Newton’s Balls – 16 – Nowa dziewczyna

Kiedy wyruszał od Asha ze złomowiska, nie padało. Było nawet ładnie przez cały dzień, jaki tam spędził od dziewiątej. Z racji, że jeszcze były wakacje i nie miał szkoły, pracował dłużej. Dziś rano, skoro Courtney zaproponował mu, aby przyjechał do niego około czwartej popołudniu, urwał się wcześniej z pracy. Ash nie robił problemów, ale chłopak wcale nie był aż taki pewny, czy chce jechać do swojego kuratora. Długo jednak nie widział Tanka i tęsknił za nim. Mimo tego, jego niepewność, czy aby na pewno pojawiać się w domu kuratora, wzrosła, kiedy zaczęło padać. Czym był bliżej, tym mocniej padało. Nie miał nawet po drodze gdzie się zatrzymać, żeby przeczekać ulewę. Brnął więc przez strugi deszczu, czując, jak ubrania całkowicie przesiąkają mu wodą.
Przejechał przez wielką kałużę, która zrobiła się na ulicy i zatrzymał przy ogrodzeniu. Mimo dość wczesnej pory, było ciemno przez chmury na niebie. Wszedł więc szybko na teren domu Courtneya, zostawił pod nim rower i dotarł do drzwi kuchennych. Po przekroczeniu progu nie musiał czekać nawet trzydziestu sekund, żeby jego pies nagle dobiegł do niego, szczekając głośno i żywo, jak dawno. Musiał już nieźle wydobrzeć.
— Czekaj, Tank, jestem mokry, czekaj! — Chłopak starał się odsunąć od siebie swojego czworonoga, ale w efekcie darował sobie i kucnął, aby się z nim przywitać. — No cześć, głupaku. No cześć. — Tarmosił go za uszami przyjacielsko, w końcu powalając na plecy i głaszcząc i drapiąc po brzuchu.
— Siema. — Usłyszał nagle głos swojego kuratora, a kiedy podniósł głowę, ujrzał go w progu kuchni. Właśnie uniósł wymownie, z przyjaznym uśmiechem, czyste spodnie dresowe i koszulkę.
Chase chwilę milczał, nadal automatycznie pocierając brzuch i klatkę piersiową swojego psa.
— Siema… — odparł w końcu i podszedł po rzeczy.
Courntey dotknął przy tym jego dłoni i spostrzegłszy, że są zimne, rzucił:
— Zrobię ci kakao.
Chase skinął tylko głową i nie wiedząc po co, zawołał psa, aby poszedł za nim do łazienki. Musiał się przebrać w zaoferowany dres.
Tank był bardzo zadowolony z jego towarzystwa. Trącał go pyskiem, domagając się uwagi. Dał mu się jednak w spokoju przebrać, a kiedy Chase wyszedł z łazienki, podążył za nim.
Courtney właśnie stawiał na stoliku duży kubek z parującym kakao. Widząc Chase’a, uśmiechnął się do niego.
— Tank już nie włazi na kanapę. Oduczył się.
— To dobrze. — Chłopak uśmiechnął się lekko, siadając przy stoliku. Przysunął do siebie kubek, a palcem zebrał piankę z mleka. Zawołał psa i dał mu ją zlizać.
Courtney w tym czasie włączył radio i zaczął zbierać ze stolika dokumenty, które były tam porozrzucane. Właśnie skończył nad nimi pracować i zostało mu tylko jedno sprawozdanie do napisania.
— Często widujesz się z ojcem? — zapytał w trakcie niespodziewanie.
Chase spojrzał na mężczyznę nieufnie, ale pokręcił głową. Miał chyba gorszy okres, bo nie czuł potrzeby kłócenia się ze swoim opiekunem.
— Nie. Może raz na dwa miesiące, czy raz w miesiącu. Różnie.
— Dogadujecie się dobrze? — dopytał Courtney i ułożył dokumenty w stosiku na boku. Po tym usiadł na fotelu. — Sprawdzałem, gdzie siedzi. Tam gdzie mój brat.
— To pytanie, kto się lepiej z kim dogaduje, co by mógł nakablować na tego drugiego — odparł Chase, pijąc kakao i co raz pochylając się do psa, którym zajmował się podczas całej rozmowy.
Courtney ściągnął brwi, chwilę analizował, ale w końcu przyznał:
— Nie załapałem.
Chase westchnął ciężko.
— Że pytanie, kto się z kim lepiej dogaduje. Ja z ojcem czy ty z bratem. Jak siedzą niby w tym samym pierdlu, to może też coś o sobie wiedzą, czy coś. Wiesz, wewnętrzna infiltracja. Zresztą, nieważne. — Machnął na koniec ręką i wrócił do głaskania psa za uszami. Tank siedział przed nim na kanapie, trochę zagradzając mu dostęp do kakao.
— Zależy, czy są w takich samych oddziałach, ale zakładam, że tak. Twój ojciec siedzi za rozboje i kradzieże, a mój brat za kradzieże i narkotyki. Poza tym biali zazwyczaj trzymają się razem — podsumował Courtney, patrząc cały czas na chłopaka uważnie, choć spokojnie. Analizował go w milczeniu, widząc, że stan Chase’a z ostatniego spotkania się utrzymał. Może było trochę lepiej, ale nieznacznie. Chłopak nadal był nieswój, czyli zwyczajnie spokojniejszy i jakby bardziej układny. I jak w ogólnym spojrzeniu można było traktować to jako coś dobrego, tak jednak ewidentnie tkwił tu jakiś problem i dyskomfort psychiczny.
Kurator po tej obserwacji w końcu zwrócił się do niego poważnie.
— Chase, mógłbyś na mnie spojrzeć?
Chłopak od razu uniósł na niego pytające spojrzenie.
— Hm? — spytał, nie odsuwając dłoni od psa, który był wniebowzięty taką dawką zainteresowania.
Courtney przetarł usta dłonią, kończąc ruch potarciem swojego ciemnego zarostu na podbródku. Starał się ważyć słowa, ale swoim tonem dawać przy tym chłopakowi pewność, że mówi to wszystko dla niego, z poszanowaniem jego zdania i dla jego dobra.
— Wiem, że jesteś tym wszystkim przytłoczony i nie dziwi mnie to. Masz siedemnaście lat, pracujesz, uczysz się i zmagasz z taką ilością problemów, jakie przerosłyby wielu innych nastolatków. I radzisz sobie z tym doskonale, naprawdę dobrze. Ale wiem, że jesteś tym zmęczony. Teraz, kiedy musisz się zachowywać przed jakimś kuratorem przyznanym przez sąd, pracować za darmo u Newtonów i jeszcze martwić się o psa… potrzebujesz w tym wszystkim kogoś. Nie kumpli, bo to jest tylko towarzystwo, z którym spędzasz wolny czas i gdy ten czas się kończy, odcinasz się. Rodzina cię nie wspiera. Nie chcę się wpychać na siłę w twoje życie, ale potrzebujesz kogoś, kto będzie skupiony na całym tobie. Nie interesował się tylko pograniem z tobą na kompie, czy wybraniem się na imprezy. Potrzebujesz mieć wsparcie. Każdy potrzebuje — dodał z naciskiem, nie wiedząc, co by swego czasu zrobił bez Jennifer. — Jeśli pozwolisz mi się zbliżyć, będzie ci łatwiej, obiecuję.
Chłopak spokojnie słuchał tego wszystkiego, a kiedy mężczyzna zamilkł, prychnął pod nosem i uśmiechnął się krzywo, wracając spojrzeniem do psa.
— Myślałem, żeby go zabrać w niedzielę, po pracy u Newtonów. Wczoraj gadałem z Ashem, pożyczy mi samochód, to pojadę w sobotę po budę i siatkę, żeby… nie uciekł do sąsiadów.
— Chase, czego się boisz, że tego unikasz? — Courtney zupełnie zignorował jego słowa o psie, tylko bardziej ściągając swoje wąskie brwi.
Chłopak od razu rzucił mu ostrzejsze spojrzenie i nawet Tank spojrzał na Courtneya, jakby zrozumiał ten komentarz.
— Niczego się nie boję. Radzę se, kurwa, i sam to widzisz. Albo tylko tak gadasz, chociaż to jeden chuj — syknął Chase.
— Radzisz sobie, ale widzę, że nie udźwigniesz tego w pojedynkę. — Ton Courtneya również się wyostrzył, podobnie jak jego spojrzenie. — Dogadywaliśmy się w porządku i nagle ci się odwidziało? Co ci powiedział Ian?
Chłopaka nagle zmroziło. Zacisnął mocniej szczęki i pokręcił tylko głową.
— Nic — fuknął. Nie miał ochoty do tego wracać. Zresztą wychodziło na to, że tak ważne jest dla niego słowo tego młodego Newtona.
— Okej… A jednak chwaliłeś się ojcu obciągiem. Chcesz tego wszystkiego, a równocześnie zachowujesz się, jakbym coś ci zrobił — mówił Courtney, a dopiero kiedy wypowiedział ostatnie zdanie, zauważył, że to może być prawda. Spoważniał więc jeszcze bardziej i po chwili dopytał. — Masz mi za złe, że cię… — molestowałem, przeszło mu mrocznym głosem Jennifer po głowie — dotykałem?
Chase spojrzał na niego czujniej. Miał ściągnięte brwi i wodził wzrokiem po twarzy Courtneya. Myślał. W końcu jednak pokręcił głową.
— Nie. Jakby tak było, to nie chwaliłbym się staremu — mruknął i westchnął ciężej, w końcu puszczając głowę Tanka. Opadł plecami na oparcie kanapy. — Tylko… — Sam nie do końca wiedział, co jest nie tak. Źle się z tym czuł. Nie tylko jak skończony idiota szukający dziury w całym, ale też jak jakiś zdrajca. Bo nie umiał ani wyjaśnić Courtneyowi niczego, ani zupełnie go od siebie odepchnąć. — Tylko myślę, że nie powinienem trafić na ciebie. Masz… Chce ci się. Na pewno jest ktoś, komu też się chce, a ja… Nie wiem… — Westchnął ciężko, nie mogąc odnaleźć się we własnych myślach. I cóż, domyślał się, że mężczyzna nie uwierzył mu w sprawie Iana, ale przecież po co było wplątywać w to jeszcze osobę, którą nadal musiał przeprosić za atak? I z każdą niedzielą, z każdym komentarzem nastolatka określającym Chase’a jako społecznego śmiecia, coraz mocniej chciał mu przywalić zamiast go przepraszać.
Kurator odetchnął i przesiadł się na kanapę obok niego.
— Większości się nie chce i to jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Są pewni, że nie czeka ich nic dobrego. Że zawsze będzie pod górkę, że będą sami i nie warto się łudzić, bo potem będzie gorzej. I zawsze najtrudniej właśnie to zmienić, Chase. Nie ich agresywne zachowania, nie sięganie po używki albo cokolwiek innego. Zawsze chodzi o to, by nabrali nadziei — powiedział i położył mu dłoń na kolanie. — Nie chcę odpuszczać i zostawiać cię na lodzie. Nie zrobię tego, nawet jeśli dalej będziesz mnie tak odpychał.
Nastolatek odwrócił od niego wzrok. Zrezygnowany, niezadowolony i zwyczajnie przybity.
— Masz dziwne zapędy sado-maso — mruknął. — Takie napierdalanie się z debilem. Albo z debilami, zależnie, czy patrzeć tylko na teraz, czy w ogóle jesteś zjebany, że wymyśliłeś se taką robotę. Nie chciałeś zwyczajnie od tego uciec? Związać się z jakimś innym gejkiem i mieszkać w ładnej dzielnicy, gdzie nie będziesz wkurwiał swoim gejostwem sąsiadów?
— Nie jestem tym typem facetem. Takie środowisko jest dla mnie bardziej naturalne i łatwiej się w nim odnajduję, mimo tego jak wygląda moje mieszkanie. Tylko teraz wchodzę w nie od innej strony niż kiedyś — odpowiedział Courtney mniej więcej, na czym polega złożoność tego, dlaczego chciał to robić. — Kiedyś nie miałem w ogóle kontroli nad takim otoczeniem. Teraz mogę ją mieć i wiem, że mogę pomóc. Wiem to, Chase. Kwestia tego, czy mi pozwolisz — dodał na koniec cięższym tonem, z gorzkim uśmiechem i lekko ścisnął jego kolano.
— Przecież robię, co mi każesz. I masz nade mną kontrolę na rok. To co ja mam tu do gadania? — mruknął Chase, mając nawet samemu wrażenie, że wracają do początku. Tylko tym razem z nim z białą flagą, a nie wciąż na barykadzie.
— Masz wiele do gadania, bo to twoje życie. Ja ci mogę sugerować, pomagać i pilnować cię, ale wciąż sam stanowisz o sobie. I ty decydujesz, czy będziesz w tym sam, czy pozwolisz komuś do siebie dotrzeć. Jeśli chcesz mieć jakieś miejsce, w którym się czujesz spokojny i bezpieczny… — Courtney odetchnął, ale starał się być cierpliwy i dawać mu znać, że to nie tylko puste słowa — to chcę ci je znaleźć. Jeśli nie w moim mieszkaniu, skoro boli cię różnica, to może gdzieś indziej, na inny sposób.
Chase wzruszył ramionami. Zerknął jeszcze za okno. Nadal padało, a jego ubrania były przemoczone. Nie miał nawet jak od tego uciec. Tak, znowu uciec. Miał wrażenie, że ostatnio robi to non stop. Ucieka ze swojego tak zwanego domu, od problemów. I co by nie robił, jakoś trafia na mur. A do tego robi z siebie ofiarę w oczach Courtneya. Kogoś, kto nie umie sobie poradzić sam ze sobą i żali mu się jak mała dziewczynka na kanapie przy kakao.
— Poradzę sobie, spoko. Dzięki za wsparcie i ten… no, spoko.
Courtney skrzywił się i jedną dłonią wciąż trzymając go za nogę, drugą sięgnął do jego twarzy, odwrócił do siebie i gwałtownie pocałował. Od razu mocno, wzdychając przy tym głośno przez nos.
Chase początkowo był bardzo zaskoczony pocałunkiem. Ale przecież… miał mu pokazać, że sobie poradzi. Przecież tak sobie chwilę temu obiecał. Że nie potrzebuje tego mentorskiego tonu, zapewnień. Może i był ciotą i frajerem, ale nie miał zamiaru, aby to wychodziło z niego w tak żałosny sposób.
Odpowiedział na pocałunek równie mocno, samemu chwytając mężczyznę za bok szyi. Bo przecież czemu miałby się i temu poddawać? Czemu i z tym miałby sobie nie dać rady? Widział, że Courtney tego chce, a odsuwanie go od siebie jeszcze bardziej wzbudzało jego obawy.
Kurator westchnął znowu głębiej i całował się z nim dalej. Z przymkniętymi oczami, dziwnym ściskiem w klatce piersiowej i gorzkimi emocjami. Chciał mu jakoś przekazać, że jest tu dla niego i dotąd jedynie taki sposób działał. Żałosny i niekompetentny. Ale działał. A on był zbyt zdesperowany w tym momencie, żeby po raz kolejny pozwolić temu zawisnąć w przestrzeni.
— Nie mam pojęcia, czy tego chcesz — wydyszał na jego wilgotne wargi, przytykając czoło do jego czoła.
— A ty chcesz? — Chase odbił piłeczkę. Nie tylko dlatego, że nie wiedział dokładnie, ale też aby w końcu przestali rozmawiać tylko o nim. A on… on przecież był nikim, jak zresztą bez ustanku słyszał, odkąd pamiętał.
— Ja tak… — przytaknął Courtney, nie odsuwając się. Ale kontynuował dalej, chociaż jak widział, dotąd słowa zawodziły. — Podobasz mi się, podniecasz mnie… Jesteś silny, samodzielny i w porównaniu do wielu nastolatków, jesteś bardziej mężczyzną niż chłopcem. Lubię to w tobie.
Chase uśmiechnął się lekko i zamiast odpowiedzieć, pocałował go znowu. Nie wiedział, czy to mądre w to iść. Kiedy było fajnie, było fajnie. Courtney jak na faceta był całkiem seksowny. Trochę go to martwiło, bo zawsze myślał i zawsze słyszał, że jedyne co powinno mu się podobać, to młode, seksowne dziewczyny. Z drugiej strony, czy zachowanie Courtneya w jego stronę nie było tylko… sztuczne? Jak taki kretyn mógł się podobać starszemu od siebie i ustawionemu facetowi? Nie, nie powinien o tym myśleć i zwyczajnie korzystać z tego, co dostawał. Przetrwać ten rok, skończyć szkołę, iść na złomowisko na pełen etat i wyprowadzić się od dziadków. Na tym najbardziej powinien się skupić.
— I lubię, kiedy się uśmiechasz — dodał szeptem Courtney pomiędzy kolejnymi pocałunkami.
— To chyba będziesz musiał się o taki uśmiech jeszcze trochę postarać — odparł zaczepnie Chase, wchodząc w swoją rolę coraz pewniej. Wystarczyło przecież tylko zepchnąć to wszystko znowu głęboko w kąt.
— Tak? — odpowiedział kurator w podobnym tonie i przełożywszy nogę przez jego uda, usiadł mu na kolanach. — To jak go znowu wydobędę, hm? — mruknął i pocałował go w kącik ust, potem w policzek, a potem liznął płatek jego ucha.
Chłopak położył mu dłonie na udach i przygryzł na moment dolną wargę, patrząc na niego z zadziornym uśmiechem.
— Nie wiem, ty mi powiedz — odparł, nie znajdując lepszej odpowiedzi. Nie był nawet pewien, czy ma teraz ochotę na takie zabawy. Ale jeśli by odmówił albo się wzbraniał, Courtney znowu byłby podejrzliwy i pytał. A on nie znał odpowiedzi.
— Już się uśmiechasz — zauważył kurator i spojrzał na jego twarz z bliska. Objął go przy tym ramionami za szyję i pocałował delikatnie w czubek zadartego nosa. — Ale nieszczerze, bo w oczach nie widzę uśmiechu — dodał ciszej.
Chase zaśmiał się krótko pod nosem. Ścisnął pośladki mężczyzny, który nadal nad nim klęczał.
— Ale to nadal uśmiech. Tego chyba chciałeś — zamruczał i wychylił się ustami do jego szyi.
Courtney nie odpowiedział tym razem. Objął go mocniej i przytulił. Przesunął dłonią po jego włosach i odetchnął głęboko i ciężko. Co innego mógł zrobić dla tego chłopaka, żeby poczuł się lepiej?
Chase spojrzał na mężczyznę pytająco. Sam też uniósł trochę ręce i już nie trzymał ich na pośladkach Courtneya, a na jego talii.
— No co? Tak bardzo przypominam ci jakiegoś przytulaka? — spytał z lekkim rozbawieniem, po czym sam głęboko odetchnął. — Serio, no… radzę se. A też nie chcę czuć się jak jakaś pizda.
— Daleko ci do pizdy, czuję to teraz — odpowiedział trochę żartobliwie Courtney, bo wypukłość w spodniach Chase’a stykała się z jego własnym kroczem. — Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o tej dziewczynie? — dodał, wciąż go głaszcząc, ale przy tym na tyle odsuwając twarz, by spojrzeć mu miękko w oczy.
Chase ściągnął brwi, nie rozumiejąc, czemu Courtney wraca do tego w tej chwili, ale skinął głową na znak, że pamięta.
— Jeśli chciałbyś ze mną kontynuować… to — dodał wymownie kurator, wskazując na ich pozycję. — I jakbyś potrzebował do tego jakiegoś wytłumaczenia, mógłbyś mnie określać tak, jak zrobiłeś to przy ojcu — zasugerował po raz kolejny. Po tym, jak się dowiedział, że Chase chwalił się ojcu, zrozumiał, że trochę tego potrzebował. Posiadania czegoś… niedołującego, innego, aby móc o tym komuś powiedzieć. A może nawet niekoniecznie powiedzieć, a po prostu mieć świadomość, że jest w jego szarym życiu nowy, szalony aspekt, który daje mu jakąś satysfakcję. Nie był pewien, czy dobrze go rozumie, ale gdybał w ten sposób. Wydawało mu się jednak, że skoro opowiedział o tym ojcu, to było to dla niego ważne, więc może pociągnięcie tego dłużej nie będzie molestowaniem z jego strony, a jakimś lekarstwem? Czuł się chyba równie zdezorientowany tą sytuacją co Chase, a przynajmniej do takiego wniosku dochodził, im bardziej rozkładał to na czynniki pierwsze.
Chase westchnął i znowu zsunął dłonie niżej, aż na pośladki siedzącego mu na udach mężczyzny.
— Nie mówiłem, że jesteś moją dziewczyną, tylko mówiłem mu o jednorazowej lasce i zrobiłem z ciebie w tej opowieści laskę — wyjaśnił na tyle prosto, na ile mógł. — Nie ma co tu kombinować, skoro jak zabiorę Tanka, to znowu będę ci się spowiadać co dwa tygodnie. Nie?
— A chcesz? Wolisz spotkania co dwa tygodnie niż to? — Courtney odsunął głowę nieco dalej, siedząc na kolanach swojego podopiecznego. To była tak absurdalna sytuacja, a jednak widział ją jako jedyną z możliwych na pociągnięcie dobrego kontaktu z tym chłopakiem.
— Nie wiem. Zresztą, ja, ja, ja… — Przewrócił oczami. — Cały czas pytasz, co ja chcę, czy wolę. A skąd ja, kurwa, mam wiedzieć? Wyglądam ci na osobę mającą plan w życiu? Pomyśl lepiej nad sobą. Dorosły, kurwa, kurator — prychnął na koniec. — A pyta gnojka, który jest pod jego kuratelą, czy ten chce, aby był jego laską? Myślałeś, co będzie, jak cię wydam? Czy w ogóle masz na to jakiś genialny plan? — zakpił. Był chodzącą bombą zegarową emocji, nad którymi nie panował. Zresztą, co on mógł wiedzieć o tym, co jest dla niego dobre czy złe, skoro jak na razie jedyne co osiągnął, to wyrok sądowy?
— Mam za ciebie zdecydować? Powiedzieć, że od dzisiaj przychodzisz trzy razy w tygodniu na obciąg, zostawiasz tu Tanka czy zapierniczasz na zajęcia sportowe? Nie mogę ci kazać, mogę ci zaproponować — odpowiedział Courtney i w końcu wstał z jego kolan. Przeczesał palcami swoje ciemne włosy, oddychając ciężko i robiąc kilka kroków tam i z powrotem. Tracił kontrolę, czuł to. I przez to znowu wzbierało w nim to koszmarne uczucie, żeby coś zniszczyć. Musiał nad tym zapanować, musiał. — Ja już powiedziałem, że cię chcę. I dla siebie, i dla samego ciebie — dodał z naciskiem, zaciskając zarówno zęby, jak i wbijając paznokcie we wnętrza dłoni, by panować nad głosem.
Chase ściągnął mocniej twarz i przyciągnął do siebie jedno swoje kolano, obejmując je ramionami i patrząc na mężczyznę podejrzliwie. Jednocześnie jednak jakoś… czuł się lepiej, widząc, że ten też ma jakieś emocje. I to, co powiedział teraz, brzmiało dla niego dużo prawdziwiej niż miłe słowa sprzed kilku chwil.
— Ale to, że jak… — wzruszył jednym ramieniem — chcesz być moją laską i nie wiem… ufasz mi, że nie jestem kutasem i cię nie zaskarżę czy coś?
— Tak, nie zrobisz tego. — Courtney wciąż mówił twardszym tonem, trochę wymuszenie opanowanym i wyraźnie było słychać, że gdyby się nie hamował, jego głos byłby albo głośniejszy, albo ostrzejszy. — Bo też chcesz to ciągnąć i pomaga ci to. Czuję to, więc nie… — zaciął się, odetchnął i mocniej zacisnął palce. — Nie denerwuj mnie…
— No właśnie widzę, że cię coś nosi. — Chase uśmiechnął się lekko, zaskakująco bardziej rozluźniony, kiedy Courtney zaczął się na niego wkurzać. — I wiesz… jesteś normalniejszy taki.
— Normalniejszy? — Courtney spojrzał na niego grobowo i rozluźnił palce, a na wnętrzach jego dłoni zostały mocne odciski. — Mam ochotę coś jebnąć, a ty się od razu relaksujesz? — dodał sceptycznie, w swoim obecnym stanie nie przejmując się przekleństwem. Odetchnął jednak zaraz po tym i przetarł twarz dłonią. — Wkurza mnie, jak się zamykasz — dodał zza niej, chwilę masując powieki.
— Tak jak ty, kiedy cały czas starasz się być poprawnym panem kuratorem? Nawet jak siedzisz mi na udach? — odparł uszczypliwie Chase i sięgnął do spodni mężczyzny. Złapał je i pociągnął go w swoją stronę. — Sorry.
— Jeszcze trochę, a to ty byś musiał mnie uspokajać… — Courtney westchnął ciężko i pochylił się do niego nisko, by pocałować go w czubek głowy i przytknąć do jego włosów twarz. Przymknął oczy.
Chase, nie czekając na pozwolenie, złapał go mocniej i przewalił na kanapę. Chyba w ten sposób faktycznie było mu łatwiej. Kiedy Courtney nie pokazywał po sobie, jak bardzo jest posiadającym plan kuratorem. Nie do końca to rozumiał, ale… ile rzeczy tak naprawdę rozumiał? Miał, do cholery, siedemnaście lat, był gnojkiem z problemami i lubił się bić.
Kurator momentalnie otworzył powieki i spojrzał na jego młodą twarz. Dotknął jego szyi i oblizał wargi, dopiero uspokajając się po chwilowym kryzysie. Chase pocałował go krótko w usta i uśmiechnął się szczerze.
— Czyli… — Przełknął ślinę, zdając sobie sprawę, co chce powiedzieć dopiero, kiedy już zaczął. — Czyli co? Chciałbyś być moją… dziewczyną? — wydusił, mając wrażenie, że postradał zmysły. — I że to nie jest jakaś chora gierka, czy jakieś pozostałości twojej matki, pedalskie zagrywki, czy inne takie?
Courtney ściągnął brwi i pstryknął go w czoło.
— Nie. To znaczy, nie są to na pewno pozostałości mojej matki… Staram się odsuwać od jej wizerunku… Ale tak, mogę być formalnie twoją dziewczyną — odparł na koniec z wręcz niedowierzaniem w to, co mówi. Był już czyjąś dupą, czyimś pączuszkiem, a nawet fajnym bratem kumpla. Ale dziewczyną jeszcze mu się nie zdarzyło być. I dziwiło go samego, że mniej go to określenie irytowało niż „pedał”. Po tym uśmiechnął się lekko i dodał: — Nawet z imieniem nie musisz za bardzo kombinować, jest unisex.
— Courtney — wypowiedział je głośno Chase, nadal pochylając się nad mężczyzną. Było mu jakoś… lżej. Abstrakcyjnie, bo nawet jeśli laski były fajne, tak zawsze były z nimi jakieś kłopoty. Tyle przynajmniej wiedział z rozmów kumpli w szatni. Więc ile musiało być kłopotów z dziewczyną, która tak naprawdę była facetem? I jego kuratorem?
Mężczyzna uśmiechnął się do niego lekko i pogłaskał po policzku, po czym mocno wyciągnął głowę i pocałował go krótko.
— Będziesz miał wiele rzeczy do chwalenia się ojcu… — powiedział niższym głosem.
Chase zaśmiał się krótko i sam też cmoknął Courtneya.
— Tak mówisz? — zaciekawił się i trochę położył na nim. Nie mieli wygodnej pozycji. Trochę na leżąco, trochę na boku, trochę z nogami na podłodze, ale Chase na razie nie chciał się odsuwać. — I… serio, sorry. To nie chodziło tylko o to, tylko… Nie czuję cię, wiesz? Nie wiem, kiedy gadasz, aby gadać, a kiedy to tak serio.
Courtney przytaknął niechętnie. Czyli w dużej mierze był w tym jego błąd.
— Przepraszam. Daj mi znać, kiedy będę brzmiał nieszczerze, co? — zaproponował, wciąż głaszcząc go po boku twarzy. Lubił ją. Miała przyjemny, męski kształt. — Ale uwierz, „chcę być twoją laską” to nie jest typowa, kuratorska gadka — dodał z lekkim uśmiechem.
— To nie brzmi jak typowa, kuratorska gadka — prychnął pod nosem z rozbawieniem Chase i wyprostował się. Złapał mężczyznę za przedramię, pomagając mu przy tym się podnieść. — I no, cholera, wiem, że to twoja robota i tak dalej, ale no… gubię się. Do tego nie wiem, jak wyrobię dalej u Newtonów, są wkurwiający, a na budę i ogrodzenie pójdzie mi reszta kasy. A jeszcze muszę tobie oddać. — Westchnął na koniec ciężko, opierając tył głowy o oparcie kanapy. Znów wyglądał na zmęczonego, ale jakoś mniej przybitego. Tym bardziej, kiedy zaśmiał się pod nosem i zerknął kątem oka na Courtneya. — Mam laskę z chujem! — Zarechotał.
Gospodarz też uśmiechnął się, w duchu mając straszny ubaw za każdym razem, kiedy Chase się śmiał. To naprawdę strasznie debilnie brzmiało.
— Nie chcesz spróbować zbudować budy, zamiast kupować? Jest jeszcze cały sierpień, mógłbyś wpadać i budować u mnie w ogrodzie, a potem byśmy ją przewieźli. Wyszłoby dużo taniej.
— Tank przecież nie może cały czas u ciebie być. Już jest całkiem zdrowy, nie? A ty masz te swoje papierki, sądy i inne mądre rzeczy — dodał na koniec, bo nie miał pojęcia, o czym mówi. — I… serio to tak traktujesz? W sensie tak laska-laska? — wrócił jeszcze do drugiego tematu, jaki był dla niego w tej chwili ważny. Przecież jeśli naprawdę, a nie tylko teoretycznie, Courtney zgodził się być jego dziewczyną, to chyba coś to znaczyło?
— Raczej w sensie facet-laska. Jeśli spróbowałbyś się do mnie tak cały czas zwracać, to na kolejne „hej, lala!” dostałbyś kubkiem w drugą stronę twarzy — odpowiedział Courtney niby poważnie, po czym przekręcił się bardziej w jego stronę na kanapie. — Ale nie wiem, jak to traktować. Lubię spędzać z tobą czas, podniecasz mnie i nie marudzisz przy mojej kuchni. Jeśli to wliczasz w bycie „laską”, to chyba tak to traktuję.
Chase chwilę układał sobie to wszystko w głowie, po czym podsumował:
— Czyli jesteś moją dziewczyną, ale tak po męsku? — W życiu jeszcze nie miał dziewczyny, a teraz miał nią być dorosły mężczyzna. Ciężko było mu w to uwierzyć, ale był tym podekscytowany.
Gospodarz przytaknął, samemu dziwiąc się tej sytuacji. Też nigdy nie był w czymś tak pokręconym.
— Tak. Wygląda więc na to, że w szkole usłyszą o twoim wakacyjnym romansie, który przedłużył się w zdobycie dziewczyny na stałe, hm?
— Już na stałe? — Chase zaśmiał się krótko, drażniąc się z nim. — Myślisz, że nie rzucisz mnie w miesiąc? Albo ja ciebie? — zadrwił i uniósł się, łapiąc go za brodę oraz krótko całując.
— Mam nadzieję, że nie i w roku szkolnym też będziesz do mnie wpadał… odrabiać lekcje — odpowiedział mężczyzna z czającym się na ustach uśmieszkiem.
— Będę miał w chuj poważną laskę. — Chase zamruczał nisko i znowu go pocałował, tym razem w policzek. Dziwnie było mu czuć zarost na wargach, ale miał wrażenie, że szybko się do tego przyzwyczai. — Gdzie ją poznałem?
— W parku, będąc z Tankiem na spacerze? Hm, czytała na ławce książkę, a pies jakoś cię do niej pociągnął? — zasugerował, odpowiadając sporadycznie na te pocałunki i głaszcząc chłopaka po nodze. — Pamiętaj, że jest starsza.
— Jak w Dalmatyńczykach? — Chase zaśmiał się krótko, wsuwając dłoń pod koszulkę mężczyzny. Na chwilę oparł czoło o jego ramię, aby lepiej się przyjrzeć temu, co odkrywał. — Ile tak właściwie?
— Mam dwadzieścia siedem — odpowiedział kurator i odetchnął z przyjemnością, kiedy poczuł dłoń chłopaka na swoim ciele. — Nastolatki dalej lecą na starsze kobiety? Czy to już pociąg z mojej starej epoki?
Chase podwinął mu wyżej koszulkę, z zaciekawieniem dotykając dużą dłonią brzucha i boku mężczyzny. Czuł, jakie ciało jest ciepłe i twarde. Dużo twardsze niż wielu dziewczyn. I miał wrażenie, że też cieplejsze.
— Mmm… na starsze, nie stare — odparł w końcu i zaśmiał się, zerkając na jego twarz z wrednym uśmiechem.
— Mam nadzieję, że zaliczam się do tych „starszych”, a nie „starych” — skomentował Courtney i w końcu zdjął przez głowę swój szary bezrękawnik. Odrzucił go na fotel obok.
Chase obejrzał sobie dokładniej jego tors, ramiona i brzuch, nim odpowiedział.
— Ale może odmłodzimy cię o pięć lat? Hm?
— W porządku. Dobrze by było, gdyby miała pracę, w której zaszkodziłoby jej, gdyby ktoś widział ją z nastolatkiem, żebyś nie musiał jej nikomu osobiście przedstawiać. Chociaż to akurat jest prawda… — stwierdził Courtney z gorzkim rozbawieniem. Jakby ktokolwiek z jego pracy dowiedział się, że sypia z podopiecznym, nie dostałby już takiej roboty.
— Jaką na przykład? — spytał Chase, przysuwając się jeszcze bliżej i obracając bardziej przodem do mężczyzny. Powoli wrócił do lekkiego obcałowywania jego szyi i badania jego ciała dłonią.
— Hm… — Courtney zamyślił się, mrużąc przy tym powieki i poddając się tym przyjemnym gestom. — Najlepiej nauczycielka.
Chase uniósł głowę, aby spojrzeć Courtneyowi w oczy.
— Tak? To nie będzie zbyt… Zbyt?
— Tak będzie najprościej. Nie powinna widywać się z nastolatkiem, skoro uczy w jakimś liceum — stwierdził Courtney z pewnością w głosie i skubnął jego dolną wargę. — Podobno młode nauczycielki są seksowne.
Chase oblizał usta i przełknął ślinę.
— Byle jakiś debil nie szukał po szkołach żadnej Courtney — dodał i pocałował go znowu, mocniej chwytając za bok. Podobało mu się, że mógł go tak dotykać bez pytania o to, czy może, czy mu to nie przeszkadza, czy głupiego „Ale nie chcesz seksu? Bo jak tak, to zabierz łapy”, które kiedyś ponoć usłyszał Roy.
Mężczyzna dawał się obmacywać, a wręcz czerpał z tego dużo przyjemności. Odpowiadał na ten dotyk, masował jego ciało i całował go to w usta, to w szyję, czy ramiona. Zdecydowanie dotykalskość nastolatka mu się podobała.
— I mówiłem ci, Tank może zostać u mnie do końca wakacji. Zbudujesz mu tutaj budę i dopiero go zabierzesz, w porządku?
Chase spojrzał Courtneyowi w oczy i po chwili zastanowienia skinął głową. Przemawiał za tym fakt, że pies naprawdę dobrze się tu czuł.
— Byle potem za tobą za bardzo nie tęsknił, jak go rozpieścisz.
— Będziesz mnie z nim odwiedzał. I jeszcze jedno… — Tym razem kurator popatrzył mu poważnie w oczy. — Jestem w stanie załatwić ci zmianę pracy u Newtonów na jakieś prace społeczno-użyteczne. Zanim powiesz „nie”, pomyśl, że masz pracować u nich do grudnia, więc może warto o tym pomyśleć?
Chase skrzywił się i na chwilę odsunął od ciała opiekuna. Niecałkowicie, tylko tak, że nie dotykać go bardziej i bardziej.
— Jakie niby?
— Cokolwiek tak naprawdę, do czego masz jako uczeń kwalifikacje. Prawdopodobnie byłoby to coś, w czym zwykle uczestniczy się jako wolontariusz. Może pomoc w domu starców, schronisku, klinice. Mogłoby to być też coś na zasadzie twojej pracy u Newtonów, ale dla miasta, czyli w parku — wyliczał mu różne możliwości Courtney. Uważał, że byłoby dobrze, gdyby chłopak się zgodził, bo pracowanie sobie spokojnie przy chociażby rabatkach w parku, bez żadnych komentarzy, w samotności, byłoby dla niego lepsze. I odciążyłoby go psychicznie.
— W klinice albo schronisku byłoby spoko. Do staruchów mam… pewne wiesz… Źle mi się geriatria, kurwa, kojarzy. I nie wiem, czy mam do tego nerwy. W parku jeszcze spoko, ale nie tak, aby pół szkoły mogło se mnie oglądać jak jebany Ian.
— W porządku, spróbuję z kliniką lub schroniskiem. Napiszę jutro podanie i zobaczymy, jak je rozpatrzą, ale sądzę, że pozytywnie. — Courtney posłał mu uśmiech i objął go za szyję. — I mam jeszcze jedną, dobrą wiadomość.
— Coś ich nagle dużo… — skomentował trochę podejrzliwie Chase, a Tank akurat przyszedł sprawdzić, czy po jego krótkiej drzemce u nich nadal wszystko w porządku. Powąchał, dał się pogłaskać i poszedł sprawdzić resztę domu.
— Ta na pewno ci się spodoba. Odebrałem wyniki badań. Jesteś całkowicie zdrowy.
Chase uśmiechnął się szerzej.
— Widzisz, miałem rację. I chyba dla ciebie to też dobra wieść, nie? Zdrowy ładunek łykałeś! — Zaśmiał się głośniej i zupełnie nagle dla Courtneya złapał go z tyłu głowy i przyciągnął do pocałunku.
Kurator uśmiechnął się w jego wargi i dopiero odpowiedział na tę gwałtowną pieszczotę. Pomasował go przy tym po karku i przylgnął do niego mocniej. Cieszyło go też, że nie wyszło w jego badaniach nic o śladach brania narkotyków. Chase więc był czysty i zdrowy. I jeśli odnieść się do tego, co ustalili… miał zdrowego chłopaka. Młodszego, witalnego i wreszcie radosnego. Sam się przez to znacznie rozluźnił i popatrzył w jego oczy, kiedy przerwali pocałunek.
— Jak o łykaniu mowa, zrobię nam kolację, okej?
— Ooo! Noo! — Chase od razu podchwycił ten pomysł z wielkim entuzjazmem. Jego zły nastrój został dobrze stłumiony pozyskaniem dziewczyny, ale także dobrymi wieściami. Bo nie było co ukrywać, nie chciał widzieć już ogródka Newtonów nigdy więcej na oczy.
Kurator uśmiechnął się mimowolnie na taką reakcję i odsunął się.
— To pograj w coś, pobaw się z Tankiem. Możesz też skorzystać z prysznica, jeśli chcesz. Zawołam, jak będzie — stwierdził, wstając z kanapy i biorąc niedopite do końca kakao ze stolika.
Chase wstał zaraz za nim. Kiedy mężczyzna ruszył do kuchni, on przekręcił głowę, oglądając go sobie oceniająco.
— A ten… Mogę cię poobmacywać, jak będziesz pichcić? — Zaśmiał się, idąc za nim jak pies za miską z jedzeniem.
Courtney obejrzał się na niego przez ramię i zaśmiał się krótko.
— Tylko nie tak, żebym się oblał gorącym olejem albo coś — odpowiedział z rozbawieniem, dopił kakao i wstawił szklankę do zmywarki.
— Się rozumie samo przez się — odparł Chase z szerokim uśmiechem i kiedy mężczyzna się wyprostował, złapał go w talii, przycisnął do siebie i pocałował soczyście w szyję. — No, działaj. Głodny jestem — dodał i dopiero go puścił.
Courtney znowu się uśmiechnął i dotknął szyi. Był ciekaw, czy zostanie malinka. Nie skomentował tego, tylko zabrał się za robienie kolacji, wyjmując dużo produktów, żeby chłopakowi nie tylko smakowało, ale by się najadł. Lubił gotować. Ale czuł, że dzisiaj, z dłońmi Chase’a na swoim ciele, będzie to jeszcze przyjemniejsze niż zwykle…

15 thoughts on “Newton’s Balls – 16 – Nowa dziewczyna

  1. Katka pisze:

    Tigram, tu odpowiem na wszystkie poprzednie komcie do NB, bo tak łatwiej. Widze, że nieźle brniesz. Szybko Ci to idzie XD Jak widzisz, wyszło tak, jak chciałaś – Courtney i Chase ze sobą kombinują. I jak widzisz, dzieje się. Dobrze, że Chase’a Ci żal. Bo taki był trochę plan. Najpierw pokazać go jak złego bad boya, a potem wytłumaczyć, czemu taki jest, pokazać jego środowisko… i cóż, pokazać, że nie miał łatwo w życiu. „Jest tak samo dobry w samousprawiedliwianiu się jak ja.” – haha, trochę tak, ma takie tendencje XD A czy wszystko wyjdzie… cóż, zobaczymy. Ale jak to się mowi, kłamstwo ma krótkie nogi…

  2. TigramIngrow pisze:

    To się źle skończy. Ja wam to mówię. To udawanie dziewczyny. Jak się Ian dowie, a dowie się na pewno, jak się dowiedzą kumple Chase’a, a też nie widzę innej opcji, a jak się już w ogóle dowiedzą u Courtneya w pracy to już totalnie kamień na kamieniu nie zostanie.

  3. Katka pisze:

    O., ojciec podburza faktycznie, bo wie, jak to jest w takiej sytuacji, że tu jest zawsze takie coś za coś. Chase więc jego zdaniem musi z tego korzystać. W sumie mu się nie dziwię. No ale, ale, Chase na szczęście nie jest typem chłopaka, który lubi brać wszystko za free. Nie lubi dostawać czegoś za darmo, bo zawsze widzi w tym coś podejrzanego. Ale masz rację, trochę się wykorzystują ostatnio i nie narzekają XD

  4. O. pisze:

    Chęć odmłodzenia laski zabrzmiało trochę jak przytyk.. Jednak! Ojciec podburza Chase’a do tego o co martwiłam się x rozdziałów temu – że będzie chcieć wykorzystać sytuację. Nie wiadomo, czy nie będzie dalej do tego Chase’a namawiać aż ten się ugnie i faktycznie w pewien sposób wykorzysta Courtneya.. Choć oni się „wykorzystują” co chwilę niemalże ostatnio xD

  5. Katka pisze:

    Kasia, noo, nie zapowiadało się, że będzie tak dobrze, co nie? Zabawne, bo w sumie jak ich pisaliśmy, to też nigdy nie mogłam przewidzieć, jak się skończy scena, czy dobrze, czy źle, bo to było jak walka Courtneya z problemami Chase’a, a że ja pisze pana kuratorka, to nie umiałam nigdy określić, jaka metoda zadziała XD I jak widać, własnie kiedy Courtney wychodzi z roli kuratora a wchodzi w tę bardziej ludzką pozę, to lepiej to wszystko działa. Oczywiście cała przyjemność po naszej stronie, dziękujemy za komentarz ;)

    Mati, Chase to nastolatek i wahania nastroju jak widać są tu na porządku dziennym. Ale chyba gdyby Courtney nie pokazał tej swojej ludzkiej strony, to Chase mógłby dalej być w tym swoistym dołku. „ A te czułostki przy gotowaniu są meeega :D” – podpisuję się wszystkimi łapkami XD Też to bardzo lubię, haha, jest takie urocze, bo takie lekkie, czułe i na swój sposób rodzinne. Dzięki za wenę, ona nam się przyda w te ponure, jesienne dni ;)

  6. Mati pisze:

    Nie mogłem się doczekać nowego rozdziału.
    Jakoś tak dziwnie, że aż tak szybko to się rozwiązało. Myślałem, że jednak Chase będzie dłużej w takim niewesołym humorze. Ale to dobrze. W końcu Courtney osiągnął swoje… Brzmi niezbyt pozytywnie, ale chyba wiadomo o co mi chodziło :D A te czułostki przy gotowaniu są meeega :D
    Weny życzę :)

  7. Kasia pisze:

    Chasney hehe dobre :) Dużo pogodniejszy ten rozdział, cieszę się że chłopaki doszli do porozumienia :) Chociaż z początku nie zanosiło się na to specjalnie, Chase był znowu taki wycofany, ale na szczęście kuratorek poprawił mu nastrój. Laska z chujem – Chase mnie rozkłada na łopatki :) Lubię kiedy Courtney się irytuje, rzeczywiście jest wtedy bardziej ludzki i widać że mu zależy :) Coś w Chasie mocno go przyciąga, ciekawe czy z kimś go utożsamia czy po prostu chłopak jest taki uroczy- haha :) Dzięki za rozdział, pozdrawiam ☺

  8. Katka pisze:

    Chasney… Mnie się też podoba :) Wasze wysiłki z wymyślanie nazwy są genialne XD

    Kaczuch_a, może troszkę zdesperowany faktycznie ale też pytanie dlaczego. Może chce Chasowi pomoc za wszelką cenę a może sam tak bardzo chce tego związku. Trzeba to mocno porozwazać XD ale ogólnie się zgadzam ze dziewczyny muszą brać coś dobrego XD takie małe rzeczy a cieszą. Chasney :D

  9. kaczuch_A pisze:

    Czytając komentarze pod spodem jebłam, nie wiem co bierzecie dziewczyny, ale zarzućcie towarem xD

    Niemniej czytam rozdział drugi raz, pewnie wezmę się za to po raz trzeci, bo parę momentów jest skomplikowanych. Niemniej gotowanie z macaniem w gratisie jest gorące. Chcę to widzieć. Corn się wydawał taki zdesperowany, kiedy zgodził się być laską. „Mam laskę z chujem!” – mistrz.

  10. porebula pisze:

    LENNY JEST CZEKOLADOM NIE ZGADZAM SIĘ NA CZEKOLADE

    I KUKURYDZA I CZEKOLADA NIE BRZMI ZBYT DOBRZE

    JESTEM ZA KUSE
    KUSE MAJTKI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s