Newton’s Balls – 11 – Coś za coś

Chase spojrzał na psa, który właśnie obwąchiwał róg budynku. Szedł na luźnej smyczy, bez kołnierza, bo chłopak cały czas na niego uważał, ale wciąż w bandażach. Był zadowolony, że został zabrany na taki długi spacer, a nastolatek, że mógł go wziąć. Napisał rano do swojego kuratora z pytaniem, czy jest w domu i czy może zabrać psa na kilka godzin albo nawet na cały dzień. Ten odpisał mu, do której jest w domu. Chase zabrał się więc na rower i pojechał do mężczyzny. Obiecał sobie przy tym, że zabierze tylko psa i bez żadnych rozmów wyjdzie. Okazało się to prostsze niż przypuszczał, bo nawet nie musiał dobijać się do drzwi wejściowych. Widząc jeszcze samochód na podjeździe, swój rower zostawił na terenie posesji, za płotem, i spróbował dostać się do mieszkania przez drzwi kuchenne. Okazały się otwarte. Jego odwiedziny w żaden sposób nie były jednak tajne, bo Tank rozszczekał się na powitanie.
Chase wymienił z Courtneyem z dwie średniej jakości uprzejmości, a przede wszystkim dowiedział się, kiedy ten wróci, aby oddać na noc psa i… poszedł. Zostawił rower, zabrał psa i udał się na miasto.
Tank na szczęście nie reagował agresywnie ani ze strachem na inne psy, które mijali po drodze. To napawało Chase’a optymizmem, że sytuacja z walkami psów nie wpłynęła na niego wyjątkowo boleśnie. A przynajmniej miał nadzieję, że nie wyjdzie to kiedyś w najmniej spodziewanym momencie. Mimo tych wszystkich pozytywnych obserwacji nie zabrał Tanka w najtłoczniejsze ulice miasta, a raczej te mniej uczęszczane, spokojne, blisko parku.
Nie mógł dzisiaj spotkać się z Gabrielem i Raphaelem, bo rodzice zabrali ich do rodziny na kilka dni. Z tego też powodu dzisiejszą noc spędził u Roya. Ten jednak też miał plany na dzień, więc Chase włóczył się sam z psem. I był pewien, że nie trafi na nikogo znajomego, ale się przeliczył. Kiedy przechodził obok niedużego sklepiku z książkami i komiksami dobiegł go bardzo znajomy głos i to w bardzo znajomym tonie. Pisku Philipa, kiedy ten był przestraszony, nie pomyliłby z niczym innym, bo sam go nie raz wywoływał. A teraz usłyszał go zza zakrętu wiodącego do zaułku za sklepem.
Pociągnął Tanka bardziej do siebie i z jedną dłonią w kieszeni i ciekawością w głowie zajrzał za róg budynku, co tam się dzieje.
Zobaczył, jak jakiś dzieciak, wysoki, ale możliwe, że młodszy od samego Philipa Newtona, sadza go brutalnie na jednym z pustych koszyków, jakie licznie stały w tym miejscu. Philip opadł bezwładnie i wbił pełne przerażenia oczy w chłopaka nad sobą. Było jeszcze dwóch, którzy stali obok. Jeden podrzucał w dłoni komórką i właśnie zwrócił się do zastraszonego nastolatka.
— To co, poczytamy sobie twoje smsy, o ile w ogóle masz z kim pisać? A może masz tu jakieś zboczone fotki, jak dajesz się posuwać swojemu psu? — śmiał się, mówiąc to i odblokował telefon.
— Zostawcie to i zostawcie mnie! — pisnął przestraszony Philip i chciał się unieść, ale dostał plaskacza od tego, który go posadził. Od razu stęknął i złapał się za twarz.
Chase skrzywił się, przyglądając się temu przez chwilę. Philip jak zawsze sobie nie radził. A te jego piski i błagania… Czy chłopak w ogóle zdawał sobie sprawę, że to podsycało chęć jeszcze większego maltretowania go?
— No gdzie ty to masz? Hmm… a może mamy sobie go pożyczyć na stałe? — Znowu jeden z młodych chłopaczków zaśmiał się, bawiąc się komórką Philipa, a Chase stał tak i patrzył. W końcu jednak pewna myśl zaświtała mu w głosie.
— Ej! — krzyknął, aby zwrócić na siebie uwagę i wszedł razem z psem przy nodze głębiej w zaułek.
Trójka młodych chłopaków uniosła na niego spojrzenie i momentalnie spojrzała na psa. Ściągnęli brwi z dystansem tak synchronicznie, jakby wszyscy byli sterowani jednym pilotem. Philip za to skulił się w sobie i obserwował zbliżającego się nastolatka z napięciem.
— Co jest? — ten z chłopaków, który posadził wcześniej swoją ofiarę, zwrócił się do Chase’a.
— Nie wiem. — Chase wzruszył ramionami, zbliżając się bardziej do młodszych, teraz już to widział na pewno, chłopaczków. — Może się odpierdolcie i wypad? Hm? — zasugerował, mierząc ich zobojętniałym i pogardliwym spojrzeniem.
Chłopacy popatrzyli po sobie i roześmiali się głośno.
— No jasne, już w podskokach, kurwa — odpowiedział ten trzymający telefon Philipa. Najwyższy z nich wszystkich, ale wyjątkowo chudy. Miał jednak markowe ciuchy, drogie buty i włosy na żeliku. — A może ty się zawrócisz i pójdziesz tam, gdzie sobie tak z tym mumio-wypłoszem lazłeś?
Chase nie okazał po sobie zirytowania, mimo że je poczuł. Gnojek, który najwyraźniej miał wszystko, jeszcze szukał dodatkowej rozrywki i do tego, a chyba co ważniejsze, właśnie obrażał jego psa.
— Zamknij mordę, chuderlaku, i wypierdalaj albo ten wypłosz odgryzie ci nogę! — syknął, a Tank, czując wzrastającą złość swojego właściciela, schował język do pyska i bardziej nadstawił uszy. Był czujny. Jeszcze nie agresywny, ale już czujny. Jakby tylko czekał na obrót wydarzeń.
Philip przełknął ślinę i podkulił pod siebie kolana, od razu wycofując się bardziej na koszach pod mur.
Trójka chłopaków za to popatrzyła uważnie na psa, a ten, który dotychczas tylko stał z tyłu, rzucił niepewnie do kumpli:
— Ej, może se darujmy, co? Oddaj mu ten telefon, Hank, i spadamy…
— Zamknij się, Pała, kundla się boisz?! Trzech nas jest, a to tylko jeden koleś i pies, którego by tłusty kot mojej babci pokonał!
Miał już zaśmiać się na koniec swojej kpiącej odpowiedzi, kiedy nagle się skulił od mocnego ciosu z pieści w brzuch. Zaraz po tym został szarpnięty za ubrania i pchnięty wprost na stojące pod ścianą kosze. Te z hukiem się obaliły, głównie na niego. Pies od razu zaczął szczekać i warczeć, stojąc tuż obok Chase’a, który spojrzał na pozostałą dwójkę.
— Który chuj następny?! — krzyknął, czując wzrastającą mu żyłach adrenalinę. Uczucie było, co tu dużo mówić, cudowne.
Ten, który jako pierwszy zakwestionował decyzję kumpla o trzymaniu się swego, popatrzył po wszystkich i bez słowa wybiegł z zaułka. Bardzo szybko, jakby się bał, że pies zacznie biec za nim. W tym czasie Philip, widząc swoją komórkę upadającą na ziemię, zeskoczył z kosza, wziął ją i odsunął się szybko kilka kroków dalej, pod bezpieczne rejony przy sporym kontenerze.
Został więc jeszcze jeden chłopak, który chyba dłuższą chwilę nie wiedział, czy w ogóle powinien się ruszyć w obliczu warczącego na niego psa. W końcu jednak zdecydował i zamiast wdać się z Chasem w bójkę, doskoczył do powalonego kumpla i dosłownie wydobył go spod koszy. A potem, przewracając się po drodze, obaj wybiegli z zaułka.
Chase jeszcze spojrzał za nimi, a potem kucnął obok psa, który powarkiwał jeszcze za zbiegami. Czując jednak uspakajającą dłoń na głowie, przestał i zaczął dopraszać się pochwały. Chase bynajmniej mu jej nie szczędził. Uważał, że ma najlepszego psa na świecie.
— Em… — usłyszał nagle niepewny głos Philipa, który ściskał w szczupłych palcach telefon. Ubrany był w czerwoną podkoszulkę z logiem ich szkoły, krótkie szorty i trampki i przedstawiał sobą wręcz tarczę, do której każdy nabuzowany nastolatek mógłby celować. — Dzięki za… za pomoc…
Chase spojrzał na niego i w końcu się wyprostował. Podszedł do niego blisko, aż Philip oparł się plecami o ścianę, która była za nim.
— Jesteś strasznym frajerem. Prowokujesz wręcz, aby ci włoić. I… — Przewrócił oczami, wbijając dłoń w kieszeń. Odsunął się od młodego Newtona. — Potraktuj to jako moje przeprosiny. Te sądowe.
Wyłupiaste ślepia młodszego chłopaka zrobiły się jeszcze większe w wyniku zaskoczenia, przez co miało się nieprzyjemne wrażenie, że zaraz wyskoczą mu z orbit.
— Okej… To ten, przeprosiny przyjęte — wydusił i nawet nieśmiało się uśmiechnął.
Chase prychnął pod nosem i klepnął go w ramię dłonią.
— I git. Jeden, kurwa, do przodu — mruknął do siebie i odwróciwszy się, ruszył w stronę ulicy. — Tank, chodź. — Podciągnął jeszcze za sobą psa, który w międzyczasie doszedł do wniosku, że obwącha nieznajome nogi.
Usłyszał za sobą szybkie kroki, a Philip po chwili zrównał się z nim. Był od niego sporo niższy, więc kiedy wyszli za zakręt i zwrócił się do niego, musiał mocno zadrzeć głowę.
— Fajnego masz psa… Co mu się stało?
Chase spojrzał na drugiego chłopaka z góry.
— To i owo. Nie twoja sprawa.
Philip zgasł momentalnie i spuścił wzrok pod nogi. Szurał podeszwami trampek po chodniku, kiedy szedł.
— A… a ten… bo ja mam pytanie… Czy byś chciał może… trochę zarobić. Wiesz, w sensie w szkole… — zaczął mówić coraz szybciej, jakby się bał, że jeśli nie skończy, to zrezygnuje w połowie. — Jak… jakbyś mnie chronił przed innymi uczniami, to bym ci o… oddawał trochę swojej kasy. Co o tym… myślisz? — Na koniec zerknął na niego z napięciem i błaganiem w oczach.
Chase znowu na niego zerknął. Najpierw z zaskoczeniem, a na koniec z surowym zmarszczeniem brwi.
— A potem twój popierdolony brat by znowu się na mnie rzucił, że wymuszam za ochronę od ciebie kasę? Nie ma szans, szczurku. Naucz się lepiej nie być tarczą — fuknął, a Tank uniósł łeb, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku.
— Ian by się nie dowiedział! Idzie do wojska we wrześniu, już go nie będzie w mieście. A ja… ja bym ci tylko mówił, kto mnie… mnie… mnie gnębi i ty byś mógł być temu komuś… „powiedzieć”, żeby mnie zostawił w spokoju — głos Philipa zrobił się coraz bardziej proszący, a sam chłopak niemal wlazł na Chase’a, wgapiając się w niego z nadzieją. — Proszę…!
Chase wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze nosem, coraz bardziej się irytując wraz z potokiem słów. W końcu zatrzymał się i szarpnął chłopaka za ramię, które złapał, zatrzymując się. Pochylił się do Philipa i odparł najspokojniej jak w tym momencie umiał:
— Nie będę robił za twojego psa na posyłki. Nie tylko tobie to nie pomoże, ale i mi zaszkodzi. Nie zachowuj się jak pizda, to nie będą cię gnoić.
Philip ściągnął boleśnie brwi i spróbował się wyrwać.
— Puść mnie, to boli — wydusił. — I ja… nie mam takiego psa i nie jestem taki wysoki jak ty! I nie umiem się bić ani nawet przebiec dwa razy stadionu bez zadyszki. Tobie to… łatwo powiedzieć tak — jęknął.
Na szczęście właśnie przechodzili obok prawie pustego od ludzi parkingu, więc żaden przechodzień nie zwrócił na nich uwagi. Co najwyżej ludzie w przejeżdżających samochodach, ale nie byli tym na tyle zafrasowani, aby się zatrzymywać i pomagać Philipowi. Tak samo jak w szkole. Wszyscy widzieli, jak się nad nim znęcano, ale nikt nie chciał się wtrącać.
— Nie gadaj, że cię to boli. Zachowujesz się jak laska. Nie masz w ogóle jaj? — Chase spytał, ale jednak go puścił, po czym prychnął i stuknął go palcem w czoło. — I tu masz więcej niż połowa kmiotów. Wykorzystaj to.
— Jak? Mam im zadawać łamigłówki?! — Philip podniósł głos i przestąpił z nogi na nogę. Wyglądał na zrezygnowanego i mającego dość swojej sytuacji wśród rówieśników.
— Ja mam ci to powiedzieć? — Chase prychnął i pokręcił głową, ruszając dalej przed siebie. — To nie ja mam w chuj dobre oceny. Jak mam więc ci powiedzieć, jak przechytrzyć debila?
Philip zamilkł i podążył za nim. Dopiero po przejściu przez przejście dla pieszych się odezwał.
— I tak nic nie wymyślę i dalej mnie będą gnębić. Jeszcze jak ty tylko brałeś kasę, to nie było najgorzej. Ale jak robią to dla zabawy, to jest strasznie… Tata chce, żebym zmienił szkołę.
— To się poddasz. — Chase pokręcił głową, na razie z niewiadomego powodu pozwalając chłopakowi iść ze sobą. Chociaż powoli irytowało go to jego marudzenie. — Weź spróbuj się zachować jak człowiek, a nie worek treningowy. Albo nie wiem… zaszantażuj kogoś, kłam. Nie wiem.
Philip spojrzał na niego bez większej nadziei, po czym wbił wzrok pod nogi, na chodnik, po którym kroczyli.
— Łatwo powiedzieć… — mruknął, akurat w momencie, kiedy rozległ się dźwięk nadchodzącej wiadomości. Szybko więc sięgnął do spodni i spojrzał na swoją komórkę. — O, Freddy już jest wolny. To… to ja idę w swoją stronę, bo… no, umówiony jestem — powiedział do swojego towarzysza takim tonem, jakby czuł, że mało go to interesuje. — I jeszcze raz, wiesz… dzięki — mruknął, zatrzymując się.
Chase też przystanął i na moment spojrzał w bok, robiąc kwaśną minę.
— Serio mówiłem, Philip. Każdy ma jakaś tajemnice czy słabą stronę. Albo coś, czego się wstydzi. Użyj głowy. Masz trochę wakacji — poradził mu, po czym zwyczajnie się odwrócił i ruszył w swoją stronę.

***

Z Tankiem wrócił do Courtneya mniej więcej o tej samej porze co wczoraj. Tym razem jednak auto było czyściutkie i stało na podjeździe, więc mężczyzna był w domu. Już na podwórku pies wyprzedził Chase’a i pobiegł do drzwi od strony kuchni. Wyglądał, jakby już się tu nieźle zadomowił. Obszczekał drzwi, spoglądając to na nie, to na swojego właściciela, który kroczył po kamyczkowej drodze w jego stronę.
Chase zaśmiał się pod nosem.
— Już się zrobiłeś domowym pieskiem? Powodzi się, mała cholero — rzucił do psa z rozbawieniem, naciskając na klamkę, aby wejść do środka. Nie fatygował się pukaniem, pies i tak robił dość hałasu.
Zaalarmowany tym gospodarz najwyraźniej szedł otworzyć psu, ale zatrzymał się na widok chłopaka. Był przebrany w ciuchy po domu, bo wyglądał dużo mniej formalnie niż zwykle. Wytarte, czarne jeansy, a do tego biały podkoszulek. Był boso.
— Dobry wieczór — przywitał się, uśmiechając się najpierw do chłopaka, a potem kucając. Tank od razu do niego podbiegł, więc mężczyzna wytarmosił go za uszy.
— No… Siema. — Chase zatrzymał się w progu i oparł o futrynę. — Nie boisz się za bardzo włamania.
— Zamykam na noc. Poza tym mam broń — odpowiedział Courtney i wstał, a pies popędził do salonu, najpewniej do swoich misek. — Jesteś głodny? Odgrzać ci pizzę?
— Ee… Myślałem, że już będę szedł… — Nie ruszył się z przejścia. Nie tylko wyglądał, ale i był niepewny, co powinien w takich nowych dziwnych okolicznościach robić i jak się zachowywać w obecności mężczyzny… który mu strzepał, siedząc mu na kolanach.
— Chodź, najpierw zjesz — Courtney zdecydował za niego i podszedł do lodówki. I jeśli Chase miałby się jeszcze wahać, to widok pizzy od razu przemówił za tym, żeby zostać. Na pierwszy rzut oka widać było, że była domowa i bynajmniej Courtney nie oszczędzał na składnikach. Samo ciasto było puszyste, a na górze widać było wędzony boczek, suszone pomidory, czarne oliwki, rukolę i ser mozzarella. Na blaszce brakowało tylko jednego kawałka, więc Courtney pewnie tyle dotychczas zjadł. — Umyj ręce — kurator rzucił jeszcze do chłopaka, kiedy przekładał kawałki na talerz, aby dać do mikrofali.
Chase przestąpił z nogi na nogę, ale wszedł w końcu szybko do środka.
— Mogę zjeść zimną. Taką, nie musisz grzać — zapewnił, pamiętając, jak zawsze u niego w domu smakowała odgrzewana pizza. Wolał wtedy zdecydowanie tę z lodówki.
— Ser będzie lepszy, jak trochę zmięknie — zasugerował Courtney, już z talerzem w dłoni, który chciał wsadzić do mikrofali.
— A ciasto nie będzie takie… pfrrr? — Chłopak wystawił język i wydał z siebie dźwięk podobny do powietrza uciekającego z balonika.
Courtney zaśmiał się momentalnie i odpowiedział z uśmiechem:
— Będzie takie „mmmmm”. Grzeję — stwierdził ostatecznie i wsadził talerz do mikrofalówki. — A ty idź do łazienki, zaraz przyniosę do salonu.
Chase wzruszył ramionami i w końcu udał się do łazienki, aby umyć dłonie. Nawet jeśli nie będzie pizza taka, jak Courtney mówił, to zje. Ostatnią rzeczą było u niego bycie wybrednym przy jedzeniu. Mógł zjeść, co dostanie. I do tego za darmo.
Po umyciu rąk w salonie poczekał chwilę na swojego kuratora. I teraz wszystko wyglądało inaczej, kiedy patrzył na te meble. Szczególnie kanapa przywodziła na myśl słowa tamtego kolesia w telefonie, a fotel przypominał o ich ostatnim… incydencie. Do tego drzwi do sypialni były otwarte i Chase doskonale widział niskie łóżko z czarnego drewna, z fioletową pościelą i starannie ułożonymi poduszkami. Czy tam też dawał dupy innym facetom? Pewnie tak, skoro był na tyle chętny, aby zrobić coś takiego z takim nastolatkiem jak on. Chase’a ciekawiło, czy był łatwy. I czy jeśli gejowstwa nie ma po matce, to może to po niej odziedziczył? I on sam w tym wszystkim… W co się wpakował, a raczej, czy też taki był? Czy mimo bycia hetero, jak sam o sobie myślał, byłby w stanie przespać się z facetem? I co ważniejsze, czy coś przez to by się stało? Naraz przypomniał sobie swoje własne słowa, jakie kierował do Philipa o tym, że każdy ma słabość, każdy ma słaby punkt. Cóż, jeśli by faktycznie zrobił coś więcej z Courtneyem, to jakby ktokolwiek się o tym dowiedział, to na pewno spokojnie mógłby go wyjawieniem tej informacji szantażować. Aż zimny dreszcz przeszył mu plecy.
Te rozmyślania przerwał mu zapach pizzy, jaki rozniósł się po salonie, kiedy Courtney wszedł do środka. Miał w rękach dużą tackę. Spoczywały na niej dwa talerze. Na jednym były dwa duże kawałki pizzy, a na drugim jeden. Do tego wysokie szklanki z colą z lodem oraz trzy sosy: pomidorowy jasny, pewnie łagodny, pomidorowy ciemny oraz barbacue. Postawił wszystko na stoliczku, a przed Chasem znalazł się talerz z dwoma kawałkami.
— Jak wam minął dzień? — zapytał przy tym, samemu siadając obok niego na kanapie. Ale tak, żeby go nie dotykać udem czy ramieniem.
Chase odruchowo wzruszył ramionami, sięgając już po jedzenie.
— Spoko.
Courtney najpierw polał obficie swój kawałek ostrym sosem.
— Spoko? Nic ciekawego się nie wydarzyło? Byłeś gdzieś z kumplami? Bo rozumiem, że nadal u któregoś nocujesz? — zapytał i ugryzł.
— U Roya dzisz — Chase odparł z pełnymi ustami. Cały czas zastanawiał się przy tym, czy iść stąd, czy… „coś” zrobić. — A i… widziałem Philipa.
— Mm? — Courtney przekręcił głowę w jego stronę i oblizał wargi z sosu. — Rozmawialiście?
— Trochę — Chase burknął pod nosem i zdarł kawałek boczku z pizzy. Zjadł go oddzielnie. — Powiedzmy nawet, że przyjął moje… przeprosiny — prychnął kpiąco na koniec.
Kurator od razu się uśmiechnął i delikatnie stuknął swoją szklanką w jego, nim się napił.
— Więc jedne przeprosiny zaliczyłeś. Jestem z ciebie dumny.
— Przy okazji wyszło.
— Ważne, że wyszło. Będę mógł to napisać w następnym raporcie.
— A na Iana mam czas do września — Chase mruknął posępnie, dalej jedząc.
— Września? Dlaczego?
— Bo podobno idzie do wojska czy coś.
Courtney ściągnął delikatnie brwi i przytaknął. Oparł się wygodnie o oparcie kanapy z talerzem z połową kawałka na nim.
— Masz jeszcze cały miesiąc — odpowiedział i zawahał się przez moment, patrząc na plecy chłopaka. — Jesteś spięty — powiedział w końcu.
Nastolatek westchnął ciężej i odrzucił na talerz jeszcze niedojedzony ostatni kawałek pizzy. Splótł palce obu dłoni ze sobą i potarł o głowę.
— A bo Philip pierdolił, że chce mi płacić za ochronę.
Courtney momentalnie wzmógł czujność i pochylił się znowu, odkładając talerz na stolik.
— Narobiłbyś sobie tym tylko kłopotów. Masz pracę, Chase, tego nie potrzebujesz.
— Odmówiłem mu. Nie ściskaj dupy — nastolatek prychnął i wrócił do jedzenia. — Ale tego karła jeszcze ktoś zgnoi w tym roku. Znajdzie się wiele chętnych na nasze zastępstwo.
— Więc zgłaszaj to dyrekcji. Chase, oni od tego są, żeby zapewniać uczniom bezpieczeństwo. Jeśli ktoś taki się znajdzie, trzeba to zgłosić i za drugim czy trzecim razem, jak inni zobaczą, że to nie uchodzi na sucho, dadzą mu spokój.
Nastolatek spojrzał na mężczyznę siedzącego obok jak na skończonego debila.
— Mam być, kurwa, kapusiem?
— Ważniejsze jest, żebyś nie był kapusiem, niż żeby niewinny dzieciak obrywał codziennie po dupie? — Courtney odpowiedział sceptycznym spojrzeniem, a z kawałka pizzy upadła mu na talerz oliwka usmarowana sosem. Sięgnął więc po nią palcami i wsadził ją do ust, po czym oblizał palce i dopiero wrócił do dalszego jedzenia.
Chase na sekundę za długo zapatrzył się na jego wargi.
— Jak dowiedzą się, że na nich podpierdalam, to też dostanę wpierdol. Aż tak tego szczura nie lubię, aby nadstawiać za niego karku. Niech się nauczy trochę życia.
— Wszystko da się załatwić tak, aby nikt się nie dowiedział — uznał kurator i skończył jeść, więc sięgnął już tylko po szklankę z colą i oparł się o kanapę. — Ale… cieszę się, że nie zgodziłeś się na to, co ci zaproponował.
— No raczej — Chase prychnął i wpakował sobie wielki kęs do ust. Najadł się. Był szczęśliwszy.
— Wybacz, że odgrzewana. Nie wiedziałem, o której wrócicie ani czy po wczoraj będziesz w ogóle chciał wejść dalej — Courtney rzucił po chwili, patrząc na niego uważnie, kiedy mówił ostatnie słowa.
— Zaprosiłeś pizzą — Chase odparł, jakby to wszystko tłumaczyło albo to Courtney był winny temu, że wszedł i teraz siedzi na kanapie w salonie.
— To muszę zapamiętać. Jedzeniem można cię przekupić — Courtney stwierdził z lekkim uśmiechem.
— Ej, bez przegin, co? Nie jestem Tankiem — prychnął Chase, sięgając po szklankę. — Dobre było, nawet że z mikrofali.
— Cieszę się. Kurs gotowania się opłacił — gospodarz odpowiedział z satysfakcją i odstawił pustą szklankę, po czym obejrzał się przez oparcie kanapy, aby zobaczyć, czy psu nie trzeba dolać wody. Miał jeszcze trochę w misce, a i najwyraźniej dzisiejszy dzień go zmęczył, bo właśnie spał na swoim posłaniu na boku i nie zwracał na nich żadnej uwagi.
Chase prychnął pod nosem.
— Chodziłeś na kurs gotowania? Jak przykładna żoncia? — Zaśmiał się.
— Nie, jako singiel, który chce umieć gotować. — Kurator znowu skierował na niego swoje spojrzenie, zostając jednak w pozycji trochę na boku, z ręką zarzuconą na oparcie kanapy. — Gdyby nie to, nie jadłbyś tu takich dobroci.
Chase pokręcił głową, rozsiadając się wygodnie na kanapie.
— To i tak mocno porąbane. I byli tam jacyś kolesie czy same żoncie… jak ty? — zakpił na końcu z uśmieszkiem na ustach.
— Feminizujesz mnie strasznie… — Courtney skomentował z rozbawieniem i dystansem do siebie. — Było dwóch mężczyzn, ale nie w mojej grupie. Było sześć grup po osiem osób w tamtym momencie, w mojej były akurat same kobiety.
— I nie zarywały cię?
— Tak, próbowały. Im bardziej zimny byłem, tym bardziej się starały, a nie potrafiłem wtedy powiedzieć im wprost, że jestem gejem. Poprosiłem więc pewnego mężczyznę, z którym zdarzało mi się wtedy sypiać, aby odebrał mnie raz z zajęć. Skończyło się podrywanie — zrelacjonował krótko, podpierając głowę na dłoni.
Chase chwilę milczał, po czym prychnął pod nosem i pokręcił głową. Nic przy tym jednak nie powiedział, chociaż myśl o tym, że jego kurator i jeszcze jakiś facet, który go pieprzy, robią scenę przed bandą kobiet, automatycznie pojawił mu się w głowie.
Courtney też nic nie mówił, a na pomyślenie o tym temacie, który w ogóle nie powinien między nimi istnieć, a jednak istniał, potrzebował chwili. Dlatego przełożył wszystkie naczynia na tacę i uniósł się.
— Zaraz wracam — oznajmił i zabrał tacę do kuchni.
Chase popatrzył za nim. Zerknął jeszcze za kanapę, sprawdzając, czy Tank dalej śpi, po czym też wstał i przeszedł do kuchni. Oparł się ramieniem o futrynę.
— Ten… To może będę spadać.
Kurator położył tackę na szafce obok zmywarki i odwrócił się do niego. Mimowolnie spojrzał po całej jego postawie.
— Jeśli chcesz. Ale wolałbym, żeby nie było pomiędzy nami niezręcznie… — powiedział ostrożnie. — Myślałeś o tym, co robiliśmy wczoraj?
Chase odwrócił wzrok na salon, wsuwając dłonie w kieszenie. Skrzywił się dziwnie i dopiero spojrzał na Courtneya z miną, jakby raziło go słońce.
— Trochę.
— Wolałbyś, żebyśmy o tym zapomnieli?
Nastolatek wzruszył ramionami.
— Nie wiem. Fajnie się jarałeś moją pałą i masz fajną dupę. Ale to… No, jesteś koleś, nie?
— Po pierwsze, wszystko zostaje pomiędzy nami, Chase. Po drugie… — w tym momencie Courtney nie wiedział, jak mu powiedzieć, że może się otworzyć i skoro czuje, że kręcą go faceci, to będzie z facetem szczęśliwy. Niekoniecznie miał na myśli siebie i to, co zrobili wczoraj, ale myślał o tym, że jeśli Chase był gejem, to im wcześniej to zaakceptuje, tym szczęśliwszy będzie. Ale wystarczyła mu ta krótka obserwacja wczoraj i posłuchanie jego teorii, żeby stwierdzić, że to nie jest na to właściwy moment. Lepiej by było, jakby po prostu pokazał mu jakoś, że rzeczywiście mogą go kręcić mężczyźni. I na ten moment uważał siebie za najlepsze do tego narzędzie. No… może nie najlepsze, a na pewno niewłaściwe, ale w tym momencie jedyne. — Po drugie orgazm to orgazm, nie będzie toksyczny, gdy spowoduje go mężczyzna.
Nastolatek psyknął między zębami i znowu zerknął na salon za swoim plecami.
— Niby… — mruknął. Przekonywał go ten ostatni argument. A i mężczyzna nie wydawał się chętny, aby wszystkim opowiadać, co zrobili.
— Pomyśl jeszcze o tym. Pomyśl, czego ty chcesz, a nie czego inni by chcieli od ciebie — dodał Courtney i wreszcie zaczął przekładać brudne naczynia z tacy do zmywarki.
— Wiem, co niektórzy by chcieli… A ty co chcesz? — Chase spytał, a jego wzrok utkwił na pośladkach mężczyzny, kiedy ten pochylał się, aby włożyć naczynia.
Courtney nie odpowiedział wprost. Nie mógł, bo wiedział, że to, czego chce, jest całkowicie sprzeczne z tym, co powinien.
— Jeśli chciałbyś to kontynuować, powiedziałbym „tak, chcę”. Jedyna moja nadzieja na zachowanie czystego sumienia tkwi w tym, że powiesz, że ty nie chcesz. Bo mi ciężko… — uniósł wzrok na chłopaka i mimowolnie spojrzał po całym jego ciele, zawieszając go na dłużej na jego dużych dłoniach i… wypukłości w spodniach — powiedzieć „nie”.
Chase uśmiechnął się pod nosem. Oderwał ramię od futryny drzwi i ruszył w stronę mężczyzny z dłońmi w kieszeniach.
— Ja pierdolę. Jaram cię, co?
Courtney również się wyprostował, stojąc z tyłkiem przy szafce. Zlustrował znowu chłopaka, delikatnie skubnął zębami własną wargę, po czym bez słowa przyciągnął Chase’a palcem za pasek jego spodni i pocałował go mocno.
Chase z początku się spiął, ale przeszło mu to chyba jeszcze szybciej niż się pojawiło. Wyjął dłonie z kieszeni i oparł o blat po bokach ciała mężczyzny. Naparł na niego, przymykając oczy i odpowiadając na pocałunek. Nie był on idealny, ale na pewno soczysty… i przechylający Courtneya do tyłu.
Mężczyzna stęknął cicho, nie oponując na takie zachowanie. Lubił to. Całował się z tym chłopakiem z zamkniętymi oczami, już teraz przekonując się, wręcz będąc pewnym, że cokolwiek by sobie teraz nie próbowali wmawiać, to tak już między nimi będzie. Dla obu mogło to być niezdrowe, a jednak obaj tego chcieli. Musieli mieć tylko nadzieję, że nikt poza Tankiem się o tym nie dowie i że będzie się dało nakierować Chase’a i jego postrzeganie świata na trochę przyjemniejsze w odbiorze. Co by nie rzucał tekstami jak w tej chwili.
— Mmm… jesteś chętny jak nawalona laska. — Zaśmiał się, na moment puszczając jego usta. Tylko po to, aby podzielić się swoim spostrzeżeniem.
Courtney znowu jęknął, ale tym razem z pretensją. Nie chciał być mimo wszystko postrzegany przez tego chłopaka jak chętna zwierzyna.
— Bo chcę się z tobą całować? — odpowiedział i znowu go cmoknął. Trzymał się przy tym jego bioder, aby czuć się stabilniej przy tej odchylonej do tyłu pozycji.
Chase uśmiechnął się odruchowo.
— No i się tak zabawnie gapisz — odparł, górując nad mężczyzną. Podobało mu się to, tak samo, że trzyma go w potrzasku między swoimi ramionami, ciałem i blatem.
— Gdzie się gapię…? — Courtney udał zdziwionego i jeszcze bardziej się odchylił, aby spojrzeć na krocze chłopaka. Niby przypadkiem lekko się o tę wypukłość otarł.
— Ogólnie. — Chase zaśmiał się i znowu pochylił do mężczyzny, całując go mocno. Biodrami przycisnął jego do szafek. Starał się przy tym nie myśleć, jak bardzo „pedalskie” jest to, co robi.
Courtney zamruczał z przyjemności i po chwili, wciąż pieszcząc się z nim językiem, objął go jedną ręką za szyję. Drugą położył na skraju blatu i podciągnął się. Kiedy już na nim usiadł, rozłożył nogi, żeby chłopak mógł być bliżej i dalej go całował. Niesamowite, że ten nastolatek w ogóle chciał to robić. Chciał się z nim lizać u niego w kuchni, dotykać go i uśmiechać się przy tym tak… uroczo.
Chase puścił jego usta i zlustrował go wzrokiem. Dla niego było to jak jakieś zaproszenie. Ewidentne wręcz zaproszenie. I bardzo seksowne. Chociaż… czy powinno być? Nadal czuł się nietypowo. Co prawda wydawało mu się, że wie czego chce, ale z drugiej strony… czy powinien tego chcieć?
— Mmm, serio lubisz rozsuwać te nogi — zamruczał i znowu go pocałował, łapiąc przy tym jedną dłonią za udo. Mocno je ścisnął i przesunął w górę. Był napalony, co mógł poradzić na to, że to skutecznie tłumiło zdrowy rozsądek i głosy kumpli w głowie?
Courtney wypuścił głośniej powietrze przez rozchylone usta, zerkając na jego dłoń na swojej nodze. Gdyby tylko Chase był mniej dominujący, mniej samczy i bardziej niepewny albo nieśmiały… to łatwiej byłoby mu to przerwać. Ale przez to, jak się zachowywał, czuł straszne przyciąganie do tego dzieciaka. Podniecała go jego postawa, jego zapach i dawno już nie czuł takich feromonów. A miał do czynienia z chłopakiem młodszym o dziesięć lat. Nie rozumiał, jak to się działo.
— Chyba rośniesz — rzucił po chwili, kiedy to wyczuł.
Chase na to stwierdzenie uśmiechnął się szeroko, z pewnością w oczach.
— Podoba ci się to — zamruczał nisko i liznął go po ustach. — Nie chcesz dziś zrobić tego, co miałeś?
— Tego co miałem zrobić? A co to takiego? — Courtney zapytał niewinnie, aby dać sobie czas na przemyślenie. Może powinien chociaż dzięki temu wpłynąć na chłopaka? A jakby musiał coś za to zrobić…?
— Laskę — Chase odparł najprościej, jak umiał i jeszcze chwycił drugą dłonią mężczyznę za tyłek. Tuż nad blatem. Przycisnął go bardziej do siebie.
Courtney stęknął, a potem lekko się uśmiechnął. Wciąż obejmował chłopaka za szyję jedną ręką, a teraz był do niego cały przyciśnięty.
— Myślisz, że tak łatwo ci ze mną pójdzie? Hm… obciągnę ci, jeśli do poniedziałku wymyślisz, na jaki sport chcesz się zapisać, by pójść na mecz.
Chase ściągnął momentalnie brwi i odsunął się trochę, aby poważniej i czujniej spojrzeć na twarz mężczyzny.
— To nie fair — burknął z pretensją.
Courtney chwycił się blatu, patrząc na niego spokojnie.
— Możesz w końcu też coś dla mnie zrobić, hm?
Nastolatek przewrócił oczami i jeszcze trochę się odsunął. Bardziej było dzięki temu widać pojawiający się w jego spodniach wzwód.
— Już o tym mówiliśmy! — fuknął poirytowany. Czuł się oszukanym.
— Chase, proszę cię. Pomogę ci tak rozplanować wszystko, żebyś znalazł czas. Nie musi być to codziennie, nawet nie każdego tygodnia. Wielu nastolatków coś trenuje, a dziewczyny lecą na sportowców — kurator na koniec dodał z trochę krzywym uśmiechem. Zeskoczył przy tym z blatu. — Zrób do dla mnie, a ja zrobię dla ciebie to, czego bardzo chcesz i co będzie bardzo dobre.
Nastolatek psyknął pod nosem i jeszcze cofnął się o krok. Nie podobało mu się to, co właśnie słyszał.
— Mówiłem już, że nie. Nawet jeśli teraz nie mam szkoły, to potem nie będę miał czasu. A to — wskazał na niego — jest skurczysyństwo — fuknął i odwrócił się, aby pójść w stronę łazienki, która była po drugiej stronie salonu.
Courtney spojrzał za nim ze swoją zarówno zawodową, jak i prywatną frustracją.
— Też czegoś od ciebie chcę… — rzucił pusto, pokręcił głową i w końcu odwrócił się do tacki, z której zabrał sosy, aby schować je do lodówki i w końcu zrobić tu porządek.
Po chwili, dłuższej niż dotarcie do łazienki, w końcu usłyszał trzask zamykanych od niej drzwi. Zajął się więc kuchnią, ale nie odsunęło to jego myśli od chłopaka. Chciał mu dać jakieś zmiany w życiu, by po wakacjach nie wrócił do swojej szarej rutyny, dodatkowo wzmocnionej o pracę u Newtonów. Chciał, żeby miał coś z życia i nawet jeśli teraz wymigiwał się brakiem czasu, to potem mógłby z prawdziwym utęsknieniem wyczekiwać kolejnych treningów, meczy czy cokolwiek by sobie nie wybrał. Widział, że ten chłopak jest fizyczny, więc podejrzewał, że takie zajęcie dałoby mu satysfakcję. Ale nie potrafił przełamać jego oporów, a nawet tak żałosne podejście jak proponowanie w zamian obciągu mu nie wychodziło.
Skrzywił się i w końcu wyszedł z kuchni, kiedy było w niej czysto. Upadł na plecy na kanapę, sięgając po swoją komórkę, aby bawiąc się na niej, zabić czas.
Chase wyszedł z łazienki po długim czasie. Courtney spokojnie mógł domyślić się, co tam robił, bo włosów nie miał mokrych od prysznica, ani też nie miał już wzwodu w spodniach.
Uśmiechnął się do niego lekko i odłożył komórkę na stolik, ale nic nie powiedział. Chase podszedł z oporem do kanapy i podrapał się po tyle czaszki.
— Dzięki za pizzę, będę spadać.
Courtney przytaknął i uniósł się.
— Mogę liczyć chociaż na całusa na koniec?
Nastolatek skrzywił się dziwnie. Odwrócił się za siebie, zerkając na Tanka, nadal śpiącego na swoim posłaniu z koców.
— Serio masz mnie za takiego debila…?
Courtney również wykrzywił usta i zagryzł wnętrze policzka. To wszystko było złym pomysłem. Wpakował się w coś, co nie było właściwe, a do tego zamiast jakoś poprawić ich relacje, to miał wrażenie, że strasznie je komplikował.
— Ta… Masz rację, idź. Do poniedziałku — odpowiedział, już nie patrząc na podopiecznego i podążając w stronę bieżni. Może chłopakowi to nie pomagało, ale jemu tak. Musiał się zmęczyć.
Chase obejrzał się na niego z większymi oczami. Mężczyzna w ogóle go nie zrozumiał, ale… czego się dziwił, skoro to był zupełnie inny poziom?
Poczuł się tylko znowu gorzej niż zwykle. Jak ostatni frajer, który albo nie umie niczego zrobić dobrze, albo o wszystko jest proszony jak przez Philipa. „Zrób to, a ci zapłacę.” Był zły.
Szybko podbiegł za Courtneyem, aby ten nie zdążył wejść na bieżnię stojącą w salonie. Z jednej strony chciał krzyknąć „Jeb się!” i wyjść, trzaskając drzwiami, a z drugiej… chwycić go za łokieć, odwrócić do siebie i krótko cmoknąć. Co też właśnie zrobił. W sumie, z drugiego planu też nie zrezygnował.
— Jeb się — syknął, kiedy tylko ich usta się rozłączyły i szybko pobiegł do kuchennych drzwi, aby wyjść z tego mieszkania.
Courtney z większymi oczami spojrzał za nim i zawołał:
— Chase, kurwa…!
Nastolatek jednak ani myślał się zatrzymywać. Już drugi raz dziś zatrzasnął za sobą drzwi.
Courtney skrzywił się i wyszedł pospiesznie drzwiami od frontu. Chłopak jednak już docierał do furtki kawałek dalej, a potem porwał swój rower i pojechał przed siebie. Kurator więc tylko uderzył ze złością pięścią w mur domu i dopiero potem wrócił do środka. Sam nie wiedział, co ma teraz zrobić i zdecydowanie go to wszystko irytowało. Było… ciężko.
Z posłania przy biurku spojrzały na niego psie, ufne oczy. Jedno było pewne. Chase na pewno się pojawi, aby go odebrać. Pytanie tylko… co dalej.

20 thoughts on “Newton’s Balls – 11 – Coś za coś

  1. Katka pisze:

    O., Ian w domu czeka, ale raczej w swoim łóżku XD Ale braterski przytulas mile widziany. Tak, wiem, liczysz na inny niż braterski XD No a co do Philipka i jego szantażu za pomocą informacji… Cóż, wszystko jest możliwe. Chłopak ma potencjał, tylko nie wiadomo, czy umie go wykorzystać. A Chase niech leniem nie będzie i się rozwija fizycznie! Bo jak widać nie tylko może potrenować, ale mu jeszcze za to w naturze zapłacą. Och, kto by tak nie chciał…

  2. O. pisze:

    Philip! Gdzie ty się na randki szlajasz jak Ian czeka w domu! Może w łóżku xD sio do niego na małe tulu tulu.
    Pomiędzy Chasem a kuratorkiem gęstnieje, może to będzie ta tajemnica która by Philip odkrył i wykorzystał? Przecież Chase może na siebie samego nakręcić bata.
    Jak to co dalej? Lodzik bo Chase wybierze jakiś sport xD

  3. Katka pisze:

    Kasia, instynkty opiekuńcze jakieś Chase na pewno ma. Wystarczy spojrzeć na to, jak się zajmuje Tankiem. Jest też stosunkowo dominującą osobowością. Wszystko tkwi w tym, w którą stronę te swoje instynkty ukierunkuje. „Może i chciał dobrze ale nie zabrzmiało to jakoś fajnie.” – taaa, to zawsze działa na zasadzie „chcę dobrze, a wychodzi jak zawsze”. Teraz, podobnie jak po tamtym pierwszym zbliżeniu, różnie może być z ich stosunkami, więc faktycznie jest się nad czym zastanawiać :D Się niebawem okaże :D

    Zuziia, uuu pojazd po Philipku XD No jak to się mówi, gusta i guściki, więc pewnie drugą część czytelników może dziwić, jak można lubić takiego kuratorzynę XD Fajnie w sumie poczytać tak odmienne teorie i upodobania. Dziękujemy za uznanie co do opowiadania :) Miło nam, że tak Ci się podoba! A zazdrość… hehe, no cóż, może w ciągu tych 75 rozdziałów gdzieś jej motyw się przewinie XD

  4. Zuziia pisze:

    Jak ja uwielbiam to opowiadanie :D Nie wiem czemu tak dużo osób lubi Philipa? Nienawidzę takich ciotowatych frajerków, którzy nie umieją sobie z nikim i niczym poradzić. Serio? Płacenie za ochronę? Jejuuu xD Co w nim takiego fajnego, halo?? xD Courtney jest super! CourtneyTeam :D Dojrzały, doświadczony ^^ i mądry. Wolę go i Chasea. Fajną parkę tworzą, chociaż moim zdaniem jakoś za szybko to wyszło. No i Courtney tak gada, że nie powinien a jakoś dalej w to brnie a Chase i jego „jeb się” …*_* to było takie mega urocze. Świetne jest to opowiadanie. Fajnie jak by się stało coś co wzbudzi zazdrość w którymś z nich :D Pozdrawiam! :)

  5. Kasia pisze:

    Moze w Chasie obudzą się jakieś instynkty opiekuńcze ? Fajnie by było gdyby się zaprzyjaźnili z Philipem, sama bym się nim zaopiekowała ale Chase ma szanse zrobić z niego bardziej męskiego faceta :) W każdym razie podobalo mi się zachowanie Chasea :) co do drugiej części rozdziału to miałam nadzieję że coś wyniknie z tego ich miziania, ale niestety Courtney popsuł atmosferę tym swoim tekstem. Może i chciał dobrze ale nie zabrzmiało to jakoś fajnie. Bardzo mnie ciekawi jak zachowa się Chase po tej sytuacji, czy ich stosunki się ochłodzą czy może przystanie na ten dziwny układ? Nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać do 25-go ☺ Pozdrawiam

  6. Katka pisze:

    Killcheerleader, hell yeah! Pragniemy fika! :D

    Asus, oooooch jaka miłość do Philipa! Powinien to usłyszeć, bo biedak nie czuje tego za bardzo wokół siebie i przez to taki zdołowany łazi tu i tam. Mama się nie liczy XD Ale opcja, w której przed taką mimozą jak on klęczy cała szkoła – taaa, to jest dobre. Jak taki mały, brzydki, niepozorny czarny charakter z kreskówek, który włada światem XD (skojarzył mi się Pilaf z Dragon Balla, jeśli ktoś kojarzy) „ale co gorsza nie krzyczało w mojej podświadomości głośne NIEEEE odnośnie tych umizgów… toż to dziwne jest…” – wcale nie co gorsza! Bardzo dobrze, że nie miałaś skrzywienia ;) Bo jeśli jako tako przyjmujesz do świadomości też taki układ, to dobrze w wypadku ewentualnych scen tej dwójki ;) Mnie osobiście bardzo cieszy takie podejście czytelników, którzy co prawda mają swoją wizję dalej akcji, ale są w stanie przyjąć też inną wersję, gdyby ta zaistniała. Bycie otwartym jest dobre XD Hehe, ogólnie widzę, że mieszamy Wam w głowach XD To dobrze, więcej refleksji i tak dalej :) Cieszy nas bardzo, że czytanie przyniosło frajdę :) I oczywiście dziękujemy za komentarzyk :D

    Neko-chan, chyba ogólnie istnieje u niektórych czytelników (mam wrażenie, ze w sumie dość pokaźnej grupy, patrząc chociażby na standardy w mangach yaoi) tendencja do lubienia takich małych, niewinnych, nieumiejących o siebie zadbać cosi. Nie dziwi mnie to, bo i ja mam typy, które szczególnie mnie przyciągają, mimo że są jakieś już mocno stereotypowe i przerabiane na trylion sposobów. Fajnie więc, że taka ofiara życiowa jak nasz Philipek zdobywa fanów :D Zawsze nas cieszy, gdy różne rodzaje postaci, że tak się wyrażę, zawsze znajdą swoich fanów. Nigdy nie ma kogoś, kogo nikt kompletnie nie polubi. Chwała różnym gustom. Co do Kukurydzy – uwierz, nie dziwi nas to XD Same mówimy na Courtneya kukurydzek, więc wszystko jest dozwolone (mamy nawet postać z nowego opowiadania, na którą wołamy Cipek, więc serio, dystans do własnych „dzieci” mamy XD). Boże, ale spróbowałam wyobrazić sobie każdą konfigurację postaci, jakie zaproponowałaś i naprawdę, niektóre są tak abstrakcyjne, że mogą się chyba znaleźć tylko w uniwersum pt. „Never-ever-going-to-happen-land” XD Wyczekiwanie na NB na bank szybko minie i jak sama mówisz – będzie co czytać po drodze ;) A co do maila – spoko, nie musisz wysyłać jeszcze raz :D Połapałyśmy się, który jest Twój :) Dziękujemy za udział :D

    Laurel, hehe, milutko, że rozdział trafił w czyjeś gusta, jeśli chodzi o kręcące ze sobą postaci XD Zabijać nie ma co, chyba NB nie jest aż takie zajebiste, by było godne czyjejś śmierci XD No ale, ale postaramy się naprawdę jak najszybciej wydać książkę, choć kurcze, jeśli chodzi o korektę, to wszystko w rączkach bet. Dzielnie działamy! Będziemy informować o każdym postępie.

  7. Laurel pisze:

    Rozdział super. Mega wciągający. Osobiście jestem wielką zwolenniczką pary Chase x Courtney, więc oby jak najwięcej o nich w kolejnych rozdziałach. Jest to moje ulubione opowiadanie z tych, które obecnie wydajecie, więc zabiłabym za możliwość kupienia e-booka. Książkowym wydaniem też nie pogardzę, ale pewnie trzeba będzie jeszcze na nie poczekać :-(

  8. Neko-chan pisze:

    Ah, właśnie wysłałam do konkursu odpowiedzi, tylko nie jestem pewna czy aby na pewno jest mój nick w podpisie. W razie czego przepraszam i mogę przesłać jeszcze raz :3

  9. Neko-chan pisze:

    PHILIP~! Stęskniłam, cioto moja kochana <3
    Znaczy… ten… nie żeby to było coś obraźliwego…
    No dobra, Philip jest taką ciotą, co tu dużo mówić, ale… Jeju, lubię go jakoś. Chyba po prostu większość takich ciapków, typowych ofiar mnie rozczula…
    I tak, chcę by był z Chasem. Ale, jak już poprzednio pisałam, Chase z Kukurydzą (przeczytałam komentarze i tak bardzo mi się spodobało nazywanie Courtney'a kukurydzą, że nie mogę się powstrzymać) też może być, ale chyba tylko pod warunkiem, że Chase będzie pasywem ._. Chociaż niezbyt czuję "chemię" między nimi. Pomiędzy Chasem oraz Philipem tak :D Tak w sumie, ciekawa jestem jak to się potoczy, bo w sumie sporo jest bohaterów. Nawet Gabriel, Raphael oraz Roy (dobrze pamiętam imię?) są w zakładce "postacie", więc myślę, że będą mieć jakąś większą rolę w opowiadaniu… Może spikniemy Gabriela i Philipa? xD Albo Rapha i Philipa! A Iana z Royem! Albo z Gabrielem! Albo z Raphem! Albo nie! Najlepiej: Philip z Kukurydzą, Ian z Raphaelem, Chase z Gabrielem, a Roy… 4ever alone ;-;
    Ten całus na końcu oraz "jeb się" było świetne. Takie… urocze, słodkie, adorable, i w ogóle genialne, że aż pomyślałam sobie "Oh, są razem słodcy!". Ale nie, wciąz nie czuję za bardzo chemii xD
    Mam nadzieję, że Philip w głębi siebie ma swoją ciemną stronę, ktorą wkrótce pokaże, postawi się wszyskim i będzie taki szok. Taki "killer mode" byłby świetny. Philip, trzymam za ciebie kciuki!

    Jeżu kolczasty, jak ja wytrzymam tyle do następnego rozdziału NB…? Ale po drodze jeszcze PD będzie, więc jest okay

    Pozdrawiam~!

  10. Asus pisze:

    YAAA Philipek się pokazał! i w tym oto momencie na mojej twarzy zagościł banan jak ich mało… przez was nabawię się zmarszczek T^T Olać to i tak warto! wracając do sedna, Phil, jak już taki mądry to faktycznie powinien pobawić się we wredną mende, zmrużyć swoje wyłupiaste oczka, przybrać uśmiech chochlika i rozruszać szare komórki w niecnych celach… ta wizja małego chuderlaczka przed którym klęczy cała szkoła niebywale mi się spodobała i nie chce mnie opuścić XD tylko że Philowi przydałby się chyba jakiś mocny impuls i troszkę mniej pesymistyczne myślenie. Niech ktoś to z niego wypleni!(ale niech jeszcze zostanie na chwilkę nieboraczkiem, lubię oglądać chłopców w opałach i dzielnych rycerzy w wersji współczesnej)

    Chase sobie wyszedł na spacerek;) bardzo podoba mi się jego miłość do Tanka <333 tak powinien kochać każdy właściciel. Jego forma przeprosin też spoko chociaż mógł się bardziej postarać, ale zdobył + gdy odmówił ochrony Phila i trochę mu nawtykał za ciotowate zachowanie^^ bardzo ładnie Chase!
    Ale minusiki też są T^T druga połowa była ciężka, przez te umizgi kuratorka i Chase'a nie mogłam cieszyć się rozdziałkiem aż tak bardzo… ale co gorsza nie krzyczało w mojej podświadomości głośne NIEEEE odnośnie tych umizgów… toż to dziwne jest… w każdym razie Kukurydza x Chase accepted (jak teraz się to zmieni to biada im, bo ja już Chasa z Philipkiem nie widzę, pójdzie na pustynię samotności razem z Ianem )… fakt że się sobą jarają do mnie przemówił i niechaj sobie żyją z tymi swoimi dziwacznymi kontaktami i nieodpowiedzialną postawą, macając się gdzie popadnie. Nieistotne.
    Uff teraz zastanawiam się z kim kto w końcu będzie… przez ten rozdział rozpadł się mój umysłowy happy end w postaci ChasexPhilip, ale bohaterów jeszcze dużo(i muszę przyznać, że niezmiernie mnie bliźniaki intrygują i jakby co to mogą sobie Phila przygarnąć XD) poczytamy zobaczymy.

    Rozdzialik naprawdę intrygujący i podsycający rozkminy o tym co dalej^^ i jak tu się uzbrajać w cierpliwość;)

  11. KillCheerleader pisze:

    Na gacie Merlina! Ale mnie wzięło na pisanie, zaraz wysmaruję fika o Philipie w kuchni :D A persona Damiana jest warta poznania, od wczoraj kisnę ze śmiechu po jego tekstach.

  12. Katka pisze:

    Kaczuch_A, ooo tak, zgadzam się totalnie! Kuchnia to mega erogenne miejsce, haha, o ile można to tak nazwać. Pewnie nie można XD No ale zdecydowanie blaty, stoły czy drzwi lodówki to fajne miejsca na numerek. No i high five co do starszych postaci. Chyba właśnie też dlatego tak długo hamowałyśmy się z pisaniem o nastolatkach (przed zaczęciem PD), bo jednak fajniej się pisze i czyta o dojrzalszych postaciach. Fajowo, że kuratorka lubisz :D

    Killcheerleader, jak tak lubicie kuchnię, to chyba powinnyśmy więcej seksownych scenek tam umieszczać XD Jeszcze trochę, a zrobimy jakiegoś fetyszystę lubującego się w seksie na mące! A tak na poważnie, jestem pozytywnie zaskoczona, ze tak bardzo ten rozdział przypadł Ci do gustu :) Oby było takich więcej i coraz to nowe pobijały rekord, hehe. A czas zleci szybciutko. Przeraża mnie to trochę w sumie XD

    Linerivaillen, już węgielki ich chemii się rozpalają, więc istnieje możliwość, że faktycznie będzie gorąco. Jedno jest pewne – lecą na siebie. Co z tym zrobią, to się okaże, bo jak widać, przeszkód jest bardzo wiele… „Dominujący romantyk” – podoba mi się to określenie! :D

    Damiann, „Philip jest bardziej ciotowaty ode mnie.” – zabiłeś mnie XD Pragnę Cię poznać XD Ale oczywiście, nie obrażajmy nikogo :) Philipek jest jaki jest, każdy ma wady, bądźmy tolerancyjni. Boże, ale co to za trauma z tym masłem? O.o Poważnie, zużyte w seksie masło zostało użyte przy gotowaniu…? W takich momentach dochodzę do wniosku, że naprawdę jeszcze wszystkiego nie napisałyśmy i wiele nas czeka, by przekroczyć wszystkie granice XD Szacun w każdym razie. A już co do potencjalnej parki Courtney x Chase… Przekonywać zdecydowanie nie zamierzam, więc zobaczymy, co tam wyniknie w trakcie i czy Twoje uczucia się zmienią, czy nie :) Ale masz rację, kukurdzek potrafi być niedojrzały XD Chociaż, żeby mu nie urągać, dojrzały także. Ma chyba w sobie trochę sprzecznych cech, które się uwydatniają w różnych sytuacjach. A żarcik przedni XD

    Psyche, hehe, mówiłam, że będzie Newton :D Spokojnie, jeszcze chłopaczek będzie, więc na pewno Twoja tęsknota zostanie zaspokojona ;) Uuu no ale wow, chyba nie było jeszcze takiej niechęci do kukurydzka XD Biedak, zaczyna zdobywać antyfanów. Ale można się było tego spodziewać XD Ciekawe, czy kiedyś Cię do siebie przekona. Dzięki za pozdrowionka, również Cię mocno ściskamy! :)

    Detere, kurcze, niestety nie planujemy ebooka, za to planujemy wydać NB w formie książkowej (nie wiem, czy Cię to interesuje ;)), w kilku tomach (4-5), tylko niestety wciąż trwają prace nad korektą, więc nie jesteśmy w stanie powiedzieć dokładnie, kiedy będziemy drukować. Ale wow, już jesteś którąś z kolei osóbką, która o to pyta, więc nam mega miło, że opko tak bardzo wciąga! :D

    Mati, hehe, Philipek biedny, chyba wiele ludzi na świecie go nie lubi. Chyba zaczyna do tego biedactwo przywykać… Co do kuratorka, fakt, było to troszkę dziwkarskie. Courtney chyba powinien czasem więcej myśleć, co mówi i robi (w przeciwieństwie do Chase’a XD). Oj a nasze okrucieństwo jest chyba już wszem i wobec znane XD Tak już mamy XD

    Saki, no na serio, czasem jesteś jak medium XD Ogólnie się zgadzam, Philip potrzebuje takiego rycerza w lśniącej zbroi. Sam to biedaczysko bezkontuzyjnie przez ten świat nie przejdzie. W ogóle może powinien sobie skołować takiego samego psa, jak Tank! To by był chyba dobry pomysł. Wielu ludzi boi się pit bulli. Co kierowało Chasem, by pomóc, to faktycznie dobry motyw do rozwagi. Bo nie wiadomo, czy chciał odwalić przeprosiny, czy serio ruszyło mu serduszkiem. Ale jak widzisz, ma w ogóle więcej negatywnych uczuć do Philipa niż pozytywnych, więc tutaj jest się nad czym zastanawiać. Chociaż mam nadzieje, że też widać, że jednak trochę zmięknął wobec niego, gdy się przekonał, że Philip jakoś nie ma mu specjalnie za złe tego wszystkiego i nawet mu jedzonko przyniósł! „Kukurydzek najwyraźniej nie ma na tyle silnej woli, by to przerwać, i pozostawia decyzję Chase’owi.” Dokładnie tak jest. I moim zdaniem (taaak, mimo że prowadzę kukurydzka) to złe podejście. W końcu to on jest tym dojrzałym i powinien w tej kwestii jakieś ramy ustalić, a zwala to na chłopaka. Chyba jednak po prostu myśli, że robi dobrze, że daje mu przestrzeń i tak dalej. Ech, wszystko ma dwie strony medalu niestety. Dziękujemy za komentarz :D Pozdrowionka!

  13. saki2709 pisze:

    W poprzednim komentarzu wspominałam o tym, że Philip potrzebuje rycerza, który obroni go przed złem tego świata. I jak na potwierdzenie moich słów zjawia się rycerz. Zastanawia mnie to, czy Chase pomógł Philipowi tylko dlatego, żeby odwalić swoje przeprosiny w najmniej upokarzający dla siebie sposób, czy po prostu nie mógł patrzeć, jak się nad nim znęcają. I ile razy będzie go tak jeszcze „przepraszał”. Philip rzeczywiście mógłby się trochę ogarnąć, bo czasem zachowuje się gorzej niż baba, ale i tak go lubię. Jest taki do tulania, ale czasem chciałoby się nim potrząsnąć i powiedzieć: weź się chłopie ogarnij. Może Chase da mu kilka lekcji samoobrony, albo jakieś rady, co zrobić, by przestać być żywym celem. Dobrze, że Chase nie zgodził się na bycie płatnym ochroniarzem chłopaka, bo to mogłoby tylko pogorszyć sytuację, zarówno Philipa, jak i jego własną. Przecież ma kuratora, a za darmo go nie dostał, ale za bójkę i wyłudzanie kasy. Ta cała ochrona w którymś momencie skończyłby się bójką, a groźby też są przecież karalne. Powodów jest na pewno więcej, ale nie chce mi się teraz nad tym zastanawiać i ich wszystkich wypisywać.
    Co do sytuacji z Courtney’em, robi się coraz bardziej skomplikowana. Mieszanie życia prywatnego z pracą rzadko kiedy wychodzi na dobre. Proponowanie loda w zamian za spełnienie jakiegoś warunku jest trochę… to trochę jakby się sprzedawał. No, może niezupełnie, ale… nie podoba mi się coś takiego i nie dziwię się reakcji Chase’a.
    Ta chemia między nimi jest tak duża, że nawet Chase musi ją czuć. Pytanie tylko, co z tym zrobi. Kukurydzek najwyraźniej nie ma na tyle silnej woli, by to przerwać, i pozostawia decyzję Chase’owi. Nie wiem tylko, czy chce, żeby chłopak to przerwał, czy kontynuował to… coś, co się między nimi zaczęło. Chyba jest rozdarty pomiędzy swoimi własnymi uczuciami, a poczuciem obowiązku i odpowiedzialności.
    Chase’a najwyraźniej ciągnie do kuratora, a w Philipie widzi tylko łamagę, nie potrafiącą sobie poradzić z życiem. Jak na razie większa szansa jest na to, że będzie z tym pierwszym, no chyba że coś się jeszcze w międzyczasie zmieni. Póki co nie wiem, czy Chase czuje choć odrobinę sympatii do Philipa, czy w ogóle ma do niego jakiekolwiek pozytywne emocje.
    Ciekawa jestem, jak to się wszystko rozwinie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny

  14. MatiMati pisze:

    Nie mogę się przekonać do Philipa, no nie mogę.
    Aj Courtney, taki duży chłopczyk a tak wpadł. Nie zazdroszczę im tej sytuacji. A oferta obciąga za wybranie tych zajęć była…dziwna. Taka trochę dziwkarska, wg mnie.
    Ale, z drugiej strony, to że Chase jednak na koniec cmoknął kuratorka i że wcześniej jednak się całowali, coś znaczy.
    W ogóle, jesteście okrutne. Akcja tak się toczy, Chase się dziwnie zachowuje, bo niby pedalskie wg niego to jest a jednak się całują, a tu jeb (wybaczcie) i koniec. Tak nie można :D
    A tak poza tym, oni do siebie nie pasują, wg mnie.
    Coś dużo tego „wg” :D

  15. Detere pisze:

    Takie jedno, malutkie pytanko: będzie dało radę kupić to opowiadanie w formie ebooka? Bo jest naprawdę świetne i to aż frustrujące, że trzeba czekać tyle na kolejny rozdział, kiedy chciałoby się pochłonąć wszystko za jednym razem :P
    Nie no, ja po prostu kocham tych bohaterów <3

  16. Psyche pisze:

    Pierwsza połowa rozdziału zajebista^^ w końcu znowu pojawił się Philip! Yaay^^ tęskniłam za nim. Mam nadzieję, że niedługo będzie go więcej i jeszcze więcej!
    Uch, nie znoszę Corna i to się chyba naprawdę nie zmieni. Poprzedniego rozdziału nie przeczytałam, a ten tylko do połowy, bo po prostu nie mogę go znieść. Naprawdę mnie irytuje xD
    Ale mam też nadzieję, że opowiadanie niedługo rozkręci się na dobre^^
    Powodzenia i pozdrowienia :D

  17. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Zrób do dla mnie, a ja zrobię dla ciebie to, czego bardzo chcesz i co będzie bardzo dobre.” – ,,to”
    Philip jest bardziej ciotowaty ode mnie. Chociaz… Jakby nie patrzec to az taka ciota nie jestem. Nie obrazajmy tu ciot i chudych, dobra?!! XDDDD
    Na dole ktos powiedzial, ze uwielbia takie akcje w kuchni. A ja tego nie lubie. To chyba uraz po pewnym opowiadaniu, w ktorym maslo sluzylo jako lubrykant, a pozniej to maslo zostalo przez nich uzyte do zrobienia jajecznicy. Matko… Jak patrze czasami na maslo to mam nieprzyjemny dreszcz xd
    Wydaje mi sie, ze oni do siebie nie pasuja. Wiem, wiem – milosc nie patrzy ani na wyglad, ani na wiek, ani w ogole na nic, ale Chase jest taki dziwny, a – jak ktos kiedys go tak nazwal chyba – Kukurydza jest zbyt dojrzaly. Nie czuje tego przyciagania miedzy nimi. Oni moze tak, ale ja nie.
    Chociaz nie. Co ja pisze. Kukurydza jest niedojrzala, bo robi niegrzeczne rzeczy ze swoim podopiecznym.
    Co bedzie, jak wszyscy sie dowiedza? Wywala kuratora z pracy. Biedny straci prace i pieniazki, a jego przyjaciolka mu nakopie ;c Chase tez nakopie…. Ale w prostate.
    Ale suchy zart xDDD

  18. linerivaillen pisze:

    Ta para jest cudowna i widzę, że będzie bardzo gorąco między nimi. Baaaardzoooo gorąco :D Chase widać jest dominującym romantykiem. No bo ma takie gesty… wiecie o co mi chodzi. Podoba mi się ich układ.

  19. KillCheerleader pisze:

    Znalazłam swój ulubiony tekst! ” Ja pierdolę. Jaram cię, co?” oraz to „jeb się” po przelotnym całusie na do widzenia :D Zgadzam się z Kaczuchą, blaty i kuchnie to świetne miejsca na małe co nieco ♥ ogólnie, rozdział genialny – jak dla mnie, na razie najlepszy ze wszystkich poprzednich. Tak sobie myślalam wcześniej, że może Chase nauczy Philipa jak nie być „pizdą”. BORU, kocham was, teraz tylko muszę przeżyć killa dni do PD i następne do kolejnego rozdziału NB.

  20. kaczuch_A pisze:

    Uwielbiam akcje w kuchni i na blatach kuchennych to takie jest mega gorące, jak dla mnie :D
    Oglądając zwiastun zastanawiałam się kto pójdzie do woja. I braciszek może iść, ja o nich wcale nie muszę czytać, nie przepadam za nimi. Bardziej kibicuję kuratorowi. Mam taką tendencję, że lubię czytać o postaciach starszych, niż tych w wieku szkolnym. Jakoś dorosły, dojrzały facet bardziej mnie kręci. I Tank jest świetnym psiakiem <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s