Jesień – 2 – Jedyny i prawdziwy

Duży ogród za rezydencją był w tym momencie całkowicie pusty, nie licząc samotnie siedzącego wampira, który opierał swoje szerokie plecy o drewnianą konstrukcję z winoroślami i patrzył w górę, na jedno z okien. Tam, gdzie znajdował się jego gabinet i w którego oknie właśnie paliła się świeca — jedna z tych, które przynosił mu często Patrick. Jej płomień nie był mocno zauważalny, bo słońce dopiero zaszło i okolicy nie ogarnęły jeszcze absolutne ciemności. Knot jednak płonął i chwilowo uspokajał stęsknione serce Constantina.
Czekał na swojego kochanka, niemal jak każdego wieczoru. Niemal, bo musiał w sprawach politycznych i równocześnie finansowych udać się do Paryża. Wrócił dopiero dzisiejszego dnia, przewieziony w trumnie. Nie widział Patricka ponad trzy tygodnie i przez całą tę rozłąkę poznał, co tak naprawdę do niego czuje.
Czekał pozornie cierpliwie. Na jego twarzy nie odbijał się niepokój czy zdenerwowanie. Cały czas jednak czuł napięcie i nerwowość, pragnąc już ujrzeć człowieka.
Gdy do jego uszu dobiegł dźwięk szybkich kroków, poznał je od razu. Już tyle razy wsłuchiwał się w kroki Patricka, że znał je, nawet kiedy ten podbiegał, aby szybciej być w rezydencji Constantina. Kiedy był już bliżej, zwolnił i tylko oszałamiająco pachniał świecami. Jeszcze kilka chwil i już był na tyle blisko, że wampir go widział, idącego do niego niby spokojnie, jakby wcale się chwilę temu nie spieszył. Niósł ze sobą drewniane pudło, które pachniało słomą i wełną.
Patrick uśmiechnął się, widząc mężczyznę. Nic jednak jeszcze nie mówił, idąc tylko do niego. Constantin też uśmiechnął się kątem ust drapieżnie, choć jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się przy nim w jednej sekundzie. Zamiast tego wciąż stał i czekał. Przynajmniej przez chwilę, bo gdy Patrick już minął ostatni rząd posadzonych przy ścieżce tulipanów, wampir odepchnął się od ścianki, dopadł do niego i pochwycił go od tyłu w talii.
— Patrick… — wyszeptał mrucząco do jego ucha i przycisnął nos do jego szyi.
Chłopak odetchnął z zaskoczeniem, ale zaraz uśmiechnął się całą twarzą. Nie puścił prostokątnej skrzynki z cienkiego drewna. Constantin już je znał. Ten młody człowiek przenosił w nich świece. Nie te zwykłe, proste, którymi palił w świecznikach, a te piękne, grube i zdobione przez niego.
— Uważaj, bo upuszczę twój prezent — odparł karcąco młodzieniec, ale wtulił się w wampira plecami.
— Mmm… Złapałbym — zapewnił go wampir, obejmując ciaśniej i chłonąc jego zapach. — Pokażesz mi ją? Czy najpierw chcesz mnie pocałować?
— Najpierw chcę cię pocałować i usłyszeć, że zasłużyłeś na prezent. — Patrick spróbował obrócić się w ramionach wampira, który wreszcie mu na to pozwolił, chcąc ujrzeć jego twarz z bliska.
Kiedy człowiek stał już przodem do niego, Constantin wplótł palce w jego falowane włosy i pocałował go namiętnie i gorąco, przechylając lekko do tyłu. Tęsknił do smaku jego ust i nadal nie mógł się nimi zaspokoić, nie miał ich dość. A już minęła cała jesień, cała zima i teraz byli bliżej lata niż śnieżnych wieczorów, kiedy obaj grzali się przy płomieniu kominka w posesji Constantina.
— Mm… tęskniłem — wyszeptał Patrick w wargi wampira, czując, jakie są chłodne. Już umiał ocenić po jego temperaturze, kiedy ostatnio jadł. Wyczuł więc, że nie jadł ani dziś, ani wczoraj. Był raczej zimny, lecz równocześnie gorący w swoich czynach.
— I ja zbyt wiele nocy spędziłem bez ciebie. Nie było nikogo, kto trzymałby moją smycz… — odmruczał Constantin, całując go raz po raz. — Wiele istnień straciło życie przez moją tęsknotę.
— Byle nie bezcelowo… — odparł Patrick na wydechu, ulegając w silnych ramionach wampira. Przymknął przy tym oczy. — Chodźmy stąd… Ty tego nie czujesz, ale noc jest chłodna.
Wampir przytaknął i absolutnie bez pytania, a wręcz na przekór temu, co zawsze Patrick mu mówił o traktowaniu jak kobietę, wziął go pod kolana, uniósł i przemknął w tym swoim błyskawicznym tempie do rezydencji. Przez to Patrick nie zdążył nawet policzyć do trzech, a znaleźli się w jednym z saloników w piwnicach, gdzie było szczególnie klimatycznie i bardzo ciepło. Kominki w rezydencji Constantina zawsze żywo się paliły, a ten znajdujący się w tym sporym, ale przytulnym pomieszczeniu, był szczególnie masywny. Otoczony okrągłymi, szarymi kamyczkami, z pięknym, wielkim świecznikiem na marmurowej półeczce.
Constantin postawił Patricka tuż przed długą, ciemnoczerwoną kanapą i odsunął się, by zdjąć swoje wierzchnie odzienie.
— Tu powinno być ci cieplej. W łazience obok przygotowują dla nas kąpiel — powiedział.
Patrick za to jeszcze stał, trzymając w objęciach zapakowaną w skrzynkę świecę. Nie umiał pojąć, czemu Constantin mu to robił i tak go tym straszył, ale rzeczywiście, teraz było cieplej.
— Aż tak mi się nie spieszyło — mruknął i postawił prezent na kanapie, opierając skrzynkę o oparcie. — Opowiesz mi, jak spędziłeś czas w Paryżu? Spotkałeś tam kogoś?
— Widziałem się z ojcem. Odwiedził mnie na kilka dni i zniknął. Może dlatego, że nie miałem dla niego czasu. Polityka była zajmująca — opowiedział skrótowo wampir, odwieszając marynarkę do bardzo wysokiej, starej, ale zadbanej szafy. — Mihai nie lubi, gdy coś jest bardziej zajmujące od niego — dodał niższym tonem. Odczuł to na sobie dość boleśnie, ale wiedział, że Mihaiowi przejdzie. Zwykle przechodziło. Chociaż zawsze istniało ryzyko, że przyjdzie dzień, gdy jego ojciec mu nie wybaczy i odbierze mu życie.
— Chyba już kiedyś mi o nim wspominałeś. I jeśli dobrze pamiętam, nie chcę go poznać? — upewnił się Patrick i zbliżył się do kominka, aby ogrzać dłonie.
— Zdecydowanie nie chcesz. Wolałbym, byście nigdy się nie ujrzeli, choć może kiedyś będzie to konieczne.
Wampir dołączył do niego już w samej białej, jak zwykle przesadnie eleganckiej koszuli i objął go w talii jedną ręką, stając obok. Spojrzał na jego profil i przekonał się po raz kolejny, że nie chce nigdy tracić tego widoku.
— I obawiasz się tego? Że będzie zazdrosny? — spytał człowiek z rozbawieniem, bo mimo tego, co mówił mu ten mężczyzna, jakoś nie umiał sobie w pełni wyobrazić jego ojca. Nadal jawił mu się jako ktoś wyglądem starszy, chociaż wiedział, że tak nie musi być.
— Mihai jest bardzo, bardzo zaborczy. Gdyby zobaczył, że jesteś ważniejszy od niego, mógłby zareagować nieprzewidywalnie. Mogłoby się to skończyć niejedną śmiercią. — Constantin był pewien tego, co mówi. Kochał i szanował Mihaia, ale wiedział, jakie ten ma wady. Niebezpieczne dla otoczenia wady. Na samą myśl, przycisnął Patricka mocniej do siebie. Może nawet zbyt mocno, a chłopak stęknął nisko.
— Już, nigdzie nie mam zamiaru ci uciekać — mruknął i spróbował chociaż trochę poluźnić palce na swoim boku. — Ale… podobało mi się to, co powiedziałeś.
— Co konkretnie? — Constantin znów pochylił się i pocałował go w szyję. Za bardzo tęsknił, by teraz nie móc ulec tej bliskości.
— Że jestem ważniejszy… — odpowiedział Patrick głębokim i gładkim tonem, odchylając głowę na bok, aby wampir mógł go jeszcze pocałować. Tyle czasu już mu udowadniał, że nie pragnął jego krwi, że nie obawiał się w ogóle tak mu odsłaniać. Ufał mu i uwielbiał z nim spędzać czas. Nie mógł doczekać się jego powrotu, aby znowu być tu z nim.
Poczuł miękki pocałunek, do którego dołączył czubek języka. Poczuł też dobrze, jak Constantin sunie nosem po jego skórze, jak chłonie go wszystkimi zmysłami, aż powiedział coś, czego Patrick w tym momencie się nie spodziewał.
— Jesteś najważniejszy, mój gorący młodzieńcze, bo kocham cię jak nic na tym świecie… — wymruczał cicho Constantin, z napięciem. Nie przychodziło mu łatwo mówienie czegoś takiego, bo zwyczajnie… nigdy czegoś takiego nie wyznał, nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Było to niepowtarzalne uczucie, które miało w sobie tyle szczęścia i radości, że nie wiedział, z czym to porównać. Może jedynie z uczuciem, jakie towarzyszyło każdemu ujrzeniu twarzy jego ukochanego, gdy po zachodzie słońca otwierał oczy i widział go w swoim łożu.
Patrick tylko patrzył się na starszego mężczyznę. Może podobnie jak wampir na niego, kiedy spał, ale na pewno nie z takim szokiem. Szok jednak nie trwał w nieskończoność, tak jak długie mogło być życie Constantina, bo potrzebował tylko kilku sekund, aby wykręcić się do niego i objąć go za szyję.
— Kochasz mnie? Naprawdę to powiedziałeś? — spytał z przejęciem i przez to drżącym głosem.
Constantin za to na moment zacisnął zęby, jego szczęka zauważalnie się poruszyła, ale spojrzenie było bardzo szczere, nawet jeśli nieustannie w pewien sposób groźne.
— Uwielbiam cię i kocham cię — powiedział poważnie, kładąc obie dłonie nad pośladkami człowieka i trzymając go zdumiewająco delikatnie.
Patrick zacisnął oczy i zmarszczył przy tym w uroczy sposób nos. Zaraz też przytulił twarz do klatki piersiowej Constantina i jeszcze mocniej go objął.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę — wyszeptał, nadal się w niego wczepiając.
Silne ramiona wampira objęły go, aż Patrick zniknął w jego objęciach jak w klatce. Była to jednak klatka, z której nie chciał wychodzić i która mimo niskiej temperatury nieumarłego dawała mu cudowny rodzaj gorąca.
— Mmm… Myślisz, że już zasłużyłem na to, by zobaczyć świecę? — zapytał Constantin po dłuższej chwili ze śladowym uśmiechem.
Patrick zaśmiał się, jeszcze się nie odsuwając.
— Tak. Ale… — Wziął głęboki oddech i spojrzał na jego twarz. Przesunął dłonie z jego karku na policzki i mocno je ścisnął. Dla odwagi musiał trochę popsuć poważną twarz Constantina. — Też cię kocham.
Starszy mężczyzna ściągnął brwi groźnie w odpowiedzi na ten gest, ale podchwycił Patricka pod pośladki i pochyliwszy się, pocałował go mocno i agresywnie.
— Niepoprawnie niepoprawny… Tak psuć to wyznanie moją idiotyczną miną… Może cię za to zjem… — zaburczał groźnie i skubnął jego wargę.
Patrick zaśmiał się i znowu objął go za szyję. Zmrużył przy tym oczy i spojrzał tak kusząco, że wampir naprawdę zapragnął tego, czym mu zagroził.
— Więc może chcesz mnie zamiast tej świecy? — spytał chłopak, nie chcąc pod żadnym względem puszczać tego mężczyzny.
Ten z kolei uśmiechnął się jeszcze bardzie drapieżnie i ścisnąwszy jego pośladki, podrzucił go, sadzając sobie na biodra.
— Aż się prosisz — warknął i pocałował go mocno.
— Trochę mnie namówiłeś tym, że tak długo cię nie było i tym, co mi powiedziałeś — odparł Patrick i na tę chwilę był za bardzo szczęśliwy, by go zrugać za to noszenie, bo czuł się przez nie słaby.
Do tego teraz Constantin przeszedł z nim, jakby nic nie ważył, aż do leżącego na wypastowanej podłodze, niesamowicie miękkiego dywanu. Miał odcień żółci, pomarańczy i brązów, przez co kojarzył się Constantinowi z Patrickiem, bo poznał go jesienią. Te kolory chyba zawsze będą miały dla niego takie ciepłe znaczenie.
Ułożył człowieka na dywanie i pochylił się nad nim.
— Nie opuszczaj mnie nigdy. Nawet na tak krótko, jak ja cię niedawno opuściłem — powiedział nisko i złożył pocałunek na jego szczęce.
— Jeśli mam z tobą jeździć, to nie widzę przeszkód. — Patrick złapał go za włosy, aby przyciągnąć do kolejnego pocałunku. — I Constantin… nie mówiliśmy o tym od dawna… ale myślę nad czymś.
Ciemne oczy spojrzały na niego pytająco, ale dłonie wampira nie przestały swojej wędrówki po jego szczupłym, ciepłym ciele. Patrick więc podjął, leżąc na plecach i czując większy chłód z góry niż od ziemi:
— Bo mówisz, że byś mnie zjadł… ale czy myślisz, że jesteś w stanie tylko mnie skubnąć?
Ciało nad nim zastygło niczym woda na mrozie. Potem człowiek usłyszał głębokie wciągnięcie powietrza, a następnie Constantin oblizał dziąsła.
— Na moje opanowanie możesz liczyć, jeśli naprawdę chcesz mnie sobą nakarmić — powiedział zmienionym głosem. Trochę takim, jaki miał, gdy był podniecony.
Patrick spojrzał mu sondująco w oczy. Chciał być pewien tego, co robi.
— Chcę, aby twoje usta były trochę cieplejsze… a nie chcę tu teraz nikogo.
— Obawiasz się jednak… bardziej bólu czy mnie? — Constantin przesunął dłonią po jego ramieniu, uniósł jego rękę i pocałował go w przegub.
— Zależy, jaki będzie to ból — odparł szczerze Patrick, patrząc cały czas na wampira i nie czując jako takiego strachu przed nim. — Nie wiem też, jak to na ciebie zadziała. Już tyle czasu się znamy, a tak naprawdę nie widziałem nigdy, jak jesz.
Constantina rozbawiło trochę to stwierdzenie.
— Zapewne tak, jak i ty wyglądasz, kiedy pijesz dobre wino — odpowiedział i pociągnięciem białego, cienkiego sznureczka zwężającego koszulę Patricka w nadgarstku, sprawił, że przed jego oczami pojawiła się skóra i widoczne żyły. — Choć gdybym pił ci z uda, mogłoby to przypominać zgoła coś innego…
Patrick spojrzał na jego twarz, a następnie na swoją dłoń.
— Będziesz… gryzł przegub? — spytał, znowu czując się zwiedziony przesądami i tym, co myślał. Jakoś zwykle wolał traktować Constantina jako człowieka, kochanka, a nie jako wampira. Chociaż czuł to, kiedy byli blisko.
— Mogę nawet spić z twoich warg, z twojego członka, czy z pośladka, ale nie chcę sprawić ci bólu. Wolisz tak? — Constantin puścił jego dłoń, a następnie pochylił się nad nim. Jego włosy opadły a dół, a usta po chwili kilka razy pocałowały delikatną skórę na szyi młodzieńca.
— Spytam prozaicznie. Gdzie powinno mniej boleć? — Patrick nie był masochistą, chociaż już Constantin przekonał się, że czasami umiał nieźle podrapać podczas seksu. Sam też nie miał nic przeciwko jego silnym uchwytom, po których czasami zostawały mu małe siniaki.
— Tam, gdzie będę bliżej — odparł wampir i uznając, że to strach przed nieznanym jest zawsze gorszy niż samo doświadczenie, obnażył zęby, przytrzymał człowieka pomiędzy dywanem a swoim ciałem i szybko, ale delikatnie zagłębił kły w jego szyi.
Patrick od razu jęknął z zaskoczenia. Złapał się szybko ramion Constantina i zmrużył oczy. Myślał, że ten jakoś go ostrzeże, a nie go zwyczajnie ugryzie. Ból był jak mocne skaleczenie, ale nie był niewyobrażalny. Dało się to opanować.
— Mmm… Nn… — stęknął, na razie chłonąc wszystkie uczucia, jakie w nim to wywoływało.
Constantin również go przytulił, żeby dać mu pewność, że jest przy nim i nie skrzywdzi go. Trudno mu jednak było skupić się na tym w stu procentach, bo smak krwi w ustach pochłonął jego myśli. Patrick smakował równie dobrze, jak pachniał. Jego krew była zdrowa, niezbrukana chorobą. Smaczna, soczysta i rozgrzewająca ciało wampira. Spijał ją więc powoli, delektując się i to ssąc, to podlizując ranę. Patrick za to coraz bardziej odpływał, ale i czuł, jak ciało, które obejmuje, robi się odrobinę cieplejsze. Jakby dzielił się swoim ciepłem z Constantinem. I chyba tak właśnie było.
— Mmm… Teraz znasz mnie już chyba z każdej strony — wymruczał cicho, czując się trochę lżejszy w głowie. — I… czuję cię — dodał jeszcze ciszej, bo przez bliskość dotykało go miejsce, gdzie wypita z niego krew spływała. Co więcej, gdy tylko skończył mówić, biodra wampira poruszyły się powoli w przód i w tył, ocierając się o jego udo. Constantin za to zaburczał i spił jeszcze trochę, nim zalizał ranę i nieco się podniósł. Na wyprostowanej ręce mógł spojrzeć z góry na twarz człowieka i oblizać mokre od krwi wargi.
— Jedzenie połączone z pieprzeniem to jedno z lepszych doświadczeń — zachrypiał i pocałował go mocno.
Młodzieniec trochę się zaskoczył, czując posmak swojej krwi na języku, kiedy Constantin pogłębił pocałunek. Miał przy tym w tej chwili na tyle lekką głowę, że nie umiał się wysilić na jakąś sensowną odpowiedź. Zresztą wyglądało na to, że wampir żadnej nie oczekiwał. Najedzenie się nim musiało sprawić, że wstąpiła w niego większa niż zwykle żądza, bo już podczas całowania dobierał się do jego ubrań i Patrick ani się spostrzegł, a jego odzienie zostało z niego dosłownie zerwane. Nie protestował, ale w końcu zaśmiał się i z uśmiechem wsunął dłoń we włosy Constantina na czubku głowy.
— Powiedz mi, czy ci smakowała, czy było tak źle, że chcesz zamazać ten smak, ssąc coś innego.
— Smakowała jak nektar bogów, ale jeśli chcesz, chętnie spiję jeszcze to, co masz w tym cholernie seksownym kutasie — odmruczał Constantin, oblizując się drapieżnie, jakby mówił o polowaniu na groźną bestię, a nie ssaniu penisa.
Patrick przeciągnął jego długie włosy między palcami, chwilę na nie patrząc.
— Nie będę cię powstrzymywał. Jeden posiłek dla twoje przyjemności, drugi dla mojej.
— Mmm… lubię, gdy bywasz władczy.
Wampir przekręcił głowę, pocałował jego przedramię i powoli obsunął się w dół. Wciąż był odziany w białą koszulę i spodnie opinające jego mocne uda i pośladki. Wciąż elegancki i formalny i właśnie klękał do penisa nagiego, leżącego na dywanie młodzieńca. Mógł wyssać mu stąd wszystko, tak jak pragnął zakosztować więcej jego krwi, ale wiedział, że z tym drugim musi walczyć. Kochał tego człowieka. A miłość narzucała zupełnie inne zasady. Nigdy nie sądził, że ich doświadczy i je polubi, ale uwielbiał w Patricku wszystko. Nawet to, że musiał być przy nim grzecznym potworem. Człowiek akceptował go takim. Wziął go z tym, że zabija ludzi, chociaż Constantin już się dowiedział, że nie popierał tego, ale cenił go sobie bardziej niż kogoś z ulicy. Kogoś, kogo nie zna, bo nie chciał tracić nikogo bliskiego. Akceptował też to, że Constantin miał stałych żywicieli, którzy do niego lgnęli. Widział, jak ci się do niego tulą i adorują go. Akceptował go z tym wszystkim i pokochał go na tyle, że podzielił się z nim swoją krwią. I cóż… nie tylko nią. Choć dla Constantina, z tego wszystkiego, co dzisiaj oddał mu Patrick, najlepsza nie była ani sperma, ani krew, tylko jego serce.

***

Do Paryża na stałe przenieśli się po kilku latach spędzonych na południu Francji. Constantina zadziwiała trwałość ich związku. Wręcz nie wierzył, że tak długo wszystko utrzymywało się w stanie uniesienia. Nie byli idealną parą, co to, to nie. Kłócili się często o bzdury, nie raz różnili się gustami i od czasu do czasu krzyczeli na siebie. Ale w tym wszystkim było jednak tyle pasji, żądzy, namiętności, przywiązania i szczerej miłości, że Constantin niejednokrotnie czuł się jak człowiek, nie jak potwór.
Nie mieli rezydencji w samym centrum Paryża. Żadne z nich tego nie chciało. Do dyspozycji mieli jednak prywatnych woźniców i cudowne konie, którymi poruszali się po mieście. Patrick miał swoją pracownię, gdzie wciąż tworzył woskowe wyroby, zaś Constantin zajmował się polityką, by dopisywał im dobrobyt. Wszystko było cudownie proste, a równocześnie wręcz rozkosznie skomplikowane. Jedyne, co było zmorą dla Constantina, był… upływający czas.
— Nie znoszę tego dnia… — mruknął nisko, gdy pochylał się nad siedzącym na kanapie w salonie Patrickiem i dolewał mu wina do kieliszka. Wznosili toast. Toast, który od kilku nocy przez ostatnie dwa tygodnie, pojawiał się w koszmarach wampira. — Ale niech będzie… wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, najdroższy.
Jego kochanek spojrzał na niego z pretensją. Urodziny powinny być dla niego świętem, a od pięciu lat, kiedy dobił dwudziestu pięciu, były koszmarem. Constantin kilka pierwszych lat jakby tylko chłonął to, że w ogóle mogą być razem. Uczył się bycia z człowiekiem, a on bycia z wampirem. Bo niby byli blisko, ale to, że jeden żył nocą, a drugi dniem, skracało znacząco ich wspólny czas.
— Naprawdę? Znowu zaczynasz? — spytał i napił się wina.
— Rok za rokiem, Patrick. Podniecasz mnie, podobasz mi się, ale mówiąc brutalnie, z każdym rokiem umierasz coraz bardziej — odpowiedział ponuro wampir i pochylił się nad oparciem, następnie splatając ręce na klatce piersiowej człowieka. Pocałował go w policzek od tyłu. — Musisz się w końcu zgodzić…
— Mam dopiero trzydzieści lat — jęknął mężczyzna.
Zmienił się, odkąd się poznali, a Constantin ani trochę, ale on sam czuł się z tym całkowicie tak, jak powinien. Do tego po tym, jak poznał Mihaia, ojca Constantina, i zobaczył, jak młodo ten wygląda i jakie przy tym ma puste, błękitne oczy, jeszcze bardziej przekonał się, że chce się starzeć i żyć, a nie trwać. Zresztą, samo spotkanie z tym starym wampirem było jednym z dziwniejszych przeżyć w jego życiu. Constantin denerwował się, chociaż nie mówił tego głośno. Przed spotkaniem mieli nawet długi seks, jakby pożegnalny, a potem… Mihai zwyczajnie wszedł którejś nocy do ich sypialni i wyśmiał swojego syna. Potem żądał seksu i seksu z nim i swoim synem. Constantin był jednak przeciwny i kategorycznie się nie zgodził. Patrick nie widział dotąd walki dwóch wampirów, a ponadto był pewien, że Constantinowi nikt nie może sprostać. Jednak ujrzenie, jak ten nie może ruszyć się ani na milimetr, przyszpilony do ściany przez swojego ojca, przekonało go, że na tym świecie chodzą znacznie groźniejsi nieumarli od jego ukochanego.
— To nie ma znaczenia. Gdybyś obiecał mi, że za dziesięć lat dasz mi się przemienić, nie naciskałbym. Ale czuję, że tego nie chcesz wcale i zabija mnie to. — W głosie wampira dało się usłyszeć zarówno upór, jak i tragiczną rezygnację. Jego oczy, gdy tylko wracał do tego tematu, też nabierały rozpaczliwego wyrazu.
— Z tego, co mi non stop przypominasz, to wydawało mi się, że to ja umieram. — Patrick westchnął i postukał wymownie w swój kieliszek, sugerując, że chce jeszcze więcej wina, bo tamto już wypił. — Nie będziesz musiał ze mną być, jeśli obawiasz się tego, jak będę wyglądał. Zrozumiem.
Constantin warknął pod nosem i złapał go po boku twarzy. Odwrócił ją do siebie, ignorując prośbę o wino. Spojrzał na twarz Patricka i przerażało go, że ta twarz dojrzewała. Co prawda nawet taka podobała mu się bardziej niż młodzieńca, bo miała ostrzejsze rysy, bardziej męskie i wyraziste, jednak martwiło go to, z czym to się wiązało.
— Będę z tobą, nawet gdy nie będziesz mógł wstać z łóżka — syknął nisko, marszcząc swój orli nos. — Ale skazujesz mnie na samotność. Z pieprzoną premedytacją chcesz mnie zostawić.
Patrick ściągnął brwi, ale nie wyrwał się. Miał lepsze sposoby na Constantina. Siła była bez sensu. To było niczym jego walka z Mihaiem. Nie było co używać siły, Mihaia bawiły w końcu próby stawiania się, tak samo jak pewnie próby Patricka bawiły Constantina.
— Nie chcę cię zostawiać. Ale to nie ja wybrałem życie wieczne. Twój ojciec zawsze może oszczędzić ci tej samotności — burknął, czekając, aż zostanie puszczony, tak jak Constantin tamtej nocy tylko czekał, aż Mihai puści go i weźmie go sobie siłą albo roześmieje się. Na szczęście dla nich, skończyło się na tym drugim. Wyśmianiem od naiwnych dzieci.
— Mój ojciec nie jest tobą! — warknął wampir i rzeczywiście go puścił, aby w wampirzym tempie znaleźć się przy uchylonych drzwiach balkonowych. Stanął przy sięgającej podłogi, bordowej zasłonie i popatrzył w stronę czarnego nieba. Było dziś potwornie ciemno, a chmury zakrywały gwiazdy i niebo. — Mógłbym zrobić to siłą… — powiedział cicho, złowrogim szeptem, choć wiedział, że nigdy się na to nie zdecyduje. Wiedział, że Patrick znienawidziłby go za to, a on obiecał sobie nie zrobić nic wbrew jego woli.
— I skazać się na samotność. — Patrick usłyszał, co ten powiedział, więc odparł chłodno.
Odstawił kieliszek, wstał i podszedł powoli do Constantina. W ciągu lat nabrał trochę mięśni, nie był już tak szczupły, jak kiedyś, ale wciąż miał wygodną do obejmowania talię. Był wysoki, a jego włosy nadal kręciły się, chociaż pojawiały się w nich już pierwsze siwe włoski. Nadal pojedyncze, ale dla Constantina każdy z nich był jak mała igła wbijana w jego martwe serce.
— Dla mnie to, co mamy, jest jak mgnienie oka. Więc i tak będę przez wieczność samotny — odpowiedział sucho Constantin, jednak wystarczyło, by skierował twarz w stronę oblicza swojego ukochanego i nie powstrzymał się przed objęciem go i schowaniem twarzy w jego szyi. — Patrick… Pozwól mi…
Patrick objął jego szerokie ramiona i pocałował jego kasztanowe włosy. Może był niesprawiedliwy, ale chciał żyć, a nie być. Było to dla niego tak samo ważne, jak bycie z Constantinem. Przez to sam czuł się ze sobą źle, a każde swoje urodziny nienawidził coraz bardziej.
— Constantin… ja też cię proszę, pozwól mi żyć — jęknął. — Nie chcę być tą świecą, którą tylko trzymasz. Nie chcę się kurzyć, nie chcę być pusty. A sam nie znajdę momentu, aby to zakończyć. Chcę, aby życie za mnie zdecydowało.
— Ja żyję wiecznie, a nie jestem pusty. Rozpaliłeś mnie, ożywiłeś, a boisz się, że sam będziesz pusty. Nie wierzysz, bym mógł utrzymać w tobie płomień?
— Constantin, nic nie jest wieczne — upierał się Patrick, bo wierzył w to, co mówił. — Jaki byłeś, nim mnie poznałeś? Jak twój czas płynął?
— Chcesz poprzeć swoją teorię moimi słowami, a na to ci nie pozwolę. Za bardzo mnie boli, że umierasz. — Wampir uniósł głowę i pocałował go krótko, ale bardzo gorąco. Równo gorąco, jak gorące w porównaniu do niego było ciało człowieka. Uwielbiał je, ale równocześnie nienawidził. Powinien być chłodny jak on i żyć wiecznie.
— Nie umieram jeszcze — jęknął w końcu Patrick. Irytowała go ta rozmowa. Rok w rok taka sama. Jakby miał już za chwilę umrzeć, a czuł się dobrze, zdrowo i w pełni sił. Może zmieni zdanie za kilkanaście lat, ale wtedy, gdy już wszystko będzie go boleć i będzie stary, będzie wiedział, że nie chce tak spędzić wieczności. Był przygotowany do swojej decyzji. Rokrocznie o niej myślał. Nie było to coś, czego nie był pewien. — Zresztą, non stop powtarzasz, jak kochasz moje ciepłe ciało i krew. I co? Skończyłoby się to!
— I tak się skończy! — warknął Constantin i odsunął się. Wplótł palce obu dłoni we włosy i wciągnął powietrze do płuc. Zapach Patricka, jaki go napełnił, niespodziewanie przyniósł mu smutek. Wiedział, że to się kiedyś skończy i prowadziło go to do rozpaczy. Nagle jednak zastygł i spuścił z tonu. — Wybacz mi.
Człowiek odwrócił się do wampira jeszcze był nabuzowany. Krew szybko płynęła w jego żyłach, a serce z zacięciem ją pompowało.
— Bo co roku mówisz mi, że umieram! Wiesz, jak się czuję? Jakbym faktycznie już umierał, jakby nic na mnie nie czekało! I jakbyś tęsknił za mną sprzed lat, a brzydził się tego, jak będę wyglądał za kilka następnych.
— A ja za każdym razem ci powtarzam, że obrzydzenie nie ma z tym nic wspólnego! Kocham cię obecnego, przeszłego i przyszłego, tylko zrozum, że mam przed sobą wieki bez ciebie i umieram na samą myśl, że będę spędzać wieczory bez osoby, która jest mi potrzebna, by istnieć!
Patrick tym razem nie odpowiedział od razu. Chwilę patrzył z przejęciem na Constantina. Tak bardzo go kochał, ale czuł też, że nie może ulec.
— A ty? Jakbyś mógł znowu być człowiekiem?
— Nie mogę. Jestem skazany na takie jestestwo i jest to już moja natura.
— Więc moją naturą jest umrzeć — podsumował gorzko i sam poszedł sobie dolać wina. Mógł chociaż się upić.
Constantin skrzywił się boleśnie. Nie chciał tego słuchać, choć wiedział, że sam rozpoczął tę rozmowę. Jedno spojrzenie na kominek upewnił go, że za kilka dekad to właśnie to pozostanie jego pamiątką po Patricku — ogień.
Gdy mężczyzna już sięgał ręką do karafki, ubiegł go przed tym, znajdując się przy nim błyskawicznie. Sam sięgnął po kryształ i przechylił, a ciemny płyn napełnił kieliszek człowieka.
— A więc za twoje zdrowie. Byś jak najdłużej był u mego boku — szepnął i złożył delikatny pocałunek na jego policzku, a ten po chwili w końcu lekko się uniósł, tak jak kącik ust człowieka.
— I tak za rok, maksymalnie, do tego wrócisz. A mógłbyś ze mnie korzystać, ile tylko możesz, ile tylko ja mogę, aż do utraty tchu — odparł i odstawił pełny kieliszek, aby pchnąć Constantina wprost na kanapę. Nie był od niego silniejszy, ale kiedy ten mu pozwalał, mógł zachowywać się, jak chciał, a nie jak ten słabszy, marny, śmiertelny człowiek.
Teraz rzeczywiście wampir opadł lekko na kanapę i popatrzył na niego w górę. Położył mu dłoń z boku na udzie. Nie powiedział jednak nic. Chłonął widok, który miał przed sobą. Patrick był piękny. Dojrzały, ale nadal mający ten cudowny, żywy i młodzieńczy błysk w oku. Był do tego taki gorący, w przenośni i dosłownie, kiedy siadał mu okrakiem na udach i chwytał jego twarz dłońmi, aby mocno pocałować.
— Popraw mi w końcu trochę humor — wyszeptał w jego wargi.
Od razu poczuł, że duże i silne dłonie wampira przesuwają się na jego talię. Wsunęły się pod materiał koszuli Patricka, pogłaskały jego plecy, aż zsunęły się niżej, na pośladki. Ścisnęły je, aż unosząc mężczyznę, a sam Constantin pocałował kochanka namiętnie i polizał jego wargi.
— Czego tylko pragniesz…
— Właśnie tak mi mów, kochany — odparł Patrick i nie puszczając wampira, znowu mocno go pocałował.
Kochał Constantina, ale chciał przy tym żyć swoim życiem. Chciał być świecą, która płonie i daje blask i ciepło piękniejsze, niż kiedy tylko stoi na kominku przez wieczność.

***

Nie rozumiał, dlaczego jesień. Dlaczego musiał opuścić go właśnie na jesień. Gdy złote liście były takie piękne i tak niesamowicie pachniały po deszczu. Gdy niebo zasnuwały chmury, gdy wieczory spędzane wspólnie przy kominku miały ten niepowtarzalny klimat. Zostawił go akurat przy ostatnim drgnięciu dopalającej się świecy…
Szedł przed siebie, podświadomie wiedząc, dokąd zmierza. Zwykle nie potrafił stwierdzić, gdzie jest Mihai, co się z nim dzieje i kiedy znów się pojawi. Teraz z jakiegoś powodu wiedział, gdzie ma dotrzeć, więc szedł przez jakąś przeklętą, zapomnianą przez Boga wioskę we Włoszech, aby w końcu ujrzeć chatę. To w niej czuł swojego ojca i do niej dążył. Odziany tak, jak wyszedł ze swojego domu, opuszczony przez najważniejszą osobę w swoim całym istnieniu.
Mihai musiał na niego czekać, bo kiedy Francuz był już pod drzwiami, otworzył mu drzwi i wpuścił do środka. Młodzieniec o jasnych jak żyto włosach, o oczach jak błękitne niebo i… pustych, jak zawsze mówił Patrick. Jakich nie chciał mieć, ale teraz naprawdę jego ludzkie oczy były już puste, kompletnie bez życia, nawet takiego, które w swoim nieżyciu miał w sobie ojciec Constantina.
— Nie żyje? — spytał Mihai, kiedy już zamknął drzwi.
Constantin najpierw rozejrzał się po wnętrzu niedużej chatki. Była absolutnie pozbawiona wygód, choć paliły się tu świece i było ciepło. Czuł zapach ziemi, słomy i starych materiałów.
Odwrócił się do ojca i otworzył usta, aby odpowiedzieć. Nie potrafił. Uklęknął więc przed nim ciężko, położył mu dłoń w talii i przytknąwszy twarz do jego podbrzusza, zadrżał od powstrzymanego płaczu.
Mihai przewrócił oczami, ale poczekał. Nic nie powiedział, ani nie wyśmiał swojego syna. Sam nigdy nie czuł tego co on, ale w tej chwili nie osądzał, nie wytykał mu, jak głupie i naiwne to było. Byli połączeni krwią. Czuł jego smutek, bardziej niż ten był tego świadom. Z kolei Constantin, nawet jeśli wiedział, że nie doszuka się współczucia u swojego ojca, odczuwał namiastkę ulgi, będąc teraz przy nim. Kochał Mihaia zupełnie inaczej niż kochał Patricka, jednak w tym momencie, jako jego ojciec, był dla niego ukojeniem. Nie musiał nawet nic mówić, a jedynie być i pozwalać się poczuć, tak jak teraz, gdy starszy wampir pochylał się nad nim, a Constantin mógł chłonąć jego zapach i znajomy chłód. W końcu nawet poczuł, jak Mihai przesuwa dłonią po jego włosach, a następnie przysuwa ją do jego ust. Wszystko to bez słowa, ale Mihai tylko tyle mógł zrobić. Dać mu jakieś ukojenie w swojej krwi, kiedy wiedział, że słowami nie ułagodzi tej rany, która pojawiła się w sercu Constantina.
Francuz przymknął oczy i najpierw ujął jego dłoń, pocałował jej wierzch, a potem zagłębił kły w miękkim, chłodnym ciele. Poczuł ten narkotyczny smak krwi, nieporównywalny do żadnego innego. Dało mu to w ułamku sekundy wrażenie podobne odurzeniu narkotykowemu. Tak. Tego było mu trzeba. Zapomnieć choć na jedną noc. Bo wiedział, że pamiętać będzie całą wieczność.
Mihai długo pozwalał mu z siebie pić, aż w końcu zabrał dłoń i sam ją zalizał. Podciągnął zaraz po tym Constantina za ramię.
— Wstań, bo mdli mnie już od twojego smutku — mruknął, bo tak faktycznie było. Jako ktoś, kto nie przeżywał go, a tylko go czuł, jako coś obcego z zewnątrz, ten smutek wywoływał u niego mdłości.
Constantin uniósł się. Jego powieki były lekko spuszczone, na twarzy odbijała się pustka, a wargi były czerwone od krwi.
— Merci — powiedział głęboko i zaczął rozbierać się do naga. Był brudny od błota i deszczu.
Mihai spojrzał na niego z politowaniem, ale i trochę irytacją. Zachowywał się jednak jak na siebie bardzo spokojnie i cierpliwie.
— Było go przemienić na siłę — mruknął, idąc do ogniska, aby zagrzać nad nim wodę w garnku.
— Nie mogłem. Nigdy nie mogłem go skrzywdzić. A on tak na to patrzył — odparł Constantin, czując ukłucie bólu za każdym razem, gdy mówił o Patricku. Równocześnie jednak był przytłumiony krwią ojca, więc nie pękł po raz kolejny. Jedynie pozbył się swojego odzienia i przeszedł nago, w całej swojej postawnej okazałości, aż do prowizorycznego posłania w rogu niedużej izby.
Mihai prychnął, okazując, jak niedorzeczne w jego mniemaniu było to, co mówił jego syn.
— Po stu latach by mu przeszło — skomentował, czekając aż woda się zagrzeje, aby Constantin mógł się umyć i znowu się nie wychłodził, skoro już napoił się jego krwią.
Na razie usiadł na skraju posłania z szeroko rozstawionymi nogami i patrzył na postać swojego ojca. Widok jego, żyjącego na własny rachunek, a nie u któregoś z dzieci, był bardzo osobliwy.
— Nie mówmy o nim — poprosił.
— A nie przyszedłeś tu z jego powodu? Jak mam więc o nim nie mówić? Nie bądź śmieszny. — Mihai założył ręce na klatce piersiowej. — Broniłeś go kosztem nawet swojego życia. Byłeś w stanie nawet próbować mnie zagryźć, jakbym go nie oszczędził. A nie można tak było? Nie mogłeś dać mi tylko pretekstu, abym go przemienił? Dla swojej chorej rozrywki. Nikt by tego nie podważył. Wszyscy uważacie, że jestem szalony.
— Wiedziałby, że ci pozwoliłem. Patrick znał mnie lepiej, niż mógłbyś podejrzewać. Rozumiał mnie i czuł inaczej niż ty, a jednak doskonale. — Młodszy wampir na moment spuścił głowę, a jego długie włosy połaskotały go w nagie uda i kolana. — A ty mnie jeszcze karzesz jak głupie dziecko tymi słowami.
— Bo miłość to głupota. Dlatego cię karzę, bo sam sobie robiłeś krzywdę. Tyle lat! — prychnął z pogardą Mihai i w końcu przelał wrzącą wodę do większej miski. Tam też dolał odrobinę zimnej, więc kąpiel była bardzo prowizoryczna, ale woda ciepła. — Myj się. Nie będę z tobą spał, kiedy pachniesz jak nie ty.
Jego syn bez słowa sprzeciwu spełnił ten rozkaz. Uniósł się, podszedł do misy i kucnąwszy nad nią, zaczął się przemywać. Dokładnie, choć bez ociągania.
— Dałem mu szczęśliwe życie — mruknął nisko.
To go pocieszało, to pomagało mu znieść ból, który poczuł w momencie ostatniego oddechu Patricka. Gdyby wiedział, że tak będzie boleć, nigdy by tego nie rozpoczął. Pamiętał jednak wiele dobrych chwil, a świadomość, że Patrick umarł szczęśliwy, pomagała mu przetrwać. Bo taki człowiek się wydawał i nawet kiedy czuł ból, uśmiechał się do niego i… podziękował mu. Constantin wciąż słyszał jego głos, kiedy to mówił. Kiedy trzymał jego dłoń i patrzył mu w oczy z lekkim uśmiechem.
Ostatnie lata były trudne. Patrick chciał odejść, oszczędzić mu tego, ale w końcu uległ i został z nim do samego końca. Constantin widział, jak czuje się przy nim skrępowany, że wampir musi się z nim męczyć, ale jednocześnie czuł i słyszał, jak serce Patricka bije szybciej, kiedy pokazywał, że nie obchodzi go to, jak jest stary. Bo Patrick dożył z nim swoich złotych lat. I przeżył go. Czyli spełnił to, czego Constantin tak bardzo się obawiał.
— Nigdy tego nie zrozumiem — mruknął Mihai, sam w końcu zajmując posłanie w rogu izby. Wszystkie okna były szczelnie zabite, a szpary zatkane słomą. Constantin jednak wiedział, że jego ojciec tu nie śpi, bo pod posłaniem była jeszcze klapa do zapewne maleńkiej piwnicy.
Dołączył do niego po umyciu się i wytarciu w jedną z leżących w koszu przy kominku czystych szmat. Zostawił tylko kilka mokrych śladów po stopach na drewnianej podłodze.
— Nie potrzebuję, byś to rozumiał. Proszę tylko, byś był ze mną tej nocy.
— Taka jest chyba moja ojcowska powinność. — Mihai uśmiechnął się krzywo. — Mam nadzieje, że nie planujesz się znowu zakochać? — dodał, nie ruszając się z miejsca. Do świtu było jeszcze kilka godzin, nie musieli schodzić na dół, pod ziemię.
Francuz usiadł obok niego i oparł się plecami o drewnianą ścianę chatki. Zapatrzył się na spokojny płomień w kominku. Czuł się teraz jak wypalone, małe kawałki drewna na samym dnie tego małego ogniska. Wypalone, niemogące znów wzniecić ognia. Martwe.
— Nigdy. To był ten prawdziwy raz… I jedyny mężczyzna, do którego wciąż należy moje serce.

KONIEC

21 thoughts on “Jesień – 2 – Jedyny i prawdziwy

  1. Katka pisze:

    Tess, o jak miło po długim czasie zobaczyć od Ciebie komentarz! :D Bardzo, bardzo fajnie. Cieszę się, że czytasz. No i dorwałaś się do „Jesieni”… To niewątpliwie ciężka opowieść. Chyba na tak małą ilość stron wzbudza jednak dużo emocji. Constantin rzeczywiście był tu inaczej pokazany. Tej strony nie znamy w NM, bo w NM już nie ma Patricka, a Constantin jest dość pusty. „Wielki sacun za to, że chociaż wiedział, iż będzie cierpiał to uszanował decyzję swojego partnera…” – taaak, to chyba taki ostateczny dowód na to, że to była prawdziwa miłość. Taka nieegoistyczna. Najważniejsze dla niego było szczęście Patricka, więc wiedział, że po prostu musi mu pozwolić odejść. Ech, aż sama posmutniałam.
    Dziękujemy bardzo za komentarz :) Miło było go przeczytać. Pozdrawiamy cieplutko :)

  2. Tess pisze:

    Biedny Constantin…
    Od początku było wiadomo do czego to wszystko zmierza, ale i tak koniec okazał się bardziej wzruszający niż mogłabym przypuszczać.
    Patrick mega pozytywny, Con bardzo się przy nim zmienił i można powiedzieć, że ukazał w pewien sposób swoją „ludzką” naturę.
    Nie wiem czy na jego miejscu byłabym na tyle konsekwentna by dotrzymać słowa swojemu ukochanemu i nie zmienić go w wampira. Wielki sacun za to, że chociaż wiedział, iż będzie cierpiał to uszanował decyzję swojego partnera… To tylko pokazuje jak bardzo go kochał.
    Cóż więcej mogę powiedzieć, historia bardzo fajna i na pewno ukazująca nowe strony Constantina, których nie można było uświadczyć w „Nightly Masquerade”. Myślę, że jeśli teraz zaczęłabym czytać to opowiadanie od nowa na pewno patrzyłabym na tego wampira inaczej ;)

    Dzięki wielkie za tę historię!

  3. Katka pisze:

    Ibbera, tak, dość… poetyckie wyszło nam to opowiadanie, to trzeba przyznać. Niemniej, bardzo się cieszę, że taki właśnie klimat Ci się spodobał. Emocje biorą tu górę, a Constantin bardzo głęboko wszystko przeżywał. Cieszy nas mega, że Ci się spodobało :)

  4. ibbera pisze:

    Czemu ja dopiero teraz to przeczytałam. Piękne, wzruszające opowiadanie, pięknie opisane emocje, trochę takie nie całkiem w waszym dość mało romantycznym stylu. Świetnie napisane.

  5. Katka pisze:

    Drama, o, poczytałaś Jesień :) Tak, zgadzam się, że jest jakaś magia w smutnych zakończeniach. To w sumie czasem tak jak z filmami-dramatami. Sama strasznie ich unikam, ale jak już obejrzę jakiś dobry, to się okazuje, że ląduje w czołówce najwyżej ocenianych przeze mnie filmów, wśród których większość to właśnie dramaty. No takie smutne końce jakoś szczególnie poruszają, choć trudno się je pisze. Bardzo nas cieszy, że Jesień Ci się spodobała i że faktycznie wzruszyła ;) Dzięki ;)

  6. Drama pisze:

    To było piękne. Tak zwyczajnie, po prostu. Krótkie, treściwe, ale mające w sobie jakąś magię. Uwielbiam opowiadania/książki przy których mogę płakać, bo wbrew wszystkiemu – naprawdę lubię. Lubię to, jak budzą się we mnie emocje, jak wczuwam się w postać. I sądzę, że właśnie takie zakończenia są najpiękniejsze. Zostawiające po sobie ślad w postaci smutku, łez i przy tym zapadające w pamięć na długo.
    Dziękuję wam za to i oby więcej takich tworów.

    Tym samym zastanawiam się, czy nie przeczytać raz jeszcze NM.

  7. Katka pisze:

    Kasia, to miło nam, że scena wzruszyła. W końcu tak miało być, jest to jakby nie patrzeć historia raczej tragicznej miłości. My tez się rozkleiłyśmy, kiedy pisałyśmy tę scenę. To chyba zakrawa o masochizm, gdy się pisze, płacze i pisze dalej XD

    SilencedUnknown, awww to sumie słodkie, że tak bardzo poruszyło że miałaś spuchnięte oczy XD Ale tak jak pisałam Kasi, same też miałyśmy problem z pohamowaniem łez, więc no całkowicie Was rozumiemy. Jakby tu było za dużo krwi, to by chyba własnie ten specyficzny, romantyczny nastrój prysł, tak mi się wydaje. Musi to jednak być stonowane, bardziej emocjonalne niż chociażby straszne. Ale te Twoje teorie w ogóle właściwe są. Wiesz no, jakby nie patrzeć, Constantin i Patrick w obu tych opcjach nie mogą być ze sobą na wieczność, więc uśmiercanie ich obu faktycznie niewiele by dało… Ale to co do ulotności uczuć to wole tego nawet nie rozważać XD Bo nie lubię baaaaardzo nie lubię przemijania i wolę o tym nie myśleć. Jakoś tak smutno się robi XD „Tym bardziej, że mam wrażenie, że jest to jedyna autentyczna „historia miłosna” w waszym świecie wampirów.” – tu się nie a co kłócić. Zdecydowanie jest to taka stricte miłosna historia, bo w NM jako takim wiele uczuć takich romantycznych nie było. Dzięki wielkie za taki duży komentarz! Naprawdę super poczytać takie wywody i jak widać właśnie kwestia wampirów daje tutaj do dyskusji duże pole manewru :D A w ACTL czy będą łzy? Nie wiem, nie wiem XD Się okaże!

  8. SilencedUnknown pisze:

    No i ryczałam… ^^
    Jesteście winne moim podpuchniętym oczom utrzymującym się przez pół wczorajszego dnia. :P
    I tak jak napisałyście w odpowiedzi na mój komentarz pod poprzednią częścią Jesieni, nie ma tu tej „krwistości”, co wyjątkowo mi się podoba. Jest utrzymany klimat romantyzmu, spokoju i pewnej intymności. Nastrój idealnie pasuje do tej opowieści ;)
    damiannluntekurbus napisał, że mogliby przebić serce Constantina kołkiem żeby mógł być z Patrickiem na zawsze, ale… cóż, są dwie opcje. Jedna „nagięta chrześcijańska” – gdyby wampiry istniały(Kościół by przyjmował ich istnienie), zapewne trafiłyby prosto do piekła, a Patrick, mógłby być potraktowany ulgowo gdyż „jego niczemu winna duszyczka została omotana przez demona prosto z piekieł” zatem w najgorszym wypadku trafiłby do czyśćca. – Niestety nie ma tu mowy o „ich wiecznym, wspólnym i szczęśliwym życiu”.
    Druga opcja bardziej „biologicznie racjonalna” – Patricka zeżrą robaki, a Constantin rozsypie się w pył, czy co oni tam robią po śmierci. Wizja również mało optymistyczna.. :p
    Wybaczcie… ale sama mam bekę z tego co właśnie napisałam :P
    A tak poza tymi niepoważnymi wywodami, naprawdę jest to smutna historia. Tym bardziej, że mam wrażenie, że jest to jedyna autentyczna „historia miłosna” w waszym świecie wampirów. (Wybaczcie ale Mihai i Layne… no po prostu wszyscy wiedzą jak niestandardowa jest ich relacja :P ).
    Nie mam pojęcia jak bym postąpiła na miejscu Patricka. Wiem jednak, że zdecydowanie zgadzam się z jego poglądami. Każde uczucie koniec końcem słabnie, ludzie/wampiry się zmieniają, czasy się zmieniają, potrzeby również. Także wiem, że po, w najlepszym wypadku, setkach lat ich miłość miałaby już całkiem inny odcień, a może by jej nie było? Wiem również, że mimo iż Patrick by się zgodził, do końca wieczności, w głębi duszy miałby żal do siebie czy Constantina, że jednak nie mógł skończyć tak, jak powinien. Że minął się ze swoim prawdziwym przeznaczeniem, skazując się na pewnego rodzaju „błądzenie”. Bo przecież o ile mniej ekscytujące życie by było, bez wiedzy, że mamy jednak jakiś limit czasu przeznaczony na bycie na tej Ziemi? Świat byłby dla nas całkiem inny, ba, my bylibyśmy całkiem inni, gdybyśmy wiedzieli, że za 50, 100, 1000 czy nawet 1000000 lat dalej byśmy istnieli i mieli możliwość robienia tego co robimy dzisiaj.
    Ale kończąc, piękna i poruszająca historia. :)
    Pozdrawiam! ;)

    PS
    Mam jednak szczerą nadzieję, że w zbliżającym się ATCL oszczędzicie nam tych słonych łez :P

  9. Kasia pisze:

    Tak podejrzewałam że to się kiepsko skończy. Rozumiem doskonale decyzję Patricka ale i tak mi przykro. Normalnie miałam łzy w oczach kiedy czytałam tą ostatnią scenę. Cieszę się jedynie że Michai nie zachował się jak dupek i przynajmniej wykazał chęć jakiegoś pocieszenia. Ech normalnie ide przeczytać coś weselszego bo mam okropną gulę w gardle. Potraficie wzbudzić we mnie emocje dziewczyny :) pozdrawiam

  10. Katka pisze:

    Damiann, czyli rozumiem, że nie czytałeś NM XD To wiele wyjaśnia. Mihai jest przybranym, wampirzym ojcem Constantina i uprawiaj kazirodczy seks, a co więcej! Skoro to wampiry, uprawiają nawet nekrofilię! Brrr.

    Liv, och och nic tak nie cieszy, jak usatysfakcjonowanie osóbki, dla której tekst został napisany ;) Bardzo dziękujemy za jeszcze kilka słów odnośnie nagrody. Ja się zgadzam, ze Constantin potrafi być naprawdę romantyczny. I to w takim fajnym wydaniu. MEGA rozkosznie z tą świecą! Twój świecowy Patrick będzie żył wiecznie! Och aż mi się smutno znowu zrobiło na myśl o tym opowiadaniu XD Ale serio słodko z ta świecą i oczywiście, że pamiętamy! I fajnie w sumie, że podobała Ci się scena z Mihasiem bo się aż zastanawiałam, czy będziesz z niej zadowolona bo zamawiałaś Patricka i mogłaś uznać to za zbędne. Ale fajnie, że wyszło dobrze :D „I wiecie, że pierwszy raz w życiu normalnie coś wygrałam? :)” – haha uroczo XD To teraz następny krok to szóstka w lotto!

  11. Liv pisze:

    Aha, i uwielbiam też tę scenę z Mihaiem. Niby smutna, ale świetna. To „Nie żyje?” tak mi się podoba, tak jakby Mihai nawet nie podejrzewał, że cokolwiek innego mogło wywołać w Constantinie taką reakcję. Jakby po prostu wiedział, że z niczym innym nie przyszedłby do niego po… hmm.. pocieszenie ;)
    I wiecie, że pierwszy raz w życiu normalnie coś wygrałam? :) Nie losowo, tylko za coś to zrobiłam i cieszę się niezmiernie, że napisałyście tak cudne coś :D

  12. Liv pisze:

    Aż jeszcze raz napiszę, że uwielbiam takiego Constantina. To jedyny bohater, który potrafi być baaardzo romantyczny i nie przesłodzony jednocześnie, taki właśnie „dostojny” i seksi. ^^. Zresztą już wspomniałam, że jego wyznania są chyba najfajniejszą częścią bonusu :)
    A tak w ogóle to mam małą ciekawostkę. Moja patrickowa świeczka, o ile ją pamiętacie, przestała się palić, knot jest za krótki. Także stoi sobie nadpalona w jakiś 2/3 i nigdy się nie zużyje <3

  13. Katka pisze:

    Damiann, NIE, zdecydowanie Constantin nie posługuje się wysublimowanym słownictwem, jeśli chodzi o seks XD Layne tak, Constantin jest temu daleki. Czytałeś może NM? Tam widać, jak potrafi być zbereźny ;) To jednak jest sprośny facet ;) A Patrick… no właśnie z nim to jest dość spornie, bo wg niektórych może być tak, że postąpił bardzo dobrze, bo myślał o sobie – w końcu jego decyzja. Może gdyby dał się przemienić, byłby nieszczęśliwy z kolei on całe życie? No ale z drugiej to Constantin cierpi… Tutaj nie ma chyba dobrego wyjścia. Ale super, że Ci się spodobali :D

    Syśla Levi, faaaajnie, że się przekonałaś. Ale może to dobrze, jak się wie, jak się skończy, bo człowiek jest bardziej przygotowany psychicznie XD Scena z Mihaiem faktycznie dość dołująca. Widać wtedy, że nawet taki niezależny facet jak Constantin w tym momencie nie dawał sobie rady i po prostu kogoś potrzebował. Ale też się zgadzam, że Mihai mógł się zachować gorzej, więc chyba stanął na wysokości zadania. Dzięki za komentarz i wenę :) To się zawsze przyda!

  14. Syśka Levi pisze:

    Jednak się przełamałam i przeczytałam tą część, mimo tego, że wiedzialam iż Patrick wybierze pozostanie człowiekiem i umrze.
    Zrobiło mi się smutno w momencie gdy Constantin przyszedł do Mihai po śmierci ukochanego. Szkoda mi go, że musi spędzić wieczność w samotności, a jedynie świece i ognisko będą mu przypominać Patricka.
    A co do Mihaia, to mi się wydaje, że tutaj to on jest wyjątkowo miły jak na siebie.
    Życzę weny podczas pisania innych opowiadań.
    Levi.

  15. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Smakowała jak nektar bogów, ale jeśli chcesz, chętnie spiję jeszcze to, co masz w tym cholernie seksownym kutasie — odmruczał Constantin, oblizując się drapieżnie, jakby mówił o polowaniu na groźną bestię, a nie ssaniu penisa.” – ten ,,kutas” mi tutaj jakis nie pasuje. Constantin kojarzy mi sie z takim dostojnym i eleganckim mezczyzna, ktory jednak uzywa bardziej… Wyrafinowanego slownictwa. Np. penis, czlonek, ale nie kutas xD
    I myslalem, ze Patrick sie zgodzi byc wampirem… Troche tak egoistycznie postapil, bo skazal Constantina na wieczne cierpienie. Szkoda, ze nie bylo happy endu, bo oboje mi sie spodobali. Biedny C. Powinni mu przebic serce kolkiem, zeby byl z Patrickiem juz na zawsze xD

  16. Katka pisze:

    Yaoistka, daaaawno Cię tu nie było! Miło widzieć znów Twój nick :D czekamy na więcej komentów :D super ze czytasz :)

  17. Yaoistka^^ pisze:

    Cudowne… Nie wiem co napisac wiecej dziewczyny =3
    Na chwile obecna walcze z netem. Ale jak bede go miala to ladnie wszystko czytam ^^

    Pozdrawiam i weny =3 Czekam na FDTS =3

  18. Katka pisze:

    Kaczuch_A, ooo, super, że Constantin trochę Cię do siebie przekonuje ;) Może tutaj z racji współczucia, które mogło się zrodzić przez te wszystkie wydarzenia… A Patrick zdecydowanie jest mocno uparty, na tyle, że Constantin miał ochotę wsadzić mu rękę w ciało, wyciągnąć tę upartość i wrzucić do kominka XD Ale też go rozumiem. To był w końcu jego wybór i jego życie. Och a Mihaś… tak, jest okrutny… Choć Constantin cieszy się, że był dla niego w tym czasie.

  19. kaczuch_A pisze:

    Jesteście okrutne, Mihai jest okrutny. Biedny Constantin, serio szkoda mi tego wampira, wykiełkowały jakieś pozytywne uczucia we mnie do tego bohatera. Duży wpływ na to miał Patric, no ale jednak zaczynam go lubić. Sam człowiek w cholerę uparty, z jednej strony go rozumiem, no i byłoby zbyt pięknie jakby go przemienić, no ale jednak szkoda. Przyjemny bonus, szkoda że tragiczny koniec. I Mihai nienawidzę cię ty nieczuła cholero~!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s