Project Dozen – 47 – Wnikliwa obserwacja

— „Drodzy monitorzy. Przy zadaniu Jude’a Wagnera wynikła pewna sytuacja, która wymaga od was jej zbadania. Istnieje prawd… prawpodo… prawdopodobieństwo złamania zasady poufności przez jednego z uczestników projektu – Julesa Foxa. Z racji, że to dyskwalifikuje uczestnika, należy podjąć kroki do sprawdzenia, czy jest to prawdziwa poszlaka. Do was więc, drodzy monitorzy, należy, aby upewnić się, czy jego współlokator – Eric Turner – wie o projekcie. Prosimy o przekazanie nam informacji wraz z dowodem, jeśli takie uzyskacie. Z poszanowaniem, Clark Moses.”
Sebastian usiadł na kanapie obok spakowanej już dla ojca torby.
— No proszę… — Westchnął, zaskoczony tą informacją. — Myślisz, że mu się wygadał? — spytał drugiego chłopaka, już obmyślając plan, jak to sprawdzą. Zastanawiające też było to, jak ci cali profesorowie to odkryli. W sumie to drugie nawet bardziej go zaniepokoiło niż wiadomość o podejrzeniach odnośnie Foxa.
Francisco przekręcił się w jego stronę, bo dotąd siedział na podłokietniku i obserwował jego walkę z pakowaniem. Schował telefon do kieszeni i odetchnął głęboko.
— Może. Pamiętasz, wszystko wtedy zwaliło się na Julesa, więc może jego współlokator dopytywał i ten w końcu pękł? Ja mam z Julesem historię sztuki, więc może spróbuję go wypytać?
— Ja mógłbym spróbować coś wycisnąć z Erika. Mamy razem historię. Ale nie wiem, co jest lepsze, żeby obu nie naciskać za bardzo i żeby się nie skapnęli, że coś wiemy. — Sebastian był tym mocno zafrasowany i miał przy tym skupioną minę, która według Latynosa bardzo mu pasowała. — Ale w ogóle, coś innego mnie trochę martwi. Jak myślisz, jak oni się dowiedzieli?
O tym Francisco wcześniej nie pomyślał. Zamilkł więc z zabawnie zaskoczonym wyrazem twarzy i otwartymi ustami.
— Może… Może… Nie wiem… Może mają podsłuch…?!
Sebastian skrzywił się, starając się jednocześnie uśmiechnąć.
— Właśnie. I tego się obawiam. Bo wolałbym, by nas nie podsłuchiwali.
— Ale jakby podsłuchiwali, to by wiedzieli, że Jules rozmawiał z Erikiem i o czym rozmawiał — zauważył Francisco trzeźwo, a przy tym coraz mniej obchodziło go, co o Foxie wiedzieli profesorowie, a coraz bardziej to, co wiedzieli o nim i o Sebastianie. Przecież mogliby wiedzieć o ich romansie!
— Dlatego właśnie nie wiem, jak oni na to wpadli. — Sebastian zamyślił się i oparł głowę o dłonie, wspierając się na kolanach. — To mimo wszystko trochę niepokojące. Pytanie, czy to jest tylko w pokojach, jak coś, czy gdzieś? A może tylko obraz? Chociaż… to też by było marne.
Francisco zarumienił się mocno i intensywnie. Obsunął się z podłokietnika i wcisnął w małą przestrzeń pomiędzy nim a Sebastianem.
— Co, jak oni widzieli, jak się masturbowaliśmy?!
Sebastian wzruszył ramionami, nie znajdując żadnej logicznej odpowiedzi. Nie miał pojęcia. Ale jeśli nawet wiedzieli, to miał szczerą nadzieję, że nie zostanie powiadomiony o tym nikt. Szczególnie ojciec.
— O Chryste… Twój papa nie powinien o tym wiedzieć?!
Sebastian pokręcił głową. Jakoś brakowało mu słów w tej rozmowie.
— Chyba nie. Nie powinni go informować. Mam taką nadzieję. Ale to by było dziwne, jakby nas podglądali. Po co byłyby dzienniczki? Cholera, to robi się nieciekawe.
— Ale czy twój papa wie o kamerach? — Francisco był mocno wzburzony. — Jeśli jakieś są, przecież musieliby mu powiedzieć! A jak nie ma, to jak inaczej się dowiedzieli? Sebastian, to jest koszmarnie dziwne i podłe.
— Może go zapytam, jak teraz przyjedzie. O kamerach znaczy, nie czy coś wie. — Sebastian odetchnął, aby zachować względny spokój. — Ale jak coś by wiedział, to… mamy jakąś wspólną wersję? Że to był eksperyment między nami czy…? — Uciął i spojrzał na Francisco pytająco. Mieli niby interesować się teraz Erikiem i Julesem, ale naprawdę bardziej ich obchodził ich własny los.
— Si… Że tylko próbowaliśmy i teraz już jesteśmy tylko przyjaciółmi? Ja nie wiem, Sebastian, to jest twój papa. Co wolisz, aby wiedział?
— Nie wiem. Że to skomplikowane — rzucił Sebastian, śmiejąc się z tego, bo faktycznie było to bardzo skomplikowane. — Ale robiliśmy to, a jakby to widział albo wiedział, to by nie było co się wypierać. Że to taki eksperyment czy coś, a później… że to nasze życie?
— A… a jakie twój papa ma poglądy? — dopytał Francisco, badając grunt. Nie chciał mieć problemów u dyrektora szkoły przez to, że sprowadził jego syna na złą drogę.
— Jakoś nie gadaliśmy o tym raczej nigdy. Nie było powodu.
— Może nie pytajmy teraz, czy wie o kamerach i najpierw wybadajmy, co w ogóle myśli o gejach?
— A psycholog? Z nim gadałeś o nas, co nie? — spytał nagle Sebastian z większym przejęciem, jakby sobie o tym przypomniał. — On może coś wie?
— Ale o czym? Ja tylko… ja tylko mówiłem, że na ciebie lecę. — Francisco speszył się trochę.
— Ale może też wie, co myśli mój ojciec?
— Myślisz, że… powinienem go zapytać? — wydusił z przejęciem i wstał nagle, wsuwając palce we włosy. — Ale skąd miałby wiedzieć?
— Bo może z nim o tym jakoś rozmawiał. Są przyjaciółmi, a ty możesz mu powiedzieć, że się obawiasz, co ojciec chłopaka, który ci się podoba, może o nas pomyśleć. Może by coś się wydało — spróbował wytłumaczyć Sebastian i w jego głowie to brzmiało logicznie.
Jego rozmówca musiał uznać podobnie, bo pokiwał głową żywo i wskazał go dłonią.
— Sebastian, ty to jesteś mądry chłopak! To nie pytaj o nic papy na razie. Przebadamy teren i ustalimy dalszą strategię.
— Myślę, że tak chyba będzie lepiej. W końcu facet jest od tego, żeby nam radzić i wspierać, więc… — Syn dyrektora nie skończył zdania, ale zostawił je w niedopowiedzeniu, które było raczej oczywiste do odczytania.
— Si, pójdę do psychologa, gdy tylko będę mógł — uznał Francisco i na widok zafrasowania młodego Mossa wzruszył się trochę. Uklęknął przed nim na kanapie, po czym złapał jego twarz w dłonie i pocałował go czule.
Sebastian westchnął w jego usta i odpowiedział na pocałunek. Zaskakująco miło mu się robiło, kiedy mógł się z kimś podzielić tym wszystkim, co go niepokoiło i jeszcze dostawał za to buziaka. Mógłby to nawet przedłużyć, gdyby nagle nie usłyszał dźwięku otwieranych drzwi.
To od razu poderwało Argentyńczyka na równe nogi. Odskoczył do tyłu i udał, że bardzo interesuje go portret na ścianie. Usłyszeli głos dyrektora, a kiedy Sebastian odwrócił się w stronę przedpokoju, zobaczył, jak ten strzepuje kropelki wody z włosów.
— Jestem! Hej, chłopcy.
— Dobry wieczór, dyrektorze! — Francisco odpowiedział szerokim uśmiechem, choć ślad rumieńca na jego policzkach był nadal dostrzegalny. Sebastian miał nadzieję, że ojciec nie uzna tego za podejrzane.
— Siema. Jak tam? Już wszystko ogarnąłeś? — spytał i poklepał spakowaną torbę. On wywiązał się z umowy.
— Myślę, że tak. Wszystko jest? — Mark wszedł w butach do salonu, nie zdejmując kurtki i szalika. Miał mokre włosy, bo nadal padało. — Znalazłeś te słoiki?
— Tak, były w spiżarni. Przywieziesz może też jakieś od cioci? — spytał Sebastian, nie podnosząc się.
— Pewnie mi coś wciśnie. Nie będę oponować.
— Jedziesz już?
— Tak, jadę. Chciałbym dojechać przed północą… — przyznał Mark, a Francisco nie przerywał im w rozmowie i bawił się telefonem. — Jak chcecie, możecie tu spać. Jest i twoje, i moje łóżko. Tylko lodówka jest pusta.
— Widziałem. — Sebastian uśmiechnął się sztucznie do ojca. — Ale spoko, może zostaniemy, jak już przyjechaliśmy. Jest telewizor. — Uśmiechnął się i skinął na Francisco. — Obejrzymy coś albo, wiesz, nielegalna impreza w domu dyrektora — dodał do ojca w formie żartu, by go trochę rozluźnić. Widział, że nadal jest spięty.
— Spokojnie, zapytam Rity, czy znajdzie się pokój dla jej zbankrutowanego z powodu utraty pracy brata i dla bratanka, który nie skończył szkoły — odpowiedział Mark z lekkim uśmieszkiem i pochylił się po torbę. — Zamówcie sobie jakieś jedzenie, chociaż… sklep naprzeciwko będzie może jeszcze otwarty.
— Zamówimy pizzę. Dla nas i reszty, która przyjedzie. — Sebastian puścił mu oczko. — Idź. I zadzwoń, jak dojedziesz. I też coś zjedz.
— Nie zapominaj, do kogo jadę, Sebastian. Ojca nie poznasz po powrocie. Dzięki za spakowanie. — Mark poklepał po ramieniu syna, a do jego kolegi wyciągnął dłoń. — Na razie, chłopcy.
Francisco uśmiechnął się szeroko i aż cały się napuszył z dumy, że może uścisnąć dłoń dyrektora.
— Bezpiecznej jazdy, panie dyrektorze.
— Dzięki. Trzymajcie się.
— Na razie — odparł Sebastian i wstał, by odprowadzić ojca do drzwi. Przy okazji zabrał parasolkę i ubrał buty, wychodząc jednak z ojcem, aby potrzymać nad nim parasol, kiedy ten będzie wrzucał torbę do bagażnika. Nie było go więc w domu chwilę.
Francisco w tym czasie dalej bawił się telefonem i polubił na facebooku czyjś komentarz w grupie USP Patricka, że ich nowe paski, które poza plakietkami miały świadczyć o przynależności do straży, wyglądają jak paski gestapowców. Sporo osób nie pochwalało istnienia tej straży, ale smuciło go, że wielu się im podlizywało, zapewne w nadziei, że ci będą dla nich łaskawi.
— I co tam robisz? — Z rozmyślań wyrwał go głos Sebastiana, który wrócił do domu i właśnie odwieszał kurtkę i mokry parasol. — Mamy wolną chatę na weekend. Impreza wcale nie byłaby takim złym pomysłem w sumie.
Francisco, który zdążył beztrosko położyć się na kanapie… między innymi dlatego, że dzięki temu tyłek go nie piekł, zadarł głowę i rzucił pomysłem:
— Ooo! Może by Eric albo Jules przyszli? I dwa kurczaki na jednym rożnie?
— Właśnie o tym pomyślałem. Możesz utworzyć wydarzenie na facebooku. By się może zaprosiło trochę osób. Jutro byśmy to zrobili, co? — zasugerował Sebastian i podszedł do kanapy. Chwycił przyjaciela za nogi, uniósł je i usiadł w miejscu, w którym przed chwilą leżały, kładąc je na swoich udach.
— Si, to zrobię ciebie też jako organizatora, to udostępnisz u siebie? — podłapał Francisco i już coś stukał na telefonie.
— Mhm, zaproś mnie. Ale nie róbmy tego jakoś mega publicznego, tylko ci, których zaprosimy, zapraszają dalej. Aby nadal mieć listę gości — poradził gospodarz i pomasował Francisco po udzie. — Ale ty jak tam?
Francisco obejrzał się na niego i uśmiechnął niemal niewinnie. Chociaż jego słowa niewinne nie były.
— Boli mnie tyłeczek. — Zaśmiał się. — Twój penis był super.
Sebastian roześmiał się i odchylił głowę do tyłu. Aż poczuł, jak się rumieni, więc zasłonił twarz dłonią.
— Matko, ty to jak coś powiesz!
Francisco też się roześmiał i zamachał lekko stopami. Po tym obejrzał się na niego i pokazał mu opis imprezy.
— Może być? Ile osób chcesz zaprosić?
Sebastian zabrał od niego telefon, moment milcząc, kiedy czytał. Poprawił przy okazji kilka literówek i zmienił szyk trzech zdań. Francisco może już w miarę dobrze mówił po angielsku, ale jego pisemne zdolności były momentami fatalne.
— „Nielegalna impreza w domu dyrektora twojej szkoły to coś, o czym opowiada się wnukom” — przeczytał na głos. — Jest w tym trochę racji! — Zaśmiał się i zaczął wybierać osoby, które mogli zaprosić. — Ale trzeba zaprosić też jakieś dziewczyny, bo nikt nie przyjdzie.
— Si, si… Znasz jakieś? — Francisco przekręcił się na plecy i podłożył ręce pod głowę. — Pewnie wszystkie na ciebie lecą, ale tylko ja mogę się z tobą kochać — dodał ze śmiechem.
— Zaproszę kilka i napiszę im, aby zabrały koleżanki — odparł gospodarz, nie komentując słów drugiego chłopaka, ale poklepał go po udzie. Francisco był w takich momentach, co by nie mówić, słodki.
— Dobra! Będzie fajnie. Musimy jakąś dobrą muzykę znaleźć… Och, da się tu coś podłączyć do stereo? — zapytał, ogarniając spojrzeniem salon.
W sumie pomieszczenie było całkiem spore, ale trochę zgrzytało w tym wszystkim, że Mark miał wyburzoną ścianę pomiędzy salonem a sypialnią, przez co było widać łóżko dyrektora.
— Coś się wymyśli. Trzeba tu tylko trochę ogarnąć, aby czegoś nie roznieśli… i wynieść obraz — dodał Sebastian, spoglądając w jego kierunku. Ojciec by go chyba wydziedziczył, gdyby temu coś się stało. — Czeka nas więc trochę roboty.
Francisco jęknął i potarł łydką udo przyjaciela.
— Ale od jutra rana? Dzisiaj jeszcze poleniuchujemy?
— Mhm. Dziś poleniuchujemy — zgodził się Sebastian i pomasował jeszcze wyżej udo chłopaka. Chyba się trochę na niego napalił. Tym bardziej, kiedy już wiedział, że to wszystko, o czym pisali, było możliwe.
Francisco wyciągnął dłoń do jego ręki i pogłaskał ją z wierzchu. Towarzyszył mu przy tym szeroki i szczęśliwy uśmiech.
— Mmmmm… Przyjazd do Stanów na wymianę był jednym z moich najlepszych życiowych pomysłów! — powiedział ze śmiechem, wpatrując się w Sebastiana absolutnie owładniętym radością spojrzeniem.
— W ogóle, będziemy spać u mnie, czy wygodniej na łóżku ojca? Zmieniłbym pościel — zasugerował Sebastian, bo w sumie u siebie w internacie mogli spać na pojedynczym łóżku, a tu nie było takiej potrzeby, skoro mieli do dyspozycji dwuosobowe.
— Razem na małżeńskim łóżku i ty się mnie, chłopie, pytasz, co ja wolę? — Francisco zaśmiał się, a jego dobry humor aż się udzielał. — Ja chyba romantykiem jestem trochę, co nie?
— Trochę. Trochę nawet bardzo. Ale to całkiem fajne. Miło mi się robi. I pchasz to wszystko odo przodu.
Francisco patrzył na niego chwilę z uśmiechem, po czym podniósł się, wciąż z nogami na jego udach i ująwszy go z boku twarzy, pocałował troskliwie.
— Bo nie chcę być daleko od ciebie, gdy mogę być tak blisko.
Drugi chłopak uśmiechnął się w jego usta.
— I prawidłowo. Bo dziś na pewno będziemy blisko jeszcze trochę — odparł Sebastian i przekręcił tułów do Argentyńczyka, aż opadł na niego i pocałował go. — Mmm, ludzie zaproszeni, impreza jutro, a teraz trochę odpoczynku. Dyrektor może, więc my też.
Chłopak pod nim roześmiał się i objął go za szyję.
— Si! To będzie wspaniały weekend! — odpowiedział i pocałował Sebastiana gorąco, z całym swoim uczuciem i radością. Czuł, że gdyby tylko zatrzymanie wskazówek w najbliższym zegarze zatrzymało ten czas, właśnie biegłby do pierwszego lepszego i go unieruchamiał, bo nie pamiętał, kiedy był tak szczęśliwy jak teraz. Leżąc ze swoim przystojnym, kochanym chłopakiem i nie myśląc o niczym innym niż uczucie, które między nimi kiełkowało.

*

Jude Wagner, wysoki, pewny siebie gwiazdor szkolny, nie czuł się teraz wcale taki wielki. Był raczej jak niepewna, szara myszka, kiedy patrzył na zaproszenie na imprezę od Sebastiana Mossa. Po wydarzeniach, kiedy to on dostał zadanie z projektu, miał wrażenie, jakby cały świat patrzył na niego i tylko czekał, aż się potknie, by zrzucić mu na głowę coś ciężkiego. Głupio mu z tym było, ale i tak to uczucie go nie opuszczało. Zdecydował się jednak iść na tę domówkę i właśnie dojeżdżał pod dom Marka Mossa. W ogóle pomysł, aby urządzić imprezę w domu dyrektora szkoły, do której chodził, wydawał mu się niesamowicie abstrakcyjny i szalony. Miał wrażenie, że jest to jakieś zadanie Sebastiana, bo przecież jak inaczej zdecydowałby się na coś takiego?
Na podjeździe pod domem Marka Mossa stały jeszcze jakieś dwa samochody, więc podejrzewał, że nie był pierwszy. Tego też się obawiał. Że zadaniem Sebastiana było zaciągnięcie do domu któregoś z członków projektu na udawaną imprezę i zrobienie mu jakichś zdjęć w mieszkaniu dyrektora. Na szczęście już wchodząc po schodach, słyszał muzykę i chyba głośny, dziewczęcy śmiech.
Odetchnął głęboko, czując, że cykorzy. Zadzwonił do drzwi, ale kiedy długo nikt mu nie otwierał, sam postanowił nacisnąć klamkę i wejść do środka. A gdy tylko to zrobił, akurat w jego kierunku szedł Sebastian.
— Siema, nie zamykałem specjalnie. Wchodź — zaprosił go, pokazując gestem wnętrze i już będących w środku gości.
Były tam głównie dziewczyny. Ktoś musiał je tu przywieźć, ale trzeba było pogratulować organizatorom, że było ich aż tyle. I to dość różnorodne. Bystre spojrzenie Jude’a od razu wyłapało dwie grzeczne kujonki, z których jedna na pewno uczęszczała do kółeczka dziewic. Była też trójka lasek, które zwykle widziało się w towarzystwie skejtów i jeszcze jedna „normalna” dziewczyna. I co zabawne, to te dwie pierwsze były tymi, które go rozpoznały.
— O Jezusie, Jude Wagner! Sebastian, nie mówiłeś, że będzie! — zawołała ta w wielkich okularach i z rumieńcami wstydu, ale godną podziwu odwagą, dobiegła do nich i rzuciła się na szyję gwiazdy, którą Jude był nie tylko wśród społeczności szkolnej, ale i młodzieży z Newcastle.
— Mówiłem, że będzie fajnie. — Chłopak uśmiechnął się i klepnął Jude’a w ramię, nim nie zostawił go sam na sam z rozemocjonowaną dziewczyną.
Nastolatka była bardzo szczęśliwa, że go widzi, a on na szczęście był przyzwyczajony do radzenia sobie w takich sytuacjach. Trening czyni mistrza, jak to się mówi.
— Mnie też miło ciebie też poznać. Podoba ci się moja muzyka? — spytał, kiedy już ją od siebie odkleił.
— Tak! Gdybym wiedziała, że będziesz, wzięłabym twoją płytę, którą w zeszłym roku wydałeś! Od koleżanki kupiłam, oooch, podpisałbyś mi się — mówiła szybko dziewczyna, a zaraz obok niej stanęła jej koleżanka, bardziej nieśmiała, ale wpatrująca się w Jude’a z równą czcią.
Poza dziewczynami Jude widział jeszcze Francisco Moreno i dwóch nieznanych mu chłopaków. Muzyka sączyła się z salonu dość głośno, a Argentyńczyk właśnie sterczał nad drugim chłopakiem, który zapisywał, jakie składniki będą chcieli na zamówionych pizzach.
Chwilę rozmawiał z dziewczynami, mając jednak nadzieję, że nie zajmą mu całego wieczoru, aż nie pojawił się obok niego Sebastian.
— Francisco zostaje, więc jak coś, to do niego, ale mam do ciebie prośbę. Jak ktoś będzie dzwonił do drzwi, to otwórz, bo ja jadę do miasta po kolejne osoby. Okej?
Jude w sumie w tej chwili chętnie sam by pojechał, ale skinął głową, bo nie wiedział, kogo miałby odebrać.
— Jasne, spoko. Dużo ma być osób?
— Kilka, w kuchni jest słoik na zrzutę na alkohol.
— A kto nam go kupi? — zapytał rezolutnie Jude. Jak ogarniał spojrzeniem, na razie nikt nie był tu powyżej dwudziestu jeden.
Sebastian puścił mu oczko.
— Mamy swoje sposoby — odparł, nie wdając się w konkrety. Były w końcu jego słodką tajemnicą.
Jude’owi pozostało się tylko zgodzić i gdy Sebastian wyszedł z mieszkania, sam podążył do kuchni, żeby wrzucić trochę drobnych na alkohol. Przy okazji mógł zobaczyć, jak mieszka dyrektor i musiał przed sobą przyznać, że był w lekkim szoku. W szkole Mark Moss był bardzo poważnym facetem, ułożonym i stanowczym, ale jego mieszkanie miało w sobie wiele dziwnych, niepasujących elementów i nie było takie, jak je sobie wyobrażał — pełne surowego wyglądu, ciemnych barw i porządku. Jedynie w kuchni wszystko wyglądało trochę poważniej, zapewne przez czarny marmur na szafkach, ale i on wydawał się nie pasować do niektórych elementów. Miał wręcz wrażenie, że Sebastian sobie z nich zażartował i wcale nie byli w mieszkaniu dyrektora. Ale w jakim innym? Nie miał pojęcia, więc zostało mu wierzyć, że jednak to jest dom Marka Mossa.
W tym czasie na podjazd pod domem podjechali kolejni goście. Jules Fox nie wierzył, że ma w samochodzie Sena Nakano. Jego współlokator zresztą też był dla niego niespodzianką. Azjata wybitnie mu nie pasował na takie domówki, ale w sumie dobrze go nie znał. Z drugiej strony Eric też nie bywał na takich imprezach, a jednak tym razem zgodził się z nim pójść. A co było dodatkowo miłe dla Julesa, był dzisiaj ubrany w pożyczoną od niego bluzę.
— Sebastian niby pisał, że będziemy się zrzucać dopiero na miejscu, ale nadal dziwnie się czuję, idąc do domu dyrektora bez niczego — wyznał Eric, gdy wysiedli z samochodu i spojrzeli w górę budynku.
— Ale to jedna z niewielu okazji, aby pobawić się w domu dyrektora twojej szkoły — odparł Jules, czekając, aż rudzielec i jego szalony kolega wysiądą. Zamknął samochód i schował kluczyki do kieszeni.
— Byłoby ciekawie, jakby Moss się o tym dowiedział. — Sen zaśmiał się pod nosem. Był dziś w wąskich, szarych spodniach, które podkreślały jego chudość i w bluzie w… jednorożce. Co z tego, że była w stonowanych kolorach, jak kiedy się jej przyjrzało, było je widać? Ewidentnie lubił wyróżniać się z tłumu.
— Może o tym wie… — Eric zadumał się i podążył za swoim chłopakiem do wejścia.
Idący na samym końcu Noel jeszcze omiótł swoim mglistym spojrzeniem okolicę i podążył w ślad za Senem. Sam też był ubrany dość specyficznie, bo w tak cienką, białą koszulkę, że widać było jego sutki. Do tego miał obcisłe, czarne spodnie i w nich… pasek przynależący do członków Uczniowskiej Straży Patricka Brighta. Tak, ostatecznie zgodził się na bycie jednym z jego psów, a to wszystko przez namowę Sena. Ten obiecał mu sesję zdjęciową, jeśli zgodzi się być w straży, ale Noel nie miał pojęcia, co sam Sen miał z tego mieć.
— Mam nadzieję, że będzie jakaś dobra muzyka i będzie z kim potańczyć — mruknął ponuro do pleców Azjaty. — Jak to domówka dla uchlanych wieprzy przechwalających wdzięki cheerleaderek na youtube, to umrę i będziesz mi spłacał odszkodowanie za przedwczesną śmierć.
— Nie martw się, moja płomienna wiewióreczko! — odparł Sen, stając z nim kawałek za tymi, którzy ich przywieźli. — Jak nie będzie anorektyczek, to ja z tobą zatańczę — zapewnił go, a w tym czasie drzwi zostały im otworzone przez Jude’a.
Eric uśmiechnął się do niego krótko, choć był zaskoczony, że Sebastian go zaprosił. Nie był pewien, jak Jules się zachowa, więc dyskretnie musnął dłoń swojego chłopaka, a do kolegi z francuskiego, który im otworzył, rzucił z lekkim, przyjaznym uśmiechem:
— Hej, Jude. Przypadła ci rola lokaja?
— Sebastian pojechał po więcej gości z Newcastle — wyjaśnił ten i spojrzał krótko na Julesa. Spodziewał się wiele, ale nie jego sztucznego uśmieszku, który na co dzień nosił na twarzy.
— Hej — zamruczał Jules i wychylił się do niego, aby dać mu buziaka w policzek.
Muzyk od razu się odsunął, a dopiero co przybyły gość zrobił smutną minę. Eric zirytował się trochę w duchu i zadbał o to, aby Jules zobaczył jego karcące spojrzenie.
— Już jest całkiem sporo ludzi — zauważył, gdy weszli głębiej.
— O, są też dziewczyny — wtrącił Noel.
— Nie będziesz jedyna. — Sen zaśmiał się do niego i ruszył w stronę kuchni, a przynajmniej tak przypuszczał. Miał na coś ochotę. Nie wiedział jeszcze na co, ale miał zamiar czuć się tu luźno.
Jude w tym czasie przekazał im jeszcze informację o słoiku na pieniądze na alkohol w kuchni. Po tym od razu się odsunął, woląc w tej chwili towarzystwo swoich namolnych fanek niż Julesa, który, jak miał wrażenie, dziwnie dziś na niego patrzył. Zdecydowanie inaczej niż zwykle.
— Uważaj z nim, Jules — ostrzegł swojego chłopaka Eric, gdy tylko na chwilę zostali sami w niedużym przedpokoju. Stanął przed nim i popatrzył mu w oczy. — Nie rób nic impulsywnie. Proszę.
— Nie robię nic impulsywnie — odparł Jules, patrząc jednak za jego ramię na to, jak jego konkurent flirtuje z dziewczyną w okularach. Mówił też swoim normalnym głosem, a nie zmodulowanym.
Eric, nie widząc z nim porozumienia, westchnął ledwie słyszalnie i tylko przytaknął.
— Dobrze — mruknął cicho i zawrócił, aby przywitać się z innymi gośćmi. Nie znał wszystkich, więc uważał to za konieczność. Może nie bywał na imprezach, nie był towarzyski, ale chciał być lubiany. Jak każdy.
Jules popatrzył za nim, ale już nic nie powiedział, tylko poszedł w jego ślady. Przyjechali tu razem, ale nie byli tu razem, więc miał zamiar pogadać z każdym. Chociaż brakowało mu większej bliskości z Erikiem. Od kiedy ten dowiedział się, że mogą być podglądani, obawiał się zanadto dotykać z Julesem i ograniczali się do przytulania i pocałunków. I to już po zgaszeniu światła w pokoju. To było uciążliwe.
Sebastianowi trochę czasu zajął powrót z miasta, ale usprawiedliwiło go to, że przywiózł ze sobą sporo piwa. Zaraz za Sebastianem do domu przyjechały zamówione pizze i dzięki nim humor poprawił się wszystkim gościom, którzy dotąd mogli być sceptyczni, co do całej imprezy.
— Powinniście umyć ściany. Jak nie były malowane farbami sprzed wojny secesyjnej, to powinno dać się zmyć — rzucił Noel, stojąc z kawałkiem pizzy przy ścianie, na której widać było krawędź brudniejszych części ściany w miejscu, w którym jeszcze dzisiaj rano wisiał portret Lisy. Teraz miejsce po nim było wyraźnie jaśniejsze niż reszta.
— Zwykle coś tam wisi, więc nie widać — uspokoił go Sebastian i napił się piwa, które przywiózł. Było go sporo, ale starał się racjonować, aby dla każdego starczyło i to w odpowiedniej ilości. — Więc nie stresuj się tak, Noel, ale jak chcesz, mogę ci rano coś dać i będziesz sprzątał — dodał z uśmieszkiem, przez który mocno mrużył oczy.
W domu było sporo ludzi, trochę go to denerwowało, ale dzięki temu mógł bezkarnie obserwować Erika i Julesa. Już zauważył, że Jules całkowicie inaczej odnosił się do swojego współlokatora, a inaczej do pozostałych gości.
— A już myślałem, że chcesz mi zaproponować, że to mój portret tu pierdykniesz! — Noel zaśmiał się i ugryzł pizzę.
— A masz swój portret? — podjął temat Sebastian, nie skupiając się jednak na nim specjalnie. Był jednak dobrym kamuflażem, by obserwować resztę.
Widział, jak Jules gestykuluje przesadnie, jak robi dzióbek i poprawia włosy jednej z dziewczyn. I co raz zerka na Jude’a. Oni wiedzieli, że to Jude stał za wszystkim, co wydarzyło się tydzień temu w internacie, ale przecież Jules nie mógł być tego świadom. Może więc… Jude naprawdę mu się podobał?
— Ej, Sebastian, będzie sobie można zrobić fotki na łóżku dyra?! — zawołał do syna dyrektora jeden z gości, stojący z dziewczyną z mocno pomalowanymi oczami, tuż w progu sypialni.
Sebastian skrzywił się.
— A jak myślisz? Kartka z napisem „nie wchodzić” nie jest dostateczną odpowiedzią? — zawołał, mając na myśli prowizoryczną tabliczkę, którą zrobili z Francisco właśnie po to, żeby nikt nie wchodził do sypialni ojca. Wkurzało go w tej chwili wyjątkowo, że Mark nie miał do niej drzwi.
— Powinniśmy jeszcze po hiszpańsku napisać? — dodał Francisco ze śmiechem i podszedł do nich szybko.
W jednej ręce trzymał piwo i nie wiadomo, czy to z jego racji, czy z racji ogólnie imprezy był szczególnie radosny.
— Harper, si? — rzucił do dziewczyny, gdy naraz objął ją w talii i zakręcił się z nią w kółko do muzyki. Jako jedyna osoba dotychczas. Nikt nie tańczył.
— Nawet znasz moje imię. Mogę wiedzieć skąd? — spytała Argentyńczyka z ostrożnym uśmiechem dziewczyna, ale nie odtrącała go. Było całkiem miło, chociaż z początku nie była pewna, czy dobrze robi, jadąc z koleżankami na imprezę organizowaną przez uczniów ze szkoły swojego chłopaka.
— Bo mi kolega powiedział, że podobno jesteś dziewczyną Treya Swifta — odpowiedział Francisco i znów się z nią zakręcił, a gdzieś z tyłu usłyszeli „No wreszcie ktoś tańczy” Noela, który następnie porwał drugą z dziewczyn do tańca.
— A podobno to kobiety więcej plotkują — odparła Harper i zabujała się z nim w tańcu. Lekko nawet objęła go za szyję. Była szczupła i całkiem wysoka, taka akurat.
— Nic bardziej mylnego! — Francisco zaśmiał się i ruszał sprawnie… naprawdę bardzo sprawnie swoimi biodrami przy bujających się biodrach dziewczyny. — Poza tym wiele się w szkole dzieje i jest o czym mówić. Wiesz, że Jules Fox pocałował Jude’a? — zagadał, wskazując dwójkę, o której mówił.
— Mmm, dwie szkolne gwiazdy? Nie mylę się? — spytała Harper, bo nie była aż tak rozeznana w szkolnych plotkach, mimo że chodziła z jednym z uczniów.
— Si. Jeden śpiewak, drugi gej.
— Oooch, jakie szufladkowanie. — Noel tańczący obok nich z jedną z „kujonek” pokręcił głową z niesmakiem. — Standard, ale smutny.
Francisco skrzywił się i zaburczał.
— Ja nikogo nie szufluję — mruknął, a jeszcze ciszej dodał do ucha Harper: — Co to znaczy „szuflowanie”?
— Szufladkowanie. Że ty jesteś Latino i nic poza tym. Takie określanie całej osoby, tylko dlatego, że ładnie tańczy i mówi po hiszpańsku. — Zaśmiała się, bo sama walczyła z taką kategoryzacją. Ale i bawiła ją ona. — A ten jest gejem, bo pocałował? Czy coś jeszcze? Zresztą, ty nie cmoknąłbyś kumpla, jakby ładna dziewczyna cię poprosiła?
— A co by oferowała w zamian? — Francisco uśmiechnął się do niej szerzej i mimowolnie zerknął ponad jej ramieniem na Sebastiana. Pocałowałby go, nawet jakby go nikt nie prosił.
— Może też buziaka? — spytała Harper, bo sama nie oferowała ani buziaków, ani niczego innego. Trey mógłby nie być zadowolony, a ona nie szukała rozrywki w oglądaniu całujących się facetów. Jakby chciała, to szybciej namówiłaby właśnie swojego chłopaka i jego przyjaciela.
— To by był sprawiedliwy układ — uznał Francisco.
Siedzący nieopodal Eric obserwował to wszystko znad swojego kawałka pizzy. Piwa nie pił, bo zamierzał prowadzić w drodze powrotnej do internatu.
— Jest naładowany energią. Jak z nim wytrzymujesz w pokoju? — zagadał Sebastiana siedzącego najbliżej.
A ten… bardzo ucieszył się, że został zagadany. Zamierzał skorzystać z okazji i czegoś się dowiedzieć. Chociaż łatwiej by było, jakby Eric pił. Liczył jednak, że sobie poradzi.
— A ty… jak wytrzymujesz z Julesem…?

9 thoughts on “Project Dozen – 47 – Wnikliwa obserwacja

  1. Katka pisze:

    Anony, rozdziały niektóre są krótsze, niektóre są dłuższe. Sceny oscylują wokół 8 stron, czasem na 10, czasem na 6, więc jak pod rząd kilka razy wyjdzie na 6, to się może wydawać, ze są coraz krótsze. Ale nie mamy wpływu czasem na to, jak się akcja potoczy i trzeba ciąć ta, jak wychodzi. No i tak jak mówisz, może to być też kwestia właśnie ilości wątków. Jak się czeka na swoich ulubieńców, a się nie pojawiają, to się dłuży. „ btw. ciekawe czy Jules będzie zazdrosny o pogaduchy Erica z innymi…” – zazdrosny Jules, mrrrr, hehe. Mam nadzieje, że będziesz następnym razem bardziej usatysfakcjonowana ;)

  2. Anony pisze:

    czy tylko mi się tylko wydaje, czy każdy kolejny rozdział jest krótszy?może to tylko ta rozwleczona akcja (no seksy/ i okoliczności / F&S trwały ze trzy rozdziały! no prawie). chyba macie za dużo bohaterów (no już wątek z Harpią wydaje mi się bardzo zbędny) bo sama akcja, intryga strasznie się przeciąga, brakuje dynamizmu co zwłaszcza się odczuwa kiedy nie ma swoich ulubieńców albo jest ich tylko troszkę… btw. ciekawe czy Jules będzie zazdrosny o pogaduchy Erica z innymi… i u kogo wzbudzi podejrzenie, że są prawie wszyscy z projektu…
    Anony

  3. Katka pisze:

    SilencedUnknown, o ja, jak dawno nie widziałyśmy Twojego nicku. To jednak mega zaciesz, jak stały czytelnik jest, jest, potem znika, a potem znowu nagle sie pojawia :D Myślałam, że już Cię nie ujrzymy, a jednak! Spoko, rozumiemy to, że jak życie dopadnie, to nie da się z tym nic zrobić, choćby się chciało. Więc luz, nawet tłumaczyć się nie musisz, ale i tak serio super, że znowu z nami jesteś :) I oczywiście bardzo nam miło, że nasze opowiadania wciąż Ci się podobają. Oby tak dalej.
    Już odnośnie tego, co pisałaś o opowiadanich – Eric i Jules… fajnie, że to im kibicujesz ;) W sumie wyszli nam w tym opowiadaniu przez przypadek i jak to często bywa, okazali się jedną z lepszych par XD A przynajmniej jedną z bardziej lubianych. No ale masz rację, są zżyci bardzo. To chyba jednak duży plus, kiedy się zaczyna od bycia przyjaciółmi.
    NB… Hehe, to już jest trochę na zasadzie drugiej częsci NBTS, jakby na to nie patrzeć XD Tylko takiej, w której David i Shane nie grają głównej roli. Ale zapewniam, że ich wątek jeszcze się bardziej wykluje, więc myślę, że będzie dużo frajdy z czytania o tej dwójce. I tak, Courtney to też damskie imię, więc jak najbardziej nasz kurator może być „dziewczyną” Chase’a XD
    A No Exit… przyznam, ze rozumiem ten lekki zgryz, że teraz będzie druga część, bo jakby nie patrzeć jest to takie niedomknięcie XD No ale, ale, będzie napisana druga część, mamy nadzieję, że szybko ;)
    Jeśli chodzi o książki, to spoko, możemy przetrzymać dla Ciebie je na 2 miesiące, ale prosiłybyśmy, byś w takim razie napisała nam zamówienie na maila i wtedy będziemy wiedzieć i „mieć w papierach” dla kogo książka jest i że mamy jej nie sprzedawać ;) Inaczej wiele spraw umyka jednak.
    No i jeszcze raz powiem, że bardzo nam miło, że z nami znowu jesteś! oby częściej była okazja, by wymienić kilka słów w komentarzach! :D

    Saki, jak widzisz, sprawa tego, jak profesorowie ich obserwują, wciąż jest otwarta. teorii jest wiele, dużo kombinowania, a nam się to bardzo podoba :D Musicie dumać i ruszać główkami i fajnie, że to robicie ;) Może chłopakom pomożecie rozwikłać sprawę XD Haha, a z tą imprezą to śmiesznie wyszło. Bo Sebastian chyba nie do końca był świadom, że zrobi tę imprezę, gdy o tym mówił Markowi, a jednak potem wyszło jak wyszło. ale masz rację, dzięki temu może się wybronić tym, że przecież mówił o niej ojcu. A jak potoczy się rozmowa Erika z Sebastianem… no tak, można wybrnąć z pytania w bardzo różny sposób. ciekawe, czy mu się uda. Ale Sebcio to też bystry chłopak, więc nie wiadomo jakie wnioski wyciągnie. dowiemy sie niebawem! :D

  4. saki2709 pisze:

    Uwielbiam Franka <3 (Sebę też, a szczególnie w komplecie z Frankiem, ale to szczegół). Jak on już coś powie, to rozwala system XD W ogóle myśli podobnie do mnie, że gdyby był podsłuch, to by chyba nie trzeba było niczego wyjaśniać i że w grę mogą wchodzić kamery, a jeśli nie one, to skąd takie podejrzenia.
    Ja myślałam, że Seba tylko żartował z tą imprezą, a on serio ją urządził. Ale żeby nie było, powiedział o niej, ojcu, a on nie zabronił mu jej urządzać XD Może jak ładnie posprzątają, dyro nawet się nie dowie, że była. W sumie to całkiem niezły pomysł, żeby wybadać teren, tak na neutralnym gruncie. Lepszy niż np. zapraszanie samego Julesa i Erica. Ciekawe, czy któryś z nich się wygada. No i jak szczurki zamierzają zdobyć dowody. Czy mają zamiar nagrywać rozmowę z nimi, czy co?
    Ciekawi mnie ta rozmowa Fostera z Franiem. Czekam na nią z niecierpliwością, podobnie jak na kolejny rozdział.
    Sen był tylko przez chwilę i już mnie zdążył rozwalić XD Bluza w jednorożce? Really? On się chyba lubi wyróżniać.
    Ciekawa jestem, jak zareaguje Eric na pytanie, które powróciło do niego jak bumerang. W sumie to niewinne pytanie, bo "Jak ty z nim wytrzymujesz?" nie jest jakimś trudnym pytaniem. Można na nie odpowiedzieć w dowolny sposób, ale i tak jestem ciekawa jego reakcji. Czy powie coś w stylu: "ja spytałem pierwszy" czy może się zarumieni, a może jeszcze coś innego.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czekać na następny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny

  5. SilencedUnknown pisze:

    Heej ;)
    Dawno mnie tu nie było, ale powoli nadrobiłam wszystko.
    Przede wszystkim jednak chcę przeprosić za moją nieobecność i wytłumaczyć się tym, że dopadło mnie Życie. A ono nie zawsze bywa łatwe do zniesienia ;P
    Także tego, wróciłam, jestem, będę już komentować i czytać i w ogóle ;)

    A teraz coś o tym rozdziale i o ostatnich wydarzeniach w PD.
    Jak wiadomo uwielbiam wasze twory i ten wcale nie jest inny, a ostatnie rozdziały zwyczajnie wypuściły uśmiech na moją twarz. Uwielbiam te wszystkie parki, które się potworzyły i ich świetnie rozwinięte romanse. ;)
    Z każdym rozdziałem zastanawiam się jak to się wszystko ma skończyć, który związek upadnie, a który okaże się najsilniejszy. I chyba w duchu liczę na Erica i Julesa. Nie wiem dlaczego, przecież każdą parkę uwielbiam, ale oni mi się wydają tacy bardziej… zżyci? To chyba przez te dwie twarze „szkolnego geja”… Ale nie wiem… Wole nie myśleć o tym za dużo, bo jeszcze się rozczaruje :P
    Co do sytuacji obecnej w opowiadaniu, to wybitnie ciekawi mnie jak ci profesorowie to wszystko wiedzą? Bardzo mi się nie podoba myśl, że mogliby założyć podsłuchy, a nie daj Merlinie, kamery. I coraz częściej myślę, że cel Projektu może być tak naprawdę inny niż jest on przedstawiony oficjalnie.
    I czy Eric da coś po sobie znać? A może to Jules pęknie? Wierzę w ich nos do podstępów i mam nadzieję, że sprawa przycichnie ;)

    A o innych opowiadaniach co mogę powiedzieć?
    NB –> Tak się cieszę, że pokazałyście trochę scen z życia Davida i Shane’a! Tęskniłam za nimi! A wieść o tym, że żyją i mają się prawie dobrze, doprowadziła mnie niemal do płaczu (co może mieć również związek z moim ostatnim rozchwianiem emocjonalnym, ale zwalmy winę na was, Autorki :P ). Myśl o wyśnionej drugiej części NBTS naprawdę mnie ekscytuje. Mało ważne, że raczej nie ma opcji by powstała. Hmm… a może jednak? :P
    Natomiast główni bohaterowie NB: Cieszę się, że się dogadali co do siebie i tej „dziewczyny-Courtney” – notabene to imię może być też żeńskie, prawda? I, że wszystko się układa, ale wiem też, że zapewne ta sielanka nie potrwa długo i w najbliższym czasie coś pewnie przygrzmoci niezłą bombą, ale póki co cieszę się tym spokojem ;)
    I w końcu! Walter i James się pobrali! Jak cudownie! Haha, wreszcie jakiś ślub w waszych historiach! Mam nadzieję, że nie ostatni! :)

    Och i oczywiście No Exit! Dziewczyny! Zamorduje was! :P
    Kolejne opowiadanie… i kolejny raz „koniec….części pierwszej” Jesteście bezduszne zostawiając nas tak zawieszonych w przestrzeni „niewiadomej”. ->to zdanie może i nie ma sensu, ale idealnie opisuje mój stan: z jednej strony się cieszę, a z drugiej jestem rozdrażniona, bo nie wiem co dalej i kiedy to „dalej” nastąpi i w ogóle „dlaczeghhooooo?”
    Ale i tak was uwielbiam :P

    Co do książki… o ile dobrze sprawdziłam, są jeszcze egzemplarze do kupienia i bardzo chciałabym to zrobić, lecz niestety brak pracy równa się brakiem pieniędzy i póki co mnie na to nie stać. W ogóle na nic mnie nie stać.. Jeej! ^^
    Także moje pytanie brzmi, czy będzie możliwość, żeby dokonać zakupu za miesiąc czy dwa? Czy raczej przewidujecie już brak towaru? :)

    Chyba o niczym nie zapomniałam… jak coś, to dostaniecie kolejny referat pod innym rozdziałem, a teraz jeszcze raz przepraszam za nieobecność, za ten długi komentarz i ściskam was mocno w te mroźne – ale jak śliczne – dni. :)

    Pozdrawiam! ;)

  6. Katka pisze:

    Damiann, hehe, Francisco taki bezpośredni XD Jak coś czasem palnie, to jest rozkosznie… albo krępująco XD Fajnie, że masz PD w czołówce. Każde opowiadanie zawsze znajdzie swojego wielbiciela ;)

    Mati, haha, będzie ich więcej, będzie :D No i tak jakoś to wyszło, że znowu z nimi. Nie ma co akcji ciąć na wątki, jak leci ciurkiem tyle jej zwrotów :D

    O., jakie niecne wizje! Obawiam się, że wiele więcej Franio by czymś takim zniweczył XD A jak będą drążyć…? Zobaczymy, ale na pewno taka opcja z imprezą jest doskonałym pretekstem i w ogóle płaszczyzną, na której można kombinować. A na noce miłości jeszcze się czas znajdzie ;)

  7. O. pisze:

    Już widzę jak Franio molestuje na oczach wszystkich Sebcia i tym samym niweczy plan dowiedzenia się czegokolwiek ;D
    Eric zapewne nic nie powie dlatego ciekawi mnie, jak będą drążyć temat czy jest wtajemniczony, czy nie. Oby tylko pijany Jules nie nabroił czegoś.
    Weeeeźcie…. Zrobili imprezkę zamiast nocy pełnej miłości??? ;ooo

  8. Mati pisze:

    Oj cwani są, cwani z tą imprezą :D I kolejny rozdział z nimi. Czego chcieć więcej? :D Wiem, więcej rozdziałów :D

  9. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Boli mnie tyłeczek. — Zaśmiał się. — Twój penis był super.” To jedno zdanie mnie zabilo zwlaszcza o penisie. Uwielbiam tego chlopaka xDDD Gdzies tam zauwazylem blad, ale no zapomnialem gdzie xD
    Nie moge sie doczekac, kiedy ojciec Sebastiana dowie sie o zwiazku syna i chce juz znac reakcje Erica. Chyba najbardziel lubie to opowiadanie z tych, ktore teraz piszecie. Jest takie tajemnicze xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s