Jesień – 1 – Powoli rosnący płomień

Nie musiał dziś polować. Nie był przesadnie głodny, a posłanie po stałego żywiciela załatwiłoby sprawę. Był jednak znudzony, a jedyne, co w oka mgnieniu poprawiało mu humor, to seks i polowanie. Wybrał to drugie, z racji że seks był lepszy, gdy było się najedzonym. Noc zaś była jeszcze młoda. Constantin de La Rocque wyszedł więc z jednej ze swoich posesji w niedużym miasteczku nieopodal Marsylii i udał się suchą, szeroką uliczką w stronę niedużego parku. Jesienią był zjawiskowy. Była tam okrągła fontanna, z której schodki prowadziły do rzeźbionej, pięknej bramy. Od niej zaś na boki wiodły łukiem kolumienki z podwyższeniem, gdzie często o tej porze można było spotkać zakochanych, czy artystów szukających natchnienia w panującej tam ciszy.
Dziś, z racji dobrej pogody, było tam naprawdę dużo ludzi. Cudownie pachnących kwiatami pomarańczy kobiet czy mężczyzn, którzy też już przesiąkli tym zapachem od adoracji swoich wybranek. Wśród tego roju zakochanych byli też malarze, tworzący dla nich pamiątkowe portrety albo malujący widoki, których nie dało się ujrzeć za dnia.
Constantin nie wyróżniał się zanadto na tle tych wszystkich ludzi. Jego długie, kasztanowe włosy nie wzbudzały zdziwienia, a co najwyżej podziw. Postawna budowa ciała przyciągała wzrok malarzy, a drogie, może trochę przesadnie eleganckie odzienie pasowało do otoczenia przepełnionego pięknem stworzonym dłutem na kamiennej bramie i kolumnach, czy ogrodowymi nożycami na krzewach tu i tam posadzonych.
Jeszcze nie wiedział, kogo chce zakosztować. Co chwilę przekręcał głowę w czyjąś stronę, gdy wiatr przywiódł pod jego nozdrza coraz to inny zapach. U jednego, samotnego spacerowicza wyczuł we krwi nadmiar spożytego wina. U kobiety prowadzonej właśnie w kierunku fontanny zaś chorobę, o której ta mogła jeszcze nie wiedzieć. Szedł jednak dalej, by wśród tego ludzkiego stada odnaleźć najsmakowitszy kąsek.
Aż podczas tego luźnego spaceru, pośród piękna, jakie dawała noc, poczuł coś, co go zainteresowało. Zapach był jednocześnie gorzki, ale i lekki. Trochę przypominał mu zapach wosku miodowych świec. Wydało mu się to niecodzienne i niepasujące do tych wszystkich innych zapachów. Jak wyróżniający się zapach jednej róży na polu pełnym tulipanów.
Przystanął na środku alejki, zmarszczył swój duży, orli nos i zmrużył oczy, aby złapać trop. By niczym pies myśliwski dotrzeć do źródła tej smakowitej woni.
Spokojnie ruszył w kierunku, gdzie ją czuł. Jedna alejka, kolejna, aż w końcu ujrzał tego, który kusił go zapachem pszczelego wosku. Kiedy teraz go widział, kusił go też swoim wzrostem i szczupłą talią, którą podkreślał kubrak. Do tego falowane, może nawet kręcone włosy, spięte kokardą w mały kucyk. Szedł w stronę centrum miasta.
Constantin splótł dłonie za plecami i podążył za nim. W tym samym tempie, lecz w odpowiedniej odległości. Mógłby ją zwiększyć i kierować się jedynie zapachem, jednak chciał go nie tylko czuć, ale i widzieć. Był zaintrygowany i poczuł, że jego apetyt wzrasta. Dziąsła trochę go zaswędziały, gdy mocniej wciągnął ten zapach.
Mężczyzna musiał być młody, a jego ubrania pachniały jak świece. Jeśli dobrze widział, miał lekkie oparzenie na lewej dłoni, w miejscu pomiędzy palcem wskazującym a kciukiem. Poza tym zewnętrznie nic mu nie było. Szedł płynnie, szybkim, sprężystym krokiem, nie zdając sobie sprawy, że jest śledzony. Poza kluczem i zapewne monetami w wewnętrznej kieszeni ubrania, nic nie mąciło równomiernego stukotu jego butów. Wampir szedł za nim, aż do centrum, gdzie młodzieniec zatrzymał się tylko na chwilę obok piekarni, zajrzał do niej, przywitał się z kimś, kto na rano przygotowywał pieczywo i dopiero skręcił do jednej z kamienic, gdzie życie nocne dopiero ożywało.
Constantin się nie wahał. Zdjął jedynie spod szyi swój biały, pozłacany fular, aby nie wzbudzać zbyt dużego zainteresowania. Wiedział, że w otoczeniu takiej klasy, jaką prezentował młodzieniec, mógłby rzucać się w oczy. Wolał zaś pozostać drapieżnikiem polującym skrycie spomiędzy zarośli.
Wszedł za młodzieńcem.
W środku było tłoczno, ciemno i jeszcze bardziej pachniało świecami, ale też i dębowym drewnem. Jego cel podszedł do baru, podał dłoń temu, który napełniał puchary trunkami, chwilę rozmawiali, śmiali się, aż w końcu młodzian udał się w głąb, aby zasiąść przy jednym ze stolików. Oberżysta pomachał mu jeszcze i zaczął nalewać wina do metalowego kielicha. Constantin miał chwilę, aby przyjrzeć się drewnianemu wystrojowi i zauważyć liczne, grube świece stojące w butelkach po winie na stolikach na sali. Te przelane były już dawno woskiem dającym ciepły zapach, od którego miało się ochotę przechylić do ust jakiś cięższy trunek.
Ujrzał w całym tym pomieszczeniu możliwość przyjrzenia się obliczu swojej ofiary. Dotąd widział jedynie jej ciało, ruch jej sylwetki i czuł jej zapach. Chciał jeszcze zobaczyć twarz, więc podążył do baru i zamówiwszy trunek, którego bynajmniej nie zamierzał pić, przeszedł z nim do stolika dającego możliwość obserwacji. Usiadł, odrzucił włosy na plecy i uniósłszy kielich do swoich bladych warg, spojrzał ponad jego krawędzią na tego intrygującego młodzieńca.
Ten uśmiechał się ładnie wąskimi ustami, kiedy do stolika został przyniesiony alkohol. Znowu zamienił kilka zdań ze starszym od siebie mężczyzną, mrużąc przy tym przyjemnie także szare oczy. Chociaż te nie były zupełnie szare, a miały w sobie odrobinę zieleni, jak wyschnięta trawa ma w sobie odrobinę życia. Całość jego twarzy uzupełniał długi, ale wąski i nie odstający szczególnie od twarzy nos. A to wszystko na pociągłej twarzy o wyraźnych kościach policzkowych. Wyglądał bardzo młodo, sądząc po cerze i zachowaniu, ale było w nim też coś dojrzałego. Coś, co Constantin widział tylko czasami i tylko w oczach swojego przyszywanego ojca Mihaia.
Zastygł całkiem, zaś przez to, że był wampirem i nie oddychał, mógł się wydawać osobom postronnym posadzonym tu manekinem. Oczarował go ten młody mężczyzna. Constantin nigdy nie mógł określić swojego ulubionego typu urody, ale na twarzy tego człowieka wszystko zgrywało się w jedną, urzekającą całość.
Odsunął szybko trunek od twarzy, aby znów poczuć zapach tego młodzieńca, a nie alkoholu. Chwilę patrzył, obserwował każdy ruch swojej ofiary, po czym uniósł się i zabrawszy kieliszek, podszedł do jej stolika.
— Dobry wieczór — powiedział uprzejmie, lecz już mniej uprzejmie usiadł na krześle po prawej stronie młodzieńca i spojrzał mu w oczy swoimi bordowymi, jakby wiecznie odbijającymi jakiś nieistniejący płomień.
Młody człowiek spojrzał na niego, potem w przeciwną stroną, a nie widząc nikogo innego, do kogo mogło być skierowane to powitanie, znowu popatrzył po przybyszu.
— Dobry wieczór. Ale jak mniemam, nie znamy się.
— Constantin de La Rocque — przedstawił się wampir swoim głębokim, bardzo niskim głosem, wyciągając dłoń ponad stolikiem. Chciał poczuć ciepło jego skóry, bo zapach z bliska był jeszcze bardziej nęcący.
Człowiek był podejrzliwy, ale podał mu dłoń.
— Patrick Boissel. Mogę w czymś pomóc? — spytał, nie spodziewając się po takim osobniku jak Constantin, że ten będzie towarzysko zagadywał w barze.
— Jeszcze nie wiem — odpowiedział wampir, któremu penis drgnął w spodniach przez ten uścisk dłoni. Zrobiło mu się za to niewytłumaczalnie zimno, gdy musiał cofnąć rękę. — Jest pan tu sam? — zapytał, odchylając się lekko na krześle i patrząc głęboko w oczy rozmówcy, jakby chciał zajrzeć przez jego oczodoły aż do duszy.
— Jak widać. Nie licząc w tej chwili pana towarzystwa, panie de La Rocque? — spytał na koniec, dając znać, że upewnia się, czy dobrze zapamiętał nazwisko. — Och, i mam jeszcze towarzystwo doskonałego wina.
Constantin pochylił się nad stolikiem i powąchał trunek w kielichu rozmówcy. Zamknął oczy, wydał z siebie niski, sensualny dźwięk i cofnął się na swoje miejsce.
— Nie, panie Boissel. Zaraz przyniosę panu najlepsze wino w lokalu — powiedział i uniósł się, aby zaraz podążyć do baru.
Młodzian uśmiechnął się pod nosem, oparł dłoń na stole, a brodę na niej. Nic nie odpowiedział, tylko napił się wina. Był otwarty na to, co mogło się wydarzyć, ale nie przesadnie entuzjastyczny.
Po chwili Constantin wrócił do niego z kielichem jednego z najdroższych win w tym przybytku. Nie najdroższym, bo to po powąchaniu wcale nie okazało się takie dobre. Wybrał inne z górnej półki, którego bukiet już od pierwszej chwili zapewniał, że będzie intensywne i aromatyczne.
Postawił kielich przed młodzieńcem, znów zaglądając mu głębiej w oczy. Usiadł na swoim miejscu, odchylił się do tyłu i bezczelnie wysunął nogę w przód, by stopę zetknąć z kostką Patricka. Był ciekaw reakcji ludzi w takich sytuacjach.
— Niech pan spróbuje tego i porówna jego doskonałość do doskonałości swojego doboru.
— A pan nie pije? — spytał młodzieniec, ale powąchał wino. Lubił to miejsce, gdyż znali się z właścicielem i ten nigdy nie dawał mu szczyn. On za to przynosił im świece.
— Mam swój trunek — odpowiedział zdawkowo Constantin, bo rzeczywiście, kielich miał. Jednak nie pił z niego, a nawet jakby mógł, był zbytnio zapatrzony w oblicze mężczyzny. — Dlaczego jest pan sam?
— A cóż to za pytanie? — Chłopak uśmiechnął się, w końcu upijając łyk z kielicha. Skinął głową z uznaniem, ale nie pochwalił. — Jest niczym… jak „dlaczego pan stawia mi wino?”.
— Mam postawić coś innego? — zapytał drapieżnie Constantin, a kącik jego ust powędrował w górę.
Brwi Patricka również wykonały taki ruch, ale nie jego głowa z dłoni.
— Nietypowe słowa jak na takie miejsce.
— Mm… — Constantin zmrużył powieki i przyjrzał mu się czujniej. — Jednak pana specjalnie nie poruszyły. Ani nie zraziły, ani niczego nie postawiły. Może ceni pan jednak doskonałość wina ponad inne przyjemności.
Młodzian rozejrzał się po przybytku, w którym byli.
— Tu? — spytał zaczepnie. — Chyba raczej nie. Zwyczajnie lubię to miejsce, po dniu spędzonym podczas fizycznej pracy. Pan za to chyba takową nie zajmuje się na co dzień, co też wyjaśnia wiele w kwestii doboru wina.
— Mógłby się pan zaskoczyć tym, jakie mam zdolności fizyczne, jednak ma pan rację. Ich do pracy nie wykorzystuję — przyznał Constantin. Był zainteresowany tym młodzieńcem, a do tego wciąż w jakiś sposób oczarowany. Nie mogło to być jedynie pierwsze wrażenie, bo każda kolejna sekunda wymiany słów między nimi wzbudzała w nim większą chęć bliższego poznania. Dlatego dopytał: — Czym się pan zajmuje, jeśli mogę spytać? Nie pracuje pan w porcie, nie ma pan do tego rąk. Są bardziej… — spojrzał na szczupłe palce trzymające kieliszek — sprawne niż silne.
Dość ciemne, ale wąskie brwi znowu uniosły się z zaciekawieniem. Constantinowi przyjemnie oglądało się tę żywą mimikę, która przy tym była dość oszczędna i na pewno nie przesycona głupimi uśmieszkami.
— Pozwolę panu zgadnąć. Mogę nawet założyć się o coś, że pan nie zgadnie.
Zakład. Constantin znów spojrzał w oczy Patricka bardziej żywo, w przeciwieństwie do własnego serca, które jako martwy organ spoczywało mu w piersi nieruchomo. Lubił wyzwania, lubił też zwyciężać.
— Niech pan najpierw ustali nagrodę, a zobaczę, czy jest to coś warte.
— Nagrodę? Hm… — Chłopak zamyślił się, przy tym delikatnie przygryzając wnętrze policzka. — Na pewno nie postawię panu wina. Ale może zaproponuję jeden z moich wyrobów. Tak, jest to podpowiedź.
— Wyrobów… — powtórzył Constantin, znów zerkając na jego dłonie. Miał pewne podejrzenia, jednak chciał je sprawdzić.
Wyciągnął ponad stolikiem rękę i ujął dłoń rozmówcy. Delikatnie, od spodu. Wychylił się i z zamkniętymi powiekami, wciągnął zapach jego skóry. Ten nie cofnął dłoni, ale wampir poczuł jego zaskoczenie w nagłym, szybszym uderzeniu serca.
— Czy… pan właśnie… Mogę spytać, co pan robi?
Nie unosząc głowy, Constantin skierował na niego spojrzenie i uśmiechnął się kątem ust. Przesunął tylko suchymi wargami po skórze i puściwszy jego dłoń, oblizał wargi.
— Analizuję. Tworzy pan świece.
Chłopak znowu uniósł wysoko brwi, ale przy tym uśmiechnął się lekko.
— Nie jest pan chyba detektywem?
— Daleko mi do tego. Ale niech pan nie próbuje zgadywać. Zapewniam, że nie zgadnie pan — odpowiedział wampir z lekkim pobłażaniem i zamiast dłoni Patricka, ujął między palce szklankę ze swoim trunkiem. Zakręcił nią na stoliczku, nie odrywając wzroku od oczu człowieka. Podobała mu się jego fizjonomia.
— Kiedy pan zgadł moją profesję, chyba już dziwniejszej nie sposób wymyślić — odparł Patrick ze spokojem i sam napił się wina. — Ale przypuszczam, po pana stroju, że coś dochodowego. Obraca pan dużymi kwotami albo jest samozwańczym krawcem, który bardzo uważa na palce.
Constantin uśmiechnął się i zamruczał nisko, a jego wibrujący głos wzbudzał przyjemne ciarki na ciele.
— Nie jest trudnością zgadnięcie tego, czym się zajmuję, choć ma pan rację. Jest to coś dochodowego i powiązanego z pieniędzmi. Jednak istotne jest, panie Boissel… — pochylił się nad stolikiem i spojrzał mu głębiej w oczy — kim jestem.
Młody mężczyzna lekko zmrużył oczy i przyjrzał się całej postaci Constantina.
— I uważa pan, że zaimponuje mi to na tyle, abym chciał się ponownie z panem zobaczyć na lampkę wina? — spytał, widząc, że tylko on pije.
Z początku Constantin zamierzał zwyczajnie zjeść Patricka Boissela. Teraz jednak naszła go myśl, że może rzeczywiście chciałby, aby takie spotkanie miało miejsce jeszcze raz.
— Tego nie potrafię przewidzieć. Skłaniałbym się do tego, że bardziej to pana spłoszy niż panu zaimponuje.
— Więc czemu chciał mi pan to powiedzieć?
— Nie zamierzałem powiedzieć. Zamierzałem panu pokazać. Jeśli chciałby pan wiedzieć, musielibyśmy jednak stąd wyjść.
Patrick dopił wino.
— Wiąże się to z tym, że nie upił pan ani łyka?
— Mm… Między innymi.
— W takim razie porozmawiajmy jeszcze chwilę, jeśli chociaż trochę moja ciekawość pana osoby równa się tej, którą kieruje pan w moją stronę.
Wampir zgodził się skinieniem głowy i odchylił się wygodnie na krześle. Podobał mu się mglisty posmak skóry Patricka na wargach, podobał mu się jego zapach. Nie okazał się przy tym pustym, głupiutkim młodzieńcem, jak niektórzy chłopcy pozujący artystom czy rozpieszczone dzieci zamożnych mieszkańców. Był inny. Bardziej skupiony, stonowany i równocześnie specyficznie… ognisty. Chciał go poznać.
— Nigdzie mi się nie spieszy tej nocy. Spróbuje więc pan mimo wszystko zgadnąć?
— Pana zawód? — spytał Patrick i od razu dodał: — Przypuszczam, że może być pan bankowcem bądź handlarzem. Ale to wyłącznie moje przypuszczenia. I jak się domyślam, pana profesja jednak nie jest tą wielką tajemnicą.
— Nie. Nie jest — zapewnił go lekko rozbawiony Constantin. Wystarczyłoby przecież, że właśnie obnażyłby zęby, aby chłopak domyślił się, że jest kreaturą, którą można poznać w baśniach czy starych księgach. — Ale jest pan blisko. Można powiedzieć, że od czasu do czasu zajmuję się każdą z tych profesji.
— Ale chyba nie dziś? Chyba że przebrał się pan specjalnie na wyjście na miasto do tej podrzędnej knajpy — zauważył Patrick i bez pytania o pozwolenie przysunął do siebie kieliszek nieruszonego wina Constantina, który nie zaoponował na tę małą kradzież.
— Dziś zajmuję się jedynie swoim… apetytem. Choć zwykle pracuję nocą. Tak. To wskazówka — dodał z lekkim uśmieszkiem, ciekaw, kiedy wzrok pełen zainteresowania zmieni się w przerażenie.
Chłopak jednak tylko napił się wina. Wydawał się bardzo spokojny.
— Cóż, nie ukrywam, że przez to, co pan mówi, rozważam, czy jednak poznać tę tajemnicę. Często niosą za sobą duże ryzyko. I jak zakładam, wie pan, co mam na myśli.
— Coś… na zasadzie, że gdybym panu powiedział, musiałbym pana zabić — dokończył myśl Patricka Constantin i uśmiechnął się drapieżnie. — Jest pan gotów podjąć to ryzyko?
— Wydaje mi się, że wolę w takim razie poznać pana, a nie pana tajemnicę — odparł człowiek, a wampir poczuł pod stolikiem, jak zakłada nogę na nogę i niby niechcący go trąca. Wzbudziło to w nim przyjemny dreszcz i miał ochotę znów poczuć zapach rozmówcy, więc odetchnął. Nie robił tego, bo nie potrzebował, ale teraz chętnie zanurzyłby twarz w odzieniu Patricka i oddychał nim.
— Zostawię więc tę tajemnicę dla siebie. A ja… ja na pewno nie jestem taki, na jakiego z pozoru wyglądam. Nikt nie jest taki, na jakiego z pozoru wygląda. Zakładam, że pan również chowa wiele sekretów.
— Nie aż tak wiele. Jestem prostą osobą. Lubię proste przyjemności, jak chociażby dobry trunek i miłe towarzystwo.
— Jeśli chodzi o przyjemności… — Constantin również poruszył nogą pod stolikiem, aby otrzeć się o łydkę tego zajmującego śmiertelnika — niektóre mogą być bardzo intensywne w swojej prostocie — zamruczał. — Chociażby dobra muzyka, której tu brak — dodał już wymownie, rozglądając się po pomieszczeniu.
Słychać było jedynie szum rozmów, stukanie szklanic i kielichów, szuranie krzeseł po wytartej podłodze i rozbrzmiewający od czasu do czasu śmiech barmana. Choć Constantin słyszał więcej. Słyszał syk palących się knotów, szybsze bicie serca kelnerki przechodzącej obok pewnego przystojnego klienta. Słyszał też rytmiczne stukanie noża o deskę, gdy ktoś na zapleczu kroił warzywa. Słyszał też nikłe dźwięki ulicy, o tej porze jedynie sporadyczne. Pragnął jednak usłyszeć więcej. Chociażby szybszy przepływ krwi w żyłach Patricka, gdy ten się przerazi lub ogarnie go rozkosz.
Patrick znowu uniósł brwi z zaciekawieniem. Popijał już kolejny kieliszek, przez co ciepło jego ciała wydawało mu się większe, niż kiedy tu przyszedł.
— Więc jakiej muzyki lubi pan słuchać? — spytał spokojnie, trochę beztrosko, ale cały czas przy tym był zainteresowany rozmówcą. Śledził spojrzeniem jego ruchy, a raczej jego bezruch. I chciał poznać jego tajemnice, ale i samego Constantina, dlatego liczył, że porozmawia z nim dłużej niż kilka minut.
— Hm… Własnej. Mocnego fortepianu i dobrych skrzypiec. Mam zbyt dobry słuch, by zadowolić się podrzędnymi grajkami.
Kolejny łyk wina znalazł się w przełyku Patricka, a ten pociągnął temat muzyki, zaś Constantin zasłuchał się w jego słowie prawie tak bardzo, jak potrafił zasłuchać się w chociażby wspomnianej, dobrej fortepianowej melodii. Był dziwnie zafascynowany tym człowiekiem i pragnął jego obecności równie jak jego krwi. To z kolei sprawiło, że nie postanowił zjeść go tego wieczoru. W końcu wtedy zabrałby sobie możliwość przebywania w jego towarzystwie.
— Jak często można polować na pana w tych okolicach? — zapytał, specjalnie używając tego sformułowania, gdy wyszli późną nocą na ulice miasteczka i niebawem mieli się rozstać.
— Dość często — odparł Patrick, wsuwając dłonie w kieszenie kamizelki, aby je ogrzać. — Każdy ma małe słabości, a ja akurat lubię to miejsce, więc przynajmniej dwa razy w tygodniu tu bywam. — Pytanie tylko, jakie ma pan intencje w polowaniu na moją osobę?
— Może kiedyś się pan dowie, jeśli zdecyduje się pan ponieść ryzyko — odpowiedział Constantin, mając ochotę pochwycić go w talii, przyprzeć do muru i wziąć go tu. Albo rozłożyć pod nim nogi i dać się polać woskiem, którym Patrick tak pachniał. Było to równie mocne uczucie, jak chęć zakosztowania jego krwi.
— Może po kolejnym spotkaniu będę w stanie odpowiedzieć, czy chcę je podjąć. Na razie… — młody mężczyzna urwał i spojrzał w głąb ulicy, czy są sami. Byli. Było już bardzo późno. — Na razie fascynujesz bardziej, niż odstraszasz — dodał, pozwalając sobie na odejście od grzecznościowej formy.
Constantin odetchnął głęboko, by zaciągnąć się jeszcze jego zapachem.
— I vice versa. Będzie mi miło ujrzeć cię znów i może przenieść zajmującą rozmowę gdzieś indziej — odpowiedział swoim pewnym, ale dość formalnym głosem i skłoniwszy się, ujął jego dłoń jak kobiecą. Tylko po to, by znów dotknąć wargami wierzchu jego dłoni.
Patrick krótko się zaśmiał.
— Ma pan dziwne zwyczaje — zauważył i sam ścisnął jego dłoń, aby i jego przyciągnąć do siebie. Szepnął mu do ucha: — Ale proszę nie mylić mnie z kobietą — dodał i cmoknął go w policzek, nim się odsunął i skinął mu głową. — Do kolejnego spotkania, panie de La Rocque.
— Do kolejnego spotkania, Patrick — odpowiedział Constantin, zostając na polu, które wcześniej zasugerował ten młodzieniec. Chciał, by i on wypowiadał jego imię. Najlepiej szeptem lub krzykiem. Zamierzał do tego doprowadzić.

***

Jesień wyraźniej ukazała się w krajobrazie. Liście były bardziej złote, niebo bardziej zachmurzone, a wieczorem ludzie bardziej marzyli o podgrzanym winie niż o zimnej wodzie z cytryną. Każdy łaknął ciepłego zakątku, skrawka koca, przytulnego ogniska domowego. Constantin za to łaknął ognia w kominku grzejącego go równie mocno jak ludzkie ciało obok. A ostatnio jedynym człowiekiem, którego w swoich wyobrażeniach widział w tej formie, był Patrick.
Widzieli się już kilka razy i każda ich rozmowa nad kieliszkiem wina kończyła się po wielu godzinach. Rozmawiali nie tylko w tamtej knajpce, lecz również w parku, nad stawem, czy krocząc po ulicach. Za każdym razem wampir był pewien, że to ostatnie spotkanie. Że w końcu ulegnie swemu apetytowi i zanurzy zęby w szyi młodzieńca. Jednak to nie nastawało, a on coraz mniej patrzył na Patricka jak na danie na talerzu, a bardziej…
Nie chciał kończyć tej myśli. Chciał po prostu być obok. Dlatego udało mu się w końcu namówić człowieka, aby odwiedził go w jego rezydencji. Zapewniał, że będzie, co oglądać.
— Trafiłeś — powitał go zamiast swojego lokaja, gdy usłyszał kołatkę w drzwiach i po otwarciu ich, ujrzał znajomą twarz.
— Tak. Udało mi się. I jestem nawet tym zaskoczony, bo nie spodziewałem się, że mieszkasz na takim odludziu. Taka persona… — zakpił na końcu.
Czuli się w swoim towarzystwie już luźniej niż wcześniej. Zwroty grzecznościowe odeszły na bok, ale nadal było to ciągłe badanie się, oglądanie i… przyciąganie. Nawet kiedy chłopak wydawał się, jakby już znał tajemnice Constantina, tylko nadal żartował, że musi ją poznać. To była swoista gra, a wampir czuł się w nią całkowicie wciągnięty.
— To wszystko po to, by uniknąć tłumu pragnącego uścisnąć moją dłoń — odpowiedział i usunął się, by wpuścić gościa. Zlustrował go od razu spojrzeniem od góry do dołu. Sam był ubrany nader gustownie, choć w ciemniejsze kolory niż zwykle. Jego kasztanowe włosy ładnie się prezentowały na grafitowym materiale marynarki. — Jadłeś już kolację, czy chcesz coś zjeść przed obejrzeniem mojego domu?
— A masz w ogóle co mi zaproponować? — spytał, zdejmując wierzchnie ubranie i samemu wieszając je na haczykach. Pachniał jak zwykle przyjemnie miodowo.
— Jestem zawsze gotowy na gości, których gusta żywieniowe różnią się od moich — zapewnił Constantin i stanąwszy za nim, sięgnął do jego fularu. Pociągnął go powoli, przy tym wdychając jego woń. — Będzie ci tu w nim gorąco. Dużo palę w kominku.
— Tak? A nie wyglądasz na takiego, który tak lubi. — Patrick oddał mu część swojego stroju. — Więc jak? Oprowadzisz mnie?
Gdy tylko Constantin odwiesił jego odzienie, wskazał mu dłonią swój hol.
— Zapraszam.
Podążyli w kierunku schodów na piętro, bo gospodarz uznał, że tam są najciekawsze pokoje. U samej góry przeszli pod łukiem z freskami, o których pochodzeniu i autorze Constantin opowiedział Patrickowi. Następnie przeszli wzdłuż długiego korytarza do dwuskrzydłowych drzwi. Za nimi znajdował się duży pokój, a właściwie salon, w którym stał długi, czarny fortepian, wielki kominek z palącym się w środku ogniem i wyjście na olbrzymi taras, teraz zasłonięty złotymi liśćmi.
— Spójrz, co tu stanęło. Nie wiem, czy kiedykolwiek ją zapalę. — Wampir wskazał na świecę stojącą na półeczce kominku. Za nią widać było wielkie lustro, zaś sama świeca była podarunkiem od Patricka w zamian za zgadnięcie jego profesji. Gruba, z pięknie złotego wosku, o nacięciach, które tworzyły kwiaty i zawijasy na niej. Kolejne warstwy wosku wyglądały przy tym jak słoje czy żyłki na płatkach kwiatów.
— Świece są od tego, aby je palić. Wtedy są najpiękniejsze. A to, że nie będą wieczne, dodaje im uroku. — Patrick podszedł do swojego dzieła. — Mogę jednocześnie sprzedać ci ich więcej, jak i jakąś kolejną podarować.
Constantin, który komentarz o wieczności odebrał niemal jako policzek, znów przywołał na twarz swój typowy wyraz i splótłszy dłonie za plecami, przystanął obok Patricka. Mógł spojrzeć przez to na siebie i na niego w odbiciu lustra. Wyglądali tak inaczej, a jednak miał wrażenie, że ma obok siebie bratnią duszę. Nie myślącą jak on, nie podobnie wykreowaną, może nawet nie dzielącą podobnych zainteresowań, ale w jakiś sposób do niego… dopasowaną.
— Podarunki mają większą wartość. Jednak nie chcę ich więcej. Ta jedna ma wielkie znaczenie, więc pozostanie nieruszona.
Patrick spojrzał na niego i dopiero po chwili się uśmiechnął.
— Lecz kolejną zapalimy — stwierdził, nie spytał, jakby byli już na to umówieni. — Pokażesz mi resztę domu?
Constantin jedynie skinął głową i wskazał mu dłonią nie te drzwi, którymi weszli, a inne, wiodące bezpośrednio do sąsiedniego pokoju. Tam znajdowała się jadalnia z długim stołem, a gospodarz znów opowiedział o obrazach wiszących na ścianie, gdzie dominował Botticelli. Wymienili więc kilka spostrzeżeń o mitologii, aż stanęli przed, tym razem, wąskimi drzwiami. Te miały ciemne drewno i bardzo wiele zamków. Każdy otwierał się w podejrzanie skomplikowany sposób. Nie raz trzeba było dotknąć jednej wypustki, by w danej sekwencji móc dopiero otworzyć kolejny zamek. Zajęło to zadziwiająco dużo czasu, a gdy otworzyli drzwi, gość ujrzał węższy korytarzyk o ciemniejszych ścianach i jakby wiodący do zupełnie odrębnego budynku. To było tylko wrażenie, lecz różnica w aranżacji była porażająca. Przeszli wzdłuż bordowych ścian, ze złotym gzymsem i zawieszonymi świecznikami. Świece się nie paliły, więc Constantin zapalił ich kilka po drodze, dzięki czemu Patrick mógł zobaczyć, że zmierzają do kolejnych, równie ciemnych drzwi.
— Dlaczego mam wrażenie, że za tymi drzwiami bez pytania dowiem się, jaki jest ten twój osławiony sekret? — spytał Patrick, kiedy już przed nimi stanęli i czekał z zewnętrznym spokojem, aż Constantin otworzy. Poza tym jednak serce biło trochę szybciej, ale nie panicznie, jakby zaraz miało w ucieczce wyskoczyć z klatki piersiowej.
— Jeżeli odpowiednio zrozumiesz to, co zobaczysz…
Wampir nacisnął klamkę i powoli uchylił drzwi. Pokój nie był duży. Był właściwie niczym schowek czy garderoba. Gospodarz podszedł do ściany naprzeciwko drzwi i zapalił lampkę oliwną. Wtedy Patrick mógł zobaczyć, co znajdowało się po lewej i prawej stronie od wejścia. Na trzech wysokościach, na mocnych półkach, stały… trumny. Każda idealnie wypastowana, lśniąca, lecz różniły się kolorem, drewnem i kształtem. Jedna była mahoniowa i jakby wąska, inna sosnowa i bardziej prosta. Była też biała trumna i czarna jak noc. Łącznie sześć i każda pusta, jak zapewnił gościa Constantin.
Patrick patrzył na nie z konsternacją na twarzy, ale nie z szokiem. Jakby spodziewał się czegoś, nie konkretnie tego, co ujrzał, ale jednak był przygotowany na niespodziankę.
Chwilę analizował wszystkie trumny, aż w końcu spojrzał na Constantina.
— To, jak to rozumiem, nie świadczy o tobie pozytywnie. Jednak… miałeś wcześniej wiele okazji, aby mi zagrozić.
— Miałem. Miałem okazje nie tylko ci zagrozić, ale dopełnić twojego żywota. — Constantin postanowił grać w otwarte karty, a przynajmniej już prawie otwarte. Teraz jedynie pozostawało nazwać rzecz po imieniu. Czekał jednak na dalszy rozwój sytuacji, stojąc przy ścianie z lampką, na końcu pomieszczenia. Nie chciał go straszyć. Złapał się na tym, że nawet specjalnie stanął tutaj, by Patrick miał poczucie posiadania ucieczki, znajdując się przy drzwiach. Chciał go… ochronić.
— A… polowanie na mnie po pierwszym spotkaniu nie było tylko grą słowną? — spytał Patrick, a jego serce biło szybciej, ale równo i mocno. Mierzył się z czymś, o czym może nie wiedział, ale się tego domyślał i teraz to stawało się prawdą. I tylko może gdzieś wewnętrznie ten młody, pachnący ogniem i woskiem mężczyzna, liczył, że się mylił.
Constantin pokręcił powoli głową na potwierdzenie jego słów. W tym nikłym świetle, otoczony trumnami, w ciemnym, eleganckim odzieniu i oczami błyszczącymi niemal jak zapalone knoty w tworzonych przez Patricka świecach, wyglądał naprawdę jak demon. Demon, który wreszcie pokazał się Patrickowi. A przynajmniej połowicznie. Constantin jednak nie chciał, by ten młodzieniec widział go w kałużach krwi, otoczonego ciałami, będącymi jego kolacją. Nie teraz.
Człowiek pokiwał głową i chwilę nic nie mówił. Nie uspokoił się i wampir doskonale to słyszał.
— Więc… czego chcesz? Po co w ogóle postanowiłeś pokazać mi swoją tajemnicę?
— Bo to jest moment, kiedy podejmuję ryzyko za ciebie. Jesteś dla mnie jak płomień dla ćmy, Patrick.
— Ćmy nie mają w naturze gasić płomienia, prędzej się w nim przypalać — odpowiedział młody mężczyzna, patrząc nadal na gospodarza i ważąc słowa. Czuł się zagrożony tym, co do niego docierało. Że Constantin jest mordercą, wampirem, który żywi się ludzką krwią, jak opowiadają legendy. Ale przez to nie przestawał go nagle mniej cenić.
— Może więc przy tobie spłonę. Ale mimo to chcę być bliżej… — Gospodarz urwał i naraz w ułamku sekundy, ruchem, którego Patrick niemalże nie zauważył, znalazł się tuż przy nim. Patrzył mu w oczy z odległości kilkunastu centymetrów. — Bardziej pragnę całego ciebie niż twojej krwi — powiedział nisko i cicho, a jego głos specyficznie zawibrował.
Usłyszał, jak nagle puls u człowieka skoczył, ale ten szybko go opanował.
— O… — Patrick, zaskoczony tak nagłym pojawieniem się Constantina przed sobą, aż się cofnął. — To… to jest to, co tacy jak ty potrafią? — spytał, czując niepokój i fascynację, ale nie chęć ucieczki.
— Tak. Między innymi. Mógłbym też sprawić, że wszedłbyś do jednej z tych trumien i zamknął się w niej. Że rozebrałbyś się przede mną lub podciął sobie żyły — mówił Constantin poważnie, spokojnie i pewnie, ale pokazywał po swojej postawie, że nie jest zagrożeniem dla Patricka. — Nie obawiaj się. Nie zrobię tego. Chcę, byś sam decydował przy mnie, co chcesz zrobić. Chociażbyś miał wybrać teraz ucieczkę.
— Ale tego najbardziej nie chcesz — odpowiedział Patrick z pewnością w głosie, która chyba i jego samego zaskoczyła. — Nie mówisz mi tego tylko po to, aby mnie teraz zabić.
— Nie… Mówię to po to, byś mnie poznał. Bo to jest właśnie moment, w którym poziom naszej znajomości może przejść dalej. Nie moglibyśmy tego pogłębić, gdybyś nie wiedział, kim jestem, a mi nie wystarczają już rozmowy o świecach.
— Nie lubisz moich świec? — Patrick zaśmiał się nerwowo, ale zaraz zatkał sobie usta dłonią i się uspokoił. Ostrożnie wyciągnął dłoń do Constantina i położył ją na jego klatce piersiowej. Chciał się upewnić, czy jego serce nie biło, jak przypuszczał.
Nie poczuł nic. Nie tylko żadnego bicia serca, ale właściwie zauważył teraz, że klatka piersiowa Constantina w ogóle się nie porusza. Nie oddychał. I teraz tylko patrzył na niego w oczekiwaniu na reakcję, która długo nie następowała. Nawet kiedy ciepła, ludzka dłoń powiodła w górę, aż na szyję gospodarza, aby i tam upewnić się, że nic nie pulsuje i dodatkowo poczuć, jak skóra jest chłodna.
— Więc…. mówisz, że chcesz mnie poznać? — Chłopak w końcu zabrał dłoń i ogrzał palce w drugiej.
— Pragnę.
— Bardziej… niż pożywić się… mną? Bo to zwykle robisz? — pytał dalej Patrick, nadal analizując całą postać Constantina. Przypuszczał prawie od samego początku, że z mężczyzną coś jest nie tak, ale zdrowy rozsądek zabraniał mu wierzyć w to całkiem, wierzyć w takie bajki.
— To zwykle robię z ludźmi — poprawił go wampir, po czym sam powoli wyciągnął dłoń do policzka Patricka i przesunął po nim kciukiem. — Ciebie pragnę inaczej.
— To dość dużo rewelacji jak na jeden wieczór, zdajesz sobie z tego sprawę? — Chłopak przełknął ślinę i spojrzał w oczy Constantina, nie wiedząc jeszcze, jak powinien zareagować. Właśnie rozmawiał z kimś, kto według jego wiedzy nie żył, a do tego słyszał, że ten go pożąda. Nie było mu to obojętne, bo naprawdę lubił Constantina, jednak to było wiele, trochę zbyt wiele, aby spokojnie do tego podejść.
Constantin wyczuł to, a jego oblicze pociemniało. Obawiał się czekania i tego, co to czekanie może wykreować w głowie Patrick, ale cofnął się o krok.
— Jeśli potrzebujesz czasu, nie będę cię tu zatrzymywał.
— Ja natomiast mam ochotę cię tu zamknąć na co najmniej jedną noc, aby faktycznie uwierzyć, że jesteś tym, czym jesteś. — Patrick wziął głęboki oddech. — Co… jeszcze powinien o tobie wiedzieć? Co jest prawdą, a co nie?
— Wszystko, co ci mówiłem, jest prawdą. Jedynie ukrywałem niektóre… aspekty mojego istnienia. — Constantin pozwolił sobie na lekki uśmiech i w końcu odwrócił się na pięcie, by przejść się wzdłuż trumien. Przemknął dłonią po gładkiej powierzchni tego upiornego, mahoniowego łoża. — Żywię się ludzką krwią, nie toleruję słońca i tak… może mnie zabić kołek w sercu.
— Nie żywisz się chyba jednak tylko ludźmi? Albo nie codziennie. Co noc — poprawił się człowiek i przeszło mu przez myśl, czy muszą tu o tym mówić. Trumny nie nastrajały go pozytywnie.
— Nie muszę co noc. — Constantin przystanął na końcu trumny. Odwrócił się do gościa. — Jednak tak się też zdarza. Nie morduję jednak tak często, jak możesz myśleć. Mam stałych żywicieli.
— Ktoś… pozwala ci z siebie… toczyć krew? — Chłopak nie rozumiał, ale nie bał się tego, co mówił i czego się dowiadywał. Było to miłym zaskoczeniem dla Constantina. — Ale… wybacz. Możemy stąd wyjść?
— Tak. Wolisz wrócić do salonu z fortepianem, czy zechcesz jeszcze zobaczyć miejsce, w którym sypiam?
— A nie śpisz tu? — Patrick spojrzał wymownie na trumny, a wampir uśmiechnął się.
— Nie. Sypiam w łóżku. To… można powiedzieć, pokój gościnny — odpowiedział i podążył w kierunku człowieka, by przejść wraz z nim korytarzem do innego pomieszczenia. — Moja sypialnia jest pozbawiona okien, więc jest dla mnie bezpieczna w czasie snu — wyjaśniał dalej jak warunki umowy. Przy tym już podążał do kolejnych drzwi w tym ciemnym korytarzyku, które również były dobrze zabezpieczone.
— Gościnny? Mam rozumieć, że jest was więcej? — spytał Patrick, a Constantin tak naprawdę dopiero teraz poczuł od niego niepokój, a może i strach. Zatrzymał więc dłoń na klamce i spojrzał mu w oczy.
— Teraz nie ma nikogo w rezydencji poza mną i służbą. Nic ci nie grozi. We Francji nie znajdziesz silniejszego wampira ode mnie. U mego boku jesteś bezpieczny.
Patrick lekko się skrzywił, ale też uspokoił się, wierząc w słowa wampira.
— A służba? Oni wiedzą? O tym „pokoju gościnnym”?
— Wiedzą — odpowiedział krótko Constantin i w końcu otworzył drzwi do swojej sypialni.
Pokój już teraz był oświetlony, głównie przez kominek i palące się w nim drewno. Od kiedy wampir poznał Patricka, mocniej lubował się w takiej formie oświetlenia. Miała swój klimat. Dlatego zaczął rozpalać świece. Proste, nie umywające się do pięknych tworów Patricka.
Sypialnia nie była wielka jak salon, jednak spora. Łóżko w niczym nie przypominało trumny. Było duże, wysokie, usłane pościelą w kolorze ciemnej czekolady i mnóstwem kremowych poduszek. W pokoju stała też wielka szafa na ubrania, stoliczek o zgrabnych nóżkach, fotele i regały z książkami. I rzeczywiście. Nie było ani jednego okna.
Patrick wszedł do środka, ale zostawił otwarte drzwi za sobą. Podobało mu się to wnętrze. Było ciepło.
— Więc… tu sypiasz. To jest twoje królestwo? — spytał i kiedy patrzył na pościel, jakoś przez myśl mu przemknęło, czy ten potrzebował kołdry, aby było mu wygodnie, czy z przyzwyczajenia, skoro jego ciało było zimne i martwe.
— Francja jest moim królestwem — odparł wampir z drapieżnym uśmiechem i zapalił ostatnią ze świec. — To jest mój mały azyl, a ty pasujesz tu bardziej niż ten kominek.
Patrick zaśmiał się trochę nerwowo.
— Mam nadzieję, że nie porównujesz mnie poważnie do kominka. — odparł na wydechu i trochę się zbliżył. — Więc… ty jesteś „wampirzym królem Francji”? — spytał bez przekonania, czy nie plecie właśnie bzdur. — A ja…?
— Zawsze możesz być królową… — Constantin pomimo powagi sytuacji drażnił się z nim i właśnie położył mu dłoń w talii, choć nie zbliżył się mocniej, by go nie wystraszyć.
— Już na pierwszym spotkaniu ci mówiłem. Nie myl mnie z kobietą. Nie jestem nią — odparł Patrick i odetchnął, czując dłoń na ciele. Przekraczali właśnie granicę, która nigdy nie była określona, a jakoś istniała między nimi, chociaż obaj chyba od początku chcieli ją zburzyć.
— Może więc sam zdecyduj, kim chcesz być?
Patrick nie odpowiedział na to pytanie. Nie znał odpowiedzi. Był zdenerwowany i trochę żałował, że tylko po nim to widać.
— Więc mówisz… że pasuję do twojego azylu. I że mogę mieć gwarancję, w twoich słowach, że nie umrę dzisiejszej nocy?
— Możesz być tego pewien — odpowiedział Constantin pewnym, mocnym głosem i ostrożnie, jakby miał do czynienia z porcelanową laleczką, przyciągnął go do siebie za talię.
Patrick znowu wziął głębszy oddech, a Constantin poczuł, jak jego serce bije mocniej niż dotychczas.
— Rozsądek podpowiada mi, że mimo wszystko nie powinienem ci ufać. Jednak… Czym tak naprawdę jest rozsądek, kiedy spotyka się twór, którego istnienie każdy neguje?
— „Twór”… — powtórzył Constantin z rozbawieniem i pomasował jego bok przez ubranie. — Jesteś lepszy od mojego ojca, który nie raz uważa mnie za zwierza.
— A ty uważasz się za…?
— To trudne pytanie. Nie potrafię na nie odpowiedzieć. Jestem kimś, kto zaciągnął cię do tej sypialni, bo jakkolwiek ma minąć dzisiejsza noc, chcę, żebyś był u mego boku. — Po tych słowach wampir przesunął dłoń wyżej, aż dotarł nią na szyję Patricka. Wyczuł tam szybkie tętno, ale to nie to, co skrywało się pod skórą, kusiło go najbardziej. Były to te różowe wargi, do których właśnie się pochylił i które delikatnie pocałował.
Patrick na moment wstrzymał oddech, a ich pierwszy pocałunek przebiegł w ogóle bez oddechu. Z żadnej ze stron. Patrick jednak szybko odzyskał władze nad swoim ciałem i sam chwycił się ciała Constantina, aby oddać pocałunek. Fantazjował o tym i nie było co tego ukrywać.
— A… a rankiem? — wydyszał, odrywając się od jego ust i patrząc w oczy tego chłodnego ciałem, ale gorącego w czynach mężczyzny.
— Rankiem usnę… jednak jeśli zechcesz, możesz ze mną zostać — zapewnił go wampir, który po tym pocałunku był pewien, że ta pieszczota była smaczniejsza niż łyk krwi dziewicy. Nie potrafił i nie chciał się opanować przed pochyleniem głowy i przesunięciem nosem i wargami po policzku i szyi Patricka.
Ten odetchnął, czując nagły impuls podniecenia, ale też i adrenaliny, kiedy ten nieumarły krwiopijca znalazł się ustami tak blisko jego tętnicy.
— A… a kołek? Nie obawiasz się go? Masz wiele, wiele zamków.
— Nie pragniesz mojej śmierci — odpowiedział Constantin pewnie i pocałował jego szyję, a potem skubnął zębami płatek ucha. Kosmyk lokowanych włosów Patricka połaskotał go przy tym w nos.
— Jesteś pewien siebie. Że też wcześniej tego nie zauważyłem… — Człowiek odetchnął głęboko, poddając się tym pocałunkom.
— Teraz już wiesz. — Wampir wysunął język i polizał skórę na szyi Patricka, ale po tym cofnął głowę i spojrzał mu w oczy. — Boisz się mnie?
Człowiek wziął głęboki oddech do piersi.
— Nie tak, jak powinienem. Cały czas mam w głowie myśl, że miałeś już wiele okazji, aby skrócić moje życie. Ale wciąż jest obawa, że jednak jestem wyjątkową przystawką do… łóżka.
— Chętnie bym cię zjadł, Patrick, ale inaczej niż tak, jak innych ludzi — zapewnił go Constantin z lekkim uśmiechem i sięgnął do guziczków w jego koszuli. Rozpiął jeden u góry i zerknął mu w oczy.
— Czyli… tak, jak ludzie zjadają siebie… a nie wampiry ludzi? — Chłopak samemu czuł, jak serce bije mu szybciej. Constantin od ich pierwszego spotkania go pociągał, dlatego w ogóle wdał się w barze w rozmowę z nim. A potem ten wydawał mu się tylko bliższy i bliższy, mimo tego swojego chłodu.
— Tak. Zapewniam cię jednak, że ja mogę to zrobić z większą pasją… — Constantin specjalnie jeszcze bardziej zniżył głos, aby ten był przyjemniejszy dla ucha i pobudzający. Przy tym przesunął palcem po obojczyku Patricka, który spojrzał w dół, aby zobaczyć te jaśniejsze od jego dłonie. I zdecydowanie chłodniejsze.
— Constantin…?
— Mm?
— Robiłeś to już z… kimś takim jak ja, prawda? Pytałeś, czy się boję, ale to obawa, jak twoja „pasja” się kierunkuje — powiedział i sam przesunął dłonią po ramieniu wampira.
— Robiłem to wiele razy i wiem, że seks z człowiekiem wymaga pewnej powściągliwości — odpowiedział Constantin, choć pamiętał czasy z początków bycia wampirem, gdy nie potrafił ograniczyć swojej siły i pieprzenie ludzi kończyło się równocześnie ich śmiercią.
— Dlatego liczę… że ją zachowasz. Nie chcę rankiem szukać jednak tego kołka — odparł Patrick po chwilowej pauzie, kiedy spojrzał z podziwem i lekką obawą na silne dłonie wampira. Wiedział, że ten ma więcej siły niż jakikolwiek mężczyzna, z jakim był. Podniecało go to i wywoływało dreszcze.
Wampir jedynie przytaknął i rozpiął kolejne guziki w jego białej koszuli. Gdy ją rozchylił, człowiek mógł mocniej poczuć na skórze ciepło kominka, obok którego stali. Przy tym specyficznym doznaniem był lekki chłód palców Constantina, gdy ten kciukami pogłaskał jego pierś, a potem pochylił się i pocałował go w środek klatki piersiowej.
— Pociągasz mnie potwornie, Patrick…
Chłopak odetchnął ciężko a po plecach przeszedł mu dreszcz.
— Cały czas jesteś taki chłodny? Wydaje mi się, czy kiedyś… gdy się widzieliśmy, miałeś cieplejsze dłonie.
Sięgnął palcami do długich włosów wampira i przesunął po nich opuszkami. Były bardzo gładkie, a Constantin przekręcił głowę i poddał się temu gestowi, zachęcając do dotyku.
— Tak. Jadłem tamtej nocy — wyjaśnił i niespodziewanie uklęknął przed nim na kolanach, aby następnie pocałować go w pępek. — Po jedzeniu przypominamy temperaturą ciała ludzi.
— Czyli zabiłeś wtedy kogoś… — Patrick zapatrzył się za niego, na moment znowu milknąc. Położył bez udziału głowy dłonie na ramionach wampira i po kolejnym otrzymanym pocałunku w szczupły, lekko umięśniony brzuch, przesunął palce bardziej na szyję gospodarza, a potem wplótł je w jego włosy. — Nie wiem, jak się z tym czuję, Constantin — dodał. Nie było w jego tonie jednak odrazy ani, o dziwo, strachu.
— Wy zabijacie świnie, by jeść i tak to tłumaczycie. Wybacz mi, Patrick, ale większość ludzi jest dla mnie jak prosiaki — odpowiedział Constantin z brakiem wyrzutów sumienia, a wręcz lekkim uniesieniem kącika ust i przesunął dłońmi po bokach i udach człowieka. A potem sięgnął do jego spodni.
Ich właściciel wstrzymał oddech, ale odpowiedział nawet spokojnie, chociaż wszystko w nim zaczynało się coraz bardziej burzyć.
— Mm… nie wiem, jak ładna musiałaby być świnia… abym chciał jej atencji i jej pożądał — zadrwił delikatnie z Constantina, a ten odpowiedział uśmiechem i rozpiął mu guzik w spodniach.
— Może po prostu jestem fetyszystą — rzucił i przytulił twarz do jego bielizny. Samo uczucie kształtu i ciepła genitaliów Patricka uniosło jego penisa do góry.
Człowiek zacisnął palce na jego włosach. To było elektryzujące uczucie, kiedy widział tego mężczyznę na kolanach przed sobą.
— Jeśli tak… ze mną też nie jest wszystko w normie — uznał i przygryzł wargę. Jego pociągła twarz pokrywała się coraz mocniejszym rumieńcem.
— Świat byłby nudny, gdyby nie było w nim trochę szaleństwa — zamruczał wampir, spojrzał w górę i polizał całym językiem bieliznę człowieka. Zaburczał po tym z podniecenia.
— Och… Constantin! — jęknął Patrick i wbił paznokcie w skórę głowy wampira. Zaraz po tym rozprostował palce i chwycił nimi bok jego szczeki. — Oprowadź mnie więc i po swoim łóżku.
— Z wielką przyjemnością.
Wampir uniósł się, ale najpierw zsunął mu z ramion koszulę, aby móc podziwiać jego gorące ciało. Podobały mu się jego sutki, jego płaski brzuch i kolor skóry. Pocałował go krótko, ale bardzo namiętnie i pociągnął za dłoń w stronę swojego dużego łoża. Czuł i słyszał w biciu jego serca, że ten się denerwował, ale szedł za nim bez zawahania i mierzył go spojrzeniem. To był ten etap ich znajomości, którego obaj pragnęli i w tej chwili aż tak ważne nie wydawało się, że Constantin jest wampirem. Chociaż niedowierzanie i poczucie, że to sen, wciąż kłębiło się w umyśle Patricka, który teraz zdjął buty i wszedł na wysokie łóżko.
Constantin zapatrzył się na niego, uznając, że w takim świetle, w tej ciemnej sypialni Patrick wygląda idealnie. Zupełnie jakby był tym elementem, którego zawsze tu brakowało.
Zdjął marynarkę, po niej kamizelkę, a na koniec pozbył się koszuli. Teraz więc i Patrick mógł mu się lepiej przyjrzeć. Jego mocno zbudowanej sylwetce, silnym ramionom, szerokiej piersi i twardemu brzuchowi. Był zdecydowanie większy niż człowiek. Jego ciało też wyglądało na starsze niż młodzieńca, który teraz wodził spojrzeniem po jasnym i chłodnym ciele.
— Podejdź… bliżej — poprosił, wyciągając dłoń do wampirzego ciała, aby je dotknąć, a nie schodzić z łóżka.
Wampir od razu uległ takiemu zaproszeniu i również zdjąwszy buty, wszedł na łóżko. Pochylił się nad Patrickiem, pchnął jego ramię, a gdy ten opadł na plecy, wcałował się w jego usta jak złakniony wody wędrowiec na pustyni. Smak warg tego młodzieńca wzbudzał w nim potworną żądzę, a on już wiedział, że nie naje się jednym stosunkiem. Że będzie chciał więcej i więcej Patricka dla siebie, bo apetyt rósł mu z każdym kolejnym pocałunkiem, na które, ku radości Constantina, młody człowiek odpowiadał. Nawet nie reagował strachem, kiedy jego język poczuł ostre kły. Był bardziej zafascynowany gospodarzem. Podobało mu się jego ciało, jego szerokie ramiona i nawet ten specyficzny orli nos, którego dotknął palcem i przesunął po nim, kiedy na moment przestali pocałunków.
— Mmm… Podobasz mi się. I lubię cię. Może dlatego tak bardzo myślę o tym, co ty o mnie myślisz.
— Myślę, że jesteś fascynujący i cholernie seksowny — odparł Constantin i przekręciwszy głowę, wziął jego palec między wargi, a potem possał i puścił. — Chciałbym ciebie u mego boku.
Młodzieniec nie odpowiedział, tylko odetchnął głęboko i spojrzał w oczy wampira. Były straszne, a zarazem piękne. Ale przecież ten mężczyzna, czymkolwiek by nie był, pociągałby go tak samo. Zauważył to już, kiedy poznał jego tajemnicę.
Wyciągnął więc ręce i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. Chciał go bliżej. Na razie bez słów, bo nie umiał w nich ująć wszystkiego, co czuł, a pragnął być szczery, tak jak Constantin był szczery z nim. Ten jednak był szczęśliwy, że w odpowiedzi otrzymał właśnie pocałunek. Zatopił więc język ponownie w ustach Patricka, a przy tym obniżył biodra i mocno, a zarazem bardzo pobudzająco, zaczął ocierać się kroczem o jego krocze. Po chwili już czuł, że młode, gorące ciało było tak żywe, jak świadczyło o tym chociażby szybko bijące serce. Penis młodzieńca powoli sztywniał, a dłonie na ramionach wampira prawie parzyły jego chłodne ciało.
— To… jednak najdziwniejsze jest, jak jesteś zimny.
— Dziwne znaczy złe? — zapytał wampir, całując go teraz po szyi i wciąż pobudzając siebie i Patricka tymi falującymi ruchami, a jego włosy spływały mu w dół po ramionach na ciało człowieka.
Patrick także swoje odgarnął, aby nie przeszkadzały im i nie łaskotały. Jego tętno przyspieszyło, kiedy wampir znowu muskał jego szyję. Było to tak blisko tętnicy.
— Dziwne… Na pewno dosłownie nie płoniesz z podniecenia.
— Możesz płonąć za mnie — wyszeptał Constantin prosto w jego wargi, gdy tylko znów do nich wrócił. Polizał je językiem, najpierw jedną, potem drugą. A gdy spojrzał jeszcze raz głęboko w jego oczy, sięgnął w dół i zaczął zdejmować mu spodnie i bieliznę.
Patrick odetchnął nerwowo, ale zaraz też uniósł biodra, aby pomóc starszemu mężczyźnie. Nie wiedział, ile ten ma lat, ale widział, że jest od niego starszy.
— Mmm… Na razie chyba tylko to robię.
— A co lubisz robić w łóżku? Nie jesteś prawiczkiem… ani dziewicą. — Tym razem Constantin bardziej stwierdził, niż zapytał. Czuł od niego pewne doświadczenie, choć nie był pewien, jak duże ono było. Podobało mu się jednak, że teraz, gdy spojrzał na jego nagie krocze, okazało się, że sztywniał odpowiednio szybko. Może nie jak nastolatek, ale jego ładny penis dowodził podniecenia swojego właściciela.
— Jeśli będziesz chciał to powtórzyć, to się w końcu dowiesz, jak lubię. — Patrick przesunął lekko paznokciami po jego ramieniu. — Nie chcę jednak robić nic więcej, niż poznawać cię dzisiejszej nocy. Chcę cię widzieć — dodał i sam uniósł biodra, aby otrzeć się o krocze i brzuch wampira. Chciał, aby ten też się już rozebrał.
Constantin wyczuł to pragnienie, więc sięgnął do swoich spodni i po chwili już nago odpowiadał na te ruchy. Był większy od Patricka nie tylko w ramionach czy umięśnieniu. Jego członek też był całkiem spory, a do tego gruby. Pośladki za to okrągłe, jak duże, dorodne bułki.
— Possij je — zamruczał mu do ucha Constantin, podskubując je zębami, a przy tym skierował palce do jego warg. Musiał go nawilżyć, by nie rozerwać jego ciała.
Patrick krótko na niego spojrzał, ale zaraz też chwycił dłoń Constantina w przegubie i najpierw polizał jego palce, a dopiero po tym wziął je do ust, jakby chciał possać małego, ale twardego penisa. Bawił się też z nimi jak z takim, kręcąc się na łóżku, aby wygodniej się ułożyć i mieć tego dostojnego i władczego mężczyznę między swoimi szczupłymi udami. Ten zresztą chętnie się tam ulokował, czując się jak w najbezpieczniejszym miejscu na Ziemi. Miał wrażenie, że teraz nie on, a Patrick ma zdolności hipnozy, bo to, co czynił właśnie swoimi ustami, zupełnie wyrzuciło z jego głowy wszystkie myśli i sprawiło, że nie mógł oderwać wzroku. Zaburczał z podniecenia, ścisnął mocniej i może nawet brutalniej udo człowieka i docisnął je do swojego boku.
— Uch! — stęknął Patrick i na krótko zmarszczył brwi. Ale kiedy uścisk zelżał, nic nie powiedział. Nie chciał uchodzić za kogoś przesadnie delikatnego, bo taki nie był, chociaż na razie nie chciał o tym mówić Constantinowi. Jednak wolał, aby ten przy ich pierwszym razie był ostrożny i udowodnił mu, że nie jest żadnym potworem, a tylko, a może i aż, napalonym na niego facetem.
Wampir wysunął z jego ust palce i sięgnął pomiędzy ich ciała. Przemknął opuszką palca po jego członku, ciężko leżącym na podbrzuszu, ściągniętych jądrach, które aż prosiły się o trochę oralnej pieszczoty, aż dotarł do pośladków, pomiędzy którymi pragnął się znaleźć. Wymacał dziurkę i uśmiechnął się kącikiem ust. Już czuł, że będzie mu tam dobrze.
Patrick jakby dla zachęty jeszcze odsunął jedną nogę, podciągając ją wyżej, ale i ocierając się kolanem o chłodny bok wampira.
— Nie szczędziłem sobie specjalnie radości życia… ale i tak nigdy nie przypuszczałem, że będę to robił z kimś takim jak ty.
— A z kim to robiłeś? Jeśli mam konkurenta, właśnie spisujesz na niego wyrok… — Niski, wibrujący głos Constantina brzmiał poważnie, jakby ten wcale nie żartował i był naprawdę w stanie zabić adoratora Patricka, tak łatwo, jak łatwo teraz wsunął w jego wejście śliski od śliny palec i zakręcił nim w środku.
Człowiek jęknął i przymknął na moment oczy. Musiał się rozluźnić, dlatego na tę chwilę kompletnie zignorował gospodarza i przez moment tylko leżał i przygryzał wargę.
W końcu rozchylił powieki i uśmiechnął się zadziornie.
— Zazdrosny? Nawet teraz?
Ciemne oczy Constantina zmrużyły się niepokojąco, a on wsunął palec głębiej i docisnął.
— Jest ktoś…?
Patrick znowu stęknął, ale też spojrzał na mężczyznę karcąco.
— Nie. Chyba że liczysz też siebie. A możesz zacząć, jeśli nie skupisz się na mnie, a nie jakiejś nieistniejącej konkurencji.
Constantin warknął nisko, ale zaraz potem pocałował go namiętnie i jakoś bardziej… zaborczo niż dotychczas. Patrick doskonale czuł to całym sobą, gdy wampir przylgnął do niego i dotykał po całym boku. Jego palce przy tym pracowały nad rozluźnieniem ciasnego wnętrza i kręciły się w nim, a duży, pulsujący penis właśnie leżał ciężko na jego pachwinie.
Człowiek zamruczał pod nim, zadowolony z takiej zmiany w jego zachowaniu. Nie miał nikogo innego poza Constantinem, ale zwyczajnie, jak ten już zauważył, nie był prawiczkiem.
— Mmm, masz… sprawne te palce. Ale jesteś też i duży. Nie przestawaj… — jęknął i znowu na chwilę przymknął oczy, odchylając przy okazji głowę do tyłu. — Mmm… Constantin? Jeszcze jedno pytanie.
— Mmm? — zamruczał ten, podniecając się nawet tym, że Patrickowi podobało się, co robił z jego słodkim tyłkiem.
— Jak… jak zachowuje się twoje ciało… skoro jesteś martwy? Czy… — zaciął się, najwyraźniej się pesząc. Pytanie było może i głupie, ale chciał wiedzieć, nim zrobią coś więcej.
— Hm? — Constantin ściągnął czujniej brwi. — Czy…?
— Mmm, czy twoje nasienie też będzie takie chłodne? I będzie to… nasienie?
Wampir uniósł kącik ust i skubnął wargę Patricka, równocześnie mocniej pieszcząc jego dziurkę i dając mu w zamian za to rozkoszne pytanie więcej przyjemności. Było tam miękko i ciepło, a on chciał, żeby do tego pulsowało.
— Nie napełnię cię krwią, mój piękny, gorący młodzieńcze, ale plemników w mojej spermie też nie uświadczysz — odpowiedział z rozbawieniem i znów go pocałował.
Patrick trochę się napiął i cicho prychnął.
— W przeciwieństwie do ciebie, ja nie miałem seksu z nieumarłym, tak jak ty z człowiekiem. I wolę pytać, skoro sam niewiele mi mówisz — mruknął, tłumacząc się, bo czuł się głupio, chociaż wiedział, że nie miał ku temu powodów. W końcu było tak, jak sam mówił. Nie miał doświadczenia, a w sumie niedawno dopiero dowiedział się, że mężczyzna, z którym się spotyka, jest wampirem.
— Moja sperma nie będzie dla ciebie jak trucizna. Nic ci się nie stanie — zapewnił go Constantin i sięgnął w dół drugą dłonią. Pościskał jego pośladek i naparł kciukiem na napełnione palcami wejście, aby jeszcze bardziej je poszerzyć. Zerknął przy tym na jego twarz, by upewnić się, czy nie sprawia mu bólu.
Patrick zamruczał potakująco, że rozumie. Przy tym skupił się na tym, aby faktycznie się rozluźnić i nie stresować. W końcu miało być miło, taki był plan i ich zamiar. Miał nadzieję, że faktycznie tak będzie.
Przez kilka kolejnych chwil jego wnętrze było przyjemnie pieszczone i rozpierane. Constantin zajmował się nim dobrze i ostrożnie, a do tego sprawiał, że cała palcówka była naprawdę cudownym doznaniem, nie tylko przygotowującym do głównej części.
Gdy Patrick już nie ściskał nerwowo zwieracza i palce wampira miały swobodę w poruszaniu się, ten wyciągnął je z niego, pochylił się i zetknął z nim czoło.
— Obejmij mnie udami — wyszeptał wibrująco.
Młodzieniec nie zawahał się. Przytaknął, zamruczał, że się zgadza i objął go najpierw ramionami za kark, po czym zarzucił na niego nogi. Specyficznie było czuć lekki chłód i rześkość od drugiej osoby, kiedy samemu było się rozpalonym, ale Patrick w tej chwili nie chciał się na tym skupiać, bo wiązało się to z myśleniem o czyjejś śmierci. Chciał go jedynie całować, dlatego cmoknął go w orli nos, zachęcająco się uśmiechając.
Gdyby serce pokrywającego go mężczyzny żyło, w odpowiedzi na ten uśmiech uderzyłoby mocniej. Constantin miał nawet wrażenie, że właśnie to zrobiło, choć wiedział, że jest ono złudne. Utonął w tym uśmiechu i w tym spojrzeniu i już wiedział, że nie chce wypuszczać Patricka Boissela z rąk.
Nie znalazł słów, by powiedzieć teraz coś stosownego, więc jedynie pocałował go i nie odsuwając od niego ust, naparł czubkiem penisa na przygotowaną szparkę. A gdy dostał się do środka główką, już pewniej i do końca pchnął biodrami, stękając nisko w wargi człowieka. Ten odpowiedział podobnie, bo jęknął gardłowo i mocniej przyciągnął do siebie Constantina, który nawet poczuł, jak w jego skórę wbijają się paznokcie. Ale nie mogła być to oznaka bólu, bo poza tym chłopak nie zacisnął się na nim, ani jego głos nie wyrażał dyskomfortu. Jak zwykle w trakcie seksu ból był dla Constantina sensualnym dodatkiem, czy to gdy odczuwał go samemu, czy to gdy go zadawał, tak teraz ucieszył się, że im nie towarzyszył. Nie liczyło się dla niego tylko własne spełnienie, ale chciał, by i Patrick z tej nocy wyciągnął jak najwięcej.
Sięgnął pod niego, by objąć jego plecy i znaleźć się ciaśniej, tuż przy nim. A potem zaczął falować biodrami, z początku powoli, by przyzwyczaić to gorące, ludzkie wnętrze do penetracji. Potem jednak trochę przyspieszył i wydając niskie, pełne zadowolenia dźwięki, całował i pieprzył Patricka.
Człowiek odpowiedział po kilku mocniejszych pchnięciach głośnym stęknięciem. Podobało mu się to, co się działo. Jedynie nie mógł przywyknąć do tego, że to kominek i pościel grzała go bardziej niż drugie ciało.
— Mmm… Och… Constant… Aaach! — jęknął i na moment puścił jego ramię jedną ręką i odgarnął swoje falowane włosy jeszcze bardziej do tyłu. — Jesteś… bardzo silny.
— Mógłbym robić ci to bezustannie całą noc — zawarczał wampir i wcałował mu się namiętnie w szyję. Zapach podnieconego Patricka był jak przeklęty afrodyzjak, więc nie mógł się powstrzymywać przed kolejnymi mocnymi pchnięciami. Starał się jednak, by nie były dla człowieka zbyt brutalne, a jedynie bardzo intensywne.
Patrick ściągnął brwi i zaraz spojrzał żywo w oczy wampira.
— Ale… chyba nie dlatego, że nie jest ci we mnie dobrze?
Constantin od razu pocałował go krótko i żarliwie i pokręcił głową.
— Jest mi w tobie lepiej niż w łonie matki i w ramionach ojca — wydyszał, marszcząc nos z przyjemności i przez to wyglądając jeszcze bardziej drapieżnie. Cały czas jego pośladki spinały się, gdy dociskał się do tyłka Patricka. — Patrick, nie ma nic lepszego niż to, co mi teraz dajesz.
Młodzieniec zaśmiał się, ale nie dlatego, że rozbawiło go to, co usłyszał, a po to, by dać upust emocjom.
— Oooch… Jesteś niepoprawnym romantykiem! — jęknął i przyciągnął sobie jego głowę za włosy do pocałunku, a Constantin zaburczał nisko z zadowolenia.
Całowali się w trakcie bardzo dużo, dotykali też, a wampir, mimo że czuł w trakcie swędzenie dziąseł i chęć zatopienia zębów w ciele Patricka, spostrzegł, że łatwo mu nad tym zapanować. Bardziej pragnął duszy i ciała tego młodego mężczyzny niż jego krwi. Ten tyłek dawał mu nieporównywalną rozkosz, a spojrzenie zapewniało, że robi to z kimś wyjątkowym. Pochylał się nisko, aby i Patrick mógł ocierać się penisem o jego brzuch i czuć więcej i lepiej tego wszystkiego, co i on czuł. A czuł i tak wiele. Podobało mu się, że są tak blisko. Podobała mu się siła Constantina i ilość pieszczot, jakie dzielili. Podobało mu się, że robili to przodem do siebie i było przy tym tak bardzo dobrze. Nie pogardziłby, jakby wampir był cieplejszy, ale i tak miał wrażenie, że usta Constantina były cieplejsze teraz, niż podczas pierwszego pocałunku.
— Och… Mmm, ja zaraz… — wyjęczał, ocierając się sztywnym penisem o brzuch tego górującego nad nim mężczyzny.
Ten więc chwycił go niżej na plecach i docisnął do góry jego niższe partie, aby wsuwać się głębiej i przyjemniej.
— Mm… kiedy tylko chcesz — wywarczał, uderzając raz co raz w jego pośladki i aż zostawiając kilka siniaków na wnętrzu ud Patricka.
Ten nie narzekał na to, bo był całkiem owładnięty tym, co się działo z jego ciałem. Było genialnie, a dowód tego zaraz znalazł się między ich ciałami, kiedy z jego ciemnego od krwi penisa strzeliła spora porcja spermy. Gęstej i lepkiej.
— Ooooooooooch!
By poczuć to spełnienie i na własnym ciele, wampir mocno przycisnął do siebie Patricka i czerpał z tego, jak ten drży i pulsuje. Jaki jest gorący, rozedrgany, a przez to potwornie seksowny. Te jego loki i rumieńce budziły w nim zwierza. Sam też chciał podzielić się tą rozkoszą, więc pozwolił sobie na jeszcze kilka pchnięć i trysnął głęboko w ciało człowieka. Nisko przy tym zawarczał. Co było obezwładniające i magiczne, jakkolwiek Constantin nie powiedział tego głośno, to jak ten młody człowiek objął go mocno za szyję i wtulił twarz w jego długie włosy, całują go przy tym w czubek głowy.
— Mmm… Constantin… — wydusił lekko ochrypłym głosem.
Wampir wciągnął do płuc powietrze i poczuł jego woń, równie piękną jak zapach liści po deszczu czy palonego drewna. Przymknął powieki i położył policzek na piersi Patricka, zaś ciało tuż przy jego ciele.
— Zostań ze mną… — wymruczał.
— Kiedy… — Patrick odetchnął, bo chciał już mówić, ale nadal jego serce waliło na tyle szybko, a w gardle było na tyle sucho, że musiał wziąć głęboki oddech i oblizać usta. — Kiedy leżysz tak na mnie, ciężko mieć inną opcję — wymruczał, kończąc myśl.
— Chcesz ty leżeć na mnie? — Constantin przekręcił głowę i cmoknął jego spocone ciało w środek klatki piersiowej.
— Obojętnie. Na razie i tak nie mogę się ruszyć. — Patrick znowu odgarnął włosy z czoła. Spojrzał przy tym zmęczonym, ale zadowolonym spojrzeniem na wampira. — A po tobie nic nie widać. Jakby to było nic. — Zaśmiał się pod nosem.
Constantin zamruczał z protestem i przemknął swoją dużą dłonią po jego boku.
— To nie było nic. Ta noc jest naprawdę czymś wspaniałym. Niech się nie kończy. Albo niech poranek nie zabierze mi ciebie na zawsze.
— Obawiasz się, że wyjdę?
To pytanie zrodziło między nimi nieco większą powagę, więc wampir odsunął się od ciała człowieka i usiadł na łóżku. Włosy miał rozburzone, więc zebrał je w tył i dopiero spojrzał na twarz młodzieńca.
— Obawiam się, że to wszystko przemyślisz i rozsądek każe ci mnie zostawić.
Patrick nie wstał, ale przekręcił się na bok, by lepiej widzieć Constantina. Zmierzył go spojrzeniem.
— Rozsądek? Więc sam twierdzisz, że nierozsądne jest się z tobą wiązać?
— A czy wedle rozsądku ludzkiego głupotą nie brzmi pakowanie się do łoża potwora pijącego krew?
— Planujesz być dla mnie tym potworem? I pić ze mnie krew?
— Nie. Powiedziałem, że nie chcę sprawić ci krzywdy i zamierzam dotrzymać słowa — odpowiedział Constantin poważnie i twardo, kładąc mu dłoń na udzie. Patrzył na niego z góry i był pewien tego, co mówi. Może nawet nie rozumiał własnych uczuć i dziwił się, że ten człowiek wzbudza je w nim, ale równocześnie chciał je czuć, bo były ciepłe jak płomień świecy. Podejrzewał nawet, że cieplejsze niż płomień świecy, którą podarował mu Patrick.
— Więc, jeśli jesteś ze mną szczery, czemu miałbym cię zostawiać? Nie podałeś mi żadnego rozsądnego powodu, abym to zrobił. A jak na razie, poza tymi kłami, tym, że żyjesz nocą i jesteś martwy, zachowujesz się w stosunku do mnie bardzo ludzko.
Powieki Constantina zmrużyły się lekko, a ten ton i same słowa młodzieńca wprawiały go w większy spokój. Pochylił się więc znów, oparł dłonią o poduszkę przy twarzy Patricka i pocałował go.
— Zatem zostaniesz? Będziesz mój? — wyszeptał nisko.
— Mmm… — Patrick odpowiedział na pocałunek. — Obawiam się potwierdzić, po tym, jak jeszcze chwilę temu chciałeś śmierci jakiegoś „nikogo”, ale chyba tak. — W końcu uśmiechnął się, nie powstrzymując tego dłużej pod maską powagi. — Zostanę z tobą.
Na zwykle poważnej i drapieżnej twarzy wampira pojawił się uśmiech. Wciąż specyficzny, częściowo wzbudzający ciarki na skórze, ale dobrze dało się po nim wyczytać radość i spokój.
— Dziękuję — zamruczał i znów ułożył się przy nim, by objąć jego gorące, cudowne ciało.
Patrick też się uśmiechnął i pocałował go w policzek, a następnie w nos.
— Więc… jeśli ty ufasz mi, że rano nic nie zrobię, ja zaufam tobie teraz i już pójdę spać. To był dla mnie długi dzień i długa noc. A jutro czeka mnie praca i kolejny wieczór z tobą.
— Śpij. Zadbam o to, byś rankiem miał świeże odzienie i posiłek — zapewnił go Constantin, obejmując go wygodniej, by mógł usnąć przy nim, a potem zamierzając zadbać o wszelkie wygody. Jeśli Patrick miał z nim zostać, musiał przygotować na to służbę.
— W takim razie dobrej nocy dla mnie i dobrego dnia dla ciebie. — Patrick jeszcze pocałował go krótko i zmrużywszy oczy, wtulił się w to chłodne ciało, okrywając i zamykając oczy. Co miało być, to będzie. Zasypiając, miał nadzieję, że nie pożałuje swojej dzisiejszej decyzji.

14 thoughts on “Jesień – 1 – Powoli rosnący płomień

  1. Katka pisze:

    SilencedUnknown, tutaj – https://firedragontattostudio.wordpress.com/opowiadania/jesien/ – gdzie Jesień ma swoją podstronę nad spisem treści napisałyśmy, że opowiadanie dzieje się w czasach przed NM, więc tak, historia tutaj opowiadana odnosi się do tego, co kiedyś zostało w NM wspomniane, czyli do pierwszej miłości Constantina. W ogóle fajnie, że jednak się przekonałaś do Jesieni, bo chyba ona krwawa jakoś specjalnie nie jest. Mam wrażenie, że tu więcej romantyzmu niż krwi. No i z happy endem tu niestety ciężko… :( dziękujemy za komentarz :D Miło, że wracasz do czytania! :D

  2. SilencedUnknown pisze:

    Przyznam, że nie byłam przekonana do czytania Jesieni. Nie miałam ochoty na krwawe klimaty. Aż dzisiaj nie miałam kompletnie co robić, a autobus do domu miałam za dwie godziny. Zabrałam się więc za to opowiadanie i nie żałuję (już po raz kolejny, jeśli chodzi o wasze twory :P )
    Ale jedno mnie męczy. Czy w NM nie było czasem wspomniane coś o tym, że Constantin był kiedyś zakochany? Mam wrażenie, że coś takiego było… i nie skończyło się to dobrze(Jakaś zdrada? Nie mam pojęcia czy nie pomyliłam jakichś opowiadań…). A chyba nigdzie nie jest napisane, że akcja dzieje się po wydarzeniach w NM.
    Patrząc też na ich sytuację, to ta historia i tak nie miałaby „happy endu”, gdyż Patrick nie wydaje mi się chętny na bycie „wiecznym”, więc koleją rzeczy byłaby jego śmierć, niby za ileś tam lat dopiero, jednak z punktu widzenia wampira, 50 lat to dużo nie jest. A zdarzają się wypadki wcześniejszej śmierci przecież.
    Wyczuwam dramę i już mi jest z tego powodu smutno…
    Ale wszystkiego dowiem się już za niedługo. ^^
    Pozdrawiam ;)

  3. Katka pisze:

    Syśka Levi, mam nadzieję, że jednak ciekawość zwycięży! ;) Myślę, że warto poczytać do końca, no ale decyzja Twoja ;) Niemniej, bardzo nam miło, że lubisz zarówno NM, jak i to opowiadanie. Wampiry dają ogólnie duże pole do popisu, fajnie się je pisze. Nie zawsze, bo trzeba mieć faze, ale miło, że wyniki tych faz znajdują swoich fanów :)

  4. Syśka Levi pisze:

    Mi się NM podobało, lubię historie o wampirach, a ten two-shot jako swoista kontynuacja też mi się podoba, a Patrick zdobył moje serce. Jednak pomimo tego, że jest to naprawdę ładna historia mam dylemat czy przeczytać drugą część. Z jednej strony ciekawią mnie ich losy, z drugiej jednak, jak dobrze kojarzę z NM, nie będzie to zakończenie jakie bym chciał przeczytać.
    Pewnie jednak ciekawość zwycięży.
    Weny życzę.

  5. Katka pisze:

    O., ogólnie chyba NM nie cieszy się wielką popularnością, ale było tez naszym swoistym eksperymentem, więc może jego zamysł nie odpowiadać niektórym ludkom. Ale fajnie, ze w takim razie to opko się podoba :) Jest odbiegające od NM w znaczny sposób, jeśli chodzi o klimat. No i tak, Constantin jest inny w NM trochę, bo tutaj, jak już ktoś trafnie zauważył, wychodzą na jaw jego dobre cechy. A w NM mowa była na pewno w 27, ale nie wiem czy tylko tam.

    Kasia, no i właśnie dlatego nie warto się zrażać do tego opka, nawet jak NM samo w sobie nie podeszło :D bo jak widzisz, jest napisane trochę inaczej ;) Ale jeśli chodzi o wady Patricka, to wg Constantina ma on jedną taką bardzo kłopotliwą, choć nie wiem czy to wada w sensie cechy charakteru, ale to wyjdzie w drugim rozdziale ;) Dzięki za komentarz!

  6. Kasia pisze:

    Ja też nie przebrnęłam przez NM ale to opowiadanie bardzo mi się podoba :) Jest takie uczuciowe i spokojne, choć rzeczywiście jak wpadnie tatuś to to może się zmienić :) Patrick jest świetny, widać że chłopak ma coś pod czaszką, ciekawe czy skrywa jakieś tajemnice czy taki ideał się Constantinowi trafił? Jednocześnie ogarnia mnie lekki smutek gdy pomyślę że tylko Constantin jest nieśmiertelny. Świetny tekst. Pozdrawiam ☺

  7. O. pisze:

    Widzę, że nie jestem osamotniona w braku lubienia/przepadania za MN a bonus to wręcz przeciwnie. Aż szkoda, że tylko bonus i tylko w dwóch częściach ;)
    Może w MN Con był demoniczny nie tylko z powodu przebywania z Mihasiem ale i z braku Patrica? Może gdzieś jakieś echo zgorzknienia się w nim odzywało? A właśnie, w którym rozdziale MN jest jakieś wspomnienie Patrica? Czy nie było?

  8. Shivunia pisze:

    Kaczucha >> Mihai mooooże być tu ważnym elementem. Do tego w tym side-story jest stosunkowo mało przelanej krwi, to też może rzutować na to, że jednak przyjemniej się czyta. No i jest chyba bardziej klimatycznie moim skromnym zdaniem. Do tego Patrick jest taką osobą która nie poraża stereotypami czy przekoloryzowaniem. Niemniej bardzo nas cieszy, że się podoba. Opowiadanie jest wampirze ale z ciut innej strony. Mam nadzieje ;)
    Dziękujemy za wenę ;D

    Tazkiel >> Mmmm, śliczny opis Constantina. Patrick popiera. Ja zresztą też. W NM Con jest z tego co pamiętam w późniejszych czasach. Dlatego też inaczej się zachowuje. Tu za to spotyka kogoś kto wyciąga z niego dobre cechy. Ujarzmia potwora, że się tak wyrażę ;) Przy Mihaiu (czyli taki jaki jest w większości NM) jest bardziej wampirzy, bo Mihai jest potworem, ciężko więc przy nim pokazywać ludzkie słabości.
    No i cóż, Mihaiś czy się pojawi czy nie, nie mogę powiedzieć, ale cóż, jest on tatusiem Cona, zazdrośnikiem i koszmarem w słodkiej otoczce, więc….
    Ohhhh TORT! Chętnie zjemy z tobą rocznicowy torcik :D Tym bardziej taki. Uwielbiam orzechy. Kat zależy jakie bo laskowych nie może… ale oooh oh, ja zjem. I suuuper, że już to rok. Ja zresztą nadal nie wierzę jak długo już tego bloga prowadzimy. Dłuugo, to dobre określenie. I mamy co by nie mówić, że nasi czytelnicy też długo z nami zostaną ;D Wierny czytelnik to skarb. Aż w sumie naszła mnie myśl, ile jest takich osób które są nadal tu od początku… hmmm. Niemniej, mam nadzieje, że ty nas nie zostawisz i będziemy świętować kolejny rok :) Pozdrawiamy ciepło :*

  9. Tazkiel pisze:

    Podobnie jak kaczuch_A nie przepadam za NM, chociaż przeczytałam całe, ale ostatnie dwa bonusy do tego opowiadania podobały mi się, a ten nawet bardziej niż poprzedni. Constantin jest bardziej stonowany, opisany półcieniami, tak jakby padało na niego światło świecy :) Jest taki inny, miękki i właśnie dzięki temu bardziej mi się podoba. Patrick świetnie do niego pasuje, podkreśla jego zalety. Mam jednie nadzieję, że nasz Mihaś nie wpadnie i nie zrobi małej rozwałki połączonej z konsumpcją. O ile w NM jego psychoza mi nie przeszkadza, ( ostatecznie jest cholernym wampirem i nie może być normalny) o tyle tutaj wybitnie mi nie pasuje. Czekam na drugą część :).
    Coś sobie właśnie uświadomiłam : to już rok, jak znalazłam Waszego bloga i czytam Wasze opowiadania ! Kurcze, chyba upiekę jakiś tort z tej okazji ! O, wiem jaki będzie : orzechowy z orzechowo- śmietankowym kremem. Ostatnio taki piekłam i mam ochotę na powtórkę, bo, nie chwaląc się, wyszedł genialny…
    Cóż, zaczynam kolejny rok z Waszą twórczością i jestem przekonana, że będzie zajefajny :)
    Pozdrawiam, Tazkiel

  10. kaczuch_A pisze:

    NM, to jedyne Wasze opowiadanie do którego nie pałam sympatią, serio. Tyle razy do niego podchodziłam i nie mogę go przełknąć. Ale, ale ten bonus/dodatek jak zwał tak zwał mi się podobał. Może Constantin, może Patrick, może powodem jest brak Mihai’a xD nie mniej przyjemnie się czytało i czekam na ciąg dalszy tak bardzo~!

    Weny~!

  11. Katka pisze:

    Liv, hehe wyraża więcej niż tysiąc słów :D

    C., nooo, nasz uroczy Constantinek dostał swoje malutkie opowiadanie, więc mam nadzieję, że wszyscy jego fani są ucieszeni :) W ogóle zawsze, jak czyjaś historia (głównie mowa tu o postaciach pobocznych) nie jest do końca napisana, zostawiona w niedopowiedzeniu i tak dalej, to mamy jakieś wewnętrzne poczucie, że fajnie by było jednak ją kiedyś napisać XD No i stało się. Super, że Patrick też się podoba :D Osobiście uważam, że bardzo fajnie Shiv wyszedł :D

    Nate, oj tak, Mihaś jest do tego zdolny, żeby pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie i wszystko popsuć. To bardzo w jego stylu, a jego dzieci na pewno nie raz się o tym przekonały. Bardzo fajnie, że podoba Ci się taki dobór postaci, hehe. Oby druga część też zrobiła wrażenie :)

  12. Nate. pisze:

    Aż miło poczytać i już mi szkoda, że są tego tylko dwie części. A najgorsze jest w tym wszystkim to, że mam paskudne wrażenie, że zaraz wpadnie Mihai i wszystko im popsuje, zazdrosny o Constantina :-( Mam nadzieję jednak, że się mylę! Cudownie poczytać akurat o ni m zwłaszcza tak pozytywnie! :-)

  13. C. pisze:

    Constantine! Jestem szczęśliwa, że pojawił się bonus z jego udziałem <3. Zawsze bardzo go lubiłam, a tu jeszcze poznaje on miłość (?:3) swojego życia! Patrick też jest super, przynajmniej na razie. Podoba mi się to, że nie odrzucił od razu Constantina, ale także i to, że podchodził do niego z dystansem.
    Czekam na więcej! Wnioskując po jedynce w tytule :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s