No Exit – 43 – Nienajlepszy okres w życiu

Było wczesne popołudnie, a pogoda zaczęła wreszcie dopisywać. Marvin i Jasper siedzieli obok siebie w salonie na kanapie i popijali z wysokich szklanek sok pomarańczowy. Jakoś tak przez to słońce wychylające się zza chmur to było coś, na co bardziej mieli ochotę, niż na gorącą kawę czy kakao, które popijali przez ostatnie długie, deszczowe tygodnie.
Obaj oglądali telewizję bez zastanawiania nad treścią, jaka jest im przekazywana. Trochę się nudzili. Nie było, co robić. Wstali jakoś podejrzanie wcześnie jak na siebie i teraz robili wielkie, niekonstruktywne nic.
— Myślisz, czy by we środę… — Jasper urwał w połowie zdania, bo usłyszał z sypialni dzwonek swojego telefonu komórkowego. — Zaraz wracam — jęknął, wstając z kanapy i jeszcze klepnął Marvina w udo, nim się odsunął.
Ten dość leniwie odwrócił za nim głowę, lustrując go sobie. Jak się poruszał, jak szerokie były jego plecy i w ogóle, jaki cały był duży i seksowny. Po czym, równie leniwie, wrócił spojrzeniem na ekran telewizora. Nie chciało mu się nawet wyciągać ręki do stolika po leżącą na nim paczkę papierosów. Ani po pilota, mimo że program przyrodniczy o misiach koala jakoś niespecjalnie go fascynował.
Po chwili usłyszał z sypialni wesoły śmiech swojego kochanka i jego aktualnie bardzo radosny głos. Zupełnie jakby w mgnieniu oka się rozbudził.
— Naprawdę? O kurna, super…! Jasne, jasne! Może… — Wyszedł do salonu, zachodząc kanapę od tyłu i stuknął kochanka w ramię. — Masz w środę wolne, co nie? — spytał i wrócił do rozmowy. — Czekaj jeszcze chwilę, się upewniam, bo chcę cię zaskoczyć… Nie, to nic złego, wiesz, że bym ci tego nie zrobił… Och, zwyczajnie się strasznie stęskniłem i chcę miło spędzić z tobą czas — paplał do telefonu, uśmiechnięty, aż robiły mu się zmarszczki przy oczach.
Marvin obejrzał się na niego, przyglądając się jego twarz czujnie. „Strasznie się stęskniłem”? Czyżby przyjeżdżała jakaś jego rodzina? Wiedział przecież, że Jasper nie miał z rodzicami jakichś niesamowicie zażyłych kontaktów, a i rodzeństwa też nie posiadał. Dziwiło go więc teraz to pobudzenie, niczym po wyjątkowo mocnej kawie i kilku słodkich batonikach.
— We środę mam wolne — odpowiedział do kochanka, nie rozwlekając się, by mu nie przeszkodzić. Skupił się przy tym na słuchaniu jego konwersacji z rozmówcą, przy tym wyciszając telewizor. Teraz miał już większą motywację, żeby sięgnąć do pilota znajdującego się tak strasznie daleko.
Jaz uśmiechnął się do niego i skinął głową.
— No, to jak mówiłem, w środę by było spoko… No, ta, jutro. Spoko. — Zaśmiał się. — Oj, żyję w innym świecie, wiesz, robota i te sprawy. Boże, nawet nie wiesz, ile się pozmieniało! Jestem niesamowicie zadowolony, że przyjedziesz i chcesz się zobaczyć…! Mhm, super, super. Gdzie myślisz się zobaczyć? — zamilkł na moment.
Marvin ściągnął mocniej brwi. A może to jakiś znajomy? Przyjaciel z dzieciństwa? Nie był pewien, ale Jasper zdecydowanie wyglądał na… ucieszonego.
— Hmm… to może… — Jaz zerknął na kochanka, zastanawiając się i jakby szukając na jego twarzy odpowiedzi. — Może taki grill bar, byśmy poszli na steka i cebulkę, tam mają taką w kwiaty… Noo, dokładnie taką! — Znowu się roześmiał. — I okej, ta godzina pasuje… Spoko. To zobaczymy się już na miejscu, tak…? Okej, pozdrów rodziców… Oj, tak, jak będzie okazja. Nie musisz, to tak tylko rzuciłem… Mhm, buźka. Do jutra — zamruczał nisko i cmoknął w słuchawkę telefonu nadal z wielkim uśmiechem na ustach.
— No, to teraz spowiadaj się, stary, do kogo tak gruchałeś — odezwał się Marvin, wciąż odwrócony w jego stronę.
Jaz znowu się wyszczerzył i szybko obszedł kanapę. Usiadł obok mężczyzny i cmoknął go w policzek z rozmachem.
— Ty miałeś gościa, to teraz ja będę miał. — Zaśmiał się ciepło. — Chociaż mój nie będzie nocować.
— Mm… Na razie tylko sprawiasz, że moja ciekawość rośnie. Też jakiś twój pierwszy?
Jaz roześmiał się i osunął się wygodniej na kanapie. Był taki radosny, że aż zaraźliwie.
— Nie. Nie do końca. Moja pierwsza — wytłumaczył w końcu. — Christine przyjeżdża do rodziny na kilka dni, to pomyślała, że moglibyśmy się spotkać.
— Dziewczyna. — Na ustach Marvina pojawił się lekki uśmiech. Pamiętał, że rzeczywiście Jasper kiedyś miał dziewczynę. Czasami zupełnie zapominał, że jest biseksualny. Obaj obracali się głównie wokół mężczyzn. Dwie tancerki w klubie bywały dość rzadko, a najwięcej wspólnego mieli z sąsiadkami czy ekspedientkami w sklepie. No, Jasper jeszcze miał matkę, ale Marvin nie przywykł za bardzo do damskiego towarzystwa. — Więc we środę się z nią spotykasz, tak?
— Spotykamy — Jaz poprawił go. — Chcę cię jej pokazać. Obiecałem jej, że was sobie przedstawię. Była strasznie ciekawa. Znaczy… — Przewrócił oczami. — Nie powiedziała tego bezpośrednio, ale jak nie zmieniła się zupełnie, to tak myślała.
Marvin uśmiechnął się lekko i kusząco i pochylił się do kochanka. Podparł się dłonią o siedzenie pomiędzy nimi i przesunął nosem po jego szczęce.
— Chcesz mi się pochwalić, jaką laskę posuwałeś, czy jej, jaką teraz masz dupę w łóżku…? — wymruczał cicho i seksownie.
— Nie, oj, Marvin. Christine to super dziewczyna, chcę was sobie przedstawić. No i… — Speszył się lekko. — No, pokazać ci coś więcej o sobie sprzed czasu, jak się poznaliśmy. Żebyśmy lepiej się znali i rozumieli. A to jest do tego chyba… no, wiesz, odpowiednia okazja.
Na to poważne oświadczenie Marvin cofnął się lekko, by spojrzeć mu w oczy.
— Więc nie będziesz miał nic przeciwko, jak ją o ciebie powypytuję?
Jasper przełknął ślinę, na sekundę poważniejąc. Pokręcił w końcu głową.
— Nie. Pytaj, o co chcesz. Poza… no, nie przeginaj. Taka uprzejma dyskrecja. Christine nie żyje w takim środowisku jak my, więc… — jęknął, trochę go strofując, aby się zachowywał. Ale aż mu było głupio, że to robi, więc przestał. Po prostu nie chciał, żeby jego była dziewczyna poczuła się skrępowana, a przy Marvinie było bardzo, bardzo łatwo się tak poczuć. Szczególnie, kiedy ten był taki seksowny, pociągający i przy tym szalenie pewny siebie.
— Żadnych podtekstów, jak rozumiem. Spoko, stary, to dziewczyna, nie facet. Domyślam się, że powinienem być mniej dziwką, bardziej cnotką — odparł Marvin prześmiewczo. Po krótkiej chwili milczenia dodał: — Lubiłeś ją. Widzę, jak się cieszysz.
— Bo to fajna dziewczyna! — odparł od razu Jaz. — Ciekaw jestem, co o niej powiesz. O właśnie, chcesz ją zobaczyć?
— Masz zdjęcie? To pokaż.
— Tak, chodź, mam w sypialni album. Czy przynieść? Tylko… — urwał i spojrzał na niego poważnie. — Marvin. Nie śmiej się, co?
Starszy mężczyzna ściągnął pytająco brwi.
— Dlaczego miałbym się śmiać? Mogę jedynie być zły, że do tej pory mi nie pokazywałeś. I przynieś tutaj.
— Nie prosiłeś… — wytłumaczył się Jaz, wstając, aby pójść po album ze zdjęciami. Mało ich miał, więc wszystkie mieściły się w jednym.
Marvin w tym czasie postanowił zapalić, więc nim jego kochanek wrócił do salonu, mężczyzna już zaciągał się dymem. Na szczęście popielniczka również stała na stoliku i nie musiał się po nią ruszać. Zupełnie mu się nie chciało. Znudziła go też telewizja, więc ciesząc się, że znaleźli sobie inne zajęcie, wyłączył faceta opowiadającego aktualnie o wielkiej rocznicy otwarcia jakiegoś mostu na południu kraju. Nawet nie zauważył, kiedy program o misiach koala się skończył.
Jasper po chwili znowu siedział obok niego i teraz wymienił papierosa, którego trzymał kochanek, na duży, ciężki, przyniesiony przez siebie album. Położył mu go na kolanach.
— Zaczyna się już bardzo wcześnie, bo chyba jak miałem ze… dwanaście lat. Wcześniejsze zdjęcia ma już mama u siebie. No, poza kilkoma wyjątkami, więc dwie strony pierwsze możesz właściwie ominąć.
— Ominąć? Mam sobie darować zobaczenie mojego faceta jak małego chłopaczka? — Marvin uśmiechnął się lekko i otworzył album na pierwszej stronie.
Jasper przewrócił oczami, właśnie tego się obawiając.
— No… tak. Jak już musisz — jęknął, patrząc mu przez ramię. Dopalał papierosa, którego odpalił sobie Marvin.
Na pierwszej stronie albumu znajdowały się trzy fotografie. Na jednej z nich widać było małego chłopca trzymającego się zawzięcie jedną ręką za krawędź stołu, aby się nie wywrócić, a obok niego kucała jakaś młoda kobieta z szerokim uśmiechem. Na kolejnej był znowu ten sam chłopiec na kolanach mężczyzny, który ledwo twarzą dał radę zmieścić się w kadrze, a na ostatniej już trochę większy dzieciak, góra pięcioletni, z wielkim pistoletem na wodę wykierowanym w stronę aparatu.
Marvin uśmiechnął się do siebie lekko, oglądając małego Jaza. Chyba wszystkie dzieci były tak śmiesznie pucołowate. Może nie przepadał ogólnie za dziećmi i nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, by kiedykolwiek jakieś swoje mieć, ale skoro był to Jaz, to przyjemnie mu się oglądało i nawet… uważał go za uroczego.
Zanim odwrócił na kolejną stronę, gdzie miał być już starszy Jasper, sięgnął do jego dłoni i przyciągnąwszy ją sobie do ust, zaciągnął się resztkami papierosa. Następnie usiadł wygodniej i zaczął oglądać zdjęcia już z czasów szkolnych swojego faceta.
Na większości było kilka osób, prawie zawsze. Bardzo dużo było zdjęć klasowych, czy to z jakichś wycieczek albo chociażby z wypadu do pizzerii. Były też zdjęcia z parku wodnego, gdzie jeden z fotografowanych, dość wysoki chłopak, usilnie chował się za kumplami, aby nie było widać jego sadełka.
Marvin z każdym kolejnym zdjęciem tracił uśmiech z twarzy. Nie dlatego, że uważał je za nieciekawe czy brzydkie. Był po prostu… zaskoczony. Jasper mówił mu, że nie wyglądał idealnie, ale to było raczej normą. Wiele dzieciaków było swoistymi „brzydkimi kaczątkami”, a to przez trądzik, a to przez krzywe zęby. Ale… nie spodziewał się, że Jasper był aż tak… no…
Wreszcie uniósł spojrzenie znad albumu na rzecz przyjrzenia się całej postaci swojego kochanka. Otaksował jego szerokie, naprawdę dobrze zbudowane ramiona, brzuch, który wiedział, że pod koszulką był idealnie wyrzeźbiony i odpowiednio szczupły. Spojrzał na lekko opięte spodniami, umięśnione uda kochanka i na jego palce, które w żadnej mierze nie były serdelkowate. Za to chłopak na zdjęciach… był tłuściutki. Ale na pewno był to Jaz, no chyba że ten miał jakiegoś brata bliźniaka, o którym Marvin nie wiedział.
— Byłeś… To naprawdę ty…?
Mężczyzna w odpowiedzi skrzywił się i sięgnął do albumu, aby kilka stron przerzucić. Nie było sensu pokazywać mu takich fotografii. Nim nastał kryzys, naprawdę wyglądał jak pucek. Tylko młody wiek i ćwiczenia, a nie głodzenie się uratowało go przed zbędną skórą. Miał z powodu swojej wagi koszmarne kompleksy, dlatego teraz bardzo źle się poczuł, pokazując to kochankowi. Tak idealnemu kochankowi.
— No, tak wyszło, nie ma co na to patrzeć. Chciałeś zobaczyć Chris — jęknął, całkowicie speszony, mimo że teraz wyglądał zupełnie inaczej. Tamten on był kimś innym. Tracącym z każdym dodatkowym kilogramem pewność siebie i coraz bardziej robiący z siebie głupka, aby tylko koledzy się nie odwracali i nie zostawili go na lodzie. Cóż, to w efekcie i tak przyszło, ale skąd miał wiedzieć wtedy, że tak będzie?
Marvin stanowczo położył dłoń na albumie, zatrzymując to przerzucanie zdjęć. Wychylił się, złapał Jaza za podbródek i pocałował go w usta. Był naprawdę w olbrzymim szoku, ale kiedy patrzył na to, jak wyglądał jego facet kiedyś, a jak wygląda teraz… był pod wielkim wrażeniem. Sam nie wiedział, do czego to porównać, ale w tym momencie wydawało mu się to wielkim osiągnięciem. Coś jak… nauczenie się perfekcyjnego tańca na rurze. To było cholernie trudne.
— Musiałeś mieć… naprawdę dużą motywację, stary. To jest coś. — Pokiwał głową z podziwem, patrząc na mężczyznę jakoś inaczej. Był z niego dumny, że z tak nijakiego, otyłego dzieciaka potrafił stać się… takim ciachem.
— Mhm, wiem. — Jaz spróbował uciąć temat, a kolory na jego twarzy jasno mówiły, że był co najmniej zawstydzony. — Motywacja była duża, chociaż mało przyjemna, muszę przyznać — jęknął i trochę się odsunął. Humor mu się psuł, kiedy widział swoje stare zdjęcia. Nie chciał pamiętać tamtego okresu. Najchętniej w ogóle wymazałby go ze swojego życiorysu, tak jak zapewne Marvin chętnie zrobiłby z chwilami spędzonymi z Orvelem Arroyo. — Weź już dalej. Tu nic więcej nie ma poza sadłem. — Nie mógł na to patrzeć, tym bardziej wiedząc, że jakby nie zadbał tak o swoje ciało, nie wyćwiczył go albo jakby teraz z jakiegoś powodu miał zanik formy, to byłby niechlubnym posiadaczem nadwagi. A wtedy najpewniej Marvin by go nie chciał. Rzuciłby go.
Starszy tancerz przyjrzał mu się uważniej, doskonale widząc, jak Jasper się tego wstydzi. Przerzucił kilka stron dalej, ale jeszcze na nie nie spojrzał.
— Przysuń się z powrotem — zażądał.
Jasper, chociaż z małym entuzjazmem, ale i tak to zrobił. Stykał się z kochankiem ramieniem i patrzył na zdjęcia. Na niektórych już była Christine. Jeszcze nie zaczęli ze sobą chodzić, ale już wtedy gdzieś tam w tle była. Od innych dziewczyn wyróżniała się tym, że była bardziej podobna do Jaza, głównie przez swoją wagę.
Na chwilę zatrzymali się przy jednym zdjęciu, na którym widniało całkiem sporo osób —kilka dziewczyn i chłopaków z jednej wycieczki szkolnej. Był też Jasper i jego przyszła dziewczyna.
— Jest na tym zdjęciu. Zgadnij która.
Marvin spojrzał uważnie po wszystkich twarzach. Jasper, jakby chciał, mógłby mieć naprawdę każdą laskę. W końcu był strasznie pozytywny, miły, troskliwy i seksowny. Dlatego w pierwszej kolejności chciał wskazać wysoką, ładną blondynkę z dość sporym dekoltem, który podkreślał duży biust. Zawahał się jednak, widząc Jaza na tym zdjęciu. Nie był jeszcze tak seksowny jak obecnie, a domyślał się, że dziewczyny w tym wieku w dużej mierze zwracały uwagę na wygląd i popularność. Dlatego ostatecznie wybrał jedną z bardziej przeciętnych dziewczyn, szczupłą okularnicę w rozkloszowanej spódniczce, o dosyć szerokich biodrach.
— Hm?
— Nie. Masz jeszcze dwie szanse — odparł jego kochanek, uśmiechając się specyficznie pod nosem. Marvin i tak ze swoim wyborem był dla niego łaskawy.
Starszy tancerz jeszcze raz obejrzał wszystkie dziewczyny, a jego wzrok przyciągnęła postać o dość sporej wadze, ale bardzo przyjemnym wyrazie twarzy. Zerknął jeszcze uważnie na Jaza i z wahaniem wskazał właściwą Christine.
Mężczyzna skinął głową.
— Się nieźle dobraliśmy, co? — Zaśmiał się specyficznie pod nosem. Jakoś tak… gorzko. — Fajna dziewczyna, zobacz sobie dalej. Będzie tam więcej naszych zdjęć.
Marvin przytaknął, nie mówiąc wiele, a jedynie pochłaniając wzrokiem te wszystkie fotografie. Miał wrażenie, jakby oglądał życie kogoś zupełnie innego. Jasper i Christine rzeczywiście byli dosyć podobni do siebie. Oboje z nadwagą, ale na wspólnych zdjęciach uśmiechali się promiennie. Gdyby nie ten uśmiech, Marvin chyba nawet nie potrafiłby rozpoznać za bardzo, że to jego facet. Sam nigdy nie miał problemów z wagą czy urodą. Zawsze był ładnym chłopcem, który wyrósł na cholernie przystojnego mężczyznę. Nawet nie nabawił się nigdy trądziku, jak masa nastolatków! Gdyby był za młodu bardziej społeczny, to pewnie stanowiłby swoistą elitę, jaka zawsze tworzyła się w szkole. Był za to wolnym strzelcem, jednak zawsze w jakiś sposób podziwiany przez chłopaków i pożądany przez dziewczyny. A Jasper… Jasper był inny.
— Kurwa, stary, mam wrażenie, jakbym cię nie znał — rzucił w końcu, unosząc spojrzenie zielonych oczu na jego twarz. — Stało się coś konkretnego, że tak się zmieniłeś, czy to był jakiś dłuższy proces?
Jasper wzruszył ramionami.
— Nie wiem czy coś konkretnego, ale wiesz… „dwa pączusie w maśle” albo mniej subtelne określenia. Teksty, czy może Chris pod tym tłuszczem umie w ogóle cokolwiek znaleźć. Czy się ślizgamy jak pingwiny na lodzie na tych sadełkach, różne takie… wiesz. Polewanie jedzenia w bufecie jakimiś tłustymi rzeczami albo sypanie dropsów pod nasze nogi, abyśmy niby je wyjadali jak świnki. Jako że byliśmy razem, to się to jakoś tak zaczęło kumulować. A ja się też bardziej tym przejmowałem, no i w końcu spróbowałem radykalnie coś zmienić w tym wszystkim. Trochę na początku zbyt radykalnie, bo się głodziłem i prawie nabawiłem się wrzodów, a potem… zacząłem ćwiczyć, biegać — wyjaśnił pokrótce trochę nieobecnym tonem, jakby się starał zdystansować. Bo to, że wciąż w jakiś sposób go to wstydziło i dręczyło jak zły koszmar, nie podlegało dyskusji.
Marvin odetchnął ciężko i pokiwał głową.
— Kutasy jebane — skomentował z wewnętrzną irytacją, słuchając tych wszystkich określeń i przytyków. Jak ktoś w ogóle mógł tak traktować jego faceta? Gdyby wiedział, kim byli ci goście, to chyba poprosiłby Deana o specyficzną pomoc… Znowu.
— Daj spokój. — Jasper machnął ręką, bagatelizując. — Nie mów mi, że ty się nie nabijałeś nigdy z nikogo, hm? Zawsze lepsi znajdują sobie takie ofiary.
— Nie rzucałem nikomu nigdy dropsów pod nogi! — wycedził Marvin, marszcząc mocno brwi. Był zły i było mu strasznie przykro, że ktoś tak traktował jego faceta, który chyba był jednym z najbardziej czułych i kochanych ludzi, jakich znał. Nie widział w ogóle podstaw do takiego zachowania, mimo że w podświadomości wiedział, że to nie miało nigdy żadnych racjonalnych wytłumaczeń. Po prostu… pokaz siły i zdobycie popularności przez to, jakim to się jest fajnym, a jacy inni są gorsi.
— I też pewnie nie obrabiałeś nigdy nikomu dupy, aby ten słyszał? Marvin, daruj sobie. Zawsze tak jest. Ci fajni, przystojni albo bogaci zawsze sobie coś odbijają na tych gorszych od nich. Chociażby dlatego, że mogą.
Marvin nie mógł zaprzeczyć. Zdarzało mu się to, ale był też na swój sposób samotnikiem, włóczącym się w pojedynkę po mieście, a potem z Deanem, kiedy go poznał. Nie miał nigdy takiej typowej paczki kumpli, z którymi mógłby sobie robić z innych jaja. Wiedział, że tacy byli, ale on wolał zdobywać popularność i podziw przez to, jak się ruszał i jak kusił.
— Nie zmienia to faktu, że sobie nie zasłużyłeś — odmruknął w końcu i wrócił do przeglądania zdjęć.
— Mówisz tak, bo mnie teraz znasz i głupio by było, abyś mówił inaczej. Dobra, nieważne. Oglądaj dalej, jeśli chcesz — Jaz zbagatelizował smętnie. Wiedział swoje. Jak naprawdę w wiele mógł uwierzyć, to nie w fakt, że Marvinowi by nie przeszkadzało, że by kiedyś mu się przytyło. Wiedział, że po ojcu pewnie na starość odziedziczy brzuszek. Do tego czasu musiał się po prostu starać, aby chociaż jak najdłużej zatrzymać swojego kochanka przy sobie.
Marvin ściągnął znowu brwi, zamknął album i odłożył go na niski stolik.
— O co ci chodzi, Jaz? O to, że jestem wkurwiony, że ktoś uprzykrzał życie faceta, którego kocham? Że najchętniej bym im wsadził rozżarzone pręty w dupska? To jasne, że nie myślałbym tak, jakby chodziło o innego, przypadkowego chłopaka, ale chodzi o ciebie — wycedził.
Jasper chwilę nie odpowiadał, patrząc na kochanka z nienaturalnym spokojem i dość nieobecnym wzrokiem.
— Spoko, rozumiem. Sorry, to… zwyczajnie taka reakcja obronna. Teraz jestem już w końcu twoim ciachem, więc nie mam się o co martwić — mruknął i wstał. — To już? — spytał, biorąc album. — Bym odniósł.
— Już. Ale jak masz mi coś za złe, to powiedz mi to w oczy — odpowiedział Marvin, wstając z kanapy. — Mieliśmy rozmawiać, pamiętasz? — dodał i zniknął w kuchni, bo chyba zaschło mu w gardle.
— Pamiętam! — Jaz odkrzyknął z sypialni.
Odstawił album na regał obok innych książek i podwinął na chwilę koszulkę, aby zobaczyć swój brzuch. Chwycił palcami skórę, zastanawiając się automatycznie, czy jest wszystko okej i czy nie przybrało mu się. Kiedy po obmacaniu się doszedł do wniosku, że nie, wrócił na kanapę w salonie.
Marvin również zjawił się w pokoju po niedługiej chwili, trzymając w dłoni filiżankę parującej kawy. Usiadł na podłokietniku fotela, tuż obok zajmowanej przez Jaspera kanapy i popatrzył czujnie na jego twarz.
— Jeśli tak unikasz tematu przeszłości, to może jednak wolałbyś się spotkać z byłą dziewczyną sam na sam? — zaproponował i napił się.
Jasper przetarł twarz dłonią.
— Nie. Chcę, abyś poszedł. Serio… Po prostu, to nie najfajniejszy okres mojego życia. No i… — Zaciął się. — Wiem, że nie miałbym u ciebie szans, jakbym… um, no, radykalnie się nie zmienił. Jak sobie o tym przypominam, to… męczy. A też nie mogę wymagać jakichś deklaracji, bo to by było chore i krzywdzące w stosunku do ciebie.
— Ale to przeszłość, tygrysie. Ja mam za sobą kurwienie się, ty bycie kluską. Jesteśmy razem w tym momencie. Można się od tamtego odciąć, a nie rozpamiętywać — starszy mężczyzna odparł spokojnie, choć z pewnym napięciem w głosie. Czuł, że zrobiło się jakoś dziwnie ciężko. Siebie nie uważał za tak idealnego, jak widział go Jasper, więc wiedział, co ten może czuć.
— A co, jak przestaniemy tańczyć? — spytał Jasper, nie mogąc jakoś ot tak przestać. Nie wiedział, co ma robić potem, kiedy nie będzie miał dość ruchu, a Marvin zacznie z dnia na dzień patrzeć na niego z coraz większą niechęcią. Oczywiście mogło być zupełnie przeciwnie i wcale nie przytyje, a wciąż będzie doskonale zbudowanym, zdrowym facetem, ale teraz jakoś takie pesymistyczne myśli nie mogły go opuścić. Wszystko przez te głupie zdjęcia.
— Hm…? — Marvin nie zrozumiał za bardzo, o co mu chodzi.
— No jak… jak przestaniemy tańczyć, jak…. No… — Czuł, że go gdzieś w środku ściska. — Marvin, no, boję się, do cholery, że jak nie będę miał dość ruchu i znowu będę przybierać, to mnie zostawisz. Ot, cała filozofia.
Na dłuższą chwilę zapanowała pomiędzy nimi ciężka cisza. Słychać było jedynie samochody przez nieszczelne okno w salonie.
Marvin zapatrzył się na kochanka, lekko osłupiony, zapominając, że właśnie miał znowu napić się kawy. Miał ochotę go uderzyć.
— Myślisz, że cię kocham za twój płaski brzuch? Idioto?! Nie obrażaj mnie nawet — wydusił, zaciskając palce na filiżance.
Jasper sapnął nisko i zakrył twarz dłonią. Jakoś nie mógł się powstrzymać i zrobiło mu się nieprzyjemnie ciężko, a oczy go zapiekły. Jego kochanek uderzył w jakąś czułą strunę, ale Jaz i tak wiedział, że to wyłącznie miłe kłamstwo. Albo niewiedza, brak świadomości, jak naprawdę by było, jakby się czuł, widząc go takiego. Wydawało mu się, że teraz tak mówił, bo było jak było, a potem będzie jak z Christine. Będą za bardzo się różnić, mimo wcześniejszych deklaracji o wiecznej miłości.
Odetchnął ciężko i tylko wydusił dość słabe: „Przepraszam.”. Nie mógł przecież ot tak, z samych nerwów się rozkleić. Co by Marvin sobie pomyślał?
Starszy tancerz poczuł mocne ściśnięcie w sercu i jakąś nieprzyjemną gulę w gardle. Nie wierzył mu…?
Dopił do kawę do połowy, odstawił ją na stolik i wstał.
— Idę na motor — oznajmił, po czym opuścił salon.
Jasper nic nie odpowiedział, tylko skinął głową. Nie oderwał dłoni od twarzy, nadal zakrywając nią oczy. Wiedział, że nie powinien mu mówić o swoich obawach. A mieli niby rozmawiać… Cholera.

11 thoughts on “No Exit – 43 – Nienajlepszy okres w życiu

  1. Katka pisze:

    Saki, przeszłość może nie chodzi za Jazem non stop, ale w takich momentach jak ten trochę go biedaka dopada. Choć może to jego wybaczanie wszystkiego Marvinowi i uważanie, że ten mimo tego co robi zasługuje na kogoś dobrego, ma jakieś źródła w jego przeszłości. Kompleksy ciągną się za człowiekiem całe życie. Haha Harley jako świnka zdecydowanie jest czymś, co nie każdy musi polubić XD Więc się nie dziwię, ale fajnie, że i tak się seksie podobał ;) Dzięki za komentarzyk :D

  2. saki2709 pisze:

    Trochę mi szkoda Jaza. Niby przeszłość jest za nim, a jednak nie zapomniał o niej. Trochę przesadza z tymi obawami, ale Marvin nie powinien się o to aż tak wkurzać. Chociaż lepiej, że wyszedł, niż by miał powiedzieć o kilka słów za dużo. Ciekawa jestem, jaką osobą jest Christina.
    Co do poprzednich dwóch rozdziałów, których nie komentowałam, Harley na dole to dosyć niecodzienny widok, ale muszę przyznać, że mi się podobało. Ta „świnka” była z deka dziwna, ale poza tym było super. Aż szkoda, że nie zdjął tego golfu. Wolał się wymęczyć niż zdradzić, jak bardzo Dean go naznaczył XD A te przytulanki i pocałunki były słodkie <3
    Zapomniałabym o najważniejszym. Harley powiedział Deanowi, że go KOCHA <3333 Teraz tylko czekam, aż żmijka odpowie tym samym.
    Pozdrawiam i życzę weny

  3. Katka pisze:

    Damiann, spoko, mnie już nic nie zdziwi w społeczeństwie, w którym przerwa między udami u lasek to wyznacznik bycia zajebistym. Wspieram Cię mentalnie jednak i wierzę, że lepszy jeden prawdziwy przyjaciel, niż sto fałszywych ;)

  4. Damiannluntekurbus17 pisze:

    Mozliwe, ze to ja sie otaczam w tak posranym gronie, gdzie gruba osoba jest gorsza od chudszej. I moze dlatego tez jestem jak maly Jaz – niemajacy nawet falszywych kolegow xDD Forever Alone
    Patsy jest najlepszy z nich wszystkich <3

  5. Katka pisze:

    Linerivaillen, ja sperma, ahahaha, omg, dobre :D Masz fajną autokorektę, taka zboczona! Ciekawe, czy z autokorektą jest jak z psem – jaki pies, taki pan XD Dobra, bo mi odbija. A kompleksy faktycznie są potworne i wiele sytuacji życiowych potrafią człowiekowi zniszczyć :(

    O., ja myślę, że jednak nawet jak na ich standardy, to ta rozmowa im wyszła. Mogło się skończyć gorzej, ale jednak jakoś pociągnęli ten temat. Jasper trochę się zdołował i szczerze mówiąc moim zdaniem tutaj była bardziej wina po jego stronie, że tak pesymistycznie do wszystkiego podszedł. Ale z drugiej strony nie narzucam swojej opinii, bo tak jak mówisz – często to Marvin jest tym, który wymaga większej pomocy. Więc może niekiedy problemy czyjeś przechodzą w jego problemy i zapomina się o własnych, by mu pomóc, ale przez to nie radzi się sobie ze swoimi. Masło maślane, ale ogólnie popieram też to, co mówisz. Chyba jednak ogólnie wychodzi, jak wiele problemów jest w ich związku, po obu stronach i faktycznie to, czy ich związek przetrwa, nieustannie jest pod znakiem zapytania. I oczywiście mam nadzieję, że Christina nie zawiedzie ;)

    Mati, zgadzam się, kompleksy są usytuowane bardzo wysoko, jeśli chodzi o rzeczy mocno szkodzące człowiekowi… Każdy jakieś ma, ale każdy jest inaczej przystosowany do ich znoszenia. Niestety. Gdyby tylko człowieka oceniało się przez to, jaki jest, a nie jak wygląda, ech ech. Chociaż może nie, bo jednak fajnie, jak ktoś fajnie wygląda, ale ludzie powinni mieć po prostu większą dozę tolerancji dla różnych, nazwijmy to, ułomności i braków w idealności, chociaż i tak moim zdaniem media odgrywają tu główną rolę… Ale dobra, to temat rzeka, nie będę się rozpisywać XD A Marvin faktycznie nie zareagował najgorzej. Nie podszedł do tego na zasadzie, że Jasper był jakiś obleśny czy coś, a bardziej zobaczył plus w tym, że „z tego wyszedł”. Och, a pogoda chyba właśnie nastraja, choć fakt, takie rozdziały mogą jeszcze pogłębiać dekadencję.

    Damiann, tam nie ma błędu. Pierwsze „nie” odnosi się do stron – więc żeby nie było powtórzenia, napisałyśmy „Przerzucił kilka stron dalej, ale jeszcze na nie nie spojrzał.” Zamiast „Przerzucił kilka stron dalej, ale jeszcze na strony nie spojrzał.” Co do koali – lepiej czasem użyć języka potocznego niż naukowego XD „Widzac kogos takiego raczej czlowiek ucieka i nie chce poznac blizej.” – to z kolei jest bardzo skrajne twierdzenie. Ja bym powiedziała, że dużo osób po prostu nie widzi w osobach troszkę grubszych potencjalnych partnerów, ale jeśli chodzi o zwykłą znajomość, to często nie ma znaczenia kompletnie. Chociaż skrajności na pewno tez są. I słodko, że lubisz Jaza, jest takim poczciwym facetem ;) Patsy był bardziej szalony XD

    Liv, tak, Jaz troszkę przesadza, zgodzę się z tym na pewno. Choć przyznam, że za każdym razem, jak chodzi o kompleksy, to zawsze idzie z tym parze właśnie przesada. Bo kompleksy same w sobie są jakimś wyolbrzymieniem wad, które w rzeczywistości nie są jakieś potwornie rażące. Trudno sobie z tym radzić i czasem po prostu nie ma remedium na czyjeś problemy. „Wydaje mi się, ze Jaz za dużo od siebie wymaga. Nawet od przeszlego siebie, co jest dość zryte. ;)” – praaaaawda. Stara się być ZA dobry i w sumie z reguły mu nawet wychodzi XD jest takim troszkę partnerem idealnym, ale wychodzi czasem w takich sytuacjach jak ta dzisiejsza, że to może nie być do końca jego serio ja, tylko jakiś wynik kompleksów i bycia tym zasługującym człowiekiem na drugą osobę. Ach, ale się nam tu psychologia wbija XD Superowo, że się przyjemnie czytało :D Bardzo, bardzo nas to cieszy :D

  6. Damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Starszy tancerz przyjrzał mu się uważniej, doskonale widząc, jak Jasper się tego wstydzi. Przerzucił kilka stron dalej, ale jeszcze na nie nie spojrzał.” – dwa razy ,,nie”?
    Koala to nie mis!! Wyglada na misia, normalnie jest torbaczem, ale rozumiem, ze dziwnie by to brzmialo – ,,program o torbaczach koala” xDDD
    Wedlug mnie wiekszosc osob stawia na plaski brzuch, seksi klate i odrzuca tych z piwnym brzyszkiem, albo po prostu jak ktos ma troszke brzuszka to juz jest spychany na bok. Widzac kogos takiego raczej czlowiek ucieka i nie chce poznac blizej. Zawsze mnie to dziwilo. Mam 3 dobrych, grubiutkich znajomych i na pewno bym ich nie zostawil gdyby jeszcze im sie przytylo :p Ale rozumiem Jaza. Kompleksy moga zniszczyc nawet dobry zwiazek, wiec jesli Marvin z nim wytrzyma to go polubie :p
    Lubie Jaza. Jego najbardziej lubie tutaj i tego… Chlopaka Orvela. Patsy czy jakos tak :p

  7. Liv pisze:

    Jaz przesadza… To wydaje się dziwne w opowiadaniach i filmach, gdzie wszyscy wyglądają idealnie, ale w realu naprawdę większość nie obchodzi dodatkowe 3 kilo u partnera. Ale ta „kłótnia” była słodka.
    Marvin nie powinien wychodzić, ale trochę go rozumiem. Użeranie się z zakompleksionymi ludźmi jest bardzo szlachetne, ale nie takie proste, a niechęć do robienia tego jest normalna. Głupio zabrzmi, ale wbrew pozorom naprawdę najlepszym lekarstwem jest szczera rozmowa. No cóż, Marvin wróci, minie.
    Wydaje mi się, ze Jaz za dużo od siebie wymaga. Nawet od przeszlego siebie, co jest dość zryte. ;) Jakby w tym związku chodziło o ciągłe bycie odpowiednio dobrym żeby jebać Marvina. A wydawali się uzdrowieni… ^^
    Ciekawe jak teraz wygląda Christine.
    No, ale pomijając wszystko, współczuję Jasperowi. Zgadzam się, że kompleksy to trudna sprawa. I nikt nie jest im tak naprawdę winny, tylko niektórzy są po prostu mniej odporni na presję (nie słabsi!) c:
    No dobra. Fajny rozdział, mi się go w taką jesienią pogodę przyjemnie czytało :)

  8. Mati pisze:

    Biedny Jaz :-( Kompleksy to chyba najgorsze, co może dotknąć człowieka. Nie licząc samotności, utraty kogoś bliskiego i jeszcze kilku równie niemiłych spraw.
    Strasznie kochane było to, że Marvin zareagował tylko szokiem, że tak wyglądał. Ale wątpliwości Jaz’a, rozumiem je całkowicie, zbyt fajne nie były.Przecież Marvin mógłby mieć każdego, a jeszcze przystojniejsi od Jaz’a być może by się znaleźli. Ech, to nie tak miało być. Brzydki rozdział, brzydki.
    Tylko żeby Marvin czegoś nie odwalił :-(
    Noż kuźwa, to nie jest pogoda na czytanie dramatów.

  9. O. pisze:

    Marvin źle postąpił. Rozumiem że może być rozgoryczony w pewnym sensie i temu wyszedł, ale tym samym podburzył kompleksy Jaspera. Bo on niby cudnie wygląda ale są cienie, które nas nigdy nie opuszcza. Mieli rozmawiać i po raz kolejny jakiś niewypał wyszedł. Smutne, bo na jakiej zasadzie działa ich związek? Dobrze, że Jaz nie jest z kobietą – nie wiem czy byłaby któraś gotowa na walkę z jego kompleksami. A może właśnie kobieca słabość i delikatność byłaby motywacja do zdrowego trybu życia i ćwiczeń. By być tym obrońca. Dziwię się że Jasper jeszcze nie osiwiał skoro Marvina chce każdy i Marvin może mieć każdego. Ale z drugiej strony może to być podnoszące na duchu i samoocenę. Tylko Marvin powinien umieć i chcieć pomóc, ale sam wymaga większej pomocy. Pociagną się na dno czy na szczyt? Ah.. Wciąż nie wiem, czy oni są odpowiedni dla siebie. Czy ich związek wypali na dłuższą metę
    Plus za to, że poznaliśmy kogoś z przeszlości Marvina a teraz poznamy od Jaspera. Skoro Dean był jakimś „testem” to może Christina też? Ciekawe o co Marv będzie pytać i jakie odpowiedzi dostanie..

  10. linerivaillen pisze:

    Z jednej strony mam takie „Yay, jakaś akcja”, z drugiej żal mi Jaspera.(autokorekta zmieniła „jaspera” na „ja sperma” i mam teraz atak głupawki)
    Bardzo rozumiem to jak się czuje ;#; jebane kompleksy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s