No Exit – 40 – Sam na sam

— Zmieściło się ładnie — skomentował Marvin, gdy zniósłszy ostatnią torbę Deana, upchnął ją do bagażnika jego samochodu obok pozostałej reszty.
Mężczyzna zdążył wstąpić do Montany po swoje rzeczy, skoro kupił już nowe mieszkanie i mógł się do niego wprowadzić. Rzeczy i tak nie było jakoś strasznie dużo, ale troszkę miejsca zajmowały, a przez to, że teraz zniknęły z ich mieszkania, Marvin miał wrażenie, że jakoś dziwnie dużo miejsca się zrobiło. Bawiło go, że właściwie najwięcej miejsca w torbach zajmowały ubrania i buty. Mało było tak jakichś bibelotów, książek, sprzętów, a masa trampek, japonek, kozaków, szortów, chust, a nawet kilka sztuk peruk.
— To kiedy parapetówa? — spytał Jasper, stojąc obok samochodu z dłońmi w kieszeniach kurtki. Pogoda nadal była mroźna, szczególnie noce, ale i tak nie chciało mu się zakładać dziś rękawiczek. Do tego dziś było cieplej niż ostatnimi dni, ale bardziej mokro.
— Kiedy pomożecie mi to wszystko przenieść do mieszkania i jakoś tam utknąć — odparł Dean, który już na szczęście wyzdrowiał i teraz dawał odczuć swoją nieobecność wszystkim wokół.
— To zbieramy się — zdecydował Marvin i zatrzasnął bagażnik samochodu kumpla. — Na pewno nic nie zapomniałeś? Wiesz, z tych bardziej niezbędnych rzeczy jak zapałki czy wibrator?
Dean poklepał się po kieszeni.
— Zapałki mam, dildo też mam. I twoje zostawiłem — odparł z wrednym uśmiechem, wsiadając do samochodu.
Marvin tylko uśmiechnął się i również zajął miejsce w samochodzie, na siedzeniu obok kierowcy. Gdy tylko i Jaz się znalazł w aucie, ruszyli w stronę nowego mieszkania Deana.
— Kiedy będziecie z Harleyem rozdziewiczać twoją nową sypialnię, mm? — starszy z tancerzy zagadał kierowcę.
— Kiedy znajdzie czas między papierami a papierami, aby to zrobić. Ale spokojnie, nie trzeba będzie mu pomagać — zapewnił choreograf klubu, w którym wszyscy pracowali.
— Widzisz, mistrzu, twoje życie zaczyna się coraz bardziej ustatkowywać — rzucił Marvin, sięgając do paczki papierosów po jednego szluga, a po odpaleniu, rzucił ją razem z zapalniczką kochankowi. — Wiesz, stała praca, stały facet… — dodał, zaciągając się już papierosem i uchylając lekko okno.
— Stałe mieszkanie… — Dean westchnął z kwaśną miną. — Starzeję się. Jak mnie jeszcze dopadnie kryzys wieku średniego z tego powodu, to ja już się boję, ile wydam kasy na tatuaże albo inne modyfikacje.
— Spodoba ci się — wtrącił Jaz, także zapalając papierosa. — Seks bez gum, mniejsze koszty. — Zaśmiał się radośnie.
— Trafnie — pochwalił Marvin, któremu do głowy ten szczegół nie przyszedł. — No i masz całkiem bogatego faceta. Tego futra ci prawie zazdroszczę — rzucił, uśmiechając się lekko i wydmuchując dym w kierunku uchylonego okna. Chociaż miał świadomość, że z Deanem ma czasami naprawdę wiele wspólnego, począwszy od tańca, skończywszy na zapędach do skoków w bok, to image na co dzień ich definitywnie różnił. On sam nosił się w skóry, jeansy i ogólnie ciemne ubrania. Jego przyjaciel za to często kombinował z różnymi motywami, ubierał się kolorowo i ekstrawagancko. Niejednokrotnie też zdarzało mu się założyć bardziej kobiecy ciuch i wyjść w nim na ulicę, czego Marvin nigdy nie zrobił.
Dean przewrócił oczami, zerkając na to, co miał na sobie.
— Weźcie. Nie mówcie mu, ale czuję się w nim trochę jak dziwka swojego alfonsa. Mimo że jest zajebiste.
Jaz zaśmiał się z tyłu.
— Tylko nie zakładaj do niego szpilek i peruki.
— Czyli nie tylko ja o tym pomyślałem — mruknął do siebie Dean.
Marvin za to tego tak nie odbierał. Uważał, że pasuje to Deanowi. Zresztą przyzwyczajony był do tego, że ten ubierał się dość dziwnie. Chociażby w tę piżamę króliczo-tygrysią.
— Sugerujecie, że ja, chodząc po scenie w szpilkach, wyglądam jak dziwka?
— To scena, Marvin. Sugerowałbym, że wygadasz jak dziwka, jakbyś czekał w stroju z występu na przystanku autobusowym — odparł Dean z całkowitą powagą w głosie.
— No. Nawet w sypialni jest to po prostu seksowne — dorzucił Jaz.
Marvin tylko zamruczał na potwierdzenie, zapatrując się na przednią szybę. Dla Orvela był dziwką i bez szpilek. Zresztą, uważał z bólem w sercu, że ten sukinkot miał w tym rację. W końcu był dla niego „na telefon”. Teraz jednak miał jednego partnera, nie robił tego z nikim innym, więc miał nadzieję, że zmazywał z siebie to piętno.
Jaz zerknął jeszcze na kochanka, po czym wychylił się do przodu i cmoknął go w policzek.
— Kocham cię — zamruczał nisko, wprost do jego ucha z szerokim, szczerym uśmiechem.
Marvin zerknął na niego przez ramię i uśmiechnął się. Strzepał popiół przez szybkę, po czym wykręcił się, by cmoknąć kochanka w usta.
— Ja ciebie też, tygrysie — zapewnił, gdy już to zrobił i wrócił na swoje miejsce.
— Jak słodko — skomentował Dean, zastanawiając się, czy to, co poczuł gdzieś głęboko w żołądku, to lekkie uczucie zazdrości. Jeśli tak było, to miał w swoim mniemaniu dowód, że faktycznie się starzeje.
— Ciebie też kocham, ale inaczej, mistrzu — zapewnił go Marvin, Dean odmruknął coś na odczepnego, a już kilkanaście minut później dojechali na miejsce.
Stała tam szeregowa, niska, stara kamienica. Nie rzucała się za bardzo w oczy i była podobna do kilku innych stojących w pobliżu. Dean kupił jedno z mieszkań w tej, przed którą stanęli, tuż przy krawężniku. Na samej górze, bo było najtaniej.
Na ich szczęście w środku była winda. Dość stara i skrzypiąca, ale była. To im bardzo pomogło we wtaszczeniu wszystkich bagaży na górę. Dean też miał już klucze do mieszkania, więc nie musieli się obawiać, że będą modlić się do klamki, czekając na byłego właściciela.
— Dobra, mistrzu, otwieraj wrota do swojego nowego królestwa — rzucił Marvin, poprawiając na ramieniu torbę, gdy już całą trójką stali pod drzwiami.
Dean mruknął coś potakująco, trzymając kolanem uciekający mu karton. Ale w końcu otworzył drzwi i wszedł do środka jako pierwszy. Nie miał ochoty bawić się w kurtuazję.
W środku od razu postawił część swoich rzeczy na niskim stoliku pod ścianą, a resztę tych nietłukących rzucił na niskie, ale dwuosobowe, łóżko po przeciwnej stronie. Mieszkanie składało się z przedpokoju, jednego, dość dużego pokoju, ale ze skośnym sufitem oraz łazienki i kuchni. Więcej mężczyźnie nie było trzeba.
Mieszkanie było proste, niedawno wyremontowane, ale bez głupich, krzykliwych kolorów ścian. Wszystko stonowane i puste, bo poza szafą, stolikiem, taboretem w kuchni i łóżkiem próżno było szukać tu więcej mebli.
Marvin i Jaz, jako że nieśli głównie ciuchy Deana, rzucili torby bez zawahania na ziemię.
— Wygląda w porządku — skomentował ten pierwszy. Zresztą, jego kumpel od instalacji sprawdzał tu wszystko i działało jak należy. — Mnie się podoba. Jaz? Co myślisz?
— Spoko. — Skinął głową i podszedł do okna naprzeciwko drzwi. — No i… masz widok na ogródek — dodał już z lekkim rozbawieniem. Nie spodziewał się niczego bardziej niesamowitego. — Trochę zarośnięty.
— Ale to i tak lepiej niż na inny blok. Nikt nie będzie widział, jak jebię się z Harleyem przy oknie.
Jaz, słysząc to, zerknął szybko na Marvina. Dopisał w myślach kolejny punkt do listy swoich zaplanowanych pomysłów na seks. Jego kochanek tylko spojrzał na niego sypialnianym wzrokiem i delikatnie oblizał dolną wargę.
— I jak nie zaprosisz więcej niż siódemkę gości, powinniśmy się tu pomieścić na twojej parapetówie — rzucił już do Deana normalnym tonem, a ten westchnął ciężko.
— To sugestia, abym skoczył do sklepu kupić wam piwo za przysługę?
Jaz zruszył ramionami.
— Ja nie pogardzę. A i kiedy szefuncio ma wpaść?
— Pewnie dopiero na tę całą imprezkę, jaką na mnie wymuszacie. Znowu ma dużo pracy, ale to raczej norma niż wyjątek — odparł Dean, kiedy Marvin chodził po mieszkaniu, oglądając wyposażenie. Nie trzeba było specjalnie niczego dokupywać. Standardowe wyposażenie łazienki i kuchni pozostało po poprzednim właścicielu, chociaż dzień wcześniej wniesiono tu nowy materac, za który Dean z bólem serca wydał grube, ciężko zarobione pieniądze.
— Obaj nadrabiacie twoje chorowanie — dodał z przekąsem Jaz, sięgając do pierwszej torby. — To co, wypakowujemy cię? To potem jeszcze wpadniemy do No Exit na piwo, hm?
— Byle nie skończyło się na sześciu — wciął się Marvin, który właśnie wyszedł z łazienki i popatrzył w oczy swojego kochanka. — Skoro mamy jakoś celebrować ponowną samotność w domu, to nie chciałbym, żebyś ten wieczór też spędził na doczłapaniu się z trudem do łóżka i zaśnięciu — zastrzegł, pijąc do niedawnej sytuacji, gdy Jaz się uchlał i nic nie wyszło ze „specjalnej nocy”.
Jasper zaśmiał się z zakłopotaniem.
— Obiecuję, że stanę na wysokości zadania — zapewnił kochanka poważnie, kiwając głową i kładąc dłoń na klatce piersiowej.
— Zapowiada się ciekawe i długie popołudnie. — Dean uśmiechnął się swoimi ostrymi zębami. — To — zabrał swoje ciuchy od Jaza — sam se to powkładam, mam całą noc, a teraz chodźmy na to jedno małe piwko.
Marvin jeszcze obdarzył wszystkie bagaże przeciągłym spojrzeniem, ale ostatecznie zgodził się z Deanem. W końcu się nie paliło.
— To na autobus, chłopcy — rzucił, wycofując się w kierunku wyjścia.

*

Jasper pchnął kochanka na drzwi od ich mieszkania i wpił mu się w usta żarliwie. Nadal byli na korytarzu i teraz na ślepo szukał kluczy w kieszeni kurtki. Miał w dupie, że zaraz jakiś sąsiad może wyjść z psem na spacer albo ze śmieciami, aby je wyrzucić. Chciał Marvina, już, teraz, natychmiast! A to, jak ten zachowywał się w klubie, potem w tym jebanym autobusie, który jechał chyba pół dnia, doprowadziło go do wrzenia. Nie miał zamiaru czekać ani sekundy dłużej!
— Mmm… kurwa… gdzie są…
Oderwał się na chwilę od ust kochanka i wyciągnął klucze z kurtki. Ponownie go pocałował i po dwukrotnym nietrafieniu do zamka w końcu znowu na chwilę oderwał usta od tych soczystych, seksownych i ukochanych warg Marvina. Kiedy przekręcił klucz i nacisnął klamkę, musiał przyciągnąć kochanka do siebie, aby otworzyć drzwi i dostać się do środka.
Gdy tylko drzwi do ciemnego mieszkania się otworzyły, wpadli do środka i już po ciemku ponownie zaczęli się całować. Namiętnie, gwałtownie i zażarcie, jakby nie mogli się od siebie oderwać i coś ich do siebie przyciągało.
Marvin zatrzasnął drzwi, oderwał się od ust Jaza na sekundę i zdjął przez głowę koszulkę, która poszła w ślady wierzchniego okrycia. Potem od razu dossał się do ust kochanka, stękając głośno.
Jasper, nie przerywając pocałunku, zrzucił na ziemię kurtkę i zaczął byle jak, potykając się, zsuwać na siłę buty. Szło mu opornie, więc musiał się trzymać Marvina. Ale obaj byli na tyle rozgrzani atmosferą, że takie drobnostki nie miały znaczenia.
— Uh… zeżarłbym cię! — zawarczał nisko, kiedy pchnął Marvina w głąb mieszkania.
Ten już też był bez butów i miał na sobie tylko spodnie. Popatrzył przez ciemność na kochanka, a gdy przekroczył tyłem próg salonu, dosłownie szarpnął do siebie Jaza za koszulkę.
— To na co czekasz? — wydyszał w jego usta prowokująco.
— Na nic — odparł Jaz i pochylił się do Marvina, zderzając się z nim nosem i mocno całując jego usta. Objął go pewnie w talii, po czym ściągnął w dół, na podłogę na dywan. Dłonią odsunął stolik jak najdalej i pchnął kochanka na plecy. Na moment puścił jego usta i ściągnął na szybko podkoszulkę, pokazując swoje dobrze umięśnione ciało, o silnych ramionach i karku.
Jedynie światła z miasta dawały poblask przez okno w salonie, więc Marvin nie widział więcej niż zarys ciała kochanka. Ale i to wystarczyło, by napalił się na niego jak jakiś niedoświadczony nastolatek.
— Ale z ciebie samiec… — zamruczał niskim z podniecenia głosem, samemu przesuwając dłońmi po swoim ciele.
Jasper zawarczał i chwycił w dłonie jego nadgarstki. Szarpnął je w górę i przyszpilił nad głową kochanka. Nic nie odpowiadając, wcałował się w jego usta, jednocześnie kolanem rozsuwając mu nogi i klękając pomiędzy nimi. Chciał nad nim zapanować. I mógł to robić codziennie, za każdym razem na nowo przywłaszczając go sobie.
Marvin stęknął i uniósł biodra, ocierając się kroczem o krocze kochanka. Mimo że przez spodnie, czuł jego wypukłość i kojarzyła mu się ona z zamkniętym w klatce drapieżnikiem, który zaraz ma zostać wypuszczony i zaatakować jego tyłek.
— Lubię twojego chuja, Jaz… — wydyszał, kręcąc biodrami i wciąż trąc kroczem. — Jego czubek, dziurkę, z której wyciskasz we mnie ładunek, jego grubość i twoje jajka, które trzepią mnie po pośladkach, jak mnie pieprzysz… — mówił dalej, nawet nie grając w tym momencie, tylko naturalnie dając się ponieść pożądaniu. Czuł się taki chciany.
Jasper ugryzł usta kochanka, patrząc mu intensywnie w oczy.
— Jesteś na niego napalony, dupciu, jak jasna cholera! — wydyszał i liznął go po wargach. — I jak brzydko mówisz. Arrr… — zawarczał i sięgnął między ich ciała, by ścisnąć krocze kochanka. — Tylko nie strzelaj za szybko — zagroził, wsuwając mu dłoń w bieliznę.
Marvin momentalnie ściągnął brwi i poruszył biodrami, łasząc się penisem do jego gorącej dłoni.
— Mmmmm, ale ty masz wielkie łapska!
Jaz zaśmiał się nisko z lekką chrypką.
— Które ci zaraz wygniotą jajka — zagroził, faktycznie chwytając mosznę mężczyzny i pieszcząc jądra. Aby ten nie jęknął na głos, zatkał mu usta pocałunkiem.
Poczuł wyraźnie, jak ciało pod nim zadrżało, a Marvin stęknął głucho, nie mogąc swobodnie wydobyć z siebie dźwięku. Chciał już, żeby Jaz zdarł z niego ubrania, by miał go pod sobą całego nagiego i zrobił z nim, co chciał! Nie mógł mimo to oderwać się od jego ust i mu o tym powiedzieć, bo Jasper tak genialnie całował. Z taką pasją i namiętnością, że mógł tylko przekręcić głowę i pogłębić tę nieporównywalną do niczego pieszczotę.
Jaz na szczęście, jakby czytając mu w myślach, w końcu wyjął dłoń z jego bielizny i rozpiął mu spodnie.
— Dupa do góry! — zażądał, na sekundę przerywając całowanie. Drugą dłonią nadal trzymał jego ręce nad głową i miał nad nim kontrolę.
Marvin uniósł biodra, pomagając mu tym samym zdjąć sobie spodnie i slipy. Gdy tylko Jaz to zrobił, zobaczył, że jego penis jest już sztywny, a klatka piersiowa jego kochanka unosiła się i opadała w płytkich oddechach.
— I jak ci się podobam, tygrysie? — zamruczał Marvin kusząco, oblizując wilgotne usta.
— Za bardzo — odparł Jasper, pożerając go wzrokiem. Stęknął między jednym a drugim głębokim wdechem. Było mu tak gorąco i już chciał zrobić z nim wszystko. Dotknąć, pocałować, ugnieść, ugryźć, otrzeć się. Cokolwiek! — Przerżnę cię, aż stracisz głos! — jego ton brzmiał, jakby niemal groził drugiemu mężczyźnie, kiedy pochylił się do jego twarzy szczerząc zęby. — Słyszysz, kurwa? Masz się drzeć!
Marvin aż się cały spiął, patrząc na kochanka intensywnie i poczuł, jak w ułamku sekundy stopień napalenia na Jaza wzrósł mu kilkukrotnie. Te słowa wręcz zadziałały na niego jak co najmniej gwałtowne wejście w jego tyłek albo mocne zassanie się na kutasie.
— Słyszę… Będę się drzeć — zapewnił, falując na podłodze i wyciągnąwszy wysoko biodra, otarł się o jego brzuch sztywnym penisem.
Jaz spojrzał na niego jeszcze na tyle poważnie, na ile w tej chwili mógł, po czym chwycił go za bark i odwrócił na brzuch. Puścił jego ręce, ale za to podciągnął go za biodra w górę. Strzelił go od razu otwartą dłonią w pośladek, aż plasnęło.
— Aaa, kurwa! — krzyknął Marvin, nie spodziewając się takiego potraktowania i nawet cofnął się biodrami odruchowo, od razu głębiej oddychając. Zabolało. I bynajmniej nie sprawiło to, że penis mu zmięknął. Chciał tego, chciał ostrego seksu i chciał poczuć na sobie silną rękę kochanka. Tak jak sobie wymarzył. I teraz wierzył, że Jasper spełni jego potrzeby, a nawet je przerośnie, bo wszystko robił tak naturalnie, bez kłopotliwego martwienia się i dopytywania.
— Mmmm… Zostanie ci ślad — wymruczał Jaz, jakby to była pochwała. Potarł jeszcze ręką po udach kochanka i jego bokach, nim rozpiął własne spodnie i ściągnął wraz z bielizną do kolan. — Czujesz, co już jest za tobą, dupciu? — spytał, ocierając się swoim sztywnym penisem o kochanka.
— Mmm… Mhm… Tak… — wydyszał mężczyzna i poruszył tak biodrami, żeby główka penisa kochanka znalazła się na jego rowku. A gdy już ją tam poczuł, poruszył tyłkiem w górę i w dół, ocierając się o niego. — Miejsce twojego kutasa jest w mojej dupie.
— I tylko jego — podkreślił Jaz wybitnie twardym tonem i jeszcze chwilę się o niego ocierał, nim w końcu odchylił się, aby splunąć na jego dziurkę i swojego penisa. — Będzie tak… abyś myślał o tym chuju jeszcze długo. Długo! — dodał z naciskiem i poklepał go po szparce czubkiem, nim naparł na wejście.
Marvin stęknął i schował twarz w przedramionach. Równocześnie klęknął w szerszym rozkroku, jakby chciał zrobić więcej miejsca penisowi Jaza. Nie zacisnął się też, a wręcz przeciwnie wypiął się do niego zapraszająco, chcąc go odczuć bardzo głęboko w sobie.
Jasper sięgnął pod kochanka i poszczypał go w sutek. Wsuwał się w niego nadal, ostrożnie, mimo już niemożliwej chęci, aby go wyciągnąć na wyżyny.
— Co? Co tak zamilkłeś? — zawarczał i trochę mocniej pchnął biodrami. — Niegrzeczna dupcia. Moja, niegrzeczna dupcia.
— Mmm! — jęknął Marvin nieco stłumionym na przedramionach głosem. A gdy Jaz rozparł go kolejnymi centymetrami swojego penisa, zadarł głowę i zajęczał głośniej. — Ja… Jaz… Gdy jeszcze nie byliśmy razem… nawet nie wiesz, ile razy o tym marzyłem, tańcząc z tobą na scenie…! — wydyszał, z trudem łapiąc powietrze.
— Że cię przerżnę jak swoją własność na dywanie u mnie w salonie? — młodszy tancerz spytał prowokacyjnie i nie czekając na odpowiedź, chwycił kochanka mocno w talii i wbił się w niego do końca.
Marvin wrzasnął i nogi by mu się rozjechały, gdyby Jaz go nie trzymał. Było tak mocno! Czuł się wręcz nabity na penisa kochanka, przez jego ciało przechodziły spazmy, a on nie mógł się ruszyć. Nie potrafił się uciszyć i z jego ust cały czas wydobywały się głośniejsze i słabsze stęknięcia, gdy tak klęczał, drżąc.
Jaz nie dał mu jednak spokoju. Jeszcze ukąsił go w ramię.
— Jesteś gorący jak… Uch, Marvin, kurwa! — wydyszał, łapiąc go za penisa i szybko go masturbując, jeszcze samemu się nie ruszając, bo czuł ścisk.
Mężczyzna przez chwilę nie był w stanie odpowiedzieć. Pierwszym znakiem, że Jaz może się poruszać, były nie słowa, bo wciąż z jego ust wydobywało się głuche skomlenie, a poruszenie biodrami, delikatne, w przód i w tył. Uda mocno mu drżały, ale już chciał, chciał, by Jaz go pieprzył, brał i zaznaczał jako swoje.
Jasper zaśmiał się nisko i polizał go między łopatkami.
— Chętna dupa. I tylko moja chętne dupa, tak? — spytał i mocno, ale jednorazowo pchnął biodrami do przodu.
— Aaach! Tak! — krzyknął Marvin, czując mocne drgnięcie własnego penisa na taką stymulację. — Tak, twoja… Tak chętnie się nadstawia tylko tobie, tygrysie… Kurwa, Jaz, czuję się jak jakaś zwierzyna złapana przez ciebie w dziczy!
— Usidlę cię, choćby miał cię przybić do tej podłogi! — zawarczał mu do ucha w odpowiedzi i znowu mocno pchnął, wbijając się w kochanka. Raz głębiej, raz płycej, ale tak, aby jak najwięcej dźwięków wydrzeć z tego męskiego gardła. Najchętniej zamknąłby go w swoich ramionach i nie wypuszczał, by był tylko jego. Żaden nachalny koleś nie miał prawa go tknąć! Mogli patrzeć, skręcać się z zazdrości, ale ten facet, ta dupa i ten kutas były jego!
Marvin aż poczuł łzy w oczach, które bynajmniej nie były objawem bólu, a skrajnego podniecenia. Wydobywał ze swoich ust kolejne, niepohamowane dźwięki. Ledwo trzymał się na nogach i co raz któreś kolano mu podjeżdżało i osuwał się w dół, by znowu być podciągniętym w górę przez Jaza. Czuł się tak idealnie przez niego przytłoczony.
— Kocham cię, Jaz… Umiesz… ach! Zrobić wszystko… czego mi trzeba…! Wystarczyło powiedzieć, a ja…. nn… a ja jak debil szukałem tego na boku… — wyrzucił z siebie, skrajnie rozgorączkowany.
— Bo byłeś głupią dupą! — osądził Jasper, sapiąc nad nim ciężko, pieprząc go mocno i zdecydowanie. Dotykał go gdziekolwiek się dało, całkiem bez opamiętania, zostawiając mu przy tym czerwone ślady palców w miejscach, gdzie bardziej zgniatał jego ciało. — Teraz… jesteś dobrą dupą. Moją dupcią, słodko… mi się nadstawiającą do chuja… Marvin. O cholera…
Starszy mężczyzna tylko jęknął w odpowiedzi, bo nie było go stać na nic więcej. To mocne posuwanie i to w takim tempie sprawiało, że jego świadomość momentami odpływała. Ale też myśl, że byli tutaj sami, znowu tylko we dwójkę i mogli całkowicie się rozluźnić, dawała mu dodatkowe wrażenie większej intymności, którą naprawdę chciał dzielić tylko z Jasperem. Chciał, żeby obaj byli szczęśliwi w tym związku, a wiedział, że to jest do tego jedyna droga. Poza tym… seks z uczuciem był dużo lepszy niż jebanie dla samego spustu.
— Mo… mogę… dojść…? — udało mu się w końcu wydusić mocno zachrypniętym głosem.
— Nie. Trzymaj! — syknął Jaz, łapiąc go jednocześnie za jądra i dość mocno je ściskając. Przyspieszył jeszcze, pieprząc kochanka z całym uczuciem i siłą, jaką miał w sobie. Chciał, aby go czuł, aby czuł się dzięki niemu totalnie wyżęty z sił. — Kocham cię, kurwa…! — zasyczał, stękając nisko i głośno. — Uch!
— Mm… mmm… nn… — wydobywało się z zaciśniętych ust Marvina, który starał się powstrzymywać przed dojściem, co było w tym momencie cholernie ciężkie. Każdy ruch penisa Jaza rozgrzewającego go od środka i masującego jego prostatę wywoływał w całym jego ciele dreszcze, które kumulowały się w podbrzuszu. Za każdym razem miał wrażenie, że granica jest zbyt bliska i zaraz nie wytrzyma. Najchętniej ścisnąłby uda, ale nie był w stanie. — Kurwa, nie wytrzymam! — krzyknął, ale sięgnął do swojego penisa i ścisnął go u nasady, by jeszcze trochę przetrzymać.
Jaz zawarczał i chwycił go za rękę, odciągając ją od jego penisa brutalnie.
— Aaaarr, już! — zawarczał i mocno wbił się w kochanka, samemu dochodząc. Strzelił mocno, najgłębiej jak mógł. Drugą ręką przycisnął sobie przy tym jego biodra do swoich. Tak, chciał go napełnić, chciał, aby było mu cholernie dobrze i aby go czuł całym sobą.
Niemalże równocześnie z własnym orgazmem poczuł, jak zwieracz Marvina ściska się na nim spazmatycznie, gdy i ten doszedł na podłogę. Całe jego ciało drżało, a tyłek wciąż pulsował i zaciskał się na penisie. Mężczyzna do tego wydyszał nieskładnie coś, co brzmiało jak „tak tam mokro”, ale na więcej go stać nie było.
Jaz pogładził go uspokajająco po boku i udzie, jeszcze w nim tkwiąc. Cmoknął go w łopatkę.
— Jak tam, piękny? — zamruczał niskim, zachrypniętym głosem, rozkoszując się ciepłem, które miał pod sobą.
— Mmm… Rozmawiasz z najlepiej wyruchanym facetem pod słońcem… — wydusił Marvin z trudem, nie unosząc czoła znad przedramion.
— A ty z posiadaczem najlepszego i najseksowniejszego faceta na świecie — odparł Jasper, całując go po słonych od potu plecach. — Kocham cię, Marvin. Nigdy nie przestawaj być mój, co?
— Daj rękę — mężczyzna w odpowiedzi sięgnął za siebie, szukając na ślepo jego dłoni. Jaz skinął głową i splótł z nim palce, a Marvin ścisnął jego dłoń i podsunąwszy ją do ust, pocałował delikatnie jej wierzch. — Nigdy nie przestanę — szepnął. — Uszczęśliwiasz mnie. Jak mógłbym odejść, mając takiego mężczyznę?
— Nie wiem. Masz czasami głupie pomysły. — Jaz zaśmiał się nisko, całując kochanka w kręgosłup między łopatkami. Delikatnie się z niego wysunął i położył na boku, na dywanie.
Marvin od razu to wykorzystał i podsunął się do niego, by go objąć. Wcisnął twarz w jego szyję, jakby zagnieżdżał się w najbezpieczniejszym miejscu na świecie.
— Wiem, że to moja wina, że nie możesz mi na sto procent zaufać. Ale obiecuję ci, stary, że ten tyłek, z którego teraz mi ścieka na uda, nigdy nie zostanie już do nikogo innego wypięty. Bo że tutaj mam tylko ciebie, to wiesz — dodał poważnie, kładąc sobie jego dłoń na piersi.
Jaz uśmiechnął się na słowa kochanka szeroko i ciepło. Przysunął się do jego ust i pocałował je soczyście z uczuciem, jakim darzył tego mężczyznę.
— Mmm… Też cię kocham. Jakbym cię nie kochał, to nie chciałbym cię tak bardzo tylko dla siebie. Chcę cię dopieszczać, jak tylko się da. Nie chcę, abyś nigdy żałował — zapewnił go i znowu pocałował.
Marvin po oddaniu pocałunku milczał chwilę, jedynie patrząc na jego twarz. Zawsze taką szczerą, z naturalnym, niewymuszonym uśmiechem. Potrzebował kogoś takiego. Otwartego, bez względu na wszystko oddanego i optymistycznego.
— Nie będę — obiecał tylko i sięgnął za siebie, po czym delikatnie roztarł wilgoć po swojej szparce. — Mm… Było ostro… Będę cię czuł na najbliższym występie.
— Tak chyba chciałeś, co, przystojniaku? — spytał Jasper, przybliżając się do kochanka, tak że stykali się ze sobą ciałami. Pamiętał, o co ostatnio Marvin go prosił i chciał w miarę swoich możliwości spełniać jego wszystkie seksualne zachcianki. Objął go w talii, znowu niemo go sobie zawłaszczając. — Nie mogłem się powstrzymać. Jesteś cudny.
— Tak… Tak chciałem. Podobało mu się, mm? — Marvin sięgnął do jego penisa i pogłaskał go jak zwierzątko domowe, ale nie odsuwał się przy tym od Jaza. Uwielbiał to, jaki ten był duży i rozgrzany po seksie.
— Tak. Było mu bardzo dobrze w tej ciasnej dziurze — zamruczał, patrząc rozkochanym spojrzeniem na mężczyznę, do którego się przytulał. — Obciągnąć ci?
Marvin wciągnął głęboko powietrze, przyglądając się Jazowi żywiej. W odpowiedzi tylko oblizał lubieżnie usta, po czym przekręcił się na plecy i odchylił jedną nogę zachęcająco.
Jaz uśmiechnął się i jeszcze raz pocałował kochanka w usta, nim z kolejnymi cmoknięciami zsunął się w dół tego niesamowicie seksownego ciała. Ujął dużą dłonią jądra i penisa kochanka, od razu zaczynając go stymulująco lizać i całować. Po chwili objął wargami główkę, ssąc ją tak… akurat.
Marvin rozluźnił się zupełnie, przymknął oczy i wczuwał się w wilgoć, ciepło i ssanie. Tak, po ostrym seksie to była wręcz idealna pieszczota. Mógł po prostu się temu poddać i nie marznąć, leżąc nago na dywanie, bo od tej stymulacji robiło mu się coraz cieplej i cieple. W końcu musiał sięgnąć dłonią do głowy Jaza i wsunąć mu palce we włosy, gdy zaczął mocniej reagować.
Jasper zamruczał z aprobatą, biorąc go głębiej do ust. Jedną dłonią najpierw gładził go po brzuchu, a drugą pieścił jego jądra, aż w końcu zsunął ją między nogi Marvina i wsunął dwa palce w jego rozluźnioną, wilgotną dziurkę. Kątem zerknął na twarz ukochanego, nie przestając mu ssać.
Sprężyste, rozgrzane ciało mężczyzny wygięło się nagle, a z ust Marvina wydobyło się głośniejsze westchnienie. Mężczyzna przy tym przesunął chaotycznie dłonią po dywanie i oblizał usta, nabierając silnych wypieków na policzkach.
Jaz uśmiechnął się w myślach i zgiął w nim palce, napierając na jego prostatę oraz liżąc sam czubek penisa kochanka. Czuł wyraźnie, jak jego członek sztywnieje w dość szybkim tempie i jak wrażliwe wnętrze pulsuje na palcach.
— Och, Jaz… — jęknął cicho Marvin, aż zginając kolana i nadstawiając się bardziej.
— Nie krępuj się — odparł Jasper, na moment puszczając z ust jego główkę. Liznął ją zaraz potem i zaśmiał się, kiedy ta mu uciekła od dreszczu przyjemności, jaki przebiegł mężczyznę. Objął wargami penisa i pieprzył jednocześnie tyłek partnera palcami.
Marvin postękiwał i sięgnął w pewnym momencie obiema dłońmi do włosów kochanka, równocześnie mocno zadzierając nogi i rozkładając szerzej. Było mu błogo, dobrze i coraz goręcej.
— Nnn… jak nie… och, jak nie chcesz do… do ust, to radzę… mm, Jaz, odsunąć się, bo ja zaraz… strzelę… — wykrztusił, niemal każde zdanie przerywając głośniejszym jękiem.
Jasper się nie odsunął. Wręcz przeciwnie, mocniej zassał się na samej główce penisa kochanka, pieszcząc językiem jeszcze jego dziureczkę na szczycie, aż poczuł, jak tryska z niej nasienie.
Zamruczał nisko i przymknął oczy, pozwalając, aby napełniło mu usta i zmieszało się z jego śliną. Przełknął część, po czym przesunął się do twarzy Marvina i pocałował go z języczkiem.
Mężczyzna wciągnął głośno powietrze nosem, czując posmak własnej spermy w ustach. Chętnie objął Jaza za szyję i odpowiedział żarliwie na pocałunek, jeszcze drżąc przy tym po ledwo co osiągniętym orgazmie. Teraz czuł się totalnie wykończony i wypompowany. Nie wiedział nawet, czy będzie mu się chciało w najbliższym czasie wstawać z podłogi. Jeśli to miała być taktyka Jaza, by zapewniał mu tyle cielesnej rozkoszy, że już nie będzie miał ani chęci, ani siły na innych, to bardzo dobrze działała. Uśmiechnął się w usta kochanka, który zamruczał nisko, na koniec liżąc czerwone od przyjemności i pocałunku wargi.
— Dopieszczony czy chcesz jeszcze? — spytał, opierając łokcie po bokach jego głowy i delikatnie głaszcząc czubek jego głowy.
— Nie mam… siły na jeszcze… — Marvin westchnął z trudem i przesunął dłonią po jego umięśnionej klatce piersiowej. — Szczęściarz ze mnie…
— Bo nie masz siły? — Jaz drażnił się z nim, co raz smakując jego ust. Jego musiały nadal nosić posmak spermy Marvina.
— Bo mam kogoś strasznie seksownego, kto mnie z niej wysysa — wymruczał, co raz oblizując usta i muskając wargi kochanka, gdy ten się pochylał.
— I kogo masz zawsze pod ręką i z kim zaraz pójdziesz grzecznie do łóżka, tak? — młodszy mężczyzna zasugerował miękko. Uśmiechał się cały czas radośnie. — Uch, znowu sami ze sobą. Sam na sam. Dobrze mi tak. A inni będą tylko mogli sobie menu poczytać i tylko tyle im z tego skapnie. Nic więcej.
— Mhm. Tylko ty masz do mnie prawa własności — odpowiedział Marvin, wciąż masując jego tors i wreszcie zerknął w stronę wyjścia. — Ale, tygrysie, musisz pomóc mi wstać, bo wciąż mam miękkie nogi.
Jaz cmoknął go w usta i kucnął obok z chwilowym ociąganiem.
— Spoko. Dawaj rękę — rzucił, chwytając go za przedramiona swoimi dużymi dłońmi. — Jakbym nie bał się, że się wyjebiemy, to bym cię zaniósł.
— Zbyt ryzykownie — przyznał Marvin i uniósł się przy pomocy Jaza, po czym pocałował go w ramię. — I z tego co Dean wspomniał mimochodem, Harley ma tendencje do noszenia go. Jeszcze by się z nas zrobiła ich młodsza kopia — dodał z rozbawieniem i zacisnął szparkę, idąc z Jazem do sypialni.
— Tylko że Dean to połowa ciebie, a Harley to dwa razy ja — skomentował, mocno przesadzając w swoich słowach. Dean co prawda był szczuplejszy od Marvina, ale nie mniej umięśniony. Ich szef natomiast, nie był aż takim bykiem, a zwyczajnie miał inną budowę ciała niż młodszy tancerz.
— I lepiej niech tak zostanie. Nie pakuj więcej, taki jesteś dla mnie perfekt — odpowiedział Marvin poważnie, na ślepo zmierzając w stronę łóżka. Było ciemno.
Jaz też nie kłopotał się z zapalaniem światła. Obaj zwalili się na materac bardzo ciężko.
— A ty dla mnie. I jakkolwiek cukierkowo to nie brzmi, to uważam, że naprawdę jesteś najseksowniejszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziałem.
— Gdy tak mówisz i tak mnie traktujesz, naprawdę się tak czuję — prychnął Marvin, odwracając się do niego tyłem tylko po to, żeby przylepić się do niego plecami w swojej ulubionej pozycji.
— Powiedziałbym, abyś nie wpadał w samozachwyt… ale tobie już to nie zaszkodzi. Tylu masz fanów, że jeden komplement więcej chyba ci nie przewróci w głowie? — spytał Jaz, całując kochanka w kark i obejmując go w talii. Przyciągnął go do siebie, zakrywając ich byle jak prześcieradłem.
— Taki jeden od ciebie jest wart więcej niż cała sala namiocików, ale chyba nie. — Marvin uśmiechnął się do siebie.
Jaz zamruczał nisko na zgodę i znowu go pocałował w kark.
— Cudnie pachniesz.
— Seksem i tobą, tygrysie — odpowiedział Marvin i jeszcze wykręcił głowę, by dać mu buziaka na dobranoc. Gdy tylko to zrobił, ponownie wygodnie wpasował się w jego ciało i zamknął oczy, mając wrażenie, że jutro cały dzień będzie czuł w sobie jego penisa. Tak… pasowało mu to.

12 thoughts on “No Exit – 40 – Sam na sam

  1. Katka pisze:

    Saki, własne mieszkanko daje wiele plusów, a Jasper na pewno juz jest szczęśliwy, że ma Marvina tylko dla siebie XD Oj, a widzisz, Harley nie jest uparty taki, jak się wydaje i umie słuchać innych ludzi XD Dziękujemy za wenę i komenta :D

  2. Katka pisze:

    Linerivaillen, to się cieszymy.

    Liv, to może ten seks był i gorący i słodki i śmieszny XD Och, a taka sielanka zawsze daje ten dreszczyk emocji, że jednak się coś spierniczy XD Chyba NBTS było najlepszym przykładem na koniec XD Kurcze, a Josh z rozdwojonym językiem… Wydaje mi się, że byłoby spoko, na pewno Mason by miał więcej atrakcji, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby mu się to wizualnie podobało. Za bardzo wężowe, za mało psie XD Ale, haha, to zabawne, ze to zależy od Masona, nie od Josha… XD

    O., a Ryanowi taki rim by się może podobał ale chyba by przeszczepił Lenowi nowy język, jakby sobie coś takiego zrobił XD Oj i widzisz, jednak Deanek też się potrafi wzruszać. Ma mięciutkie serduszko gdzies tam w środku :D

  3. saki2709 pisze:

    Nareszcie Dean się wyprowadził do swojego mieszkanka :) Uwielbiam go, ale lepiej, żeby nie prowokował Marvina. No i nareszcie może zaprosić do siebie Harley’a. Czekam na tą parapetówkę.
    Jaz i Marvin wreszcie mogą czuć się jak u siebie… czyli tak, jak powinni. Jeśli Jasper tak będzie dbać o potrzeby swojego kochanka, to jest duża szansa, że ten nawet nie spojrzy na innego faceta.
    Co do poprzedniego rozdziału… Nie ma to jak krępująca rozmowa ojca z synem o seksie XD Nie sądziłam, że Harley posłucha Deana i serio to zrobi.
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Lecę czytać następny.

  4. Katka pisze:

    Kaczuch_A, „ciekawe kiedy szfuńco przyjdzie go odwiedzić i zostanie na noc xD” – hehe możliwe, że bardzo szybko. A nawet jak wpadnie tylko na kawę, to na pewno wymyślą pretekst, dla którego miałby zostać na dłużej XD „ta druga część mi się bardziej podoba, jakoś nie przepadam za świntewskami w sypialni, salonie, kuchni xD” – fakt, do świństw bardziej pasuje piwnica XD nie no, spoczko ogólnie :) Ważne, że drugi wątek jakoś Ci pasuje, wszystkiego lubić nie trzeba :D

  5. kaczuch_A pisze:

    Dean dorasta xD jestem z niego dumna i bardzo lubię to, że się wyprowadził, to takie dojrzałe xD ciekawe kiedy szfuńco przyjdzie go odwiedzić i zostanie na noc xD Jaz i Marvin..ok seksik był, czułostki były, ale średnio lubię o nich czytać, nie wiem są zbyt idealni, a seks w ich wykonaniu ma dwie skrajności, najpierw się wyzywają w przypływie podniecenia, moja kurewka etc. a później się czule obejmują, splatają dłonie itp. ta druga część mi się bardziej podoba, jakoś nie przepadam za świntewskami w sypialni, salonie, kuchni xD

  6. Katka pisze:

    Alexa, oooch chciałabym być na parapetówie u Deana :) Tyle ładnych ciałek do oglądania! No i tak, wszystko ma swoje plusy i minusy – chłopaki mają chatkę dla siebie, ale też z Deanem było wesoło. Jednak uważam, że trochę prywatności im się przyda. I ciekawe spostrzeżenie co do chłopaków z orzechowymi oczami! Może coś w tym jest! To już wiemy, jakich trzeba szukać dla siebie :D

  7. Alexa Rebel pisze:

    To wbijamy na parapetówe do Dean’a!!! Będzie wesoło :P
    W sumie fajnie, że już się wyprowadził i chłopaki mają znowu wolną chatę no a z drugiej strony było weselej w gromadce :)
    Oj dobrze chłopcy korzystają z wolnego mieszkanka :D

    A tak wogóle to widzę, że faceci z orzechowymi oczami są taaacy słodcy i kochający *-* (wnioski bo Jaz i Shane) Ja też takiego chcę….!!! :)

  8. Katka pisze:

    O., najwyższy czas dla Deana by się ustatkować :) Co do własnego kąta i własnego faceta, to jeszcze nawet pracę ma! I własne dildo XD Chłopiec nam dorasta bardziej, niż się starzeje, bo to młoda duchem istotka. Hehe, no i słodkości co za dużo to niezdrowo, więc ostrzejszy seksik musiał być XD Co by mu się Marvinek za bardzo nie roztopił.

    Liv, „Ale stary to będzie dopiero wtedy, jak jego striptiz przestanie być seksowny… Chyba nie tak szybko.” Haha jakie określenie XD Ale w sumie coś w tym jest XD Na szczęście, tak jak mówisz, to raczej nieprędko. Szczególnie że dba o kondycję i wygląd, więc jeszcze nacieszy Harleya swoim tańcowaniem. A co do dilda w seksie u chłopaków – nooo, mogłoby to być fajne urozmaicenie, a chyba już dało się dostrzec, że tej parze urozmaicenia trzeba. Ogólnie pochwalam. Może więc im się kiedyś taka zabawa przytrafi. Choć wspomnienia o Orvelu mogą być przeszkodą… Jasper jednak chętnie je wyleczy XD

    Mati, „A raczej słodko-mocno-słodko :D” – tak się powinien rozdział nazywać XD Zgadzam się, tego nie jest w stanie nic zaburzyć poza Marvinowym szukaniem innych rozrywek, ale jak mówisz, Jasper zadba o to, by żaden inny penis mu w głowie mu nie było! :D

  9. MatiMati pisze:

    Ooooł, jak słodko :) A raczej słodko-mocno-słodko :D Cudowny rozdział. Takie słodkie czułostki w samochodzie Marvina i Jaza, taki mocny super seks i jeszcze lepsze czułostki po nim. No czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, żeby Marvinkowi do główki nie przyszło rozglądanie się za innymi. Ale to po takim seksie chyba mało realne.

  10. Liv pisze:

    Dean wyfrunał z gniazdka :’)
    I racja, że jego „starzenie się” jest urocze. Ale stary to będzie dopiero wtedy, jak jego striptiz przestanie być seksowny… Chyba nie tak szybko.
    I kiedyś nie lubiłam na bardzo Marvina i Jaspera, ale teraz takie rozdziały to czysta przyjemność :3 Wg powinni razem zabawić się tym dildem Marvina. Takie urozmaicenia dodają jeszcze więcej pikanterii xd Ciekawe czy Marvin by chciał, po tym co zrobił mu Orvel.
    Dean wyfrunął z gniazdka! cc; Jestem dumna.

  11. O. pisze:

    !! Niech Marvin uważa, ostatnio w zoo we Wrocławiu tygrys zjadł opiekuna. Wiem gdzie go zawieść w razie problemów ze szwędającym się tyłkiem xD
    Żeby nie było pochwalę Deana (choć w głowie mam „Jasper, Jasper) miło że się starzeje, to można pod obrazę wziąć ale traktując o jego stylu życia – jest mu to serio na rękę. Własny kąt i facet, nie pogardziłabym do tego kotem xD
    Jasper!! Niby taki słodziaśny dziś był i prawił słodkości ale nie było to mdłe i odpychające xD zrównoważył to seksem xD Marvin naprawdę ma szczęście! Oby tylko nie puszczał swych słów na wiatr, wiecie tak z przyzwyczajenia. Mi też jest lepiej gdy są sam na sam <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s