Newton’s Balls – 19 – Wzajemne uzupełnienie

Taras miał urocze, drewniane barierki, a schodki wiodły prosto na plażę przy jeziorze. Restauracja była zarezerwowana tego dnia tylko dla nich, a obsługa dyskretnie trzymała się na uboczu i pojawiała tylko wtedy, kiedy była potrzebna. Dzięki temu goście czuli się swobodnie. Oczywiście poczęstunek składał się z kilku dań, które przyjeżdżały co chwilę na wózkach prowadzonych przez schludnie ubraną, uśmiechniętą kelnerkę. Na samym końcu miał być tort weselny.
Stół był długi, z białymi kwiatami i luksusową zastawą. Z racji, że było niewielu gości, każdy miał każdego okazję z każdym porozmawiać, bo wszyscy siedzieli dość blisko. Shane był pod wrażeniem tego wszystkiego. Co prawda muzyka, która rozlegała się wokół, nie była w jego guście, ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie puściłby na weselu „Highway to hell”. No, może tylko on sam.
— Jest do niego cholernie podobny, nie? Jakby miał dwadzieścia lat mniej, to bym go nawet mógł przelecieć — szepnął Shane do ucha Davida z debilnym uśmiechem, mówiąc o Loydzie Masonie. Jak zwykle był mało taktowny i zamiast oznajmić to kochankowi po weselu, powiedział to teraz, ale na szczęście nikt poza Davidem go nie usłyszał.
Ten z uśmiechem pokerzysty odwrócił się do swojego partnera. Nie mógł uwierzyć, że taki komentarz padł z ust jego faceta. Chociaż z drugiej strony, sam się sobie dziwił, że to nadal go zaskakuje. Już tyle razy rzucił jakiś głupi komentarz, że w sumie to było jego drugie ja.
— Cenna uwaga. Naprawdę nie chciałem tego wiedzieć — powiedział spokojnie, ale z lekkim wyrzutem, że kochanek mu mówi, z kim mógłby się przespać.
Mina Shane’a zrzedła. Spojrzał na rozmawiającego z Albertem Loyda i skrzywił się.
— No, ale serio… podobni są… — mruknął i wrócił go swoich krewetek w sosie słodko-kwaśnym. Nawet on zauważył, że podane dania celowo nie są zbyt sycące, aby pod koniec uroczystości każdy mógł zmieścić tort, ale jednocześnie były wyjątkowo smaczne i bardziej wykwintne niż typowy obiad.
— Nie mówię, że nie. Tym bardziej tak prywatnie. Jego matka wydaje się bardziej… poważna. I chyba lubi Jamesa — odparł David i delikatnie szturchnął kochanka, aby ten się rozchmurzył. Tym bardziej, kiedy nawet James wydawał się być w dobrym nastroju. Odpowiadał na pytania swojej teściowej, nie wyglądając przy tym jak ugotowany homar, którego zresztą też dziś jedli.
— Noo, widać — podchwycił Shane, by zejść z tematu Loyda i też popatrzył w kierunku swojego byłego nauczyciela. — A Jamesa zajebiście widzieć takiego szczęśliwego.
— Prawda? — Usłyszeli nagle głos drugiego pana młodego, który właśnie podszedł do nich z kieliszkiem szampana. Jego ojciec już wzniósł toast za niego i Jamesa z dodatkową, krótką, ale poruszającą przemową. — Strasznie się cieszę, że pogoda nam dopisała, bo przyznacie, że jedzenie na tarasie z widokiem na jezioro robi wrażenie! — dodał z szerokim uśmiechem.
— Bardzo przyjemnie jest. Nastrojowo — zgodził się z zapałem David. — Przypomnij mi w ogóle, kiedy jedziecie do Tajlandii? — poprosił, odsuwając mu krzesło obok siebie, aby wygodniej było rozmawiać.
Walt uśmiechnął się z wdzięcznością i kiedy zajął miejsce, odpowiedział:
— W nocy z niedzieli na poniedziałek mamy lot. Więc jeszcze dzisiaj spokojnie się wyśpimy i jutro spakujemy. Postaramy się o to, aby przywieźć jakieś pamiątki dla was.
— Ale zdjęcie na tle jakiegoś zajebistego widoczku też będzie spoko — dodał od razu Shane, szybko przełknąwszy jedzenie. David już tyle razy zwracał mu na to uwagę, że często pilnował się odruchowo.
— Cokolwiek będzie bardzo miłym prezentem. Najważniejsze, abyście fajnie spędzili czas. I zajęli się sobą. — David puścił oczko Walterowi, na co ten odpowiedział szerszym uśmiechem. — A, jeszcze jedno. Rozmawiałeś już z Albertem? I swoją mamą? Przed ceremonią przez chwilę wyglądało to gorąco — dodał, obracając w dłoniach dla rozrywki laskę.
— Tak, oni sami nawet później zamienili kilka słów i z tego, co podsłuchałem, rozmawiali o wolontariacie. Albert kiedyś pracował w hospicjum, moja mama też swego czasu w podobnym pomagała. Znaleźli wspólny temat — odpowiedział prawnik z wyczuwalną ulgą w głosie. — Oczywiście czuję, że gdyby weszli na bardziej sporny temat, mogliby się pozabijać, bo moja mama jest bardziej… dosadna i ostra w słowach ode mnie, jeśli chodzi o stanie po stronie słusznej według siebie sprawy. — Zaśmiał się krótko i kontynuował, popijając szampana. — Jest panią prokurator, wiecie, czasem podchodzi do spraw bardzo agresywnie. Nie tylko sądowych.
— A Albert też nie jest chyba owieczką. Chociaż dla mnie to niesamowite, że on… Wiesz, ma taką przeszłość — wypytywał dalej David. Z tych kilkunastu długich minut, kiedy jechali z lotniska, wyciągnął jeden wniosek. Albert był przeciwieństwem Waltera na wielu płaszczyznach. Ale już na pewno nie miał nic wspólnego z Jamesem.
— Noo, powinien być bardziej taki, co się uśmiecha jak głupi do sera i gada o tym, by być dobrym, traktować bliźniego jak siebie samego i takie tam — wtrącił mało rezolutnie Shane, dojadając w końcu swoje danie.
Walt uśmiechnął się lekko i zerknął na swojego byłego partnera. Był pociągający i pewny siebie. Ridley też do niego pasował. Obecnie Albert rozmawiał z Anne i to tak, jakby byli starymi, dobrymi przyjaciółmi. I w sumie była to prawda. Ta dwójka zawsze doskonale się dogadywała.
— Albert ma swoje wady i przyznam, że to one rzeczywiście wychodzą na pierwszy plan, ale… jest dobrym człowiekiem. Pełnym goryczy i surowego podejścia do życia, ale kiedy mieliśmy dobre dni, przyjemnie się przy nim funkcjonowało. Jeśli nawiązywać do jego przeszłości w kościele, potrafi roztoczyć taki… — Walt zamyślił się — spokój. Nie taki leniwy i melancholijny, ale… hm, ciężko mi to nazwać. — Zaśmiał się. — Da się przy nim czuć bezpiecznie, trochę jakby w jakimś zamkniętym świecie, w którym jest się tylko we dwójkę. Niestety, bardzo szybko i bardzo wiele naszych różnic potrafiło ten spokój zaburzyć.
David także spojrzał na Alberta, analizując i układając sobie w głowie to, co właśnie usłyszał. Chyba nie tylko on zresztą na niego patrzył, bo mężczyzna z bródką, o tym ostrym, przeszywającym spojrzeniu także na nich zerknął. Pochylił się jeszcze do Anne, szepnął jej coś do ucha, wstał, ścisnął jej ramię i obszedł stół, aby podejść do rozmawiającej trójki.
— Czuję, że chcecie mnie o coś spytać? — zagadał i oparł jedną dłoń na ramieniu Waltera. Przy tym jego ton sprawiał wrażenie, jakby mężczyzna wyzywał ich na pojedynek. Nie takie były jednak jego intencje i na szczęście Walter znał go na tyle długo, aby to wiedzieć. Nie to co David i Shane. Shane aż nie wiedział, czy ma mu rzucić jakieś wrogie spojrzenie, czy może po prostu siedzieć i czekać na rozwój wydarzeń. Wybrał to drugie.
Walt za to uśmiechnął się do Alberta i wskazał krzesło obok.
— Usiądziesz? Właśnie rozmawialiśmy o tobie, jak pewnie zauważyłeś. Mówiłem Davidowi i Shane’owi trochę o naszym związku. Tych dobrych stronach — dodał z uśmiechem. Cieszył się, że Albert był tu dzisiaj. Jakby nie patrzeć, był dla niego jedną z najważniejszych osób w życiu.
— Udało ci się takie znaleźć? — odparł Albert, kiedy już usiadł. — Zresztą, jesteś dziś chyba w zbyt radosnym nastroju, aby mogło być inaczej. Nawet James wygląda zaskakująco dobrze jak na siebie — podjął temat, jak zawsze nie będąc głównym optymistą w towarzystwie.
— Wygląda cudownie! Ty zresztą też, wręcz nie wiem, który z was wygląda groźniej – skomentował Walt wskazując na Alberta i Shane’a ze śmiechem.
Ten drugi uśmiechnął się, po czym parsknął cicho.
— Taa, w tym garniaku to ja wyglądam jak w kajdanach, kurwa, to raczej mało groźnie. Albert bardziej jak śmierć.
Były duchowny prychnął pod nosem i pokręcił lekko głową.
— Chyba miło mi to słyszeć, jeśli rozumieć to tak, że śmierć jest drogą do królestwa Pana.
David aż rozszerzył powieki. Ten facet naprawdę był… inny niż Walter.
— Tak… ale jeszcze dobrze by było pożyć. Coś o tym wiemy. A zakładam, że Walter woli porozmawiać o czymś radośniejszym. Walter? — dodał do pana młodego, aby ten inaczej pokierował rozmową.
— Oczywiście! Dzisiaj jest dla mnie bardzo radosny dzień. Mam nadzieję, że również dobrze się bawicie. Wydaje mi się, że jest jeden plus w tym, że w Wisconsin jeszcze nie są zalegalizowane małżeństwa homoseksualne… — Walt popatrzył po całej trójce z napięciem. — Możemy wszyscy zobaczyć jakieś nowe miejsce. Gdyby ślub się odbył w Milwaukee, jedyną atrakcją dla was byłaby moja szczerząca się twarz. A tak, macie jeszcze jezioro w trochę innej otoczce niż ta w Milwaukee — dodał na koniec ze śmiechem. — Al, byłeś tu kiedyś ty albo Ridley?
Albert pokręcił głową.
— Nie. Żaden z nas nie był, chociaż zapewne Ridley byłby w stanie wymienić chociaż jedną książkę, którą czytał o tych okolicach. Sam swego czasu czytałem thriller, którego akcja działa się w mniej więcej podobnych okolicznościach. Jednak małżeństwo było heteroseksualne, a liczba gości znacząco przewyższała setkę.
— Może więc zwiedzając miasto, będzie mógł rozpoznać jakieś miejsca z książki? — zasugerował Walt, zakładając nogę na nogę.
W tym czasie Shane uniósł się i mruknął, że pójdzie zagadać profesora. Ten właśnie przed momentem wstał i zaczął przenosić brudne, puste talerze po obiedzie na wózek stojący nieopodal, żeby zrobić miejsce dla tortu. W końcu za chwilę miał zostać podany.
— Jak tam, James? Mogę zobaczyć obrączkę? — zagaił Shane, też biorąc kilka talerzy i odkładając je zaraz obok tych poustawianych przez Petersona.
Ten pokiwał głową, a za chwilę obok pojawiły się dwie kelnerki, które dopiero zauważyły, że ktoś wyręcza je z obowiązków. Dyskretnie odsunęły wózek od nadgorliwego Jamesa.
— Tak, tak, oczywiście. Jest bardzo gustowna, nie sądzisz? Nie krzyczy od razu, że jest obrączką ślubną — odparł profesor, podając dłoń swojemu byłemu uczniowi.
— Nooo! — potwierdził Shane z entuzjazmem, ujmując w swojej dużej, męskiej dłoni szczupłą, starszego mężczyzny. Przesunął opuszką kciuka po wąskiej, złotej obrączce. — Ale zajebista… Wybieraliście razem, czy to jakaś niespodzianka Walta?
— Razem — odparł od razu James, uśmiechając się delikatnie z naturalnymi dla siebie rumieńcami. — Walter chciał, aby dla nas obu wszystko było idealnie, dlatego pozwolił mi dodać swoją opinię. Aby obrączki nie były zbyt krzykliwe, rozumiesz?
— No, jeszcze by jebnął w kolorach tęczy — prychnął Shane i wreszcie puścił dłoń Jamesa. Zamiast tego zagryzł wargę i przytulił go nagle. — No, już niby to mówiłem, jak były gratulacje po podpisaniu papierów, ale wiesz… no, cieszę się, że ci się ułożyło — mruknął i poklepał mężczyznę po plecach, po czym odsunął się. — Należy ci się.
James zarumienił się jeszcze bardziej. Był speszony.
— Dziękuję. Jestem bardzo szczęśliwy, że mi w tym towarzyszyliście. I… — wyłamał sobie palce z głośnym chrupnięciem — wy planujecie też?
— Że ślub…? — Tym razem, do pary, Shane się zaczerwienił i podrapał nerwowo po krótko obstrzyżonej głowie. — Nie wiem… Wiesz, David ma już jeden ślub za sobą, nie wiem, czy by, kurwa, chciał kolejny… Nigdy o tym nie rozmawialiśmy — przyznał, zerkając w stronę kochanka wciąż konwersującego z Albertem i Waltem.
— A ty? — podpytał James. Znał już trochę Shane’a i widział, że ten specjalnie mówi o partnerze, a nie o sobie. I teraz zobaczył, że ten zaczerwienił się jeszcze bardziej, co było samo w sobie odpowiedzią.
— Eee… no… chciałbym… Niby, ale wiesz, nie chcę go zmuszać czy coś… Ale ja bym wziął jego nazwisko, a nie jak ty, że zostałeś przy swoim — dodał ze śmiechem.
James speszył się, słysząc ostatnie zdanie.
— Mhm… rozumiem. Ale… ja nie wiem, czy byłem gotowy na aż tak duży krok. Wiem, że to jednorazowa decyzja, ale jednak… — Westchnął. Bał się zmieniać nazwisko, bo wiedział, jakie byłyby tego konsekwencje, ale jednocześnie też czuł się jakoś dziwnie winny, tym bardziej kiedy Shane mówił mu, że on by chciał.
— Nie no, nie rób takiej miny. I tak to dużo jak na ciebie, że w ogóle hajtnąłeś się z facetem — spróbował go pocieszyć Shane, klepiąc po ramieniu. — Walt jeszcze bardziej razi szczęściem niż zwykle, więc na bank nie ma ci tego za złe. Czaj, jak się szczerzy — prychnął, a kiedy obaj spojrzeli na prawnika, ten też uchwycił ich spojrzenia i posłał im radosny uśmiech.— Jak jakiś, kurwa, naćpany amorek.
James zapatrzył się jeszcze moment na swojego męża, także lekko uśmiechnięty. Tak czule i ciepło. Był szczęśliwy, ale też bał się tego szczęścia i tego, czy nie odwróci się ono przeciwko niemu.
— Mhm… Mam tylko nadzieję, że mu nie przejdzie.
— Nie pierdol, będzie dobrze. Jest zabujany, ty też, będzie tylko lepiej! — odpowiedział z pewnością w głosie Shane i trącił Jamesa, wskazując wejście na taras, którędy właśnie na usłanym białym obrusem wózku wjeżdżał wielki tort weselny. — O kurwa, ale się postaraliście… — wydusił z przejęciem.
Rzeczywiście, tort był wielki jak na taką liczbę osób i do tego pięknie udekorowany. Oczywiście cały w jasnych kolorach, z jakimś napisem, którego nie dało się dostrzec z tak daleka, z maleńkimi, różowymi różyczkami. Dla dekoracji na wózku ułożone były jeszcze białe i czerwone kwiaty.
James obejrzał się szybko na Waltera i dopiero odpowiedział Shane’owi.
— Bo nie mogliśmy się zdecydować co do smaku, dlatego poziomy są w różnych smakach — wyjaśnił i przeprosił swojego byłego ucznia. — Pójdę do Walta, przepraszam.
— Spoko.
Zapanowało ożywienie, kiedy każdy spostrzegł, jak wygląda tort. Miejsce na stole już było, więc pozostało go tylko pokroić. Oczywiście para młoda czyniła honory, ale jeszcze Ridley zaoferował się, że zrobi im zdjęcie przy torcie. Tak też się stało. Walt cmoknął Jamesa do zdjęcia i w końcu podał mu duży nóż, a sam rozdawał talerzyki z kawałkami. Jedna warstwa była z migdałowym nadzieniem, druga truskawkowym, a trzecia śmietankowym. Każdy więc dostawał taki smak, o jaki poprosił.
— Bardzo dużo kremu… — pochwalił Ridley, który po swoich słowach zapchał policzki tortem i przymknął oczy. Zwykle w domu nosił okulary, ale tym razem miał soczewki, więc kiedy znowu rozchylił powieki, piwne oczy spojrzały prosto na Alberta, a nie przez szkło. — Dobre. Smakuje ci?
Mężczyzna skinął głową, oblizując łyżeczkę z migdałowego kremu.
— Tak, chociaż jest za słodki. A tobie? Bo widzę, że jeszcze dużo go jest, będziesz miał co jeść — prychnął krótko, patrząc nie tylko na partnera, ale też na towarzystwo. Na Jamesa, który ukroił sobie najmniejszy kawałek, na Shane’a, który pałaszował i zagadywał Davida mimo pełnych ust. Na Anne, która zachowywała się jak trzpiotka i karmiła swojego faceta. Ten zresztą cały czas wyglądał na skonfundowanego byciem na gejowskim ślubie, ale Anne już wyjaśniła Albertowi, że… nie miał wyboru.
— Mhm, szkoda tylko, że ta truskawkowa warstwa jest najmniejsza. Bardzo mi smakuje — przyznał blondyn, oblizując wargę z różowego kremu. — Dobrze im wyszło to jedzenie i podoba mi się widok — dodał, wskazując na jezioro. — Może wieczorem, jak się wszyscy rozejdą, przejdziemy się na spacer?
— Chciałbyś? — spytał krótko Albert, jeszcze przyglądając się, jak matka Waltera uderza widelczykiem w dłoń swojego męża, kiedy ten chciał podać jej na placu trochę kremu z uwodzicielskim ruszaniem brwiami. Z trudem to przyznawał, ale w tej chwili czuł z nią nić porozumienia.
— Tak, plaża jest oświetlona, nie powinno się znacznie ochłodzić, nie zapowiada się też na deszcz. A widok na Chicago jest niesamowity. — Ridley potwierdził tymi słowami swoją chęć, również czujnie obserwując wszystkich gości. Już zapewne zdążył wyciągnąć masę wniosków i najbardziej zaciekawić go musiała matka Walta, bo to ją obserwował najczęściej. Bawiło to Alberta, bo sam robił bardzo podobnie.
— Dobrze, to pójdziemy. W ogóle, chcesz się czegoś napić?
Ridley pokiwał głową, a jego falujące, jasne włosy wymknęły się z jako takiego ułożenia i ponownie znalazły się na jego czole.
— Mhm — mruknął z pełnymi ustami i kiedy przełknął, dodał: — Bo ciasto jest dobre, ale jednak zatyka.
Albert mruknął na potwierdzenie i odłożył talerzyk, aby poprosić obsługę o alkohol.
— Czego się napijesz? — spytał, mając w planie przy okazji złożyć toast, kiedy już będzie miał czym dodać sobie dobrego humoru.
— Może być ten sam szampan, który już był — poprosił blondyn, a kiedy Walter przez stół zapytał go, jak mu smakuje tort, odpowiedział, że bardzo i chętnie poprosi o dokładkę.
Albert poprosił kelnerkę, aby nalała wszystkim szampana, aby każdy miał co pić. Skoro jego były urządził wesele, to wypadało się bawić.
Kilka minut jeszcze zebrani konsumowali, aż w końcu Albert wstał i poczekał, aż wszyscy zamilkną. Dopiero wtedy zwrócił się do młodej pary.
— James, Walter. To zaszczyt dla mnie tutaj być, chociaż w najczarniejszych koszmarach, jeszcze kilka lat temu, nie wyobrażałem sobie uczestniczyć w weselu pary dwóch mężczyzn. Możecie poczytać to sobie jako niezwykły talent. Wasze szczęście i podejście do siebie sprawia, że ma się ochotę wierzyć w szczęście i miłość. Z początku, James, wiesz dobrze, że nie byłem ci przychylny. Możesz mnie chyba zrozumieć. Jednak teraz widzę, że to właśnie przy tobie Walter jest naprawdę szczęśliwy. Ma okazję sprawować nad kimś pieczę, być stróżem, pocieszycielem i iskierką światła w trudnych chwilach. Jednocześnie też umiesz go stopować. To ważna umiejętność przy kimś, kto najchętniej skoczyłby z mostu bez liny wokół nóg. Dlatego uważam, że w niezwykły, zagmatwany sposób pasujecie do siebie, uzupełniacie się. I z wami wszystkimi — spojrzał po zebranych — chciałbym złożyć toast za Waltera Masona, mężczyznę, który zmienił całkowicie moje życie. Zrujnował je, odbudował i znowu zrujnował, jednocześnie dając nadzieję, że wszystko może powstać z gruzów. Oraz za Jamesa Petersona, który jest człowiekiem o wielkim sercu, pięknej woli życia, dostrzegającym rzeczy takimi jakie są, a nie przez różowe okulary, ale za to umiejącym wybrać w tym wszystkim dobrą ścieżkę. Wszystkiego dobrego dla was obu na nowej drodze życia. Nawet nie waż się tego zrujnować, Walter.
Kiedy zaczął swoją przemowę, zauważył, że wszyscy zebrani patrzyli na niego z wielką trwogą, jakby bali się, że powie coś niewłaściwego. Z każdym słowem jednak goście się rozluźniali, a przede wszystkim sam Walter, który teraz patrzył na niego wręcz z niedowierzaniem. Dodatkowo rumieniec na twarzy dowodził tego, że przemowa wzbudziła w nim wielkie emocje.
Loyd pierwszy się podniósł i uniósł kieliszek, uśmiechając się zarówno do Alberta, jak i do swojego syna i jego męża. A kiedy wszyscy się napili, Walter obszedł stół i zbliżywszy się do swojego byłego partnera, objął go mocno.
— Mogłeś mi podarować kilka tych ostrych słów… ale dziękuję. Przepraszam. Dziękuję. I obiecuję, że nie zrujnuję mu życia — wydusił, wciąż trzymając go mocno.
Albert westchnął. Nadal trzymał kieliszek w jednej dłoni, więc drugą poklepał Waltera po plecach.
— Mam nadzieję, bo jak to też schrzanisz, to cię znajdę i też zrujnuję ci życie — zagroził i dopiero się odsunął, aby spojrzeć na twarz mężczyzny. — Bądź szczęśliwy. I opiekuj się nim. A ja nie żałuję. Mam mojego prywatnego Sherlocka Holmesa.
Walt uśmiechnął się i spojrzał na siedzącego obok Ridleya, który udawał teraz, że całkowicie pochłania go drugi kawałek tortu.
— Też o niego dbaj — przestrzegł swojego eks partnera prawnik i dopiero się odsunął. Uśmiechnął się do niego jeszcze raz i dopiero wówczas wrócił do swojego męża. Od razu mocno pocałował go w policzek i starając się ukryć kolejne dzisiejsze łzy wzruszenia, które zwilżyły jego oczy, poszedł i sobie nałożyć dokładkę tortu.
Długo nie był sam, bo po chwili dołączył do niego James. Nie po to, aby też zjeść, ale aby pobyć przy małżonku. Cały czas dziwił się i nie dowierzał, że faktycznie to zrobili. Wzięli ślub. Ale tak było, byli oficjalnie razem. I to było niesamowite. James może nie okazywał tego jak ukochany, ale też był bardzo szczęśliwy i wzruszony. Czuł się pewniej i stabilniej, wiedząc, że naprawdę są razem i Walterowi naprawdę zależy. Że nie przejdzie mu miłość do niego. W końcu, skoro ją wyznał przed wszystkimi, rodziną, przyjaciółmi, zaświadczył na oficjalnym dokumencie, to tak musiało naprawdę być.

22 thoughts on “Newton’s Balls – 19 – Wzajemne uzupełnienie

  1. Katka pisze:

    Inertia, w jakiś tam sposób już się łączą te wątki poprzez Shane’a pracującego w warsztacie + Chase’a, który go tam poznał i Walta, który pracuje z Courtneyem ale ogólnie masz rację, to raczej jak dwie osobne historie. No cóż, czy się połączą, trzeba będzie się samemu przekonac, ale postaramy się, by na pewno przynajmniej się trochę ścierały :D A co do drugiego Gay Wedding… no cóż, liczą się chęci. Shane chce. Ale nie wiemy jak David, bo w końcu on już ślub ma za sobą i nie wiadomo, czy w ogóle by chciał następnego… Z kolei jeśli chodzi o ich dochodzenie do siebie po wypadku, to powiem tak – teraz nie planujemy czegoś takiego. Ale nigdy nie mów nigdy, jak to się mówi ;) może nam się kiedyś zachce XD I ogólnie dzięki za komentarze! Mamy nadzieję częściej coś od Ciebie „usłyszeć” :D

  2. Inertia pisze:

    Strasznie podoba mi się, że czytając niektóre rozdziały to jakbym czytała dwa różne opowiadania, ale w sumie fajnie by było jakby obydwa światy się ze sobą zetknęły na dobre.
    Ohh… Jak jest David i Shane to musi być udany rozdział. Zawsze jak o nich czytam, to potem mam niedosyt i czytam jakieś randomowe rozdziały z NBTS :D
    Strasznie urocze bylo jak Shane powiedział, że przyjął by nazwisko Davida, mam nadzieję, że jednak porozmawiają o ślubie i już niedługo znowu będzie (big) gay wedding :D
    Wiem, że chłopaki mieli już swoje opowiadanie, ale oby ich było jak najwięcej <3
    Nie pamiętam czy już kiedyś o to pytałam, ale nie planujecie np. zrobić jakiegoś mini opowiadania o tym jak Shane i David dochodzili do siebie po wypadku, uważam, że byłoby to fantastyczne uzupełnienie ich historii.
    Czekam na dalsze losy ;)

  3. Katka pisze:

    SilencedUnknown, haha, no Albercik miewa te swoje dziwne teksty. Shane się chyba nie roześmiał głównie dlatego, że postawa Alberta jest trochę creepy i nie wiadomo, czy zaraz nie zacznie rzucać jakichś klątw, jeśli mu się stanie na odcisk XD ogólnie widzę, że Albercik to dla Ciebie sporna postać, hehe, ale jak widzisz, dał radę i nie zepsuł ślubu swojego byłego faceta. Normalnie aż mu się należą równie gratulacje jak Jamesowi, że udało mu się nie zemdleć. A co słychać u Shane’a i Davida – to będzie nawet więcej! Więc mam nadzieję, że będziesz mocno usatysfakcjonowana :D

  4. SilencedUnknown pisze:

    Pierwsze co mi przychodzi na myśl jeśli chodzi o skomentowanie tego rozdziału to to, że jeśli w rzeczywistości, usłyszałabym tekst „Chyba miło mi to słyszeć, jeśli rozumieć to tak, że śmierć jest drogą do królestwa Pana.” to, proszę wybaczyć, ale nie wytrzymałabym i parsknęłabym śmiechem… albo innym opentańczym rechotem… Jestem pod wrażeniem, że Shane tego nie zrobił :P
    I och, jak dobrze widzieć wszystkich w takich dobrych nastrojach, tacy szczęśliwi, ze swoimi ukochanymi przy boku. Cudowna sprawa :D
    Dodatkowo ten epicki toast! Hahaha, genialny! Przyznam, że też miałam obawy takie jak Walt, że wywali coś… niekoniecznie odpowiedniego, a tu taka niespodzianka. Zapunktował sobie u mnie, tym bardziej, że do jego osoby podchodzę z pewnym dystansem, gdyż wyjątkowo od większości waszych bohaterów, nasze poglądy są wybitnie sprzeczne i dodatkowo jest on taki… No taki Albertowaty :P
    I tak dużo Shane’a i Davida <3 Ciesze się, że i ich zamierzacie wplątać trochę w to opowiadanie, bo po zapodaniu nam bomby pt. "Oni jednak żyją", nie mogłabym egzystować spokojnie z niewiedzą co tam u nich słychać. :P
    Świetny rozdział ;)
    Pozdrawiam :)

  5. Shivunia pisze:

    Liv >> Eh, bo jest zimno, mokro i w ogóle. Może stąd taka zamuła? Chociaż ja mam ją cały rok prawie XD (więcej witaminy D). Ale do rzeczy. Faaajnie, że się podoba rozdział. Ridley musi być na swój sposób straszny właśnie dzięki takiej swojej dogłebnej analizie wszystkiego i wszystkich. Ale cóż, Sherlock też ma sporo fanów ;p Niemniej miłe słowa – to motywuje to do pracy (chociaż czasem by się chciało aby wszystko się robiło samo ;p) Bosh, ale mówię nie na temat. Tak to jest jak odpisuje ja (heheszki)
    Co do bonusa, tu nie jestem pewna czy chodzi o ten https://firedragontattostudio.wordpress.com/2013/08/12/bonus-jak-emeryci/ Ale jak to nie to to polecam czytanie. W łóżku. Z kakałkiem. I ciastkami (ja nie mam ani mleka ani ciastków. Smuteq)

  6. Liv pisze:

    Coś nie mam głowy ostatnio.
    Już chyba no muszę pisać, jak bardzo rozpływam się nad ostatnimi rozdziałami, przecież nie można nie.^^
    I Ridley z ciastem był przeuroczy, ale też nie w taki przeslodzony sposób, tylko tak cudnie ;)
    Prywatny Sherlock <3
    I mam małe pytanko. Bo jestem ułomna i nie mogę znaleźć rozdziału/bonusu, w którym Ridley rozmawia z Philem. Jak był potem taki smutny. Katka, pamiętasz może gdzie to było? Bo mam ochotę czytnąć sobie ten fragmencik :3
    A jak nie to przeczytam po prostu IOI, NBTS i wszystkie bonusy.. hihi

  7. Katka pisze:

    Zen, spoko, rozpieszczania nie koniec! Jeszcze tu ta dwójka nie raz zawita :) Do przeczytania In Out In serdecznie zachęcam. Będziesz mogła poznać lepiej zarówno Alberta i Rida, jak i Waltera i Jamesa, a myślę, że mogą podbić Twoje serce ;) A jak nie, to przynajmniej będziesz więcej rozumieć, co tu się dzieje XD Haha, a teksty i teorie Shane’a są jedyne w swoim rodzaju :D Szalony facet z niego. Także cieplutko pozdrawiamy i bardzo dziękujemy za wenę i komentarz!

  8. Zen pisze:

    kolejny rozdział z Shanem i Davidem <3 <3 <3 rozpieszczacie mnie ;) możecie tak robić dalej.
    Cały rozdział był taki miły i sielankowy :3 nawet mimo tego że byli Walter i James. Nadal ich nie lubie, chociaż tutaj aż tak bardzo mi nie przeszkadzali.
    Za to coraz bardziej przekonuje sie do Alberta i Radley'a. Jak czytałam z nimi bonusy to nie wydawali mi sie zbyt fajni ale teraz to się troche zmienia i zaczynaja mnie intrygować. Może nawet przekonam sie dzięki nim do przeczytania IOI :)
    A ojciec Waltera jest świetny. Jakoś tak od razu mi sie spodobał :D
    A teksty Shane'a dalej oczywiście rozbrajają :D "przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie puściłby na weselu „Highway to hell”. No, może tylko on sam." no nie powiem że ślub z taką muzyką nie byłby ciekawy :D
    Pozdrawiam ciepło i życze weny!

  9. Katka pisze:

    O., tak jak mówiłam Albercik trochę pojechał XD Nigdy nie był specjalnie łagodny i lubił mówić co myśli ale myślę że Walter też był świadom ryzyka jakie nioslo zaproszenie Alberta XD

  10. O. pisze:

    „Zrujnował je, odbudował i znowu zrujnował,” Wiem, że summa summarum przemówienie nie miało negatywnego wydźwięku, ale pewnych rzeczy przy toaście nie wypada mówić :D Ale miło ze strony Alberta, że nie wyskoczył z czymś mocniejszym, co by mogło zniszczyć wesele ;)

  11. Katka pisze:

    Mati, no w pewnym momencie w przemówieniu Albert poleciał XD Zrobiło się niebezpiecznie i na pewno Walter miał chwilowy stan przedzawałowy XD Ale Albercik jednak nie jest takim draniem, na jakiego wygląda i skończył bardzo przyjemnie. I oczywiście, że Walter nie zrobi krzywdy swojej myszce! Nie ma szans! :D

    Zuzia, opowiadanie jest takie długie, że zapewniam, jeszcze bardzo dużo o chłopakach poczytasz, a nawet może się nimi znudzisz XD Ogólnie staramy się o to, byście się nimi nie przejedli, jednak jak na taką długość opowiadania, to musi być kilka wątków. Jeden byłby przesytem. Niemniej, jestem w stanie zrozumieć gorycz, więc spoko, ale w następnym rozdziale już Chase się pojawi :) Także no, jeszcze kilka dni! ;) A do tego rozdziału moooże kiedyś wrócisz. Mamy nadzieję ;)

  12. Zuziia pisze:

    Szczerze? Jestem rozczarowana, bo czekam już 2 tydzień i znów o Shanie i Davidzie :( kurde no, wolę o Chasie i Courtneyu. Brakuje mi ich. O rozdziale nic nie napiszę, bo nawet nie przeczytałam, sorka!

  13. Mati pisze:

    No kolejny taki przyjemny rozdzialik :) Idealny w sytuacji, w której śnieg był wieczorem, a rano nawet kałuż po nim nie było ;(
    I Albercik tam w pewnym momencie troszkę poleciał z tym toastem. Tam, gdzie wspomniał o zrujnowanym życiu. Ale dobrze, że nie było czegoś więcej. I miło, że zagroził mu, jak zrobi krzywdę James’owi. Chociaż to jest chyba nierealne :D

  14. Katka pisze:

    Lolita, nie wiem XD Tzn. przyznam, że nie pamiętam dokładnie, co w jakim rozdziale się działo, więc nie potrafię powiedzieć, ale wydaje mi się, że Chase na pewno w następnym będzie. Czy kuratorek też, to już trzeba trzymać kciuki XD

    Kasia, Shane na pewno jest zakochany w Davidzie po całości. Był zawsze, chociaż tak, teraz, po tym wypadku, jeszcze bardziej, o ile to możliwe. David również go kocha całym sobą, ale jest po prostu bardziej stonowany i powściągliwy, więc tak tego nie okazuje. Haha, a torcik sama bym zjadła! Dosłownie, sama XD Cały XD Chase i kuratorek już niebawem. W ogóle mamy ciśnienie na NB i już piszemy następną część, więc będzie dużo czytania o naszych bohaterach! :)

  15. Kasia pisze:

    Shane coraz więcej o swoim ślubie myśli i fajnie z tym nazwiskiem – widać że ich związek jest naprawdę mocny, przynajmniej z jego strony :) Chciałabym przeczytać jak się oświadcza Dawidowi, to pewnie byłoby być dla niego mega stresujące, ale taaakie romantyczne… :) Ładnie wyglądało to przyjęcie weselne Walta i Jamesa, aż mi się tortu zachciało tak apetycznie go opisałyście 😄A to przemówienie Alberta, hehe i ostro i przyjemnie – facet jest po prostu szczery :) Sielanka, ale tęsknię już do Chasea i kuratorka :) pozdrawiam

  16. Katka pisze:

    Damiann, to fajnie, że przynajmniej Albert Ci się podoba. Choć wyglądowo to przyznam, że dla mnie tam Walter jest bożyszcze. Ale on jest po prostu z założenia idealny XD A kwiatuszki na torcie mogą być urocze, no i one są z reguły zjadliwe, choć czasem robią je mam wrażenie, tylko i wyłącznie z cukru… Ja lubię takie opłatkowe XD A film… musiałam aż poszukać na necie, o co kaman, bo polskiej nazwy kompletnie nie kojarzyłam. Ale już kojarzę. Film super ;) Polecam innym czytelnikom :) I tak, to stamtąd psina.

    Renka, James i Walter wreszcie mają pełnię szczęścia! Czy coś jej zagrozi, czy nie, to się pewnie dowiecie, ale to jest ten moment, na który czekali i wreszcie mogą sobie w pełni żyć w swojej sielance :)

    Syśka Levi, a widzisz, nawet Walt i James są znośni, gdy cały rozdział fajny, hehe. Masz rację, był mocno pozytywny. Na jesień to same takie powinny wychodzić XD

    Linerivaillen, kurcze, jeszcze się okaże, że mamy jakieś ponadprzeciętne zdolności manipulacyjne i będziemy mogły przed nastepnymi wyborami wmówić Wam, na kogo macie głosować XD Coby drugi raz takiej porażki jak obecna nie było. Siła w czytelnikach Shikat Tales XD Boże, odbija mi. Ale fajnie, że się podobało XD mimo idei ślubów! ;)

  17. linerivaillen pisze:

    To jest takie słodkie :) co prawda, jakoś idea ślubu (jakiegokolwiek) jest dla mnie czymś tak patetycznym i niepotrzebnym, ale tutaj mi się to podobało. Gratuluję wam :D i nawet ślub DaNe byłby nie takim złym pomysłem. Co wy robicie z moimi poglądami?! XD

  18. Syśka Levi pisze:

    Baaardzo mi się podobał ten rozdział. Był taki pozytywny, pełen miłości i szczęścia. Przemowa Alberta była naprawdę ładna, a to jak określił Ridleya dopełniło obrazka.
    Jak nie przepadam z Waltem i Jamesem, tak w tym rozdziale tak troszkę ich polubiłam.
    Levi.

  19. Renka pisze:

    Totalnej sielanki ciąg dalszy! Nie mogę się pozbyć wrażenia, że Walta i Jamesa czeka już tylko długie, szczęśliwe życie.

  20. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Ten pokiwał głową, a za chwilę obok pojawiły się dwie kelnerki, które dopiero zauważyły, że ktośwyręcza je z obowiązków. Dyskretnie odsunęły wózek od nadgorliwego Jamesa.” -,,ktoś wyręcza”
    Albert i Ridley… Moi kochani. A James i Walter… Moi niekochani xD Shane i David… Moi niekochani xD Za duzo tych niekochanych bohaterow. Malo jest bohaterow, ktorzy mi sie podobaja i z wygladu i z charakteru, ale Albert… Wydaje sie byc naprawde przystojny. Do tego ten charakter, a ta przemowa. Ciekawe czy ja tez kiedys bede mial meza xD Zrobie na pewno inny tort, bez kwiatkow xD
    Ale, ale! Zgadnijcie, co ogladam! Brudny szmal. I jest w nim piesio z waszego zwiastunu. To chyba ten pies xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s