Project Dozen – 43 – Podglądani czy niepodglądani?

Była tak wielka burza, że aż bał się prowadzić. Jechał jednak po pustej drodze, już docierając pod kampus, więc nie było sensu nigdzie się zatrzymywać. Wycieraczki żywo pracowały nad tym, by cokolwiek widział, a on i tak mrużył oczy za szkłami prostokątnych okularów. Nie przyspieszał dla własnego bezpieczeństwa, choć już chciał znaleźć się w internacie. Nie tylko po to, by poczuć się bezpieczniej w czterech ścianach, ale by wreszcie zobaczyć Julesa. Od wczorajszej rozmowy telefonicznej nie czuł się w ogóle spokojny. Cały czas myślał, co robi Jules, jak się czuje i o co w ogóle chodzi z tym całym atakiem futbolistów.
Z parkingu przed budynkiem szkolnym do internatu dosłownie przebiegł, choć mocno mu w tym przeszkadzała sportowa torba, w której miał rzeczy z domu. Zmókł potwornie, niewiele widział przez mokre okulary, nie mówiąc o przemakających trampkach. Odetchnął głęboko po wejściu do budynku i ruszył do windy, zostawiając za sobą mokre ślady. Jeszcze żeby to był letni deszcz… Ale był przeklęty środek listopada!
Wjechał na odpowiednie piętro i mając nadzieję, że nie będzie musiał szukać klucza w torbie, nacisnął klamkę od drzwi pokoju. Te jednak nie ustąpiły, ale po chwili usłyszał głos Julesa ze środka.
— Kto?! — ten krzyknął i czekał na odpowiedź. Musiał spodziewać się Erika, ale też z jakichś względów zamknął drzwi.
— Eric.
Zaraz po tym, gdy odpowiedział, usłyszał kroki i drzwi się otworzyły.
— O cholera, wybacz, strasznie zmokłeś.
— Pogoda jest koszmarna — odpowiedział Eric z westchnieniem i wszedł do pokoju. Torbę położył przy ścianie i od razu zaczął rozbierać się z przemoczonej kurtki, szalika i butów. — Ale zaczęło się, gdy już byłem w drodze.
— Może do jutra przejdzie, ale na razie wygląda nieciekawie — odparł Jules, opierając się ramieniem o ścianę.
Był ubrany dość nietypowo jak na siebie, bo w luźne, materiałowe spodnie, wyglądające trochę jak od piżamy, ale z bardzo cienkiego materiału. Miał też gładką, szarą podkoszulkę i długi, bordowy kardigan, którego często już nie nosił, bo należał do tych ubrań, do których miało się sentyment, ale nie były najnowsze.
— Mhm — odmruknął Eric i w końcu zabrał się za zdejmowanie przemoczonych jeansów. Zerknął przy tym na Julesa i uśmiechnął się delikatnie. — Dobrze cię widzieć.
Jules odpowiedział serdecznym wyrazem twarzy, a jego oczy przyjemnie się zmrużyły.
— Ciebie też. Chociaż szkoda mi twojego wyjazdu — dodał, patrząc na współlokatora z ulgą. Cieszył się, że już jest.
Eric machnął ręką i powiesił jeansy na drzwiach szafy, a potem wciągnął na tyłek spodnie dresowe.
— Nie ma czego żałować — powiedział, cały czas zerkając na współlokatora. — Jak się czujesz?
— Obolały. Dawno już mnie tak nikt nie potłukł. I niewyspany. Niby jest cała afera z tą bójką, ale chyba jeszcze nie odpuścili i w nocy ktoś co kilka minut walił w drzwi. Nie wyspałem się za bardzo. — Zaśmiał się na siłę i zerknął na Erika z nadzieją. — Dostanę na te smutki powitalnego całusa?
Drugi chłopak ze zmartwioną miną podciągnął czarne, proste spodnie i podszedł do niego. Ujął go za oba policzki i pocałował czule.
— Dyrektor powinien coś z tym zrobić. Albo samorząd, ktokolwiek. Może powinni wyznaczyć jakieś dyżury, by obserwowano korytarze. Zbyt wiele się dzieje — powiedział z napięciem, ale nie odsunął się ani na centymetr. Stał tuż przed swoim chłopakiem.
— Uspokoi się, przejdzie im za jakiś czas — odparł Jules, samemu kładąc jedną dłoń na biodrze drugiego chłopaka. Zdecydowanie lepiej się czuł z jego wsparciem. — Zresztą to nie pierwsza akcja przeciwko futbolistom, a tamta też ucichła.
Eric westchnął cicho, podsunął się i przytulił do siebie Julesa. Delikatnie, bo wiedział, że ten jest obolały. Widział to nawet po jego postawie. Daleko mu było do dobrej formy.
— Masz zwolnienie z WF-u na teraz? — zapytał, na razie najpewniej chcąc zadbać o Foxy’ego, nim przejdzie do cięższego tematu i rozmowy o tym, co się dzieje w szkole. To nie był teraz dla niego priorytet.
— Ta… Raczej tak. Knopper przy tym był, więc nie wydaje mi się, aby robił problemy na zajęciach.
— Mhm. Okej. Chodź, usiądźmy na łóżku — zasugerował Eric, głaszcząc go po plecach ostrożnie. Jego głos też był przyjemnie łagodny i głęboki. Jules doskonale słyszał w nim ciepłe uczucia skierowane w swoją stronę.
Nie dał się długo przekonywać. Z chęcią usiadł ze swoim chłopakiem na łóżku i przylgnął do niego. Tak, czucie czyjegoś ciepła było zbawienne. Ale jednocześnie czuł się z tym trochę źle, bo wiedział, że wkręca przez swoją osobę Erika w coś, w co ten nigdy by z własnej woli nie wszedł.
Eric czuł, że Jules jest jakiś bardziej tulaśny, przylepiający się i że szuka w nim ukojenia. Objął go w ramionach i potarł jego całkiem szerokie plecy.
— Foxy, co jest? — mruknął przy jego uchu. — Jesteś zdołowany, bo nagle się namnożyło wrogów, czy to coś innego? — dopytał. Coraz bardziej martwił się, w co wpakował się Jules i czy to coś nie sprawiało, że teraz tak się zachowywał.
— Dawno nie miałem tak nieprzyjemnej sytuacji, jak ta. To serio trochę dołujące — odparł ten z ciężkim westchnieniem, starając się jak najmniej kłamać.
Nie pomagało to Erikowi w niemartwieniu się o swojego chłopaka. Było mu przykro, że to się wydarzyło i że Foxy oberwał za coś, czego nie zrobił. Tak jak on sam słuchał głupich żartów o byciu z Julesem, kiedy jeszcze nie był z nim rzeczywiście, a jedynie został w to wkręcony. Zawsze bolało obrywanie za kogoś.
— Może znalezienie prawdziwego sprawcy by to rozwiązało — rzucił po chwili, wciąż go głaszcząc i co raz wsuwając palce pod jego ubranie, na nagie plecy.
— Też o tym myślałem. Ale nie wiem, czy to mimo wszystko nie nakręci jeszcze bardziej tego wszystkiego. — Jules głośno wypowiedział swoje myśli. Jeszcze nie był pewien, jak to wszystko rozplanować, ale wolał wiedzieć, kto napisał ten komentarz na facebooku. — Tylko że inaczej będę już zawsze wrogiem publicznym futbolistów.
Eric cofnął się trochę, by popatrzeć poważniej na jego twarz. Jakby nie patrzeć przystojną twarz, wzbogaconą w urocze, bardzo blade piegi i niebieskie, w tym momencie ufne oczy.
— Futboliści potrafią być niebezpieczni, Jules. Może im odwalić i coś ci zrobią… Nie wiem, kim jest ten, kto cię wkopał i jaki miał cel, ale wydaje mi się, że lepiej być wrogiem jednego człowieka niż całej zgrai. Szczególnie tak zorganizowanej jak futboliści.
Jules nie mógł się z nim nie zgodzić.
— Mhm, wiem. Ale jeszcze nie wiem, kto to napisał. Tomas zaoferował się, że pobawi się w małego hakera.
— Miło z jego strony. Dobrze, że ci pomógł — rzucił Eric, spuścił na chwilę wzrok na kolana i przesunął szczupłymi palcami po swoim udzie. — Powinienem był tu być — dodał cicho.
— I co byś więcej zrobił? — Jego chłopak cmoknął go w ramię. — To urocze, ale radzę sobie. Bardziej czy mniej, nie uniknąłbym tego, jakbyś nie wyjechał.
— Kto wie? — Eric wzruszył ramionami, aż w końcu spojrzał mu poważniej w oczy. — Jules, co się tu dzieje?
— W sensie?
— W szkole od początku roku co chwilę jest jakaś afera i przestaje to wyglądać na zwykły zbieg okoliczności. Coś jest na rzeczy. Ta tęczowa flaga na mojej szafce, twoja bójka z Kevinem Blarem na dachu szkoły, ten ktoś biegający jak szaleniec w przebraniu KKK po boisku, teraz to… O co chodzi? — Eric nie mówił ani głośno, ani szybko, bo z natury był bardzo powściągliwy, ale i tak dało się wyczuć jego powagę i zaniepokojenie. — Istnieją nagle jakieś tajne zakłady wśród uczniów, o których nie wiem?
— Jeśli tak, to ja też o takich nie mam pojęcia — odparł Jules, czując się poważnie winny, że mami Erika. Ale przecież w umowach dotyczących tego cholernego projektu eksperymentalnego było jasno powiedziane, że nikomu nie wolno nic zdradzić. A to było kłopotliwe, kiedy chciało się być szczerym ze swoim, martwiącym się o drugą połówkę, chłopakiem.
Eric opuścił głowę i wsunął palce we włosy. Chwilę tak trwał, pochylony i oddychający głęboko. Martwił się o Julesa, o to wszystko, co się działo i czego nie rozumiał. Nie chciał być znowu w coś wplątany i nie chciał, żeby jego współlokator, przyjaciel i chłopak w jednym też tego doświadczał. Ponadto niepokojące było, że nie mogli niczego przewidzieć, że te wszystkie wydarzenia były takie niespodziewane i pozornie niemające ze sobą nic wspólnego…
Jules objął go w pasie i oparł brodę o jego ramię.
— Ej, nie martw się, bo zaczynam się zastanawiać, czy cię trochę nie… rozluźnić — zamruczał, masując go i chcąc uciec od tematu tego, co się działo w szkole. Sam wiedział, na co się pisze. To Eric miał gorzej, bo dla niego było to wszystko takie nieoczekiwane i pewnie niepokojące.
— Nn… — Eric najpierw tylko mruknął, po czym wyciągnął dłoń i położył ją z tyłu, na włosach Julesa. Pomasował go po nich. — Ty potrzebujesz otuchy. Ciebie pobili, nie mnie. Ja tylko jestem… zagubiony. Cały czas, od początku roku — mówił, odnosząc się do wszystkiego, co się działo. Nie tylko w szkole, ale i pomiędzy nimi. — I cały czas mam wrażenie, że czegoś mi nie mówisz i jeszcze bardziej przez to nie wiem, co myśleć — dodał ciszej.
— Nie wiesz, co myśleć, czy co powinieneś myśleć? — spytał Foxy już trochę poważniejszym tonem, ale nie odsunął się. Zastanawiał się, czy są podsłuchiwani. Teraz jakoś bardziej go to niepokoiło, niż kiedy uprawiali seks.
— A to nie to samo? Jules, ufam ci jak nikomu — powiedział Eric szczerze, odpowiadając pewnym spojrzeniem. Siedział bokiem na łóżku, tuż przy swoim chłopaku i naprawdę miał na myśli to, co mówił. Jules Fox był mu niezwykle bliski i dowiedli sobie tego wiele razy, wspólnie mieszkając. — Nie chcę poczuć się… oszukany.
Jules czuł się jak ostatnia menda, dlatego chwycił Erika za szczękę, odwrócił jego głowę do siebie i pocałował go.
— Zaufaj mi na chwilę, proszę — poprosił cicho wprost w jego usta i objął go za kark, chcąc, aby się położyli.
Eric popatrzył na niego pytająco, gdy tylko opadł na plecy, na łóżko. Okulary trochę mu się przekrzywiły.
— Foxy…
— Mmm… jeszcze chwilę — poprosił ten i pociągnął cienkie prześcieradło, aby ich lekko przykryć. Zaraz po tym zaczął mozolnie się rozbierać, nie przestając całować swojego współlokatora.
— Jesteś poobijany. Co ty robisz? — Eric zaniepokoił się i sięgnął do jego ciała.
— Chcę ci coś powiedzieć, abyś nigdy nie żałował, że mi tak ufasz — odparł Jules i nie dał się odsunąć, tylko znowu pocałował Erika, nim się wyprostował.
Klęcząc nad nim, zdjął koszulkę. Brzuch miał czerwony i fioletowy od siniaków. I niestety nie tylko brzuch. Ale w tej chwili, kiedy znowu się pochylał do pocałunku, nie wyglądał na takiego, który się tym przejmuje.
Eric znów jęknął cicho z protestem, ale odpowiedział na pocałunek, a jego dłonie subtelnie, jakby całe życie obchodziły się z czymś kruchym i delikatnym, dotknęły nagich boków drugiego chłopaka. Nie chciał mu zrobić krzywdy i uważał, że Jules był koszmarnie lekkomyślny, pakując się z kamerą w każdą możliwą sensację. Ale… uwielbiał w nim to, jaki był żywiołowy, zadziorny i pewny siebie. Tylko dlaczego czasami sprawiało to tyle kłopotów? Takich, o których źródle miał się zaraz dowiedzieć wbrew zakazowi mówienia o projekcie komukolwiek spoza niego.
— Eric… całuj mnie dalej i nie reaguj gwałtownie, proszę — zamruczał Jules, kiedy scałował się do ucha swojego chłopaka z mocnym postanowieniem, że jednak ten jest dla niego ważniejszy niż niepewna kariera po wygranej w projekcie. — Chcę ci powiedzieć, o co tu chodzi, ale… nie możesz o tym wiedzieć.
Poczuł pod swoimi dłońmi, że jego chłopak spiął się. Nie zareagował jednak raptownie, nie podniósł się, a na razie w miarę spokojnie czekał na to, co miał usłyszeć.
— Dobrze… — wydusił tylko cicho, obejmując Julesa w pasie. Odpowiadał też na pocałunki, choć nie wiedział, dlaczego Jules mu to nakazuje. Nie mieli przecież podsłuchu…
Foxy był mu bardzo wdzięczny za jego spokój i opanowanie. Czasami ogromnie to w nim cenił, jak chociażby w tej chwili, kiedy niespiesznie dotykał go po bokach, klęcząc nad nim i całując po szyi. Dzięki temu mógł wyszeptać mu do ucha, nie zdradzając, o czym rozmawiają:
— W szkole jest w tym roku prowadzony pewien projekt naukowy. Bierze w nim… — znowu go pocałował — udział dwunastu uczniów. W tym ja. Dostajemy zadania do wykonania, a ten, kto wytrwa najdłużej, otrzyma nagrodę.
— Kto to prowadzi? — zapytał szeptem Eric, nie okazując zdumienia, które musiało go ogarnąć. Drugi chłopak poczuł to przez jego szybciej bijące serce i to, że dłonie na jego plecach zwolniły swoje ruchy.
— Kilku profesorów z różnych uczelni stanowych, na zlecenie rządu — wyjaśnił Jules i złapał Erika za brodę, całując go dłużej i namiętniej. Jakby się bał, że to ich ostatni pocałunek. A nie chciał, aby tak było.
Jego chłopak nie przerwał pocałunku. Wręcz przeciwnie, przedłużył go, nie chcąc przerywać, a przy tym trawiąc to, co usłyszał. Pytania zaatakowały jego głowę, jak krople deszczu podczas oberwania chmury. I były równie nieprzyjemne. Nie wiedział, które zadać pierwsze, bo tak naprawdę niemal każde dotyczyło szczegółów projektu, o którym mówił Jules, ale ostatecznie zapytał o coś zupełnie innego.
Odsunął głowę i spojrzał z bliska w niebieskie oczy przed sobą.
— Chcesz, bym cię w tym wspierał i z tobą o tym rozmawiał, czy bym nie wracał do tego tematu i pozwolił ci działać samemu?
— Nie powinieneś w ogóle o tym wiedzieć, nie mogę więc nawet cię prosić o jakiekolwiek wsparcie. Chcę tylko być z tobą szczery — wyszeptał Jules i potarł nosem o bok szyi Erika. Ten pachniał trochę deszczem, trochę sobą.
— Dzięk… — zaczął Eric, po czym cały zesztywniał, odetchnął cicho i spojrzał ponad ramieniem Julesa w sufit nieco szerzej rozchylonymi powiekami. — Ktoś nas może teraz widzieć lub słyszeć? — zapytał ledwo słyszalnym szeptem.
— Mam nadzieję, że nikt — odparł Jules i zsunął się na bok, aby nie leżeć na współlokatorze. Nie było mu wygodnie, chociaż ten był bardzo przyjemny do przytulania. Do tego jakkolwiek by nie chciał, nie miał nastroju, za bardzo się denerwował tą rozmową. — Ale jeśli już, to ci profesorowie.
Eric znów odetchnął głębiej i zdjął z twarzy okulary. Odłożył je na szafkę przy łóżku Julesa i ukrył twarz w dłoniach.
— Wiedząc to, kochałeś się ze mną.
— Nikogo to nie oburzyło, więc mam nadzieję, że wciąż będę mógł to z tobą robić, kiedy tylko będziesz chciał. — Jules specjalnie nie mówił „jeśli będziesz chciał”, bo obawiał się, że Eric mógł stracić ochotę i spojrzeć na to, co mieli między sobą, jeszcze raz, ale z większym dystansem. Co z tego, że przecież nie widzieli żadnych kamer w pokoju i nic nie wydawało się podejrzane? Wszystko było możliwe, a obaj doskonale wiedzieli, że przecież eksperymenty zawsze były dobrze monitorowane.
Jego współlokator odsunął się i zszedł z łóżka. Z dłonią przy ustach, myśląc o tym wszystkim, usiadł na fotelu przy swoim biurku i przez chwilę patrzył przez okno na zamglony obraz nie tylko przez brak okularów, ale i nieustającą ulewę. Deszcz zasłaniał niemal cały widok. Nie dało się dostrzec nawet drzew na skraju lasu przy boiskach szkolnych.
— Masz świadomość, że ktoś ogląda nas w łóżku… — zaczął powoli, ale słowa z trudem przechodziły mu przez gardło — i wciąż chcesz to robić. I nie powiedziałeś mi, że ktoś może nas widzieć, mnie widzieć… O Jezu, Jules…
Foxy poczuł, jakby po tych słowach dostał jeszcze jeden cios w brzuch.
— Nie mam jak sprawdzić, czy ktoś to widział. Zakładam jednak, że nie. To byłoby zbyt prywatne. Jedyne, do czego jesteśmy zobowiązani, to wypełnianie zadań i pisanie im notek o postępach — spróbował, już wiedząc, że jego tajna konspiracja właśnie została zniszczona, jeśli faktycznie ktoś to oglądał. Albo słuchał. Ale i tak Eric był ważniejszy.
Nie od razu otrzymał odpowiedź, a atmosfera w pokoju była napięta i nieprzyjemna. Eric na pewno nie tego się spodziewał, przyjeżdżając tutaj, aby dowiedzieć się, co się stało. Wyglądał, jakby nawet nie wiedział, jak powinien na to reagować, a co dopiero, co o tym myśleć.
Gdy obejrzał się w stronę Julesa, pokręcił głową i powiedział cicho, ale pewnie:
— Dopóki się nie dowiemy, czy ktoś tego nie ogląda, nie chcę się tu kochać. To jest dla mnie ważne. Jules, nie jestem zabawą, jak ten projekt i jeśli mnie tak traktujesz, to ja nie mogę…
Drugi chłopak lekko się skrzywił. Podejście Erika nie było mu w tej chwili w ogóle na rękę, ale nie mógł mu się dziwić. Nie był taki jak on i za to go lubił i cenił.
— Nie traktuję cię jak zabawy, tego projektu także. Jakby była to zabawa, nie dałbym się za nią pobić.
— Więc pewnie masz duże profity z tego projektu — podsumował Eric i wyciągnął się po swoje okulary. Założył je i wrócił na swoje miejsce. — Ale to nie ty… nie ty podłożyłeś mi tę flagę, prawda? — dopytał, wiedząc równocześnie, że to pytanie jest jak cios poniżej pasa na polu ich przyjaźni. Ale musiał zapytać. Musiał wiedzieć, co jest dla Foxy’ego priorytetem. Czy jednak Jules mimo tego, jakim był zachwycającym chłopakiem, nie poddał się równocześnie podążaniu do celów za wszelką cenę? Jakichkolwiek celów, w tym zdobywania go. Może nie pomyślałby tak, gdyby nie to, że Foxy nie był w stu procentach pewien, że nikt ich nie podgląda. A jednak, nie mówiąc mu, uprawiał z nim seks.
Jules mocno się zdziwił tym pytaniem. Aż sam się uniósł na łóżku, patrząc na przyjaciela z pretensją za to, że w ogóle to zasugerował.
— Co? Nie. Nie zrobiłem nic, co by ci sprawiło problemy. Jedyne, co mam wspólnego z tą flagą, to to, że przez nią i te plotki… inaczej zacząłem o tobie myśleć.
Eric w końcu podjechał do niego na krześle. Podsunął się do niego tak, jak tylko się dało, wychylił się i jedną dłonią ujął go za policzek, a drugą położył na jego posiniaczonym brzuchu.
— Wybacz to pytanie. Musiałem zapytać, by nie patrzeć na to wszystko inaczej. Jeśli coś ma się między nami zmieniać… — mówił cicho, delikatnie poruszając palcami po jego skórze — to tylko tak, byśmy się do siebie zbliżali.
Jules spojrzał na jego palce i uśmiechnął się delikatnie. Nie tak, jak robił na filmikach, nie sztucznie, a ciepło, choć trochę smutno. Bo wiedział, że nie był dobrym chłopakiem, któremu można było ot tak zaufać. Na pewno nie po tym, co właśnie zdradził.
— Nie chcę, żebyś się w to mieszał, nie chcę, żebyś miał przez to problemy, ale postaram się cię ostrzegać, jeśli coś będzie się działo. Albo miało wydarzyć. A w razie czego zrezygnuję, bo jesteś dla mnie ważniejszy niż sława i pieniądze. Z tobą u boku jakoś sam do niej dojdę. — Zaśmiał się na koniec dla rozluźnienia.
Eric jakby dopiero teraz spostrzegł, jak duża jest stawka, o jaką gra Jules. Objął go za szyję i przytulił, a dłoń przesunął na jego włosy.
— Nie. Spróbuję ci w tym pomóc, bo skoro już masz rany wojenne, nie możesz pokazać białej chorągiewki. Lubisz być w świetle reflektorów, więc nie wycofuj się — dodał pewnie, choć miękko.
— Rany wojenne! — Jules zaśmiał się i pocałował Erika. — Ale to mogę? — spytał jeszcze, bo nie chciał tracić chociaż tego.
— Tak. To tak — potwierdził Eric i sam przekręcił głowę, aby odpowiedzieć na pocałunek. Nawet jeśli ktoś ich podglądał, już to widział. Wiedział, że są parą, która ukrywa się w czterech ścianach tego pokoju. A skoro byli to profesorowie, nie mogli im zaszkodzić bardziej podle, niż mogliby to zrobić nastoletni chłopcy dążący do swojego celu bez względu na krzywdę innych.
Jules uśmiechnął się w jego usta i zamruczał z przyjemności.
— Połóż się jeszcze na chwilę ze mną i odpowiem ci na każde pytanie, jakie będziesz miał, hm?
Eric przemyślał to krótko i zgodził się skinieniem głowy. Miał wiele pytań, ale mieli czas. Było niedzielne, deszczowe popołudnie, jutro dzień wolny z racji święta, a Jules zapewne nie chciał wychodzić po tym, co się wydarzyło. Musieli nie tylko wyjaśnić sobie wszystko, co było związane z projektem, ale też pomyśleć, co robić dalej. Eric więc uznał, że położenie się przy tym obok siebie jest dobrym pomysłem.
Odsunął fotel do biurka, wszedł pod pościel swojego chłopaka i objąwszy go ostrożnie, ułożył się wygodnie. Nie wiedział, od czego zacząć, więc po prostu pytał o pierwsze rzeczy, jakie przychodziły mu do głowy. Nie po to, by zaspokoić swoją ciekawość, ale by poznać, na czym stoją, co zagraża Julesowi i jak to wszystko przetrwać. A jeśli było to dla Julesa ważne, chciał mu pomóc. Tak jak on mu pomógł, odkrywając przed nim samym, czego tak naprawdę pragnie i dając jemu, szaremu, nierzucającemu się w oczy chłopakowi, takiego wartościowego, otwartego, rozchwytywanego przez użytkowników Internetu kogoś. Eric czuł się z nim szczęśliwy, mimo że równocześnie miał wrażenie, że stąpa po starym, rozpadającym się moście nad wielką rozpadliną. Miał nadzieję, że w tej wędrówce Jules nie puści jego dłoni ani na moment.

21 thoughts on “Project Dozen – 43 – Podglądani czy niepodglądani?

  1. TigramIngrow pisze:

    Bardzo mądrze Jules postąpił, aż jestem zaskoczona. Dobrze, że postawił na relację, a nie na ten projekt. W tym momencie już jest dla mnie wygranym, bo umiał postawić jasne granice, w kwestii zaufania drugiemu człowiekowi. Bo jak to by się wydało później, to byłby na straconej pozycji. A tak…? Mądry chłopak.

  2. Katka pisze:

    Anony, niestety nie da rady częściej wypuszczać rozdziałów. Walczymy i tak, by mieć jakiś zapas i jest z tym często ciężko :( Więc trzeba jednak to oszczędzać, byście w ogóle mieli co czytać XD

  3. Anony pisze:

    to może skoro jest tyle par i akcja dzieje się na tylu frontach to może udałoby się wam coś pokombinować żeby rozdziały były częściej? Jako czytelnik byłabym baaardzo zadowolona:D

  4. Katka pisze:

    Anony, nooo, sama się dziwię, że Eric się nie rozpłynął! Ja bym się rozpłynęła. Niemniej, Julesowi trzeba pogratulować dojrzałego podejścia. Niestety nie pamiętam, kto będzie w następnym rozdziale, ale tak… chyba nie z tą dwójką. Ale czekanie na pewno się opłaci ;) Staramy się, by jednak cały czas się coś działo, więc mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić :)

  5. Anony pisze:

    no no Eric bardziej się martwi, że ktoś ogląda jego seksy niż, że jego facet bierze udział w jakimś szemranym projekcie… oj nieładnie! Jules błysnął klasą i dojrzałością i aż dziw, że Eric nie rozpłynął się na takich deklaracjach! oj nieczuła potwora!zabrakło mi jakoś czułości ze strony Erica…. obawiam się, że to teraz Eric może coś spieprzyć, skoro Jules tyle zaryzykował i mu powiedział, jest na „czystej”pozycji… oj chyba poczekamy na kolejny rozdział z chłopakami:( ale trzyma mnie nadzieja, że będzie warto poczekać:P

  6. Katka pisze:

    Luana, yey, Jules dostaje tyle mentalnych high five od Was, hehe. No dobrze chłopaczyna zrobiła, dobrze. Chociaż podziw dla niego. Ja sama nie wiem, co bym zrobiła. Bardzo dużo ryzykuje. Ale właśnie, to jest kwestia postawienia odpowiednich wartości na odpowiednich miejscach. Wybrał bardzo dojrzale jak na nastolatka XD

  7. Luana pisze:

    Cieszę się, że Jules powiedział o wszystkim Ericowi. Pokazał, że na nim bardziej mu zależy niż na projekcie. Tym bardziej, że do wszystkiego może dojść sam, ciężką pracą, a miłości nie znajdzie ot tak. Dobrze zrobił. Popieram jego wybór. :)

  8. Katka pisze:

    C., Eric przybył niczym książę na białym koniu! XD Szkoda tylko, że Tomas ubiegł go z pomocą. Ale liczą się chęci XD A obserwacja jakaś musi być, chociaż wciąż nie wiadomo, czy kamery są tylko w szkole, czy też w internacie. Dość wnikliwa by to była obserwacja, niemniej… no jednak zasady projektu są określone, a panowie profesorowie muszą mieć możliwość sprawdzać, czy nie zostały złamane. Dum dum dum duuuum…

  9. C. pisze:

    Fox całkiem dzielnie znosi całą sytuację! Brawa dla niego. Ale też uroczo, że Erik tak do niego pospiesznie przybył i o niego zadbał :D.
    Natomiast przyznam, że do tej pory nawet nie pomyślałam o tym, że mogą być obserwowani aż w takim stopniu. Nie zależnie od tego, czy jest to prawda, to brzmi jak najbardziej prawdopodobnie. Fajny pomysł!
    Mam tylko nadzieje, ze nikomu nic przykrego się w związku z tym nie stanie…

  10. Katka pisze:

    Aeneryss, czyli ogólnie rzecz biorąc Jules Cię zaskoczył ;D To w sumie dobrze. Wychodzą z niego bardziej pozytywne cechy, bo czasem, mam wrażenie, pokazuje się od strony też tej, która miesza i nie zawsze postępuje fair play. Zaś co do reakcji Erika – projekt projektem, ale jednak on, tak jak zawsze pokazujemy, jest osobą, która lubi być w cieniu, więc trochę straszne mu się wydaje to, że może być podglądany jak w jakimś reality show. To mu zdecydowanie nie pasuje. Haha, no i chyba serio macie traumę po tym NBTS, bo zawsze, gdy pojawia się podobna sytuacja, to ktoś nawiązuje do tego XD

    Mati, taaak tu, ważyło się to, co jest dla niego bardziej ważne. No i może do akcji nic faktycznie nie wniosło, ale tylko takiej, jak projekt, bo jeśli chodzi o naszą romansową akcję, to Jules dał tutaj duży popis oddania, więc to na pewno pchnie trochę dalej jego związek z Erikiem :)

    Saki, oj tam oj tam, mówienie do nieistniejących osób nie jest szkodliwe, wiec nie ma się co przejmować XD A do tego jest na swój sposób urocze. Ale masz ogólnie rację – Jules może zdobyć to, co chce, swoim zacięciem i wszystkimi tymi atrybutami własnego charakteru, z kolei żeby trafić na drugą bratnią duszę i jeszcze uzyskać odwzajemnienie, to trudno o takie szczęście. Więc właściwie wybrał lepiej. No ale to się jeszcze okaże. Jego związek z Erikiem też w końcu nie jest pewien. Zaś kontrola profesorów to sprawa kolejna – jak to robią, jak mocno wchodzą w prywatność uczestników i czy faktycznie są tylko szczurki, czy ktoś jeszcze. Często niestety eksperymenty mają to do siebie, że nie zawsze są moralne, więc wszystkiego się można spodziewać. Podobają nam się w każdym razie Twoje teorie spiskowe :D Lubimy o nich czytać :D Haha, a ban na seks – no niestety XD Całkiem bezboleśnie ta rozmowa nie mogła przejść, więc niestety… XD No ale to nastolatki, na pewno wymyślą na to jakiś sposób XD dla chcącego nic trudnego :D Pozdrawiamy również!

  11. saki2709 pisze:

    Foxy, jestem z ciebie dumna. Według mnie zrobiłeś to, co powinieneś. (Czy ze mną jest coś nie tak? Mówię do wymyślonych ludzi… No nic, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza) Według mnie Jules zrobił dobrze, mówiąc o wszystkim Ericowi. Dzięki temu widać, co jest dla niego ważniejsze i cieszę się, że wybrał miłość, a nie sławę. To drugie może osiągnąć z pomocą projektu czy bez, a drugiego takiego jak Eric może nigdy nie spotkać. Już od pewnego czasu się zastanawiam, czy nie mają jakiegoś podsłuchu, ewentualnie kamer. Jakoś muszą to wszystko kontrolować, a szczurki nie wystarczą, żeby ogarnąć cały projekt. Jeśli mają podsłuch, to Jules raczej zostanie zdyskwalifikowany, bo przecież złamał jedną z głównych zasad. Ale mam nadzieję, że nawet jeśli tak się stanie, to nie będzie zwalał winy na Erica i nadal będą taką słodką parą, jaką są. Że to nic między nimi nie zmieni. Coś mi jednak mówi, że nawet jeśli nie ma tego podsłuchu/kamer, to i tak profesorowie jakoś się o tym dowiedzą. Mimo że Seba i Franio są teraz zajęci tym, co się między nimi dzieje, mogą zauważyć zmianę w zachowaniu współlokatora Foxa i skojarzyć fakty, a potem donieść o tym profesorom. Nie jest też powiedziane, że szczurki są jedyną wtyką. Może jest ktoś jeszcze, o kim nie wiemy? No dobra, kończę z tą teorią spiskową, bo chyba mnie wyobraźnia za bardzo ponosi. Może nikt się nie dowie i tylko na darmo się tym przejmuję?
    Trochę szkoda, że Foxy dostał bana na seks do momentu, kiedy się nie upewni, że nikt ich nie podgląda, no ale przynajmniej Eric nie zabronił mu się całować. Mogło się skończyć gorzej.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny

  12. Mati pisze:

    Jak dobrze, że Jules mu powiedział. Pokazał, że Eric jest ważniejszy. I bardzo dobrze.
    A sam rozdział taki przyjemny, niezbyt wnoszący coś do akcji (wg mnie), nie licząc poznania prawdy przez Erica.

  13. Aeneryss pisze:

    Jedną z ulubionych* jak tak teraz myślę to całe podium ulubionych par wbiło mi się na pierwsze miejsce i nie mogę nikogo zrzucić, więc sześć osób ciśnie się na sczycie i wesoło machają do tej dwójki która została na czwartym. No ale tamci przynajmniej mają dla siebie miejsce ;)

  14. Aeneryss pisze:

    W sumie zdziwiło mnie, że Foxy do wszystkiego się przyznał. Myślałam, że powie, że coś się serio dzieje i jest w to zamieszany, ale nie może zdradzić szczegółów i potem by się tym zadręczał. Ale dobrze, że ceni swojego chłopaka jednak bardziej niż projekt. Co do reakcji Erica….. jego chłopak wyznał mu, że bierze udział w jakimś podejrzanym projekcie, oboje już przez to ucierpieli, ale on praktycznie się tym nie przejął. Przejął się tym, że mogą być podglądani. No cóż, czemu nie. Ale początek rozdziału, kihedy tak się martwił i jechał przez burzę… miałam ciarki. Burza i samochód…. NBTS ;-; ale się nie rozbił! Aż się zdziwiłam xD
    No i końcówka, ten rozpadający się most, strasznie depresyjna wizja ;-; ale dobrze, że wierzy w Julesa. Mimo wszystko, są moją ulubioną parą i cieszę się, że projekt jeszcze niczego pomiędzy nimi nie popsuł c:

  15. Katka pisze:

    O., zdecydownaie w szczególności, gdy mieszka się ze swoim chłopakiem, a tutaj panowie psorkowie mają dwie takie parki, hehe. Chociaż nie powiedziane jest, że Sebcio i Franio też są pod kontrolą. Jules dużo zaryzykował, ale to chyba świadczy o jego oddaniu wobec Erika :) Trzeba widzieć w tym plusy :D A Eric jak widać jest przewidywalny, ale może to dobrze XD

  16. O. pisze:

    Jeżeli faktycznie jakieś pluskwy by mieli mieć to jest to bardzo nie fair. W szczególności gdy mieszka się ze swoim chłopakiem.. Biedni.. Zdani zostali na tulasy i krótkie pocałunki. Ale może za jakiś czas odpuszcza..
    Jukes dużo zaryzykował.. Mam nadzieję, że jego słowa że przy Ericu sławę osiągnie są prorocze xD Eric postepuje tak jak myślałam – chce być wsparciem choćby się waliło i paliło. Teraz tylko nie może dać po sobie znać, że coś wie..

  17. Katka pisze:

    Renka, ja mam czasami wrażenie, że Jules w ogóle potrafi być zaskakujący, jeśli chodzi o Erika. Staje się trochę inną osobą i bardziej widać, że potrafi mu zależeć na drugim człowieku bardziej niż na własnej sławie czy karierze. Chociaż może to po prostu kwestia tego, że to Eric, czyli dla niego ktoś bardzo ważny :D

    Sabrinetaylor, czasem mam wrażenie, że właśnie ci, którzy nie biorą udziału w projekcie, mają wręcz ciężej niż ci, którzy biorą XD Bo obrywają rykoszetem, a rywale mają jednak jakiś wpływ na to, co się dzieje i mogą się przygotować. No ale Foxy na pewno będzie się starał, by Eric bardziej nie oberwał :)

    Liv, ojej, „jest najlepszym czlowiekiem w całym opowiadaniu” :D Jak to słodko brzmi. W ogóle w całym Twoim komentarzu widać, że go naprawdę lubisz i badzo mnie to cieszy. Super, że dobrze się czyta o tej dwójce, są zdecydowanie specyficzni, chociaż staramy się, by każda para była oryginalna, haha. No ale, ale, miło że spodobał się rozdział po całości wypełniony tą dwójką. Co do kamer w pokoju – no jest to dość mocna infiltracja, ale właśnie pytanie, jak to przebiega. Czy Mark faktycznie wie o tym, jeśli to ma miejsce w pokojach (de facto powinien), czy w ogóle nie chodzi tylko o mikrofony – choć chyba lepiej dla Julesa by było, gdyby tu chodziło tylko o kamery, bez mikrofonu. Bo w ten sposób nie mogliby profesorowie udowodnić mu, że zdradził tajemnicę. Ale jakby ten profesorek oglądał to porno (swoją drogą genialne pomieszanie słów w pierwszej wersji XD), to chyba wolałby jednak ten mikrofon… XD Ciekawe, czy psorkowie byli przygotowani na takie ekscesy, hehe. Ale w końcu badają nastolatków – można się więc wszystkiego spodziewać. Ale, ale, ogólnie bardzo nam miło, że rozdział się tak spodobał :) Stabilne położenie faktycznie mają, o ile własnie nic nie wyjdzie na jaw. Jeśli nie, to można powiedzieć, że Jules ma pomoc w projekcie :)

    Omega, dokładnie, jest duże prawdopodobieństwo, że Foxy zostanie zdyskwalifikowany, bo przecież było powiedziane, że nie można zdradzić tajemnicy. Pytanie, czy profesorowie mogą to sprawdzić, bo jak mówisz, muszą to jakoś kontrolować. Pytanie zatem, jak daleko ta kontrola sięga… Ale ogólnie zainspirowałaś mnie tą ciekawością, jak to wygląda ze strony profesorów. Muszę o tym porozmawiać z Shiv XD

  18. Omega pisze:

    Odkąd Foxy powiedział Ericowi o projekcie, mam przeczucie, że zostanie zdyskwalifikowany .-. Mam nadzieję, że się tak nie stanie, bo jednak lepiej nie stracić najbliższej osoby przez ciągłe ukrywanie czegoś takiego. Kamery są możliwe, bo jednak profesorowie wiedzą gdy ktoś wykona lub nie wykona zadania, choć jestem ciekawa jak ten projekt wygląda z ich strony… Dużo weny wam życzę i nie mogę się doczekać następnego :)

  19. Liv pisze:

    Eric jest za dobry, jest najlepszym człowiekiem w całym opowiadaniu. ^^
    Ale mi się podobało, ta para jest taka kochana. Wprawdzie dla mnie dzięki Erikowi, ale naprawdę genialnie mi się o nich czyta. c;
    I ulżyło mi, jak Jules powiedział o wszystkim Erikowi. Nie bylam pewna czy to zrobi, dopóki nie przyjechał Eric, bo przy nim Jules staje się od razu lepszy. Ale o jeeeeez… Ta scena mnie wzruszyła… :3
    Ale ok. Kamery w pokoju? Jakoś strasznie oburzona nie jestem, ale to już byłoby poważnie nie tak. xd
    Nie zdziwiłabym się nawet tak bardzo mikrofonem, ale nie sądzę, zeby uczestnicy byli monitorowani bez wiedzy ich i dyrektora. Bo tatuś Seby raczej wspomniałby o tym panu psychologowi, nie mówiąc już o tym, że pewnie by się nie zgodził na coś takiego w jego szkole. Ale już kilka razy bezczelność projektu mnie szokowała, więc kto wie… xd
    Ale. Wyobraźcie sobie takiego starego, zimnego faceta, który siedzi przed monitorem z notesem w ręku i takim rybim wzrokiem ogląda sobie najlepszej jakości gejowskie porno. .-. (wg najpierw napisałam „najlepszej gejości jakowskie porno”, super).
    Biedny Ericzek. Rozumiem że jak ktoś z reguły szanuje innych, to taki brak szacunku dla jego prywatności musi boleć. A fe, naukowcy.
    No ale możliwe, że nic takiego nie ma miejsca. Chociaż… Jakoś ja na miejscu badaczy raczej bym nie ufała w stu procentach tuzinowi nastolatków w internacie, że żaden się nie pochwali, nie poprosi o pomoc, nie wymięknie albo nie powie czegoś po alkoholu. Dowodem wiarygodności badania miałyby być wpisy w dzienniczkach? hm.. ;)
    Ale jestem dumna z Julesa i Erika. Kochani chłopcy :>> (oby Jules nie spieprzyl).
    Rany, ale skaczę po tematach. I rozpisuję się, ale jak cały rozdział z Erikiem… :)
    Ale w ogóle też Eric bardzo sprawnie się domyślił. Że zakłady, że od tęczowej flagi coś się ten.. Eric to, Eric tamto.
    Dobra, to w sumie jeżeli nie okaże się, że dzisiejsza rozmowa miała jakiś wpływ na projekt Julesa, to ta para ma całkiem stabilne położenie. Teraz jestem ciekawa jak poważnie traktują się Seba i Fran i Woody i Tomas. ^^ No i Moss senior i Foster, hehe :)
    Ossz no, śliczny rozdział, pozdrowionka :)

  20. Renka pisze:

    Rozdział naprawdę bardzo fajny. Jules zachował się naprawdę w porządku w stosunku do Erica, co mnie szczerze mówiąc przyjemnie zaskoczyło, bo obstawiałam, że potrzyma to jeszcze w tajemnicy. No i mam nadzieję, że Cody/Swołocz szybko wpadnie i dostanie porządnie po łbie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s