli na minusowym piętrze jeszcze taką wystawę z symulacjami wybuchów gwiazd, pochłaniania materii przez czarne dziury, budowę atmosfery na różnych planetach. Naprawdę ekstra — Seol opowiadał z zaangażowaniem, uśmiechając się co raz do JR, przez co ten kilka razy o mało się z kimś nie zderzył, bo zapatrywał się na tę uroczą mimikę twarzy. — Niby wiele nowego się nie dowiedziałem, bo to bardziej dla laików, ale ładnie wizualnie to zrobili.
— Dla laików — prychnął JR. — Chciałeś powiedzieć dla debili, pieprzony geniuszu, drugi w Korei…
Seol roześmiał się i lekko pociągnął go za łokieć, gdy dotarli pod sklep, w którym widział swetry, które mu się podobały.
— Nie, nie chciałem tego powiedzieć. Debile to raczej ci, którzy nie mają wiedzy powszechnej bardziej… A fizyka to już coś specjalistycznego. Przynajmniej jej duża część.
— Ta, ta, nie tłumacz się… To które ci się podobały?
— Są tam, z tyłu. Chodź.
Seol pokierował się przodem pomiędzy wieszakami, co dało JR możliwość zapatrzenia się na jego tyłek. Nie był debilem i wiedział, na czym polegał seks z innym chłopakiem. Dlatego nigdy, przenigdy nie zamierzał nikomu mówić, że o nim myślał, ale równocześnie… po prostu chciał się pieprzyć z tym chłopakiem.
— Podobają mi się te dwa i jeszcze ten. — Seol wyrwał go z rozmyślań, zdejmując ze stelaża trzy wieszaki.
Dwa swetry miały ten sam krój — były z grubszej wełny, z kołnierzem w serek i sięgające dość daleko za pas, choć rękawy miały normalnej długości. Jeden był kremowy, a drugi granatowy. Z kolei trzeci sweter był cieńszy, ale wzbogacony w subtelny wzorek przechodzący w poprzek, równoległymi rzędami. Kolorystycznie, według JR, bardziej pasował chłopakowi, bo miał jaśniejsze kolory. Ale tak naprawdę żaden z nich nie przykuł uwagi starszego nastolatka tak jak to, co znajdowało się za plecami Seola, przy wysokim, wąskim lustrze, na jednym z manekinów. Była to bluza, całkiem obszerna, której środek, czyli część na piersi i brzuchu, stanowił biały, puchowy materiał, a reszta była w kolorze kawy z mlekiem. I oczywiście również wyglądała na puszystą. Bluza do tego miała duży kaptur, zwieńczony misiowymi uszkami.
— Musisz mieć któryś z nich? — zapytał, szybko coś analizując.
— No… — Seol zerknął na niego pytająco, a potem popatrzył na swetry, jakby coś z nimi było nie tak. — Potrzebuję swetra. Nie podobają ci się?
— Nie no… Dobra, ten może być. — JR wskazał na ten o innym kroju i dodał: — Ale w takim razie ja ci jeszcze coś kupię.
I wyminąwszy nic nierozumiejącego chłopaka podszedł do wieszaków obok manekina, gdzie znajdowało się więcej takich bluz, w różnych rozmiarach. Wyciągnął jedną w, na oko, rozmiarze Seola i wrócił do niego. Nie potrafił się powstrzymać przed uśmieszkiem, a już zupełnie miał ochotę się roześmiać, kiedy policzki Seola zostały wzbogacone w rumieńce, zaś te jego słodkie usteczka rozdziawiły się.
— Eee… JR… weź… Poważnie?
— No raczej. W ogóle przymierz.
— Ale…
— Mówię, kurwa, przymierz.
JR wcisnął mu bluzę i zabrał wieszaki ze swetrami, więc jego chłopak nie miał wyboru. Ze skrępowaniem zdjął kurtkę, a następnie na biały podkoszulek zarzucił misiową bluzę. JR jeszcze sięgnął po kaptur i naciągnął mu go na głowę. O tak. Bardzo, bardzo mu się podobało. Miał ochotę…
— Mam ochotę cię w tym przelecieć.
I jeśli chwilę temu Seol był skrępowany, to teraz poczuł się, jakby ktoś wylał mu na twarz wrzącą wodę. Dotąd w ogóle nie wchodzili na temat seksu. Każdy z nich skrycie o tym marzył, ale byli chyba… na zbyt świeżych relacjach, żeby rozmawianie o tym było dla nich obu naturalne. Ale tak, Seol nie mógł przed sobą zaprzeczyć, że pragnął dłoni JR na każdym skrawku swojego ciała. I teraz usłyszał, że i ten tego chciał.
— O… och, ja… a… — nie potrafił sklecić całego zdania. — Może…
— To bierzesz? — JR szybko mu przerwał, samemu czując się spiętym po tym, co powiedział. Na głos. W cholernym centrum handlowym. Co prawda nikt nie zwrócił na to uwagi, ale poczuł się, jakby co najmniej już dobierał się tu do Seola.
— Tak… mogę… Ale może… — Seol jednak nie dał za wygraną w tym temacie, niczym tonący łapiący się brzytwy. Jeśli była nadzieja, jak mógł teraz uciec?! — A może chcesz do mnie przyjść po tych zakupach? — wypalił.
JR, już mający odłożyć pozostałe dwa swetry, których na pewno nie brali, popatrzył na niego czujnie.
— Do ciebie? A starzy?
— Nie ma ich do wieczora…
— Co to, kurwa, weekend wyjazdów?
— Hm?
— Nic… U Arona też nikogo nie było. Ale… serio chcesz… — zastanowił się, jak to ująć, więc poleciał eufemizmem — bym wpadł na kawę?
Seol jedynie pokiwał twierdząco głową, bo napięcie nie pozwoliło mu na wydobycie słów. Gdyby mógł, już teraz zaciągnąłby tego chłopaka do siebie, ale to by wyglądało chyba jeszcze gorzej. Nie chciał być łatwy, nie chciał też wyjść na jakiegoś dupka, który myśli tylko o seksie. Bo to, co dotychczas miał z JR, niesamowicie mu się podobało. Te potajemne spotkania, ten niewinny dotyk. Chciałby być z nim na poważnie, otwarcie, ale nawet taki potajemny romans miał swoją… magię.
— No… Okej — zgodził się JR. — Ściągaj tę bluzę. Kupujemy. I pokażesz mi te symulacje czarnych dziur.
— Mhm. Jak chcesz. — Seol uśmiechnął się do niego lekko i zdjął ubranie.
Zanim poszli do kasy, przeglądnęli na szybko cały męski dział, w którym ostatecznie JR znalazł jeszcze dla siebie jeden bezrękawnik. Po zapłaceniu i podążeniu wzdłuż kolejnych witryn temat zszedł im na kreacje, w jakich zespół JR miał wystąpić podczas konkursu. JR przyznał, że wciąż nad tym pracują, bo choć motyw przewodni piosenki i jej mroczny klimat już jakoś nakierowują na konkretny wybór garderoby, to wciąż nie byli z chłopakami pewni, w co uderzyć. Nie chcieli powielać schematów. Chcieli zaskoczyć widza, ale na razie pracowali nad wokalem i choreografią, więc ten element zostawili na koniec. Seol wyraził przy tym swoją opinię, bo przecież bardzo dobrze znał tekst piosenki i to w jego głowie powstawały różne wyobrażenia, gdy go pisał. JR uznał jego uwagi za całkiem wartościowe i musieli na moment przystanąć, żeby zapisał je w notatniku na swoim telefonie.
W centrum spędzili jeszcze kilkadziesiąt minut, bo astronomiczna wystawa wciągnęła JR, mimo tłumów dzieci pałętających się pod nogami. Ale znacznie lepiej mu się coś takiego oglądało, kiedy Seol przy okazji tłumaczył mu niektóre zjawiska.
Po drugiej popołudniu uznali, że trzeba się stąd zbierać. U Seola przecież potrzebowali prywatności, a skoro jego rodzice wieczorem mieli wrócić, mieli na tę prywatność tylko kilka godzin. Plusem był fakt, że Seol nie mieszkał specjalnie daleko od centrum, choć z drugiej strony zaskoczeniem dla JR było, jak duży okazał się jego dom. Co prawda wiedział już od Seola, że jego rodzice mieli tu lepszą pracę, dzięki czemu mogli zapewnić mu dobre warunki, ale chyba przez to, że Seola w szkole gnębiono, dotychczas JR myślał, że jest gorszy we wszystkim. Okazało się, że jednak nie.
— To… rozgość się — powiedział Seol, gdy weszli do mieszkania i pozbyli się wierzchniego odzienia w przedpokoju.
JR zagwizdał, rozglądając się po całkiem pokaźnym holu. Było tu bardzo… klasycznie, jeśli mógł tak powiedzieć. Prosto, ładnie i jasno. Bez przesadnych dodatków, mało wzorzystych elementów, ale przez to wnętrze wydawało się bardzo ciepłe.
— Idziemy do ciebie do pokoju? — zapytał, mimo zaciekawienia wnętrzem domu myśląc o tym, w jakim celu tu w ogóle przyjechali.
— Mhm. Pójdziesz przodem? Mój pokój jest tam, po prawej stronie… z napisem „Seol” na drzwiach — chłopak wyjaśnił z lekkim skrępowaniem. — Ja jeszcze pójdę do łazienki.
— Okej — zgodził się JR trochę lekceważąco i podążył we wskazanym kierunku.
Był ciekaw pokoju Seola, ale gdy wszedł do środka, znów się zaskoczył. Po pierwsze tym, że na jednej ze ścian wisiały dwa plakaty zespołów, które i on lubił. Po drugie tym, że na drugiej ścianie, nad biurkiem, wisiał z kolei obraz z układem słonecznym. No i w pokoju Seola wcale nie panował taki idealny porządek, jakiego mógłby się po nim spodziewać. Tu i tam leżały jego ubrania, dywan nie był perfekcyjnie odkurzony, a biurko zawalone było bibelotami.
Zdjął bluzę i zawiesił ją na biurowym fotelu. Po chwili namysłu pozbył się też swoich wisiorków, żeby nie poruszały się i nie bujały w trakcie… tego, co mieli robić. Po tym usiadł na skraju złożonego w formę sofy łóżka i czekał. I czekał. Miał wrażenie, że minęły trzy dni, nim Seol do niego wrócił.
— Hej… — chłopak rzucił, jakby wcale nie widzieli się kilka chwil temu. Też już był bez bluzy, ale nie tylko to. W łazience musiał też pozbyć się podkoszulki, bo teraz JR widział to, co bardzo chciał od dawna ujrzeć.
Sutki. Były różowe i drobne. I chyba hipnotyzujące, bo JR zapatrzył się na nie jak pies na miskę pełną jedzenia.
— Hej — odpowiedział bezwiednie.
Seol podszedł do niego powoli i zagryzł wargę.
— Nie… nie rozmyśliłeś się? — zapytał z trwogą, ale odpowiedź otrzymał natychmiastową, gdy JR podniósł się z łóżka i pochwycił go w pasie.
— Nie — odpowiedział niskim, seksownym głosem i pochyliwszy się, pocałował go agresywnie, aż chłopak musiał objąć go ramionami za kark, by nie przechylić się za bardzo do tyłu.
Pocałunek był mocny, namiętny i dążący do czegoś więcej, niż tylko wspólny taniec języków. Tym bardziej, że dłonie JR nie pozostały obojętne na ten negliż Seola i przesunęły się z jego pasa, wyżej, na plecy, ściskając ciało. Docisnął do siebie Seola, a ten jęknął, powoli zaczynając tracić ten opór, który z początku hamował go przed zbyt chciwymi gestami. Sam zaczął podwijać koszulkę JR, żeby i ten się rozebrał. Na szczęście starszy nastolatek nie oponował. Podniósł ręce i pozwolił się rozebrać, po czym odwrócił ich i przewalił chłopaka na plecy na kanapę. Ten jęknął, więc JR odsunął się, by szybko się upewnić, czy był to wyraz bólu i zrobił mu krzywdę tym nagłym gestem. Nie ujrzał jednak żadnego grymasu, a spojrzenie, które wzbudziło w nim jeszcze większą żądzę. Seol patrzył na niego swoimi szeroko otwartymi oczami i oddychał głęboko.
— Kurwa… aż się prosisz — skomentował JR i niemal wcisnął jego głowę w siedzenie kanapy, gdy znów mocno go pocałował.
Dla żadnego z nich nie był to pierwszy raz, ale w duchu trochę tak to odczuwali. W końcu JR nigdy wcześniej nie kochał się z chłopakiem, a Seol wreszcie robił to z kimś, do kogo… czuł coś więcej. Nie mógł liczyć tego swojego pierwszego razu jako właściwego, kiedy teraz po jego ciele wędrowały dłonie JR. Poddawał mu się z chęcią, a gdy te skierowały się niżej i zaczęły rozpinać mu spodnie, uniósł biodra, by im to ułatwić.
Napięcie jeszcze bardziej się w nich skumulowało, gdy tylko starszy chłopak pozbawił Seola wszystkich ubrań i zerknął w dół. Cholera, nie był prawiczkiem ani jakimś świętoszkiem i wiedział, jak wygląda ludzkie ciało, ale na sam widok sztywnego penisa Seola zaczerwienił się, jakby rodzice przyłapali go na oglądaniu pornografii.
Tego momentu bał się Seol. Nie wiedział, czy teraz JR nie stchórzy. W końcu ten chłopak tyle razy powtarzał, że nie jest gejem. Wyczekiwał więc jakiejś wyraźniejszej reakcji, a kiedy ta nastąpiła, odetchnął z ulgą i rozkoszą, bo JR pochylił się nagle i zassał jego sutek.
— Och…! JR…!
— Mm… — ten tylko wyburczał nisko i zsunął mocno dłonie w dół, po jego bokach, następnie mocno ściskając mu pośladki.
— Mam… przyniosłem… z łazienki krem… Mam w spodniach w kieszeni — wydyszał młodszy chłopak, dotykając tych szerokich ramion drugiego nastolatka.
JR zerknął mu w oczy badawczo i skinął głową. Zostawił jego sutki na rzecz sięgnięcia po porzucone na podłogę spodnie, w których po chwili udało mu się odszukać nieduże pudełeczko z kremem nawilżającym.
— Chcesz się odwrócić? — zapytał, czując gorąco kłębiące mu się w kroczu i piersi.
— Tak… Chyba tak będzie wygodnie — przyznał Seol, obawiając się trochę, że JR nie będzie miał wyczucia, ale… co miało być, pragnął tego.
Naraz jednak wychylił się mocno, podniósłszy się, po czym nie tylko pocałował chłopaka, ale jeszcze chapsnął zębami jego wargę. Po tym uśmiechnął się zadziornie i dopiero przewrócił się na brzuch, by wypiąć pośladki. Ten nagły gest rozluźnił trochę JR, który prychnął z rozbawieniem, a potem popatrzył na te okrągłe, seksowne, jędrne pośladki, które właśnie całkowicie postawiły mu kutasa.
Nie ociągał się. Obsunął własne spodnie w dół, otworzył pudełeczko i nabrał na palce trochę kremu. Nasmarował nim penisa.
— Najpierw… najpierw mógłbyś palce? — zapytał Seol, gdy obejrzał się na niego i zobaczył, co ten robi. Był spięty przez to, że chciał dobrze wypaść, a nie chciał bólu w ich pierwszym stosunku.
— Spoko. Miałem zamiar — odmruknął JR, który co prawda o tym nie pomyślał, ale przecież się nie przyzna.
Rozsmarował krem na palcach i naprawdę chcąc mu to zrobić, przesunął nimi po całym rowku. Cichutkie stęknięcie, które wydobyło się z ust Seola, podnieciło go niesamowicie. Nie mógł oderwać wzroku od jego twarzy, opartej policzkiem o siedzenie, gdy powoli wsuwał w jego palec. Uczucie dziurki, mocno go okalającej, tak seksownie się poruszającej, sprawiało, że trudno było mu to tak stopniować. Już chciał w niego wejść, ale też wyglądało na to, że musiał popracować nad przygotowaniem do tego chłopaka.
Po kilku chwilach, gdy kręcił w nim palcem już z większą swobodą, Seol poinstruował go, żeby wsunął jeszcze jeden. Było trochę trudniej, ale otworek z nim współpracował, a JR już nie wytrzymywał i ocierał się o jego udo. To się Seolowi bardzo podobało. Dzięki temu czuł, że JR się nim podnieca, że go pragnie i było to wszystkim, czego chciał. Nie mógł też przed sobą zaprzeczyć, że i on chce już przejść dalej, więc w końcu zgiął trochę kolana, uniósł tyłek i obejrzawszy się na drugiego nastolatka, rzucił:
— Możemy dalej… Znaczy no… możesz go we mnie wsunąć.
JR nie mógł odmówić takiemu zaproszeniu. Ale zanim to zrobił, pochylił się i pocałował Seola w policzek bardzo czule. Tak, jak rzadko mu się zdarzało. Teraz zobaczył, że ten chłopak, mimo tych wszystkich krzywd, bólu i poniżenia, które mu do tej pory zapewnił… ufa mu. A ten wzrok, który prosił go o bliskość, urzekł go jak dawno nic. Nie mógł mu więc odmówić trochę czułości.
— Dobra… To mów, jak coś będzie nie tak — uprzedził cicho, bo gardło miał ściśnięte, a nie chciał się zająknąć.
Seol pokiwał głową twierdząco i wziął głęboki wdech. I zaraz poczuł, że w jego wnętrze wsuwa się gorący, twardy jak tytan penis. Jęknął, a JR szybko się zatrzymał, ale Seol popędził go, by wchodził dalej. Chciał tego! I wcale nie bolało tak, jak się tego spodziewał. JR miał naturalnie dobre wyczucie, a jego członek już teraz, rozpychając się i moszcząc w jego tyłku, dawał Seolowi mnóstwo przyjemności.
— Kurwa mać… jaki ty tam jesteś… ciasny! — JR niemal warknął, trzymając się mocno pośladków młodszego chłopaka, gdy wchodził do samego końca.
— Specjalnie dla ciebie — odpowiedział Seol ze zduszonym śmiechem.
Po tym tekście JR uśmiechnął się pewnie. Miał tego chłopaka całego dla siebie. Oddanego mu, ufnego, słodkiego i tak cholernie seksownego. Jak mógł sprawiać mu dotąd taką krzywdę, kiedy ten tak cudownie go przyjmował? Był debilem, to wiedział na pewno.
Gdy już znalazł się cały w tym ciasnym tyłku, a Seol po kilku sekundach głębokich oddechów rozluźnił się trochę, JR podparł się z boku jego głowy, pochylił bardziej i zaczął się poruszać. Na początku powoli i ostrożnie, wiedząc, że może mu sprawić trochę dyskomfortu, a nie zależało mu tylko na swojej przyjemności. Chciał, żeby i Seol czerpał z tego rozkosz, żeby stękał dzięki niemu.
I nie musiał specjalnie długo czekać, zanim Seol rozchylił bardziej usta i jęknął, najpierw cichutko, a potem głośniej, kiedy penis docisnął to wrażliwe miejsce w jego wnętrzu.
— Dobrze ci? — JR zapytał szybko, nakręcony tymi dźwiękami. Spróbował powtórzyć pchnięcie dokładnie pod tym samym kątem.
— Tak! — a Seol w odpowiedzi krzyknął. Nie śmiał zmienić pozycji, bo właśnie tak, jak robił to teraz JR, było idealnie. — Tak rób!
— Ale jesteś, kurwa, gorący — warknął drugi chłopak i robił mu dokładnie tak, jak ten chciał. Poruszał się płynnie, głęboko i do samego końca, bo dodatkowo strasznie podniecały go te momenty, gdy dociskał podbrzusze do jego pośladków, które zabawnie się przy tym miażdżyły.
Niestety, mimo że obaj chcieli to przedłużyć, jak tylko się dało, to gorączka w ich ciałach, napięcie i rozkosz nie pozwalały na przeciąganie. Ale obaj również pragnęli tego ostatecznego momentu. Seol jeszcze stęknął coś niewyraźnie, że on już nie potrafi się powstrzymywać i za chwilę dojdzie. I rzeczywiście, JR dosłownie kilka sekund później poczuł sensacyjne ściskanie ciała okalającego jego penisa, a Seol stęknął i zbrudził swoją sofę nasieniem.
JR miał wrażenie, że odebrało mu oddech. Jęknął, zacisnął palce na pośladku chłopaka i sam spuścił się w to gorące wnętrze, a po jego ciele przebiegł intensywny prąd przyjemności. Jeszcze chwilę podtrzymywał się nad leżącym pod nim ciałem, aż opadł na niego z chwilowego braku sił.
— Mn… — Seol jęknął cicho. Czuł, jakby się dusił. Było mu tak gorąco od tego, co przeżyli i od emocji wypełniających jego ciało. — Podobało ci się? — zapytał z nadzieją.
— A jak myślisz? — JR spytał zaczepnie i cmoknął łopatkę chłopaka.
— Że… chciałbyś to powtarzać — odparł Seol z nadzieją i uśmieszkiem błąkającym mu się po ustach.
— Odważnie — prychnął JR. — Ale masz rację… Było zajebiście. Tylko… teraz jak się wysunę, to się z ciebie wyleje.
— Spróbuję zacisnąć… Ale już kanapę pobrudziłem — stęknął Seol, przy okazji czując, że JR powoli się podnosi. Zacisnął więc mocno pośladki, a gdy penis opuścił jego wnętrze, poczuł się pusty.
Widok, który teraz JR miał przed oczami, był na tyle podniecający, że ten nie pogardziłby jeszcze jednym numerkiem. A ta różowa, desperacko zaciskająca się dziurka pomiędzy okrągłymi pośladkami… Tak, to był jeden z cudowniejszych widoków, jakie oglądał. Niestety szybko zostały mu zabrane, gdy Seol wstał i przeprosiwszy go, popędził do łazienki. A JR popatrzył na kanapę i uśmiechnął się, jakby białe plamki na materacu były dowodem jego spełnionego, męskiego obowiązku.

Rozdział 7 — Szybki obieg informacji

Na blogu Pajęczycy wiele mówiło się o zbliżającym się wielkimi krokami konkursie muzycznym. Miał być już za dwa tygodnie, a chłopcy pracowali w pocie czoła, by tym razem udało im się zdobyć pierwsze miejsce. Niestety konkurencja też nie pozostawała bierna i co chwilę między szkołami krążyły plotki o postępach w różnych zespołach. JR traktował to jednak z przymrużeniem oka. Nie, nie lekceważył rywali, ale uważał, że ich marnowanie czasu na reklamę może być dla nich plusem, bo sami, zamiast robić jakieś pokazówki, skupiali się na doprowadzeniu swojego repertuaru do perfekcji.
Sam JR czuł się pozytywnie naładowany, a motywacja do zwycięstwa wzrastała w nim po każdym tajnym spotkaniu z Seolem. Ten chłopak był niesamowity i o muzyce potrafił z nim tak rozmawiać, że JR czuł się, jakby mógł przenosić góry. Pragnął tych spotkań jeszcze więcej. Nie wystarczały mu już niektóre popołudnia w mieście. Widząc Seola na korytarzach szkolnych, pragnął podejść, pochwycić go i pocałować. A musieli mijać się z tak bolesnym chłodem, że nie wytrzymywał.
Dlatego na dziewięć dni przed konkursem, gdy był padnięty po kolejnej próbie, napisał smsa do swojego nieoficjalnego chłopaka. „Spotkajmy się na przerwie obok siłowni na dole szkoły.”. Niestety jednak nie doczekał się odpowiedzi. Przez to przez całą lekcję biologii był niecierpliwy i nie mógł się skupić na przekazywanym przez panią Yoon materiale.
Mimo braku odzewu, gdy tylko rozbrzmiał dzwonek na przerwę, zarzucił plecak na ramię i nim ktokolwiek zdążył go zagadać, niemal wybiegł z sali.
— Ojej, widziałaś to? Pali się? — Nari uniosła brwi wysoko, patrząc za liderem i kręcąc głową.
Pajęczyca ściągnęła brwi i zacmokała z zamyśleniem, przez co wzbudziła podejrzliwość w swojej koleżance, leniwie wkładającej podręcznik do biologii do swojej torby z naszywkami w kształcie muffinek.
— Coś musi być na rzeczy… — mruknęła blogerka, naraz złapała koleżankę za łokieć i pociągnęła brutalnie do wyjścia z klasy. — Chodź! Musimy to sprawdzić!
— Ale…! — Nari zawołała, ale nie miała już wyboru.
Pobiegły za JR, choć z początku nie zobaczyli go na korytarzu. Chłopak jednak był tak znany, że ktoś szybko im powiedział, w którą stronę poszedł. Pajęczyca w kościach czuła, że coś jest na rzeczy. Wyraz twarzy JR był bardzo specyficzny, więc po prostu dla własnej ciekawości musiała to sprawdzić.
Okazało się, że JR szedł po schodach do poziomu poniżej parteru, co było zaskoczeniem dla obu dziewcząt, bo wiedziały, że JR nie miał dzisiaj WF-u. A tam mieściły się tylko szatnie i salka z siłownią. Nie było tu właściwie o tej porze żadnych uczniów, więc by nie zostać zauważonymi, musiały być bardzo cicho.
— Jesteś pewna, że to nie jakiś psychofanizm…? — zapytała półgłosem Nari, trzymając się boku koleżanki, gdy schodziły w dół po schodkach, przylepione do ściany.
— Szzz… Jakby chodziło o Baekho, to byś była pierwsza to takich zwiadów.
Nari tylko się zarumieniła i nic już nie powiedziała. Aż obie dziewczyny dotarły na ostatni stopień, to załomu ściany, za którym ciągnął się już długi i dość zimny korytarz. I wyjrzały tam.
Teraz wszystko się wyjaśniło. Ta podenerwowana mina JR, jego pośpiech i to dziwne miejsce jak na spędzanie przerwy międzylekcyjnej. To musiało być czymś tajnym, z emocjonalnym podłożem.
— O… ja… — wydusiła Nari, zagapiona z równym wyrazem ogłupienia co Pajęczyca na to, co działo się kilka metrów dalej.
Seol stał oparty o ścianę, a raczej był do niej mocno przyciskany, kiedy JR atakował jego usta żarliwymi pocałunkami. Żeby tego było mało, jedna dłoń starszego nastolatka ściskała pośladek Seola, a ten z kolei obejmował starszego za kark. Robili to namiętnie, z tęsknotą i gorączką.
Dopiero po kilku długich sekundach Pajęczyca się otrząsnęła. Sięgnęła szybko do plecaka, wydobyła z niego telefon i zrobiła kilka zdjęć.
— Co ty robisz?! — Nari syknęła na nią groźnie, z oburzeniem, ale koleżanka uciszyła ją.
Obie dziewczyny w obawie przed nakryciem odsunęły się od ściany i szybko wbiegały schodami na górę. Na ich policzkach widniały silne wypieki i niewysłowiony szok, którego nawet nie były w stanie przedyskutować. Pajęczyca za to poczuła, że jej szkolnym obowiązkiem jest poinformowanie o tym zdarzeniu innych uczniów i zanim Nari zdążyła ją powstrzymać, opublikowała zdjęcia na Facebooku.

***

Seol wiedział, że inni uczniowie w szkole go nie lubią. Zawsze ktoś go trącił, ktoś rzucił za nim niewybrednym żarcikiem i większość uczniów unikała go, by nie dostać podobnej etykiety pedała, fajtłapy i popychadła. Ale po potajemnym i niesamowicie gorącym spotkaniu z JR przy siłowni miał wrażenie, że więcej niż zwykle osób patrzy na niego z pogardą, zaskoczeniem, czy nawet nienawiścią. Nie miał pojęcia, o co chodzi, bo nikt nie chciał z nim rozmawiać, a tym bardziej wyjaśniać mu zaistniały stan rzeczy.
Jedną lekcję przesiedział z zupełnym brakiem skupienia na tym, co mówił nauczyciel, a myśląc, o co może chodzić. Widział, że coś było na rzeczy. I dowiedział się dopiero pod koniec lekcji, kiedy w ławce za jego plecami dwójka chłopaków chichotała i pokazywała sobie coś.
— No kurwa, nie wierzę. Tyle lasek u nas w szkole ślicznych, a on wybrał… jego? Wiedziałem, że coś z tym JR jest nie halo.
— Co?! — Seol gwałtownie się obejrzał, czując mocniejsze uderzenie serca, a nauczyciel aż popatrzył na niego z oburzeniem.
Chłopak zaczerwienił się, przeprosił, ale gdy tylko lekcja wróciła do swojego toku, obejrzał się znowu dyskretnie i zwrócił do dwójki wciąż rozmawiających uczniów.
— O czym wy mówicie? Coś o JR?
Chłopcy popatrzyli po sobie, cudem zdusili rechot, a jeden z nich w końcu pokazał mu na telefonie zdjęcie opublikowane przez kogoś na Facebooku. Miało już kilkadziesiąt lajków, a do tego mnóstwo komentarzy. Ale to nie było najważniejsze dla Seola, bo zbladł nagle, gdy rozpoznał na zdjęciu siebie i JR. Całujących się.
— Niemożliwe… — wydusił z paniką.
— Ale prawdziwe. Spedaliłeś nam lidera zespołu szkolnego. Już nie żyjesz, koleś. Laski cię zabiją — odpowiedział mu z rozbawieniem, półszeptem, jeden z chłopaków.
— Uspokoicie się wreszcie wszyscy?! — zawołał rozsierdzony tym przeszkadzaniem nauczyciel, więc Seol musiał usiąść prosto.
Czy JR już wiedział? Jeśli nie, musiał go ostrzec. Z tą myślą i z czarnymi prognozami tego, co będzie dalej, doczekał do końca lekcji jak na szpilkach. Gdy tylko rozbrzmiał dzwonek na przerwę, wybiegł z klasy i popędził na poszukiwania JR. Niestety, przez pierwsze trzy minuty nie mógł go nigdzie znaleźć. Bał się teraz pytać kogokolwiek o drogę, bo wieść już musiała się na tyle rozejść, że ktoś ewentualnie mógłby wskazać mu drogę do kontenerów na tyłach szkoły, a nawet pomóc mu do jednego z nich wejść.
Zmachany i czerwony wybiegł w końcu na boiska szkolne i zaczął tam wypatrywać swojego chłopaka. A gdy w końcu zobaczył go siedzącego na ławkach na trybunach przy boisku, odetchnął z ulgą i popędził w jego kierunku.
Jak zwykle JR nie był sam, a otaczała go grupka innych uczniów. Seol jednak na to nie zważał. Podbiegł bliżej, ale… stanął nagle, gdy do jego uszu dotarły słowa JR.
— Nie ogarniam, jak mogliście w to w ogóle uwierzyć. Na pierwszy rzut oka widać, że to, kurwa, spreparowana fota — mówił JR, a w jego głosie pobrzmiewało lekceważenie i odraza. — Poza tym, jakbym już miał pieprzyć jakiegoś chłopaka… to serio myślicie, że wybrałbym tę porażkę?
Chłopcy i dziewczyny zgromadzeni wokół JR roześmiali się głośno, a Seol poczuł łzy w oczach i silniejsze rumieńce na policzkach. JR tymi słowami wbił mu nóż w serce i przekręcił go kilka razy. Ból był nie do opisania, a Seol nie miał pojęcia, jakim cudem zmusił swoje ciało do obrócenia się i zmierzenia z powrotem do szkoły.
— Ooo, JR, twój „chłopak” odchodzi! — Jeden z towarzyszy lidera roześmiał się z kpiną, co Seol jeszcze usłyszał na odchodnym.
Odpowiedź JR nie dotarła już do jego uszu. Nie chciał go nigdy więcej słyszeć. W tym momencie żałował przeniesienia się do tej szkoły bardziej niż kiedykolwiek od początku tego roku szkolnego.

***

Całe szczęście, że występ na konkurs muzyczny był już całkiem dopracowany, bo JR totalnie się na tym nie skupiał. Nie pomagało powtarzanie innych członków zespołu, że przecież konkurs jest lada dzień i muszą jeszcze zrobić kilka prób generalnych. JR po prostu nie mógł przestać myśleć o odrzuceniu, jakie widział na twarzy Seola od tamtego dnia. Ale co miał, do cholery, innego zrobić?! Przyznać się przed całą szkołą, że są razem, że uwielbia się z nim pieprzyć i że spędzają razem czas na głupich, romantycznych wypadach? Jego życie w tej szkole byłoby skończone! A przynajmniej on widział to wszystko w tak czarnych barwach.
— O jaaaaa, weź się skup! — krzyknął Aron, gdy przy ćwiczeniu jednego z trudniejszych fragmentów w tańcu JR wyleciał z rytmu i nie nadążył za resztą.
Baekho i Ren też popatrzyli na siebie porozumiewawczo. Każdy tutaj czuł, że coś jest na rzeczy, ale próby dogadania się z JR zawsze kończyły się wściekłością tego ostatniego.
— Sorry… — mruknął lider i podążył do radia, żeby jeszcze raz włączyć podkład muzyczny.
— Nie sorry, tylko mów, o co chodzi, bo ja tu kurwicy dostanę! — warknął Aron, biegnąc za nim i kładąc mu dłoń na nadgarstku.
— Chodzi o Seola? — dopytał Baekho, skoro Aron już podjął ten temat.
JR obejrzał się na swojego jasnowłosego kumpla groźnie.
— Spierdalaj.
— No dzięki. Kumple chcą ci pomóc, a ty każdego jak psa traktujesz. Ty chcesz pogrzebać ten nasz konkurs? Olać współpracę, zamienić nas w robociki robiące to, co trzeba, bez żadnej solidarności, współpracy i zaufania? Kiedyś powtarzałeś, że to jest podstawą naszego współdziałania.
— Ale nie macie mi w czym pomóc! To ja spierdoliłem sprawę.
Trójka chłopaków popatrzyła po sobie z nadzieją, bo dotąd JR unikał tematu jak ognia. Teraz już coś powiedział, więc była szansa pociągnięcia tej rozmowy.
— Co spierdoliłeś? Może uda się nam pomóc — zasugerował Ren, podchodząc bliżej.
— Nie uda się wam… Nie wiem… Ja nie mogę się z nim… Kurwa…
JR zamknął twarz w dłoniach i kucnął, czując, jakby nagle przytrzasnął go wielki głaz. A on sam nie miał siły, by się spod niego wydobyć. To było zbyt trudne.
— Hej… — Ren kucnął obok niego i położył mu dłoń na ramieniu. Zawahał się, czy o to zapytać, ale nie mieli już nic do stracenia. — Ty naprawdę się zabujałeś w Seolu…?
Aron i Baekho wstrzymali powietrze, a JR… JR pokiwał głową twierdząco, nie unosząc głowy. Tak, zakochał się w tym dzieciaku. Tęsknił do jego uśmiechów, jego ciepłego spojrzenia, łagodnego dotyku, zadziorności w seksie i tych przemądrzałych gadek o astronomii. Tęsknił do tego wszystkiego, bo obecność Seola stała się dla niego elementarnym składnikiem w jego życiu. Bez niego czuł się jak… jak bez serca.
— To… odzyskaj go. Nie bój się, masz nasze wsparcie — mówił Ren za całą ich trójkę. — Pamiętasz? Tylko autentyczność i naturalność sprawia, że jesteśmy tacy dobrzy. Nie musisz nikogo oszukiwać, żeby być dalej zajebistym sobą.
JR słuchał tego wszystkiego i… rozumiał to. Wiedział, że Ren ma rację, ale po prostu zwyczajnie się tego bał. Bał się wykluczenia, straty swojej pozycji, sławy… Ale czy gorsza nie była utrata Seola?
— Dzięki, Ren — wydusił cicho za dłoni, a blondyn uśmiechnął się blado i uścisnął jego ramię.
— Nie ma sprawy. I zróbmy sobie przerwę. Poćwiczymy wieczorem u Arona.
— Mhm…
Pozostała dwójka zgodziła się, że teraz próby nic by nie dały. JR zresztą musiał to sobie wszystko w głowie ułożyć. Tak jak oni. Bo przecież kto by się spodziewał, że najpopularniejszy chłopak w szkole, lider zespołu i bożyszcze, do którego wzdychały niemal wszystkie uczennice… będzie wolał chłopców?

***

Na blogu Pajęczycy działo się teraz bardzo wiele. Nie tylko znajdowały się zdjęcia Seola i JR, ale też różne opisy, podejrzenia i relacja blogerki z jej obserwacji dotyczącej tej dwójki. Przez to domniemany romans stał się tematem numer jeden w szkole, choć większość w niego nie wierzyła, od kiedy JR wyparł się Seola, zaś ten nie zabiegał o sprostowanie.
Komentarze pod najnowszym postem były bardzo liczne. W dużej mierze podchodziły od dziewczyn, którym JR się podobał. Pajęczyca starała się z początku okiełznać mowę nienawiści, ale sprawa tak bardzo się rozkręciła, że nawet nie nadążała z kasowaniem nieprzyjemnych komentarzy.
To wszystko w bardzo bolesny sposób dotykało Seola. Z początku starał się izolować od całej sprawy, ale nie mógł się powstrzymać przed sprawdzaniem, co znowu pojawiło się na Facebooku czy blogu Pajęczycy. A każdy komentarz bolał go coraz bardziej. Nie potrafił przejść obok tego obojętnie, więc na jeden z kolejnych zarzutów, w których ktoś napisał, że powinien udać się do kliniki na chemiczną kastrację, napisał swoje zdanie.
„Dlaczego nie zajmiecie się swoim życiem? Czemu to wszystko ma służyć? Czy trudno jest skupić się na sobie, a tak łatwo zgnoić inną osobę? A czy komuś z Was przyszło do głowy, że ja też mam uczucia? Kim jestem i co robię, to moja sprawa, póki nie robię tym nikomu krzywdy. Jeśli któraś z Was kocha JR i chce z nim być, przecież ja nie zabraniam. Nie trzymam go na żadnym łańcuchu i nie buduję wokół niego muru obronnego. JR nie jest mój. Jest wolny. Zróbcie z nim, co chcecie, jeśli Was do siebie dopuści. Ja chcę po prostu bezpiecznie ukończyć liceum.”
Podpisał się swoim imieniem i nazwiskiem, postanawiając nie zniżać się do poziomu anonimowości, której całym sercem nienawidził. Już nie patrzył na to, czy ktoś mu odpisał, bo domyślał się, że i tak każdy znajdzie w jego wypowiedzi coś, do czego można się doczepić i za co znów można mu pojechać. Wyłączył Internet w komórce i skupił się na zajęciach, choć było to ostatnio bardzo trudne.
Tymczasem JR, który starał się trzymać rękę na pulsie i także co jakiś czas patrzył na bloga tej pieprzniętej pseudo dziennikarzyny, poczuł, jakby serce mu się złamało, gdy przeczytał komentarz napisany przez Seola.
JR nie jest mój. Jest wolny. To cały czas pobrzmiewało w jego głowie jak echo i upewniło go, że tak być nie może. Że nie może dopuścił do tego, by faktycznie był wolny. Nie chciał być wolny. Wolałby mieć ten mentalny łańcuch, którego koniec trzymałby Seol. Chciał być jego drapieżnym ptakiem na uwięzi.
W piątek, gdy konkurs miał odbyć się następnego dnia, a JR i reszta zespołu byli zwolnieni z zajęć, żeby móc cały ranek ćwiczyć swój występ, lider doszedł do wniosku, że będą mogli jutro zwyciężyć tylko wtedy, kiedy on wreszcie będzie miał spokój duszy. Wiedział, że musi odzyskać Seola, ale równocześnie bał się, że ten go odrzuci. Że nie będzie chciał z nim rozmawiać, tak jak przez ostatnie kilka dni, gdy JR próbował się do niego dodzwonić, ale ten go ignorował. Był na to więc tylko jeden sposób. Powiedzieć mu to, co chciał powiedzieć, publicznie. Tak Seol nie będzie mógł go uniknąć.
— Sorry, ja zaraz wracam. Ćwiczcie beze mnie — JR zwrócił się do trójki chłopaków, gdy rozbrzmiał dzwonek na przerwę.
— Ale… — zaczął Aron, bo właśnie byli w połowie występu. Teraz był moment na jego rapowy kawałek.
JR jednak już go nie słuchał. Zarzucił na ramiona swoją lekką kurtkę i wyszedł z sali gimnastycznej. Uczniowie wylęgali na korytarze i w większości kierowali się na zewnątrz, bo dziś była bardzo piękna i słoneczna pogoda. Właśnie tam JR spodziewał się Seola, który może i wolał unikać tłumów, ale lubił też przebywać na powietrzu.
Nie zawiódł się. Dostrzegł swojego byłego chłopaka na samym skraju trybun, zaczytanego w jakiej książce. Inni uczniowie zebrali się na boisku, by wykorzystać długą przerwę na grę w kosza, a dziewczyny w znacznej części po prostu plotkowały, siedząc w grupkach tu i tam.
Serce JR tłukło się jak oszalałe, gdy szedł w kierunku boisk. Bał się. Naprawdę się bał tego, co chce zrobić, a jeszcze bardziej konsekwencji. Żaden egzamin, żaden konkurs muzyczny nie był tak stresujący, jak wyjście na środek boiska i zwrócenie się głośno do tych wszystkich uczniów wokół.
— Hej, ludzie! — krzyknął, zwracając na siebie ich uwagę.
Z początku chłopcy zamierzający grać trochę się zirytowali, ale byli równie ciekawi, co JR ma do powiedzenia, jak damska część.
— Wiecie, że jutro odbywa się konkurs i że bardzo liczymy na wasze wsparcie, co?! — zawołał, lekko zaczynając tę mała przemowę.
Kilku uczniów podchwyciło i zaklaskało głośno, popierając jego słowa. Seol za to tylko siedział w milczeniu i patrzył z dystansem na starszego nastolatka.
— Będzie nam bardzo miło, gdy zjawicie się jutro na widowni i będziecie nas mocno wspierać, bo bez was nie damy rady! — podjął JR, widząc porozumienie ze strony uczniów i mając nadzieję, że za chwilę to się nie zmieni. — Każde wsparcie jest na wagę złota. I tak, jak doceniam obecność każdego z was… tak musicie się zgodzić, że zawsze wsparcie tej jednej, najważniejszej osoby daje największego kopa. Że wystarczy jej… jej uśmiech, jej aprobata, a już człowiek wie, że będzie mógł przenosić góry.
Gdy pod koniec JR popatrzył prosto na Seola, ten poczuł, że blednie i czerwienieje na zmianę. Zapomniał, jak się oddycha, za to jego serce uznało, że czas mocno przyspieszyć.
— A ja po prostu nie dam rady… gdy nie będzie ciebie przy mnie — JR mówił dalej, nie odwracając wzroku od Seola. Inni uczniowie połapali się, do kogo mówi i słuchali tego w osłupieniu. — Jestem za słaby, by przejść przez to samemu… a ty jesteś moją siłą. Wiem, że cię skrzywdziłem i… i nie powinienem przez własny strach sprawiać, żebyś był nieszczęśliwy… — zachrypnął, gdy emocje uderzyły mu do głowy. — Przepraszam, Seol. Jeśli… jeszcze chcesz ze mną być… to ja jestem… jestem bardzo za.
Po tej przemowie to Seol sprawił JR kilka chwil cierpienia, bo nie odzywał się i nie reagował w żaden sposób. Nikt z słuchających ich ludzi też nic nie powiedział, bo wszyscy czekali na reakcję. JR myślał, że zaraz pierwszy raz w swoim życiu zemdleje z nerwów.
Świat się jakby zatrzymał, gdy Seol odłożył książkę na ławkę… a po tym zbiegł pospiesznie po schodkach w dół, o mało nie przewrócił się na dole, aż w końcu dobiegł do JR i rzucił mu się na szyję. Gdy JR mógł go objąć, znów mieć w swoich ramionach i być przy tym pewnym, że ten chłopak jest jego, cała obawa przed tym, co będzie dalej, opuściła jego ciało. To uczucie było najpiękniejsze na świecie, a on wiedział, że już nie obchodzi go to, co pomyślą inni, co powiedzą i czy dalej będzie lubiany, czy nie. Wystarczało mu, że ten chłopak chciał z nim być.
— Jesteś… jesteś straszny… — wydusił Seol, nieodsuwający się od niego ani na chwilę. Mówił przez łzy, ale były to łzy szczęścia.
— Ale… i tak mnie kochasz? — JR zapytał ze ściśniętym sercem.
— Tak! Tak, kocham cię!
Na ustach JR pojawił się uśmiech. Gdyby jeszcze tylko wygrał w jutrzejszym konkursie… byłby najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.

Rozdział 8 — I ptak zakończył swój lot

Na potrzeby muzycznego konkursu międzyszkolnego udostępniono wielką salę operową, gdzie mogły zmieścić się setki gości. Udział w końcu brało pięć szkół, które w procesie rekrutacyjnym wypadły najlepiej. Było więc tu bardzo wielu rodziców uczestników, nauczycieli ze szkół, innych uczniów i znajomych członków zespołów. Szkoła zespołu JR znajdowała się w sektorze po prawej stronie, a jej przedstawicieli było bardzo wielu. Trudno było powiedzieć, czy to za sprawą popularności zespołu w szkole, czy tego szokującego wydarzenia z wczoraj, gdy lider zespołu publicznie przyznał się do związku z innym chłopakiem.
Poziom występów był bardzo wysoki. Aron podglądał wszystko zza kotar i dochodził do wniosku, że mają przesrane. Według Rena podchodził do tego zbyt pesymistycznie, ale nie mógł nic na to poradzić, bo pozostałe szkoły naprawdę dały z siebie wszystko. A przecież trudno było powiedzieć, na co w tym roku największy nacisk postawi jury. Czy bardziej doceni tekst, czy taniec, czy wokal…? Czy może bardziej spodobają się im energiczne występy, czy te spokojne i wzruszające? JR starał się przy komponowaniu całości zwrócić uwagę na wiele aspektów i sprawić, żeby ich występ był wieloetapowy. Była część spokojniejsza, była część szybsza. Mieli w występie także fragment, w którym nie było tekstu, ale za to bardziej wymagający układ taneczny. Miał nadzieję, że to wszystko zda egzamin.
— Chodź tu, nie schizuj. Muszę cię pomalować — Ren skarcił Arona, który znów wyjrzał za kotarę i jęknął.
Pozostałym wystarczało, że słyszeli te genialne wokale. Nie chcieli się katować oglądaniem tych występów.
— No wreszcie! — zawołał Aron, bo sam nie potrafił zrobić sobie dobrego makijażu, a przed chwilą Ren był zajęty sobą.
Podszedł do małego stoliczka, na którym stało prostokątne lustro, a obok lampka dobrze oświetlające osobę przed nim siedzącą. Zaplecze może nie było specjalnie wielkie, ale wygodne. Mieli swój mały kącik, dzięki któremu nie mieli styczności z pozostałymi uczestnikami i mogli skupić się na sobie.
Ren usiadł obok Arona, przygotował sobie wszystkie przybory i zabrał się za pomaganie koledze. Każdy z nich miał bardzo ciemny makijaż wokół oczu, dodający im swoistego pazura.
Baekho w tym czasie kończył się przebierać, a JR stał oparty o ścianę, z założonymi na piersi rękami, spokojny i pozornie zrelaksowany. Do czasu, aż ktoś go nie trącił. Gdy się obejrzał, zobaczył… Seola. Z tym swoim radosnym uśmiechem i wypchniętymi nim policzkami.
— Co ty tu robisz? — wydusił z zaskoczeniem, opuszczając ręce.
— Udało mi się przedrzeć. Chciałem ci życzyć powodzenia — odpowiedział zadowolony z siebie chłopak.
Pozostała trójka rzuciła mu tylko spojrzenie, ale nie odezwali się słowem. Może nie każdemu z nich w smak był ten związek, ale ważne dla nich było, że teraz JR był szczęśliwy. No i… mieli w tym też swoją małą egoistyczną korzyść, bo ich lider nie schizował i skupiał się na przygotowaniu do konkursu.
— Już życzyłeś mi wczoraj — wyszeptał JR do jego ucha, z lekkim skrępowanie, gdy objął go. — Kilka razy… i przed, i po… i w trakcie.
Seol trochę się zarumienił, wspominając wczorajszy zjawiskowy seks, kiedy rzeczywiście trochę zbereźnie nawiązywał do konkursu. Ale był z siebie zadowolony, więc tylko się zaśmiał i odpowiedział na uścisk.
— Chciałem jeszcze raz. Jak się czujesz? — zapytał, gdy odsunął się. Był podekscytowany tym, co zobaczy na scenie, gdy przyjdzie ich kolej. Z jednej strony chciał już ujrzeć, jak JR tańczy, śpiewa i jak pokazuje wszystkim, że jest najlepszy. A z drugiej… po prostu był z siebie potwornie dumny, że to jego tekst wszyscy na widowni usłyszą.
— Spoko. Jeszcze chwila i wchodzimy, więc może zajmij swoje miejsce?
— A wchodzić po tej szkole, która teraz występuje?
— Tak. Dosłownie za dwie minuty — odparł z naciskiem słuchający ich Baekho.
Na szczęście Ren kończył już zajmowanie się Aronem, więc byli gotowi. Seol przytaknął, wychylił się na palce i cmoknął swojego chłopaka w policzek.
— Powodzenia — szepnął i czmychnął z zaplecza, a JR złapał się na tym, że zagapił się na jego tyłek.
Obiecał sobie, że gdy tylko ten konkurs się skończy i czy go wygrają, czy nie, zrobi Seolowi powtórkę z wczoraj. Astronomicznie lepszą.
Na kilka sekund przed wejściem na scenę każdy z członków zespołu czuł się, jakby zaraz miał wybuchnąć od emocji. Ale wszystko tak jakby… zmieniło się, gdy już stanęli na scenie, a osoba prowadząca ich przedstawiła. Teraz już byli w swoim żywiole i mieli zaraz zrobić to, co kochali. Każdy z nich czuł, że był do tego stworzony. Uśmiechali się do głośno wiwatującej publiczności. To zawsze było bardzo budujące, choć JR chciał ujrzeć w tym tłumie tego, na którym najbardziej mu zależało. Widownia jednak nie była oświetlona, więc nie miał na to szans. Ale najważniejsze było dla niego to, że czuje jego wsparcie.
— To co, chłopcy? Jesteście gotowi dać tu nam show? — zapytał prowadzący z mikrofonem, ubrany w niebieski, ekstrawagancki garnitur mężczyzna z modną fryzurą.
JR, Aron, Baekho i Ren zawołali donośnie, że tak i w końcu prowadzący usunął się ze sceny. A oni… oni mogli zająć swoje pozycje i przygotować się na to, żeby dać występ podbijający serca widzów i jury.
Pierwsze nuty utworu były jak powoli wzbierająca burza. Gdzieś w tle jeszcze ciche grzmoty, coraz bardziej doskwierający szum wiatru… Dźwięki narastały, pobudzane co jakiś czas ostrymi smagnięciami strun gitary elektrycznej. Tak, żeby każdy spodziewał się jakiegoś wielkiego uderzenia, katastrofy, którą zapowiadał ten niepokojący tumult.
Wokal też zaczął się łagodnie, wykonywany jedynie przez JR, gdy w tle słychać było cichy, przypominający naturalne dźwięki chór w wykonaniu Rena, Arona i Baekho. Opowieść o drapieżnym ptaku zaczynała się łagodnie, ale z każdą chwilą nabierała mocy. Tak samo jak taniec, początkowo pełen gracji, spokoju i wręcz melancholii, eskalował do bardzo żywych ruchów, wręcz jakby… gorączkowych, które utrzymywały napięcie w osobach oglądających ten spektakl. Tekst piosenki urzekał, ale nie tylko to. Sprawiał, że widz utożsamiał się z podmiotem, że odczuwał wszystkie jego emocje, które wzmagane były przez taniec i muzykę.
Seol miał wrażenie, że znalazł się w całkowicie innym miejscu. Siedział jak wbity w fotel i nawet nie zdając sobie sprawy, trzymał się mocno podłokietników. Nie bał się o to, czy któryś z członków zespołu zaraz upadnie, czy któryś ruch im nie wyjdzie, czy zafałszuje. Na początku się tego obawiał, ale teraz utonął w tej opowieści, jakby wcale nie była występem, lecz działa się naprawdę. Jakby nie otaczały ich ściany opery, tylko mroczne, gęsto posadzone drzewa. Jakby nad głowami nie wisiały im żyrandole, lecz przesuwały się ciemne chmury.
Niewątpliwie to, co JR i reszta zrobili z jego tekstem, było istnym majstersztykiem, a emocje i wrażliwość były bardzo dobrze wyczuwalne. Jeśli jury by tego nie widziało, musiałoby być ślepe i głuche.
Zakończenie występu poskutkowało kilkoma chwilami ciszy, po których publiczność oszalała. Klaskali nie tylko uczniowie ze szkoły zespołu, który właśnie występował, ale i cała reszta. Rodzice JR byli z niego dumni, nauczyciele również, a cała reszta po prostu oszołomiona tym, co chłopcy wykonali.
— Kurwa! Wyszło nam! Widzieliście, jak reagowali?! — zawołał Aron, gdy zeszli ze sceny i zaszyli się w swoim kąciku na zapleczu. Cieszył się jak głupi, a uśmiech miał tak szeroki, że aż policzki go bolały.
— Nooo… Jesteśmy jak gwiazdy! — zamruczał śpiewnie Ren, wypinając biodro i śmiejąc się, a JR i Baekho przybili sobie piątki.
Wszyscy byli zmachani, bo występ był bardzo wyczerpujący fizycznie. Najważniejsze jednak było to, że nie popełnili żadnego błędu, więc teraz jedynie musieli mieć nadzieję, że sędziowie byli podobnie poruszeni jak widzowie.
Przerwa na naradę jury była nieznośnie długa, a do tego zabroniono im opuszczać swoje miejsce. W trakcie tego półgodzinnego oczekiwania dostali posiłek, więc zajęli się jedzeniem i pod koniec nawet zapomnieli, że czekają na wyniki. Zrobiło się luźniej, swobodniej, a oni już planowali imprezę, czy to w celu świętowania zwycięstwa, czy opłakiwania smutków po przegranej. W duchu jednak JR nie przyjmował wersji, w której nie osiągają pierwszego miejsca. Miał wrażenie, że reszta chłopaków nie podchodzi do tego aż tak poważnie jak on, więc nie dzielił się za bardzo swoimi obawami, ale zjadały go one od środka. I wzmogły, gdy usłyszeli z głośników nawoływanie, żeby pojawić się na widowni i usłyszeć werdykt.
Na widowni panowała absolutna cisza. Zaś organizatorzy konkursu jak zwykle sadystycznie przedłużyli ten ostateczny moment i na wielkim ekranie za plecami uczestników pokazano urywki z każdego występu. Następnie poproszono wszystkich, by ustawili się w konkretnych miejscach. I zaczęto podawać zwycięzców w miejscach od trzeciego.
JR wstrzymał oddech. Świat otaczający go przestał istnieć i jedyne, co docierało do jego zmysłów, to słowa przemawiającego członka jury.
— Przepiękny występ, wzruszający i zjawiskowo subtelny… Gratulujemy osiągnięcia trzeciego miejsca… szkole…
JR zamknął oczy i… głośno wypuścił powietrze, gdy członek jury podał nazwę innej szkoły. Rozległy się głośne oklaski, ale nie trwały zbyt długo, bo każdy chciał już usłyszeć, kto zwyciężył. JR zresztą nie pogardziłby tym, jakby stało się to w tej sekundzie, bo czuł, że lada moment dostanie zawału. Ale końcu stało się. Mężczyzna z mikrofonem przemówił.
— Uwaga, uwaga…! A teraz najważniejsza informacja…
W uszach JR szumiało. Zamiast zaciemnionej widowni widział tylko jakieś migające światełka, jakie czasem pojawiały się przed oczami przy wysokich skokach ciśnienia. Zachwiał się na nogach i chyba nawet nie usłyszał, co powiedział członek jury. Dowiedział się o werdykcie przez wielki gwar, oklaski, wiwaty i darcie się jego kolegów z zespołu.
— TAK! Tak, o jaaaa, nie wierzę! — wrzeszczał Aron.
Ren za to z głośnym pisko-wrzaskiem wskoczył na JR, śmiejąc się i chyba przy tym płacząc ze wzruszenia.
Wygrali. Naprawdę im się to udało. Rok temu w takim momencie mieli ochotę wyć z rozpaczy. A dzisiaj mogli świętować. Wręcz nie wierzył. Dawał się miażdżyć w uściskać, sam na nie odpowiadał, ale bardzie automatycznie, bo był w autentycznym szoku. Jego marzenie się spełniło.
Spojrzał w stronę widowni, próbując odnaleźć wzrokiem swojego chłopaka. Znów miał wrażenie, że mu się to nie uda, bo wszystkie reflektory były skierowane na scenę. Ale w końcu go dostrzegł. Stał i klaskał głośno, śmiejąc się jak radosna, migająca na nocnym niebie gwiazdka. I to wystarczyło JR do pełni szczęścia…

***

Było bardzo dużo zamieszania z wychodzeniem z sali operowej. Wszędzie tłumy, każdy przepychał się do wyjścia, a w tym wszystkim jeszcze wszyscy wszystkim składali gratulacje. JR był w euforii, więc nie przeszkadzało mu to jakoś specjalnie, ale chciał już dostać się do Seola. Ten napisał mu smsa, że czeka na niego na parkingu. JR nawet nie kłopotał się z przebieraniem po występie, a już szczególnie ze zmazywaniem makijażu. wyróżniał się więc bardzo w tym tłumie. Musiał też przyjąć słowa uznania od nauczycieli, pożegnać się z rodzicami, którym wyjaśnił, że idzie z kumplami świętować i dopiero mógł wydostać się na zewnątrz.
Okolica skąpana była w mroku, bo słońce niedawno zaszło. Sam parking jednak był dobrze oświetlony, choć i tu było bardzo wielu ludzi, więc znalezienie Seola nie przyszło JR łatwo. W pewnym momencie po prostu stanął na środku, rozglądając się bezradnie, aż naraz poczuł, jak ktoś obejmuje go od tyłu bardzo mocno i przytula się do jego pleców. Poznał go od razu.
— Wygraliśmy…! — wydusił, uśmiechając się i okręcając w obejmujących go ramionach.
Ujrzał przed sobą roześmianą twarz i mocne rumieńce podekscytowania na policzkach Seola. Jego oczy były szeroko otwarte i błyszczały z radości.
— No! Nie dało rady inaczej, byliście genialni! — odpowiedział chłopak z euforią. — Byłem zaczarowany tym występem! Nie miałem pojęcia, że do takiej perfekcji go doprowadziliście, że ten taniec będzie jak…
Nie skończył, bo JR uciszył go mocnym pocałunkiem. Nie mógł się powstrzymać. Wcałował się z namiętnością w wargi chłopaka, wsunął mu język między nie i smakował go, czując, że to dla niego największa nagroda, jaką mógłby dostać. A chłopak objął go za szyję i odpowiedział na tę pieszczotę, aż przechylając się do tyłu.
W żaden sposób nie zważali na ludzi wokół. Każdy wiedział przecież, kim jest JR, teraz szczególnie, kiedy miał na sobie jeszcze przebranie i makijaż. Ale miał to wszystko gdzieś. Nawet jak przez następne kilka miesięcy miał być na językach tych wszystkich ludzi. Ktoś chyba nawet zrobił im zdjęcie, ale on był całkiem skupiony na słodkich ustach swojego chłopaka.
— Idziemy do hotelu? — zapytał w końcu, odrywając się od warg Seola, ale nie puszczając go ze swoich ramion.
Chłopak uśmiechnął się lekko i przytaknął. JR więc pociągnął go za rękę i czując dumę rozpierającą go całego, podążył z Seolem na przystanek autobusowy.
Nie wydziwiali przy wybraniu odpowiedniego miejsca na spędzenie tego szczególnego wieczoru. Seol czuł się bardzo doceniony, że JR zechciał świętować z nim, bo wiedział, że Aron, Ren i Baekho wybierają się na jakąś imprezę, by uczcić zwycięstwo. A JR wolał jego.
Po drodze do motelu minęli cukiernię, do której wstąpili, bo w ferworze tego wszystkiego zapomnieli o tym, że warto świętować przy czymś dobrym do jedzenia. A właściwie przy czymkolwiek do jedzenia, bo Seol nie jadł nic od śniadania. Za bardzo zjadały go nerwy, a przez całą drogę autobusem burczało mu w brzuchu. Nakupowali więc słodkich przekąsek i wreszcie ze wszystkim dotarli do motelu.
Pokój nie był duży, ale bardzo jasny i przytulny. Na środku przy dłuższej ścianie stało niskie łóżko z miękką pościelą i licznymi poduszkami. Tapeta na ścianach miała blady, subtelny, kwiatowy wzór, meble były zbudowane z jasnego drewna, a do tego była prywatna łazienka z dość obszerną kabiną prysznicową i wielkim lustrem nad umywalką.
— No… Całkiem spoko warunki — ocenił JR, gdy weszli do środka i rzucili swoje torby na kwadratowy stoliczek przy oknie. Tam też postawili pudełko z przekąskami z cukierni.
— Jest super… ale mogliśmy się podzielić opłatą — zamarudził Seol, bo nie dość, że JR zapłacił w cukierni, to jeszcze na siebie wziął cenę za pokój.
Starszy nastolatek tylko machnął ręką i rzucił kurtkę na krzesło. Został tylko w poszarpanej, czarnej koszulce i skórzanych spodniach, które podkreślały jego szczupłość. Seol podziwiał go, szczególnie z tym ciemnym makijażem na powiekach. To było tak seksownie… drapieżne. Sam przez to czuł się bardzo niepozorny, bo ubrany był w elegancką, białą koszulę i proste, materiałowe spodnie. Wyglądał znacznie grzeczniej.
— Chcesz najpierw zjeść, czy się umyć? — zapytał JR.
— A umyjemy się razem? — zaproponował Seol z trochę nieśmiałym, a trochę zadziornym uśmiechem. JR to uwielbiał. Te uśmiechy sprawiały, że chłopak aż się prosił o grzech. Nie mógł więc odmówić.
— Możemy razem — odparł i jednym ruchem ściągnął podkoszulek przez głowę.
Seol nie poszedł do łazienki tylko dlatego, że się na niego zapatrzył. Nie miał pojęcia, jak wytrzyma czas oczekiwania do seksu, ale wspólna kąpiel mogła ich przyjemnie nastroić.
— No chodź — popędził go starszy nastolatek i pierwszy ruszył pod prysznic.
Napięcie rosło pomiędzy nimi wraz z każdą kolejną zdejmowaną rzeczą. Gdy byli nadzy, obaj już mieli lekko twarde penisy. Weszli do kabiny, JR puścił wodę, a Seol sięgnął ręką po żel do mycia ciała, który tak jak inne podstawowe kosmetyki był tu zapewniony.
— Nie, nie, ja chcę to zrobić — JR powstrzymał go i zabrawszy mu z rąk butelkę, sam wycisnął sobie trochę na dłoń, po czym skierował ją do ciała chłopaka.
Seol sapnął cicho i stanął bliżej drugiego nastolatka. Czuł żar pomiędzy nimi, a ta dłoń, tak delikatnie myjąca i wręcz pieszcząca jego ciało… Jedyne, co było w tym wszystkim zabawne, to makijaż spływający po twarzy JR, gdy woda obmyła mu twarz. Seol więc zaśmiał się i wyciągnął obie dłonie do jego policzków, by zmazać z nich czarny tusz.
— Niby tacy profesjonaliści, ale nie wpadliście na to, by używać wodoodpornych? — rzucił z rozbawieniem.
— Szczegóły… — prychnął JR i przesunął dłonie na plecy Seola. A potem spojrzawszy mu głębiej w oczy, powoli przemknął nimi niżej, aż najpierw objął pośladki, a potem pomasował ciało pomiędzy nimi.
Podniecił się jeszcze bardziej, gdy poczuł pod opuszkami, jak dziurka zaciska się odruchowo, a Seol stęka cicho. Gdyby mógł, wziąłby go tutaj, ale chciał, żeby zrobili to w łóżku. Tak, jak powinno być, a nie na szybko. Na szczęście Seol myślał podobnie, bo nie nalegał, by JR wsunął mu palec, ani nie sięgał do jego penisa, by go pobudzić. Pozwalał się tylko tak delikatnie dotykać i myć tam, gdzie tylko chciał go dotknąć JR.
— Mój czyścioch — zamruczał lider zespołu i pochwyciwszy jego usta, pocałował go. Nie żarliwie, ale czule i długo.
Po kilku minutach wyszli spod prysznica umyci, a JR już nie miał na twarzy makijażu. Teraz był bardziej sobą, z rozczochranymi włosami, które właśnie przecierał ręcznikiem.
— Nie zakładaj nic — rzucił w stronę Seola, który właśnie zamierzał przewiązać się w prasie ręcznikiem.
— Nie…? — Zerknął na niego z niepewnością. Było mu trochę głupio.
— Nie — podkreślił JR i uśmiechnął się do niego przebiegle. — Chodź już zjeść te słodkości. Zgłodniałem.
— Nooo, ja też!
Chłopak chętnie za nim podążył, ale nie za szybko, żeby bujający się na boki penis nie wyglądał zbyt śmiesznie. Ale na szczęście JR też nic na siebie nie zakładał, więc czuł się potraktowany sprawiedliwie.
Usiedli na łóżku z papierową torbą ze słodkościami. Były tam gotowane kasztany w posypce cynamonowej, słodkie i tłuste placuszki ryżowe, miodowe ciasteczka i inne przysmaki, które miały im jeszcze bardziej osłodzić dzisiejszy dzień.
— I jak się czujesz? Jako lider najlepszego zespołu muzycznego wśród szkół w naszym okręgu? — zagadał Seol, zerkając na niego z uśmiechem i dumą z tego, co ten osiągnął. Przy okazji sięgnął po jedno ciasteczko.
— Na pewno nie aż tak zajebiście jak drugi najlepszy uczeń w Korei w fizyce kwantowej — prychnął JR, obserwując go w trakcie jedzenia. Według niego Seol był uroczy, gdy taki nagi siedział przed nim na łóżku w siadzie skrzyżnym i zajadał się słodyczami.
— To nie była fizyka kwantowa! — roześmiał się Seol.
— Nauka ścisła to nauka ścisła. Każda jest równie posrana — podsumował starszy chłopak i sam wylosował sobie na chybił trafił jakąś przekąskę z torby. — Ale czuję się… doceniony w tym, na co zapracowałem — powiedział dość poważnie, przez co zrobiło mu się trochę głupio. — To nie tak, że wymyśliłem sobie dwa lata temu, że będę śpiewał i tańczył. Długo na to pracowałem. To… no to moje życie, moja pasja. Coś, w czym zawsze chciałem być najlepszy…
Seol uśmiechnął się delikatnie, wychylił się do niego i złożył na jego ustach czuły pocałunek.
— I wreszcie jesteś.
JR nie mógł na coś takiego nie odpowiedzieć uśmiechem. Kiedy widział, że Seol tak szczerze potrafił się cieszyć jego szczęściem, jego serce rosło. Teraz czuł, że musi się stawać lepszy nie tylko dla siebie, ale też dla niego.
— Mam nadzieję, że będę też najlepszy w czymś innym… — dodał niższym głosem, bo trudno mu było nie myśleć o seksie, kiedy przed nim siedział nagi chłopak.
— W czym niby? — Seol dopytał z przebiegłym uśmiechem i spojrzał na niego spod rzęs ze słodkim pączkiem przy wargach.
JR sapnął. Był jak pies kuszony kiełbasą. I w tym momencie bardzo odporny na działanie rozsądku, bo porwał torbę, rzucił ją na podłogę, a następnie pchnął Seola, aż ten opadł na plecy na tę miękką, puszystą pościel. Chyba nie spodziewał się, że tak drobnym gestem spowoduje taki atak ze strony JR, bo stęknął głośno. Lider zespołu za to pochylił się i liznął jego wargi.
— Jesteś słodki…
— To pączek — wybąkał Seol, któremu chyba jeszcze nigdy tak szybko penis nie stanął, jak teraz.
— Nie… to na pewno ty — odmruczał nisko JR i tym razem pocałował go znacznie bardziej inwazyjnie. Do tego złapał go za obie dłonie i przeniósł je nad jego głowę. Splótł z nim palce i dalej całował, a resztki pączka potoczyły się gdzieś na podłogę.
Seol był pewien, że temperatura pomiędzy ich ciałami wzrosła przynajmniej o kilka stopni. Zadarł nogi i zarzucił je na biodra JR, a ten odpowiedział płynnym ruchem całego ciała, ocierając się swoim kroczem o jego. To uczucie drugiego penisa, równie sztywnego, na własnym, było zjawiskiem aż trudnym do opisania. Krew momentalnie spłynęła im w dół.
— Och… JR… jesteś taki… magiczny — wydusił Seol, a JR zaśmiał się krótko, ale to nie przeszkodziło mu w kąsaniu jego warg.
— Magiczny? Tego jeszcze… nie słyszałem — sam powiedział na wydechu, bo i jemu brakowało powietrza.
Czuł, że uda drugiego chłopaka ocierają się o jego boki i podjudzało go to do tego, żeby zrobić mu jeszcze lepiej. A wiedział, jak Seol lubił najbardziej. Puścił więc jedną jego dłoń i przesunął własną powoli po jego szczupłym ciele. Coraz niżej i niżej…
— A co tam słychać… u mojej słodkiej… małej… najdroższej szparki? — wyszeptał przy tym seksownie do ucha Seola, który zarumienił się zarówno z lekkiego skrępowania przez takie ujęcie pytania, jak i z podniecenia, które zalało jego ciało, gdy JR obchodził się z nim w ten sposób.
— Czeka na ciebie… — wydusił tylko.
— Mmm… I zaprosi mnie do środka? — drążył JR, przemykając palcami po jego sztywnym penisie, jądrach, aż docierając pomiędzy pośladki. I od razu połaskotał zaciśniętą dziureczkę.
— Myślę, że tak… — Seol zerknął mu w oczy i uroczo zmarszczył nos. — Ale może zapukasz?
JR aż zapatrzył się na niego. Seol z reguły był niemalże niewinny, jak kwiatowy pączek, który jeszcze nie wyrósł, ale czasem potrafił pokazać pazur, rzucić czymś zadziornym, przez co bardziej kusił i nęcił.
Przesunął więc jeszcze raz palcem po dziurce, a następnie postukał w nią dwoma palcami, za każdym razem nieco mocniej naciskając.
— Tylko proszę, nie pytaj „kto tam?” — uprzedził JR, a Seol roześmiał się wesoło.
Spełnił prośbę swojego chłopaka i po prostu rozluźnił dziurkę, żeby ten mógł wsunąć w niego palce. Weszły gładko i zostały ciepło przyjęte. JR zamruczał, marząc już o tym, żeby miejsce palców zastąpił jego penis.
W trakcie tej powolnej, przyjemnej palcówki całowali się i dotykali. Całkowita prywatność w tym pokoju dawała im sporo spokoju psychicznego. Mogli to robić tak długo… jak długo trwała doba hotelowa. W duchu JR miał nadzieję, że nie skończą na jednym razie. Mógł świętować dzisiejsze zwycięstwo całą noc.
— Jestem gotowy — szepnął w końcu Seol.
JR spojrzał mu w oczy w poszukiwaniu pewności. Cmoknął go jeszcze w usta i wyciągnął palce. Po tym nawilżył swojego penisa śliną, bo nie pomyśleli o niczym innym. Musiał być delikatny. Położył jedną dłoń na wnętrzu uda chłopaka i odchylił mu nogę, a potem przytknął czubek penisa do lekko otwartej szparki i powoli zaczął wchodzić.
Powieki Seola zasłoniły te jego piękne, duże oczy, ale ten błogi wyraz twarzy był na tyle urzekający, że JR nie prosił go, by na niego popatrzył. Sam za to nie spuszczał z niego wzroku, kiedy wchodził coraz głębiej, aż całkowicie go napełnił. Czuł, że wnętrze Seola go ściska, trzyma, jakby chciało go w sobie zatrzymać, ale JR wiedział, co zrobić, żeby jeszcze bardziej cieszyło się z jego obecności. Przytrzymał jego biodro, drugą ręką podparł się z boku jego ciała i zaczął się poruszać. Powoli, płynnie, żeby jak najdłużej wytrzymać i dociskać ten wrażliwy punkt we wnętrzu Seola.
— Och… och! — Chłopak po kilku chwilach z trudem panował na swoim głosem, ale pieprzący go nastolatek bynajmniej nie miał nic przeciwko.
— Usłyszą cię… — wydyszał JR, miętosząc jego pośladek, bo nie wystarczało mu wchodzenie w niego. Chciał go czuć całym sobą, a… co by nie mówić, pośladki Seol miał nieziemskie.
— Kto…?
— Sąsiedzi…
— Och, pieprzyć ich! — jęknął Seol i zacisnął palce na plecach JR tak mocno, że ten poczuł wbijające mu się w skórę paznokcie.
Zawarczał z podniecenia i pchnął mocniej. Ten chłopak był taki ognisty w łóżku! Te jego jęki, to podrywanie bioder, uściski i zaciskanie powiek… Cudownie było widzieć, że daje się komuś autentyczną rozkosz. Seol był tak szczery w swoich reakcjach, jak tylko się dało. Jego nogi zadzierały się wyżej, gdy JR wchodził pod odpowiednim kątem, jakby chciał, żeby był jeszcze głębiej.
— Może… odwróć się…? — zasugerował JR, chcąc jeszcze zrobić to od tyłu. Podniecało go, gdy Seol się nadstawiał i wypinał.
Na szczęście jego chłopak nie miał nic przeciwko. Pokiwał głową na zgodę, ale jeszcze pojękiwał kilka chwil, gdy JR na koniec wzmógł tempo. A gdy się wysunął, Seol z trudem przekręcił się na brzuch, przyciągnął pod głowę poduszkę i uniósłszy kolana, wypiął swój okrągły, blady tyłeczek.
— Masz piękne usta i piękne oczy… ale tyłek… — JR zagwizdał z uznaniem, pochylił się i zrobił mu na pośladku malinkę.
Seol aż się na niego obejrzał i zaśmiał się.
— To od dziś będziesz mnie całował w pośladki? — zagadał z rozbawieniem i podnieceniem. Dziurka na jego penisie była już wilgotna, zaś ta z tyłu… otwarta, co bardzo nakręciło jego chłopaka do poklepania po niej swoim członkiem.
— Od czasu do czasu na pewno… Choć twoich ust nigdy sobie nie odmówię — prychnął JR i w końcu wsunął się w niego, aż stykając się podbrzuszem i jądrami z jego tyłeczkiem.
Seol zamruczał błogo. Może było to głupie, ale czuł się właśnie najlepiej, kiedy miał go w sobie. Był taki… pełny, nie tylko dosłownie, ale też psychicznie. Związek z JR sprawiał, że był szczęśliwy.
Gdy znów zaczęli się poruszać, obaj mieli wrażenie, że zatracają się w czymś podobnym do tego, co dzisiaj miało miejsce na scenie w sali operowej. Wpadli w magiczny trans i odcięli się od wszystkiego, co było wokół. Momentami ich seks wkraczał w gwałtowny rytm, wzbudzał w nich wielki żal, by następnie zwolnić i dać ich sercom się uspokoić. Wszystko po to, by trwało to możliwe jak najdłużej.
Ale jak można było to ciągnąć w nieskończoność, gdy widziało się seksownie odkształcające się pośladki z każdym uderzeniem w nie bioder, gdy słyszało się coraz głośniejsze jęki i czuło, że druga osoba jest na skraju rozkoszy? JR już nie mógł powstrzymać spełnienia i objąwszy mocno swojego chłopaka, kilka ostatnich razów poruszył penisem w jego wnętrzu, aż strzelił. Głęboko i obficie. W tym wszystkim wyczuł, że Seol też drży i po chwili jego ciało odpowiada podobną reakcją, a kolejna powierzchnia płaska zostaje zabrudzona jego nasieniem.
— Opadnę… — wydyszał Seol, gdy JR wciąż go obejmował i niemal na nim wisiał, a chłopak klęczał z wypiętym tyłkiem.
— Mhm — starszy nastolatek wymruczał nieprzytomnie.
— To opadam… — dodał Seol i naraz jego kolana się ugięły, on za to całym ciałem padł na pościel, a na niego JR.
— Nhn! — jęknął i na ślepo sięgnął w dół, do tyłka swojego chłopaka. Ścisnął go i pomasował pieszczotliwie. — Kocham cię…
— Mówisz to mojemu pośladkowi? — dopytał rozbawiony, ale wymęczony Seol, który nie miał nawet siły, by zawalczyć o swoją wolność i wydobyć się spod cięższego ciała.
— Jemu też…
— A mi też powiesz, jak uda mi się wykręcić do ciebie głowę?
— Mhm…
Seol więc spróbował podeprzeć się na łokciu i wszystkimi siłami wykręcił głowę do nastolatka za swoimi plecami. Ten, żeby mu ułatwić, też się trochę uniósł i uśmiechnął się do chłopaka. Musnął jego wargi swoimi.
— Kocham cię — wymruczał w nie, pocierając końcówką nosa o jego.
Seol uśmiechnął się szczerze ustami i oczami.
— Mam teraz wszystko, czego mógłbym pragnąć… — wyszeptał, a bliskość tego ukochanego ciała tylko go w tych słowach upewniała.

***

Wiwaty, które powitały JR w szkole, były niesamowicie głośne i… zaskakujące. Tak, bo kto by się spodziewał, że gdy wyjdzie z autobusu, przejdzie przez bramę terenu otaczającego szkołę i ruszy się w stronę dziedzińca przed głównym wejściem, zastanie wielki tłum uczniów z transparentami, mówiącymi, że im się należało, że są najlepszym zespołem na szkolnym na świecie i że… miłość nie zna płci. Tego ostatniego transparentu wolał nie komentować, ale na szczęście żaden z uczniów nie wyglądał na zniesmaczonego tym, że właśnie idzie do szkoły za rękę z Seolem. Każdy gratulował mu głośno i serdecznie, a gdy już udało im się dotrzeć prawie od drzwi, pojawiła się przy nich Pajęczyca.
— Hej, JR! To co? Kiedy wywiad na bloga? — zagadała ze śmiechem, gdy tłumek miażdżył parę.
JR trzymał dłoń Seola mocno, by nie zgubić go w tym wszystkim, a Pajęczycę obdarzył sceptycznym spojrzeniem.
— Po tym, co zafundowałaś mi z tym chamskim zdjęciem spod siłowni?
— Oj taaam, chamskim! Zobacz, do czego doprowadziłam? Jesteś szczęśliwym partnerem szczęśliwego chłopaka, a do tego wszyscy cię kochają. Możesz być sobą dzięki mnie!
— Och tak?
— Jak najbardziej! To kiedy ten wywiad?
JR westchnął z rezygnacją i odparł:
— Złapię cię jutro na przerwie na lunch.
Po tym pociągnął Seola do wejścia, a Pajęczyca uśmiechnęła się szeroko.
— O ja… ale tłumy. Jesteś jeszcze bardziej sławny, niż byłeś wcześniej — wydusił Seol, będąc w szoku, że doszło aż do tego.
Tłum na szczęście za nimi nie poszedł. Najpewniej czekał na pozostałych członków zespołu, żeby i ich tak gwarnie powitać.
— Taa… Jesteś na to gotowy? Słyszałem, że trudno jest partnerom gwiazd.
— Wiesz… może i ja wystartuję w konkursie i w końcu uda mi się zdobyć pierwsze miejsce w Korei? — Seol odpowiedział z udawanym zamyśleniem, a JR uśmiechnął się kątem ust i w drodze do szatni cmoknął go w policzek.
— Będę za ciebie trzymał kciuki.
Seol odpowiedział szerokim uśmiechem… i gdyby mógł, chyba właśnie odfrunąłby ze szczęścia.

KONIEC

18 thoughts on “Commission – Trylogia NU’EST Cz.1 – Drapieżny Ptak

  1. Katka pisze:

    Sora, wow, super, że Ci się podobało :D jestem pozytywnie zaskoczona. No i szacun że weszło Ci na jeden raz. Duży plus bo to znaczy że tekst wciągnął. Bardzo nam miło :D tym bardziej super że tekst zarówno wzruszył jak i rozsmieszyl. Bo o to chodzi żeby było w trakcie czytania dużo emocji :) i spoko, drugą część powolutku sie tworzy więc na pewno będzie dalszą część.

  2. Sora pisze:

    To było cudne. Z resztą jak wszystko, co piszecie ;) Tak mnie wciągnęło, że aż przeczytałem na jeden raz! Podoba mi się jak potraficie indywidualnie opisać każdą postać i trzymać się jej początkowo utartego charakteru. Dużo razy się wzruszyłem, sięgałem po chusteczki, ale równie wiele razy się śmiałem mimo środka nocy – choć komentuje dopiero teraz.
    Siedzę trochę w Azji, choć bardziej w Japonii, ale zespół znam, lubię i bardzo przyjemnie mi się to czytało. Zdecydowanie chce więcej! Powiedzcie, że to była tylko ta pierwsza część zapowiadanej trylogii ;)

  3. Katka pisze:

    Luana, ooo, komentarzyk pod komiszem :D Fajnie, że się podobało! Przewidywalność czasem jest relaksująca, jak widać. Ale nie no, ogólnie rozumiem. Oglądamy z Shiv namiętnie Supernatural i trudno o tym serialu mówić jako o mega zaskakującym. Przy ostatnim odcinku dosłownie z sekundy na sekundę przewidywałyśmy, co się stanie. Ale rozrywka przy tym jest cały czas równie dobra :D Więc jak najbardziej wiem, o czym mówisz :) No i wychodzi na dobre, że ten zespół nie jest chyba tak bardzo powszechnie znany ;) Druga część powolutku się pisze. Więc się pojawi na pewno, mam nadzieje, że z małym odstępem czasowym ;) Co do zjedzenia słów – może użyłaś tych dziwnych kłopotliwych znaków < ale spoko, noł problem ;) No i… miłego czytania ATCL! :D

  4. Luana pisze:

    „Tego się czytało w przeszłości, a do tego napisane świetnym stylem. ” Jakieś zdanie/słowa mi się usunęły i nie bardzo pamiętam co tam napisałam, więc sorry. :/

  5. Luana pisze:

    Przeczytałam ten tekst na wyjeździe (umilił mi nudne chwile u rodzinki) i od paru dni ciągle nie mogę zebrać się, aby napisać chociaż parę słów. Bardzo mi się podobało. Odetchnęłam podczas czytania. Co z tego, że przewidywalny? Właśnie to ma ten urok. Tego się czytało w przeszłości, a do tego napisane świetnym stylem. Zespołu nie znam i chyba też dlatego tak to się dobrze czytało, bo jakoś nie przepadałam i nie przepadam za fickami o zespołach. Za Wasz się wzięłam i wpadłam totalnie. Czekam na kolejną część, bo zrozumiałam, że taka będzie. :)
    Pozdrawiam :**

    Ps. Czytam od początku ATCL. I coraz bardziej kocham ten tekst. :D

  6. Katka pisze:

    Wadera, to był tekst zdecydowanie z takich jakich nie zdarza nam się pisać. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do tekstów w naszej konwencji ze tak powiem to ten mógł się wydawać inny. My same się czulysmy z tym dziwnie bo i dla nas Azjaci są inną bajką XD obawialysmy się jak to wyjdzie ale co nas cieszy, to ze podobało się osóbce zamawiajacej :D i tak, będzie kontynuacja bo ogólnie to zamówienie na 3 części :)

  7. Wadera pisze:

    Wow!
    Dobra, przyznaję, że sama niezbyt łapię się w tych koreańskich realiach i raczej nie czytam ff z takimi zespołami (być może dlatego, że większość Azjatów wygląda dla mnie podobnie i się gubię w bohaterach, że już o imionach, które mi się merdają nie wspomnę) XD
    Historia do mnie przemówiła raczej średnio, po części pewnie dlatego, że nie moje klimaty, po części dlatego, że Seol jako postać totalnie mnie nie zachwyciła. Nie wiem na czym to do końca polega, ale jego zachowanie, przemyślenia i ogólnie osobowość … cóż, nie moje klimaty jak już pisałam.
    Oczywiście jeśli chodzi o Wasz styl i to jak napisałyście to opowiadanie (dobrze rozumiem, że będzie kontynuacja?) to podobało mi się jak zawsze i przeczytałam je z przyjemnością. Po prostu, nie będę czytać ponownie, jak inne Wasze opowiadania (rekord to chyba FDTS, ponad 8 razy całe opowiadanie plus wielokrotnie poszczególne odcinki ) :)

  8. Katka pisze:

    Shin97, jak wszystko na raz, to podziw XD mimo wszystko tu mnóstwo tekstu było… XD Ale, ale, fajnie że się spodobało :) i mam nadzieje, że lepiej po tym zasnęłaś :)

  9. shin97 pisze:

    fajne, fajne :) nie umiałam spać i wzięłam się za czytanie tego xD i musiałam przeczytac wszytko na raz… :p

  10. Katka pisze:

    Levi, oooo, miło widzieć wśród czytelników kogoś, kto jest w temacie! :D Dla takich osóbek jak Ty napisałyśmy to uprzedzenie, że nie znamy za bardzo realiów Korei XD Dzięki wielkie, że to rozumiesz, bo wiem, że jednak tutaj mało było takich regionalnych dodatków, ale uznałyśmy, ze lepiej je oszczędzić niż palnąć jakąś gafę. A co do ilości członków w zespole, to tutaj było to zaplanowane, bo piąta postać pojawi się w trzeciej części :) Dzięki za komentarz! Super, że znalazł się ktoś bardziej w temacie :D

  11. Levi pisze:

    Ale ja dawno nic tutaj nie komentowałam, ale czytałam każdy post, po prostu brak weny aby napisać coś konstruktywnego. Teraz jednak musiałam skomentować bo trafiłam na połączenie, którego się nie spodziewałam czyli świetny blog autorek, które uwielbiam i muzykę, którą bardzo lubię.
    Kpop odkryłam ponad 5 lat temu i aż do tego momentu jest jednym z głównych gatunków muzycznych, którego słucham. Przez całą moją ‚karierę kpopową’ zespół NU’EST od czasu do czasu się przewijał, choć nie jest moim ulubionym. Trylogia zapowiada się naprawdę dobrze i jestem ciekawa kto będzie głównym bohaterem w kolejnych dwóch częściach. Lubię takie szkolne ficzki, pozwalają się odprężyć i czerpać dużo przyjemności z czytania. Muszę stwierdzić, że naprawdę dłuuugie wam to wyszło, a jak wiadomo im dłuższe tym lepsze XD
    Trochę brakowało mi większych nawiązań do Korei, ale rozumiem, że nie jest to wasze ‚pole działania’, więc te szczegóły co tutaj się pojawiły były wystarczające ^.^
    Mam tylko jedno pytanie – z tego co się orientuję NU’EST ma pięciu członków, wy natomiast opisałyście zespół tylko z czterema chłopakami w składzie. Czy to był celowy zabieg, bo może ten piąty się pojawi później, czy, że tak powiem, zgubiłyście go w natłoku skośnych oczu i różowych rękawiczek Ren’a? XD
    Życzę weny, czasu i dużo komentarzy.
    Levi ^^

  12. Katka pisze:

    O., może zrobimy… XD A może nie XD ale będzie druga część, gdzie będzie głównym bohaterem, więc zobaczymy, jaki nam wyjdzie :) Szkolne fiki faktycznie mają wzięcie XD Taka klasyka gatunku. Dzięki za miłe słowo :)

  13. O. pisze:

    Haha tą dziewczynką jest Ren, który notabene tutaj nosi różowe rękawiczki i szyje xD mogliście z niego zrobić macho, ucieszyłby się xD
    Szkolne fiki są zawsze bądź bardzo często lubiane – zawsze warto się przy czymś takim wyluzować xD
    Podziwiam nauczycielke że przetrawiła napad czułości JR i Seola a Was za napisanie tego fika ;*

  14. Katka pisze:

    Kasia G., haha tak, jeden wygląda jak dziewczynka, to prawda XD Ja też nie wiedziałam o istnieniu takiego zespołu, przyznam, ale to dlatego, że nie interesuję się taką muzyką. Ale och… pisanie rozwija XD Ile się człowiek dowie o świecie… Seol na początku faktycznie taki trochę pizdkowaty, ale w każdym drzemie jakaś siła i trzeba ją było z niego wydobyć XD Potrawy koreańskie sprawdzone, więc spoko :D Niektóre bym sama chętnie skosztowała :D Dzięki za miły komentarz i bardzo mnie cieszy, że się podobalo :)

  15. Kasia G. pisze:

    Też miałam problem z czytaniem imienia JR, za każdym razem wymyślałam nowy sposób :) Przy okazji dowiedziałam się o istnieniu tego zespołu, hehe coż teraz już amerykańskie boys bandy są nie wystarczające :) I serio tam jeden blondyn wygląda jak dziewczyna, w sumie to byłam pewna że to dziewczyna, ale zastanowiła mnie płaskość jej klatki piersiowej… Fajne takie szkolne opowiadanie, oczywiście było nieco przewidywalne ale super się je czytało. Niezłą ciotę zrobiłyście z Seola na początku, ale potem naprawdę go polubiłam. Potrafił rzucić niezłym tekstem. W ogóle było trochę zabawnych opisów, zaczynając od tych kolczyków które to niewiadomo gdzie jeszcze mogą być po transparenty na końcu ☺ Fajnie że pokusiłyście się o sprawdzenie potraw koreańskich, to nadaje realności historii, chyba że wymyśliłyście te nazwy bo pewnie nikt się w tym nie orientuje? Niee myślę że sprawdzałyście :) Przyjemnie się czytało, dzięki dziewczyny ☺

  16. Katka pisze:

    Damiann, literówka poprawiona, dzięki. No długo, długo, bo takie było zamówienie ;) Tak, jest to raczej klasyka gatunku i treść nie jest odkrywcza, ale myślę, że czasem nawet takie standardowe rzeczy są przyjemne i dobrze się je czyta :) Mają swój urok. No i gumeczek nie było niestety, ale może chłopcy zdrowi są XD Jak się czyta JR, nie wiem XD Może po angielsku. Nie wiem, nie znam za bardzo tego zespołu niestety ;) Fajnie, że poczytałeś i jakoś przypadło do gustu :D I dzięki za komentarz ;)

    Yaoistka, odlot w galaktykę, haha XD Jeśli tak, to chyba znaczy, że się podobało XD Dzięki za wenę!

  17. Yaoistka^^ pisze:

    Taki słodko-gorzki odlot w galaktyke. Wiem ze jest taki zespuł ale nie sluchałam ich piosenek i wgl…
    Jednak jestem wywalona w przestrzeń kosmiczną waszą Trylogią!!!:3

    Bosko bosko bosko!!=3 wenyyy zycze do dalszych tworów!!*,,*
    Hehe :)

  18. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Położył jedną dłoń na wnętrzu ucha chłopaka i odchylił mu nogę, a potem przytknął czubek penisa do lekko otwartej szparki i powoli zaczął wchodzić.” ,,ucha”? A nie ,,uda”?
    Dlugie to strasznie, ale bardzo mi brakowalo tekstu o takiej tematyce. Szkola, gnebienie, potem milosc. Jest duzo takich opowiadan, zawsze jest to samo, ale jednak cos sie rozni.
    Chlopcy niegrzeczni, nie zadbali o bezpieczny seks z prezerwatywami. JR wygral konkurs, a Seol jakiegos wirusa. xDDD
    Seol wydaje sie taki niewinny. Jak to sie mowi ,,cicha woda, brzegi rwie” – idealnie sie do niego odnosi i chyba tak jest w przypadku kazdej niesmialej i cichej osoby. XD
    A JR (jak to sie w ogole czyta? Jakies… Dżejer? A moze Dżier? Bo ja czytalem JotEr xDD) to taki nieprzyjemny typ, ktory w glebi duszy, gdzies na samym dnie jest bardzo wrazliwym i uczuciowym czlowiekiem, ktoremu brakuje tylko takiej gwiazdki na niebie. No i ja w koncu dostal, nie dosc ze tak jasno swiecacą to jeszcze z dodatkiem miedzy nogami xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s