Newton’s Balls – 17 – Ostatni raz

— To co? — Chase wychylił się zza monitora komputera, do którego koniec końców i tak usiadł, kiedy Courtney postanowił uporać się z ostatnią rzeczą wśród swoich dokumentów. Nadal padało, naczynia już myły się w zmywarce, a Tank postanowił się zdrzemnąć.
Kurator ziewnął, wkładając dokumenty do teczki.
— Hm? — Obejrzał się przy tym z kanapy, na której siedział.
— No, nadal pada. — Chase kluczył między słowami i więcej niż oczywistym było, że do czegoś zmierza. Do czegoś, czego nie chce sam powiedzieć.
Courtney odwrócił wzrok i uśmiechnął się do siebie. Po chwili wstał, żeby przenieść dokumenty na szafkę przy drzwiach.
— Hm… To może zostaniesz na noc? — zaproponował, jakby nigdy nic. — Ubrania do jutra ci wyschną.
— Tak? — Chase udał niewiniątko. Z mizernym skutkiem, bo szeroki uśmiech wypłynął mu na usta po sekundzie powagi. I zaraz jego uśmiechnięte usta zostały pocałowane, kiedy kurator do niego podszedł.
— Mhm, jeśli nie przeszkadza ci, że wstaniemy wcześnie — odpowiedział, przesunął jeszcze dłonią po jego włosach i odłożył wreszcie dokumenty.
— Jak wcześnie? — Chase’a na moment zmroziło i popatrzył niepewnie za swoją nową „dziewczyną”.
— Siódma.
Chłopak skrzywił się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
— W chuj wcześnie. No, ale… i tak pada — mruknął, nie sądząc, aby miał bardziej wyspać się w domu.
— Możesz wstać trochę później niż ja, jeśli nie trzeba ci wiele czasu. Za kwadrans ósma muszę wyjechać — wyjaśnił jeszcze Courtney i wszedł do łazienki.
Chase uniósł się sprzed biurka i poszedł jego śladem. Courtney nie zamknął drzwi, więc chłopak zatrzymał się w progu i oparł o framugę.
— Do kogo?
Kurator właśnie zdejmował spodnie i bieliznę. Góry już nie miał, bo rozebrał się wcześniej, więc teraz, kiedy odrzucił je do kosza na rzeczy do prania, został całkiem nagi.
— Roxy, moja podopieczna na elektronicznym. Opowiadałem ci o niej — przypomniał, wskazując na swój łuk brwiowy i podszedł do toalety, żeby się wysikać przed prysznicem.
Chase przesunął wzrokiem po ciele mężczyzny, zatrzymując się chwilę dłużej na pośladkach i penisie.
— Prysznic? — spytał po dobrej chwili, kiedy już nie przeszkadzał im w rozmowie dźwięk oddawania moczu.
— Mhm. Chcesz dołączyć? — Courtney uśmiechnął się do niego lekko, kiedy ruszył do kabiny.
— No, nawet — odparł Chase i wszedł w końcu do łazienki. Zamknął za sobą drzwi i pospiesznie zaczął się rozbierać, byle jak rzucając dres na kosz do prania.
Courtney w tym czasie ustawił odpowiednią temperaturę wody, która popłynęła z deszczownicy. Cofnął się trochę, kiedy Chase wszedł i dotknął jego klatki piersiowej.
— Odwróć się, umyję ci plecy.
Chłopak przetarł najpierw z twarzy wodę, która na nią spadła, kiedy spojrzał w górę, stojąc pod natryskiem. Potem jednak się odwrócił. Był naprawdę apetycznie zbudowany. Bardzo naturalnie. Długie, dobrze umięśnione kończyny, ręce z widocznymi żyłami, szerokie ramiona i płaski brzuch.
— Śmiesznie. — Zaśmiał się do siebie, kiedy Courtney dotknął jego pleców.
— Czemu śmiesznie? — Ten uśmiechnął się, obserwując jego młode, wysportowane ciało. I nie tylko obserwując, bo już powoli przesunął namydlonymi dłońmi po jego plecach. Od ramion aż po pas, przyjemnie je masując.
— Bo w życiu mi, kurwa, nikt pleców nie mył. Nie mówię, że jak byłem takim gównem małym, ale potem to już nie. Więc tak śmiesznie. I miło nawet. — Zaśmiał się krótko.
— Prawda? — zamruczał Courtney, samemu nie mniej się tym delektując. — Jesteś bardzo dobrze zbudowany. Masz silne nogi od roweru, a to chyba przez szrot, hm? — rzucił, teraz namydlając jego całkiem szerokie ramiona.
— Nooo! — Chase zarechotał, odchylając ramiona na boki i napinając mięśnie rąk. — Trochę tego chujostwa się naprzerzuca, nie? — odparł i zerknął za siebie.
Courtney przytaknął i w końcu dotknął jego pośladka.
— A to bardziej od roweru, co?
— Chyba też — przytaknął Chase i niespodziewanie odwrócił się i przycisnął mężczyznę do ściany. Przytrzasnął go przedramieniem na wysokości klatki piersiowej i pocałował krótko, ale bardzo mocno.
Courtney był tym tak zaskoczony, że cały momentalnie się napiął, choć równie szybko się rozluźnił. Najpierw sądził, że to jakaś gwałtowna, negatywna reakcja na dotyk w tamtym miejscu. Na szczęście okazało się, że nie, a wręcz dostał pocałunek. Odpowiedział więc na niego, kładąc dłonie w talii chłopaka i kiedy ich usta się rozłączyły, rzucił:
— Samczość masz chyba za to w genach.
— Się, kurna, wie! — Chase zaśmiał się głośno i jeszcze raz go pocałował, tym razem skubiąc jeszcze jego dolną wargę zębami.
Courtney przy okazji czuł na swoim udzie, że chłopakowi naprawdę niewiele trzeba, aby zacząć się podniecać. Musiał wręcz zerknąć w dół, żeby się upewnić. No dobra… chciał zerknąć w dół. Och tak, podobało mu się, jak spora główka penisa Chase’a odznaczała się mocno pod napletkiem.
— Powiedziałbym ci teraz jeszcze wiele komplementów, ale kabina nie jest aż tak duża, żeby pomieścić twoje ego, jak nagle urośnie — rzucił z uśmiechem, masując boki swojego podopiecznego.
— Myślisz, że mi to aż tak grozi? — droczył się z nim Chase i znowu ugryzł go w wargę. Nawet na chwilę ją złapał i pociągnął do siebie. Znowu go pocałował. Jednocześnie trzymał go silnymi, dużymi dłońmi, jak na tak wysokiego chłopaka przystało, za biodra i na wysokości nerek, na plecach.
— Teraz tak, bo widzę w tobie bardzo dużo — Courtney poruszył udem, a tym samym otarł je o członek chłopaka — zalet.
— Bardzo dużo, czy bardzo duże? — Nastolatek zaśmiał się głupio, stykając przy tym swoje usta z ustami starszego od siebie mężczyzny. Chciał przy tym coś dodać, ale nadal gdzieś w środku coś podpowiadało mu, aby ugryzł się jeszcze w język, bo to „dziwne”.
— Oba — odmruknął Courtney, cmokając jego usta raz po raz i głaszcząc go. Było mu podejrzanie przyjemnie z tym chłopakiem w takich sytuacjach. Chyba wręcz zaczynał coraz bardziej to lubić.
Chase uśmiechnął się szeroko i zlizał wodę z ust mężczyzny, a następnie ugiął trochę nogi, aby ich miednice były na tej samej wysokości. Otarł się swoim penisem o członek Courtneya i z rozbawieniem, i zaciekawieniem krótko zerkał to na ich krocza, to na twarz kuratora.
Ten odetchnął głębiej, a jego palce mocniej zacisnęły się na bokach chłopaka. Sam zaczął sztywnieć przez to zachowanie podopiecznego. Oblizał usta, odpowiadając goręcej na jego spojrzenie.
— Lubię go — szepnął.
Chase cmoknął go za taką pochwałę w usta i sięgnął między ich ciała. Nie przejmując się ciepłą wodą spadającą mu na plecy i tył głowy, objął ich penisy i zaczął poruszać biodrami, ocierając je o siebie.
Courtney zmrużył powieki i oparł tył głowy o ściankę prysznica. Tak, podobało mu się, że Chase wyszedł z własną inwencją. Dotąd to zawsze on coś inicjował i prowadził jakoś chłopaka, a teraz… ten chyba zaczął nie tylko to akceptować, ale chcieć poznawać po swojemu. Courtney nie zamierzał go hamować, bynajmniej nie teraz, kiedy robiło mu się cieplej, a uczucie dużej dłoni podopiecznego na swoim członku i jego penisa przy nim wprowadzało go w błogi stan.
Rozbryzgi wody spadały mu na twarz, a po chwili poczuł też, jak ciepły język znowu liże jego usta. Chase był bardzo blisko, oddychał mu wręcz na twarz, pocierając ich penisy o siebie.
— Fajnie?
— Mhm — odmruknął mężczyzna, uchylając delikatnie powieki. Nie hamował się zupełnie, bo wiedział, że nastolatkowi wiele nie trzeba, więc sam na siłę nie przedłużał. Był sztywny i rozgrzany, a widok twarzy chłopaka przed oczami bardzo mu się podobał.
Przesunął dłoń z talii Chase’a, wyżej, na kark. W końcu położył ją z boku jego głowy i przycisnął go do długiego, namiętnego pocałunku. Chase jeszcze nie był najlepszym, z jakim się całował, ale przecież, był młody, miał szansę by się poprawić. Poza tym już sam fakt, że chętnie odpowiadał, przejmował inicjatywę i… nawet wpychał mu język do ust i gryzł wargi, był całkiem niezły.
Było bardzo intymnie, co jeszcze wzmacniała nieduża jak na dwie osoby przestrzeń w kabinie prysznicowej i ciepła woda płynąca z góry.
Mężczyzna po chwili musiał oderwać się od pocałunku, żeby móc odetchnąć głębiej. Uśmiechnął się zaraz po tym i poruszył biodrami w ręce chłopaka.
— Trochę szybciej — wydyszał.
Chase odpowiedział na to śmiechem i zmienił dłoń, którą obejmował ich penisy. Nią też zaczął dodatkowo ruszać, poza tym, że ocierali się o siebie.
— Fajny… jesteś — wydyszał nastolatek, przekręcając głowę i łapiąc zębami płatek ucha mężczyzny.
Ten zamruczał w odpowiedzi, trochę przekręcając głowę.
— Już nie żałujesz, że przydzielili ci właśnie mnie, co? Kurator i dziewczyna w jednym paku — odpowiedział żartobliwie, masując kark i tył głowy Chase’a.
Chłopak stęknął, jeszcze bardziej przyspieszając. Czuł, że zaraz skończy. Że strzeli na brzuch Courtneya i przy tym będzie czuł, jak i jego penis podryguje z uciechy. Aż uśmiechnął się szeroko do swoich myśli.
— Nie… Ale… ale laską jesteś… bardziej… spoko! — Zarechotał i głośniej stęknął, oznajmiając nie tylko tak, ale i spazmami przyjemności, że kończy.
Mężczyzna od razu przycisnął go bliżej siebie, wyczuwając od niego jego rozkosz. Jego samego to podniecało, więc tylko przyspieszył ruchy bioder, oddychając płytko na ramię chłopaka. Jemu jeszcze było trzeba chwili.
Chase, kiedy już opryskał nasieniem włoski na podbrzuszu i brzuchu Courtneya, obejrzał swoje dzieło i jak to spłynęło wraz z wodą, uniósł wzrok na twarz mężczyzny. Uśmiechnął się szeroko, oddychając nadal przez rozchylone usta. Był zadowolony i podobało mu się, jaką w tej chwili minę miał mężczyzna. Jakby w geście docenienia tego, zlizał kropelkę wody, która zawisła mu na końcu nosa.
Kurator zaśmiał się krótko, po czym sięgnął na ślepo do jego dłoni i przesunął ją sobie niżej, na wilgotny pośladek. I dopiero wtedy, kiedy Chase odruchowo zacisnął na nim palce, jego penis wystrzelił, a całe ciało Courtneya zadrżało z ogarniającej go przyjemności.
— Dupo-guzik! — Chase zarechotał, dzieląc się z mężczyzną swoim skojarzeniem. Cmoknął go przy tym pod okiem.
Courtney wręcz z niedowierzaniem spojrzał na jego twarz, czując, że jeszcze musi się przyzwyczaić do tych tekstów.
— Kretyn — skomentował z uśmiechem. Zmęczonym uśmiechem. Było mu przyjemnie.
Chase tylko zaśmiał się głośno i szczerze, całując go krótko.
— Sam jesteś kretyn — odparł byle jak, byle odpowiedzieć i nieznacznie się odsunął. Odchylił się, wystawiając twarz do lecącej z góry wody. Przetarł ją jeszcze dłońmi i dopiero sięgnął po płyn do mycia. Mogli się umyć, skoro już się rozluźnili.
Courtney już tego nie skomentował, zostawiając mu satysfakcję z ostatniego słowa. Przejął tylko od niego żel, kiedy ten wycisnął sobie trochę na dłoń i również zaczął się myć. Już wiedział, że z tym nastolatkiem każda sytuacja intymna będzie mogła się tak skończyć. Na tę chwilę nie narzekał. To był na tyle męczący dzień, że taki finisz bardzo mu odpowiadał. Chase’owi najwyraźniej też i to było dla niego bardzo ważne.

***

Philip Newton był przeziębiony, więc nigdzie się tej niedzieli nie ruszał. Cały ranek czytał książkę, a kiedy w południe przyszedł do nich Chase Lash, gapił się na niego przez okno ze swojego pokoju na piętrze. Mama mówiła mu dzisiaj, że kurator Chase’a dzwonił do niej rano z nową wieścią. Chase miał dzisiaj przyjść do nich po raz ostatni. Podobno kurator załatwił mu inne prace. Philip miał co do tego ambiwalentne odczucia. Z jednej strony uważał, że to bardzo dobrze, bo Ian i ojciec byli wobec Chase’a koszmarni i sam by chyba z płaczem wykonywał tę pracę, gdyby ciągle słyszał to, co słyszał tu Chase. Z drugiej strony… trochę było mu szkoda, że jego były prześladowca nie będzie już do nich przychodził. Znajdował jakąś dziwną przyjemność w oglądaniu go przy pracy. Nie tak sadystyczną jak Ian i nie cieszyło go bynajmniej, że tak ciężko pracuje. Po prostu… lubił na to patrzeć. Zresztą nie umiał tego wytłumaczyć. Po prostu tak było.
Dzisiaj Chase malował garaż z zewnątrz. I kiedy już zostało mu ostatnie pół godziny pracy, Philip w końcu wsunął stopy w sandały i wyszedł do ogrodu. Mama na szczęście pozwalała mu wychodzić na dwór.
Wycierając chusteczką nos, zbliżył się powoli do pracującego chłopaka.
— Cześć…
Chase spojrzał na niego, przecierając przedramieniem czoło. Po ostatnich deszczach powietrze nie dość, że ciepłe, było wyjątkowo parne.
— No, siema. Co ty, chory? W środku lata?
Philip pokiwał głową i przysiadł na kamiennym murku ustawionym wokół kwiatków nieopodal.
— Nawet nie wiem, co mnie tak wzięło… Zmokłem ostatnio, może dlatego. Byliśmy na basenie i zaczęło lać.
— Też ostatnio przemokłem — odparł Chase obojętnie, wracając do malowania. Nie był szczególnie zainteresowany rozmową, ale nie milczał wymownie. Skoro był tu ostatni raz, mógł chociaż udawać, że jest miły.
Philip pociągnął nosem i splótł dłonie między kolanami.
— No — mruknął bez kontekstu. — W ogóle słyszałem, że no… mama mówiła, że nie przyjdziesz za tydzień.
Chase zerknął krótko na chłopaka.
— A, no nie.
— To… ten… przez Iana? — zapytał nieśmiało Philip.
Chase przewrócił oczami.
— Powiedzmy. Nie przepadamy za sobą, a mój kurator mówi, że nie służy mi tu praca tak, jak było w założeniu.
Philip pokiwał głową, przyglądając się, jak ramiona Chase’a pracują, kiedy ten malował równo ścianę w górę i w dół. I chciał już coś dodać, ale naraz obaj usłyszeli głos Iana z tarasu.
— Phil! Kto ci pozwolił gadać z tym śmieciem?!
Philip zaczerwienił się gwałtownie i obejrzał na brata.
— Nikt mi nie zabronił! — odkrzyknął butnie.
Chase tylko zacisnął zęby i nawet nie odwrócił się w stronę drugiego z braci. Obiecał sobie, że zachowa spokój i nie wpakuje Ianowi pędzla do gardła. Nie po to tu przecież był. Ostatni raz zresztą, za co naprawdę był wdzięczny Courtneyowi, tym bardziej, kiedy słyszał ten wkurwiający głos Iana.
Chłopak najwyraźniej nie zamierzał odpuścić. W tych swoich długich spodniach moro i z czarnym bezrękawnikiem ruszył w ich stronę. Miał poważną minę, ściągnięte brwi i patrzył grobowo na plecy pracującego nastolatka.
— Ojciec mówił, że masz się z nim nie zadawać — warknął do swojego brata. — Teraz nie będzie wymuszał, tylko zwyczajnie ci coś podpierdoli!
— Głupi jesteś?! Na co by mu to było? A ty go prowokujesz i dlatego sąd się zgodził na zmianę! To ty działasz bezprawnie teraz — odpowiedział Philip z niecodzienną dla siebie odwagą, podnosząc się z murku. Trochę jego postawę zaburzyło wysmarkanie się na koniec w zmiętą chusteczkę, ale i tak był całkiem bojowy jak na siebie.
Chase najpierw miał zamiar nadal udawać, że nie słyszy tej wymiany zdań, ale… cóż, tak szczerze, był pod wrażeniem, że Philip w końcu postawił się bratu. Ile razy by tu nie był, zawsze widział, jak starszy brat traktuje młodszego identycznie jak prześladujący go uczniowie ze szkoły. I cały czas przy tym twierdził, że go chroni. A tak to jest warczącym, dopiekającym mu gnojkiem.
— Idź se, Ian — mruknął, odkładając pędzel do kubełka z farbą.
Starszy Newton uniósł brwi i rozłożył ramiona wyzywająco.
— O, odezwała się łajza. Nie widzisz, że gadam z bratem?
— Zostaw go w spokoju! — Philip nagle pchnął Iana w klatkę piersiową, czerwieniejąc na twarzy, a jego, i tak trochę wyłupiaste oczy, zrobiły się jeszcze większe. — Jakbyś tyle nie gadał, nie byłoby problemów. Burzysz cały plan jego odnowy. I teraz co, taki się robisz odważny przy nim, a jak wyjdzie, to kto będzie się ogrodem zajmował? Ty!
Ian momentalnie się zapowietrzył i wskazał Philipa palcem.
— Zamknij się, gówniarzu!
— Jesteś dla niego podły, bo teraz to ty jesteś na miejscu taty! I ty możesz go dręczyć i zmuszać do pracy i poganiać, i wyzywać od leni. I to cię nakręca. A jakby on widział, że to ty musisz, jak on teraz, zwykle harować i jak cię tata pogania, to… — Philip nie skończył, bo nagle dostał z pięści w twarz od swojego brata, który najwyraźniej stracił nad sobą kontrolę. Philip krzyknął i upadł na trawę, łapiąc się za twarz.
Na dalszy obrót sytuacji nie trzeba był długo czekać. Kolejną osobą, która krzyknęła z bólu, był drugi z braci. Chase nie czekał, aż Ian zda sobie sprawę, że uderzył własnego brata. Trzasnął go z łokcia najpierw w szczękę, a następnie momentalnie złapał za koszulkę i zdzielił go pięścią w brzuch, zaraz potem odpychając i wywracając go na ziemię. Odruchowo też stanął plecami do Philipa, który niezdarnie zbierał się z ziemi.
— To twój, kurwa, brat! Pojebało cię, chuju?! — syknął na Iana Chase, mając ochotę jeszcze podejść i go kopnąć. Trzymał się jednak jakoś, aby skończyć tylko na tym, co zrobił.
— Co tu się… Matko, co tu się dzieje?! — Podniesiony głos matki obu braci rozległ się z tarasu. Kobieta z długim warkoczem, w letniej, zielono-białej sukience biegła w ich kierunku. Widząc obu braci na ziemi i stojącego nad nimi Chase’a, zasłoniła sobie usta i zatrzymała się w pół kroku. — Jezu, co…
— Ian zaczął! — krzyknął od razu Philip, po którego policzkach płynęły łzy, a z nosa katar. — Uderzył mnie!
Chase na widok kobiety wycofał się nieznacznie pod garaż. Nic nie mówił, bo nie było co. Jego tłumaczenie mogło być źle odebrane. Chociaż milczenie, równie dobrze, tak samo.
Matka chłopców patrzyła na całą trójkę bez zrozumienia, za to Ian, który wreszcie się podniósł, trzymając za brzuch, skrzywił się mocno. Splunął pod nogi Chase’a i bez słowa ruszył w stronę domu.
— Ian! — krzyknęła za nim matka, ale chłopak nawet się nie odwrócił. Ona więc zbliżyła się do Philipa i pogłaskała po głowie. — W porządku, kochanie?
Chłopak pokiwał głową i pociągnął nosem.
— On naprawdę nic nie zrobił — szepnął, mówiąc o ich tymczasowym pracowniku ogrodowym, ale nie patrząc na niego.
Kobieta westchnęła i znowu go pogłaskała.
— Dobrze już, chodź do domu. A ty, Chase… myślę, że jak skończysz tę ścianę, to możesz iść. Zrobiło się już wystarczająco niezręcznie, a twój kurator prosił, by nie dopuszczać do twojego kontaktu z Ianem. Wszystko zostało tu naruszone… za co przepraszam — powiedziała cicho do stojącego obok nastolatka.
Chase skinął nieznacznie głową.
— Ta… Spoko — mruknął pod nosem i wrócił do pędzla i farby, aby jak najszybciej skończyć swoją pracę. Zanim ktoś, kto ma bardziej wybuchowy charakter, się o tym dowie i wyjdzie z tego wszystkiego niezła chryja. Jednocześnie, przy malowaniu, wyjął z kieszeni telefon. Uważając, aby go nie pochlapać farbą, napisał do swojej nowej „dziewczyny” wiadomość.
„Ian to menda.”
Domyślał się, że Courtney niedzielę miał wolną, skoro odpisał praktycznie od razu. „Jakiś incydent?”
Chase westchnął ciężko, walcząc z myślami, czy odpisać już, czy dopiero za chwilę, jak skończy malować. W końcu jednak wystukał krótką wiadomość.
„Tak, ale nie z mojej winy.”
„Skoro piszesz, to konflikt zażegnany? Masz jakieś obrażenia?”
Chase zerknął jeszcze w stronę domu, czy nikt go nie obserwuje i nie widzi, że znowu nie maluje.
„Nie. Niedługo kończę.”
„Zadzwoń, jak skończysz.” — Głosiła ostatnia wiadomość od kuratora, więc już nie odpisał, tylko wrócił do malowania. Zostało mu bardzo niewiele. Postanowił się więc streścić, aby uzyskać po kilku minutach efekt pomalowanego garażu.
Zamknął wieko farby, pędzel wrzucił do słoika z rozpuszczalnikiem i zmieniwszy ubrania, z plecakiem na ramieniu wszedł do domu Newtonów. Tuż przy drzwiach wyjściowych, nie widząc w okolicy nikogo i skrycie się z tego ciesząc, krzyknął „do widzenia!” i wyszedł.
Dotarł do porzuconego roweru, wsiadł i odjechał. Przejechał aż do parku, co zajęło mu z dwadzieścia minut i zatrzymawszy się przy ławce, zadzwonił do Courtneya.
— Siema, żyjesz? — Ten odebrał z tymi słowami, a Chase w tle usłyszał szczekanie swojego psa.
— Tak, żyję. Jestem w parku, już od nich wyszedłem. Kurwa, chryja po całości. Goście są pojebani. Wszyscy tam — mruknął, zjeżdżając nisko na ławce.
— A co się stało? Mam się martwić o jakieś zażalenia z ich strony? — pytał cierpliwie Courtney, ale Chase i tak słyszał, że jest napięty.
— Nie wiem. Philip przylazł do mnie, jak malowałem garaż, nie? Jakaś gadka szmatka o niczym i pojawił się Ian. Zaczęli się o dziwo żreć, Ian jebnął w twarz Philipa, to sprowadziłem na glebę też tego gnoja.
— Ian uderzył brata…? — W głosie Courtneya było słychać zdziwienie, ale też jakąś ulgę, jakby się cieszył, że to wszystko nie wyszło od Chase’a. — W porządku… Mam nadzieję, że nie będzie z tego powodu żadnych problemów. Skończyłeś u nich pracę, a w przyszłym tygodniu, na tych samych warunkach, pracujesz w schronisku. Będzie lżej. Odetchnij.
Chase zamruczał pod nosem, czując wzburzenie, które wydobywał z siebie głębokimi westchnięciami.
— Nie no, jest spoko, kurwa. Ale jebnął go, kurwa, w twarz. To co miałem robić? Zresztą z ich starym chyba też jest coś nie halo, bo jak Philip się z tym chujem kłócił, to też jakieś teksty latały, że Ian se na mnie odbija to, co ojciec mu gada, czy coś. Mówię ci, oni wszyscy tam są ostro szurnięci.
Usłyszał w odpowiedzi głębokie westchnienie Courtneya.
— Podejrzewałem, że coś jest nie tak. Ich ojciec jest bardzo twardym facetem, a Philip jest zbyt wycofany i słaby, by było to naturalne. Z Ianem nie zamieniłem wiele słów, więc go nie znam, ale nie dziwi mnie to, co mówisz. Pamiętaj jednak, że niestety musisz go przeprosić.
— A on musi przyjąć te przeprosiny. Nie może być to na jakiejś kartce czy, kurwa, laurce? — prychnął Chase, czując, że po zmianie pracy przeprosiny Iana wcale nie staną się łatwiejsze.
— Niestety nie… — przyznał ciężko Courtney, po czym krzyknął: — Tank, zostaw to! Bo nie będzie z czego tej budy zbudować!
Chase roześmiał się głupio i kiedy już kurator przestał zwracać uwagę jego psu, spytał:
— Co psuje?
— Rano sąsiad przywiózł mi od swojego brata kilka zbędnych desek i jakiś pled do obicia wnętrza. Nie miał co z tym zrobić, więc mamy trochę materiałów za darmo. Ale Tank polubił jedną deskę i już się na niej podpisał swoimi zębami…
— Nosi ją ze sobą? — zapytał z zaciekawieniem Chase, wyobrażając sobie psa z deską w zębach, trącającego wszystko i wszystkich na swojej drodze.
— Na chwilę wszedłem do domu po kawę, a jak wróciłem, znalazłem deskę i Tanka po drugiej stronie ogrodu, przy płocie od wschodu. Więc tak, sądzę, że ją ze sobą nosi… — odpowiedział Courtney ciężkim tonem, ale chyba też był tym trochę rozbawiony. — Będziesz miał jakieś narzędzia?
Chase zastanowił się chwilę.
— Nie… Raczej nie. Ale myślisz, że z tego, co przywiózł, się skleci całość?
— Zapytam sąsiada o narzędzia… A czy całość, nie wiem. Możliwe. Przyjedziesz, zaplanujemy, jak ją widzisz i się zobaczy, dobra?
— Spoko. To wsiadam na rower i jadę. Myślisz, aby coś po drodze, nie wiem, kupić czy coś?
— Nie, na razie musimy to jakoś rozplanować. Zobaczymy, czego nam brakuje i najwyżej gdzieś podjedziemy.
Chase kiwnął głową do siebie, prostując się na ławce.
— Dobra, to się zbieram. Za jakiś czas będę.
— Mhm, do zobaczenia — odpowiedział Courtney, a Chase jeszcze usłyszał radosne szczeknięcie Tanka, nim się rozłączył. Zaraz po tym wsiadł na rower, poprawił wygodniej plecak i udał się w stronę miasta, gdzie znajdował się dom Courtneya.
Zbliżała się połowa sierpnia, jemu zostały jakieś dwa i pół tygodni wakacji, ale skoro Courtney miał już materiały, budowa budy nie powinna im zająć więcej czasu. To była pozytywna wiadomość. Tak samo jak myśl, że o ogródku Newtonów mógł już zapomnieć. Jechał więc w całkiem niezłym nastroju i był już blisko domu swojego kuratora, kiedy nagle ktoś zatrąbił na niego z ulicy, po której sam jechał.
— Chase! Ej, pało! — Rozpoznał głos Gabriela, a kiedy się obejrzał, zobaczył jego samochód. W środku był tylko on i właśnie szczerzył się do kumpla zza kierownicy.
Chase obejrzał się, czy ktoś nie jedzie za nimi i poczekał, aż kumpel się z nim zrówna. Wtedy chwycił jedną ręką drzwi samochodu w miejscu otwartego okna. Nie musiał dzięki temu zsiadać z roweru.
— No siema. Co tu robisz? — spytał kumpla, szczerze zdziwiony z jego obecności tutaj.
— Jadę do wujka zawieźć tort, co matka zrobiła. Jakąś imprezkę rodzinną mają od strony jego żony… Chuj, za dużo pieprzenia. No ale, stary, małe to Milwaukee jednak, co? — Zarechotał, jakby rzucił żartem tysiąclecia. — A ty co na rowerku popierdalasz? Nie masz w niedziele sadzonek?
— Skończyłem. Nie siedzę, kurwa, cały czas w tym przecież, posrało cię? — fuknął i pokręcił głową. — A potem idziesz na tę wyczesaną party dla rodzinki? — zakpił, mówiąc o wydarzeniu, jakby to miała być najgorsza kara pod słońcem.
— Daj spokój! Nie znam tych ludzi, kurwa, i nie chcę znać. Chociaż, ja pierdolę, stary, matka takie zajebiste torty robi… No ale chuj, nawet dla nich nie warto. Ej, to gdzie ty popierdalasz tera?
— Do kuratora. Mamy się gdzieś niedaleko niego spotkać czy coś, bo mi załatwił zmianę tej roboty. Abym, kurwa, nie bawił się w glebie, bo od tego i tych zjebów dostaję szału. A on to przyklasnął, bo ponoć mi nie służy. Ja tam nie będę dyskutować, bo ci Newtoni to banda zjebów — odparł, zastanawiając się, jak teraz wybrnąć ze swojego małego kłamstwa odnośnie spotkania się „gdzieś w okolicy Courtneya”, a nie faktycznie w jego domu.
— Nooo, daj spokój, ten Philip to pizda, a jego brat, coś opowiadał, to w tych swoich koszarach powinien wykorkować. To gdzie ty teraz, kurwa, będziesz pracował? — Gabriel kontynuował rozmowę, jadąc powoli. Na szczęście nikt na nich nie trąbił.
— Chyba w schronisku, więc spoko — odparł Chase, pilnując równowagi na rowerze. — A jakby jeszcze płacili, to byłoby wyjebiście! — Zarechotał. — A Raphi w domu? Uczy się od matki sztuki kulinarnej? — Śmiał się dalej.
— Nie, on się, kurwa, chuj jebany wykpił z zawożenia tortu spotkaniem z jakąś lalą. Wiesz, wyczaił se jakąś na necie, mają niby pierwsze spotkanie w realu. Kurwa, stary, miłość kwitnie — odparł kpiąco Gabriel i pokręcił głową.
— A ty nic? I słyszałeś co u Roya? — dopytywał Chase, zdając sobie jednocześnie sprawę, że przez swój ostatni fatalny nastrój nie widział się już bardzo długo z kumplami. — I właśnie, kiedy, kurwa, jakaś impreza, ale nie taka z torcikiem i wujem?
— Weź, też miałem o to pytać! I nie wiem, co, kurwa, u Roya, bo ten też się nie odzywa. Pewnie wyrywa jakieś dupy. Się na fejsie zgadamy, bo ja też dawno nie ruchałem, a bym poruchał… — Kierowca skrzywił się brzydko. — A niby, kurwa, wakacje. Wszystkie balony na wierzchu, ale jak złapiesz, to, kurwa, po łapach!
— Bo widocznie źle łapiesz. — Chase zaśmiał się głośno i przygryzł wnętrze policzka. — W ogóle, pało, a propos balonów. Roy chyba nie jest jedynym, który ma więcej mózgu do lasek — rzucił i poruszał wymownie brwiami, jednocześnie myśląc o pośladkach Courtneya. Cóż, też było miło je pościskać jak cycki.
— Co…? — Gabriel, jak zwykle, od razu nie załapał. Zamrugał tępo powiekami i dopiero zrobił wielkie oczy. — Że co…? Że zaliczyłeś, czy że masz jakąś dziunię?!
— No… powiedzmy, że chyba mam. — Chase zarechotał, szczerząc się przy tym z dumą. — Ale nie tylko tak łapki-łapki. Jest chętna — dodał, znowu zabawnie ruszając brwiami i stuknął go. — Patrz, jak jedziesz, albo się zatrzymaj, a nie ci staje z zazdrości.
— Weź, kurwa, bo jebanym newsem walisz… — wydusił Gabriel i w końcu skinął na nieduży parking przy parku, który mijali. — To na chwilę, pogadamy i jadę dalej — dodał, po czym skręcił w tamtą stronę, gdy tylko Chase odsunął się odpowiednio. Potem zaparkował samochód i wysiadł. Jak zwykle, gdy chodził, luzacko się bujał. Wyglądało na to, że na wakacjach jeszcze bardziej dbał o swoje umięśnienie, bo znowu urósł w ramionach.
Chase stanął przy krawężniku i kiedy kumpel podszedł, podali sobie ręce na zaległe oficjalne powitanie. Potem usiedli na ciepłym od słońca, wysokim krawężniku.
— Nieźle, co? — zaczął Chase z głupim, szerokim uśmiechem.
— Ej, no… Gdzieś ją, pojebie, wyczaił? Zresztą, jebać, kurwa, lepiej mów, co znaczy, że „chętna”? Już się bzykacie? — Gabriel trącił go łokciem, głodny szczegółów.
Chase zaśmiał się i wzruszył ramionami, nakręcając przez to ciekawość kumpla. Kiedy ten trącił go jeszcze raz, dopiero odparł:
— Nie, jebać jeszcze nie, ale już mi zrobiła laskę, a do tego się macaliśmy. Pod prysznicem, stary. Pełen odlot tak się, kurwa, na kogoś — poruszał brwiami sugestywnie — spuścić.
Gabriel wciągnął gwałtownie powietrze do płuc i oblizał usta.
— Co ty gadasz, stary! Spuściłeś się na nią? I jak to ci laskę zrobiła, tak za nic?
— Wiesz, za miło spędzony czas z nią. — Chase zaśmiał się, cały czas z wielkim bananem na ustach. — Mówiłem, że jest chętna. Też, kurwa, chce seksu. I da się, kurwa, macać, łapiesz?
— Farciarz, kurwa… Ciekawe, czy ci da dupy! — Gabriel zarechotał, znowu trącając go łokciem. — Jak taka niby chętna…
— Moooże — zamruczał Chase, jakby już był tego pewien, że tak będzie. Zresztą, innej opcji nie było. Courtney mógł mu dać tylko dupy, jeśli mieliby mieć seks.
— Taa, w marzeniach, stary. Anala chce jedna laska na miliard, kurwa. I tę jedną zawsze ma Roy.
— Ja ci mówię. Nie tym razem. A Roy to mały fagas, pewnie i tak połowę zmyśla — stwierdził z pewnością w głosie, jakby właśnie sam nie zmyślał. — Ale, właśnie, aby nie było, że ja, kurwa, zmyślam. Laska nie jest, wiesz, z tych imprezowych, nie? Ale no, kurwa. Co za różnica, jak robi taką laseczkę? — zamruczał na koniec z przyjemnością.
— Taką, znaczy jaką? Połknęła całego? W ogóle… z połykiem? — Gabriel pochylił się do niego mocniej, wyczekując jego słów jak wyroku.
— Ze wszystkim — odparł niemalże literując Chase, aby kumpel mógł z zazdrością spijać słowa z jego ust.
— Kuuurwa… — Gabriel przełknął ślinę. — Weź ją zaproś na imprezę!
— No ci mówię, że to nie taka, kurwa, laska. Coś, kurwa, za coś, nie? — odparł Chase od razu, wiedząc, że musi Courtneya ukrywać przed wszystkimi. — Zresztą po chuja? Jest moja.
— Weź, może ma siostrę…
— Nic mi o tym nie wiadomo.
— Nieźle, stary… Ale jak taka chętna, byle się jakaś puszczalska nie okazała. Wiesz, jakiś syf czy coś, albo tobie będzie ciągnąć rano, a innemu fagasowi wieczorem — przestrzegł go Gabriel poważnym tonem.
Chase skrzywił się, chwilę to rozważając. W sumie ten cały latino kiedyś u Courtneya był, jak przyszedł. Musiał spytać, czy dalej go zaprasza.
— Jeb się, wiesz…? I zajmij swoimi sprawami. A jest dobra, bo jest starsza — fuknął, odpychając temat i zmieniając go na inny. — A ty tę brata widziałeś?
— No, na fotach. Taka laska w koszulach w kratę, kurwa, wielkie okulary. Co to nie wiesz, czy hipsterka, czy bezdomna. — Zarechotał.
Chase podchwycił, śmiejąc się razem z kumplem.
— To definitywnie nie laska dla ciebie. Byś, kurwa, nie wiedział, o czym z taką gadać, jak uważa się za nerdkę.
— A ty masz z tą swoją o czym gadać? Jak niby starsza?
— No. Ma wyjebistą kolekcje gier — podchwycił Chase, znowu się chwaląc Courtneyem.
Gabriel ponownie zareagował niedowierzaniem i zazdrością, którą wręcz można było zbierać z jego twarzy.
— Stary… masz, kurwa, farta… Jak Roy se jakąś też wyczaił na dłużej, to będę jak ostatnia pała sam…
— Roy jak se, kurwa, jakąś znajdzie na dłużej, to taką, co to pewnie będzie mógł się nią, kurwa, dzielić. Sam przecież jest jak dziwka, to laska musi do niego pasować. — Chase zaśmiał się, tym razem samemu szturchając kumpla. — Zresztą, co się stresisz? To, kurwa, o zamoczenie ci głównie chodzi.
Gabriel zamyślił się i w końcu pokiwał głową.
— No, w sumie tak. — Po tym zaśmiał się i skinął na swój samochód. — Ej, dobra, bo ja muszę ten tort zawieść, póki się nie rozpuścił przy tych temperaturach. Jakiś krem tam jest, wiesz…
— Ta, jasne. Spadaj, bo jeszcze będziesz jeździł w tę i z powrotem albo ci każą tam zostać. — Chase także wstał za kumplem i ścisnął mu dłoń. — To zgadamy się na fejsie, nie?
— Noo, jakąś bibę się skroi — przytaknął Gabriel i jeszcze klepnął Chase’a w ramię, nim pokierował się do samochodu. — I ten, postępów z chętną lalą! — zawołał jeszcze przez ramię z głupim rechotem, nim wsiadł do auta.
Chase pokręcił głową, mając jednak nadzieję, że życzenie się spełni. Pożegnał kumpla i poczekał, aż odjedzie, nim sam wsiadł na rower i udał się do mieszkania swojego kuratora i swojej „dziewczyny” w jednym.
W ogrodzie na trawie zobaczył porozkładane deski, koc i nawet duże pudło z narzędziami, więc wyglądało na to, że Courtney skoczył jeszcze raz do sąsiada. Nie było tu jednak ani Tanka, ani gospodarza. Musieli czekać w domu.
Nie pukając do żadnych drzwi, wszedł do mieszkania od tyłu, kuchennym wejściem. Usłyszał dźwięk pracującej drukarki, więc przeszedł do salonu i zastał swojego kuratora przy biurku. Właśnie wyciągał to, co drukarka wypluła. Uniósł wzrok i uśmiechnął się, bo w sumie tylko tyle mógł zrobić. Pierwszeństwo w końcu miał dla Tank, który właśnie radośnie okazywał swoje zadowolenie na widok Chase’a.
— Siema. Wydrukowałem kilka projektów bud — powiedział, kiedy pies przestał szczekać.
Chase kucał przy nim i drapał go za uszami na powitanie. Po tym wziął go na ręce jak dziecko i przeszedł do swojego kuratora.
— Tak? Widzę, że, kurwa, na poważnie to tak organizujesz. I co w budzie można projektować? Podłoga, ściany, dach, styka, nie? — spytał, odchylając głowę, kiedy pies wiszący mu przednimi łapami na ramieniu, a podtrzymywany za tyłek i plecy, lizał mu ucho.
— Jak to rozsądnie konstrukcyjnie zrobić. A organizuję, bo… hm, tak się nauczyłem w pracy. Jak się za coś biorę, to raczej na sto procent — wyjaśnił Courtney i wyłączył drukarkę. Po tym wstał i pocałował chłopaka w usta. Od razu dostał w podbródek łapą Tanka, więc rzucił mu pełne rozbawienia spojrzenie.
— Ktoś jest zazdrosny. — Chase zaśmiał się i mocniej przytrzymał Tanka, nim sam się pochylił i cmoknął Courtneya — W ogóle, widziałem Gabriela.
— Gab… A, twój kumpel? Teraz, jak jechałeś? — zapytał kurator, równocześnie wchodząc do kuchni, żeby dać chłopakowi coś do picia.
Chase podźwignął Tanka, poprawiając go sobie na rękach.
— Mhm, jechał z tortem na jakąś imprezę. Jego brat zaczął z jakąś laską się spotykać, to też pogadaliśmy o tobie. W ogóle muszę się spiknąć z chłopakami, bo, kurwa, Roy nawet słowem się nie odezwie. Też zaginął w akcji jak ja.
— Chwaliłeś się mną? — Courtney wychwycił te słowa jako pierwsze i obejrzał się na chłopaka z uśmiechem. Wyciągnął przy tym wysoki dzban z lemoniadą. — I dobrze by było jednak, żebyś się z nimi spotkał. Ostatnio miałeś mało rozrywki — dodał, sięgając po szklankę.
— No trochę, wiesz bez szczegółów, ale i tak. Tylko Gabe jak dureń sugerował, że jak taki chętny jesteś, to czy też, kurwa, chętny do innych nie jesteś. Wiesz, że raz mój kutas, potem inny. Kazałem mu się odjebać i więcej nie pytał, ale… Tank, nie, to nie dla ciebie — skarcił psa nastolatek, kiedy ten wychylił się do lemoniady, którą Chase dostał. Odstawił szklankę na stół, a następnie psa na podłogę. — A i, że no muszę się spotkać z nimi, bo wakacje się kończą, a my mamy mało wspólnych imprez.
— Nadróbcie to. Mówiłeś, że wychodziliście z Tankiem nad jezioro. Tank już jest na tyle zdrowy, że mógłbyś go zabrać — zasugerował Courtney i oparł się pośladkami i dłońmi o krawędź szafki. — A co do kutasów… Coś odpowiedziałeś?
— Nie, nic mu nie gadałem szczegółów, takie tam wiesz pieprzenie o niczym w sumie. Ale była pała zazdrosna! — Chase zaśmiał się krótko i z uśmiechem na ustach napił się lemoniady. — A do kutasów, no to, co mówiłem. Że ma się odjebać i nie wsadzać nosa, gdzie nie trzeba. Ale, ty, Courtney… Ty widziałeś się jeszcze potem z tym, co wtedy wychodził?
— Z Hectorem? Nie. Nie jest tak niesamowitym kochankiem, żeby ciągnęło mnie do częstych spotkań.
— A jakiś inny?
— Nie szukałem. Mówiłem ci, że jeśli już, robię to przez Internet.
Chase myślał uciążliwie. W końcu psyknął ustami i skinął głową na mężczyznę.
— A ten… Będziesz szukał? Wiesz, w sensie teraz?
Kurator zmrużył powieki, przyglądając mu się czujnie. W końcu uśmiechnął się delikatnie i odpowiedział wymownym tonem:
— Jeszcze uważasz, że ktoś więcej się… zmieści — podkreślił — w mój grafik poza tobą?
Chase najpierw się uśmiechnął, potem spoważniał i odparł, na ile mógł, bez śmiechu:
— No… Ta Roxy czy jak jej było… — Po tym jednak zaśmiał się i chwycił mężczyznę w pasie. — No, bez żadnych latino mi tu, nie? W końcu jesteś moją laską. — Zarechotał na koniec i ugryzł lekko mężczyznę w szyję.
Courtney drgnął i uśmiechnął się. Objął chłopaka za szyję i odetchnął.
— Z nastoletnim zapałem nie wygram, chyba jestem skazany tylko na ciebie — odpowiedział leniwie, po czym jednak poklepał chłopaka w plecy. — Chodź, popatrzymy na tę budę. Bo zaraz skończy się jak pod prysznicem i Tank zostanie bez domku.
Chase przewrócił oczami, ale zgodził się. Jeszcze tylko otarł się krótko o mężczyznę, całując go chciwie w usta. Po tym jednak odsunął się i ruszył do salonu, wcisnąwszy najpierw szklankę w ręce Courtneya.
— To wezmę te papiery, a ty idź na zewnątrz.
Kurator poklepał się po udzie i otworzył drzwi od strony kuchni.
— Tank, chodź, będziesz pomagać.
— Albo przeszkadzać! — Chase zaśmiał się i w końcu, nim mężczyzna wyszedł, dobiegł za nim do drzwi już z projektami.
Czekała ich wspólna praca przy deskach, gwoździach i jakichś projektach. Chłopak miał nadzieję, że szybko im to pójdzie, a Courtney liczył, że nie tylko jakoś ogarną projekt budy, ale i jego podopieczny poczuje się lepiej psychicznie z myślą, że jego czworonóg będzie miał schronienie. Zresztą… co by nie mówić, przez to mieszkanie z psem, Courtney sam się do Tanka przywiązał, więc zależało mu, aby miał dobre warunki. Zamierzał więc wraz z Chasem sprawić, aby dobrze mu się mieszkało.

14 thoughts on “Newton’s Balls – 17 – Ostatni raz

  1. Katka pisze:

    Asus, tak, na pewno nazywa się deszczownica XD Widzisz, jak gejowskie opka potrafią kształcić :) haha i mam nadzieje, że tego chorego chichotu nikt nie słyszał XD Mogłoby to być różnie odebrane i jeszcze osobniki z Tobą mieszkające zadzwoniłyby po pewnych panów z białym kaftanem specjalnie dla Ciebie. Urocze, że już nie widzisz Phila z Chasem XD To daje pewną nadzieję, że nawet jak ktoś ma swoje upodobania co do stereotypowych par czy jakichś konkretnych układów w związkach, to jednak da się go przekonać do innej opcji. No bo z jednej strony nie dziwię się, ze ludki shipujące Chase’a z Philem mogą nie lubić Corna, bo taki typowy układ prześladowca-ofiara jest kuszący i wielu by pewnie chciało o tym czytać. Ale z drugiej strony fajnie, jak ktoś taki jednak godzi się na naszą wersję i ją jako tako przyjmuje za fajną ;) Ale trochę się rozpisałam nie na temat… Haha ogólnie podsumowanie rozdziału fajne zrobiłaś XD Fajowo, że się podobał :D Dziękujemy za życzenia :D

  2. Asus pisze:

    Może to nie ma żadnego sensu, ale słowo deszczownica ściąga mi sen z powiek XD ta część naprawdę się tak nazywa? … skoczę sobie po słownik…

    A teraz ta właściwa część! Teksty Chase’a są nie do przebicia. Wystarczył sam dupo-guzik by rozłożyć mnie na łopatki ;D ryknęłabym śmiechem, ale osobniki mieszkające pod tym samym dachem i tak uważają mnie za nienormalną, tak więc… był tylko chory chichot ~(@^o^@)~

    No i pojawił się Philipek! skarbku mój, jak ja na ciebie czekałam! kiedyś to miało sens ale teraz nawet nie waż mi się mieć jakichkolwiek uczuć głębszych do Chase’a! Podobno kobieta zmienną jest, więc z czystym sumieniem powiem, że już mi się to nie podoba!
    No i ciemniejsza część rozdziału, mianowicie Ian… człowieku prostuj się, bo inaczej cię ktoś naprostuje (a przynajmniej mam taką nadzieję) Phil w swoim skrzywieniu jest przynajmniej nieszkodliwy… w ogóle jestem z niego dumna, że się postawił <3 No i Chase też ma plusa za zaaranżowanie spotkania swojej pięści z ciałkiem Iana XD

    No i jeszcze aniołkowaty braciszek się pojawił~~ wysyp postaci to miód na moje serce. Ale, ale niech mi aniołki nie zaburzają wspaniałego gej-landu! Odkładajmy pozory na bok! Jestem gotowa poświęcić stronie hetero jedynie RoyaXD Ach te moje widzimisię … nie zwracajcie na mnie uwagi, cokolwiek byś cię nie zrobiły i tak was kocham i podziwiam za te wspaniałe twory <3

    Soł, macanka były, cukry były, przygody różnego sortu + dylematy odhaczone, postaciów jak mrówków i będzie jeszcze więcej …czego tu jeszcze chcieć? ^^

    Tak więc duuuuuużo weny i zapału do pracy życzę ;)

  3. Katka pisze:

    Mati, wyszła prawdziwa natura Iana… Dum dum dum duuum. Ale tak serio, to wydaje mi się, że to po prostu pewne spaczenie z domu, ewentualnie Philip stanął mu na odcisk. Bo wierzę, że ma jednak swoje dobre strony. No ale, ale tutaj pokazana była jego zła strona. A Chase działa tak szybko bo przy tym nie myśli, może dlatego XD Jest mocno instynktowny XD No ale jak widzisz, wychodzi na plus, hehe.

  4. Mati pisze:

    Tyle dni obsuwy, ale warto było. Super rozdział. No prawie cały. Jednak Ian jest chorym po****m. I fajnie, że Philip się wreszcie postawił. Ale, bo ale musi być, choć w tytule jest „Newton”, to Chase i Courtney tutaj rządzą. Fajnie, że tak się układa. I że chwali się kuratorkiem :D I aż dziwne, że Chase musiał się „przekonać” do Coyrtney’a w kwestii… no ogólnej. Bo ktoś kto za geja się nie uważa, chyba nie działałby tak szybko i w ogóle. Ale bardzo dobrze, że jest inaczej :D

  5. linerivaillen pisze:

    Borze tucholski, zaraz miętkę. Po prostu chłopak odkrywa swoje gejowskie „ja”. To nie znaczy, że od razu musi mi zwalać Chasney. Pewnie będzie jak FDTS i znajdzie sobie kogoś bardziej do siebie pasującego. Może któregoś z kumpli Chase’a, albo coś takiego. To już bardziej prawdopodobne.

  6. Katka pisze:

    MoNoMu, małe jaja, hahah XD A skąd wiesz, że małe? Może jednak by nas mógł czymś zaskoczyć XD Ale Chase faktycznie w Polsce pewnie byłby takim dresem trochę, choć przyznam, że mi się jednak bardziej kojarzy z takimi skejtami bardziej. No ale nie ma co gdybać, jakoś realia amerykańskie w tym stosunku mi bardziej się podobają XD

  7. MoNoMu pisze:

    No, wreszcie mały Newton pokazał swoje małe jaja xD Chociaż na razie metaforycznie, ale przecież nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Uświadomiłam sobie, że gdyby Chase żył w naszych realiach, to byłby łysym dresiarzem na osiedlu z wielkiej płyty i darzyłabym go pogardą. Może dlatego tak mi nie podszedł…

    Oczywiście czekam na dalsze rozdziały i życzę weny!

  8. Katka pisze:

    Kasia, zgadzam się, że jak Chase się rozkręci, to może wiele pokazać. Teraz może jeszcze troszkę hamują go jakieś opory przed zgejeniem, czy jeszcze fakt, że Courtney go trochę hamuje, ale nasz chłopaczek na pewno ma w sobie DUŻY potencjał XD Co urodzi się pomiędzy Chasem a Philipem to nie wiadomo, ale no kontakty mają dość specyficzne, bo mimo że zaczęło się nieprzyjemnie to chyba teraz panują trochę bardziej… sama nie wiem, pozytywne emocje. Chase z jakiegoś powodu go obronił, podobnie zresztą jak Philip jego przed matką czy Ianem. No a co do zaborczości – taaa, Chase jest zaborczy i zdecydowanie już oznaczył Courtneya jako swojego XD

    O., hahaha widze, że nie opuszczają Cię wizje kazirodczego związku Newtonów XD Ładnie prosimy o fika! XD a instynktowne zapędy są fajne, bo są często zwyczajnie szczere :D

    Liv, uuu jaka obawa co do Phila i Chase’a XD No powiem tak – wszystko jest możliwe. Nie będę niestety zaprzeczać i uspokajać, bo powinny tu panować emocje podczas czytania XD Trudno jednak chyba teraz powiedziec, co może między nimi wyniknąć, ale jak pisałam do Kasi – wychodzi z nich więcej pozytywnych emocji względem siebie nawzajem niż negatywnych. Choć nie wiem, czy „pozytywne” to dobre słowo… No ale, jak widać, są w stanie jakoś bardziej niż mniej stanąć po swojej stronie. Ale ogólnie zgadzam się z Tobą, że Philip zasługuje na kogoś dobrego, skoro sam jest taki dobry dla innych. Mało w nim agresji i wrogości ogólnie. W domu trzyma się raczej z mamą, którą starałyśmy się właściwie pokazać jako osobę bardzo do niego podobną. Tak jakby trochę Philip upodobnił się do niej, zaś Ian do ojca. Więc w matce ma oparcie, tylko że ona sama jako dość słaba osobowość wiele właściwie mu pomóc nie może. „Ech, za trudni są ludzie w opowiadaniach, nic nie jest z nimi na pewno ;)” – haha czasami trochę tak XD No w opowiadaniach jednak więcej się czasem dzieje niż w realnym życiu, co też sprawia, że postacie muszą więcej działać, a to też wyciąga z nich skrajne zachowania. No ale co tu gdybać. Fajnie, że wzbudzają emocje i już :D I super, że scenki z Courtneyem się podobają :D Ciepły i uroczy z niego facet ;)

  9. Liv pisze:

    O boże błagam nie…
    Proszę, proszę, niech Phil nie zauroczy się w Chasie bo nie dam rady czytać. A Ian to zwykły chuj. Kojarzy mi się trochę z tym starszym bratem z Teksańskiej masakry. xd Jak mógł uderzyć młodszego brata? Ja mam starszego brata, więc bójki wydarzały się bardzo często, ale są dwa rodzaje walnięcia kogoś.. ;) serio. Ten tutaj był okropny i jeszcze przy kimś takim jak Chase. Pewnie dla Phila to nawet gorzej, w końcu facet.
    Biedny Phil, bo jeśli naprawdę zakocha się w Chasie, to wiadomo że nie ma szans. A on ma w ogóle kogoś? Jakiś przyjaciół? Bo tatuś chyba odpada.. Z mamą się trzyma blisko czy też nie? Najpierw myślałam właśnie, że Ian jest mu bliski, ale teraz albo nigdy nie był albo już nie jest. Chyba..
    Dobra, a wszystkie scenki z Courtneyem urocze. ^^
    Ale serio, może przeżywam to bardziej niż Phil, ale nie sądziłam że Ian naprawdę jest w stanie go zranić. Myślałam że wtedy bronił go przed Chasem, a teraz wydaje mi się, że to był po prostu pretekst żeby się wyładować. Ciekawe czy to był pierwszy raz jak Phil w tym domu oberwał? Stawiam że nie, chociaż może od taty wcześniej?
    Ale WRESZCIE NEWTON. <3
    Teraz chciałabym żeby Phil znalazł kogoś zupełnie z innej beczki, że tak powiem. Kogoś spoza szkoły może, tylko kogokolwiek, jakiegoś przyjaciela albo chłopaka, wszystko jedno. Przecież on jest dobry, zasłużył na kogokolwiek, kto byłby równie dobry dla niego co on jest dla innych. Żeby było im razem tak cute. ^^
    I nie jestem nawet pewna, jak to miałoby wyglądać, gdyby poczuł coś więcej właśnie do Chase'a. W realu to byłoby chyba niemożliwe, Chase prawdopodobnie rozwalił mu troszkę życie, bo dla przeciętnego nastolatka życiem jest szkoła. Ale czy ja wiem jak działa Phil..? xd Może Chase był pierwszą osobą, która w ogóle go zauważyła i czegoś od niego chciała? Naciągane, ale kto ich tam wie. Ale jeśli faktycznie padnie na Chase'a, to chyba rozpłynę się ze współczucia.
    :') Ech, za trudni są ludzie w opowiadaniach, nic nie jest z nimi na pewno ;)
    Ale strasznie się cieszę, że może coś się zacznie z Newtonami. Zryta rodzinka.
    A o tekstach Chase'a nawet nie wspominam. *___*

  10. O. pisze:

    Może Ian zakradnie się w nocy do brata, by go mlasczączo przeprosić? <3 byłoby miło xD
    Chase już "oznacza" teren. Ciekwe czy jeśli przytrafiłaby mu się jakaś napalona laska to czy by się nią zajął?
    Jego instynktowne zachowania nie tylko w Cornie i Kasi wzbudzają uśmiech/zachwycenie/zadowolenie ale i u mnie też xD

  11. Kasia pisze:

    Oj ale się działo w tym rozdziale :) Najpierw gorąca scenka pod prysznicem – dupo-guzik mnie rozłożył na łopatki hehe, ale serio Chase ma w sobie coś takiego że mmm… Myślę że jak się rozkręci to Courtney (i ja również ) będzie zachwycony :) W końcu pojawił się Philip i znowu peany na cześć Chasea – cudowny obrońca, może będzie z tego przyjaźń? Ale w sumie to dobrze że Chase już tam nie będzie pracował, ciekawe jak załatwi przeprosiny Iana, może być ciężko. I w końcu chłopak mógł się pochwalić swoją laską, boskie mają rozmowy kumple – taka co chce anala trafia się raz na milion i zawsze Royowi, no wymiękam 😆Chociaż poruszyli też i poważniejszy temat – Chasik jest zaborczy hihi, nie ma innych fiutów Courtney! W końcu jesteś laską Chasea :) Dzięki za rozchmurzenie mojego poranka :)

  12. Katka pisze:

    KillCheerleader, haha, miło nam, że się podobał XD A Phil… no Phil na pewno nie gardzi Chasem tak jak Ian i jakoś łatwiej było przejść z niechęci do swojego prześladowcy do sympatii…

    Damiann, poprawione :) A o Philipie na pewno coś jeszcze będzie. Mimo że tu Chase z panem kuratorem kręci, to zapewniam, że Philip będzie miał jeszcze trochę swojego tekstu. Fajnie, że go lubisz. Zawsze cieszy, jak różne postacie mają swoich fanów, a nie tylko jedna/dwie. Chwała temu, że ludzie mają różne gusta. A co do Iana, no cóż, on ogólnie jest w porządku, ale tutaj w tym rozdziale chyba widać, że jednak też jest trochę skrzywiony, ale w inną stronę niż Philip. Chase się poczuł do obrony i bardzo dobrze :D

  13. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— No, w sumie tak. — Po tym zaśmiał się i skinął na swój samochód. — Ej, dobra, bo ja muszę ten tort zawieść, póki się nie rozpuścił przy tych temperaturach. Jakiś krem tam jest, wiesz…” – znowu – ,,zawieść” czy ,,zawieźć”? Wydaje mi sie, ze jednak z koncowka ,,źć” :p
    Philip rzeczywiscie chyba cos czuje do Chasea. Mam nadzieje, ze cos jeszcze o nim bedzie, bo to moj ulubiony bohater w opowiadaniu.
    Myslalem, ze jego brat Ian to w stosunku do niego w porzadku gosc, ale potem ta piesc… Nie przesadzajmy, zeby brata wlasnego uderzyc? Reakcja Chase’a swietna!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s