Project Dozen – 37 – Dach, łazienka i… pusty internat

Kevin z przebraniem za bardzo nie zaszalał, bo niespecjalnie mu się chciało. Poszedł na łatwiznę i przebrał się za zombie. Miał więc na sobie poszarpane łachy, które stworzył z tego, w czym i tak już nie chodził. Pomalował miejscami twarz i ciało, aby wyglądało na poranione, pod oczami zrobił sobie sine cienie i to na tyle, jeśli chodziło o jego wkład w dopasowanie się do święta. Zresztą, czuł się całkiem nieźle. Większość uczniów była zombiakami, więc nie przykuwał uwagi.

Dzięki temu mógł się bawić w tłumie, tak jak teraz, gdy szedł przez tunel zrobiony z jakichś drucianych konstrukcji i płacht, w którym było wybitnie ciemno i co raz trafiało się na pułapki takie jak smród zgniłych jaj wypuszczany za pomocą małego wiatraczka czy dziwne odgłosy. Wszystko według niego było lamerskie, ale nie narzekał. Nieźle się bawił.
Gdy po wyjściu z tunelu otrzepywał się z pseudo pajęczyn i zobaczył wchodzącego do sali Tylera, skrzywił się i popchnął swojego czarnoskórego kumpla z kosza, żeby szybciej przeszedł do dalszych atrakcji. Nie chciał gadać z Tylerem, bo czuł się jak lama przez to, że tylko on odpadł z projektu, a ten chłopak dalej walczył o zwycięstwo. A niby miał mieć z nim sojusz w drodze do zwycięstwa.
— Może teraz ogarniemy tarota? — zagadał do kumpla, próbując przecisnąć się z nim przez tłum zombiaków, wampirów, postaci z filmów Burtona i innych tworów.
— Aby ci psychole powiedzieli ci, że niedługo umrzesz? To ich stara śpiewka — odparł Clinton, idąc mimo swoich słów w stronę pokoju, gdzie kółko spirytystyczne miało używanie. Bawili się chyba najlepiej ze wszystkich, chociaż wykonywali swoistą pracę na rzecz szkoły.
— No trudno, najwyżej umrę. W budzie i tak jest chujowo, żyje się tylko dla wakacji — odpowiedział Kevin ze śmiechem, chociaż gdy tylko wszedł do dużej sali przeznaczonej na atrakcje kółka spirytystycznego i ujrzał w oddali Sena Nakano, mina mu zrzedła. Przecież obiecał sobie nie zbliżać się do tego typa.
Jego kumpel chyba nie znał tych planów, bo szedł w kierunku Azjaty jak zaciekawiony widz w stronę dziwadła za kratkami w cyrku. Kevin już po raz kolejny planował dywersyjny odwrót, kiedy poczuł i usłyszał sygnał wiadomości swojej komórki. Uznał to za idealny moment, by zatrzymać się w drodze do wysokiego Japończyka, udającego obecnie kata.
— Zaraz będę! — zawołał do Clintona i odsunął się pod ścianę, by nie stać w tłumie i spokojnie odczytać wiadomość. Zdziwił się już na wstępie, bo przyszła od numeru, którego nie miał zapisanego. Była jednak bardzo niepokojąca.
„Wiem o tobie i Knopperze ;) Chcesz to wyjaśnić?”
Kevin, gdyby był biały, to przybrałby kolor trupa i naprawdę wyglądałby jak zombie. Rozejrzał się z przestrachem, jakby właśnie w tej sali znajdował się autor wiadomości. Nikt jednak na niego nie patrzył, a on czuł zimny pot na plecach. Skąd w ogóle ktoś mógł wiedzieć, że Knopper go prześladuje swoimi lubieżnymi spojrzeniami?! I jak to „o tobie i Knopperze”?! Nic nie było między nim a tym chorym wuefistą!
Drżącymi palcami odpisał szybko: „Nie wiem o czym piszesz ;/ To jakaś prowokacja?”.
Zaraz, prawie od razu, jakby ktoś już miał przygotowaną treść odpowiedzi, dostał zwrotnego smsa:
„Jeśli chcesz się o tym przekonać, spotkaj się ze mną za kwadrans na dachu szkoły.”
Kevin zaklął pod nosem. To jakiś pieprzony prowokator. Do tego choć dzisiaj górne piętra szkoły były zamknięte, chłopak wiedział, że musi tam pójść. Jeżeli ten żartowniś ubzdurał sobie, że ma romans z wuefistą i wygłosi to całej szkole, to będzie spalony. I spedalony. Nie mógł do tego dopuścić!
Zastanowił się, czy powinien uprzedzać Clintona, że znika na dłużej, ale chyba wolał, żeby nikt o tym nie wiedział. Wymknął się więc z sali szybko i cichcem. Starał się pozostać niewidocznym, gdy kierował się do schodów wiodących na piętro. Serce mocno biło mu w piersi z nerwów. Nie dlatego, że jakiś nauczyciel mógłby zobaczyć, że nagina właśnie regulamin. Bał się, że ten żartowniś już coś publikuje na facebooku.
Upewniwszy się, że nikt go nie widzi, w biegu pokonał schody, wyminął postawiony słupek i taśmę z napisem „ZAKAZ WSTĘPU”. Tam już spokojniej dotarł do schodów ewakuacyjnych, które prowadziły na dach. Nie miał pojęcia, kogo się spodziewać na górze, ale zdziwił się bardzo, gdy już przeszedł przez klapę i znalazł się na dachu szkoły. Dopiero zaczynało się robić ciemno, więc od razu rozpoznał sylwetkę ucznia.
Jules Fox stał z dłońmi w kieszeniach spodni i patrzył na niego, wychodzącego na równy, choć pokryty pyłem i piachem dach szkoły. Był przebrany za lisa, ale jego ogon był już odpięty i leżał kawałek dalej, tak samo jak torba i uszy na opasce. Jego ubranie składało się z rudych spodni, białej koszulki i kamizelki pasującej do spodni kolorem.
— Trochę ci to zajęło, pupilku trenera.
Kevin zmarszczył się groźnie i podszedł bliżej. Nie za blisko jednak. Dzieliły ich wciąż ze trzy metry. Do Julesa Foxa miał równie duży dystans, co do Sena Nakano. Ten drugi przerażał go swoim psychicznych zachowaniem, a Foxy pedalstwem. Nie chciał się czymś zarazić.
— Co ty pierdolisz? Masz mało tematów do filmików?! — warknął agresywnie.
— Och, mam ich dość, ale to też jest ciekawa historia. Chciałem jednak ją zgłębić, nim podejmę jakieś kroki — odparł Foxy i zmierzył chłopaka spojrzeniem. — Czekoladko.
Tym sprawił, że Kevin miał wrażenie nie tylko zlustrowania, ale i zmacania. Jakby stał tu nago, a Jules właśnie kładł na nim te swoje pedalskie dłonie i ocierał się o niego tyłkiem. Zresztą zawsze zastanawiało Kevina, dlaczego ten chłopak jest tak dobrze zbudowany, a nie wygląda jak anorektyk ze zwichniętym nadgarstkiem. Choć ten modulowany głos mówił sam za siebie.
— Pierdol się! Nie ma żadnej historii! — Postąpił krok naprzód, zaciskając pięści. — To Knopper jest pieprznięty, nie moja wina!
— No, chyba że go kusisz — mówił dalej Jules z bezczelnym uśmiechem, nieschodzącym mu z twarzy. Wydawał się pewny swoich słów, a do tego oceniający, czym jeszcze bardziej drażnił Kevina.
Ten miał ochotę mu przywalić tu i teraz. Wręcz gotował się ze złości i wstydu. Jak w ogóle ta ciota mogła go podejrzewać o jakieś pedalskie kontakty?!
— Popierdoliło cię to reszty! — krzyknął histerycznie. — Nie waż się pisać o czymś takim nigdzie ani robić filmu! To jakieś posrane wymysły twojej chorej głowy!
— Jak dla mnie to jest dokument, a nie wymysł. Myślisz, że nie widać, jak trener na ciebie patrzy? Jak obmacuje cię wzrokiem? Tylko marzy — zamruczał nisko Jules i zbliżył się do Kevina — aby posmakować twojej czekoladowej pałki. Aby possać ją jak rurkę z kremem, a potem przelecieć cię w tych sportowych ubrankach — mówił, prowokując coraz bardziej wściekłego Kevina. Miał z nim WF i nie był ślepy. Wystarczyło tylko wykorzystać swoją wiedzę.
Ciemnoskóry chłopak poczerwieniał na twarzy i odepchnął go od siebie mocno, dysząc wściekle, a nozdrza jego szerokiego nosa poruszały się jak u byczka…

*

Eric Turner próbował znaleźć swojego chłopaka. Rozstali się na chwilę po zjedzeniu ciastek z bufetu, bo Jules mówił coś o potrzebie odwiedzenia łazienki. Nie było go jednak dość długo, a Eric nie chciał samemu iść do pokoju, w którym robiono zdjęcia na upiornym tle. Mieli zaliczyć to razem. Co prawda wpadł na bliższego kolegę z zajęć z historii, który zaproponował, by się do niego przyłączył, ale Eric wolał jeszcze poczekać. Ta nieobecność jednak na tyle się przedłużała, że w końcu na korytarzu zaczepił przypadkowego chłopaka. Każdy tu w końcu znał Julesa.
— Hej, przepraszam, widziałeś może Foxy’ego?
Przebrany w kostium jakiegoś wojownika uczeń, wyglądał na zafrasowanego pytaniem.
— Ee… chyba nie. Nie ostatnio.
— Okej, przepraszam. — Eric uśmiechnął się krótko i podążył dalej.
Pytał kolejnych osób, ale nikt go nie wiedział, do czasu aż nie ujrzał Tomasa, byłego swojego chłopaka.
— Przepraszam, Tomas, widziałeś Julesa?
Blondyn zamrugał i pokiwał głową.
— Nom, widziałem. Nie wiem, co odwala, ale poszedł na piętro chyba.
Eric zrobił jeszcze bardziej zaskoczoną minę. Nawet nie odpowiedział, tylko pobiegł w stronę schodów. Trochę mu w tym wszystkim utrudniało przebranie, bo miał naprawdę ciasną ramoneskę i jeansy. Do tego obcisła, biała podkoszulka. Przebrał się za greasera, ale okulary przeciwsłoneczne zdjął po pierwszych pięciu minutach zabawy. Miał je zahaczone o kołnierzyk podkoszulki. Na nosie jednak nie miał swoich okularów, więc nie widział za dobrze.
Wahał się, czy dobrze robi, ale był zaniepokojony, więc wbiegł po schodach i rozejrzał się. Nie słyszał żadnych dźwięków, poza tymi dochodzącymi z dołu. Krzyknął kilka razy imię swojego chłopaka i naraz naszło go, że… może ten gdzieś potajemnie spotkał się z jakimś innym chłopakiem. Zrobiło mu się jeszcze cieplej z obawy.
Gdy kroczył pustym korytarzem, jego wzrok przykuły otwarte drzwi do schodów ewakuacyjnych. Ściągnął brwi i podszedł do nich, a gdy wyjrzał na klatkę schodową i usłyszał gdzieś nad sobą mocno stłumione „Co ty chrzanisz?!”, już wiele nie myślał, tylko pobiegł na górę, do klapy na dach.
Wdrapał się po schodach i kiedy wyjrzał przez właz, zobaczył, jak Jules szarpie się z jakimś ciemnoskórym chłopakiem. Miał przy tym lekko bezczelny uśmiech i trzymał go za nadgarstki, które ten zaciskał na jego kamizelce.
Eric wszedł na dach i podbiegł do nich truchtem, ale zatrzymał się kilka kroków obok.
— Co wy robicie…?! — wydusił. Sam fakt, że ta dwójka była na dachu szkoły i szarpała się, było wystarczająco niepokojące.
Kevin obejrzał się na niego i odepchnął Julesa.
— Jesteś pojebany, Fox! Jak to, pedale, nagrywasz, to nie żyjesz! — krzyknął i znów do niego dopadł, by przetrzepać mu kieszenie.
Jules spojrzał szybko na Erika. Nagle uśmiech zniknął z jego twarzy, a pojawił się na niej chwilowy cień zawahania. Nie poskutkował on jednak odepchnięciem Kevina i wyjaśnieniem sytuacji. Zamiast tego, zamachnął się i uderzył go z pięści w twarz.
— Nic nie nagrywam! Gdzie z łapami?!
Eric zrobił wielkie oczy, a Kevin warknął i już po prostu rzucił się na Julesa. Siłą swojego ciała przewrócił go na plecy, na twardą powierzchnię dachu i uderzył w brzuch. Robiło się coraz ciemniej, i to w bardzo szybkim tempie, ale on dobrze widział ciało pod sobą, które teraz w jego oczach stanowiło duże zagrożenie dla jego godności i dobrego imienia. No i Jules Fox zwyczajnie go wkurwiał. Te jego uśmiechy, świergotanie i bzdury, które wypływały z jego ust.
Foxy, którego aż na sekundę zamroczyło, kiedy uderzył plecami o dach, stęknął głośno. Nie zamierzał się jednak poddawać. W miarę możliwości, jak tylko mógł, zaczął się bronić i oddawać Kevinowi.
Zakotłowali się na dachu, waląc, gdzie popadnie. Kevin był wściekły i Jules czuł to w jego ciosach. Bardzo łatwo było go sprowokować, ale ten wynik był dość bolesny. Szczególnie po kolejnym uderzeniu pod żebra. Kevin zdecydowanie nie bił się pierwszy raz.
W tym wszystkim wręcz zapomniał o obecności Erika, ale przypomniał sobie nagle, gdy usłyszał, jak ten wrzasnął coś na nich i spróbował odciągnąć od niego Kevina. Ten jednak zamachnął się łokciem i uderzył go w klatkę piersiową, aż Erikowi zabrakło oddechu i musiał odsunąć się na bok.
Jules uznał, że może już skończyć tę bójkę. Tyle powinno wystarczyć, dlatego zdecydował się na użycie najbardziej niemęskiego zagrania, jakie znał. Z premedytacją uderzył Kevina kolanem między nogi, nie mogąc inaczej pozbyć się go z siebie. Czarnoskóry chłopak stęknął bardzo boleśnie, złapał się za krocze i osunął na bok, a jego twarz zdominował wyraz olbrzymiego bólu. Kiedy ten moment wykorzystywał Jules, zbierając się z ziemi, Eric dopadł do niego i pchnął go z powrotem na plecy.
— Zgłupiałeś?! — krzyknął na niego, a Jules dawno nie widział na jego twarzy takiej złości. Nie bronił się przed nim, tylko spróbował odsunąć.
— Eric, czekaj, czekaj, to da się wyjaśnić. Zostaw, nie teraz — spróbował się oswobodzić, a przy okazji zauważyć, czy Kevin już wstał i znowu zamierza mu przywalić, czy planuje już się zmyć.
Ciemnoskóry chłopak klął pod nosem coś, co brzmiało jak „zaraz ci… uuuch, kurwa, przerobię tę mordę” i wciąż ściskał się za krocze. Eric też widział, że kolejna walka wisi w powietrzu, więc szybko podszedł do plecaka, ogona i innych rzeczy Julesa, zabrał je, a potem jego samego pociągnął za kamizelkę.
— Chodź stąd! — krzyknął znowu, oddychając ciężko i ściągając mocno brwi.
Szkolny gwiazdor i jednocześnie sprawca całego zamieszania nie odezwał się słowem, tylko dał się pociągnąć do klapy dachu. Miał nadzieję, że to, co tu odwalił, przebiegło odpowiednio i nie miał poobijanych żeber na darmo. Musiał też jakoś potem skontaktować się z Kevinem i przekonać go, że nic nie nagrał. Że jest przerażony pobiciem i słowem się nie odezwie.
Zszedł na dół za Erikiem i już myślał, że ten pociągnie go dalej, ale zamiast tego, gdy tylko wyszli na korytarz na piętrze, chłopak chwycił go mocno za dłoń i wciągnął do najbliższej łazienki. Tutaj nie było uczniów, którzy mogliby im przeszkodzić. Rzucił rzeczy Julesa na białe kafelki i spojrzał na niego z niedowierzaniem i zawodem w związku z tym, co się właśnie wydarzyło.
— Co to było, Jules…?
Foxy zacisnął usta, czując, że będzie miał na twarzy siniaka.
— Konflikt interesów — odparł dość hardo, chociaż najchętniej by przeprosił Erika i wszystko mu wyjaśnił. Nie mógł jednak i dopiero teraz widział, że to, czego będą razem próbować, może stanowić przeszkodę przy realizacji misji z projektu.
— Jaki konflikt? Co ty z nim robiłeś na górze? — Eric nic nie rozumiał. Stał tylko przed nim i patrzył na niego bez zrozumienia, nie chcąc nawet myśleć, co w ogóle mogło się tam jeszcze stać. To był dach, oni się tłukli. Któryś z nich mógł spaść albo przybiegłby ktoś inny i Jules miałby wielkie problemy. Poza tym, nie rozumiał, co jego chłopak robił tam z jakimś czarnoskórym uczniem, z którym dotąd nie miał nic wspólnego.
Jules skrzywił się, opierając o chłodną ścianę. Mógł kłamać albo częściowo kłamać. Opcja prawdy nie wchodziła w grę.
— Musiałem z nim pogadać na osobności. Widziałem kiedyś, jak trener się na niego czai. Chciałem mu powiedzieć, a skończyło się sprzeczką.
— I musiałeś to zrobić na dachu? — wydusił cicho Eric i niespokojnie odetchnął. — Jules, sam widzisz, ile się dzieje w szkole ostatnio. Dlaczego ty też wychylasz się bardziej niż zwykle?
— Na dachu jest pusto i nikogo tam nie powinno być — wyjaśnił Jules, rozpinając kamizelkę, aby sprawdzić, jak duże ma ślady od ciosów. Na drugie pytanie nie miał jak odpowiedzieć, więc milczał.
Eric też nie odpowiedział od razu. Kiedy zobaczył obite ciało Julesa, skrzywił się, podszedł i jeszcze trochę podwinął mu koszulkę, by zobaczyć, gdzie jeszcze dostał.
— Nie opłaciło ci się to — mruknął, delikatnie dotykając jego żeber.
Jules spojrzał na jego twarz, kiedy oczy Erika analizowały jego czerwone ślady.
— Nie, nie opłaciło — powtórzył, czując się jakoś nagle zawieszony w czasoprzestrzeni. Eric naprawdę się o niego martwił, a on jak skończony dupek kłamał mu prosto w oczy.
Teraz, gdy ten też uniósł na niego spojrzenie, byli bardzo blisko siebie, ale Eric nie odsunął się i nie speszył się tym. Obsunął mu koszulę w dół.
— To chyba tylko siniaki. Nic cię bardziej nie boli?
— Poza zszarganą dumą, że dałem się sprać jak pizda? — Jules wysilił się na żart, aby rozluźnić atmosferę między nimi.
Eric uśmiechnął się lekko i zerknął w jego jasne, niebieskie oczy.
— Nikt nie widział.
— Ty widziałeś.
— Dla mnie wciąż daleko ci do „pizdy” i nadal jesteś męski i — zawahał się, bo naprawdę nigdy tak nie mówił i nie myślał o innym chłopaku — i pociągający — skończył spokojnie, a raczej starał się mówić spokojnie, jak zawsze.
Jules uśmiechnął się subtelnie i nic nie powiedział, kiedy pochylił nieznacznie głowę i pocałował Erika w kącik ust. Miał przy tym wrażenie, że wskazówka sekundnika zatrzymała się na wszystkich zegarach w promieniu stu mil od nich.
Szybko dostrzegł delikatny rumieniec na policzkach drugiego chłopaka, ale ten mimo to nie odsunął się. Mrużył oczy, bo nie widział dobrze bez okularów.
— Musimy ostrożnie wrócić na dół. Dyrektor i nauczyciele wszystkiego pilnują. Jeśli ktoś się dowie, że jesteśmy na górze, mogą być problemy — powiedział rozsądnie, ale jego dłoń czule pogłaskała przy tym bok Julesa.
Ten jednak, mając Erika tak blisko i to dotykającego go, miał w głębokim poważaniu nauczycieli i dyrektora.
— Nikt tu nie chodzi — odparł, patrząc mu w oczy i samemu sięgając do jego boku.
— Wiem, Jules, jednak… — Eric zawahał się i przytulił go delikatnie. — Nie chcę kłopotów.
Drugi chłopak przygryzł wargę aż boleśnie. Za nic nie miał ochoty puszczać teraz swojego współlokatora po tym, jak ten go uratował, znalazłszy na szkolnym dachu, ale…
— Puszczę cię za pocałunek.
Eric ściągnął brwi z wyrzutem, ale spełnił prośbę Julesa. Wychylił się nieznacznie, przekręcił delikatnie głowę i złączył swoje miękkie wargi z jego. Wciąż były nieco chłodne, jakby pamiętały zimne powietrze z dachu szkoły, ale gdy przedłużył tę pieszczotę, z każdą sekundą stawały się cudownie cieplejsze. Foxy już wiedział, że będzie bardzo przyjemnie je wspominał, ich miękkość i smak, dzisiaj pod prysznicem.
— Mmm… Grzechem byłoby teraz złamanie słowa, ale to bardzo kuszące — powiedział, patrząc miękko na drugiego chłopaka, ale i zabierając dłoń z jego boku.
— Zrobimy tylko zdjęcie na dole, jak planowaliśmy i możemy niedługo wrócić do pokoju — odpowiedział Eric, mając nadzieję, że Jules domyśli się, że przez to chce mu zasugerować dokończenie tego w internacie. — Ale potrzebujesz do tego całości przebrania — dodał i pochylił się po rudy ogon. — Odwróć się.
Jules aż odetchnął. Za bardzo się nakręcił, aby te słowa nie zadziałały na niego i nie skojarzyły mu się z czymś innym niż powinny. Odwrócił się więc i oparł przedramieniem o ścianę nad swoją głową. Biodra wypiął specjalnie do tyłu i obejrzał się na swojego nowego chłopaka jak prawdziwy lis.
Erika za to na moment wcięło. Stał i patrzył na Julesa z mocnymi wypiekami, czując się śmiesznie nago bez okularów. Za ich szkłami zawsze miał wrażenie ukrycia. A teraz, w przebraniu greasera, był zupełnie obnażony ze swoimi emocjami.
Postąpił pół kroku w stronę Julesa, stając blisko i niemal dotykając jego ud i pośladków. Powoli przypiął mu ogon do szlufki w spodniach, ale nie odsunął się od razu. Serce biło mu szybko w piersi, gdy patrzył na wypiętego chłopaka. Nie potrafił powstrzymać dłoni, którą powoli położył na jego pośladku, a ten zamruczał zachęcająco. Z chęcią zgodził się być jego małym obiektem eksperymentów, dlatego nawet poruszył nieznacznie biodrami, aby chłopak mógł się sam ustosunkować do tego, jak się czuje w tej sytuacji. I czy ta mu się podoba. Sam, stojąc na wpół wyprostowany, mógł kątem oka obserwować, co dzieje się za nim i cóż… podobało mu się to, co widzi.
Sporo pomagał Erikowi w dzisiejszym przebraniu. Chłopak miał na sobie jego biały podkoszulek i jego jeansy. Dużo roboty mieli też z fryzurą. Postarali się zaczesać jego włosy na modę lat pięćdziesiątych, zbierając część do tyłu, a z przodu zostawiając popisowy loczek. I co by nie mówić, bardzo pasowało to Erikowi.
— Foxy…? — szepnął chłopak, delikatnie przytulając się do jego pleców i jakby z niepewnością ściskając pośladek przez pomarańczowe spodnie.
— Hmmm? — spytał ten, długo mrucząc i nie przejmując się tym, jak bardzo gorąco mu się robi przy tej zimnej ścianie. Eric kręcił go strasznie, a kiedy był za jego plecami, z lędźwiami przy jego tyłku, było mu wręcz duszno i trudno się oddychało.
— Mogę… tylko na chwilę wsunąć dłoń pod twoją bieliznę? — Usłyszał lekko drżący szept Erika przy swoim uchu, na dźwięk którego po całym ciele przeszedł mu silny dreszcz. Jeśli istniało coś takiego jak mentalny orgazm, to chyba właśnie go miał. Chociaż nie wiedział, nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło.
— Mhm… — wydusił, zapominając języka w gębie, jak nie on.
Mógł tylko domyślać się, jak równie rozgorączkowany jest Eric. Czuł to po temperaturze jego palców, kiedy te delikatnie podwinęły mu koszulę i dotknęły nagiej skóry na plecach. Do tego chłopak pocałował go subtelnie w kark, odetchnął na niego drżąco, a potem powoli, jakby bał się stłuc coś bardzo kruchego, wsunął szczupłe palce za pasek spodni i gumkę bielizny. Cicho stęknął, gdy wreszcie poczuł pod całą dłonią pośladek drugiego chłopaka. Kogoś tej samej płci, ale wciąż bardzo go podniecającego.
— Och…
Jules nic nie mówił. Stęknął tylko i oblizał usta, wysychające mu od szybkich i głębokich oddechów, które łapał. Był pewien, że jakby Eric przesunął dłoń na przód jego ciała, na tej samej wysokości, poczułby mocno ściśniętą w tej chwili erekcję. Nie chciał zdjęć, chciał już być w pokoju, sam na sam.
— J… Jules…? Możemy to dzisiaj zrobić…? — szepnął znów do jego ucha Eric i delikatnie zacisnął palce na pośladku drugiego chłopaka. Zaczynał podejrzewać, że te ciasne jeansy są o dwa rozmiary za małe.
Jules miał wrażenie, że serce podeszło mu do gardła. Obejrzał się na Erika, będąc świadomym, że ma rumieńce. I że nie miał ich już dawno.
— Jesteś pewien? — spytał, naiwnie zakładając, że aby dotrzeć do tego momentu, jeszcze wiele wody musi upłynąć.
Eric pokręcił przecząco głową, a potem wyciągnął dłoń z bielizny swojego chłopaka i delikatnie objął go w pasie, przytulając się do jego pleców.
— Nie, nie jestem pewien. Przynajmniej logicznie. — Uśmiechnął się słabo. — Ale pragnę cię… Długo miałem wrażenie, że moje pożądanie nigdzie się nie ukierunkowuje. Może… może dlatego jestem prawiczkiem. Ale teraz naprawdę cię pragnę — zakończył bardzo cicho, jakby ktoś jednak mógł to usłyszeć.
Jules aż musiał powtórzyć sobie w głowie, że musi oddychać.
— To… konieczne są dla ciebie te zdjęcia? — spytał, czując na własnym tyłku, że na zdjęciu obaj by mieli namioty w spodniach. A to mogłoby wywołać trochę za dużo plotek.
— Nie — odpowiedział od razu Eric i wreszcie się odsunął, by Jules mógł się wyprostować i wziąć swój plecak. — Możemy już wrócić do internatu. Ale myślałem, że chcesz jeszcze coś nakręcić.
Foxy może by się zawahał, gdyby był w innym stanie.
— Raz mogę odpuścić. Następnym razem mnie przypilnujesz, abym miał dobry materiał — odparł i odwróciwszy się, cmoknął Erika w usta. Och, na samą myśl, że będzie mógł dłużej i więcej ich posmakować, robiło mu się gorąco.
— To chodź — popędził go Eric i podał mu plecak z opaską w środku, kamerą i nie wiadomo czym jeszcze.
Wyszli na korytarz i rozejrzeli się, czy aby Kevin gdzieś się nie czai. Było jednak pusto, więc albo zszedł wcześniej, albo wciąż się zbierał.
Podążyli do schodów, minęli zabezpieczenie dyrektora i szybko zbiegli w dół, w tłumek uczniów, żeby nikt nie zauważył, gdzie byli. Zabawa wciąż toczyła się swoim rytmem, rozlegała się nie tylko muzyka z horrorów, płynąca z głośników na korytarzach, ale także wszelkie dźwięki świadczące o tym, że uczniowie dobrze się bawią. Kosze pełne były papierowych talerzyków, z sal rozlegały się okrzyki, a gdzieniegdzie widać było nawet uśmiechniętych i zadowolonych z dobrego przebiegu zabawy nauczycieli. Jules co prawda wgapiał się z uporem maniaka w plecy prowadzącego ich do wyjścia Erika, ale i tak zauważył, że żaden z nich szczególnie nie przejmował się dziewczętami, które co raz przemykały między ucieszonymi ich obecnością chłopakami. On miał je w poważaniu, bo nie stanowiły nawet w jednym procencie takiego kąska, jak jego własny współlokator.
Był w szkole zbyt znany, by przejść przez cały korytarz i nie być zaczepionym. Co raz ktoś zagadywał o jego strój, komentował filmiki, a Eric nie stał całkiem z boku, ale też wtrącał z uprzejmości kilka słów czy nawet żartów z kolegi, podczas mąk w montowaniu nowych tworów na youtube. A gdy po kolejnej krótkiej wymianie zdań dotarli do drzwi, okazało się, że chyba wszyscy jeszcze zamierzali się bawić, bo chodnik wiodący do internatów był całkowicie pusty.
Tym razem Eric nic za bardzo nie mówił, bo denerwował się tym, co miało nadejść. Szedł więc po prostu przed siebie, kuląc się trochę, bo jednak było zimno, a skórzana kurtka nie dawała dużo ciepła. Julesowi też nie było za ciepło i gdyby mógł, objąłby Erika i może dzięki temu obaj poczuliby trochę swojego ciepła. Ale na to miał jeszcze przyjść czas.
Odezwał się więc dopiero, kiedy czekali na windę.
— Można by było jakiś psikus zrobić w internacie. Jest kompletnie pusty — zauważył, aby nie skupiać myśli wyłącznie na rozpamiętywaniu dłoni współlokatora i ich ciepła na własnych pośladkach.
Eric jednak nie wyglądał tym razem na popierającego go w jego pomysłach.
— Biłeś się dzisiaj z innym chłopakiem na dachu szkoły. Prosiłem cię, byś się nie wychylał. Nie w taki sposób, Jules. Nie chcę brzmieć na nudnego, ale zbyt wiele się dzieje ostatnio. Nie ściągaj kłopotów na siłę. Proszę.
— Nie na siłę. To samo się dzieje — odparł lekko Jules, nie chcąc wdawać się w szczegóły. Nie mógł przecież nic mówić o projekcie, a obiecywać, że nie zrobi nic głupiego, też nie było sensu.
— Nie samo, kiedy to tobie do głowy przychodzą takie pomysły — zauważył Eric i wszedł za Julesem do windy, gdy ta już przyjechała. Wręcz dziwnie było poruszać się po tak pustym internacie. Nawet późnymi godzinami wieczornymi zawsze ktoś przechodził przez korytarze.
— Nigdy przecież nie byłem spokojnym duchem — odparł Jules, opierając się o ściankę windy i przyglądając poważnej twarzy Erika. Taki też był seksowny. W ogóle w tej chwili nie wiedział, co musiałoby się stać lub, co chłopak musiałby powiedzieć, aby nie myślał, że jest seksowny.
— Wiem. — Eric w końcu uśmiechnął się do niego łagodnie. Chwilę nic nie mówił, tylko patrzył na twarz Julesa i w taki sposób upłynęła im krótka podróż na ich piętro.
Standardowe „piiip”, gdy winda się zatrzymała, wyrwało go z zamyślenia i bardziej do niego dotarło, że idą do pokoju się kochać. Znów rumieniec pojawił się na jego twarzy.
— Masz jakieś prezerwatywy, prawda? — zapytał szeptem, gdy szli korytarzem do drzwi. On nie miał. Nie potrzebował ich dotąd.
Dostał odpowiedź w postaci skinienia głowy. Potem Jules otworzył drzwi kluczem wyjętym z plecaka i dopiero dodał:
— Mam. Co prawda nie całą kolekcję do wyboru, ale mam tak na wszelki wypadek. — A jako ten wypadek traktował cokolwiek, co mogło się wydarzyć przed tą cała aferą z tęczową naklejką na szafce współlokatora.
— Dobrze — odpowiedział spokojnym głosem Eric. Był zdenerwowany, więc czuł się wewnętrznie bardzo rozedrgany, ale zazwyczaj takie emocje nie wychodziły z niego na zewnątrz. Wyglądał na pozornie spokojnego i opanowanego. Wyjątkiem była tamta sytuacja, gdy wszyscy uczniowie byli pewni, że ma romans z Julesem i każdy go zaczepiał. I jak na ironię… właśnie miał romans ze swoim współlokatorem, którego tego wieczoru chciał mieć całego dla siebie. Dosłownie. Nawet nie myślał o tym w kategorii „pierwszy numerek”. Bardziej skupiał się na tym, że to seks z Julesem.
Zdjął kurtkę i buty i sięgnął po okulary, które zostawił przed imprezą na biurku. Założył je, obejrzał się na Julesa i uśmiechnął się delikatnie. Ten, kiedy tylko zamknął za nimi drzwi na klucz, podszedł do niego i objął w talii. Pocałował go krótko.
— Przyznam szczerze, że zaskoczyłeś mnie. Bardzo — kolejny pocałunek — przyjemnie — zamruczał, dotykając swoim nosem nosa Erika i patrząc w jego oczy. Nie chciał go zostawiać już ani na chwilę, ale wolał na razie sam się przygotować, aby Eric nie miał złych wspomnień.
— Sam siebie też zaskoczyłem… Do twarzy ci z ogonem — odpowiedział Eric z kolejnym, lekkim uśmiechem i po przełknięciu śliny, rozpiął pierwszy guzik w kamizelce chłopaka.
— Tak? Z czym mi jeszcze do twarzy? — Jules nie mógł się powstrzymać przed kuszącym, zalotnym tonem i pociągnięciem bioder Erika bliżej swoich, aby ten poczuł, jak ma wypchane spodnie.
Reakcją był mocniejszy rumieniec na twarzy drugiego chłopaka, ale też pociągające, ciche westchnienie. Eric potrzebował kilku sekund, by odpowiedzieć.
— Do twarzy ci bez koszulki, jak na filmikach. Masz ładne sutki, ale chyba jesteś tego świadom. Inaczej byś ich tak nie pokazywał. — Rozpiął mu kolejne dwa guziczki i rozchylił poły kamizelki, by całkiem ją zdjąć.
Jules zaśmiał się krótko, trzymając się blisko Erika. Nie myślał przy nim jasno.
— Tak jak reszty ciała. Pracuję nad tym… ale ty też nie masz się czego wstydzić. Ale chyba wolisz najpierw mnie rozebrać, jak rozumiem? — spytał, myśląc nad odpowiednim momentem na szybki prysznic.
Eric zsunął mu kamizelkę z ramion i pogłaskał go po plecach przez koszulę.
— Niekoniecznie. Możemy to zrobić równocześnie — odpowiedział. Znał teorię, nie praktykę, ale nie był do końca błądzącym po omacku. Jules musiał mu wyjaśnić kilka spraw w seksie chłopaka z chłopakiem, ale wiele mógł sam się domyślić.
— Mmm, bardzo zachęcająco. Ale… Eric? — spytał Jules, kiedy jego dłonie podciągnęły koszulkę na ciele współlokatora, aby się dostać do nagiej skóry. Poczuć ją wreszcie pod palcami. — Robiłeś jakieś… poszukiwania?
— Czytałem. Wiem, dlaczego mężczyznom jest dobrze, gdy mają seks analny. Wiem, że nie można robić tego bez nawilżenia. Ty mówiłeś też o tym, że lewatywa jest przydatna… — na koniec delikatnie się uśmiechnął i zerknął mu w oczy. — Więc… musisz się przygotować?
Jules skinął lekko i cmoknął go w usta miękko i delikatnie.
— Cały Eric. Jak zawsze rozważny i przygotowany do zajęć. I tak, skoczyłbym na trochę do łazienki. Nie mam jednak dla ciebie specjalnego filmiku, abyś w tym czasie się nie nudził. Nie zdążyłem przygotować.
— Nie martw się, poczekam. Trochę ochłonę, bym nie miał zbyt szybko powodów do wstydu — odpowiedział Eric nieco lżejszym tonem, choć w duchu obawiał się tego, czego obawia się każdy prawiczek. Przedwczesnego wytrysku.
Jules roześmiał się i pocałował go w policzek z szerokim uśmiechem.
— Mój pierwszy raz też nie był idealny, więc bez przesady, nie stresuj się — dodał pokrzepiająco, bo czuł się w obowiązku, aby Eric czuł się z nim dobrze i swobodnie. I pewnie, przede wszystkim. Nie chciał, aby to było złe czy krępujące wspomnienie.
— Mhm. Wiem, że będzie okej. — Eric obawiał się, denerwował, ale równocześnie miał świadomość, że z Julesem czuł się swobodnie w każdej sytuacji. Pamiętał wiele razy, gdy obaj byli świadkami swoich wzajemnych załamań, problemów i porażek, jak chociażby całkowite rozklejenie się Erika, gdy matka powiadomiła go przez telefon, że ich stary kot zdechł, czy poniżenie Julesa przed całą klasą dwa lata temu przez jednego z homofobicznych nauczycieli. — Idź, poczekam. Wykorzystaj to, że nie ma tu jeszcze nikogo.
— Taki jest plan. — Jules jeszcze puścił mu oczko i w końcu z żalem go puścił.
Zabrał ręcznik, kosmetyki i klapki, aby iść się umyć. Przy tym co raz zerkał na Erika. Miał wielkie nadzieje co do dzisiejszej nocy, ale myśląc logicznie, nie chciał przesadzić i przegiąć. Może i Eric sam mu powiedział, że go chce, ale od słów do czynów była jednak daleka droga i psychicznie starał się przygotować do innego obrotu wydarzeń. Miał ściśnięty przez to wszystko żołądek, ale i mianując się tym bardziej doświadczonym, wolał być przygotowany na każdą ewentualność…

18 thoughts on “Project Dozen – 37 – Dach, łazienka i… pusty internat

  1. Bebok pisze:

    Kevin jest jednym z tych wyjątkowych postaci, których nie lubię. Wkurwia mnie nawet jego imię xd Nie wiem dlaczego, jest zwyczajnie idiotą…
    Foxy dostał niefajne zadanie…. czasami wgl zapominam o tym projekcie ;p Erik się musiał nieźle wkurzyć, raczej nie zdarzają mu się takie wybuchy ale przecież martwił się o Julesa. Bójki z innymi raczej nie są w stylu Foxa więc miał prawo być zaskoczony. ^^
    Scena w łazience była gorąca <3 Aż czułam to napięcie między nimi ^^ Oni są dla siebie stworzeni! Byle tylko ten cholerny projekt nie wpłynął na ich relację jakoś… tragicznie. Chyba by mi serducho pękło. Czuję w kościach że Erik się dowie w jakiś niefajny sposób i bardzo mi się to nie podoba ;/

  2. Katka pisze:

    Saki, tak, raczej to mało w stylu Foxy’ego, więc zdecydowanie można podejrzewać projekt. Jeśli przeczytałaś już następny rozdział, to już jesteś tego pewna :) No i oczywiście, że Foxy musi być liskiem :D Nazwisko zobowiązuje, haha, a Woody… taaaak, mógłby być królową balu, jakby ktoś robił ranking na najlepsze przebranie :) Też pozdrawiamy :)

  3. saki2709 pisze:

    Jak tak czytałam scenę na dachu, to sobie myślałam: czo ten Foxy? Przecież to nie w jego stylu i w ogóle. Ale potem przyszło mi do głowy, że może chodzić o projekt. Zastanawia mnie, co to było za zadanie. No nic, pewnie niedługo się pewnie dowiem. Co do końcówki… Jak można kończyć w takim momencie? No nic. Zaraz się biorę za następny rozdział. Jakoś szybko mi ten czas minął mimo wszystko.
    Eric rycerz <3 obronił swojego chłopaka.
    Miałam skomentować wcześniej, ale jak zwykle nie wyszło.
    W ogóle Foxy jako lis XD Czemu mnie to nie dziwi? W ogóle wszyscy chłopcy się wykazali. Ale królową balu jest Woody XD Aż bym chciała zobaczyć go w tym przebraniu.
    Pozdrawiam i życzę weny
    A teraz zabieram się za rozdział

  4. Katka pisze:

    Liv, tak, wpis do dzienniczka sie jeszcze pojawi. póki co jest zajęty Erikiem ale na pewno nadrobi straty. ale też masz rację, Julesowi zależy na projekcie i na Eriku więc może tu być pewien konflikt moralny. na razie nie musi wybierać ale nie jest powiedziane że nie będzie musiał. No i tak, myślę ze Eric jeszcze może zaskoczyć i być jak ta cicha woda. on sie rzucać w oczy nie lubi ale ma swój potencjał. uwolnić Puszka haha taaaa nastolatki są spoko XD w ogole miło że tyle wątków Cię tu interesuje :D

  5. Liv pisze:

    Ja tez miałam mentalny orgazm. Naprawdę, przyszłam z zamiarem wypisania wirtualnego ołtarzyku na cześć Erika, ale nic z tego. Ciągle się zbieram. Ale do rzeczki.
    Jules sprytnie to zrobił, podobało mi się. :) Dziwne że nie dodał wpisu do dzienniczka, ale pewnie zrobi to, jak ochłonie po Eriku. ^^ I tutaj fajnie, że Jules jest taki a nie inny, bo zapowiada się na spore wahania pomiędzy projektem a związkiem. Myślę, że Eric mógłby mu nawet pomóc, gdyby się dowiedział o projekcie, ale mogę się mylić. No ale na pewno lepiej, żeby dowiedział się w sekrecie od Julesa, niż żeby wyskoczyło przypadkiem i była z tego wielka drama. Bo raczej się dowie ^^
    I Eric – cicha woda, nieśmiały i stonowany, pomógł jednak Julesowi. Nie stał jak sparaliżowany, nie zaczął krzyczeć jak panienka, heh ;) A potem też nie zrobił z tego jakiejś wielkiej sprawy, chociaż się martwił. Mam wrażenie, że on po prostu szanuje innych ludzi..? I ich prywatność? Jakoś tak? ;) No, powiedzmy. Eric byłby dobrym Japończykiem. c;
    A jeszcze króciutko: w poprzednim rozdziale kochałam Woody’ego, Tomasa i Treya, a występ Fran rozłożył mnie na łopatki. Na szczęście Sebastian ma trochę tego dystansu.. :)
    I czekam na więcej Mossa seniora z panem psychologiem, bo obu chcę poznać lepiej <3 Uwolnić Puszka!

  6. Katka pisze:

    linerivaillen, na szczęście jest to opowiadanie wielowątkowe, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Eric i Jules są specyficzni. i spoko z tym marudzeniem, cieszy nas że komentujesz :)

  7. linerivaillen pisze:

    Ah, nie mogłam skomentować od razu, to teraz nadrobię :) Nie wiem, nie lubię Julesa jakoś. A Erik to ciepłe kluchy takie, dlatego ten rozdział nie podobał mi się tak, jak inne. Mam ochotę na dyrektora z psychologiem, albo innego słodkiego argentyńczyka… pewnym geekiem też bym nie pogardził. Przepraszam za takie marudzenie ;)

  8. Katka pisze:

    Tomek, haha, jednak jesteśmy przewidywalne XD Ale oj, raz na jakiś czas możemy się pobawić w takie diablice XD Haha, i to Twoje „na razie” – taaak, nie wiadomo, jak szybko Eric zostanie zdeprawowany przez Julesa XD W końcu to Jules, nie jest grzecznym chłopcem, więc Eric niech się boi! I oczywiście dzięki za komentarz i wenę :D

  9. Tomek pisze:

    świetny rozdział :3 jak czytałem to wiedziałem, że się skończy tak jak się skończył… czyli „będziemy was trzymać w niepewności”… jesteście diablicami, i wy dobrze o tym wiecie :P
    Lubię Eric’a jest taki niepozorny i niewinny… na razie xD
    eh… znów będę zdychał z niecierpliwości :( weny życzę :)

  10. Katka pisze:

    Anony, od czasu do czasu musimy się pobawić w złego glinę XD Nie możemy być zawsze dobre. Ale fajnie ogólnie, że Eric i Jules takie emocje wzbudzają. Są, tak prawdę powiedziawszy, parą, która wyszła nam z zaskoczenia, bo bynajmniej jej nie planowałyśmy. Mam wrażenie, że sytuacje, które wychodzą same, naturalnie, często są tymi z lepszych XD Oczekiwanie na następny rozdział na pewno szybko minie! :)

  11. Anony pisze:

    Będziecie smażyć się w piekle, i to w specjalnie extra gorącej smole!! jak można tak urywać rozdział! I jeszcze zasiać wątpliwości czy coś nie zakłóci sielanki w przyszłym rozdziale?! I jakby to byla jakakolwiek inna para to pal licho, ale jules i eric są zdecydowanie najbardziej interesujący,rozwojowi no i takie słodziaki… w zasadzie interesują mnie tylko oni (no chyba że woody i trey będą razem :P ) no i trochę dyrektor ze swoim.. ech szkoda że rozdziały są tak rzadko ;(
    Anony

  12. Katka pisze:

    Mati, ale jaki smak jest dzięki temu na nowy rozdział! :D oj, a za Sebciem i Franiem się tęskni, w ogóle mam wrażenie, że to bardziej lubiani (jeśli nie najbardziej) bohaterowie PD. Miło, że rozdział się podobało, chociaż jakiś moment napięcia musiał być. Ale jakby się zrzucili z dachu… uuuu! To by była tragedia! :(

  13. Mati pisze:

    Ja chcę kolejny rozdział :D Przerywanie ich w takim momencie powinno zostać zabronione :D
    Chociaż rozdział mnie zawiódł…nie było Sebcia i Franka :D
    Nie no żartuję, fajny, przyjemny rozdział, nie licząc tej „bójki”. Ale że za nimi nie przepadam jakoś, więc mogli się nawet z tego dachu zrzucić :D

  14. Katka pisze:

    Ash, takie urwanie to po, byście mieli na co czekać z utęsknieniem, hehe. Clifhangery zawsze są dobre, utrzymują napięcie. No i zgadzam się, to co Eric robi z tak zawsze pewnym siebie Julesem jest słodkie. Fajnie, jak tak pewność siebie czasem mięknie i zanika, gdy człowiekowi bardziej zależy. A co do sprawy na dachu – na pewno wyjaśnimy to dokładniej w przyszłym rozdziale, ale dotychczas mogę rozwiać wątpliwości, że to chodziło o zadanie w projekcie. Ot tak Jules nie zamierzał prowokować Kevina, tym bardziej ciągnąć tego, gdy pojawił się Eric.

    Killcheerleader, hehe, jak widać nawet taki Jules ma chwile zawahania co do swoich zagrywek i wie, że nie każda jest fair. Zdarza mu się XD Oj i taki moment urwania to oczywiście dla Waszego dobra! XD

    O., Eric jako rycerz na białym koniu. Słodziak, słodziak, chociaż tutaj raczej nic konkretnego nie zdziałał. I po Twoim komentarzu widzę, że cały rozdział wydawał się słodki, a przecież była taka chwila napięcia na dachu! Dopiero następny Was zaleje słodyczą XD Chyyyba że coś im jednak przeszkodzi…

  15. O. pisze:

    Eric, rycerz ratujący księcia z bójki <3
    Kevin odpadł z projektu, ale wszystko ciągnie się za nim. Ciekawe czy Jules nie nagrywając filmiku nie rozpuści plot xD
    Eric jest rozkoszny <33333 niby stonowany, taki "robiący za tło" a tu z niego może jeszcze dużo wyjść xD i nie mam na myśli tylko spermy <3333 nawet gdyby u niego coś przedwcześnie się wymsknęło to Jules jest tak w niego wpatrzony, że nic by się nie stało xD dobrze, że jest wielokropek na końcu <33333333 słodyczy Julrica nigdy za wiele <33333

  16. AshAlexSugar pisze:

    P.S.
    Ach i czy tylko ja nie wiem o co chodziło z tą sprawą na dachu…?
    Szykuje sie coś grubszego chyba. To coś związanego z Projektem?
    Ale powinnam na razie nie rozumieć o co chodzi, czy ja po prostu coś przrgapiłam? o.O

    Skonfundowana Ash Alex Sugar…

  17. KillCheerleader pisze:

    Uwielbiam ich ♥
    Chociaż miałam wrażenie, że moment, w którym Jules myśli, by przeprosić i przekonać Kevina do tego, że nie ma nic na niego, było takie… nie julesowe. Ale co ja tam wiem?:D Ja tu tylko czytam grzecznie, i zastanawiam się, co też on chciał przez tą prowokację osiągnąć.
    Zakończyć w takim momencie?! To się nie mieści w ramach przyzwoitości! *joke* czekam z niecierpliwością na następny rozdział.

  18. AshAlexSugar pisze:

    Oooooooch jak mogłyście?? ;-;
    Sądziłam, że ten rozdział jest jeszcze długi i będzie tu ten ich pierwszy seks, a tu… koniec. ;-;
    Jesteście zue.
    Powinnam mieć focha.
    Teraz bede na to czeeeeekać ;-;
    O ilewgl bedzie w nastepnym rozdziale…

    Erick, Foxy, tacy uroczyyy <3
    "Obejrzał się na Erika, będąc świadomym, że ma rumieńce. I że nie miał ich już dawno." – wow, to było super! To, co Erock z nim robi jest prześliczne ;) A pozatym super, że nadal są też przyjaciółmi <3 ;3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s