Newton’s Balls – 9 – Kiepski moment na telefon

— No i słuchaj… — Gabriel śmiał się tak bardzo, że wręcz ciężko było mu łapać oddech, aby skończyć swoją opowieść. — I jak matka to prześcieradło zobaczyła… ja pierdooolę, hahaha! Musiał za karę wyczyścić na błysk samochody wszystkich naszych czterech sąsiadów. A dwóch ma po dwie fury!
Raphael, który siedział na dole na piętrowym łóżku w ich pokoju, wcale nie wyglądał na uradowanego z tego, że jego starszy brat opowiada Chase’owi, jak matka go przyłapała na masturbowaniu się. I tak było wszem i wobec wiadomo, że ich rodzice są pieprznięci i kwestia wiary oraz wszystkich jej zasad, była w tym domu zdecydowanie ponad podstawowymi prawami człowieka. Jego skwaszona mina jednak nie przeszkadzała Chase’owi śmiać się wraz ze starszym z braci.
— Serio, wasi starzy są walnięci! — Zarechotał, ale i tak był im wdzięczny, że nadal nie mają większych „ale”, aby go gościć. Musiał tylko bardziej uważać ze słownictwem w ich obecności. A tak, to chociaż miał gdzie i z kim przesiedzieć dzisiejszą złą pogodę. Letnie deszcze były ciepłe, ale Chase nie chciał znowu moknąć. Do domu, od niedzieli, kiedy od Newtonów zabrał go Courtney, nie wrócił na dłużej niż godzinę. Spakował trochę rzeczy do plecaka i tak się włóczył od jednego kumpla do drugiego. A była już środa. Ubrania mu się kończyły.
Matka Gabriela i Raphaela rozłożyła mu materac w ich pokoju i dała świeżą pościel. Rodzice chłopaków byli ogólnie bardzo mili i pomocni, ale mieli swoje wady. Na przykład każdy posiłek spożywali wspólnie… z czytaniem fragmentu Biblii tuż przed jedzeniem. A trucia o spowiedzi po każdym brzydkim słowie któregoś z braci, nasłuchał się już kilka razy.
— No co ty, kurwa, nie powiesz, geniuszu — sarknął Raphael i udał, że bawi się komórką.
Gabriel za to znowu się roześmiał. On siedział na górnym łóżku, na którym zawsze spał. Ogólnie ich pokój nie był duży. Musieli się też dzielić jednym biurkiem, jednym komputerem i szafą na ubrania. W rogu stały hantle starszego z braci, a w kartonach po drugiej stronie pokoju książki młodszego. Było też kilka pudełek z grami, stary dywan i mały balkonik.
— Weź, kurwa, żeby człowiek se strzepać kulturalnie rano nie mógł, co? W tym domu to cię za to ekskomunikują, kurwa — mówił dalej z grymasem, ale równocześnie głupim uśmiechem. Zabawnie to wyglądało.
Chase dzięki braciom miał lepszy humor niż w ciągu dnia. Łatwiej było mu uciec z nimi od swoich problemów.
— E tam, gadanie. Pewnie, że można se trzepać, ale to chyba żadna rozrywka przed własną matką. — Zarechotał.
Donośny rechot Gabriela ponownie rozległ się po pokoju, za to Raphael zacisnął wargi i rzucił telefonem w Chase’a siedzącego na materacu.
— Pierdol się, złamasie!
— SŁOWNICTWO! — rozległ się ryk ojca obu chłopaków z parteru, przez co młodszy z braci tylko bardziej się skrzywił.
Chase zatkał sobie pół twarzy dłońmi, tłumiąc tak nie tylko śmiech, który go zaatakował, ale też i możliwość oddychania.
Niewątpliwie było w tym domu ciekawie. Oczywiście obowiązkowo w pokoju braci na ścianie wisiał krzyż i też już usłyszał od Gabriela, że to strasznie schizowe, trzepać sobie na łóżku i mieć ten krzyż centralnie przed oczami, więc zazwyczaj zarzucają na niego co jest pod ręką. Poszewkę, koc, bokserki…
— Ej, dobra, serio… — Gabriel znowu spróbował coś wydusić, bo był cały czerwony z wysiłku, jaki kosztował go ten długotrwały rechot. — To w sumie przejebane. Ale dobra, bo się poszczam zaraz… Zobaczę, czy mam jakiś film, to se obejrzymy — zasugerował i zeskoczył z łóżka, aby zajrzeć do komputera, a w tym czasie Chase usłyszał ze swojej komórki dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej. Wyciągnął ją, kiedy tylko przytaknął kumplowi, że mu to pasuje.
— Kto pisze? Roy? Że wyrwał jakąś dupę… znowu? — zainteresował się Raphael, nie mając nic lepszego do roboty.
Chase, który z początku rzeczywiście spodziewał się raczej wiadomości od Roya, zaskoczył się, gdy zobaczył, że napisał… jego kurator. I było to zdjęcie Tanka w kołnierzu ochronnym zrobione tak, że wyglądało na „selfie”, a sam pies miał wystawiony język i wyglądał na radosnego. Podpis głosił „Tank pozdrawia”.
Nastolatek uśmiechnął się do telefonu i odpisał: „Daj mu buziaka i drapanko po brzuchu ode mnie.”
— Ej, Chase — upomniał się o uwagę młodszy z braci, kiedy nie uzyskał od razu odpowiedzi.
— Hm?
— Kto pisał?
— Ach… — zawiesił się. — Znajomy.
— Ej, kurwa, gdzie ja miałem filmy, Raph? — Gabriel przerwał ich wymianę zdań, siedząc zgarbiony przed komputerem, a młodszy z braci przewrócił oczami i zwlekł się z łóżka, żeby mu pomóc.
W tym czasie Chase dostał odpowiedź od kuratora, ale już bez zdjęcia. „Dostał. I woli spać na kanapie niż swoim posłaniu niestety, ale pracuję nad tym. Odwiedzisz go?”
„Postaram się jutro. O której pasuje?” — odpisał krótko Chase, nie fatygując się z bardziej rozwiniętymi zdaniami.
„Wieczór. Szósta najwcześniej.”
„OK, 7” — odpisał ostatniego smsa i spojrzał na braci.
— Macie coś? Czy tylko „Pan jest pasterzem moim?” — Zaśmiał się z nich, wsuwając telefon do kieszeni.
— Pierdol się! — Tym razem obaj bracia rzucili przez ramię głośno i z agresją i jak na zawołanie, z dołu rozległo się:
— SŁOWNICTWO!
Chase, mimo że chciał być poważny, nie umiał. Znowu zaśmiał się, starając się przy tym nie robić tego za głośno, aby go nie wywalili.
— No dobra, dobra, ale macie coś?
— No, mamy trochę tego — mruknął starszy z braci i znowu okręcił się w stronę folderu z filmami. — Może któryś z „Szybkich i wściekłych”? Tylko, kurwa, dobrze by go wziąć jakoś bliżej łóżka, żeby nie siedzieć jak te debile w trójeczkę przy tym wypiźiołku? — Na koniec trzasnął dłonią w nieduże biurko.
— A rodzice przyjdą i każą nam kosić trawnik wszystkich obywateli Wisconsin w ramach kary za zbyt gejowskie zachowanie?
— Wisconsin?
— Stan, w którym mieszkasz, idioto! — Raphael trzasnął brata w potylicę, a ten skrzywił się i złapał za tył głowy.
— Au! Wiem, co to, kurwa, Wisconsin, pedale! Pytam, bo pierdolisz! Bierzemy, kurwa, to na kolana i siadamy na łóżku!
Chase przyglądał się braciom z uśmiechem na ustach, ale też pewnym zdziwieniem na to, co usłyszał. Czy naprawdę siedzenie z innym kolesiem na łóżku i oglądanie wspólnie filmu, było pedalskie? Trochę go to niepokoiło. Bo patrząc tymi kryteriami, za niezłą zoofilię można było potraktować masturbowanie się w obecności własnego psa.
Nie miał jednak okazji wyrazić zdania, nawet jakby chciał, bo został zwerbowany do przenoszenia sprzętu. Musieli ustawić odpowiednio głośniki, żeby dobrze słyszeli, ale żeby dźwięk nie szedł za bardzo w stronę drzwi. Potem jeszcze Gabriel wpadł na pomysł zrobienia popcornu, a Raphael w tym czasie jako tako zasłonił okna. W końcu mimo wieczornej godziny było jeszcze całkiem jasno. Ostatecznie Chase usiadł w środku, bo bracia za często się szturchali, żeby przy tym spokojnie się oglądało. On więc postanowił dyplomatycznie, bo swoją osobą, ich rozdzielić. Dzięki temu miał też najlepszy widok na ekran, ale tego nie trzeba było mówić głośno. Wyglądałoby to na chełpienie się, a dyskusja rozgorzałaby na nowo. Ważniejszy był film i miłe spędzenie nocy w towarzystwie dwóch, z trzech najlepszych kumpli. Niemyślenie o dziadkach, domu, Newtonach i o tym, że kiedyś trzeba będzie ich w końcu przeprosić.

***

Wciąż było jasno, kiedy w czwartek po siódmej wieczór jechał rowerem w stronę domu swojego kuratora. Po wczorajszym deszczu zostało tylko trochę kałuży, ale ogólnie pogoda dopisywała.
Sądził, że będzie musiał się dodzwaniać do Courtneya, ale okazało się, że wcale nie. Zobaczył mężczyznę w znoszonych jeansach i podkoszulku przy swoim samochodzie. Trzymał dużą, żółtą gąbkę, a cały jego samochód był zapieniony. Właśnie go mył. Ale nie było to pierwsze, co przykuło wzrok chłopaka. Był to pies, który na jego widok rozszczekał się… zza płotu. Biegał po podwórku Courtneya, machając ogonem i ciesząc się na widok swojego właściciela.
Chase uśmiechnął się mimowolnie i przyspieszył na ostatnich metrach, aby zahamować ostro przed furtką.
— Siema! Otwarta? — zawołał do mężczyzny, zostawiając swój środek transportu na podjeździe, żeby samemu wejść za drewniany płot i przywitać się z psem.
— Siema. Otwarta, do domu od kuchni też, jakbyś chciał coś pić. Ja zaraz skończę — odpowiedział kurator, unosząc na niego wzrok, a gąbką przesuwając po dachu samochodu.
Chase mruknął, że załapał, ale już za bardzo nie skupiał się na swoim kuratorze. Wparował jak tornado na podwórko i zaczął witać się z psem.
— No, kogo my tu mamy, kogo? No, Tank! Głos! — Zaśmiał się, zaczynając bawić się z psem. Ten dodatkowo zaszczekał, kiedy dostał polecenie. — Och, jakiś ty przytuczony. A tylko dwa dni cię nie widziałem! — Śmiał się, bo tak naprawdę po psie nie było jeszcze widać, aby przybrał na wadze. — Siadaj, już, już, Tank. Siad. Daj się obejrzeć — nakazał, po chwili uspokajając psa i klękając na jedno kolano przed nim. Zaczął go oglądać, by upewnić się, czy jego rany się goją.
Łapy musiały być świeżo zabandażowane, bo mimo że pies był na podwórku, to opatrunki były czyste. A te rany, które nie wymagały opatrunków, już wyglądały lepiej niż ostatnio. Sam pies swoim żywiołowym zachowaniem pokazywał też, że czuje się znacznie lepiej.
Kurator przy tym wszystkim lekko się do siebie uśmiechał, obserwując swojego podopiecznego i jego psa, podczas mycia samochodu. Miło było widzieć, że ta dwójka ma się lepiej. Bo i sam Chase wyglądał na rozpromienionego.
Nie było wątpliwości. Ten chłopak potrzebował Tanka, a pies swojego właściciela. Bo jakkolwiek Courtney wiedział, jak postępować ze zwierzętami, tak też był świadom, jaką mieszanką ras jest Tank. I nawet jeśli z natury już był bardzo łagodny, to nastolatek umiał zachować w nim same pozytywne cechy, bez niepotrzebnego podsycania agresji. Za co niestety dziadek Chase’a go nienawidził.
— Tank, chodź! — Chase zawołał zwierzę po dokładnych oględzinach i wyszedł z nim do mężczyzny myjącego samochód. — Jak się sprawuje? — spytał, nie pozwalając psu odejść za daleko, mimo że nie zakładał mu smyczy. Tank, nawet tak podekscytowany, grzecznie się słuchał.
— Dobrze, tylko wchodzi mi na kanapę. Wieczorem pokazowo śpi grzecznie na posłaniu, a rano zastaję go już na kanapie — wyjaśnił Courtney, pochylając się do wiadra z płynem, aby namoczyć gąbkę. — Poza tym jest grzeczny.
— Zganiasz go? Może przestanie.
— Zganiam, zobaczymy. A ty jak się sprawujesz? Też taki grzeczny, jak mój nowy tymczasowy współlokator? Wiesz, że musisz mu dawać przykład. — Courtney uśmiechnął się do niego lekko.
Chase westchnął z rezygnacją i typową dla nastolatka zlewczością w postawie.
— A jak niby mam się źle sprawować?
— Na przykład wszczynając awanturę z dziadkiem o to, co się stało. Albo wyżywając się na kimś innym i równie niewinnym jak Philip Newton. Założę się, że nawet nie pobiegałeś. — Courtney rzucił mu wymowne spojrzenie i wrzucił gąbkę do wiadra, po czym ruszył do porzuconego kawałek dalej węża ogrodowego, który na szczęście był na tyle długi, że sięgał za płot.
— No ta, bo rozchodzi się o bieganie. — Chase przewrócił oczami i zaklikał ustami, coby zwrócić na siebie uwagę psa, który ze zbyt dużym zainteresowaniem skupił się na obwąchiwaniu płotu sąsiada.
— Więc co robiłeś, żeby panować nad swoją złością na dziadka?
Chase wzruszył ramionami.
— Nic. Trzymałem się od niego z daleka.
Courtney ściągnął brwi i spojrzał na niego czujniej, już polewając samochód wodą, aby spłukać z niego mydliny.
— Nie spałeś w domu?
— Nie. Byłem tylko po rzeczy.
— Kiedy masz zamiar wrócić? — zapytał Courtney dopiero po dłuższej chwili milczenia, w trakcie której Tank chodził wokół samochodu i raz spróbował obsikać oponę, ale mężczyzna go odgonił.
— Nie wiem. Kiedy będę musiał. A ty coś taki ciekawy?
— Naprawdę pytasz? Jestem za ciebie odpowiedzialny — odpowiedział mężczyzna, a kiedy Tank znowu zrobił podejście do oznaczenia opony, prysnął mu pod nogi z węża ogrodowego. Efekt był przeciwny, bo Tank zamiast się wystraszyć, zaszczekał wesoło, machając ogonem. — O nie, nie ma szans, nie będę ci kolejny raz zmieniał opatrunków.
Pies jednak pobiegł za wodą, którą Courtney odsuwał od niego i która lała się z węża.
— Chyba ci nie wyszło. — Chase wykorzystał moment i odniósł się do sytuacji, a nie tematu ich rozmowy.
Mężczyzna odsunął węża najdalej jak mógł, ale pies był zbyt rozradowany nową rozrywką i pędził za nim. Courtney więc w końcu zwrócił się do chłopaka:
— Zabierz go do ogrodu albo do domu, zaraz przyjdę, okej? Już kończę.
Chase zaśmiał się i gwizdnął krótko na psa.
— Tank, chodź tu, głupia lampo. No, chodź, chodź, idziemy do domu. Dam ci coś dobrego — zawołał psa, który z początkowym oporem, jednak radośnie do niego podbiegł, nie zważając już, tak jak na początku, na swój kołnierz.
Zostawili więc Courtneya przy samochodzie i weszli do domu przez drzwi od strony kuchni. Wciąż było tam czysto, ale tym razem widać było, że ktoś tu żyje. Na szafce stał kubek z niedokończoną kawą, a na stoliku w salonie, który było widać przed łuk wiodący z kuchni, leżało sporo dokumentów.
Chase zakręcił się po kuchni, wyjął z lodówki kanister mleka, nalał sobie do szklanki i dopiero po tym kucnął obok szafki, gdzie chował przysmaki dla Tanka. Wyjął z pudełka pięć chrupek i położył je na blacie obok swojego mleka.
— Siad, Tank — nakazał psu, po czym odpiął mu na chwilę kołnierz. — Chodź, poćwiczymy — zachęcił go i przeszli na środek salonu. W międzyczasie nastolatek poprzełamywał chrupki na mniejsze części. Pies szedł tuż przy nim, wiedząc, że jak teraz będzie grzeczny, to dostanie coś ekstra.
Kilka minut później obaj usłyszeli otwieranie odrobinę skrzypiących drzwi od strony kuchni i wreszcie do salonu wkroczył gospodarz, wycierając dłonie o szmatkę, którą musiał wziąć z kuchni. Sam był mokry na koszulce, a buty musiał zostawić przy wejściu.
— Rozgościliście si…? — urwał, widząc, że jego podopieczny i pies są w trakcie ćwiczeń i że pies nie ma na szyi kołnierza ochronnego. — Widzę, że tak.
— Nie poszło dużo chrupków — odparł Chase z szerszym uśmiechem i wydał kolejne polecenie, na które pies położył się płasko na ziemi włącznie z pyszczkiem. Dopiero na kolejną komendę się podniósł i dostał nagrodę.
— Taki grzeczny, ale zejść z kanapy nie umie — stwierdził Courtney, mimo to samemu uśmiechając się szeroko. Sam radosny wyraz twarzy chłopaka, a nie to, co robił, wywoływał u niego taką reakcję. — Też tak zrobisz za Nesquicka? — dodał do Chase’a, wskazując równocześnie na psa.
Chase poklepał swoje udo, a pies przysunął się bardziej do niego. Pogłaskał go za uchem.
— Za Nesquicka? — prychnął i uśmiechnął się kpiąco. — Raczej za mało.
— A za co innego byś się tak ładnie położył, hm? — Courtney wciąż stał przy nich, patrzył na nich z góry swoimi szarymi oczami i wycierał dłonie. Całe przedramiona miał wytatuowane, ale widać było na nich ciemne włoski. Zresztą, nie depilował się też na klatce piersiowej ani przy kroczu, ale tego Chase nie mógł widzieć, bo był ubrany w koszulkę. Pod pachami się jednak golił, bo wydawało mu się to bardziej higieniczne, szczególnie że miał dużo ruchu nie tylko w pracy w ciągu dnia, ale też dużo biegał na bieżni, która stała w salonie.
— Jak pies? — Chase zaśmiał się z niedowierzaniem i pobłażającym uśmieszkiem na twarzy. — Za coś w chuj dużego.
— Dobra… To powiedz, co lubisz — zasugerował Courtney, idąc w tę głupią grę, która z jednej strony faktycznie wydawała się niedorzeczna, ale z drugiej może dowie się czegoś interesującego?
Chase jeszcze chwilę się uśmiechał, po czym ściągnął brwi z wyrazem konsternacji.
— Kpisz?
— Trochę — przyznał z uśmiechem Courtney i wychylił się przez łuk do kuchni, żeby odrzucić szmatkę na szafkę, po czym oparł się biodrem o jasną futrynę. — Ale możemy zamienić to na coś lepszego. Zamiast leżenia grzecznie jak Tank, wrócisz dzisiaj do domu i wieczorem napiszesz mi smsa, że nie pożarłeś się z dziadkiem i jest w porządku. I za to dostaniesz ode mnie „chrupka”, jakiego sobie wymyślisz.
Chase skrzywił się i zerknął w dół na psa.
— Chodź — zachęcił go, aby też poszedł za nim. Kazał mu usiąść i założył mu na nowo kołnierz. Jako nagrodę dostał ostatnie chrupki. — Nie ma takiej zachęty, abym tam na razie wrócił. Nie próbuj nawet. I nie wiem, jaki miałoby to, kurwa, mieć wychowawczy cel. Jeśli kminisz, jak sprawić, abyśmy byli piękną rodzinką z jakiegoś poronionego filmu, to na to nie ma szans.
— Nie, nie mam nawet takiej nadziei. Tak naprawdę uważam, że nie powinieneś w ogóle być wychowywany przez dziadków. Ale prawnie są twoim opiekunami i niestety wciąż to, co robisz, jest ucieczką z domu — wyjaśnił cięższym tonem Courtney i w końcu usiadł na fotelu. Zdjął tylko przez głowę koszulkę, bo była mokra i od razu dało się zobaczyć, że jest szczupły, o bardzo wąskiej talii i zadbanym ciele. Nie miał bynajmniej mięśni jak Gabriel, ale jego skóra wyglądała na sprężystą, więc zapewne bieżnia nie była tu ozdobą.
Chase spojrzał na niego, nadal klękając obok psa, któremu już założył kołnierz. Ten leniwie szurał ogonem po ziemi, kiedy właściciel drapał go za uchem.
— I tak mają to w dupie. Nikomu tego nie zgłoszą. Pewnie by się przejęli dopiero, jakby wyłowili mnie z jeziora. I to nie dlatego, że nie żyję, tylko dlatego, że psy by się ich wypytywały.
Courtney milczał chwilę, obserwując go i myśląc o tym, co usłyszał. Z początku myślał, że Chase będzie dzieciakiem mocnym tylko w gębie, który przy pomocy kumpli chce pokazać, kim to on nie jest. A teraz widział, że jest większym indywidualistą, na swój sposób bardzo odpowiedzialnym za samego siebie, ale popełniającym błędy. I to nie z własnej winy, a z winy wpływu środowiska.
— Nie chcesz poszukać sobie żadnej dziewczyny? — rzucił nagle.
Chase uśmiechnął się pod nosem i w końcu się wyprostował. Zabrał swoje mleko i ruszył do kanapy.
— A myślisz, że co robię? Żadna jednak nie jest… odpowiednia. Nie — dodał na koniec ostrzej, bo Tank, który za nim poszedł, także chciał wpakować się na kanapę. Po ostrzeżeniu zrezygnował z tego i położył się łbem na stopach chłopaka.
— A jaka by była odpowiednia? Czemu tamte ci nie pasowały? — zainteresował się Courtney i obrócił się bardziej w jego stronę.
Nastolatek wzruszył ramionami.
— Nie wiem… Były… Albo takie blachary puste, bo to, kurwa, rower dla nich za mało, albo jakieś gadające o czystości. Dobra, te ostatnie to jedna taka sztuka. Jakaś znajoma z kościoła kumpli.
— A w szkole poza „blacharami” żadnych ciekawych dziewczyn nie poznałeś? — drążył Courtney, który jednak domyślał się, jakie dziewczyny mogły interesować kumpli Chase’a. Raczej puste, niewiele wymagające i… zdecydowanie niezwiązkowe. A jeśli Chase szedł za kumplami i sam do takich właśnie uderzał, oczywistym było, że nie miał nikogo na stałe.
— Nie było niczego, po co byłby sens się starać — odparł prosto. Nie wyglądał, jakby chciało mu się to robić. — Zresztą nawet jak jest jakaś lepsza, to Roy ją zawija. I zawsze potem pierdoli, jak to jej nie wydymał. — Zaśmiał się na koniec głupkowato, a Courtney zagapił się na niego i po sekundzie uśmiechnął się szeroko.
Szybko zatkał usta, żeby się nie zaśmiać. I nie, bynajmniej nie rozbawiły go słowa Chase’a, ale jego… idiotyczny śmiech. W myślach pojawiło mu się tylko „o ja pierdolę” i miał ochotę to jakoś skomentować, że jego śmiech brzmi trochę jak godowe nawoływanie upośledzonego ptaka, ale chłopak mógłby się obrazić. Zatrzymał to więc dla siebie.
— Rozumiem, że… — odchrząknął, żeby przywołać jakoś powagę — że nie szukasz związku?
Chłopak jednak nie zamierzał odpowiadać na jego pytanie i było to bardzo dobrze widoczne na jego skrzywionej dziwnie twarzy.
— Czego brechtasz?
Tym razem już Courtney nie wytrzymał i zaśmiał się.
— Sorry. Po prostu śmiejesz się specyficznie.
— Jak specyficznie? Co masz do mojego śmiechu?
— Nie mam nic do twojego śmiechu, a nawet więcej bym go posłuchał — odpowiedział mężczyzna, wciąż się uśmiechając.
Chase znowu zrobił niepewną, skrzywioną minę, patrząc na mężczyznę krzywo.
— Dziwny jesteś… wiesz?
— Dziwny, bo bawi mnie twój śmiech? — Courtney wciąż był rozbawiony, a nawet Tank ciekawie spoglądał to na jednego rozmówcę, to na drugiego.
— Bo chichrasz i szczerzysz się, jak głupi zza lady w monopolowym. Co jest takiego, w chuj zabawnego, w moim śmiechu? — Chase coraz bardziej nie rozumiał, a kiedy nie rozumiał, dodatkowo negatywnie się nakręcał.
— Jego brzmienie i twoja mina przy tym — wyjaśnił gospodarz i uniósł się z fotela, sięgając po porzuconą na podłokietnik koszulkę. — Idę do łazienki, zaraz wracam.
— Ej! Ucinasz temat! — Chase wyzywająco uniósł dłonie na boki. Cóż, już było wiadomo, że sprowokowanie Chase’a do jakiejś rozróby czy bójki nie jest niczym trudnym.
— Nie, po prostu chce mi się lać. — Courtney zaśmiał się i zniknął w łazience.
Chase prychnął pod nosem i pokręcił głową, opadając z naburmuszoną miną plecami na oparcie.
Chwilę tylko siedział, patrząc na Tanka i co rusz sięgając do jego uszu, aby go za nimi pogłaskać. Do czasu, aż nie usłyszał dźwięku z telefonu stacjonarnego leżącego na biurku. Niby nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, jakie słowa nagrał osobnik po trzech sygnałach, gdy włączyła się poczta głosowa. Głos zdecydowanie był męski…
— Hola amigo, zapracowany jak zawsze? Myślałem, że o tej porze to już mościsz się na tej swojej wygodnej kanapie, z której wciąż mam bardzo dobre i mmmmmokre wspomnienia. Daj znać, kiedy wrócisz, chyba że mnie olew… — W tym momencie drzwi od łazienki się otworzyły i wypadł z niej Courtney wciąż bez koszulki, a teraz dodatkowo w niedopiętych spodniach i pospiesznie dopadł do telefonu.
Złapał za słuchawkę i przyłożył ją do ucha.
— Hector, hej! Zły moment, mam gościa, oddzwonię do ciebie potem, w porządku?
Chase siedział nadal na swoim miejscu z dziwnym, nieswoim wyrazem twarzy, mając wrażenie, że się przesłyszał. Albo źle zrozumiał. Albo cokolwiek, co by tłumaczyło ten telefon.
Po momencie wahania zawiesił badawcze i przeszywające spojrzenie na swoim kuratorze, który dalej rozmawiał z tajemniczym Hectorem.
— Tak, odezwę się w wolnej chwili, ale jak wiesz, mam ich bardzo niewiele. Obecnie mam piątkę podopiecznych i psa w domu, a wiem, że za nimi nie przepadasz. — Zamilkł, słuchając odpowiedzi i zaśmiał się zdecydowanie wymuszenie. — Tak, najwyżej wpadnę, ale pozwól, że dam znać, gdy będę mógł. Wybacz, że się nie odzywałem. Do zobaczenia. — Poczekał jeszcze na odpowiedź i dopiero się rozłączył. A potem bez słowa, nie patrząc na gościa, ponownie pospieszył do łazienki.
Chase, nie myśląc wiele, wstał z kanapy i czym prędzej poszedł za mężczyzną. Złapał za drzwi, nim te się przed nim zatrzasnęły.
— To był koleś!

29 thoughts on “Newton’s Balls – 9 – Kiepski moment na telefon

  1. Katka pisze:

    Renka, hehe, taki delikatny sadyzm z naszej strony, ale wierzymy głęboko, że na dobre wychodzi takie podnoszenie napięcia XD Super, że podoba Ci się rozwój akcji :D Pan kurator pokazał się od innej strony, a raczej Chase przypadkiem odkrył tę inną stronę, która chyba mocno zmieniła pierwsze podejrzenia czytelników co do tego opowiadania ;)

  2. Renka pisze:

    Boru przenajświętszy, powinien być jakiś paragraf zakazujący ucinania akcji w takim momencie.ㅠ.ㅠ Rozdział przecudowny, natomiast moja mała, prywatna fantazja z panem kuratorem i przewieszaniem przez kolano niesfornych podopiecznych staje się coraz bardziej prawdopodobna.;)

  3. Katka pisze:

    Damiann, teraz się narzeka na słońce, ale przyjdzie zima i jeszcze za nim zatęsknimy, więc mimo wszystko ja im deszczu nie zazdroszczę XD A Hector to ogólnie latynoskie imię, więc kojarzy Ci się na pewno dobrze, choć nie wiem, czy taki z niego macho XD

  4. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Potem jeszcze Gabriel wpadł na pomysł zrobienia popcornu, a Raphael w tym czasie jako tako zasłonili okna. ” – ,,zasłonili”?
    ,,Ale prawnie są twoim opiekunami i niestety wciąż to, co robisz, jest ucieczką z domu — y wyjaśnił cięższym tonemCourtne i w końcu usiadł na fotelu.” – bez ,,y”, spacja i niepelne imie.
    Nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu. Az sie spocilem z emocji….
    A nie, to tylko slonce, ktore parzy mnie w ramiona. Zazdroszcze im tej deszczowej pogody ;(((
    Co do tych blachar. Mam na snapie jakiegos chlopaka, ktory co chwila wysyla mi zdjecia swojego samochodu D:
    Zastanawialem sie jak Chase sie dowie o orientacji kuratora. I co to za Hector? Kojarzy mi sie z jakims hiszpaninem, co zajmuje sie bykami. Jak oni sie nazywaja… Corider? Corriderzy? Wiadomo o co chodzi xD a moze to jest jakies gorace macho? xDw
    A jesli chodzi o ojca braci… Spokojnie. Moj ojciec tez na mnie wrzeszczy kiedy brzydko sie odzywam xD

  5. Katka pisze:

    Liv, ach ten ciche dni, też są jedną z możliwych opcji. tutaj teraz naprawdę wiele się może wydarzyć. no i woooow, Chase dla Ciebie był całkiem spoko? jestem w pozytywnyn szoku! jeszcze się normalnie sprawdzi to, co mówiłam, że go pokochasz XD jesteś na dobrej drodze XD hehe a kolczyki w suteczkach są mrrr zgadzam sie, szczególnie że Shane ma wrażliwe sutki. dzięki za komencia :D

  6. Liv pisze:

    No… to jestem ^^
    Wyszło szydło z worka! Może kontakt Chase’a z Shanem trochę go oswoił do homo, ale chyba nie liczyłabym. Courtney jest jak zwykle super, szkoda by było, gdyby przez parę następnych rozdziałów mieli ciche dni. xd
    I jęknę znowu, że tęsknię za Newonami. Irracjonalnie bałam się trochę, że Phil skończy z Chasem, a Ian z Courtneyem, ale chyba nie po tym rozdziale! ;)
    A teraz (*werble*)… Chase był spoko w tym rozdziale.
    Co do poprzedniego rozdziału NB, to miałam nie wspominać, bo tak trochę dziwnie, bo zupełnie inna para, ale nie mogę.. Shane i David na ślubie Walta i Jamesa? YESS. Rozdział był jak herbata i ciasteczko, coś ślicznego. Słodko, ale nie tak lukrowanie. Kolczyki w sutkach, rrr… ^^
    No, nadrobiwszy wszystko. Idę pod PD. c:

  7. Katka pisze:

    linerivaillen, nooo właśnie, haha, lubię jak ktoś widzi, że u nas rozdziały są często i wcale tak długo nie trzeba czekać jak sie wydaje. No i słodko, że lubisz Courtneya, normalnie facet ma tu rzeszę wielbicieli :D

  8. linerivaillen pisze:

    Cudowny rozdział jak zwykle :) nie mogę się doczekać następnego. W takim momencie! Przecież wiecie jak lubię coming outy! Nieładnie. Na szczęście nie będę czekać tak długo jak w przypadku innych opowiadań w internecie (kocham was za takie regularne update’y). Mówiłam już, że kocham Courtney a? c: Chase też taki ogarnięty jest. Bardzo liczę, że będą razem.

  9. Katka pisze:

    katie, wystarczy wysłać nam maila, że chcesz zamówić tomik, podać adres na ktory mamy wysłać książkę, a my wyślemy dane do przelewu :)

  10. katie pisze:

    Opowiadanie się rozkręca :D nie mogę się doczekać dalszej części….co to FDTS jak można zamówić to opowiadanie? (Chodzi o 2 tom)

  11. Katka pisze:

    Sizzu, fajnie, że w ogóle naszła Cię wena na komentowanie, bardzo nas to cieszy :D Tym bardziej jak przybywasz z pozytywnym odzewem. Zawsze jakoś nas szczególnie cieszy kiedy ktoś nie narzeka na brak seksu, bo to w jakiś sposób dowodzi, ze w opowiadaniu sama fabuła jest wciągająca i nie czyta się tylko dla porno scenek. mmm i dzięki za docenienie naszej wyobraźni przy porównaniach haha XD ja zawsze jakąś frajdę mam z kombinowania do czego by tu cos porównac. mimo wszystko to duże pole do popisu. I bardzo mi sie podoba Twoje spojrzenie na to, jak w głowie Chase’a mógł przebiec proces przyswojenia tej informacji XD w następnym rozdziale okaże się czy miałaś rację. I spokojnie, do samego końca Chase pozostanie głównym bohaterem :) dzięki wielkie za ujawnienie się z tym komentarzem! pozdrawiamy bardzo cieplutko!

  12. Sizzu pisze:

    Cześć dziewczyny ;)
    Hah, już jakiś czas temu przebrnęłam przez wiekszosc opowiadań (z FDTS byłam na bieżąco od poprzednich wakacji) ale dopiero dzisiaj naszła mnie wena na komentowanie XD
    Iii… NB naprawdę mi się podoba, jest chyba jednym z tych lżejszych opowiadań, w którym scen seksu nie będzie jeszcze przez jakiś czas. Przynajmniej o dziwo mam taka nadzieję xd ahh każdemu potrzebna jest odmiana
    I oczywiście nie brakuje humoru, haha wasze porównania są boooskie i to nie pierwszy raz gdy dajecie takie dziwaczne pierełki przez które szczerze się jak głupia do ekranu, dzięki ;)
    A co do koncowki rozdzialu ja mam jakoś wrażenie że Chase wcale nie zareaguje tak źle ;p jasne, nie rozłoży nóg i nie krzyknie „bierz mnie, tygrysie!” alee… Bardziej zabrzmiało mi to jakby Chase był zdziwiony w sensie „chłopak? Jak to chłopak? Dlaczego to był chłopak? Bo to był chłopak, prawda? Wiem co slyszalem i wyjaśnij mi to(chociaz niekoniecznie bede sluchal)!” niż „to był chłopak! Dostaniesz w pizde, Courtney, ty geju!” XD tak czy siak mam wrażenie że końcowy efekt tego telefonu nie będzie wcale taki zly ;)
    Hah, serio NB trafiło w mój gust i mam nadzieję że zbyt szybko nie pojawi się kolejna ‚para’ a Chase i Courtney nie pójdą na dalszy plan, bo wiem że często tak robicie ;) (i mi chyba jako jednej z niewielu nie przypasowal poprzedni rozdział, wolę tego gamonia Chase’a niż… Ekhem… Tamtych :P)
    No nic, czekam na kolejny rozdział, pozdrawiam i milego odpoczynku :)

  13. Shivunia pisze:

    KillCheerleader >> Hahahaha, aż posłuchała bym jak się śmiejesz aby tylko się upewnić czy na pewno nie śmiejesz się jak Chase. Chociaż, mam wrażenie, że ten śmiech jest tematem przewodnim tego rozdziału, więc na dobre on mu wyszedł ;p Co do błędów to PD jest poprawiane bonusowo jeszcze przez jedną osobę. Ale jak będzie książka NB bo będzie też miało bonusową korektę ;)

  14. KillCheerleader pisze:

    Turlanie się po podłodze przy każdym nowym odcinku NB jest już chyba u mnie całkiem normalną reakcją, mam tylko nadzieję, że nie brechtałam niczym Chase. Zastanawiam się, czemu w NB zawsze jest o wiele więcej błędów niż w PD.

  15. Katka pisze:

    Lu, hehe, rozkręca się opowiadanko, to i akcja nabiera tempa :D Super, że się podobało!

    Ana, oj nie da się częściej niestety. nie wyrobiłybyśmy sie z pisaniem, byście potem mieli co czytać. chociaż teraz mamy „przerwę” wakacyjną, więc rozdziały są rzadziej, więc jak przerwa sie skończy, może nie będzie tak bolesne oczekiwanie.

    Porebula, mokre wspomnienia na kanapie… hehe, to mówi samo za siebie i na pewno nastoletni umysł Chase’a nie mógłby nawet wymyśleć jakiegoś grzecznego wytłumaczenia XD haha i jak tam czytam Wasze komenty, mam wrażenie, że z tym śmiechem, to powinno w tytule się znaleźć bo zrobiło furorę XD ale jak w głowie słysze ten śmiech, to inaczej nie da się go określić XD

    Omega, tak jak wyżej, porównanie zrobiło furorę XD uroczo. teraz tylko musicie pamiętać, że za każdym razem właśnie tak Chase się śmieje XD To ten z rodzaju zaraźliwych.

    Tomek, śmierć w sadzawce brzmi strasznie! nie chcemy umierać w sadzawce. lepiej nas powiesić, czy dźgnąć nożem chyba… a to „tyle czasu” to się tylko tak wydaje, na pewno szybko zleci :) Choć pewnie ci, którzy idą do szkoły 1 września wcale się z tego nie cieszą XD Baaardzo nam miło, że rozdział tak się podobał :D widać, że dużo komentarzy, więc chyba faktycznie troszkę poruszył. cieszy nas to bardzo :)

    Koocuu, to jak widać to godowe nawoływanie nie tylko godowe, ale i wywołujące czytelników zza zarośli :D Miło nam, że się ujawniłaś, hehe :D A takie radosne sytuacje jak ta z porównaniem śmiechu niestety są zwykle kwestią nagłej weny i impulsu, więc niestety nie da się ich wywołać na siłę, że tak powiem, ale staramy się mieć dystans do postaci, więc może się coś podobnego jeszcze powiedzieć XD A przerywanie w takiej chwili… to jest jeden z punktów w naszym planie zdobycia świata XD

    O., na pewno na to, że tacy są Raphi i Gabriel, miało wpływ wiele czynników, a na niektóre ich schizy na pewno tez takie wychowanie. chociaz oni chyba właśnie taki system obronny sobie zrobili i wpakowują się w głupie pomysły z Chasem i Royem, żeby nie być zbyt grzecznymi XD I jak słusznie zauważyłaś, teraz jest wiele możliwych rozwiązań tej sytuacji, bo Chase może zareagować w bardzo różny sposób. wymieniłaś kilka zresztą, a Courtney… cóż, nie wie, czego się spodziewać. To chyba był jednak błąd, by zapraszać chłopaka do siebie do domu…

    Kasia, minę Chase na pewno musiał mieć boską. takie jeszcze nie jest pewien, co ma myśleć, ale już w mózgu włączył się alarm. Na bonusik nie można niestety liczyć, bo nie mamy zapasowego żadnego tekściku na teraz, ale liczymy, że następny rozdział zrekompensuje oczekiwanie. My dziękujemy za komentarz i cieszymy się, że Ci się podobało :)

    Dante, hahaha, szyneczki na pewno nie mogą jeść w piątek XD W domu… bo wątpię, by przestrzegali reguł poza i wbijają radośnie do mcdonalda. A co do utuczonych psów – chyba póki pańcia karmi i wciska piesiowi żarełko non stop, to Ty sam nic nie poradzisz. jest skazany na swoją tuszę. W takich momentach najpierw się robi terapię właścicielom, żeby im uzmysłowić, że krzywdę piesiowi robią chcąc uszczęśliwić na siłę. ciekawa jestem w ogóle w jaki sposób wyglądał ten śmiech w Twojej głowie, jak mózg to przetworzył. ja go bardzo dobrze słyszę i faktycznie jest masakrycznie śmieszny XD

    Mati, chyba rodzice braciszków mają jakiś radar po prostu i słyszą głównie te przekleństwa XD Chyba że mają cienkie ściany w domu, ale to by było dla chłopaków jeszcze bardziej niewygodne. Selfie Tanka na pewno mega słodkie :D Courtney postarał się, by ładnie wyszło. Fajnie, że ciałko się podobało, bo tak, Courtney ma się w sumie czym pochwalić :D I dziękujemy baaaardzo za miłe słowa :D Takie komentarze to lepsze nawet niż słoneczko, które obecnie mamy na działce.

    Mery, nie jestem pewna, czy wszyscy tu są zdenerwowani… XD Wiesz, zawsze jest taka opcja, żeby nie czytać rozdziału jednego czy dwóch, a dopiero jak wyjdzie następny, to przeczytać sobie wszystkie trzy i wyjdzie na jedno – Ty będziesz miała luksus długiego tekstu rzadziej, a ci, którzy lubią naszą częstotliwość, też będą mogli czytać częściej, a krócej. Lepiej zadowolić większość, niż mniejszość. A Dante chyba też ma troszkę racji, że u nas rozdziały faktycznie wychodzą dość często. Czuję się więc mimo wszystko usprawiedliwiona, aczkolwiek przykro nam, że tak patrzysz na sprawę. Nie płacą nam niestety za pisanie, więc :< Snif snif, nie możemy więcej i częściej.

    Btw wybaczcie za ewentualne opóźnienia w odpisywaniu na komentarze, maile czy wiadomości na fejsie, ale jesteśmy na urlopie, nie mamy neta (tylko sporadycznie jak złapie się zasięg który nie istnieje), więc możemy mieć obsuwy. Pozdrawiamy serdecznie :)

  16. Dante pisze:

    mary~… Nie znam żadnego bloga gdzie opowiadania wychodzą tak często jak tutaj, i mało kiedy spotyka się też tak długie rozdziały :)

  17. mary~ pisze:

    Ej no, rozdział był za krótki :/
    już lepiej chyba wrzucić coś długiego po dłuższym okresie niż tak wszystkich denerwować.

  18. Mati pisze:

    „SŁOWNICTWO!” było cudowne. Tak jakby mieli jakiś mikrofon w pokoju :D
    Haha, takie…poetyckie nazwanie śmiechu Chase’a – cudowne :D Super :D
    I te „selfie” Tanka. Jak sobie wyobraziłem, to to wyszło takie słodkie :D
    Ale, ale…to końcówka była najlepsza. Ten Hector, mokre wspomnienia, wybiegający Courtney…
    No i ten opis ciała Courtney’a taki ciekaawy :D
    ach, ja chcę nowy rozdział!!! Rozbudziłyście ciekawość, oj rozbudziłyście… I to będzie chyba jedyny raz, gdy będę czekał na 1 września :D
    Oj, no co tu dużo mówi…pisać, Dziewczyny, jesteście genialne :)

  19. Dante pisze:

    Borze szumiący… Niezła patologia z tym ich odzywaniem się do siebie. Sytuacja z klnięciem normalnie jak u mnie w domu więc się mocno ubawiłem xD. Ciekawe czy szyneczki też wpierdalać w piątek nie mogą… ;p. Karanie dzieciaka za fapanie .. no po prostu bomba xD. Smsiaki od kuratora tak bardzo słodkie… Prawie tęcza na ekranie mi zakwitła. Tank wygrywa wszystko :). Odnośnie utuczonego tanka.. ma ktoś jakieś rady jak odtuczyć psa :P?, bo ogólnie mój się już tak spasł a kochająca pancia go tylko dokarmia 24/7. Ja tam nie widze nic zuego w psach na kanapie. „— A za co innego byś się tak ładnie położył, hm?” kurcze… mój zboczony mózg wszędzie widzi jakiś podtekst xD.. „jego śmiech brzmi trochę jak godowe nawoływanie upośledzonego ptaka”. Tym mnie kupiłyście xD.. hahahahaha leże na podłodze i się zwijam. Mój mózg przetworzył jakoś te dźwięki i nie no.. serio ? xD. Telefony zawsze dzwonią w nieodpowiednim momencie ;p… Ehhh srednio przepadam za cliff hangerami (jakoś tak chyba to szło ) :p, ale następny rozdział dzięki temu będzie bardziej wyczekany :)!

  20. Kasia pisze:

    No w takim momencie skończyć… Jesteście okrutne 😯 Ale w ogóle jaka dedukcja u Chasea, hehe, musiał mieć boską minę, ech dlaczego zostawiacie mnie w takiej niewiedzy :) A Courtney chyłkiem, chyłkiem do łazienki chciał uciec ☺ Ja też uważam że rozdział był stanowczo za krótki, może jakiś bonus w związku z tym wrzucicie ? 😆 Nie mogę się doczekać tego następnego rozdziału, a jak się okaże że tam jakaś dygresja na zupełnie inny temat będzie to Was ukatrupię 😉 Żartuję oczywiście :) Dzięki za rozdział i pozdrawiam 😊

  21. O. pisze:

    P.s nie dość że dałyście Chasowi dziadków takich co sie nóż w kieszeni otwiera, rower na który blachary nie lecą, kuratora geja to jeszcze śmiech, którego chyba nikt nie powtórzy.. Posiadanie Tanka nie równoważy zła, które mu sprawiłyście… XD

  22. O. pisze:

    Ou.. Faktycznie masturbacja pod krzyżem nie jest czymś jarającym, dla części osób xD Rodzice mają jedną skrajność a dzieciaki drugą. Wina nadmiernie katolickiego wychowania, czy oni i tak by tacy byli? Takie tam gdybanie. Fajnie, że Chase ma się gdzie zatrzymać, choć myślałam że i Corn mu zaproponuje ponownie nocleg. Bądź dwa. Może i chciał ale Hector wyskoczył jak Filip z konopii i teraz czeka Courtneya pogadanka xD ale wzburzenie Chasea skojarzyło mi się ze „słownictwo” xD i było słodkie. Teraz znowu parę bramek może być do wyboru co młodszy zrobi. Czy pogada,.czy wkurwiony wyjdzie i tylko na obowiązkowe spotkania się zgłosi a może będzie chcieć zostać przeleconym xD bo Courtney to na pewno nie blachara xD

  23. koocuu pisze:

    a więc zdecydowałam się na swój pierwszy komentarz aby napisać, że totalnie rozwalił mnie tekst o „godowym nawoływaniu upośledzonego ptaka” xD po prostu w tym momencie nie wytrzymałam i wybuchłam szaleńczy śmiechem a siostra spojrzała jak na debilke :D mam nadzieję, że więcej będzie takich momentów w NB :3 a tak w ogóle jak można przerwać w takiej chwili?! ;-;

  24. Tomek pisze:

    Nie! Nie! Nieeeee!
    Zabije! Zamorduje! Zatopię w sadzawce!
    Aaaaa!!! W takim momencie przerwać! Ja wiedziałem… Ja wiedziałem…
    Małe, potworne, wstrętne żmije – Ale i tak was kocham <3 xD :*

    Kurdeee będę teraz czekał… tyle czasuuu…
    za 4 dni będzie No Exit (którego nie czytam, próbowałem i chyba przeczytałem z 5 rozdziałów, ale nie trawię tego)
    to 28-go będzie Project Dozen,
    czyli 1 września będzie następny rozdział O.o
    TYLE CZASU W NIEWIEDZY… BIEDNY CZYTELNIK POZOSTAWIONY SAMEMU SOBIE… jak ja żyć będę ;(

    Ale weny życzę, rozdział mi się bardzo, bardzo, ale to BARDZO podobał.
    Szczególnie końcówka rozdziału xD Wiedziałyście gdzie urwać… żmije <3

  25. Omega pisze:

    „jego śmiech brzmi trochę jak godowe nawoływanie upośledzonego ptaka” -przyznam, że jeszcze w życiu nie natrafiłam na takie porównanie, ale kupuję to, bo jest świetne xD
    Mam wrażenie, że jakiś krótki był ten rozdział .-.

  26. porebula pisze:

    Łaaaaa Hector ^^ Co to za mokre wspomnienia, co?
    Ej,mi sie wydaje czy te rozdziały coraz krótsze są?
    Zabiłyście mnie „godowym nawoływaniem upośledzonego ptaka” XDDD CUDO. W skrócie gnup! Tego sie nie pozbędziecie! Chase i jego gnup.
    To opowiadaniw z rozdziału na rozdział jest coraz lepsiejsze. Kocham
    Miło że rodzice Chasea go przyjęli, ale chłopak powinien jednak wrócić do domu… Chociarz na chwile… bo dłużej to on tam raczej nie wytrzyma…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s