Fanfic by Justusia – W lustrze

Sebastian odwrócił Francisco z powrotem w stronę lustra, uważnie przyglądając się jego twarzy. Z tych dziwnych rozmów, które wcześniej próbowali prowadzić wynikało, że Latynos, tak samo, jak i on, nie leciał nigdy na facetów. Przynajmniej nigdy wcześniej, bo teraz ewidentnie leciał na niego i Moss w końcu przyjął to do wiadomości. I zaakceptował. Tak samo, jak zaakceptował fakt, że Francisco go fascynuje. Tak było zresztą od samego początku, po prostu wcześniej nie dopuszczał do swojej świadomości faktu, że ta fascynacja jest czymś więcej niż być powinna. Potrząsnął lekko głową, wyrzucając z niej niepotrzebne w tej chwili myśli. Przecież podjął decyzję i wiedział, że będzie się jej trzymał, nawet jeżeli nie była ona najlepsza, niosąc za sobą niemożliwe do przewidzenia konsekwencje.
Chciał tu być z tym chłopakiem.
Złożył mały pocałunek na jego szyi, dostrzegając zapraszającą postawę przyjaciela. Zresztą ten zawsze wyglądał, jakby miał zgodzić się na wszystko, co jego współlokator zaproponuje. Ciekawe, że Sebastian nigdy nie zwrócił uwagi na to, czy chłopak był taki otwarty na wszystkich, czy tylko on widywał go takiego. Co prawda wiedział, że Francisco był bardzo żywiołowy i często najpierw robił, potem długo długo nic, a dopiero później przychodziło myślenie, ale jednak czym innym był jego temperament, a czym innym swoboda z jaką wparował w jego życie. A może było to jedno i to samo, a on po prostu wyolbrzymiał.
Złapał za jego koszulkę, w niesamowicie powolnych ruchach unosząc ją do góry. Odsłaniając śniady, lekko umięśniony brzuch – dotykał go samymi opuszkami, sprawiając, że Latynos wstrzymał powietrze, napinając chyba wszystkie mięśnie, odruchowo cofając się do tyłu i jeszcze bardziej wpasowując w klatkę piersiową Sebastiana. Jęknął, czując jego twarde ciało tak ściśle przylegające teraz do swojego, oddzielone jedynie warstwą ubrań, których zapragnął pozbyć się jak najszybciej. Wziął głęboki oddech, tym razem nie krzyżując w lustrze spojrzenia z Sebastianem i wyciągnął dłonie, starając się odsunąć te należące do drugiego chłopaka i zrzucić z siebie tę przeklęta koszulkę jednym ruchem.
Sebastian na moment zamarł, analizując zachowanie Francisco, obawiając się, że ten raptem poczuł się przytłoczony, albo po prostu przemyślał sobie to wszystko, co się miedzy nimi działo i uznał, że nie warto się w to pchać. Kiedy jednak po chwili zorientował się, że chodziło o coś zupełnie odmiennego, zaśmiał się cicho, chwycił jego ręce w swoje i przycisnął je do jego gorącego brzucha.
— Chciałbym zrobić to powoli — wyszeptał mu do ucha, a Latynos jakby ponownie stracił oddech i wpatrzył się w oczy Mossa, tak bardzo intensywnie świecące w tym przeklętym lustrze, żeby ostatecznie poddać się i skinąć słabo.
Nie miał pojęcia, jak powinien się czuć, ale nie spodziewał się takiego zachowania ze strony współlokatora. To znaczy miał nadzieję, że w domu dyrektora znajdą chwilę na jakieś gorące pocałunki, a może nawet uda im się spędzić trochę czasu na dotykaniu się nawzajem, o ile oczywiście Sebastian by się przed tym nie wzbraniał z obawy na wcześniejszy przyjazd ojca, ale teraz widział w oczach starszego chłopaka coś takiego, co zapierało mu dech. I co zapowiadało dużo więcej niż tylko to, na co Francisco po cichu liczył.
Sebastian napawał się widokiem każdego kolejnego centymetra ciała, które z taką lubością odsłaniał. Właściwie w jego planach lustro nie było uwzględnione, ale teraz, kiedy już naprzeciwko niego stali, kiedy widział wyraźnie Francisco, który był tak inny niż na co dzień, taki niepewny i zachowawczy, pobłogosławił fakt, że są właśnie tu. Do tego jednoczesne czucie i obserwowanie ruchów chłopaka wprawiało go w jakiś euforyczny stan. Bo Francisco reagował całym sobą, co właściwie nie było niczym dziwnym. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała albo bardzo szybko, albo niezwykle powoli, w zależności od tego, z jaką siłą palce Sebastiana dotykały jego skóry. Powieki zaciskały się jakby z zażenowania, kiedy spomiędzy przygryzanych warg wydostawały się niekontrolowane jęki, tylko po to, żeby chwilę później otworzyć się z zaskakującą szybkością, pozwalając oczom znaleźć odbicie wzroku drugiego chłopaka. Z jednej strony uspokajające, z drugiej pewne i niezaprzeczalnie zadowolone z efektów, jakie wywołują jego niepozorne pieszczoty.
Kiedy koszulka Francisco w końcu wylądowała na podłodze, Sebastian wyprostował się, odsuwając od niego na milimetry. Niby oglądał go w różnym stopniu roznegliżowania niemal codziennie, bo ten nigdy specjalnie nie próbował się ukrywać pod warstwami ubrań, jednak obaj wiedzieli, że dziś jest inaczej. Gęsia skórka, która pojawiła się na ramionach i barkach Latynosa fascynowała jego przyjaciela tak samo, jak ledwie widoczny, ze względu na kolor skóry, rumieniec. Rumieniec, który zdecydowanie zdążył już się rozlać na szyję i klatkę piersiową. Od kiedy Francisco był taki wstydliwy, dla Mossa było zagadką. Pochylił się nad jego lewym barkiem, palcami odsuwając loki i składając szereg drobnych pocałunków od linii szczęki aż po wystający lekko obojczyk.
— Jesteś piękny — wymamrotał, zastanawiając się, gdzie zgubił swoją głowę, ale jakoś w tamtej chwili żadne inne określenie nie pasowało mu do Argentyńczyka.
Chłopak odetchnął głośno, czując dreszcz przechodzący po jego ciele; nie miał pojęcia co na to odpowiedzieć, ale podejrzewał, że wcale nie musi tego robić. Miał wrażenie, że temperatura w pokoju podskoczyła o dobrych kilka stopni, ale to zapewne tylko jego ciało zdradzało, jak reaguje na to wszystko, co serwuje mu Sebastian. Który zresztą zachowywał się zupełnie inaczej, niż Francisco się po nim spodziewał. Nie, żeby tak było źle, wręcz przeciwnie, po prostu był zdezorientowany.
— Zdejmij swoją koszulkę — poprosił, kiedy prawa dłoń jego współlokatora znalazła się na jego podbrzuszu, a palce wplątały w wąski pasek włosków znikających pod linią spodni. — Chcę czuć twoją skórę — dodał, starając się powstrzymać kolejny dreszcz, wzrokiem podążając za długimi palcami przyjaciela, teraz już za wszelką cenę starając się na spoglądać na swoje odbicie. Chyba nie chciał się takim widzieć.
— Jeszcze nie — odpowiedział Sebastian, z fascynacją oglądając w lustrze swoją dłoń zmierzającą do paska Argentyńczyka, odpinającą go nieporadnie i sięgającą w końcu do guzików dżinsów.
Francisco znowu spiął się wyraźnie i przylgnął do chłopaka za sobą, czując jak jego spodnie zsuwają się w dół, odsłaniając jego ciało coraz bardziej, podczas gdy jego współlokator nie zdjął nawet swojej bluzy z kapturem, w którą był ubrany podczas podróży. Latynos nie wiedział, czy podoba mu się ta dysproporcja, czuł za to bardzo wyraźnie, że Sebastianowi się podoba. Aż przełknął ślinę uświadamiając to sobie, bo zwykle to on był tym, który podniecał się szybciej i, jak mu się zdawało, chyba też bardziej. Jęknął niekontrolowanie, zdając sobie sprawę, że musiał jakimś cudem odlecieć na dłużej myślami, bo jego przyjaciel właśnie klęczał obok niego, rozwiązując mu sznurówki i wyswobadzając jego lewą stopę z trampka, skarpetki i nogawki spodni, po chwili robiąc to samo po prawej stronie.
Sebastian odrzucił na bok niepotrzebne w rzeczy, powoli unosząc się do poprzedniej pozycji, przesuwając dłońmi od kostek, przez umięśnione łydki i uda, zahaczając o obcisłe bokserki i zatrzymując w końcu palce na biodrach Francisco, wbijając je w nie nieco i podziwiając chłopaka w odbiciu lustra. Właśnie sobie uświadomił, że mógłby patrzyć na niego naprawdę długo. Tylko chciał go najpierw rozebrać do końca. I dotykać. Sam musiał odetchnąć kilka razy, uspokoić oddech, bo czuł, że skończy tę zabawę szybciej niż by wypadało, ale chyba dopiero teraz uświadamiał sobie, jak bardzo Francisco na niego działał. Może to było kwestia jego szczerości i otwartości w tych sprawach, bo jakoś nie sądził, że poleciał tylko na kolor skóry i te cholerne, seksowne loczki. Chociaż kto wie, na pewno to też miało jakieś znaczenie, inaczej Sebastian już dawno zorientowałby się, że faceci też są warci jego uwagi. Odsunął lekko gumkę bokserek drugiego chłopaka, wkładając za nią początkowo jedynie opuszki palców, dotykając go bez pośpiechu, napawając się stanem posiadania. Bo czuł, że Francisco jest tylko jego i to uczucie wypełniało go tak przeraźliwie mocno, jakby od dawna wiedział, że tak ma być i, że tak będzie dobrze. Nie chcąc tego analizować, wsunął mu w bieliznę całą dłoń, początkowo badając każdą krzywiznę kości, którą tam znalazł, powoli przesuwając palce w stronę biodra a od niego na wewnętrzną stronę uda, starannie omijając przy tym penisa i jądra. Nie trwało to jednak długo, bo był zbyt pochłonięty tym, co robi. Nie zsuwając Francisco bielizny, złapał jego członek, który może nie był jeszcze tak sztywny, jak jego, ale na pewno wykazywał zainteresowanie sytuacją, i zaczął miarowo poruszać ręką, drugą układając na pośladku chłopaka, masując go, w końcu eksperymentalnie przesuwając palcami po jego rowku, naciskając na zaciśnięty pierścień mięśni, czując, że sam jest na granicy orgazmu i, że to co robi, podoba mu się bardziej, niżby wypadało.
Minęło zaledwie kilka chwil, a Latynos doszedł w rękę Sebastiana, brudząc bokserki i czując się bardzo specyficznie.
— Francisco? — zapytał ochryple starszy chłopak, kiedy jego przyjaciel poza tym, że wydawał się coraz bardziej spięty, nie wykazywał żadnej pozytywnej reakcji, na to co się właśnie stało. On w ogóle nic nie robił.
Zacisnął tylko mocniej powieki, kręcąc głową i roztrzepując na boki swoje loki. Sebastian zesztywniał natychmiast, bo to mogło oznaczać wszystko od: nie przestawaj, proszę do cholernego: daj mi spokój i nigdy więcej się nie zbliżaj.
— Francisco? — powtórzył już lekko spanikowany, wciąż przyglądając mu się w lustrze, w końcu puszczając go i odsuwając się o dwa kroki w tył. Może ten się zwyczajnie bał, chociaż dla Mossa wydawało się to irracjonalne.
Chłopak najpierw odetchnął, jakby w końcu poczuł się wolny, a Sebastian zacisnął szczękę, czując, że przez ten jeden gest jego erekcja opada i całe podniecenie, które tak starannie trzymał na wodzy, ulatuje. Razem z wypuszczonym przez Latynosa powietrzem.
Poczekał jeszcze aż Francisco otworzy oczy i odsunął się o kolejny krok. Widział zdezorientowanie na twarzy młodszego chłopaka, ale to raczej on powinien się tak czuć.
— Dlaczego się odsunąłeś? — zapytał niespokojnie Argentyńczyk i jego przyjaciel miał ochotę wybuchnąć gorzkim śmiechem.
— Serio, Francisco? Nie wiesz dlaczego? — warknął, nie potrafiąc zrozumieć zachowania swojego współlokatora. — Możesz mi powiedzieć, co było nie tak? — dodał po chwili spokojniej, dochodząc do wniosku, że może powinien poczekać z dobieraniem się do chłopka w taki sposób, aż będą mieli za sobą swój pierwszy raz i wszystkie te zawstydzające rzeczy, które się z tym wiążą. — To, że jestem ubrany, że staliśmy przed lustrem? — Że cię macałem po dziurce jakoś nie chciało mu przejść przez gardło.
— Nie wiem — odmruknął i spuścił głowę, żeby po chwili opaść na podłogę, podciągnąć nogi pod brodę i znowu zamknąć oczy. Nie wiedział, co dokładnie było nie tak.
Sebastian jęknął zirytowany, bo co to niby miało być? Może jeszcze ten miał wpaść zaraz w jakąś panikę. Nie wiedział nawet, czy może do niego podejść, czy to nie spowoduje, że chłopak znowu będzie cały spięty.
Policzył w myślach do dziesięciu, dochodząc do wniosku, że gadanina, jak to niby faceci są prostsi w obsłudze od lasek, to jakaś bzdura, podszedł do łóżka po cienką narzutę i zabrał ją, żeby po chwili zarzucić Francisco na plecy. Usiadł też obok niego, kiedy ten uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się nieśmiało. Zupełnie, jak nie on, przemknęło Sebastianowi przez myśli.
— Przepraszam, popsułem nam wyjazd.
Syn dyrektora przewrócił oczyma i spojrzał na niego z jakąś czułością, błagając, żeby cała jego niepewność znalazła sobie ujście w sposób inny, niż złość.
— Przyjechaliśmy spakować mojego ojca — powiedział Sebastian, po czym parsknął cicho. Paranoja. — To co się stało? — zapytał znowu, ostrożnie przysuwając się bliżej Francisco, głaszcząc wystające spod narzuty śniade kolano. Przynajmniej to nie powodowało zamknięcia się chłopaka.
— Naprawdę nie wiem — szepnął, wyraźnie zawstydzony. — Chyba wyobraziłem sobie, jak zareaguje twój papa, kiedy wejdzie do pokoju, w którym ja będę całkiem nagi, a ty będziesz… — zaciął się, wzruszając ramionami i opierając głowę we wgłębieniu szyi Sebastiana. — Będziesz robił to, co planowałeś, że jeszcze zrobisz — dodał płasko, wdychając zapach perfum Sebastiana, uspokajając się dzięki temu niemal całkowicie. — Chyba spanikowałem.
Moss przez chwilę nic nie mówił, analizując wyjaśnienia przyjaciela i składając jakieś małe pocałunki w różnych miejscach jego twarzy. Przynajmniej nie chodziło o to, że Francisco zmienił zdanie, bo jakoś nie wyglądał, jakby chciał uciec z jego domu, nie przeszkadzał mu też dotyk, więc…
— Chodzi tylko o mojego ojca? — dopytał na wszelki wypadek.
— A o co innego? Co, jak on wcześniej przyjdzie, a my nie usłyszymy? Jak ja mu potem spojrzę w oczy, przecież to dyrektor i jeszcze jesteśmy razem w tym projekcie i mamy wspólny pokój, a jak będzie ci kazał zmienić, albo mnie odeśle do Argentyny? Jak powie moim rodzicom?
Latynos mówił nie dość, że bardzo szybko, to w którymś momencie przestawił się na swój ojczysty język i Sebastian naprawdę musiał się starać, żeby wszystko zrozumieć. W końcu zaśmiał się cicho, co skutecznie uciszyło Francisco, a kiedy ten spojrzał na niego z pretensją w oczach, starszy chłopak po prostu pochylił się w jego stronę i pocałował. Mocno.
— Uważasz, że to jest śmieszne? — burknął niezadowolony, odsuwając się od gorących ust. Wcale nie sądził, że powinni lekceważyć takie zagrożenie.
— Nie — odpowiedział Sebastian, bezskutecznie starając się zamaskować swój uśmiech. — Po prostu ojciec wyjeżdża na cały weekend i… No cóż, masz rację. Powinieneś się teraz ubrać i umyć, jeśli chcesz, a ja spakuję mu te torby.
— I co? — Francisco popatrzył na niego bez większego zrozumienia, nadal zawstydzony tym wszystkim; od orgazmu przed lustrem, przez specyficzne uczucie bycia dotykanym przez innego chłopaka w miejsca, których nawet sam nie dotykał, po swoją irracjonalną reakcję na sam koniec.
— I przecież nikt nie mówił, że musimy być dzisiaj z powrotem w internacie — dodał, niby konspiracyjnie, ze wzrokiem wbitym w Argentyńczyka, z głodem w oczach i obietnicą, że będzie tylko lepiej.
Francisco przez chwilę jedynie chłonął obraz takiego Sebastiana, po czym skinął głową, czując, że na jego policzki wstępuje nowy rumieniec, a mokre bokserki, jakby ponownie się wypełniają. Wychylił się do swojego współlokatora, całując go namiętnie, choć raczej szybko, w ten jeden gest wkładając całe swoje zaangażowanie i temperament, który wcześniej ewidentnie gdzieś się zagubił. Może dlatego, że został zaskoczony.
— To świetnie — wymruczał, już wstając, odrzucając na bok narzutę i sięgając po swoje porozrzucane ubrania. — Idę do łazienki zdjąć to — powiedział jeszcze zaczepnie, wskazując mokrą plamę na bieliźnie, widząc, jak oczy Sebastiana robią się odrobinę większe.
— Dam ci jakieś czyste — zaproponował, z trudem przełykając ślinę, marząc, żeby ojciec już się pojawił, zabrał torby i zostawił ich tu samych. Na cały weekend.
Francisco zatrzymał się w drzwiach, zerkając na starszego chłopaka przez ramię, prezentując mu swoje ładne nogi, wąskie biodra i lekko umięśnione plecy, i zaśmiał się głośno, wprawiając w drganie całe ciało. Syn dyrektora nie mógł oderwać od niego wzroku.
— Nie potrzebuję. Lubię chodzić bez bielizny.
Sebastian warknął, kiedy chłopak wyszedł w końcu z pokoju. Popatrzył jeszcze za nim z niedowierzaniem i rzucił poduszką w stronę drzwi.
— Mały, wredny… — zaczął mamrotać, wstając z podłogi i podnosząc narzutę.
Po kilku minutach, kiedy był już w pokoju ojca i wkładał jego skarpetki do torby, usłyszał przekręcanie klucza w drzwiach i głośne powitanie. Podziękował w duchu Francisco za tę lekką panikę, bo była dopiero siedemnasta i według tego, co telefonicznie ustalili, ojciec miał tu być dopiero za trzy godziny. Francisco pojawił się przed nim w następnej chwili, szepcząc tylko: mamy cholerne szczęście, Sebastian.

2 thoughts on “Fanfic by Justusia – W lustrze

  1. Shivunia pisze:

    Noch noch noch :D działo się, działo. macanko przy lustrze naprawdę nieźle erotyczne i co by nie mówić, chętnie popatrzyła bym oczami Sebastiana na to co się działo. W ogóle, jak Kat mówiła, super podejście do Sebastiana. Pokazałaś jego powściągliwość jednocześnie pokonując mnie w wyrażaniu jego uczuć :p
    Franio też był słodki. Taki chaotyczny, jak tylko on potrafi być :D Słodziak. I na plus w sumie im wyszło to że się biedaczek przestraszył. Oh oh, była by niezła burza jakby nie przestali. Ale oh, luuuustro . Hot :D
    Dzięki bardzo, bardzo mi ficzek poprawił nastrój w drodze do pracy :D

  2. Katka pisze:

    Fik cudaśny! Tak jak pisałam Ci już mailowo, bardzo podobał mi się pomysł, że zrobiłaś to od strony Sebastiana. Lubię czytać o jego myślach, wydają się takie bardziej logiczne i poukładane niż Francisco no i wg mnie całkiem nieźle go tutaj ujęłaś :D Taki się wydawał Sebastianowi. Ale najlepsze było to, jak jarał się rozbieraniem Frania. Super widziec, że podnieca go Francisco i jakoś lubię więcej takich szczegółów właśnie od strony Sebcia, bo sama wiem, że Francisco na niego leci i to okazuje, a Sebastian jest powściągliwy i tego tak nie okazuje. Więc super właśnie, że pokazalaś to od jego strony, bo można było wiecej poczytać o tym, jak go jara Latynos nasz gorący :D Lustro dodawało temu swoistej intymności. A panika Frania to od razu impuls do wytulania go :D Dziękujemy bardzo za fika! Cudowna alternatywa poprzedniego rozdziału :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s