Newton’s Balls – 12 – Potrzeba wyłączenia się

W ten piątkowy wieczór w mieście widziało się wielu ludzi, którzy głównie chodzili grupkami lub parami. W końcu zaczynał się weekend, więc trwały imprezy i ogólny relaks. Widział nawet kilka rodzin wracających z terenów wokół jeziora z latawcami w rękach. Było ciepło i wietrznie, ale wiatr nie był nieprzyjemny. Pogoda pasowała do wieczornych wypadów na miasto.
Chase’owi jednak nie chciało się iść na żadną imprezę. Chciał pobyć sam, dlatego nie zadzwonił do żadnego z kumpli z pytaniem, czy go przetrzyma na noc. Zresztą, nawet dla nich zaczęłoby być podejrzane, że ich kolega tyle czasu spędza poza domem. Bo Chase bynajmniej nigdy nie zapraszał nikogo do siebie. Starał się też unikać jak ognia tematu swojego domu. I cenił w kumplach to, że ci nie cisnęli go, aby się z nimi tym dzielił. Sami też nie mieli w swoich domach „normalnie”. Bracia „aniołkowie” mieli niezłe akcje ze swoimi rodzicami, którzy uznawali, że pokuta to najlepsza droga do stania się dobrym człowiekiem. A Roya wychowywała wyjątkowo nadopiekuńcza matka. Niby mogło się to wydawać przyjemne, ale na dłuższą metę chłopaka szlag trafiał. Może dlatego nie cisnęli samego Chase’a, aby rozmawiać o rodzinie, bo sami tego unikali. I tak w braku rozmowy się dogadywali w kwestiach własnych rodzin. Ale, tak czy inaczej, Chase na tę chwilę został bez miejsca, gdzie mógłby pójść i jakoś przetrwać noc. Już zdarzało mu się spać gdzieś na mieście, jednak wiedział, że jeśli zgarną go policjanci, to Courtney na pewno się o tym dowie. I już nie będzie tak prosto tego wytłumaczyć.
Spojrzał na godzinę wyświetlaną na telefonie, który wyjął z kieszeni. Było wcześnie. Uznał więc, że do północy pojeździ po okolicy na rowerze, a potem zobaczy.
W miarę mijającego czasu i kolejnych pokonywanych ścieżek przekonywał się, że zdecydować musi bardzo szybko. Ulice pustoszały i coraz częściej zamiast rozweselonych spacerowiczów wpadał na uchlanych kolesi wychodzących z barów czy patrole policji, której unikał.
Kiedy zobaczył, że drugi raz przejeżdża już niedaleko mieszkania Courtneya, doszedł do wniosku, który go zaskoczył. Bardziej niż czterech ścian swojego pokoju nie chciał w tej chwili widzieć kuratora. Pokierował się więc w stronę swojego domu. W końcu, jeśli nie było Tanka, istniała szansa, że nikt nie usłyszy jego powrotu.
Kiedy już był blisko, zszedł z roweru i ukrył go w krzakach na opustoszałej posesji. Nie chciał, aby rano dziadkowie widzieli, że wrócił. I aby być pewnym, że się to uda, zamaskował dobrze rower i zakradł się na działkę. Przeskoczenie płotu nie było niczym trudnym, tak samo jak dostanie się na tyły budynku, tuż pod oknami sypialni dziadków. Przez chwilę miał problem, aby włamać się do własnego pokoju, ale w końcu za pomocą druta i światła z telefonu komórkowego odblokował zamknięcie okna. Uniósł je, wspiął się i wskoczył wprost na swoje łóżko w sypialni. Zamknął na powrót okno, rozebrał się i nie zapalając światła, położył się, aby przetrwać do rana.

***

Spacer był długi i relaksujący. Nie tylko dla psa, ale i dla Courtneya. Przeszli cały park, ale omijając fontannę, bo ostatnio Tank za bardzo do niej ciągnął, a wciąż miał na sobie opatrunki. Mężczyzna wolał uniknąć ryzyka.
Wrócili do domu po niespełna dwóch godzinach włóczenia się. Pies dostał pełną michę jedzenia, a Courtney przegryzł kilka kanapek z pełnoziarnistego chleba i usiadł do komputera. Muzyki nie włączał, bo zamierzał sobie pograć w Hitmana. Wiedział, że to bardzo bezproduktywne spędzanie dnia, ale dawało mu to dużo rozrywki. A od czego jest weekend, jak nie od odpoczynku od życia codziennego? Do tego gra mogła jeszcze spełnić się w odsunięciu jego myśli od Chase’a Lasha. Bo Courtney zdecydowanie za dużo o nim myślał. Czuł się przez to napięty, nie spał dobrze, a wysiłek fizyczny jakoś nie pomagał tak, jak powinien. Dlatego skupił się na grze. Aż jednej akcji nie przerwał mu dźwięk jego własnej komórki. Ktoś dzwonił.
Zastopował szybko grę i sięgnął po telefon do kieszeni wytartych jeansów, z której nie wyjął go po spacerze. Odebrał, nie patrząc kto to.
— Courtney Corn, słucham?
— Hola, co taki poważny? Tu Hector, nie wiem, czy znowu nie dzwonię w złym momencie. — Męski głos zaśmiał się w słuchawce telefonu.
Courtney spojrzał na swoją zastopowaną grę, potem na Tanka wyjadającego resztki z miski. Już miał odpowiedzieć, że to jednak zły moment, ale coś kazało mu zmienić opcję. Domyślał się, po co dzwonił Hector, bo był to jego jeden z… kumpli do łóżka, a inaczej mówiąc kontaktów z Internetu, z którymi czasami spotykał się na seks. Nic innego raczej ich nie łączyło. A on… on już nawet w Hitmanie szukał ujścia dla swojej Chase’owej frustracji.
— Hola — odpowiedział jego słowami. — Tym razem udało ci się idealnie trafić w moją wolną chwilę.
— To aż niesamowite! — Mężczyzna znowu się zaśmiał. — To rozumiem, że jesteś tym razem sam w domu? Bo jestem akurat w Walmarcie tym niedaleko ciebie.
— Mhm, jestem sam… jeśli nie liczyć psa. — Courtney uśmiechnął się do siebie lekko, odchylając się na fotelu biurowym. — Jeśli ci nie przeszkadza, możesz wpaść. Tank jest niegroźny.
— Psa? Przecież nie miałeś psa, amigo.
— Mam tymczasowo. Wiesz, znajomy nie może go teraz mieć u siebie, bo pies jest chory, a koleś nie ma warunków — wytłumaczył, unosząc się w końcu i kierując do łazienki. Musiał wziąć prysznic, jeśli Hector miał wpaść.
— Kurna — mężczyzna nie wydawał się zadowolony. — Wiesz, że nie jestem zbyt za psami. Duży jest?
— Jest średni, to mieszanka pit bulla i amstafa, jeśli dobrze pamiętam. Ale, Hector, ma kołnierz ochronny i bandaże na sobie. Nic ci nie zrobi, zamkniemy się w sypialni, jak chcesz — zapewnił mężczyznę, równocześnie przygotowując sobie świeży ręcznik.
— No, kurwa, lepszej mieszanki ras to już nie mogłeś mieć w domu. Joder — zaklął w swoim ojczystym języku. — Będę za pół godziny. Ale załóż mu jakiś kaganiec czy co tam.
— Przeżyjesz, zobaczysz, że to baranek w psiej skórze — Courtney przekonywał go, chociaż nie miał tak naprawdę pojęcia, czy w obliczu jakiejś konkretnej sytuacji Tank nie zachowuje się agresywnie. Ufał, że jakby co, będzie w stanie go powstrzymać. — To widzimy się za pół godziny — dodał na koniec, zaczynając odczuwać specyficzne podekscytowanie. Takie, które zwykle czuł nastolatek, wracając do domu z myślą, że zaraz odpali porno. Nastolatek. Czy Chase się tak czuł w szkole, czekając na koniec lekcji, aby sobie strzepać? Szlag! Nie, nie powinien o tym myśleć. Zdecydowanie musiał się rozluźnić seksem z Hectorem.
— Si, amigo, za pół godziny, szykuj się. — Głos w telefonie zaśmiał się, a po chwili połączenie zostało przerwane.
Courtney więc zajął się sobą. Wziął prysznic, odpowiednio się przygotował i ostatecznie założył na siebie tylko luźne, granatowe bokserki sięgające mu prawie kolan, w których czasami spał. Na górę nic nie zakładał, bo było ciepło, a i tak pewnie szybko zostanie tego pozbawiony. Upewnił się jeszcze, czy jego ciemny zarost jest dobrze przystrzyżony. I w sumie nie zdążył zrobić wiele więcej, nim zadzwonił dzwonek do drzwi, bo prysznic zajął mu sporo czasu.
— Tank, bądź grzeczny — przestrzegł psa, idąc do drzwi i w końcu je otworzył. — Siema — przywitał się, uśmiechając się do gościa.
— Hola — Hector odpowiedział i już ruszył do przodu, aby się przywitać, kiedy nagle zamarł i spojrzał gdzieś za gospodarza. Kiedy i ten się odwrócił, zobaczył, że pies poszedł za nim i teraz siedzi i czujnie obserwuje gościa. Nie cieszy się, ale też nie jest agresywny.
— Daj mu się obwąchać, to będzie spokój. Nic ci nie zrobi — Courtney zachęcił gościa i sam kucnął boso na panelowej podłodze w przedsionku. — No, chodź, Tank, zobacz, kto przyszedł — zachęcił, klepiąc się po udzie, a kiedy pies do niego podszedł, pogłaskał go po pysku.
Gość wszedł do mieszkania i zamknął drzwi za sobą. Cały czas niepewnie patrzył na psa.
— A nie możesz go… nie wiem, gdzieś zamknąć? — spróbował. Miał hiszpański akcent i urodę Latynosa. Ciemne, modnie przycięte włosy, czarne oczy, a przy tym szeroką szczękę i pełne usta. Miał też chyba obowiązkowy krzyżyk na szyi i dziś wyjątkowo był gładko ogolony. Zbudowany też był nieźle. Na tyle, że miło było popatrzeć nawet na wytatuowaną Matkę Boską na jego plecach. Courtney to wszystko w nim lubił, a dzisiaj jeszcze bardziej doceniał fakt, że Hector był mniej więcej w jego wieku.
— Zaproszę cię zaraz do sypialni, zamkniemy drzwi. Ale nie ma się czego bać — zapewnił i sięgnął po dłoń gościa. — Spokojnie — dodał, ścisnął ją dla otuchy i zbliżył ją do pyska Tanka, aby ten mógł go powąchać.
Gość był bardzo sceptyczny co do tego pomysłu, ale nie uciekał ręką, tylko oddychał głęboko i nerwowo, patrząc na pysk zwierzęcia. To przekrzywiło głowę ciekawsko, po czym powąchało dłoń. Zaraz po tym Tank wstał i udał się na swoje miejsce na posłaniu.
— O la Madre… — Latynos westchnął ciężko i przycisnął do siebie dłoń, którą wąchał pies. — Nie lubię psów.
— Już po kłopocie. Chyba wyczuł, że się z nim nie pobawisz. — Courtney wstał i w końcu zaprosił gościa dalej gestem dłoni. — Napijesz się czegoś?
— Nie, dzięki, myślałem… — urwał, kiedy przechodzili obok psa. — Myślałem, aby… pójść już do sypialni. Hmm? — spytał, obejmując gospodarza jednym ramieniem od tyłu. Skubnął go wargami w ucho ubogacone w małą, srebrną kuleczkę. Nie czuł się jednak pewnie, będąc w jednym pomieszczeniu z tym mieszańcem.
Courtney czuł to i nie naciskał. Zaprowadził gościa do sypialni. Była całkiem spora. Jedna ściana, ta za łóżkiem, pomalowana była na grafitowo, a pozostałe trzy były kremowe. Meble, tak jak łóżko, były z czarnego drewna i jak zwykle wszystko czyste i schludne. Prostopadle do łóżka, przy jednej ze ścian stało wysokie lustro, które sprawiało, że leżąc na materacu, widziało się siebie. Do tego jeszcze osobne drzwi do garderoby, a na szafkach przy łóżku lampki w nowoczesnym stylu. I oczywiście żel analny. Gumki, Courtney uznał, że Hector ma swoje.
Kiedy gość wszedł do środka, gospodarz zamknął drzwi i odwrócił się do niego.
— Jak minęły ci… ostatnie tygodnie, od kiedy się nie widzieliśmy? — zapytał, opierając się plecami o drzwi i patrząc na tego mężczyznę lustrująco.
Ten od razu uśmiechnął się pewniej, kiedy między nim a psem stał nie tylko Courtney, ale i drzwi.
— Naprawdę chcesz to wiedzieć, czy przyjemnie zagadujesz? — spytał i oparł się dłońmi po bokach jego głowy.
— Jestem ciekaw, czy przyjechałeś, bo się stęskniłeś, czy bo miałeś ciężki okres, na który seks ze mną może coś poradzić — Courtney odpowiedział cichym głosem, sunąc powoli dłonią po jego klatce piersiowej przez ubranie. I oczywiście po własnych słowach pomyślał o sobie. Tak… dobrze jemu samemu zrobi dobre pieprzenie się.
— Może to i to. — Hector uśmiechnął się kątem pełnych ust i przechylił się do ucha mężczyzny przed sobą. Pocałował go delikatnie w płatek, a potem zaraz obok, w szyję. — Próbowałem z kimś, ale… nie wyszło. Z tobą jest prościej.
— Prościej? — powtórzył Courtney, zerkając krótko na jego twarz, po czym podciągnął mu koszulkę i w końcu go jej pozbawił. — Co nie grało? — zapytał, podziwiając sobie ciało mężczyzny.
Hector uśmiechnął się w jego szyję i mocniej ją pocałował.
— Z tobą wiem, co mam robić. Nie oczekujesz, że będę spędzał z tobą każdą chwilę albo że będę zabierał cię na wyjścia z kumplami, czy przedstawiał cię rodzinie.
Courtney uśmiechnął się mimowolnie, pieszcząc jego plecy dłońmi. Męskie ciało pod nimi, ten dotyk ciepłej skóry, zarys mięśni… Napalał się i już chciał zatracić się w tym akcie. Nie myśleć, nastawić się tylko i wyłącznie na fizyczność. I chyba tymi myślami potwierdzał słowa swojego gościa.
— Tak, zdecydowanie tego nie oczekuję. Za to nie pogardziłbym, gdybyś dobrał mi się do bielizny…
Latynos zaśmiał się krótko.
— Z przyjemnością — zamruczał i chwycił go za brodę palcami. Odwrócił twarz Courtneya do siebie i pocałował go mocno w usta. Dugą dłonią w tym czasie chwycił go między nogami, za krocze. — Chodź na łóżko.
Mężczyzna stęknął i oblizał usta. Od razu pchnął Hectora w nagi tors i po kilku krokach ten opadł na łóżko na plecy. Wtedy Courtney wszedł na niego, pochylił się nad nim, podpierając dłońmi po bokach jego głowy i pocałował go mocno. W odpowiedzi poczuł dłonie zaciskające się na pośladkach. Usta też odpowiadały na pieszczoty bardzo umiejętnie. Dużo umiejętniej niż Chase’a. To napawało Courtneya optymizmem na to, że ten seks będzie dobry. I teraz już nawet nie myślał o tym, że porównuje ich do siebie. Robił to automatycznie.
— Hector… Nie bądź dziś delikatny — zamruczał na wydechu przy jego ustach i zniżył biodra, aby otrzeć się o jego wypukłość w spodniach. Tak… mniejszą niż ta Chase’a.
Latynos uśmiechnął się tajemniczo, mrużąc przy tym oczy.
— Zachciało się mocniej? Czyżby coś się jednak wydarzyło? — zapytał niskim głosem, po czym złapał gospodarza mocno za kark i przyciągnął do pocałunku.
Courtney nie musiał silić się na odpowiadanie i po prostu poddał się pocałunkowi. Z zadowoleniem poczuł sprawny język Hectora, jego duże, męskie dłonie i tę pewność w tym, co robi. Nie zawsze miał nutę na pieprzenie się z tym mężczyzną, ale dzisiaj wydawało mu się to bardzo odpowiednie. Na ślepo więc sięgnął do jego spodni i rozpiął je, aby wyciągnąć na wierzch jego kutasa. Bez problemu mu się to udało. Facet nie był jeszcze w pełnym wzwodzie ani bynajmniej nie był tam taki jak Chase.
Znowu go do niego porównywał… A przecież nawet nie spał z tym chłopakiem.
— Hmm? Więc jak? — Hector zamruczał i przesunął paznokciami po nagich łopatkach i ramionach kuratora.
Ten syknął cicho i schował twarz w jego szyi.
— Tak, coś się stało. Więc musisz mnie wyłączyć — wydyszał, ocierając się o niego całym ciałem. — Proszę, Hector.
Mężczyzna zamruczał nisko i przeniósł dłonie z jego ramion na pośladki. Zsunął mu spodenki poniżej nich i klepnął mocno obiema dłońmi w jego tyłek.
— Myślę, że da się zrobić.
Courtney zasyczał. Po tym klapsie od razu jego członek zesztywniał i wręcz drgnął. Mężczyzna więc szybko odsunął się i zaczął ściągać spodnie swojego gościa. Rzucił mu przy tym krótkie spojrzenie i uśmiech.
— Mam własne gumy. Kupiłem, jak potwierdziłeś, że mam cię wyruchać. — Zaśmiał się i sięgnął do tylniej kieszeni swoich spodni. Wyjął od razu trzy prezerwatywy. — Jedna z nawilżeniem, reszta na osłodę. — Musnął palcem drugiej dłoni dolną wargę kuratora.
Ten od razu lekko się wychylił i skubnął wargami palce mężczyzny.
— Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć — odpowiedział i pozbawił Hectora spodni oraz bielizny. Sam też zsunął spodenki i już całkiem nagi, upadł bokiem obok Latynosa. Przesunął zarówno spojrzeniem, jak i dłonią po jego ciele.
Latynos zaśmiał się pod nosem i odłożył jedną prezerwatywę na bok, a dwie pozostałe pokazał Courtneyowi. Wiśniowa i czekoladowa.
— To w której mam ci się zanurzyć do gardła?
Courtney popatrzył to na jedną, to na drugą i w końcu wychylił głowę do tej wiśniowej. Złapał ją zębami i pochylił się z nią do krocza gościa. Rzucił mu jeszcze długie spojrzenie i kiedy otworzył opakowanie z kondomem, palcami nasunął ją na członek. Wielkościowo raczej przeciętny, ale na szczęście nie mały. No i teraz sztywniejący, a na samą myśl, że weźmie go dzisiaj w swoje oba wejścia, robiło mu się duszno i gorąco. Jego własny penis wskazywał na podniecenie, które tylko wzrosło, kiedy podpierając się łokciem o materac, pocałował czubek „opancerzonego” kutasa.
— Nie daj się zachęcać, Courtney — usłyszał z góry, a gość podparł się łokciami na łóżku, patrząc, jak sobie poczyna.
Gospodarz spojrzał na niego krótko i rozchylił usta. Miał wczoraj zrobić to Chase’owi. Dać mu jego pierwszy obciąg w wykonaniu faceta, pokazać mu, jak może być dobrze, nauczyć większej bliskości… a nie potrafił. Nie potrafił go do niczego przekonać i spróbować mu pomóc. Ale… może to dobrze. Może to był jakiś głupi znak, że nie powinien mieszać się w kontakty seksualne ze swoim podopiecznym, tylko ograniczać je do takich spotkań jak to dzisiejsze z Hectorem. Jego kutas przecież nie był zły. Mmnm… i smakował wiśniowo.
Kurator przymknął oczy i przytrzymawszy sobie członek w pionie, wsunął go sobie do gardła. Charknął krótko, a jego ciało aż zafalowało, ale potem spokojnie już zassał ten kawał mięcha, delektując się tym, że ma go w ustach.
Hector zamruczał nisko i z racji że wcześniej gospodarz powiedział mu, jaki ma być, nie zawahał się przed wyciagnięciem dłoni i złapaniem go za włosy. Zacisnął nawet na nich palce i zmusił drugiego mężczyznę do kolejnego wzięcia go głębiej do ust.
Z gardła Courtneya wydobyło się kolejne charknięcie, tym razem dłuższe i bardziej nerwowe, a sam mężczyzna zacisnął mocno dłoń na pościeli. Chwilę oddychał z trudem przez nos, kiedy znalazł na to sposób, a potem znowu poddał się tym gestom. Jego wewnętrzna potrzeba bycia dzisiaj tak potraktowanym właśnie zostawała przyjemnie zaspokajana, a mężczyzna, który mu ją dawał, także czuł wiele przyjemności płynącej od ust kuratora.
— Dobrze ssiesz. Zawsze to w tobie lubiłem — pochwalił go, a że nigdzie nie była włączona muzyka i było stosunkowo cicho, obaj usłyszeli dźwięk smsa z salonu.
Courtney popatrzył w tamtym kierunku i zatrzymał się w swoich ruchach głową w górę i w dół. Chwila stagnacji jednak nie trwała długo. Wznowił swoją czynność, a z ust ściekała mu odrobina śliny i znikała w owłosieniu łonowym Hectora. Tak, lubił, kiedy ktoś miał tu włosy. Chase też miał… Szlag! Nie miał o nim myśleć!
Zacisnął mocno oczy i ssał Hectorowi z większym zaangażowaniem, biorąc go jeszcze głębiej niż kiedykolwiek. Chciał się w tym zatracić, a Hector naprawdę nieźle mu pomagał. Pieprzył jego usta, pomagając sobie dłonią i wypychając biodra, aż nie szarpnął go w górę. Podniósł się i zerwał z penisa prezerwatywę.
— Dobra, koniec tych słodyczy, czas na prawdziwą latino jazdę, chico! — Zaśmiał się sięgając po kolejnego kondoma i przewracając Courtneya na brzuch.
Ten obejrzał się na mężczyznę i przyciągnął do siebie poduszkę, aby móc się jej złapać w trakcie. Potem zgiął kolana, tym samym wypinając tyłek i czekał na ciąg dalszy. Jego sztywny penis z maleńką kropelką na czubku wciąż pozostawał nieruszony, ale definitywnie wskazywał, że mężczyzna się podnieca i chce więcej. Och tak, chciał więcej.
— Myślę tylko o tym, jak mnie tam rozeprzesz. Nie rób palcówki. Chcę cię czuć na długo — wydyszał, już teraz marszcząc nos.
Hector oblizał się i strzelił go w wypięte pośladki obiema dłońmi.
— Mówiłeś bardzo, bardzo serio, pączuszku — zamruczał przymilnie, po czym złapał go palcami za biodra i otarł się o jego rowek penisem z już nałożoną prezerwatywą. — Ale służę. Tylko nie drzyj się za mocno, hm?
Courtney pokiwał głową na zgodę i już zawczasu złapał zębami poduszkę. Czuł się winny… Dlaczego czuł się winny? Nie wobec Hectora, że myślał o swoim nastoletnim podopiecznym. Raczej wobec Chase’a, że mieszał mu w głowie, że nie umiał przy nim okazać się tym dojrzałym i odpowiednio nim pokierować. W jego roli było naprawienie go, ukierunkowanie, a na razie robił mu w głowie chaos. Cholera!
Te rozmyślania przerwał mu członek, który wcisnął się z pomocą dłoni w jego dziurkę. Był ciepły i śliski dzięki nawilżeniu i prezerwatywie. Rozpierał go odpowiednio. Tak, Courtney zawsze to najbardziej lubił w seksie. Nie samo tarcie, ale rozpieranie. Miał zawsze wrażenie, jakby drugi mężczyzna całkiem się z nim stapiał, oplatał się nim. Dzięki temu czuł się mu taki bliski. Fizycznie, wyłącznie fizycznie, ale teraz mu to wystarczało, tego potrzebował.
— Mmm… Dalej — wydusił, trzymając się poduszki i poddając się uczuciu rozpieranej dupy. Tak chciał.
— Się robi — odparł Hector i pchnął mocniej, trzymając za biodra mężczyznę, za którym klęczał. Nic poza tym. Nie splatał się z nim specjalnie, ale Courtney wiedział, że już tak miał. Nie był też typem tulącym się po seksie. Było mu to teraz na rękę. To pchnięcie też, które wbiło go bardziej w poduszkę, aż krzyknął głośniej. Zaklął potem kilka razy i złapał się za penisa, aby się tam popieścić. Drgnął mu momentalnie, a nierozluźnione ścianki jego wnętrza kompulsywnie zaczęły się ściskać. I co tu dużo mówić, boleć też.
W tym wszystkim nie usłyszał kolejnej wiadomości, jaka przyszła mu na telefon.
— Ktoś się do ciebie dobija — Hectorowi jednak się udało i teraz zaśmiał się i chwycił Courtneya za szyję oraz podciągnął go w górę. — Ciasny jesteś jak cholera. Jednak nie jebałeś się z tym gościem, co ostatnio dzwoniłem.
— Dawno się… nie jebałem — wycharczał Courtney, któremu strasznie zaschło w gardle. Na tyle, że ciężko było mu mówić. I teraz, po kolejnym smsie, coraz bardziej się zastanawiał, o co chodzi. Ale przecież nie każe się odsunąć Hectorowi, żeby przeczytać smsa. Zrobi to po następnym sygnale… Na razie sam zafalował biodrami i jęknął charcząco, odchylając głowę na ramię drugiego mężczyznę. — Posuwaj mnie…
— Toż to robię — Latynos prychnął z rozbawieniem i puścił jego włosy. Pchnął go od siebie, tak że kurator wylądował twarzą na swojej pościeli. Gość jeszcze mocniej chwycił go za biodra i przyspieszył mocny i ostry rytm.
Gdyby nie trzymał jego bioder, to Courtney najpewniej zupełnie by opadł na materac. Czuł się taki bez sił, bez władzy. Obiema rękami objął poduszkę i wcisnął w nią twarz. Po kolejnym pchnięciu krzyknął i szarpnął biodrami do siebie, ale nie po to, aby mężczyzna przestał, ale przeciwnie, by go brał i kontynuował.
Ten zamruczał nisko i w końcu trochę bardziej nad nim się pochylił. Złapał go za kark i przyspieszył.
— Mam… mam nadzieję, że też niedługo… dojdziesz.
— M… mhm… Jeszcze tylko… chhhwila — wychrypiał na koniec i znowu zupełnie zamknął powieki. Z trudem wcisnął dłoń pod swoje ciało i złapał się za penisa. Był cały sztywny, nabrzmiały, pulsujący… A ciało Courtneya doznawało kolejnych spazmów rozkoszy, fizyczna euforia wręcz go ogarniała, a przed oczami pojawiły się mroczki. Mięśnie się spinały, a tatuaże na ramionach wydawały się poruszać, gdy napinał bicepsy. Było mu… błogo. Niedoskonale, ale błogo.
Hector pieprzył go dalej i na sam koniec mocno przyspieszył. Zamruczał nawet nisko i przesunął paznokciami wzdłuż jego kręgosłupa. Courtney nie poczuł tego przez kondoma, ale przez chaotyczne pchnięcia domyślił się, że gość skończył przed nim. Aż coś w nim w środku krzyknęło z frustracji i mocno poruszył biodrami, wykorzystując jeszcze sztywnego penisa. Falował pod mężczyzną, ale dziwnie jego podniecenie malało. Ten kryzys jednak udało mu się jakoś przezwyciężyć bardzo szybką, męczącą i żywą masturbacją, więc po kilku chwilach wystrzelił na swoją pościel. Dyszał głośno z wysiłku, z twarzą czerwoną, ciałem spoconym i wykończonym. Opadł ciężko na łóżko, przez chwilę dusząc się na poduszce, nim udało mu się przekręcić na bok głowę.
Hector pochylił się do niego, aby go pocałować. Zrobił to delikatnie i soczyście, tymi swoimi jędrnymi ustami, nadal będąc w mężczyźnie. Nagle jednak się poderwał, kiedy obaj usłyszeli szczekanie psa.
— Spokojnie… Nie jest groźny… — Courtney wydusił słabo, leżąc z przymkniętymi oczami, w dłoni wciąż trzymając pościel. Jedynie lewą nogę odrobinę zgiął, aby trochę odchylić pośladek. Czuł się strasznie pełny.
— To po co tak ujada? — Hector stęknął z pretensją w głosie, starając się mówić dość głośno, aby było go słychać dobrze, mimo ujadania psa. Ujadania, które zaczęło być coraz weselsze i przebijało się przez nie radosne popiskiwanie.
Do Courtneya dopiero po chwili to dotarło. Był zbyt zmęczony i wyprany z myśli o tym seksie, żeby kojarzyć wcześniej. Ale kiedy zrozumiał, co się dzieje, otworzył szeroko oczy i podniósł się na łóżku.
— Ubieraj się! — wydusił głośnym szeptem i sam raptownie wstał z łóżka. I… momentalnie się przewrócił, kiedy rozepchany tyłek i miękkie nogi dały o sobie znać. Wpadł na komodę, stęknął i dopiero zaczął się podnosić.
Hector ściągnął brwi, nadal jednak siedząc na łóżku.
— Ej, co jest, amigo? Nie mów mi, że masz faceta? — spytał, a dopiero kiedy sam wypowiedział swoje słowa, ściszył głos i ruszył do swoich ubrań.
— Właściciel psa chyba przyszedł — wyjaśnił gospodarz, podchodząc krzywo do swoich bokserek. Starał się nie zważać na to, że miał wilgotny rowek i wyciekający z dziurki lubrykant. Nasunął je szybko na tyłek.
— Kurwa… Jak go na mnie napuści, to jesteś martwy — wysyczał Latynos, ubierając się pospiesznie. Z głębi domu już nie było słychać szczekania, tylko kroki i stukot pazurów psa, który szedł za nimi. — Wyjdź — syknął do gospodarza szeptem.
Courtney położył palec na wargach, nakazując ciszę i podszedł do drzwi sypialni. Obejrzał się jeszcze na swojego gościa i dopiero wyszedł. Od razu zamknął za sobą drzwi. Miał nadzieję, że nie jest tak spocony i czerwony, jak czuł, że jest. To, że chodzi krzywo, było oczywiste, dlatego szedł bardzo powoli.
Plecy swojego podopiecznego rozpoznał, kiedy ten stał tyłem do niego przy otwartej lodówce. Zaglądał z zaciekawieniem do zamrażarki, a kiedy Tank podbiegł do gospodarza, odwrócił się z kubełkiem lodów w dłoni.
— Myślałem, że cię nie ma — burknął z krzywą miną i… dużym, czerwonym śladem na twarzy.
Courtney momentalnie ściągnął brwi i zbliżył się do niego.
— Co się stało? — zapytał, przyglądając się jego twarzy z bliska. — To ty pisałeś smsy?
— Ta, ale… się nie odzywałeś — mruknął chłopak i cofnął się, zasłaniając twarz. — A to… nieważne.
— Przyszedłeś do mnie, zapomniałeś o pukaniu i wyjadasz mi lody… Zasługuję na kilka słów szczerości — gospodarz zauważył poważnie. — Z kim się pobiłeś?
Chase przyłożył sobie małe pudełko lodów do twarzy z kwaśną miną.
— Z nikim się nie pobiłem. A to… moja babcia — burknął znowu bardzo markotnie i niechętnie.
Courtney odetchnął głębiej i skinął głową na znak zrozumienia.
— Byłeś w domu — stwierdził i dopiero teraz przypomniał sobie o Hectorze chowającym się w sypialni. — Porozmawiamy, tylko… Poczekasz chwilę?
Chase zerknął krótko za jego plecy. Potem na Tanka, który także patrzył w stronę sypialni.
— Nie musisz. Wezmę tylko te lody, daj mi jakiś plaster, bo nie mogę znaleźć i sobie pójdę.
— Poczekaj — Courtney powiedział z naciskiem i położył mu przy tym dłoń na ramieniu. — Nie wychodź znowu nagle, zanim nie porozmawiamy. Zaraz się tym zajmę. Pójdź z tym do łazienki, tam mam apteczkę. W porządku?
Mina Chase’a nie mówiła, że jest w porządku. Wręcz przeciwnie. Mimo to jednak skinął głową i z lodami w dłoni powlókł się bez słowa do łazienki. Tank nawet bez komendy udał się w jego ślady.
Courtney więc odetchnął. Czuł się jak na szpilkach. A raczej, jakby miał szpilki w sobie, bo kiedy pospiesznie ruszył do sypialni, tyłek znowu go zabolał. Otworzył drzwi i szepnął do Hectora:
— Wybacz… Niezapowiedziany gość. Musisz czmychnąć.
— A pies? — Najwyraźniej dla mężczyzny to było priorytetem. Nie to, że właśnie wykradał się z mieszkania i sypialni kumpla od seksu.
— Poszedł za właścicielem do łazienki — Courtney odszepnął niecierpliwie.
Hector odetchnął z ulgą i skinął głową.
— Tylko gumy zostawiłem, sprzątnij je — wyszeptał do gospodarza i najciszej jak umiał, wyszedł z sypialni i ruszył do drzwi wejściowych.
Courtney zamknął drzwi do sypialni i podążył za gościem, aby odprowadzić go do wyjścia. Musiał niestety wyjść frontowymi, bo tam zostawił swoje buty.
— Wybacz mi to zamieszanie — powiedział po drodze.
— Spoko. Wiesz i tak, że nie jestem wielkim fanem gry końcowej. — Hector zaśmiał się cicho, ubierając szybko buty. I cóż, faktycznie nie wyglądał, jakby się przejmował, że musi uciekać z sypialni zaraz po seksie.
— Pamiętam — Courtney przyznał ze słabym uśmiechem, a kiedy mężczyzna już się wyprostował, dodał: — Dzięki za seks. Było dobrze.
— No jasne. Zawsze jest z taką gorącą krwią — ten zamruczał, zerknął za niego, czy ktoś nie idzie i klepnął Courtneya w pośladek. — Jakbyś chciał jeszcze, to pisz. — Puścił mu oczko i wyszedł z mieszkania.
Kurator popatrzył za nim, myśląc, czy go skarcić za ten gest, czy nie, ale jednak sobie darował. Jego myśli odbiegły od Hectora w momencie, kiedy ten przekroczył próg i momentalnie znalazły się z powrotem przy chłopaku w łazience. Zamknął więc drzwi, sprzątnął prezerwatywy z sypialni i dopiero poszedł do łazienki.
— Hej…
Chase siedział pod ścianą z psem między nogami, wiernie patrzącym na jego twarz. Albo na opakowanie lodów, jakie chłopak trzymał wysoko na swoim lewym policzku. A teraz uniósł wzrok na kuratora.
— Nie znalazłem tych plastrów.
Courtney popatrzył na niego z góry. Takiego zgaszonego, ponurego… Chase wyglądał jak porzucony kundel, którego chciałby przygarnąć do siebie jak Tanka i zapewnić mu opiekę, a wiedział, że nie jest w stanie.
— Już się tym zajmę — zapewnił i obszedł kabinę prysznicową, za którą znajdowały się szafki. Kucnął, bo to na samym dole było pudełko z lekarstwami. Wziął całe i podszedł z nim do chłopaka. — Pokaż to — poprosił, kiedy klęknął tuż przy nim na jasnych kafelkach i otworzył apteczkę. — Jak to się stało? — zapytał przy szukaniu najpierw czegoś na odkażenie rany.
Chase zabrał pudełko lodów od twarzy i otworzył je. Te na tyle się rozpuściły, że mógł trochę nabrać palcem i dać do zlizania psu.
— Kubkiem — burknął bez wdawania się w szczegóły, a jedynie podając narzędzie.
— O co się pokłóciliście? — Courtney pytał dalej, nie komentując zachowania jego babci. Gdyby poznał ich wcześniej, zgłosiłby to, a Chase zostałby przeniesiony w bezpieczne miejsce. Dom zastępczy, dalsza rodzina, rodzina zastępcza…? Teraz wiedział, że to nie ma sensu, bo zanim biurokracja by się skończyła, to ten i tak by już skończył szkołę.
Nalał na gazik środek odkażający, przytrzymał sobie podbródek Chase’a i zaczął mu przemywać ranę ze skupieniem.
— O to, że korzystam z pralki i zużywam wodę. — Wzruszył ramionami. — Nie wiem. Że wróciłem tam — mruknął i tylko się skrzywił, kiedy zapiekło go. Miał zdartą skórę, ale nie było żadnych większych ranek, które trzeba byłoby zszyć.
— Przykro mi — mruknął mężczyzna i odrzuciwszy gazik do zlewu obok nich, sięgnął po plasterek. — Zgodziłbyś się, gdybym cię chciał przenocować? — zapytał, nie patrząc mu w oczy, tylko na ranę, którą starannie zalepiał.
Chase jednak spojrzał na niego i znowu umoczył palec w topniejących lodach. Dał psu, który zaczął cicho piszczeć, aby zwrócić na siebie uwagę.
— A ty byś się zgodził, gdybym się zgodził?
— Nie rozumiem. Przecież sam cię zapraszam — Courtney tym razem ukierunkował spojrzenie w jego brązowych oczach, już przesuwając kciukiem po plasterkach, aby dobrze się trzymały. Robił to jednak delikatnie, aby nie sprawić mu przy tym żadnego bólu.
— Aż tak głupi nie jestem, za jakiego mnie masz. Właśnie kogoś spławiłeś, bo przylazłem. Pójdę sobie, coś wymyślę. I… następnym razem upewnię się, że nie będę przeszkadzać — odparł posępnie i zamknął opakowanie lodów, po czym wstał z podłogi.
Courtney zamknął apteczkę i również wstał. Kiedy schował ją na miejsce, zwrócił się do chłopaka.
— To był Hector, nic między nami nie ma — powiedział, nie mając pojęcia, dlaczego się tłumaczy. — Już wyszedł, możesz zostać na noc. Odpoczniesz, pobawisz się z Tankiem, zrobię coś dobrego do jedzenia, a jutro cię odwiozę do Newtonów — dodał, uśmiechając się do niego słabo, ale zachęcająco.
Chase wcisnął dłonie w kieszenie i spojrzał bez przekonania na mężczyznę. Nie miał pojęcia, do kogo mógłby dzwonić z prośbą o pomoc. Do domu nie chciał wracać po tym, jak został tam zaatakowany o takie gówno jak pranie własnych rzeczy i branie prysznica. Ale… tu też nie za bardzo chciał zostawać. Czuł się niezręcznie.
— Znowu będę miał kolejną przysługę do nadrobienia…
— To nie jest przysługa, Chase — Courtney tym razem odpowiedział z naciskiem i większymi emocjami, które niemożliwie nim targały przy tym chłopaku. Odetchnął i spojrzał mu twardo w oczy. — Kiedy pytałem cię, czy nie szukasz jakiejś dziewczyny, myślałem o tym, że potrzebujesz kogoś, kto się będzie o ciebie troszczył. Kogoś, kto da ci poczucie, że nie jesteś sam, że ten ktoś chce ci pomóc, chce być dla ciebie i bezinteresownie się o ciebie troszczyć. Bo nie wierzysz, że ja to robię. Ale… Chase, musisz. Dopóki nie znajdziesz sobie kogoś, uwierz, że nie mam cię gdzieś i chcę, żebyś był bezpieczny, dobrze się czuł i miał sposób albo miejsce na odetchnięcie.
Chase zacisnął zarówno usta, jak i pięści. Odwrócił wzrok i odetchnął nerwowo. Znowu był rozedrgany i chyba zmęczony tym wszystkim, co się wokół niego działo.
— To… twoja praca — mruknął. — Ale… jeśli mogę, to zostanę. Jutro umówiłem się na tych sześć godzin — dodał na koniec już spokojniej. Był silny, bo nawet kiedy się kruszył w oczach, jakoś umiał się pozbierać, aby za bardzo i zbyt dobitnie ktoś tego nie zauważył.
— W porządku. Zostań, odpocznij. Możesz się zdrzemnąć, a ja podejdę do sklepu, żeby coś kupić na kolację. I… moja troska nie wynika tylko z pracy — Courtney dodał na koniec ciężko. Zawahał się jeszcze, ale w końcu sięgnął dłonią do twarzy chłopaka i delikatnie odwrócił jego głowę do siebie, za policzek. Chciał przynajmniej sprawdzić, na jakim etapie jest Chase, jeśli chodzi o jego dotykanie go. — Chodzi o ciebie. Jestem tu dla ciebie.
Chłopak odetchnął ciężej i bardzo słabo skinął głową.
— No… Okej. Jeśli tak mówisz.
Courtney uśmiechnął się do niego lekko, objął go i pocałował przy uchu.
— Nie martw się teraz — powiedział pokrzepiająco i odsunął się. — Chodź z tej łazienki, prześpij się, a ja skoczę do tego sklepu. Pasuje?
Chase znowu markotnie pokiwał głową, ale po momencie zastanowienie złapał Courtneya za dłoń i zatrzymał, kiedy ten wychodził z łazienki.
— Ee… na kanapie?
Mężczyzna obejrzał się na niego i zawahał się przez moment.
— Możesz na łóżku… tylko zmienię pościel.
— Nie, tylko chodzi o to, że… krótka ta kanapa. — Chase podrapał się po karku, puszczając przy tym rękę mężczyzny, który z jakąś odruchową tęsknotą spojrzał z kolei za jego dużą i ciepłą dłonią.
— Nie ma sprawy, wezmę tylko tamtą kołdrę i dam ci tę, pod którą ostatnio spałeś. Zajmie kilka sekund — zapewnił i wskazał na pudełko lodów, które chłopak trzymał. — A ty zanieś je do zamrażalnika, może jeszcze się uratują — poprosił i już poszedł do sypialni, żeby tylko zdjąć z łóżka ubrudzoną jego spermą pościel, a zarzucić tę schowaną po ostatnim nocowaniu tu chłopaka.
— A nie mogę zjeść?! — Chase krzyknął za nim, idąc niemalże jak Tank krok w krok jego śladem.
— Jak chcesz takie roztopione… — Courtney wzruszył ramionami i wszedł do sypialni. Cieszył się, że gumki wyrzucił, ale sperma na pościeli wciąż była. Lubrykant do seksu analnego na szafce też.
— Są spoko — Chase odparł i podszedł bez pytania do szafki nocnej. Podniósł opakowanie nawilżenia w dwóch palcach, po czym podrzucił je w dłoni, kiedy nie znalazł na nim po pierwszych oględzinach żadnych zabrudzeń. — Spore opakowanie. Fajnie było?
— Bez fajerwerków — Courtney odpowiedział, nie patrząc na niego, tylko zdejmując kołdrę. A mówiąc to, miał na myśli końcówkę. Nie lubił, kiedy musiał być całkiem zdany na siebie przy dojściu, a partner tylko delektował się tym, że sam już doszedł.
Chase uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową.
— To mogę mieć nadzieję, że mega w kosmos nie jesteś na mnie wpieniony — rzucił i wyszedł z sypialni. Potrzebował łyżeczki do tych lodów, jeśli miał je zjeść, nim całkiem się rozpuszczą.
Kurator obejrzał się za nim i westchnął ciężko. Potem wrócił do zajmowania się łóżkiem i już po chwili było ono posłane cienką, odpowiednią na tę porę roku kołdrą z pościelą w biało-zielony wzorek. Następnie schował lubrykant do szuflady i wyszedł z brudną pościelą do łazienki.
Chase obserwował go od strony kuchni. Pojadał przy tym lody wprost z opakowania. I myślał. Był tu już trzeci dzień z rzędu i za każdym razem robiło się dziwniej. Nie wiedział, do czego to doprowadzi, ale teraz cieszył się, że nie musi wracać do domu. Tutaj nikt go nie opierniczy za to, że się myje, że pierze sobie ciuchy. No i był Tank. Nie był w końcu sam.
Kiedy Courtney już ze wszystkim skończył, wyszedł z sypialni już ubrany w jeansy i czarny podkoszulek. W przedsionku jeszcze założył buty i wziął kluczyki od samochodu z szafki. Dopiero potem przeszedł do kuchni.
— Niedługo będę. Zamknij drzwi od środka, jeśli pójdziesz spać, mam klucze.
Chase patrzył za nim cały czas, a kiedy mężczyzna był tuż przy drzwiach, kładł już dłoń na klamce, sam położył swoją na jego, uniemożliwiając mu otwarcie ich i wyjście. Przełknął ślinę i pochylił się do niego. Przekręcił lekko głowę i niepewnie musnął wargami jego usta.
— Poczekam, aż wrócisz — rzucił na koniec, dopiero puszczając jego dłoń.
Kurator zerknął na jego wargi i uśmiechnął się. Potem sam wychylił się do niego, łapiąc go za kark, pocałował i nie wiedzieć czemu, szepnął mu do ucha:
— Jego był mikrusem przy twoim. — Po tych słowach po prostu wyszedł, zostawiając Chase’a z nagle większą temperaturą ciała. I, co by dużo nie mówić, dumą.

24 thoughts on “Newton’s Balls – 12 – Potrzeba wyłączenia się

  1. TigramIngrow pisze:

    Ta scena seksu z Hectorem przypomniała mi jedną że scen w IOI bodajże, jak James też się z kimś spotkał, a potem musiał się śpieszyć bo tamten koło był umówiony na jakieś spotkanie. Smutne trochę. Wolę cieplejszy seks.
    „Chase zacisnął zarówno usta, jak i pieści. „

  2. marta696 pisze:

    Oh boże wróciła mi wena na czytanie fanficków.Przeczytałam całe NB i po prostu jaram się,aaaaaaaa Shane i David wiedziałam no po prostu wiedziałam, że to nie może się tak tragicznie skończyć.Walt i profesorek biorą ślub no,no.Co do Chaesa i Courtneya oni wybitnie mi do siebie nie pasują.przez chwilę myślałam ,że chase i philip będą razem,ale jeszcze wiele rozdziałów przed nimi więc liczę ,że może coś się wydarzy.Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki i zabieram się za czytanie PD.

  3. Katka pisze:

    MoNoMu, jaaaaki pojazd po Courtneyu XD Nie wiem, czy mogę mówić o tym zamierzeniu, bo nigdy nie mamy dokładnych zamiarów co do postaci. Zawsze to kwestia procesu. Mamy jakiś zarys, a postać sama się kreuje w trakcie pisania. I jak już mówiłam, Courtney zdecydowanie wykazuje się niedojrzałymi zagrywkami i nie mam zamiaru tego negować. Nie ma rozdwojenia jaźni, haha, ale jak to się tłucze w książkach naukowych i w ogóle w badaniach czy chociażby na studiach socjologicznych i pokrewnych – każdy wchodzi w różnej sytuacji w role społeczne. Courtney dobrze się sprawdza w roli kuratora, gdy przyjmuje taką pozę. Niestety wpakowanie Chase’a w swoją prywatną przestrzeń mocno zatarło jego „jestem kuratorem” z „jestem kumplem” (choć kumplem to złe określenie, ale chodzi mi o przekaz). Jako kurator jest taki i taki, ale prywatnie jest całkowicie inny. Chase ma okazję (i Wy też) poznać różne jego oblicza. I to, co napisałam, to jedynie wyjaśnienie jego zachowania, a bynajmniej nie próba namówienia Cię, byś go pokochała XD Biedak, do endokrynologa go posyłają XD Ale super, że Chase’a lubisz coraz mocniej :D I spoczko, Walter się pojawi! :D

  4. MoNoMu pisze:

    Mierzi mnie postać Courtneya. Czy taka jego kreacja była w 100% zamierzona? Nie wyobrażam sobie, by ktoś, kto został kuratorem chyba z jakiegoś powołania, rzucał tak niedojrzałymi i nieodpowiedzialnymi tekstami „Jego był mikrusem przy twoim”.
    Jakby facet miał rozdwojenie jaźni albo jego mózg i fujarka toczyły niekończący się bój o władzę na ciałem :D Albo cierpi na nadmiar estrogenu i zachowuje się jak chichocząca dziewoja przy swoim macho. Polecam wizytę u endokrynologa xD

    Jednocześnie Chase zyskuje z każdym rozdziałem w moich oczach, więc i tak czekam z niecierpliwością na kolejne części. No i może jeszcze pojawi się mój ulubieniec Walter? :)

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, może w sumie w Hectorze to, że nie jest taki dotykalski i w ogóle szukający bliskości, jest plusem, skoro właśnie Courtney szukał czegoś na rozluźnienie, nic więcej. W ogóle co do tego, że jest tyle rozdziałów w zanadrzu – jak na to patrzę z dystansu, wydaje mi się tez, że jest ich masa i co się może niby dziać. Ale mam wrażenie, że nie ma w tym opowiadaniu jakichś wypełniaczy i jednak cały czas się coś dzieje. To jest moja subiektywna opinia na pewno, ale mam nadzieję, że jednak ma przełożenie na to, jak faktycznie jest i że się nudzić nie będziecie :) A babcia to aż szkoda gadać. Bardzo odbiega od tego stereotypowego obrazu babci… Cóż, ta na pewno nie będzie wpychać we wnusia jedzenia, mimo że ten nie jest głodny… Dziękujemy za wenę :D Oby sprzyjała!

    Zuziia, „a Chase niby hetero a nie razi go pocałunek czy takie czułe gesty xD” – bo Chase jest skomplikowany XD Na szczęście za bardzo nie rozkłada tego na czynniki pierwsze. Jeszcze by się przestraszył tego, co robi. Courtney martwi się za ich dwóch. Super, że m kibicujesz! :D Nie wiadomo, jak to będzie, bo na razie nic się nie może miedzy nimi wyklarować. Ale na pewno wiwatowanie z boku przez czytelników trochę szczęścia im doda XD

  6. Zuziia pisze:

    Wyczekiwałam tego rozdziału bardzo! No cóż…powiem szczerze, że jakoś mnie nie przekonuje ta sytuacja xD Courtney wie, że nie powinien a i tak brnie w tę relację i jakoś jego wyrzuty sumienia znikają xDD a Chase niby hetero a nie razi go pocałunek czy takie czułe gesty xD nie ogarniam, ale czekam na rozwój sytuacji :D Uwielbiam to opowiadanie…co już pisałam :D Wgl tak jak ktoś niżej napisał powieszę się jak oni nie będą razem xD Moim zdaniem pasują do siebie :D i nie wyobrażam sobie innej sytuacji! Pozdrawiam

  7. kaczuch_A pisze:

    Hector, Herctor, nie przepadam za nim. Chyba ktoś to już pisał, jest zbyt beztroski, i to że myślał o sobie w seksie też dobre nie było. No ale dalej, Corn złapał maleńkiego minusa za ten numerek z Hectorem, a z drugiej strony to rozumiem, jest facetem, wolnym facetem, który potrzebuje się wyłączyć, rozluźnić etc. To nie jest tak, że on kocha Chase’a czy coś. Zważywszy że macie sporo rozdziałów w zanadrzu czasem się zastanawiam jak to się potoczy, kto z kim będzie. Ale naprawdę szkoda mi się chłopaka zrobiło, jak przyszedł do kuratora, pobity przez babcie, jezu babcie są kochane, karmią cię, przytulają, a nie do jasnej cholery walą w ciebie kubkiem. Co ci ludzie mają we łbie to nie mam pojęcia. Ale te drobne gesty, jak gładzenie policzka palcem, to złapanie za rękę i cmoknięcia są naprawdę urocze, nie wiem czy takimi gestami można pokazać wsparcie, ale mi osobiście takie okazywanie czułości się podoba, bardzo. I ja im kibicuję, z całego serca, jak Chase będzie z Philipem, albo z drugim braciszkiem to się powieszę xD

    Weny drogie panie~!

  8. Katka pisze:

    Linerivaillen, pamiętam zabawę z podstawówki, gdy siadało się w kółku, jedna osoba wyznaczała inną, podawała jakieś zwyczajne słowa i wybrana osoba miała podać erotyczne skojarzenie i je wytłumaczyć… Zawsze się dało wytłumaczyć… A co do facetów na widowni, też biorę to za swoisty plus :) Chociaż nie dyskryminujemy kobiecej części, haha, każdy jest równy XD Ale panom dziękujemy za czytanie naszych opek, oczywiście i mamy nadzieję, że jest ich więcej wśród cichych czytelników :)

  9. linerivaillen pisze:

    Jak tak czytam komentarze, to macie strasznie dużo facetów na widowni. To chyba na plus, bo słabe opowiadania zazwyczaj przyciągają jedynie sweet 13 krejzi yaoistki. A tu, kurcze, na odwrót.

  10. Katka pisze:

    Liv, „południowa męskość” XD Fajne określenie XD Czyli rozumiem, że za Juanem z FDTS też nie przepadasz? Chociaż Juan to bardziej taka pipka niż męski mężczyzna XD „…Ok, Chase był spoko.” – yey! XD Haha, fajnie, że z bardzo, baaaardzo nielubianej przez Ciebie postaci Chase przynajmniej ewoluował do formy, którą jako tako tolerujesz. Normalnie jeszcze się okaże, że naprawdę go pokochasz… Dobra, nie zapeszam XD „Na miejscu penisa Chase’a od razu bym stanęła…” – Boże, cały Twój komentarz mnie powala XD Śmieję się jak głupia. Ale zgadzam się, że to, do czego dążą i to, w co wpakowuje ich obu Courtney (mniej lub bardziej świadomie), na starcie jest trochę skierowane w niefortunnym kierunku. Pytanie, czy nastanie jakimś cudem coś, co sprawi, że całe to bagno będzie miało happy end. Zobaczymy. Wiele problemów ich czeka. A Newtonki na pewno się pojawią, tylko nie pamiętam czy w następnym rozdziale, bo nie ogarnęłam…

    O., kruczki prawne na pewno by się jakieś znalazły, ogólnie jednak więcej by było chyba z tym pierdolenia się niż faktycznej zmiany. Każdy wie, że papierkologia zabiera dużo czasu, a Chase też musiałby coś w tej sprawie zrobić – on jednak ma już to wszystko chyba gdzieś. Wie, że już teraz trochę to nie ma sensu, bo nim cokolwiek jakiś urzędnik zrobi, to on zdąży skończyć te 18 lat i się wynieść. Już mu się więc chyba nie chce :( Ooooch, ale w ogóle fajnie, że się dopatrujesz drugiego dna w tym wszystkim. Bo z jednej strony całkiem urocze jest to, że Chase chce być chciany, ale z drugiej faktycznie może stanowić to problem. Tak samo jak to, że Courtney się otwiera i wyciąga rękę, a Chase może to wykorzystać. Dlatego tak jak mówiłam, ich zbyt bliskie kontakty mogą wiele rzeczy zniszczyć, zarówno w ich życiach „zawodowych”, jak i prywatnych. Chyba oni obaj nie wiedzą za bardzo, w co się pakują…

    Damiann, oooj, jak to nie pasuje do kukurydzy? :3 Toż Chase jest jak masełko na ziarenka Courtneya! A tak na poważnie, co do tego, że wiesz, że będą razem – nic nie jest pewne. Po prawdzie wszystko tutaj się może zawalić, bo jakiekolwiek bycie razem tej dwójki jest zagrożeniem i dla Chase’a i dla Courtneya. No ale pożyjemy, zobaczymy ;)

    Mati, „I te gesty, to poprawianie plastra na ranie, to złapanie dłoni kuratorka” – nooo, takie małe gesty są czasami wyrazem czegoś znacznie większego i to one pokazują te wszystkie ważne uczucia bardziej niż słowa :D A co do tego „Skoro coś jakby do niego czuł, w sensie Courtney do Chase’a, to powinien się nim zająć. Ale ta babcia… No zdenerwowała mnie.” – miałam nagły, debilny wniosek: to Courtney powinien być babcią Chase’a XD I bardzo, baaaardzo duży zaciesz mamy, że lubisz nas czytać :D

    Psyche, rozumiem, więc opory w stosunku do Courtneya są w Twoim przypadku bardziej złożone, niż można by się spodziewać ;) Spoko, ciekawa jestem, czy faktycznie dasz radę się jakoś do niego przekonać ;) Jak nie, to musu nie ma, haha, a my możemy nawet czytać epopeje pojazdu po postaciach XD

  11. Psyche pisze:

    Cóż… na pewno trochę racji w tym, że wolałabym Chase z Philipem jest. Ale no na pewno moje negatywne doświadczenia z kuratorami w ogóle się w dużym stopniu przyczyniło do tej niechęci. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale po prostu takie niedojrzałe i głupie zachowanie urzędnika naprawdę okropnie mi się kojarzy… Ale już sam sposób bycia Corna mnie zraża. Uch, ale staram się przemóc, już jakieś postępy są skoro przeczytałam rozdział xD
    Cieszę się, że takie komentarze Was nie drażnią aż tak :)
    Pozdrowionka!

  12. Mati pisze:

    Oj, Courtney, ja rozumiem chcica chcicą, ale to było nieładne. Mały minus jest (pierwszy chyba), ale musiałbyś ich troszkę nazbierać, żeby zrównać je z ilości plusów.
    W sumie, to dobrze, że Chase „wprosił się” do Courtney’a. Skoro coś jakby do niego czuł, w sensie Courtney do Chase’a, to powinien się nim zająć. Ale ta babcia… No zdenerwowała mnie.
    Ale to, że jednak Chase przyszedł, Courtney się zaopiekował i to jak to robił, ach, cudowne. I te gesty, to poprawianie plastra na ranie, to złapanie dłoni kuratorka, no i to, co się stało na koniec… Ach, rozmarzyłem się :)
    Już to kiedyś napisałem, ale naprawdę, strasznie się cieszę, że Was znalazłem :)

  13. damiannluntekurbus17 pisze:

    Chase nie pasuje do Kukurydzy. Nie i koniec xD
    Oni po prostu do siebie nie pasuja. Charaktery inne i juz nie ma czegos takiego jak przeciwienstwa sie przyciagaja, bo nawet tego nie czuc. Definitywnie stawiam ich zwiazek na przegranej pozycji choc wiem, ze beda razem xD
    Hector… Ej nie liczy sie rozmiar tylko technika, moje drogie xDDD
    I zgadzam sie z niektorymi, ze jest strasznie nieodpowiedzialny, bo chce sie ruchac ze swoim podopiecznym. Milosc to milosc, no ale… XD

  14. O. pisze:

    Z jednej strony rozumiem, że Chase woli już takich dziadków niż ich pozwać i wylądować w jakimś zakładzie, ale może z drugiej strony są jakieś kruczki, co by wymusiły na dziadkach zmianę postępowania?
    Hector jako egoistyczny kochanek niby nie powinien być pozytywny ale jego beztroska wyrównuje wszystko. Mógłby się nawet okazać dobrym kumplem.
    A Corn powinien się zastanowić bo druga osoba wytknęła mu ze jest łatwy xD poza tym jego zauroczenie Chasem robi się coraz to większe albo poważniejsze. Nie wiem bo z zauroczeniami to różnie bywa.
    Cmoknięcie przy drzwiach skojarzył mi się z jakąś żonką, ale widać że Chase chce być po prostu chciany. Ta potrzeba też może w jakiś sposób rzucić cień na ich relacje, bo nie wiadomo może być co jest spowodowane potrzebą a co uczuciami. De facto u żadnego ich nie ma jeszcze, ale mając jakiś zamazany obraz nie do końca mogą stworzyć coś dobrego. Jesteśmy i tak z nimi na etapie badań i drobnych odruchów. Do rozmów i głębszych zastanowień jeszcze trochę. Ale może faktycznie -ok Corn stary nie jest – ale sam jego status powinien jakby go alarmować, nie tylko by nie wiązać się z podopiecznym ale by nie być czyimś obiektem eksperymentalnym. Bo jeśli jego zauroczenie będzie się zakorzeniało to może sam na siebie ukręcić bata. A dobrze wiemy, że takim batem to mógłby go Chase potraktować w sypialni xD
    I też ciekawe czy nie poczuł jakiegoś zagrożenia ze strony Hectora i stąd też był ten całus i obietnica zaczekania. Pewnie się okaże jak Corn wróci i z rozmowy jaką będą i o czym będą mieć.
    Troska była miła jak i zapewnienie, że Corn jest dla Chasea tylko ten może to też chcieć wykorzystać. Na razie jego mentalny stan na takie rozmyślania nie zapowiada, ale nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień.

  15. Liv pisze:

    Słodki rozdział, ale tego Hectora nie trawię. Nie chodzi o to że jest tym trzecim, tylko… ach nie lubię takich południowych, gorących facetów. Fran jest wyjątkiem, bo jest uroczy, ale taka „południowa męskość” jest straszna xd
    …Ok, Chase był spoko. Nie darł mordy, nie klął na chama. Rzeczywiście aż mogło zrobić się smutno, ale jakoś nie potrafię mu współczuć.
    Nie wiem co Chase zrobił, że tak zawrocił w dupie Cornowi, ale jeśli będzie taki normalny jak tutaj, to dla mnie sponio ^^
    A Courtney był rrrr :3
    Na miejscu penisa Chase’a od razu bym stanęła… Ale jesli chodzi o zachowanie, to ciagle nie wierzę ze tak po prostu zabiera się za podopiecznego. Nie mam nic przeciwko moralnie czy coś, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że on wg nie myśli i że nawet nie rozważa, jak źle może wyjść z tego Chase. Nie chodzi o związek kurator-dzieciak, tylko Courtney-Chase. To nie może wypalić ;)
    No ale jak oboje chcą…
    Stały segment: tęsknię za Newtonkami ^^ xd

  16. Katka pisze:

    Kasia, Chase ma idealne wyczucie chwili XD Chociaż tu jest problemem raczej to, że Courtney zwyczajnie pokazał mu, gdzie mieszka i dał zielone światło do wchodzenia sobie ot tak, więc prawdopodobieństwo wpadnięcia na swojego kuratora w niefortunnej sytuacji wzrosło kilkukrotnie XD Zaś co do samego Chase’a, nie wiem, czy nazwałabym go tolerancyjnym, czy nie bardziej… sama nie wiem… nieświadomym/nieanalizującym tego wszystkiego wokół siebie. „Choć w tym poczułam tą jego pustkę i smutek” – baaardzo fajnie, że to czuć. Kiedy to pisałyśmy, sama czułam to przytłoczenie Chase’a i było no… smutno. Ma chłopak dołki, a jego dziadkowie zasługują na karę. Kurcze, a co do Latynosów – chyba kwestia jest trochę taka, że Latynosi się kojarzą ze słońcem, a co za tym idzie z jakąś żywotnością. Musimy kiedyś złamać ten stereotyp XD My dziękujemy za komentarzyk :) I również pozdrawiamy!

    Psyche, „Chłopakowi naprawdę jest trudno i nie dziwię mu się, że zachowuje się czasem jak gbur.” – nooo, jego zachowanie jest w jakiś sposób wytłumaczone. Może nie usprawiedliwione, ale wytłumaczone na pewno. Biedak ma pod górę w życiu. Haha, ale co do Courtneya, to serio spoko, to nie tak, że „nie lubimy” czytać takich opinii. W końcu po pierwsze – nie mogą być same dobre i pozytywne, bo każdy czytelnik ma inne gusta i zwyczajnie nie może się wszystkim podobać. Po drugie, mamy wolność słowa, a komentowanie jest od wyrażania swojego zdania, więc i to negatywne dobrze słyszeć. Po trzecie, lubimy, jak postacie wzbudzają różne opinie. Ale mam jedną teorię, choć nie wiem, czy prawdziwą – czy może Twój brak sympatii do Courtneya nie jest przypadkiem bardziej wzmocniony przez fakt, że wolałabyś Chase’a z Philipem, a ten kręci z kuratorem? Mi zawsze ciśnienie skakało, jak do mojej ulubionej postaci dobierał się nie ten, którego widziałam u jej boku. No ale to tylko teoria, bo może faktycznie akurat na Ciebie bardziej jak płachta na byka działają wady naszego Kukurydzka. Pozdrawiamy również! :D

    Linerivaillen, taaak, Chase i Shane to podobne typy postaci, jednak cieszy mnie, że widać ich różnice. Sam fakt, że Shane’a piszę ja, zaś Chase’a Shiv, sprawia, że się różnią. No i jednak mają inne podejście do życia. Mmm… super, że się rozdzialik podobał :D Dzieki za te kilka słów ;)

    Dante, „Skrzywdzenia pieseła nigdy nie wybaczam.” – dokładnie! Cokolwiek by nie zrobili, skrzywdzenie Tanka ich skreśla. A Courtney… no tak XD komplikuje, mimo że chce naprostować XD Cóż, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli XD Ale kto wie, może takie komplikacje wyjdą im obu na dobre. Zobaczymy. A przybity Chase może dlatego bardziej wszystko toleruje, bo jest przygaszony i de facto wszystko ma w dupie. Cholera, niby taki prosty chłopak, a jednak skomplikowany XD „Od dzisiaj odbieram wszystkie telefon i sms w trakcie;p” – Amen XD

  17. Dante pisze:

    Nie wiem czy już pisałem ale nienawidzę jego dziadków. Mam dziwne przeczucie ze odwalą nie raz coś jeszcze. Skrzywdzenia pieseła nigdy nie wybaczam. Ehhh typowa patologia. Chcąc nie chcąc Courtney coraz bardziej komplikuje sprawy xD… Nie wiem czemu ale przybity Chase = tolerancyjny Chase.. Pewnie na następny dzień mu przejdzie i zatrybi i będzie po staremu. Sinusoida normalnie;p. Hmm fajne są te takie zagrywki i słowne i to co robią ze sobą. Nie mogę się doczekać dalej ale to już wiecie :). Ten rozdział ma piękny morał. Od dzisiaj odbieram wszystkie telefon i sms w trakcie;p

  18. linerivaillen pisze:

    Cudowny rozdział ♡♡♡♡ kocham NB. Kurde, z jednej strony Chase tak bardzo mi przypomina Shane’a, drugiej… no jest inny, tak pozytywnie, bo nie ma tych wszystkich „shane’owych” wad. Gorąco tu, gorąco mi~~~ czekam na więcej~

  19. Psyche pisze:

    Przemogłam się i przeczytałam…
    Pierwsza część zajebista i bardzo poruszająca. Chłopakowi naprawdę jest trudno i nie dziwię mu się, że zachowuje się czasem jak gbur. Jego dziadkowie powinni dostać surową nauczkę.

    A druga część… wybaczcie, ale kurwa jak ja żałuję, że to jednak przeczytałam :/ Nigdy nie miałam tak, że ktoś tak szybko by mnie do siebie zniechęcił. No ale Corn jednak tego dokonał… Cóż, ma widać talent. Naprawdę chyba nie ma siły, która by mnie zmusiła do polubienia gościa. Zachowuje się jak egoistyczny i nieogarnięty dzieciak. Ech, jest kuratorem? To niech się zacznie tak w końcu zachowywać! Naprawdę jest zbyt niedojrzały…
    Wybaczcie za to, pewnie nie za bardzo lubicie czytać takie opinie, ale no sobie chłopak na to zapracował (cóż, mężczyzną go nie nazwę -.-‚)
    Pozdrawiam i mimo wszystko nadal czekam na rozwój sytuacji

  20. Kasia pisze:

    No niemożliwe ale chyba pierwsza jestem ☺ Po przeczytaniu początku myślałam że się chłopcy w tym rozdziale nie spotkają, a tu taka niespodzianka. Chase ma dobre wyczucie chwili, hehe. On naprawdę bardzo dobrze przyjmuje całą tą sprawę z Courtneyem. Bardzo tolerancyjny chłopak, bardzo 😄I chyba się nie specjalnie zastanawia że jego zainteresowanie nie świadczy zbyt dobrze o jego „heteroseksualności” Ale to dobrze, nawet bardzo bo zapowiada że kolejne rozdziały będą ciekawe. Choć w tym poczułam tą jego pustkę i smutek i naprawdę nasĺałabym kogoś na tych jego dziadków, ale ja wierzę w karmę i mam szczerą nadzieję że na koniec przyszykujecie jakiś okrutny koniec dla nich- nie będę zbyt wybredna :) Hektora opisałyście dokładnie tak jak wyobrażam sobie każdego latynosa, co prawda żadnego nie spotkałam, ale od czego jest tv :D W sumie to nawet nie jest jakiś antypatyczny, no ale mikrus przy Chasie. Hehe Dziękuję pięknie za rozdzialik i pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s