Project Dozen – 45 – Prywatny pokój młodego Mossa

Decyzję podjął w sumie w ostatniej chwili, ale uznał, że musi zrelaksować się gdzieś z dala od szkoły. Niedawna sytuacja z zainfekowanym papierem toaletowym, bójka w internacie i wszystko inne, co składało się na chaos panujący w szkole od września, wprawiało go w stan bezustannego napięcia. Pomysł pojechania do jednej ze swoich sióstr wydawał mu się więc doskonały. Weekend na wsi powinien dobrze go nastroić na kolejne miesiące pracy w szkole. Zawsze pozytywnie na niego działała tamta okolica.
Zerknął na zegarek, idąc w stronę swojego gabinetu i naraz zwolnił kroku. Była dziewiąta trzydzieści, więc Foster powinien właśnie przyjść do swojego biura. Od ich ostatniej randki minął tydzień, a oni nie mieli dość czasu, by zamienić nawet kilka słów. A Mark… Mark chciał go zobaczyć przed wyjazdem.
Ze specyficznym, ale na swój sposób przyjemnym napięciem, zmienił kierunek i podążył do gabinetu psychologa szkolnego, mijając po drodze witających się z nim uczniów. Odpowiadał na powitania, uśmiechał się, ale myślami był już w gabinecie, więc poczuł dużą ulgę, gdy już stanął przed drzwiami, zapukał i wszedł.
Foster stał przed biurkiem, pochylony nad komputerem. Wpisywał coś na klawiaturze jedną ręką. Kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi bez jego pozwolenia, od razu uniósł spojrzenie, a zobaczywszy dyrektora, uśmiechnął się.
— Witaj, Mark. Już od dawna w pracy?
— Od siódmej. Miałem trochę spraw do załatwienia przed wyjazdem. Jadę do siostry — wyjaśnił od razu, przy okazji zamykając za sobą drzwi. Zrobiło mu się przyjemnie na sam widok psychologa. — Ale jak ci przeszkadzam, możemy zobaczyć się później.
— Nie, jeszcze do niczego nie zdążyłem się zabrać, więc w niczym mi nie przeszkadzasz — odpowiedział czarnoskóry mężczyzna z przyjemnym uśmiechem. Tak jak Mark, często do pracy ubierał się w garnitur, tym razem o ton jaśniejszy od tego noszonego przez dyrektora. Miał też bardziej toporny krój, choć w jego przypadku, pasowało to do niego. — I jedziesz odpocząć, chwała ci za to — dodał już odnośnie planów przyjaciela.
— Mam nadzieję, że wrócę z pełnymi siłami, jak naładowana bateria — odparł Mark z lekkim uśmiechem. Idąc do biurka, zawahał się, zwolnił, aż w końcu stanął i raz zabujał się na stopach w przód i w tył. Byli w szkole, do cholery, a on chciał podejść i pocałować Fostera na powitanie.
— Też mam taką nadzieję. Wyluzuj, odetchnij świeżym powietrzem. Bo dobrze pamiętam? Mówiłeś, że najczęściej jeździsz do tej siostry na wieś? — spytał Foster, prostując się za swoim biurkiem. Wsunął dłonie do kieszeni. Miał otwartą pozycję, ale barierą między nimi był blat biurka. Psycholog nadal podążał za swoimi przyzwyczajeniami oglądania mężczyzny, który mu się podobał, z dystansu.
— Tak, Rita ma u siebie dość miejsca i cudowną okolicę. Do miasteczka jest dobre pół godziny jazdy, więc będę miał spokój. A ty masz jakieś plany na weekend?
— Nie, nic nie planowałem. Jestem bardziej na etapie „przetrwać do końca tydzień”. — Foster zaśmiał się i wskazał go brodą. — Napijesz się kawy, czy nadal masz „trochę spraw do załatwienia”?
Mark miał chwilę zawahania, ale skoro nie mieli się widzieć przez weekend, mógł przecież teraz spędzić tu więcej niż dwie minuty.
— Na małą czarną mam chyba chwilę — odpowiedział z lekkim uśmiechem i o mało, jak skończony głupek, a nie dojrzały mężczyzna, nie dodał, że na dużego czarnego też.
— W takim razie już robię — odparł Foster ze szczerym uśmiechem i poszedł, aby im obu zrobić kawę.
Często właśnie tu się na nią spotykali, a nie chociażby na stołówce. Obaj, jak właściciel tego gabinetu miał nadzieję, czerpali z tej małej tradycji wiele przyjemności.
Włączył ekspres i przygotował drobne filiżanki, a w tym czasie dyrektor szkoły zajął miejsce przed biurkiem i lekko poluzował jasnoszary krawat. Wiedział, że to tylko wrażenie wywołane nastrojem panującym w tym miejscu, ale zawsze wydawało mu się, że u Fostera było cieplej niż w innych pomieszczeniach w szkole.
— Wyczuwasz jakieś negatywne nastroje w szkole z racji powołania tej uczniowskiej straży? — zapytał, bo od czasu, kiedy Patrick Bright wypuścił na korytarze swoje „psy”, jak już usłyszał mimochodem na korytarzu, ten temat trochę go męczył.
— Mark. — Foster na chwilę zostawił kawę, bo nie wymagała jego asysty. — Jak ty byś się czuł, gdyby jeden z twoich sąsiadów wpadł na pomysł, aby stworzyć straż obywatelską i chciał, aby wszystko było w idealnym porządku, nawet na twoim własnym podwórku? Chyba nie muszę dalej tłumaczyć.
Na twarzy dyrektora odmalowało się zafrasowanie. Potarł nasadę nosa szczupłymi palcami i westchnął głęboko.
— Świetnie. Czyli kolejne przedsięwzięcie podpisane moim piórem jeszcze bardziej naraziło szkołę. Cudownie.
— To decyzja przewodniczącego. — Psycholog wrócił do kawy i po chwili postawił ją przed dyrektorem. — Znudzi im się, mówię ci. Zresztą nie o tym masz myśleć w piątek tuż przed wyjazdem i wolnymi dniami.
— Wiem, Foster, ale w ostatni weekend była bójka w internacie i nie jestem pewien, czy powinienem stąd wyjeżdżać przez najbliższy czas. Ale dziękuję za kawę — dodał z krótkim uśmiechem i pochylił się, aby napić się łyczka. — Myślałeś może kiedyś o mieszkaniu na wsi?
Czarnoskóry mężczyzna sobie również przygotował kawę i przycupnął na brzegu biurka, niedaleko Marka.
— Chyba nie. Może zmieni mi się to za kilka lat, ale na razie, jak widzisz, nie ciągnie mnie, aby mieć wielki zwierzyniec w domu, dlatego jakoś nawet to się nie łączy. A ty? Bo tak pytasz?
— Ja bym chciał mieć domek letniskowy na wsi, ale wolałbym mieszkać w mieście. Wieś jest bardzo dobra na chwilę, ale chyba mój nerwowy temperament szybko by mnie stamtąd przegonił. — Mark uśmiechnął się i mimowolnie zerknął w stronę uda Fostera. Dlaczego wcześniej tak na niego nie patrzył?
— Chyba że znalazłbyś sobie tam zajęcie. Ty musisz mieć zajęcie! — Foster zaśmiał się, wiedząc, że jego przyjaciel nie umiał usiedzieć na miejscu. Był zawsze pełen pomysłów, jak zagospodarować sobie czas i myśli.
— Tym bardziej, odkąd Sebastian mi się usamodzielnił — zauważył Mark, bo wiedział, że brak jakiegokolwiek towarzysza w domu sprawiał, że szukał ujścia w pracy. — Ty jesteś za to spokojnym facetem, więc zawsze mi pasowałeś do takich wyciszonych miejsc — dodał, unosząc wymownie brwi i patrząc w górę na Fostera. Lubił jego postawę. Dawała pewne poczucie bezpieczeństwa. Czasami zastanawiał się, czy Foster był takim opanowanym, ciepłym człowiekiem z natury, czy może wyrobiła mu się taka poza przez długoletnią praktykę psychologa.
— Tak? — Foster autentycznie się zaciekawił. — Widzisz mnie w zielonych ogrodniczkach, ze słomkowym kapeluszem na głowie, pielącego ogródek? — spytał, uśmiechając się mimowolnie i samemu siebie nie widząc w takich okolicznościach. Może był na to zbyt leniwy albo nie potrafił docenić, że samodzielnie wyhodowane kwiaty czy warzywa przynoszą satysfakcję i są lepsze niż takie ze sklepu. Mogło to też wynikać z tego, że nigdy nie próbował, więc nie znał tego uczucia.
— Mmm… — zamruczał Mark i zmarszczył nos. — Nie, bardziej na ganku z książką w ręku.
— To już lepiej! — zgodził się Foster. — A ty byś pielił ogródek?
— Aaa, to już jesteśmy przy wersji, w której razem mieszamy na wsi? — Mark zaśmiał się krótko i ukrył swoje zażenowanie w filiżance z kawą.
O dziwo Foster także trochę się zmieszał, bo odchrząknął i też się napił, a te kilka sekund ciszy sprawiło, że im obu zrobiło się nieco goręcej.
— Myślałem i mówiłem bardziej ogólnie.
Dyrektor zerknął na niego z dołu, przełknął kawę i wyciągnął dłoń do jego uda. Ścisnął je lekko.
— Może nie na wsi… ale może kiedyś razem w domu.
Foster jeszcze bardziej się zakłopotał i widać było, że wstrzymał powietrze. Zapragnął nagle otworzyć okno i wpuścić tu trochę rześkiego powiewu.
— … z niczym nie trzeba się spieszyć — wydusił w końcu, ale już i tak brał głębsze oddechy.
Nadal ciężko było mu uwierzyć, że Mark, będąc tyle lat w małżeństwie, potem będąc samotnym ojcem, w ogóle chciał z nim eksperymentować. Może była to nawet jakaś reakcja organizmu, który szukał gdzieś oparcia. Ale on się na to godził, bo i tak innej opcji nie widział w zasięgu wzroku.
Twarz Marka ogarnął mocny rumieniec, a mężczyzna szybko zabrał rękę i znów sięgnął do filiżanki. Zgarbił się przy tym bardziej.
— Masz rację, przepraszam. Dziękuję za kawę, Foster. Myślę, że już pójdę. Muszę zadzwonić do Sebastiana, poprosić go o pomoc w spakowaniu się.
— Spakowaniu się? — spytał psycholog, tak starając się go zatrzymać. Był, do cholery, wykształconym człowiekiem, który powinien umieć pomagać zagubionym ludziom, a nie im jeszcze bardziej motać, tak jak teraz właśnie popisowo motał Markowi.
— Tak. Dzisiaj posiedzę w szkole do późna, więc pewnie dopiero około ósmej wieczór będę mógł podjechać do domu. Mam nadzieję, że Sebastian będzie mógł po lekcjach mnie spakować, a ja po prostu zapakuję torbę do bagażnika… — odpowiedział dyrektor, już unosząc się z fotela.
— I jedziesz na noc? — spytał jeszcze Foster, cały czas na niego patrząc i w końcu, kiedy ten chciał obok niego przejść, aby się odsunąć, chwycił go za dłoń.
Mark wyraźnie wstrzymał powietrze, zatrzymał się i popatrzył mu w oczy.
— Tak… — wydusił po kilkusekundowym zawahaniu.
— Zajrzysz jeszcze do mnie, czy dziś nie będziesz miał już czasu? I zobaczymy się w poniedziałek?
— Myślę, że… w poniedziałek. Chciałbym wcześniej, ale mam bardzo dużo na głowie. Przepraszam. Ale może będziesz chciał w przyszłym tygodniu spotkać się gdzieś poza szkołą…?
Foster lekko ścisnął jego dłoń.
— Z wielką chęcią. Ale czy w takim razie chcesz się pożegnać? — spytał, czując, że stąpa tak ostrożnie i nieporadnie, jakby chodził w kobiecych butach po lodzie.
Czuł po uścisku na dłoni i widział po twarzy dyrektora, że i ten był bardzo spięty w tej sytuacji. Ale chyba pragnął tego co on, bo przytaknął i zbliżył się trochę bardziej do Fostera, stając jedną stopą pomiędzy jego dwoma. To, jak psycholog miał nadzieję, dało mu zgodę, aby pociągnąć go lekko za dłoń, objąć drugą za kark i pocałować na „do zobaczenia”.
— Miłego weekendu — powiedział Foster, kiedy puścił jego głowę.
Mark uśmiechnął się delikatnie i zassał wargę, by mocniej poczuć smak drugiego mężczyzny.
— Dzięki. Mam nadzieję, że też trochę odpoczniesz.
— Mam nadzieję, że nie będzie powtórki z zeszłego tygodnia.
Dyrektor westchnął ciężko na samo wspomnienie. Zastanawiał się, czy obecne stresy są dopiero wstępem do tego, co się jeszcze w tym roku wydarzy w szkole.
— Zadzwoń do mnie, jakby coś się działo — poprosił i odsunął się, choć trudno mu było puścić dłoń mężczyzny.
Foster skinął głową i uśmiechnął się, czując, że trochę polepszyło się między nimi i Mark nie wyjdzie z jego gabinetu zdołowany.
— Zadzwonię, aby spytać, jak ci mija weekend.
— Będę czekać — zapewnił go Mark i posłał mu jeszcze jeden uśmiech, nim pożegnał się i wyszedł.
Już za drzwiami gabinetu Fostera Craiga odetchnął głębiej i spróbował nie analizować tego, co się między nimi rozgrywało. Chciał, żeby to się samo działo, bo ostatnio rozmyślanie i szukanie rozwiązań nie wychodziło mu na dobre.
Zanim dotarł do swojego gabinetu, wystukał numer Sebastiana. Wiedział, że ten właśnie skończył swoją pierwszą lekcję hiszpańskiego dzisiaj, więc powinien móc odebrać. Chyba że nie miał komórki w spodniach, to mógł nie zarejestrować, że dzwoni. Kilka sygnałów prawie go przekonało, aby jednak sobie darować i spróbować później, ale w końcu usłyszał głos syna.
— No hej. Co tam?
— Hej. Mam prośbę. Możesz sobie dzisiaj darować kółko latynoskie po lekcjach? — zapytał i wyciągnął klucze do swojego gabinetu.
— Zależy z jakiego powodu.
— Jadę do cioci Rity na weekend i w ogóle nie mam chwili, by podjechać do domu. Myślałem, czy mógłbyś wpaść, masz klucze. Spakowałbyś mnie i zostawił torby gdzieś przy drzwiach?
Sebastian zaśmiał się.
— Serio? Bierzesz sobie wolny weekend? Nareszcie! — dodał na koniec bardzo wymownie, tak jakby jego ojciec powinien to zrobić już dawno.
Przez to Mark uśmiechnął się pod nosem i wszedł do gabinetu. Robił tu ostatnio porządek, więc dumnym spojrzeniem ogarnął całe, całkiem obszerne, wnętrze. Nawet pachniało przyjemnie, spryskiwaczem do mebli.
— To już chyba ten moment, kiedy muszę.
— Czyli co? Po zajęciach mam pojechać i cię ogarnąć? O której będziesz? I jedziesz na noc? — pytał go wprost Sebastian przez głośnik telefonu.
— Na noc, na noc. To jest jakieś dziwne? Foster też o to pytał.
— Nie. Po prostu… no cały dzień w pracy, abyś… wiesz, ostrożnie jechał.
Mark westchnął i usiadł za biurkiem na czarnym, biurowym fotelu. Był wygodny i tylko dzięki niemu kręgosłup nie bolał go po wielu godzinach spędzonych w jednej pozycji. Czasami aż go zaskakiwało, że ten gabinet miał w sobie znacznie więcej klasy niż jego własne mieszkanie.
— Dam sobie radę. Nie jedzie się tam dłużej niż cztery, pięć godzin. Tylko jakbyś mnie ogarniał, spakuj mi też laptopa i ciocia prosiła, żebym jej przywiózł naczynia, w których ostatnio braliśmy od niej jedzenie. To jedna blacha, ta duża, w której nam dawała to śliwkowe ciasto. I wszystkie słoiki. Chyba było ich ze dwanaście…? Problem tylko, że nie wiem, gdzie ja to wszystko wcisnąłem…
— Poszukam. Kończę o czwartej, więc cię ogarnę. Do czego to doszło… — Sebastian westchnął teatralnie.
— Przestań. Przynajmniej nie czuję się staro, jak ty zachowujesz się dojrzalej — odpowiedział mężczyzna z krótkim śmiechem. — No i dzięki wielkie. Daj znać, jakbyś miał jakieś problemy ze znalezieniem czegoś, to może jakoś spróbuję sobie przypomnieć.
— Jasne, a ty… ty daj znać, jak będziesz już jechał — dodał jeszcze Sebastian po chwili zawahania. Brzmiał jednak całkiem naturalnie.
— Jasne. To miłego dnia, na razie — pożegnał się Mark, poczekał na odpowiedź i rozłączył się.
Spojrzał na swoje biurko, na którym spoczywał kalendarz z zapisanymi sprawami do załatwienia. Przeciągnął się i bez żadnej zwłoki zabrał do pracy. Wiedział, że czeka go odpoczynek, więc nie zamierzał sobie folgować i chciał dopiąć wszystko na ostatni guzik do czasu wyjazdu. Zdecydowanie nie lubił niczego zostawiać na później.

*

Sebastian, prowadząc samochód w stronę domu ojca, śmiał się w duchu sam z siebie. Właśnie wiózł Francisco ze sobą do domu, aby mieć tam kilka chwil wspólnych, tylko dla siebie. To było niczym pchanie się do jaskini lwa. Co z tego, że lwa tam nie było? I tak było to specyficzne. Ojciec miał przyjechać do domu dopiero po ósmej, a właśnie była czwarta trzydzieści. Mieli więc całkiem sporo czasu. Do tego Francisco był zabawnie podekscytowany tym, że zobaczy dom ojca swojego chłopaka, jakby miał pierwszy raz przyjechać na rodzinny obiad.
— Sypiasz tam czasem?
— Nie zawsze, ale zdarza się, wiesz, jak spotykam się z ojcem na obiad czy coś w tym stylu. To wtedy nie wracam do akademika, bo się trochę nie opłaca i nie ma sensu. Ale ogólnie wygodniej mi jest przy szkole, zamiast tłuc się tam z ojcem rano. On często strasznie wcześnie jeździ, a autobusy to też średnie rozwiązanie — wyjaśnił Sebastian. — Ale nie mów potem nikomu, że byłeś u dyrektora.
— Si, przyrzekam. To musimy spakować twojego papę i możemy trochę tam… posiedzieć, si? — dopytał Francisco, patrząc to na kierowcę, to za okno, na dość pochmurny krajobraz. Pogoda w połowie listopada nie dopisywała, ale poza mocnym zachmurzeniem nic nie pogarszało sprawy. Opadów na szczęście nie było.
— Mhm, możemy. Tak mi się wydaje. Nie będziemy tam robić imprez… ale no… posiedzieć możemy — odparł Sebastian i uśmiechnął się bokiem ust. Miał pewien plan, kiedy proponował Francisco, by z nim pojechał do pustego domu, gdzie żaden inny uczeń nie będzie przebiegał korytarzem, obok drzwi ich pokoju. Obaj zrezygnowali przez to z zajęć kółka latynoskiego, ale wierzył, że było warto.
— Super! — Francisco cieszył się otwarcie. Był radosny jak na wiosnę, a czerwony szalik, którym owiniętą miał szyję, aż nie pasował przez to do jego nastroju. Zdecydowanie ładniej temu chłopakowi było w pełnym słońcu. — Daleko to jest?
— Nie, już prawie jesteśmy. Mam nadzieję, że będzie fajnie, mimo że będę robił za pokojówkę ojca — zażartował kierowca, bo czasami wydawało mu się zabawne, jakie mieli z ojcem relacje przez to, że nie było mamy.
— Spróbuję ci jakoś pomóc. Ale, Sebastian! Zazdroszczę twojemu papie! Uwielbiam wieś! — mówił dalej Francisco z typową sobie emfazą. — Spacery po polach kukurydzy… Pikniki… Przesiadywanie pod drzewem i zgadywanie gatunków ptaków po ich ćwierkaniu… Pojedźmy kiedyś na wieś!
Sebastian był trochę zaskoczony tym, co usłyszał. Nie umiał racjonalnie tego wytłumaczyć, ale nie wiedział czemu, nie pasowało mu to jakoś do Francisco.
— Tak? Lubisz takie klimaty? — spytał, skręcając już z głównej drogi, aby za góra pięć minut być na miejscu. Cieszył się, że ojciec nie mieszkał w samym centrum Newcastle i, że w okolicach domu nie było zbyt dużego gwaru. Czasem nawet nocleg u niego był dla Sebastiana jak teraz dla Marka wyjazd na wieś. W szkole i w internacie było potwornie głośno, a tutaj cicho i spokojnie.
— Si, si. Moja rodzina mieszka na wsi. Wychowałem się w mieście, ale każde wakacje spędzaliśmy na wsi. Jakbyś zobaczył mnie na rodeo, amigo! — Argentyńczyk roześmiał się. — Ujeżdżam tak, że żaden koń nie jest mi straszny!
Sebastian znowu bardziej się zainteresował. Czego to on się nie dowiadywał…
— No proszę. To powinniśmy kiedyś może pojechać na jakieś konie czy coś? — zasugerował.
— Chciałbym.
Dwie minuty później Sebastian już zwalniał i po chwili zatrzymał się na brukowanym podjeździe przy domu swojego ojca.
Było chłodno, więc Francisco oplótł się ramionami i podążył za Sebastianem do drzwi wejściowych. Potem poszli na piętro i weszli do niedużego mieszkania Marka Mossa, które ewidentnie było pozbawione jednolitego stylu. To jednak wydawało się nie przeszkadzać Argentyńczykowi, który bez pytania wszedł głębiej i rozejrzał się z zaciekawieniem.
— Sebastian, to twoja mama?! — zapytał, przystając przed portretem kobiety, która wyglądała na podobną do jego przyjaciela. Obraz zdecydowanie rzucał się w oczy, bo znajdował się wręcz w centralnym miejscu na ścianie pokoju.
Sebastian najpierw odwiesił wierzchnie ubrania, swoje i Francisco, w przedpokoju i przeszedł do kuchni, aby na wstępie znaleźć coś do picia. Miał nadzieję, że ojciec nie ma tylko kawy, a też coś w lodówce. Albo w szafce.
— Tak! Wisi tam już długo. Na tyle długo, że wcale się nie dziwię, czemu żadna kobieta nie chce z nim być, kiedy portret byłej żony zajmuje honorowe miejsce w salonie.
— Si, to trochę jak taki… ołtarz! — zawołał z salonu Francisco, a Sebastian na szczęście znalazł sok pomarańczowy w lodówce. — On chce być z kimś jeszcze w ogóle?!
— Ponoć! — odkrzyknął młodszy Moss, rozlewając im napój do szklanek. Przyszedł z nim do Francisco i stanął przed obrazem matki. Zawsze, gdy na niego patrzył, miał wrażenie, że pamięta jej twarz tylko dzięki temu portretowi. We własnych wspomnieniach nigdy nie potrafił jej zwizualizować i za każdym razem widział właśnie ten wyraz twarzy, jaki miała na obrazie. — Ale nie zaproponuję mu, aby go zdjął, bo to się dobrze nie skończy.
Francisco westchnął głęboko i podziękował za sok. Napił się, spojrzał na Sebastiana, na portret i znowu na Sebastiana.
— Ale właściwie jesteś bardziej podobny do papy.
— Tak myślisz? — Sebastian jakoś nie umiał się ustosunkować. Każdy członek rodziny, w zależności od której strony był, mówił coś innego. Jedni doszukiwali się podobieństwa do Lisy, inni do Marka. — I chcesz zobaczyć resztę domu?
— Si, si!
— To chodź. — Sebastian stuknął go łokciem i powoli zaczęli oglądać mieszkanie. W sumie nie było to szczególnie ciekawie, ale zawsze miał wrażenie, że to taka tradycja. Że trzeba pokazać dom i ugościć. — No, a to taki mój letni pokój. — Zaśmiał się, pokazując mu, gdzie spędza, w sumie wyłącznie, letnie wakacje. Miał dość blisko do szkoły, mógłby mieszkać z ojcem, ale wolał jednak internat.
— Prawie taki, jak nasz pokój w internacie. — Francisco ocenił wielkość i ze szklanką w ręce obejrzał cały pokój. Wyglądał dość ascetycznie, więc domyślał się, że większość rzeczy Sebastiana było u nich w internacie lub gdzieś pochowanych. — Ale masz duże lustro — dodał, gdy odstawił szklankę na pusty regał i stanął przed lustrem, które zajmowało całe jedne drzwi szafy.
Sebastian też podszedł do niej i do Francisco, stanął za nim przed lustrem i popatrzył na ich odbicie.
— Mhm — wymruczał tylko, mając twarz zaraz za gęstymi, ciemnymi lokami Argentyńczyka.
Ten popatrzył na jego sylwetkę odbijającą się w tafli szkła, wyraźnie przełknął ślinę i ostrożnie cofnął się o pół kroku. Sięgnął za siebie do rąk Sebastiana, objął się nimi w pasie i przytulił do niego plecami. Uśmiechnął się lekko, choć szkoda mu było, że cienki sweterek przeszkadza mu w lepszym wyczuciu ciała i ciepła chłopaka.
— Chyba jesteś trochę wyższy od papy? — rzucił swoim chrapliwym, niskim głosem i z czułością odbijającą się w oczach patrzył na nich obu w odbiciu.
— Chyba już tak — poparł jego słowa Sebastian i na moment zamilkł, aby po chwili zawahania, analizy, czy nie właśnie po to zaprosił tu Francisco, wsunąć nos pod jego włosy na szyję. — Dobrze pachniesz.
Argentyńczyk uśmiechnął się szerzej.
— Dzięki. Może to nowy szampon. Dzięki, że mnie tu zabrałeś, Sebastian.
— Już nie dziękuj tyle. Nie ma przecież, o czym mówić. No i… — Urwał i lekko pocałował go w szyję. Zawsze mu się wydawało, że była szczególnie gorąca. — Mi też miło, że wpadłeś.
Francisco chyba wyczuł, że ta chwila, a właściwie cała wizyta w domu Marka Mossa ma głębsze dno i daje im… możliwości na więcej. Trudno im było znaleźć do tej pory jakąś większą prywatność w szkole czy w internacie, pełnym uczniów. Tutaj byli sami, a do tego w prywatnym pokoju Sebastiana.
— I… co będziemy robić…? — zapytał cicho, a przy tym ostrożnie obrócił się w jego ramionach.
— Poza spakowaniem mojego „papy”? — spytał Sebastian, patrząc na jego twarz z lekko zmrużonymi przez uśmiech oczami. Był zaskoczony tym, jaki sam jest spokojny. Oczywiście emocje w nim buzowały, ale miał wrażenie, że wcale się tak nie denerwuje, jak może powinien. Nie był pewien, czego to zasługa, ale czuł się teraz bardzo… na miejscu.
— Si — przytaknął Francisco, znów mocniej się uśmiechając, skoro na twarzy drugiego chłopaka też zobaczył taki wyraz. A jego palce ostrożnie wsunęły się pod koszulkę Sebastiana na plecach i z lubością wyczuły to nagie i seksowne ciało.
Młody Moss przygryzł na moment wargę, a zaraz po tym wychylił się do ust naprzeciwko swoich. Ciemniejszych i jakby bardziej… słodkich.
— Mmm… może coś takiego? — szepnął.

20 thoughts on “Project Dozen – 45 – Prywatny pokój młodego Mossa

  1. Katka pisze:

    Saki, yey, komcie ;D Dzięki za nie i pozwól, że na oba odpowiem tutaj. Co do Tomasa, to wg mnie na BANK powinien sobie czasem z tymi tekstami odpuścić, bo one są fajne, ale często dalekie od bycia seksownymi XD No ale taki jego urok XD A Patrick w ogóle podchodzi ryzykownie do tego wszystkiego, to się zgadzam, bo tworzy sobie swoją formację i może to dobrze zrobić dla jego udziału w projekcie, ale już gorzej dla jego pozycji przewodniczącego. Łatwo sobie może nagrabić. Ale spoko, z tym UPS to też mamy ten problem, mimo że same to wymyśliłyśmy XD Zawsze jest zawahanie, jak to się pisze XD No i widzisz, jak Ci znów dobrze podpowiedziała intuicja Mossem! „Jestem za małą przejażdżką w pokoju młodego Mossa na jego prywatnym koniku.” – haha, to uroczo perwersyjne XD A Mark może i z Fosterem na wsi fajnie by wyglądał, ale nie wiem, jak by to siostrze wytłumaczył XD Chyba mało kto do rodziny zabiera kolegów z pracy XD I dzięki za literówkę ;) Poprawione.

  2. saki2709 pisze:

    Kocham Was, ale Was nienawidzę. Jak można skończyć w takim momencie?
    Jak tylko zobaczyłam tytuł, doszłam do wniosku, że Seba będzie miał wolną chatę. A skoro tak, to nie ma możliwości, żeby nie zaprosił do siebie Frania. I się nie pomyliłam :) Mam nadzieję, że dobrze to wykorzystają i starszy Moss nie przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie i nie przyłapie młodych na igraszkach. Chcę, żeby się dowiedział, ale nie w ten sposób i nie teraz, kiedy wreszcie może między nimi dojść do czegoś więcej niż pocałunków. Na tekście o koniach poległam XD Franio, uwielbiam cię <3 Jestem za małą przejażdżką w pokoju młodego Mossa na jego prywatnym koniku. Co ty na to? XD Ok, odbija mi, ale serio chcę zobaczyć ich seksy.
    Szkoda, że Mark nie zabierze ze sobą Fostera na ten weekend na wieś. No cóż, może innym razem. A dyrektorowi należy się odpoczynek po tym wszystkim.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału jeszcze bardziej niż zwykle.
    Pozdrawiam i życzę weny

    PS. "Dwie minut później Sebastian już zwalniał i po chwili zatrzymał się na brukowanym podjeździe przy domu swojego ojca." – "minuty"

  3. Shivunia pisze:

    MoNoMu >> Nooo, więc oni teraz są w ogóle mega nieporadni. Niemal jak trzydziestoletnie prawiczki XD Z wiekiem zakrzywia się bycie ogarniętym w tych kwestiach. Najpierw jest tendencja wzrostowa a potem drastyczny spadek ;p Niemniej, super, że nie wadzi ci wolne tempo, ostatnio jakoś bardziej ciśnie nas na względny romantyzm. Albo romantyczne ruchanie XD ok, hahaha, to było z mojej strony głupie.
    Dziękujemy ślicznie za wenę.

    C.>> yeey, tyle szczęścia, co nie? Nawet w tych stadiach, trochę radości się znalazło ;) At plus dla panów i dla chłopaków. Powoli wszyscy zmierzają w dobrym kierunku, dla wspólnych relacji, ale jeśli mówisz, że te dominowanie jest dobre, to ja nie mam nic przeciwko XD
    Ściskamy cieplutko za wenę :*

  4. C. pisze:

    Super rozdział! Obie moje ulubione pary się pojawiły :D
    Ale ten tytuł był mylący _^_. Już z zadowolenia zacierane był łapki, że tu Mark z Fosterem się bliżej poznają, a tu młodziaki :D. Na początku był szok, zdziwienie, ale na końcu akceptacja i nawet zadowolenie. Dodatkowo podoba mi się kierunek, w jakim to zmierza -czyli, pomiędzy wierszami czytając, Seb i Foster jako dominujące nieco charaktery. Weny!

  5. MoNoMu pisze:

    Hmm, już miałam napisać, że Foster i dyro są w swoich umizgach nieporadni jak gimnazjaliści na pierwszej randce, ale uświadomiłam sobie, iż teraz 14 latki po pierwszej randce wypełniają kwestionariusz zgłoszeniowy do „Nastoletnich ciąży”. (Podziwiam się za składnię tego zdania xD). Ciepło się człowiekowi robi w środku, jak to czyta. Tak samo z wątkiem Seby. Więc mnie nie przeszkadza to wolne tępo. Za mało teraz w świecie uczucia, a za dużo ruchania.

    Oczywiście życzę weny!

  6. Katka pisze:

    Renka, brrr… chyba budujemy dzisiaj bunkier XD Mam nadzieję, że po następnym rozdziale nam wybaczysz! ;)

    Anony, słodziaki, słodziaki. Wiek zdecydowanie nie jest wyznacznikiem słodkości, słodkim można być nawet będąc dyrektorem szkoły w średnim wieku ze średnio zaawansowaną depresją XD A Sebcio i Franio, tak, mają swoje pięć minut. Jak na wielowątkowe opowiadanie przystało, każdy musi czasem mieć trochę tekstu dla siebie.

    Luana, ale przynajmniej dzięki temu, że sama tak robisz, to trochę nas rozumiesz, więc uff XD No ale chyba przez to, że dużo ludków nie może się doczekać pierwszego razu Sebastiana i Francisco, teraz jest taka rozpacz XD No i jak widzę, jesteś jedną z ich fanów :) A co do Marka i Fostera, oni faktycznie działają mniej impulsywnie i może właśnie dlatego wszystko idzie wolniej i może bardziej krępująco. Jakoś starają się wszystko wyważyć i więcej rozmyślają. Czasami dojrzałość jednak jest minusem jak widać XD Ale nie, wyszli oni totalnie przypadkowo, przyznam XD Planowani w tym opowiadaniu byli tylko Woody i Tomas oraz Sebastian i Francisco. Reszta to takie pomysły, które same się wykreowały w trakcie pisania. Ech, ech, a jesień to jakoś zawsze taka mniej wenna jest, że tak powiem. Smutne. Za mało witaminy D XD No ale, ale walczymy i Tobie też życzymy multum inspiracji!

  7. Luana pisze:

    A i całe tony weny Wam życzę. Całe tony. Ta jesień jest jakaś taka nie bardzo, bo i mnie z pisaniem nie idzie. Ale trzeba z weną zawalczyć i ma zostać. :)

  8. Luana pisze:

    Kończyć rozdział w takim momencie… Dobra, sama tak robię, ale uważam, że to powinno być karalne. Szczególnie wtedy, kiedy są w nim Franio i Sebastian. Kocham ich i są w PD moim numerem jeden. A Mark i Foster znają się tyle lat i teraz znaleźli się w nowej sytuacji, w której jeszcze nie wiedzą jak się zachować, postępują ostrożnie. Obaj chcą, ale jak widać są od siebie dalej niż młody Moss i jego współlokator (młodzi mają gorącą krew, więc działają.)Nie mogę się doczekać, kiedy mężczyźni się do siebie zbliżą i upewnią się co do tego drugiego. Lubię o nich czytać. Naprawdę fajna para. Nie wiem czy od początku miałyście co do tych postaci taki plan, ale jeśli nie, to poszłyście dobrą drogą. :)

    A co do „Ujeżdżam tak, że żaden koń nie jest mi straszny!” Jak dobrze, że nie tylko ja mam takie skojarzenia. Franio, do dzieła. :DDDD

  9. Anony pisze:

    O Mark i Foster! tacy poważni i dorośli a jednak urocze słodziaki:D rozumiem, że teraz kolej na seksy franka i seby [w imię sprawiedliwości każdy ma swoje gorące 5 minut itd.], ale mam nadzieję, że nie zajmą całego rozdziału….

  10. Renka pisze:

    Spodziewajcie się odwiedzin Hiszpańskiej Inkwizycji, a dokładnie oddziału zajmującego się autorami kończącymi rozdział w najlepszym momencie. >_<

  11. Katka pisze:

    Vivitcorde, nie ma to jak utrafić w gusta, hehe. Super, że parki przypadły do gustu. To od razu mogę zapewnić, że w takim razie następny rozdział powinien Cię również ucieszyć. Odliczaj, odliczaj. Powinny istnieć takie kalendarze Shikat Tales jak te adwentowe, gdzie się każdego dnia zjada czekoladkę XD By się przyjemniej oczekiwało XD

    Mati, no troszkę jesteśmy sadystyczne, ale to tak tylko czasami XD Musi być napięcie i oczekiwanie, bo bez tego nie byłoby takiej radochy. Będę się tego trzymać XD A Mark noooo też lubię to jego zakłopotanie. Zawsze to się wydaje takie urocze, jak jest dorosły facet, a umie się tak peszyć :) Dziękujemy za wenę! :D

  12. Mati pisze:

    Człowiek czeka tyle rozdziałów na Sebcia i Frania i co? I czuje zdecydowany niedosyt. Nie dość, że pojawili się pod koniec, to jeszcze skończyć rozdział w takim momencie?! No dziewczyny, błagam, tak się nie robi :D
    I takie 2 słodziaki z nich :) I mieszkanie tylko dla nich… I wystarczy poczekać tylko 9 dni na ciąg dalszy ;(
    I powtórzę coś, co już kiedyś napisałem. To takie zakłopotanie Marka jest cudowne :D
    Weny życzę :)

  13. vivitcorde pisze:

    O tak! Moje dwie ulubione pary- rozdział idealny! No i wiadomo, szkoda trochę, że koniec w takim momencie, ale to mnie tak trzyma przyjemnie w napięciu. Czekam tylko na kolejny rozdział z niecierpliwością, będę odliczać dni!

  14. Katka pisze:

    Kaczuch_A, a ja myślałam, że się ucieszycie, że szykuje się coś sexy… XD Nie no, dobra, spodziewałam się, że się wkurzycie XD Ale to wiesz, tak na zachętę. Jesień taka ponura, nie ma żadnych pozytywów, a teraz jak cudownie będzie się przeżywało tydzień ze świadomością, że czeka nas wspaniały rozdział! Dobra, zamykam się, bo sobie nagrabię XD Ale haha tez lubię Mossową rodzinkę, jakoś tak mnie bawi, że i tatuś i synek kręci z facetem, a żaden o tym nie wie i jakoś tak… XD No obiadek wspólny by się przydał w takim wypadku. Jakże by zacieśnili więzi… Dziękujeeeeemy za wenę :D Jakoś tak słabo z nią było ostatnio, ale mam nadzieję, że będzie lepiej dzięki wsparciu :)

    Porebula, „Ludzie by wyszli na ulicę! Co prawda że 3 osoby, jeśli zmusili byśmy kogoś.” – Miałyśmy polew z tego XD Haha, no aż strach się bać! Musimy zorganizować jakieś służby bezpieczeństwa, bo nie przetrwamy takiego natarcia. Co do tekstu o koniu, to ja nie wiem czy celowo, czy nie, ale Francisco chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, co powiedział XD Ale nie kamienuj nikogo, to bardzo bolesna śmierć. A szkoda, by ktoś przypadkowy musiał przez nas ucierpieć. 9 dni minie jak z bicza strzelił ;)

    Linerivaillen, był Moss i jeden i drugi! Przez caaały rozdział! A i zapewniam, że następny będzie przesiąknięty Mossowym wątkiem, więc jest na co czekać ;)

    Liv, nom, milutko coś było, ale to może na plus. Się przyda wszystkim trochę sielanki. Jesień to jesień, trzeba się ładować pozytywami, by nie zwariować. A co do Fostera i Marka – trochę się zgadzam, to skrępowanie musi im jednak trochę przeszkadzać. Wszystko przez to właśnie, ze dotąd bardzo dobrze się znali, byli przyjaciółmi i jedna sprawa zmieniła trochę płaszczyznę ich kontaktów. Chyba obaj nie wiedzą jeszcze, jak się na niej poruszać, bo dotąd mieli jakiś obraz własnych relacji, taki mocno zarysowany, a teraz łup i wszystko się zmienia. Ale bardzo chcą w to iść, obaj tego pragną, więc mimo tej męczącej sytuacji, wchodzą w to głębiej. Awww i słodka ta tęsknota za Maverickiem :D Akurat ostatnio o nim pisałyśmy :D

    Omega, „chłopcy mają wolne mieszkanie, więc mam nadzieję, że dobrze wykorzystają nieobecność starszego Mossa :3” – no aż się prosi, co nie? XD jednak jak się pisze o nastolatkach, to właśnie pojawiają się takie problematyczne sytuacje, jak „gdzie tu się ruchać?!” XD rozdziały niektóre krótsze, niektóre dłuższe. Czasem no niestety nie da się zrobić równej długości ;) A poznanie swoich wzajemnych facetów, to będzie epickie XD nie wiem kiedy, nie wiem jak i nie wiem, kto tam z nich się pierwszy zdecyduje, o ile w ogóle, ale chyba wszyscy możemy sobie wyobrazić ich miny XD

    O., Boże, O., czego Ty im życzysz?! Sebcio i Franio zdecydowanie NIE chcą, żeby przypadkiem pan dyrektor pojawił się w drzwiach i zobaczył własnego syna w łóżku z innym chłopakiem. W sumie nie jestem przekonana, czy sprawę załagodziłby fakt, że Mark też kręci z facetem… XD Czasami nie da się przewidzieć reakcji własnej postaci. „A tego nie chcemy, niech Foster dla niego będzie „wsią” xD” – a to na swój sposób urocze, jakkolwiek kretyńsko brzmi XD No i widzisz, to teraz kumpela dowiodła, że Franio może naprawdę zaszaleć w łóżku. Niech się Sebcio szykuje na szybką jazdę XD

  15. O. pisze:

    A mnie się nie podoba kropka na końcu zdania. Jest jedna..
    Miałabym bekę gdyby chłopcy tak się zajęli sobą, że nie usłyszeliby starszego Mossa xD ale byłoby i smutno bo pewnie wycofałby się z relacji z Fosterem. A tego nie chcemy, niech Foster dla niego będzie „wsią” xD
    Może Franio będzie miał szansę pokazać jak ujeżdża konia <3 haha kumpela, która pracuje na stajni zawsze mówi że kobiety które jeżdżą konno w "te" klocki są lepsze, to może i faceci też xD

  16. Omega pisze:

    „Ujeżdżam tak, że żaden koń nie jest mi straszny!” i jak nie mieć skojarzeń w takim momencie? :P
    Cóż… chłopcy mają wolne mieszkanie, więc mam nadzieję, że dobrze wykorzystają nieobecność starszego Mossa :3
    Ogólnie mam wrażenie, że rozdziały robią się coraz krótsze .-.
    A sytuacja w domu Mossów jest cudowna… chcę zobaczyć reakcję ojca i syna na ich partnerów i czekam, aż spotkają się tak rodzinnie, we czwórkę xD

  17. Liv pisze:

    No ale racja, w takim momencie..?
    Ojeju, będą mieli wspólny weekend może! :3 ♡
    Coś wszyscy byli bardzo słodcy w tym rozdziale, tak milutko. Chociaż akurat trochę dziwi mnie, że starszy Moss i Foster zachowują się ciągle tak niezręcznie. Znają się już mnóstwo czasu, nastolatkami nie są… To urocze jak się czyta i uwielbiam ich, ale nie utrudnia im to w realu rozmów?
    A Sebastian i Fran koniecznie muszą wybrać się na koniki, najlepiej natychmiast. Albo zaraz po seksiku, który (błagam!) oby był w nastepnym rozdziale. ^^
    A w ogóle to przy tym fragmencie o czytaniu książki na ganku jakoś strasznie przez chwilę zatęskniłam za Maverickiem.. Ale jeszcze trochę :’)

  18. porebula pisze:

    Co
    Czemu
    Jak wy mogłyście
    Postanowiłyśmy że znajomą napisać petycję i zrobić protest, jeśli Fana i Seby nie bedzie. Protest i strajk chciałyby zrobić! Ludzie by wyszli na ulicę! Co prawda że 3 osoby, jeśli zmusili byśmy kogoś.
    Uhuhu Foster i Moss to są jak takie dzieci błądzić we mgle. Grrr okropne, już sobie Franio i Seba lepiej radzą.
    KC ich tak bardzo że wy nawet nie wiecie…
    „Ujeżdżam tak, że żaden koń nie jest mi straszny!” Czy tylko ja mam skojarzenia? To celowo czy to po prostu spowodowane moją tęsknotą za nimi? Fraba4eva
    Tytuł jest piękny, naprawdę. Od razu widać, że coś się będzie działo (ಝರ) <- robocza wersja lenny face
    A ALE JAK WY MOGŁYŚCIE PRZERWAĆ W TAKIM MOMENCIE
    MAM OCHOTĘ PRZEZ TO KOGOŚ UKAMIENIOWAĆ
    JEDNAK BĘDZIE PROTEST!

  19. kaczuch_A pisze:

    No ja Was proszę ale w TAKIM momencie. Jesteście okrutne, nie wiem czy chciałyście czytelnikom dowalić do jesiennej chandry, ale to był cios poniżej pasa xD Dyrcio, nie zabrał psychologa ze sobą, a mi się ciśnie na usta: do cholery jak to~!? I te nieśmiałe plany na przyszłość, boże kocham tą Mossową rodzinkę, jak ta 4 nie wyląduje na wspólnym obiedzie w najbliższym czasie to się wezmę i utopię w najbliższej kałuży jesiennego deszczu.

    Dużo weny Drogie Panie, na tą jesienną aurę, uruchamiam wszystkie trybiki w głowie żeby Wam poprawić nastroje~!

    Weny~!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s