Newton’s Balls – 23 – Wierność

Gabriel potrząsał głową, drąc się do piosenki puszczonej niemal na fula w radiu w samochodzie. Miał genialny humor, a wszystko dzięki imprezie, na którą właśnie z bratem jechali. Miało być sporo ludzi, więc liczył, że coś zaliczy, no i dom Chelsea był wielki, więc powinno być fajnie. Ostatnia impreza wakacyjna. Musiało być zajebiście!
— Kuuurwa, będzie czad. I się starzy nawet nie pluli, że wrócimy jutro! — zawołał ze śmiechem, skręcając w odpowiednią uliczkę. — Zajebiście, nie?
— Mhm — odpowiedział Raphael, siedząc wyjątkowo na ciasnej, tylnej kanapie. Z przodu, na fotelu pasażera siedziała jego dziewczyna. Z początku miała nie jechać, ale potem Gabriel wpadł i zaczął nawijać o zaliczaniu panienek. Po tym już nie było możliwości, aby Shirley puściła go samego. Zresztą, nie była złą partnerką do imprezowania. A przynajmniej Raphael tak zakładał po tym, co mu opowiadała, kiedy rozmawiali przez Internet.
— No. Będzie zajebiście. Tylko oby tam coś do chlania było, bo bez tego ani rusz! — podkreślił Gabriel i skinął na brata. — Ej, Raph, a gdzie my się mieliśmy z tymi dwiema pałami spotkać?
— Pałami? — spytała Shirley z delikatnym grymasem. Była naprawdę ładną dziewczyną. Długie, proste, kasztanowe włosy, grzywka, spore okulary i hipsterskie ciuchy. Nie była jednak w wybranej przez siebie modzie przesadna, dlatego nadal wyglądała uroczo, a nie śmiesznie.
— No, Chase i Roy. To tak z miłości, Shirley — odparł Raphael najpierw dziewczynie, a potem dopiero bratu. — Pod domem, tam jest kawałek trawnika taki duży, to tam mówili, że parking zrobią. A Chase pisał mi, że zmontował se jakiś czterokołowy środek transportu.
— No to gites majonez — podsumował Gabriel, mrużąc oczy i rozglądając się po drodze. — Ej, Shirley, a ty się trzymaj nas, bo wiesz, tam sporo nawalonych i napalonych kolesi pewnie będzie — dodał ze śmiechem.
— Będę się Raphiego trzymać. Ciebie nie, bo mnie zgubisz albo sam będziesz tym nawalonym i napalonym — odparła dziewczyna z zadziornym uśmieszkiem.
— Właśnie, dobrze mówi. Będziemy się z Chasem trzymać, bo wy z Royem jesteście zainteresowani polowaniem, my nie. O, i przy okazji się okaże, czy jest wierny tej swojej lasce — dodał swoje trzy grosze Raphael, wychylając się z tylnej kanapy i opierając łokciami o przednie siedzenia.
— Ona ma być? — spytała Shirley, licząc na towarzystwo.
— Niee, Chase w ogóle mi na fejsie pisał, że jest starsza i się nie bawi tak jak my. Nauczycielka. — Gabriel poruszył brwiami sugestywnie, z debilnym uśmiechem, jakby właśnie sobie przypominał jakiegoś pornosa z nauczycielką w roli głównej. — Ale, Raph, dobrze gadasz, kurwa. Ciekawe, czy po piwsku też będzie taki wielki i „mam swoją laskę, więc na chuja mi inne?”.
— Ja nie mam już wyboru — rzucił brat zajmujący tyły kpiąco i z rozbawieniem, za co i tak zarobił małego kuksańca od swojej dziewczyny.
— Ej, bez takich! — ostrzegła go ta, ale także z uśmiechem. Byli świeżą parą, na razie się dogadywali.
Gabriel podejrzewał, że szybko się to zmieni i najpierw będą sobie docinać, a potem zaczną się żreć i się rozejdą. Zawsze tak się kończyło. Dlatego on się nie związkował, tylko zaliczał. To był jego życiowy plan i zamierzał się go trzymać.
— Ej, widzę ich! — zawołał z szerokim, głupim uśmiechem, dostrzegając kumpli na podjeździe, więc skierował się w ich stronę.
Roy pilnował im miejsca na samochód tuż obok siebie, a kiedy już zaparkowali, wysiedli i przywitali się ze sobą.
— No siema! Widzę, że towarzystwo się powiększa. — Roy pierwszy otaksował przybyłą dziewczynę, na co w odpowiedzi zobaczył środkowy palec od Raphaela.
— Nie gap się na to, co już zajęte — ostrzegł go, obejmując Shirley w pasie.
— Długo jesteście? — Drugi z braci olał całkowicie tę wymianę zdań.
— Nie, niedawno przyjechaliśmy. Ale mam niezłą niespodziankę. Tylko zrzuta na to, kurwa, jest, nie jestem bogaczem — rzucił Chase i odwrócił się do samochodu, którym przyjechał. Nie prezentował się dobrze, korozja zjadała jego dół, ale jeździł. A do tego kiedy otworzył drzwi pasażera, wszyscy zobaczyli siatki z alkoholem.
— Wooow! — Gabriel najpierw popisowo odskoczył, a potem przybił Chase’owi piątkę i zbliżył się, aby zobaczyć, co też dobrego się tam znajdowało. — W dechę, kurwa! Będzie co chlać i sępić się nie trzeba! Skąd to masz? — zapytał od razu, a Raphael w tym czasie wrócił się do ich samochodu, gdzie zostawił portfel, aby rozliczyć się z Chasem.
— Taki koleś kupił mi za podwózkę — odparł Chase, szczerząc się dumny, że przywiózł alkohol. — Nie miałem na więcej kasy, ale ważne, że jest, nie? — Zaśmiał się, wyciągając już po puszce piwa na dobry początek. Jako swoisty starter.
Roy również wziął puszkę. Kiedy Raphael wrócił, jemu dał kolejną, a ten wcisnął Chase’owi w dłonie pięćdziesiąt dolców.
— To masz za mnie i Gabe’a, potem się z nim rozliczę — rzucił i stuknął ze wszystkimi swoją puszkę. — Jakiś toast na nadchodzący rok?
— By był lajtowy! — Chase pierwszy rzucił pomysłem, jaki przyszedł mu do głowy.
— Obfity w chętne dupeczki! — dodał swoje Roy, uśmiechając się nadal, mimo ostrzeżeń Raphaela, do jego dziewczyny.
Shirley przez to się trochę peszyła, ale nie odpowiadała na tę zaczepkę ani słownie, ani spojrzeniem. Upiła tylko trochę swojego piwa, tak jak reszta.
— I żeby się w barach powiększyło — dodał Gabriel, napinając mięśnie, które teraz były bardzo dobrze widoczne z racji, że ubrał na siebie koszulkę bez rękawów.
— I kasa, aby się do kieszeni każdego z nas sypła. Ale tak legalniej, aby nie było takich jazd, jak ma teraz Chase — dodał Raphael na sam koniec najbardziej racjonalnie, po czym wszyscy stuknęli się jeszcze raz puszkami. Nawet sam zainteresowany, Chase, nie dodawał nic względem swojego wyroku i posiadania kuratora. Na szczęście nie musiał sikać regularnie do kubeczka, czy pije alkohol bądź coś bierze.
Dopili piwo dość szybko, wyrzucili puszki do pobliskiego kosza i z reklamówką z resztą alkoholu podążyli do dużego domu dziewczyny ze szkoły, w którym już teraz zbierała się masa ludzi. Tak, zdecydowanie to nie miała być jakaś mała domówka…

***

Kupiony alkohol jeszcze nie poszedł, ale całą piątką zdążyli już się trochę upić. Mieli szczęście, jakiś znajomy znajomego znajomej, innymi słowy, nikt nie miał pojęcia kto, przywiózł na imprezę trzy beczki piwa. Na ponad pięćdziesiąt osób, czy nawet więcej, które zgromadziły się na imprezie, nie było to dużo, ale oni dotarli do darmowego alkoholu na tyle wcześnie, że zdołali go trochę wypić. Potem trafili znowu na coś darmowego, jakiś toast, pod który zgrabnie się podłączyli i takim sposobem, dzięki urokowi osobistemu, sami jeszcze zostali z dwiema butelkami czystego, ponad trzydziestoprocentowego alkoholu.
— Mogliby puszczać coś innego! — krzyknęła Shirley do Chase’a, kiedy bracia poszli po kubeczki, a ona została w salonie razem z nim, niedaleko głośników, które skutecznie zagłuszały prywatne rozmowy.
— No… Ale jest git. Nie słychać, jak się jebią na piętrze! — Zarechotał w odpowiedzi.
Dziewczyna skrzywiła się i przyznała słuszność rozmówcy.
— No toś odkrył przede mną plusy tego, w czym ich nie widziałam — wymamrotała, a raczej wykrzyczała, ale trochę się jej plątał język. Piła mimo to, co już bardzo docenił Raphael, który wcześniej trochę się obawiał, że może być sztywna. Na szczęście dobrze się bawiła i już zdążył przetańczyć z nią kilka piosenek.
Shirley pochyliła się do ucha chłopaka i mruknęła:
— Wiesz, że widziałam, jak Roy jednej dziewczynie strzelił minetę na korytarzu, z głową pod jej spódnicą? Tak przy wszystkich? — Wyglądała przy tym na trochę zniesmaczoną. Chyba, o dziwo, tym razem Roy zdobył u kogoś najmniejszą sympatię z całej ich paczki.
— Bo to taka małpa rozpłodowa — odparł od razu Chase, po czym wspiął się na palce, patrząc ponad tłumem, czy bracia albo Roy wracają. Nie było po nich jednak śladu, więc chwycił dziewczynę w talii. — Chodź. Na taras! — zawołał jej do ucha, ciągnąc do drzwi wychodzących na ogród. Tam też było głośno i tłoczno, ale chociaż nie będą stali przy kolumnie.
— A co, jak nas nie znajdą? — zaprotestowała Shirley, ale i tak poszła za Chasem. Poznała tu już kilkoro ludzi, przekonwersowała nawet z jakimś chłopakiem pół godziny na temat jej rodzinnego miasta i ogólnie naprawdę dobrze się bawiła. A Raphael był grzeczny, więc aż tak bardzo nie bała się spuszczać go z oczu.
— To poszukają dłużej. Nie bój się, nikt tu nie ma, kurwa, czipa z nadajnikiem, a się znajdujemy. — Zaśmiał się znowu i poprowadził ją na skraj tarasu. Ten był ogrodzony balustradą, na którą dziewczyna, mimo początkowej niechęci, śmiechu i przekomarzania się, została wsadzona. Dzięki temu była zbliżona wzrostem do Chase’a.
— Zajebista impreza, nie? — Uśmiechnęła się szeroko. Miała trochę ubrudzone okulary, ale w swoim stanie nie zwracała na nie uwagi. Najwyraźniej jednak czujna wciąż pozostała, bo po chwili skinęła na coś za plecami chłopaka. — I chyba dla ciebie mogłaby być lepsza… Jakaś niunia na ciebie zerka.
Chase obejrzał się, aby zobaczyć, o kim mówi Shirley.
— Hmm… Och. — Uśmiechnął się do dziewczyny, lustrując ją od góry do dołu. Ładna była. Ale nagle przypomniał sobie Hectora. Nie chciał, żeby ten bywał u Courtneya… on też nie powinien oglądać się za jakimiś „niuniami”. Wrócił więc wzrokiem do nowej koleżanki. — Mam laskę, nie ma więc szans — wytłumaczył jej swoją rezygnację. — Raph ci nie mówił?
— Mówił… Ale Gabe tak się nabijał, że nie wyrobisz i nie znałam cię, więc… nie sądziłam, że zrezygnujesz — przyznała Shirley z uroczym mruganiem powiekami w parodii niedowierzania. Dodatkowo zerknęła na kształty dziewczyny i musiała przyznać, że ta, na tle reszty gości, wyglądała całkiem nieźle. No i wciąż miała na twarzy makijaż, nie jak większość dziewczyn, które już się z kimś przelizały.
Chase zaśmiał się głośno, marszcząc przy okazji swój mały nos.
— Debile jedne. Tak źle o mnie mówią. A moja dziewczyna… no, kurna, to wiesz, taki wyższy poziom. Nie żebyś ty nie była, ale, no… twarda z niej laska. I robi mnie twardym tam na dole. — Zaśmiał się znowu głośno, ruszając wymownie brwiami. — Więc, no… — Wzruszył ramionami, tłumacząc tym wszystko.
Shirley strapiła się mocno i ponad ramieniem chłopaka tym razem popatrzyła, nie za czającą się na niego dziewczyną, a za swoim chłopakiem.
— O Jezu… — wydusiła z przerażeniem, jakby coś sobie właśnie uzmysłowiła.
Chase spojrzał na nią pytająco.
— Hm? Co jest?
— Bo ja jeszcze mu… No, nie sprawiałam, że był twardy na dole. Tylko kilka razy ręką… Myślisz, że będzie szukał tu innej? — jęknęła, idąc za logiką Chase’a.
A Chase’a trochę wcięło. Nie tego się spodziewał. Ale z drugiej strony…
— To urocze — palnął, co pierwsze przyszło mu do głowy. — I nie, nie będzie. Raczej. Daj spokój, to nie Roy. Raphael jest tu największą zakonnicą, nie ma stresu. Chyba że chcesz czekać do ślubu.
— Nie chcę, ale nie chciałam od razu, bo na żywo znamy się bardzo krótko… — Dziewczyna wciąż wyglądała na zafrasowaną. Zeskoczyła naraz z barierki. — Pójdę go poszukać! — oznajmiła i od razu ruszyła żwawo przez taras, aż nie została nagle pociągnięta za nadgarstek przez nieznajomego sobie chłopaka. Ten z rozpędu ją pocałował i roześmiał się. Wyglądał na mocno upitego.
— Hej, księżniczko, gdzie tak uciekasz, jeszcze nie ma północy! — rzucił, szczerząc się i próbując ją znowu pocałować, ale Shirley pisnęła i usiłowała się wyrwać.
— Ej! Koleś! Odjeb się od niej! — krzyknął Chase, ale nie został usłyszany, bo dopiero zaczął przedzierać się w stronę Shirley.
Pijany chłopak znowu ją do siebie przyciągnął, a dziewczyna w końcu strzeliła go z plaskacza w twarz. Dopiero wtedy ktoś z gości się obejrzał i stanął za dziewczyną. Nie zdążył jednak nic więcej zrobić, bo pijany nastolatek nagle stracił całkowite zainteresowani i nim, i dziewczyną, bo na jego głowie wylądował cały kubek piwa. To Raphael i Gabriel wrócili akurat na czas.
Shirley zrobiła wielkie oczy i złapała się za usta, a nachalny nastolatek pisnął dziewiczo i już miał rzucić się na chłopaków, ale chyba jego kumpel go powstrzymał. Widać było w końcu, że koleś ma mocno w czubie i lepiej było pilnować, żeby nie narobił sobie większych kłopotów. Jeszcze coś bełkotał pod nosem, ale Shirley miała spokój.
— O ja pierdykam! — skomentowała, po czym wydała dźwięk obrzydzenia i wytarła ostentacyjnie usta. — O fuj, a jak on tak obleśnie, jak Roy którejś lizał piczkę?! — wydusiła, patrząc po oszołomionych nastolatkach wokół, a w następnej chwili pociągnęła swojego chłopaka w stronę domu ze zdecydowanym: „do łazienki!”.
Roy, który przyszedł z braćmi i to wszystko słyszał, skrzywił się brzydko i bez zrozumienia.
— To nie było obleśne. Lali się podobało…
— Jej najwyraźniej nie — mruknął Chase, który także do nich doszedł i patrzył ze smutkiem na wylane piwo na deskach tarasu. — No, jakby cię jakaś laska po lodzie całowała, też chyba byś szczęśliwy nie był, nie?
— Daj spokój, to pedalskie! — odparł oburzony Roy, a Gabriel, który chyba najwięcej wypił, zarechotał bez powodu, opierając się o jego ramię.
— Sam żeś jest pedał! Pamiętam, jak mi opowiadałeś, że próbowałeś własną fujarę ssać!
— Próbowałeś ssać własną pałę?! — Chase zarechotał głośno, wyjątkowo tym rozbawiony. — Kurwa, mało ci?
— To było dawno, okej? Każdy z nas to przechodził — zaparł się Roy. Wciskając rękę do kieszeni bluzy. W drugiej miał piwo, którego z buntowniczą miną się napił.
— No nie wiem, kurwa, ja nie próbowałem! — Gabriel śmiał się z Chasem głośno.
— Też nie. Jeszcze powiedz, że wciskałeś, kurwa, w ciasto? — Chłopcy nie przestawali się śmiać z Roya, który wyglądał na coraz bardziej zmieszanego. Zacisnął swoje wydatne usta i już miał odpowiedzieć, ale znowu został wręcz kopnięty mentalnie w krocze, kiedy jakaś ładna dziewczyna właśnie zagadała Chase’a. Nie jego. Chase’a.
— Hej… — Delikatnie dotknęła jego ramienia. To była ta sama, która do tej pory na niego zerkała. Teraz dało się dostrzec jej spory biust pod turkusowym topem i obcisłe jeansy. Skinęła na ogród, przenosząc ciężar ciała na drugą nogę. — Nie chcesz zatańczyć? — zapytała, kusząco przygryzając wargę.
Chase spojrzał najpierw na nią, a potem na skrzywioną niemalże boleśnie twarz Roya, która bawiła go wybitnie mocno.
— Niby przyszedłem się najebać z kumplami — odparł dziewczynie, po czym zerknął krótko na chłopaków — ale zatańczyć też w sumie mogę — zgodził się, chcąc jeszcze porozkoszować się przegraną Roya.
Ten zacisnął zęby, ale nie skomentował tego. Dziewczyna za to rozjaśniła się i pociągnęła Chase’a za rękę w stronę schodków, po których schodziło się do ogrodu. Tam właśnie tańczyło sporo osób, bo dzięki otwartym drzwiom salonowym słychać było muzykę, a było chłodniej i przyjemniej niż w środku. Dlatego przynajmniej tutaj nikt nadmiernie się nie pocił i taniec był przyjemny.
— Jestem Diana — przedstawiła się dziewczyna, kiedy wbili się w tłumek i od razu objęła chłopaka za szyję, ruszając przy tym biodrami.
— Chase. Stąd jesteś? — spytał, kładąc jej dłonie na biodrach. Miał nadzieję, że nie będą nadmiernie szaleć, bo zwyczajnie nie umiał tańczyć.
— Stąd — odpowiedziała z zalotnym spojrzeniem, głaszcząc go niby przypadkiem po karku. — Chodzimy do tej samej szkoły.
— Ta? — Chłopak uniósł wyżej brwi, zaskoczony tą informacją. W tle leciał jeden z kawałków Pitbulla. Nieźle się przy tym tańczyło.
— Noo, widywałam cię czasem przed historią, bo miałeś zajęcia przede mną. Ale chyba rzadko chodziłeś. — Zaśmiała się i poruszyła biodrami, stojąc blisko, więc przez to ocierała się o niego. — A teraz będziesz w ostatniej klasie, nie?
— No, w końcu. A ty? — spytał Chase, nie wysilając się za bardzo, aby jego teksty były na podryw. W końcu to on był podrywany. I, czy by chciał, czy by nie chciał, i tak nie mógł jej zaliczyć.
— W klasie niżej. A ta laska, z którą gadałeś, nie jest twoją dziewczyną, nie? — dopytała Diana niby luzackim tonem, ale jej niebieskie oczy wpatrywały się w chłopaka bardzo czujnie.
— To laska kumpla. Razem przyszliśmy na imprezę. A czemu o nią pytasz? — Chase zaśmiał się, starając się jako tako bujać do muzyki. Szło mu pokracznie, ale dziewczynie chyba to nie przeszkadzało. — Zainteresowałaś się, nie? — Zaśmiał się na koniec.
— Moooże… — Diana zagryzła wargę, aby nie uśmiechnąć się szerzej, po czym jednak roześmiała się i przytuliła mocniej do niego. Zrobiła nawet „o” ustami, kiedy poczuła, jak sporą wypukłość ma chłopak w spodniach. — No dobra, przyznam, że tak. Jesteś całkiem w moim guście.
— Taa? — Chase wyszczerzył się, łasy na komplementy. Z drugiej strony wiedział, że musi ją jakoś przystopować. Nie był jednak w tym dobry i nie miał pojęcia, jak to zrobić.
— Nooo, strasznie lubię wysokich kolesi. A ty duży jesteś — odpowiedziała z zapałem, bujając się do muzyki. Wyciągnęła się przy tym na palce i cmoknęła go w szyję.
Chase uśmiechnął się najpierw, po czym odchylił szyję na bok. Musiał prędko coś wymyślić, żeby nie dostać od niej plaskacza, jeśli Diana nie byłaby szczęśliwa z braku jego zainteresowania.
— Fajnie, że to doceniasz, nie to co poniektórzy — wydusił w końcu. Myślenie o odpowiedzi zajęło mu jeszcze dwa całusy od dziewczyny, które ta złożyła na jego szyi. Potem nawet poczuł, jak delikatnie przyciska się do niego i tak przyjemnie ociera o jego krocze. Jej drobne dłonie dodatkowo masowały go po karku, a wilgotne wargi cmokały ciepłą skórę.
— Mhm… Wiem, co dobre i co świadczy o tym, że mężczyzna jest męski — słodziła mu dalej naiwnie.
Chase przełknął ślinę, czując, jak mimo wszystkich obietnic, jakie składał, na własne ciało za dużo poradzić nie może. Diana więc musiała coraz więcej czuć, będąc tak do niego przyklejoną.
— Mm… Kutas? Czy jego… dziewczyna? — spytał, oblizując usta i starając się nieznacznie odsunąć. Tak, aby tylko tańczyli, a nie ocierali się o siebie.
Było jednak ciężko, bo nagle w ogrodzie znalazło się sporo tańczących par, a Diana przysuwała się do niego za każdym razem, kiedy robił unik. I cóż, co by nie mówić, ich ciała się stykały, dość ciasno i mocno, więc odczuwał całym sobą jej kształty i ruchy.
— Wydaje mi się, że ty niczym niczego nie musisz udowadniać… Od razu, jak cię zobaczyłam, wiedziałam, z kim mam do czynienia… W ogóle… — oblizała wargi, wychylając się do jego ucha i szepnęła zmysłowo — nie chcesz się gdzieś stąd zmyć?
Chase obejrzał się po zebranym wokół nich tłumie.
— Nie, no, dobrze się tańczy — odparł, udając niezainteresowanego. Bo zainteresowany był. Z chęcią by ją zmacał, zobaczył jej piersi, podotykał je, poskubał zębami wargi, wsunął palce między jej nogi i… nie tylko palce. Ale miał przecież „dziewczynę”. Nie mógł, nawet jeśli ta nie miała cycków.
— Wiesz… mogę ci zatańczyć prywatnie… — Diana zaśmiała się kusząco i przesunęła wilgotnym językiem po jego delikatniej skórze za uchem.
Chase zaklął w myślach. Robiło się bardzo kłopotliwie. Tym bardziej, że bez zaskoczenia czuł, jak jego ciało go zdradza. Przecież Courtney mu nie da, jak się dowie!
— Aż tak? — spytał, na razie grając na zwłokę.
— Mhmm… — Dziewczyna ni to zamruczała, ni wyszeptała, a jej usta znowu znalazły się na jego szyi. Zęby delikatnie skubnęły skórę, po czym Diana zassała się na niej przyjemnie.
Chase stęknął, a jego penis drgnął. I już wiedział, że był w czarnej dupie, jeśli chodzi o kontrolowanie siebie i swoich popędów. Chciał wbić się kutasem między jej cycuszki. Jednocześnie jednak nie chciał, aby ten latino złamas wbijał się pomiędzy pośladeczki Courtneya. Był w patowej sytuacji.
— A ten… Dianka? Nie chcesz… wiesz, trochę pogadać? Czy coś?
— Po… gadać? — Dziewczyna aż spojrzała na niego dziwnie i odsunęła się kawałek. Jej biodra też zwolniły swoje ruchy, gdy tak na niego patrzyła bez zrozumienia. — Mówiłeś, że to nie była twoja dziewczyna… Więc nie rozumiem…?
— No, bo nie była moją dziewczyną. Ale myślałem, że… laski lubią tak pogadać. Poznać się, czy coś? — Chase lawirował między słowami, czując się jak debil. Sam nie wiedział, czemu zwyczajnie nie mówi, że Shirley to nie jego dziewczyna, ale ogólnie ma dziewczynę.
— Em… no, lubią… — Diana chyba też lekko się zakłopotała. Bardzo prawdopodobne, że poczuła się, jakby w jego oczach wydawała się zbyt łatwa. — No spoko… Możemy pogadać — wymamrotała.
Chase uśmiechnął się natychmiast najszerzej, jak umiał.
— To klawo. To chodź do salonu, tam może pogadamy, hm?— Zaproponował jej, jednocześnie wskazując jej drogę.
— Okej… — Diana uśmiechnęła się krótko i zupełnie się odsunęła. Jeszcze przesunęła dłońmi po swoich ramionach, obejmując się nimi i podążyła w stronę domu, pomiędzy tańczącymi parami.
Chase poza tym, że zlustrował ją chciwie, to jeszcze sięgnął do kieszeni po telefon. Napisał bardzo szybkiego i krótkiego smsa do Raphaela, wiedząc, że ten jest z ich paczki najrozsądniejszy. „Laska mnie zarywa, ratuj. Salon.”
W salonie nie było wcale tak dużo ludzi, jak w ogrodzie czy na piętrach. Zresztą, każdy się co chwilę przemieszczał, bo alkohol sprawiał, że niewielu wytrzymywało w jednym miejscu. Chyba że zaliczając zgona.
— Chase! — Ledwie weszli do salonu, a chłopak i Diana ujrzeli Raphaela, idącego ku nim z butelką wódki. Shirley za to miała plastikowe kubeczki i podążała za swoim chłopakiem. — Toast! — zawołał, dopadając do kumpla i uśmiechając się do jego towarzyszki. — Napijesz się z nami?
Chase na widok twarzy Raphaela poczuł, jakby naprawdę zobaczył anioła, który przybył mu z pomocą i uratował od grzechu, jakim jest cudzołóstwo.
— No jasne, w końcu po to tu jesteśmy. O i Diana — wskazał na dziewczynę — to mój dobry kumpel Raph, a to Shirley — przedstawił swoje towarzystwo lasce, która się do niego dobierała.
— O, fajnie. Siemka — przywitała się z nimi i przyjęła od Shirley kubeczek.
Raphael z kolei uśmiechnął się szerzej i rozlał wódkę do kubeczków.
— No… to na raz — powiedział z wyzwaniem. — Bez zapity, zobaczymy, kto nie da rady.
Chase z entuzjazmem przyjął ten pomysł. Jeśli schleje się do nieprzytomności, to przecież nawet mu nie stanie i nie będzie miał problemów u Courtneya.
— To do dna, kurwa. Dajesz, Shirley. Diana, też nie wymiękaj! — Zaśmiał się, szczerząc się radośnie i jako tako zapominając o swoim niedoszłym podnieceniu.
Cała czwórka popatrzyła po sobie z wyzwaniem i wlała sobie do gardeł wódkę. Chłopcy dali radę, Shirley zaczerwieniła się cała, a Diana zacharczała. Potem ta pierwsza się roześmiała i ściągnęła nową koleżankę na kanapę za łokieć, bo ta mocno się zachwiała.
— Siadaj, mała, zobaczymy, ile oni ustoją. I słyszałaś ten kawałek przed chwilą?! — spytała z zapałem. — Wiesz, że mam płytę z dedykacją, bo mój brat był na koncercie i… — zaczęła paplać, a Diana o dziwo się dołączyła.
Raphael więc rzucił kumplowi porozumiewawcze spojrzenie i oparł się plecami o ścianę, bo jemu już też było słabo.
— Lama z ciebie, że nie umiesz laski spławić.
— Jeb się. I jak powiesz chłopakom, to jak Shirley się będzie do mnie lepić, też jej nie spławię — zagroził mu Chase i stuknął kubeczkiem w butelkę. — Mam plan się ujebać. Wtedy się jej nie nadam — dodał, zerkając na dziewczynę i uśmiechając się krótko. — Ja pierdolę, ale szkoda…
Raphael też obejrzał się na Dianę. Ładna, ze sporym biustem i dobrze ubrana, a nie jakoś mega dziwkarsko.
— Szkoda. Twoja jest ładniejsza?
Chase wzruszył ramionami, gapiąc się nadal na gadające ze sobą dziewczyny. Tak chyba zwykle kończyło się gadanie na imprezach z kolesiami. Na gadce z inną dziewczyną, bo faceci byli zbyt nawaleni albo głupi.
— Ciężko powiedzieć, wiesz…? Jest, no… starsza, nie? — mruknął, zerkając na kumpla. — Ale moja jest fajna. Dobra w łóżku — dodał jak mantrę, bo tego był pewien. A nie wiedział, jaka by była Diana i czy warto było ryzykować dla piersi w staniku. Może by się odważył, gdyby wiedział, jakie są bez niego. Ale jakby okazały się niewystarczające i wtedy by zwiał, to nie skończyłoby się na plaskaczu, a na kopniaku w krocze.
— No, to spoko. Kiedyś byś mógł chociaż fotkę pokazać, jak laski nie chcesz na imprezy ciągnąć — odparł jego kumpel i otworzył butelkę, żeby rozlać resztki do kubeczków. — A Roy i Gabe zaliczają w ogóle. Bliźniaczki — dodał wymownie, kręcąc głową.
— To tylko ja nie zamoczę dziś? — Chase skrzywił się, patrząc na Raphaela z grymasem niepocieszenia i… smutku. Musiał wypić więcej i napisać do swojej „dziewczyny”.
— Ja też nie. To teraz pijemy w żałobie po naszych kutasach. — Tymi słowami Raphael potwierdził, że również ma sporo w czubie i uniósł swój kubeczek, po czym zwyczajnie wlał sobie jego zawartość do gardła.

***

Courtney zamykał sypialnię za każdym razem, żeby Tank nie wchodził do niej i przypadkiem nie wpadał na pomysł spania na łóżku. No i nie słyszał dzięki zamkniętym drzwiom odgłosów jego pazurków na podłodze, kiedy przemierzał mieszkanie. Dlatego zazwyczaj dobrze spał, niebudzony żadnym niepożądanym dźwiękiem. Niestety tym razem było inaczej. Z racji, że nie wyciszał telefonu, ten nagle głośno zapiszczał, oznajmiając, że dotarła do niego wiadomość tekstowa. Courtney momentalnie się obudził i rozejrzał nieprzytomnie po ciemnościach panujących w sypialni. Najpierw myślał, że to budzik, ale zerknięcie na zegar na szafce nocnej upewniło go, że było na to stanowczo za wcześnie. Z kolei na smsa stanowczo za późno.
Zmarszczył się nieprzyjemnie, przetarł twarz dłońmi i dopiero niemrawo sięgnął po telefon. Kiedy go odblokował, aż się skrzywił, bo światło z ekranu oślepiało. Mrużąc mocno oczy, zobaczył, że to Chase do niego napisał. Otworzył wiadomość, która była naprawdę krótka.
„Moha dxewcxyns”. I pełna błędów.
Zdecydowanie zaspanie i brak koncentracji w takim stanie nie pomogły mu w szybkim rozszyfrowaniu treści. Dopiero po dłuższym czasie tępego patrzenia w ekran zrozumiał, że Chase chyba chciał napisać: „Moja dziewczyna”. Nie rozumiał tylko po co i czemu tak niewyraźnie.
„Jest 3:11.” — odpisał i znowu opadł głową na poduszki, wciąż trzymając w dłoni telefon.
Ten chwilę nie wydawał z siebie dźwięku, więc o mało znowu nie zasnął. Rozbudził go jednak kolejnym głośnym sygnałem.
„Mhm… tweje polowki. Bym se w ne otral”. — Brzmiał pierwszy sms. Kolejny po dosłownie sekundzie był bardzo krótki: „otarl”.
Courtney westchnął ciężko i przetarł posklejane powieki. „Mokry sen miałeś, że o tej porze o tym do mnie piszesz?” — odpisał, mimo że najchętniej znowu poszedłby spać.
„Ne, chyba. Mam teraaz ovhote. moja deszko”. — Kolejny sms był znowu naszpikowany błędami, ale przy dobrej woli ostatnie słowo można było zrozumieć jako „desko”.
Courtney ściągnął brwi i zaczęły go nachodzić pewne obawy. Miał nadzieję, że są nieprawdziwe, ale i tak zapytał: „Jesteś pijany?”.
„Nie”. — Brzmiał kolejny sms.
„A gdzie jesteś?” — pytał dalej Courtney. Obawa go nie opuściła. Chase może miał problemy w szkole, ale nie na tyle duże, żeby pisać z takimi błędami.
Na odpowiedź musiał długo czekać. Dłużej niż na wcześniejsze, natychmiastowe wręcz „Nie”. W końcu jednak telefon zadzwonił znowu, obwieszczając nadejście smsa.
„Na lóxku”
Kurator nie odpisywał chwilę, patrząc na ekran. Musiał z nim o tym pogadać… Jeśli Chase był pijany… Cholera. Jedynym plusem było to, że skoro faktycznie był na łóżku i miał czas pisać do swojej „dziewczyny”, nic nie odwalił ani z nikim się pod wpływem nie pobił.
„To chyba szkoda, że nie w moim, co?”. — Odpisał w końcu, na razie dając spokój co do alkoholu.
„Bardzooooo”. — Kolejny sms był nie lepszy od poprzednich. Ale już następny, był… cóż, zaskakujący. Bo było to wysłane zdjęcie. Zdjęcie zawartości bokserek nastolatka.
Courtney automatycznie poczuł zbierającą mu się w ustach ślinę i zagapił się na zdjęcie. Chase był niepoważny. Ale… bynajmniej nie skasował zdjęcia. Nawet oglądał je jeszcze chwilę… na zbliżeniu. I dopiero odpisał: „Duży i seksowny.”.
„Chcialabyc possaaać?” — Chase odpisał szybko, wkręcając się w pisanie do niego jak do dziewczyny.
Courtney pokręcił głową z niedowierzaniem. Podciągnął się trochę na poduszce, by przyjąć wygodniejszą pozycję i spróbował zetrzeć z twarzy zaspanie.
„Może. Myślisz, że by mi smakował o trzeciej w nocy?”
„Mysle xe tak. Dla ciebie byk oszedzany”. — Brzmiał kolejny sms. Courtney zdołał go rozszyfrować dzięki sprawdzeniu, jakie litery znajdują się obok tych błędnych na klawiaturze smartphone’a.
Westchnął i skrzywił się. „Jesteś pijany.”
„Nie tak bardzo… stanie mi dla mohej laski”. — Brzmiała kolejna wiadomość, która już pogrążyła Chase’a w jego małym kłamstwie.
Courtneyowi się to bardzo nie podobało. Nie dlatego, że Chase był nastolatkiem, a i tak pił i tym łamał prawo. Raczej dlatego, że obawiał się, że może coś odwalić w takim stanie. Nie denerwował się tylko dlatego, że chłopak był w łóżku.
„Nie wstawaj. Najlepiej idź spać. Pobawimy się w środę.”
„Dobero?”
„Na pewno nie teraz, bo jesteś pijany.”
„A nocować? Po będe migł. Chce go schować w twoich bueczkach”
Kurator mimowolnie się zaśmiał. Chase nawet pijany potrafił być słodki. Bo tak, to było słodkie.
„Weź z domu jakieś ładniejsze ciuchy, jak chcesz nocować. W czwartek masz rozpoczęcie.” — Odpisał, po czym stwierdził, że Chase i tak tego nie zapamięta. Dodał więc jeszcze dwa smsy: „Zadzwonię jutro i ci przypomnę.”, „Wykorzystałeś ostatnio prawie cały lub. Muszę kupić nowy.”
Tym razem Chase musiał chyba długo myśleć albo skupiać się na czytaniu wiadomości, bo nie odpisał tak szybko. W końcu jednak pojawiła się wiadomość o następującej treści: „Moja lala mysli o wusztkem. A ja utro będe gotow. Hestem twardym zawodnikiem. Tam też. XD popracuj na zdjecu”
Courtney uśmiechnął się do siebie pobłażliwie i odpisał: „Idź spać, twardy zawodniku. Oszczędzaj siły, jak chcesz mi zrobić jeszcze lepiej niż ostatnio.”. Cóż, w końcu nie zaszkodzi go trochę nakręcić.
„zobei”. — Pojawiło się na jego telefonie po dosłownie sekundzie. I tego, niestety, Courtney nie dał rady rozszyfrować. „Nie rozkodowałem. Co?”
Chwilę czekał na zwrotną wiadomość, ale kiedy już ją dostał, wszystkie literki były na miejscu „z r o b i e”
Uśmiechnął się pod nosem i odpisał: „Bardzo się cieszę :)”.
Zaraz po tym dostał chyba ostatniego smsa. Ale wyjątkowo uroczego w swym minimalizmie — „:*”.
Tym razem uśmiechnął się nie z politowaniem, pobłażaniem czy rozbawieniem. Zwyczajnie zrobiło mu się bardzo… miło. Chwilę więc patrzył na tego tekstowego całusa. Znowu przetarł twarz i odetchnął, a potem włączywszy na powrót zdjęcie członka chłopaka, cmoknął ekran. Dopiero wtedy odłożył telefon i nie kłopocząc się już odpisywaniem, wrócił do spania.

17 thoughts on “Newton’s Balls – 23 – Wierność

  1. Shivunia pisze:

    SilencedUnknown >> Chase jest niepoważny i głupiutki, ale no jest chłopakiem, młodym. Nie można go oceniać w pryzmacie romantyzmu. To jakby iść do liceum i w najgorszej grupie oczekiwać, że spotka się tego jedynego który będzie przynosił kwiaty. Nope. Tylko chyba w niektórych filmach taka tendencja się pokazuje, aby laski wierzyły, że ten badboy dla nich będzie tym idealnym. Mangi chyba mają jeszcze większa tendencje do tego. A cóż… ludzi jest wiele, więc i tak mam wrażenie, że ich idealizujemy XD Chociaż na szczęście, jak piszesz, jego powody nie tworzą za dużej i szkodliwej dumy z niego hahaha
    Coney i jego cipowatość. Może nie zdradzę za dużo jak powiem, że on też idealnym kuratorem nie jest i ma swoje powody (które nie są tak banalne jak strach przed psem po pogryzieniu). wiele jeszcze się wyjaśni i nie tylko Courtney będzie zmagał się z zachowaniem Chase’a, ale też kilka kwiatków u kukurydzy też wyjdzie ;p W ogóle liczę, ze rozwój wydarzeń was zaskoczy w większym czy mniejszym stopniu. Ale nie ma co liczyć, że mózg w 100% wygra z sercem. Ten zawsze jest na straconej pozycji XD
    odnośnie p.s. strasznie nas cieszy że się podoba :D Miłego czytania :*

  2. SilencedUnknown pisze:

    Jestem pod wrażeniem zachowania Chase’a. Nie oczywiście tego, że nie potrafił powiedzieć dziewczynie wprost o co chodzi, ale o fakt, że nawet nie rozważał zdrady Courtneya na poważnie – mam tu na myśli: „Kurde.. a może bym to zrobił… Jest spore prawdopodobieństwo, że się nie dowie.” (Celowo omijam powody, dla których Chase pozostał wierny, bo jego myśli były co najmniej… nie warte komentarza, najwyżej tylko wywrócenia oczami ;P )
    Gratki dla niego, tym bardziej, że tytuł mnie właśnie pod tym względem zaniepokoił – co oczywiście, znając życie, było waszym zamiarem a ja, jak ta ostatnia ciapa, za każdym razem się na to nabieram ;P
    Dodatkowo, tak troszkę z innej beczki, zauważyłam, – już nawet ktoś ostatnio coś takiego napisał – że Courtney rzeczywiście bywa dość… jakby to określić… „MoNoMu” określił/określiła to jako „naiwny”, i chyba po części o to mi chodzi. Ja z racji chwilowego uwielbienia dla tego określenia nazwałabym go „cipowatym”. Nie w tym rozdziale, ale w poprzednich zdarzało się rzucać mi to w oczy. Najbardziej chyba jak zabrał Chase’a na łódkę. Zadawałam sobie tylko pytanie „Serio Courtney? Za niedojrzałym gówniarzem będziesz tak latał?”.
    Nie zrozumcie mnie źle, obu ich kocham, ale na miejscu Courtneya nie ryzykowałabym bojąc się, że zwyczajnie niepewny dzieciak poeksperymentuje, skrzywdzi i będzie koniec sielanki.
    Na szczęście póki co widzę pewien progres w zachowaniu Chase’a, także już mnie to tak nie boli. :P
    Jednakże! Jeśli Chase naprawdę by go zdradził to moją jedyną radą dla Corna byłoby: „Zdziel gnoja po mordzie i niech szuka innego naiwnego. A na stopie zawodowej traktuj go w pełni profesjonalnie i koniec.”
    Ale to tylko takie moje wywody. Mam nadzieję, że do czegoś takiego nie dojdzie ;)
    I zgadzam się z komentarzem odnośnie końcówki. Było romantycznie i słodko i nagle bum! Całus w zdjęcie penisa. Lol, serio? Faceci! :P

    Pozdrawiam! ;)

    PS
    Nadrabiam, nadrabiam, i zaraz poleci drugi komentarz ;)
    A książeczkę dostałam i jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciu :P

  3. Katka pisze:

    Roland, witamy Cię serdecznie na stronie :) Czy rozdziały są rzadko… czy ja wiem XD Co trzy dni coś wrzucamy, a biorąc pod uwagę wielkość rozdziałów, nie jest to mało (napisanie jednego rozdziału zajmuje około 8 godzin, więc 8 godzin raz na trzy dni musimy w pełni poświęcić, żeby taki rozdział napisać (a niestety piszemy niekiedy znacznie mniej, bo nie ma tego czasu). Podejrzewam, że jest mało blogów w internecie, gdzie od 6 lat w takiej częstotliwości wrzuca się takiej wielkości teksty. NB wychodzi z kolei co 9 dni. Myślę, że mógłbyś mniej cierpieć przy czytaniu, gdybyś skusił się na inne teksty z naszej strony, które wychodzą w międzyczasie :) Może by się łatwiej oczekiwało na NB. Mamy też kilka skończonych opowiadań, do których serdecznie zachęcam! Bo niestety na częstsze wrzucanie sobie pozwolić nie możemy (ba, myślałyśmy, by wrzucać rzadziej, bo życie nie pozwala XD). To niestety nie jest nasze widzimisię, że tak Was „katujemy”, ale no życie po prostu ;)

  4. Roland pisze:

    Witam, jestem tu nowy, choć czytam już od pewnego czasu te opowiadanie. Rzadko piszę komentarze. Dziś krótko będzie, może kiedyś napiszę więcej jeszcze. Podoba mi się opowiadanie, ale nie podoba mi się, że tak rzadko wstawiane są kolejne rozdziały. Średnio raz na 2 tygodnie. Patrząc na ilość rozdziałów to liczę, że dopiero za jakieś 2 lata doczekam się końca…myślę, że to stanowczo za długo. Czytając nowy rozdział muszę sobie przypominać co było w poprzednim…szkoda. Nie wiem czy będę miał tyle cierpliwości, żeby to tak długo czekać na zakończenie. Pozdrawiam i mam nadzieję na częstsze wstawianie rozdziałów.

  5. Katka pisze:

    O., co nie? ;) Taka prosta, urocza zasada :)

    Wadera, ooo, fajnie, że Chase troszkę zapunktował w Twoich oczach. Ma chłopak swoje zalety, choć jak zawsze, mam wrażenie, że wychodzą one impulsywnie, że nie myśli nad tym, ale no nieważne. Istotne jest, że dobrze to rozegrał ;) „chyba Chase (może trochę podświadomie) myśli o Courtney’u całkiem serio.” – odważne stwierdzenie, ale wg mnie ma podstawy. Chociaż i tak słowa „Chase” i „myśli” w jednym zdaniu dziwnie wyglądają XD Och ale co do jego większego otwarcia się… tak, ciężko powiedzieć, kiedy będziesz mogła na to liczyć, bo chłopak się dopiero rozwija… ale może jednak kiedyś Cię zaskoczy :)

  6. Wadera pisze:

    Dobra muszę przyznać, że Chase mi trochę zaimponował. Byłam jednak przekonana, że pod wpływem alkoholu czy kumpli (jedno i drugie działa u chłopaków w tym wieku podobnie) jednak będzie wyrywał laski… a tu zaskoczenie. Pozytywne oczywiście. Nawet mimo tego, że kierował się „bo jak się dowie…”, ale to zwalmy na wiek ;) Rozwalił mnie też ten fragment o cudzołóstwie jakoś to tak poważnie zabrzmiało… chyba Chase (może trochę podświadomie) myśli o Courtney’u całkiem serio.
    * przy czym tekst „ratuj laska mnie zarywa” – to normalnie jakbym Charlie’go słyszała :P *
    Za to ta rozmowa sms’owa była… sama nie wiem. Niby słodka miła i przyjemna… a jednak jakoś mnie tu ukłuła właśnie ta różnica wieku i fakt kim jednak dla siebie są (albo raczej kim być powinni). Mam tylko nadzieję, że z tego zdjęcia nic złego nie wyniknie, bo to jednak dosyć ryzykowne było.
    I na koniec tak jak chyba w każdym odcinku zastanawiam się kiedy w końcu Chase dojrzeje do tego, żeby zachować się przy Courtney’u trochę bardziej „pedalsko” i wreszcie mu obciągnie, ale coś czuję że na to jeszcze sobie poczekam ;)

  7. Katka pisze:

    Jelis, sielanka jest faaaajna, zgadzam się, mega rozluźniająco działa. Ale no tak, jest to troche podejrzane, haha, szczególnie w takiej rzeczywistości. Więc no, na dramaciki tu i tam trzeba się przygotować niestety. Ale póki co można czerpać z tego, jak dobrze sobie chłopcy radzą :)

  8. Jelis pisze:

    Lubie takie bezproblemowe opowiadania kiedy bohaterzy mają tylko nieliczne problemy , dlatego ciężko było mi przebrnąć niektóre fragmenty No Exit. Na razie wszystko jest tu podejrzanie za sielankowe 😂 XD Ale podoba mi się, mieć takiego chętnego i radosnego jak Chase… 😂😂♡

  9. Katka pisze:

    Aoi, „Nie daj się skusić żadnym cyckom, penisy są fajniejsze! :P” – hahaha, prawda! XD Na szczęście dobrym znakiem jest to, ze mimo alkoholu Chase wciąż jest wierny i nie daje się ponieść. Courtney ma nadzieję, ze tak zostanie. Och i zdecydowanie chciałby to zdjęcie mieć bardziej pod ręką, by się na nie patrzeć, ale praca nie pozwala. Chociaż skoro Chase będzie u niego częściej, to może mieć pod ręką nie tylko zdjęcie, ale samego penisa XD Dzięki za komentarzyk, Aoi :) Pozdrowionka!

    Mati, haha na pewno trudno się zasypiało ponownie XD A młodzieńcze imprezy mają w sobie to coś. Całe szczęście, że Chase się wykazał i nie narobił problemów. Courtney jest z niego dumny. Byle tak mu zostało ;)

    Damiann, bo nie może być za bardzo romantycznie XD Jeszcze by się ckliwie zrobiło, a tego nie chcemy XD Cukrzyca to zło. Coraz więcej ludzi przecież na to choruje. Ale okazje na pewno się pojawią. W końcu w szkole nie ma samych chłopaków… Musi się starać by być grzecznym.

    Kaczuch_A, weź, sięganie po telefon, tablet, komputer czy cokolwiek innego co ma w sobie Internet, kiedy się jest pijanym, to katastrofa XD Czemu ludzie się jeszcze nie nauczyli nie zabierać komórek na imprezy? XD Ale masz rację, są cholernie niewyżyci, więc lepiej, żeby Chase się wyżywał z Courtneyem, bo może być niebezpiecznie na którejś imprezie z rzędu…

  10. kaczuch_A pisze:

    I pamiętajcie dzieci no dobierajcie się do telefonu po pijaku xD

    Chociaż w tym przypadku wyszło na dobre, Chase był uroczy, ale mogli zabrnąć ciut dalej. Jestem tylko ciekawa kiedy Chase się skusi na jakąś panienkę, po tym co się działo w tym rozdziale można przypuszczać że coś takiego może się stać. Oni są tak cholernie niewyżyci xDDD

    Weny drogie panie~!

  11. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Znowu przetarł twarz i odetchnął, a potem włączywszy na powrót zdjęcie członka chłopaka, cmoknął ekran.” Bylo tak romantycznie i nagle to cmokniecie ekranu za ktorym byl czlonek xDDDD
    Czulem, ze Chase nie wytrzyma. Do tego te jego mysli, ze jesli zdradzi to Courtney mu wiecej nie da… XDD Jak nie teraz to bedzie mial jeszcze okazje, zeby go zdradzic, cos czuje, ze nie bedzie kolorowo ;_;

  12. Mati pisze:

    Brawo Chase :) Nie odwalił niczego…chyba :) I te młodzieńcze imprezy :D
    I słodko, że Chase napisał do Courtney’a. Późno, bo późno, ale słodko :) I te zdjęcie…ciekawe czy był w stanie zasnąć ponownie :D

  13. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    Witam :D
    Tytuł strasznie mnie zaciekawił i nie powiem miałam dużo złych myśli, ale na szczęście Chase jakoś wybrnął i obronił się w moich oczach. Jak widać zazdrość o partnera bardzo motywuje do niezdradzania :D. Tak trzymaj młody! Nie daj się skusić żadnym cyckom, penisy są fajniejsze! :P
    Ogólnie słodkie te eski były, pod tym względem Chase może się częściej upijać. No i to zdjęcie stref wiadomych, pewnie pan kurator jak by mógł to by sobie je jako tapetę w telefonie ustawił ^^. Hmmm ciekawe jak długo się utrzyma ta ściema z „dziewczyną” mam nadzieje że jak najdłużej, bo kto by nie chciał mieć takiej laski :).
    Weny życzę i pozdrawiam :*

  14. Katka pisze:

    Kasia G., zgadzam się, że Chase potrafi być słodziakiem, chociaż sam o tym nie wie XD Ale chyba to jest najlepsze, że takie urocze zagrywki wychodzą mu naturalnie. A czy Courntey imprezuje…ostatnio chyba nie miał za bardzo do tego możliwości i okazji. Ale myślę, że jakby się pojawiła, to by się nie wzbraniał, choć nie widzę go szalejącego na parkiecie XD

    Linerivaillen, haha, spoko, szanujemy Twoje zdanie :) Chase i Shane są do siebie podobni, ale jednak też mają wiele różniących ich od siebie elementów. Może Chase jeszcze wyrobi się w Twoich oczach, choć nie wiadomo. Może lepiej go przyjmiesz, jak nie będziesz porównywać do Shane’a? Sama nie wiem, tak sugeruję, ale no racja, jest młody, więc jego charakter jeszcze się kształtuje :) Zobaczymy, co z niego wyrośnie XD

  15. linerivaillen pisze:

    Jakoś coraz mniej pasuje mi wulgarność Chase’a. Jest taki strasznie powierzchowny. Nie wiem, stał się w którymś momencie typem chłopaka, który mnie najbardziej odrzuca. Shane jeszcze był super, jakoś był bardziej… Głęboki? Może Chase jest za młody. Może jest w moim wieku xD ale jakoś tak ten.

  16. Kasia G. pisze:

    Chase jest slodziakiem, te jego sms-y były naprawdę urocze ☺ No i jestem pod wrażeniem jego wierności, powiem szczerze że myślałam że ulegnie tej lasce, po tym jak stwierdził że jest w czarnej dupie :) Ale widać jego deska jest fajniejsza, hehe :) Ciekawe czy Courtney jest takim całkowitym sztywniakiem i nie imprezuje? Jakoś nie mogę sobie go wyobrazić nawalonego z tą jego akuratnością i odpowiedzialnością, ale różnie to bywa, przecież skądś się wzięło powiedzenie: cicha woda brzegi rwie ☺

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s