Project Dozen – 44 – Coraz goręcej…

Bardzo się cieszył, że zrobił wszystkie zadania wczoraj i dzisiejszy wolny poniedziałek miał naprawdę wolny. A że Treya nie było, spędzał dzień właśnie w pokoju jego współlokatora. Co prawda Woody coś tam do zrobienia miał, ale on sam też chciał się zająć sprawdzeniem, kto napisał niszczycielski komentarz pod postem Solta na facebooku, więc nie przeszkadzało mu, że nie spędzali czasu w skupieniu na drugiej osobie. Ważne, że miał obok siebie swojego chłopaka. Leżał więc na brzuchu na jego łóżku z laptopem na materacu i starał się przedrzeć przez wszystkie zapory i hasła. Wziął dodatkowo od Colina jego tajemnie zdobyty e-book instruujący początkujących hakerów. Liczył, że jakoś mu to pomoże.
— I jak ci idzie? — spytał go po jakimś czasie Woody, kiedy sam wstawał od biurka, aby nalać sobie i Tomasowi coś gazowanego. Pić mu się chciało i może napiłby się soku, ale po niego musiałby iść do bufetu. Był na to zbyt leniwy i odznaczał się równą innym nastolatkom pogardą wobec zdrowego stylu życia.
— Jak krew z nosa… I to nie tak, jak postaciom z ecchi, gdy widzą cycki — jęknął Tomas, stukając coś na klawiaturze. Woody widział na ekranie tylko jakieś dziwne znaczki i cyfry, których nie rozumiał. — Wiem chyba, jak to zrobić, ale to może potrwać… A tobie?
— Powoli. Też się napijesz? — spytał gospodarz, zdejmując z szafki szklankę i butelkę Sprite’a.
— Nom. Dzięki.
— I w ogóle, myślisz, że to dobry pomysł, aby się tak dzielić? Nie powinniśmy jednak podchodzić trochę bardziej indywidualnie do projektu?
— Nie wiem, bo… — Tomas wydął swoje i tak wydatne wargi i pokręcił głową na boki, bo już bolał go w tej pozycji kark. — No Jules oberwał za nic… Należy mu się prawo do odwetu. Poza tym! To na bank było zadanie, no nie? Jak będzie wiedział, kto to i mu w zemście zaszkodzi, to nawet dla nas na plus.
Woody sięgnął po kolejną szklankę.
— Niby… — mruknął i nalał napoju. Jedną szklankę postawił sobie na biurku, drugą podał Tomasowi i usiadł obok niego. Nim jednak ten zdołał się napić, cmoknął go w kącik ust. — Myślę tylko o tej zemście, czy to się nie nakręca samo. Chcę to wygrać, ale nie chcę, żeby to przerwali z powodu nadmiernej brutalności.
— Jules nie będzie brutalny… — mruknął butnie Tomas, ale już z mniejszym entuzjazmem do tego, co robił. — Ale sam chciałeś wiedzieć, kto stoi za fotką ciebie i Treya z petem.
— Wiem, dlatego nie mówię ci przecież, żebyś tego nie robił. Lubię rozważać wiele opcji. Na przykład nigdy nie mogłem się zdecydować, kim wolę grać. Łucznikiem czy może jakimś łotrzykiem.
— Łucznicy to pizdy! — odpowiedział ze śmiechem Tomas i wyciągnął się na łokciach po kolejnego całusa. — Mmm… Ty smakujesz bardziej jak rusałka.
Woody prychnął i odepchnął jego twarz.
— Rusałka brzmi jak jakaś laska. I łucznicy to nie pizdy. To tak, jakby powiedzieć, że snajperzy to tchórze, bo walczą z dystansu — dodał karcąco, ale i z rozbawieniem.
Konsternacja od razu odbiła się na twarzy jego chłopaka, który ostatecznie burknął coś o tym, że nie da się porównać świata fantasy do prawdziwej rzeczywistości i wrócił do hakowania. Napił się przy tym Sprite’a.
— Stawiasz na kogoś? Że to zrobił z tym gazem?
— Że z gazem czy z Julsem?
— Z gazem. Wiesz, dla kogo było zadanie. Bo to pewnie ta sama osoba napisała tego komenta — podsumował Tomas z pewnością w głosie i znów zerknął do e-booka, by zrozumieć, co ma robić dalej.
— Nie obstawiałbym nikogo w stylu Tylera. Colin też nie, bo nie dałby ci tego e-booka. — Woody myślał na głos. — Sen… nie wiem, czy jest tak zawistny. Myślę, że to Sebastian albo Jude. Patrick, jak mówiłeś, wyglądał na zbyt zaangażowanego w pomoc, aby to był on —podsumował, myśląc jak najbardziej logicznie.
— Nom… Może. Byłoby śmiesznie, jakbyś ty miał to zadanie. Bo już jedno miałeś przeciwko futbolistom. — Blondyn zaśmiał się, kliknął coś z uśmiechem i zrobił wielkie oczy. — Wow! Jestem miszcz! — zakrzyknął nagle, o mało nie wylewając Sprite’a na pościel. — To Jude!
Woody odwrócił się bardziej w jego stronę, by sprawdzić na monitorze najnowsze odkrycie swojego chłopaka.
— Myślisz, że ten post to rewanż za tego całusa?
— Pewnie tak! Bo może jakby nie miał zgryzu, że Jules mu coś takiego odwalił, to wybrałby kogoś innego! — mówił z zaangażowaniem Tomas i błyskawicznie przeszedł na stronę facebooka, żeby znaleźć na czacie swojego eks.
— Ale Jules się tam nawinął. On zawsze wszędzie jest nieproszony z tą swoją kamerą. Tak samo jak Cody.
— Nooo. Są łatwymi celami w sumie. — Tomas westchnął i napisał szybko do Julesa: „Jude jest pluskwą. Właśnie odkryłem.”. Wysłał i spojrzał na Woody’ego. — Ale się porobiło, co nie? Chyba mamy wojnę Jules vs Jude.
Woody pokiwał głową.
— Mhm, i nie wiem jak ty, ale ja stawiam na Julesa. Mniej udaje, na więcej go chyba stać — osądził. — Ale dobrze, niech się ogólnie zajmą sobą. My możemy zająć się sobą, jak już to odkryłeś.
Uśmiech na twarzy Tomasa pojawił się tak nagle, jakby ktoś go tam wyczarował. Chłopak szybko zatrzasnął laptopa, odłożył go na podłogę, a potem usiadł, złapał Woody’ego z boku twarzy i pocałował soczyście.
Gospodarz stęknął w jego usta, zaskoczony aż taką impulsywnością. Ale zaraz chętnie odpowiedział na pocałunek.
— Mmm… dobrze, możesz skupić się już na mnie, a nie Julesie.
Tomas nie zamierzał nie skorzystać. Pociągnął na siebie swojego chłopaka i przewalił się z nim na skołtunioną pościel. Od razu przekręcił się, wlazł na niego i znów mocno go pocałował.
— Jesteś ze mnie dumny? — zamruczał z uśmieszkiem, sam zadowolony ze swojego sukcesu jak diabli. Chociaż z drugiej strony wewnętrznie miał nadzieję, że winnym będzie ktoś inny, a nie właśnie Jude Wagner. Jude był całkiem fajny, a do tego nawet seksowny. I podobno biseksualny.
— Mhm, to może nam się przydać — odparł szczerze Woody i kiedy odgarnął wygodniej włosy do tyłu, objął za szyję swojego seksownego blondyna. Wychylił się do kolejnego całusa. Lubił jego usta, które właśnie ułożyły się w kolejny szeroki uśmiech pełen samozadowolenia.
— Noo… Tylko co będzie, jak w projekcie zostaniemy już tylko my? — zażartował Tomas, a jego dłonie już wsunęły się pod koszulkę Woody’ego.
— Rozważymy, czyja wygrana przyniesie nam więcej wspólnych korzyści… albo cię zniszczę. — Woody zaśmiał się na koniec i też wsunął dłoń pod koszulkę Tomasa. Był nakręcony, a może zmęczony nauką, i chciał jakoś odreagować.
Koszulka wyższego i mocniej zbudowanego chłopaka szybko wylądowała na podłodze. Tomas był dumny ze swojego ciała, wyrzeźbionego głównie na basenie, więc nie wstydził się nagości. Liczył też trochę w duchu na to, że Woody zapomniał o ostatniej umowie, że następnym razem to on da mu dupci i przez jego posturę i postawę mu ulegnie. Szybko więc przekręcił go na plecy, zawisnął nad nim i wcałował się w jego usta soczyście.
Woody odetchnął przez nos i naprężył się pod drugim chłopakiem. Zaczynali coraz częściej posuwać się dalej. Był na tak, chciał kontaktu z Tomasem, ale i tak gdzieś przeleciały mu po głowie myśli, czy drzwi są zamknięte i gdzie poszedł Trey. Nie pamiętał w tej chwili. Mówił coś o skateparku, o wypadzie z Lee na otwarcie nowej galerii graffiti w Newcastle, ale mówił też o spotkaniu z Harper. Nie pamiętał tylko, czy miało to być dziś, czy nie, a dłonie Tomasa nie pozwalały mu się skupić, kiedy dotykały jego boków niemal łaskocząco, kiedy muskały jego sutki i rozgrzewały go lepiej, niż gorące kakao w zimowy wieczór. Lubił jego dłonie. Tomas był śmiały w tym, co robił, co według Woody’ego zabawnie kontrastowało z tym, że tak bał się wykrycia swojej orientacji. Ale nie była to pora na rozmyślania. Chciał się zabawić. Tym bardziej, że mieli wolny pokój.
Pocałował swojego chłopaka w usta i przyciągnął go do siebie za ramiona, a ten obniżył biodra i otarł się o jego krocze już sztywnym penisem, którego doskonale było czuć przez materiał jeansów.
— Szkoda, że nie można jakiegoś pola siłowego wokół pokoju zrobić — rzucił z uśmiechem pomiędzy pocałunkami. — Ale mamy czas na seks, prawda?
Woody nie był tego na sto procent pewien, bo naprawdę nie pamiętał, gdzie polazł jego współlokator.
— Chyba tak, więc nie traćmy czasu. Chociaż — zaśmiał się — ty chyba już nie tracisz. Obciągniesz mi?
— Spoko wodza, ale dasz mi żelik? To cię od razu rozciągnę — zaproponował z zapałem Tomas, a samo rozmawianie o tym, co chcą robić, wywoływało rumieńce na jego policzkach.
Woody uniósł się na łokciach.
— Znowu ja, jak rozumiem? — spytał, patrząc w jasne oczy swojego chłopaka, które odpowiedziały z mniejszą pewnością, ale i tak Tomas pokiwał głową na potwierdzenie.
— Nom. Skoro nie mamy dużo czasu i w ogóle… To chyba lepiej, żeby Trey zobaczył ciebie ze mną w sobie niż odwrotnie… Nie?
Woody uniósł wysoko brwi, ale sięgnął po swój schowany pomiędzy materacem a boczną deską łóżka żel.
— Tak? A to… dlaczego? — spytał trochę prowokująco. Chciał wiedzieć, jakie Tomas ma do tego wszystkiego podejście. Czemu to on jest tym, który według niego lepiej wyglądał na dole.
W tym czasie jego chłopak wyprostował się na chwilę na łóżku i zaczął rozpinać swoje spodnie.
— Bo lepiej się znacie z Treyem i przecież to by było mniej krępujące dla ciebie, bo… no bo on cię zna lepiej, więc pewnie częściej staliście przy pisuarach ramię w ramię i pewnie widział twój tyłek i w ogóle… — tłumaczył się trochę pokrętnie, ale ze słyszalną pewnością w głosie.
— Hej, Jedi, to, co mówisz, nie ma ładu i składu. Zresztą, jak wejdzie drzwiami to najpierw jednak zobaczy twój tyłek.
— Ale to trochę inna sytuacja… — odmruknął Tomas z mniejszym zdecydowaniem i odrzucił spodnie tam, gdzie koszulkę. Ubrany był więc już tylko w szare slipki z małymi, czarnymi Batmanami. Je jednak też szybko z siebie ściągnął.
Woody zaśmiał się i skinął na niego głową.
— Strasznie się tym stresujesz. Jak i co pomyśli Trey, jeśli w ogóle nas nakryje. Jakby jego opinia była ważniejsza od mojej. I, Tommy, rozbierz mnie już do końca.
Jak cała rozmowa wydawała się stresować blondyna, tak ostatnie zdanie Woody’ego sprawiło, że na jego twarzy znów pojawił się radosny uśmiech.
— Się robi! — zawołał i szybko zabrał się za rozpakowywanie swojego cukierka.
Woody znów nie mógł powstrzymać śmiechu. Miał wrażenie, że będzie jeszcze musiał popracować nad swoim chłopakiem, ale na razie ten zachowywał się na tyle uroczo, że nie miał głowy, aby przedłużać. Chciał się z nim pieprzyć.
Gdy był już nagi, Tomas znalazł się pomiędzy jego lekko śniadymi, szczupłymi nogami, usiadł sobie wygodniej i rzucił mu jeszcze jeden szeroki uśmiech. Pomasował mu uda, oblizał się i powiedział tonem a’la sztuczna inteligencja:
— Uwaga, uwaga, zbliżasz się do przystani nieznanego uniwersum… Przygotuj się na turbulencje. Atmosfera, w którą wkraczasz, ma wysoką temperaturę i dużo wilgoci. Cumowanie za trzy… dwa… jeden… błłłłłłłłłł. — Na koniec wymruczał zniekształcony dźwięk… czegoś, gdy pochłonął między wargi penisa swojego chłopaka i zamlaskał na nim głośno.
Woody roześmiał się, a raczej śmiał się od momentu, kiedy tylko Tomas zaczął mówić. Blondyn miał niesamowicie wybujałą wyobraźnię, przez co nie można było się przy nim stresować, myśląc, że robi się coś zakazanego czy niedozwolonego. Jego poczucie humoru skutecznie likwidowało stres i zażenowanie.
— Mmm… Statek matka wita — zamruczał na wydechu, kiedy te całuśne wargi objęły jego członek.
Tomas uśmiechnął się oczami i uniósł obie dłonie z kciukami do góry. A potem wrócił do sprawiania, żeby nowe uniwersum było bardzo przyjazne Woody’emu. Na pewno w jego ustach było gorąco i coraz bardziej wilgotno, im szybciej i żywiej ruszał głową. Przy tym jego jasne włosy zabawnie falowały. Dla jego chłopaka były to jednocześnie bardzo przyjemne, jak i podniecające widoki. Położył się na plecach wygodnie, podsunął sobie tylko poduszkę pod głowę, aby cokolwiek widzieć i rozkoszował się tym, że jego członek sztywnieje i jest tak miło dopieszczany. Pozwolił sobie nawet na kilka głośniejszych westchnień.
— Dasz mi żelik? — Usłyszał po chwili, a jego penis na chwilę opuścił to miękkie i ciepłe miejsce.
Woody jakby nagle sobie o nim przypomniał, podniósł się trochę i na ślepo pomacał po pościeli, szukając miejsca, w którym go zostawił. Podał go Tomasowi, gdy tylko znalazł go przy ścianie, wzbogaconej w plakat jednego z mniej znanych zespołów reggae.
— Masz. Żeliku. — Zaśmiał się, bo bawiło go to zdrabnianie.
— Weź… Brzmi jak jakaś kiepska nazwa kolejnego wroga Power Rangerów — odpowiedział Tomas z rozbawieniem i uroczo wilgotnymi ustami.
Wychylił się jeszcze, cmoknął swojego chłopaka i wrócił do obciągania, jednocześnie już otwierając tubkę.
— A mi się to kojarzy z jakimś potworem z Hentaiców — dodał Woody i pomasował się po sutkach.
Tomas na szczęście nie odsunął się od jego penisa, ale ewidentnie rozbawił go ten komentarz, bo wydał z siebie taki dźwięk, jakby się śmiał. Obciągał jednak dalej, a Woody chwilę później poczuł, jak wilgotne palce dotykają jego rowka, przesuwając się w górę i w dół, pieszcząc wewnętrzne rejony pośladków i jak masują dziureczkę.
Odetchnął głębiej i przymknął oczy. Lubił takie pieszczoty, tym bardziej, kiedy te nieuchronnie prowadziły do tego, aby w jego tyłek w końcu wsunęły się dwa śliskie palce. Aż przygryzł dolną wargę, kiedy to się stało. Tak, to było bardzo przyjemne. Widział całkiem spory plus w tym, że pomiędzy facetami nie było konieczności bezustannego przyjmowania aktywnej roli, jak to często było w heteryckich kontaktach. Mógł być tak wspaniale rozpieszczany i żadna laska nie robiła mu za to wyrzutów.
Tomas cały czas obserwował go w trakcie tych zabiegów i był z siebie coraz bardziej dumny, że tak rozpala swojego chłopaka.
— Chcesz oznaczyć zdobytą planetę? — zagadał z uśmiechem, na chwilę cofając usta od jego penisa. Nie wiedział w końcu, czy ma ciągnąć dalej, aż Woody dojdzie, czy nie.
— W sensie? — spytał ten, bo od razu nie załapał, o czym mowa.
— W sensie… no… czy chcesz spuścić mi się w usta… — wymamrotał Tomas już z rumieńcem.
Woody wziął głęboki, bardzo głęboki oddech. Przełknął ślinę tak, że jego chłopak dobrze to widział i… cóż, sam mógł niedługo tak przełykać, ale…
— Nie wiem, czy mamy tyle czasu. Może już… dalej?
— Roger! — odpowiedział Tomas wojskowym tonem, dołączając do tego uśmiech numer pięć i jeszcze raz zakręcił palcami w tej cudownej dupci, nim uniósł się i zawisnął nad swoim chłopakiem niczym Messerschmitt nacierający na nikłe siły lądowe.
Woody nie chciałby może słyszeć jego myśli, ale podobało mu się, że już przeszli dalej. Był rozpalony i chciał się znowu całować. Mógł z czystym sumieniem przyznać, że miał słabość do ust Tomasa. Czy to na jego wargach, czy na jego penisie.
— Mmm… Chodź — zachęcił.
— Mm… m, m, m — mruknął kilka razy z rozkoszą Tomas, pochylając się i wcałowując w usta swojego chłopaka. Przy tym wsunął mu palce jednej dłoni w dredy, a drugą całkiem pewnie zadarł sobie jego nogę, zarzucił ją na biodro i poocierał się kilka razy sztywnym penisem o pośladki pod sobą.
— Jak tam na dole? — spytał Woody, obejmując go ramieniem za kark i masując swoimi szczupłymi palcami. Czuł przy tym, jak jest na dole i bardzo mu się to podobało, ale nie mógł się doczekać, aż będzie go dławiło w środku, aby nie być za głośno.
— Mój penis wysyła raporty, że bardzo dobrze i mówi, że chce cię splądrować, więc szykuj się na inwazję plemników. Zaludnię cię — odpowiedział Tomas niskim, podnieconym głosem, jakby nie walił właśnie kretyńskimi, nerdowskimi tekstami, tylko najbardziej wyuzdanymi frazami z dobrych pornosów. A przy tym już na ślepo szukał swoją „głowicą” „lotniska” Woody’ego.
— Mam nadzieję… mmm, że są pokojowo nastawione — odparł ten w podobnym tonie, bo jak uważał, że Tomas mógł odrobinę odpuścić, tak też wiedział, że dzięki takim tekstom w ogóle się nie denerwuje. Nie czuł, że jest to coś ważnego, chociaż wiedział, że jest. Ta wewnętrzna świadomość mu wystarczała.
— Bardzo… — Tomas zamruczał czule i possał jego wargę, a gdy wyczuł, że ma już przy czubku to, czego szukał, powoli naparł i pogłaskał swojego chłopaka po boku głowy. — Ale jakby coś… no, to mów. Nie chcę, żeby cię jakoś bolało czy coś.
— O to… och, o to się nie martw. Umiem mówić… jak zauważyłeś właśnie — odpowiedział nisko Woody , kiedy poczuł większe rozpieranie. Przyciągnął go do krótkiego pocałunku. — Mmm, tak mówię.
— Mmm — odpowiedział Tomas z szerokim uśmiechem i zakręcił na boki biodrami, jakby chciał jeszcze porozszerzać sam zwieracz, nim wejdzie dalej. I faktycznie wszedł chwilę później, a gdy znalazł się cały w swoim chłopaku, westchnął błogo i pomasował jego biodro. — Dobra… jest mi super, mogę zamieszkać w twoim tyłku? — zagadał z krótkim, zduszonym śmiechem, zaczynając składać liczne pocałunki na policzkach i szyi Woody’ego.
Ten odchylił głowę, bo jemu też w tej chwili było bardzo przyjemnie i błogo. Czuł się napięty, ale jednocześnie też bardzo gorący w środku.
— Mmm… wtedy, musiałbyś wszędzie ze mną… tak chodzić — odparł niemądrze, bo już nie zastanawiał się nad tym, co mówi, a co czuje.
Tomas zatrzymał się nagle i skrzywił brzydko. Otrząsnął się, jakby ktoś właśnie opryskał go czymś wyjątkowo cuchnącym.
— Kurde… Pomyślałem o czymś obleśnym… — wyburczał i szybko wcałował się w szyję Woody’ego, aby poczuć jego zapach i skupić się na nim, a nie na wizji z filmu „Ludzka stonoga”.
Woody ściągnął brwi i spróbował na niego spojrzeć.
— Hmmm? Co? O czym? — spytał i pogładził go po karku, nie zapominając, aby poocierać się o niego udem, bo już chciał, aby Tomas się poruszył.
Ten więc szybko wrócił do falowania biodrami i na szczęście to sprawiło, że zapominał o tej koszmarnej wizji.
— Nie, nieważne, seryjnie. Bo nam obu zwiotczeją i będzie obciach — odpowiedział ze śmiechem, po czym pocałował chłopaka bardziej namiętnie. — Mmm… Myśl tylko o mnie i moim statku z nową kolonią na twojej planecie.
— Myślę o twoim penisie — uprościł Woody. — I o twoich ustach — dodał i przyciągnął go do mocnego pocałunku. Długiego i z języczkiem. Posmakował go i zamruczał w wargi blondyna, przyciskając go ciasno do siebie i samemu też trochę ruszając biodrami.
Przez to wiele im obu nie było trzeba, aby skończyć. Byli naładowani podnieceniem i nastoletnią witalnością. Ich ruchy stawały się coraz żywsze i bardziej chaotyczne, a Tomas chciał się zachować kulturalnie, więc pod koniec wygiął się trochę i złapał penisa Woody’ego. Zaczął go szybko pocierać, samemu oddychając płytko i nie spuszczając spojrzenia z ogarniętej rozkoszą twarzy leżącego partnera.
Woody, z racji że wcześniej już był blisko orgazmu w ustach swojego chłopaka, teraz nie powstrzymywał się i po przyjemnej masturbacji i penetracji zagryzł wargę i zacisnął oczy, aby zaraz skończyć z cichym stęknięciem, wyuczonym na oglądaniu pornosów w domu.
To wystarczyło, by Tomas poczuł się z siebie dumny, niczym po przejściu cholernie trudnej misji w grze na poziomie zaawansowanym. Pocałował soczyście swojego chłopaka i ostatnimi pchnięciami i sobie zagwarantował triumf równy doprowadzeniu Woody’ego do orgazmu. Zaburczał, pokręcił biodrami i już w locie zamykając oczy, opadł na pościel obok gospodarza pokoju.
— K.O. Nie wstanę — wydyszał ze śmiechem.
— Ale w ogóle? W ogóle? — spytał Woody, robiąc przerwy między słowami, bo też powoli dochodził do siebie. Było bardzo przyjemnie i nie mógł tego ukryć, tym bardziej, że szeroki uśmiech sam wypłynął mu na usta, a on zapomniał o tym, że kiedyś też by chciał powkładać.
— Nooom. Przynajmniej przez następne dziesięć minut. Chyba że nagle zacząłby się tu ktoś dobijać, to bym nawet przez okno wyskoczył.
— Po co? By było, że uczyłem cię matmy — zażartował gospodarz i przekręcił się na bok. Pocałował Tomasa w gorący, rumiany policzek.
— Nago. I co, liczyliśmy włoski na moim ciele? — odpowiedział Tomas z uśmieszkiem i też się przekręcił, by móc popatrzeć na Woody’ego. — Ale słodko wyglądasz w ogóle.
Woody przez taki komentarz aż lekko się zarumienił.
— Tak? Dzięki… i, no, chyba można będzie się za chwilę ubrać.
— Nom. Ja zaraz obczaję, czy mi Jules odpisał. Ciekawe, czy coś zrobi Jude’owi… — zadumał się Tomas i westchnął głębiej. Ale jakoś przez ten seks i leżenie w łóżku z Woodym nie czuł się wcale członkiem tajnego projektu szkolnego… Było mu za dobrze, by zdawać sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa. Zresztą, jak na razie nikt za bardzo nie próbował mu zaszkodzić. Wszystko jakimś trafem obchodziło ich szerokim łukiem. Miał nadzieję, że tak zostanie do końca.

*

W klasie panowały różne nastroje, bo niektórzy byli wybitnie zadowoleni ze swojej oceny na teście, a inni krzywili się za każdym razem, gdy nauczycielka tłumaczyła, jak poprawnie miało być rozwiązane każde zadanie. Tomas był całkiem zadowolony ze swojej oceny, bo może nie miał maksimum punktów, ale zaliczył i to wszystko dzięki korepetycjom Woody’ego.
— O matulu, naprawdę? — jęknął mniej zadowolony ze swojej oceny, siedzący obok Tomasa Noel, a jego ładna twarz okolona długimi, rudymi włosami skrzywiła się w zawodzie. — Wiedziałem, że to podchwytliwe zadanie, za dużo tych danych tu było!
Tomas zerknął na niego i uśmiechnął się pod nosem. On sam zrobił je idealnie.
— Nom, a wystarczyło użyć tego wzoru. Prościzna — podsumował z zadowoleniem.
Nauczycielka tłumaczyła dalej, Tomas słuchał, a Francisco Moreno, który siedział po jego prawej stronie w drugim rzędzie, bardziej skupiał się na zrozumieniu matematycznych określeń po angielsku niż na faktycznym rozwiązaniu zadania. Jak już nieźle się porozumiewał w zwykłych kontaktach, tak czasem słowa bardziej naukowe sprawiały mu trudności. Kilka razy wychylał się do Tomasa, aby ten mu pomógł zrozumieć słowo, choć nie zawsze to zdawało egzamin, bo blondyn jeszcze bardziej motał. A do tego, co raz zerkał na niego dziwnie, tak jak inni uczniowie, jakby się upewniał, czy oświadczenie Cody’ego Solta o nieprawdziwości plotek o znęcaniu przez Sebastiana jest słuszne i czy faktycznie nie ma gdzieś na ciele śladów uderzeń.
Uwaga, uwaga! Przepraszamy za zakłócenie zajęć. Przewodniczący Samorządu Szkolnego ma dla uczniów i nauczycieli ogłoszenie! — Naraz rozległ się dźwięk z głośników podwieszonych pod sufitem w klasie, który przerwał potok słów nauczycielki, właśnie karcącej jednego z uczniów za jego podsumowanie rozwiązania zadania słowami „ale to pojebane”.
Tomas i Francisco szybko unieśli głowę i mimowolnie popatrzyli po sobie. Zawsze, gdy chodziło o innych uczestników projektu, byli wyczuleni. Szczególnie Francisco, który wciąż miał uraz do Patricka za kradzież jego ubrań.
Dzień dobry drogim nauczycielom, dzień dobry uczniowie. — Tym razem rozległ się już głos Patricka Brighta, przepełniony powagą i formalnością godną polityka na debacie. — Wszyscy już doskonale wiedzą, co wydarzyło się u nas na kampusie podczas tego feralnego weekendu. Sytuacja w toalecie, a następnie bójka są niedopuszczalnymi aktami, które sprawiają, że nasza szkoła nie jest tak bezpieczna, jak powinna być i zapewne każdy się domyśla, jak mocno zaniepokoiło to naszego dyrektora.
Tomas zmarszczył swoje jasne brwi, a Francisco wyburczał po hiszpańsku „a ty sam odwalasz durne rzeczy, ty głupi, nadmuchany hipokryto”. Tomas zrozumiał częściowo, bo uczył się już trzeci rok języka hiszpańskiego i w sumie go to rozbawiło, ale jednak był zbyt skupiony na ogłoszeniu, żeby się zaśmiać.
Wczoraj wieczorem rozmawiałem z dyrektorem — mówił dalej Patrick, a w jego tonie dało się usłyszeć poczucie wyższości, że to on rozmawia z dyrektorem szkoły na tak ważne tematy. — Wspólnie powzięliśmy decyzję o utworzeniu Uczniowskiej Straży Porządkowej…
— A jednak! Boże, ale pacan… — Noel niespodziewanie zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową, a jego rude włosy zafalowały jak płomienie w ognisku.
— Co? Wiesz coś o tym? — Tomas szybko zwrócił się do niego.
…wydaje się koniecznością w obliczu takich zajść…
— Powiedzmy. Był u mnie w pokoju, żeby zasugerować posadkę — odpowiedział blondynowi Noel ze sceptycznym spojrzeniem.
…więc już od wczoraj prowadzimy proces rekrutacyjny…
— Ciebie? Ale do straży porządkowej? — Tomas nie dowierzał.
— Powaga, nie? Podobno pytał jeszcze futbolisów, tego czarnego kolesia z kosza, pojeba z pokoju Jude’a i jeszcze kogoś z gazetki. Z gazetki. Debil.
Obecnie członków w Uczniowskiej Straży Porządkowej jest dziewięciu…
— Czekaj, czekaj… czarnego, w sensie Kevina Blare’a czy kogoś innego?
— O, no chyba tak mu było.
— A jakich futbolistów? — dopytywał dalej Tomas, bo nagle mu coś zaświtało. Czy aby przypadkiem Patrick nie zwoływał uczniów powiązanych z członkami projektu? Noel był współlokatorem Sena, więc mógłby coś na niego mieć, Kevin może z goryczy po przegranej spróbowałby szkodzić innym… Jeśli chodziło o „pojeba” od Jude’a, to zapewne Noel miał na myśli Izzy’ego, jego współlokatora, który miał nierówno pod sufitem i podobno jego szafa była obklejona wizerunkami Jude’a, jakby wcale nie patrzył na niego cały czas przez wspólne pomieszkiwanie. Tomas już był pewien, że jednym z futbolistów był ten mieszkający z Codym Soltem!
— A skąd ja mam wiedzieć? Ja, mój drogi Tomasie, obracam się wśród artystycznej części szkoły, a nie takiej, której komórki mózgowe zostały wyparte przez mięśnie. Nie znam nazwisk.
Tomas olał ten kąśliwy ton, bo już tylko skupił się na treści ogłoszenia.
Oczywiście jak sama nazwa wskazuje, USP będzie obserwowało i pilnowało porządku w szkole. Wspólnie z dyrektorem uznaliśmy, że skoro nauczyciele mają masę obowiązków na swoich zajęciach, rolę patrolowania korytarzy mogą przejąć uczniowie. Bardzo chętnie zatrudnimy do tej funkcji jakichś chętnych, jednak dyrektor postawił warunek, że wśród członków USP nie mogą znajdować się ci z nieodpowiednim zachowaniem czy pojedynczymi incydentami w ich historii, świadczącymi o niewłaściwym postępowaniu w szkole.
— USP? — Rozległo się pełne rozbawienia gdzieś z końca sali. — Raczej UPS. Ups, nikt nie będzie ich słuchał.
Kilka osób podchwyciło to ze śmiechem, a Tomas już czuł, że to przekręcenie skrótu bardziej się przyjmie niż faktyczna nazwa nowej formacji.
Każdy ze Straży będzie miał specjalną plakietkę na piersi, która da mu prawo do wydawania takich poleceń, jak opuszczenie miejsca, jeśli na przykład istnieje zagrożenie jakiejś scysji…
— Czego? Hej, Tomas, czego? — Francisco szybko wychylił się do ucznia obok, bo chciał wszystko zrozumieć, a Patrick już motał mu trudnymi słowami.
— Eee, że scysja? To kłótnia jakaś, awantura.
— Dzięki!
Tomas uśmiechnął się do niego krótko i znów wsłuchał się w treść ogłoszenia. Uważał to za naprawdę nieciekawe zagranie, bo wcale nie był pewien, czy Patrick Bright rzeczywiście chce podnieść bezpieczeństwo w szkole, czy robi to, aby zaszkodzić członkom projektu.
…będzie mógł zabrać ucznia do nauczyciela, psychologa szkolnego lub dyrektora, jeśli ten na jego oczach dopuści się niepoprawnego czynu…
— To jakaś kpina! — zawołał kolejny uczeń, który już czuł atak na swoją wolność w szkole. Większość nie była zadowolona z tego, że inni uczniowie będą mieli nad nimi taką władzę.
— Cisza! — skarciła go nauczycielka.
Straż będzie składać samorządowi raporty. Będzie patrolować korytarze szkolne…
— Paranoja…
…korytarze w internacie…
— CO?!
…i na boisku.
— Ja pierniczę, może jeszcze mandaty za złe parkowanie?!
Tomas siedział cicho i nie komentował tego wszystkiego tak jak inni uczniowie, ale był coraz bardziej podejrzliwy. Jeżeli Patrick będzie miał swoją armię, która będzie mu relacjonowała, co się dzieje w szkole, to jego wygrana w projekcie znajdzie się bliżej niż dalej.
Mówiąc w imieniu całego samorządu szkolnego, liczymy na to, że dzięki powołaniu Uczniowskiej Straży Porządkowej będzie w szkole bezpieczniej i nie pojawią się już takie sytuacje, jak sobotnia bójka w internacie. Dziękuję bardzo za uwagę i jeszcze raz przepraszam za przerwanie zajęć.
Głośnik się wyłączył, a Tomas już wiedział, że nawet sama realizacja zadań wyznaczonych przez prowadzących Project Dozen będzie utrudniona. Patrick był bardziej cwany niż mogło się to wydawać.
— Chryste… On jest nawiedzony… — wydusił Francisco.
— No — zgodził się z nim Noel i bezczelnie ugryzł batonik zbożowy, który chował pod ławką. — Chyba pogadam z Senem, by ogarnął jakieś egzorcyzmy.
Ogłoszenie wywołało tak wielki rumor, że nauczycielka nie zauważyła ucznia podjadającego na lekcji i nie mogła ogarnąć żywych rozmów, które nagle powstały. Wyglądało na to, że omówienie testu do końca musiało poczekać do następnej lekcji…

*****

Dziś wpisy do Dzienniczków zrobili:

Patrick Bright – 12.11

Colin Cross – 12.11

9 thoughts on “Project Dozen – 44 – Coraz goręcej…

  1. saki2709 pisze:

    Tomas mnie rozwala swoimi tekstami XD Ale czasem mógłby trochę odpuścić. Na pewno nie zaszkodziłoby w budowaniu napięcia. Ale ogólnie uwielbiam ich razem. I mimo że lubię Tomasa na górze, z chęcią zobaczyłabym odwrócone role. Przecież się mieli zamieniać, a on się wykręca jakimiś marnymi tłumaczeniami. Oj, nieładnie, Woody też by chciał poruchać. No, ale muszę go pochwalić, bo zdemaskował Jude’a.
    Jeśli chodzi o Patrica, to przebiegły z niego typ i chyba jednak go nie polubię. Mimo wszystko są w opku postacie, których nie lubię bardziej. Mały drań wykorzystuje władzę, którą posiada jako przewodniczący, by mieć jakąkolwiek przewagę. To całe USP nie może się dobrze skończyć. Patrick ogranicza wolność nie tylko członków projektu, ale także pozostałych uczniów. Ale jak chce mieć cała szkołę za wrogów, a nie tylko dziesiątkę uczniów, to jego sprawa. Może na początku będzie miał przewagę, ale według mnie uczniowie tego nie zaakceptują i mogą go chcieć odwołać ze stanowiska przewodniczącego. A tak w ogóle, to USP jakimś cudem zawsze mi się czyta jako UPS XD To znak, że nie wyniknie z tego nic dobrego.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Katka pisze:

    O., kryzys is coming… nie no, moze jednak bez niego sie obejda. Zobaczymy jakie maja sposoby rozwiązywania konfliktów. Bo może obejdzie się bez wrzaskow. Zooobaczymy :) A co do więzienia powinnaś powiedzieć ze jak w tym eksperymencie a nie filmie! XD film był na podstawie eksperymentu więziennego Zimbardo. Ale to jakiś dowód ze ludziom faktycznie może odbić. Więc wszystko jest możliwe z USP.

    Renka, idealne! Na pewno nie chcesz pisać PD? XD Tomasowi sie podoba. Ale oj on nie wie co Was tak bawi XD toż to tylko klimatu dodawalo! XD

    Mati, powiedzialabym ze jak dzieci z przedszkola albo nerdy. Nerdy też walą dziwnymi tekstami w nieodpowiednich momentach XD a informacja z głośników w sumie dobrze się kojarzy. Zalatuje to komunizmem. Módlmy się by Patrick nigdy nie został prezydentem… XD

    Luana, Tomasek to moje dziecie ale Shiv też jest zajebista w nerdowskich tekstach XD mamy niezły fun w pisaniu takich scenek XD Francisco i Sebastian zdaje się będą w następnym rozdziale i to w dużej ilości więc spoko :) tęsknota powinna zostać ugaszona. A Patrick jest mega kombinatorem bo też jest bardzo zdeterminowany by wygrać. Ambitne z niego chłopie więc moim zdaniem należy się co bać. Dziękujemy za wene i komentarz! Pozdrawiamy! :)

    Asus, spoko, moze jeszcze kiedyś Cię Tomas i Woody do siebie przekonają chociaż zgodzić się mogę na pewno z tym ze są taka jeszcze niedojrzala parą. Obaj wciaz szukaja tego czego im trzeba. Chociaż tu w sumie nikt nie jest dojrzała parą XD a UPS może mocno zamotac bo jak widzisz dobór członków jest niepokojący. Dum dum dum….

  3. Asus pisze:

    Woody i Tommy muszą mi jeszcze podejść. Jak na razie nie potrafię sobie wyobrazić, by wyszło z tego coś na dłużej… jakoś mi tak razem nie pasują… choć muszę przyznać, że Tomas ma swoje lepsze chwile, więc na straconej pozycji nie jest^^ ciekawe, gdzie polazł Trey i dlaczego nie nakrył ich w połowieXD miałabym ubaw życia!
    Co do pomysłu Patricka, to albo wyjątkowo chce komuś zaszkodzić, albo tak bardzo kocha bycie przewodniczącym, tudzież coś naprawdę mu padło na mózg i Noel z Senem powinni te egzorcyzmy, jako przymusową terapię prowadzić.
    Członkowie USP też nie za ciekawi, więc miejmy się na baczności!

  4. Luana pisze:

    Tomas i Woody. Hahahahahaha. Przepraszam, ale na miejscu Woody’ego to ja bym zamiast coś ten tego, to zwijałabym się ze śmiechu. Ale miło. Nie wiem skąd bierzecie te teksty i kto Tomasa prowadzi, więc szacun za wyobraźnię. :DDD Miejmy tylko nadzieję, że Tommy również da dupci swojemu chłopakowi, bo mogą być na tym punkcie zgrzyty. Z drugiej strony ciekawie byłoby. Nie jest to jednak moja ulubiona para. Tęsknię za Sebastianem i Francisco. Dzisiaj ten drugi był, ale jak na lekarstwo. :(
    USP? Mnie też kojarzy się z UPS i to takim wielkim ups. Z Patricka to niezła gnida. Czytałam w dzienniku jego spis. Kombinator. Ale teraz sobie pokombinuje co i jak i może to się odwróci przeciw niemu. :D Oby tylko nie stało się coś złego przez to co wymyślił.
    Weny. :*

    Ps. Intryguje mnie Sen i Noel. :D

  5. Mati pisze:

    Myślałem, że będą dłużej dochodzili, kto stał za tym gazem. A tu taka niespodzianka.
    Te ich teksty, masakra. Jakbym dzieci widział :D No ja wszystko rozumiem, ale „statek”, „lotnisko”? No ludzie :D
    A ta informacja z głośników, USP kojarzy mi się z komunizmem. I z „Rokiem 84” Orwella. Ale to tak na boku :)

  6. Renka pisze:

    Siły lądowe batalionu Jolene nie były w stanie dłużej utrzymywać pozycji, wywiesiły więc białą flagę w kształcie slipów.
    Doborowy szwadron Tommy wykorzystał sytuację i rozpoczął desant…
    Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać po prostu.😁

  7. O. pisze:

    Chyba coś niedługo Tomas i Woody będą mieć kryzys xD chyba że Tomi tak „przerżnie” Woodyego, że ten nie będzie mieć potrzeby na wyrzuty, że ciągle jest na dole xD
    Jesśli Kevin dostanie się do USP (mi się skojarzyło z UPC xD) to może mieszać przy projekcie. Jestem ciekawa czy psorkowie wyrażą zgodę na udział w czymś takim członków ich projektu, czy uznają to za możliwości mieszania do wygranej. I będą chcieli sprawdzić zachowania. Haha może się okazać że usp odbije jak w tym filmie, nazwy nie pamiętam. W więzieniu też jakiś projekt robili i podzielili ludzi na wieźniów i straż. Zbyt dobrego zakończenia nie było. Ale mam nadzieję że tu do czegoś złego złego nie dojdzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s