Fanfic by O. – Choice

Zawsze jest wybór. Czasem gorszy, czasem lepszy. Wszystkie wybory łączy jedna rzecz- nigdy nie są do końca złe, czy dobre. Czasem możemy wybrać źle z dobrych pobudek, a czasem dobrze ze złych. Co kieruje tym mechanizmem? Nasze serce, czy rozum? A może sytuacja, w której musimy go szybko dokonać? Nigdy do końca nie będzie wiadomo, dlaczego tak a inaczej postąpiliśmy. Dziś możemy być czegoś pewni, jutro ta rzecz może napawać nas strachem, zwątpieniem. Jednak to z wyborów stworzone jest życie i nie ominiemy ich. Zawsze będziemy żyć z piętnem wyborów.
Porównywania zawsze bolą, szczególnie gdy jest się porównywanym do osoby, której powinno darzyć się bezgranicznym szacunkiem, a chciałoby się wykrzyczeć, że despotyzm nie jest podstawowym budulcem rodziny. Ból powiększa świadomość, że porównanie jest prawdziwe. Jesteśmy tacy sami, jak osoba, którą obiecaliśmy sobie, że się nią nie staniemy. Mimo zakorzenionego postanowienia nie udało nam się, i z tego też powodu ranimy osoby wokół nas. Ludzi, których przysięgliśmy, że będziemy chronić, troszczyć się o nie. Ale przecież nie możemy pozwolić na to, by to z ich ust padały słowa ostre jak noże. Raniące nas. A przecież wzajemnie się mieliśmy wspierać, wzajemnie pomagać stawać osobami jakimi zawsze chcieliśmy być. Przy którym wyborze to się utraciło?
Cały wieczór spędził w swoim pokoju – tak jak nakazał ojciec, gdy dowiedział się, że uderzył brata. Matka jedynie odprowadziła go spojrzeniem zawierającym w sobie przykrość jak i zawiedzenie na nim. Phil jak zawsze chciał stanąć w jego obronie, ale to by jedynie pogorszyło sprawę. Ojciec zawsze powtarzał, że każdy sam ponosi konsekwencje swoich czynów, niezależnie czy się jest na nie gotowym, czy nie. A on zamierzał nauczyć swoich synów, by byli gotowi na wszystko. Życie to nie bajka, musieli do tego doróść. Nie było ułatwień, nie było zasłaniania się mamą. Ją ojciec również nie traktował ulgowo, nawet w miłości był twardy i zasadny. Ian westchnął przypominając sobie jak jakiś czas temu, może rok, rodzice kłócili się o zajęcia wakacyjne dla Phila. Ojciec chciał go wysłać na jakiś obóz, by wrócił z niego jako mężczyzna, Ian był przecież idealnym kadetem. Matka o dziwo postawiła się uznając, że skoro Phil dobrze czuje się przy książkach może zapisać się na dodatkowe kółka i być w domu. Blisko niej. Całą kłótnię słyszał w pokoju z zaciśniętymi pięściami. Mógł sobie jedynie wyobrazić jak jego brat ze łzami w oczach udał się na górę, gdzie ze wszystkich możliwych drzwi wybrał właśnie do jego pokoju. Dziś pięścią uderzył brata, wtedy na jego widok rozluźnił je, by zamknąć go w swoich ramionach. Ofiarować kojący dotyk, pokazać, że mimo wszystko jest obok. W opiekuńczym geście chciał ucałować skroń Phila, ale kiedy ten uniósł ku niemu twarz z zapłakanym wyrazem coś w nim pękło. Coś sprawiło, że skoro Philip wybrał właśnie jego na pocieszyciela, powinien dać mu wszystko. Dlatego usta zamiast dotknąć brwi dotknęły słonych ust. Tak samo wąskich i miękkich jak jego własne. Usta młodszego różniły się tym, że były krótsze i mniej umiejętne. Jednak Ian potrafił nimi pokierować tak, by wcale nie było to odczuwalne. Pocałunek nie trwał jednak długo, na piętro weszła mama szukając Phila. Wchodząc do pokoju ujrzała tylko jak bracia się tulą na co uśmiechnęła się nieco przepraszająco. Zabrała młodszego Newtona. by razem coś upiekli, mieli swoje małe zwycięstwo- nie musiał nigdzie jechać. Ian poczuł ulgę, gdy mama wysuwała Phila z jego ramion, jak również i zazdrość. Też chciał mieć coś wspólnego, coś co by mogli robić tylko razem.
To uczucie nie opuściło go od tamtego czasu. Ta chęć utworzenia czegoś, czegoś co byłoby „namacalne” i tylko ich. Do czego mogliby wracać, świętować, oddalać smutki. Dlatego bardziej starał się o brata, pomagał mu jak tylko umiał i miał czas. Zawsze wtedy starał się go dotknąć, czy to położywszy dłoń na ramieniu, czy zetknięciu blisko ud, gdy siedzieli obok siebie. A gdy zostawali sami skradał mu pocałunki.. Phil nie opierał się i Ian miał tylko nadzieję, że to nie z powodu jego poddańczej natury. Przecież to on go wybrał, to on przyszedł do niego i to on uniósł wtedy na niego to spojrzenie.
Teraz to Ianowi przyszło wyjść ze swojego pokoju i przekroczyć próg pokoju brata.
Philip nie żywił urazy do Iana. Wiedział, że mógł ugryźć się w język. Ale dobrze wiedział, jak to jest być traktowanym niesprawiedliwie, a do tego z Chase’m naprawdę dobrze mu się rozmawiało. Nie uważał go za tego „złego”. Ale czy był wart kłótni z bratem i uderzenia? Jednego był pewien, tego błysku bólu w oczach Iana przed uderzeniem nie chciał widzieć już więcej. Mieli się wspierać a on go zranił. Czuł się z tym na tyle okropnie, by nie próbować przepraszać, wolał dać przestrzeń bratu. Dlatego zdziwił się gdy po usłyszeniu krótkiego puknięcia to jego ujrzał w swoich drzwiach. Serce mocniej mu zabiło każąc opuścić spojrzenie.
– Słuchaj, ja..- Ian podszedł do jego łóżka- nie chciałem cię uderzyć. – przeczesał włosy dłonią w nerwowym geście.
– Miałeś prawo, to ja za dużo powiedziałem. – wciąż na niego nie patrzył, co powoli zaczęło irytować starszego. Między nimi była różnica tylko dwóch lat, a byli jak woda i ogień. Jedynie wygląd nadawał im podobieństw. – Sam bym sobie przywalił.- wzruszył ramionami siadając wyżej na łóżku.
-Spójrz na mnie. – wrócił do stanowczego tonu, którego starał się przy nim jak najmniej używać, ale zawsze dzięki temu dostawał to czego chciał i teraz też Phil posłusznie uniósł na niego spojrzenie. – Chcę cię szczerze przeprosić. Poniosło mnie, a ty masz prawo do wyrażania własnej opinii. Choć wolałbym byś przy „nim” tego nie robił – nie ukrywał na końcu jadu w swoim głosie. Philip już chciał naprostować, że „on” ma imię, ale wiedział, że to nie naprostuje spraw między nimi.
-Usiądziesz obok? – Nie lubił kłótni, nie lubił tego jak się czuł w trakcie czy po. A ostatnio byli na tyle blisko z Ianem, by uzależnić się i czuć dzięki jego dłonią, że wszystko gra.
-Pewnie.- Starszy usiadł od razu wyciągając ramiona do brata, w których ten się schował. Naprawdę żałował, że go uderzył i cieszył się, że ten nie będzie mieć po tym śladu. Choć poczuł drobny dreszcz, że mógłby ten fioletowy kolor scałowywać. Sięgnął ustami do miejsca, które uderzył by muskać je delikatnie. Phil napiął się w jego ramionach, jednak po chwili się rozluźnił. Dobrze wiedzieli, że tak to się zawsze kończyło. Taki był ich świat, składający się z przytuleń i muśnięć.
Jednak fakt, że to Ian przyszedł coś zmieniło. To zawsze on był tym do którego się przychodziło. Jedną granicę przekroczył Philip. Teraz kolejną miał przekroczyć Ian. Cały czas muskając brata po twarzy sięgnął dłonią pod jego koszulkę. Znał wygląd Phila na pamięć, ale dotyk nagiej skóry był elektryzujący. Jego ciepło w tej chwili było jakby tylko dla niego. Dobrze wiedział, że młodszy ma wątłą talię, drobne ramiona, płaski ale bez mięśni brzuch. Możliwość ich dotyku całkowicie odmieniła ich postrzeganie. Niby je znał, ale teraz poznawał na nowo i chciał więcej niż dotyku pod koszulką. Philip drżał, ale nie mówił nic. Pozwolił dłoni brata kreślić na jego torsie esy floresy. Zawsze wstydził się swojego ciała, jednak teraz czuł, że jest to w porządku. W porządku na tyle, by móc pozwolić zdjąć z siebie koszulkę i patrzeć jak bluzka brata ląduje obok jego. Kilkusekundowe spojrzenie było wszystkim, co było potrzebne na zgodę. Starszy sięgnął po dłoń młodszego kładąc ją na swojej piersi. Były już ręce, które go dotykały, ale to na delikatną dłoń brata jego ciało napięło się w ten specyficzny sposób. Jakby wszystko łaskotało, a chciało się więcej i więcej. Dłonie były nieśmiałe, ale Ian pocałunkiem dodał im odwagi. Philip nie wiedząc na której czynności skupić swoje myśli pozwolił im ulecieć i to było to. Tylko tego potrzebowali, by bardziej przylgnąć do siebie. By pokazać, czego potrzebują, pokazać że są i nie mają zamiaru odejść. Philip gdzieś w tle zrozumiał, że to było to po co przyszedł tamtego wieczoru. Chciał i potrzebował już wtedy by Ian wziął jego ciało, jego duszę. To że są braćmi nie przeszkadzało mu, wręcz przeciwnie, traktował to jako obietnicę, że się nie skrzywdzą. Że już zawsze będą razem. Nieświadomie przekazał to w mocniejszym pocałunku, który Ian tylko odwzajemnił pokładając się na nim. Ponad dziesięć centymetrów różnicy we wzroście nie przeszkadzało ich biodrom na spotkanie. Młodszy prawie załkał na to doznanie, ale wiedział, że starszy go poprowadzi.. Tak jak zawsze. Z ufnością spojrzał w zielone oczy, prawie identyczne jak własne. Chciałby być odbiciem Iana, nie tylko w wyglądzie, ale i w charakterze. Jednak to te różnice doprowadziły ich do tego momentu, więc był wdzięczny, że wdał się w matkę. I to pod jego plecy Ian wsuwał dłonie chcąc przyciągnąć bliżej do siebie. Jakby jeszcze wystarczająco blisko nie byli poprzez łączącą ich krew. Uczucie nabrzmiałego penisa brata przy jego w tym samym stanie, też nie było na tyle zawstydzające by to przerwali. Ciała odnalazły wspólny rytm, jakby i pod tym względem znały się na wylot. Ian zasysając dolną wargę Phila sprawiał, że ten był coraz bardziej na skraju. A on chciał być pierwszym doprowadzającym go do tego stanu jak i ostatnim. Dlatego nie spuszczał z niego spojrzenia, nie chciał przegapić żadnego zmarszczenia brwi, czy nosa. Rozchylenia ust, zwilżenia ich językiem. Zagryzieniem warg, czy policzka, by stłumić jęk. Nawet to jak pot ukazał się na skroniach był dla niego czymś fascynującym, czymś dla czego warto było mocniej pchnąć biodrami, by dostać więcej i więcej. Wsparł się na przedramionach by stykać się też i torsem z bratem. Oparł czoło o jego i chłonął wszystko to, co mu dawał. Dłonie Philipa zaciskały się na jego ramionach, unosząc się wyżej, by podrapać go od łopatek po dół ramion. Nogi instynktownie ścisnęły większe ciało w pasie chcąc dostać jak najwięcej tarcia. Obaj mieli tylko spodenki, które wielkiej przeszkody w odczuwaniu nie sprawiały.
-Ian..- młodszy rozchylił swoje oczy jakby w strachu przed tym co ma zaraz nastąpić, aż do czasu gdy orgazm zasnuł je mgłą nim je zamknął. Jednak dla starszego to, co w nich dostrzegł pozwoliło by i on doznał spełnienia. Wiedział, że niedługo będzie musiał wyjść, że nie będzie mu dane towarzyszenie do poranka Philowi. Jednak wiedział, że te drzwi czekają na niego otworem i on swoich dla młodszego nie zamknie.

6 thoughts on “Fanfic by O. – Choice

  1. O. pisze:

    Ou.. Może włączyłam sobie nie te piosenki, które miałam i stąd pobrzmiewający smutek? Ale bardzo się cieszę, że ficzek przypadł do gustu <3 Incestu tu jeszcze nie było, więc mógłby się pojawić xDDDDDDDD

  2. justusia7850 pisze:

    Napisałam wczoraj długi komentarz… Ale coś poszło nie tak i oczywiście go nie ma. Więc teraz będzie krócej. Lubię incesty i fajnie, że nie tylko ja :) podobało mi się podkreślenie tego, że cios, który dostał Phil, dużo zmienił między braćmi. Choć tak naprawdę pociągnęłaś tekst tak, że później tego nie widać.
    I ja też miałam wrażenie, że to strasznie smutny kawałek. Trochę patetyczny, ale przede wszystkim pełen smutku.

  3. Shivunia pisze:

    No proszę w końcu Philip się oddał całkiem we władanie Iana. Nieźle. Ciekawy był motyw tych kłótni rodziców. W sumie niezła z nich rodzinka. Ciekawe jak rodzice się poznali. I czy Philip dalej będzie taki uległy. Bo oddaje całkiem się we władanie drugiej osoby.
    Ficzek fajny. Miłe zaskoczenie że powstał. Naprawdę uroczy. Dzięki :-*

  4. O. pisze:

    Oni doróśli xD dziękuję, zapamiętam ;*

    Oj tam, z rodzicami jest ta kolej rzeczy, że najczęściej w pewnym wieku się ich opuszcza ;)

  5. Katka pisze:

    Wydawał mi się ten fik smutny mimo że jakoś pozytywnie i z nadzieją dla Philipa się skończył. Kto by pomyślał ze tą parka może być urocza XD naprawdę wyszło fajnie i tylko obawiam się ze to może być mocno nieakceptowalne przez obu rodziców… nie wiem czy Philip i Ian zdecydowaliby sie być ze sobą gdyby towarzyszyła temu właśnie obawa co na to rodzice… smutny związek by się mógł z tego zrobić. Ale super było to zaufanie Philipa jakim darzył Iana. I fajne to nawiązanie ze dotąd to Philip do niego przychodził a teraz było odwrotnie. Bardzo mi się podobało. Jestem tym wręcz zaskoczona XD dzięki! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s