Project Dozen – 50 – Lemoniada

Zamiast myśleć o lekcji i słuchać tego, co o Kongresie mówiła nauczycielka, Patrick myślał o Senie Nakano. Był dogłębnie zirytowany jego zachowaniem. Naprawdę miał nadzieję, że po małym sojuszu przy wywiadzie z Soltem będą trochę bardziej współpracować oraz że sam fakt wspólnego działania w samorządzie szkolnym da Senowi do myślenia. Do diabła, był przewodniczącym! Każda poważna decyzja powinna być z nim uzgadniania, a ten przeklęty Azjata był jak kot, który robił, co mu się żywnie podobało. Przecież oczywistym było, że samorząd wiele by skorzystał, gdyby taka zbiórka została zorganizowana przez cały skład. Ale Sen najwyraźniej zamierzał zebrać chwałę dla siebie i pokazać, jaki jest wspaniałomyślny. Odmówił nawet plakatowi mówiącemu, że samorząd obejmuje zbiórkę patronatem. Egoistyczny, cholerny Japończyk…
Połapał się, że wszyscy poza nim notują, kiedy nauczycielka wymownie na niego spojrzała. Złapał więc pospiesznie pióro i zaczął pisać w zeszycie od połowy zdania. Nawet nie wiedział, o czym teraz kobieta mówi.
Po chwili zauważył, że jego „kolega” z ławki obok wpatruje się w niego.
— Coś taki ponury? — zagadał Sebastian, ale nie po to, żeby go pocieszyć, a by podelektować się jego cierpieniem.
Patrick więc rzucił mu spojrzenie dosadnie mówiące „spierdalaj”, ale chęć wyrażenia głośno swojej irytacji zwyciężyła.
— Nakano jest nie do okiełznania. Nie wiem, jacy szaleńcy czy ignoranci na niego głosowali, ale powinni zostać wydaleni ze szkoły — odmruknął cicho, żeby nauczycielka go nie słyszała i udawał przy tym, że analizuje to, co chwilę temu podyktowała.
— Wiesz, akcja ze schroniskiem jest niezła. I zarówno ciasto, jak i lemoniada są dobre. Chyba tylko ty narzekasz — odpowiedział spokojnie Sebastian, chociaż od kilku chwil dziwnie się czuł. Ale nie na żołądku, więc na pewno nie obwiniał genialnie czekoladowego brownie.
— Nie wiem, nie próbowałem. Wrzuciłem im tylko kilka dolarów na to schronisko. Ale takie rzeczy powinny być uzgadniane z samorządem. Jest teraz osobą publiczną, to nie jest samowolka.
— To też nie jest wojsko. Ale co ja tam wiem? — Sebastian przewrócił oczami i sięgnął na moment do telefonu, żeby spytać Francisco, czy podczas przerwy będzie miał wolną chwilę. Wiedział, że ten miał dzisiaj tylko pierwsze trzy lekcje, więc gdy sam skończy nauki polityczne i pójdzie na hiszpański, Argentyńczyk już będzie miał wolny poniedziałek. A przynajmniej w teorii, bo wczoraj coś pobrzękiwał o tym, że musi popracować w bibliotece nad zadaniem z angielskiego.
— Ale to nie pierwszy raz, gdy się tak zachowuje — mówił Patrick, gdy Sebastian pisał smsa. — Każdy wie, że Nakano jest szalony, więc niby nie powinienem się wiele po nim spodziewać, ale… nawet już altruistycznie podchodząc do tej sprawy, to te zwierzaki dostałyby więcej, gdyby cały samorząd połączył siły przy organizacji tej zbiórki.
— Wiesz, może wyznaczył to sobie za zadanie — odparł Sebastian, mając nadzieję, że Patrick nie jest na tyle rozkojarzony i głupi, żeby nie zrozumieć dwuznaczności tej wypowiedzi. Przy tym musiał przełożyć nogi, bo coraz mniej wygodnie mu się siedziało i coraz bardziej zastanawiał się, czy wydarzyłoby się dużo złego, gdyby nie poszedł na hiszpański.
Szare oczy przewodniczącego zmrużyły się czujnie.
— Może… — mruknął i zerknął na niego. Chciał już coś dodać do tematu rozmowy, ale ściągnął brwi i zapytał o coś innego. — A ty co? Gorączkę masz?
— Co? — Sebastian spojrzał na niego z zaskoczeniem, ale kiedy to usłyszał, poczuł, że faktycznie jest mu jakoś… cieplej.
— Masz straszne rumieńce… — dodał podejrzliwie Patrick i odsunął się na kilka centymetrów, jakby Sebastian miał właśnie zarażać ebolą.
Tymczasem Moss poczuł wibracje telefonu w kieszeni, gdy Francisco mu odpisał. Co gorsza, wibracje sprawiły, że znów jakoś cieplej mu się zrobiło i spostrzegł, że… penis mu stawał. Założył nogę na nogę, żeby Patrick nic nie widział.
— Nie wiem, jakoś gorzej się czuję — mruknął. — Coś mnie chyba bierze — dodał i odczytał smsa, już naprawdę nie chcąc iść na hiszpański i może nawet wykorzystać Patricka, żeby powiedział nauczycielce, że gorzej się czuje.
Francisco wcale nie polepszył jego stanu swoją wiadomością. Brzmiała: „Och tak, dla ciebie będę miał chwilę! ;D Tylko w szkole może być niebezpiecznie, bo dzisiaj mam jakieś straszne libido hahaha.”
— Mogłeś zostać w internacie, a nie zarażać wszystkich — burknął cicho Patrick i znów zaczął notować.
— A pójdziesz i powiesz, że mnie nie będzie? — prychnął Sebastian, starając się nawet już nie patrzeć na Patricka, bo z sekundy na sekundę robiło mu się cieplej. I Francisco… Cholera, też pisał takie smsy. A jakby ktoś to przeczytał?
— Ja mam latać i mówić, że cię nie będzie? — Patrick spojrzał na niego sceptycznie. — Co masz następnego w ogóle?
— Hiszpański. I chyba nie chcesz, żebym kogoś zaraził, nie? Bądź dobrym przewodniczącym. — Sebastian uśmiechnął się do niego i chyba niechcący oblizał usta. Cholera.
Przez to Patrick aż dziwniej na niego spojrzał i chwilę milczał, jakby nie był pewien, co się dzieje.
— No… Niby… Ale co z twoim chłopakiem z wymiany? On bardziej mówi po hiszpańsku… — Urwał, zapisał szybko końcówkę zdania i znów szepnął do rozmówcy: — Łatwiej urobi panią profesor.
Zanim Sebastian odpowiedział, jeden z chłopaków w klasie zawołał dziwnie donośnie i z dużą potrzebą:
— Pani profesor, czy mogę skorzystać z toalety? Proszę…?
A gdy i Sebastian, i Patrick spojrzeli w jego kierunku, ujrzeli, że on też ma mocne wypieki i trzyma dłonie blisko krocza.
Sebastian przełknął ślinę.
— Pytałem, nie może. Ty jesteś przewodniczącym. A to chyba coś poważnego — mruknął, błagając los, aby jego wzwodu nie było widać. Musiał jak najszybciej udać się do pokoju.
Tak jak Robert właśnie udawał się za pozwoleniem nauczycielki do toalety. Kobieta szybko wróciła do prowadzenia lekcji, za to Patrick westchnął teatralnie.
— Będziesz mi dłużny — mruknął, skupiając wzrok pełen wyższości na nauczycielce.
— To twój obowiązek przewodniczącego. Wszystko ma przywileje i obowiązki. Tak jak pani psor zawsze mawiała. Każda władza to też obowiązek — powiedział Moss, czując coraz większy ucisk w spodniach. Napisał też szybko do Francisco: „Też. Spotkamy się w pokoju.”.
Nie słuchał już odpowiedzi Patricka, która brzmiała jak jego typowe narzekanie. Zobaczył jeszcze odpowiedź swojego chłopaka, w której ten otwarcie okazał swoją radość z jego wiadomości. Przez to więc Sebastian mimowolnie wyobraził sobie jego uśmiech. Zaś wzwód w spodniach i ogólne, niewytłumaczalne podniecenie przywołało mu do głowy obraz, jak Latynos wyglądał te trzy dni temu, gdy pierwszy raz się kochali. Jak mógł się w niego zagłębić, tak jak teraz naprawdę miał ochotę w coś włożyć penisa. Dobra, był nastolatkiem, ale dawno mu się coś takiego nie zdarzyło. I chyba nigdy nie chciało mu się aż tak jak teraz, kiedy prawie nie słyszał przez fantazje i erotyczne myśli słów nauczycielki. Jedyne o czym marzył, to aby się dotknąć.
Lekcja ciągnęła mu się przez to niemiłosiernie, ale gdy tylko z niej wyszedł i próbując się zasłaniać, podążył korytarzem do wyjścia ze szkoły, spostrzegł, że coś ewidentnie jest nie tak. Szczególnie, gdy mijając dwójkę nieznanych sobie uczniów, zasłyszał strzępek ich rozmowy.
— … i Lawson, ten zeszłoroczny kapitan drużyny, podobno rąbnął go w pysk, ogarniasz?
— Stary, a ty byś nie rąbnął, jakby kolesiowi stanął na twój widok, gdy byś się obok przebierał?
— No ba!
Sebastian skrzywił się, bo wyobraził sobie Francisco ze wzwodem i zabolało go w kroczu jeszcze bardziej. Sam obawiał się, że dostałby w pysk. A co dopiero taki Foxy? Ten przecież musiał lecieć na każdego bardziej męskiego od siebie faceta. Aż pożałował, że o tym wszystkim myślał.
Z plecakiem przy biodrze, zamiast na plecach, szybko przeszedł do wyjścia ze szkoły, na zewnątrz już nie odczuwając, jak bardzo mu gorąco. Patrzył przy tym pod swoje nogi, podejrzewając, że byle co mogłoby go rozproszyć.
— Hej, młody, uważaj! — Niespodziewanie usłyszał głos ojca, a gdy poniósł wzrok, zobaczył, że Mark Moss cudem się odsunął i o mało nie wylał lemoniady z plastikowego kubeczka. Takiej samej, jaką sprzedawał Sen Nakano i jego rudowłosy kumpel. — Gdzie tak lecisz? Nie masz lekcji?
— Eeeee… — Sebastian zapomniał języka w gębie i dopiero po chwili pokręcił głową. — Źle się czuję. Chyba coś mnie bierze. Poprosiłem Brighta, żeby przekazał to nauczycielce.
— Och… — Na twarzy Marka zagościł niepokój. Mężczyzna wyciągnął dłoń i nie zważając na to, że mijają ich uczniowie próbujący dostać się do wejścia do szkoły, przyłożył ją do czoła syna. — Jesteś rozpalony. Byłeś u pielęgniarki?
— Nie, najpierw chcę się położyć, a jak mi nie przejdzie, to pójdę. Słowo. Mogę iść? — spytał nerwowo Sebastian, już naprawdę nie chcąc gadać z ojcem, gdy miał wzwód i erotyczne myśli o pośladkach Francisco.
— Idź, tu cię przewieje. Prześpij się, może to wypocisz. Zadzwoń tylko do mnie później, dobra? — poprosił Mark z troską w głosie i napił się lemoniady z kubeczka. Pił już drugą, bo jakoś mu szczególnie zasmakowała, a i nie było mu szkoda pieniędzy, skoro cel zbiórki Sena Nakano był szczytny.
— Mhm, zadzwonię — odpowiedział Sebastian, byle odpowiedzieć i wyminął ojca, jakby potrzebował do toalety, a nie było mu słabo przez przeziębienie. Ale już nie mógł stać obok, musiał uwolnić penisa! Dać mu trochę przyjemności.
Tymczasem Mark podążył dalej do szkoły, myśląc o swoim synu. Miał nadzieję, że to nic poważnego, chociaż była w końcu połowa listopada. To była pora na przeziębienia.
Westchnął, dopił do końca lemoniadę i wyrzucił kubeczek do kosza na korytarzu. Akurat trwała przerwa, więc co raz ktoś mówił mu: „dzień dobry, panie dyrektorze”, a on odpowiadał w drodze do pokoju nauczycielskiego. Miał kilka spraw do załatwienia z niektórymi nauczycielami, wiedział też, że ma się zjawić pani Norton z socjologii, by omówić jakiś swój nowy genialny pomysł na poszerzenie programu edukacyjnego. Czekało go więc sporo pracy, ale z każdym krokiem czuł się coraz bardziej specyficznie.
— Czy ktoś podkręcał ogrzewanie w szkole? — zapytał po wejściu do pokoju nauczycielskiego i ruszeniu do regału z dziennikami. Musiał przejrzeć dziwne nieobecności jednego z uczniów, u którego niektórzy nauczyciele podejrzewali branie narkotyków.
— Nic mi o tym nie wiadomo. Ale uczniowie chyba za dużo wypili tej lemoniady, bo już dwóch było w toalecie na mojej lekcji — poskarżyła się jedna z nauczycielek, przeglądając od niechcenia gruby, modowy magazyn. Mark uważał, że niepotrzebnie, bo nic z niego nie wyciągała, sądząc po tym, jak wyglądała na co dzień w szkole. Nigdy jednak nie powiedział o tym złego słowa.
Teraz sam siebie zaskoczył, bo gdy obejrzał się, aby jej odpowiedzieć, mimowolnie ją zlustrował. Zupełnie jakby jego oczy robiły, co chciały, wbrew jego upodobaniom, bo kobieta zdecydowanie mu się nie podobała.
— No tak… Choć może dobrze, że ją piją. W końcu w zbiórce chodzi o zebranie jak najwięcej pieniędzy — zauważył ze śladowym uśmiechem i spojrzał do wyciągniętego dziennika, by upewnić się, czy był właściwy. Na szczęście był. — Nakano ma jednak tylko zwolnienie na dwie lekcje, więc zbiórka szybko się skończy. Nie powinno być problemów.
— Mam nadzieję. To tak, jakby wszyscy nagle musieli chodzić do łazienki — mruknęła kobieta, a po chwili poparł ją jeden z nauczycieli. Był dość spokojny, ale Mark, obserwując, jak opierał się o biurko i pił zimną wodę z butelki, miał wrażenie, że ten… ma wypchane spodnie na kroczu. Co się u diabła działo?
— Ale co z tą z socjologii? Nie będzie? — spytała inna, krępa kobieta ucząca biologii.
— Będzie, będzie… — odpowiedział Mark bardziej gorączkowo, niż by podejrzewał. Znów spojrzał na nauczyciela historii i sam z trwogą poczuł, że i w jego własnych spodniach rośnie wzwód. Do tego uczniowie chodzący do toalety… Rozpalony Sebastian… Boże! Czy trafił na swojego syna z erekcją?
O mało nagle nie zasłonił własnych ust i nie stęknął cicho. Czuł błyskawicznie ogarniające go podniecenie. Cudem wykrztusił „przepraszam” w połączeniu z jakimś głupim wytłumaczeniem, dlaczego musi wyjść i pospieszył korytarzem do swojego gabinetu. Gabinetu. Do którego mógł wejść każdy nauczyciel, czy chociażby sekretarka, by o czymś go poinformować.
Zatrzymał się nagle i oparł plecami o załom muru przy toaletach. Z obawy, że uczniowie mogliby ujrzeć jego namiocik, serce biło mu szybciej, a tym samym pompowało krew i to, co się do niej dostało. Bo nie był głupi, poszlaki były zbyt oczywiste, by tego wszystkiego nie połączyć.
Szybko przemyślał dostępne opcje i klnąc na siebie, że ubrał dziś węższe spodnie od garnituru, niemal pobiegł do gabinetu psychologa szkolnego.
Tam chociaż był zamek i… przychylna mu osoba. Może nawet za bardzo przychylna przy jego obecnym stanie, ale nie mógł zobaczyć go ze wzwodem żaden uczeń. To byłoby bardziej upokarzające niż rozmowa z Sebastianem, który kilka chwil temu był w takim samym stanie, jak on.
Zapukał do drzwi Fostera i zaraz otrzymał zachęcający do wejścia głos. Nie czekał ani ułamka sekundy. Wpadł do środka, odwrócił się do drzwi i przekręcił zamek. A potem oparł się czołem o ciemne drewno, zamknął oczy i odetchnął głęboko. Nie pomogło.
— Mark? — Usłyszał ciepły głos za plecami, należący do tego samego faceta, który niedawno wyznał mu, że się w nim podkochuje. A on właśnie wbiegł do jego gabinetu napalony jak zając wiosną.
— Foster… Nie mam pojęcia, czy to sprawka tych pieprzonych psorów prowadzących projekt, ale jeśli tak, to mają szczególnie kiepskie poczucie humoru — wykrztusił i dopiero okręcił się w miejscu, by następnie oprzeć się ciężko plecami o drzwi i spojrzeć na psychologa. — Chyba coś było w czekoladowym ciastku. Albo w lemoniadzie. Nie wiem.
— Jak to coś był… — zaczął Foster, patrząc na jego twarz, a kiedy zobaczył, jaka jest rozpalona, spojrzenie jego ciemnych oczu pomknęło w dół, a przez to i jego twarz pociemniała. — To jest czymś wywołane? — spytał głupio, gapiąc się na wypukłość w spodniach dyrektora i mając gulę w gardle, którą ciężko było przełknąć.
Mark też był koszmarnie zawstydzony, ale nie miał w szkole żadnego innego azylu. Domyślał się, że do łazienki też non stop ktoś będzie kursował, by pozbyć się problemu.
— Nakano musiał czegoś dosypać do tego, co sprzedaje. Whistle miał wzwód w nauczycielskim, Sebastian, na Boga, też. A ja mu radziłem się przespać! — Mark zaśmiał się krótko, ale szybko spoważniał. I zmierzył Fostera wzrokiem. — Boże, jak ty wyglądasz… — wydusił niemądrze i gorączkowo.
Psycholog odchrząknął i podszedł do szafki, aby nalać wody przybyłemu mężczyźnie.
— Jeśli Sebastian miał ten sam problem i poszedł do pokoju, nic mu nie będzie. — Nawet jeśli Francisco tam będzie, dodał w myślach, pamiętając, że w najgorszej sytuacji obaj chłopcy zrobią coś razem. I kiedy tylko zdał sobie sprawę, o czym myśli, spojrzał niemal panicznie na Marka. To się wymykało spod kontroli. — Odpocznij tu. Zamknij drzwi, ja pójdę wypytać Nakano, co dodał.
Mark pokiwał głową, uznając to za dobry plan. Odepchnął się plecami od drzwi i ruszył do fotela, po drodze rozluźniając krawat. Było mu gorąco, więc po chwili namysłu zdjął jeszcze marynarkę. Czuł się mocno skrępowany wzwodem, ale przy tym ukradkiem zerkał na Fostera. Dotąd tylko się całowali, ale w tej chwili pragnął znacznie więcej. Nawet jeśli wciąż nie wiedział, czy w ogóle był w stanie zbudować coś z innym mężczyzną.
Foster odprowadził go wzrokiem. I jeśli on nic nie brał ze zbiórki charytatywnej Nakano, to teraz sam czuł większe gorąco. Mężczyzna, o którym marzył, właśnie siadał, rozbierał się za jego biurkiem, mając wypieki podniecenia na twarzy. Ale nic przecież nie ustalili, nie wiedział, czego chce Mark. Zaś seks z kimś odurzonym czymkolwiek był zwyczajnym skurczysyństwem.
— Jeśli będziesz… potrzebował, to zamknij drzwi — mruknął, stając już z dłonią na klamce.
— Boże, nie mów tak. Nie mogę się tu masturbować — odpowiedział szybko Mark i zamknął twarz w dłoniach, łokcie oparłszy o blat biurka. Po czym naraz sięgnął jedną dłonią do spodni i ścisnął się przez nie, bo już nie mógł wytrzymać. Jęknął. — Może jednak mnie nie zostawiaj…
Foster ciężko przełknął ślinę i odetchnął głęboko przez nos, a jego nozdrza aż się powiększyły.
— Nie wiemy, co on tam dodał — mruknął, bojąc się powiedzieć, że Mark może tego żałować, aby nie zabrzmiało to tak, jakby i on myślał w tej chwili więcej o seksie, niż uważał za stosowne.
— Nie wiem… Czuję podniecenie, ale nie kręci mi się w głowie, nic mnie nie boli… Może to tylko afrodyzjak… — Mark wydyszał niemal każde słowo osobno. Znów ścisnął swojego penisa, ale szybko go puścił, uznając, że to bardzo niegrzeczne. I to przy Fostarze, który na niego leciał i którego sam teraz uważał za bardzo… podniecającego. — Może przejdzie zaraz… Mógłbyś uchylić okno?
Foster skinął głową i podszedł do okna. Otworzył niedużo, ale tak, aby wpadło trochę świeżego powietrza.
— I… może naprawdę wyjdę… jeśli tego potrzebujesz? — spytał, w tej chwili mając bardziej ochotę mu obciągnąć, niż zrobić to, co powiedział.
— Jedyne, czego potrzebuję, gdy teraz na ciebie patrzę, to ciebie bliżej — odpowiedział Mark cicho, choć z dużą głębią w swoim głosie, wiodąc wzrokiem za czarnoskórym mężczyzną. Sam miał silne wypieki, jego klatka piersiowa głęboko się poruszała, a penis bolał od braku dotyku.
— Nic jednak nie ustalaliśmy i… może potraktujmy to jako test? — spytał Foster, tracąc głowę, kiedy patrzył na taki rozgorączkowany obraz swojego obiektu westchnień.
Ten teraz wziął kilka głębokich wdechów i tym razem nie odpowiedział. Jedynie odsunął łokcie od blatu biurka, przekręcił się na fotelu i wyciągnął rękę do Fostera, aby ten się zbliżył.
Foster złapał swoją twarz w dłonie i mocno ją potarł.
— Spłonę za to w piekle — mruknął do siebie, wiedząc, że powinien być tym rozsądnym, szczególnie w momencie, kiedy Mark był czymś naszprycowany. Ale i tak podszedł do niego i pochylił się, opierając dłonią o podłokietnik własnego fotela. Pocałunek nie powinien zaszkodzić…
Brązowe oczy dyrektora uniosły się na niego, a psycholog mógł z bliska ujrzeć rumieńce na jego szczupłej twarzy. Po tym mężczyzna położył dłoń na dłoni Fostera, ścisnął ją i wychyliwszy się, pocałował go mocno. Równie mocno zacisnął przy tym powieki i stęknął, ni to z podniecenia, ni to z pretensji na to wszystko, co się właśnie działo.
Jego przyjaciel odpowiedział na ten pocałunek, czując przy tym, jakie usta mężczyzny są ciepłe. Jego jakby rozpływały się jak gorąca czekolada, kiedy się z nimi stykały.
Foster i tak ostrożnie, nadal podtrzymując się na jednej dłoni, drugą sięgnął do boku dyrektora i pomasował go po nim, by, nie przerywając pocałunku, zsunąć palce jeszcze trochę niżej.
Mark Moss, który dotychczas wcale nie był pewien, czy uda mu się pokonać tę barierę w ich znajomości i dopuścić Fostera do swoich spodni, teraz nie pragnął niczego innego. Sam dotyk na boku sprawił, że penis mu drgnął, a myśl o tym, że ta dłoń mogła dać mu ulgę i rozkosz, wyciągnęła z niego cichy jęk.
— O Boże, Foster, nie powinienem cię tak teraz wykorzystywać — wydusił, bo było mu absolutnie wstyd, że to się działo. Dlaczego wypił aż dwa kubeczki tej lemoniady?
— Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo — odparł czarnoskóry mężczyzna i znowu, lekko już, pocałował go. Powoli zaczął rozpinać mu spodnie, samemu czując ucisk w trzewiach, kiedy odnalazł wypukłość pod materiałem.
Gdy tam zerknął, usłyszał głębszy oddech przy twarzy, a ostateczne uwolnienie penisa Marka upewniło go, że ten bynajmniej nie był wybrakowany. Nie miał szczególnie szerokiego penisa, ale był odrobinę dłuższy niż przeciętne, a do tego specyficznie zakrzywiony w górę. Mark nie depilował się na kroczu, ale nie był tam specjalnie owłosiony, miał też ładne, teraz ściągnięte jądra. I cokolwiek Sen dodał do lemoniady, było mocne, bo penis już nieźle pulsował. I jak jednocześnie niesamowicie kręcił Fostera ten widok, tak obawiał się o zdrowotne konsekwencje.
— Odpręż się — polecił i uznając to za najlepszą opcję, przyklęknął na jedno kolano przez dyrektorem szkoły.
— Foster, co chcesz zrobić…? — Oczy Marka otworzyły się szerzej, a jego dłoń zacisnęła się na ramieniu psychologa, jakby chciał go zaraz z powrotem podnieść do góry.
— Chcę ci pomóc. Tak będzie szybciej i lepiej niż tylko dłonią — odpowiedział mężczyzna poważnie i całkiem rzeczowo, aby Mark się nie spłoszył i odprężył się chociaż trochę. Zresztą, sam miał ochotę go posmakować, nawet zanim go ujrzał.
Palce na jego ramieniu zwolniły uścisk, a Mark w końcu przetarł twarz i odchylił się bardziej na oparciu fotela. Chciał ust Fostera. Chciał, żeby ten mu obciągnął, naprawdę chciał. Nie wiedział tylko, czy to dlatego, że był nienaturalnie pobudzony, czy rzeczywiście był w stanie podniecić się drugim mężczyzną przy własnym kroczu. Chociaż… do tej drugiej wersji skłaniało go wydarzenie sprzed kilku dni, gdy masturbował się w domu i…
— Myślałem o tobie ostatnio… robiąc sobie dobrze — wydusił, już nie powstrzymując przyjaciela przed dobieraniem mu się do penisa.
Foster trochę zaniepokoił się tymi słowami, ale i tak spytał:
— Tak? W jakim sensie?
Obejmował już sztywny członek dużą dłonią i aż musiał przełknąć ślinę, zdając sobie sprawę z nierealności sytuacji. Naprawdę miał w ręce członek Marka, którego dotychczas nawet nie miał okazji zobaczyć, bo jakoś nie zdarzyło się, żeby korzystali równocześnie z toalety. A ten naprawdę kusił. Miał ładną główkę, zdrowy kolor skóry i widoczne żyły.
— Próbowałem… sprawdzić, czy dam radę się podniecić, myśląc o tobie — wytłumaczył Mark i głośno odchrząknął, bo zachrypł przez podniecenie ogarniające całe ciało. Dosłownie całe, bo miał wrażenie, że nawet sutki mu już zesztywniały.
— I udało się? — spytał psycholog, czując, jak boi się odpowiedzi na to pytanie, więc na osłodę dla siebie pocałował członek swoimi pełnymi i dużymi wargami.
— Ooo… och… — Mark odpowiedział tylko w taki sposób, a przynajmniej teraz, bo ciarki przeszły mu po całym ciele po tej subtelnej pieszczocie. To, na co patrzył, wydawało mu się tak bardzo abstrakcyjne! Tyle czasu w ogóle nie wyobrażał sobie Fostera w erotycznej sytuacji, a teraz ten klęczał przed nim i całował jego członek. Wcześniej samo myślenie o Fosterze tak blisko penisa wydawałoby mu się maksymalnie niewłaściwie, zaś teraz miał wrażenie, że jest to jeden z bardziej podniecających widoków, jakie oglądał. — Ta… tak…
— Tak? — dopytał jeszcze Foster z nadzieją, bo przez to, co robił i co mówił mu Mark, był sam podniecony tak, jakby też wypił, czy zjadł to samo co dyrektor. Nie przestał przy tym całować penisa, pocierając go jednocześnie dłonią, aż w końcu objął wargami główkę.
Mark zapatrzył się na niego i delikatnie ujął oba jego policzki dłońmi. Pogłaskał go po trochę szorstkiej skórze.
— Tak… Doszedłem. Doszedłem, myśląc o tobie — wyznał.
— Więc pozostaje mi mieć nadzieję, że teraz też dojdziesz, ale dzięki mnie — odpowiedział Foster i poczekał, aż Mark go puści, aby znowu liznąć członek.
Smakował mu, był gorący, seksownie twardy, a główka aż kusiła, aby ja possać. To więc zrobił i poczuł od razu smak nasienia dyrektora, bo na czubku już zdążyła się zgromadzić spora kropelka. Usłyszał też cichy, stłumiony na dłoni jęk, a Mark przymknął na moment powieki, aby bardziej czuć to, co się działo tam na dole. Pierwszy raz miał taki kontakt z Fosterem i równocześnie miał ochotę wywalić ze szkoły Sena Nakano, jak i dać mu świadectwo z wyróżnieniem.
Psycholog był ostrożny, nie spieszył się, ale też czerpał z tego wiele przyjemności. Possał chwilę główkę, pobadał ją językiem i wargami, aż w końcu, kładąc dłoń na podbrzuszu mężczyzny, w którym podkochiwał się od dawna, wziął jego członek jeszcze głębiej do ust. Dawno tego nie robił i nigdy nie robił tego w szkole. Mark wolał nawet o tym nie myśleć, a do tego cieszył się, że nie zainstalowali kamer w tym gabinecie. Nikt więc nie mógł zobaczyć, że psycholog szkolny właśnie ciągnie dyrektorowi.
— Foster, Boże, czy każdy mężczyzna jest w tym tak dobry? — wykrztusił po kilku chwilach poddawania się tym ustom, co raz patrząc w dół, obserwując, jak radził sobie psycholog, to zamykając oczy z błogości.
Czarnoskóry mężczyzna jeszcze trochę go possał, po czym puścił, oblizał się i odpowiedział, trzymając policzek tuż przy członku:
— Mmm, obawiam się, że są w tym lepsi, ale nie powinienem chyba ci tego teraz mówić.
— To niczego nie zmieni. I tak jesteś wspaniały — odparł Mark i przełknąwszy z trudem ślinę, dopytał: — Możesz… możesz kontynuować?
— Oczywiście. Postaraj się tylko mi powiedzieć, jak będziesz kończyć — poprosił i najpierw liznął znowu cały trzon penisa, głównie jego spód. Po tym ściągnął spodnie trochę niżej i zaczął pieścić jądra wargami.
Przez to Mark miał ochotę jęknąć, że właśnie dochodzi, ale udało mu się powstrzymać. Zacisnął mocno palce na podłokietnikach i patrzył z napięciem w dół. Było mu nieziemsko, a przez to, że cholernie dawno nie miał seksu, zaś ten, który miał, był słaby, teraz dosłownie odpływał. Jego brzuch był mocno napięty, a on sam co raz mimowolnie falował biodrami w górę.
— Jeszcze… chwilkę…
Foster nic nie odpowiedział, ale za to znowu sięgnął w górę ustami, biorąc jego członek. Chciał poczuć na języku, jak ten drży i jaki jest twardy tuż przed orgazmem.
Słyszał rumor z korytarza, gdy dzieciaki chodziły obok gabinetu. To trochę rozpraszało, ale przez intensywny zapach od krocza Marka miał wrażenie, że jest tu tylko z nim. I w końcu poczuł to, co zaraz zasygnalizował dyrektor, bo penis już pulsował i wyczuwalnie zbliżał się do finiszu.
— Foster…! Już koniec…! — wydusił Mark, łapiąc go nagle za ramię.
Psycholog zamruczał potakująco i odsunął głowę. Przykrył też dłonią żołądź i masując ją jeszcze, doprowadził Marka do finiszu. Patrzył przy tym to na jego członek, to głównie na jego twarz. A od widoku jego rozchylonych warg było mu chyba jeszcze bardziej gorąco. Do tego teraz co raz zamykały się, to otwierały, gdy Mark łapał gwałtownie powietrze i w końcu doszedł z niskim jękiem, a jego klatka piersiowa, przesłonięta tylko białą, elegancką koszulą, unosiła się szybko i płytko. Niesamowicie było widzieć tego mężczyznę w takim stanie, w tak intymnej chwili, kiedy oglądało się go zwykle w bardziej formalnych okolicznościach. Albo kiedy był zestresowany i przychodził do niego po radę, czy wsparcie. Cóż… teraz Foster też go wspierał, ale w kompletnie inny sposób, który sprawił im obu dużo przyjemności, nawet jeśli Fosterowi bardziej duchowej niż stricte fizycznej.
— Mmm, to było… — Psycholog przełknął ślinę, chcąc zlizać to, co zostało mu na dłoni po tym, jak drugi mężczyzna w nią strzelił.
— Było… dobre — odpowiedział Mark płasko, bo nie miał innych słów. Jego mózg był w tym momencie przyjemną pustką.
— Trochę ci lepiej? Czy… to coś nadal działa? — spytał Foster i w końcu wstał. Otworzył czystą ręką szufladę biurka i wytarł dłoń. Podał resztę chusteczek dyrektorowi, który chętnie je przyjął i szybko doprowadził się do porządku.
— Nie wiem, na razie czuję się dobrze — odpowiedział z lekką chrypką i zapiął spodnie. Wstał szybko, podszedł do Fostera i niespodziewanie objął go mocno.
Ten zdrętwiał w jego ramionach, zaskoczony tym nagłym gestem.
— Nie ma za co? — spytał, zgadując, że to było jakieś podziękowanie.
Mark uśmiechnął się do siebie lekko i na chwilę przymknął oczy.
— Wybacz. Jak ty się czujesz? — zapytał mało precyzyjnie, ale nie wiedział, czy aby Foster nie był teraz z problemem.
Foster także lekko się uśmiechnął. Był podniecony, ale nie tak, aby było to kłopotem, z którym musiałby sobie radzić.
— Jest okej. Nie masz, co się martwić. Zresztą miło było… cóż, poznać trochę więcej ciebie.
— Myślałeś o tym? — zapytał Mark, równocześnie czując się dziwnie niechętny do odsunięcia się. Wcześniej potwornie się tego bał, ale bycie blisko, dotykanie Fostera, okazało się czymś niezwykle przyjemnym. Więc zamiast się wycofać i na potrzeby łatwiejszej rozmowy chociażby usiąść na fotelu, przesunął dłoń niżej, wsunął ją pod marynarkę przyjaciela i objął go ciaśniej w pasie. — O mnie, w takiej sytuacji?
— Myślałem o tym w trochę bardziej… intymnych okolicznościach niż moje biuro, ale względnie tak. Myślałem o tym. O tobie — dodał na koniec ciszej i odetchnął, samemu też kładąc dłoń na biodrze drugiego mężczyzny.
— Dawno? Jak jeszcze nie wiedziałem, że lubisz facetów? — zapytał Mark z dozą rozbawienia, choć w duchu wciąż się sobie dziwił i analizował, jak to się dzieje, że bycie w męskich ramionach tak mu teraz odpowiada.
— Już dość dawno. Ale ostatnio podsyciłeś te myśli. Zresztą, to, co się wydarzyło przez Nakano, jeszcze bardziej je… — Foster urwał i odsunął się, odzyskując zdrowy rozsądek. — Właśnie, miałem iść do niego i dowiedzieć się, czego tam dosypał.
— Nie, zostań, pójdę tam. Jako dyrektor przynajmniej mogę to zamknąć — odpowiedział Mark, który już tęsknił za bliskością przyjaciela. Sięgnął jednak szybko po marynarkę i zarzucił ją na siebie. — Będzie naprawdę nieciekawie, kiedy po korytarzach będą chodzić sami napaleni chłopcy. Jedyny plus, że to jest męska szkoła.
Foster zaśmiał się.
— Wiesz, niektórym to nie przeszkadza. I tobie też to w niczym nie przeszkodziło — odparł, samemu się poprawiając i już tęskniąc za bliskością. Ale mógł być cierpliwy. Już się tego nauczył.
— Celna uwaga — odpowiedział Mark z lekkim uśmiechem. Po tym dodał „do zobaczenia, Foster” i wyszedł z gabinetu.
Miał już na twarzy swoją typową, formalną minę, gdy kroczył korytarzem w stronę audytorium. Poprawił po drodze krawat, a widząc, jak Sen Nakano podaje ponad stolikiem kolejnemu chłopakowi lemoniadę, zaś jego współlokator wrzuca pieniądze do kubeczka, odetchnął z irytacją.
— Zamykamy zbiórkę — powiedział twardo, gdy tylko dotarł do stoiska. Popatrzył w oczy Azjaty wzrokiem, w którym od razu dało się dostrzec, że wiedział, co się kryło za planem Sena. — Myślę, że już dość dziś zarobiliście na sprzedaży… przekąsek.
I kiedy to mówił, nie umknęło mu, że Azjata zerka w dół na jego krocze. W końcu wiedział, że wypił dwa kubeczki lemoniady.
— Już? Co jest powodem takiej racji bytu? — spytał niewinnie Sen. Chociaż doskonale wiedział, jakie skutki powinny mieć jego „przekąski”. Była to więc istna gra pozorów, bo Mark bynajmniej również nie zamierzał nazywać tego wszystkiego po imieniu na środku korytarza szkolnego.
— Rozmawiasz z dyrektorem, Sen, więc moje słowo powinno być dla ciebie wystarczające.
— Uuu, ale to się naprawdę nieźle sprzedaje — wciął się z żalem w głosie Noel, bardziej martwiąc się, że musiałby wrócić na lekcje, a nie że zbiórka zostałaby przerwana.
— To zapewne zasługa tego, jakimi dobrymi sprzedawcami jesteście. Spokojnie, wezmę was pod uwagę, kiedy będzie kolejna zbiórka charytatywna w weekend — odparł Mark, uznając, że nie jest to kara, więc nikt się nie powinien doczepić.
— Hej, można jedną lemoniadę? — zagadał jakiś uczeń i już wyciągnął rękę z zapłatą, ale Mark położył mu dłoń na przegubie i odsunął go.
— Nie, niestety zbiórka jest już zamknięta. Zbierajcie to, chłopcy — dodał do Sena i Noela, a potem zwrócił się do tego pierwszego: — Zapraszam do swojego gabinetu, Sen, jak tylko skończycie. — Po czym odsunął się i podążył dalej korytarzem.
Zawiedziony, niedoszły klient również poszedł w swoją stronę, a Noel jęknął patrząc po wszystkich tych rzeczach, jakie zostały na stoliku.
— Kurde, ale badziew.
— Nie powinieneś się tym przejmować. Więcej ciasta dla ciebie. — Sen zauważył w tym wszystkim plus i jak zwykle nie wyglądał na zdenerwowanego tą sytuacją. Czuł się pewnie i nie przejął się, że zbiórka została zamknięta. Dość widział i swoje zadanie wypełnił, bawiąc się przy tym pysznie.
— Brownie, brooownie — zaśpiewał Noel i zaczął przekładać ciasto z talerzyków z powrotem na blachę. — Będziemy mieć wyżerkę dziś wieczór, ale nawet nie marz o tym, że będę ci jadł z ręki.
— Wystarczy mi raz, chociaż… mrr, mógłbyś jeszcze napić się lemoniadki. — Sen zaśmiał się, pomagając mu z pakowaniem tego wszystkiego.
Noel zerknął do jednego z wystawionych kubeczków sceptycznie, ale skoro było za darmo, sięgnął po niego i napił się połowę. I skrzywił się.
— Sorry, Sen, ale jest obleśna. Idź do dyra, ja tu ogarnę.
— Nie umiesz po prostu docenić boskiej ambrozji, tak jak inni — odparł Sen, ale jeszcze nie zostawił towarzysza, bo wspiął się i zdjął napis o zbiórce, bo był na tyle wysoki, że nie potrzebował taboretu czy drabiny, jak jego rudy towarzysz.
Ten już zbył jego słowa i skupił się na sprzątaniu po zbiórce. Ale specjalnie się z tym nie spieszył. Nie zależało mu na tym, by wrócić na lekcje, tak jak niektórzy uczniowie właśnie wchodzili do klas, gdy rozbrzmiał dzwonek.
Sen oddał mu szyld i sam ruszył do dyrektora, by z nim porozmawiać, jak ten mu nakazał. Domyślał się powodu. Ten musiał poczuć działanie lemoniady, ale w końcu trudno było to udowodnić tak na sto procent, więc czuł się względnie bezpieczny. Był też świadom, że dyrektor nie może się za bardzo mieszać do projektu, a przecież nie mógł być pewien, że dodatki w lemoniadzie były jego własnym pomysłem. Zapukał więc i wszedł do gabinetu całkiem spokojny. Zobaczył Marka Mossa siedzącego za biurkiem z kubkiem kawy w dłoni i jakąś teczką w drugiej. Miał na twarzy żywsze kolory niż zwykle, ale najwyraźniej musiał już coś zrobić z problemem, bo nie był rozpalony.
— Siadaj. — Mężczyzna zachęcił ucznia, wskazując miejsce naprzeciwko biurka.
Sen uśmiechnął się lekko i usiadł we wskazanym miejscu.
— O czym pan dyrektor chce pomówić?
— O składzie twojego ciasta i twojej lemoniady, Sen. I teraz jesteśmy tu sami, więc proszę cię, bądź ze mną szczery. Nie zamierzam cię zawiesić, ukarać, tylko chcę wiedzieć, czy coś nie zagraża uczniom.
Sen uśmiechnął się w myślach. Wiedział, że tak będzie. Był w tym zbyt dobry.
— Nawet panu, który wypił jako jedyny tak dużo lemoniady, nic nie będzie. Dokładnego składu jednak wyjawić nie mogę, bo moja rodzina by mnie wyklęła, ale proszę się nie martwić. Jeśli ktoś nie pozbył się problemu, jak pan, to efekty same miną za jakieś dwie godziny. Około.
Zobaczył drgnięcie na twarzy Marka, którego zwykłe opanowanie musiał zaburzyć sam temat rozmowy i fakt, że siedział przed nim sprawca jego… erekcyjnego problemu.
— Rozumiem, że to coś… pobudzającego. I działającego tylko i wyłącznie na kwestie libido? Mamy w szkole kilku uczniów chorych na serce, kilku astmatyków i naprawdę nie chcę, żeby coś się stało.
— To bezpieczne. Przekazywane z pokolenia na pokolenie w naszym rodzie. I trochę zasługi amerykańskiej myśli naukowej. Nie powinno się nikomu nic stać — wyjaśnił na swój sposób Sen. — To jak napój miłości. Fizycznej. Ciasto było zwykłe. Było jeść, panie dyrektorze, brownie.
Mark skrzywił się i napił się kawy.
— Nie bądź bezczelny, Sen. Tu nie chodzi o mnie. Mój syn też musiał pić twoją lemoniadę. I mam nadzieję, że to naprawdę tylko… medycyna naturalna. — Westchnął na koniec, pod nosem dodając bezgłośnie „jakaś cholernie mocna”.
— Nie jestem bezczelny, ale to nie był mój wybór. Musiałem tylko zrobić to tak, aby każdy był bezpieczny — skłamał tak gładko, jak gładkie były włosy Noela.
— Dobrze. Czyli nie dojdą do mnie informacje o żadnym zawale czy zatruciu pokarmowym…?
— Jeśli nikt nie jest uczulony na cytryny, trawę cytrynową, mąkę, czekoladę i klasyczny cukier, to na niemalże sto procent nie. Nie obawiałbym się. Mam na uwadze bezpieczeństwo moich kolegów.
— Mam nadzieję… Pozbądź się resztek tej lemoniady. I przede wszystkim, Sen, nie powinieneś tego sprzedawać nauczycielom…
— Byłoby to podejrzane, gdyby nauczyciele nie mogli wspomóc schroniska — odparł od razu Sen i w sumie bardzo trafnie. Temu Moss nie mógł zaprzeczyć, więc niechętnie przytaknął.
— Narobiłeś dużego zamieszania w szkole. Możesz odejść. Po posprzątaniu, wróćcie z Noelem na lekcje.
— Czyli nasze zwolnienie na lekcje tak jak wcześniej już nie obowiązuje?
— Nie. Skoro jesteście wolni, to chyba ma nie powodów, by opuszczać zajęcia — odpowiedział Mark już trochę bardziej sucho.
— Tak jest, gwiezdny dowódco — odparł Sen z uśmiechem i wstał od biurka. — To mogę już iść?
— Tak, możesz. Zafundowałeś kolegom niezapomniany poniedziałek… — Mark westchnął ciężko i wrócił do swojej kawy. Nie wyglądał na tak złego z całego wydarzenia, jak powinien być, ale Sen nie mógł znać powodów takiego stanu rzeczy.
— Do widzenia w takim razie, panie dyrektorze. Miłego poniedziałku. I jak coś, nadal mamy brownie. Jest bez dodatków — dodał, jeszcze raz skinął dyrektorowi i wyszedł.
I wcale nie zdziwił się, kiedy w drodze do Noela męczącego się ze stolikiem i resztkami, mimo braku przerwy, na korytarzach co raz mijał uczniów wychodzących z sal do toalety.

22 thoughts on “Project Dozen – 50 – Lemoniada

  1. Katka pisze:

    Saki, prawda, zanim Mark i Foster by pchnęli swój związek w dalsze fazy rozwoju, że tak się wyrażę, to mogłoby długo potrwac. A tu Sen zafundował dyrciowy nieoczekiwany wzwodzik… i jak tu Markowi z nim nie pomóc? XD Sen i Noel faktycznie do siebie pasują, ale to czasem wystarcza w przyjaźni. Ale kto wie, kto wie. Spokojnie, na pewno kiedyś się wszystkiego dowiecie, ale staramy się tak pisać, żebyście wszystko odkrywali razem z chłopcami. Więc dopiero kiedy oni coś pokminią, to Wy też XD chooociaż oczywiście możecie wysnuwać domysły! My je bardzo często poczytamy :D I pozdrawiamy Cię również gorąco!

  2. saki2709 pisze:

    Sen, wariacie, kocham cię a to XD Rozwaliła mnie ta akcja z lemoniadą. Gdyby nie szalony pomysł mojego kochanego Azjaty, najstarszej parce w opku chyba wieczność by zajęło jakiekolwiek zbliżenie.
    Shipuję mocno Sena i Noela, ale coś czuję, że nic z tego nie będzie. Jak dla mnie bardzo do siebie pasują, plus nie wiem, czy jest ktoś, kto potrafiłby wytrzymać z Senem tyle co ten rudzielec.
    Szczurki uwielbiam, a scena, jak Seba wpadł na swojego ojca z problemem w spodniach mnie rozwaliła.
    Zastanawia mnie, kto podrzuca im te zadania i czy już go poznaliśmy. To musi być ktoś z wewnątrz, ale nie mam pojęcia kto to może być. No bo gdyby był z zewnątrz, to chyba zostałby zauważony… No cóż… kiedyś się dowiemy.
    Mało brakowało, a zadanie Sena trafiłoby w niepowołane ręce. Chłopaki muszą uważać, bo brak koperty równa się niewykonaniu zadania, a to niemal równoznaczne z odpadnięciem z projektu. Sen miał szczęście, że udało mu się spławić Tommy’ego i że w ogóle zdążył przed nim. Inaczej byłby biedny. Tak w ogóle stęskniłam się za Tomaskiem i Woodym. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła nich poczytać.
    To chyba tyle. Czytałam dawno i nie wiem, co jeszcze mogę napisać. Lecę czytać dalej.
    Pozdrawiam i życzę weny

  3. Katka pisze:

    Luana, Sen swatka hehe. Ja nie wiem czemu Mark się go czepiał XD a i dzięki za literówki. Jak wrócę do domu to poprawię :)

  4. Luana pisze:

    Hahahahahahaha. Cudna ta lemoniada. Sen jest genialny. A dzięki temu może w jakiś sposób Mark i Foster zrobili kolejny krok ku bardziej intymnej relacji. Oby. :D A Senowi za pomysł z tym specyfikiem należy się nagroda. :D

    „— Nie, niestety zbiórka jest już zamknięta. Zbierajcie to, chłopcy — dodał do Sena i Neola,” Noela.
    „— Nie. Skoro jesteście wolni, to chyba nie powodów, by opuszczać zajęcia —” zgubiłyście w tym zdaniu „Ma”.

  5. Katka pisze:

    Bebok, noo, nie godzi się, nie godzi, a jednak podniecenie wzięło górę nad rozsądkiem. Jak widać nawet nasi dojrzali panowie nie panują nad sobą, gdy dochodzi co do czego. Foster chyba by żałował do końca swoich dni, gdyby się wtedy opanował i nie zrobił Markowi dobrze XD „Ogólnie to musiał być trudny dzień w szkole haha ;D” – Sen chyba czuje się usatysfakcjonowany chaosem XD

  6. Bebok pisze:

    Haha, Sen jest genialny XD Uwielbiam azjatów <3
    Boże wgl! Seks w szkole?! To się nie godzi! ;P Foster zrobił loda Mossowi… Nie sądziłam że się doczekam tego tak szybko ;D Choć w sumie szkoda że nie wyszło to od nich tak zupełnie naturalnie. Byłoby miło jakby byli nieco pewniejsi tego co jest między nimi.
    Ogólnie to musiał być trudny dzień w szkole haha ;D Ciekawe jak problemu pozbędzie się Sebastian ^^

  7. Katka pisze:

    Liv, granie i czytanie – jak dla mnie bardzo dobry sposób na święta :D Ja też gram, ale w AC Liberation i nie czytam, a poprawiam tekst do 4 tomu FDTS, ale blisko jestem XD Co do NB – spoko, ciśnienia nie ma. Jak Chase Cię demotywuje do czytania, to luz, nie ma się co zmuszać. Może kiedyś pochłoniesz, może nie ;) Noel jest rudy, dobrze zapamiętałaś XD Ma takie śliczne, długie, rude kłaki :) I Tobie też wesołego okresu poświątecznego! :)

  8. Liv pisze:

    I scena z Mossem seniorem i Fosterem była genialna <333, to taka para trochę jak Mav i Nick, niby drugoplanowa, ale strasznie ciekawa. Tylko slodsza ^^

  9. Liv pisze:

    Och, ogarnęłam juz całe święta, teraz spędzam dnie grając w dragon age i czytając ATCL. xd Jest cudownie, tylko właśnie ostatnio nie mam nastroju na komentowanie. Tylko czekam na nowy rok i nie z racji jakichś postanowień czy imprez tylko bo Willek i Jeffek <3
    Ale oki. Jestem na bieżąco ze wszystkim, ale nie wiem czy dam radę dokończyć NB. Chase wystawia moje siły na poważną próbę c;
    Zresztą mi tylko on, wtf Ian?! Ale PD uwielbiam, Sen jest bardziej normalny niż myślałam. Bo myślałam, że on jest chory czy coś, ale on wybiera zachowywanie sie wlasnie tak a nie inaczej. A jego rudy współlokator.. Chyba rudy, niewiem czy dobrze zapamiętałam. To taki mały, seksowny chlopaczek, tylko nudny? Bo takie odniosłam wrażenie :)
    Teraz postaram się pokazywać jakoś częściej, jeśli tylko świąteczny, wiejski Internet będzie współpracować. To wesołego okresu poświątecznego i omg, już zaraz będzie Will *.*

  10. Katka pisze:

    Mati, nieee, nie było szans, żeby to była zwykła zbiórka, kiedy stoi za tym Sen XD No i tak, Foster na pewno jest zadowolony gdzieś tam w duchu. Dobrze, że Mark lubi lemoniadę… XD Wesołych!

  11. Mati pisze:

    Haha, a już myślałem, że to będzie zwykłą zbiórka :D Och, naiwny ja :D Coraz bardziej lubię Sen’a. No geniusz :D Zgotować „piekło” innym :D Ale w sumie, to nawet dobrze zrobił z tym dodatkiem. Foster mógł skosztować Dyrcia :D Aj, aj :D
    Wesołych Świąt :)

  12. Katka pisze:

    Sora, jedyny problem w wypiciu przez Noela lemoniadki jest taki, że on jej nie lubi XD Sen by chyba musiał dożylnie mu to podać albo przez ekhm drugi otwór XD dobra, bo się zapędzam. Ale miło, że ta „parka” tyle pozytywnych emocji wywołuje. Jesteśmy aż w szoku. No a zbióreczka… tak, to się musiało skończyć jakoś dziwacznie, skoro Sen maczał w tym palce XD Raczej nic, czego się dotknie ten Japończyk, się normalnie skończyć nie może. Dzięki wielkie za komentarz :D I oczywiście za życzenia również! :D Tobie też wspaniałych świąt!

  13. Sora pisze:

    To było cudnowne! Pisałem ostatnio, że Noel powinien być z naszym szalonym Japończykiem – para idealna! Wiem, że poboczna, ale i tak bardzo żałuję, że ich tak mało ;-; XD Może jak rudzielec wypije więcej ‚obleśnej’ lemoniadki to będzie jakiś powód by tę dwójkę do siebie zbliżyć. Och, byłbym taki szczęśliwy!
    W tym poście chyba spełniają się życzenia, ponieważ zaczynając czytać ten rozdział pomyślałem, że dawno nie było nic o życiu uczuciowym pana dyrektora. A tu taki smaczek!
    Tak samo jak Sebastian i jego gorący Latynos. Ciekawe czy i on kupił wcześniej lemoniadę? ^^
    Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że coś w tej zbiórce będzie nie tak! Nie z projektu, a z inwencji twórczej chłopaka! W pierwszym momencie sądziłem, że może coś z ciastem, jakiaś maryśka, ale wtedy nie dał by Noelowi. A jak wyszło o podnieceniu już wiedziałem, że to nic z tych rzeczy, pierwszy komentarz Patricka powiedział wszystko XDD
    Z niecierpliwością czekam na kolejne!
    A z okazji świąt życzę dużo weny, pomysłów czasu i czytelników oraz wielu wydanych opowiadań ;)

  14. Katka pisze:

    Asus, Sen ma po prostu bardzo dobre pomysły XD trzeba też pamiętać o jego tęczowej fladze, którą podłożył do szafki Erika – czy gdyby nie to, Eric i Jules by sie zeszli? Powinien oficjalnie zostać swatką! A pan dyrektor ma po prostu lekkie wyrzuty sumienia, ale prawda, wyszedł całkiem zadowolony. Bardzo faaajnie, że się rozdzialik tak podobał :D Tobie też życzymy wesołych Świąt! :D

  15. Asus pisze:

    PHAHAHAHA~~ ahh wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać xD Sen jest geniuszem w czystej postaci i po prostu grzechem by było go nie lubić. Biedne dzieciaczki XD Nakano i Noel + dziwne akcje = moja dozgonna wdzięczność i szczęście… naprawdę, mimo, że to postacie bardziej poboczne to ich kocham i mam nadzieję na więcej z ich udziałem <3

    Nie ma to jak szybkie poradzenie sobie z problemem, niech pan dyrektor się tak tym nie stresuje, w końcu skończył całkiem zadowolony ;) a co do Sebastiana, to myślę, że również da sobie radę…

    Dawno nie miałam takiego wyszczerzu na twarzy jak chwilkę temu. Bardzo dziękuję za rozdział i życzę Wesołych Świąt!

  16. Katka pisze:

    Renka, hie hie hie XD Sen Nakano Cesarz Zła.

    Omega, to nie nasz pomysł, to Sen, my umywamy ręce XD To jego niecny charakter. Ale jak na dobre dla pana dyrektora wyszło, hehe, myślę, że nawet Foster potajemnie mu dziękuje za te afrodyzjaki XD I trochę nas przeraża to ciśnienie na Sena i Noela XD A i może trochę bawi i zadziwia, że często tak jest, że postacie poboczne z założenia nietworzone z jakimiś wielkimi planami zdobywają ostatecznie całkiem sporo zwolenników!

    O., zgadzam się, ze Fosterowi i Markowi by się przydała taka ekhm interakcja niewywołana niczym, by to było czyste, takie po prostu wywołane tym, że tego chcieli. Ale może taki ułatwiony pierwszy krok to dla nich coś dobrego. A Sebcio i Franio… hehe… no cóż, dwaj nastolatkowie z namiocikami w jednym pomieszczeniu… i do tego tacy, którzy na siebie lecą. Inaczej to się skończyć nie może… XD

    Neko-chan, Noel napił się lemoniady, ale nie za dużo. Sebcio wypił całą, a jednak jako tako sobie ze sobą radził. Najgorzej miał Mark, który wypił aż dwie. Biedactwo. Ale wow, super, że tak bardzo Ci się rozdział podobał :D Taki szczególny w sumie jest, bo nie dość, że to już 50 rozdział PD, to jeszcze ostatni rozdział na stronie w tym roku. Ach i trzymam kciuki, byś się wyrobiła z przeczytaniem ATCL :D 3 część tuż tuż!

    MoNoMu, w sumie dotąd faktycznie się zapowiadało na dłuuuugie podchody u Marka i Fostera, bo żaden z nich nie był skłonny, by szybko i sprawnie przejść o krok dalej. Obaj mieli, tak jak mówisz, swoje obawy. Ale jak widać los (czyt. autorki) ułatwił im drogę XD A co Sen dodał do lemoniady… masz rację, że to musiało być coś raczej mało aromatycznego i w ogóle niewyczuwalnego. Ale to Azjata. Oni mają swoje sposoby XD Czasem lepiej nie wiedzieć. Tak jak te kosmetyki, które się robi z kup jakichś gryzoni czy coś… nieważne XD Lepiej czasem nie wnikać, szczególnie, kiedy się coś je XD Dziękujemy za komentarz i Tobie również życzymy wesołych Świąt! :D

  17. MoNoMu pisze:

    A to dopiero niespodzianka świąteczna! Nie spodziewałam się czegoś takiego. Zastanawiałam się, jak to będzie z parą seniorów w tym opowiadaniu. Byłam pewna, że dyro będzie się krygował ze strachu przed nieznanym, a psych będzie krygował ze strachu, że zniechęci ukochanego. Jednak dziewczyny postanowiły im ułatwić i cieszę się z tego, bo to moja ulubiona para.
    No i ciekawe czego Nakano tam dodał… Oglądałam kiedyś program o azjatyckich afrodyzjakach. Najpopularniejszy jest korzeń żeń-szenia, ale ma zbyt mocny smak i nie nadaje się do lemoniady. Były też jakieś czerwone owoce podobne do porzeczki. Nie pamiętam nazwy… Ale żeby nie było! To tylko moja nieposkromiona ciekawość :P Nie żebym potrzebowała…
    Ach, i Sebek zaciskający nogi w klasie i zasłaniający „mały problem” plecakiem był rozbrajający :D
    Oby tak dalej! Pozdrawiam i życzę wesołych Świąt!
    MoNoMu

  18. Neko-chan pisze:

    *Q*
    Kolejny genialny rozdział PD. I znowu Sen i Noel, jak miło~
    Ale się uśmiałam przy tym rozdziale. Myślałam, że padnę ze śmiechu. Chociaż poczytałabym jak Sebastian i Francisco się uporali z tym problemem, to czytanie o dyrektorze i psychologu też było dobre.
    Hm… Noel sie teraz napił lemoniady. Kto wie czy też mu coś (się) stanie. A jeśli tak to byłoby miło ze strony Sena, gdyby pomógł koledze w potrzebie. Chciałabym, żeby była z nich kolejna parka tutaj :D
    Sen, ty spryciarzu, przyznaj się, że zaplanowałeś, by Noel napił się tej lemoniady!
    Ale to musiała być niezapomniana scena i dla Seby i dla Marka – spotkać swojego ojca, kiedy ma się wzwód xD
    Jezu, nawet nie wiem co dalej napisać ;-; po prostu świetny rozdział~ Mogłabym się zachwycać wszystkimi scenami tutaj, wszystkimi postaciami i zajęłoby mi to cały dzień. Więc, póki co, wystarczy tylko: KOCHAM <3
    Pozdrawiam~
    i lecę czytać dalej ATCL, bo pierwszy stycznia coraz bliżej, a chcę sobie wszystko poprzypominać :D

  19. O. pisze:

    Haha ile dobrego Sen narobił i może jeszcze sam skorzysta, gdy Noel będzie mieć problem xD
    Oh, a Foster i Mark może powini zrobić sobie powtórkę, by nie było że ich „pierwszy raz” był wywołany jakimś specyfikiem, nawet naturalnym ;)
    Fraba musiała mieć piękny czas skoro i Sebcio i Franio pili lemoniade *.*

  20. Omega pisze:

    Dziewczyny, ja was kocham <3 Pomysł aby postawić namiociki wszystkim wspierającym schronisko chłopcom był naprawdę cudowny :D (to musiało być dziwne uczucie dla dyrektora spotkać własnego syna ze wzwodem a potem z własnym uporać się w gabinecie psychologa). Jeszcze bardziej cudowne jest to, że Noel też się napił tej cudownej lemoniady i mam nadzieję, że w następnym rozdziale pojawią się skutki (W sumie chcę żeby byli razem szczęśliwi odkąd była wzmianka o tym że Sen ma współlokatora :3 ) zarówno u Noela jak i u Sebastiana, który też musi się uporać ze swoim "małym" problemem :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s