Newton’s Balls – 14 – Cudaki, narkomani, więźniowie

Okazało się, że Tank zdrowieje bardzo szybko i ładnie. Zdjęto mu kołnierz ochronny, z czego wybitnie się ucieszył. Wbrew pierwszemu planowi odwieźli go najpierw z powrotem do domu Courtneya i dopiero potem pojechali na badania. Courtney był spokojny, ale widział, że Chase się tym trochę denerwuje. Na pewno nie samym pobieraniem krwi, ale całym przedsięwzięciem. Kurator jednak po drodze wytłumaczył mu, że nie tylko homoseksualiści się tak badają, że każdy rozsądnie myślący człowiek od czasu to czasu to robi i… wcale nie musiał daleko szukać przykładu, jak się okazało, gdy przyjechali na miejsce i ruszyli korytarzem do odpowiedniego laboratorium.
Walter Mason jak zawsze wyglądał na człowieka z wyższej sfery. Elegancki, zadbany, z wiecznym uśmiechem na twarzy. Z takim właśnie powitał kuratora, kiedy tylko go zobaczył.
— Courtney! Myślałem, że Milwaukee to duże miasto, ale jak się okazuje, nie aż tak bardzo — powiedział i uniósł się z krzesełka na korytarzu, aby uścisnąć mu dłoń.
Nie byli sami, bo gdzieniegdzie na siedzeniach znajdowali się pacjenci czekający na swoją kolej. Co raz też przechodziła korytarzem jakaś pielęgniarka.
— Jak widać. Miłe zaskoczenie. Co cię tu… — Courtney urwał i obejrzał się na Chase’a kroczącego za nim jak pies. — Ale pozwól, że najpierw przedstawię. Walter Mason, prawnik, z którym często widuję się w pracy. Chase Lash, mój podopieczny.
Chase przestąpił z nogi na nogę, nadal z dłońmi w kieszeniach i podejrzliwą miną. Skinął głową mężczyźnie na powitanie.
— Bry.
— Dzień dobry — przywitał się z nim przyjaźnie Walt i zagadał swojego znajomego. — Jakieś rutynowe badania? Coś do sprawozdania?
Courtney obejrzał się na Chase’a, domyślając się, że Walter może mieć na myśli testy na narkotyki i na pewno nie podejrzewa, że chce go przebadać, by wiedzieć, czy mogą bez gumek. Na to na pewno nie zareagowałby tak optymistycznie.
— Dla zdrowia. Wiesz, Walt, moim zadaniem jest uczyć profilaktyki między innymi — odpowiedział i usiadł na miejscu obok prawnika. — Chase dawno żadnych badań nie robił.
Nastolatek rozejrzał się po korytarzu, sprawdzając, czy ma szansę coś ze sobą zrobić, aby nie przysłuchiwać się tej rozmowie i, co gorsza, nie uczestniczyć w niej. Na końcu korytarza był dystrybutor z wodą. Udał się więc do niego, aby nalać wody sobie i mężczyźnie, z którym przyszedł.
Walt popatrzył za nim, założył nogę na nogę i ponownie skierował wzrok na swojego rozmówcę.
— Dobrze, że propagujesz nie tylko zdrowie psychiczne.
— Moja praca dotyka wielu sfer życia, wiesz dobrze, Walt. Ale lepiej powiedz, co ty tu robisz? Regularne badania krwi? — zagadał Courtney z zaciekawieniem. Kiedyś przespał się z Waltem, a raczej przespał się z nim kilka razy i zawsze było bez gumek. Wiedział więc, że Walter badał się regularnie.
— Nie, nie tym razem. — Prawnik zaśmiał się krótko. — Przyszedłem się zaszczepić, by nie spotkać się z jakimiś niespodziankami podczas podróży poślubnej.
Chase w tym czasie wrócił i bez słowa wcisnął mężczyźnie, z którym przyszedł kubeczek niegazowanej, chłodnej wody.
— Długo będziemy tu czekać? — wtrącił się bez zbędnego „przepraszam” czy jakiegokolwiek gestu wobec prawnika.
— Liczę, że nie. Przed nami jest tylko jedna pani, jak widzisz — odpowiedział mu Courtney i ponownie zwrócił się do prawnika. — To gdzie jedziecie, że musisz się szczepić? Gdzieś daleko?
— Tak, do Tajlandii. Mój narzeczony jest geografem, ale nigdy daleko nie wyjeżdżał, więc chciałem go zabrać w jakieś ciekawe, egzotyczne miejsce. Będzie zachwycony! — odpowiedział Walter z szerokim uśmiechem i pełnią szczęścia na myśl o zbliżającym się wyjeździe. W tym wszystkim oczywiście ani myślał, że rozmawianie na temat ślubu z innym mężczyzną może być przy podopiecznym Courtneya niestosowne.
— Co? — Chase skrzywił się ostentacyjnie i spojrzał na Courtneya pytająco, po czym znów na mężczyznę, z którym ten rozmawiał. I znowu na swojego kuratora, wskazując mu jednocześnie Waltera dłonią. — Co to ma, kurwa, być? — spytał, nie rozumiejąc, jakim cudem nagle zewsząd na jego drodze pojawiali się jacyś geje. To, że był to dopiero drugi, wcale nie burzyło jego postrzegania, że ci pojawiali się wszędzie.
Walter nieco spoważniał, ale pozostawił odpowiedź Courtneyowi. W końcu to nie był jego podopieczny. Kurator za to odwrócił się do chłopaka, napił się wody od niego i popatrzył mu w oczy.
— Chase, jeśli chcesz powiedzieć coś niestosownego, zachowaj to dla siebie.
Nastolatek przewrócił oczami.
— To chyba nie tylko mnie powinno się tyczyć! — fuknął, ale odszedł, aby pooglądać… cokolwiek. Chociażby ulotki.
Kurator ściągnął brwi i popatrzył na swojego znajomego.
— Wybacz mi za niego.
— Rozumiem. Obracasz się w pracy w środowisku, które często przejawia takie zachowania — odpowiedział Walter ze zrozumieniem, po czym uniósł się, kiedy usłyszał otwieranie drzwi i pielęgniarka zawołała go po nazwisku. — Na mnie czas. Miło było cię zobaczyć, Courtney.
Kurator również się uniósł i uścisnął jego dłoń. Dodatkowo położył mu drugą na ramieniu. Lubił tego mężczyznę, bo przy nim zawsze czuło się zrelaksowanym i bezproblemowym.
— Ciebie również. Do zobaczenia w biurowcu.
Kiedy się pożegnali, kobieta w kolejce przed nimi również zniknęła za drzwiami laboratorium. Courtney więc podszedł powoli do Chase’a, wyrzucił pusty kubeczek do kosza i odezwał się:
— Hej. Bulwers?
Chase siorbnął ostentacyjnie swoją wodę i odwrócił głowę do swojego rozmówcy.
— No raczej. Co to była za homopropaganda? — Skrzywił się. — I że nie tylko homo? A tu, kurwa, już kolejny. Co wy, pączkujecie?
— Statystycznie co dziesiąty człowiek jest homoseksualny. Nie dziw się, że od czasu do czasu na jakichś trafisz, czasem nawet o tym nie wiedząc. I na pewno nie zareagowałbyś tak, gdyby mówił o ślubie z kobietą. Ma więc prawo — wyjaśnił spokojnie Courtney. W duchu jednak nie zawsze zgadzał się z otwartością Walta, bo uważał, że czasem prowokuje on do zaczepki. Sam nie był zresztą out. Chase’owi jednak musiał tłuc do głowy równość.
Chłopak skrzywił się jeszcze bardziej, po czym pokręcił głową.
— Nie. Sorry, ale to nie jest spoko. To jak lizanie się, kurwa, na środku ulicy. To nie jest spoko.
— Jak zareagowałbyś na taki widok? — Courtney musiał o to zapytać. Oparł się przy tym ramieniem o niebieskawą ścianę obok metalowego stojaka na ulotki.
— Zwykle mówię, aby se języków do gardeł nie wypychali — prychnął i dopił wodę. Zgniótł kubeczek i odwrócił się w stronę kosza. Był daleko, ale i tak rzucił, udając, że to piłka do kosza.
Courtney uśmiechnął się krótko i dopytał:
— Masz na myśli parę hetero?
— No, ta. A co przed chwilą mówiłeś? Że bym tak nie zareagował, jakby se brał babkę. To ci mówię, jak reaguję, jak widzę, jak se parki robią porno sceny w parku.
— A jakbyś zobaczył taką parę dwóch chłopaków, całujących się w parku?
— To samo i aby wypierdalali, bo to nie parada cudaków — odparł butnie nastolatek. Chociaż sam słyszał większe zawahanie w swoim głosie niż wcześniej, nim poznał Courtneya i jego orientację. W końcu sam się z nim całował, ale nie, do cholery, przy ludziach.
Oblicze Courtneya pociemniało i w tym samym momencie z laboratorium wyszła pacjentka. Courtney więc odpowiedział sucho swojemu podopiecznemu:
— Pozwól, że taki cudak pójdzie przodem. — Po czym wszedł do laboratorium, nie zaszczycając już Chase’a spojrzeniem.
Chase rozłożył od razu ręce.
— No co tym razem? — jęknął, a kiedy drzwi za mężczyzną się zamknęły, przewrócił oczami i usiadł na jednym z krzesełek. — Ja pierdolę — stęknął do siebie.
Nie ogarniał tego wszystkiego. Kiedyś było prościej. Chłopcy z dziewczynkami, dziewczynki z chłopcami i wszystko było jasne i klarowne. A teraz? Nakręcał się, kiedy ten facet go dotykał, a pała stawała mu cztery razy szybciej, kiedy to Courtney brał ją do ust, niż kiedy jedna z dziewczyn to robiła. Czyli że co? Też był takim cudakiem? Zawsze nim był? A nawet jeśli, to po cholerę miał o tym gadać i się tym szczycić, jak ten cały Walter Mason? Jakby to było jakieś cholerne osiągnięcie. A przecież nie było. Można było być za to zgnojonym, więc po co się było wychylać, jak już się to przytrafiło? Nie rozumiał.
Musiał poczekać kilka minut, nim z laboratorium wyszedł jego kurator. Spojrzał na niego z góry, trzymając wacik przy skórze na zgięciu łokcia.
— W środku już wiedzą, do czego pobierają ci krew, więc tylko wejdź i bądź grzeczny — powiedział do Chase’a i usiadł na krześle.
Nastolatek uniósł się. Stanął przy Courtneyu, chwilę na niego patrzył z dziwną miną, ale w końcu poszedł do gabinetu.
Badanie nie potrwało długo. Tym bardziej, że miał widoczne żyły i pielęgniarka nie musiała wbijać się kilka razy. Dostał na koniec wacik i mógł wyjść na zewnątrz. Courtney na jego widok uniósł się z krzesełka, skinął na niego i ruszył korytarzem w stronę schodów wiodących na parter.
Chase sprawdził, czy krew już mu nie płynie i wyrzucił swój wacik od razu do kosza. Wbił dłonie w kieszenie, idąc za mężczyzną jak pies. Duży pies.
Doszli do samochodu mężczyzny po kilku chwilach i Courtney ruszył. Dopiero kiedy znaleźli się na głównej drodze, odezwał się.
— Odbiorę wyniki w tym tygodniu i dam ci znać, jak wyszły. I gdzie cię podwieźć? Złomowisko?
— Ty teraz do roboty jedziesz? — spytał Chase, opierając się trochę o boczne drzwi i patrząc kątem oka na mężczyznę. Był zły? Na pewno nie wyglądał na zrelaksowanego. Trudno jednak powiedzieć, czy był zły, zirytowany, czy zrezygnowany. Tym bardziej, że nie patrzył mu w oczy i nie było tego widać.
— Tak, mam spotkanie w biurze, a potem w teren.
Chase mruknął potakująco.
— Ta, no to… — Wzruszył ramionami. — Wyrzuć mnie, gdzie ci wygodnie. Możesz gdzieś bliżej ciebie, to wezmę se rower.
Courtney skinął głową i na następnym skrzyżowaniu skręcił w lewo. Przy tym włączył muzykę w radio, żeby coś grało, bo wiele nie rozmawiali. Do czasu, aż nagle rozdzwonił się jego telefon. Sięgnął więc szybko po zestaw słuchawkowy i odebrał.
— Courtney Corn, słucham… Hej, Roxy. Jak się masz? — zapytał z lekkim uśmiechem, miłym, sympatycznym tonem. — Och… — Potem nagle stężał i spojrzał krótko na Chase’a. — Jak bardzo jest źle…? Bardzo dobrze, że do mnie dzwonisz. Nie wychodź z sypialni, będę za kilka minut. Spokojnie. Rozłączę się teraz, czekaj na mnie — powiedział na koniec, usłyszał odpowiedź i wyłączył telefon. — Masz drobne na autobus? — zwrócił się do chłopaka. — Muszę cię tu wysadzić.
Chase sięgnął do tylnej kieszeni, by sprawdzić, czy ma portfel.
— No… chyba tak. Co się dzieje? — spytał, bardziej zainteresowany telefonem i rozmową, niż tym, o co chciał spytać. Uznał zresztą, że ma czas, aby jeszcze Courtneya o to spytać.
— Moja podopieczna ma kryzys w domu. Były chłopak, który ją wkręcił w dragi, dobija się do niej — wyjaśnił skrótowo Courtney i wytężył wzrok. Po tym skręcił na pobocze i zatrzymał się za jakąś przyczepą.
Chase spojrzał za okno, potem na mężczyznę.
— To… ten, powodzenia — rzucił, naciskając klamkę, aby wysiąść. Nie miał zamiaru i nawet nie chciał przedłużać. I tak czuł, że na dziś, nawet pomimo tego telefonu, Courtney ma go dość.
Kurator skinął głową i popatrzył za nim z ciężkim sercem. Kiedy ten już wysiadł, wychylił się jeszcze do otwartego okna i zawołał:
— Hej! Wpadnij w środę rano do Tanka. I bądź grzeczny. — Na koniec posłał mu słaby uśmiech i dopiero zawrócił, aby dość szybko pojechać do mieszkania swojej podopiecznej.

***

Courtney szybko znalazł się w South Milwaukee, na Monroe Avenue. Same jednorodzinne, niskie domki i brak ogrodzenia. Bywał tu już, więc nie musiał szukać odpowiedniego budynku. Postawiony był w okolicy dużych drzew, o tej porze roku żywo zielonych.
Zatrzymał samochód i wysiadł. Musiał być ostrożny, bo wiedział, że były chłopak jego podopiecznej był niebezpieczny, ale chyba nie na tyle, żeby kurator potrzebował broni. Zostawił ją więc w schowku w samochodzie i podszedł do drzwi wejściowych. Wzmógł czujność, widząc, że są uchylone. Nie odezwał się słowem, kiedy ostrożne na nie nacisnął. Delikatnie zaskrzypiały.
W środku panował niemożliwy bałagan. Na niskim stoliku przy sofie w stanie rozpadu znajdowała się masa butelek i plastikowych pudełek po jedzeniu. Telewizor był włączony i akurat leciała jakaś kreskówka. Niektóre szuflady były uchylone, z kuchni dolatywał duszący zapach, a z wnętrza domu… dobiegały krzyki.
— Otwieraj te drzwi, ździro!
— Zostaw mnie w spokoju, Ricky! Pojebało cię chyba! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! — odkrzyknęła dziewczyna, a jej głos był bardziej stłumiony, więc Courtney domyślał się, że wciąż była zamknięta w sypialni.
— Nawet tak nie mów, bo jak cię, kurwa, stamtąd wywlokę, to pożałujesz!
Courtney zatrzymał się w połowie salonu i wzmógł czujność. Było ostrzej, niż się spodziewał. Pospiesznie wyszedł przed dom i zadzwonił na policję. Nie było co się zastanawiać. Facet tu nie mieszkał, wtargnął więc bez zgody dziewczyny i do tego jej groził. Możliwe też było, że był pod wpływem narkotyków, a więc bardziej niebezpieczny.
Courtney powiadomił o wszystkim policję i poprosił o szybki przyjazd. Potem jednak sam pofatygował się do środka, aby sprawdzić, jak się ma sytuacja. Coś w środku aż go ściskało, kiedy słuchał kolejnych przekleństw faceta.
— Dobra, sama tego chciałaś! Rozpierdolę te drzwi, a potem pogadamy!
— Nie!
Courtney zacisnął szczęki i w końcu, po następnych dwóch ciężkich uderzeniach, które mogły oznaczać tylko to, że facet rzucał się na drzwi, wypadł z salonu, szarpnął go do siebie i rąbnął w szczękę.
Niewątpliwie napastnik był zaskoczony nie tylko tym, że ktoś się tu nagle pojawił, ale też tym, że dostał od tego kogoś w twarz. Przewrócił się z gruchotem na ziemię, uderzając o stojącą obok, niską komodę.
— Co…? Ja pier… — wydusił, łapiąc się na szczękę i dopiero popatrzył na stojącego nad nim mężczyznę.
Courtney skrzywił się na jego widok. Od razu rozpoznał po jego oczach, że był naćpany. I to mocno naćpany. Nie dziwił się więc jego agresji, chociaż równie dobrze mógł być taki, będąc też czystym. Roxy w końcu nigdy nie mówiła o nim w superlatywach i zawsze w jej słowach przewijał się przekaz, że chłopak stosował wobec niej przemoc. Poza przekrwionymi oczami i trzęsącymi się rękami był całkiem blady i jeśli Courtney się nie mylił, miał obrzyganą, ale zaschniętą koszulę. Był raczej młody, wychudzony, a długie włosy miał spięte w niedbały kucyk.
— Co ty, kurwa, kutasie, jaja sobie robisz? Co tu, kurwa, wpadasz? Co się wpierdalasz?! Co?! — wrzeszczał, zbierając się z podłogi.
Kurator złapał go nagle za nadgarstek i przytrzasnął z całej siły do ściany, blokując mu rękę na plecach.
— Nie ruszaj się, gnoju, bo dostaniesz jeszcze raz! — warknął mu do ucha.
Chłopak zaśmiał się charcząco i chwilę tylko dyszał na ścianę, po czym naraz odepchnął się z olbrzymią siłą i dosłownie zwalił się z Courtneyem na drugą ścianę. Nie było wątpliwości, że energii dodają mu narkotyki, bo po jego sylwetce nie można by było podejrzewać go o taką siłę. Kurator zaskoczył się tym bardzo boleśnie, kiedy z hukiem przywalił plecami i tyłem głowy o drugą ścianę. Stęknął, a potem upadł na kolana, kiedy ćpun nagle odwrócił się w miejscu i przywalił mu pięścią w brzuch.
Courtney na moment stracił oddech, a kiedy go odzyskał, nie miał nawet chwili, aby się rozkaszleć, bo dostał jakąś ciężką ramką ze zdjęciem. Przewrócił się na bok, a krew z rozciętego łuku brwiowego momentalnie zalała mu połowę twarzy. Skrzywił się, warknął coś do siebie i uderzywszy łokciem w kolano stojącego nad nim chłopaka, powalił go na ziemię. Dysząc ciężko, z jednym okiem zamkniętym, bo zalanym krwią, wlazł na chłopaka i z całej siły przytrzymał mu ręce na plecach.
— Leżeć! — wrzasnął na niego rozkazująco, niczym na wściekłego kundla. Był zdominowany przez adrenalinę, ale na tyle zachował rozsądek, aby nie wyżyć się na chłopaku i nie zrobić mu większej krzywdy. Wyszarpnął jedną ręką pasek ze swoich spodni, po czym pospiesznie zaczął mu nim krępować nadgarstki.
— Panie Corn…? — Usłyszał niepewny głos dziewczyny zza drzwi.
— Już jest w porządku! Zaraz przyjedzie policja! – odkrzyknął, oddychając ciężko. Otarł twarz o ramię, wykręciwszy głowę i wreszcie skończył krępować ręce chłopaka. Ten nic nie mówił, jakby przyjmował porażkę i jedynie wpatrywał się z zaciętością w jeden punkt na podłodze.
— To ja… mogę wyjść?
— Tak. Już jest okej — odpowiedział ciężko Courtney i uniósł się. Zachwiał się przy tym i podparł o ścianę, a z sypialni wyszła jego podopieczna.
Na kostce miała opaskę z nadajnikiem, bo była na nadzorze elektronicznym. Poza tym miała na sobie krótką, zielono-białą sukienkę na ramiączkach i mocno potargane włosy. Do tego jeszcze zapłakana twarz i zmęczone spojrzenie. Miała zaledwie dwadzieścia trzy lata, ale wyglądała starzej przez narkotyki, które kiedyś brała. Na widok stanu swojego kuratora złapała się za usta w niemym okrzyki.
— Panie Corn!
— Spokojnie. — Kurator uśmiechnął się do niej pocieszająco i i tak już brudną koszulką wytarł kolejną stróżkę krwi, która polała mu się po twarzy. — Przeżyję. Odsuń się od niego.
Roxy dopiero teraz popatrzyła pod swoje nogi i szybko cofnęła się pod stojącą obok komodę. Długo jednak tam nie została, bo nagle dopadła do chłopaka i kopnęła go z całej siły w brzuch. Leżący stęknął głośno, a Courtney momentalnie złapał dziewczynę w talii i odciągnął ją.
— Zostaw go! Zaraz będzie tu policja, to się nim zajmą. Już jesteś bezpieczna.
— Nieprawda… — wycharczał chłopak. – Jak tylko wyjdę, to nie żyjesz, szmato.
Roxy skrzywiła się i rozpłakała. Okręciwszy się przy tym w ramionach kuratora, przylgnęła do niego i schowała twarz w jego koszuli. Courtney za to obdarzył chłopaka zimnym spojrzeniem i objął dziewczynę ramionami. Westchnął i kiedy tylko pomyślał, jak długo zajmie policji zjawienie się na miejscu, usłyszał dźwięk zatrzymującego się samochodu przed domem. Wreszcie… Wolałby już coś zrobić ze swoją twarzą.
Zerknął ponad ramieniem dziewczyny na swój zegarek na nadgarstku i skrzywił się. Cholera. Już był spóźniony na spotkanie w biurze.

***

Nie było w tym miejscu żadnych pozytywnych emocji. Takie zresztą nie ciągnęły tu Chase’a. Przychodził trochę z przymusu psychicznego. Ale nie wszyscy tak mieli. Kiedy czekał przy stoliczku w sali widzeń na swojego ojca, widział wiele zniecierpliwionych twarzy, nerwowego stukania o blat w nadziei, że widzenie szybciej dojdzie do skutku. Tak, większość z przychodzących tutaj ludzi nie mogła się doczekać ujrzenia swojego męża, syna, brata. A on czekał na ojca, który powinien go wychować, powinien chodzić z nim na mecze i uczyć jeździć samochodem na jakimś zadupiu. Zamiast tego odsiadywał kolejny wyrok, tym samym skazując go na życie z dziadkami. Zresztą, jakby nie siedział, tylko udawał prawdziwego ojca, pewnie też nie byłoby dobrze.
Ściany były szare i ponure, a bladoniebieskie stoliki wcale nie rozświetlały optymizmem tego pokoju więzienia. Kamery w każdym rogu, strażnik stojący przy drzwiach i mała prywatność ze względu na dużą liczbę tych przeklętych stoliczków na tak małej przestrzeni. Zazwyczaj ludzie tu szeptali, bo nie dało się inaczej. Chase pewnie będzie robił identycznie, pochylając się w stronę ojca, tak samo jak ten w jego. Będą rozmawiać. Co chłopak uważał za dziwne, ale cóż, jego ojciec za wiele rozrywek tu nie miał, więc nie tylko zgadzał się na widzenia, ale nawet go słuchał. W przeciwieństwie do jakichkolwiek innych znanych mu członków rodziny.
Kiedy go wreszcie zobaczył, uznał, że w sumie niewiele się zmienił. Odwiedzając go jeszcze kilka lat temu, zauważał większe i szybsze zmiany. Jakby jego ojciec nie był jeszcze przyzwyczajony do tego życia i jego organizm pod wpływem stresu mocno się starzał. Teraz jednak zachowywał się luźno. Jak u siebie.
— No, Tyson, macie pół godziny — poinformował go strażnik, który go przyprowadził i odpiął mu kajdanki.
Wysoki i szczupły mężczyzna dopiero co dobiegający czterdziestki, obejrzał się z lekkim uśmieszkiem na strażnika i pomasował sobie przeguby dłoni. Ubrany jak zwykle w zielony, dwuczęściowy strój więźniów. Od zawsze robiły mu się zakola, ale kiedy zaczął siwieć, golił się na krótko. Policzki miał trochę zapadnięte, a kształt twarzy identyczny jak Chase. Różnili się chyba najbardziej… nosem. Tyson miał duży, orli wręcz, choć bardzo wąski. Do tego ledwie widoczna, cieniutka górna warga, ogolone na gładko policzki i brązowe, zawsze zmrużone oczy.
Przeszedł przez pokój widzeń i dosiadł się do stolika, przy którym siedział Chase. Wyciągnął się i poklepał go po ramieniu swoim mocnym gestem.
— Czołem, młody.
— Byle nie w blat, ojciec — odparł kąśliwie nastolatek i uśmiechnął się krzywo. — Coś w dobrym humorze, widzę — zauważył odruchowo, pochylając się nad stolikiem, aby łatwiej było rozmawiać.
Tyson zaśmiał się i również się pochylił. Miał nawet dużego pieprzyka w tym samym miejscu na szyi co syn.
— Ro Gi miał… wypadek — wyjaśnił swoje zadowolenie. Chase wiedział z jego opowieści, że był to więzień stojący na czele dużego latynoskiego gangu, który w dużej mierze dowodził w więzieniu i nie raz jego ojciec miał przez nich problemy. — Biali teraz rządzą, nawet nie wiesz, kurwa, młody, jak się tu zmieniło teraz. Wszystkie chico liżą nam buty.
— Pasjonujące. Obyś ty niedługo nie miał wypadku — prychnął, Chase opierając twarz o dłoń. — I co byś też za pewnie się nie poczuł. Nie wiem, czy nie będzie z ciebie mniej kasy, jak wykorkujesz tutaj.
— Od kiedy siedzę, masz, kurwa, więcej hajsu niż ja. Paranoja! — prychnął Tyson głośnym szeptem. — Za ten jebany survival tu to powinni mi płacić od każdej przeżytej godziny jebane sto dolców. I nie wykorkuję, młody, nie wykorkuję, nie ja tu jestem u władzy, a tacy spadają najprędzej. Dobrze wiesz, tak? Co ci stary zawsze mówił? Walcz o swoje, ale, kurwa, nigdy za wysoko pyska nie wystawiaj.
— Ta, coś mi o tym wiadomo. I za takie rady i trzymanie się kupy oraz nieodpuszczanie teraz mam, kurwa, kuratora na karku. Wzór ojciec, grzej mi, kurwa, pryczę — odpysknął Chase, denerwując się powoli. Po co on tu przyszedł? Poskarżyć się, pomarudzić?
— Co masz…?! Co do kurwy?! Coś odwalił, debilu?! — Tyson uniósł się na krześle.
W odpowiedzi na tę gwałtowną reakcję strażnik stojący w drzwiach krzyknął do niego:
— Siadaj na dupie, Lash!
Chase za to odchylił się na swoim krześle w swojej normalnej, zlewczej pozycji, z głową i wzrokiem skierowanymi gdzieś w bok. Co zdradzało jego podenerwowanie, to rytmiczne potrząsanie nogą.
Tyson Lash usiadł w końcu na miejscu i wychylił się mocniej do syna.
— Chase! Coś odwalił, kretynie? Teraz mnie żarcik o grzaniu pryczy nie bawi po takiej informacji. Gadaj — syknął.
Chłopak przewrócił oczami i znowu oparł się o stolik łokciami.
— Co, co? No nic. Pobiłem się z kolesiem… no… Rozjebałem mu łbem szybę samochodu tak konkretniej. I… — Uniósł dłoń, po czym bezwładnie opuścił ją na stolik. — No, bo to wynikło z tego, że ten bronił brata, od którego kasę braliśmy z chłopakami.
— W dupę jebany… Jakby nie ten klawisz w drzwiach, to byś w mordę od starego dostał. O szybę łbem?! Tak ci się tu, kurwa, spodobało? — syknął Tyson, patrząc na niego swoimi groźnie zmrużonymi oczami. — Masz jebane szczęście, że tylko kuratora dostałeś!
Nastolatek prychnął butnie.
— Znalazł się jebany piewca moralności. Za niewinność żeś tu nie trafił. Wzorzec, kurwa.
— Ja to ja. Ty to ty. Inna historia, inny człowiek i inne życie. O swoje masz, kurwa, dbać, żeby chociaż jeden Lash skończył jak człowiek, łapiesz? — warknął na niego Tyson, ale hamował swój głos i postawę, aby nikt się do nich nie dowalał. — Masz lizać temu kuratorowi dupę, nie chcę słyszeć o żadnych chorych akcjach.
Chase spiął się cały. Zacisnął usta, rozejrzał się po sali, chwilę pogapił się na strażnika i w końcu z wrogością w oczach znowu zwrócił wzrok na ojca.
— Jasne, bo poczekasz w domu i tego dopilnujesz. Aby twoja posrana matka nie okładała mnie dla rozrywki jeszcze, kurwa, kubkiem! — fuknął, bo nie mógł przecierpieć, że miał strupa na twarzy po ataku emerytki. — Zresztą, wiesz, jebie mnie to. Może bardziej zaboli cię to, że ten cały kurator jest bardziej człowiekiem niż wasza trójka razem wzięta.
Tyson skrzywił się paskudnie i wskazał go palcem wskazującym.
— Myślisz, że ja się prosiłem o te kraty? Że sam z siebie to wszystko robiłem? To wina tego państwa i idiotów obywateli! Gdyby się w tym kraju, kurwa, dobrze żyło, to byśmy byli normalną rodziną! Ale moja matka to by się mogła jebnąć sama tym kubkiem… — burknął na koniec. Chase zawsze widział, że okazywał dużo wrogości Ester Lash. Musiał jej mieć coś za złe albo ze swojego dzieciństwa, albo… sam nie wiedział. Potem jednak pomachał ręką, nie dając mu wejść sobie w słowo i zapytał: — Na ile go masz?
Chase chwilę mielił przekleństwa w ustach. Męczyła go ta rozmowa, ale z drugiej strony, ojciec chociaż go słuchał. Nie był idealnym partnerem do rozmów, ale… cóż. Ani babcia, ani dziadek nie byli lepszymi. A jemu zależało, aby chociaż trochę poczuć integralność z kimś z rodziny.
— Na rok. Nie tak źle, nie?
Tyson rzucił mu jeszcze jedno wrogie spojrzenie i w końcu pokręcił głową.
— Mogło być gorzej… Ciężko jest? Raz miałem kuratora, który tak mi, kurwa, na łeb właził, pierdolony kundel, że się czułem jak w Big Brotherze.
Chase podrapał się po boku szyi.
— No… Courtney jest spoko nawet. Wpierdala się, wiesz, w życie w chuj, ale, no… myślę, że mogło być gorzej. Nie jest jednak fajną, młodą laseczką. — Zaśmiał się na koniec, powielając dokładnie ten sam argument co z kumplami. I cóż, coraz mniej mu to przeszkadzało.
— Jeszcze się nie spotkałem z takim, co by dostał fajną, młodą laseczkę, która tak chętnie by mu się wpierdalała w życie. — Tyson zarechotał i odchylił się na oparciu. — Ale bądź grzeczny, młody, opłaci ci się. Nie, panie władzo?! — zawołał nagle do strażnika w drzwiach. — Trzeba być grzecznym!
Strażnik, mężczyzna z krótkim wąsem, barczysty i groźny pokiwał głową.
— Jasna sprawa, Lash.
— No. — Tyson znowu ściszył głos, patrząc na syna. — Teraz się będzie wpierdalał, ale da ci spokój, jak po paru tygodniach zobaczy, że się ładnie prowadzisz.
— Czyli mam całkiem odpuścić i zachować się jak pizda? Godzić się na każdy jego w chuj genialny pomysł, jak to nie zmieni mi życia?
Tyson przewrócił oczami i pokręcił głową.
— Nie no, nie dawaj se włazić na łeb, młody. Jak ci zaproponuje terapię grupową, jej jebana mać, w walce z agresją, to mu powiedz, żeby ci possał. One nic, kurwa, nie dają. Mamy tu taką, wiesz, przez kilka miesięcy musiałem chodzić. Po czwartym spotkaniu dwóch, kurwa, miało szwy, a jeden gips.
Chase zaśmiał się pod nosem.
— Na razie staram się nie robić u niego, kurwa, przysług. Bo to potem palant wykorzysta.
Tyson tym razem pokręcił palcem i dodatkowo głową.
— Nie, nie, młody, to tak nie działa. Bo zrozum… koleś ma coś takiego jak program. Jest ustalony i sąd powinien o nim wiedzieć. I on ma w tym jebanym programie cele, jakie chce z tobą zrealizować. Nadążasz?
— No.
— No. W każdym swoim pieprzonym sprawozdaniu musi pisać, co z tobą z niego zrobił. A mają to zawsze skurczybyki nie podzielone tylko na „był grzeczny”, „nic nie odwalił”, „nie zgarnęli go”, „jest czysty”. To jest tylko stagnacja, oni, w dupę jebani, mają jeszcze część, w której ty się zmieniasz… ewoluujesz… — Wykonał teatralny ruch rękami. — Jak nic kompletnie cwaniak z tobą nie zrobi, to on ma przejebane, a jak on ma przejebane, to ty masz przejebane. Bo, kurwa, tak ci wejdzie na łeb, żeby coś ci do roboty znaleźć, że nie wyrobisz, młody!
Chase naburmuszył się i psyknął między zębami, patrząc czujnie na ojca. I trochę podejrzliwie.
— To się chuja nie trzyma. Mam coś niby, kurwa, dostać i to ma nie być podejrzane?
— Co…? Co masz niby dostać?
— Nie wiem… ee… — Chase odetchnął ciężko. — Jakieś tam wejściówki na mecz, jak zapisze się na jakiś sport.
Naraz rozległ się krótki śmiech Tysona. Mężczyzna pokręcił głową i stuknął go butem w stopę pod stolikiem.
— Na pewno to nie żadna laseczka? Bo już brzmi za dobrze. Pewnie dlatego ci to zaproponował, bo jesteś młody. Do nastolatków oni mają słabość, myślą, że takie zajęcia rozwijają, pierdolenie. Sam wiesz, pewnie ci natłukł do głowy jebanych argumentów. Ale, młody, póki to ci proponuje, łykaj póki możesz. Jak się zacznie z terapiami, grupami, to wtedy się stawiaj. Unikaj jak zasranego ognia. A jak masz, kurwa, jeszcze wejściówki zdobyć, to nad czym ty się, kretynie, zastanawiasz?
Chase zmroził mężczyznę spojrzeniem.
— Durny jesteś, że się pytasz. I co się, kurwa, szczerzysz? Mówisz sam, że to za dobrze brzmi. To pierwszy raz się z tobą zgadzam. To śmierdzi na milę jakimś… Nie wiem. To tak podejrzane jak twoja matka piekąca ci ciasteczka i wysyłająca je w paczce do pierdla. Jak w mordę jeża byłyby zatrute.
— A w chuj zatrute! — potwierdził Tyson, krzywiąc się na każde słowo wypowiedziane przez syna na temat jego matki. — Ale mówię ci, kurwa… Póki nie chce cię pakować w łapy lekarzy, terapeutów, hipnotyzerów jebana ich mać i całej tej pojebaniny… nie zgrywaj kozaka. On to i tak musi zrobić, bo to jego fucha. Ty na tym lepiej wyjdziesz, bo się odwali na jakiś czas. Łapiesz?
Chase nie wyglądał i nie był przekonany. Rady ojca zwykle nie były dobre, ale… przecież Courtney jak na razie nie chciał dla niego źle, więc może… Musiał jeszcze pomyśleć.
— No… powiedzmy.
Tyson skinął na potwierdzenie.
— No. Mówię poważnie, młody. Nie daj se wejść na łeb, ale na coś mu musisz pozwolić. To nie działa tak, że go zniechęcisz, te kutafony są uparte i wejdą ci w dupę tak, że nie usiedzisz. Bądź grzecznym chłopcem.
Chase znowu się skrzywił. Słowa ojca w kontekście tego, co wiedział o Courtneyu, wcale nie brzmiały tylko jak sformułowania, a realne groźby. Nie chciał być grzecznym chłopcem w rękach tamtego mężczyzny, ale… czy miał inne wyjście?
— Ale bez takich pedalskich tekstów, co? Nie jestem w pierdlu jak ty, nie mnie dupa boli — odpysknął, aby temat rozmowy zszedł z niego.
Mężczyzna prychnął pod nosem i założył ręce na klatce piersiowej.
— Pyskujesz ojcu, cwaniaku, bo wiesz, że strażnicy pilnują. No, a poza tym, to weź, kurwa, staremu czasem wyślij jakieś skarpetki albo ciastka z cukierni. Niby pracujesz, a na ojca ci żal czasem parę drobnych?
— Bo wiesz, wydaję to na własne żarcie i na własne skarpetki. To, co niby dostaję od ciebie czy tam za ciebie, jeden chuj, idzie prościutko — fuknął z krzywym uśmieszkiem — w rączki twoich pojebanych starych.
— Ta… Normalka, jebana ich mać. Wszystko dla siebie, a i tak gówno z tej kasy mają. Niech zgadnę, ojciec przebula na pierdolone zdrapki, a matka na fryzjera?
— I piwo, i bingo. Ale ogóle bez zmian — odparł Chase z pogardą do swoich dziadków równą tej, którą żywił do nich jego ojciec. Pod tym względem się dogadywali. — Mogłeś, kurwa, się w to nie wpierdalać, wiesz?
— Ale się wpierdoliłem, nie ma co rozdrapywać jebanego tematu. I tak ci rok budy został, nie? Skończysz, to spierdalaj stamtąd, ale jak to zrobisz… wyślij mi zdjęcie ich wkurwa, że już kasy dostawać nie będą. — Na koniec mężczyzna uśmiechnął się paskudnie.
Chase zaśmiał się pod nosem.
— Spoko, myślę, że będzie dało się zrobić. Chociaż… serio mam ich dość — mruknął i już chciał sięgnąć do kieszeni, ale przypomniał sobie, że wszystkie niebezpieczne rzeczy zostawił w depozycie. — Nadal mam kłódkę w drzwiach, a teraz jeszcze dorobiłem se jedną w oknie. I… Tanka dziadek wystawiał na walki psów. Wiem, lubisz je, ale, kurwa, to mój pies.
Tyson pokiwał głową z grobową miną.
— Zawsze wpierdalali łapy w nieswoje. Na tym łatwiej zarobić, a strata nie boli.
Chase też pokręcił głową.
— Mógłby chuj tu trafić… — mruknął ponurym tonem, doskonale wiedząc, że ktoś tak stary miałby tu marne szanse, tym bardziej ze swoim nastawieniem.
— A mógłby. To mój stary, ale kutas z niego jebany, więc mógłby — przyznał Tyson i skinął na syna. — No? A coś dobrego opowiesz staremu przed końcem tego w chuj krótkiego widzenia?
Chase odruchowo wzruszył ramionami. Po czym jednak uśmiechnął się do swoich myśli.
— Byliśmy z kumplami na imprezie — zaczął, używając wspomnienia imprezy z kumplami, aby podzielić się czymś z ojcem. — I… no, dostałem w kosmos wyjebany obciąg. Tylko. Bez dodatkowych opłat — pochwalił się, wspominając przy tym usta swojego kuratora.
Tyson momentalnie się uśmiechnął i klepnął go ponad stołem w ramię.
— Ogier! Jak w kosmos wyjebany, to ci, kurwa, stary zazdrości. Ładna była czy tylko zdolna?
— Całkiem, całkiem. Brunetka, taka szczupła. Ale, nooo, bardzo zdolna. — Aż pokręcił głową, samoistnie się uśmiechając. — Umie się obsługiwać męskim sprzętem. Do tego całkiem… wiesz, miła. Ale jakie zaangażowanie… Uuu… — Zmrużył oczy i zrobił specyficzną minę, ciesząc się jak głupi.
Ojciec pokiwał głową z uznaniem.
— No, stary jest z ciebie dumny. Trzeba było numer wziąć, bo laseczka co dobrze ciągnie i jeszcze ładna jest, to jak perełka, kurwa, w jebanym morzu zgnitych małż — odpowiedział z przekonaniem.
— A ty coś o tych zgniłych małżach wiesz, co? — prychnął Chase nadal z lekkim uśmiechem na ustach.
Tyson westchnął i odchylił się mocno na krześle, aż się przy tym bujając.
— Weź, młody, jak o seksie, to nie w moim kontekście. Człowiek tu pierdolca dostaje od braku cipek.
— Mówiłem o matce. — Chase sprowadził mężczyznę na ziemię. — Ale to nie jest nigdy dobry temat — dodał już i zerknął zza ramienia ojca na strażnika i przy okazji na zegar, ile czasu zostało. Niewiele. Tym bardziej, że powinni kończyć, upewniły go uściski dwóch par w pokoju, które się ze sobą żegnały.
— Nie wspominaj mi nawet o tej posranej piździe, której jedyne, co się chciało zrobić, to wypchnąć cię na świat — prychnął mężczyzna i sam się rozejrzał. Skrzywił się i skinął na niego. — Chociaż jedną, kurwa, paczkę z ciastkami, okej?
Chase westchnął ciężko z rezygnacją.
— Tyle dobrze, że fajek, których i tak nie mogę kupować, nie chcesz — burknął butnie i znowu się rozejrzał krótko. — Nie skarpetki? Ciastka? Od harcerek?
— Wiele by mi się tu, młody, przydało, ale ciastek mi brakuje. Tych kruchych z jakimiś dodatkami. Tu, póki Ro Gi królował, to strach było coś zjeść, bo kuchnią rządził. Miało się fuksa, jak tylko ślinę się znalazło w żarciu. — Tyson mruknął z irytacją i podniósł się. — Chodź tu, uściśnij starego.
Chase z niechęcią wypisaną na twarzy i okazywaną w każdym geście, wstał. Zrobił to jednak, bo aż tak bardzo nie czuł złości do swojego ojca i chyba też potrzebował tego uścisku. Objął go mocno, tak samo jak on jego.
— Wyślę ci te jebane ciastka. Ale nie daj się za nie zajebać.
— Niedoczekanie. Wszystkie będą, kurwa, moje — odpowiedział Tyson, jeszcze chwilę go trzymając. W końcu jednak poklepał go po plecach i odsunął się. — A ty nie bądź debil i zachowuj się przy tym swoim kuratorze. Następnym razem chcę same dobre wieści.
— Koniec widzenia, proszę wstać i się rozchodzimy! — zawołał nagle strażnik od drzwi, a inny przyszedł z kajdankami, jakie mieli założyć więźniom.
— Nie proś o to, bo jeszcze se poczekasz na kolejną wizytę, aby aż tyle się ich uzbierało — prychnął luźno Chase z lekkim uśmieszkiem na ustach. — Też się sprawuj, co? Nie chcę tylko ich, a kiedyś wyjdziesz, nie?
Tyson pokiwał głową i poklepał go jeszcze raz po ramieniu.
— Będziesz już wtedy na swoim, to mnie przenocujesz noc czy dwie, jak wyjdę, cobym do tej starej krowy i starego zjeba nie musiał wracać — odpowiedział z grymasem, ale na koniec jeszcze uśmiechnął się do syna swoimi wąskimi ustami.
— Lash! Mam ci specjalne zaproszenie po odbiór kajdanek wysłać?! — odezwał się strażnik, kiedy zapiął kajdanki na nadgarstkach ostatniego z pozostałych więźniów.
— Daj żyć, Stan, kurwa… — mruknął mężczyzna i skinął głową synowi. — Do następnego.
Chase skinął też głową mężczyźnie. Ojcu.
— Do następnego.

16 thoughts on “Newton’s Balls – 14 – Cudaki, narkomani, więźniowie

  1. Katka pisze:

    Moni, okej XD Witaj, tak w ogóle, ale prawdopodobnie również żegnaj, skoro tekst nie przypadł Ci do gustu ;) W każdym razie dzięki za opinię… czy coś XD

  2. Katka pisze:

    O., „Myśl,że nie musi przecież być taki z kuratorkiem chyba już wskazuje na jakaś małą akceptację tego?” – nie wiem, czy nazwałabym to akceptacją, bo akceptacja chyba musi być bardziej świadoma. On to wszystko nie za bardzo w ogóle rozważa, więc raczej przyjmuje to wszystko drogą prostszą XD Ale jak widać ma to swoje plusy. A co do rys – spoko, będzie w tym opowiadaniu jednak więcej dramy, więc na pewno będzie można się czegoś spodziewać. Nie powiem tylko jak szybko XD Haha a co do naszej dumy ze ślubu chłopaków – taaaak, szczególnie z racji Jamesa, który się na to wszystko zdecydował. Dzielna myszka :D

    Mati, haha jak już tutaj taka radość z Walta, to będzie większa, jak się ślub pojawi :D Jeszcze nas czeka sporo tekstu z tym panem :) A do Chase’a się wkradła lekka hipokryzja… Cóż, Courtney musi z nią walczyć! Może mu się uda :)

    Liv, zapewne jeszcze nie raz wyjdzie na jaw to, że Chase jednak idealny nie jest XD Kwestia sytuacji, okoliczności i nie raz towarzystwa. Więc spokojnie, powinnaś jeszcze znaleźć argumenty za tym, by go nie lubić XD Jak tęsknisz za Waltem i jego myszką, to chyba dobrze, bo będzie ich jeszcze trochę ;) Może nie „sporo”, bo jednak głównym bohaterem tu jest Chase, ale przewijać się będą. Courtney – tak, jest bardzo cierpliwy i w sumie pytanie, czy on to nabył w latach nauki i pracy, czy taki był od początku XD Bo jako kuratorowi, to na pewno mu się ta cierpliwość przydaje, ale czasem trzeba się jednak wkurzyć, by osiągnąć efekt. „Moze fajnie by było, gdyby Chase nie zrażał do siebie osób ważnych dla Courtneya, no ale o kim tutaj mowa… xd” – powiem tak: Chase zwyczajnie nie ma talentu do robienia dobrego pierwszego wrażenia XD Jesteś dowodem, Liv! XD Ciebie też bynajmniej na początku nie urzekł XD W ogóle fajnie, że ogarnęłaś temat tego chłopaka od Roxy. Ogólnie rzecz biorąc cokolwiek ten facet nie zrobił, nie powinien być skreślany – chociażby właśnie biorąc pod uwagę to, z jakiego środowiska musiał wyjść, że tak to na niego wpłynęło. Bo sam z siebie nie stał się taki. Też podzielam opinię, że ludzie źli się nie rodzą (co najwyżej z jakimiś zaburzeniami, ale to już sprawy bardziej biologiczne). Więc no szkoda chłopaka… Może jednak trafi w swojej dalszej karierze resocjalizacyjnej na kogoś, kto go wyciągnie z tego wszystkiego i zlikwiduje w nim tę bestię. Dla każdego jest nadzieja. Co do starego Lasha – jak mówiłam, głowy nie dam, że to już było, choć mam wrażenie, że tak… no ale pogrzebcie, pogrzebcie, a nuż już padło. Jak nie, to na pewno będzie powtórzone ;) I w ogóle dzięki za duży komentarz! Fajnie widzieć, jak tekst trochę bardziej pobudza do myślenia :D

    KillCheerleader, i tak miło, że o tak później porze stworzyłaś komentarz ;) Ja też nocą nie myślę, więc się nie dziwię braku większej weny do komentów. Co do komentarzy Chase’a – no jak widać Courtney stara się na to jednak reagować. Po sobie chyba bardziej pozwala jechać, a już na pewno w zaciszu domu, ale jednak chłopaka trzeba czasem utemperować. Długa droga ich czeka. A Ian i Philip się pojawią, ale głowy nie dam kiedy XD Niestety nie pamiętam po prostu, a nie mam jak ogarnąć teraz. Trzeba cierpliwości XD

    Asus, „niech się buzia ładnie goi i niech Chase ucałuje to będzie lepiej;)” – och och zgadzam się, powinien mu tam buzi dać XD To nic że to nigdy nie pomaga, liczy się gest! Zaś w przypadku Lashów słowo „pokręcona” relacja jest bardzo trafne. Bo trudno oceniać ich uczucia i w ogóle podejście do siebie nawzajem czymś pozytywnym czy negatywnym. Wiadomo, wiele by tu można było zmienić w tym patologicznym wychowaniu, ale jednak chyba na swój sposób ojciec kocha syna i vice versa. Dziękujemy za wenę :D Za komentarz też :D

    Kaczuch_A, Chase jest chyba rzeczywiście najnormalniejszy z nich wszystkich… Trudno w jego rodzinie w ogóle szukać jakiegokolwiek dobrego wzorca. Choć jakoś jestem pewna, że jego ojciec był lepszym opiekunem niż dziadkowie, mimo że to on siedzi, a nie oni. Bardziej się przejmuje jednak i ma więcej mózgu chyba. A Chase skoro teraz jest w miarę normalny, to może byłby zajebistym obywatelem i jakimś super inteligentnym kolesiem, jakby miał normalną rodzinę XD W sumie smutne że tyle potencjału ludzkiego się marnuje przez niewłaściwe środowisko. A i to urocze, że tak adorujesz Tanka :D Ja go nie raz mam ochotę teleportować ze świata NB do naszej rzeczywistości i wypieścić, więc całkowicie rozumiem XD „ Chłopak, który cię interesuje, reaguje na innych facetów w ten sposób. Kurczę, też mi się przykro go zrobiło.” – nooo, niefajnie :( Dobrze, że tego jakoś z premedytacją nie powiedział, tylko nie myśląc, ale jednak niemiło. Ale ogólnie super, że masz to uczucie wyczekiwania :D Jak akcja tak nastraja po przeczytaniu, to dobrze chyba wychodzi opko XD

    Kasia, tak, musi być trochę spięć, a do tego jestem przekonana nawet, że są one potrzebne i niezbędne do budowania związku. W jakiś sposób ustalają granice i pokazują, co się toleruje, a co nie, więc no, są przydatne. Szczególnie teraz, na początku, gdy nasi panowie jakoś próbują do siebie dotrzeć. Czy Chase rozwinie ten wątek w swojej głowie… Hm, zobaczymy. Na pewno każda kolejna sytuacja w podobnym stylu powinna go jakoś skłaniać do myślenia. Zobaczymy. „A teraz czekam na instynkty opiekuńcze Chasea kiedy zobaczy w jakim stanie jest Courtney :)” – haha, będzie smutne, jak się okaże, że żadnych nie ma XD Chociaż nie, Tankiem się baaaardzo dobrze opiekuje, więc może jednak… :) I cała przyjemność po naszej stronie of course ;)

    Zuziia, dokładnie! To jest kolejny argument za tym, by kłótnie były – wychodzenie uczuć. Jakoś często łatwiej coś impulsywnie wykrzyczeć niż wyznać po długich przemyśleniach. Zresztą niekiedy to jest bardziej szczere. A Courtney na głowę na pewno sobie wejść nie da. Może na wiele pozwala, jednak ma swoje zasady, więc Chase może jeszcze nie raz uderzyć w jakąś niewidzialną ścianę. No i oczywiście noł problem odnośnie krótkiego komentarza – każdy jest na wagę złota ;)

  3. Zuziia pisze:

    Czyżby jakiś zgrzyt pomiędzy Courtneyem i Chasem? Jeśli tak to fajnie bo podczas kłótni wychodzą uczucia xD Super rozdział tylko troszeńkę krótki ;( i znów trzeba czekać :(( ale opłaca się! :D Dobrze, że Corn nie da sobie wejść na głowę bo czaem Chase przesadza i nie myśli co mówi a to jest wkurzające ;( sorry za mało rozwinięty komentarz, ale późno już xD Weny i miłego jutra! ;)

  4. Kasia pisze:

    I znowu spotykamy Waltera :) Chase musiał być w szoku, kolejny homo, hehe. Pączkujecie czy jak?, boskie :) Co prawda nie przypadło do gustu Cornowi, no ale jakby to mogło być żeby tak od razu wszystko się układało, musi być trochę spíęć :) Chociaż dzięki tej sytuacji Chase miał nagły przebłysk, że może on też…? Ciekawe czy rozwinie ten wątek w swojej głowie? I muszę przyznać że podoba mi się podejście Chasea do publicznego okazywania „czułości” . Być może jest trochę szorstki w obyciu, ale coraz bardziej go lubię :) Wizyta w więzieniu była przytłaczająca ale i wesoła dzięki pedalskim odniesieniom starszego Lasha. No i może coś dobrego z tego będzie bo zachęcił go do przyjęcia pomocy od kuratora :) A teraz czekam na instynkty opiekuńcze Chasea kiedy zobaczy w jakim stanie jest Courtney :) Super rozdział, dzięki dziewczyny :)

  5. kaczuch_A pisze:

    Powiem tak rodzina Lash’ów to niezła patologia i że Chase uchował się względnie normalny w takich warunkach to jestem pełna podziwu. Aż mam ochotę go przytulić, że przez to wszystko musiał przejść sam. Tank, Tank, Tank psiaku temu panu życzę jak najlepiej. Boże kocham tego psiaka, piszę to pod każdym rozdziałem, ale po prostu go uwielbiam. Więc meeega się cieszę, że już jest z nim ok. Walter jest jak dla mnie zbyt otwarty, lubię gościa, ale jest za bardzo out jak dla mnie. Chociaż Chase zareagował zbyt agresywnie, ale nie ma się co dziwić. No i kuratorkowi zrobiło się przykro, nie dziwię się. Chłopak, który cię interesuje, reaguje na innych facetów w ten sposób. Kurczę, też mi się przykro go zrobiło. Jednak czekam na dalszy rozwój wydarzeń, już w tej chwili chciałabym tyle wiedzieć. Mamo~

    PS.: Dużo się dziwię w tym komentarzu~! xD

  6. Asus pisze:

    Chase zaobserwował w swoim życiu pierwszy wysyp homo… użycie słowa „pączkowanie” mnie rozwaliło XD a niech pączkują! Brakuje mi większej ilości postaci.
    Kukurydz się wreszcie wykazał odpowiedzialnym zachowaniem. Bardzo ładnie Kukurydzku, plus dla ciebie^^ niech się buzia ładnie goi i niech Chase ucałuje to będzie lepiej;)
    A co do rozmowy ojca z synem… nie ma to jak pokręcona relacja, ten się martwi, ten się focha i ma żal, ale jednak w jakiś sposób kocha… tak, ta rozmowa bardzo mi się spodobała i czekam na więcej takich wstawek. A co do niezamierzanych podtekstów rzucanych przez ojca, to chyba biedny Chase musi się bardziej pogłowić jak to odbieraXD i niech nie kłamie o żadnych brunetkach^^ to mu wcale nie pomoże!

    Bardzo fajny rozdzialik i czekam na kolejny~
    Weny i czasu drogie autorki, aby takie cuda tworzyło się lepiej ;)

  7. KillCheerleader pisze:

    Dobra, przyszłam skonstruować coś, co ma większuy sens, niż mój pierwszy komentarz, który był na poziomie rozmowy Lashów. Zdecydowanie tak późna pora nie sprzyja myśleniu, ale dobrze się czyta po północy (albo nad ranem, bo często jest tak, że budzę się o nieprzyzwoicie wczesnej porze i zamiast iść spać dalej, to stwierdzam, że rozdziału nie zaliczyłam po północy :D)
    Mi osobiście umknął również powód dla którego ojciec Chase’a siedzi sobie w kiciu, ale faktycznie coś było podczas rozmowy z Walterem.
    Corn powinien trzymać młodego Lasha na krótszej smyczy – rozumiem pewne rzeczy, ale za takie bezczelne komentarze to bym następnym razem ode mnie dostał figę z makiem a nie ciepły obiad :D Chase jest penerski, a myślałam że nieco zacznie się zmieniać.
    I w ogóle to zapomniałam skomentować poprzedni rozdział, więc już maltretuje klawiature to machnę dalej.
    LOL! Chase tak spoko przyjął informacje, że musi sie zbadać i te kondomy – jakby już ustalili, że będą to robić xD nie no spoko.
    Co z Ianem i Philem?;D bo nie tylko ja się tutaj na nich napaliłam xD

  8. Liv pisze:

    No, wrócił kochany Chase. Ależ smarkacza nie trawię :)
    Serio, lepiej. Tamten poprzedni był zbyt w porządku żeby być prawdziwy.
    I Walter już po raz drugi w tym opo. Świetnie, byłoby super, gdybyście kiedyś też może napisały o ich podróży poślubnej… :3
    Tęsknię trochę za Walterem i jego Myszką, jedyna homo para która bierze normalny ślub, to słodkie <3
    Aha, dlaczego całowanie jest obsceniczne? :( Nie rozumiem. Nie jestem jedną z tych osób, które liżą sie publicznie (tak jakbym miała z kim ^^), ale Chase dosłownie się takim parom wpieprza z tekstami godnymi gimbazy. No ale przecież, skoro nie lubi, to może… -.-
    Ok, muszę skończyć. ;)
    I Courtney był wyjątkowo fajny, tam u lekarza. Zastanawiałam się jak długo będzie pozwalał Chase'owi na każdą żałosną gadkę. Nie mówię że jest za miękki, ale bardziej że podziwiam jego cierpliwość. Dzisiaj tak troszkę wreszcie się wkurzył c:
    Współczuję Chase'owi tatusia. Nic dziwnego że jest jaki jest, skoro ojciec go nakręca. To żadne usprawiedliwienie, ale zawsze miło zwalić na kogoś innego. xd
    I nie pamiętam czy pisałyście już o tym, za co pan Lash senior trafił do kicia? Przepraszam, jeśli tak, wyleciało mi z głowy, a jestem ciekawa :)
    I przykro mi trochę, że Walter poznał Chase'a akurat w takich okolicznościach. Ale Chase ewidentnie od razu przyjął postawę obronną. Coś mi się wydaje (ciekawe czemu), że związek Courtneya i Chase'a będzie całkiem poważny, a Walter jest przecież przyjacielem Corna. Moze fajnie by było, gdyby Chase nie zrażał do siebie osób ważnych dla Courtneya, no ale o kim tutaj mowa… xd
    Ciekawe jakie życie musiał mieć były Roxy. Ktoś gdzieś kiedyś powiedział, że nie ma złych ludzi. A więc Chase jest jeszcze reformowalny, wprawdzie gnębił i okradał jednego chlopaczka, przypadkiem nie zabił innego, ale miał smutne dzieciństwo, to trudno, można go naprawić. A ten ćpun? Jakie on miał dzieciństwo, może też miał kuratora? On bił Roxy, brał i pewnie ją też zmuszał do brania. Nie mam zielonego pojecia, jak można jego usprawiedliwić, ale pewnie też nie ma rodziców itp. Dlaczego Chase'a można naprawiać, a tego drugiego przymknąć? Bo jest parę lat starszy i już stracił tę szansę? :/ A może żadnej nie miał i nic dziwnego w sumie. Może Chase też na żadną nie zasłużył, a jednak jego jeszcze traktuje się jak człowieka. A tamtego już nie, chociaż oboje wykorzystywali i stosowali przemoc wobec innych ludzi. Ale tamtem jest już zwierzęciem, a Chase tylko nastolatkiem z trudną sytuacją. xD
    Jej, dość. Chora jestem, nic nie robię tylko umieram cały dzień, to zaczynam psychoanalizić… Lubię Roxy, nie wiedzieć czemu. "Panie Corn!" ^^
    Ok, zapomniałam co jeszcze chcialam napisać, ale i tak trochę za dużo wyszło c;
    Wiem. Nie byłabym sobą, gdybym nie zajęczała, że Ian i Phil. ;3 Teraz już jasne, że to postacie raczej najwyżej trzecioplanowe, ale tęsknię xd
    A, dopiero teraz przeczytałam komentarz odnośnie odsiadki Lasha. Spróbuję znaleźć tę rozmowę :)
    Bardzo wciągnęłam się w NB… To dziwne, bo zawsze mam problem z lubieniem czegoś, jeśli nie lubię głównego bohatera. Ale staram się, staram.. :D
    I zgadzam się, że te dwuznaczności w rozmowie Chase'a i taty były piękne

  9. Mati pisze:

    Waaalteeer tak, tak, tak!!! <3 Haha
    Nieładny Chase, od cudaków wyzywać. A tak mu się podobało jak cudak się nim zajmował, oj, bardzo nieładnie.
    Biedna dziewczyna. Takiego kutasa poznać, ech.. Ale za to Courtney znów zaplusował :)
    Dość ciekawa relacja ojca z synem. Taka… No ciekawa.

  10. O. pisze:

    Haha Damian, nie masz rozdwojenia jaźni?:D Bo co bohaterowie to Ty xD
    Ale ponoć chodzi w życiu o odnajdywanie siebie i swojego miejsca xD

    Plus dla Chase, że nie lubi obscenicznego okazywania uczuć przez pary hetero i homo. Myśl,że nie musi przecież być taki z kuratorkiem chyba już wskazuje na jakaś małą akceptację tego? Zalążek.. A wiadomo, że w zalążku można wszystko zabić xD No i wychwalał laskę w wykonaniu Corna, o minie jego nie wspomnę xD Czekam kiedy na to wszystko wejdzie jakaś rysa. Choć chyba już coś się robi nie tak, skoro Corn’a zabolało w pewien sposób podejście Chase’a.. Tylko że został draśnięty nienawiścią xD Więc pewnie Chase teraz zabawi się w pielęgniarza ;D

    Ah! Pierwszy ślub na stronce! Gejowski oczywiście, co by Marg i Mike nie poczuli się urażeni xD Trzeba zrobić jakąś imprezkę :D Niemniej cieszę się, bo wszyscy wiemy jaki jest James.. Choć pewnie i tak poczucia jego wartości ślub nie podniesie, to jednak możemy o tym pomarzyć xD Was też chyba jako „matki” cieszy to wydarzenie?:D

  11. Katka pisze:

    Killcheerleader, jeszcze trochę a będzie to dosłowne :D Ach te powiedzonka, takie prawdziwe w swojej dwuznaczności…

    Damiann, za co siedzi Lash, to na pewno szybko wyjdzie, jeśli już nie wyszło. Jakos mam wrażenie, że Courtney o tym rozmawiał z Walterem wcześniej… ale mogę sie mylić. A czy będzie lizał, zobaczymy XD

    Renka, druga w nocy to bardzo dobra pora na czytanie – potem większe prawdopodobieństwo, że fajne rzeczy się będą śnić XD No i widzisz, ciekawie było – jakkolwiek się fajnie pisze zawsze o kręcącej ze sobą parze, to jednak postacie drugoplanowe wiele wnoszą :D Super więc, że spełniły swoją rolę :) A Chase w stroju pielęgniarki – hahaa, urocze by to mogło być :D

  12. Renka pisze:

    Druga w nocy, za parę godzin muszę wstawać, ale czytam nowy rozdział Newtons Balls. Gdzie tu sens, gdzie tu logika i rozsądek? A jeżeli chodzi o rozdział, to był naprawdę fajny. Była akcja, był Walter i był wielki debiut Lasha seniora. Była też wizja Chase’a w stroju pielęgniarki w towarzystwie zabandażowanego kuratora, ale to tylko mojej głowie (a szkoda).

  13. Damiannluntekurbus17 pisze:

    Ich slownictwo… Tak bardzo ja xD
    Ciekawe za co siedzi Lash 1. Moze za morderstwo? Krotki sie wydawal rozdzial, ale bylo ciekawie!
    Ciekawe jak Lash 2 zareaguje jak zobaczy kuratora z obita mordeczka xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s