No Exit – 42 – Luźno, czule, mlaszcząco

— Słodkie będzie dobre — stwierdził Marvin, gdy wyszedł wraz z kochankiem ze sklepu z butelką białego, słodkiego wina. Byli już w dzielnicy, w której mieszkał Dean i po drodze zawinęli do sklepu, by nie przyjść z gołymi rękami. — Jeśli mu się smaki nie zmieniły, powinien być zadowolony.
— To spoko. Do tego mamy tak zwane „nigdy nie zaszkodzi” — dodał Jaz, mając na myśli zestaw kilku żeli rozgrzewających i lubrykantów, które kupili w drogerii. Z doświadczenia widział, że tego nigdy nie było za dużo.
Marvin zagryzł kusząco wargę i zamruczał na potwierdzenie.
— Ciekawe, czy ten kumpel Deana z Montany już jest — rzucił, gdy szli dość niespiesznie, bo było wyjątkowo ciepło, ulicą, na której mieszkał ich choreograf.
Widzieli ich docelowy budynek i światło w jego mieszkaniu. Pod klatką ujrzeli dodatkowo zaparkowany samochód, a z niego wysiadającego ciemnoskórego mężczyznę, który od razu kojarzył się albo z jakimś gangiem, albo z breakedance’em. Ten, jak tylko zamknął swój samochód, wyciągnął kartkę z tylnej kieszeni spodni i podszedł do tej samej klatki, gdzie mieszkał Dean.
— O ile zakład, że to ten? — zagadał cicho Jasper do Marvina, który tylko potaknął i przełożył reklamówkę z winem do drugiej ręki.
Podeszli do domofonu, stając za kolesiem, który właśnie wciskał odpowiedni guziczek. Jeszcze nie zauważył pozostałej dwójki, a gdy w domofonie odezwał się głos Deana, Marvin wychylił się lekko i rzucił:
— Hej, mistrzu, to my.
Ciemnoskóry mężczyzna spojrzał na dwójkę mężczyzn pytająco i trochę srogo, po czym skinął głową.
— Też do Deana? — spytał, otwierając drzwi i wchodząc na klatkę jako pierwszy.
— Mhmm — mruknął Marvin, odruchowo przeciągając sylabę, po czym wyciągnął do niego dłoń. — Marvin, a to Jaz — przedstawił siebie i swojego faceta. — Tańczymy pod dowództwem Deana.
— W tym No Exit? — upewnił się jeszcze ciemnoskóry nieznajomy. Miał miękki głos i naprawdę spokojnie mówił. Bujał się dość mocno na boki, kiedy szedł.
— Ta — odparł Jaz ze swoim zwykłym, szerokim, sympatycznym uśmiechem, ściskając jego rękę na powitanie.
— A wy się znacie z Montany z…? — dopytał się Marvin, wychodząc po schodach zaraz za mężczyzną. Czekał, aż ten przedstawi się z imienia.
— Z… — zawahał się, najpewniej nie wiedząc, jak dużo wiedzieli o przeszłości Deana. — A stąd i stamtąd — odparł oględnie i zapukał do drzwi z właściwym numerem, kiedy już dotarli na górę. Tam od razu otworzył im gospodarz i uśmiechnął się szeroko na ich widok.
— Jaka dostawa! — ucieszył się, wpuszczając ich do środka. Był ubrany w bardzo kolorowe aladynki, dzięki którym było widać jego szczupłe, jasne łydki. Do tego miał nawet zwykłą, białą, przylegającą do ciała podkoszulkę na ramiona i chustkę pod szyją. Jego wąska talia była znacząco podkreślona. — Poznaliście się? — Spojrzał po gościach. — Jack, a to Marvin i Jaz. Są parą, więc nie ma macania.
Marvin tylko uśmiechnął się i pocałował Deana w policzek na powitanie.
— Masz, specjalnie dla ciebie białe. — Podał mu reklamówkę z winem, po czym dopytał: — A jak już o parach mowa, jest już twój facet?
Odpowiedzi od Deana dostawać nie musiał, bo zobaczył, jak z salono-sypialni wyłania się ich szef, niczym niedźwiedź wychodzący ze swojej jamy. Był ubrany w ciemne kolory, jak zwykle z dłuższym pasem włosów zaczesanym w tył i lekkim zarostem na twarzy.
— Jest już jego facet — rzucił, podchodząc do nich i z każdym witając się uściskiem dłoni. — Harley Bunch — dodał na koniec do nieznajomego mężczyzny.
— Jack Pex — przedstawił się ten i zerknął krótko, pytająco na Deana.
Ten wyszczerzył zęby i rzucił się na Harleya, wieszając mu się na szyi. Uniósł też jedną nogę do tyłu w teatralnym geście, niczym księżniczka Disneya.
— No, znalazłem sobie faceta. Fajny, co? Zazdrościsz? — Zarechotał, łapiąc kochanka za brodę i cmokając go mocno, z rozpędu w policzek.
— Nie wypada chyba powiedzieć inaczej — odparł gość, drapiąc się po głowie, którą zdobiły krótkie włosy. — Ale… — Sięgnął do kieszeni obszernej kurtki. Podał Deanowi małą, ozdobną torebunię. — Jak będziesz chciał, to zapraszam.
Dean od razu olał Harleya dla prezentu, ale i tak oparł się o mężczyznę. Otworzył opakowanie i wyjął z niego tytanowy kolczyk podkówkę, sterylnie zapakowany.
— Zajebiście!
Harley też na dłużej zawiesił wzrok na kolczyku, ale zamiast skomentować, wziął butelkę wina.
— Dam na chwilę do schłodzenia — zaproponował, ruszając do kuchni, ale zanim w niej zniknął, skinął na Jaza. — Chodź, pomożesz mi przenieść do pokoju to skąpe jedzenie, o które Dean się postarał.
— Spoko — odparł tancerz i jeszcze podał Deanowi siatkę ze sklepu. — A to tak na dobre początki mieszkania. — Puścił do niego oczko i poszedł za swoim szefem.
Dean przyjął prezent i od razu zajrzał do środka.
— Harley! Mamy więcej poślizgu! — Ucieszył się i skinął na resztę. — Chodźcie. Jest trochę chłodno, bo trzeba było jednak trochę wywietrzyć.
— Mmm, wywietrzyć? — Marvin, który w międzyczasie rozebrał się z wierzchniego odzienia, spojrzał wymownie na jego tyłek. — To dlatego to jedzenie jest „skąpe”, bo nie miałeś czasu się o nie zatroszczyć? — dodał, ruszając za swoim kumplem i Jackiem do pokoju.
— I trochę mi się nie chciało. Liczyłem, że przyniesiecie jakiś alkohol poza tym, co sam mam — odparł gospodarz, zapraszając ich gestem, aby usiedli na łóżku, które poza parapetem i taboretem było jedynym meblem, na którym można było przysiąść.
Jack spojrzał na Deana wymownie, zanim usiadł.
— Zmieniłem — mruknął blondyn w odpowiedzi. — Siadaj, a nie zachowujesz się jakbyś się spermy brzydził.
— Zależy czyjej — odparł ten, ale faktycznie usiadł.
Marvin też uznał, że zajmie miejsce na łóżku.
— Ale jakiejś muzyczki nam chyba nie poskąpisz, mistrzu?
— Nie, już, już. — Dean podszedł do swojej niewielkiej wieży stojącej na szafce. — Ale jak wam się podoba? Znaczy, Jack, tobie, bo pierwszy raz tu jesteś. Niewiele większe to niż cela, a płaci się czynsz. Zdzierstwo — dodał, odpowiadając mimochodem na wątpliwości Marvina, skąd ci się znają.
Tancerz spojrzał na drugiego mężczyznę spokojnie, nie wyglądając na zszokowanego czy zniesmaczonego. Jack też rzucił mu krótkie spojrzenie, upewniając się, czy może mówić swobodnie. Ciężko było powiedzieć, za co mógł siedzieć. Równie dobrze mógł kogoś okraść, jak zasztyletować. Niewiele dało się odczytać z jego ciemnych, bardzo spokojnych oczu i skąpej mimiki twarzy.
— Wiesz, plus, że nie masz krat tylko drzwi.
— A to prawda. I mam własną kuchnię. W kooońcu. Mogę jeść, co chcę, a nie co zaleca dietetyk więzienny — Dean jęknął teatralnie, a razem ze stolikiem kuchennym do salonu weszli Harley i Jaz.
Jack zaśmiał się z odpowiedzi kumpla.
— Boże, że tu jeszcze nie umarłeś przez to żarcie.
— Będę z nim jadał przynajmniej raz w tygodniu, to poratuję jego żołądek — dorzucił Harley, stawiając przed łóżkiem stoliczek z przekąskami, po czym usiadł na wolnym taborecie. Rzucił tylko krótkie spojrzenie na łóżko, na którym jeszcze niedawno Dean go rżnął. Aż go szparka zaswędziała. Miał też świadomość, że siedzi nieco sztywno, ale liczył, że nikt tego nie zauważy. Trochę go tyłek piekł.
— Mój żołądek na razie żyje — fuknął Dean i usiadł kochankowi na kolanie. Nie usiedział na nim jednak nawet minuty, bo do drzwi zadzwonili kolejni gości. — Moment — przeprosił wszystkich i poszedł otworzyć.
— Jadł już przy tobie ketchup z pure? — spytał Jack Harleya, a Jaz w tym czasie podał Marvinowi piwo i orzeszki, biorąc sobie też jedno.
— Jeszcze nie, na razie miałem okazję widzieć płatki z mlekiem zbełtane z surowym żółtkiem i toną cukru — odpowiedział manager zarówno z lekkim obrzydzeniem, jak i rozbawieniem.
— A to słyszałem, jak o tym fantazjował. Ale najohydniejsze były zrazy z dżemem ze śniadania. Truskawkowym — kontynuował Jack, a Jasper czuł, jak orzeszki stają mu w gardle. Jak można było jeść takie rzeczy?
— To Dean, jego się nie próbuje zrozumieć — wtrącił Marvin, również się uśmiechając. Nie raz miał bekę z tego, jak jadł jego przyjaciel. Nawet kiedyś sam po alkoholu robił mu dziwne mieszanki, testując jego granice smakowe i musiał przyznać, że był wtedy z niego bardzo dumny.
— Ja sądzę, że jego ogarnianie jest bardzo zajmujące — skomentował Harley i skinął na stojący na podłodze obok stoliczka czteropak piwa. — Podaj jedno — poprosił, woląc samemu za bardzo się nie ruszać, by nie okazywać po sobie dyskomfortu.
Marvin podał mu jedną puszkę i popił ze swojej.
— Nie twierdzę, że nie. Ale to nie zawsze się udaje — odpowiedział, chociaż był jedną z tych osób, które najlepiej znały i rozumiały Deana. Był też ze wszystkich obecnych do niego najbardziej podobny, a równocześnie tak inny. Harley był przez to wręcz dumny jak paw, że ma takiego oryginalnego i intrygującego faceta. Nie wymieniłby go na żadnego innego.
— Mhm — przytaknął Jack, a do salonu włącznie z gospodarzem weszli Karl i Ethan.
Dean przedstawił ich Jackowi, z racji, że reszta się znała z pracy.
— Siadajcie na łóżku albo jest jeszcze parapet. Sorry za warunki — rzucił, wracając na udo Harleya, który objął go w talii, zupełnie nieskrępowany. Wręcz był wciąż w swoim dość poważnym, budzącym szacunek i respekt ja.
— Spoko, spoko, wygląda fajnie. Muzyczka jest — pochwalił Karl, przysiadając sobie obok Jacka, którego uprzednio bardzo dokładnie zlustrował. Nie było to też dyskretne spojrzenie, zapewne przez fakt miejsca, w którym pracował. Tam nie musiał się hamować, a wręcz czasami na jego korzyść działało, gdy patrzył ostentacyjnie na klientów ze swojego stanowiska do tańczenia. Często kończyło się to wsunięciem banknotu za gumkę majtek.
— To ja sobie bezczelnie skorzystam, jeśli pozwolisz — zaświergotał Ethan, sięgając po poduchę z łóżka i rzuciwszy ją na podłogę obok stoliczka, usiadł na niej w siadzie skrzyżnym. Ubrany był chyba w najbardziej przegięty sposób ze wszystkich: w obcisłe, turkusowe rurki, różowy top i błękitną, siatkowaną koszulkę, o dodatkach w postaci świecidełek na nadgarstkach i w uszach nie mówiąc.
Karl prezentował się już bardziej normalnie, bo miał na sobie tylko swoje bojówki w moro i wiszącą na nim czarną bluzę z kapturem.
— I w ogóle zazdroszczę, że sam mieszkasz. Ja wciąż z bratem, chyba się nigdy nie uwolnię. — Westchnął, po czym zwrócił się do Harleya z lekkim uśmieszkiem. — Chyba że dasz mi podwyżkę, szefie.
— Dostałeś już jedną za nowe występy. Zapracuj na więcej, a potem proś — odpowiedział mu manager.
Jack popatrzył po nich pytająco.
— Razem pracujecie? W ogóle… — Skinął na Deana i Harleya głową. — Jak żeście się poznali? Bo w tym wszystkim nie raczyłeś mnie poinformować.
— Jasper nas sobie przedstawił — wyjaśnił Harley, jedną ręką obejmując Deana w pasie, a w drugiej trzymając puszkę piwa, z której co raz popijał. — Jaz i Marvin są tancerzami w moim klubie. Dean mnie zainteresował i zaczęliśmy się… umawiać.
— A teraz, aby było ciekawiej — dodał gospodarz — Harley pieprzy się ze swoim pracownikiem, którym jestem ja.
— I tak poza tym to cała reszta też pracuje w No Exit — uściślił Jasper.
— No, to widzę, że wbiłem na firmową imprezkę — zauważył Jack i zabrał się za zawsze obecne na imprezach orzeszki.
— Oj tam! — Ethan machnął ręką, samemu wyjadając owsiane ciasteczka. — Nie czuj się skrępowany, bo my wszyscy jesteśmy otwartymi ludźmi. Nie? A do klubu zapraszamy, jakby co, bo oni fajnie tyłkami kręcą. — Skinął na trójkę tancerzy.
Harley popatrzył po swoim personelu, naprawdę z niego dumny. Oczywiście było to co innego niż oglądanie Sammy’ego pierwszy raz trzymającego swój kij baseballowy, czy robiącego pierwsze kroki, ale klub też był jakimś tam jego „dzieckiem”, więc cieszyło go dobre jego prosperowanie.

*

Marvin złapał swojego faceta za podbródek, pocałował go i odprowadzony spojrzeniami Karla, Jacka, Ethana i Harleya, którzy zostali w pokoju, wyszedł z pustymi puszkami do kuchni. Musieli zrobić miejsce dla wina, które Dean właśnie w kuchni otwierał.
— No, mistrzu, ten twój ciemnoskóry kumpel z odsiadki to całkiem wyluzowany, ciekawy i gorący osobnik. Kręciłeś z nim? — zapytał przyciszonym, niskim głosem, podchodząc do szafki, w której znajdował się kosz.
Dean uśmiechnął się drapieżnie, ale i tajemniczo.
— Trochę. Ale funkcjonowaliśmy na bazie innych rytmów. Dosłownie. Głupi może powód, ale w realnym życiu nawet nie było sensu próbować — odparł, grzebiąc w szufladach w poszukiwaniu korkociągu.
— Nie? Ale rozumiem, że w pace przynajmniej się nie nudziliście? — Marvin wyrzucił puszki i oparł się o szafkę biodrem. Ubrany był jak zwykle, w lekko poszarpane jeansy, czarny podkoszulek i na to rozpinaną bluzę z kapturem. Uśmiechał się do kumpla kusząco, co było dla niego raczej naturalne.
Dean prychnął pod nosem.
— Okazjonalnie. Wiesz, w pace nie przepadają za cwelami. Ogólnie za ciotami, a ja zębów w odbycie nie miałem. A te można wybić.
Marvin potaknął ze zrozumieniem i widząc, że jego kumpel się rozgląda, sam zerknął do najbliższej szuflady. Wyciągnął stamtąd korkociąg i podał go Deanowi, przy okazji obejmując go w pasie od tyłu. Cmoknął go w łopatkę.
— Ciężko było?
Mężczyzna, niezrażony jego gestem, mruknął potakująco pod nosem, zaczynając otwierać wino, a raczej wina. Jedno za szybko by poszło.
— Nie były to bynajmniej wakacje. Ale Jack był akurat spoko. Wyszło, że jest z tej samej bajki, jak kiedyś niechcący wpadłem, jak kogoś jebał. A potem od słowa do słowa, jak to zwykle bywa. Och. Jakbyście kiedyś z Jazem chcieli wyjątkowo na więcej osób, to pewnie nie miałby nic przeciwko.
Marvin najpierw zamruczał z zainteresowaniem, po czym jednak ściągnął lekko brwi.
— Brzmi interesująco, ale wolę nie eksperymentować w tym kierunku. Sam wiesz, że mieliśmy ostatnio kilka ciężkich momentów i chcę mu pokazać, że jest jedyny.
Dean wzruszył ramionami i kiedy odłożył korek na bok, odwrócił się przodem do Marvina. Pocałował go lekko w policzek.
— Wiem. Coś już mogę o tym powiedzieć — dodał i zerknął w stronę salonu. — Ale też boję się, że stracę zęby, jak czegoś niegrzecznego spróbuję. — Zaśmiał się pod nosem i podał mu jedną butelkę wina. Ze swojej nalał sobie do kubeczka, mając w poważaniu, jakie to barbarzyńskie.
Marvin uśmiechnął się lekko i sięgnął po drugi, by nalać i dla siebie.
— Powinienem też uważać na swoje zęby i zanadto się do ciebie nie zbliżać?
— Może. — Dean uśmiechnął się zza kubka, nim się napił. — Ale… — ściszył głos, pochylając się do Marvina — jebaliśmy się na łóżku, zanim przyszliście. Trochę dłużej i byłoby jeszcze cieplutkie.
Na usta Marvina wypłynąć uśmieszek, a mężczyzna nawet obejrzał się w stronę wyjścia.
— Kiedy wspominałeś o wywietrzaniu, coś mi zaświtało w głowie… I jak było? Grzecznie tak „przygotowywać” miejsce do siedzenia dla gości?
Dean, swoim zwyczajem, przesunął zębami po dolnej wardze.
— Chyba mu się podobało. Chociaż strasznie niegrzeczny z niego prosiaczek — zamruczał nisko, zerkając co rusz w stronę wyjścia, aby nikt ich nie przyłapał na takiej rozmowie. — Ale oczywiście zaszyję ci dupsko, jak piśniesz komukolwiek. Jaz też się liczy, chociaż słowo.
— Czekaj… — Marvin ściągnął brwi w skupieniu. — Chcesz mi powiedzieć, że… ty… — uniósł palec wskazujący i wsunął go sugestywnie do dziurki utworzonej z palców drugiej dłoni — jego…?
Dean tylko się oblizał i skinął głową z szerokim, zadowolonym z siebie jak diabli, uśmiechem.
Marvin zagwizdał cicho, naprawdę zaskoczony. Nie spodziewał się i chyba nawet nie był za bardzo w stanie wyobrazić sobie swojego szefa w pasywnej roli.
— I jak? Był raczej nieśmiały i miałeś dużo roboty, czy on tak częściej?
— Miałem raczej dużo roboty, ale nie był nieśmiały. Jest gorący. Chociaż… — Lekko się skrzywił. — Przez takich jak ty czy Jaz — stuknął młodszego mężczyznę w klatkę piersiową wskazującym palcem i przy okazji zrobił łyka wina — przywykłem do depilacji.
Marvin uśmiechnął się, również niespiesznie popijając winogronowy trunek.
— Mhmm, pamiętam, że trochę tego futra na sobie ma… Miałeś w co wcierać mleczko.
Dean prychnął pod nosem z rozbawieniem.
— Chyba za dobrze mnie znasz.
— Może… Choć nie spodziewałem się, że przelecisz mojego szefa. Mmm… czekaj… a ja się zastawiałem, czemu tak nieruchliwy jest przez cały wieczór… Nie oszczędzałeś jego dziury, co?
Dean znowu oblizał usta i zerknął w stronę salonu.
— Nie nazwałbym tego tak. Raczej… hmm. Odpowiednim serwisem. Od samego początku, do samego końca. I dobrze, że ma golf. — Zaśmiał się i dopił wino z kubeczka. Dolał sobie i Marvinowi. — Bo, kurwa, wychlejemy wszystko.
— Wiedziałem, że słodkie ci podejdzie — odpowiedział mężczyzna z rozbawieniem, chętnie pijąc. — Ale może rzeczywiście zostawmy coś dla nich, to jeśli Harleyowi się zrobi za ciepło, to będę miał okazję zobaczyć, jak bardzo wziąłeś sobie za cel… upolowanie zwierza.
Dean ściągnął brwi.
— Coś masz konkretnego na myśli? — spytał, jeszcze nie wychodząc z kuchni, skoro temat nie był do końca skończony.
— Tylko tyle, że zaciekawiłeś mnie tym, co chowa pod golfem i zasugerowałbym podkręcenie ogrzewania i dolania więcej twojemu facetowi. — Marvin zaśmiał się i zabrał kilka szklanek do wolnej dłoni, żeby przenieść je z Deanem i butelkami do sąsiedniego pokoju.
Dean chwilę się zastanowił, po czym skinął głową. Przecież jeśli Harley sam się rozbierze… to nie będzie w tym jego winy. Prawda?
— Tylko nie przesadź ty. Nie mam was gdzie położyć, a chuj mojego faceta zajmuje tyle miejsca w łóżku, że więcej gości się tam nie zmieści.
Marvin obnażył zęby i seksownie nimi „chapsnął”, uśmiechając się przy tym, po czym wreszcie wyszedł z gospodarzem z kuchni.
— Noooo, wreszcie coś mocniejszego! — ucieszył się siedzący na poduszce Ethan, który dotychczas wypił już trzy puszki piwa. I o dziwo, mimo jego szczupłej sylwetki, nie wyglądał na specjalnie podchmielonego, a raczej naturalnie wesołego.
Karl też siedział luźno, rozmawiając z Jackiem żywo o piercingu, którym się swego czasu interesował i nawet obiecał mu przy „bliżej okazji” pokazać, gdzie ma „jeden taki no… wiesz”. Mężczyzna z zaciekawieniem na to zareagował. Sam jakiś czas dorywczo przekłuwał ludzi, chociaż aktualnie pracował tylko w studiu na jakieś ćwierć zmiany.
— Bierzcie i pijcie z tego wszyscy! — Dean zaśmiał się i postawił wszystko na stoliku na środku. Jeden kubeczek wziął jeszcze i nalał Harleyowi. Podał mu go, siadając mu na kolanach.
Mężczyzna zamruczał z podziękowaniem i napił się od razu, po czym wrócił do przerwanej rozmowy z Jazem i barmanem.
— Jak mówiłem, to duży samochód i uwielbiam go pewnie tak, jak Marvin swojego Harleya, ale musiałem w nim dziwnie wyglądać, będąc singlem.
— Raczej nikt ci nie zarzuci, że nadrabiasz sobie nim rozmiar — wtrącił Dean.
Ethan roześmiał się wesoło, rzucając krótkie spojrzenie na krocze Harleya, a ten pokręcił głową i napił się wina.
— W moim przypadku to nie działa na zasadzie walki z kompleksami.
— A jakiejś w ogóle? No bo, sorry, szefie, ale po cholerę przejmujesz się, jak w nim wyglądasz? To nie jest… nie wiem. Hmm. Różowy Cadillac. — Jaz rzucił, myśląc racjonalnie i samemu zostając przy piwie.
Marvin oparł dłoń na jego ramieniu, a na dłoni brodę, tylko przysłuchując się rozmowie.
— Kupiłem go dlatego, że mi się spodobał. Nie jestem jak kobieta, która zmienia fryzurę dlatego, że chce zmienić swoje życie — odpowiedział manager, mając w tym względzie wręcz za dużą wiedzę. Jego żona drastycznie zmieniła fryzurę trzy razy: kiedy za niego wyszła, kiedy zaszła w ciążę i kiedy się z nim rozwiodła.
Dean zerknął na Harleya krótko, czując dziwne ukłucie, jakby to było skierowane w jego stronę. On zmienił fryzurę zaraz przed występem, który zafundował wtedy jeszcze swojemu szefowi w nadziei, że ten będzie jeszcze chciał spróbować z nim być.
— Co racja, to racja. — Jaz zaśmiał się, nieświadom zbieżności albo ich po prostu nic nie zauważając.
— Faceci mimo wszystko mają trudniej, aby „drastycznie” zmienić fryzurę, jeśli już mają krótkie włosy — dodał Ethan, pijąc chyba najszybciej ze wszystkich.
Harley spojrzał na swojego faceta i uśmiechnął się ruchomym bokiem ust. Przycisnął go mocniej do siebie i pocałował w krótką szczecinkę z boku głowy.
— Jak nie fryzura, to zostają tatuaże albo kolczyki — wtrącił Marvin.
— Na szczęście nie posiadam — burknął pod nosem blondyn, chowając nos i usta w kubeczku z winem.
Jasper zaśmiał szczerze i radośnie.
— Nie byłoby ci źle — skomentował, zerkając co raz na Marvina. Jakby nie mógł się na niego napatrzeć.
Karl też co raz na niego, a raczej na niego i na Jaza czujnie popatrywał, ale i tak zachowywał się dość luźno. Starał się puścić w niepamięć ten incydent z szantażem. Lekki kryzys nadszedł w momencie, gdy Marvin wsadził głowę Orvela do kibla, ale od tamtego czasu było spokojnie. Chciał wrócić już do normalnych stosunków w pracy i nawet nie próbował już podrywać Jaspera. Co innego, że czasem w domu trzepał sobie do wyobrażenia, że to jego tak pieprzył, jak Marvina wtedy, u niego w mieszkaniu.
— Dean lubuje się w innych modyfikacjach i dzięki temu pozostaje bardziej oryginalny — stwierdził Marvin, dopijając wino. Gdy odłożył kubeczek, zahaczył luźno palcami o palce kochanka, który zerknął na niego i chwycił go za dłoń, kładąc już obie, wspólnie splecione na swoim udzie.
— Bardziej? — fuknął w tym czasie Dean. — Czuję się niedoceniony. Jestem najbardziej oryginalny! — zarzekł się i przygryzł zębami plastikowy kubeczek, z którego pił.
Harley zaśmiał się i zaburczał w okolicach jego ucha.
— I na pewno najbardziej seksowny — stwierdził z dużą powagą w głosie. Nawet jego wielki członek w spodniach leciutko drgnął na widok tej miny i tych zębów kochanka.
Dean zerknął na niego i uśmiechnął się pewnie.
— Ty to wiesz jak podejść, hm?
Kilka osób zaśmiało się przyjaźnie, obserwując ich i wymieniając między sobą uwagi. W tym Jaz, który szepnął do ucha Marvina:
— Nieprawda. Ty jesteś najprzystojniejszym i najseksowniejszym facetem tu, w tym mieście i w ogóle.
Marvin uśmiechnął się do niego, pocałował go w szczękę, po czym typowo kobiecym ruchem usiadł mu bokiem na kolanach. Objął go ręką za szyję i założył nogę na nogę.
— I najseksowniejszą „pretty lady”, mmm? — zamruczał, nie przejmując się, że robi tym samym niezłe przedstawienie.
Jaz od razu objął go w pasie.
— Mhm. Naj, naj! — zapewnił go, a Jack zaśmiał się pod nosem.
— Coś mi się widzi, że tu jakiś zjazd nakolanowych kociaków. A ja taki bez żadnego. — Jack psyknął bokiem ust, patrząc to na jedną parę, to na drugą, potem na Karla i Ethana. Tylko ich trójka była bez partnerów.
— A chciałbyś takiego kociaka, czy być takim kociakiem? — zapytał ze śmiechem Karl.
— A wyglądam ci na kociaka… kociaku? — odparł zapytany z rozbawieniem w oczach.
Ethan przewrócił oczami, ale z luźnym uśmiechem.
— Dlatego właśnie nie lubię gejowskich imprez z nieparzystą liczbą kutasów.
— No… ich dwóch nie mam, ale drugie kolano myślę, że się znajdzie.
Tym razem Ethan niespodziewanie się speszył, popatrzył na Karla, a ten zaśmiał się i pociągnął go za rękę. Razem usiedli na kolanach Jacka, a Harley, który trzymał swoją żmijkę przy sobie, uśmiechnął się bokiem ust.
— Mój kutas jest za dwa, co? — mruknął kochankowi cicho do ucha, ale tak, by tylko oni obaj słyszeli. — Ale… dalej czuję twojego — dodał jeszcze ciszej. — Niczym prosiak nabity na pal na palenisko.
Dean aż lekko się zaróżowił na policzkach, jakby to o nim była mowa, a nie o tyłku mężczyzny. Odwrócił się do niego bardziej i nie przejmując się, że wszyscy patrzą, pocałował go mocno i namiętnie, wsuwając mu język między wargi.
Harley stęknął, czując znowu niesamowite sensacje przez taki pocałunek. Objął mocniej kochanka i chętnie odpowiedział na pieszczotę. Najchętniej do tego wszystkiego położyłby mu swoją wielką dłoń na kroczu i ścisnął, ale wiedział, że poza nimi w pokoju jest jeszcze piątka innych osób. Dean jednak był mniej pruderyjny i wstał na chwilę, aby usiąść okrakiem na nogach kochanka. Zakręcił zaraz po tym biodrami.
— Zakładasz się, jak daleko to zajdzie? — Jaz w tym czasie szepnął do Marvina do ucha.
— Jeśli będą musieli zrobić wycieczkę do łazienki, to będzie trzeba nauczyć Deana, savoir vivre dobrego gospodarza — odmruczał mężczyzna z rozbawieniem, cały czas bawiąc się palcami kochanka i popijając wino.
— Odezwał się idealny gospodarz — prychnął Jaz i chwycił kochanka za brodę, też całując go, ale dużo spokojniej i delikatniej.
Jack chwilę patrzył to na jedną, to na drugą parę, po czym na chłopaków siedzących mu na kolanach.
— Któryś chętny? — spytał retorycznie.
Karl, który był już lekko podchmielony, podobnie zresztą jak Ethan, zaśmiał się, przyciągnął do siebie barmana za koszulkę i pocałował go mocno, kilka centymetrów przed oczami Jacka. Ten jęknął z żalem, ale nie spuścił wzroku z chłopaków, tylko patrzył się, jak ci się całują. Położył im przy okazji ręce w taliach, masując je stymulująco. Nawet nie było tak źle.
I przez dłuższy czas słychać było tylko mlaskanie…

*

— Przyjechała — oznajmił Marvin, który właśnie wyjrzał przez okno i zobaczył, że taksówka właśnie zatrzymała się pod budynkiem. — Będziemy spadać, Dean. Miło było wreszcie gościć u ciebie, a nie ciebie — dodał, niespecjalnie logicznie, bo jednak spore ilości wina i piwa zrobiły swoje.
Dean zaśmiał się, bo sam nie był w lepszym stanie. Objął Marvina za szyję i cmoknął go w policzek.
— Mhm. Też się cieszę. Bo tu — przechylił się do jego ucha — mogę zmieścić chuja, a na kanapie nie. — Zaśmiał się, odsuwając się i obejmując Jaza. Jego też pocałował w policzek. Cała reszta już wyszła przed nimi. Dean nie wnikał, gdzie się udali… całą trójką.
Harley stał przy ścianie, wciąż z kubeczkiem z resztkami wina w dłoni i patrzył, jak się żegnają. A gdy Marvin i Jaz podeszli do niego, każdemu uścisnął dłoń.
— Dobrze było was zobaczyć poza pracą. Byście jutro grzecznie się w klubie zjawili — jeszcze dodał srogo, patrząc każdemu w oczy.
— Mhm. Spoko. Jakoś się doczłapiemy — odparł Jaz za nich obu i jeszcze uśmiechnął się swoim szerokim, radosnym uśmiechem, po czym wyszedł.
Gdy i Marvin zniknął z mieszkanka Deana, Harley dopił swój alkohol i poszedł do salonu, by uwolnić ręce od kubka. Gdy już to zrobił, ściągnął przez głowę golf i odetchnął ciężko z taką ulgą, jakby na pustyni znalazł sadzawkę z wodą.
— Nie wiem już, czy się cieszę, czy żałuję, że go wziąłem — rzucił, czując wreszcie, że pozbył się „skafandra”, bo tak się czuł w tym golfie. Nie mógł go wcześniej zdjąć, bo nawet teraz widział, ile ma na sobie śladów po zębach i ustach Deana.
Gospodarz roześmiał się niczym mały diabeł.
— Mogłeś go wcześniej zdjąć. Ja bym się nie pogniewał — odpowiedział, opierając się o drzwi wyjściowe. — Dobrze się bawiłeś?
Harley przytaknął i wyciągnął do niego dłoń, zachęcając, by podszedł.
— Dobrze. Luźna ekipa.
Dean pokręcił głową.
— Mmm… nie licz, że tak łatwo pójdzie. Poproś — zamruczał kusząco, lustrując jasnymi oczami pokąsaną szyję Harleya.
— A może po prostu sam podejdę i sobie ciebie zabiorę? — Harley spytał przekornie z lekkim uśmiechem, ale nie ruszył się z miejsca.
Dean tylko wzruszył ramionami, wsuwając dłonie w kieszenie luźnych spodni, które jeszcze bardziej się zsunęły.
Harley popatrzył na niego, po czym, z uwagi na fakt, że mył się całkiem niedawno i to… całkiem dokładnie, zdjął z siebie wszystkie ubrania. A potem ruszył do Deana, chybocząc na boki swoją imponującą męskością. Złapał Deana w pasie i przerzucił go sobie przez ramię.
Blondyn roześmiał się, nie protestując, tylko sięgając dłonią do jego pośladków. Poklepał go po nich jak po małych bębenkach.
— Niezły widok jak na uciskany żołądek — zażartował, mając nadzieję, że nie zrobi mu się niedobrze.
— Już będzie miękko — zapewnił go Harley i nie rzucił nim na łóżko, tylko położył go na nim dość delikatnie, po czym sam zawisnął nad jego ciałem. Popatrzył mu krótko, ale dość intensywnie w oczy i pocałował go leniwie.
Dean odetchnął cicho, samemu wpadając nagle w ten dziwny nastrój, jaki stworzył Harley. Taki nagle przytłumiony.
Objął go za szyję i wypalił głucho:
— Podobasz mi się.
Manager zamiast zaśmiać się, czy kąśliwie skomentować tę oczywistość, przesunął nosem po linii jego szczęki i cmoknął go w kość policzkową.
— Byle zostało tak jak najdłużej — odpowiedział wreszcie.
Dean odetchnął z ulgą, przymykając na moment oczy. Kiedy je znowu otworzył, patrzyły leniwie na kochanka.
— Rozbierz mnie i chodźmy spać. Chcę się na tobie położyć.
Harley tylko przytaknął i podciągnął mu bluzkę. Pocałował go lekko wilgotnymi wargami w jasne sutki i dopiero zdjął mu ją przez głowę. Potem przesunął dłońmi po nagich bokach, w duchu wręcz nie wierząc, że to on jakimś cudem zasłużył na takiego mężczyznę jak Dean. Zdjął mu spodnie oraz bieliznę. I z żalem, że przestanie go tak dobrze widzieć, poszedł jeszcze zgasić światło.
Już po ciemku wrócił do łóżka, dając widok na swoją szeroką postawę. Tym razem położył się obok Deana, na plecach, wyciągając do niego zapraszająco ramię.
Dean zamruczał, wyjmując pościel ze skrzyni pod łóżkiem. Już ciągnąc kołdrę za sobą, wlazł na Harleya i położył się prawie całkowicie na nim. Szczupłe nogi ułożył pomiędzy nogami kochanka, a głowę oparł na dłoniach złożonych na jego klatce piersiowej. Przykrył ich kołdrą od pasa w dół. Nie przejął się tym, jak daleko stopy wystają mu poza krawędź łóżka.
— Grzejesz jak piec. Podoba mi się to. To, że jesteś duży i uniwersalny też mi się podoba. Twój ton głosu mi się podoba i twój charakter mi się podoba. Jeszcze kilka detali mógłbym wymienić, ale chyba za bardzo połechtałbym ci ego.
— Jeszcze by mi przy tobie przerosło… — odparł Harley lekko prześmiewczo, choć wpatrywał się w Deana wyjątkowo czule. Pogłaskał go przy tym leniwie i niespiesznie po plecach. Nie przeszkadzała mu ta pozycja. — Jeśli lubisz tak spać, to chyba argument, że jestem duży, jest w tej chwili najmocniejszy, co?
Dean uśmiechnął się pod nosem.
— Trochę. Ale nie wiem, czy lubię tak spać. Na razie dobrze mi się leży. Jak już usnę, wariacje mogą być inne — dodał, zabawnie ruszając brwiami.
Harley tylko uśmiechnął się i złapawszy do lekko za podbródek, wyciągnął głowę.
— Chodź tu, żmijko — szepnął i pocałował go.
Dean odpowiedział na pocałunek, układając się przy okazji wygodnie. Co prawda głównie dla siebie, ale miał nadzieję, że Harley zaprotestuje, kiedy będzie mu zbyt niekomfortowo, a na razie na to nie wyglądało. Pozwalał mu tak leżeć i wiercić się. Lubił to, jak Dean czasami zachowywał się dziecinnie, jak czasem poważniał i jak znowu rumienił się jak niedoświadczony nastolatek. Kręciło go to wszystko i w jakiś sposób dawało poczucie bezpieczeństwa i pewności. Mogło to być pozorne, bo przecież nie trzeba było nawet znać Deana, by móc stwierdzić, że jest to nieprzewidywalny człowiek. Harley za to z jakiegoś względu wiedział, że jest i będzie jego. Nie wiedział, czy dlatego, że tak ufał Deanowi, czy wierzył, że sam będzie w stanie zatrzymać go przy sobie mimo wszystko.
I tak liczyło się teraz tylko to, jak dobrze smakowały jego usta…

10 thoughts on “No Exit – 42 – Luźno, czule, mlaszcząco

  1. Katka pisze:

    Kaczuch_A, spoko, o Albercie i Ridleyu cosik się powinno pojawić, bo Bebok, która dostała drugą nagrodę w konkursie, zażyczyła sobie właśnie seksik z tą dwójką :) Musiałyśmy jednak najpierw skończyć pisać bonus dla Liv za zwycięstwo, ale niebawem weźmiemy się za naszych poprawnych panów. A co do sauny, w sumie szkoda w takich momentach, że człowiek nie ma peleryny niewidki, coby wejść i popatrzeć… XD A jeśli chodzi o daty pisania opowiadań – śledzisz naszego fejsbunia? Bo może podrzucę O. taką ciekawostkę i opublikuje :) Ale odnośnie bet mogę powiedzieć, że teraz cokolwiek piszemy, najpierw dajemy do bety, zanim wrzucimy. Przyznam, że teraz nawet wcześniejsze opowiadania poprawiamy i kierujemy do korekty, żeby wrzucić poprawione, a w dalszym etapie puścić do druku (chociażby ATCL i NBTS powoli się betuje, a ja obecnie pracuję nad Outsiderem :)).

  2. kaczuch_A pisze:

    Katka, aż jestem ciekawa kiedy pisałyście każde z opowiadań. Mogłybyście się podzielić taką informacją ^w^ I jak to jest jak pisałyście coś dawno, to przed wstawieniem to sprawdzacie, czy już od tego są Bety?

  3. kaczuch_A pisze:

    Katka, oja tak Albert i Ridley tych dwóch panów mi brakuje. Poczytałabym coś o nich <3 Właśnie tak na dobry początek jesieni. A Dean i Harley, faktycznie mało smętni, raczej nieprzewidywalni i nie raz nas zaskoczą niejednym wybuchem xD Może jestem w tyle z cywilizacją, ale to był dla mnie wielki szok. Aż jestem ciekawa jak to prosperuje, bo zdjęcia na stronie mi podpowiadają, że panowie idą się tam wypocić, ale w zupełnie inny sposób xDDD matko…

  4. Katka pisze:

    Linerivaillen, taaa, czasami dobry zapychacz nie jest zły. Fajnie, że się podobało mimo że nie było wiele zwrotów akcji XD Przyznam, że mam słabość do pisania takich scenek szczególnie w trakcie jesiennych wieczorków XD nastrajają do pisania o dupie Maryny XD

    Renka, nooo, jeszcze troszeńkę do końca :) Zobaczymy co jeszcze się wydarzy u chłopaków. Na razie jest bardzo dobrze. Może za dobrze ;)

    O., „dla Harleya to wszystko jest czymś więcej niż tylko pojemnym tyłkiem co to jego sensację” – taaak, zdecydowanie Dean dla niego jest czymś więcej. No zabujał się nasz potwór, co tu dużo mówić. A te wszystkie cechy, które wymieniłaś w Deanie, jakoś tworzą jego całościowy obraz i to bardzo oryginalny, a to się Harleyowi bardzo podoba. „Trójkąt się robi między Karlem/Ethanem/Jackiem?” – może, może ;) Wiemy, że chłopaki z No Exit lubią się zabawić, więc kto wie…

    Mati, hehe, dokładnie, niech się bawią. Nikt z nich nie jest uwiązany, więc mają prawo (hehe, ciekawe jak bardzo Marvin im zazdrości). „Są tacy dobrani mimo że na pierwszy rzut oka kompletnie do siebie nie pasują.” – co nie? Takie niby przeciwieństwa, ale chyba się nieźle uzupełniają ;)

    Kaczuch_A, hehehe, dobry cytat życia wyłapałaś XD w sumie nawet zapomniałam o tym tekście (w tym momencie zdaję sobie sprawę z tego, jak dawno to pisałyśmy…). „Rozczulają mnie takie gesty, jak siadanie na kolanach, sporadyczne całusy.” – teeeż to lubię. A co do smętnych romansów, haha, to tu by się przydał Albert i Ridley XD oni są TACY jesienni. Niemniej, mamy tu Deana i Harleya, którzy mają dopiero początki, jak zauważasz i jest to dość urocze, choć w ich przypadku mało smętnie. Są raczej wiosenni XD hahahaa, a co do gejowskiej sauny – faaaaaaajnie i masz 100% racji, to prawdopodobnie byłoby pierwsze odwiedzone w Budapeszcie miejsce przez Marvina XD co tam zabytki XD

  5. kaczuch_A pisze:

    „Dlatego właśnie nie lubię gejowskich imprez z nieparzystą liczbą kutasów.” <333 Cytat życia~! W ogóle życzę tej trójeczce wspaniałych przygód. Rozdział kochany. Harley i Dean to kociaki, ich zachowanie jest tak naturalne, mimo że to same początki. Marvina mogłabym tylko w łeb strzelić za ten pocałunek w łopatkę, kurde wiem że jest otwarty ale niech od żmijki trzyma łapy z daleka. Wiem, że to okazywanie przyjacielskiej miłości, ale znowu weźmie i coś spierdoli no. Ale później to splatanie z Jazem dłoni, urocze. Rozczulają mnie takie gesty, jak siadanie na kolanach, sporadyczne całusy. Czas na smętne romanse, jesień nadchodzi xD Karl ma niespełnione sny erotyczne, o jak mi przykro, że się nie ziszczą xD Harleya i Deana uwielbiam, powtarzam się ale lubię o nich czytać. Takie pierwsze dorosłe miłostki.

    PS.: Jako, że mnie wywiało poza granice kraju, i siedzę w Budapeszcie to szukam ciekawych i interesujących miejsc i miałam niezły zaskok, jak znalazłam tutaj gejowską saunę. Boże te pomysły na fanfiki, i wyobrażenia Marvina i Jaza (Marv zapewne by w takim miejscu po prostu oszalał) xDDD

  6. Mati pisze:

    Brawo Marvin, brawo. I masz mi nigdy więcej niczego nie odwalić, bo znajdę i uduszę.
    No i chłopcy będą mieli trójkącik. Niech się bawią :D
    No i Dean z Harley’em coraz bardziej mi się podobają. Są tacy dobrani mimo że na pierwszy rzut oka kompletnie do siebie nie pasują.
    I fajnie, że ogólnie atmosfera była taka…oryginalna. Nie często chyba zdarzają się takie spotkania, na których wszyscy goście są facetami i wszyscy się całują :D

  7. O. pisze:

    Nie ma to jak pisać komentarze po przebudzeniu xD
    Jest godna podziwu w szczególności, że nie wierzy iz zasłużył na Deana. Na piromana. Na puszczalskiego (ustatkowującego się z nim). Na lubiącego modyfikacje. Na dziecinnie- dorosłego. Ale rozumiem, że dla Harleya to wszystko jest czymś więcej niż tylko pojemnym tyłkiem co to jego sensację (zgapione od TGTL xD) przyjmie więcej niż raz w miesiącu xD
    Trójkąt się robi między Karlem/Ethanem/Jackiem? To dobrze! Może jak sobie ulżą to spuszczą wzrok z Marvina i pokus będzie mniej. Normalnie widzę Marvina jako tego księdza co to Bell w Dzwonniku z Notre Dame śpiewał xD zmieniając piękną niewiaste na wyuzdany seks xD

  8. O. pisze:

    No Marvin już wystarczająco ponaginał i poranił Jaza. Więc miło, że o tym wie i odpuścił.
    Uh uh, moszczenie się w łóżku jest mrau. Pewność Harleya też jest godna podziwu. Mam nadzieję że utrzyma Deana w ryzach xD

  9. Renka pisze:

    Tyle miłości, czułości i zrozumienia w tym rozdziale, że pewnie niedługo będzie można przeczytać coś bardziej dramatycznego. W końcu zostało jeszcze parę rozdziałów do końca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s