Project Dozen – 40 – Ziarno niepewności

Na biurku obok Erika spoczywała kupka książek wypożyczonych z biblioteki szkolnej. Przed nim stał otwarty laptop, a na ekranie dokument tekstowy, w którym pisał wypracowanie na historię. Po jego prawej stronie była miseczka pełna muesli z jogurtem truskawkowym. W jego ustach zaś łyżeczka.
— Irytująca jest ta stronniczość w książkach. Chcę to napisać obiektywnie, a Francuzi w angielskiej literaturze zawsze są stawiani na straconej pozycji — rzucił po dłuższej chwili ciszy, w której skupiał się na zadaniu, a Jules na swoim blogu fintessowym.
— Bo Anglicy zazdroszczą im sztuki miłosnej, więc im ujmują, w czym tylko mogą —odparł Jules trochę obojętnym tonem, bo nie był za bardzo w temacie. Znał jednak stereotypy i wiedział, że te dwa narody za bardzo za sobą nie przepadają.
— Nigdy na to w ten sposób nie patrzyłem — przyznał Eric, jakby wziął jego słowa na poważnie. Sięgnął przy tym łyżeczką do miski, zjadł trochę i pisał dalej. Miał sprawne palce, szybko przemykające po klawiaturze, mimo że wcale tak dużo nie siedział przed komputerem. Częściej miał nos w książkach.
Jules spojrzał na niego, odrywając w końcu wzrok od monitora.
— Dużo ci zostało?
— Mhm. Sporo. — Eric westchnął cicho. Przerwał jednak pisanie, gdy usłyszał dźwięk wiadomości z czatu na facebooku, który zapomniał wyłączyć, gdy zaczął pisać zadanie. — A ty piszesz nowy post? — dopytał, już zerkając na portal.
— Tak, właśnie powoli go kończyłem i zastanawiałem się, czy nie chciałbyś czegoś razem obejrzeć albo posiedzieć trochę bliżej — odpowiedział nienachalnie Jules, bo domyślał się, że Eric będzie wolał skupić się na zadaniu. Często obserwował, że temu chłopakowi łatwo przychodziło porzucanie przyjemności na rzecz obowiązków. Zazdrościł mu tego.
Eric przepraszająco obejrzał się na niego przez ramię.
— Chętnie, ale trochę później, dobrze? Muszę to skończyć, to potwornie skomplikowany temat — odpowiedział i znów zerknął na ekran. Zdziwił się od razu, gdy zobaczył, kto do niego pisze.
Kevin Blare: Yo.
— Jasne, jakbyś potrzebował pomocy, to mów — dodał Jules i znowu wrócił spojrzeniem na ekran swojego laptopa. Powrzucał już na bloga kilka nowych fotek z ćwiczeń zrobionych w plenerze, ale jakoś nie mógł sobie poradzić z estetycznym ułożeniem ich na stronie i fajnymi dopiskami. Chyba nie miał dziś specjalnie weny albo zwyczajnie za bardzo rozmyślał o tym, co ostatnio robił ze swoim chłopakiem w łóżku.
— Dzięki — odparł krótko Eric i odpisał defensywne „cześć”.
Kevin Blare: Jak jesteś obok Foxa, to lepiej mu nie mów, że do ciebie piszę.
Eric Turner: Dlaczego miałbym mu nie mówić?
Kevin Blare: Bo nie. Zresztą, to będzie krótkie.
Eric znów obejrzał się na Julesa, a potem ponownie skupił na facebooku. Na razie nie mówił głośno, co się dzieje, bo ostrożność mu zabraniała, ale już mu się to nie podobało. Chciał wiedzieć, o co chodzi i szybko odpisał.
Eric Turner: Więc czekam na wyjaśnienie.
Kevin Blare: Chyba jesteś kumaty, więc powinieneś coś zauważyć. Czy rok temu w szkole też było tak dziwnie? Tyle dziwnych wypadków, pomysłów i w ogóle takich posranych odpałów?
Eric ściągnął brwi. Nic z tego nie rozumiał. Poprawił okulary i, coraz bardziej spięty, kontynuował rozmowę.
Eric Turner: Nie wiem, do czego dążysz.
Kevin Blare: Nie mogę więcej powiedzieć poza tym, żebyś ruszył głową, skoro jesteś taki mądrutki, i spróbował pokminić, o co tu na serio chodzi. Bo widać, że większość szkoły daje się mamić jak ślepe stado.
Eric Turner: O czym ty mówisz…?
Kevin Blare: Połącz se fakty, to już nie moja sprawa. Ale jest jeszcze jedno. Fox w tym siedzi. I to bardzo, bardzo głęboko. Pewnie tak, jakby chciał, żeby głęboko w nim był jakiś pedał. To tyle ode mnie. Powodzenia z główkowaniem.
Eric Turner: Hej! Jesteś jeszcze? O co ci chodzi?
Czekał chwilę, ale czarnoskóry uczeń nie odpisał. Napisał więc do niego jeszcze kilka razy, by wrócił i mu to wyjaśnił, ale nie doczekał się odzewu.
Nie wiedział, jak ma na to wszystko zareagować. Był całkowicie ogłupiały i cieszył się, że Jules nie patrzy teraz na jego twarz, bo od razu zauważyłby, że coś jest nie tak. Zdawał sobie sprawę z tego, że rzeczywiście w tym roku działo się dużo więcej dziwnych rzeczy niż kiedyś, ale wydawało mu się, że to za sprawą po prostu głupich, nastoletnich pomysłów. Poza tym dlaczego Jules miałby coś przed nim ukrywać? Tym bardziej coś poważniejszego. Zresztą, te wszystkie wydarzenia w ogóle nie miały wspólnego mianownika. Osoby, które były w nie zamieszane, nie były powiązane, więc Kevin mógł go zwyczajnie podpuszczać w akcie zemsty za to, co stało się w czwartek podczas Halloween.
Spróbował przestać o tym myśleć i skupić się na zadaniu, ale było to bardzo trudne. Chodziło mu to po głowie i już wiedział, że nie będzie w stanie niczego napisać. Żałował, że nie wyłączył facebooka, bo teraz jak głupi czytał po raz kolejny napisane przez Kevina zdania i za każdym razem dochodził do wniosku, że kompletnie nic z tego nie rozumie.
Wstał od biurka, zabrał swoją miseczkę z muesli i podszedł z nią do łóżka, na którym siedział Jules. Usiadł obok niego, oparł się o jego ramię i zjadł porcję z łyżeczki.
— Obejrzyjmy coś jednak — poprosił.
Jego chłopak spojrzał na niego z zaskoczeniem i od razu odstawił laptopa na bok. Znał już trochę Erika i wiedział, że ten od tak nie rzuca swoich zadań. Że jest konsekwentny i pracowity.
— Czemu zmieniłeś zdanie? Głowa cię boli? — spytał, zgadując i obejmując go w talii, aby pocałować krótko w skroń.
— Nie. Nie, w porządku. Nie mogę się skupić — odpowiedział szczerze Eric, choć nie pełną prawdę. Nie wiedział, co zrobić z tym, co napisał mu tamten chłopak. To wydawało się absolutnie nierealne, więc nie miał pojęcia, czy w ogóle jest sens poruszać ten temat. Mógłby się wygłupić tym, że bierze słowa Kevina na poważnie. — Może skończę wieczorem — dodał, sięgając łyżeczką do miski i zerkając z krótkim, słabym uśmiechem na swojego chłopaka.
Ten znowu pocałował go w policzek. Martwił się, ale nie chciał też wychodzić na jakiegoś paranoika.
— Mogę z tobą nad tym posiedzieć, jeśli chcesz — zaproponował, myśląc, że to może mu pomóc.
— A możesz obejrzeć ze mną jakiś film… och, może tę nową „Godzillę”, do której nie mogliśmy się zabrać? — zapytał Eric, oblizał jeszcze usta, by nie było na nich jogurtu i pochyliwszy się do swojego chłopaka, musnął go wargami w zgięcie szyi i ramienia. I okazało się być tam na tyle ciepło, że na chwilę oparł bokiem podbródek o jego ramię.
Drugi nastolatek, nie puszczając jego boku, mruknął potakująco.
— No, możemy obejrzeć — zgodził się, masując jego ciało i po chwili, kiedy Eric się nie odsuwał, wsuwając mu palce pod koszulkę. Lubił czuć jego skórę. Była przyjemnie ciepła i zawsze cudownie pachniała.
Szczupłe palce Erika delikatnie zacisnęły się na miseczce. Dla niego ten dotyk też był przyjemny.
— Chcesz trochę płatków? — zapytał przy uchu Julesa. Bycie przy nim blisko rozluźniało go i zdecydowanie łatwiej odsuwał myśli od Kevina Blare’a niż za pomocą zadania na historię.
— Nie, dzięki. Chyba że mnie nakarmisz. — Jules zaśmiał się, nie zabierając ręki, a tylko poszerzając zakres ruchów dłonią.
Eric uśmiechnął się łagodnie i sięgnął łyżką do miseczki. Wiedział, że Jules lubił migdały, a nie lubił rodzynek, więc nabrał taką porcję, jaka mu zasmakuje i skierował do jego ust. Jules zaśmiał się krótko i szeroko otworzył usta, aby zaraz objąć łyżeczkę wargami i zlizać wszystko.
— Mmm… — zamruczał i przeżuwając, pomiział nosem policzek swojego chłopaka. Uwielbiał go. Byli dobrymi przyjaciółmi, a to, że teraz mógł go tak dotykać, niesamowicie go uskrzydlało.
Swoim gestem wywołał trochę szerszy uśmiech na twarzy Erika, a do tego jego czułe spojrzenie oczu zza szkieł okularów.
— Masz jeszcze „Godzillę” na laptopie? — zapytał, tym razem biorąc porcję dla siebie. Już stukał łyżeczką po dnie miski, ale czuł się najedzony.
Jules, kiedy miał już puste usta, odpowiedział:
— Tak, włączę, a ty się kładź. Obejrzymy na leżąco. Może Godzilla będzie na tyle seksi, że nas zainspiruje. — Zaśmiał się, nie mając nic przeciwko, aby przerwać oglądanie filmu i dobrać się do Erika. Był uroczy i seksowny, a do tego teraz nieświadomie go podjudził przez wyjadanie resztek jogurtu. Uch.
— To odłożę tę miskę — dodał Eric, unosząc się.
Gdy Jules już szukał filmu i układał laptopa na podstawce zrobionej z dużego albumu, dojadł szybko resztkę swojego posiłku i na razie odłożył brudną miseczkę na biurko, by później ją umyć. Po tym położył się na brzuchu obok swojego chłopaka i przeczyścił jeszcze okulary rękawem swojej długiej, cienkiej bluzki. Tak, film był dobrym pomysłem. Skupienie się na akcji, efektach i… efektach dodatkowych w postaci leżącego obok Foxy’ego mogło mu pomóc przynajmniej na chwilę zapomnieć o niechcianej informacji.

*

Kevin zatrzasnął klapę laptopa i odsunął go od biurka, aby następnie westchnąć ciężko. Nie miał pojęcia, czy profesorowie prowadzący projekt sprawdzają im komputery i jakoś ich infiltrują, ale miał już w sumie wszystko gdzieś. Żałował, że w ogóle wziął udział w tym eksperymencie, jednak urażona duma po odpadnięciu często dawała mu się we znaki. W sumie myślał, że już ma to za sobą, ale ten przeklęty Foxy zalazł mu za skórę. Kevin był trochę spanikowany tym, że ktoś inny widział, jak Knopper na niego patrzył. Bo jak jeszcze jakiś czas temu mógł sobie wmawiać, że to jego paranoja, tak skoro było to zauważalne dla kogoś innego, to nie mogło mu się tylko wydawać.
— Co ci? — Usłyszał niespodziewanie głos swojego współlokatora, również czarnoskórego, który przeznaczał właśnie czas wolny na czytanie książki o Los Angeles Lakers. Leżał przy tym na plecach i chyba zauważył konsternację na twarzy Kevina.
— Aa… nic… Dupiaty dzień chyba po prostu.
— Na dupiaty dzień zawsze są dobre dwie rzeczy…
— Jakie niby?
Barry uśmiechnął się bokiem swoich wydatnych ust.
— Kosz i seks.
— Proponujesz oba? — odpowiedział żartobliwie Kevin, choć ostatnio, przez sprawę z Foxem, przy pedalskich żarcikach czuł się, jakby jadł cytrynę. Cudem więc się nie skrzywił po swoich własnych słowach.
Barry jednak podłapał żart, bo roześmiał się, ale przy tym pokazał mu środkowy palec i wrócił do czytania. Kevin za to spojrzał po całym jego wysokim i umięśnionym ciele i westchnął w duchu z irytacją, że to nie na takim Barrym skupił się Knopper, tylko, kurwa, na nim.
Myślał chwilę, co może porobić, żeby zabić czas i myśli, ale nie miał żadnego kreatywnego pomysłu, więc znów otworzył laptopa i wszedł na facebooka. Z ciekawości zaczął przeglądać profile innych uczestników projektu. Woody Jolene jak zwykle za bardzo się u siebie nie udzielał, a ostatnio jedynie udostępnił coś od swojego współlokatora na temat widowiskowych trików jakiegoś mistrza skateboardingu. Z profilu Francisco Moreno szybko wyszedł, bo ten większość swoich postów pisał po hiszpańsku, więc Kevin niewiele rozumiał. W końcu nie uczył się tego języka, bo zapisał się na francuski. Z politowaniem przejrzał też komentarze pod najnowszym wpisem Tomasa, gdzie ten wrzucił wideo z openingiem z jakiegoś głupiego anime. Tym razem, jak tytuł głosił, było to jakieś „Pandora Hearts”.
Colin Corss: Znowu oglądasz anime, po którym będziesz mi wciskał, że utożsamiasz się z bohaterem, bo jest odważny i sprawny jak ty, a na serio chodzi po prostu o to, że też jest blondi?
Tomas Eng: A kiedy ostatnio tak niby było? :/
Colin Cross: Przy FMA, DB, Naruto, Fate/Stay Night, Baccano…
Tomas Eng: Baccano się nie liczy, Firo miał brązowe włosy!
Colin Cross: Ale miał taką samą grzywkę jak ty.
Tomas Eng: Wszystko sprowadzasz do włosów T.T
Colin Cross: Bo dbasz o nie tak, jakbyś na każdej końcówce miał czułki pozwalające ci porozumiewać się z pozaziemskimi formami życia albo pielęgnował je, by sprzedać na peruki Japończykom.
Tomas Eng: Lepiej daj mi łyka Red Bulla, a nie gadasz jak połamany, jakby ci się coś na głównym dysku poprzestawiało.
Colin Cross: Weź se, nie chce mi się odwracać.
Tomas Eng: To rzuć.
Kevin pokręcił głową i darował sobie czytanie dalej. Aż nie wiedział, czy oni tak szpanują, czy na serio rozmawiają ze sobą przez fejsa, siedząc obok siebie. Wszedł więc na pozostałe profile, mając nadzieję, że tam znajdzie coś ciekawszego. Po wejściu na profil Foxa zauważył, że ten kilka sekund temu wrzucił informację, że wieczorem na jego blogu fintessowym pojawi się nowy wpis, ale póki co spędza czas na oglądaniu nowej „Godzilli” ze swoim współlokatorem i chętnie podyskutuje o tym filmie, gdy już skończą. Kevin więc skrzywił się, zastanawiając się, czy Eric Turner całkiem olał jego informacje, czy po prostu jeszcze nie zamierzał niczego w tej kwestii robić. Wierzył jednak, że zasiał ziarno niepewności i że jakoś się to odbije na Foxie. Wkurzał go ten pedał niemiłosiernie.
Przejrzenie profilu Patricka Brighta nie przyniosło mu żadnych ciekawych informacji, bo, co prawda, przewodniczący samorządu szkolnego dużo pisał, ale pisał zwykle o jakichś głupich, naukowych bzdetach, o samorządzie, o polityce i całym tym bełkocie, który w ogóle go nie interesował. Zerknął więc jeszcze na profil jego odwiecznego wroga — Sebastiana Mossa. Ten jednak tylko wrzucił na swoją tablicę pytanie do kolegów z angielskiego, czy nie chcą połączyć swoich notatek, aby móc lepiej zakuć na najbliższy test. Miał ochotę krzyknąć, czy serio dla nich wszystkich nauka jest taka ważna, czy to on ma ją zwykle głęboko gdzieś. Może dlatego odpadł z projektu, bo nie był dostatecznie inteligentny? Humor psuł mu się z każdą kolejną minutą, kiedy czytał informacje na profilach swoich niedawnych rywali.
Uznał, że nie będzie masochistą. Podarował sobie przeglądanie profilu Solta, który przestał się udzielać po wpadce z gazetką, podobnie jak w ogóle nie zamierzał zerkać na facebooka Tylera. Unikał go, jak tylko mógł, gdy ich sojusz rozpadł się, nim jeszcze na dobre projekt się zaczął.
Laptopa zatrzasnął z jeszcze większą złością niż wcześniej.
— Stary! Kurwa, ty poważnie idź se pograj albo poruchaj! — rzucił do niego z zaskoczeniem Barry, który aż podskoczył na łóżku po tym gwałtownym dźwięku.
— Pogody nie ma. Pójdę pocisnąć coś na PlayStation we wspólnym — odburknął Kevin i nie czekając na odzew, wyszedł z pokoju. Czuł się jak ostatnia pizda, ale wierzył głęboko, że jeszcze będzie miał okazję, aby sprawić, by i inni członkowie projektu tak się poczuli.

*

Specjalnie dla Sebastiana Francisco wyszedł z internatu w porze lunchu, by spotkać się z nim na stołówce szkolnej. Skończył lekcje dwie godziny temu, ale od kiedy byli w bliższych relacjach, nie potrafił oderwać się od jego towarzystwa. Chciał być blisko, łaknął tego jak spragniony wody na pustyni. Czuł się przy nim cudownie lekko, więc nawet deszcz padający z szarego nieba nie zniszczył mu humoru.
Wszedł do szkoły i zdjął kaptur z głowy. Przez wilgoć jego włosy jeszcze mocniej się kręciły i dodawały mu swoistego uroku. Zresztą pasowały do jego temperamentu i roztrzepania, któremu nie raz dawał dowód, gubiąc się w szkole, czy nawet zapominając o zapowiedzianych testach lub zadaniach.
Jeszcze nie rozbrzmiał dzwonek kończący lekcje, więc pokierował się pod salę 118, gdzie Sebastian kończył swój angielski. Gdy tylko się tam znalazł, kucnął przy ścianie i czekał. Na szczęście niedługo, bo zaraz zajęcia się skończyły, a razem z gronem innych uczniów z klasy wyszedł też jego współlokator, a teraz i chłopak. Kiedy tylko go zobaczył, uśmiechnął się, charakterystycznie mrużąc oczy.
— O, jednak jesteś.
— Si! — Francisco podniósł się szybko i odpowiedział szerokim, szczerym uśmiechem. —Rozmarza mi się gorąca pizza, bo tak pada, jakby zamontowali w niebie nowe anielskie pisuary normalnie!
Sebastian zaśmiał się głośno z tego porównania. Francisco, pomimo swojej niedoskonałej znajomości języka angielskiego, czasami potrafił niezwykle kwieciście się nim posługiwać.
— Więc idziemy na stołówkę? — spytał, także będąc już głodnym. Może niekoniecznie miał ochotę na pizzę, ale to zależało, jaka będzie.
— Jasne — potwierdził Argentyńczyk i ruszyli razem pomiędzy tłumem uczniów, którzy o tej porze też zmierzali w stronę stołówki na lunch. Zawsze przyciągała cudownymi zapachami, które niczym tortury wyczuwalne były już w salach na parterze szkoły. — A właśnie, ale najpierw chodź, coś zobaczysz! — Chłopak szybko sobie o czymś przypomniał, złapał go za nadgarstek i pociągnął do najbliższej tablicy ogłoszeń. — Bo Cody Solt w końcu zawiesił oświadczenie!
— Oświadczenie? — spytał Sebastian, bo nie był pewien, czy Francisco chodziło o ogłoszenie czy faktycznie oświadczenie. — W jakiej sprawie?
— Twojej.
Sebastian niewiele rozumiał, ale uznał, że przekrzykiwanie się z tłumem ludzi nie było zbyt dobrym pomysłem. Po prostu dał się poprowadzić, aż dotarli pod tablicę na głównym korytarzu szkolnym, wzdłuż którego stały szafki, a Argentyńczyk pokazał mu kartkę z podpisem Cody’ego Solta i krótkim tekstem.

Drodzy koledzy!

W ramach pomyłki przy ostatnim numerze szkolnej gazetki, której byłem redaktorem naczelnym, chciałem poinformować Was wszystkich, a nie tylko jej czytelników, że artykuł, który dotyczył Sebastiana Mossa, został napisany bez sprawdzenia i potwierdzenia informacji, które okazały się nieprawdziwe. Jest to traktowane jako pomówienie i z racji, że mogło dotknąć zarówno Sebastiana Mossa, jak i osoby z nim powiązane, a także opisane w artykule, przepraszam serdecznie za dopuszczenie go do druku. Obiecuję, że następnym razem ekipa redakcji dokładniej sprawdzi informacje, aby taka sytuacja się nie powtórzyła.

Z wyrazami pokory,
Cody Solt

— O wow… — Sebastian przeczytał cały tekst dwa razy, szczerze zaskoczony, że widzi go na oczy. — Nieźle, nie przypuszczałem, że przeprosi. Ale to dobrze. Nie wiesz, kiedy to wywiesił? — spytał towarzysza, który tak ładnie się teraz do niego uśmiechał. Aż miło było popatrzeć.
— Nie wiem, chłopie, dopiero przed chwilą zobaczyłem, jak tu wszedłem. Może zawiesił wcześniej, ale nie widzieliśmy. Bo jak teraz skończyły się wybory, mało kto zagląda na tablicę — mówił żywo Francisco, ale też był zadowolony z tego, co wisiało na szkolnych korytarzach.
— No, ale jest. To już coś. Trochę w ogóle mu się nie pofarciło z tym artykułem. Więcej szkody z tego miał niż plusów — prychnął Sebastian z rozbawieniem i klepnął kumpla w ramię. — Ale już chodź, zjemy. Nie ma co się do tego modlić.
— I tak każdy wie, że nie skrzywdziłbyś swojego chłopaka z wymiany. — Usłyszeli obaj słowa wypowiedziane przez Patricka Brighta, który chwilę temu miał z Sebastianem angielski. Gdy tylko odwrócili się do niego, ten wcisnął swojemu odwiecznemu rywalowi wydrukowany list. — Masz. Dostaliśmy pisemną pochwałę od profesor Smog za nasz projekt z ankietą na nauki polityczne.
Sebastian spojrzał na kopertę z zaskoczeniem.
— Nieźle. Pewnie pękasz z dumy i nienawiści, że to ze mną dostałeś tę pochwałę —odpowiedział Patrickowi, patrząc na niego z góry.
— I tak obaj wiemy, że to ja tu zrobiłem więcej — odpowiedział z krzywym uśmiechem przewodniczący samorządu szkolnego, mimo że obaj namęczyli się równie mocno nad tym niewdzięcznym projektem.
Francisco, który stał u boku Sebastiana i miał w stosunku do Patricka nieustanny żal za schowanie jego ubrań pewnego pamiętnego dnia, postąpił krok naprzód i pstryknął go w nos jak małego karalucha.
— Dmuchawiec — burknął.
— Dmuchawiec? — powtórzył ze śmiechem Sebastian, bo Patrick teraz wydał mu się takim małym chłopcem, który stara się być dorosły, ale mu nie wychodzi.
— Si, bo się puszy — odpowiedział z pewnością Francisco, a sam przewodniczący, który był absolutnie wcięty takim zachowaniem, teraz wyprostował się dumnie i poprawił swoją nieodłączną, postrzępioną chustę pod szyją.
— Jesteś pewien, że nie pomyliłeś szkoły średniej z przedszkolem…? — prychnął z dezaprobatą i poszedł za tłumem uczniów, a Latynos na odchodne jeszcze dmuchnął mu we włosy.
Sebastian już bez skrępowania się roześmiał, po raz kolejny dzisiejszego dnia dochodząc do wniosku, że Francisco zdecydowanie był genialny w wykorzystywaniu języka angielskiego na różne sposoby. Żałował, że nie potrafi rysować albo robić obróbki zdjęć w photoshopie, bo zmontowałby Patricka z dmuchawcem i wstawił sobie jego zdjęcie na facebooku.
— Jesteś uroczy — skomentował, kiedy zauważył, że Francisco na niego patrzy.
Teraz za to ujrzał, że ten też uśmiecha się pod nosem z tego komplementu.
— Bo nawet podobny jest… — dodał z krótkim śmiechem i ruszył za Sebastianem do stołówki. Był strasznie głodny. — I gratuluję pochwały! Musieliście naprawdę super to zadanie odrobić!
— Cóż, Patrick, co by o nim nie mówić, głupi nie jest. Znaczy, nie jest głupi, jeśli chodzi o naukę. Z tą akcją z ciuchami to było kretyństwo.
— Si, było!
Nie rozmawiali o tym więcej, bo dotarcie na stołówkę gwarantowało odgłosy godne startujących z pasów samolotów. Przemknęli więc do kolejki i po jakimś czasie udało im się załadować na swoje tacki wybrane jedzenie i napoje. Z tym przeszli do najbliższego wolnego stolika, który znajdował się nieopodal zejścia do kuchni.
Niedużo czasu jednak spędzili sami, bo dosłownie dwie minuty później dosiadł się do nich… Cody Solt. Miał ponurą minę, która nie opuszczała go od dnia wyjścia tamtego numeru gazetki. Chyba apetytu też nie miał, bo na jego tacy znajdował się samotny, wąski kawałeczek pizzy wegetariańskiej.
— Widziałeś oświadczenie, nie? — zapytał Sebastiana sucho, ignorując obecność drugiego chłopaka.
Syn dyrektora szkoły najpierw zjadł kęs makaronu z serem, a dopiero po tym odpowiedział z niezmąconym spokojem i lekkim uśmieszkiem na ustach.
— Jakie oświadczenie? — spytał bezczelnie, bo doskonale wiedział, o czym chłopak mówi.
— Będziemy się bawić w kotka i myszkę? — Cody ewidentnie nie był w humorze. Jego zwykle ładnie uczesana grzywka w tym momencie robiła, co chciała, a zazwyczaj odrobinę wyłupiaste oczy teraz miały poważny i chłodny wyraz. — Nie obchodzi mnie, czy widziałeś zagłębiałeś się w treść, czy nie. Nie było tego w mojej umowie z twoim starym. Ale po twoim uśmieszku widzę, że cieszysz się z tego, co osiągnąłeś. Pewnie sam go podburzyłeś, by mnie wywalił z funkcji redaktora?
Sebastian chwilę słuchał tego z zadowoleniem, ale koniec końców odetchnął ugodowo.
— Nic mi o tym nie było wiadomo. To jego decyzja. Ale z tego co słyszałem, to zjebałeś najbardziej tym, że pisałeś w artykule o mojej mamie. Dla niego to temat tabu, a nie jakichś durnych plotek.
— Spoko, wszystko rozumiem. Może był to za duży skandal jak na szkolną gazetkę… — Cody zacmokał i wymusił sztuczny uśmiech. Zupełnie nie zwracał uwagi na swój stygnący kawałek pizzy i ignorował jedzącego obok Francisco, który tylko im się przyglądał. — Ale twój stary to dyrektor szkoły i powinien być obiektywny. Woody’ego Jolene nawet nie tknął palcem za jego wybryk, a mi odebrał to, co było tu dla mnie najważniejsze.
— I może ja mam na niego jakoś wpłynąć? — spytał Sebastian z jawnym zaskoczeniem, samemu jedząc powoli. Nie ekscytował się tą rozmową na tyle, aby zapominać, że jest głodny.
— Nie przyszedłem o to prosić. Ale widziałem, jak się chichracie jak panienki pod oknem swojego idola, gdy czytaliście oświadczenie. Wspaniale, że poprawiłem wam humor — ironizował Cody i mówił szybko, jak z karabinu. — Ale dla mnie to jest naruszenie zasad, jakie były ustalone w projekcie i chcę, żebyś wiedział, że napisałem o twoim ojcu w dzienniczku. Może jak nie ty, to chociaż ci cali psorowie mu przypomną, jaką funkcję sprawuje.
Francisco tym razem ściągnął swoje grube brwi i spojrzał na lewo, na młodszego chłopaka. Przełknął szybko kawałek pizzy i powiedział:
— To też nie jest w porządku, że kablujesz.
— Niech pisze, co chce — dorzucił Sebastian i wychyli się do Cody’ego. — I jeśli chcesz tak pogrywać, to patrz na to tak, jak powinieneś, dziennikarzyno. Jest nas dwunastu. A nie trzynastu, wliczając mojego ojca. On cię wywalił z funkcji, bo pisałeś o nim, a nie o mnie. Znaj granice, to nie będziesz musiał się płaszczyć takimi oświadczeniami.
— Łatwo mówić, kiedy ma się starego na stołku dyrektora — syknął Cody i wstał, szurając przy tym krzesłem. — W ogóle nie powinieneś brać udziału w tym projekcie, bo masz cholernie ułatwione zadanie. Ale już niedługo — dodał z krzywym uśmiechem i nie zabierając ze sobą swojej tacki z jedzeniem, wyszedł w kierunku korytarza.
Kilka osób obejrzało się za nim, bo najwyraźniej wieść o oświadczeniu szybko obiegła całą szkołę. Francisco też powiódł za nim wzrokiem, a potem zwinął kawałek pizzy z jego tacki.
— Chryste… Jakby nie wymyślał głupot, to by nie miał teraz takiej męki.
— Nie jedz tego. Jeszcze opluł — mruknął Sebastian, oglądając się za byłym redaktorem szkolnej gazetki i nie komentując słów Francisco. Co było komentować, skoro były szczerą prawdą?
Francisco ściągnął brwi i popatrzył podejrzliwie na pizzę, jakby miał do czynienia z piranią. Szybko ją odłożył.
— Fuj — podsumował i wrócił do swojego jedzenia. — Myślisz, że twój papa będzie miał przez to problemy?
Sebastian odpowiedział wzruszeniem ramion, bo wrócił do jedzenia swojego makaronu. Miał nadzieję, że ojciec nie będzie miał kłopotów przez Solta, ale niestety wszystko było możliwe. Nie wierzył, aby ci profesorowie mieli jakąś siłę sprawczą, czy będzie dalej dyrektorem, czy nie, ale i tak się trochę obawiał, że jakoś utrudnią mu życie. A, jakby nie patrzeć, to było ostatnie, czego było trzeba jego ojcu. Wiedział, że miał ostatnio jakiś gorszy okres, że wiele rzeczy dobijało go bardziej niż zwykle i miał nadzieję, że ta sprawa jednak przejdzie bez większego echa.

*****

Dziś wpis do Dzienniczka zrobił:

Cody Solt – 4.11

15 thoughts on “Project Dozen – 40 – Ziarno niepewności

  1. Katka pisze:

    MoNoMu, „Może licealne miłostki bohaterów zostaną wystawione na próbę?” – wszystko jest możliwe. Myślę, że PD, mimo że może dość lekkie z pozoru, może jednak dać potencjał na coś mocniejszego, jeśli chodzi o akcję. Więc na pewno jeszcze wzloty i upadki u bohaterów się pojawią :) Awww, w ogóle słodko, że podoba Ci się wątek dyrcia i psychologa :) Akurat coś niecoś o nich będzie w zbliżającym się rozdziale :)

  2. MoNoMu pisze:

    Hmm… czuję, że wiadomość od Kevina to inicjacja jakieś nowego toru w fabule. Może licealne miłostki bohaterów zostaną wystawione na próbę? Mam nadzieję, że pojawi się jakaś grubsza akcja i stanie się COŚ… jakieś trzęsienie ziemi, bo póki co największy problem chłopaków to miejsce, gdzie można w samotności (czyli we dwoje) pociupciać :)

    P.S. Chyba dojrzewam mentalnie (XD), bo najbardziej absorbuje mnie rodzące się uczucie między dyrem i psychologiem.

    Weny!

  3. Katka pisze:

    Kaczuch_A, pierwsza szkolna miłość w wykonaniu Sebcia i Frania jest faktycznie urocza :D Niby Franio to moja postać, ale i tak mnie urzeka. Mam nadzieję, że mimo wszystko ta dwójka nie jest przesłodzona. Bo często widzę, że czytelnicy piszą, że są słodcy i tak dalej, ale mam nadzieję, że poziom cukru jest znośny. Och a ilość postaci przytłacza, ja wiem, ale dobrze, ze trochę zaczynasz ogarniać. Może jak rozdziały będą teraz częściej, to będzie to bardziej znośne :)

  4. kaczuch_A pisze:

    Dmuchawiec <3 Fran i Seba są uroczy, boże to taka pierwsza, szkolna miłość, cudowności. Kevin jest debilem, naprawdę taki tępym dzieciakiem, nie lubię go i coś mi się zdaje, że może trochę namieszać. Cody dostał za swoje, i teraz ciekawe czy drama z tego nie wyniknie, i czy dyrcio nie będzie miał problemów. Nadal jest bardzo dużo postaci w tym opku i ciężko mi wszystkich ogarniać, ale się przyzwyczajam. Za mało Erica :D

    Weny~!

  5. Katka pisze:

    Ash, no bo w sumie projekt jest tajny, więc de facto nikt nie może się o tym dowiedzieć. Więc każdy przeciek tu jest zagrożeniem, więc chłopcy powinni uważać. Jak widać Kevin może w taki sposób nieźle komuś zaszkodzić… I luz, każdy ma swoje priorytety XD Co do Teen Wolf – podejrzewam, że sporo osóbek ogląda. Ja również XD Jestem na bieżąco. Shiv też oglądała, ale nie wszystkie odcinki. Zaś jeśli chodzi o wątki gejowskie, to mnie osobiście bardzo cieszy, że jest coraz więcej seriali i filmów, gdzie takie się przewijają. Bolesne jednak jest to, że zawsze jako drugi plan…

  6. Ash Alex Sugar pisze:

    Hah no dobra, wtedy przeczytałam tylko EricxFoxy <3 Są cudowni ;3
    Ugh, ale mam wrażenie, że jeśli ktokolwiek spoza projektu się dowie o czymkolwiek, to będą straszne kłopoty ;-;
    Reszte przeczytam kiedy indziej, sory xD
    Cóż, to nie jest mój priorytet xd
    Wróciłam za to do FDST (116, wow! …)
    Ale tak właściwie, to piszę komentarz, bo oglądam właśnie Teen Wolf, i chłopaki się po raz drugi znaleźli w gejowskim klubie… no to przyszło mi do głowy: oglądał ktoś lub ogląda?? :'D Wątek gejowski jakiś jest w każdym sezonie xd

  7. Katka pisze:

    Mati, no to podsumowałeś postaci XD Haha, dzięki, mamy zaciesz, że się podobało :D Bo takieemotki chyba nie mogą znaczyć nic innego :)

    Asus, prawda, Kevin sam może na siebie sprowadzić kłopoty, jednak póki co chyba wziął sobie za serce sprawienie kłopotów byłym rywalom. I jakby nie patrzeć, trochę mu się udaje, bo Eric zaczyna być podejrzliwy. Zobaczymy, czy ten mały sabotaż faktycznie jest coś w stanie zniszczyć… ehe a Franio porównania ma ciekawe, przez to pewnie, że nie jest ze Stanów. Jakby nie patrzeć, zwykle ludzie używają „stałych” porównań, niż wymyślają własne. Franio nie zna się za dobrze, więc robi własne twory, hehe. A Tomas i Colin pewnie nawet jakby wyszli, to razem z laptopami XD I dziękujemy za tak ukierunkowaną wenę! Szczególnie, że faktycznie ciśniemy ostatnio ATCL :D

  8. Asus pisze:

    Awww^^ jakie to się wydaje króciutkie… Kevin zaczyna mieszać… mam nadzieję, że to nie rozwali relacji Jules x Eric w najbliższej przyszłości, ani w ogóle. Generalnie koleś jest dziwny i sam się może wcisnąć w kłopoty. Ale Fran i Seb to takie przykładowe słodziakiXD dmuchawce tak bardzo się puszą… jego porównania są jedyne. Ależ oczywiście, że Seb nigdy by Frania nie skrzywdził ;D lubię coraz bardziej <3 Cody'iego mi nawet troszkę żal, mógłby powstrzymać cięty język. Tomas i Colin… o nie chłopcy! przeholowaliście, na pole się przewietrzyć marsz, bo wam się obwody przegrzeją!
    Duuużo wena i siły na ATCL ;)

  9. Mati pisze:

    Hmmm, i co tu napisać? Ten Kevin jest dziwny :D
    Erik i Jules są tacy fajni.
    ALEEEE, Sebcio i Franek <3 Hahaha, no cudowni :D

  10. Katka pisze:

    KillCheerleader, krótkie na pewno nie, bo rozdział był zrobiony na standardową długość. Więc może po prostu za szybko czytasz XD

    Ash, no to miałaś niespodziankę :D Drobna rzecz, a cieszy XD

    Linerivaillen, noo, słodcy są, co nie? :D Też ich lubimy, haha, tworzą specyficzne połączenie, które z reguły jest dość radosne :D

    Aeneryss, a wiesz, sama nie wiem, czemu się tak dzieje, no ale Eric mógł rzeczywiście pogadać z Julesem – chociaż właśnie, jakby Jules mu coś ściemnił, a potem jednak prawda wyszła na jaw, to byłoby jeszcze gorzej. Bo Eric mógłby się czuć bardziej oszukiwany niż obecnie. Więc sama nie wiem, tutaj chyba nie ma złotego środka. I czuję się dumna z naszego pisania, skoro wzbudzamy na twarzach ludzi uśmiech o 6 rano XD Wieeelki sukces. Fajnie, że podobała Ci się scenka z Franiem i Sebciem. Oni to jakoś tak potrafią być tak… słoneczni i radośni. Gratuluję tez przeinaczenia zdania, haha. No niestety nie jest to taki etap, coby takie wyznania latały na środku korytarza XD Dziękujemy za komentarz! :D Miło nam czytać taki zaciesz w odpowiedzi na nasze opowiadanka ;)

    O, „Ale gdyby dowiedział się o projekcie to prócz większych zmartwień byłby dobrym pomocniczym ;” – jest niestety tez druga strona medalu, że jeśli Eric by się dowiedział, to nasz biedny Jules mógłby wypaść z projektu. Bo przecież eksperyment jest tajny i nikt postronny nie może o nim wiedzieć. Mmm a przyjaciółmi to oni chyba będą na zawsze. Choć podobno najpierw musi minąć 6 lat przyjaźni, żeby stała się ona taką na całe życie, ale może ta dwójka da radę.

  11. O. pisze:

    Ziarno niepewności zostało zamianę, ale Eric będzie chyba ponad to jak to przemyśli. Ale gdyby dowiedział się o projekcie to prócz większych zmartwień byłby dobrym pomocniczym ;) więc z planu Kevina mogą być nici. Podobało mi się również jak było podkreślone że oni wciąż są przyjaciółmi. To umacnia <3
    Haha najpierw prosi Frania by został w ręczniku a teraz chodzi z nim na stołówkę, nie ma to jak randkowanie w internacie xD
    Co by nie było to Mark ma Fostera i w miarę problemów będą sobie radzić razem. No i Foster miał mieć wzgląd do dzienników to może już wie i coś działa xD

  12. Aeneryss pisze:

    Zawsze mnie zastanawia, czemu jak jakikolwiek bohater usłyszy jakieś plotki/dostanie jakieś informacje to nie zapyta o nie osoby, której one dotyczą tylko się zamartwia. Jakby Eric pokazał wiadomości od Kevina Julesowi, to albo Foxy by mu wszystko powiedział, albo wymyślił jakieś kąłmstwo i wszyscy byliby szczęśliwi. A tak to Eric się zamartwia, seksów nie ma i wszyscy nieszczęśliwi (xD)
    A Tomas i Colin to tak bardzo ja i moja rodzinka. Komunikacja w domu przez fb, bo nikomu nie chce się krzyczeć ;)
    I Franio i Sebastian są razem super <3 Ten fragment czytałam z naprawdę szerokim uśmiechem na twarzy, a to jest sukces i cud, żebym ja się uśmiechała o szóstej rano (Czytałam o szóstej, komentuję o siódmej, obudzę się pewnie o ósmej i zacznę zastanawiać co ja tu powypisywałam). No ale chyba właśnie przez tą wczesną godzinnę, jak zobaczyłam zdanie "— I tak każdy wie, że nie skrzywdziłbyś swojego chłopaka z wymiany." to oczywiście nie zauważyłam dwóch ostatnich wyrazów i zawiesiłam się na dobrą minutę zastanawiając się, czy Franio nazwał się właśnie chłopakiem Sebastiana na środku korytarza pełnego uczniów. A potem doczytałam końcówkę zdania i kto to powiedział i cały czar prysł .-.
    A potem Franio zaczął gadać o dmuchawcu, umarłam ze śmiechu i tak już zostało. To było genialne, jesteście super, pozdrawiam, weny życzę i wracam spać ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s