Newton’s Balls – 24 – Jak indyk do upieczenia

Kiedy rano Courtney sprawdzał prognozę pogody, doszedł do wniosku, że to ostatnie podrygi lata. Od jutra miało się ochłodzić i zacząć padać, więc cieszył się, że na grilla umówił się ze swoim podopiecznym dzisiaj. Rzeczywiście, słońce wciąż świeciło i nie zapowiadało się na deszcz, więc wszystko przygotował. A kiedy było już popołudnie, przeniósł się do ogrodu. Miska z zamarynowanym wczoraj mięsem, zrobiona sałatka, ale jeszcze niepolana dressingiem, a do tego pokrojony chleb na grzanki ustawił na stojącym nieopodal grilla stole i jedynie masło czosnkowe zostawił na razie w domu, w lodówce. Potem zajął się rozpalaniem ognia pod grillem.
Tank leżał kilka metrów dalej na trawie i z zacięciem godnym lepszej sprawy, obgryzał znaleziony rano na spacerze konar drzewa. Ten był już mocno postrzępiony przez jego zęby, ale pies najwyraźniej jeszcze nie uznał, że jest dostatecznie zniszczony. Sam mężczyzna oglądał się co raz na niego i uśmiechał pod nosem. Było mu trochę gorąco od ognia w grillu, ale nie zamierzał się bynajmniej rozbierać, bo jeszcze Chase by mu zarzucił, że zdejmuje specjalnie koszulkę, aby go skusić. Dlatego wciąż miał na sobie biały, cienki bezrękawnik, dzięki któremu widać było jego „rękawy” z tatuaży, a do tego krótkie spodnie w czarno-szarą kratę.
Mniej więcej o umówionym czasie usłyszał od strony ulicy gruchot, a zaraz potem zobaczył Chase’a. Ten wparował za dom jak do siebie, z szerokim uśmiechem na twarzy.
— Siema! Ale dziś ciepło, nie? — zawołał do mężczyzny, a zaraz po tym kucnął, bo Tank poderwał się razem ze swoim patykiem, aby się przywitać i pochwalić tym, co ma. Merdał radośnie ogonem, uderzając nastolatka, kiedy ten go głaskał i odpychał, aby nie oberwać w twarz.
Courtney popatrzył na nich i automatycznie się uśmiechnął. Właśnie przewracał steki na drugą stronę.
— Podobno ostatni taki dzień. Trzeba go wykorzystać, nie?
— No, zajebista opcja z tym grillem. — Chase zaśmiał się i bardziej zdecydowanie odepchnął psa od siebie. Podszedł do mężczyzny i rozejrzał się. Niby wokół posesji stał płot, ale nadal czuł wątpliwości. — Hej — rzucił więc tylko i trącił go w bok samymi opuszkami palców.
Courtney uśmiechnął się i wychyliwszy się do niego, cmoknął go krótko w usta.
— Hej. I nikt nie widzi — dodał, po czym skinął na duże kawałki mięsa na ruszcie. — Nieźle pachnie, co? Jeszcze kilka minut i będzie. A ty jak się czujesz?
— Spoko — Chase przyznał zgodnie z prawdą i jako że został zapewniony, że nikt nie widzi, objął Courtneya ramieniem w pasie i pocałował go w szyję. — Długo jesteś na zewnątrz?
— Mhm. Siedzimy tu z Tankiem już trochę, wcześniej byliśmy na długim spacerze i sam widzisz, jaki skarb sobie znalazł. Nocujesz, hm? — zapytał na koniec, patrząc na niego z boku i odrobinę od dołu, bo chłopak był od niego wyższy.
— Mhm. — Nastolatek jeszcze szerzej się uśmiechnął i nie bacząc, czy zostawi jakiś ślad, ugryzł mężczyznę lekko w szyję. — Spoko dziś pachniesz. Jak to mięcho! — Zarechotał, cały czas do niego lekko przyciśnięty.
Courtney odruchowo zamruczał na tę pieszczotę i chętnie by odpowiedział na uścisk, ale trzymał narzędzia do grillowania.
— To chyba dobrze, może nie tylko na jedzenie będziesz miał ochotę — stwierdził z rozbawieniem.
— A to oferujesz coś jeszcze? — Chase spytał, podtrzymując żartobliwy ton. Przy tym nosem przesuwał tuż przy uchu, po szyi mężczyzny, a jego dłoń masowała podbrzusze kuratora. Drugą Chase trzymał w kieszeni i czuł się w tej chwili panem i władcą na krańcu świata.
Kurator odetchnął ciężej i oblizał wargę. Głupi Chase, ledwie przyszedł, a już latają podteksty. Trochę go to bawiło, ale też nic nie mógł poradzić na to, że i nakręcało.
— Może… Wiesz, że mam nie tylko pełną lodówkę, ale też wygodne łóżko — odpowiedział z uśmiechem.
— A, no tak, bo nocuję. — Chłopak zaśmiał się i podskubując szyję mężczyzny, podciągnął mu trochę w górę koszulkę i przesunął palcami po nagiej skórze. — Mm… Sorry za ten telefon — wymruczał mu do ucha, mając w tej chwili ochotę zsunąć palce jeszcze trochę niżej.
Courtney od razu ściągnął brwi i odchylił głowę, by spojrzeć na niego poważniej.
— To była jakaś impreza?
Nastolatek na widok karcącego spojrzenia i słysząc zmianę tonu, ogólnie atmosfery, wycofał dłoń w bezpieczniejsze miejsce, czyli na bok i koszulkę kuratora.
— No… ostatnia, letnia.
Courtney pokiwał głową, chwilę w milczeniu poprawiając węgiel w grillu.
— Wiem, że większość nastolatków sporadycznie pije i mają na to swoje sposoby… ale wiem, jak wielu z moich podopiecznych przez alkohol miało problemy. Nie mówię o nałogu, ale jeśli nie będziesz myślał logicznie i coś odwalisz, to pójdziesz siedzieć. Drugi raz kuratora nie dostaniesz, Chase, więc… — Westchnął ciężko i na moment odłożył narzędzia, by odwrócić się przodem do chłopaka i położyć mu dłonie po bokach szyi, a następnie cmoknąć go czule. — Jak już pijesz to tak, by móc się kontrolować, w porządku?
Chase’a trochę wcięło. Spodziewał się gorszej reprymendy. Nie umiał się więc nie uśmiechnąć, kiedy poczuł ulgę.
— Jasne. I tak takie imprezy są rzadkie… więc, no. Ale spoko. Nic nie odjebię. Zachowywałem się.
— Cieszę się. Ale nie szczerz się głupio, bo i tak się martwiłem, że chlałeś gdzieś niewiadomo ile… — Courtney mruknął i przesunął mu dłonią po włosach, nim puścił go i wrócił do panowania nad mięsem. — Możesz skoczyć do kuchni po masło czosnkowe i coś zimnego do picia? Jedzenie już będzie.
Chase dalej się jednak szczerzył, mimo słów swojego kuratora i dziewczyny jednocześnie.
— Nie było się co martwić, sam widziałeś, mój kutas był bezpieczny! — Zaśmiał się krótko, chwycił go za brodę i pocałował. — Idę! — krzyknął, kiedy się odsunął, aby pójść do kuchni.
Courtney pokręcił głową i skupił się na grillu. Chase był głupi. Ale i tak przy tym był fajny, słodki i seksowny. Zdecydowanie miał dziwny gust do facetów…
Z tymi myślami rozłożył chleb na ruszcie, aby trochę go podpiec oraz przełożył dwa wielkie steki na papierowe talerze. Następnie zalał sałatkę dressingiem, akurat w momencie, kiedy wrócił jego podopieczny.
— Jak zostajesz, to jutro rano dopiero podrzucimy Tanka do ciebie i podwiozę cię w okolice szkoły, pasuje? — rzucił przez ramię.
Chase położył wszystko na stoliku i lekko się skrzywił.
— Eee, wiesz, możemy tylko do mnie, z Tankiem. Sam potem dojadę do budy. — Nie uśmiechało mu się bycie podwożonym do szkoły przez swojego kuratora. Nawet w jej okolice.
— Okej, jak chcesz — Courtney nie zamierzał się o to spierać. W końcu nie był jego rodzicem, a skoro chłopak tak wolał, to nie mógł naciskać. Zabrał jeszcze grzanki na osobny talerz i dopiero usiadł do ogrodowego stolika. Promienie słoneczne przyjemnie grzały go w plecy, a zapach steków był naprawdę doskonały. — Smacznego. Dawno sam nie jadłem takiego jedzenia — przyznał.
— Nie? Nie robisz se czasem? — Chase spytał, od razu kładąc na mięso sporo masła czosnkowego. Ślina mu się w ustach zbierała na samą myśl o jedzeniu. Był głodny. Jak zwykle zresztą, kiedy miał szansę na coś dobrego.
— Ostatnio nie miałem czasu — odpowiedział kurator, nie wspominając jednak, że dzisiaj miał go wyjątkowo, bo wziął sobie dzień urlopu, by pobyć więcej z Tankiem i chłopakiem, skoro ten pierwszy jutro miał się przenieść do Chase’a, a ten drugi miał ostatni dzień wakacji. — Na grillu byłem ostatnio na wiosnę i to nie robiłem go sam, a zaprosił mnie znajomy.
— Znajomy? — Chase zaciekawił się z podejrzliwością w oczach. Niestety z pełnymi ustami.
Courtney uśmiechnął się lekko i po nałożeniu sobie sporej ilości sałatki na talerz obok mięsa i chleba, odpowiedział:
— Tak, pewien kurator… — zawahał się, ale ostatecznie skończył: — mój były kurator.
Nastolatek przestał nagle przeżuwać ogromną porcję jedzenia, jaką miał w ustach i teraz tylko patrzył pytająco na mężczyznę. Nawet nie miał jak spytać, ale jego mina mówiła za siebie.
Mężczyzna chwilę jednak na niego nie patrzył i jedząc, myślał, ile może powiedzieć. Nie był do końca pewien. Jego kontakty z chłopakiem już i tak wykraczały poza zwykły schemat pracy kuratora, więc wszystko, co z nim robił i o czym rozmawiał, było na wyczucie. Miał nadzieję, że nie przekracza granicy, która zniszczy całe naprowadzanie Chase’a na dobrą drogę. Nawet jeśli miałoby to jakoś ulepszyć ich kontakty personalne.
— Miałem kuratora, kiedy byłem mniej więcej w twoim wieku. No, może z rok młodszy. Za kradzieże — wyjaśnił w końcu.
— Za szadziesze — Chase wymamrotał z pełnymi ustami, nadal z zaskoczeniem, ale też zaciekawieniem na twarzy. Na szczęście Courtneya, nie było po nim widać pogardy, czy czegoś podobnego.
— Mhm. Nie przelewało się u nas w domu, a moja matka, tak jak twoi dziadkowie, nie była przykładem rodzica dbającego o dzieci, więc dbałem o siebie w taki sposób. Twój, z pracą na złomowisku, jest dużo lepszy — Courtney dodał na koniec z lekkim uśmiechem i puścił chłopakowi oczko, jedząc w trakcie w miarę spokojnie.
Chase w końcu przełknął i sięgnął po butelkę gazowanego napoju. Nalał sobie do wysokiej szklanki i napił się, nim odpowiedział.
— Zjebana rodzina, kurator, członek rodziny w pierdlu i pieprzenie się z kolesiem. Coś pominąłem, co nas łączy? I, że po tym teraz masz domek, z tymczasowym psem i grilla?
Kurator zaśmiał się krótko.
— Zmieniłem się. Już nie jestem tym samym Courtneyem co dziesięć lat temu. Ty też masz szansę mieć dobrą pracę i ładny dom. I tak jesteś do przodu, bo ja wtedy nie miałem „dziewczyny”.
— Nie? — Chase zaśmiał się krótko i stuknął go nogą pod stołem. — Farciarz ze mnie. Ale dobrze, że nie posuwałeś swojego kuratora — prychnął na koniec. Nie chciał, by tak było, zwarzywszy, że ponoć nadal utrzymywali kontakt.
— Nie, jest hetero, ma żonę i dwóch synów — Courtney odpowiedział z lekkim uśmiechem i skinął na jego talerz. — Smakuje ci?
— No, zajebiste jest. Ale powiedz coś jeszcze. Bo teraz znam, kurwa, jakieś wyrywki same, a coś czuję, że to jakaś gruba sprawa była. W końcu ten twój brat nie siedzi chyba już tyle czasu też za kradzieże, co?
— Hm… — Courtney zamyślił się, nie wiedząc do końca, jak mu streścić swoją historię i co w niej zawrzeć. Mógł mu jednak podać ogólny zarys, przynajmniej koneksji rodzinnych. — Jak wiesz, moja matka była dziwką — zaczął z krzywym uśmiechem, co raz krojąc mięso, to sięgając po sałatkę czy zagryzając chlebem. — Ojciec na początku na niej zarabiał, ale potem ktoś go zaszlachtował. Nie pamiętam go jednak dobrze, miałem wtedy cztery lata. — Machnął ręką, zbywając temat ojca jako mało ważny. — Mój brat, podobnie jak twój ojciec, też nie siedział jeden raz, a kilka. W październiku ma mieć warunkowe. Siedzi teraz za rozbój i dilowanie. Wcześniej za kradzież, bójkę i też narkotyki. Nie jest aniołkiem.
— Ty też chyba nie próżnowałeś, nie? A skończyło się na stawianiu do pionu, w przenośni i w praktyce, gówniarza po bójce. — Chase zaśmiał się krótko, bo „stawianie” od razu skojarzyło mu się ze stawianiem jego sprzętu do pionu.
Kurator uśmiechnął się i oblizał wargi.
— Mhm. Na razie chyba tylko dosłownie, bo lepiej teoria idzie nam trochę gorzej, co?
— Ej no, przeprosiłem dupków, łażę do schroniska, chyba nie jest źle, nie? Geju? — Zaśmiał się na koniec i znowu trącił go pod stolikiem. Wyglądał przy tym na zadowolonego z siebie i z życia. I na napalonego.
Courtney miał ochotę znowu pokręcić głową z politowaniem przez to określenie, ale było lepsze niż „pedał”, więc się nie bulwersował.
— Mhm, jesteś grzeczny. A jeśli mowa o mojej pracy… Widziałem się z twoim ojcem. Gdyby nie nos, to bylibyście bardzo podobni.
Chase już chciał wrócić ze zdwojonym zapałem do jedzenia, ale słowa mężczyzny go zatrzymały.
— Po co się z nim widziałeś?
— Żeby go poznać i wybadać, jak o tobie myśli. Chyba się lubicie? — Courtney spojrzał na niego ostrożnie, bo fakt, że miał pozytywne odczucia po spotkaniu z Tysonem Lashem, wcale nie oznaczał, że zachowanie mężczyzny nie było próbą manipulacji i jest przeciwnie. Musiał w końcu mieć potwierdzenie jeszcze od samego Chase’a, jeśli ten chciałby widywać ojca częściej niż raz w miesiącu.
Zapytany przewrócił oczami, opierając się ciężej na łokciu o blat stolika.
— Powiedzmy. Wiesz, jak siedzi, jest spoko. Ale siedzi. Żaden pożytek z takiego starego.
— Odniosłem wrażenie, że nie ma gdzieś tego, jak ci się żyje. Może rzeczywiście wydaje ci się, że nic z niego nie masz, ale podświadomie na pewno ci lepiej, że jest ktoś taki, hm? — Courtney mówił miękkim tonem i jeszcze zetknął pod stołem swoją łydkę z jego, by mieć z nim jakiś kontakt fizyczny. Nie chciał w końcu tą rozmową wprowadzić go w jakiś ponury nastrój.
Co zabawne, Tank również podszedł i położył Chase’owi pysk na kolanie, chociaż ciężko było powiedzieć, czy dlatego, iż poczuł, że robi się ciężki nastrój, czy że chce wysępić mięso.
Chase burknął coś pod nosem i położył dłoń na głowie psa.
— Nic dla ciebie nie mam. Idź do niego się łasić — rzucił, chwilę gapiąc się na zwierzę, a potem na swój papierowy talerz. — Nie wiem… Dobrze tak serio to się nawet nie znamy. Nie wiem, jaki by był normalnie. Ale jest w miarę spoko.
— Jeśli chciałbyś mieć szansę poznać go lepiej… możecie widywać się częściej. Wiem, że obecnie twój ojciec ma dozwoloną tylko jedną wizytę w miesiącu, ale jeśli byś chciał, mógłbyś podpisać pewien wniosek i sąd zezwoliłby wam na częstsze widzenia — Courtney wyjaśnił spokojnie, bez nacisku w głosie. — Nie musisz decydować teraz — dodał i lekko potarł jego łydkę swoją, starając się uchwycić wzrokiem jego spojrzenie. Ono jednak było mniej zainteresowane kontaktem niż nogi chłopaka, które co raz odpowiadały na jego zaczepki.
— Jak częstsze? — Chase w końcu spytał, podnosząc wzrok na twarz kuratora.
— To zależy od ciebie, bo będzie oparte na twoim programie, a nie twojego ojca, więc musi być dobre dla ciebie. Ale mogę te odwiedziny powiększyć z dwóch na cztery w miesiącu.
— Nie no, dwa chyba by stykło… I tak co miesiąc z nim się nie widzę — Chase mruknął i wrócił do jedzenia, dosłownie sprzątając swój talerz do czysta.
— W porządku — Courtney zgodził się i nalał sobie coli z butelki. Czuł się nieźle najedzony, a i tak nie był w stanie skończyć całego steku. Po namyśle więc odkroił kawałek, upewnił się, czy nie jest gorący i zszedł z drewnianego krzesła. Kiedy kucnął i pomachał mięsem, Tank od razu do niego podbiegł. — No chodź tu, potworze, masz mięcho. Póki cię mam, to mogę rozpieszczać, co? — zwrócił się do psa zaczepnie, drapiąc go za uszami i chwilę nie pozwalając mu złapać jedzenia, ale w końcu go częstując.
Chase uśmiechnął się na ten widok. Przyjemnie mu się robiło, kiedy widział, jak dobrze jest tu Tankowi. Chciał go już u siebie, stęsknił się, ale jednocześnie szkoda było mu go zamykać w kojcu na całe dnie.
— A się martwiłem, że się nie polubicie.
— Takiego potwora miałbym nie polubić? — Kurator uśmiechnął się do psa, ale już pozwolił mu jeść w spokoju i usiadł z powrotem przy stoliku. — Dam ci jutro jeszcze ten wór karmy, bo nie zjadł całego. Może na trochę jeszcze wam wystarczy. Ale mam nadzieję, że będziesz mnie z nim jeszcze czasem odwiedzał.
Chase skinął głową, po czym odezwał się cicho, impulsywnie, nie zastanawiając się za bardzo nad tym, co robi.
— A nie chcesz go zostawić?
Courtney przez moment nawet nie potrafił odpowiedzieć, bo był tak zaskoczony tymi słowami, że kilka sekund zajęło mu zrozumienie ich. Potem poprawił się na krześle i przesunął palcami po chłodnej ściance wysokiej szklanki.
— Chase… To twój pies. Pytasz serio?
Nastolatek dopiero teraz jakby zaczął poważniej o tym myśleć.
— Wiesz… no… Dobrze mu tu, nie? A… mogę go zabierać teraz już, jak będziesz miał więcej roboty, ale… — Wzruszył ramionami, rozglądając się po ogrodzie. — No, więcej tu miejsca? Nadal. A tam to kojec, nie?
Courtney wciąż nie bardzo wiedział, jak się zachować, bo… sam nie wiedział, co jest dla kogo lepsze. On sam oczywiście przyzwyczaił się do Tanka, więc jeśli pytanie dotyczyłoby tylko jego opinii, to oczywiście, że chciał. Ale pies był potrzebny chłopakowi. Sam Tank… cóż, rzeczywiście było mu tu dobrze, ale… Cholera, nie wiedział.
— Nie wiem — wypowiedział swoje myśli głośno. — Jak się czujesz, kiedy on tu jest? Nie tęsknisz za nim w domu?
— Jak jestem w domu, to… no, fajnie by było, jakby był, nie? Ale jak myślę, że miałby tam zostać, a ja miałbym iść do budy, to chyba czuję stresa, wiesz? Dlatego… no, kurwa. On też mógłby mieć swoje zdanie, co Tank? — Chłopak zawołał psa, który podszedł do niego szybko. Jego oczy pytały, czy Chase też ma dla niego coś smacznego.
Courtney uśmiechnął się mimowolnie i potarł się po zarośniętym podbródku.
— Nie wiem, Chase, nie chcę ci go zabierać. Co, jak uznasz, że chcesz dziewczynę w swoim wieku, pożremy się, nie będziesz chciał mnie widzieć na oczy, a Tank tu zostanie?
— Nawet jak się pożremy, to i tak będę musiał cię widzieć, aż nie minie, kurwa, rok. Więc będę miał jak ci go zabrać. A… no, nie wiem. Też przecież tu często jestem, chyba się nie odzwyczai ode mnie, nie? Nie zapomnisz, że to ja jestem twoim panem, co? — chłopak zwrócił się znowu do psa, który oparł łapę o jego udo, wspinając się wyżej, aby dać mu „buzi”. — Debil, fuj, nie liż! — Chase prychnął, ale i tak cmoknął go tuż przy oku, po czym dodał do Courtneya: — Wiesz, może więc nie takie całkiem „zabierać”, a… no, dłuższy tymczas? — spytał, używając słowa, którego nauczył się w schronisku, gdzie tak nazywali potocznie domy tymczasowe.
Mężczyzna odchylił głowę do tyłu i przejechał palcami po włosach.
— Okej, ale jak będę miał dużo roboty, nie tylko w terenie, ale papierkowej w domu, to zabierasz go na kilka dni do siebie, co? W końcu po coś tę budę robiliśmy… — Westchnął ciężko.
Chase uśmiechnął się pewniej i skinął głową.
— Dobra! — przytaknął gorliwie, a Tank jeszcze wyżej wspiął mu się przednimi łapami na uda i teraz próbował wgramolić się na nie także tyłkiem. Wyglądało to pociesznie, na tyle, że Chase roześmiał się, chwycił go w końcu pod ogon i usadowił tak, że niewiele było go samego widać zza Tanka.
Courtney uśmiechnął się i sięgnął po telefon do kieszeni spodenek. Oparł łokcie o stół i zrobił im zdjęcie.
— No, to teraz mam fotkę mojego chłopaka i mojego psa — podsumował. Cieszył go widok zadowolonych Chase’a i Tanka.
Chase pokazał mu ze śmiechem środkowy palec. Nie było w tym obraźliwym geście niczego, co miało go urazić. Był to raczej taki pstryczek w nos.
— Dobrze, że psa nie bierzesz do łóżka! — Zarechotał i skinął na niego głową, nadal z Tankiem na kolanach, który z pełnią szczęścia dyszał, gapiąc się z utęsknieniem na resztki jedzenia na stole. — A tamto zdjęcie? Wyjebałeś?
Courtney odpowiedział mimowolnym uśmiechem i zagryzł dolną wargę, aby ten nie stał się szerszy. Odchylił się potem na drewnianym krzesełku i chwilę się na nim bujał, nim odparł:
— Rano robiłem sobie do niego dobrze.
Chase od razu uśmiechnął się i jeszcze wydał z siebie przeciągłe, pełne zadowolenia „Uuuu!”.
— To powinieneś porobić se jeszcze dodatkowo inne zdjęcia, jak cię jeden kutas w gaciach jara.
— Mhm, to niegłupi pomysł — Courtney odpowiedział z krótkim śmiechem i w końcu wstał, zaczynając zbierać brudne talerze i sztućce.
— Możesz dziś, jak będę nocować — Chase zasugerował, podgryzając swoją dolną wargę. Od razu przy tym zaczęło rosnąć mu ciśnienie. — Nadal marzy mi się ta akcja w kuchni — dodał mimochodem.
Courtney uśmiechnął się do niego i zebrał wszystko ze stołu, aby przenieść brudne naczynia na raz.
— Skoro zostajesz, na pewno znajdzie się czas na wiele „akcji” — odpowiedział i ruszył w kierunku bocznego wejścia do domu.
Chase aż na chwilę zamarł z psem na kolanach. Jedno zdanie napaliło go bardziej niż ta laska na imprezie, ocierająca się o niego w tańcu. „Wiele” pobrzmiewało mu w głowie jak echo w jaskini. Przełknął ślinę, odczekał chwilę i odstawiwszy Tanka na ziemię, ruszył, jak ten wcześniej za kawałkiem mięsa w dłoni Courtneya, za mężczyzną.
Kiedy wszedł do kuchni, gospodarz akurat chował ostatni talerz do zmywarki. Przy tym pochylał się, a na jego kształtnych pośladkach opięły się te krótkie spodnie, odpowiednio podkreślając kształt tej części ciała.
Chłopak oblizał usta i zaszedł gospodarza od tyłu. Złapał go mocno w pasie jedną ręką, a drugą chwycił za pośladek. Po tym przycisnął jego tyłek do swojego krocza.
— Czujesz?
Courtney momentalnie wciągnął głębiej powietrze i położył dłoń na obejmującej go ręce. Poruszył odrobinę biodrami, niby szuka tego, co ma poczuć, ale w końcu zagryzł wargę i odpowiedział:
— Nie da się inaczej… Otrzyj się trochę…
Nastolatka ta prośba jeszcze bardziej podjudziła. Poruszył biodrami w górę i w dół. Trochę jakby już się wsuwał w ten apetyczny tyłek.
— Mmm… Bo się tak… wypinasz — zamruczał, zsuwając dłoń niżej, z pasa na krocze. Drugą pewniej chwycił go za bok.
Courtney przymknął oczy i wyprostował się zupełnie. Podobała mu się ta pozycja i zupełnie nie przeszkadzało mu, że siedemnastolatek czai się na jego tyły i obłapia go w ten sposób.
Przekręcił odrobinę głowę i cmoknął go.
— Masz dużego nie tylko kutasa. Dłonie też nawet niezłe — pochwalił, bo przy tym podobało mu się, że chłopak nie ograniczał się do macania go nimi po tyłku.
— No, u mnie się zgadza. Duże łapy, duży kutas! — Chase zaśmiał się i zobaczył kątem oka, jak do domu wchodzi Tank. Siadł niedaleko i chwilę przyglądał im się z zaciekawieniem. Chłopak nie przejmował się zwierzęcym widzem i sięgnął ustami do szyi mężczyzny. — Masz jutro jakąś robotę, nie?
— Mhm. Na dziewiątą pierwsze spotkanie w biurze — odpowiedział Courtney, głaszcząc go po ciepłym od słońca przedramieniu i leniwie trąc pośladkami o tę seksowną wypukłość.
— Czyli mam ci oszczędzić szyję? — ten wyszeptał mu do ucha, którego i tak płatek zaraz po tym ugryzł.
Courtney stęknął cicho i oparł się o niego bardziej plecami.
— Mhm… Będziesz mógł się z nią zabawiać na jesień, jak będę nosić golfy — odpowiedział i zerknął na niego przez ramię. — O ile do tej pory się mną nie znudzisz — dodał z lekkim uśmiechem.
— Zadbasz o to, żeby tak nie było — Chase odparł z pewnością w głosie i wyciągnął palce stóp, aby podnieść nadal opuszczone w dół drzwi zmywarki. Zatrzasnął je, po czym mocniej chwycił mężczyznę i przycisnął go do skraju zabudowy biodrami. Naparł przy tym na jego plecy, zmuszając go do położenia się na blacie klatką piersiową.
Ten głośno i nagle wypuścił powietrze, padając na blat torsem i opierając się o niego dłońmi. Momentalnie zrobiło mu się gorąco, jak od tego ognia, przy którym dzisiaj stał, grillując mięso. Teraz za to miał mięcho przy swoich pośladkach i jak tamto na grillu pobudzało jego ślinianki, tak to nie dość że je również, to jeszcze w podbrzuszu i tyłku czuł specyficzne, przyjemne mrowienie.
— Dla takiego kutasa zadbam… — wydyszał.
Chase wyszczerzył się i wyprostował, trzymając jednak mężczyznę ręką za kark, na blacie. Otarł się o jego tyłek sztywnym, ale wciąż uwięzionym w spodniach penisem.
— Ej, lubisz tę bluzkę?
— Mm…? Bluzka jak bluzka… Czemu pytasz? — zapytał mężczyzna, zagryzając wargę i już wyobrażając sobie, jak Chase robi to samo, ale bez spodni.
— Bo nie mam za co ci jej odkupić — ten odparł i sięgnął po nożyce do mięsa, które wypatrzył kawałek od nich, stojące razem z nożami w podstawce. Nie pytając już więcej, przeciął nimi dół bluzki, odrzucił je na bok i rozerwał białą koszulkę na plecach, aż po szew wokół szyi mężczyzny. Zaraz po tym pochylił się i polizał skórę wzdłuż kręgosłupa. Była delikatnie słona od potu i genialnie pachniała.
Courtney jęknął i sam poczuł, że i jego penis szybciej sztywnieje pod wpływem działań chłopaka. To, co zrobił, było jak wycięte z pornosów, ale… kto kiedyś nie chciał spróbować czegoś prosto z porno? On sam na pewno nie był wyjątkiem. Jego plecy napięły się, a palce nacisnęły mocniej na chłodny blat, bielejąc na opuszkach.
— Podoba mi się, kiedy taki jesteś…
— Och, a myślałem, że lubisz, jak jestem grzeczny. — Chase zarechotał, a Tank szczeknął krótko. Nadal leżał sobie z boku i przyglądał się. — Podgląda. Będzie patrzył, jak cię jebię — zamruczał mężczyźnie do ucha, znowu je przygryzając, ale nie ruszając jego szyi. Przy okazji sięgnął między ciało mężczyzny a szafkę w poszukiwaniu zamka jego spodni. Już chciał się mu dobrać do tego tyłeczka.
Mężczyzna spojrzał, a raczej spróbował spojrzeć na Tanka i stęknął.
— To bardzo złe, co mówisz… Ale chyba instynktownie czuje, że nie robisz mi krzywdy, tylko przyjemność, skoro nie… nie reaguje, hm? — odpowiedział i trochę odsunął biodra od szafki, by chłopakowi było łatwiej go rozebrać.
— Albo chce się przyłączyć — Chase dodał z rozbawieniem i w końcu odpiął guzik i zamek spodenek Courtneya. Zsunął je od razu w dół, włącznie z bielizną.
Courtney aż zamrugał i odwrócił głowę, przylepiając czoło do blatu.
— Mam nadzieję, że jednak nie o tym myśli — wymruczał, a przez uwagę chłopaka przypomniał sobie, jak jego pies, Cygaro, kiedyś próbował posunąć jedenastoletnią córkę sąsiadki, kiedy ta udawała psa w zabawie z jakąś koleżanką… Wtedy wydawało mu się to zabawne, teraz zdecydowanie nie.
— Może tak, może nie, nie możesz wiedzieć — Chase odparł tuż przy uchu mężczyzny z rozbawieniem, a już poważniej dodał: — Leż.
Po tym na chwilę się odsunął, aby spuścić i swoje spodnie oraz pozbyć się też swojej bluzki. Rzucił ją byle gdzie, czego wynikiem było to, że ubranie trafiło na miskę z owocami.
A Chase? Chase był już sztywny, jak zaraz po dobrym obciąganiu, tylko jego penis nie był ani trochę wilgotny, ale i tak otarł się nim o pośladki i nagi rowek swojego kuratora. Podobało mu się ciepło jego tyłka.
Courtney za to wyraźnie zadrżał. I pomyślał, że chciałby się obejrzeć, żeby zobaczyć tego penisa, to cudo, które sprawiało, że pośladki mu się trzęsły. Tak, zdecydowanie musiał mu zrobić zdjęcie.
Poruszył się i rozstawił szerzej nogi, przynajmniej na tyle, na ile pozwalały mu spodnie w kostkach.
— Weź masło — polecił szybko, bo lodówka była najbliżej.
Chase westchnął z żalem, że musi tak daleko iść z opuszczonymi spodniami, ale i tak się pofatygował. Otworzył lodówkę i pierwsze co mu się rzuciło w oczy to oliwa do pieczenia. W spreyu. Chwycił ją i pomachał do Courtneya.
— Też się nada? — spytał, obiecując sobie mimo wszystko, że kiedyś masła też użyje i zrobi sobie kanapkę z tyłka mężczyzny. Pośladek, wypełnienie, pośladek.
— Tak. — Courtney pokiwał głową, unosząc się trochę na blacie i samemu sięgając do swojego krocza, by się trochę podotykać. Zlustrował przy tym chłopaka łakomym spojrzeniem i głośniej przełknął ślinę na widok jego sztywnego członka. Wiedział, że cały w niego wejdzie i, niech go ktoś jebnie, jeśli nie było to genialnym uczuciem.
Chase znowu zbliżył się do niego, ze spodniami w kostkach, pod czujnym spojrzeniem Tanka i potrząsnął puszką z tłuszczem w spreju.
— Pomaluję ci tę dupę na złoto-błyszczący kolor. — Zaśmiał się, odnosząc się do napisu na opakowaniu, który głosił, że z tym tłuszczem wszystko upiecze się na złoty kolor.
Courtney doszedł do wniosku, że co kolejny tekst chłopaka, to lepszy, więc zaśmiał się krótkim, zduszonym głosem w blat i oparł się o niego w miarę wygodnie.
— Dobrze, że nie robimy tego na słońcu — odpowiedział tuż przed tym, jak poczuł pryśnięcie oliwowego spreya na pośladek. Oblizał wargę, a kiedy sprej prysnął prosto na szparkę, ta błyskawicznie i odruchowo ścisnęła się w całkiem zamknięte, pomarszczone wejście. I Chase miał się tamtędy przepchać…
Nastolatek przyjrzał się temu jak niezwykłej ciekawostce naukowej. Dotknął palcami maleńkiego wejścia i rozsmarował tłuszcz. Potem psiknął jeszcze więcej, na całe pośladki, dziurkę, jądra. Sięgnął nawet między nogi mężczyzny i odchylił do tyłu jego penisa. Jego też natłuścił.
— Jak indyka do upieczenia. Po szyjce! — Zarechotał, miętosząc przez chwilę samą główkę członka w dłoni. Zaraz po tym też swojego penisa opryskał i z trzaskiem odstawił opakowanie na bok, na blat. Od razu otarł się o śliskie i błyszczące przez to pośladki i rowek.
Courtney miał wrażenie, jakby ocierał mu się o tyłek jakiś gruby wąż. Taki ciepły i sztywny. Wygiął odrobinę dolne partie kręgosłupa, nadstawiając się tak, jakby chciał, aby żołądź penisa Chase’a już sięgnęła do jego otworka.
— Musisz go nadziać przed upieczeniem — odpowiedział na wydechu z uśmiechem.
Chase zawarczał nisko, całkiem nabuzowany podnieceniem.
— Już? — spytał, nadal pamiętając, jak mężczyzna wzdrygnął się, kiedy pierwszy raz go dotykał i chciał wsunąć palce. Nie zmieniał tego fakt, że wtedy kurator był po ostrym seksie, a jego palce nie były niczym nawilżone.
Gospodarz odetchnął i rozluźnił się na dole, żeby być bardziej… zapraszającym. Oczywiście rozsądek mu mówił, że przed przyjęciem takiego penisa dobra by była palcówka, ale żądza kazała mu już go w siebie wziąć. Wszystko, by poczuć, jak go rozpycha. Posłuchał więc ciała, a nie mózgu i odpowiedział:
— Tak, już. Taki jest lepszy niż na zdjęciu pod gaciami.
Chase uśmiechnął się pewnie, otarł ze dwa razy i pochylił, całując mężczyznę w kark wystający spod rozerwanej koszulki.
— Mam najlepszą laskę ze wszystkich — zamruczał nisko i nie unosząc się, a dysząc w plecy mężczyzny, chwycił swojego penisa i nakierował go na ciasną szparkę. Potem pchnął biodrami, wsuwając się powoli.
Kurator, który najpierw mimowolnie się uśmiechnął i chciał pocałować chłopaka za te słowa, potem ściągnął brwi i jęknął głucho. Próbował rozstawić szerzej nogi, ale zablokował go materiał spodni. Zamiast tego więc jedną nogę zgiął w kolanie, trochę jak Tank czasem, kiedy drapało się go po brzuchu i bardzo mu się to podobało. I, o tak, jemu też się podobało. Jego zwieracz naciągnął się z oporem, a wnętrze objęło ciasno tego gorącego, twardego intruza, który tak pewnie parł do przodu. Do tego nastolatek był tak blisko niego. Niemalże leżał na nim i wsuwał się sukcesywnie. Czasami się zatrzymywał i cofał, aby potem wejść jeszcze trochę głębiej. Po chwili zaczął się poruszać. Nie był jeszcze cały w środku, ale na razie czuł, że tyle wystarczy, że więcej nie może. Poruszał biodrami, oddychając ciężko na plecy mężczyzny.
— Kutas… nie obija ci się o… szafkę? — spytał, wsłuchując się w ich ciała.
— Trochę… ale to… nie przeszkadza — Courtney odpowiedział urywanym głosem, przylepiony do blatu. Dosłownie, bo koszulkę z przodu miał przepoconą, a rozgrzany policzek przylgnął do powierzchni mebla. Było mu gorąco, a wnętrze pulsowało w odpowiedzi na pchnięcia.
— Plaska o nią. — Chase zaśmiał się krótko, bo na więcej nie miał dosyć powietrza w płucach. Po tym na chwilę się wysunął i sięgnął do jego nogi. — Wyjmij żesz ją — poradził, łapiąc mężczyznę pod kolano, aby ten mógł wyżej i wygodniej zadrzeć nogę, a on wygodniej i głębiej się w niego wbić.
Courtney uniósł się odrobinę, by spojrzeć tam i nie robić tego na ślepo. Wykorzystał przy okazji tę chwilę na głębszy oddech. Wyciągnął nogę z nogawki i oparł się udem i kolanem o krawędź szafki, a tym samym znacznie mocniej otworzył się na Chase’a. Teraz, spojrzawszy na jego szparkę, można było nawet zobaczyć, jak jest odrobinkę rozchylona.
— Okej, zapraszam — kurator potwierdził, że już jest gotowy. Dodatkowo stan jego członka świadczył o tym, że taki szybki numerek w kuchni bardzo mu pasuje.
Chase oblizał się, pomasował palcami rowek mężczyzny, szczerząc się do siebie jednocześnie. Mógł podotykać, całować i pieprzyć się. Podobało mu się posiadanie tego faceta jako swojej dziewczyny.
— Zapraszasz? Ja pierdolę! — Zaśmiał się, nie zauważając dwuznaczności swojej wypowiedzi. Wsunął się znowu, tym razem głębiej i tym razem niemal natychmiast przechodząc do szybszego tempa. Courtneya też trzymał mocniej za uniesione udo i za ramię.
Raptowne tempo od razu wywołało u mężczyzny częstsze i głośniejsze jęki. I zdecydowanie nie brzmiał, jak laski w łóżku, niektóre dziwnie zawodzące i piszczące. Miał niski, męski głos i takim głosem wydawał te seksowne dźwięki świadczące o tym, że podoba mu się kutas w tyłku. Był rozgrzany i drżący. Gdyby mógł, to sam by się poruszył. Ale, cholera, Chase sobie doskonale radził, biorąc go przy tej szafce.
— Och tak… ta… dobrze…
Nastolatek uśmiechnął się na pochwałę i samemu głośno stękając, nie zauważywszy, że Tank znudził się ich seksem i sobie poszedł, mocno i szybko posuwał mężczyznę.
— O kurwa… Naprawdę… Och, masz dobrą tę dupę. Ciasną jak skurwysyn — wydyszał, wbijając się do końca. Obijał się jądrami o jego pośladki i czuł, jak cały się lepi. Od zmęczenia, potu, oliwy w spreyu i tego gorąca. Ogólnie od wszystkiego. Ale przy tym było cudownie i trwało długo. Zaskakująco długo, chociaż Chase już czuł, jak drży, jak przeszywają go spazmy przyjemności.
Courtney się nie hamował, ale też nie miał jak sięgnąć do swojego penisa. Nie próbował jednak tego zrobić, ale po chwili wahania rzucił do chłopaka na wydechu:
— Jeszcze chwilę wytrzymaj… dojdę bez ręki chyba…
— Jak suczka? — Chase spytał, nim pomyślał i mocniej wbił się w jego tyłek. — Jak cię pieprzyć? Gdzie… o ku… oo, moment… — Zamilkł na chwilę, łapiąc dodatkowy oddech i myśląc o czymś mało seksownym, aby nie dojść. Był przy tym tak zdesperowany, że wyobraził sobie piersi swojej babci. O tak, po tej wizji stracił potencjał na natychmiastowy orgazm o całe pięćdziesiąt procent. Szybko otworzył więc oczy, aby widzieć przed sobą apetyczne, wysportowane ciało. — Okej… Jak cię jebać?
Courtney zagryzł wargę i zakręcił biodrami.
— Trochę się pochyl i… mm, możesz mnie przytrzymać za kark. I szybko — poprosił, kilka razy ściskając i rozluźniając pośladki. Tak, zdecydowanie da radę dojść bez ręki, z takim sztywnym palem w tyłku.
Chase tylko zamruczał potakująco w odpowiedzi. Po tym pochylił się i mówiąc sobie, że przecież ramiona to nie szyja, ugryzł jedno z nich. Przy tym jego biodra poruszały się szybko, nawet bardzo szybko, chociaż w dość płytkich ruchach. Jego penis był głęboko zanurzony w to ciepłe, ciasne wnętrze, a sam chłopak stękał, jedną ręką mocno trzymając mężczyznę nadal za udo, ale teraz drugą, zamiast za ramię, przytrzymywał jego kark, jak chciał kurator.
O tak, tak podobało się mężczyźnie. Czuł się taki pełny, rozepchany i wydymany. I wszystkie doznania wzmacniały się coraz bardziej i bardziej. Zaklął więc w pewnym momencie i zmarszczył mocno nos, wręcz przyciśnięty do szafki. Jego nogi drżały i miał wrażenie, że po wszystkim po prostu osunie się na podłogę.
— O… o… oooch…! — naraz jęknął głośniej i bardziej przeciągle, a jego ciało, mimo podtrzymywania, samo poderwało się kilka razy. Z członka wytrysnęła prosto na zmywarkę biała sperma, a sam Courtney mocno zacisnął powieki.
Chase także jęknął głośno, kiedy poczuł, jak zwieracz zaciska się na jego penisie. Nadal było to dla niego bardzo ekstremalne uczucie. Takie, podczas którego jego penis jakby czuł się zobligowany, aby wystrzelić. Tak jak w tym momencie, kiedy mięśnie ścisnęły go i dosłownie wycisnęły z niego wszystkie soki. Jęknął głośno i długo. Zaraz po tym jednak nie zaprzestał poruszania się, tylko jeszcze chwilę się bujał.
— Mmm… Dobrze, geju, że jednak tak do końca nie jesteś moją laską, bo bym cię zapłodnił, tyle wystrzeliłem — zamruczał zduszonym i ochrypniętym głosem do ucha mężczyzny.
Courtney zaśmiał się krótko i w końcu powoli opuścił nogę w dół, ale od razu kolana się pod nim załamały, więc utrzymał się tylko dzięki temu, że dosłownie leżał na blacie.
— Mamy wspólnego psa… Dzieciaka nie chcę — odpowiedział, absolutnie zmęczonym głosem. Czuł się wypompowany. A do tego Tank, jakby poczuł, że już po wszystkim, wrócił do kuchni i zaczął trącać nosem ich łydki.
Chase chciał go pogłaskać po głowie, ale najpierw musiał się wysunąć. Zrobił to powoli i ostrożnie, po czym poklepał pieszczotliwie jeden z zarumienionych od obijania się ciało o ciało pośladków.
— Dobrze wypieczone — rzucił do kuratora, a potem pogłaskał psa po czubku głowy. — Spadaj, Tank, to nic dla ciebie.
Pies zamachał ogonem, jeszcze chwilę naiwnie się w nich wgapiając z wywieszonym jęzorem, ale w końcu odszedł. Kurator wciąż opierał się o blat, ale tym razem już na wyprostowanych rękach. Podarta koszulka wciąż wisiała na jego barkach, a spodnie i bielizna zahaczone były tylko o jedną kostkę. Do tego był tłusty od oliwy na pośladkach i miejscami czerwony. Był jednak spełniony i czuł się cudownie.
— Mmm… — mruknął ni to do siebie, ni to do Chase’a, zbierając siły na podjęcie jakiejkolwiek innej czynności fizycznej, polegającej na czymś bardziej skomplikowanym niż wyprostowanie się na rękach.
Chase, kiedy pies już odszedł, objął Courtneya w pasie i pocałował w skroń.
— To zostało nam jeszcze twoje biurko, samochód, kanapa w salonie, może dywan… coś jeszcze? — zamruczał mu do ucha, ocierając się o jego pośladki. Był szczęśliwy. Zmęczony, ale głównie szczęśliwy. Seks był genialny. I do tego jak na razie nie usłyszał żadnych negatywnych uwag.
— Hm… wanna? — Courtney odpowiedział, kładąc dłonie na obejmujących go rękach i głaszcząc je troskliwie. — Coś na pewno mój chłopak jeszcze wymyśli — dodał z lekkim uśmiechem i przekręciwszy głowę, pocałował go. Długo i z pełnym rozleniwieniem, ale czule.
Chase uśmiechnął się w jego usta, odpowiadając na pocałunek. Odwrócił gospodarza przy tym przodem do siebie.
— Mm… Usiądź na blacie — zamruczał, łapiąc go samemu za biodra, aby trochę go podsadzić. Widział i czuł, jak go zmęczył i w niesamowicie dobry sposób go to podjudzało i napawało dumą.
Courtney przez to zmęczenie nawet nie myślał, żeby oponować. Usiadł nagim tyłkiem na blacie, z pełną świadomością, że wycieknie z niego sperma. Będzie miał sporo mycia później, ale teraz się tym nie przejmował. Rozłożył tylko nogi, żeby chłopak mógł stanąć pomiędzy nimi i objąwszy go za szyję, całował się z nim dalej. Masował go przy tym po krótkich włosach.
— Po takim ostatnim dniu wakacji będziesz w szkole pełen dobrych emocji, hm? — rzucił po jakimś czasie. — Grzeczny, żebym się nie musiał martwić?
— Jakbym miał matkę, wiesz, w ogóle, ale taką z filmów, to powiedziałbym, że mówisz jak moja matka. — Chase zaśmiał się krótko, trzymając mężczyznę w talii, stojąc przy nim blisko i co raz całując go w usta. — Ej, ale w ogóle… myślałem o tobie na tej imprezie.
— Tak? — Courtney uśmiechnął się i pogłaskał go po karku. — Nawet uchlany, z pęczkiem lasek kręcących się wokół?
— Właśnie dlatego.
— Tak? Musiałeś się odpę… — Courtney nie skończył, bo dopiero teraz, na spokojnie oglądając sobie z takiego bliska chłopaka, zobaczył coś, co mu się nie spodobało. Ściągnął brwi i wychyliwszy się, dostrzegł malinkę na jego szyi. — Ja ci tego nie zrobiłem… — zauważył ostrożnie, ale z czymś niepokojącym, rodzącym się w głosie.
Chase sięgnął do swojej szyi, jakby pod palcami miał wyczuć ślad.
— Ale że co? — spytał najpierw głupio, nie pamiętając aż tak dokładnie, co się działo, kiedy tańczył z Dianą na imprezie.
— Masz tu malinkę — Courtney odpowiedział ostrzej przez zaciśnięte zęby i pchnął go w klatkę piersiową. Nagle mu się zrobiło nieprzyjemnie gorąco i trudno było mu panować nad rosnącymi nerwami. — Byłeś tam z jakąś dziewczyną!
Chase zrobił większe oczy, cofając się o krok.
— Co? Ej, weź trochę może na wstrzymanie, co? — odparował, zszokowany tym nagłym negatywnym podejściem do swojej osoby. I namacalnym odtrąceniem.
Courtney mocniej się nachmurzył, widząc, że chłopak nie zaprzecza. W sekundzie przeszła mu myśl, jak daleko zaszli. Co z nią zrobił?
— Obiecałeś, że jeśli ja mam tylko twojego kutasa, to ty nie masz innej dupy. Żeńskie genitalia też się liczą — odpowiedział zachrypniętym głosem i zsunął się z blatu. A raczej zjechał, bo ten był już śliski od oliwy i spermy wyciekającej z jego dziurki. Mężczyzna patrzył przy tym prosto na twarz chłopaka z zacięciem, czując nagłą i nieprzyjemną zmianę nastroju.
Chase wziął głębszy oddech. Przecież właśnie chciał mu powiedzieć, że z trudem i podstępem wykpił się od numerku z dziewczyną, bo obiecał mu, że jak mają być parą, to tak na serio.
— Z nikim się nie jebałem! — syknął i pchnął mężczyznę do tyłu, znowu zmuszając go, aby zetknął się pośladkami z kuchennym blatem. — A ta malinka to nie moja wina. Właśnie chciałem ci opowiedzieć, a już mnie oskarżasz. Weź na wstrzymanie — powtórzył.
Courtney szybko podparł się ręką o blat i spojrzał na jego twarz uważniej. Milczał chwilę, mając teraz całkiem sporo sprzecznych myśli, ale w końcu dopytał lżejszym, choć wciąż nie do końca spokojnym tonem:
— Nie okłamujesz mnie…?
— Nie. Nie okłamuję cię — Chase powtórzył z naciskiem. — Jakbyś miał babski głos, mógłbyś spytać Raphiego, bo on mi pomagał wykręcić się od tej laski, co się do mnie dossała. Tak, miała fajne cycki, ale, kurwa, ci obiecałem przecież. Bo nie chcę, żeby jakiś fagas ci się dobierał do tyłka.
Courtney przemknął czujnym spojrzeniem swoich szarych oczu po jego twarzy i, co by nie mówić, Chase wyglądał na szczerego. Miał bardzo naturalną mimikę twarzy i łatwo dało się dostrzec na niej dręczące go emocje.
Odetchnął i do końca zrzucił z siebie resztki koszulki. Odsunął też spodnie i bieliznę, i dopiero odetchnął.
— W porządku. Przepraszam więc za oskarżenie — powiedział ciężko i uśmiechnął się do niego słabo.
Chase przekręcił głowę, zerkając mu na twarz pod kątem. Podczas całej rozmowy wyglądał bardzo pociesznie, bo wciąż nie zatroszczył się o spodnie i bieliznę w kostkach.
— Ej, ale okej? — spytał, teraz on z lekkim niepokojem.
— Tak, tak… Już okej. Wybacz, myślałem, że skończyło się na czymś więcej… — Courtney odpowiedział, już wracając do kontaktu fizycznego i objął go. Pocałował go krótko policzek. — Już w porządku.
Chase też objął go w talii, nadal jednak patrząc na niego czujnie.
— No… Ona chciała coś więcej, ale już przecież mam dziewczynę, nie? Tej malinki nie zauważyłem, jak tańczyliśmy… A no, potem tylko wszyscy spaliśmy w jednym pokoju, ale to chyba nic złego? Wiesz, aniołki, nawet Roy, bo laska znalazła se innego kutasa na noc. Diana i laska Raphaela. I jakaś Gabe’a. Pieprzyli się potem w nocy — zamilkł na moment, po czym się zaśmiał. — Prawie mi stanął.
Courtney uśmiechnął się lekko i oparł się na nim mocniej. W tym policzek na jego ramieniu. Był zmęczony, a chłopak przyjemnie ciepły i wysoki.
— Pewnie „prawie” dlatego, że promile we krwi nie pozwalały na „całkiem”?
— Mmm… Może. Ale myślałem, że ty i tak byś dał radę. Jakbyś go pocałował. — Nastolatek zaśmiał się krótko i przycisnął mężczyznę do siebie drugim ramieniem. — Chcesz się położyć? — spytał, czując nawet dla niego samego zaskakującą potrzebę przytulenia się. Nie rozumiał tego, ale nie chciał, teraz wiedział wyraźniej niż podczas tej imprezy, aby mężczyzna go odpychał, czy tak na niego patrzył, jak przed chwilą, kiedy oskarżał go o zdradę.
— Mhm… Albo może kąpiel? Wymoczymy się chwilę, bo w wannie zmieścimy się obaj. A potem posiedzimy jeszcze w ogrodzie, okej? — Courtney zaproponował, unosząc głowę, by poszukać na jego twarzy potwierdzenia. Do tego z bardzo bliska, bo stali ciasno przytuleni i prawie całkiem pozbawieni ubrań.
Chase nie odpowiedział. Złapał go tylko za bok twarzy i pocałował. Długo, namiętnie i z uczuciem, którego jeszcze dobrze nie rozumiał, a już na pewno nie był w stanie określić.
— Chodź — wymruczał, kiedy ich wargi się rozłączyły. Przy okazji zrzucił wiążące jego kostki ubrania.
Courtney uśmiechnął się do niego, a potem ujął jego dłoń, ścisnął lekko i pociągnął za sobą do łazienki. Czuł ulgę po zapewnieniu, że był dla niego jedynym. Że Chase nie pieprzył się z nikim, że nawet prosił o pomoc kumpla w spławieniu dziewczyny. I to będąc pod wpływem. Równocześnie był więc z niego dumny, jak i miał ochotę mu to jakoś wynagrodzić. Na pewno coś wymyśli… Na razie mogli odpocząć po ostrym numerku w kuchni i trochę poprzytulać się w wannie. I jeśli zostaną w niej odpowiednio długo, a z niego wraz z ciepłą wodą zejdzie zmęczenie, to istniała szansa, że nie skończy się to tylko na „moczeniu się” a na kolejnej „akcji”. Obaj skrycie na to liczyli.

14 thoughts on “Newton’s Balls – 24 – Jak indyk do upieczenia

  1. Wadera pisze:

    Praktycznie od pierwszych zdań w odcinku widać jak chłopaki na siebie działają. Kiedy widzą się nawzajem, mam wrażenie, że od razu jednemu i drugiemu wyłącza się ta większa głowa ;)
    Dobrze też, że coraz bardziej się poznają i widać że Chase jest serio zainteresowany życiem Courtney’a, a to już daję dobre prognozy na przyszłość.
    Tak samo jeśli chodzi o Tanka, trzeba przyznać, że to bardzo dojrzałe, że strony Chase’a że się na coś takiego zdecydował. Widać ma swoje momenty ;)
    Teraz tak łatwo się od swojego kuratora nie uwolni, skoro mają nie jako wspólnego psa :D
    Podgrzewa atmosferę też fakt jak obaj są o siebie zazdrośni Courtney o laskę z imprezy (nadal jestem pod wrażeniem postawy Chase’a), a Chese o tego kuratora Courtneya.
    Opowiadanie nabiera rumieńców, a tytuły przyszłych rozdziałów sprawiają, że cierpliwe czekanie staje się bardzo, bardzo trudne :D

  2. Shivunia pisze:

    Zuziia >> Mmmm, super, emocje wywołane, cel osiągnięty. Ale spokojnie, para ta nie jest idealna, jeszcze będzie miała wzloty i upadki. A Chase na pewno nie jest tam też tym spokojnym i zrównoważonym hahaha
    Rozdziały będą… mam nadzieje, jeszcze dużo emocji dostarczać ;) Kilku niespodzianek jestem mega ciekawa jak zareagujecie :D

  3. Zuziia pisze:

    Fajny rozdział ^^ Nie wiem czy jestem dziwna, ale jak się zaczęła spina to mi się gorąco zrobiło xD Chcę żeby się pokłócili, bo to do nich pasuje xddd Tyle rozdziałów minęło a fabuła tego opowiadania i dalsze losy bohaterów to nadal dla mnie wielka zagadka ;) Pozdrawiam!!
    Courtney x Chase team!!

  4. Yaoistka^^ pisze:

    Nono :) wiecej nie dam rady napisac xD musiałam przeczytac bo mnie wołalo xD

    Weny kochane :)
    Ps: prezent bedzie z duzym opoznieniem =/ w portfelu 30 groszy xD

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, boooże, Tank przybywający jako odsiecz z żelem analnym… XD NOPE! XD Ale najgorsze jest to, ze z jakiegoś powodu mam wrażenie, że to Chase dla beki mógłby go tak wytresować… XD Oj, a Tank zasługuje na miłość, więc zdecydowanie nie mamy nic przeciwko, żeby był tym ulubieńcem :D

    O., uzupełniają się XD Ale czy Ci kawałka komenta nie zjadło przypadkiem? Telefon zdradził?

    Mati, obecność Courtneya w życiu Chase’a nie tylko jemu przyniosła korzyści, ale jak widać i pies uratowany z niedoli :) Na pewno mu u Courtneya lepiej. Chase to widzi, dlatego to sugeruje, nawet jak sam może mieć przez to mniej Tanka. No i tak, traktują się poważnie, na ile poważnie do tego może podchodzić ktoś taki jak Chase. Ale dobrze się dzieje w każdym razie :)

  6. Mati pisze:

    Och, jak stare dobre małżeństwo na grillu :D I fajnie,że spytał Courtney’a czy zaopiekuje się psiakiem. Na pewno będzie mu lepiej u niego niż w kojcu. No i jeszcze „dziadkowie”.
    I dobrze, że „Spięcie” się samo skończyło. Ale to dobrze, że obaj traktują to bardzo poważnie :)

  7. kaczuch_A pisze:

    Katka, w szafce z herbatą xDDD leżę i płaczę, bo wyobrażam sobie miny gości jakby ktoś to faktycznie odkrył. Ale faktycznie czasem ciężko poślizg wykombinować jak wychodzi numerek na spontanie. A tak latać po całej chacie, przed samym numerkiem żeby się dostać do sypialni/łazienki, to cała chcica na spontaniczny numerek by się poszła kochać. Corn może Tanka wytresować xD dobra może nie. Najlepszy bohater tej historii nie może zostać zdegradowany do przynoszenia poślizgu.

    Też chcę takiego Tanka~! Nie ma to jak z opowiadania ze sporą ilością bohaterów wybrać psa, bo ten jest twoim ulubionym~! xD

  8. Katka pisze:

    MoNoMu, jakby się zachował Kukurydza… no cóż, na razie możemy gdybać, ale może się kiedyś okaże? No i uroczo widzieć, jak go „lubisz” XD Ta sympatia przebijająca się w tych epitetach… XD Ale, ale nie wywołuj wilka z lasu, jeszcze się faktycznie źle podzieje! XD no i trzymasz rękę na pulsie z braciszkiem, widzę. Ładnie, ładnie. Niby tak, teoretycznie kończy mu się odsiadka, ale Courtney czarno to widzi… Braciszek to niepokorna dusza, Courtney się zastanawia, czy jednak więzienie nie jest dla niego bardziej domem. Dziękujemy, również pozdrawiamy bardzo cieplutko w te zimowe dni!

    Kaczuch_A, hahahha, magiczne tubki XD ale Ty wiesz, że to czasem naprawdę jest wielka zagwozdka dla nas, SKĄD KURWA WZIĄĆ ŻELIK?! XD bo nagle chcica ich bierze w jakimś abstrakcyjnym miejscu i teraz kombinowanie, skąd wziąć ten pieprzony poślizg. Tak jak było w przypadku Love Interest, pamiętam tę wielką burzę mózgów, gdy John odwiedził Percy’ego w jego pokoju i mieli się bzykać. W. Pokoju. Percy’ego. Toż on nie ma żeli analnych XD i jedyna eureka to balsam do ust XD Trzeba się czasem chwytać ostatecznych środków… Ale spoko, po tej akcji Courtney powinien zapamiętać. Mam nadzieję. Choć przypadkowi goście mogliby się zdziwić, że trzyma żel analny w szafce z herbatą… Ooooch no i słodko, że tak za Tanka trzymasz! Ja też go kocham i chcę go adoptować i mało mnie obchodzi, że żyje w alternatywnej do naszej rzeczywistości i nie mogę go nawet dotknąć XD Dzięęęki za komenty, miło się czyta :D

  9. kaczuch_A pisze:

    Jezu tylko nie masła, tłuszcze do indyków etc. xD Ja pierdzielę, miejta pochowane po kątach magiczne tubki xD Chociaż życie to nie pornol xD Ale opowiadanie też nie życie xD Biorąc pod uwagę, że Kukurydz się tam po kątach lubi oddawać pewnego rodzaju przyjemnościom i to często to powinien mieć magiczne skrytki na lubrykanty. Ale, ale rozdział bardzo gorący. Chase jest aż nadto aktywny i ma za dobre pomysły na seks, idź się schowaj gówniarzu no xD

    Tank to bohater Numero uno tego opowiadania, KOCHAM TEGO PSIAKA~!

    I stwierdzam, że jak się nasze CC pożre, a to na pewno nastąpi biorąc pod uwagę impulsywność obu samców i ilość rozdziałów to dopóki ten psiak będzie szczęśliwy to mogę wiele znieść.

    Weny drogie Panie~!

  10. MoNoMu pisze:

    Ciekawe, jak zachowałby się Kukurydza, gdyby Chase go zaatakował. Czy postąpiłby jak na kuratora przystało, czy jak na rozchwianego psychicznie, niedojrzałego i naiwnego faceta, jakim jest w moim mniemaniu?
    Wywnioskowałam, że już niedługo brat Kukurydzy wstąpi do akcji i może sporo namieszać. O tak, mam ochotę na to, żeby wydarzyło się coś bardzo baaaad… To chyba przez widmo sesji. Mam nadzieję, że nie będzie very bad xD
    Pozdrawiam i życzę weny!

  11. Katka pisze:

    Kasia G, o tak, Chase zdecydowanie działa bardzo instynktownie i przez to też bardzo samczo, a to z kolei Courtneyowi się strasznie podoba. No i jak widać w kłótniach Chase też jest dość impulsywny, co już mniej się Courtneyowi podoba, haha, no ale wszystkiego mieć nie można XD Jest słodziaśnie, to prawda. Może taka cisza przed burzą… :) Pozdrowionka!

    Jelis, no właśnie, a kłótni na pewno się można spodziewać przy takich charakterach. Byle kiedyś nie padło o jedno słowo za wiele… Chociaż tu i do rękoczynów nam kiedyś może dojść… Zobaczymy. Na razie chłopcy sobie słodzą XD

  12. Jelis pisze:

    Chase jest impulsywny, ich kłótnie mogą nie kończyć się dobrze.. ale rozdział super i na koniec taka dawka pozytywnych uczuć c:

  13. Kasia G. pisze:

    Chase tak instynktownie wie jak się zachować w seksie, to lizanie po kręgosłupie było naprawdę gorące :) I fajnie że nie myśli tylko o sobie ale chce żeby i Courtneyowi było dobrze. Ich kłótnia choć krótka to intensywna, jak się naprawdę pokłócą to może nie być przyjemnie. Ale narazie jest slodziaśnie i fajnie się o tym czyta :) pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s