Bonus – Wyprawa do miasta

Czarno-granatowe skrzydła zatrzepotały w powietrzu głośno. Do tego doszedł skrzek i człapanie zębami. Maverick spojrzał na Flapa sceptycznie, burcząc coś pod nosem i mocno trzymając się za krwawiącą dłoń. Odetchnął przez nos z irytacji.
— Mógłbyś się czasem hamować! — warknął do stworzenia i pospiesznie ruszył w stronę ganku.
Pogoda była jak zwykle piękna, silny wiatr jedynie czasem wzbijał suchą ziemię w górę. Na przykład teraz, a kurz wpadł mężczyźnie do oczu, który aż się zatrzymał przy balustradzie na schodkach i spróbował przedramieniem wytrzeć oczy. Flap do tego podążył za nim, skrzecząc, najwyraźniej oburzony wcześniejszym wybuchem mężczyzny, kiedy znowu przypadkiem go użarł.
Maverick kopnął ze złości w schodek i wszedł pospiesznie do domku. Zatrzasnął drzwi dosłownie przed nosem swojego pupila. W domku już popatrzył w stronę sypialni, w stronę salonu i przed siebie. Cisza. A jemu krwawiła dłoń. Miał ochotę wyć.
Ruszył do kuchni, gdzie zwykle trzymali apteczkę i zaczął szperać po szafkach, plamiąc je czerwonymi kropelkami. Wreszcie uśmiechnął się szeroko, kiedy zastał pudełko z opatrunkami. Tak mu się przynajmniej wydawało. Rozczarował się jednak, kiedy położywszy pudełko na stole, otworzył je, a tam nie zastał już żadnego czystego bandaża, ani nawet spirytusu, żeby oczyścić ranę. Odetchnął powoli, żeby się uspokoić. Nie pomogło. Wywalił więc pudełko z nikłą zawartością na podłogę, a buteleczki porozwalały się po niej. Tak. Usatysfakcjonowało go to.
Dłoń jednak wciąż krwawiła i dawała o sobie znać tępym pulsowaniem. Rozejrzał się. Jakiś stary bandaż? Gdzie był niby, psia kość, stary bandaż?! I dlaczego nie było Nicka?!
Zirytowany do granic możliwości udał się do sypialni na poszukiwanie bandaża. Uff. Tam był. Leżał na szafce, zdjęty ledwo wczoraj, kiedy ostatnia rana się zagoiła.
Maverick stanął nad szafką, gdzie leżał bandaż. Brudny bandaż. Myślał chwilę. Hm… Wziąć, nie wziąć?
A czym innym ty, stary pryku, chcesz obwiązać to draństwo?! — skarcił się w myślach i zabrawszy bandaż, ponownie wyszedł do kuchni. Tam pobieżnie obmył swoją dłoń i zawiązał opatrunek byle jak. Wiedział, że to zły pomysł. Ale co innego mam zrobić? Przecież nie pojadę do miasta i nie kupię…
Aż zastygł na tę myśl. Zwykle w takich sytuacjach to Nicholas jechał do miasta, żeby kupić lekarstwa i opatrunki, bo on stanowczo odmawiał ruszania się poza ranczo. Teraz jednak był w kropce. Nick miał nie wrócić przez kilka kolejnych dni. W takim upale, przy takim beznadziejnym opatrunku, infekcja ma duże pole do popisu.
Jęknął głośno, kopnął jedną buteleczkę, która mu się nawinęła i szybko wyszedł z kuchni. Otworzył wejściowe drzwi i popatrzył w dół na Flapa. Ten siedział przed drzwiami i zobaczywszy swojego pana, przekręcił pyszczek pytająco.
— Jedziemy do miasta — oznajmił mu Maverick.
Flap zamrugał.
— Mi też się nie chce — mruknął mężczyzna, ale zbiegł po schodkach i ruszył w stronę stajni.
Flap bez wahania podążył za nim. Mężczyzna za to wszedł szybko do środka i trochę mniej sprawnie przez zranioną dłoń osiodłał swoją klacz i wyprowadził ją na zewnątrz. Sam miał na sobie brązową, luźną i potarganą w niektórych miejscach koszulę, której rękawy podwinął do łokci. Na to kamizelka z kieszeniami po bokach, a luźne spodnie wsunięte w czarne buty z ostrogami.
Wskoczył zwinnie na konia i kopnął go piętami.
— Hyaaa! — krzyknął, a zwierzę od razu pognało w wyznaczonym kierunku, wznosząc za sobą tumany kurzu.
Flap zaskrzeczał z tyłu i wzbił się w powietrze, lecąc tuż za nimi, podekscytowany całą wyprawą. Na pewno bardziej niż Maverick, którego mina mówiła jasno: Za jakie grzechy ja mam tam jechać?.

***

Widok miasta nie ucieszył ani klaczy, ani Mavericka. Co innego, jeśli chodzi o Flapa. Zaczął fruwać wokoło jadącej stępem kasztanki i skrzeczeć przeraźliwie. Na tyle, że Maverick spojrzał na niego koso.
— Flap! Spokój — rzucił zdecydowanie.
Potworek się uspokoił. Uczepił się ramion mężczyzny, przylepiony do jego pleców, ale wciąż popatrywał z zaintrygowaniem przed siebie. Mavericka natomiast w ogóle nie obchodziło, że ludzie zaczęli się na niego patrzeć z przestrachem. Miał na plecach stwora, który jako dziki znany był ludziom jako bardzo agresywne i wredne skurczysyństwo. Mężczyzna jednak miał nad nim kontrolę, więc olewał wszelkie oburzone i spanikowane spojrzenia.
— No i gdzie tu jest jakaś apteka? — mruknął pod nosem, prowadząc spokojnie konia samym środkiem jezdni.
Zanim zdążył przejechać chociaż sto metrów w tym przeludnionym według niego miejscu, coś go zatrzymało.
— Panie! Panie, zwariowałeś?! Co ty na plecach masz?! Szalony!
Maverick ze zblazowaną miną obejrzał się na prawo, skąd dochodził okrzyk. Przy jakimś karym koniu stał mężczyzna w podeszłym wieku, z siwym wąsem, w starym kapeluszu na głowie i szelkach, które ciasno opinały go po bokach wielkiego bębna, jaki stanowił jego brzuch. Kiedy poprawił uzdę swemu rumakowi, podszedł bliżej Mavericka, lecz widać było, że zachowuje bezpieczną odległość od Flapa.
— Co to ma znaczyć?! Dziką bestię do miasta sprawdzasz, człowieku?!
Maverick spojrzał na niego z góry z mocno zmarszczonymi brwiami.
— No i? Użarła cię, że plujesz jadem? — warknął.
— Może użreć!
— A może nie!
— Panie, kurwa! Bierz to stąd, bo ludzi straszysz! — usłyszał z drugiej strony.
Odwrócił się więc znowu, a tam dostrzegł chłopaka z dziewczyną pod ręką, który był z takich, co to chcą pokazać, jakimi światowcami teraz nie są i mają na sobie wszystkie co modniejsze ciuchy i co nowsze gadżety. Ten był skrajnym przypadkiem. Zielony surdut, muszka w pomarańczowe groszki, wielki zegarek zwisający z kieszonki z masą miniaturowych przekładni i kapelusz wzbogacony w coś tykającego, co wyglądało jak bomba i chyba prawdziwe przeznaczenie znał tylko jego twórca. Maverick aż skrzywił się na jego widok.
— Wyjeżdżam stąd zaraz. Tylko na chwilę przyjechałem — sarknął i kopnął konia, który ruszył znowu stępem przed siebie.
Dwójka oburzonych dżentelmenów jednak najwyraźniej nie miała zamiaru mu odpuścić. Obaj panowie poszli za nim, złorzecząc głośno.
— Zawracajże pan, skądś przyjechał!
— Sio! Z diabłem na ramieniu!
— Użre zaraz kogo! Jakieś dziecko albo kobietę!
— Niebezpieczne to jest, idioto!
Maverick wciągnął powietrze przez nos, po czym gwałtownie zeskoczył z konia, a Flap na jego ramieniu zaskrzeczał. Mężczyzna odwrócił się do wrzeszczącego starca i „światowca”, po czym zaczął iść do nich szybkim krokiem. Ci od razu wytrzeszczyli na niego gały i zaczęli się cofać.
— Niebezpieczne?! Jak na razie to wy jesteście tutaj najgłośniejsi i dzieci straszycie tymi wrzaskami! — sarknął na nich, nie zwalniając. Flap, czując się w obowiązku, zaskrzeczał ostrzegawczo znad jego ramienia. — To moje zwierzę! Jak chcecie jakieś sami tresować, to wracać do domu do swoich żon! I wara ode mnie, bo nie ręczę za siebie. Flap!
Zwierzę zaskrzeczało i zamachało skrzydłami, a obaj jegomoście krzyknęli i klnąc pod nosem, szybko się wycofali.
Maverick więc zatrzymał się i założył ręce na piersi, cały rozsierdzony. Niemal tak samo jak Flap. Fuknął pod nosem, ale kiedy odwrócił się, żeby wrócić do konia, prawie że wpadł na jakąś drobną osóbkę. Zamrugał i cofnął się, słysząc pisk.
Była to dziewczyna, nie mająca więcej niż osiemnaście lat. Jasne jak piasek włosy bardzo pasowały do jej równie jasnej karnacji. Miała duże, niebieskie oczy, ładną spinkę we włosach i śliczną, czerwoną sukienkę. Patrzyła na Mavericka na poły nieśmiało, na poły z zainteresowaniem.
— Przepraszam — szepnęła.
Maverick uniósł brwi i skinął głową, po czym wyminął ją. Ona jednak złapała go za skraj koszuli.
— Przepraszam!
— No co? — Odwrócił się do niej, marszcząc brwi, ale kiedy zobaczył jej wystraszoną minę, spuścił z tonu. — Tak? Co chciałaś?
— Zapytać… skąd pan ma to… tego zwierzaka. — Uśmiechnęła się nieśmiało i puściła go.
— Zwierzaka? — Maverick obejrzał się, a stwór zaczłapał paszczą. — Znalazłem go, jak był młody.
— A mogę go… dotknąć? — Dziewczyna zagryzła wargę, patrząc na Flapa na pewno nie z przestrachem, co Mavericka nieco zaskoczyło.
— Hm… tak. — Wzruszył ramionami, ale gdy dziewczę już wyciągnęło rękę, mężczyzna złapał ją za nadgarstek, zatrzymując. — Jak mi powiesz, gdzie tu jest apteka.
Dziewczyna zamrugała, ale niemal od razu spojrzała na jego drugą dłoń. Bandaż już mocno przesiąkł krwią. Otworzyła usta i złapała go za ranną rękę.
— Boli?!
Maverick syknął przez ten ruch.
— No jak dotykasz tak mocno, to tak! — fuknął, a ona cofnęła się z przestrachem. Mężczyzna jęknął. — No nie patrz tak. Jak mi pokażesz, gdzie jest ta apteka, to będzie dobrze.
— Już, już, proszę ze mną, to pana zaprowadzę — zaproponowała, zerkając kątem oka na Flapa. Chyba znowu bardziej ją interesował niż Maverick.
Mężczyzna westchnął i skinął na nią głową, żeby podeszli do spokojnie stojącej i czekającej na uwagę klaczy. Dziewczę od razu podreptało za nim i kiedy Maverick chwycił konia za uzdę, znowu się odezwało.
— To mogę to zwierzątko dotknąć?
— Byle nie tak gwałtownie jak moją rękę, bo cię ugryzie — przestrzegł ją Maverick.
Dziewczyna pokiwała głową z entuzjazmem i ostrożnie wyciągnęła dłoń do Flapa. Ten popatrzył na nią podejrzliwie, ale nie wykonał żadnego agresywnego gestu. Przeciwnie, sam wyciągnął pysk w jej stronę. Dziewczyna więc uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie, pomiędzy dużymi, nietoperzymi uszami, gdzie było trochę przyjemnego w dotyku, granatowego futra. Maverick aż się zapatrzył, kiedy Flap był wyjątkowo spokojny pod jej dotykiem. To było dziwne. Zwykle się fochał, gdy nieznajomy chciał go pogłaskać.
— Jest taki śliczny! — ucieszyła się dziewczyna, stając na palce i wyciągając głowę do pyska Flapa, po czym cmoknęła go w pyszczek. Widząc głupią minę Mavericka, cmoknęła i jego w policzek. — I pan też jest przystojny — wypaliła.
Maverick zagapił się na nią, po czym prychnął pod nosem i pokręcił głową.
— Ta, ta… a ty bezpośrednia — fuknął i ruszył dalej.
Dziewczę straciło już najwyraźniej całą nieśmiałość, bo tylko zaśmiało się i ruszyło dalej za nimi.
— Apteka jest tam, widzi pan? Ten szyld z kołami zębatymi, składającymi się w kształt strzykawki.
Maverick zmrużył oczy, wytężając wzrok. Kiedy długo nie mógł dostrzec miejsca, o którym mówiła dziewczyna, zaklął w duchu. Starzał się. Ślepnął. Niedługo przestanie się ruszać i Nicholas go już zupełnie porzuci. Albo zacznie stopniowo przedłużać swoje wyjazdy do kwatery, żeby ostatecznie zostać tam na zawsze. Jemu zaś zostanie tylko koń, ranczo i Flap.
— O… rzeczywiście widzę — rzucił wreszcie, kiedy dostrzegł aptekę.
— No mówiłam, że jest!
Doszli więc przed budynek po suchej, ubitej i szczególnie szerokiej drodze. Maverick już miał wejść do środka, kiedy już przywiązał klacz do belki, ale jego towarzyszka znowu zatrzymała go, łapiąc za skraj koszuli.
— Nie radzę iść tam ze zwierzaczkiem. Wyrzucą pana albo nic nie sprzedadzą.
Maverick fuknął coś pod nosem i obejrzał się przez ramię na Flapa, wciąż uczepionego jego pleców.
— Musisz poczekać. Na konia — rzucił do niego krótko, a zwierzę zaskrzeczało cicho, ale przeskoczyło z ramienia mężczyzny na siodło wierzchowca.
Dziewczyna uśmiechnęła się i bez pytania wyciągnęła do niego rękę, zaczynając go głaskać po futerku na karku.
— Nie zamęcz go — ostrzegł ją Maverick, a kiedy dziewczę pokiwało energicznie głową, z oporem ruszył do apteki.
W środku zastał go nieprzyjemny zapach lekarstw. Całe pomieszczenie za to dzieliło się na dwie części. W jednej, za biurkiem, siedział mężczyzna o ziemistej cerze, wysoki i przeraźliwie chudy, który swoim długim palcem przesuwał po zwitku papieru, mrucząc coś pod nosem, a stojący przed biurkiem klient czekał cierpliwie. Czasem tylko rzucał „Tak, to już mam.” albo „Mhm, niech mi pan to da.”. Maverick domyślił się, że to, co przeglądał aptekarz, to recepta, bo czasem wstawał i wyciągał kolejny flakonik z wielkiego regału za plecami.
W drugiej części pomieszczenia, za parawanem, stało kilka krzesełek i jedna kozetka. Na niej leżała kobieta w podeszłym wieku, a jakiś mężczyzna w jasnym, poplamionymi miejscami krwią fartuchu, grzebał jej w metalowym usztywnieniu, jakie miała założone na lewym kolanie. Cóż, faktycznie to było małe miasteczko, więc jak widać, połączyli pomniejszy gabinecik lekarski z apteką.
Maverick skierował się do pierwszej części i stanął za klientem czekającym na zrealizowanie swojej recepty. Wcisnął ręce w kieszenie, zaczynając coś pogwizdywać pod nosem. Zarówno klient, jak i aptekarz spojrzeli na niego niechętnie, ale nie skomentowali. Maverick też nie. I bynajmniej nie zaprzestał gwizdania. Chciał już stąd wyjść. Było tu stanowczo za dużo ludzi. Źle się tu czuł.
Wreszcie jednak klient dostał swoje lekarstwa, zapłacił, a chudy aptekarz spojrzał na Mavericka z wyniosłym oczekiwaniem.
— Bandaż i spirytus proszę — oznajmił mężczyzna, machając swoją zakrwawioną dłonią.
Aptekarz spojrzał na jego beznadziejny opatrunek i skrzywił się bardzo nieskrywanie.
— Wie pan, że już panu bakterie rękę wyjadają? — spytał nad wyrost.
— Tak? To może ja protezę poproszę od razu? — odparł Maverick z ironią, marszcząc brwi pod szerokim rondem swojego kowbojskiego kapelusza. Czy nikt tu nie mógł po prostu wykonać polecenia?!
— To byłoby rozsądne — podchwycił chudzielec z twarzą bez wyrazu.
— Chyba dla twojej kieszeni. Ale chcę ten bandaż jednak.
Aptekarz zaszczycił jego dłoń kolejnym powłóczystym spojrzeniem, ale w końcu pokręcił głową i wstał, poruszając się co najmniej jak mucha w smole. Sięgnął do pudełka, wyciągnął bandaż i położył na biurku.
— I spirytus — przypomniał Maverick.
— Spirytus. Siekierę lepiej by pan kupił — mruknął aptekarz zaspanym głosem.
— Siekierę…?
— No odrąbać tę rękę będzie trzeba, jak pan tak o nią „dbać” będzie. — Westchnął, ale podał klientowi butelkę ze spirytusem i kwotę do zapłaty.
— Odrąbać — sarknął Maverick, szperając w kieszeni. — Co ty, rzeźnik, czy aptekarz?
— Aptekarz, proszę pana. To był żart z mojej strony.
Maverick pokręcił głową i rzucił mu na blat wymaganą kwotę.
— Strasznie zabawny — mruknął i schował do kieszeni w kamizelce bandaż i spirytus. — Do widzenia.
Aptekarz potaknął i usiadł za biurkiem, zaś Maverick wyszedł z budynku, mrucząc pod nosem coś, co brzmiało jak „a łeb se odrąb tą siekierą”.
Na zewnątrz powitał go radosny uśmiech dziewczyny, która miziała Flapa po futerku.
— I jak? Kupił pan?
— Siekierę? — zironizował Maverick, podchodząc do nich i zaczynając odwiązywać konia od belki.
— Siekierę? — zdziwiło się dziewczę.
Maverick machnął ręką i tylko poklepał się po kieszeni.
— Kupiłem.
Dziewczyna pokiwała głową i odsunęła się, kiedy mężczyzna chciał wskoczyć na konia. Gdy już to zrobił, spojrzała na niego w górę, splatając ręce za plecami.
— Proszę o siebie dbać.
— Tak, mamo — mruknął mężczyzna i wycofał konia.
— A jak się pan nazywa? — Dziewczyna zatrzymała go, stając centralnie przed pyskiem klaczy, prze co mężczyzna nie mógł dalej jechać.
Wywrócił oczami i popatrzył na nią koso.
— John Smith?
Dziewczyna wykrzywiła usteczka smutno, aż się zaciął. Uch.
— Maverick Bailey — poprawił się z westchnieniem, a blondynka od razu się uśmiechnęła.
— Ja jestem Dora Tully. A zwierzaczek?
— Flap. Mogę przejść? — spytał z westchnieniem, kiedy znowu usłyszał kilka pisków i oburzonych okrzyków. W tym „O matko, dziecko uciekaj!”.
— Już? — jęknęła Dora. — Mieszkasz tutaj?
— Nie, mieszkam na ranczu daleko stąd — odparł i spiął konia, zmuszając go do ruszenia, więc, chcąc nie chcąc, dziewczyna musiała się odsunąć. Nie przeszkodziło jej to jednak w podążaniu za Maverickiem. Szła żywo u jego boku, zerkając ciekawsko to na mężczyznę, to na Flapa.
— Może pomóc zrobić opatrunek? — spytała.
Maverick spojrzał na nią w dół z irytacją.
— Nie, dzięki. Poradzę sobie — mruknął. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tyle z kimś rozmawiał, nie licząc Nicka. Nicka… Zamyślił się. Przecież nawet z nim dużo ostatnio nie rozmawiał. Na tę myśl spochmurniał jeszcze bardziej.
— Hm? Co się stało, że jesteś smutny? — spytała Dora z troską, przekrzywiając lekko głowę, a kilka kręconych, jasnych włosów opadło jej na twarz.
Maverick zamrugał i spojrzał na nią. Kiedy przeszliśmy na ty?
— Nie jestem smutny! — fuknął, prostując się, a Flap, który ponownie siedział mu na ramieniu, zaskrzeczał i położył mu pysk na głowie, wspinając się wyżej.
Na ten widok Dora zaśmiała się głośno, aż zamykając sobie usta dłonią.
— Co? — mruknął Maverick, patrząc na nią koso.
Dora zaśmiała się głośniej, idąc szybko u jego boku. Machnęła ręką, patrząc na niego pogodnie, w ogóle niezrażona tym, że mężczyzna patrzy na nią zgoła inaczej.
— No nic, nic. Słodcy jesteście.
— Mhm… — Wywrócił oczami, ale widząc, że dziewczyna nie ma zamiaru mu odpuścić, westchnął i wyciągnął do niej rękę. — Chodź, podwiozę cię.
Dora rozejrzała się wokoło, napotykając kilka ostrzegawczych i przestraszonych spojrzeń, ale najwyraźniej miała je w głębokim poważaniu, podobnie jak Maverick. Złapała więc mężczyznę za rękę i zwinnie wskoczyła tuż przed niego. Maverick więc chwycił lejce tak, że dziewczyna miała tułów pomiędzy jego rękami.
Ruszyli leniwym tempem w stronę krańca miasta, starając się ignorować komentarze. Dora raz po raz zerkała na zranioną rękę mężczyzny i w końcu nie wytrzymała.
— Co ci się stało w dłoń?
— Bawiłem się w Flapem. Ugryzł mnie.
Dora zrobiła zatroskaną minę i obejrzała się na niego.
— Bolało?
Mężczyzna aż się zaciął, widząc jej twarz tak blisko. Co za dziwne dziecko. Tak, zdecydowanie była dla niego dzieckiem. Mógłby być jej ojcem.
— Nie tak bardzo.
— To dobrze. On tak często?
— Czasem. Jest z natury dziki, nie da się takich zwierząt do końca poskromić. Zawsze mają w sobie jakiś pierwiastek drapieżnika.
— Trudno go było wytresować? — Dora dalej prowadziła swój wywiad, odwracają się z powrotem i patrząc przed siebie. Czasem poklepywała konia po szyi.
— Miałem w tym wprawę, więc nie tak bardzo.
Pokiwała głową energicznie. W końcu jednak dojechali do granicy miasta i musiała zejść. Nie czekając na pomoc Mavericka, zeskoczyła i uśmiechnęła się do niego.
— Dziękuję za przejażdżkę. I porządnie tę rękę zdezynfekuj! — Pokiwała palcem ostrzegawczo, jakby pouczała młodszego brata, a nie ponad dwadzieścia lat starszego mężczyznę.
Maverick pokręcił głową, lekko rozbawiony.
— Przyjechać na obserwację?
— No ba! — Dora położyła dłonie na biodrach i wypięła pierś. — Już ja cię sprawdzę!
Maverick zaśmiał się cicho i spiął konia, który ruszył przed siebie. Mężczyzna jeszcze machnął dziewczynie na pożegnanie, a ona krzyknęła za nim „To pa!”. Mimo wszystko, kiedy już się oddalił, odetchnął z ulgą. Nie lubił miast. Nie lubił ludzi.
A ręka bolała coraz bardziej.

***

Kiedy dotarł na ranczo, słońce już zachodziło. Pospieszył się więc i zaprowadził konia do stajni. Po kilku minutach już tylko z człapiącym po suchej ziemi Flapem wszedł do domu. A właściwie stanął w progu, patrząc na pogrążone w półmroku, puste pomieszczenia. Westchnął ciężko i zrezygnowany wszedł głębiej. Jakoś tak odruchowo spojrzał przez okno w kuchni, jakby miał tam nagle zobaczyć przybywającego Nicholasa. Skarcił się w duchu na tę myśl i usiadł przy stoliku, wykładając na blat nowy bandaż i spirytus. Wyciągnął się jeszcze po miskę i zaczął odwiązywać brudny opatrunek.
Flap postanowił go opuścić na rzecz wycieczki poza ranczo. Kolejnej. Tym razem jednak pewnie w celu zapolowania. Maverick więc został sam na sam ze swoją raną. Bez zawahania wyciągnął dłoń nad miskę i odkręciwszy butelkę ze spirytusem, wylał sporo na ślady po zębach. Zasyczał i zacisnął mocno szczękę. Tupnął przy tym butem o podłogę. Piekło jak skurwysyn. Odetchnął jednak i opanowując chęć cofnięcia dłoni, polał jeszcze drugą stronę.
Głośno odstawił butelkę na stół. Dłoń mu trochę drżała, ale po osuszeniu jej, zawinął ostrożnie bandaż. Robił to już tyle razy, że miał niezłą wprawę. Po chwili więc miał już na niej świeży opatrunek.
Oparł się luźno plecami o krzesło i odetchnął. W kuchni było tak przeraźliwie cicho, że zaczęło mu to przeszkadzać. Wstał więc i wyszedł z gitarą na ganek, gdzie usiadł na bujanym fotelu. Pomarańczowe niebo rozciągające się nad tym pustkowiem chyba nigdy mu nie zbrzydnie. Myślami jednak wracał do momentów, kiedy siedział tutaj z Nickiem, a nie, tak jak teraz, samemu, trzymając jedynie gitarę na kolanie i próbując grać ze świeżą raną na dłoni. Szło ciężko, ale i tak nie dał sobie spokoju. Może by wymyślić jakąś melodię, zanim Nicholas wróci? Potem mógłby mu to zagrać…
Uśmiechnął się krzywo do siebie. Stary, a głupi.

***

Po niewielkim domku rozeszło się charakterystyczne, nierównomierne stukanie. Ktoś przeszedł ciężkim krokiem do kuchni i ze zmęczonym westchnieniem sprzątnął stary bandaż ze stołu. Miskę też wcisnął na swoje miejsce, a kiedy już ułożył wszystko, co zostało wyrzucone z apteczki, ją też odłożył na miejsce.
Po drodze do sypialni rozejrzał się jeszcze po pustym salonie. Tam było czysto, a wszystko znajdowało się na miejscu, jak to zostawił, kiedy wychodził. Najwyraźniej Maverick nie korzystał wiele z tego pokoju.
Wszedł więc do sypialni, rozpinając po drodze kamizelkę. Płaszcz zostawił zaraz po wejściu do domu. Noce na tym pustkowiu jednak były chłodne.
W mieszkaniu, jak się spodziewał, nie było Flapa. Nocami zwykle szlajał się po okolicy i tylko czasem rano przynosił kości ze zjedzonych zwierząt. Na łóżku natomiast spał czterdziestotrzyletni mężczyzna, na którego ciało padał blask księżyca zza okna. Owinięty był do połowy kołdrą. Klatkę piersiową miał nagą, owłosioną, a obie dłonie trzymał przy twarzy, leżąc na boku.
Nicholas uśmiechnął się na ten widok. Zdjął górę ubrania powoli i dopiero kiedy odłożył odzienie, usiadł ciężko na łóżku, patrząc na śpiącego. Miał wrócić kilka dni później, ale udało mu się urwać.
Wyciągnął prawą dłoń do twarzy Mavericka i odgarnął mu włosy za ucho. Mężczyzna nawet się nie poruszył, śpiąc jak zabity na swojej połowie łóżka.
— Kiedyś cię ukradną. — Nicholas zaśmiał się sam do siebie i pochylił się do śpiącego, by pocałować go w ramię. Po tym wstał, aby rozebrać się do końca. Był mimo wszystko zmęczony całym dniem w drodze.
Ze strony łóżka usłyszał ciche „mmm” i lekkie poruszenie, ale nic poza tym. Maverick nie był ani trochę czujny. Nigdy zresztą nie musiał być, mając przy sobie generała.
Nicholas w końcu nagi przesunął się do łóżka i położył na nim, aż zaskrzypiało. Przez protezy lewej nogi i ręki był dużo cięższy niż zwykły człowiek, a sam też nie należał do drobnych. Przekręcił się na bok, patrząc na partnera.
Maverick znowu poprawił się na łóżku, przypadkiem dotykając jego metalowej protezy. Zmarszczył lekko brwi przez sen i poruszył ręką, wyczuwając coś zimnego i twardego. Nicholas zgiął metalowe palce, podkulając jednocześnie rękę bardziej pod siebie. Prawą dłoń położył jednocześnie na boku starszego mężczyzny. Nie chciał go budzić, ale sam też nie chciał jeszcze iść spać.
Mężczyzna mruknął coś i powoli uchylił powieki, patrząc dość bezmyślnie przed siebie. Dopiero po chwili zrozumiał, co się dzieje.
— Nick…? — wychrypiał cicho, zaskoczony.
— Mhm… Tak, śpij — odparł generał, nadal patrząc na niego spokojnym, zmęczonym spojrzeniem.
Maverick nie odpowiadał chwilę, sięgając zdrową dłonią do oczu i przecierając je.
— Co tak… dzisiaj? Dłużej nie miałeś tam być? — wymruczał niezrozumiale, znowu na niego zerkając.
Nicholas prychnął pod nosem i pocałował go w czoło, szybko jednak odsuwając się do poprzedniej pozycji.
— Widzę, że się bardzo cieszysz — zadrwił.
Starszy mężczyzna jęknął cicho i podsunął się do niego.
— Cieszę. Zaspany jestem — zachrypiał cicho, obejmując go bez pytania w pasie.
Nicholas uniósł nieznacznie brwi, patrząc na niego w słabym świetle.
— Nie chciałem cię budzić — mruknął po dłuższej chwili milczenia.
Maverick zaciął się na chwilę, nie widząc odzewu w postaci jakiegoś gestu. Od razu sam trochę zesztywniał. Mruknął więc tylko coś, przymykając ponownie oczy. Nicholas za to przysunął do niego twarz, wsuwając nos w jego włosy.
— Co się stało?
Maverick odetchnął i otworzył jedno oko.
— Hm? — mruknął, niepewien, o co jego partner pyta.
— Były bandaże w kuchni. Znowu to cholerstwo cię ujebało?
— Nie cholerstwo. Flap — poprawił go Maverick, chowając obandażowaną dłoń bardziej za jego plecami i siłą rzeczy przytulając się mocniej.
— Wiesz dobrze, co o nim myślę. Jeszcze ci kiedyś zrobi poważną krzywdę — Nicholas burknął niemalże na granicy warczenia i normalną, niezmechanizowaną ręką przesunął po boku partnera. — Nie chcę tego.
— Nie zrobi. Nie chcę kanarka — wyburczał wciąż zaspanym głosem Maverick, patrząc na niego jednym okiem spod półprzymkniętej powieki.
— Nie każę ci mieć kanarka — zirytował się Nicholas, podnosząc głos, ale jeszcze nie krzycząc.
— Więc Flap zostaje — burknął Maverick, niezbyt chętny do kłótni o tej porze z tym nikłym poziomem skupienia.
— Ta, nie ma wyboru… — Generał przyciągnął mocno partnera do siebie swoim silnym ramieniem. Jak wielki niedźwiedź.
Przez to Maverick aż zamrugał, ale nie zaprotestował, przytulając twarz do jego szyi. Nick był taki duży i ciepły. Nie powiedziałby tego głośno, ale brakowało mu tego strasznie przez te kilka dni, gdy go nie było.
— Mm… Byłem w mieście — mruknął z grymasem.
Młodszy mężczyzna spojrzał na niego swoim surowym spojrzeniem pytająco.
— W mieście? — spytał z powątpiewaniem. To mu nie pasowało.
— Tak. Apteczka pusta była. — Maverick skrzywił się, ponownie na niego patrząc i machinalnie głaszcząc po plecach. Czasami pod opuszkami palców wyczuwał blizny znajdujące się na jego lewej połowie ciała, na której teraz leżał.
— Cholera — syknął Nicholas i pocałował partnera w czoło. — Wybacz.
Maverick uśmiechnął się lekko do siebie. Westchnął i przymknął oczy.
— To nie twój obowiązek — odparł, chociaż naprawdę wolał, kiedy Nicholas tam jeździł.
— Wiem, że tego nie lubisz. Nie sprawdziłem przed wyjazdem. Nikt cię nie zaczepiał? — spytał groźnie.
— Byłem z Flapem. Zaczepiali, ale się go bali. Przeżyłem. — Maverick zapatrzył się na jego szyję, przy której leżał, przesuwając leniwie palcami po skórze tuż przy metalowej protezie na ramieniu.
Nicholas zmarszczył się. Nie lubił tej połowy swojego ciała. Nie zrobił jednak żadnej uwagi.
— To dobrze, bo inaczej bym z nimi wtedy pogadał — warknął służbowym, srogim tonem.
Maverick pokręcił do siebie głową. To było miłe ze strony Nicka, choć traktował to z przymrużeniem oka.
— Mam Flapa. Oszczędzaj naboje na coś bardziej wartego uwagi.
Młodszy mężczyzna burknął pod nosem.
— Nie będę strzelać do ludzi, ale nie pozwolę, żeby traktowali cię źle.
Maverick milczał chwilę po tych słowach, patrząc na jego ramię z zamyśleniem. Pocałował go delikatnie w skórę.
— Nie jestem dzieckiem — szepnął. — Nie trzeba mnie bronić, Nick.
Ten tylko fuknął, po czym położył się bardziej płasko na łóżku, aż wsparł głowę na poduszkach.
— Sam sobie poradzisz, wiem.
— Sporo lat już przeżyłem, więc tak — odparł z oporem Maverick, specjalnie nie podając liczby, bo w jego głowie brzmiała źle, a co dopiero jakby powiedział to głośno. Przesunął dłonią po jego owłosionym brzuchu. — Choć dobrze cię mieć — dodał z wahaniem.
Nicholas spojrzał na jego dłoń, po chwili uśmiechając się ciepło. Położył swoją dłoń na jego i splótł z nim palce.
— Stęskniłem się — mruknął rozleniwionym głosem i przyciągnąwszy jego dłoń do swoich ust, pocałował jej wierzch, nie puszczając palców spomiędzy swoich.
Maverick powiódł wzrokiem za ich dłońmi, a serce mocniej uderzyło mu w piersi. Spojrzał w oczy Nicka, ściskając lekko jego rękę.
— Ja też — odpowiedział cicho.
Młodszy mężczyzna westchnął z błogim uśmiechem, przytulając ich dłonie do swojej twarzy.
— Czasami… nie myślałeś czasem, żeby ze mną jeździć? — spytał, patrząc na partnera nienachalnie. Wiedział, co Maverick myśli o zostawianiu rancza.
Ten zdziwił się taką propozycją. Zwykle nie było wątpliwości, że jeśli Nicholas musiał jechać do kwatery, on zostawał na ranczu.
— Ktoś by nam mógł spalić ranczo…
Nicholas przewrócił oczami, po czym zamknął je puszczając jego dłoń.
— Ta… — mruknął. — Po prostu powiedz, że nie chcesz.
Maverick zmarszczył brwi. Przecież nie powiedział, że nie chce.
— Obawiam się tylko o nie — zauważył poważnie.
Nicholas kiwnął głową, nie otwierając oczu, a Maverick przyjrzał się jego twarzy, zastanawiając się, czy to jest ten moment, kiedy ich jedna z nielicznych chwil czułości się skończyła. Widząc jednak, że Nick już nie mówi, cofnął się z westchnieniem na swoją połowę łóżka.
Leżący po drugiej stronie generał skulił się tylko, przykrywając kołdrą od pasa w dół i układając na niewygodnym, metalowym ramieniu. Poduszka pomagała, ale i tak wiedział, że nigdy nie będzie już tak wygodnie, jak kiedy był cały.
Chwilę panowała cisza, ale w końcu usłyszał cichy głos od strony Mavericka.
— Myślisz, że powinienem zostawić Flapa, żeby pilnował rancza? Czy go zabrać?
Nicholas momentalnie otworzył oczy, patrząc na partnera, autentycznie zszokowany.
— Ee… — aż się uniósł. — Ty… serio to rozważasz?
Znał już Mavericka na tyle długo, że potrafił odczytać z jego twarzy to, co myślał. Nie zawsze, ale teraz na pewno. Widać było, że boi się zostawić ranczo i z wielkim oporem myśli o udaniu się w podróż przez liczne miasta. Coś jeszcze jednak chowało się w jego piwnym spojrzeniu. Coś jak nadzieja na rozwiązanie jakiegoś problemu.
— Tak… Rozważam — przytaknął z wielkim konfliktem wewnętrznym.
Nicholas zamrugał oczami, nie kryjąc zdziwienia, po czym uniósł się jeszcze bardziej na metalowym ramieniu, a zdrowym chwycił Mavericka za kark. Przyciągnął go do siebie i mocno pocałował w usta. Starszy mężczyzna oparł się o jego ramię, zaskoczony tym nagłym ruchem, ale ściągnął brwi, od razu odpowiadając na pocałunek. Tak zachłannie, jakby nie całowali się bardzo, bardzo dawno.
Nicholas zamruczał nisko, niemalże wibrująco. Łapał własnymi wargami usta partnera.
— Mmm… Nie musimy się z tym spieszyć na razie.
Maverick odetchnął ciężko przez nos i pokiwał potakująco głową, obejmując go znowu.
— Na razie tu jestem — dodał młodszy mężczyzna, znowu łapiąc partnera w talii i przyciągając do siebie.
— Tak. Dobrze — mruknął Maverick, kładąc się blisko przy nim, trochę spięty tą nagłą czułością między nimi, ale w głębi spokojniejszy.
Nicholas przesunął nosem po jego policzku, a dłoń zsunął w dół, na jego biodro. Ten za to splótł z nim nogę, obejmując w pasie. Pocałował go w szczękę, patrząc mu w oczy spokojnie. Nicholas zamruczał na to z aprobatą.
— Idźmy spać, hmmm? — zaproponował, czując się wybitnie dobrze tak z nim spleciony.
Starszy mężczyzna skinął głową, opierając ją na poduszce tuż przy jego twarzy.
— Mhm — mruknął i przymknął oczy, zatrzymując dłoń nisko na jego plecach.
Nicholas pocałował go jeszcze w czoło, po czym także położył głowę na poduszkach, zamykając oczy. Był wykończony.

11 thoughts on “Bonus – Wyprawa do miasta

  1. Katka pisze:

    Neko-chan, yeeey, witaj z powrotem :D Chociaż nie powinnam tak tego ujmować, skoro czytasz nas na bieżąco, ale i tak bardzo, baaaardzo nam miło widzieć Twój nick po takiej przerwie :) Czasami smutek ogarnia, gdy ktoś komentujący znika i jest myśl, ze nas porzucił XD Maverick i Nicholas to para dość specyficzna i w ogóle inaczej niż przy innych parach do nich podeszłyśmy. Tak jakby trochę od tyłu, bo od momentu wypalenia, gdy już ich związek jest bardzo długotrwały i są już „dotarci” – sam ten fakt może wydawać się zniechęcający chyba. Niemniej wierzę, że to dodaje im jednak swoistej oryginalności, a poprowadzić ich można w różnoraki sposób, bo albo się wypalą całkiem i rozejdą, albo pozostaną w takiej gorzkiej stagnacji, albo będą mieli ponowne narodziny namiętności i miłości między sobą. Super, że się do nich przekonałaś i że nie żałowałaś, że ten bonus jest właśnie o nich. Hehe, jak masz ochotę czytać ATCL od początku, to super, bo szczerze mówiąc wydaje mi się, że tutaj dobrze jest nadążać za fabułą, pamiętać, co się działo na drodze, bo wtedy łatwiej można połączyć fakty i dalsze czytanie będzie bardziej zrozumiałe. Ba, ja sama czytam teraz początki, by ogarniać XD Nie zawsze notatki wystarczają XD A co do pytania o Marka – jest on z opowiadania Project Dozen – to dyrektor szkoły :) No i super, że zgadujesz! Życzę więc weny przy wymyślaniu rymowanki! :D

  2. Neko-chan pisze:

    Piszę ten komentarz po długim czasie nie komentowania, więc na wstępię chcę przeprosić ;-; Czytam cały czas wszystko co jest tu zamieszczane, a nawet i No Exit zaczęłam~! Chociaż powiem szczerze, że interesuje mnie tylko wątek Deana i Hayleya (dobrze napisałam?), a za resztą nie przepadam…
    Ale, to nie czas na NE, tylko na moje ukochane, utęsknione ATCL <3
    ALE JA SIĘ STĘSKNIŁAM ZA NIMI WSZYSTKIMI
    Nawet jeśli nie było tutaj Williama i Jeffa, których uwielbiam, to i tak było cudownie. Na początku nie przepadałam za Maverickiem i Nicholasem, ale z czasem się do nich przekonałam, a teraz… Rozczulają mnie i irytują jednocześnie. Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię. Bo lubię. Tylko… chwilami są denerwujący, jednocześnie rozczulający. Co tu dużo mowić, wczułam się w ich historię, nawet rozumiem ich zachowania. Bonus jest świetny, końcówka to po prostu: awww <3 chociaż nie odbyło się bez małej sprzeczki, a właściwie jej wstępu. Dobrze, że się nie pokłócili za bardzo.
    A Flap to moja nowa miłość xD uwielbiam tego stworka. Jest kochany, chociaż tak bardzo rani Mavericka~
    Co do Dory to taka ciekawa postać. Można powiedzieć, że słodka. I jako jedyna się nie bała Flapa, jak dobrze~! No bo jak się można bać takiego uroczego stworzenia? ^^ Okay, jakoś można, ale dla mnie on jest po prostu słodki xD
    Zdecydowanie powrócił ten klimat ATCL. Aż zacznę na nowo czytanie tego, przynajmniej dopóki nie zacznie się ta poważniejsza nauka w szkole.
    Czekam z utęsknieniem na trzecią część oraz drugą część FDST. Moja dwa ukochane opowiadania, warto na nie czekać. Będą "smakować" lepiej po takim czekaniu. Chociaż faktem jest, że brakuje mi ich ;-;

    Jeszcze tutaj coś napiszę o konkursie:
    Najłatwiej było zgadnąć postacie z FDST XD Potem było tylo trudniej, ale jakoś dałam radę. Tylko rymowanki nie mogę wymyślić xD I, nie wiem czy mogę spytać, czy to nie byłoby jakieś ułatwienie – z jakiego opowiadania pochodzi Mark? Szukam i szukam, ale znaleźć go nie mogę ;-; dlatego strzelałam, na którym obrazku on jest.

    Pozdrawiam i lecę skomentować Newton's Balls~!

  3. Katka pisze:

    Koocuu, Nicholas chyba ma inne zdanie co do tego cholerstwa, ale Maverick się cieszy, że go lubisz XD Według niego też jest słodki, mimo że często się po nim drze. No i wow, Maverick i Nicholas jako jedna z ulubionych par, mimo że tak niewiele ich było :D Super, hehe, to powinna Ci się 3 część podobać, skoro będzie ich więcej :) Dzięki za komenta i życzę dobrego zniesienia jutrzejszego dnia.

  4. koocuu pisze:

    Flap :3 małe cholerstwo ale za to jakie słodkie *.* Maverick i Nick to jedna z moich ulubionych par dlatego strasznie tęsknie za ATCL :c nie mozna sobie wymarzyc lepszego bonusika na pocieszenie z powodu początku roku szkolnego :) ^^ <3

  5. Katka pisze:

    Kasia, już długo chyba trwa to oczekiwanie na 3 część, więc myślę, że najwyższy czas, by niebawem powróciła :) Mamy mega zaciesz, że jest tak wyczekiwana. I jak na początku wychodzenia ACTL miałyśmy wrażenie, że jest ciężko przyjmowanym przez czytelników opowiadaniem, tak widzę, że to się mocno zmienia. Coraz więcej dobrych opinii, co nas mega uszczęśliwia. Super, że bonusik przypomniał klimat :D Taki mały przedsmaczek, do tego z parką, o której nie można było dotąd sporo poczytać, a co na pewno zmieni się w 3 części :) Dziękujemy za wsparcie i komentarz :) I oczywiście także pozdrawiamy! :)

  6. Kasia pisze:

    Wprost nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo się cieszę że piszecie już 3 część tego cudownego opowiadania. To właśnie to opowiadanie zachęciło mnie do przeczytania innych, dlatego strasznie nie mogę się doczekać kiedy zacznie się pojawiać na stronie :) O rany jak bym chciała żeby Mav się w końcu przemógł i ruszył tyłek z tego rancza. Mam nadzieję że pojedzie za Nickiem i będzie mu pomagał w złapaniu złych gości :D Bonusik całkowicie przypomniał mi klimat ATCL. Cudo ! Będę czekać z niecierpliwością ☺ pozdrawiam

  7. Katka pisze:

    Liv, widzę, że bonusik się zgrał w czasie z Twoim czytaniem, hehe :D super :D I masz rację, na początku byłam pewna, że mówisz o związku Flapa z Mavem XD Ale oj oni też są razem słodcy XD Słodko-pikantna miłość, dłonie Mava coś o tym wiedzą XD Ale super, że ogólnie się podobało :D To taki przedsmak, bo w 3 części ATCL będzie tej pary troszkę wiecej niż dotychczas :)

    Desire, myślę, że możemy sobie wyobrazić, jak tęskniłaś za klimatem ATCL, bo i my za tym tęskniłyśmy i naprawdę fajnie się je teraz pisze! :D Jest mega specyficzne i jak uwielbimy pisanie obyczajówek, bo jest to mega lekka praca, to jednak takie wymagające opko jak ATCL daje mnóstwo satysfakcji. A i na Willa niedługo przyjdzie czas, wiec na pewno Twoja tęsknota zostanie ugaszona ;) Co do ludzi – fakt, mogliby nie być tacy opryskliwy, ale myśle, że właśnie przez to, że tyle się tam mówi o niebezpiecznych mutacjach, mieli prawo zareagować strachem. A każdy wie, że strach bardzo często przeradza się w agresję. Baaaardzo nam miło, że 3 część ATCL jest oczekiwana! :D To nas bardzo napędza do pisania :D Aż się chce tworzyć, hehe, wiec trzymaj kciuki, by szło szybciutko ;) Również bardzo cieplutko ściskamy! :D

    O., może, może, albo po prostu wyczuł, że dziewczę mu nie zagraża i może się tak dawać głaskać. No i bonus jednak utrzymuje klimat tej pary, więc niestety nie był żadną utopijną wersją. Realizm zachowany.

    Linerivaillen, zbliża to na pewno, bo ją piszemy :D Ale nie wiem dokładnie, kiedy pojawi się na stronie, bo jeszcze nie mamy odpowiedniego zapasu. Ale ciśniemy, zaś bonusie faktycznie miał przypomnieć klimat ;)

  8. O. pisze:

    Ou, dwa zwierzątka w wielkim mieście xD a może Flapowi spodobała się niewiasta?
    Szkoda że nawet w bonusie oni ważą czułość między sobą :(

  9. Desire pisze:

    Och, nawet nie wiecie jak bardzo mi brakowało tego specyficznego klimatu z ATCL i naprawdę bardzo się cieszę z tego bonusu! Chociaż po cichu liczyłam, że pojawi się tu mój ulubieniec- Will… ale tak też mi pasuje! W końcu była możliwość zobaczyć jak taki samotnik jak Maveric czuje się w mieście i przyznam szczerze, że było to mega zabawne xD Pewnie dlatego, że dla większości z nas miasta i ludzie to norma, więc postawa mężczyzny naprawdę mnie bawiła :D
    Zrozumiałe dla mnie było to, że ludzie tam bali się tego co dla nich jest nowe i kompletnie nieznane, ale mogliby wykrzesać z siebie trochę szacunku. Chociaż rozumiem, że jak na tak opisany świat to i tak nie było jeszcze najgorzej.
    Ale do sedna, bo zaraz mi tu wypracowanie wyjdzie xD Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo cieszę się na trzecią część ATCL ♡ Już nie mogę się doczekać kontynuacji przygód chłopaków i rozwiązania kolejnych zagadek :3
    Powodzenia!
    Ściskam i pozdrawiam ;)

  10. Liv pisze:

    Jezu tak.
    Akurat wróciłam do ATCL, znów zaczęłam tęsknić, a tu taki bonus? Coś pięknego. :3
    Ta para ma coś w sobie. Uwielbiam Mavericka i Flapa. Cały ten ich związek jest jednocześnie bardzo romantyczny, emocjonujący i prawdziwy, jej <3
    A dziewczę w mieście było słodkie ^^
    Matko, wyszło mi tak, jakbym mówiła o związku Mavericka z Flapem. No brawo…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s