Newton’s Balls – 13 – Kolejny krok za daleko

W papierowych torbach i kilku siatkach spoczywało bardzo wiele zakupów. Wyposażył się nie tylko w produkty na obiad, ale też w takie, które ostatnio się pokończyły. Było trochę słodyczy i trafił akurat na andruty z karmelem na wagę, które wyjątkowo lubił. Kupił więc całe jedno pudełko. Do tego jeszcze doszło psie żarcie oraz kilka kosmetyków. Wśród nich znajdował się krem na obtarcia. Tak, zdecydowanie seks z Hectorem miał więcej negatywnych aspektów. Było mu przyjemnie tylko przez chwilę, a do tego ten seks wcale nie spełnił swojego zadania. Nie przestał myśleć o swoim podopiecznym, nie miał dobrego orgazmu, a do tego teraz czuł się niekomfortowo. Liczył więc, że krem mu pomoże.
Zakupy zajęły mu trochę czasu, ale uznał je za owocne. Kiedy dojeżdżał pod swój dom i stanął akurat na światłach, napisał smsa do Chase’a, aby wyszedł przed dom i pomógł mu wziąć kilka toreb. Nie chciał łazić z samochodu do domu kilka razy.
Nie dostał zwrotnego smsa, ale kiedy parkował już pod domem, zauważył, że chłopak odczytał wiadomość. Stał na podwórku i przyglądał się, jak Tank obwąchuje każdy kąt ogrodzenia.
Courtney wysiadł i obszedł samochód, aby otworzyć bagażnik.
— Jak tam? — Skinął na chłopaka. — Nudziłeś się?
— Nie, nie tak bardzo. Przejrzałem, co masz w lodówce, trochę pogapiłem się w TV — zrelacjonował Chase i wyszedł do mężczyzny, aby pomóc mu z rzeczami. — O kurwa, w chuj tego kupiłeś — zawyrokował, widząc zawartość bagażnika.
Jedna, duża siatka pełna była rzeczy z drogerii. Poza nią były jeszcze cztery siatki z jedzeniem oraz pudło z kartonami z mlekiem, kawą mrożoną i mlekiem czekoladowym.
— Pomyślałem, że skoro jesteś, to mi pomożesz i kupiłem więcej — wyjaśnił kurator, schował kluczyki do kieszeni i wychylił się po dwie torby.
— Nie no, jasne, spoko. Wygląda to tylko jak jakieś mega zakupy. — Chase zaśmiał się i sam zabrał siatkę na nadgarstek, a do tego jeszcze dwie pozostałe torby z żarciem. — Potem wrócę po pudło.
— Okej. — Courtney poszedł przodem z dwiema siatkami. Wolno i ostrożnie, by tyłek nie obcierał go bardziej niż już obcierał. Na szczęście Tank nie wchodził im pod nogi, a jedynie szczekał z uciechy.
Chase szedł jako ostatni, a kiedy weszli do kuchni i mógł odstawić rzeczy, zwrócił się jeszcze do mężczyzny.
— Co będziesz robił?
— Na kolację? Quiche z boczkiem, cebulą i papryczkami. Kupiłem też kozi ser, bo dobrze się rozpuszcza, ale nie wiem, czy lubisz — wyjaśnił mężczyzna, wyciągając z siatek wszystkie kupione produkty, które miały iść do lodówki i szafek w kuchni.
— Nie jadłem, nie wiem. Zaraz wracam — odparł Chase i wyszedł jeszcze na moment, aby przynieść ostatnie rzeczy z samochodu.
Courtney spojrzał za nim, a następnie na torbę z kosmetykami. Zastanowił się przez chwilę, po czym sięgnął do niej, wyciągnął szybko krem na obtarcia i zostawiwszy jeszcze nierozpakowane torby, wyszedł z nim do łazienki.
Postarał się zrobić to szybko. Obsunął spodnie i bieliznę w dół, odkręcił tubkę z kremem i wycisnąwszy sobie na palce sporą ilość, skierował je do swojej dziurki. Przymknął błogo oczy, kiedy chłodzący preparat dał mu natychmiastową ulgę. Rozsmarował to dokładnie, wewnątrz siebie również. Potem wrzucił tubkę do szafki, umył ręce i wyszedł z łazienki, aby skończyć rozpakowywać zakupy.
Chase był już z powrotem w kuchni i właśnie dopijał resztki soku z kartonu, aby zamiast tego wstawić nowy do lodówki.
Courtney zlustrował go od tyłu wzrokiem i sięgnął do siatki z płatkami. Były tam dwa duże opakowania i te wafle z karmelem. Od razu wziął sobie jeden i z nim między wargami wsadzał płatki i inne niewymagające lodówki produkty do szafek.
Chase odsunął picie od ust i wytarł przedramieniem wilgotną górną wargę.
— W ogóle… ten… dobrze ci płacą za pilnowanie mnie?
Courtney obejrzał się na niego i ugryzł przekąskę.
— Nie tylko ciebie, ale… dobrze. Na tyle, żeby nie mieć długów i móc sobie pozwolić na jakieś przyjemności od czasu do czasu — odpowiedział i w końcu wygrzebał kozi ser z siatki. — Czemu pytasz? — dodał, sięgając po nóż, żeby ukroić kawałek i dać chłopakowi do spróbowania. Nie wiedział w końcu, czy ma go dodać do jedzenia.
— Bo nie wiem, jak bardzo frajersko mam się czuć, że mnie karmisz. I za Tanka ci nie oddałem. A teraz też kupiłeś mu żarcie. — Chase oparł się biodrem o blat i znowu napił się soku pomarańczowego.
— Stać mnie na to, poza tym jesteś gościem, a gość nie musi przynosić swojego jedzenia do gospodarza. — Courtney uśmiechnął się do niego lekko, odkroił kosteczkę sera i wyciągnął ją do swojego podopiecznego. — Spróbuj. Jest trochę bardziej słony od zwykłego.
Chase wyciągnął swoją dużą dłoń po oferowany kawałek jedzenia i od razu wpakował go do ust. Nigdy wcześniej nie jadł czegoś takiego. Wydawało mu się, że jest to fanaberią… jednak smaczną, jak się właśnie okazało.
— Mm… spoko jest. I faktycznie słony. — Zaśmiał się do siebie, po czym jednak wskazał mężczyznę kanisterkiem soku. — A za Tanka?
Courtney odłożył nóż i zaczął wyciągać wszystko, co było mu potrzebne do zrobienia kolacji.
— Widzisz, żeby nagle potrzeba mi było kasy? Oddasz mi, jak będziesz miał więcej. Wiem, że poszło trochę na lekarstwa. Nie musisz się z tym spinać, jeszcze rok będziesz miał mnie na głowie. Okazja się znajdzie — zapewnił.
Chase skrzywił się. Nie podobała mu się ta sytuacja.
— Coraz bardziej zamiast bycia wrzodem na dupie zaczynasz być dla mnie jakimś… nie wiem, co to go muszę spłacać. Zobowiązanie za, kurwa, zobowiązaniem. Za chuja mi się to przestaje podobać — burknął i wypił do końca sok.
— Kup mi w zamian kwiaty — zironizował Courtney z lekkim rozbawieniem i zabrał się za robienie ciasta. Wyglądał przy tym na wiedzącego, co robić. I robił to starannie. Nawet mąkę specjalnie przesiewał.
— Jak lasce?
— To był żart, Chase. W ogóle… — Spojrzał na niego, a potem na wszystkie wyciągnięte produkty. — To trochę potrwa. Chcesz się czymś zająć, pokroić coś…?
Nastolatek sceptycznie owiał wzrokiem składniki.
— Nie bardzo… — mruknął z krzywą miną. Gotowanie wydawało mu się przedsięwzięciem bardzo… egzotycznym.
— To może się zdrzemniesz, pobiegasz na bieżni…? Możesz też zerknąć na mój komputer, mam tam trochę gier — zasugerował Courtney, nie chcąc, żeby chłopak się nudził, a wiedział, że przygotowanie kolacji zajmie mu sporo czasu. Samo ciasto musiało swoje odczekać w lodówce.
Chase uniósł wyżej brwi, zaciekawiony ostatnimi słowami mężczyzny.
— Jakich?
— Dzisiaj grałem w Hitmana, możesz spróbować przejść dalej, bo mi ostatnio strasznie nie idzie, może jesteś w tym lepszy. Mam też wgraną najnowszego Tomb Ridera, trochę wyścigów samochodowych i chyba Quake’a. Reszta jest w tej komodzie w pudełkach obok głośników. Możesz czegoś poszukać — zaproponował gospodarz, wysypując wszystko na szafkę i zaczynając zagniatać ciasto.
Chase kiwnął głową i już wyglądał, jakby chciał wyjść z kuchni, ale niespodziewanie się zatrzymał. Spojrzał na dłonie mężczyzny, które były teraz całe ubrudzone w cieście. Przestąpił z nogi na nogę i zaszedł Courtneya od tyłu. Z racji że był od niego wyższy, mógł bez problemu położyć mu brodę na ramieniu, kiedy złapał go w talii.
— Serio był taki malutki? — Zaśmiał mu się półszeptem do ucha.
Mężczyzna na moment znieruchomiał i odetchnął głębiej. Uśmiechnął się do siebie lekko i dalej zagniatał ciasto, jakby wcale nie został nagle obłapiony.
— Nie był maleńki, raczej średni, ale przy twoim nie wyglądał reprezentatywnie… — odpowiedział z tym specyficznym uczuciem przyjemnego napięcia. Hector zupełnie nie chciał się przytulać, mimo że od lat był zadeklarowanym gejem. A Chase, który dopiero co odkrywał to w sobie, chętniej się do niego lepił. Było to bardzo przyjemne.
Nastolatek zaśmiał się tuż przy jego uchu. Przesunął dłońmi po bokach mężczyzny, od żeber, aż na uda, po czym skubnął go w płatek ucha.
— Dobrze. Rozjebałem ci skalę porównawczą! — Zarechotał i dopiero odsunął. — Idę zobaczyć te gry.
Courtney zaśmiał się z jego stwierdzenia i obejrzał się za niego.
— Podniosłeś poprzeczkę, przyznaję… I idź, dobrej zabawy. Jak będzie gotowe, spróbuję cię odciągnąć.
— Okej! — Usłyszał już z salonu.
Dopiero około dwie godziny później kolacja była zrobiona. Chase miał więc czas, aby wypróbować kilka gier Courtneya. Na jednej zrobił swój własny profil, a nie grał na jego, żeby poznać grę od nowa. W tym czasie Tank leżał tuż przy nim, na posłaniu obok biurka, chociaż kilka razy zawinął do kuchni, aby spróbować wysępić coś dobrego do jedzenia.
Sam Courtney nie spieszył się, bo wiedział, że pośpiech nie jest wskazany w kuchni. W międzyczasie dostał jeden ważny telefon z pracy. Chase nie przeszkadzał mu swoją obecnością, a on nie zagadywał niepotrzebnie chłopaka. Aż wreszcie wszystko było gotowe, więc zastawił stół w kuchni. Na okrągłej, drewnianej podstawce spoczął quiche. Kruche ciasto, w środku boczek, cebula, papryczki, przykryte jajeczno-śmietanowym sosem z roztopionym, kozim serem. Dwa kwadratowe talerze, sztućce i wysokie szklanki z mrożoną herbatą. Courtney jeszcze umył ręce i dopiero poszedł do salonu. Tym razem to on zaszedł siedzącego chłopaka od tyłu, położył mu dłonie na ramionach, pochylił się i pocałował go delikatnie w policzek.
— Jedzenie jest na stole.
Chase zastopował grę i spojrzał na mężczyznę nad sobą. Uśmiechnął się szerzej.
— Właśnie tak czekałem, aż w końcu przyjdziesz. Pachnie, aż kiszki grają! — Zaśmiał się.
Wyglądał na dużo bardziej radosnego i zrelaksowanego, niż kiedy tu przyszedł z tą, teraz zaplastrowaną, raną na twarzy. To bardzo cieszyło Courtneya. W końcu jego zadaniem było naprostowanie Chase’a i pomoc w jego problemach. Skoro udało mu się go jakoś podnieść na duchu, to czuł się choć trochę spełniony.
— To chodź, nie musisz wyłączać, jak chcesz potem pograć — dodał, prostując się i samemu już ruszając do kuchni. Nie był bardzo głodny, bo podjadł trochę andrutów w międzyczasie, ale bynajmniej syty przez nie nie był, więc kolacja i jego przyciągała.
— Okej. — Chase podniósł się i poszedł za nim do kuchni, dosłownie wiedziony zapachem. Na widok tarty aż się oblizał. — Ale wyżerka. Nauczyłeś się tego na tym swoim kursie? — spytał, siadając do stołu. Tank nie omieszkał podążyć za nimi, licząc na małe co nieco, które może spadnie na ziemię.
— Nauczyłem się tam ogólnie, jak się robi quiche. Chodzi głównie o ciasto i masę na wierzch, bo do środka można dawać bardzo wiele rzeczy i eksperymentować przy tym — wyjaśnił mężczyzna, również siadając do stołu. Sięgnął po przygotowany nóż i zabrał się za krojenie. — Ja najbardziej lubię z łososiem, ale dzisiaj wersja bardziej na tłusto. — Uśmiechnął się do chłopaka i nałożył mu na talerz duży kawałek, a dopiero potem sobie.
— Roy mówi, że prawie każda laska, jaką zabierał gdzieś na randkę, jak była co bardziej oporna, to se brała albo sałatkę, kurczaka albo właśnie łososia. — Chase zaśmiał się i uniósł sztućce, po czym spojrzał na trójkąt na swoim talerzu. — Jak to się je?
— Zwyczajnie, widelcem i nożem, krój i jedz. A ty zabierałeś kiedyś jakąś dziewczynę na randkę? — zapytał Courtney, sięgając po sztućce i zabierając się za jedzenie. Przy tym patrzył jednak na swojego podopiecznego, w duchu licząc, że będzie mu smakować.
Chase pokręcił głową przecząco, jeszcze nim wziął pierwszy kęs do ust. Duży kęs, nie bojąc się, że nie będzie mu smakować. Zamruczał zaraz po tym, jak zaczął gryźć.
— Szobre — wymamrotał z pełnymi policzkami.
Courtney uśmiechnął się i popił swój kęs herbatą mrożoną.
— Jak widzisz, jest dużo, więc jakby co, nie krępuj się. I powiedz mi, Chase… kiedy chcesz zabrać Tanka? — zapytał po chwili. — Nie pytam dlatego, że chcę się go pozbyć, ale żeby wiedzieć.
Chłopak trochę skwaśniał. Z jednej strony chciał go już zabrać, z drugiej widział, że psu jest tu lepiej. Miał posłanie, nikt na niego nie krzyczał i, co tu dużo mówić, Courtney lepiej go karmił. Nawet trochę tuczył, bo Chase nigdy nie widział, aby Tank coś zostawiał w swojej misce, a teraz leżało tam jeszcze trochę suchej karmy.
— Nie wiem. Znaczy, no… umawialiśmy się, że aż mu się nie polepszy, nie? Ale w poniedziałek mogą chyba zdjąć mu już większość opatrunków.
— Kołnierza też, mam nadzieję, już się pozbędzie. Póki są wakacje, nie mam nic przeciwko, żeby tu był. Nie ma mnie cały dzień, ale jest ciepło, więc może być na podwórku i nie martwię się, że obsika mi meble — rzucił Courtney z pokrzepiającym uśmiechem do swojego podopiecznego. Wiedział przy tym, że pies był głównym powodem, dla którego Chase do niego przychodził… a jakby nie patrzeć, chciał, żeby przychodził. I nie chodziło tylko o jego niemoralne pragnienia. Po prostu lepiej i szybciej docierał do chłopaka, kiedy miał go częściej i bliżej siebie.
Chase pokiwał głową, zwalniając tempo jedzenia. Widać było, że boryka się z myślami.
— Mhm… To może… jeszcze trochę, aż coś wymyślę, aby miał budę dobrą. Co? — Spojrzał na koniec z nadzieją na mężczyznę. Czuł się przy tym głupio. Nie lubił prosić o pomoc.
Kurator skinął głową na zgodę.
— Jeśli obiecasz, że będziesz wpadał w tygodniu od czasu do czasu, by wziąć go na dłuższy spacer. Ja mam teraz tylko weekendy wolne — odpowiedział i uniósł się trochę, widząc, że Chase kończy pierwszy kawałek. Ukroił mu więc kolejny.
— Ale codziennie?
— Nie, nie… Ma podwórko, jak mówiłem — uspokoił go Courtney i położył mu na talerzu drugi kawałek, nim usiadł ponownie. — Ale dobrze mu zrobią dłuższe spacery raz na jakiś czas. Zabierałeś go gdzieś czasem, gdy jeszcze był u ciebie?
— Ta, czasami do parku z kumplami szliśmy. Na rower od czasu do czasu, aby się wybiegał i zmęczył.
— O coś takiego właśnie mi chodzi. Musi cię widywać czasami.
Chase pokiwał głową, wracając do jedzenia z zapałem.
— Będę wpadać. Nie wiem tylko, w jakich godzinach. To mi powiesz, nie?
— Mhm — zgodził się Courtney, a po paru kolejnych kęsach, kiedy i on dobrał sobie kawałek, zapytał: — Jak gry? Jakaś ci się bardziej spodobała?
Chase znowu pokiwał głową. Jego komputer był za stary, aby pociągnąć większość gier, jakie miał Courtney. Do tego pozytywnie się zaskoczył, że mężczyzna ma tyle fajnych tytułów. Miał też nadzieję, że da mu w nie pograć częściej niż podczas tylko jednego wieczoru. Nie powiedział tego jednak na głos, tylko zaczął opowiadać i dzielić się swoją ekscytacją, jaką miał podczas misji, którą udało mu się przejść. W tym czasie zjadł jeszcze jeden kawałek tarty, najadając się jak dawno. Chyba nie tylko Tank miał tu dobrze.
Courtney schował resztki jedzenia i pochował brudne naczynia do zmywarki. Czuł się specyficznie, goszcząc tu Chase’a. To znacznie odbiegało od tego, jakie miał zwykle kontakty z podopiecznymi. A czas z nimi spędzał zupełnie inaczej. Nie mówiąc już o tym, że ci po prostu nie wiedzieli, gdzie mieszka. W jakiś sposób jednak czuł się luźno z tym chłopakiem. Wiedział, że kiedy go gościł, dawał mu jakieś poczucie ciepła, na które nie miał szans w domu. I cieszyło go, że dzisiaj go przenocuje. Nie mówił tego Chase’owi, ale dzwonił do niego domu, aby powiadomić dziadków o tym, że dzisiaj Chase’a nie będzie u nich oraz dodatkowo przestrzec ich, że jeśli znowu chłopak będzie miał ślady po przemocy z ich strony, skończy się to prawnie. Ester Lash brzmiała na przestraszoną, mimo wulgarności, której mu nie szczędziła, więc liczył, że to się nie powtórzy.
Po kolacji Chase jeszcze na chwilę wrócił do gry, bo przed jedzeniem jedynie ją zastopował i chciał skończyć misję. Courtney więc przejrzał kilka dokumentów na poniedziałek do pracy, zrobił pranie i na koniec oznajmił, że idzie się umyć. Zniknął więc pod prysznicem, już drugim tego dnia.
Chase nie zainteresował się tym specjalnie, aż do momentu, kiedy dotarł w bezpieczne miejsce w grze i mógł ją przerwać. Wyłączył komputer i usiadł obok swojego psa, czekając, aż opiekun ich obu wyjdzie z łazienki.
Courtneyowi trochę to zajęło. Wyszedł już w bokserkach do spania, odświeżony, z wilgotnymi włosami. Widząc, że Chase już nie gra, skinął na łazienkę.
— Wolna, jak chcesz.
— Dzięki. — Chłopak podniósł się, pogłaskał jeszcze psa i zbliżył się. — A ten… dasz mi coś do spania?
— Może być coś takiego, jak ja mam? W dresie ci będzie za ciepło — zasugerował Courtney, bo dzisiaj rzeczywiście było znacznie cieplej niż ostatnio, gdy chłopak u niego nocował.
— Spoko, mogą być — odparł i otworzył drzwi łazienki. — To przyniesiesz mi, okej? — dodał i wszedł do środka, nie myśląc, aby poczekać. Był zmęczony i kręciła go myśl o prysznicu w tej ładnej i czystej łazience. Szczególnie podobała mu się deszczownica. I co prawda sam się sobie dziwił, jak luźno się tu czuł, ale uznał, że nie ma sensu dodatkowo się spinać kolejną rzeczą.
Courtney w tym czasie poszedł do sypialni, żeby znaleźć mu jakieś luźne bokserki. Przeszukał dwie szuflady, ale w końcu znalazł. Rzadko je nosił, bo były długie, więc na Chase’a powinny być w sam raz. Luźne, zielone, z szarymi grafikami małych czaszek.
Wziąwszy je ze sobą, podszedł pod drzwi łazienki, zapukał i wszedł.
— Znalazłem.
Chase akurat był pod prysznicem, a jego rzeczy walały się po podłodze łazienki.
— Zostaw gdzieś — zawołał z kabiny, ocierając wodę z twarzy.
Courtney momentalnie zlustrował go z góry na dół. Jego szerokie ramiona, sprężysta skóra, umięśniony brzuch, okrągłe pośladki i… ten duży członek, który nawet w spoczynku wręcz do niego mówił i nęcił.
Powoli wciągnął powietrze przez nos i wypuścił przez usta, nim mógł spokojnie położyć bokserki na zamkniętej desce klozetowej. Potem bez słowa wyszedł z łazienki.
Chłopak wypluł z ust wodę, patrząc na drzwi, za którymi zniknął mężczyzna. Wzruszył w końcu tylko ramionami i wrócił do korzystania z dobrodziejstw tego prysznica. Był genialny.
Kiedy po kilku minutach wyszedł, ubrany już w bokserki swojego kuratora, znalazł go w sypialni. Światła w całym domu były już pogaszone, Tank spał na swoim posłaniu, a gospodarz bawił się telefonem, leżąc na łóżku.
— Serio, wyjebany masz ten prysznic — zamruczał, przeciągając się, po czym zwalił na wolną połówkę łóżka i zaśmiał krótko. — W jednym łóżku z pedałem! — Zarechotał, kręcąc głową. Był rozbawiony tym, jak bardzo mu to nie przeszkadza tak na poważnie. Bo oczywiście jedna jego część cały czas mówiła mu, jakie to niepoważne i chore, ale z drugiej strony, jak patrzył na Courtneya… Przecież Tank go lubił, a ten robił takie dobre żarcie. I miał fajny tyłek.
— Chase… „gejem” — poprawił go Courtney ze ściągniętymi brwiami i odłożył telefon na szafkę.
— A to nie jeden chuj?
— Nie, z reguły „pedał” można odebrać obraźliwie. A chyba nie chcesz mnie obrazić? — Courtney przekręcił się na bok i podparł głowę na ręce.
Chase, który leżał rozwalony na plecach, też odwrócił w jego stronę głowę.
— No… chyba nie. Więc co, gej pasuje…. geju? — Zaśmiał się na koniec głupkowato.
Courtney miał z jednej strony ochotę złapać się za czoło, a z drugiej samemu zacząć się śmiać. Śmiech Chase’a był rozbrajający i taki durny.
— Wiesz, wydawało mi się, że ci się przedstawiałem.
Chase machnął ręką i wyciągnął się na pościeli. Przez moment był poważny, po czym znowu się zaśmiał pod nosem.
— Drugi facet w łóżku tego samego dnia. Matka byłaby z ciebie dumna! — Podłożył dłoń pod głowę, aby mieć ją wyżej i lepiej widzieć mężczyznę.
Ten tym razem skrzywił się na poważnie i jego ponury wzrok wcale nie mówił, żeby śmiech Chase’a załagodził jego słowa.
— Nieswojo się czułem. Potrzebowałem seksu — wytłumaczył się odruchowo. Nie podobały mu się te słowa. Porównywanie do matki było bardzo nieprzyjemnym ciosem.
Chase jeszcze moment się uśmiechał, ale była to raczej pozostałość po wcześniejszym rozbawieniu niż faktyczne zadowolenie z siebie.
— Przeze mnie? — spytał całkiem poważnie jak na siebie.
Courtney chwilę milczał, nie wiedząc, czy powinien być teraz szczerym. Nie chciał mu dokładać wyrzutów sumienia. W końcu jednak przytaknął, ale nic poza tym. Tylko na niego patrzył.
— Przez tę kłótnię? — spytał ponownie Chase.
Courtney znowu przytaknął.
— Miałem wrażenie, że nie mogę się do ciebie przebić i co krok popełniam błąd.
Nastolatek skrzywił się i spojrzał na sufit, markotniejąc coraz bardziej.
— Sorry… Tępa ze mnie pała — mruknął, jakby stwierdzał oczywistość.
Courtney od razu pochylił się do niego, złapał delikatnie za policzek i pocałował krótko w usta.
— Jesteś bardzo fajnym, świetnie sobie radzącym chłopakiem, który po prostu ma pod górkę — powiedział poważnie.
Chase spojrzał mu w oczy, starając się upewnić, czy ten mówi poważnie. Courtney odpowiedział szczerym spojrzeniem i przesunął kciukiem po jego opatrunku na twarzy.
— Nie ma więc w tym twojej winy. Nie myśl o sobie źle, bo daleko ci do „tępej pały”. I nie słodzę ci, tylko mówię prawdę, bo uwierz, tępej pały nie zostawiłbym samej w swoim domu, nie nocowałbym jej, gotował jej i lubił z nią rozmawiać.
— Lubisz ze mną gadać? — Chase znowu się zdziwił. Wydawało mu się bardziej, że Courtney ma go za debila. Może nieszczególnie szkodliwego, ale debila. Do tego też odniósł się podczas ostatniej ich sprzeczki. Uważał bowiem, że Courtney uważa go za debila, którego niczym psa można przekonać do wszystkiego za pomocą „chrupka”.
Courtney uniósł brwi i wrócił do swojej pozycji na boku.
— Coś taki zdziwiony?
Chase wzruszył ramionami, podnosząc się i opierając na łokciach.
— Nie wiem, bo… — Za nic nie umiał ująć w słowa tego, co myślał. W końcu Courtney był już z innego świata niż jego, a sam sobie nie wydawał się dobrym partnerem do rozmów.
— Naprawdę lubię. Nie nudzę się z tobą bynajmniej… — Courtney uśmiechnął się do niego lekko, a na twarzy nastolatka też pojawił się cień uśmiechu.
— Dzięki.
Kurator znowu się do niego wychylił i go pocałował.
— Nie ma sprawy.
Chase, zamiast pozwolić mu tym razem znowu się odsunąć, złapał go za bok twarzy i przytrzymał dłużej przy sobie. Oddał pocałunek, przesuwając dłoń bardziej na kark kuratora i przyciągając go do siebie.
Courtney podparł się od razu ręką z boku jego głowy i zamruczał cicho w pocałunek. Lubił to w tym chłopaku. Że robił to bardziej instynktownie, emocjonalnie, a nie rozważał, czy powinien, czy nie. Takie gesty były bardzo przyjemne, więc chętnie na nie odpowiadał, częściowo się do niego przytulając.
Chase opadł po chwili na pościel i uśmiechnął się głupio.
— Tak też lubisz ze mną gadać? — Zaśmiał się, nadal trzymając jedną dłoń na karku mężczyzny. Chyba mógł już przyznać przed samym sobą, że z facetem też lubił się całować. Jego usta nie kleiły się od błyszczyku.
Courtney od razu złączył z nim usta i cmokając go, wymruczał niewyraźnie:
— Tak też lubię z tobą rozmawiać. — Uśmiechnął się po tym i przekręciwszy głowę na bok, przesunął koniuszkiem języka od jego jabłka Adama aż pod płatek ucha.
Chase odetchnął głębiej, zaskoczony tym, co robi mężczyzna. Przełknął ślinę, ale tylko dalej leżał, wodząc wzrokiem za jego głową.
Courtney nic nie mówił, za to działał ustami zupełnie inaczej. Przemknął nimi po jego skórze powoli w dół, na mostek chłopaka i skubną widoczny zarys kości. A potem podążył niżej i leciutko possał jego sutek.
Klata chłopaka od razu się uniosła, kiedy ten wziął głęboki oddech. Courtney widział, jak podnosi głowę, aby lepiej widzieć, co robi.
Kurator przymknął oczy i przez chwilę tylko oddychał spokojnie na jego tors i wilgotny, sztywniejący sutek. Potem, nie unosząc głowy, rzucił mu krótkie spojrzenie i klęknąwszy nad jego kolanami, obsunął mu bokserki w dół.
— O ja pierdolę… — Chase uniósł się jeszcze wyżej i z napięciem patrzył to na twarz mężczyzny, to na własne krocze i ręce tuż przy nim. Przełknął ślinę, mocno zszokowany. Myślał, że przecież Courtney nie chce tego robić za nic. A może to był podstęp?
Mężczyzna odetchnął i oglądał spokojnie jego członek. Pogłaskał chłopaka po biodrze, pachwinie i wsunął palce w ciemne włoski wokół penisa. Potem dopiero zamknął powieki i przesunął nosem po jego jądrach, odchylając je to na jeden, to na drugi bok.
— Mocno tu pachniesz — szepnął i musnął jego mosznę wargami.
Chase odetchnął głośno, a jego penis już zaczął reagować na dotyk i pieszczoty. Sam chłopak przy tym chciał się odezwać, spytać, co Courtney robi, a raczej czemu to robi, ale było przyjemnie. Jak mógłby więc chcieć to przerywać na korzyść rozmowy czy wyjaśnień? Chociaż i tak niepokój, że jest podchodzony, nie mijał.
Nieświadom jego myśli kurator wciąż muskał wilgotnymi wargami jego jądra, aż w końcu… wziął je do ust. Possał delikatnie, oddychając spokojnie przez nos i masując jego boki.
Chase czuł, jak przechodzą go ciarki. Dosłownie po całym ciele. Jak włoski stają mu na rękach, jak sutki robią się twarde.
— O… cholera… — wydyszał i niewiele myśląc, sięgnął jedną dłonią do włosów mężczyzny. Wsunął w nie palce, a po ciele przeszła kolejna fala dreszczy. — Zaje… bista rozmowa.
Courtney mimowolnie się uśmiechnął, na ile mógł z ustami pełnymi jego jąder. Kilka razy przesunął je językiem, aż w końcu, ze specjalnie głośnym mlaśnięciem, wypuścił je na wolność.
— Mnie się też podoba — szepnął, oblizał wargi i zaczął powoli sunąć koniuszkiem języka wzdłuż najbardziej widocznej żyły na członku swojego podopiecznego.
— Tak? — Chase przełknął ślinę bardzo głośno. Jego gardło było ściśnięte, a oczy szeroko otwarte. Jego penis za to, jeśli nie był sztywny chwilę temu, tak teraz, kiedy czubek języka Courtneya dotarł na szczyt, już był w pełnym wzwodzie. Nie można było poskąpić chłopakowi młodzieńczego wigoru.
— Mhm — potwierdził mężczyzna, ciesząc się, że tak stosunkowo niewiele jego pieszczot wprowadziło tego chłopaka w taki stan. A wiedział, że będzie lepiej.
Domyślił się, że jego kondomy nie będą odpowiednie na tego dużego penisa, więc nawet ich nie sugerował, a wątpił, żeby Chase nosił jakieś przy sobie. Wiedział jednak, że przy seksie oralnym zagrożenie jest mniejsze niż przy analu, więc postanowił w to wejść. Musiał tylko o tym z Chasem porozmawiać…
Na razie skupił się na jego członku. Pocałował czule sam czubek, potem postawił penisa do pionu i zerknął na rozpaloną twarz chłopaka. Wystawił delikatnie język, oparł o niego członek i powoli, z przymkniętymi oczami i spokojnym oddechem zaczął go wsuwać do ust.
Oddech nastolatka przyspieszył jeszcze bardziej, a palce we włosach mężczyzny zaciskały się, to prostowały.
— O ja pierdolę. Dobry w tym jesteś — wydyszał z mocnymi wypiekami na twarzy.
Courtney, który dopiero wsunął go w połowie, uśmiechnął się, na ile mógł. Pomasował boki chłopaka, delektując się uczuciem jego sprężystego ciała i zaczął miarowo poruszać głową. W górę i w dół, mocno nawilżając członek śliną, zasysając i sięgając nim głęboko w swoim przełyku.
Chase stęknął głośno i na moment zacisnął oczy i zęby, obnażając je przy tym.
— O kurwa, tak, och… — jęknął głośno i zgiął palce na włosach mężczyzny. Podobało mu się, nawet bardzo. Tym bardziej, że w życiu nie miał wielu obciągów i wszystkie były, delikatnie mówiąc, na odpierdol. Były wyłącznie stałym elementem szybkiego numerka, który laska uważała, że musi odbębnić. A konkretnie każda z trzech lasek, z którymi się przespał, tak uważała.
Courtney jednak robił to tak, jakby to właśnie obciąganie było punktem kulminacyjnym programu. Przykładał się do zarówno tego, żeby dobrze mu ssać, żeby czasem przerwać i obcałować jego członek, żeby miło go przy tym masować, a nawet dawać mu dodatkowe wrażenia cichym mruczeniem od czasu do czasu. Skupiał się na tym całkowicie. I… cóż, mógł zmieścić w gardle więcej niż wszystkie te trzy dziewczyny. Nie całego, ale znaczną część i sam widok, jak bardzo powoli, wręcz z ociąganiem wysuwa z gardła jego długiego penisa, był imponujący.
Kurator odetchnął, spojrzał na chłopaka i uśmiechnął się.
— Już niedługo, co? — rzucił, oblizując członek ze wszystkich stron.
Chase był rozpalony, oddychał szybko i słowa Courtneya nie były wielkim odkryciem, tym bardziej, kiedy na samo wyobrażenie orgazmu przez Chase’a, jego penis drgnął jakby z uciechy.
— Czuć… co? — wydyszał nastolatek i poruszył biodrami, łasząc się członkiem do ust mężczyzny. Dawały mu dużo przyjemności.
— I czuć, i widać — przyznał mężczyzna, którego w tym momencie Chase nie musiał zachęcać do ponownego wzięcia go do ust.
Jego penis był taki… taki genialny. Wielki, gruby i pełen potencjału. Jak mógł mu odmówić? Mmm… i tak, był zdecydowanie mięsisty, co Courtney ponownie z wewnętrzną, perwersyjną uciechą odkrył, wsuwając go do gardła. I mimo że się tego spodziewał, drgnął, gdy z członka nagle wytrysnęła sperma. Całkiem niemało spermy zresztą. Przytrzymał się mocniej biodra Chase’a, zacisnął powieki i zaczął wszystko przełykać. Naciskał przy tym językiem na to mięcho w ustach, czując lepiej pulsowanie i drżenie. Och tak… tak, podobało mu się.
— Mm…
Chase w tym czasie oddychał szybko z głową odchyloną do tyłu i przymkniętymi oczami. Dodatkowo za każdym razem, jak mężczyzna ściskał jego penisa, przełykając i oblizując go, czuł kolejne spazmy przyjemności. Był rozgrzany i było mu… niesamowicie dobrze.
— O kurwa… tak… mmm… — zamruczał, oblizując kolejny raz usta i w końcu zerkając spod zmrużonych powiek na Courtneya. Uśmiechnął się szeroko i błogo. — Tak…
Ten też się uśmiechnął, gdy już wysunął jego członek z ust. Otarł wargi wierzchem dłoni i opadł tyłkiem na materac.
— Podasz mi chusteczki z szufladki? — poprosił, już samemu sobie obsuwając bieliznę w dół i tym razem masturbując się z penisem na wierzchu. Nie chciał się już przebierać.
Chase, zamiast wykonać polecenie, skopał do końca bokserki od Courtneya na podłogę i przekręcił się na bok. Przodem do mężczyzny, z nadal nie w pełni opadniętym penisem.
— Jesteś serio gejem-gejem — podzielił się swoją obserwacją, patrząc na członek mężczyzny. Mógł przecież niewinnie to robić, nie raz przecież widział gołych facetów pod prysznicem, czy ich penisy w kiblu. Tylko że ten był we wzwodzie. Ale takie też było przecież widać na pornosach.
— Tak, jestem… Chyba już do tego doszliśmy — odpowiedział Courtney na wydechu, poruszając szybko dłonią po swoim członku. Przy tym zerkał na krocze Chase’a, a jego posmak wciąż czuł w ustach i wyjątkowo go to pobudzało.
Chase nie odpowiedział od razu, tylko jeszcze dobrą chwilę patrzył, jak mężczyzna sobie trzepie. O chusteczkach w ogóle zapomniał.
— Rozsuniesz nogi?
— Mam bokserki… w udach… — sapnął Courtney, bo jego ciało już zbliżało się do spełnienia, więc oddech znacznie mu przyspieszył.
— To je zdejmij — odparł Chase najprościej, jak się dało, przy tym cały czas patrząc na ten prywatny spektakl.
— To podaj mi chusteczki — poprosił znowu kurator i w końcu puścił swojego penisa na rzecz pozbycia się bokserek. Kiedy był już nagi, opadł na poduszki i znowu sięgnął do swojego krocza. Pomasował się przyjemnie po penisie i jądrach.
Chase mruknął pod nosem coś znaczącego jego straszny wysiłek związany z sięgnięciem do szuflady, jednak podał w końcu mężczyźnie to, o co ten poprosił już raz.
— Lubisz tak? — spytał przy okazji.
— Jak? Trzepać sobie z moim podopiecznym patrzącym, jak to robię? Nie zdarza mi się często — odpowiedział Courtney z lekkim rozbawieniem, na razie zostawiając chusteczki obok siebie. Jego penis był sztywny, skóra na jądrach naciągnięta, a w tej pozycji jego brzuch przyjemnie dla oka napinał się raz po raz.
— Chodziło mi tylko o gapienie się — uściślił chłopak i potarł palcami o palce w jednej dłoni. Po czym, kiedy dłoń Courtneya znowu była na jądrach, dotknął czubkiem palca penisa mężczyzny, naginając go na jedną stronę. Kiedy puścił, a ten jak sprężynka wrócił do wcześniejszej pozycji, zaśmiał się pod nosem.
Mężczyzna za to spojrzał na niego żywiej i pomasował się już tylko po podbrzuszu.
— Może być, ale będzie mi jeszcze lepiej, jak go dotkniesz.
— Przecież dotknąłem. — Chase prychnął z lekkim uśmiechem, zerkając to na penisa, to na mężczyznę.
Ten sięgnął do jego dłoni i powoli położył ją na swoim ciepłym, twardym penisie.
— Obejmij go palcami…
Chase momentalnie się spiął i Courtney czuł, jak chce cofnąć dłoń. Widział, jak się krzywi i niepewnie spogląda na jego twarz.
— To… — Niemal dało się słyszeć, jak nastolatek mówi, jak bardzo jest to pedalskie, jednak… najwyraźniej zrezygnował z tego wszystkiego, bo w końcu wziął penisa mężczyzny do ręki. Nadal z brakiem przekonania na twarzy. — To w chuj dziwne. Jest taki… mniejszy — mruknął, poruszając dłonią w górę i w dół.
Courtney, który najpierw przymknął oczy z przyjemności, potem rzucił ostre spojrzenie swojemu podopiecznemu.
— Nie musiałeś tego podkreślać aż tak… — rzucił z westchnieniem, chociaż… nie było tajemnicą, że rozmiar chłopaka mu się podobał. I nawet to, jak teraz go dotykał. Czuł, że niebawem dojdzie. Byle tylko Chase nie przerywał…
— No, ale jest — prychnął Chase. Przecież była to oczywistość, a on był przyzwyczajony do czego innego w dłoni. Chwilę jeszcze go pieścił w ten sposób, aż w końcu zwolnił i spojrzał na twarz mężczyzny zamiast na jego penisa. — Ej… — Przełknął ślinę, czując dziwne napięcie i podekscytowanie na myśl o tym, co chciał zrobić.
Kurator chwilę poruszał dodatkowo biodrami, by utrzymać wcześniejsze tempo, ale w końcu odpowiedział pytającym spojrzeniem.
— Hm?
Chase oblizał środek górnej wargi końcem języka, po czym przełknął ślinę i przesunął dłoń niżej.
— Mogę tam dotknąć?
Starszy mężczyzna uważniej przyjrzał się jego twarzy, czując nagle, że pokonują bardzo szybko kolejne kroki. Ale nie dziwiło go to. Chase był nastolatkiem, jego hormony buzowały, chciał więcej i intensywniej i było to naturalne dla jego wieku. Tym bardziej, że właśnie odkrywał coś, co go podniecało.
Tylko przytaknął lekko głową i odrobinę odchylił nogę.
Chase znowu przełknął ślinę i przesunął dłoń między nogi mężczyzny. Czuł, jak serce bije mu mocniej i jak robi mu się cieplej. Marzył o analu, a teraz mógł dotknąć dziurki ku temu przeznaczonej.
Dwoma palcami, sięgając ręką nad udem mężczyzny, przesunął po jego kroczu, przy okazji, chociaż nieświadomie, je masując, aż dotarł do zwieracza Courtneya. Ten wysmarował się tam po prysznicu kremem na obtarcia, ale i tak spiął nagle dziurkę i odetchnął głębiej. Dotyk nagle go podniecił, na tyle, że jego członek delikatnie drgnął, ale wciąż czuł skutki seksu z Hectorem.
— Ostrożnie — szepnął. — Trochę mnie boli. Robiliśmy to… ostro — dodał jako wytłumaczenie, żeby Chase przypadkiem nie doszedł do konkluzji, że boli zawsze. W końcu opierał swoją wiedzę na filmach porno, więc mężczyzna wolał być dokładnym.
Chase sapnął i spojrzał na twarz mężczyzny. W tej chwili nie był nawet świadom tego, że jego członek znowu budził się do życia po wcześniejszym orgazmie.
— Lubisz tak? — spytał, masując ostrożnie krąg mięśni. Był taki zaciśnięty i… delikatny.
— Ostro…? — Courtney stęknął cicho i odruchowo odchylił bardziej drugą nogę. Zwilżył też wargi językiem i zmrużył powieki. — Nie zawsze. Jak mam nastrój. Mm… przyjemnie to robisz — dodał na koniec ciszej, znowu sięgając do swojego członka. Sztywniejszego niż chwilę temu.
Chase uśmiechnął się na pochwałę.
— Dobrze?
— Mhm… — mruknął na potwierdzenie Courtney, masturbując się w trakcie. — A tobie jak się podoba? — dopytał, delikatnie rozkurczając mięśnie zwieracza.
Chase, kiedy to poczuł, jeszcze szerzej się uśmiechnął.
— To bardziej niż trzepanie — odparł zgodnie z prawdą i lekko naparł na wejście. Aż cały zadrżał, czując, jak jest w środku miękko i ciepło.
Courtney za to spiął się i cofnął biodra, uchylając powieki.
— Nie, nie na sucho — powiedział szybko, na wydechu, coraz bardziej żałując seksu z Hectorem. Z drugiej strony… czy to nie było dziwne, że napalony siedemnastolatek bardziej go podniecał niż mężczyzna w jego wieku z dużym doświadczeniem? Nie miał pojęcia, ale chyba coraz bardziej żałował, że dzisiaj się z nim przespał.
Chase cofnął od razu dłoń, patrząc pytająco na Courtneya.
— Sorry — mruknął, trochę speszony grymasem na twarzy mężczyzny. Miał wrażenie, że błądzi we mgle.
— Nic się nie stało. Po prostu mnie piecze — wyjaśnił mężczyzna ciężko, przyspieszając ruchy dłoni na swoim członku. — Powinno się używać… do tego nawilżenia… — tłumaczył. — Najlepiej żel analny… Ale może być cokolwiek tłustego… I o gumkach musimy porozmawiać. — Właściwie w momencie, kiedy skończył mówić, nagle cały się spiął, stęknął i spuścił na swój brzuch i tors.
Chase przyglądał się temu z uwagą, trzymając dłoń na udzie mężczyzny. Sam był przy tym znowu pobudzony, ale nie traktował tego jako coś niezwykłego, więc ignorował ten fakt.
Jego kurator oddychał ciężko, z zamkniętymi powiekami. Leżał tak, nagi i spełniony, aż w końcu sięgnął po chusteczki i wytarł swoją dłoń, brzuch oraz penisa. Potem spojrzał na chłopaka i wyciągnął do niego dłoń, chcąc, by się pochylił.
— Przy seksie analnym zawsze trzeba nawilżenia. Nie robi się tam mokro samoistnie, jak u dziewczyn — powiedział z lekkim uśmiechem.
Chase pokiwał głową, nadal się nie odzywając, ale przysuwając się trochę bliżej Courtneya. Był zaskoczony tym wszystkim, co właśnie przeżył i… było mu miło, jakkolwiek głowa mówiła mu, jak bardzo jest to wszystko dziwne i nie takie, jak słyszał.
Courtney pocałował go w usta i objął go w talii. Pogłaskał go po boku przyjemnie ciepłą przez ogólne rozgrzanie dłonią.
— Jak ci się podobało obciąganie? — zapytał cicho, z twarzą blisko jego.
Chase uśmiechnął się na samo wspomnienie.
— Masz do tego w chuj talentu. Zajebiste było, jak go brałeś i potem ściskałeś językiem, jak przełykałeś — dodał na koniec z podekscytowaniem. Żadna laska nie przełknęła jego spermy, więc to wyjątkowo mu się podobało.
Courtney zamruczał na potwierdzenie i wpatrywał się w jego twarz, samemu nie ruszając się wiele. Nie dość, że wcześniejszy seks niemożliwie go wykończył, tak teraz czuł się przyjemnie zrelaksowany po orgazmie.
— Dobrze by było, gdybyś zrobił badania… — rzucił po chwili, leniwie sunąc dłonią po jego ciele. Było szczupłe, ale jednocześnie niepozbawione mięśni. Te rysowały się ostro pod jego skórą bez grama tłuszczu. Cóż, chłopak ruszał się dużo, a też nie przejadał się, bo ani nie miał za co, ani nie miał nikogo, kto by go karmił.
— Eee… ale że… jak? — Skrzywił się, bo nawet nie miał pojęcia, gdzie miałby zrobić jakieś badania. Domyślał się, że chodziło coś o choroby przenoszone drogą płciową, ale to było tyle.
— Rano któregoś dnia dobrze by było, abyś poszedł oddać krew do badań. Ja robię regularnie co kilka miesięcy w jednym miejscu, więc jeśli chcesz, mogę cię tam zabrać — zachęcił go Courtney. Mimo wszystko nie miał pojęcia, gdzie Chase wkładał, ani czy nie brał kiedyś narkotyków. A domyślał się, że nie robił badań, bo nawet o tym nie pomyślał.
Chase skrzywił się znowu, po czym spytał o rzecz, która jak zwykle była jego problemem:
— A to jest jakieś… darmowe, czy trzeba za to bulić?
— Pojedziemy do Głównej Kliniki Zdrowia, tam jest na pewno za darmo, bo pewien program pokrywa wszelkie koszta — uspokoił go Courtney i pocałował dodatkowo w policzek. — Jeśli chcesz, możemy to załatwić w poniedziałek, przy okazji kontroli Tanka, to w tych okolicach miasta.
Chase przygryzł brzeg swojej wargi i chwilę się zamyślił.
— Uważasz, że potrzebuję czegoś takiego? — spytał, patrząc mężczyźnie w oczy i leżąc z nim na łóżku. Nawet nie chciał na to patrzeć w pełnym spektrum, bo bał się wniosków. Na tę chwilę jednak było mu tu całkiem dobrze.
— Każdy powinien profilaktycznie od czasu do czasu je robić. Dla własnego spokoju. Chodzi o bezpieczeństwo i twoje, i twoich partnerów.
— Ty też będziesz robił?
— Mhm, mogę zrobić przy okazji — zgodził się mężczyzna i już tylko objął go w pasie zamiast masowania jego ciała. Chciał być bliżej, a do tego poczuć jego członek na swojej skórze.
Chase mruknął na potwierdzenie z lekkim oporem, ale zgadzając się. Po tym na moment odsunął się od mężczyzny i zgasił nocną lampkę po swojej stronie łóżka. Kiedy wrócił bardziej na środek, przewrócił oczami z lekkim uśmiechem na ustach.
— Normalnie jak w jakimś odpaszonym hotelu.
— Dobrze się tu czujesz? — Courtney poszedł za jego przykładem i również zgasił lampkę od swojej strony. Potem jeszcze nasunął na siebie i chłopaka cienką kołdrę, by nie zrobiło im się w nocy chłodno.
Chase przekręcił się na plecy, podkładając poduszkę pod głowę, a pod nią dłoń. Odwrócił jednak twarz, aby widzieć mężczyznę.
— No. Trochę jednak zjebane, że śpię z facetem w łóżku, ale… no… spoko jest. Lubisz chyba Tanka, zajebiście gotujesz, a jeszcze lepiej ssiesz. No, kurna, naprawdę jesteś bardziej spoko, niż się wydawałeś. — Zaśmiał się na koniec życzliwie.
Courtneya ucieszyły te słowa bardziej niż by się spodziewał. Zależało mu na tym, żeby chłopak go zaakceptował. Na pewno jednak nie opowie o tym Jennifer, bo byłaby bardzo zawiedzona tym, jak do tego doszedł. Ważny jednak był efekt. Może uda mu się dzięki temu wpłynąć na chłopaka.
— To dobrze, może w końcu zaczniesz mnie też słuchać — rzucił z lekkim uśmiechem i zapytał: — O której musisz jutro być u Newtonów?
Chłopak stęknął ciężko. Musiało go bardzo boleć to, o czym przypomniał mu Courtney.
— W chuj rano. Mam tam być sześć godzin jak w robocie, nie? Ale tak serio to siedem, bo doszli do wniosku, że będą miłosierni i mam se w środku zrobić godzinę przerwy — prychnął.
— Czyli o której chcesz wyjechać? — dopytał Courtney, by wiedzieć, jak się zerwać, żeby zrobić śniadanie, ogarnąć się i zawieźć chłopaka.
— O ósmej mam niby u nich być. Kto przy zdrowych zmysłach wstaje na tę godzinę w jebaną niedzielę? Porąbani są — dodał na koniec jako osobistą uwagę. Spojrzał też na Courtneya i skinął na niego głową. — Jak ty w ogóle sypiasz z kolesiami?
— Nie sypiam, jeśli mówisz o samym spaniu — odpowiedział mężczyzna, wychylając się do szafki, gdzie leżał jego telefon. Ustawił sobie budzik na za piętnaście siódmą.
— Nie? — Chase wyraźnie się zdziwił. — To każdego wywalasz za drzwi po tym, jak cię zaliczy?
— Czasami to ja jestem na górze, nie zakładaj, że tylko daję — odmruknął Courtney i wrócił do poprzedniej pozycji. — Nie zawsze jest też u mnie. Rzadko umawiam się na wieczory, nie mam na to czasu w tygodniu.
— Czyli jak? Po kątach gdzieś w ciągu dnia? — strzelał na ślepo Chase, przyglądając się mężczyźnie. Nawet jego ręka na talii jakoś mu nie przeszkadzała.
— Głównie tak.
— Uuu… — Nastolatek zaśmiał się, szczerząc głupio. — Taka bestyja z ciebie! — Rechotał, czując, że kręcą go takie rozmowy. — Gdzie najdziwniej?
— W porcie, przy kutrach rybackich… Chociaż nie, raz było glory hole w starych toaletach przy tym parku, do którego już nikt nie chodzi. Dziwnie, bo była budowa po jednej stronie, a po drugiej w połowie mojej roboty ktoś zaczął kosić trawę. — Courtney uśmiechnął się lekko do wspomnień i klatki piersiowej Chase’a, do której przytknął twarz. Chciał poczuć, jak pachnie.
Chase zrobił większe oczy i wziął głębszy oddech.
— O ja pierdolę, jak w pornolach. I ty mówisz, że są nieżyciowe, jak sam się w takie bawisz? — Zaśmiał się i… położył mu swoją dużą dłoń na karku i tyle głowy.
Courtney cmoknął go w środek klatki piersiowej i zerknął na jego twarz.
— Nie można się tylko na nich opierać. W klasycznym pornosie ten, kto kosił trawę, po chwili by do nas dołączył, podobnie jak budowlańcy z rusztowania. A nic takiego się nie stało.
Chase stęknął wymownie.
— Psujesz całą zabawę. — Widział sens i rację w słowach swojego kuratora, jednak po co było to dodawać?
— Wybacz — odparł z rozbawieniem Courtney. — Ale dawno z nikim nie spałem. A ty? Zasypiałeś z dziewczynami?
— No — przytaknął, smyrając gospodarza po karku ciepłymi palcami. — Ale rano była szybka eksmisja. Ale w ogóle, nie lubiłem, jak się za bardzo lepiły, było wtedy jak w jebanym piekle.
— Odsunąć się? — szepnął Courtney w jego tors.
Chase spojrzał na dół na mężczyznę leżącego twarzą na jego klatce piersiowej i obejmującego go ręką w pasie.
— Nie. Bylebyś bardziej nie właził.
— W porządku — zgodził się gospodarz, bo obecna pozycja była dla niego wystarczająca. Nie miałby jeszcze nic przeciwko spleceniu nóg, ale było okej.
Uśmiechnął się do siebie na myśl, że długo dzisiaj Chase nie pochodził w jego bokserkach. Nie żałował. Może powinien, według Jennifer na pewno, ale… przecież im obu było dobrze. Courtney mógł się o tym przekonać nie tylko teraz, kiedy chłopak jeszcze po kilku zdaniach o tym, jak wygodne jest łóżko, zasnął. Jak zabity wręcz. Rankiem kurator też przekonał się, nie tylko widząc, jak zwykły człowiek, ale też jak ktoś, kto liznął psychologii, że Chase czuje się tu… bardzo swobodnie. Spał bowiem z rozrzuconymi kończynami, kołdrą zakrywającą tylko jego bok i jedną nogę. Klatka piersiowa, ręce i lewa noga oraz, cóż, całe krocze też były na wierzchu, a nastolatek, jako że udawał rozgwiazdę, sam zarzucił nogę na nogi śpiącego na boku Courtneya. Nie przeszkadzał mu też budzik oraz fakt, że jego ramię służyło za poduszkę.
Courtney szybko wyłączył alarm i przetarł twarz. Ziewnął. Nie chciało mu się wstawać, ale nie marudził wiele w myślach. Poszedł nago do łazienki.
Jakiś kwadrans później, odświeżony, zabrał się za robienie śniadania. Tosty, kawa mrożona, masło orzechowe i dżem. Wszystko postawił na stole w kuchni i podążył do sypialni, żeby zbudzić swojego gościa, z którym wczoraj znowu zaszedł za daleko.
— Chase, wstań, śniadanie i jedziemy — rzucił do leżącego ciała i zbliżywszy się do niego, trącił go lekko w ramię. Pochylił się przy tym. — Chase.
— Mmm… — zamruczał chłopak i przeciągnął się na łóżku. Ziewnął, wyciągając ręce nad sobą i dopiero uchylając powieki. — O, siema — wymamrotał, jednocześnie ziewając.
Courtney przesunął dłonią po jego włosach i dopiero się wyprostował.
— No, dzień dobry — odpowiedział i w końcu podszedł do szafy, żeby ubrać na siebie jakieś spodnie i koszulę. Miał tylko bieliznę. — Chcesz pożyczyć jakiś ciuch?
— Mm… nie wiem. — Chase podniósł się do pozycji siedzącej. — Kiedy wstałeś? — spytał, znowu ziewając i trąc twarz, aby się rozbudzić. Przez to nie mówił wyraźnie.
— Jakieś dwadzieścia minut temu. To chodź, najpierw zjemy, a potem ci pokażę, co tu mam — zaproponował kurator, wciągając na tyłek jasne jeansy.
Chase rozejrzał się po podłodze pod łóżkiem i znalazłszy skopane w nocy bokserki, naciągnął je na siebie.
— Dobra. Zrobiłeś coś dobrego? — spytał z nadzieją w głosie.
— Niestety nie zdążyłem nic wymyślnego, ale są tosty z dżemem, masłem orzechowym i kawa mrożona. Jeszcze ciepłe, więc wstawaj. — Courtney uśmiechnął się do niego i zarzucił jeszcze na siebie białą, cienką podkoszulkę. — Jak się spało?
Chase wyciągnął ręce nad głową, prężąc się. Mięśnie brzucha naciągały mu się przy tym, eksponując mocniej biodra.
— Dobrze. Mógłbym nie wstawać. — Zaśmiał się. — Tylko chora godzina, cholera.
— Niestety — przyznał mężczyzna i klepnął go w ramię. — Chodź, niedługo trzeba jechać — dodał i już sam ruszył do kuchni. Tam otworzył drzwi na podwórko i wypuścił radosnego Tanka na poranne sikanie.
Chase uśmiechnął się, obserwując swojego czworonoga w naprawdę dobrej kondycji.
— Zajebista z ciebie mamuśka! — Zaśmiał się, siadając do stołu. Aż się oblizał, omiatając wzrokiem wszystko, co mógł zjeść. Na sam widok robił się głodniejszy.
— Powinienem ci jeszcze zrobić drugie śniadanie do pracy, żeby bardziej zasłużyć na to miano? — odpowiedział Courtney pół żartem i usiadłszy obok niego, zabrał się za smarowanie ładnie wypieczonego tosta masłem orzechowym. — Smacznego.
— Nie, to już by była mocna przegina! — Chase zarechotał i zaczaił się z nożem do smarowania także na masło orzechowe. Chciał potem jeszcze na nie nałożyć sobie dżemu. — A jak tobie się spało? — spytał, kiedy już Courtney oddał mu słoiczek.
— Dobrze, dawno nie spałem z kimś w łóżku. Było przyjemnie.
Chłopak wyszczerzył się głupio i wpakował wielki kęs jedzenia do ust. Z jakiegoś powodu podobało mu się to, co słyszy i to, jaki ton podczas mówienia tego miał mężczyzna.
Courtney zerknął na niego i uśmiechnął się. Chase go bawił na swój sposób, ale miło było mu go widzieć takiego rozweselonego.
Zjedli śniadanie dość szybko, a potem gospodarz poszukał jakichś krótkich spodni i koszulki dla podopiecznego. Obiecał, że resztę ubrań mu wypierze i na dwadzieścia minut przed ósmą wyjechali spod domu. Chase miał przed sobą dużo roboty… ale dzięki temu też wizję wolnej przyszłej niedzieli.

26 thoughts on “Newton’s Balls – 13 – Kolejny krok za daleko

  1. Shivunia pisze:

    Agata >> Telefony Was za bardzo rozpieszczają, jak nic. Ale dobrze, że naszła cie refleksja aby coś jednak napisać i podzielić się opinią. Bo lubimy mieć odbiór od czytelników. Widzimy dzięki temu, że robimy to też dla Was, a nie tylko dla siebie.
    Co do samego opowiadania – och, też mogła był mieć Courtneya jako kucharza. Baaa, w ogóle z domu bym go nie wyrzuciła. Jest taki słodki. (Jestem stronnicza, wiem.)I z chęcią bym się u niego żywiła. Tylko oh, obawiam się, że od jego kuchni można się uzależnić. A Chase, fajnie, że wzbudza różne emocje. To dobrze, bo rzadko jest ktoś w realu kogo bez warunkowo uwielbiamy ;)
    Dziękujemy za wenę, zbieramy ją tak samo jak komentarze, które nas pchają do dalszej pracy

  2. Agata pisze:

    To opowiadanie czytam od samego początku, jednak ostatnio przez brak czasu i czytanie na telefonie późno w nocy zrobiłam sie strasznie cichym czytaczem. Uznałam, że czas to zmienić i napisze długi komentarz tutaj, a co ;-; Generalnie bardzo podoba mi się to opowiadanie. Na początku się nie wciągnęłam, ale teraz czytam je z zapartym tchem i nie mogę doczekać się co będzie dalej *.* Kocham Courtney’a, chciałabym mieć takiego kucharza, mógłby być nawet gejem, byle mi gotował takie dobre jedzenie XD Co do Chase’a – denerwuje mnie, ale z każdym rozdziałem wydaje się coraz bardziej normalny. A i kocham połączenie z NBTS, po prostu kocham c: Życzę dalszej weny, żebyście wciąż mogły rozpieszczać nas takimi cudeńkami c:

  3. Katka pisze:

    Kaczuch_A, ja nic nie powiem, musi być to ziarno niepewności XD Bez tego nie ma frajdy i napięcia! „czytając komentarze, że Corn nie jest za fajny zaczynam się zastanawiać dlaczego” – haha cóż… gusta i guściki XD Ja też widzę w nich kwintesencję ciasteczka i z domu bym bynajmniej nie wyrzuciła, jakby mi taki przylazł i powiedział, że zostaje XD

  4. kaczuch_A pisze:

    Katka, jesteś zła, faktycznie. Nic, nic nie możesz mi powiedzieć, chociaż czy dobrze kombinuję? Chociaż ten scenariusz jest straaaszny, nie chcę Chase’a z Philipem, po prostu nie. Właśnie te podzielone zdania są strasznie zastanawiające, ja czytając komentarze, że Corn nie jest za fajny zaczynam się zastanawiać dlaczego. Popadam w głęboką refleksję i próbuję inaczej zobaczyć postać. I lipa…widzę go dalej jako „kwintesencję ciasteczka” to stwierdzenie również zapiszę w mojej księdze cytatów xD

  5. Katka pisze:

    Katie, prace nad NB książkowo… hm, hm, powiem tak – zamówienie na okładkę złożyłyśmy, nasza cudowna graficzka nad tym pracuje. Tekst także jest w korekcie, więc prace trwają, ale nigdy nie mogę określić czasowo co i jak, bo jest to bardzo płynne. Postaramy się szybko to pchnąć do przodu. Będziemy informować na bieżąco ;)

  6. Katka pisze:

    O., Marvin jest ZAWSZE mniejszą łyżeczką, więc nie ma się o co martwić :) Ale w ogóle mówię Ci, jeszcze kiedyś rąbnę małe rysuneczki, jak każde postacie śpią :D Będzie fun :D Tylko czasu potrzebuję choć troszkę…

  7. O. pisze:

    Niby tak.. Ale jeśli Marv by miał być większa łyżeczką to już by prawdą nie było xD
    Wydaje mi się, że Jeff tulił, a przynajmniej jedną ręką.
    Haha to wiecie jaka jest Rynna to możecie definicje zrobić xD

  8. Katka pisze:

    O., z łyżeczkami bardzo się zgadza :D I podoba mi się ten opis szczególnie. Słodziaki. A to drugie jest bardzo specyficzne, aż trudno to jakoś rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie pamiętam, jak łapki daje Jeffko, więc ciężko powiedzieć. No a Rynna… Rynna jest jedyna w swoim rodzaju, więc nie powinno się ich kategoryzować XD Wręcz powinna powstać pozycja „na rynnę” XD

  9. O. pisze:

    Łyżeczka:”Jest to tradycyjna pozycja, którą przyjmują pary przez kilka pierwszych lat związku lub małżeństwa. Jeżeli obojgu partnerów jest w tej pozycji wygodnie, mięśnie bioder nie są napięte, a całość utrzymana jest w równowadze, oznacza to zarówno mocny pociąg seksualny, jak i poczucie bezpieczeństwa w związku. Jedna osoba mówi „Mogę odwrócić się do ciebie plecami, a i tak wiem, że jestem bezpieczna/-y”, a druga: „Chcę osłonić cię swoim ciałem i zapewnić ochronę”. Udowodniono, że pozycja łyżeczki zwiększa zażyłość w związku i zmniejsza stres odczuwany przez oboje partnerów.”

    królewski uścisk: W tej pozycji zazwyczaj mężczyzna leży na plecach z twarzą skierowaną ku górze, a kobieta jest zwrócona w jego stronę kładąc głowę na ramieniu mężczyzny lub na jego klatce piersiowej. Spanie na plecach ma znaczenie symboliczne – mężczyzna mierzy się z życiem, a jego skierowana ku górze twarz wskazuje na pewność siebie i poczucie własnej wartości. Jeżeli mężczyzna otacza kobietę ramionami, oznacza to, że jest bardzo opiekuńczy i pragnie zapewnić jej ochronę. Jeżeli jednak partner trzyma ręce na głowie (jak koronę) i/lub jego łokcie są skierowane na zewnątrz (jak królewska peleryna) – wskazuje to na jego pewność siebie i chęć przejęcia dowództwa w związku (król w zamku). Mężczyzna taki cechuje się dużym entuzjazmem, ale lubi mówić swojej partnerce co powinna zrobić. Taka królewska pozycja snu jest bardzo ekspansywna i wskazuje na osoby rozrywkowe, ale też często będące pracoholikami. Jeżeli kobieta jest zwrócona do partnera i skulona w pozycji płodowej, pokazuje mu, że jest od niego zależna i chce, żeby to on dominował w związku. Taka pozycja jest popularna wśród kobiet, które mają dużo starszych mężów. Jeżeli głowa kobiety spoczywa na klatce piersiowej mężczyzny, lecz jej ciało jest rozciągnięte wzdłuż jego boku, oznacza to, że kobieta polega na nim, ale chce samodzielnie podejmować decyzje.”

    Splątnie (na obrazku para była skierowana do siebie ale nic innego pod Rynne by sie podpasowało):Ta pozycja nie cieszy się zbyt dużą popularnością, bo nie ma co ukrywać jest bardzo niewygodna. Jeśli już występuje, to w przypadku par z krótkim stażem, bądź tuż po stosunku, kiedy para zasypia zmęczona po miłosnych uniesieniach. Jest to swego rodzaju dowód na całkowite oddanie się drugiej osobie i podkreślenie, że to właśnie bliskość i związek są sprawami priorytetowymi w życiu.”

  10. Katka pisze:

    Aeneryss, jak czytam Wasze komcie, widzę, że szczególnie ten tekst Chase’a sobie upodobaliście XD Ale nie dziwię się, sama miałam face palm wiele razy, gdy pisałyśmy. Shiv prowadzi Chase’a i serio, czasem te teksty powalały mnie z krzesła :D Co do zawalenia się… no na pewno nie będzie to wiecznie radosne i sielankowe opowiadanie, więc dramy można się spodziewać w każdej chwili. Dum dum duuuum… tak, uprzedzam zawczasu XD Niemniej bardzo fajnie, że rozdział podziałał pozytywnie na nastrój :D czujemy się pisarsko spełnione :)

    Linerivaillen, haha nie pomogę z lepszym wymyśleniem nazwy dla tej pary XD to się pewnie gdzieś samo zrodzi w trakcie wypuszczania opowiadania XD Ktoś rzuci czymś błyskotliwym i się zakotwiczy, jak chociażby Rynna XD

    Dante, „kurcze to musiała by być taka z dobrym Ph” – na czym Dante skupia się przy czytaniu opowiadań? Na składzie maści na obtarcia XD Rozwaliłeś mnie XD I weź, ja też chcę, by ktoś mi tak gotował… No nie zostaje nic, tylko rozwalić komuś głowę o szybę w samochodzie XD Zarobki kuratorów w Stanach… aż spojrzałam do naszych notatek, bo przy zaczynaniu pisania NB musiałyśmy zrobić pewien research, jak to w ogóle działa u nich, ale jednak nie mam nic o zarobkach niestety. Choć pewnie jakby się poszperało, Google by pomogło. No ale tak, jest to raczej wykańczająca psychicznie fucha, a urzędasiki pewnie sporo zarabiają, więc nie ma co dziwić duża chara Kukurydzki :) Haha i tak, prawdopodobnie ma tego nowego Tomb Ridera, bo pisać NB zaczęłyśmy w 2014. „czasami żyje tylko na poziomie biologicznym” – pojazd po Chasie XD Ale to taka jego zaleta w sumie w odniesieniu do jego romansowania z Kukurydzkiem. I oczywiście cała przyjemność po naszej stronie :D

    O., widzisz, to bardzo dobre kryteria oceniania czyjejś wartości… XD Nie no, żarcik, ale jak widać taka logika czasem też zdaje egzamin. Bo nie raz nie warto rozkładać na czynniki pierwsze – Chase dowodem. Dzięki temu oszczędza sobie bardzo wiele rozkmin moralnych. A co do wprowadzania Chase’a w taką seksualność… hm, hm… nie wiem, czy podręcznik czy film zdałby tu egzamin. Wątpię, by Chase chętnie sięgnął po instruktaż, jak być dobrym gejem XD Taka gra na żywioł i próbowanie nowych rzeczy w praktyce chyba nie wymaga mimo wszystko wkładu mózgu. A co do pozycji, w jakiej śpią – wow, fajna ciekawostka :D aż bym przeanalizowała wszystkie pozycje postaci, ale nie wszystkie w sumie opisujemy. Najbardziej mi się rzucają na myśl Marvin i Jaz, którzy lubią na łyżeczkę. Jeff i Will, gdzie Will śpi na piersi Jeffa i Rynna, gdzie Lenny pokłada się na Ryanie jak się da XD

    Damiann, dzięki za literówkę, poprawiona ;) Oj i kukurydzek dostał miano perwersa, jak słodko XD No coooś w tym jest. Nie jest to grzeczny chłopczyk. Chase jednak nie marudzi ;) A co do tytułu i Newtonowych jaj… Tak naprawdę tytuł nie ma wiele wspólnego z jądrami braciszków, haha. Newton’s Balls to angielskie określenie na wahadło Newtona. A tutaj już trzeba podumać, jakie to ma znaczenie odnośnie opowiadania… :)

    MoNoMu, och tak, zgadzam się, negatywne czy pozytywne emocje, zawsze w jakiś sposób oddziałują na czytelnika, więc zawsze mnie cieszą takie bardziej skrajne reakcje. Bo obojętność już jednak świadczy gorzej. Co do resocjalizacji Corna – powiem tak, jakąś przeszedł. Na pewno jeszcze o tym poczytacie. Jest troszkę skrzywiony niestety. Haha a Newtonowe jaja… XD cóż, no braciszkowie na pewno się jeszcze pojawią XD

    Asus, skrajne opinie, welcome XD To w sumie aż zabawne dla nas widzieć, że są naprawdę tak różne. I nie powiem, miło je czytać, bo sprawiają, że tu się w dyskusjach ciekawiej robi :D Spokojnie, będą inne wątki i będzie ich sporo, więc na pewno czytając NB będziesz miała oddech od Chase’a czy Courtneya. Niestety tak zbudowałyśmy spis treści, że nawet jak patrzę na tytuł następnego rozdziału, to nie jestem w stanie powiedzieć, czy już teraz będzie o kimś innym XD Nie mam chwili, by zerknąć do tekstu, ale jak mówiłam, opowiadanie jest rozległe też przez to, ze dużo u innych postaci się dzieje, więc spoko ;) I tez nie wiem, jak Hector może bać się Tanka! Toż to taki słodki psiaczek :D

    Kaczuch_A, nooo, mega rozbieżność opinii, nie? Jestem pewna, że w dużej mierze nie dotyczy to samej osobowości Corna, ale tego, że niektórzy woleliby Chase’a z Philipem, a inni Chase’a z Cornem właśnie. I pewnie to napędza sympatie i antypatie skierowane do postaci. W sumie tak na to patrząc, Chase jest tu najbezpieczniejszy XD „Lubię jak facet gotuje, jara mnie to, a jeszcze jak jest wydziarany, i chowa je pod garniakiem.” – mmm normalnie kwintesencja ciasteczka :D zgadzam się po całości. No ale niestety Corna przed ołtarz nie zaciągniesz, woli kutasy XD O matko, a jak masz możliwość zaadoptować piesia, to adoptuj! :D Tyle ich czeka na miłość, och och, ja już tylko czekam na taki swój-swój domek, coby mieć możliwość jakiegoś przygarnąć. Ale życie nie rozpieszcza, daleko jeszcze do pełnego ustatkowania. Haha i widzę mocną sugestię odnośnie akcji XD no cóż, coś niecoś moooże można rozkminić po tytułach, choć jako mały cesarz zła mam nadzieję, że nie wszystko XD

    Mati, „Fajnie, że Chase pierwszy objął Courtney’a.” – osobiście uważam, ze to było mega słodkie i gdy to zrobił, miałam wewnętrzne „awwww!”. Więc fajnie, że to wyłapałeś. To już sygnał, że Chase jest zdolny do prostych czułostek. Chase się uczy i jeszcze wiele się musi nauczyć, jak chociażby ogłady. ale też chyba taki troche jego urok, że jest takim debilem XD Hahaha a co do PS, jak będzie gejem, to spoko, damy Ci cynk, jak nie, to same rekwirujemy XD

    Kasia, idealność jest nudna, więc tak, zdecydowanie dobrze, jak postać ma wady. Tutaj tylko zawsze jest totolotek, co się komu spodoba, bo każdy czytelnik jest inny i każdy ma jakieś inne granice tolerancji. Ale stawiamy na więcej realizmu niż na bezsensowną perfekcję i fajnie, że to doceniasz :) haha a co do ściągania spodni – jak teraz wie, że coś niecoś może się wydarzyć z Chasem, to może będzie bardziej powściągliwy XD zobaczymy! No i tak, niestety Courtney ma dużo pracy nad Chasem, który nie zdaje sobie sprawy z tego, co mówi, ale to powolutku, kroczek po kroczku, a może zrobi z niego ludzi. Dziękujemy za komenta :) Pozdrawiamy cieplutko!

    Liv, ouuuuu, smutek, że urwało komenta :( No ale zdarza się, pewnie przez te głupie znaki mniejszości i większości. Chase znów zdobywa Twoją sympatię, szoooczek, hehe. Fajnie, fajnie :) Jest inny, może przez to, że z początku widzieliśmy go w innej sytuacji, a tutaj jest w sumie ostatnio tylko i wyłącznie w sytuacjach, gdzie nie ma szans być tym złym. Dobity zmaltretowaniem Tanka, pochłonięty swoim kuratorem i walką z własnymi problemami jednak pokazuje się od innej strony. I jak widać, jest to strona, którą się bardziej lubi, ale też myślę, że warto pamiętać, do czego może być zdolny. Kurcze, no i dla Was fajnie, że rozdziały teraz częściej, a my tu musimy zapieprzać z pisaniem XD Kupcie nam trochę czasu XD

  11. Liv pisze:

    O, fajnie. Pół komcia mi zjedzono. :)
    Teraz „sperma -> *gulp* ^^” jeat odrobinkę poza kontekstem… ^^
    Ale to przy innej okazji. :)
    I rozdziały znów są super często ♡

  12. Liv pisze:

    „Sorry… Tępa ze mnie pała” heh :3
    Hejka.
    Ale świetny rozdział. Normalnie jeszcze zacznę lubić CAŁĄ tę parę. Bo w sumie sumie to Chase jest spoko, ale mam wątpliwości. Tak jakby był zupełnie inną osobą niż chłopak, którego poznaliśmy. Nie ze zmienił się na lepsze albo coś, bo mi chyba umknął w ogóle cały proces tej przemiany. :C
    Więc lubię tego miłego, troche niezdecydowanego i gwałtownego nastolatka, ale mam wrażenie że to nie jest Chase i czuję się oszukana. ;) Bo serio lubię czytać o takim „dorośleniu”. A teraz jakby nie mogę z czystym sumieniem nie lubić Chase’a, a jednocześnie chcę go nie lubić, bo nie zasłużył niczym żeby go tak po prostu polubić. Takie problemy ^^ xd
    No, ale powiedzmy że odmieniony Chase był słodki i odważny. To takie fajne, że ciągle się jara faktem, że Courtney jest gejem, ale po lodziku i macaniu dziurki jakoś nie przejdzie mu przez głowę, żeby spojrzeć na siebie w tych kategoriach. sperma -> *gulp* ^^
    Ale lubię ich no. :) Pewnie zostaną już głównym parringiem opowiadania, na braciszków grzecznie poczekam :3

  13. Kasia pisze:

    Ja tam jestem zadowolona że Corn i Chase są tacy nieidealni, bo przez to jest ciekawie ☺Kuratorek pożałował seksu z Hektorem, bo mogłoby być jeszcze przyjemniej z Chasem :) I dobrze, następnym razem pomyśli zanim ściągnie spodnie :) hehe Za to teksty Chasa są rozbrajające, jedzie mu z tym pedałem, matką a najlepsze że nie zdaje sobie sprawy (chyba) że go obraża. Courtney będzie się musiał napracować nad tym związkiem :) Chociaż z drugiej strony chłopak jest raczej czułym typkiem więc może nie będzie tragedii. Podoba mi się ta jego dotykalskość i szczerość a może raczej prostolinijność. I jak ktoś już napisał też mam wrażenie że niedługo coś się posypie, bo coś za dobrze się układa jak na razie :) Super rozdział, dzięki serdeczne i pozdrawiam :)

  14. Mati pisze:

    PS Jak znajdziecie jakiegoś wolnego Ktosia podobnego do Courtney’a to możecie mu o mnie wspomnieć ^^ :D Nie obraziłbym się :D

  15. Mati pisze:

    Jaki przyjemny rozdział, mega przyjemny. Fajnie, że Chase pierwszy objął Courtney’a. Może będą z tego dzieci :D Na co zresztą liczę :D I Courtney wreszcie się doczekał lizaczka… Chociaż lizaczek chyba nie jest najodpowiedniejszym określeniem :D I strasznie fajnie widzieć jak Chase „uczy się” przy kuratorku :D Ale z tymi niektórymi tekstami powinien się chociaż odrobinkę powstrzymać. Albo chociaż mówić nie aż tak bezpośrednio. Bo większość tekstów była super, ale ten z drugim facetem w łóżku do najmilszych nie należał.
    No i w ogóle rozdział-miód na zmęczoną duszę :D Aż warto było tyle w szkole przecierpieć, żeby doczekać się rozdziału :)

  16. kaczuch_A pisze:

    Jak widzę po komentarzach zdania i opinia co do Corn’a są mocno podzielone. Lubię gościa i życzę mu jak najlepiej z Chasem, ale mam świadomość że zważywszy na swoją pracę już dużo spierdolił xD co tu owijać w bawełnę. Nie mniej, dla mnie ta dwójka do siebie pasuje. Ale co mnie najbardziej niepokoi, że jak czytam opis opowiadania, patrzę na ilość rozdziałów to wydaje mi się że Philip będzie się do niego przystawiać, nie wiem taka myśl dobija mi się z tyłu głowy i to w cale, a w cale mi się nie podoba. No bo dlaczego Tank nie mógłby już u Corna zostać, pasuje mu ten psiak, Chase też nie miałby co narzekać. Boże ja tak bardzo nie lubię Philipa.

    Rozdział przyjemy, gorący. Lubię jak facet gotuje, jara mnie to, a jeszcze jak jest wydziarany, i chowa je pod garniakiem. Boże chcę takiego faceta, tylko żeby nie był gejem xD to by znacznie utrudniało zaciągnięcie go przed ołtarz czy coś w ten deseń xD

    Tank jest kochanym psiakiem, pod którymś rozdziałem to pisałam i powtórzę znowu. Jest uroczym, słodkim pieskiem. Mam teraz poważne rozmyślania o zabrania jednego szkraba ze schroniska, jak wrócę ze swoich wojaży i wzmianki o uroczych psiakach, bardzo wpływają na moje przemyślenia :D

    Weny drogie Panie~! I pamiętajcie CxC jest lepsze niż CxP. Nie krzywdźcie mnie więc Newtonem.

  17. Asus pisze:

    Jak mnie tu dawno nie byłoXD No to trzeba nadrobić!
    Chase i Corn…. znowu T^T potrzebuję jakichś innych postaci bo dostanę awersjiXD ten związek mnie nie przekonuje. Corn to takie małe dziecko, wie, że nie może, ale i tak sobie weźmie. Do Chase’a nie mam pretensji, bo to takie nieświadome i potrzebujące ciepła… No ale Kukurydzo! ogarnij chcice i przystopuj trochę, bo inaczej wióry polecą! A w sumie niech robi, co chce. Zobaczę jak to dalej się rozwinie. Tank jak zwykle kochany <3 Jak ten cały Hector może się go bać? Miałam zaciesz, gdy do mieszkania wparował Chase, co by było jakby zostali przyłapani XD. No ale sprawa została szybko zakończona i moje nadzieje na krępujące i głupie sytuacje z ich udziałem poszły sobie pohasać…
    Ten komentarzyk strasznie krótki jakiś… ale przy tej parze jakoś nie umiem z siebie nic wycisnąć T^T. Pociesza mnie fakt, że opowiadanko będzie dłuuuugie ;) tak więc, przy rozwoju innych postaci się wykażę!
    Weeeeny dużo i chęci!

  18. MoNoMu pisze:

    No dobra, znowu jestem zszokowana zachowaniem Courtneya, ale negatywne emocje przyciągają tak samo mocno jak pozytywne. I może dlatego tak intryguje mnie to opowiadanie :) Ale serio, facet powinien zapisać sam siebie na resocjalizację.
    I podstawowe pytanie. Gdzie są te newtonowskie jaja, hm? Bo ani widu, ani słychu xD

  19. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Czyli o której chcesz wyjechać? — dopytał Courtney, by wiedzieć, jak się zerwać, żeby zrobić śniadanie, ogarnąć się i zawieść chłopaka.” – czy tu powinno byc na pewno ,,zawieść”? A moze sie pomylilem i to zawieZc kogos oznacza rozczarowac? XD
    No wiec… W sumie to pasuja do siebie… Corn dba o Chase’a, kocha zwierzeta… Nie, jednak nie xD
    Nie sadzilem, ze kuratorek jest takim zboczencem. Chociaz nie powinienem tak pisac, bo zboczonie to cos chorego. Moze napisze – nie sadzilem, ze kurator jest takim perwersem? Xd Seks w porcie, niedaleko ludzi… Niezle. Nie podejrzewalbym go o to.
    I chyba tez powinienem kupic sobie masc na obtarcia, ale na stopy, bo buty mnie brutalnie zgwalcily ;(

  20. O. pisze:

    Jeśli chcesz zostać moim przyjacielem musisz spełniać poniższe warunki:
    a) mój pies musi cię lubić,
    b) musisz dobrze (!) gotować,
    c) musisz dobrze ssać
    d) musisz mieć niezły tyłek.
    Jak tak się to rozpisze, to nie ma źle.. Jak będę chciała przewartościować swoje życie i przegrupować znajomych to zrobię taką rozpiskę i włączę proste myślenie Chase’a. Mógłby napisać poradnik jak to nie być tępą pałą a żyć prosto.
    Trochę śmieszy mnie Corn, że cały czas poczuwa się do odpowiedzialności i wprowadzenia Chase w seksualność, a przecież.. Są jakieś książki, podręczniki. Okej może młodszy nie przepada za słowem pisanym, ale coś takie może by przetrawił, czy filmik który nie jest pornosem ;o Ale najwidoczniej Courtney chce go wszystkiego nauczyć na sobie.. Połączenie praktyki z teorią, któż by tak nie chciał xD
    Trochę poszukałam na necie o pozycji w której spali xD
    ” Zachowana przestrzeń: Taki układ wiąże się niestety z problemami w związku. Jeden z partnerów, który śpi w pozycji „rozgwiazdy”, przejawia wiele cech egoistycznych, a co za tym idzie, w Waszym związku prędzej czy później pojawią się problemy, dlatego warto już teraz porozmawiać i naprawić powstałe nieporozumienia.”
    A o osobie, która lubi spać na rozgwiazdę: „Jak dowodzą badania miłośnicy tej formy snu są bardzo lojalni, a przyjaźń jest dla nich bardzo cenna. Potrafią słuchać innych i lubią pomagać potrzebującym w rozwiązywaniu ich problemów. Zawsze można na nich liczyć, niezależnie od tego czy jest to weekend, środek nocy, czy Wigilia. I opis ten ma sens, bo jeśli popatrzysz na tę pozycję, kojarzy się ona trochę z pozycją obronną, jakby śpiący chciał ochronić to co ma za sobą.”

    Jeżeli chodzi o problemy to Corn faktycznie je na nich ściąga.. Ale stara się rozmawiać.. W czasie albo po, więc zobaczymy co wyniknie dalej xD Chase w sumie jest lojalny i o ile on by mógł jakoś kuratora ponaciągać na coś, tak ten jego lojalność też może wykorzystać.. Takie haczyki mogą na siebie zbierać xD Ale może nie chcą i nie będą chcieli jakiejś bomby między sobą wybudować.

  21. Dante pisze:

    Maść na obtarcia w tamtych miejscach xd?… kurcze to musiała by być taka z dobrym Ph, no i musiało go baardzo mocno poobcierać. Biedny Courtney… ale mimo bólu potrafi zadbać o swojego podopiecznego xD. Mógłby mi ktoś też takie rzeczy gotować. No cóż.. nje można mieć wszystkiego ;p. Ciekawe ile faktycznie zarabiają kuratorzy w stanach w końcu to ciężka i nie łatwa praca która wykańcza psychicznie. On ma TOMB RAIDERA… kocham go <3, kocham Larę.. hmmm rozumiem ze pisałyście to niedawno i to jest ten z 2013 roku ?. Haha zgadzam się z Aeneryss… Chase to bardzo prosty chłopak, cudowny też ale przede wszystkim prosty i czasami żyje tylko na poziomie biologicznym ;p. Dobre żarcie sprawia ze nawet można wybaczyć pedalstwo.. xD. Widze ze Courtney konkretnie zabrał się za robotę :D. Kurcze.. mam nadzieje że przez parę rozdziałw jeszcze nic się nie zepsuje ;) No i ten komplement rozwalił mój mózg "Lubisz chyba Tanka, zajebiście gotujesz, a jeszcze lepiej ssiesz. No, kurna, naprawdę jesteś bardziej spoko, niż się wydawałeś." dziękuje za długi rozdział :D

  22. Aeneryss pisze:

    W sumie logika Chase’a to jest takie „mój pies go lubi, mój żołądek go lubi, mój penis go lubi, czyli ogólnie to on spoko jest” xD (zdecydowanie nie powinnam komentować opowiadań w środku nocy)

  23. Aeneryss pisze:

    „Przecież Tank go lubił, a ten robił takie dobre żarcie. I miał fajny tyłek.” Chase to taki cudownie prosty chłopak. Jego tok myślenia mnie czasami rozbraja xD Ogólnie cały rozdział cudowny i uroczy i tylko czekam aż coś w końcu się zawali, bo jakoś nie wierzę, żebyście do końca ten cukierkowy nastrój w ich relacji zachowały. Ale trzymajcie się go jak najdłużej, bo takie fragmenty cudownie poprawiają humor jak się ma wszystkiego dość i nie może się spać ;)

    Weny, weny i jeszcze raz weny życzę c:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s