Newton’s Balls – 8 – Radosna nowina

Pies zaszczekał głośno, kiedy patyk pofrunął na drugi koniec podwórka. Shane starał się nie rzucać zbyt mocno, bo podwórko nie było duże i już nie raz musiał przechodzić na sąsiednie po ten nieszczęsny badyl. A golden retriever sąsiadów obszczekiwał wtedy ów płot, dopóki Shane nie wrócił z patykiem.
— No dawaj to, ty szczękościsku. — Shane prychnął na psa, kiedy ten wrócił z patykiem, ale za nic nie chciał go wypuścić, kiedy mężczyzna już mu go wyrywał.
Shane czekał, aż Lisa znajdzie mocny środek do fatalnych plam, bo oni żadnego nie mieli, a ubrudził swoją ukochaną koszulkę z logiem Rolling Stonesów sosem vinaigrette. Nie miał pojęcia, jak to sprać, więc liczył na pomoc sąsiadów. I czas oczekiwania postanowił spędzić na zabawie z ich psem.
Jasny, kudłaty pies zawarczał, jednocześnie merdając z radością ogonem. Pociągnął bardziej patyk, który trzymał w zębach.
— Nie miałeś robić czegoś innego? — Zabawę przerwał męski głos z tarasu po prawej stronie bliźniaka.
Shane obejrzał się i uśmiechnął na widok Davida. Co z tego, że widział go kilkanaście minut temu?
— Lisa szuka tego płynu, to się zająłem psem. Skurczybyk jest silny, czaj! — Shane szarpnął patykiem, ale zwierzę zaparło się i nie chciało puścić. — Zaraz wrócę!
David uśmiechnął się pod nosem, podpierając się na lasce, aby nie obciążać lewej nogi.
— Mogłeś jej pomóc go szukać, a nie się bawić. I zrobić ci herbatę? Wstawiłem wodę.
— Tak, ale tej z cynamonem! — poprosił Shane i wyrwał w końcu psu patyk. — Ha! Jestem silniejszy, ty mała, kudłata bestio! — rzucił triumfalnie, a pies rozszczekał się, machając ogonem żywiołowo.
Mężczyzna na tarasie pokręcił głową z dobrodusznym uśmiechem i wrócił do domu, aby przygotować herbatę.
Nie czekał długo na powrót Shane’a, a sądząc po tym, że zaraz po wejściu do domu pokierował prosto do łazienki, Lisa znalazła płyn. Chłopak od razu zabrał się za namoczenie bluzki według instrukcji sąsiadki i zostawiwszy ją w misce, wyszedł do kuchni.
Od czasu wypadku trochę zmienił mu się wygląd. Nie miał już kolczyków w wardze, ani w brwiach, zostawił tylko te w uszach i… zrobił nowe w sutkach. Nie dość, że z natury był tam bardzo wrażliwy, to jeszcze kolczyki jakimś cudem sprawiły, że to miejsce stało się bardziej erogenne. Włosy wciąż ścinał na krótko, ale teraz poza czarnymi bluzkami w jego szafie znalazło się kilka szarych, zielonych i niebieskich t-shirtów i bluz. Teraz też był w zielonej podkoszulce, ale wciąż czarnych spodniach.
— Wrzuciłem to do miski i mam nadzieję, że się spierze — rzucił po wejściu do kuchni.
David, który siedział przy blacie dużej wyspy kuchennej i sączył herbatę, wyciągnął do niego dłoń.
— Jak nie, to poszukasz sobie podobnej na Internecie. Zrobiłem ci herbatę z cynamonem.
— Dzięki. — Shane zbliżył się do niego, chwycił go delikatnie w pasie i przyciągnął bardziej na skraj krzesła, stając pomiędzy jego nogami. Objął go. Od czasu wypadku, naprawdę nauczył się być delikatnym. Jeszcze czasem nie panował nad swoją siłą i odruchowo trącał Davida łokciem tak, że ten czule witał się bokiem ze ścianą, ale był duży postęp. Jakby Shane bał się, że zrobi mu jakąś krzywdę, używając za dużej siły. — Ale dzisiaj ciepło, nie? — mruknął, przytulając się do mężczyzny.
— A do tego pijemy ciepłą herbatę. — David zaśmiał się i położył jedną dłoń na karku kochanka. Pomasował go po nim troskliwie. — Dobrze, że już po pracy, hmm? — zamruczał i pociągnął kochanka w dół, chcąc go pocałować.
Shane odpowiedział długim „mhmmm” już z ustami przy jego wargach. Potem nawet pogłębił pocałunek i przedłużył go na tyle, na ile pozwolił im oddech. Gdy się odsunął, liznął go jeszcze jak pies w podbródek i wyszczerzył się.
— Jaki ty, kurwa, jesteś przystojny — palnął.
— Mów mi tak jeszcze, a popadnę w samozachwyt — prychnął mężczyzna i poczochrał go po króciutkich włosach. — W ogóle, jak cię nie było, przyszła ci wiadomość na komórkę. Nie odbierałem, więc nie wiem od kogo.
— Ta…? — Shane rozejrzał się i dostrzegł swój telefon porzucony obok kluczy z metalowym breloczkiem w kształcie aparatu fotograficznego. Musiał wszystko tam rzucić, kiedy wrócił z pracy.
Pocałował jeszcze swojego faceta, sięgnął po kubek z herbatą i popijając powoli, bo była gorąca, sprawdził wiadomość. Była od Jamesa Petersona. Pytał, czy są dziś wieczorem w domu, czy mają jakieś plany.
— O, psorek pisze — rzucił do Davida. — Nie ruszamy się dzisiaj z domu, nie?
— Nie. Ja nic nie planowałem. Zresztą w telewizji jest dziś „American Psycho”. Wiem, widzieliśmy go setki razy, ale mam ochotę jeszcze raz. A James chce przyjechać? — spytał David, opierając się jednym łokciem o blat wyspy kuchennej. O jego udo była wsparta laska, a on sam był w jeansach i bluzce polo.
— Nie wiem właśnie, bo na razie pyta, czy mamy plany — wyjaśnił Shane i odpisał, że są dzisiaj w domu. Potem znowu się napił i wrócił do swojego kochanka, wsuwając komórkę do kieszeni spodni. Dotknął jego szyi i zapytał: — Jak tam, nie boli cię?
— Dziś nie. Znaczy nie jest tak źle, jak bywa. Nie myśl o tym tyle — odparł niespełna dwa lata starszy mężczyzna, uśmiechając się łagodnie, ale i tak uwydatniając tym swoje dołeczki w policzkach.
Orzechowe, wręcz wyglądające na niewinne, oczy Shane’a badawczo spojrzały na jego twarz.
— No, spoko. Zawsze mogło być gorzej. A, i babcia do mnie znowu dzwoniła — dodał, wywracając oczami. David wiedział, że dziadkowie chcieli, żeby ponownie ich odwiedzili, bo po wypadku nie byli tam ani razu, a oni nie widzieli wnuka od czasu, kiedy odwiedzili go w szpitalu. David jednak wiedział, że Shane nie chce do nich jechać… bo to daleko. A dalekie podróże były dla niego zmorą.
Wyciągnął dłoń do kochanka i pogładził go po boku. Czasami nadal nie wierzył, że udało im się to przetrwać. Szpital, rekonwalescencję, która w sumie nadal trwała, nerwy… A i tak czasami zdarzało mu się budzić Shane’a w środku nocy albo wsłuchiwać się w jego oddech, kiedy spał. W życiu nie przypuszczałby też, że będzie mu tak trudno wrócić do zwykłej rzeczywistości, a nie tej, w której bał się piosenki.
— Proponowałeś im, aby to oni przyjechali? By się oddało im sypialnię. Ja rozłożyłbym sobie łóżko w gabinecie, a ty w salonie? — David zaproponował inne wyjście. I co prawda łóżko w salonie było rozkładane, ale nie nadawało się w żaden sposób dla jego kręgosłupa, który nadal leczył, zresztą, tak jak i kolano. Cóż, w dużym skrócie, wypadek poważniej potraktował go fizycznie, a Shane’a psychicznie.
Chłopak wykrzywił usta i wzruszył ramionami.
— Pewnie też się tak będą palić, żeby przyjechać… Babcia myśli, że dobrze by nam zrobiło trochę czasu na wsi — prychnął, czując przy tym wibracje w kieszeni. — Czekaj… — Zerknął na telefon i zobaczył, że James Peterson pyta, czy może ich odwiedzić. — No, chce wpaść. Odpisać, że spoko?
— Tak. Najwyżej nie obejrzymy. — David uśmiechnął się i odwróciwszy, znowu napił herbaty. — Ach, i spytaj, czy przyjedzie z Walterem, bo nie wiem, czy coś robić do jedzenia — przypomniał sobie, wiedząc, jaki bardzo nieskory do jedzenia jest ich przyszły gość.
— Spoko. — Shane wziął dużego łyka herbaty, odstawił ją i napisał wiadomość do swojego byłego profesora. Oni już jedli kolację, ale jeśli goście by przyszli, to mogliby coś jeszcze zrobić. Chociażby ciasto, na które przepis ostatnio dała im Lucy.
David po chwili przeprosił kochanka i odszedł od blatu. W czasie, kiedy go nie było, Shane dostał sms’a. „Będziemy razem. Nic z Davidem nie szykujcie tylko. Proszę.”
Shane skrzywił się na tę prośbę. Odpisał jednak: „No… spoko. To kiedy wpadniecie?”.
Na odpowiedź tym razem czekał bardzo krótko. „Po siódmej. Pasowałoby wam?”
„Jasne. To do zobaczenia! :D” — odpisał, rzucił telefon z powrotem na szafkę i dopił herbatę. Potem podszedł do dużego stojaka na płyty, znajdującego się obok wieży, i zaczął je przeglądać, aby zdecydować, co puścić.
Mieszkali tu już dość czasu, żeby zupełnie pusty dom zapełnił się nowymi meblami i różnymi bibelotami. Był gustowny, ale widać było, że mieszka tu dwóch mężczyzn, a nie małżeństwo heteroseksualne. Oczywiście pełny był pamiątek, zdjęć, ale i David postarał się, aby miał swój styl i zadbał o jednolitość w doborze mebli czy kolorystyki. Chociaż i tak najbardziej było to widać w jego gabinecie, który Shane zostawił całkowicie jemu. Rzadko tam zresztą przebywał. Przytłaczało go, jak dojrzale tam było. Skórzany fotel, ciężkie biurko, regał zastawiony książkami i komputer do pracy. Było to zresztą najciemniejsze pomieszczenie w całym domu, ale też i najcichsze. David mawiał, że dobrze mu się tak odłącza od rzeczywistości. A jego pracoholizm nadal nie minął tak, jakby Shane chciał. Martwiło go to i było od czasu wypadku chyba jedynym powodem, przez który się sprzeczali. Shane wiedział, że przebywanie w jednej pozycji przez wiele godzin nie służy zdrowiu Davida, a szczególnie jego kręgosłupowi, więc denerwował się, kiedy ten długo siedział w gabinecie. Poza tym jednak… nie sprzeczali się wiele, a wręcz zaczęli bardziej doceniać każdą chwilę spędzoną razem. Shane w ciągu dnia, będąc w pracy, wymieniał z Davidem kilka smsów, starali się wspólnie robić wiele rzeczy i nawet z dziećmi Davida zazwyczaj razem gdzieś wychodzili. Było im dobrze.
Padło w końcu na składankę ballad rockowych. Shane uregulował głośność i opadł ciężko na kanapę. Zamknął oczy i wsłuchał się. Muzyka, mimo że pozornie nie tak głośna, jak młodemu mężczyźnie zdarzało się słuchać, całkiem zagłuszyła kroki jego życiowego partnera.
Ten usiadł obok niego na kanapie i bez słowa oparł się o ramię Shane’a. Lubił jego postawę, to jak ten zmienił się, odkąd poznali się pierwszy raz, jeszcze w szkole. Jak też stał się twardszy dzięki zerwaniu, które było winą Davida. Cenił w nim jednak też to, że mimo mijającego czasu, nadal żył w nim młody chłopak, nastolatek, który go urzekł. Którego porzucił dla kariery, swoich dziwnych przekonań o tym, co będzie dla niego dobre. Bez którego zmienił się w człowieka, tak niewiele starszego fizycznie od kochanka, a mentalnie dużo bardziej dojrzałego.
— Kiedy będą? — spytał, obejmując Shane’a w talii i wsłuchując się z przymkniętymi oczami w muzykę.
— Za jakąś godzinę — wyjaśnił Shane, przyciskając go delikatnie do siebie i całując w brązowe włosy. — No i razem będą, ale James mówił, żebyśmy nic nie robili. Może i dobrze. Trochę mi się nie chce w sumie.
— Miło, że chcą wpaść. Dawno nie byli. — David westchnął ze spokojem, zastanawiając się, czy chce mu się zgasić światło, aby było bardziej nastrojowo. Nie, nie chciało mu się jednak. — A jak już o gościach mowa, to Lucy, twoja kochana, szalona kuzynka, się odzywała? — zakpił nieznacznie.
— Noo, jak się pytała, jak się naprawia piec w mieszkaniu. — Shane zaśmiał się krótko.
Lucy wciąż zajmowała jego kawalerkę i dobrze jej się tam żyło. Mimo że okolica była dość niebezpieczna, to radziła sobie. Miała w sobie to coś, co miał i Shane. Była odważna i nie bała się innych ludzi. Zresztą, jak na dziewczynę, umiała się nieźle bić. Shane dzięki temu coraz mniej się o nią martwił, mimo że kiedyś miał do tego większe skłonności. Teraz było raczej na odwrót. To ona martwiła się o nich. Że David nie powinien pracować w biurze ze swoimi urazami, że Shane powinien zmienić pracę ze względu na rękę, że to, że tamto…
— Mówiła, że musi wpaść, bo ma skądś darmowe bilety do cyrku i żebyś mógł tam wziąć Tima i Marg — dodał, kiedy sobie przypomniał. I w sumie… sam by się zabrał do cyrku. Lubił dzieci Davida z poprzedniego małżeństwa, a one o dziwo jego też. I, o ironio, po wypadku kwestia spotkań z nimi się poprawiła. Grace, już była żona Davida, jak po rozwodzie nawet nie chciała słyszeć o spotkaniach Shane’a i Davida z dziećmi, tak potem, kiedy obaj mężczyźni leżeli w szpitalu po wypadku samochodowym, do którego doszło już po rozwodzie i wyprowadzce do nowego domu, serce jej zmiękło. David się cieszył, ale jak to zwykle on, nie przesadnie entuzjastycznie. Tak zwyczajnie.
— To jutro może do niej zadzwonię. I do Grace, czy w ogóle by to wypaliło. Nie chcę stawiać jej przed faktem dokonanym, a jakby się zgodziła, miałaby może wolny weekend.
— No, pogadaj z nimi, dzieciaki by się ucieszyły — odpowiedział z pewnością w głosie Shane. — Lu tylko nie mówiła, ile ma tych biletów, ale wiesz, zawsze lepsze nawet dwa darmowe i zapłacić za jeden czy dwa dorosłe, niż bulić za wszystkie. To, kurwa, drożyzna jest, jak nie ma zniżki dla grupy w szkole — prychnął z grymasem, znowu dostrzegając kolejny plus w byciu uczniem. Szkoła nieustannie była dla niego jakąś utopią, do której mógł już wracać tylko wspomnieniami.
David zaśmiał się w jego klatkę piersiową.
— Debil z ciebie straszny. Nadal — zakpił, jednak niezłośliwie, a tak z czułością. Dowodem mogło być to, że wsunął dłoń pod bluzkę kochanka, na jego nagi brzuch. Czuł, jaki jest twardy i umięśniony, a Shane dodatkowo go napiął i groźnie zamruczał.
— I tak mnie kochasz, sztywniaku! — Zarechotał.
— Nie mam chyba wyboru, co? — Starszy mężczyzna zerknął w górę na, w swoim osobistym mniemaniu, cudne, brązowe oczy kochanka. — I chyba szkoda, że niedługo przyjeżdżają — dodał, a jego dłoń przesunęła się jeszcze wyżej na zakolczykowany sutek.
Shane momentalnie zagryzł wargę i odetchnął głęboko, a jego i tak szeroka klatka piersiowa, powiększyła się znacznie. Jakoś odruchowo mocniej przycisnął do siebie kochanka.
— Ja pierdolę… — wydusił niemądrze. Reagował na Davida wciąż równie mocno. Ten mężczyzna nigdy mu się nie znudzi. — Jak pójdą…
— Jak pójdą — potwierdził David i zsunął dłoń niżej, aby nie bawić się przez przypadek tak wrażliwym miejscem i aby Shane nie powitał gości z wypukłością w spodniach. — Jak w pracy?
— Spoko. Jeden facet tylko truł dupę, bo twierdził, że ktoś od nas mu ryskę zrobił na lakierze. Może i, kurwa, zrobił, ale pyszczył jak do jakiegoś plebsu. Tak z mordą wyleciał, że każdy z chłopaków tylko myślał, żeby mu przyjebać — relacjonował Shane, jak zwykle z dużą dozą przekleństw, ale dało się do tego przywyknąć. — Najlepsze, że… — zarechotał — Corvin pęknął pierwszy i zasugerował mu, że jak mu tak ryska przeszkadza w aucie i jest przez nią tak „uszkodzony”, to mu poda adres tego złomiarza. Wiesz, od którego ostatnio mnie ten koleś podwoził, co ci mówiłem, że se jaja robił z samochodem.
— Ten dzieciak? — spytał David, zerkając krótko na twarz kochanka, ale poza tym bardziej skupiając wzrok na umięśnionym brzuchu, na którym trzymał dłoń.
— Taa. Podobno robią z jego szefem ostatnio częściej interesy, więc chuj wie, czy częściej nie będzie przyjeżdżał. Warsztat się nieźle rozkręca.
— A czy „rozkręca” znaczy równocześnie, że masz szansę na podwyżkę?
— Nie wiem… Powinienem o to pocisnąć? Bo Corvin w sumie nic nie mówił… Ale jest dużo więcej klientów i dobudowujemy jeszcze ten jeden magazyn na tyłach… — mówił Shane z większym zamyśleniem. Trochę go zawsze bolało, że David zarabiał dużo więcej niż on i nie może za bardzo kupić mu czegoś fajnego, czego David sam nie mógłby sobie sprawić. A też jakby planowali wakacje, to co? On ma rzucić na benzynę, a David na całą resztę? Może podwyżka nie tyle by zmieniła tę sytuację, co po prostu uspokoiłaby go jakoś, że też coś tu wnosi.
— Myślę, że jeśli na nią zasługujesz, jest więcej pracy i wszystko dobrze prosperuje, to zawsze możesz podrążyć ten temat. Nigdy nie zaszkodzi spytać. Raczej za zwykłe dowiadywanie się nie wylecisz z pracy. Chociaż nie wiem, jak twój szef może do tego podejść po tak długim urlopie zdrowotnym. — David westchnął i odsunął się w końcu od kochanka, prostując się. Jednak pozycja nie była najwygodniejsza i szyja powoli znowu zaczynała mu doskwierać. Podczas wypadku właśnie ten odcinek kręgosłupa najbardziej ucierpiał.
— Taa, no właśnie. — Shane zmarkotniał, a widząc jego minę, położył mu dłoń na kolanie i ścisnął je. — Żyjesz? Zrobię ci potem taką laskę, że wszystko przestanie cię boleć — zamruczał i pocałował go z boku w szyję. Nie lubił, kiedy go bolało. Był wtedy zły na siebie z abstrakcyjnego powodu, że sam wyszedł z tego wypadku fizycznie dużo lepiej niż jego kochanek. Chętnie zabrałby mu trochę bólu.
David uśmiechnął się bokiem ust. Nadal bawiły go te teksty i miał nadzieję, że nigdy nie przestaną.
— Jak niektóre kobiety. Lody dobre na każdą okoliczność, ból i smutek? — Zaśmiał się z własnych słów. — Mój debil kochany — dodał i cmoknął go w policzek. — Mogliby już być.
— Spoko, już prawie siódma, zaraz będą — odpowiedział Shane i pomasował udo kochanka. Nie miał go dość. Najchętniej teraz by się z nim położył w łóżku, rozebrał go, popatrzył na jego nagie ciało. Dotykał, całował, pieścił… Chciał go więcej i więcej, a i tak już w tym momencie czuł się, jak najszczęśliwszy człowiek na ziemi. Nie było nikogo bardziej idealnego niż jego David. A gdyby wypadek skończył się inaczej, nie tak szczęśliwie i przeżyłby tylko on sam, to najpewniej poszedłby siedzieć za morderstwo z wyjątkowym okrucieństwem na kierowcy tamtego pickupa.
David już tylko przytaknął i oparł się wygodnie o oparcie kanapy. Nie mówił nic na temat dotykającej go dłoni, a o wiadomościach, jakie dziś wyczytał na swoim tablecie. Dzielił się z kochankiem swoimi opiniami, sądami w niektórych sprawach z kraju czy ze świata. Przez moment rozmowy zahaczyły o politykę, ale tylko przez moment. Potem niespodziewanie zaczęły krążyć wokół podkładek pod nogi stołu, co by podłoga się nie rysowała. Towarzyszyła temu składanka ballad rockowych, która wprowadzała ich jeszcze bardziej w stan rozleniwienia. Na tyle, że kiedy przerwał im dzwonek do drzwi, spojrzeli po sobie niemo, odruchowo zastanawiając się, kto z nich musi ruszyć się, żeby otworzyć. Shane zaśmiał się krótko i w końcu to zrobił.
Niespiesznie doszedł do wejściowych drzwi i otworzył je. Zgodnie z przewidywaniami, na ganku stał James Peterson i jego partner, Walter Mason. Ten pierwszy szczupły, o lekko zapadniętych policzkach, ufnych oczach i mysich, nieukładających się za dobrze włosach. Ubrany był w jeansy i koszulę z krótkim rękawem.
— Dzień dobry — przywitał się ze swoim byłym uczniem.
— Siema — odpowiedział Shane, uśmiechając się do gości. Najpierw uścisnął dłoń swojego byłego nauczyciela geografii, a potem Waltera, prawnika ubranego mniej formalnie niż zazwyczaj, bo jedynie w szare jeansy i białą, cienką koszulę.
— Witaj, Shane — odpowiedział ten nie tylko werbalnie i uściskiem dłoni, ale też radosnym uśmiechem. — Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzamy.
— Nie no, spoko, wbijajcie. — Gospodarz usunął się z progu i wpuścił ich do środka.
David, mimo że posłał kochanka, aby otworzył drzwi, sam też pojawił się w przedpokoju, by przywitać gości.
— Goście, goście. Cóż za miła odmiana. Na pewno nie chcecie nic zjeść? Albo chociaż coś do picia? — spytał, witając się po kolei z Jamesem i Walterem.
— Nie, nie, nie kłopocz się. I tak bym nic nie przełknął. — Nauczyciel uśmiechnął się nerwowo i spojrzał na swojego partnera.
— Wystarczy nam coś chłodnego do picia — dodał ten, zdejmując buty, skoro już przywitał się z gospodarzami.
Shane za to zrobił minę pełną konsternacji po słowach Jamesa.
— Ale że coś się stało? — zapytał niepewnie.
Nauczyciel spojrzał na niego większymi oczami, po czym szybko pokręcił głową, jednocześnie wracając do wyłamywania sobie placów.
— Nie, nie. Znaczy… to tylko ja. Walt jest przecież w skowronkach, więc to tylko ja — odparł pokrętnie, a David rzucił pytające spojrzenie drugiemu gościowi. Cóż, James zawsze był bardziej nerwową osobą niż większość jego znajomych.
— Spokojnie, to będzie dobra wiadomość — zapewnił ich Walt i położył dłoń w talii swojego partnera, po czym pocałował go w policzek.
— To spoko… Siadajcie, a ja wam naleję soku, jak lubicie z czarnej porzeczki — zasugerował Shane.
— Bardzo chętnie! — potwierdził prawnik, ruszając z Jamesem w stronę kanapy, a kiedy ją zajęli i David odrobinę ściszył muzykę, zapytał go: — Jak tam rehabilitacja, David? Już chyba będzie z pół roku, kiedy zacząłeś? Pomaga?
— Powoli, ale pomaga. Na szczęście, bo z początku myślałem, że z łóżka wstać nie będę mógł, jak przekroczę pięćdziesiątkę. — Zaśmiał się i zajął miejsce w fotelu, przyglądając się parze. W tym siedzącemu jak trusia pod ramieniem Waltera, Jamesowi. Jakby ich nie znał, mógłby mieć niezdrowe teorie o tym, że jego były nauczyciel jest zastraszony. Jednak on po prostu taki był i właściwie dopiero przy prawniku nabierał odwagi.
— Widzę, że poruszasz się sprawnie. Nawet lepiej, niż gdy ostatnio się widzieliśmy — zauważył Walt, bo rzeczywiście, ich ostatnie wspólne spotkanie na kolacji miało miejsce w jeden z gorszych dni Davida. — Miło to widzieć.
— Dziś też jest lepsza pogoda. Jak idzie na deszcz, tak jak wtedy, jestem jednak bardziej poobijany. I — David urwał, widząc wracającego do salonu Shane’a — wymówka, że boli mnie głowa, jest zastępowana inną. — Zaśmiał się, zerkając w jego stronę.
Shane uśmiechnął się debilnie, ale i tak poczuł się trochę… gorzko. Zawsze czuł się strasznie bezsilny, kiedy David miał gorszy dzień.
Postawił na stoliczku tackę z czterema szklankami pełnymi soku i sam usiadł na drugim wolnym fotelu.
— No, ale dzisiaj jest spoko i ogólnie rehabilitacja działa. Na początku spacery ograniczały się do tej budki ze słodyczami, tej obok tego dużego parkingu kawałek stąd. A teraz już nawet po parku czasem łazimy, wzdłuż jeziora w zeszłym tygodniu dużo chodziliśmy — mówił z przekonaniem, a potem uśmiechnął się lekko do Jamesa. — Ale długie wycieczki odpadają, więc, psorku, twoje techniki rozróżniania kierunków i te inne pierdoły, co nas uczyłeś, się chyba już nie przydadzą.
— Jeszcze przyjdzie na to czas. Małymi krokami dojdzie do tego, że będziecie jeździć w góry. Albo na wycieczki wzdłuż jeziora chociażby — odpowiedział James z delikatnym uśmiechem, bo sam widział czasami osoby dużo od nich starsze, które dopiero po emeryturze zaczynały więcej się ruszać. Wierzył więc w to, że organizm zawsze jest w stanie się dostosować. Jak nie tak, to inaczej.
— No, byłoby spoko — przyznał Shane.
Walter, który już siedział wygodnie, jedną ręką obejmując kochanka za szyję, a w drugiej trzymając szklankę z sokiem, uśmiechnął się do gospodarzy na potwierdzenie słów swojego partnera.
— Na pewno jeszcze wiele przed wami, nie skreślajcie niczego.
Shane pokiwał głową i skinął na nich.
— Ej, ale mówiliście o jakiejś wiadomości. Co jest? Któryś z was jest w ciąży? — palnął z głupim uśmiechem.
James, mimo że uważał wypowiedź młodszego mężczyzny za abstrakcyjnie niedorzeczną, i tak pokrył się rumieńcem.
— Nie, nie to… to nie to. Ale… blisko — dodał na końcu cicho i spojrzał znowu na Waltera. Szukał w nim ratunku.
David zrobił zagubioną minę, a Walter tylko uśmiechnął się do kochanka, tym razem jednak nie pomagając mu niczym innym niż trzymaniem go bezpiecznie w objęciach. Shane za to znowu zabłysnął swoim taktem i brakiem dobrej znajomości słów:
— Eee… wynajmujecie surykatkę?
— Surogatkę jak coś — David odruchowo poprawił kochanka, a James jeszcze bardziej zapłonął na twarzy.
— Nie, nie… nie. Nie planowaliśmy. Nie, to nie to — zaczął się panicznie tłumaczyć i coraz częściej spoglądać na Waltera. Teraz nie tylko z prośbą o ratunek, ale też z pretensją, że go nie otrzymuje. — To… to coś… innego. Znaczy… o Boże. — Westchnął ciężko. — My… — Przełknął ślinę, wyłamując sobie palce i patrząc to na Shane’a, to na Davida. — My… chcielibyśmy… was zaprosić na ślub — wydusił na końcu na jednym tchu.
I zapadła cisza. Shane zrobił wielkie oczy i znowu miał palnąć „ale że wasz?”, jednak się powstrzymał i dopiero po chwili wyszczerzył się.
— Ja pierdolę, serio?! — wydusił i cudem nie oblał się sokiem z czarnej porzeczki, bo wyglądałoby na to, że płyn od Lisy przyda się nie tylko na jedną koszulkę.
— Tak, pobieramy się w przyszłym miesiącu — potwierdził Walt, na którego twarzy widniał wyraz całkowitego szczęścia, którego dowiódł dodatkowo, cmokając kochanka w kącik ust i szepnął mu do ucha: — Bardzo dzielny.
David też się uśmiechnął szeroko i wstał ze swojego fotela, aby podać obu mężczyznom dłoń.
— Moje gratulacje. Wiedziałem, że w końcu do tego dojdzie — dodał i wrócił na fotel. James, jeśli w ogóle było to możliwe, był jeszcze czerwieńszy, ale też się nieśmiało uśmiechał. — Dawno to postanowiliście?
— Kilka miesięcy temu, ale nie chcieliśmy was zarzucać swoim szczęściem, kiedy dopiero dochodziliście do siebie — odpowiedział prawnik, już przejmując głos, skoro James tak dzielnie wydusił zaproszenie. W końcu byli to jego byli uczniowie i miał do tego większe prawo. Co z tego, że Walter prowadził sprawę rozwodową Davida i od jakiegoś czasu spotykali się we czwórkę? Dużo krócej ich znał. — Ale teraz najwyższy czas, bo ślub jest już za miesiąc, więc liczymy, że nie wpychamy się w jakieś wasze plany?
— Nawet jeśli, to nie na tyle poważne, abyśmy nie mogli z nich zrezygnować. Opowiedzcie, co planujecie? I gdzie? — David przejął trochę rozmowę za swojego kochanka.
— Walt, pójdę po zaproszenie do samochodu. — James spojrzał na partnera i na gospodarzy przepraszająco. — Miała być niespodzianka — dodał na usprawiedliwienie tego, czemu nie wziął ich od razu.
— Dobrze, kochanie. — Prawnik zabrał rękę z jego szyi i kiedy James pokierował się do wyjścia, założył nogę na nogę i odpowiedział Davidowi. — Niestety w naszym stanie nie możemy zawierać związków małżeńskich, ale w Illinois już tak. Dlatego tam się pobierzemy. Jezioro ma dla nas duże znaczenie. Co prawda nie Michigan, ale chcieliśmy je widzieć podczas naszego ślubu, więc sama krótka i kameralna ceremonia będzie mała miejsce w Chicago, nad jeziorem.
— Ale zajebiście. Jeszcze nie znam żadnego geja osobiście, który się hajtnął — skomentował Shane, uśmiechając się wciąż z zaskoczeniem. I jakoś go coś ukłuło w środku z podekscytowania na myśl… że może i oni z Davidem kiedyś by tak mogli.
— To będziesz miał szansę znać dwóch — prychnął z rozbawieniem David, patrząc na kochanka, a dopiero potem wracając do rozmowy z Walterem. — Czyli tylko ślub. Bez przyjęcia?
— Nie, nie będzie wesela, ale oczywiście po samej ceremonii zapraszamy do restauracji, którą wynajmiemy na ten dzień. Wszystko będzie na takim cudnym tarasie nad jeziorem, ale nie będzie nas wielu, bo poza wami zaprosiliśmy jeszcze moich rodziców, moją bliską przyjaciółkę i jeszcze jedną parę mężczyzn — wyjaśnił Walt, popijając sok. — Jak mówiłem, bardzo kameralnie. I oczywiście zarezerwujemy pokoje w hotelu tuż obok, więc nie musicie się o to martwić.
Dopiero po tych słowach do Shane’a coś dotarło. Zapatrzył się na Walta i zrobił się odrobinę blady. Przecież tam trzeba będzie… pojechać.
Nie powiedział nic, tylko szybko schował twarz za szklanką z sokiem. W tym czasie usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi i po chwili do salonu wrócił James. Trzymał w dłoni dużą, białą, ozdobną kopertę.
— Nie wiem, co już Walter mówił, ale… no, tu są jeszcze szczegóły. Będzie też na… pamiątkę. — Zerknął na Shane’a. — Bo… mamy wspólne zdjęcie w środku — wydusił, znowu lekko się rumieniąc i aby nie popełnić nietaktu, położył kopertę na stoliku pomiędzy gospodarzami. — Proszę.
Siedzący na kanapie prawnik odstawił swoją szklankę i delikatnie ściągnął do siebie Jamesa za dłoń, a Shane uniósł się z fotela, zabrał kopertę i usiadł obok Davida, na podłokietniku.
— Masz, otwórz — powiedział, starając się nie myśleć o czekającej ich podróży, a cieszyć się szczęściem swojego byłego nauczyciela i jego przyszłego… męża.
David jeszcze uśmiechnął się do gości i dopiero otworzył kopertę. Wyjął zaproszenie na ślub. Był w szoku. Przyjemnym, jednak w szoku. Do tego zrobiło mu się wyjątkowo ciepło na sercu, kiedy przeczytał: „…pragniemy zaprosić na ceremonię zaślubin Sz. P. Davida Gardnera i Sz. P. Shane’a Jarvisa…”. Nie były to w końcu dwa oddzielne zaproszenia, a jedno wspólne dla nich. I jak nie mógł odmówić uroku prostemu udekorowaniu kartki, to właśnie ten element i wspólne zdjęcie młodej pary, na którym nawet było widać rumieńce na policzkach Jamesa, były najpiękniejsze.
Shane za to głupio się zapatrzył, czując rosnące w piersi gorąco. To było takie… wow. James, który kiedyś był taki pewien, że nigdy nie będzie miał partnera, a co dopiero męża, teraz miał wyjść za kogoś. A do tego on będzie mógł przy tym być razem z Davidem. Impulsywnie pochylił się i pocałował swojego kochanka w policzek, nim dodał do gości:
— Jest super. Będziemy na pewno. Dzięki, że w ogóle chcecie, żebyśmy byli.
— Oczywiście, że chcemy. — James pierwszy się odezwał, patrząc z przejęciem na parę. Zależało mu na ich obecności i widać było to w jego oczach. Bardzo przeżył cały wypadek Davida i Shane’a.
Shane uśmiechnął się do niego szerzej, po czym szybko zapytał, gdy o czymś pomyślał:
— Ej, a wybieracie się gdzieś na miesiąc miodowy?
— Niestety nie miesiąc, bo praca nam nie pozwala, ale na szczęście po ślubie są jeszcze dwa tygodnie wakacji Jamesa, więc lecimy do Tajlandii — wyjaśnił Walt, również, tak jak pozostali, szeroko się uśmiechając.
Atmosfera była bardzo miła. Oni mieli wziąć ślub i był to dla nich wyjątkowo szczęśliwy okres, a do tego mogli zaprosić dwójkę mężczyzn, którzy te pół roku temu mogli zginąć, a jednak teraz siedzieli tu, razem, jeszcze bardziej umocnieni w swoim uczuciu.
— Do Tajlandii? No proszę, w tropiki się wybieracie. Potrzebne są tam jakieś wizy? Albo obowiązkowe szczepienia? — spytał David z formalnym zaciekawieniem i troską.
— Na ten okres, na jaki tam jedziemy, dla turystów niepotrzebne są wizy. A konkretne szczepienia nie są wymagane, ale profilaktycznie, kiedy podjęliśmy decyzję o… ślubie, poszliśmy do lekarza, aby dowiedzieć się, czy jakieś nam się przydadzą. Tak na wszelki wypadek. To w końcu, jak mówisz, tropiki. Inny klimat, kuchnia. A i tak pewnie… się pochoruję, jak coś zjem — odpowiedział od razu James i na koniec zaśmiał się z zakłopotaniem.
— Nie no, bez jaj, może nie będzie tak źle! — Shane zarechotał na samą myśl, że wakacje spędziliby w łazience. Ale przecież w Stanach też było dużo kultur i można było skosztować wielu rodzajów kuchni, nie wyjeżdżając. — Ale, James, to będziesz miał co uczniom opowiadać o Tajlandii z własnego doświadczenia, a nie książek.
Nauczyciel uśmiechnął się nieśmiało i pokiwał głową.
— Dlatego bardzo się cieszę na ten wyjazd — przyznał szczerze, bawiąc się ze zdenerwowania i ekscytacji palcami.
Za każdym razem, kiedy się uśmiechał, Walter walczył z ochotą zgniecenia go w mocnym uścisku. Zamiast tego, tylko co raz cmokał go w policzek, a teraz dodatkowo delikatnie ujął jego szczupłą dłoń i ścisnął ją.
— Na pewno będzie wspaniale. I tym bardziej się na to cieszymy, kiedy wiemy, że będziecie z nami na ceremonii.
David przytaknął i spojrzał na kochanka. Już od jakiejś chwili myślał, jak tam dojadą. Może spróbują z samolotem.
— Zrobimy wszystko, aby zobaczyć, jak się obrączkujecie.
Shane pokiwał głową, a w tym, że chce to zobaczyć, utwierdziły go miny gości. Tak, byli szczęśliwi i było to widać. Tak jak oni, że byli razem i mogli cieszyć się swoją obecnością nie tylko teraz, ale i zawsze.
— Będziemy — dodał na głębokim wydechu i położył dłoń na ramieniu swojego kochanka, przy którym siedział. Trochę zazdrościł Waltowi i Jamesowi, ale bardziej cieszył się z ich radości.
Po tym jeszcze nastąpiła długa rozmowa przy soku o szczegółach ślubu. Oczywiście ani James, ani Walter nie chcieli za dużo zdradzać, ale kilka szczegółów i tak udało się z nich wydusić. Tak samo o tym, co najbardziej chcieliby zobaczyć w Tajlandii i dlaczego ją wybrali. Przy tym temacie James trochę bardziej się ośmielił, a dzięki temu nie skończyli wieczoru po godzinie, a po czterech. Było przyjemnie i… napawająco nadzieją na dobrą przyszłość.

29 thoughts on “Newton’s Balls – 8 – Radosna nowina

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Trochę miłych rzeczy trzeba na nich sprowadzać ;) To się też tyczy Davida i Shanea, którym może faktycznie z biegiem czasu trochę osłodzimy skutki wypadku. Do przeczytania, do zobaczenia ;)
    Dzięki za znak z postępu czytania :) Także pozdrawiamy

  2. Basia pisze:

    Witam,
    o jejciu, wspaniały rozdział… co za radosna nowina, James i Wolter biorą ślub, a może, a może za niedługo i David z Shane pójdą ich śladem i też wezmą ślub… och, och ten wypadek… cieszę się, że jednak go przeżyli, choć nie obyło się bez przykrości, Shane jest psychicznie zraniony, boi się teraz, a David fizycznie…
    Multum weny, czasu i chęci życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Shivunia pisze:

    Saki, nieważne, że z opóźnieniem, ważne że w ogóle :D Nam zawsze milutko się robi, jak widzimy Twój nick :) Och i w ogóle super, że pojawienie się znowu Shane’a i Davida nie zostało odebrane jako jakieś odgrzewanie kotletów, a każdy się cieszy :D No i zgadzam się, Shane nie może opuścić ślubu swojego psorka! musi dać radę! A James normalnie robi milowe kroki w swojej socjalizacji XD Słodko, ze się za nimi stęskniłaś :D My też więc mega fajnie jest znów o nich pisać :) Pozdrowionka!

  4. saki2709 pisze:

    Komentarz znowu z opóźnieniem, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie.
    Calutki rozdział dla Shane’a i Davida <333 Jak miło poczytać o nich po tak długiej przerwie. Już się nie mogę doczekać ślubu Jamesa i Waltera. Biedny Shane. Mam nadzieję, że jakoś uda mu się przetrwać podróż. Bo nie wyobrażam sobie, żeby odpuścił sobie ślub profesorka. Jimmy, jestem z ciebie dumna. Dałeś radę wykrztusić zaproszenie na ślub.
    Teksty Shane'a jak zwykle pozwalają. Stęskniłam się zarówno za nim jak i panem sztywniakiem. I cieszę się, że znowu mogę o nich poczytać.
    Pozdrawiam i życzę weny

  5. Katka pisze:

    Tazkiel, hehehe, Shane jako rozweselacz XD Taki jego urok, że walnie genialnym tekstem i nawet nie jest tego świadom :) Ślubek Jamesa i Waltera będzie opisany, to mogę z góry powiedzieć. Więc będziesz mogła go sobie skonfrontować ze swoją wizją :) Mam nadzieję, że Cię nie zawiedzie. I na pewno będzie jeszcze bardziej cieplutko niż w tym rozdziale! :D A co do spadających gwiazd – jedną widziałam! :DDD Była wspaniała, jaśniutka i dłuuuugo spadała :D Cudo, cudo, jeszcze się przejdę na zewnątrz zobaczyć :) Mam nadzieję, że Ty też jakąś dojrzysz :)

  6. Tazkiel pisze:

    „Surykatka” – no kocham Was! Shane zawsze poprawiał mi humor i tym razem też mu się udało :). Mam nadzieję, że opiszecie ślub Jamesa i Walta. Ciekawe, czy będzie tak, jak to sobie wyobrażałam, a może i lepiej:)? Oczywiście, o ile James nie zemdleje z nerwów, ale może mając w perspektywie jakieś wiązanko w nagrodę, będzie dzielny :). Sam rozdział cieplutki jak pogoda za oknem, jednak ja, jako jednostka wybitnie ciepłolubna, nie mam żadnych zastrzeżeń :). Dzisiaj w nocy będą spadające gwiazdy, będziecie oglądać? Pozdrawiam, Tazkiel

  7. Katka pisze:

    O., oooj, James na pewno będzie chciał zwiedzać, więc nie wiem, czy Waltek będzie miał tyle czasu, aby dobrać mu się do dupci. Nie codziennie jest się w Tajlandii XD Z koreczkiem mogłoby być ciut niewygodnie XD

  8. O. pisze:

    Dość sielankowo, ale Davidowi i Shaneowi się należy <3 zadośćuczynienie musi być albo pójdziemy pod sąd, ale Walter jest po naszej stronie xD nie wiem czemu, ale pewnie przez to, że są to Jimmy i Walt to mam wrażenie że wakacje w Tajlandii będą erowakacjami xD ale takimi bardziej no.. Z zabawamy, z fetyszami xD choć pewnie James będzie chcieć zwiedzać, ale może to robić z wtyczką xD

  9. Katka pisze:

    Asus, taaak, będzie tu zdecydowanie więcej tekstu nie tylko o Chasie :) Wątek Shane’a i Davida będzie się przewijał w mniejszej, bo mniejszej ilości, ale zawsze to jakiś przerywnik :) Co u Walta i Jamesa też będzie można poczytać. Smutno tylko, że robisz sobie spoilery XD Spoilery to złooo. Także nadrabiaj koniecznie! Na pewno będzie się milej czytało. Ale, haha, FDTS na pewno nie przebijemy XD Nie da się, to niemożliwe XD Chociaż będzie na pewno długie, ale może uda się zamknąć w jednej części – po prostu koszmarnie długiej XD Ale do 213 rozdziałów jak FDTS temu będzie daleko :) Dzięki za komentarzyk :D

  10. Asus pisze:

    Wow, a tego się nie spodziewałam… miło, że te pary dostają więcej czasu niż tylko przerywnik w perypetiach Chase’a ;) lubię NBTS i teraz żałuję troszkę, że nie skończyłam czytać i zarzucam sobie spoilery, ale trudno, rozkoszni są XD. Natomiast, co do drugiej dwójki to muszę szybko się z nimi zapoznać^^ wydają się kochani. Przy takiej ilości bohaterów na pewno będzie się dużo działo! materiału ja myślę, że nawet na 3 sezony wystarczy, może FDTS przegoni XD (to byłby wyczyn). Tak więc lecę czytać, by rozumieć więcej z ich wątków i nie mogę się doczekać ciągu dalszego z Newtonami ^^

  11. Katka pisze:

    KillCheerleader, nadrabiaj, nadrabiaj! :) Chociaż pewnie przez to gorąco czytać się nawet nie chce. Mi osobiście nic się nie chce… A ja musiałam wygooglać, co to jest shoutbox. Jestem zacofana. Niemniej, miło że nas gdzieś tam polecają :D Ale nie wiem, czy można to już nazwać renomą, haha, chociaż to fajnie poważnie brzmi :D

  12. KillCheerleader pisze:

    Ten rozdział przypomniał mi, że muszę nadrobić czytanie starszych opowiadań. Jest tak gorąco, że nie pamiętam co chciałam napisać, kiedy pierwszy raz się za to zabierałam. Podejście trzecie to już jest.
    Te ich prymitywne wstawki w rozmowie mnie powaliły xD
    Tak, to chyba tyle tego nic nie wnoszącego komentarza :D

  13. Katka pisze:

    Beata, nooo, taki wzruszający był, co nie? :D Niby tylko odwiedziny i przekazanie wieści o ślubie, a jednak porusza. Shane to Shane, oczywiście bez przeklinania i specyficznego romantyzmu się nie obejdzie XD Chyba za to go kochamy. Jak widzisz, same plusy, może pomijając niefajne skutki wypadku. I oczywiście, że muszą udać się na ślub! :D To konieczność, tego przegapić nie można. Sama bym już tam do nich leciała, ale kurde nie dostałam zaproszenia XD Dziękujemy za docenienie i oczywiście super, że komentujesz :)

  14. Beata pisze:

    Cudowny rozdział,tyle pozytywntch emocji,wręcz wzruszyłam się .Takie ciepełko w ich związku.Shane przeklina jak zwykle,ale stara sie być delikatniejszy w obejściu.Ta jego dygresja,ze jeśli David by nie przeżył,to sprawca wypadku zginoł by z jego ręki w okrutny sposób-to właśnie jest Shane-zakochany rozrabiaka.Cieszę się ich szczęściem,ułożyli też stosunki z Grace.Mogą spotykać się z dziećmi bez sporów.Niespodzinka Jemesa i Waltera -zaproszenie na ich ślub,to dopiero COŚ .Shane martwi się jak tam dotrą ,ale pewnie jakoś to rozwiążą,bo to zbyt ważne.Profesorek tak się starał i ich zaprosił.Dzięki za Waszą pracę pozdrawiam Beata

  15. Katka pisze:

    Kamaija, oooch to prawda, o Shanie i Davidzie idealnie się czyta z odpowiednim podkładem! :D Następnym razem zescrolluj rozdział, jakie imiona się pojawiają i czytaj, hehe. James faktycznie stanął na wysokości zadania! Dało radę profesorątko, Walter jest z niego dumny. Taka krępująca chwila, ale wydusił to. Ale też masz rację, że ten wypadek mógł inaczej się skończyć i to nie tylko pod względem fizycznych uszczerbków. Na szczęście nie obwiniają się, w sumie sam wypadek to wina raczej pogody i tamtego kierowcy, więc na szczęście nawet nie mają powodów. Tylko się cieszyć. Dziękujemy za komentarz, bardzo nam miło, że się podobało :D

    Damiann, no ja myślę! XD Będę trzymać rękę na pulsie XD

  16. Kamaija pisze:

    Powinnam dostać rozpiskę pod tytułem „W tym rozdziale pojawiają się perypetie z życia Shane’a i Davida”. Wtedy włączam klimatyczną muzykę i mogę czytać dalej.

    Urocze było to, że to James zapraszał swoich uczniów na ślub. I brawa, że udało mu się to powiedzieć i Walter nie musiał interweniować, bo James się zaciął, a głowa mu wybuchła od zbyt dużej dawki rumieńców – słodziak *^*

    Miło się czyta o życiu mojej ukochanej pary, której opowiadanie zakończyłyście w tak „ostateczny” sposób. A tu nagle okazuje się, że żyją i mają w miarę dobrze.

    Dzięki nim i wam, możemy się dowiedzieć jak mogłoby wyglądać życie ludzi po tak ciężkich przeżyciach. Dobrze, że w ich wypadku skończyło się na jeszcze większym przywiązaniu a nie fobii dotyczącej wspólnego spędzania czasu. W końcu któryś mógł zwalić winę za wypadek na drugiego i nie było by już tak tęczowo.

    Czekam na więcej :D

  17. Katka pisze:

    Linerivaillen, och chaotyczne uderzanie w klawiaturę zawsze wyraża tyle emocji <3 Miło nam, że spełniłyśmy Twe potrzeby XD

    Omega, hehe, jak tęsknota uderzała we znaki, to na pewno miło było poczytać o dawnych postaciach ;) No i jaka teoria! Proszę, proszę, wychodzi na to, że mamy jakieś schematy, po których próbujecie nas przejrzeć XD Ciekawe, czy ten się sprawdzi… ;)

    Damiann, a gdzie Twoje utyskiwanie, że Shane i David to koszmarna parka i nie powinni mieć takiego szczęścia jak mają? XD Byłam pewna, że coś o tym wspomnisz, aż normalnie jestem zawiedziona XD Haha, ale zabawnie z tą surykatką. Los Ci podsunął to, co będzie w rozdziale. Taki mały spoiler od losu XD

    Sabrinetaylor, nooo, zaskok, co nie? Ostatnio w ogóle z Shanem była raczej krótka scenka, więc tu cały rozdział to wiele. A zapewniam, że jeszcze od czasu do czasu poczytacie takie rozdziały, byście się nie przejedli głównymi bohaterami ;)

    Porebula, „ Czy tak czuli sie ludzie kiedy NBTS wychodziło?” – mnie nie pytaj, ja nie wiem XD Ale fajnie, że Ci się podobało. Shane jest wielki, nie raz brutalny i pozbawiony taktu, ale chyba umie ująć za serce. Ou, ale co do dzieci i Walta… tu niestety muszę od razu sprostować, że Waltek jest anty-dzieciowy XD Niestety XD A romantyzm by Shane zawsze dobry XD Kumpeli z kolei współczuję. Taka trauma! Cośmy Wam zrobiły :)

    Tomek, to mega frajda dla nas takie przeplatanie opowiadań, hehe, jakoś dużo z tym radochy. I daje to możliwość wrócenia do ukochanych postaci :D ATCL… och, same chcemy do tego szybko wrócić! Mamy ciśnienie, więc na pewno z Waszej strony nie musi być namawiania, bo chce się nam pisać, a i plan jest :D Teraz niestety miałyśmy spory problem z czasem i w ogóle możliwością pisania, więc nie ruszałyśmy za bardzo do przodu, ale może się to jakoś wyklaruje wszystko i spróbujemy pocisnąć. Obiecać, czy wyjdzie w tym roku, nie mogę, ale trzymaj kciuki, może się uda :)

    Kruha, oookej XD Daj znać, jak poczytasz i co myślisz ;)

    Mati, widzę, że lubisz sielankę, haha, my też XD Układa się im i chyba im się należy. Zarówno Shane’owi z Davidem, jak i Waltowi z Jamesem. Pooooza tym z racji takiej słonecznej pogody, to przecież nie może być u nich depresyjnie :D A Shane na pewno jeszcze nie raz wyskoczy z jakimś debilnym tekstem XD Super, ze rozdział się tak spodobał :D

    Kasia, poniekąd powinnam się z Tobą zgodzić, że taki finał NBTS byłby idealny, ale… może właśnie zbyt idealny. Chciałyśmy utrzymać klimat całego NBTS, który był, bądźmy szczerzy, dołujący, więc negatywne emocje na koniec były trochę konieczne. Ale widzisz, teraz Wam za to słodzimy za tamte troski XD I super, że widać to, jak związek chłopaków się umocnił. Teraz są naprawdę parą nie tylko z miłością, ale też przywiązaniem. Wg mnie to jest bardzo ważne. Oj oj i czekanie na pewno szybko minie! ;) I oczywiście cała przyjemność po naszej stronie, plus dziękujemy za komentarz :)

  18. Kasia pisze:

    Cudowny rozdział, taki powinien być happy end w Nbts, a nie tyle smuteczku. No ale były emocje a teraz się poukładało więc jestem usatysfakcjonowana ☺Może i Shane się oświadczy, widać że pomysł mu się spodobał. w ogóle to super poczytać jak ich związek stał się jeszcze mocniejszy, jak dbają o siebie i jednocześnie dalej tak na siebie działają. I jeszcze te zmiany w okolczykowaniu Shanea :D Cały czas szczerzę zęby do monitora 😆 Ciekawe co to za jeszcze jedna para u Jamesa i Waltera na ślubie będzie, jakoś nikt mi do głowy nie przychodzi oprócz Courtneya – no ale on nie ma pary. Chyba? Może Chasea zabierze hehe, ale by chłopak szok zaliczył :) właśnie mi się przypomniało jak się Juan dowiadywał ze kazdy z jego towarzyszy a w tym jego idol Lenny jest homo, wyłam ze śmiechu wtedy a i teraz się chichram :) Że tak się powtórzę – strasznie tęsknie za FDTS :) Ech i znowu 12 dni czekania. Dzięki dziewczyny, pozdrawiam serdecznie

  19. Mati pisze:

    Wooow, jak dużo słodyczy (w takie upały to niedobrze, ale walić to) :D
    Walt i James, jejciu, takie 2 super słodziaki. Stęskniłem się za nimi i za tymi gestami Jamesa. Ale wybacz psorku, za Twoim słodziakiem bardziej :D
    No i super, że się między nimi wszystkimi układa. Nic tylko czekać na więcej ślubów :D
    I te teksy Shane’a, te surykatki :D I w ogóle jego WSZYSTKIE teksty :D
    Jejciu, no rozdział idealny :) Taki radosny, przepełniony miłością, no cudo :)
    Dużo tej miłości coś :D

  20. Tomek pisze:

    Przyjemny rozdział :)
    Bardzo mi się podoba, że przeplatacie opowiadania i w niektórych pojawiają się osoby z innych. Bardzo fajne to jest. :D
    P.S. Chciałbym się spytać co z ATCL… Będzie w tym roku kontynuowane? Czy może w następnym? Bo to moje ulubione opowiadanie u was, za które bym was mógł na rękach nosić i czerwony dywan wam rozwijać ♥♥♥
    I kurdeee… poczytałbym sobieee… :P ♥♥♥

  21. porebula pisze:

    Przepełnia mnie szczeście po tym rozdziale! \(*3*)/ 《- super hiper szczesliwa i wyrażajaca moją miłość buźka!
    Omojboze jak ja dawno nie komentowałam! Czemu właściwie?!
    „— Ej, ale mówiliście o jakiejś wiadomości. Co jest? Któryś z was jest w ciąży? — palnął z głupim uśmiechem” Tak to mój Shane!! CAŁY ROZDZIAŁ NIM!! Czy tak czuli sie ludzie kiedy NBTS wychodziło? To musiało być piękne…
    I Jimmy i Walt razem! Zaproszenie na ślub dali! Jimmy taki dzielny! :) Ale teraz to by sie mogli wszedzie pobrać… i Shane by jechać nie musiał dalej nigdzie! I wyobraziłam sobie Walta który dzwoni do Davida po pomoc w sprawie dzieci. Tu kjut for maj brejn. Biedny David btw… Szkoda mi ich, ale żyją!! Żyją!! Niekomentowanie mi źle rkbi, bo mam ochote wylewać na was wiadrami miłość!! XD Tyle homoszczęścia doświadczył mi ten rozdział xD Oh sstop, koniec zaduzo cukru jak na mnie! Normalnie sie czuje jak po rozdziale z gołąbkami i mam ochote śpiewać skacząc po tęczy na moim różowym jednorożcu i obsypywać wszystkim proszkiem szczęśxia!! Nie dobra koniec zaduzo
    „— Taa, no właśnie. — Shane zmarkotniał, a widząc jego minę, położył mu dłoń na kolanie i ścisnął je. — Żyjesz? Zrobię ci potem taką laskę, że wszystko przestanie cię boleć” – Romantyzm lvl Shane ♥ (nie wierze ze uzywam serduszek co sie dzieje?)
    Ps. Moja znajoma sie boi przez was Cole kupić bo w reklamie napis „Żabcia” widziała xD

  22. sabrinetaylor pisze:

    Ojeju! Ale super cc: Fajnie, ze caly rozdzial byl o Shanie, Davidzie, Jamesie i Walterze. I jeszcze James i Walt biora slub! Nie spodziewalam sie tego i to bylo po prostu takie WOW!!!

  23. damiannluntekurbus17 pisze:

    Mily, spokojny rozdzial, bez jakichs dramatycznych akcji. Cos dobrego na moje 4 godzinne ogladanie serialu D:
    Miejmy nadzieje, ze w tej Tajlandii terrorysci albo robale ich nie zabija, bo bedzie szkoda takiego slodkisgo Jamesa xD
    Akurat dzisiaj bylem w zoo i widzialem surykatke w ciazy, ten rozdzial to jakis znak. Moj mozg wiedzial, ze bedzie cos o takich rzeczach w dzisiejszym rozdziale! xD
    Czekam na moich Newtonow, na slodkiego, poszkodowanego Newtona \(^.<)/ (ale pedalski znaczek, ale musialem go dac xD)

  24. Omega pisze:

    Jak miło znowu o nich poczytać :3 Czułam, że James i Walter się w końcu pobiorą… i doszło do tego xD Chcę poczytać o ich nocy poślubnej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tak w ogóle, to wydaje mi się, że Chase skończy z Philipem a Ian z kuratorem, bo przy większości waszych opowiadań pary zazwyczaj lądują obok siebie w „postaciach” xD Jestem ciekawa, jak oni (Shane i David) zniosą podróż :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s